Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 15 października 2017
Matematyczna pizza - Anna Ludwicka

Taaaak, na pizzy można świetnie ćwiczyć matematykę. I nie tylko na niej. Jak się okazuje – matematyka jest wszędzie – nawet w świecie ślimaków, podczas przeprawy przez rzekę i tańca, jedzenia spaghetti, układania klapek parkietowych, w ulach pszczelich, na obrazie Leonarda Da Vinci. Nie odnosi się tylko do lekcji matematyki, które przebiegają zazwyczaj według utartego schematu – dlatego nudzą. Nie ma na nich czasu na ciekawostki, niesztampowe i zwariowane zadania, informacje o wielkich umysłach matematycznych. Bo program, po podstawa, testy, sprawdziany, egzaminy. Tymczasem Anna Ludwicka stara się pokazać inną twarz matematyki (jakkolwiek to brzmi). Matematyka może być zagadką, tajemnicą, zabawą. Może fascynować, intrygować, niepokoić. Może motywować do myślenia, szukania swoich rozwiązań, projektów, pomysłów. Ostatnimi czasy ukazało się mnóstwo matematycznych książek dla dzieci. Nie typowych podręczników, ale pozycji, które chcą ukazać atrakcyjność królowej nauk. Nie jest to łatwe, bowiem wiadomo nie od dziś, że matematyka do najłatwiejszych nie należy. Bo matematyka to nie tylko obliczenia, ciągi, potęgi, równania, zbiory. To również rysowanie rozmaitych figur bez odrywania ołówka, kreskowanie  mazakiem powierzchni w jednym kierunku. To pojęcia, które brzmią jak muzyka: fraktale, krzywa  Jordana, wstęga Möbiusa, topologia, spirala Fibonacciego. A wzrost wykładniczy? Figury jednobieżne? Od razu kojarzą mi się ze studiami matematycznymi? Tymczasem Autorka przybliża te pojęcia już starszym dzieciom.  Czasem brzmi ta matematyka jak nie z tego świata, ale czy przez to nie jest właśnie intrygująca? Spróbujcie matematycznej pizzy, razem z dziećmi pobawcie się matematyką. Mam nadzieję, że uda Wam się okiełznać potwora matematycznego – właśnie dzięki tej książce.

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

sobota, 14 października 2017
Idol. Frida Kahlo - Justyna Styszyńska

Pojawienie się książki „Idol. Frida Kahlo” zbiegło się z otwarciem wystawy meksykańskiej malarki w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu. Jeżeli ktoś się wybiera do stolicy Wielkopolski, to książka ta będzie cennym uzupełnieniem, pamiątką wydarzenia – zwłaszcza wtedy, jeśli towarzyszyć w tej wyprawie będą młodsi miłośnicy sztuki. Jeśli nie – wówczas książka Justyny Styszyńskiej może stać się chociaż namiastką obejrzenia oryginałów i ciekawym źródłem informacji na temat życia i twórczości malarki. A życie to było – trzeba przyznać już po lekturze -  bardzo burzliwe, nie wolne od trosk i różnych wypadków. Justyna Styszyńska skrupulatnie wybrała najważniejsze wątki, zwłaszcza te, które zadecydowały o tym, że Frida w ogóle poświęciła się sztuce. Poważna choroba, wypadek, dom rodzinny, związek z Diego Riverą. Do tego informacje na tematy związane z malarstwem: niezbędne przyrządy, wyjaśnione pojęcia jak: podobrazie, sztaluga, szpachla, pastele, pigmenty itp. Autorka pomaga w interpretacji wybranych dzieł sztuki, ale zostawia też otwartą furtkę do własnej oceny – a potrzebne są do tego dobre chęci i wyobraźnia. W książce jest też coś w rodzaju kursu malowania i rysowania. Z pomocą krótkich wskazówek autorki samemu można stworzyć portret i martwą naturę. Są i naklejki – one pomogą wyposażyć pracownie malarskie, odwiedzić znane na całym świecie galerie sztuki, zorganizować wystawę prac Fridy, oraz … ubrać malarkę w tehuany – czyli słynne stroje – suknie, które też można podziwiać na autoportretach.


Zaletą te książki jest to, że nie ma w niej przesytu informacji, natomiast zostały wybrane te, które są istotne dla poznania życia Fridy i interpretacji jej dzieł. Dużym plusem jest zaangażowanie dzieci do współtworzenia tej książki. Podczas lektury przydadzą się ołówki, kredki i farby.

Wiek 9+

Wydawnictwo Widnokrąg

czwartek, 12 października 2017
AUTOCHODY - Carl Johanson

W książce „AUTOCHODY” każdy miłośnik motoryzacji znajdzie coś dla siebie. I ci, którzy nie przepadają za nowinkami, bo są tu klasyczne pojazdy: jeep, motocykl, taczka, skuter śnieżny, wóz strażacki. I ci, którzy z wypiekami na twarzy śledzą, co w świecie auto-moto piszczy.  Od tych technicznych nowości aż głowa boli. Czegóż tu nie ma? Jajowóz turystyczny, kamieniołaz, pędząca struna. Ba – jest tu coś takiego jak wyniosłe auto, mobilne okno na świat, parojazd, monokołobil. Mam nadzieję, że przy zapisywaniu tych nazw nie popełniłam jakiegoś błędu:)

Nawet miłośnicy książek znajdą tu coś dla siebie: ciekawe, czy możecie sobie wyobrazić coś takiego jak księgarówka? A czy widzicie przed oczyma pojazd, jakim porusza się wielbiciel frytek, malarstwa, Mondriana, matematyki, kamelii? Jeśli nie starcza Wam wyobraźni zajrzyjcie do książki.

Autor  zaskakuje nas z jednej strony swoimi pomysłami, z drugiej zaś - zachęca do wymyślania swoich wynalazków. A rozkładówka aż się kusi (choć nie wiem na pewno, czy taki był zamysł Wydawnictwa), by chwycić za kredki i samemu pokolorować świat, w którym od różnych pojazdów, aut i maszyn aż w głowie się kręci.

Jednym słowem – książka z dziesiątkami różnych miniaturowych pojazdów – do oglądania, studiowania, porównywania. I do śmiechu, bo niektóre techniczne rozwiązania i nazwy rozkładają na łopatki:)))

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

środa, 11 października 2017
Psociniec - Joanna Papuzińska/ il. Joanna Rusinek

 

 „Psociniec” to zbiór wierszy o kociej i psiej tematyce. I moim zdaniem to doskonała odskocznia od zabieganej rzeczywistości. Ciągle narzekamy na brak czasu, gonitwę za karierą, pieniędzmi. Psociniec to miejsce, w którym mieszkają mistrzowie psot – czyli pies i kot. I wierzcie mi – zalatany człek XXI wieku z przyjemnością odpocznie w towarzystwie tej menażerii. A co te zwierzaki wyprawiają, ho, ho! Faktycznie, psocą na całego. Fajnie oderwać się od rzeczywistości , zapomnieć o troskach dnia codziennego: dwójce w szkole, kłopotach w pracy. Już ilustracja do tytułowego wiersza to swego rodzaju obietnica tego, co nas czeka podczas lektury całości. Zanurzamy się w tę zieleń po uszy, krzaki, wylegujemy się wygodnie na słońcu. Myślimy przy tym o niebieskich migdałach i oczywiście przyglądamy się temu, co w Psocińcu piszczy. O przepraszam: miałam napisać : szczeka i miauczy.

Pod schodkiem przysiadł mały kotek. Bez domu, bez imienia. Och, jaka wielka ochota w małym człowieku, by to stworzenie przygarnąć. Mama na pewno się zgodzi.

Koty chodzą swoimi ścieżkami. Wybornie odzwierciedla to wiersz pod znamiennym tytułem: „Gość”. Kocur pojawia się i znika. Dokąd idzie? Gdzie tak długo przebywa? Skąd wraca? Nikt tego nie wie.

Pewnie spodoba się Wam „Kocia kołysanka” – jak nic kojarząca się od razu z kultowym: „A-a-a kotki dwa”. Tyle że ciąg dalszy już inny, nastrojowy. Jeśli ktoś ma maluszka – to koniecznie do nauki na pamięć i do szeptania do uszka podczas zasypiania. Będzie to miłe wspomnienie z dzieciństwa. To dla kociarzy. A jeśli ktoś ma psiaka – jest i psia wersja:)

Wiersze różne pod kątem nastroju – senna „Kocia kołysanka”, energiczna i śmieszna „Samochwała”.

Wiecie, jest coś, co mnie baaaaardzo zaskoczyło. Mianowicie – wiersz o rottweilerze. Ha, ha – kto by pomyślał, że i ten psiak znajdzie swoje miejsce w poezji. A jednak. A tu proszę – w dodatku jaki tekst – „rottweiler w Pruszkowie spał zawsze z kotem na głowie”. Zabawi Was artysta, który trenuje na konkurs piosenki”, i mądrala ze Zgierza  co to myśli  „co jest cięższe: tona stali czy pierza”. A może wiersz „Gra”? podsunie Wam pomysł na zabawę „Zlaprękawek”.

Dużo inspiracji, dużo zabawy, odprężenia od codzienności. Takie podglądanie zwierzaków, ich zachowań, zabaw.

Nie mamy ani psa ani kota – za to jesteśmy posiadaczami chomiczki Szarusi. Zawsze, zanim bladym świtem udam się do pracy, chwilę spędzam przy jej klatce. Wyprawia takie rzeczy, że od razu dzień staje się weselszy. Taki Psociniec pod naszym adresem:)

Wiek 3+

Wydawnictwo Literatura

 

Czerwień rubinu - Kerstin Gier

Nastoletnia Gwen przez wiele lat żyła w cieniu swojej kuzynki Charlotty.  Tamta była pępkiem świata, ciągle w cieniu zainteresowania całej rodziny. A to ze względu na gen poszukiwacza czasu, którego posiadaczką miała być niby Charlotta. Od dziecka przygotowywana na podróże w czasie do różnych epok, dodatkowe lekcje, zajęcia, długie rozmowy, specjalna troska. I oczekiwanie na TEN moment, kiedy będzie można wyruszyć do przeszłości. Tymczasem los spłatał figla i okazało się, że to właśnie ta szara myszka, zwykła dziewczyna z sąsiedztwa – 16-letnia Gwen została obdarzona rodzinną przypadłością. Darem czy raczej przekleństwem? Gwen przez tyle lat przyzwyczaiła się, że to nie ona jest wybranką losu. Dlatego też, jak tylko pojawiły się pierwsze mdłości i dziwna acz niespodziewana eskapada w zupełnie inne czasy – dziewczyna jest naprawdę przerażona, nie wie co zrobić. Szuka nawet odpowiedzi na pytanie, czy dwie osoby mogą nosić ów gen. Można sobie wyobrazić, co będzie się działo. Bo takie przenoszenie bohatera w zupełnie inny wymiar czasowy daje wiele możliwości. Osobiście zawsze lubiłam wędrówki w czasie bohaterów książkowych. Zwłaszcza w literaturze dziecięcej i młodzieżowej. Wspominam doskonale przygody Andy z „Godziny pąsowej róży” (też miała 16 lat) czy Małgosi z powieści Ewy Nowackiej. Ale to już temat na kolejny wpis.

Co ma w sobie książka Kerstin Gier?

Po pierwsze okładka.  Ja się śmieje nawet, że jeśli wejdziecie do księgarni lub biblioteki i spojrzycie na porozkładane książki, to właśnie ta okładka Was sama znajdzie. Przyciąga oko. Wprawdzie moja babcia Marianna mawiała: Ładna miska jeść nie daje, ale „Czerwień rubinu” na pierwszym spotkaniu oko w oko może tylko zyskać. Ciąg dalszy Waszej oceny będzie zależał już tylko od tego, czy dacie się skusić i zajrzycie do środka.

Po drugie: motyw wędrówki. Już wspominałam, bardzo lubię. I lubię tę mieszaninę współczesności z przeszłością. Tę swego rodzaju nieporadność bohaterki, jej gapowatość. Gwendolyn znajdzie się w zupełnie innej epoce i musi poradzić sobie z wieloma przeszkodami dnia codziennego, które ja tu tak górnolotnie określę jak (chociażby) konwenanse, język, wątki kulturowe.

Po trzecie: główna bohaterka. Tutaj zupełnie nieprzygotowana do roli, jaką ma odegrać. To kuzynka Charlotta od małego wychowywana była świadomości, że oto któregoś dnia przyjdzie jej się zmierzyć z takim wyzwaniem jak podróż w czasie: inni ludzie, inna otaczająca rzeczywistość. Taka konstrukcja bohaterki daje autorowi naprawdę wiele możliwości. Kerstin Gier wiedziała jak tę wartość dodaną wykorzystać.

Po czwarte: książkę czyta się lekko i przyjemnie. Mieszanina bajki z powieścią obyczajową. Jest coś dla tych, co to lubią łezkę uronić. I dla tych, którzy rozkoszują się humorem sytuacyjnym czy językowym. Jest i wątek miłosny.

Słuchajcie, Kochani – jesień się zaczęła, ciepła herbatka do rąk, dobra książka do tego, ciepluchny koc – i wieczór będzie udany. Dodam jeszcze, że książka się sprawdzi i jako lektura dla nastolatków, i dla dorosłych, zwłaszcza dla tych, którzy lubią pewne sprawy potraktować z przymrużeniem oka.

Wiek 12+

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 10 października 2017
Nieja i ja - Antonina Kasprzak/ il. Katarzyna Bukiert

Zaczyna się jak w filmie sensacyjnym … dla dzieci oczywiście:) Irenka z całej siły kopie stojak na rowery. No tak – klucz został w domu – trzeba wracać ze szkoły na piechotę, rower zostaje. Poznajcie wspomnianą już Irenkę – dziewczynkę energiczną (co wiadomo już od samego początku), o bogatej wyobraźni, wychowywanej przez mamę. Jest uczennicą w pobliskiej małej szkole. Czy ma przyjaciół? Trudno powiedzieć. Niby jest Zosia, ale dziewczynka nie zdała egzaminu z przyjaźni. W życiu Irenki jest również tata, ale tak naprawdę to też go nie ma. Jest mama – kochająca Irenkę ponad wszystko. Dalej – tytułowa Nieja. Dziewczynka, która sprawi, że w życiu Irenki i jej mamy nastąpią duże zmiany.

Ale zanim do tego dojdzie Nieja pojawia się w najmniej spodziewanym momencie na starej maszynie do pisania. Nieja – ni to krasnoludek, ni wróżka, może duszek? Choć nie, to ostatnie określenie wyraźnie ją oburza. Przybywa z „równoległej rzeczywistości, z innego wymiaru”. Nieja dodaje tej historii klimatu, tajemniczości, zagadki. Z pojawieniem się Nieji wyjaśniają się do razu dziwne niespodzianki związane z niewytłumaczalnym zniknięciem musztardy lub ketchupu. Dalej, kogo my tu mamy: jest pan Panek, który od samego początku nie wzbudza ciepłych uczuć. Coś jest nie tak, wyczuwamy instynktownie, że Irenka i jej mama powinny go unikać. Koniec książki pokaże, że przeczucie nas nie okłamywało.

Nieja i ja to debiut Antoniny Kasprzak. Pokazuje dzieciństwo pełne tajemnic i przygód. Świat Irenki, w którym żyje, nie jest wolny od trosk. Dziecko przeżywa, gdy nie ma przyjaciół, gdy czuje się opuszczone przez najbliższych (ojciec). Jednocześnie czuje, że ma wsparcie ze strony mamy, Nieji i nowego przyjaciela Franka, który chętnie pomaga w rozwikłaniu rodzinnej tajemnicy. Właśnie ta tajemnica jest dużym plusem tej opowieści. Irenka dzięki Nieji może odbyć podróż w czasie i poznać mało znaną historię rodziny. Podglądnąć swoich przodków, przekonać się na własne oczy jak wyglądali i jak żyli. Ho ho – to naprawdę ciekawe przeżycie. Przeżycie, które na pewno będzie kosztowało Irenkę, jej mamę i czytelników troszkę nerwów. Bo wiadomo – z rodzinnymi tajemnicami już tak jest – wywołują emocje, ale jednocześnie niesamowicie zaciekawiają. Ten wątek sprawia, że książkę trzeba po prostu doczytać do samego końca – na jednym wdechu.

Ilustracje bardzo mi się podobają. Zresztą popatrzcie sami.

 

Wiek 7+

Wydawnictwo Bis

sobota, 07 października 2017
Opowieści tajemnicze i szalone - Edgar Allan Poe/ il. Gris Grimly

Bardzo byłam ciekawa tej książki. Znałam wcześniej strrrrraszne opowieści Poe’go i korciło mnie, by sprawdzić, czy w istocie można tę książkę polecić młodszemu odbiorcy. Książka zawiera cztery tytuły: Czarny kot, Maska czerwonej śmierci , Żaboskoczek i Upadek domu Usherów. Moje pierwsze spostrzeżenie: nie jest to na pewno lektura łatwa – panuje tu klimat grozy tajemnicy i mroku, są elementy przemocy. Drugie – ilustracje Grimly’ego wprowadzają do sfery czytania niesamowicie dużo luzu, odprężenia i humoru. Przez jego wizję świata opowieści amerykańskiego poety można potraktować z przymrużeniem oka. Ilustracji jest naprawdę mnóstwo. Niektóre dokładnie odzwierciedlają stan ducha, wnikliwie analizują nastroje: jak w filmie klatka po klatce. Świetnie wyrażają emocje: strach, złość, mroczne wizje i plany. Ale w tym wszystkim jest miejsce na humor, ironię, sarkazm. Czarny kot – sprawca wielu nieszczęść w pierwszej opowieści – tak naprawdę śmieszy. Świetnie został przedstawiony ten typ spod ciemnej gwiazdy – i w sferze tekstu i obrazu – przebiegły osobnik, który konsekwentnie realizował swój plan.


Z czterech opowieści najbardziej podobała mi się druga o czerwonej śmierci. Poe doskonale zobrazował strach przed epidemią, zatracenie w zabawach, hulankach, swawoli, jedzeniu bez umiaru, próbę odgrodzenia się od chorych, morowego powietrza. Wszystko na nic – śmierć i tak dociera do uciekinierów, którzy schronili się na zamku.

„Opowieści tajemnicze i szalone” zostały skrócone i uproszczone dla potrzeb młodszego odbiorcy. Było to konieczne – ale myślę, że zabieg ten się udał. Czy podsunąć tę książkę dzieciom? Decyzję zostawiam rodzicom i wychowawcom. Pewnie wiele zależy tu od wrażliwości i przygotowania odbiorcy. Można czytać wspólnie, można najpierw o lekturze porozmawiać. Generalnie …. dzieci lubią się bać. Lubią opowiadania koszmarne, z horroru żywcem wzięte. Zatem….. może się zdecydujecie podsunąć młodym. Świetnie odnajdzie się tu w lekturze również starszy czytelnik – dla niego będzie to naprawdę uczta literacka.


Wiek 12+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 06 października 2017
Mam prawo - Grzegorz Kasdepke, il. Tomasz Kozłowski

Uśmiałam się, gdy czytałam o KOT-cie. Nie, nie pomyliłam się. To nie o zwykłego kota chodzi, ale o… KOT-a. Czyli: Kompletowanie Obsady Teatralnej. Takie czasy, że trzeba motywować młode talenty, zza kwiatków wyciągać, z różnych kątków i zakątków – by chciały się zaangażować w sztukę. W tym temacie spore doświadczenie ma pani Ela. Już ona sama wie, gdzie zajrzeć, gdzie szukać „chętnych”. Wprawdzie jeszcze niezbyt przekonanych do nowego zadania – ale to tylko kwestia czasu. Kółko teatralne „Konewka” zamierza wystawić sztukę o Konwencji praw dziecka, która została przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych z dnia 20 listopada 1989 roku. W Polsce została przyjęta w 1991 roku. I teraz w tym momencie chciałabym uspokoić, że nie ma tutaj nudnych wywodów, wykładów na ten temat – to zapis spontanicznych rozmów, jakie odbywały się podczas prób do przedstawienia, reakcje młodych ludzi, interpretacje pewnych ustaleń i zapisów. Dużo się dzieje, jest głośno, wesoło, czasem pyskato. Wiadomo, młodzi ludzie chcą dojść swoich racji, chcą uzasadnić, dowiedzieć się. W każdym razie – nie można się nudzić.

Przerobić ten temat na książkę, które będą miały czytać dzieci, na pewno jest wyzwaniem. Autor wplótł różne zagadnienia do rozmów aktorów z opiekunką teatru. Stworzył scenki, w których pojawiają się ważne pojęcia. Jednocześnie nie ucieka się do monotonnych definicji, ale próbuje wyjaśnić problem właśnie poprzez dyskusję – prowadzone ot tak sobie, mimochodem. Dodam, że jest bardzo twórczo i kreatywnie.

Pomijając już tematykę przedstawienia, Kasdepke ciekawie pokazuje relacje między dziećmi (choć pewnie niektórzy z nich nie byliby zadowoleni z tego określenia). Często my, dorośli, narzekamy, że media społecznościowe, dostęp do tabletu, Internetu zabija te relacje, psuje. Dzieci mają potem problemy w nawiązywaniu kontaktów, wypowiadaniu się. Tymczasem w tej książce wygląda to wzorcowo: rozgadana dzieciarnia, współpracująca ze sobą, dążąca do tego samego celu, z  dystansem traktująca problemy, szukająca rozwiązań, dyskutująca z dyrektorem. Naprawdę mi się podobało. W końcu  ma do tego prawo, co po tej lekturze jest dla nas oczywiste:)

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

czwartek, 05 października 2017
Ronja, córka zbójnika - Astrid Lindgren, czyta Wojciech Malajkat

Skąd takie imię Ronja? Ponoć Astrid Lindgren wzięła książkę telefoniczną, wybrała dwie nazwy firm, z każdej po jednej sylabie, i proszę. A Ronja dzięki takiemu zabiegowi jest dziś znana na całym świecie.

Rzecz dzieje się w czasach średniowiecznych, gdy po lasach grasują prawdziwi zbóje. W starym zamku warownym Mattisa przychodzi na świat słodkie dziewczę Ronja. Tej nocy piorun uderzył w zamek i przepołowił go na dwie części. Można sobie wyobrazić, jakie zmiany nastąpią na zamku po pojawieniu się wśród zgrai zawszawionych zbójów małej dzieciny. Ronja rośnie sobie zupełnie nieświadoma profesji wykonywanej przez ojca i jego kompanów. W dodatku do drugiej części zamku wprowadza się śmiertelny wróg Mattisa – Borka wraz ze swoją zgrają i synem Birkiem. Między dziewczynką i chłopcem rodzi się przyjaźń.

To jedna z najpiękniejszych książek. Jest tyle ważnych wątków, na które warto zwrócić uwagę. Przede wszystkim przyjaźń – na śmierć i życie, oddanie wierność, bycie ze sobą na dobre i złe. Młodość, z całym jej szaleństwem, buntem, wybuchami. Jest powolne odchodzenie od rodziców, są trudne, czasem bolesne wybory. Jest w końcu miłość ojcowska – spontaniczna, zaborcza, ale też pełna strachu i troski o dziecko. Jest miłość matczyna – trochę cicha, z boku, ale jakże mądra, wzruszająca, wyrozumiała, altruistyczna. Wielkim bohaterem tej książki jest dziewicza przyroda, rozległe lasy, rzeka, jeziora pełne zwierzyny. Ronja i Birk kochają i szanują wszystkie dary natury, nie istnieje dla nich rozgraniczenie: Las Mattisa czy Las Borki. 

Książka, którą można czytać w różnym wieku – bo za każdym razem odkryje się w niej coś innego. Młodsze dzieci na pewno zwrócą uwagę bardziej na przygody Ronji i Birka, ich kłótnie, przekomarzania, w końcu przyjaźń. Starsze- odkryją aspekty relacji między ludźmi, moralności i rzeczywistości. Ja – słuchając teraz głosu Wojciecha Malajkata zupełnie zatopiłam się w opisach przyrody, które gdzieś mi umykały podczas kontaktu z papierową książką. Były jak balsam na duszę.

Mojego młodszego syna bardzo wciągnęła ta historia – pięknie zresztą zinterpretowana przez Wojciecha Malajkata. Słuchał, i słuchał…. aż minął dzień. Tak to jest z dobrymi książkami.

Wiek 8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 04 października 2017
Poczet psujów polskich - Paweł Beręsewicz, il. Nikola Kucharska

Pewnie nie raz spotkaliście się z opinią: „Ja w twoim wieku….”. I potem następowała cała lawina przykładów czego to rodzice, dziadkowie i ciocie z wujkami w naszym wieku (ponoć) nie robili. Tymczasem, gdyby tak przenieść się wehikułem czasu do przeszłości, rzeczywistość wyglądałaby inaczej. Ach, mieć taką możliwość i podejrzeć tych wszystkich narzekaczy, którzy ponoć byli czyści jak łza, bez wad. Sama słodycza – a ta, jak wiadomo, w zbyt dużych ilościach potrafi zemdlić. I właśnie tym tropem poszedł Paweł Beręsewicz, który w zabawny sposób prześledził losy pewnego powiedzonka w rodzinie Maćka.

„Co z tego dzieciaka wyrośnie! Mnie w jego wieku coś takiego nie przyszłoby do głowy!”

Od współczesności do czasów Polski pod zaborami. Choć spokojnie – to informacja dla tych, którzy nie lubią zbyt historii. Autor skupił się tu na relacjach rodzinnych i pewne daty zapalające światełko: oho: czasy powstania styczniowego czy listopadowego, naprawdę niewiele tu wnoszą. Raczej pozwalają usytuować dane wydarzenie w czasie. A więc przenosimy się do czasów pra-, prapra-, praprapra- i prapraprapradziadka. Wszystkie pokolenia chłopaków rodziny Maćka, ich figle, żarty i komentarz dorosłych, którzy, jak się okazuje, wcale lepsi od niego nie byli.  Każdy rozdział to kolejny pan z rodziny – w relacji z rodzicami. Jakiś zwariowany pomysł, który powodował, że rodzice przez pół nocy przez dziecko nie spali. I słynne powiedzonko, które już cytowałam, jako podsumowanie zachowania. I znów wyprawa w czasie – tym razem autor powiedzonka w akcji – tyle że ze swoimi rodzicielami.

Książka może skłoni do rodzinnych wspomnień, szukania podobnych historii. To też doskonała okazja, by przenieść się do przeszłości, czasów lamp naftowych, długich sukien, cylindrów i meloników, gazet, zabaw podwórkowych do zmroku. Ktoś kiedyś powiedział, że czasy się zmieniają, ale natura ludzka pozostaje taka sama. Pewnie psoty i figle – drodzy Rodzice, są wpisane w naturę małych dzieci. I nic tego nie zmieni. Co świetnie udowodnił Paweł Beręsewicz.

Książka bardzo się podobała mojemu młodszemu synowi. Oj, było wesoło podczas lektury.

Wiek 4+

Wydawnictwo Literatura