Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
środa, 15 października 2008
Don Kichot z Manczy

W pewnej miejscowości w okolicach Manczy, której nazwy nie mam ochoty sobie przypominać, żył nie tak dawno pewien szlachcic...- Don Kichot z Manczy, wydany już jakiś czas temu przez Inwestycje, jest książką skierowaną dla dzieci- według mnie cudowny pomysł- klasyka literatury opracowana niezwykle starannie właśnie dla młodszych odbiorców. Od momentu wydania pierwszej części historii "Przemyślnego szlachcica Don Kichota z Manchy", a miało to miejsce roku pańskiego 1605, jej popularność nie słabnie. Kolejne wznowienia, filmy, bajki, sztuki teatralne, ba- piosenki- świadczą tylko o jej nieśmiertelności. Myślę, że nie ma potrzeby rozpisywania się na temat treści, bo i któż nie zna błędnego rycerza, który walczył z wiatrakami i układał wiersze dla swojej pięknej Dulcynei z Toboso. Teraz mają okazję poznać go nasze dzieci- oczywiście w uproszczonej wersji pozwalającej zrozumieć kilkusetstronicowe dzieło- Omawiana lektura to starannie przygotowany wybór sekwencji z oryginalnej powieści, z dużymi literami- do łatwiejszego czytania, a do tego ciekawa rzecz również do oglądania- bowiem ilustrator, Antonio Albarran połączył tutaj liczne fotografie miejsc, w których przebywał Don Kichot z zabawnymi ilustracjami, co daje zaskakujący efekt i pozwala przenieść się czytelnikowi w czasie i przestrzeni.

Przyznaję- kiedy kilka lat temu zobaczyłam tę książkę w księgarni- była to miłość od pierwszego wejrzenia- no cóż mole książkowe tak mają:) A że był to akurat grudzień- książka powędrowala pod choinkę dla mojej chrześnicy Wiktorii. Dziś przyznaję, że jest to książka, którą bardzo chętnie podarowałabym również mojemu synkowi- być może zachęciłaby go do sięgnięcia w przyszłości po oryginał?

Znalazłam jeszcze jedną ciekawą pozycję o Don Kichocie dla dzieci, tym razem wydaną przez Muchomora. Komu znane jest nazwisko Ericha Kastnera (35 maja albo jak Konrad pojechał konno do mórz południowych, Emil i detektywi, Ania czy Mania), ten może być pewien, że to kawałek dobrej lieratury dla dzieci. Autor opowiada dzieje Don Kichota własnymi słowami, ciekawie i z humorem przybliża dzieciom postać nieprawdziwego rycerza. Piękne, przypominające dzieła J.M. Szancera ilustracje Horsta Lemke i doskonałe tłumaczenie Emilii Bielickiej wspaniale odtwarzają sylwetkę najsłynniejszego hiszpańskiego szlachcica. 

 

 

piątek, 10 października 2008
O księciu Oliwierze, który nie chciał się myć - O.Hellmann-Hurpoil/ il. Patrick Benson

 

 

 

To sympatyczna opowieść o małym księciu, który stroni od mydła i wody. Ani matka królowa, ani ojciec król nie umieją znaleźć sposobu na to, by skłonić synka do umycia się. Bo po co się myć, skoro i tak za chwilę znów się zabrudzi? Policzki i ręce Oliviera wprost lepią się od brudu, uszy małego arystokraty dawno nie widziały wody, we włosach mieszkają wszy, a wokół księcia unosi się mgiełka nieprzyjemnego zapachu. Nie pomagają ani prośby- ani groźby… Aż pewnego dnia przybywa królowa Małgorzata- babcia księcia Oliviera. Ma pewien plan, który co prawda wywróci życie na zamku do góry nogami, ale będzie to jedyny sposób, by Oliwier w końcu sam trafił do wanny pełnej ciepłej wody i pachnącej piany.

Książka spodobała się – no i podziałała na wyobraźnię mojego Tomcia. Ciekawie napisany tekst, do tego stylowe ilustracje przedstawiające bohaterów w zamkowych komnatach, w strojach z innej epoki.  Do tego na końcu książki- słowniczek z trudniejszymi wyrazami – lokaj, liberia, lokówki. Książeczka porusza ważny element  codziennego życia. Chyba w każdym domu , gdzie są dzieci, słychać od czasu do czasu- Ja nie chcę się myć!!! Być może przeczytanie tej książeczki będzie jakimś wyjściem z sytuacji? Można spróbować. U nas porównanie do Oliviera-Brudaska czasem naprawdę pomaga- i to tak, że jak Tomcio wejdzie już do wanny- trudno go z niej potem wydostać. Ale to już temat na inną książkę…

Książka nadaje się już dla 3-latków- z humorem uświadamia maluchom nieprzyjemne skutki omijania wody i mydełka:)

Wiek 3+

Wydawnictwo Muchomor

poniedziałek, 06 października 2008
Kiedy mały Findus się zgubił - Sven Nordqvist

Dziadek Stasiu przywiózł dla naszego Tomcia z wojaży wizytowych u cioci Basi na Wyspach k-o-t-a. Pluszowego oczywiście:) No i zaczęło się wymyślanie imienia- Figaro, Puszek, Bonifacy, Kuleczka. Tomek tylko prychał, niezadowolony z propozycji- być może i kot także- w każdym razie ze strony mojego syna ciągle słychać było stanowcze- Nieeeeeeee! Tak więc kot przez kilkanaście dni był tylko KOTEM. W końcu pomogła nam książka- już nieraz się o tym przekonaliśmy, że książki mogą rozwiązać wiele problemów:)- Z biblioteki wróciliśmy z lekturą o Findusie. Zachęcona recenzją na stronie Kampanii - postanowiłam zaznajomić mojego syna z przygodami tego nietuzinkowego kota. A ten chwycił nas od razu za serce- dodam jeszcze tylko, że od tej pory mieszka z nami właśnie... Findus:)

Zacznę może od początku- staruszek Pettson jest bardzo samotny. Pewnego dnia otrzymuje w prezencie kota Findusa. Całe jego dotychczasowe życie ulega zmianie. Pettson znajduje w kocie prawdziwego przyjaciela i powiernika, spędza z nim mnóstwo czasu, czyta i pracuje. Do tego- okazuje się, że Findus umie mówić. W domu ciągle coś się dzieje i jest gwarno. Findus - jak to kocie dziecię- niezłe ladaco, włazi w każdy kąt, chce wszystko zobaczyć,  wszystkiego dotknąć. Pewnego dnia, gdy Pettson się budzi, zaskakuje go dziwna i nieprzyjemna cisza. Findus zniknął...

Sven Nordqvist- szwedzki pisarz i ilustrator, wydał kilka książek z przygodami tej sympatycznej pary przyjaciół. To kolejny przykład naprawdę dobrej literatury dla dzieci rodem ze Skandynawii. Tutaj atutem jest nie tylko ciekawy i przystępny dla dzieci tekst, ale również ilustracje- pełne szczegółów i szczególików, drobiazgów i drobiażdżków, humoru- świetnie współgrających z klimatem opowieści. Prostym językiem autor opowiada historię, która wbija się w pamięć- o rzeczach ważnych- o jałowości samotności, o potrzebie kontaktów z innymi i o radości płynącej z zawiązanej przyjaźni. Dodam, że książka stała się hitem naszych wieczorów z książką. Od tygodnia czytamy głównie o Findusie - i to ku naszemu rodzinnemu zadowoleniu:)

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 04 października 2008
Bajka jest dobra na wszystko

Czy zdarza się, że twój kilkulatek nieludzko krzyczy i tupie domagając się czegoś absolutnie niemożliwego, a w tobie narasta wściekłość? A może opowiesz mu bajkę?

To początek ciekawego artykułu Moniki Staniszewskiej. Wiecej znajdziecie tutaj

czwartek, 02 października 2008
Oficjalne otwarcie Kampanii MAMA, TATA....& MYSELF !!!!

 Dziś- 2 października o godzinie 16:00 w Bibliotece Głównej w Cork odbędzie się oficjalne otwarcie Kampanii MAMA,TATA...& MYSELF? Przypomnę tylko, że ma ona na celu promocję czytelnictwa polskich książek dla dzieci i młodzieży wsród polskiej emigracji mieszkającej na terenie Irlandii i Wielkiej Brytanii. Więcej informacji tutaj.

środa, 01 października 2008
Przez różową szybkę- Ewa Szelburg - Zarembina/ il. J.M. Szancer

 

Przez różową szybkę- to kolejna książka, do której chętnie wróciłam z dziećmi po latach. Przez przypadek przypomniał mi o niej mój 3,5-letni syn. Kilka razy, gdy pytałam Tomcia, co jadł w przedszkolu- ten odpowiadał - Nic mamo. Nic nam nie dali do jedzenia. Oczywiście- jak każda mama- kwoka zrobiłam wywiad- no i się okazało, że moje dziecię ma największy apetyt w grupie (choć chudzinka ;)  i domaga się co najmniej dwóch dokładek podczas obiadu. W końcu na te jego żale z powodu braku jedzenia, odpowiedziałam- Ty jesteś taka kozucha-kłamczucha. Skąd ja to znam? No i zaczęły się poszukiwania lektury, którą kiedyś poleciła mi Mama. To oczywiście bajka Ewy Szelburg-Zarembiny o Kozie, która prawdy nie mówiła.

Wyszedł dziad kozie na spotkanie i pyta: Koziu moja, koziu miła. Coś ty jadła? Coś ty piła?

A koza na to: Nic nie jadłam, gospodarzu! Nic nie piłam, gospodarzu! Jakem biegła przez sadeczek, zerwałam jeden listeczek. Jak stąpałam przez grobelkę, chwyciłam wody kropelkę... Nic nie jadłam, gospodarzu! Nic nie piłam, gospodarzu!

W książce jest mnóstwo prześlicznych bajek- o sroczce, która gości przyjmowała, o kurce złotopiórce i kogutku szałaputku, o murarczyku, który kamieniom rozkazywał, o szklarzu i różowych szybkach i wiele innych. Komu znudziły się już znane chyba w każdym zakątku kuli ziemskiej Czerwony Kapturek, Kopciuszek, Jaś i Małgosia- znajdzie tutaj mniej znane, a jakże pięknie opowiedziane bajki polskie.  

Z dzieciństwa dobrze pamiętam bajkę- Goście w glinianym dzbanku. Panna Burczyńska i pan Burczyński, znad rowu Rechotek, spod płota Skrobaczek, pański Niejadek i pański Ubiorek tak długo tańczyli w glinianym dzbanku- aż nie przyszedł Miś Dusiciel, co bawić się nie umiał, palnął łapą w dzbanek, ten pękł na dwie połowy i całe wesołe towarzystwo rozbiegło się na wszystkie strony.

W książce spotkamy kilka wyrażeń archaicznych; język , jakiego teraz się już nie używa- dla dzieci będzie to z pewnością nowe i ciekawe doświadczenie- ale bez obaw, podczas wspólnego czytania można dziecku objaśnić niektóre zwroty języka "minionego"- sagan, czepiec, kum, kołacz. No i pamiętajmy o tym, że dzieci z natury bardzo szybko przyswajają sobie wszystko, co nowe w języku.

Wiek 4+

środa, 24 września 2008
Wydawnictwo "Dwie Siostry"

Już od dłuższego czasu obserwuję Wydawnictwo Dwie Siostry, które ma w swojej ofercie książki dla dzieci i młodzieży. Publikuje zarówno rodzimych jak i obcych pisarzy z różnych kręgów geograficznych i kulturowych. Mnie urzekła przede wszystkim seria, która kojarzy mi się z moim dzieciństwem- Mistrzowie Ilustracji -Cukiernia pod Pierożkiem z Wiśniami, Babcia na jabłoni, Klementyna lubi kolor czerwony, Gałka od łóżka, Odwiedziła mnie żyrafa. Dlatego też bardzo ucieszyła mnie informacja, że Dwie Siostry zostały nominowane do przyznanej w tym roku po raz 10. Nagrody Sezonu Wydawniczo- Księgarskiego IKAR 2008- za niebanalną ofertę tytułową i wysoki poziom edytorski, w szczególności za koncepcję serii Mistrzowie Ilustracji.

 

 

 

Figurka Ikara- więcej informacji- tutaj

Tygrysek musi mieć rower- Janosch

Jeśli pytam mojego synka- po co mu rower, to za Janoszowym Tygryskiem odpowiada- Żeby poszaleć akrobatycznie na zakrętach i by jeździć do swej narzeczonej:) - Kingi z przedszkola. Na Tomciowym Bike'u oczywiście. No i żeby poznawać obce ludy i ich obyczaje. Z tą narzeczoną muszę uważać, bo mój syn ciągle obiecuje, że pojedzie tak daleko, daleko- tak jak Tygrysek jechał do swej ukochanej Mai Papai z niebieskim warkoczem.

Przeczytaliśmy kolejną książkę Janosza- i znów nam się spodobała. Tygrysek otrzymał rower, uczy się jeździć, składa wizyty na swoim Tygryskowym Bike'u Mai, a potem razem z leśniczym Polanko sympatyczni zakochani wybierają się na przejażdżkę do miasta. Tutaj do grupy rowerzystów dołącza niesforny psiak furia Fircyk Azorek- co powoduje całą lawinę nieszczęść rowerowych.

Janosch opowiada ciekawą historię, trzyma małych czytelników w napięciu, a jednocześnie przemawia do dziecięcej wyobraźni. Bo ta książka świetnie uczy nasze dzieci pewnych zachowań- jak bezpiecznie jeździć na rowerze, co się stanie, jeśli rowerzysta nie będzie miał kasku, jak trzeba zachowywać się na ulicy, uczy znaków drogowych. Do tego duża doza humoru językowego i sytuacyjnego.

Z początku Miś nie chciał kupić Tygryskowi rowerka, ponieważ:

-Jazda na rowerze jest zbyt niebezpieczna- zaprotestował Miś. Ty jesteś przecież szalona pała. Rozbijałbyś się po drogach jak pijany zając, nie oglądając się za siebie, aż tu nagle jakiś samochód zajechałby cię od tyłu i raz dwa byłoby po tobie. Żaden rower nie wchodzi w rachubę. Koniec i kropka. Tygrysek stracił z miejsca ochotę do jedzenia, a najchętniej straciłby nawet w ogóle ochotę do życia.

W końcu jednak TEN  okropny świszczypała i pędziwiatr  otrzymał upragniony rower, nauczył się skręcać i hamować. Sto razy objechał dom dokoła, sto razy przejechał drogą tam i z powrotem.  Dobrze, że Miś dał się ubłagać, bo dzięki temu powstała ciekawa historia, która nam niesamowicie pomogła:) U nas nie ma już problemu z kaskiem ( kiedyś- Mamo, a po co mi kask??? On jest za ciasny! Nie chcę kasku!!!) A gdy jedziemy samochodem- słyszę ciągle pytania z tyłu-  Mamo, a co to za znak? A ten?  Przyznaję, że to dobry sposób na małą powtórkę z przepisów, no i skłania-  to na pewno, do jazdy uważnej i świadomej:)))

 

 Inne książki tego autora-Ja ciebie wyleczę, powiedział Miś

Wiek 3+

Wydawnictwo Znak

poniedziałek, 15 września 2008
Strzelba zajączka- Czesław Janczarski/ J. Stanny

Strzelba zajączka- to książka mojego dzieciństwa. Pewnego dnia moja Mama przyniosła nam zapakowany stosik książek - Po nas- jak to określiła. Wśród różnych zaczytanych na śmierć pamiątek naszego dzieciństwa molowo-książkowego była właśnie ta lektura- cieniutka, prosta, a jakże wdzięczna.

W pewien zimowy poranek do chatki kaczora i kaczki puka zziębnięty zajączek. Chce tylko się ogrzać, ale tak wzruszył mieszkańców domku swoją opowieścią, że ci proponują mu wspólne zimowanie. Zajączek ochoczo przyjmuje propozycję, w zamian oferując pomoc:

Nie mogę być jednak darmozjadem. Będę więc sprzątał śnieg sprzed waszego progu i przecierał szybki w oknach, zawsze na coś się przydam.

Następnego dnia puka do drzwi koziołek- i on otrzymuje propozycję wspólnego mieszkania ze zwierzątkami.

Skorzystam z waszej gościny, ale nie będę darmozjadem. Chcę, żebyście mieli ze mnie pożytek. Będę wam przynosił z lasu gałązki na opał, narwę wierzbowych witek na miotłę, a na święta przyniosę wam piękną choinkę.

Kiedy w końcu pojawia się wilk, mieszkańcy trochę niepewnie, aczkolwiek szczerze, i jemu oferują dach nad głową podczas srogiej zimy. Wilczek czuje się jak u siebie, je za dziesięciu, nic nie robi i jeszcze trzeba mu usługiwać. Kiedy zapasy się kończą- wilk obnaża swoje prawdziwe oblicze i zaczyna straszyć współlokatorów, że teraz ich zje. Odważny zajączek chwyta za strzelbę i przegania rozbójnika.

Przyjaźń, odwaga, współczucie, chęć niesienia pomocy, życzliwość- właśnie te słowa kojarzą mi się z tą bajką- w dodatku wszystko łatwo trafia do wyobraźni dziecka, bo autor - między innymi również Misia Uszatka, wspaniale opowiada tę historię. Do tego szczęśliwe i śmieszne zakończenie- kiedy to wilk ucieka, gdzie pieprz rośnie, przed małym strachliwym zajączkiem. Książka przypadła do gustu mojemu synkowi- a jakże - jest w niej wszystko to, co chłopcy lubią- odważny bohater, strzelba, w końcu jest i  kudłaty stwór - gdybyż tylko wiedział, że tak naprawdę strzelba nabita jest grochem:) A nauka z tej bajki płynie taka- w życiu nie trzeba być wielkim, żeby być wielkim.

Ja tylko z nostalgią oglądam tę starą książeczkę, rok wydania 1977, pomięte kartki, udarty róg, gdzieś ślad po długopisie, odciśnięty stempel z pieskiem- którego już nie ma...

Wiek 4+

środa, 10 września 2008
Ja też chcę mieć rodzeństwo- Astrid Lindgren, Ilon Wikland

Ja też chcę mieć rodzeństwo- Astrid Lindgren/ Ilon Wikland; wyd. Zakamarki

Jeśli ktoś kiedyś zada mi pytanie- z czym kojarzy mi się Szwecja, to odpowiem- ze świetną literaturą dla dzieci. Wystarczy raz przeczytać z dziećmi, a staniemy się miłośnikami tych książek i ciągle będziemy szukać czegoś nowego. Nasza biblioteczka wzbogaciła się o Ja też chcę mieć rodzeństwo- Astrid Lindgren z pięknymi ilustracjami I. Wikland. W księgarni pomyślałam sobie- może ta książka pomoże nam w budowaniu braterskiej więzi między Tomciem i Mikołajkiem?

Pewnego dnia mały Peter dowiaduje się od swoich rodziców, że będzie miał braciszka albo siostrzyczkę. I w domu pojawia się ...Lena. Cały świat Petera wywraca się do góry nogami- zawsze to przecież on był kochanym dzieckiem mamusi i tatusia, zawsze to na nim tylko koncentrowali swoją uwagę, a tu coś takiego... Peter oczywiście chce ją kochać, chce się nią opiekować, chce być kochającym starszym bratem- ale czasem to takie trudne. Wydaje mu się, że rodzice już go nie kochają, bo mają Lenę. Zaczyna się buntować, broić. Z uroczego synka zmienia się w niezłe ladaco- po to tylko, by rodzice znów go dostrzegli. Ci pomagają nazwać synkowi swoje uczucia, okazują mu wiele miłości i cierpliwości, a kiedy siostrzyczka dorasta- razem z Peterem stają się nierozłącznymi przyjaciółmi, prowadzą wojnę na poduszki i ... pomagają mamie opiekowac się najmłodszym braciszkiem:)

Książka bardzo nam się spodobała- Astrid Lindgren prostymi słowami opowiada całą tę historię. Świetnie potrafiła opisać dramat małego chłopca (tak- dramat), gdy rodzice pokazali mu uroczą, zachwycającą, maleńką, jak kruszynka, siostrzyczkę. Złośliwy, bezczelny, głośny, pyskaty. Czytaliśmy i czytaliśmy- a Tom na kartkach rozpoznawał siebie- dzidziuś oczywiście podczas czytania był Mikołajkiem ( O! Mikołajkowi wyrosły kitki, jak dzieczynce!!!)  

Kiedy pojawił się w naszej rodzinie drugi syn- Mikołajek, zrodziło się też pytanie- Co zrobić, by bracia się pokochali, zaprzyjaźnili i czy w ogóle może spełnić się cud  harmonijnego współistnienia braci? Właściwie można by rzec- Ależ nie ma problemu- powiemy dziecku- Tomcio, to jest twój nowy braciszek- ale nie martw się- my nadal cię kochamy. By zrozumieć, co się dzieje w głowie malucha, psycholodzy proponują rodzicom przeanalizować sobie następującą sytuację- Wyobraź sobie, że twój małżonek obejmuje cię ramieniem i mówi: "Kochanie, tak bardzo cię kocham i jesteś taka urocza i cudowna, że zdecydowałem się na drugą żonę podobną do ciebie". No cóż, chyba nie muszę pisać, jak ja bym zareagowała na podobną informację:) Zdaję sobie też sprawę, że książka Astrid Lindgren nie jest antidotum na wszystkie tego rodzaju problemy- ale w mądry i ciepły  sposób pomaga dziecku zrozumieć pewne sprawy związane z pojawieniem się rodzeństwa. Jeśli czytamy wspólnie z naszym dzieckiem- z pewnością lektura skłoni nas do ciekawych rozmów - co to znaczy mieć braciszka albo siostrzyczkę. Kiedy sięgam po książkę Astrid Lindgren, na myśl przychodzą mi słowa Leonarda Shawa, które mogą być wskazówką dla nas, rodziców- Każde oburzenie lub ocena, którą tworzysz, pomaga podtrzymać konflikt, o którym twierdzisz, że chcesz mu zaradzić. Zamiast oburzać się- działaj z przestrzeni miłości i wybaczenia.

Wiek 4+

Wydawnictwo Zakamarki