Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
wtorek, 03 października 2017
Basia i basen - Zofia Stanecka, il. Marianna Oklejak

 

Tak, tak, kochani. Mamom zdarza się chorować. A gdy już jakaś mama położy się do łóżka (co, pewnie wiecie z własnego doświadczenia, łatwe wcale nie jest) – wówczas wszystko w domu „leży” też. Basi i Jankowi jest z tego powodu bardzo przykro. Więc – kiedy tata proponuje wyjście na basen radości nie ma końca. Cała trójka udaje się do nowoczesnego obiektu kąpielowego, gdzie czekają na nich różne fantastyczne atrakcje. Na przykładzie Basi i Janka najmłodsi poznają to miejsce, uczą się odpowiedniego  zachowania. Bieganie po mokrej powierzchni może skutkować nieprzyjemnym wypadkiem – takim, jaki spotkał główną bohaterkę.

Czas na basenie – dla Basi, Janka i taty to pięknie spędzony czas. I choć ojciec z tęsknotą spogląda na jacuzzi – to widać, że tak naprawdę jest w swoim żywiole, tapla się w wodzie z przyjemnością ze swoimi pociechami. Pływanie, zabawy, coś dla ciała przy barze. Na szczęście chora mama dochodzi do siebie. Po powrocie okazuje się, że stan jej zdrowia idzie ku lepszemu, natomiast tata ….. wykończony, zasnął. Ale ciii – cytując książkę – sen to najlepszy lekarz.

Kolejna „Basia” oswaja maluchy z codzienną rzeczywistością. Udana część, dzięki której maluchy nie znające basenu mogą go poznać, rozwijaj słownictwo o wyrazy „około basenowe”. Basię zawsze polecam gorąco.

Wiek 3+

Wydawnictwo Egmont

 

poniedziałek, 02 października 2017
Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe - Michał Leśniewski, il. Maciej Szymanowicz

Ostatnimi czasy ukazało się kilka ciekawych lektur dla młodych miłośników motoryzacji. „Ale auta” niewątpliwie do nich należą. Gdy jeszcze do tego dodam, że ilustracje są autorstwa Macieja Szymanowicza – można już tylko westchnąć – to naprawdę musi być „niezła bryka”. Historia samochodu napisana niesztampowo, zaskakująco, ze wszystkimi smaczkami – czyli również towarzyszącymi im opowieściami o serach cheddar i roquefort (ale o tym sza). Żarty na bok. Choć nie sposób je tu pominąć, bo choć z jednej strony książka przekazuje naprawdę dużo informacji na temat przeszłości samego samochodu, sprzętu, imprez z nim związanych, to zostało to przekazane w sposób niezwykle lekki, niekiedy z przymrużeniem oka, a często właśnie z dużym poczuciem humoru. A wspomniane sery mają swoje zaszczytne miejsce w jednej z samochodowych historii.

Wprawdzie autor nie zaczyna od samego początku – czyli jak to z kołem było, ale sięga do dawnych czasów, kiedy jeżdżące maszyny pojawiły się na drogach Europy, czym budziły przestrach wśród mieszkańców ale i zaciekawienie. Uruchamianie pojazdu na korbę, sygnalizowanie skrętów rękoma, światła – od karbidowych lamp po dzisiejsze diodowe cudeńka,  historia znaków drogowych, czy różnego rodzaju dodatki do aut: jak trąbki, maskotki, termometry, reflektory itp. W kilku miejscach pojawia się tematyka produkcji samochodu – od długiego cyklu trwającego kilka tygodni, potem dni , by osiągnąć w końcu cel: czyli nowoczesna hala produkcyjna, w której auto powstaje w ciągu kilku godzin.

Każdy znajdzie tu coś dla siebie: bo mowa jest też o modzie samochodowej, znanych kultowych modelach, reprezentantach polskiej motoryzacji. Można zobaczyć jakimi samochodami jeździło się w czasach PRL-u. Powiało również nowoczesnością, bowiem dzieci dowiedzą się, z jakich materiałów produkowane są współczesne auta, poznają tajemnice bolidów.

Książka jest świetnie zilustrowana. To swego rodzaju wędrówka po różnych epokach – a tej wyprawie towarzyszy oczywiście główny bohater – samochód. Szymanowicz celująco uchwycił klimat czasów długich sukienek i skórzanych pilotek.

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 01 października 2017
Sługa lamy. Baśnie tybetańskie - il. Piotr Fąfrowicz

Z ciekawością wyglądałam baśni z odległego Tybetu. Geograficznie – daleko. Kulturowo, mentalnościowo – również. Dach świata, który pojawia się co rusz w wiadomościach, relacjach z wypraw górskich i podróżniczych. Kusiły te baśnie, oj kusiły – ze względu na swoją egzotykę i piękne wydanie. I chęć uzupełnienia apetycznej kolekcji baśni świata, wydawanej w charakterystycznym kwadratowym formacie. I choć miłośnicy gatunku przyzwyczajeni są do swego rodzaju estetyki: górowania pewnych wartości, zwycięskiej walki dobra ze złem, wysuwania na plan pierwszy cnotliwych bohaterów – właśnie w tym aspekcie baśnie te również potrafią zaskoczyć. Bowiem niektóre postacie nie do końca są kryształowe. Ich cechy to: spryt, szukanie łatwiejszej drogi na skróty. Pokazują naturę człowieka, łasego na pokusy, nie zawsze silnego, wybierającego łatwiejsze – choć może nie do końca szlachetne, rozwiązania. Kiedy biedak Czampa („Dwaj sąsiedzi”) zostaje oszukany przez swojego bogatego sąsiada, posuwa się do tego, by ukarać go poprzez podmienienie mu syna. Trochę nawiązuje to do współczesności, gdy w różnych książkach, filmach, to właśnie antybohater chwyta nas za serce, i to jemu sekundujemy do samego końca. Choć w przeważającej części baśnie zawarte w opisywanym tomiku zawierają ukryte nauki moralne, rozbudzają wyobraźnię, wyraźnie pokazują co jest czarne a co białe. Wiele motywów jest tu nowych, przygody postaci wciągają, gdyż rzadko nawiązują do naszego kręgu kulturowego, ich nieprzewidywalność i często zaskakujące zakończenie, każą śledzić je z wypiekami i ciekawością. Rządzą : prawość, dobro, piękno wewnętrzne. Wróżka z baśni „Chłopiec ze spłaszczona głową” przyzwyczaja się do szpetoty męża, mało tego – z biegiem czasu – coraz bardziej darzy  go uczuciem miłości. O losach bohaterów często decydują dziwne zbiegi okoliczności: dobro zostaje wynagrodzone: wróżbita za uratowanie życia królowi otrzymuje połowę jego królestwa, a  wspomniany już Czampa ratując bezbronnego wróbla zostaje obdarowany bogactwem. Baśnie opowiadają o codziennym życiu swoich bohaterów wypełnionym pracą, wychowywaniem dzieci, zdobywaniem pożywienia i takimi drobnostkami jak … chociażby kłótnie i swary małżeńskie. Z doświadczeń władcy Baczy i jego żony można wynieść taką naukę, że na kłótni jednych zawsze korzystają postronne osoby i że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje.

Ciekawie zostały pokazane przemiany bohatera. Kilka przygód matczynego pieszczoszka, ujętych w odrębne teksty, to swego rodzaju Bildungsroman. Syn wdowy, dawniej pod skrzydłami matki, teraz musi nauczyć się sam sobie radzić w różnych sytuacjach. Wykorzystuje swój spryt, niekiedy głupotę innych i zdobywa w ten sposób bogactwo i autorytet.

Baśnie tybetańskie kuszą również egzotyką: to świat, w którym pojawiają się jogini, lamowie, w  którym panuje wiara w poprzedni żywot. Mężczyźni mają w uszach długi kolczyk, noszą warkocz, paradują w czubie. Pojawiają się potrawy z tamtego regionu, zwierzęta wraz z ich symbolicznym znaczeniem: długowłose woły jaki, które dają wełnę, mleko, a z ich kości wyrabia się narzędzia. Kruk – opiekun i strażnik, uosabiający ochronne moce Buddy. W tych baśniach grzeje ciepło, które wydzielają w ognisku placki z odchodów jaka. Zatem można się czegoś dowiedzieć o życiu w tamtym rejonie, zwyczajach i wierzeniach.

Atutem tej książki są oczywiście ilustracje Fąfrowicza, znakomicie oddające klimat utworów, nawiązujące do tradycji i wierzeń, przedstawiające bohaterów tych historii. Jest ich mnóstwo, niekiedy co stronę, dwie, spotkać można małe motywy ilustracyjne, bądź obrazy na całą stronę.

Wiek 7+

Wydawnictwo Media Rodzina

piątek, 22 września 2017
Obronić królową - Barbara Kosmowska

14-letnia Greta musi poradzić sobie z problemami, jakie zgotowało jej życie i … dorośli. Problemy matki sprawiają, że dziewczyna musi opuścić Warszawę i przenieść się na prowincję do malutkiego Wilmowa. Zamieszka u ojca i jego nowej rodziny. Macocha Anna, przybrana 7-letnia siostra Lilka, nowe środowisko w szkole. Nastolatka musi stawić temu wszystkiemu czoła. Nie jest łatwo z Anną, gdyż ta wyczuwa ze strony pasierbicy zagrożenie. Nie jest łatwo w klasie, ponieważ ta jest manipulowana przez jedną z koleżanek. Milena nie jest absolutnie przygotowana na to, że ktoś może mieć własne zdanie. A Greta je ma – i to często. Ma odwagę nie tylko do wypowiadania swoich myśli, działa według swojego sumienia, nie patrząc na to jak zareaguje środowisko.  Greta jest w ogóle osobą nad wyraz dojrzałą. Pewnie to wynik jej niezbyt przyjemnej rodzinnej sytuacji. Chętnie pomaga innym, jest z jednej strony otwarta – z drugiej jednocześnie zamknięta, trochę wycofana. Nie manifestuje swoich uczuć. Dziewczyna otwiera się głównie przed młodszą siostrą Lilką. Zresztą ta maluda to jest już i tak odrębny temat – jej postać od samego początku chwyta za serce. Rezolutna dziewczynka, poetka nawiązuje dobry kontakt z Gretą i tym samym staje się zupełnie nieświadomie swego rodzaj pomostem między starszą siostrą a rodzicami, zwłaszcza macochą (jak ja nie lubię tego określenia).

Staram się czytać wszystko Barbary Kosmowskiej, co tylko wpadnie mi w ręce. Nieważne, czy to literatura dla dzieci czy młodzieży, zawsze trzyma poziom. Nigdy się nie zawiodłam. Często prezentuje bohatera, który ma odwagę podążać swoją drogą. To swego rodzaju outsider, który potrafi zaimponować odwagą w zachowaniu, w wyrażaniu swoich myśli i zdania. To nie oportunista, ale i może na swój sposób … wojownik, który uparcie zmaga się z przeciwnościami losu. I brnie w swoje racje, choć przecież mógłby wybrać łatwiejszą drogę – na skróty. Taka jest właśnie Gerta. Młodziutka, mądra gimnazjalistka, dziewczyna z charakterem, która mi zaimponowała. A zakończenie totalnie mnie zaskoczyło – co baaaardzo lubię.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 20 września 2017
8+2 i Anton z Ameryki - Anne-Cath. Vestly/ il. Marianna Oklejak

Wielodzietna rodzina z małego domku w norweskim lesie powraca!!! Ósemka dzieciaków, rodzice, babcia, pies Rurek. Co ciekawe - wszystkie dzieci mają imiona na literę „eM”. Babcia kiedyś mieszkała w domu spokojnej starości, ale teraz już nie. Bo w tej rodzinie było kiedyś i teraz. „Kiedyś” to życie w mieście, w jednym pokoju z kuchnią. „Teraz” to domek w lesie – zakupiony za połączone oszczędności, gdzie każdy ma choć odrobinę miejsca na swoją prywatność. W tej części (już czwartej) pewnej nocy do drzwi domku puka jakiś nieznajomy mężczyzna. Budzi strach, bo nikt nie spodziewał się wizyty, rodzice na zabawie, a na posterunku tylko babcia z wnukami. Na szczęście jest jeszcze psiak. Osobnik ów staje na progu z górą walizek i kufrów. To tytułowy Anton z Ameryki. Po trochu marnotrawny syn byłych właścicieli domu, który przez wiele lat nie dawał znaku życia. Właśnie przyjechał w odwiedziny. Tylko że domek w lesie już nie należy do jego rodziców.

Znacie takie uczucie: wyjeżdżacie daleko i marzycie o powrocie do domu rodzinnego. Znane kątki i zakątki, zapachy, wspomnienia. Sprzedaż domu jest dla Antona niezbyt miłą niespodzianka. Ale jest jakieś wyjście z sytuacji. Zbliżają się święta bożonarodzeniowe i rodzice Antona proponują zamianę domostw – na kilka dni. By Anton na chwilę mógł wrócić do krainy dzieciństwa. Ciekawe, co z tego wszystkiego wyniknie.

Powieści o rodzinie z ósemką dzieci ukazały się w Norwegii w latach 60-tych ubiegłego wieku. Stąd można poznać – jak w tamtych, dość odległych czasach, żyła na co dzień przeciętna rodzina. Nie przelewało się. Dzieci cieszą się z prezentów choinkowych od Antona: ołówków i stalówek do piór. Nie pasuje to do współczesnego szaleństwa prezentowego, prawda? Jest dużo informacji na temat spędzania świąt, jedzonych potraw, obowiązków związanych z prowadzeniem gospodarstwa. Dzieci są nauczone pracy, ale mają też większą … wolność. Mogą spędzać dużo czasu na świeżym powietrzu, wśród zwierząt. Jakże śmieszy scena sprowadzenia prosiaków do domu, by mogły na własne oczy zobaczyć choinkę. To książka o dzieciństwie, w którym może nie jest za bogato – pod względem materialnym. Ale z  drugiej strony aż kipi tu od innego bogactwa: pozytywnej energii, miłości, przyjaźni, zrozumienia i szacunku. Powieść trochę z lamusa, ale pokazująca, że można swoje życie budować na sprawdzonych wartościach. I jest to opowiedziane tak po prostu, bez wielkich słów. Czarno-białe ilustracje Marianny Oklejak trochę kojarzą mi się ze starymi fotografiami. Zupełnie jak byśmy zaglądnęli do albumu rodzinnego i powspominali – co się działo podczas pewnych odległych Świąt, kiedy na progu domu stanął Anton z Ameryki.

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry

wtorek, 19 września 2017
Kropka - Peter H. Reynolds

Pojawienie się „Kropki” w naszym domu zbiegło się z rozmową z moją siostrą na temat sztuki w ogóle, umiejętności rysowania i lekcji zwanej „plastyką” lub „wychowaniem plastycznym”. Ot, kołacze mi w głowie historia dziecka koleżanki, której pani od sztuki powiedziała, że nie może zapisać się na kółko plastyczne w szkole, bo i tak Julka nie umie rysować. I inne wspomnienie z drętwych lekcji, na których doceniani plastycznie byli tylko nieliczni uczniowie, bo większość i tak była uznawana za artystycznych przeciętniaków albo beztalencia. Gdzieś ta myśl o rzekomym braku talentu do czegoś, deprymuje przez lata i wytycza fałszywe kierunki, rodzi kompleksy. Moja inna znajoma opowiadała, że dopiero nauczyciele we Francji i Danii zapiszczeli z zachwytu nad jej pracami. Przez lata długo nie wierzyła w swój talent, bo kiedyś ktoś coś jej nieprzyjemnego powiedział. Dlatego „Kropkę” podarowałabym tym wszystkim, którzy odpowiedzialni są za edukację i wychowanie naszych dzieci. Koniecznie – do przeczytania – od dyrektora szkoły po nauczycieli wszystkich przedmiotów, pedagogów i psychologów, rodziców, dziadków, babcie i opiekunów. Wszystkich, którzy na co dzień kształtują osobowości i czasem nie potrafiąc zmotywować, przez jedną głupią nieprzemyślaną uwagę potrafią zniechęcić i podciąć skrzydła. Bo „Kropka” dotyczy umiejętności rysowania i malowania, ale tak naprawdę można odnieść ją do wielu aspektów życia. Mała dziewczynka nie wierzy w swoje plastyczne umiejętności. Gdy nauczycielka prosi ją o narysowanie czegoś, ta na odczepne rysuje tylko kropkę i … aż kropkę. Na szczęście mądra nauczycielka wie jak wyzwolić w dziewczynce olbrzymie pokłady energii do działania i wiary w siebie. Mała zwykła kropeczka jest początkiem odkrywania siebie, swojego talentu. To też symbol szukania drogi do siebie, poznania swoich potrzeb.

Prosta historia, która chwyta za serce. Niestety – trochę budzi też demony przyszłości (może za dużo powiedziane) u tego, kto niesprawiedliwie został skrzywdzony. Może ktoś usłyszał jakieś pogardliwe pytanie, w stylu: „TY?” Książka uczy, że warto w życiu próbować i nie poddawać się. Warto walczyć o swoje miejsce na ziemi. I warto zawalczyć o kogoś.

15 września na całym świecie obchodzi się Międzynarodowy Dzień Kropki. Można poczytać o nim tutaj. A jeśli w Waszej szkole, bibliotece jeszcze się go nie świętuje, kto wie, może ta niepozorna książka zainspiruje Was do działania w przyszłości.

Wiek 5+                                         

Wydawnictwo Mamania       

poniedziałek, 18 września 2017
Franciszek strachliwy myszek - Odile Baillœul/ fot. Claire Curt

Franciszek to strachliwa myszka, która boi się mrówek zamieszkujących ogród, wiatru, który porywa ubrania, przechodzenia przez mostek, zasypiania przy zgaszonym świetle, grubego głosu wujka Kazimierza, schodzenia po ogórki do piwnicy. A co się stanie jeśli mama tak naprawdę bardziej będzie kochać siostrzyczkę?

Jednak w obliczu niebezpieczeństw – zwłaszcza jeśli chodzi o ukochanego zwierzaka – wówczas myszek nie boi się już niczego. Rusza do akcji – na ratunek.

Książka fotograficzna dla maluszków o strachach i przygodach małego zwierzaczka. Z własnego podwórka wiem, że myszka zawsze będzie należała do ulubieńców małych dzieci. Myszka Franciszek to tak naprawdę symbol naszych dzieci – odczuwających strach w różnych codziennych sytuacjach. Pewnie do książkowych opowieści można by dorzucić kilka swoich rodzinnych historii.

W tej części Franciszkowi towarzyszy ukochany pluszak – z pewnością dodaje Franciszkowi odwagi. Warto mieć przyjaciela w trudnych momentach. To też okazja do tego, by porozmawiać z dziećmi o roli i wartości przyjaciela. Z najmłodszymi – całkiem malutkimi dziećmi, można tę książkę wertować tam i z powrotem, zadawać pytania, opowiadać co na obrazku. Mnóstwo tu szczegółów i szczególików, kątków (zwłaszcza w piwnicy), do których warto zaglądnąć. A ciekawskich milusińskich na pewno nie zabraknie. 

Napisałam wcześniej, że jest to książka fotograficzna. Franciszka można spotkać w ogrodzie, na łonie przyrody, nad rzeczką, w pokoju, czy ciemnej piwnicy. Wyraźne zdjęcia z głównymi bohaterami, przygody Franciszka pomagają dzieciom zrozumieć pojęcie strachu. A może pomogą go też pokonać. Ładne kadry może zachęca też do wędrówek, podczas których będzie można zaczerpnąć witaminy „N”(atury).


Wiek 0+

Wydawnictwo Literackie

piątek, 08 września 2017
Witamina N. Odkryj przyrodę na nowo - Richard Louv

W dzisiejszym świecie nadużywa się na pewno leków (ponoć w Polacy w tym przodują, niestety) i na pewno sztucznych witaminek. To znaczy – niby naturalnych, ale zaczarowanych w kolorowych pigułkach i tabletkach. Tymczasem mało kto zwraca uwagę na najbardziej naturalną witaminę wśród witamin, wręcz niezbędną do życia, jaką jest WITAMINA N. Przyznaję – przed lekturą książki o niej nie słyszałam. Może inaczej – wiedziałam, że owo N odgrywa ważną rolę w życiu człowieka, przy czym nie przyszłoby mi do głowy, by sprowadzać to do witaminy właśnie. A bez witamin nie ma  życia i zdrowia.  Chyba już domyślacie się o co tak naprawdę chodzi. To najbardziej naturalna witamina – mianowicie – sama NATURA.

Człowiek współczesny raczej ma marny kontakt z przyrodą. Choć na pewno w tym temacie trzeba unikać uogólnień. Mieszkaniec dużego miasta, zamknięty w klimatyzowanym pomieszczeniu ze sztucznym oświetleniem, prowadzący stresujący tryb życia, żywiący się fastfoodem, z notorycznym brakiem czasu. Wiem, wiem – pewnych rzeczy nie da się zmienić. Ale gdyby spróbować – małymi kroczkami zbliżyć się choć trochę do natury? Do zieleni, drzew, dzikich ścieżek, naturalnego słońca i czystego powietrza? Moja siostra mieszkająca w Danii opowiadała mi, że gdy nadchodzi weekend- w jej kuchennym oknie, które wybiega na dróżkę prowadzącą do lasu, tłumy ludzi ciągną w tymże kierunku: sport, spacery, przechadzki. Skandynawowie od dawna doceniają przyrodę – i to w  różnych aspektach.

My Polacy mamy sporo do nadrobienia w tym temacie (choć na pewno wielu z nas wykonuje ponad 200% normy – za innych).

Tymczasem Richard Louv, autor głośnej książki „Ostatnie dziecko lasu” bierze właśnie naturę pod lupę i stara się pokazać, jak ważna jest ona w życiu każdego z nas: małego, średniego i dorosłego. Czujesz pustkę, czegoś ci brak: chęci, energii, motywacji – wybierz się na długi spacer. To że będziesz musiał uważać, by nie potknąć się o wystające korzenie, sprawi, że oderwiesz się od myśli związanych ze stresującą pracą w biurze, firmie albo szkolnymi ocenami dzieci. W niektórych krajach lekarze zamiast tabletek już teraz przepisują pacjentom witaminę N na receptach – łatwo dostępna, tania, sprawiająca przyjemność, pomagająca się odprężyć i porządnie odpocząć. Autor pokazuje w książce przyrodę jako antidotum na wiele bolączek. Zyskają na tym umysł, oko, ucho,  relacje międzyludzkie. I nie pisze o wielkich znaczących parkach przyrody, zachęca do odkrycia tej przyrody najbliższej, w zasięgu ręki. Podpowiada wręcz, jak zbudować więź z bioregionem. Książka inspiruje do działania nie tylko na rzecz samego siebie, ale na rzecz najbliższej społeczności. Podpowiada aktywności na świeżym powietrzu dla różnych grup wiekowych - jest źródłem pomysłów dla rodziców, wychowawców, opiekunów i nauczycieli. Może nawet włodarzy miast, którzy zamiast w plastik na placu zabaw powinni pójść „w naturę”. Wiele rzeczy jest oczywistych, wiele odkrywczych. Autor opiera się na wynikach badań, eksperymentów, obserwacjach. Często są one z jego podwórka, ale warto właśnie na takich przykładach się uczyć. Tym bardziej, że na wiele poczynań – akurat w Polsce – przyjdzie nam na pewno długo czekać. Zresztą – patrząc teraz na „ogólnopolską” wycinkę drzew, spory o Puszczę Białowieską, kwestię parków w stolicy – ręce naprawdę opadają i nie chcę tego nawet komentować. Wartościowa książka, z której można korzystać na wiele sposobów. A nuż pomoże zmienić nasze życie. Zamiast do centrum handlowego udać się właśnie na dłuższą przechadzkę wśród pól, do parku? A może założyć przyrodniczy klub rodzinny, a może zorganizować Kinderball nie w jakimś sztucznym bajkowym studio, ale w ogrodzie, w którym można hasać wesoło po trawie, na bosaka, wśród drzew i krzewów. Książka na pewno podpowie jak to zrobić i utwierdzi nas przekonaniu, że obraliśmy właściwą drogę.

Wydawnictwo Mamania

środa, 30 sierpnia 2017
Liczby/ Kolory - Marianna Oklejak

Marianna Oklejak ożywiła na kartach książek dla dzieci nasz rodzimy folklor. Wirują na nich panny i młodzieńcy w kolorowych wiankach na głowach, w serdakach, oko przyciągają gliniane kogutki, koronkowe kopki, pasiaste fartuchy. Tak jest w lekturach: „Cuda wianki. Polski folklor dla młodszych i starszych” i „Cuda niewidy. Zagadki dla młodszych i starszych”. Najnowsza książka skierowana jest dla tych najmłodszych, którzy nie potrafią jeszcze liczyć i nie znają kolorów. I znów wchodzimy w klimat folklorystyczny, bowiem najpopularniejsze barwy jak czerwony, niebieski, żółty, różowy i inne, dzieci poznają przy pomocy ludowych instrumentów, trzewików na korkach (u nas tak się mówi na obcasy), serwetek, motywów hafciarskich, korali i wycinanek.  Jednocześnie obok ilustracji przeczytać można dany kolor w innym języku: mamy wersję polską, niemiecką, angielską, francuską i hiszpańską. Tutaj do akcji muszą wkroczyć rodzice, którzy pomogą dzieciom „przeczytać” kolory w obcym języku.

Ciekawie przedstawia się również książka o liczbach od 1 do 10. Duża cyfra przyozdobiona motywami folklorystycznymi z różnych regionów, potem jej zapis również w kilku językach. I tak przy pomocy książki Marianny Oklejak maluchy będą liczyć po polsku (a jakże), niemiecku, angielsku, francusku i hiszpańsku. Obok ilustracje z ludowymi motywami: kogutek, kogucik, trzewiczki, instrumenty, ptaszki, hafty, serdaczki, zabawki, korale, pisanki. Ich ilość na stronie zależna jest od danej cyfry. Jeden kogucik, dwa buciki itd.

Piękne są te książeczki. Mam słabość do takich właśnie motywów. Może dlatego, że obok mojego miejsca zamieszkania jest ciekawy region folklorystyczny. Mam z nim trochę do czynienia zawodowo, trochę mój mąż. Cudnie jest, że ilustratorka wyciąga takie smaczki. Sprawiła, że folklor znów pojawił się na kartach książek dla dzieci, łączy stare z nowym. A wydawać by się mogło, że ten ożywał tylko na kartach starych książek z wierszykami i już od dawna murszeje w lamusie.

Wiek 0+

Wydawnictwo Egmont

wtorek, 29 sierpnia 2017
Mali bohaterowie - Barbara Gawryluk/ il. Anna Wielbut

Sześć historii, które napisało życie. Nieszczęście wpisane jest w ludzki los, ale to nie znaczy, że trzeba się poddawać. Książka uświadamia małym dzieciom, że ich rówieśnicy w wieku 7-12 lat świetnie poradzili sobie w obliczu niespodziewanego wypadku – pożaru, zaczadzenia, tonięcia, wtargnięcia włamywacza, zasłabnięcia. Mimo stresu, strachu i wielkiej niepewności, mali bohaterowie zachowali zimną krew – wezwali pomoc, udzielili pomocy. Co rusz powtarzające się numery ratunkowe w każdej  z opisanych historii – 997, 998, 999, 112 wchodzą same do głowy, poza tym rozmowa ze służbami ratowniczymi – jej przebieg – podanie danych adresowych, udzielanie informacji na temat bliskich znajdujących się w mieszkaniu – uczą jak postępować prawidłowo, by pomóc służbom ratunkowym.

Wszystkie te historie kończą się dobrze – ale przyznaję – były emocje, czy uda się czy też nie. Udało się za każdym razem – to ważna lekcja życia i mądra lektura.

Bardzo podobały się ilustracje: minimalistyczne, realistyczne, świetnie współgrające z tekstem, przypominające wręcz relację dziennikarską – na żywo, zupełnie tak, jak byśmy byli świadkiem czegoś, co dzieje się właśnie na naszych oczach.

Warto sięgnąć po tę książkę, warto czytać ją już najmłodszym dzieciom – a potem gadać, długo gadać na te tematy, bo nigdy nie wiadomo, co życie jeszcze przyniesie (odpukać).

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura