Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
wtorek, 17 marca 2009
Esben i duch Dziadka- Kim Fupz Aakeson/ il. Eva Eriksson

Dziadek Esbena umiera pewnego dnia na ulicy z powodu niewydolności serca. Chłopiec jest bardzo smutny, a tłumaczenie ze strony rodziców, że Dziadek jest teraz aniołem i zamieni się w proch, nie znajdują w oczach malca zrozumienia. Smutek malca jest przeogromny. W nocy zaczyna odwiedzać go duch Dziadka...  

Temat śmierci jest tematem niewygodnym we współczesnym świecie. Jesteśmy zagonieni, zajęci czymś innym - zarabianiem pieniędzy, zabawą, podróżami, kupowaniem kolejnych rzeczy mających nas uszczęśliwić. Krótko mówiąc - śmierć dotyczy wszystkich, tylko nie nas- a gdy się już pojawi - gdy odchodzi ktoś ze znajomych, lub rodziny, jesteśmy zszokowani, zaskoczeni, nieprzygotowani na cierpienie. Jak powiedzieć dziecku o śmierci, o przemijalności życia, wymianie pokoleń? No właśnie, jak, skoro motamy się sami z sobą, my - odważni i wszystkowiedzący dorośli? Śmierć osoby bliskiej i nam drogiej, powoduje często, że czujemy olbrzymią stratę, wielki smutek, przygnębienie. Skoro my dorośli reagujemy na śmierć bliskich utratą poczucia bezpieczeństwa, to wyobraźmy sobie, co też dzieje się w główkach maluczkich, których bezpieczeństwo właśnie od dorosłych zależy? Bardzo często zdarza się, że dorośli nie zauważają żałoby dzieci- bo w końcu te są za małe na takie poważne sprawy i nie rozumieją... A dorośli wręcz chronią je przed smutkiem, bólem - tak jakby chcieli uświadomić im, że kolor CZARNY nie istnieje, a życie to pasmo miłych chwil w kolorach tęczy. Unikają bolesnych tematów, wspomnień o zmarłym. Na pytania dzieci odpowiadają wręcz, że zmarły udał się w daleką podróż, że poszedł do nieba. To nie wystarcza. Psychologowie udowodnili, że u dzieci po śmierci bliskiej osoby- rodziców, dziadków, rodzeństwa, bardzo często pojawia się poczucie winy- komuś powiedziałem, że go nie kocham, nie dałem zabawki, brzydko się zachowałem- i ten KTOŚ przeze mnie nie wróci.

Książka Esben i duch dziadka dotyka właśnie tego problemu- pustki po śmierci bliskiej osoby, której nikt i nic nie jest w stanie wypełnić. Pomaga pojąć naturalne procesy zachodzące w życiu, znaleźć ich sens. Pojęcie śmierci jest dla dzieci bardzo trudne do zrozumienia. Książka pary skandynawskich autorów pomaga uświadomić nieodwołalność śmierci, pomaga wyrazić swoje uczucia, a przede wszystkim podczas wspólnego czytania może przyczynić się do rozmowy z dzieckiem, do odpowiedzi na ważne i trudne pytania. Z pewnością pomoże zrozumieć, a być może  zaakceptować rzeczywistość i przyczyni się do tego, że dziecku łatwiej będzie przejść do następnego etapu życia.  Książka może przyczynić się do naszego otwarcia przed dziećmi, może skłonić nas dorosłych do mówienia o swoich odczuciach i bólu- a tym samym do tworzenia więzi z dzieckiem. Książka niewątpliwie oswaja ze śmiercią, nie demonizuje jej, daje dziecku nadzieję, że nasze życie  nie kończy się w momencie śmierci ziemskiej, daje nadzieję na spotkanie kiedyś tam z bliskimi...

Książka została bardzo pięknie wydana (twarda oprawa). Ilustracje- o pastelowych barwach, jakby namalowane kredą. Kim Fupz Aakeson (Duńczyk) i Eva Ericsson (szwedzka ilustratorka) po raz kolejny udowadniają, że Skandynawowie na gruncie literatury dziecięcej mają się dobrze i nie boją się tematów trudnych. Przemawiają prostym językiem, ciekawymi ilustracjami  i trafiają prosto do duszy dziecka. I nie tylko - dorosłych również. To książka, która niewątpliwie powinna znaleźć się na domowej półce- cenna lektura wychowująca do śmierci.

Wiek 5+

 

 

niedziela, 15 marca 2009
KrUlewna Śnieżka - Bohdan Butenko

Z pewnych rzeczy po prostu się nie wyrasta. W moim przypadku stwierdzenie to dotyczy między innymi krówek - ciągutek i ... bajek. Czytam dzieciom dużo, chętnie, wręcz namiętnie, a ostatnio też - tylko i wyłącznie dla własnej przyjemności. Moje odkrycie miesiąca to bajki napisane i zilustrowane przez Bohdana Butenkę, kojarzącego mi się z baaaaardzo odległym etapem mojego życia - gdzie bajek było że ho ho, a i książek z obrazkami pana B.B. całe mnóstwo.

KrUlewna Śnieżka to rewelacja i ... rewolucja zarazem! Znane i lubiane bajki dla dzieci- na opak. Świat wywrócony do góry nogami. A zapowiedź tego bajkowego buntu, przekory, bałaganu i niezłej zabawy widzimy już w samym tytule. Biedny komputer - uparcie poprawiał mi „u" otwarte na kreskowane:) Butenko - napisał cztery kultowe bajki na nowo - odbrązowił słodkie i wzorowe postacie -kryształowe i bezgranicznie dobre, zamienił charaktery na charakterki, tam coś wyrzucił, tu coś dodał, a wszystko to okrasił swoimi rysunkami - i wyszło cudnie.

Czerwony Kapturek (bajka myśliwska), Kopciuszek (bajka obuwnicza), Jaś i Małgosia (bajka wędrownicka) i KrUlewna Śnieżka (bajka domyślna-niedomyślna).

Postacie bajkowe żyją swoim życiem i CODZIENNIE na nowo - specjalnie dla nas - odgrywają swoje role. I tak - panienka w czerwonej czapeczce CODZIENNIE daje pożreć się wilkowi, Kopciuszek CODZIENNIE tańcuje w ramionach księcia, Jaś z Małgosią CODZIENNIE gubią się w lesie, a krasnale CODZIENNIE zdzierają sobie gardła przy wyśpiewywaniu Hej ho! Hej ho! I tak już od wieków kilku. W bajkach Butenki zrobił się jednak niezły galimatias...... Nikt nie wykonuje swojej roli według scenariusza, wszystko się wali, postacie błądzą po innych bajkach,  zapominają kwestii, przeinaczają wyrazy. Od czasu do czasu ktoś próbuje ratować sytuację, by doprowadzić do oczekiwanego bajkowego happyendu.

I tak- Czerwony Kapturek to niezły pyskol, któremu koszyczek się nie podoba, a do Babci wcale tak chętnie domowych wiktuałów nie nosi. Kopciuszek ma nogę jak poleski złodziej i z braku eleganckiego obuwia o numerze 50 (!!!) musi udać się na bal w bamboszach. Jaś i Małgosia - są wielkimi miłośnikami kurzych nóżek i ani myślą kosztować piernikowych pyszności- łakomie rzucają się od razu na konkreta, co jest niestety brzemienne w skutkach. Nie napiszę nic więcej, by nie zdradzać kolejnych bajkowych wywijasów - zakrętasów i nie psuć pysznej zabawy.

Książka pokazała po raz kolejny, że autor nie tylko po mistrzowsku włada ołówkiem, ale i przysłowiowym piórem. Butenko bawi się słowem, parodiuje, raz używa rubasznych wyrażeń, innym razem daje się poznać jako rasowy erudyta. Humor językowy, sytuacyjny, rysunkowy wywołują co rusz salwę śmiechu, wzbudzając niemałe zainteresowanie ciekawskiego otoczenia.  Do tego jest bardzo ładnie wydana, w twardej oprawie. Każda bajka ma swój kolor, dla wielbicieli talentu Mistrza - rysunek na każdej stronie, a nawet dwa i więcej. Zdecydowanie dla dzieci starszych, młodzieży no i hm hm....dla nas, rodziców. Zrobiłam eksperyment z moim Tomkiem (lat 4 - na jego wyraźne życzenie) - jednak Babcia goniąca z pogrzebaczem wilka i Leśniczego wywołała całkiem niezły misz-masz w jego wyobraźni. Aby więc nie psuć jego słodkich cukierkowo - lukrowanych wspomnień  z dzieciństwa, książkę odłożyłam na górną półkę, na potem...

KrUlewna Śnieżka baaaardzo ucieszyła dziecko schowane gdzieś we mnie. Poczułam się usatysfakcjonowana- po tylu latach znów mam swoje bajki. Po pracy, na koniec dnia, na dobry sen, na osłodę i dobry humor- może zamiast tuczących krówek - ciągutek. A Butenko ( rocznik 1931!!!), no cóż, jest jak wino - im starszy tym lepszy:)

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Krótka historia świata dla młodszych i starszych- Ernst H. Gombrich

Książkę kupiłam na potem - jak dzieci będą trochę starsze. I gdyby nie to, że niania mojego Mikołajka poprosiła mnie o pomoc dla syna z historii (!!!), pewnie sięgnęlibyśmy po nią faktycznie dopiero za lat kilka. Tak więc zaczęłam zagłębiać się w gimnazjalnym podręczniku do historii, bo przyznać muszę, że od języka niemieckiego do historii jednak droga daleka.... (ciekawe spostrzeżenie moli książkowych: ludzie często myślą, że jeśli ktoś ma w domu całkiem pokaźną bibliotekę, to ten ktoś dużo WIE. Po sobie mogę powiedzieć, że im więcej czytam- to wiem, że nic nie wiem. Ok. Z historii pomogę, ale z fizyką, matmą i chemią proszę do mnie nie przychodzić!!!) A im dłużej zagłębiałam tajniki wojen ze Szwedami i Turkami w XVII wieku, to tym bardziej byłam zła. A dlaczego? Bo podręcznik był drętwy, suchy, pełen encyklopedycznych wyrażeń, traktował o danym temacie w zawiły sposób- i prawdę mówiąc - przestałam się dziwić, że dzieciaki często historii nie lubią. Może zrobimy małe doświadczenie:

W 1677 r. sejm polski uchwalił odnowienie przymierza z Austrią, co oznaczało zerwanie z Francją i czego Sobieski chciał uniknąć, Przeważyła jednak opinia, że skoro na Francję w stosunkach z Turcją liczyć nie można, to należy porozumieć się z Austrią i razem z nią prowadzić z Turcją wojny. Za takim rozwiązaniem przemawiało wiele. Niechęć do Turcji ( i niewiara w jakikolwiek z nią kompromis), żywe w Polsce sympatie prohabsburskie, a do tego - nie na końcu - inicjatywa papieża, Innocentego XI, który rzucił myśl powołania ligi antytureckiej i na jej tworzenie mocno naciskał.

Ostatecznie po wielu dyskusjach i wahaniach wiosną 1683 r. Polska na prośbę Austrii podpisała traktat zaczepno - odporny skierowany przeciw Turcji. Uczyniono to dosłownie w ostatniej chwili, gdy niektóre oddziały Kara Mustafy były już właściwie w drodze i nie wiedziano tylko, w którą pociągną stronę: na Wiedeń czy na Kraków? W lipcu 1683 r. 90- tysięczna armia turecka stanęła pod Wiedniem. Sobieski, błagany o wsparcie, pospieszył z odsieczą. W krótkim czasie zmobilizował 25- tysięczną armię (złożoną głównie z chłopów), zabrał 26 armat i wraz z synem Jakubem, który pozostawił diariusz tej wyprawy, we wrześniu był już w Austrii. Z wyprawy słał listy do żony- prawdziwe perły sztuki epistolograficznej.

Historia- Czasy nowożytne (do 1815). Podręcznik dla klasy II Gimnazjum, Waldemar Łazuga]

 

A tak o tym samym zdarzeniu opowiada Gombrich:

Wojska cesarskie na Węgrzech nie mogły stawić czoła tej nawałnicy. Wycofały się, pozwalając Turkom podejść aż pod Wiedeń. A Wiedeń, tak jak każde miasto w tamtych czasach, miał obwarowania. Teraz na gwałt je naprawiano i ściągano armaty oraz żywność do miasta. Dwadzieścia tysięcy żołnierzy miało go bronić, dopóki cesarz ze swymi sprzymierzeńcami nie przyjdzie z odsieczą. Sam cesarz pośpiesznie wyjechał z dworem do Linzu, a potem do Pasawy. Gdy wiedeńczycy zobaczyli płonące wsie i przedmieścia, podpalane przez Turków, około 60 tysięcy ludzi w niekończących się kolumnach wozów i powozów uciekło z miasta.

Nadciągnęli tureccy jeźdźcy. Ogromna armia rozłożyła się wokół Wiednia i zaczęła mury ostrzeliwać z armat i wysadzać prochem. Wiedeńczycy bronili się z całych sił. Wiedzieli, jaka jest stawka. Ale minął miesiąc, Turcy raz po raz przypuszczali szturm, wyłomy w wysadzanych murach stawały się coraz groźniejsze, a pomoc nie nadchodziła. Najstraszniejsze były wybuchające w mieście zakaźne choroby, na które umierało chyba więcej ludzi niż od tureckich kul. Coraz bardziej dawał się we znaki brak żywności, chociaż żołnierze dokonywali czasem śmiałych wypadów i wracali do miasta z kilkoma wołami. Doszło do tego, że w Wiedniu płacono nawet 20- 30 grajcarów za kota - jak na owe czasy bardzo dużo pieniędzy za tak nieapetyczną pieczeń. Wyglądało na to, że murów już nie da się dłużej bronić. A wtedy wreszcie nadeszły z pomocą wojska cesarskie. Z jaką ulgą odetchnęli wiedeńczycy! Z odsieczą przyszły nie tylko cesarskie wojska z Austrii i Niemiec. Król Polski Jan III Sobieski, z którym cesarz już wcześniej zawarł przymierze przeciwko Turkom, też zgodził się pomóc, ale za cenę znacznych ustępstw. Chciał zostać naczelnym wodzem, a na ten honor również cesarz miał ochotę, dużo cennego czasu stracili wiec na pertraktacje. W końcu wojsko pod wodzą Sobieskiego zajęło pozycje na wzgórzach wokół Wiednia i ruszyło na Turków. Po ciężkich walkach Turcy rzucili się do ucieczki. Nawet nie zdążyli zwinąć i zabrać obozu. Teraz mogli go splądrować cesarscy żołnierze. A mieli co plądrować, bo składał się ten obóz z 40 tysięcy namiotów, był więc prawdziwym miasteczkiem o prostych uliczkach i prezentował się nader bogato.

 

Który tekst przyjemniej się czytało? Który można by opowiedzieć od razu swoimi słowami? Który jest lepiej zrozumiały dla nastolatka z II klasy gimnazjum?

Bez komentarza. Uczę w szkole i wiem, ze DOBRY podręcznik to prawdziwy skarb. Utyskiwania uczniów, że nie lubią tego i tego, mają często źródło właśnie w za trudnym albo nudnym podręczniku. A jeśli nauczyciel nie pomoże, nie zainteresuje to rzadko który uczeń wykaże się własną inicjatywą. Niestety...

Sir Ernst Hans Josef Gombrich (1909- 2001) należy do najbardziej znanych i uznanych historyków sztuki. Książka ta została napisana niejako na marginesie jego właściwej działalności. Chciałbym, żeby moi czytelnicy usiedli wygodnie i śledzili historie, nie robiąc notatek i niekoniecznie zapamiętując nazwiska, nazwy i dat. Obiecuję, że nie będę ich odpytywał. Od momentu jej pierwszego ukazania się autor dokonywał wielu uzupełnień, poprawek. Historię opowiada tak, jakby opowiadał bajki- Dawno, dawno temu. Jego opowieści o czasach minionych wciągają, pozwalają przenieść się do innej epoki. Autor sięga często po ciekawostki, fakty dotyczące życia prostych ludzi. Moje wydanie (twarda oprawa) liczy 344 strony. Autor wybrał najważniejsze wydarzenia z historii powszechnej - znajdziemy też wiele informacji dotyczących naszej historii ojczystej.  Używa do tego prostego języka, a pisze tak, że czytają z przyjemnością i młodzi i starzy, co mogę sama poświadczyć. Piękna jest dedykacja tej książki- Dla Ilse - Kiedy tak tego słuchałaś, stawało się Twoje. Historia opowiedziana przez Gombricha na długo zostaje w pamięci....

piątek, 13 marca 2009
Mors, Pinky i ostatnia przesyłka - Dariusz Rekosz/ il. Bohdan Butenko

Powieść detektywistyczną dla dzieci i młodzieży autorstwa Dariusza Rekosza przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. Przypomniały mi się od razu stare dobre czasy, gdy zaczytywałam się w książkach Niziurskiego, Nienackiego i Bahdaja. Och, nieważne już, że MO i PRL - byliśmy złaknieni przygody, tajemnicy, dreszczyku emocji - przy tych książkach naprawdę świetnie się bawiliśmy, wyrywaliśmy sobie z rąk, zaczytywaliśmy na śmierć.  I gdy zaczęłam już myśleć, że gatunek ów, stary jak świat, w Polsce, nie wiedzieć czemu, jest już praktycznie na wymarciu, spotkała mnie miła niespodzianka. Uff- przyznaję, odetchnęłam z ulgą, bo moje starsze dziecię rośnie w zastraszającym tempie i wkrótce pojawi się w naszym domu molowo - książkowym zapotrzebowanie na taką właśnie literaturę -  czyli - małe co nieco dla małych twardzieli. Na szczęście- odkryliśmy Morsa i Pinky, parę szkolnych detektywów...

Leszek Morszol, o pseudonimie: Mors - sympatyczny piegus, superinteligentny wielbiciel nauk ścisłych, lodów czekoladowych, i ... Pinky... choć głośno się do tego nie przyznaje...;)

Jego koleżanka- Alicja Pankiewicz (pseudonim Pinky) - to dziewczyna na miarę naszych czasów- ambitna, mądra, samodzielna, zaradna i... po kobiecemu wrażliwa. Razem wzięci - mniejsze wydanie Muldera i Scully, jak się okazuje, już w czwartej odsłonie.

W tym odcinku- Mors i Pinky przekonają się na własnej skórze, że życie płata czasem figle - bo oto po sprzeczce wywołanej niezłym koglem- moglem matematycznym, umawiają się  na lody- ponoć najlepsze na świecie- a tu nagle do mieszkania wpadają bandziory i zabierają ich w siną dal.

Mors, Pinky i ostatnia przesyłka posiada wszystkie atuty dobrej powieści detektywistycznej dla dzieci - znajdziemy w niej przygodę, wartką akcję, tajemnicę, ciekawą fabułę i dialogi, najróżniejsze gadżety techniczne, a przede wszystkim dwójkę sympatycznych bohaterów, którzy przypadkowo zostają wciągnięci w niebezpieczną aferę z narkotykami, zbirami i wielkimi pieniędzmi w tle. To dzieciaki, jakich wiele na osiedlowych podwórkach- chodzą do szkoły, rywalizują w nauce, wychodzą z kumplami na mecz i colę, interesują się różnymi nowinkami technicznymi, Internetem, a ich jedyna odmienność tkwi w tym, że mają większy dar niż przeciętny nastolatek do ładowania się w najróżniejsze kłopoty. Oczywiście im trudniej i groźniej tym lepiej. Czasem robią sobie na złość, przekomarzają się, rywalizują z sobą i przeciągają linę na swoją stronę - ale już za chwilę współpracują z sobą i rozumieją się bez słów. W każdym razie młody czytelnik odnajdzie w książce świat, jaki zna, a w Morsie i Pinky może odkryje kawałeczek siebie?

Książka jest starannie wydana, w twardej oprawie. Projektem okładki i ilustracjami zajął się sam wielki  Bohdan Butenko - jego brodaty gangster kryje w sobie tajemnicę, którą naprawdę warto odkryć. Do tego język nastolatków, przyprawiony odpowiednią dawką humoru i bez nużących dłużyzn, duże litery ułatwiające czytanie oraz krótkie rozdziały - takie w sam raz - pozwalające cieszyć się kolejnym sukcesem czytelniczym.

Z niecierpliwością czekamy na cdn :)

Więcej informacji o bohaterach książki znajdziecie na stronie http://www.mors-pinky.pl/

 O autorze-  http://www.rekosz.pl/

Wiek 9+

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

wtorek, 10 marca 2009
Wielka księga średniowiecznych legend - Francesc Miralles/ il. Adria Fruitos

Biorąc do ręki Wielką księgę średniowiecznych legend odniosłam takie miłe wrażenie, jakbym obcowała z prawdziwą księgą z odległej epoki. Sama okładka - gruba i solidna, jak słynne pierwsze księgi rękopiśmienne oprawne w deskę powlekaną skórą (stąd też słynne - czytać od deski do deski),  z wyciętymi gotyckimi oknami, ozdobna czcionka- wyraźne i krągłe litery, a przede wszystkim dbałość o całe wydanie - natychmiast skojarzyły mi się z benedyktyńską pracowitością, cierpliwością i trudem, z jakimi powstawały pierwsze księgi- bogactwem pięknych i subtelnie złoconych ozdobników,  bogatą ornamentyką, dekoracyjnymi bordiurami, inicjałami, miniaturami, zdobnymi motywami roślinnymi i zwierzęcymi, głowami legendarnych bohaterów.

Wciąga już sama tematyka legend średniowiecznych. Przewijają się w nich takie słynne postacie jak- Percewal, Robin Hood, Lancelot, król Artur, Roland, Rycerz z Lwem, Pan Gawen i Zielony Rycerz, Zygfryd, w końcu - słynni kochankowie- Romeo i Julia, Tristan i Izolda. Rycerze, rycerskość- oddanie Bogu, odwaga, ambicje, dobro, prawość, ideały, wzorce, wartości, hojność, żądza sławy, szlachetność wobec kobiet, wdzięk, wierność danemu słowu, czysta miłość-   czyli najważniejsze elementy etosu rycerskiego- zostały tu opowiedziane językiem zrozumiałym dla młodego czytelnika. Książka sięga naszych korzeni- świata, którego już nie ma, ale który kiedyś istniał naprawdę. Dzięki temu mali czytelnicy mają szansę przeżyć niezwykłą przygodę, z całym jej romantycznym splendorem. 

Uwagę przykuwają ilustracje- do złudzenia przypominające średniowieczne malowidła. Postacie - pełne gotyckiego wdzięku, płaskie i wydłużone, olśniewająco piękne; bogate szaty, ściśnięte talie, szerokie pasy, długowłosi i brodaci rycerze (w średniowieczu uważano, że tkwiły w tych włosach i brodach moce magiczne).

Zaraz na początku młody czytelnik znajduje Świadectwo Przynależności do Zakonu Czytelników Średniowiecznych Legend. Maluch zostaje pasowany na rycerza przez samego króla Artura i uroczyście ślubuje, że nie uchybi nakazom honoru i że będzie bronił swego narodu przed wszystkimi wrogami.

W książce znajduje się jedenaście legend. Na samym początku- krótki wstęp, a przed każdą legendą ciekawa notatka o jej pochodzeniu. Wprawdzie znajdziemy tu informacje na temat poematów, pieśni, eposów i ich autorów- jednak - bez obaw, wszystkie legendy zostały opowiedziane na nowo, streszczone - prostym i przystępnym językiem, dostosowanym do małego odbiorcy. Poczyniono tutaj duże skróty, wybrano najważniejsze epizody z życia bohaterów- by małego czytelnika nie znużyć (oryginalny Parzival Wolframa von Eschenbacha to epos liczący 25 000 wierszy).

Oprócz wspomnianych bohaterów pełno w książce baśniowych elementów- są smoki, czarodziejskie pierścienie, pasy rycerskie, miłosne mikstury, księżniczki, zamki. Wszystko to działa niesamowicie na wyobraźnię dziecka. Bardzo cenna odmiana dla tradycyjnych bajek, wyprawa do innego świata, w którym poklask miały takie wartości jak - honor, odwaga, dobro- co w dzisiejszym świecie- niektórym wydawać się może zjawiskiem niezwykle egzotycznym. 

Książka ta niewątpliwie przypomina o złotych czasach dla kunsztu introligatorskiego. Niestety, oprawa książek zeszła już z piedestału sztuki do rzędu przeciętnego, a nieraz lichego rzemiosła. Tym bardziej warto mieć na półce taką perełkę jak Wielka księga legend średniowiecznych.

Wiek 6+

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 09 marca 2009
VIII spotkania targowe-Książka dla Dzieci i Młodzieży

Tegoroczne VIII spotkania targowe- Książka dla Dzieci i Młodzieży odbędą się już za chwilę w Poznaniu- w dniach 13-15 marca.

Program targów, w tym informacje o licznych imprezach towarzyszących, znajdziecie-  tutaj

 

piątek, 06 marca 2009
Rymowane przepisy na kuchenne popisy - Małgorzata Strzałkowska

Rymowane przepisy na kuchenne popisy Małgorzaty Strzałkowskiej należą niewątpliwie do tak zwanych lektur pysznych- książka kucharska na wesoło, trochę z przymrużeniem oka, o potrawach przyprawionych dużą porcją humoru, rytmu i rymu, szczyptą przekory (Gdzie kucharek sześć, każdy ma co jeść), wyrobionych doskonale wprawną literacko-kucharską ręką, z fantazją ugarnirowanych smakowitymi kolażami.

Jestem miłośniczką książek, w których pojawiają się przepisy- łasuchy już tak mają- dla dorosłych- Przepiórki w płatkach róży, Pod słońcem Toskanii, Sto odcieni bieli, Zupa z granatów, czy dla dzieci Całuski Pani Darling. Rymowane Przepisy to niewątpliwie czytelnicza delicja dla dzieci i dla rodziców, bo przy książce i ja dobrze się bawię.

Tym razem autorka dała się poznać nie tylko jako znakomita poetka, ale również znawczyni tematów kulinarnych- bo wiersze w tej książce są  tak naprawdę rymowanymi recepturami, według których możemy ugotować to i owo- wigilijny kompocik, słupską gruszkę po kardynalsku, mizerię cioci Wiesi, ogórki z miodem i wiele innych. Zabawa jest przednia- do tego ksiązka uczy i wychowuje- jak należy zachowywać się przy stole  (Milczą mali oraz duzi, gdy jedzenie mają w buzi), daje lekcję higieny (Najpierw wyszoruj dobrze owoce- tylko gamonie albo głuptaski tego nie robią, bo na owocach siedzą wirusy oraz zarazki).

Kolaże autorki pobudzają wyobraźnię dzieci- różne stwory z warzyw i owoców, ogórki małosolne w greckich amforach:), postacie z truskawek, jeżyn, malin i arbuza. Przy oglądaniu książki pojawiają się pytania- A co to? A kto to? Pomysłów cała masa- i śmiechu również.

Wypróbowałam z dziećmi jeden przepis zimowy- po domu rozszedł się subtelny zapach pieczonych jabłuszek z Wyszkowa ... pycha!

(...)

Umyj kilka jabłek, odkrój im czapeczki.

Wydrąż jabłka w środku i wyrzuć pesteczki.

A teraz we wszystkich studniach popestkowych

Umieść sporą ilość powideł śliwkowych.

Na każde jabłuszko wsyp cukru łyżeczkę

I każdemu jabłku siup! Załóż czapeczkę.

Ułóż jabłka w rondlu i z wprawą kuchcika

Na piętnaście minut wstaw do piekarnika.

Ostudź nieco jabłka i zjadaj po trosze,

A czekać cię będą niebiańskie rozkosze.

Kto pieczone jabłka jadać ma w zwyczaju,

Ten i w mroźną zimę czuje się jak w raju.

Tak więc- Rymowane przepisy i przygotowane według nich smakowitości - to cud, ideał i niebo w gębie!!! A nam nie pozostaje nic innego, jak tylko łykanie ślinki, albo wycieczka z dziećmi do kuchni- w celu tworzenia tych kulinarnych poematów.

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 28 lutego 2009
Przepraszam, czy jesteś czarownicą? - Emily Horn/ il. Paweł Pawlak

Bardzo udana książka o kocie Herbercie, który tak jak każdy z nas, marzy o tym, by ktoś go przytulił, polubił, zaopiekował się nim. Ale wiadomo jak gatunek ludzki reaguje na... czarne koty. W związku z osamotnieniem i smutkiem nasz kocio szuka pocieszenia wśród bibliotecznych regałów. Pewnego dnia znajduje w Encyklopedii czarownic ciekawą informację, jakoby istoty te wprost przepadały za czarnymi kotami. Herbert udaje się na poszukiwanie czarownicy - co wcale nie jest takie łatwe. Świetny prosty tekst. Pawła Pawlaka reklamować już nie trzeba. Jedyny minus- czegoś mi brakuje na końcu. W oczekiwaniu na podsumowanie całej tej historii przewróciliśmy z Tomkiem jeszcze jedną kartkę, a tam.... nic więcej. A szkoda. Ale historyjka i tak nam się bardzo podoba. Świeżutko przyniesiona z bibliotek i - była wczoraj Hitem Dnia.

Wiek 3+

Wydawnictwo Muchomor

piątek, 27 lutego 2009
Zajączek z rozbitego lusterka - Helena Bechlerowa/ il. Hanna Czajkowska

Zajączka znaleźliśmy na stosiku książek od Babci - Po was-  jak to określiła.

Jest to opowiastka o dość niesfornym i kapryśnym Piotrusiu, trochę zazdrosnym o swoją siostrzyczkę Basię- robi różne psoty, by na siebie zwrócić uwagę-   jest niegrzeczny przy jedzeniu, uderzył skakanką psa Mucka i mimo ostrzeżeń mamy strącił doniczkę z paprotką, która spadając, zbiła lusterko. Mama, zdenerwowana i smutna, wychodzi z domu. A nasz smyk zdaje sobie sprawę, jak bardzo był niegrzeczny i jak tęskni za mamą. I wtedy pojawia się zajączek z rozbitego lusterka. To on pomoże chłopcu odnaleźć mamę. Historia kończy się  dobrze- to ciekawa cieniutka książeczka o wzajemnym szacunku i potrzebach innych domowników, mądrej miłości i przebaczeniu. Pomoże dziecku z pewnością zastanowić się nad swoim zachowaniem- książka zrobiła duże wrażenie na Tomku. Oczywiście na daną chwilę obiecał, że już nigdy więcej nie będzie psocił, ale jak to dziecko- już zapomniał:) Pierwsza lekcja fizyki- o zjawisku odbicia światła. Do tego ciekawe ilustracje Hanny Czajkowskiej- jakich nie spotkamy już we współczesnych książkach.

Zajączek z rozbitego lusterka- Helena Bechlerowa ( 1961)

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 24 lutego 2009
Interesy Pana Kota - Gianni Rodari/ il. Joanna M. Kołyszko

To książka na miarę naszych czasów- czyli jak się wzbogacić i osiągnąć sukces- tym razem w wersji dla dzieci, na przykładzie diabelnie inteligentnego i przedsiębiorczego Pana Kota.  Otóż nasz tytułowy bohater Pan Kot postanowił zarobić dużo pieniędzy. Tylko jak? Myślał i myślał aż w końcu wymyślił- założył sklep. Wynajął lokum, zatrudnił kasjerkę i pomocnika, kupił kasę, namalował szyld:

 

Sprzedaż myszy w konserwach.

 

Zamówienia zaczęły płynąć- od Hrabiny Kocięckiej i Markizy Prążkowskiej.

 

Przy zakupie trzech puszek klucz do konserw za darmo!

 

Oj, Pan Kot znał się na handlu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie …… myszy. Wstrętne stworzenia- żadne z nich nie chciało skorzystać z zaproszenia, by wejść do puszki i dać się dobrowolnie zapuszkować.

 

To świetnie napisana książka dla starszych dzieci, którym i tak z pewnością trzeba wyjaśniać podczas lektury niektóre zawiłości współczesnej ekonomii- promocja, reklama jako dźwignia handlu, podróbki, smykałka do interesów, personel, klienci i wiele innych. Książka napisana jest z humorem, ma to coś, co często widać we włoskich filmach - dużo się dzieje, dużo mówią, gestykulują, krzyczą wręcz, wznoszą oczy do nieba- mammmma mija!!! Opowiastka napisana jest mądrym językiem, bez żadnych uproszczeń- traktuje młodego klienta Pana Kota bardzo serio, do tego ciekawe ilustracje Joanny M. Kołyszko. Naprawdę warto tu zajrzeć.

 

Gianni Rodari (1920 - 1980), włoski autor dziecięcy. W roku 1970 otrzymał nagrodę imienia Hansa Christiana Andersena.

Wiek 5+

Wydawnictwo Muchomor