Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
poniedziałek, 18 maja 2009
Basia i nowy braciszek - Zofia Stanecka/ il. Marianna Oklejak

 

Pojawienie się siostrzyczki lub braciszka zawsze jest pewnego rodzaju rewolucją w życiu malucha. Oto trzeba nagle podzielić się ukochaną mamą, umiłowanym tatą. Ba - zabawkami też!!! Z chwilą pojawienia się nowego osobnika nic już nigdy nie będzie takie samo - od domowników zależy tylko - czy będzie lepiej, czy gorzej - w każdym razie na pewno - inaczej. U Basi pojawił się nowy braciszek - Franio. Mimo, że Basieńka ma już rodzeństwo, to jednak do tej pory, to ona była najmłodsza. A taka detronizacja bardzo boli. To oczywiście sposób myślenia Basi - bo jej mądrzy rodzice starają się jej pokazać, że mimo zmian w życiu, nadal jest ich ukochaną córeczką.

O Basi pisałam niedawno - jesteśmy zachwyceni tą serią. Przy opowieści o Franku- Kolanku - było mnóstwo śmiechu. A że z dużym zaangażowaniem odtworzyłam marudzenie Basi i płacz Franulka - nawet nasz kochany tato, zdziwiony, od czasu do czasu spoglądał znad gazety w stronę śmiejącego się kącika czytelniczego. Bo to książka bardzo autentyczna. Tomek jak i inne dzieci z pewnością rozpoznają w niej siebie. Więcej- u nas zaczęliśmy od razu wspominać nasze doświadczenia, wyciągnęliśmy zdjęcia, na których Tomek wita Mikołajka. Widać nietęgą minę starszego, nawet przerażenie w oczach. A teraz, po prawie dwóch latach? Miłość, przyjaźń, wspólne bitwy, rozrabianie i zabawy. Jest po prostu fajnie. Chcę zachęcić do sięgnięcia po tę książkę - znajdziemy tu mądry tekst, poczucie humoru, świetne zrozumienie psychiki dziecka, ciekawe ilustracje. I niech nikt nie mówi - że nowy braciszek, albo siostrzyczka to małe piwo. Psychologowie każą dorosłym wyobrazić sobie taką oto sytuację - Pewnego dnia mąż przyprowadza do domu jakąś panią i mówi: Wyobraź sobie, że twój małżonek obejmuje cię ramieniem i mówi: "Kochanie, tak bardzo cię kocham i jesteś taka urocza i cudowna, że zdecydowałem się na drugą żonę podobną do ciebie". No i jak byśmy wtedy zareagowali? Też podniósłby się nam poziom adrenaliny.

Autorka nie udziela rad, nie grozi palcem, nie mówi co robić. Opowiada tylko ciekawą historię, z której można wyciągnąć mądre wnioski. To książka z przesłaniem dla całej rodziny - cierpliwości i miłości nigdy nie za wiele. A jak można kochać mądrze ? Odpowiedź w książkach o Basi.

 

To świetna lektura - dla tych którzy chcą przygotować swoją pociechę na wielkie przyjście nowego malucha - i dla tych, którzy już są - rzucają się poduszkami, wyrywają sobie zabawki, nabijają razem guzy- dla budowania miłości i przyjaźni, dla wzmacniania więzi.

Moje recenzje o Basi

Basia i upał w zoo

Wydawnictwo LektorKlett zaprasza wielbicieli Basi na Międzynarodowe Targi Książki w Warszawie. W sobotę 23 maja 2009 o godzinie 11.00 odbędzie się spektakl z Basią. Autorki książki - Zofia Stanecka i Marianna Oklejak, przygotowały częściowo śpiewany spektakl z Basią w roli głównej. Będzie też wspólna zabawa papiero - plastyczna ( wiek 2+)!!!

Wiek 3+

Wydawnictwo LektorKlett


sobota, 16 maja 2009
Portrety Astrid Lindgren - Jacob Forsell, Johan Erseus, Margareta Stromstedt

Czegokolwiek tu nie napiszę o szwedzkiej pisarce, ta i tak pewnie z obłoków popatrzy na mnie z politowaniem, zrobi jedną ze swych śmiesznych min, może nawet pogrozi palcem, albo da prztyczka w nos - abym już zeszła na ziemię, abym przestała piać peany na jej cześć i potraktowała ją jak człowieka z krwi i kości. Po przeczytaniu książki Portrety Astrid Lindgren jestem skłonna uwierzyć, że to całkiem możliweJ Ale nie pisać z patosem o niej - to będzie trudne - bo pani Lindgren była już legendą za życia. Przeżyła 94 lata.  Taka osoba nie odchodzi ot tak sobie - ona i jej postacie tkwią w nas, przypominają nam nasze dzieciństwo - właśnie takie odnoszę wrażenie - że jej duch nieustannie gdzieś tu krąży.  Recenzja tej książki na blogu - Brulion Be.el.

 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 14 maja 2009
Ziemia - Kinga Preibisz - Wala / il. Jona Jung


Ziemia to nasz dom. Jedyne gościnne miejsce we Wszechświecie jakie znamy. Jest tu wszystko, czego potrzeba do życia: i woda, i powietrze, i światło słoneczne. Ziemia jest ogromna, a ty jesteś jednym z ponad 6 miliardów jej mieszkańców.

 

Tak zaczyna się jedna z trzech części serii Żywioły - Ziemia (są jeszcze Woda i Powietrze). Książka na szóstkę dla małych odkrywców. Znam ten ból - kiedy dziecię wchodzi w wiek pytań - A co? Czemu? Dlaczego? Po co? - oczywiście cieszę się, że syn jest ciekawy świata i chce wiedzieć dużo, ale sto tysięcy takich i podobnych znaków zapytania od wschodu do zachodu słońca może w pewnym momencie wyprowadzić z równowagi najbardziej kochaną i cierpliwą mamę. A gdy się jeszcze nie zna odpowiedzi? Ho ho....No właśnie.

Ziemia to pierwsza lekcja przyrody i geografii dla maluchów - coś w rodzaju tematycznej mini encyklopedii dla przedszkolaków - o skarbach, które kryje w sobie ziemia, planetach Układu Słonecznego, składzie gleby, jaskiniach. Książka tłumaczy, kto taki mieszka pod ziemią, co kryje się pod dziwacznymi nazwami - paleontolog, speleolog, zlepieniec i otoczaki, jak zbudowane jest wnętrze naszej planety. Nie muszę dodawać, że najbardziej zainteresowała Tomka strona o kopalni. Bycie górnikiem (tu-westchnienie) - to jest dopiero coś!

Prawie na każdej stronie znajduje się kącik z propozycjami prostych doświadczeń, które można wykonać z pociechami. Mnóstwo kolorowych ilustracji i zdjęć. Książka odpowiada na liczne pytania, rozbudza ciekawość, pokazuje dziecku, jak wiele fascynujących zjawisk ma miejsce wokół nas. Wystarczy się rozejrzeć - bo dziurka w ziemi może okazać się wcale nie taką znów zwykłą dziurką, tylko wejściem do mieszkanka ryjówki albo dzikiego królika. Piasek też już nie jest tylko piaskiem - to mieszanina maleńkich drobinek o kolorze kremowym, szarym, żółtawym i brązowym. Naprawdę warto mieć na półce:)

P.S. Jeśli ktoś jednak zna odpowiedź na pytanie - Dlaczego Ziemia jest tylko kulką - to proszę o kontakt. Pilne!!!

Wiek 5+

Wydawnictwo LektorKlett

poniedziałek, 11 maja 2009
54. Międzynarodowe Targi Książki

Szczegółowe informacje znajdziecie tutaj

niedziela, 10 maja 2009
Malowany ul - Adam Bahdaj/ il. Zdzisław Witwicki

Króciutkie opowiadanie Bahdaja, które ja pamiętam, chyba z drugiej klasy szkoły podstawowej - o małej pszczółce Bze-Bze, która zamiast zbierać nektar, malowała na ścianach ula łąkę pełną kwiatów. Fajnie przeczytać ponownie po tylu latach. Dzieciom też powinno się spodobać:)

Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

sobota, 09 maja 2009
Basia i upał w zoo - Zofia Stanecka / il. Marianna Oklejak

 

O Basi dowiedzieliśmy się całkiem przypadkowo. Krótko mówiąc - podsłuchałam (wiem, wiem - nieładnie tak) rozmowę dwóch mam na placu zabaw, a że zachwycały się nią tak bardzo i tak głośno, my również postanowiliśmy ją poznać. Basia to bohaterka książek, które pomagają dzieciom poznać otaczającą rzeczywistość. Autorka tych krótkich historii, Zofia Stanecka, w jednym z wywiadów radiowych zdradziła słuchaczom sekret, skąd w ogóle wzięła się Basia. Bo to imię w otoczeniu powszechnie panujących nam Julek i Oliwek - jest trochę dziś egzotyczne i oryginalne zarazem. Otóż syn autorki, Tadzio, kiedy był małym dzieckiem wyobraził sobie, że pod szafą w jego pokoju zamieszkała... dziewczynka o imieniu Basia. Karmił ją, kładł do jej mieszkanka w małej szczelinie kawałki papierów i łatki. Pewnego dnia stwierdził, że Basia wyszła za mąż i się wyprowadziła. Zofia Stanecka po latach, gdy zaczęła pisać, zatęskniła za tamtą postacią i ożywiła Basię na nowo na kartach swoich książek. Basi do ślubu jeszcze daleko - bo na razie jest energicznym i sympatycznym przedszkolakiem - ale to bardzo dobrze dla naszych dzieci-  bo to rokuje nadzieje na kolejne basine przypadki dnia powszedniego. Każda książeczka przedstawia jakieś ważne i ciekawe wydarzenie w życiu dziewczynki - nowy braciszek, powrót mamy do pracy, brak przyjaciółki w przedszkolu, biwak, Boże Narodzenie.

W tej części poznajemy rodzinę Basi - jej rodziców i brata Janka. Panuje straszny upał i Basia wyciąga tatę na spacer do zoo. Obserwują jak z tak potworną gorączką radzą sobie zwierzęta. W dodatku Basia wraca do domu z Kajetanem. Jeśli chcecie się dowiedzieć, któż to taki, zachęcam do sięgnięcia po tę uroczą  książkę.

Ktoś kiedyś rozsądnie powiedział, że dla dzieci trzeba pisać tak samo jak dla dorosłych, tylko dwa razy lepiej. Właśnie takie są te książki. Wyraźnie wyróżniają się na plus spośród podobnych serii pomagających dzieciom zrozumieć świat. Przede wszystkim to nasza Basia, polska, z naszą mentalnością i problemami z naszego podwórka. Największym atutem jest mądry tekst, pozbawiony infantylności. Autorka traktuje Basię i jej dylematy poważnie.  Dialogi dziecka z rodzicami brzmią autentycznie. Jest humor - który rozśmieszy rodziców czytających na glos i słuchające maluchy. Nie ma tu nadętego moralizatorstwa - za to jest kochająca rodzina, gdzie dorośli dużo rozmawiają z dziećmi, słuchają tego, co mają im do powiedzenia. Basia oczywiście święta nie jest - rojbruje, boczy się na innych, potrafi czasem krzyknąć, tupnąć i nieźle się zbuntować. No cóż, rasowy przedszkolak. Bardzo podobają nam się oryginalne ilustracje Marianny Oklejak, które świetnie współgrają z tekstem. Dużo się na nich dzieje, potrafią małego czytelnika też rozbawić. Koniecznie zwróćcie uwagę na wykończone upałem małpy zwisające bezwładnie z drzew i łapę niedźwiedzia wystająca zza skałki.

-[Basia] Jakbym miała wszędzie futro, to bym była wielka i groźna. I ryczałabym na Janka, jak by mi zabierał kredki. I Mama musiałaby ciągle sprzątać, bo bym liniała. Może nawet musiałabym uciec z domu, żeby się nie denerwowała? Dobrze chociaż, że niedźwiedzie nie ćwierkają i nie pryskają pokarmem. A może Mama nie miałaby nic przeciwko temu, żebym była niedźwiedziem, gdybym poszła do fryzjera i ostrzegła się na jeża? Jeże chyba nie robią nic złego?

Mój Tomek bardzo polubił Basię. To jego nowa koleżanka z sąsiedztwa. Prawie taka sama jak on, tylko ociupinkę inna. Podczas czytania widzę, jak bardzo identyfikuje się z tą postacią, przerywa, komentuje, mówi, co on by zrobił w takiej sytuacji, przypomina sobie jak to było, gdy on był w zoo. Książka, którą maluchy niesamowicie przeżywają - a to świadczy o jej wartości.

Wiek 3+

Wydawnictwo LektorKlett

piątek, 08 maja 2009
Młody samuraj. Droga wojownika - Chris Bradford

Powiadają, że samuraje to najgroźniejsi, najpodlejsi wojownicy chodzący po tej ziemi. Zabiją cię, gdy tylko cię zobaczą (...) Samuraje służą samemu diabłu. Słyszałem, ze potrafią odrąbać człowiekowi głowę za to, że im się nie skłonił jak niewolnik ( str. 32)

Jack Fletcher słysząc te słowa na angielskim okręcie płynącym do Japonii  nie wiedział, nawet nie przypuszczał, że w wyniku tragicznych i przypadkowych wydarzeń sam kiedyś wejdzie na drogę wojownika.

Książka spodoba się miłośnikom przygód, walk wschodnich i innych kultur. Opowieść o chłopcu rozbitku, który cudem ocalał po ataku ninja, to ciekawa wyprawa do innego, egzotycznego świata - geograficznie i mentalnie. XVII- wieczna Japonia, z samurajami, wasalami, ninja, sztukami walki, rozbudowaną etykietą, dziwnymi i często dla głównego bohatera niezrozumiałymi obyczajami. Jack zostaje adoptowany przez Matsumoto -samuraja, władcę Shimy - zjawił się bowiem w jego życiu dokładnie w rocznicę tajemniczej śmierci jego syna Tenno. Autor  wykorzystał ciekawy zabieg literacki, który zawsze bardzo lubiłam w książkach dla młodzieży. Mianowicie, osadził swojego bohatera w zupełnie nowej rzeczywistości, bez  najbliższych, daleko od domu, od swoich korzeni - ten  musi dać sobie radę, znaleźć swoje miejsce na ziemi, zjednać przyjaciół, pokonać trudności i wrogów. A tych ostatnich w książce nie brakuje. Czy mu się uda? Gaijin - barbarzyńca - uczy się języka,  posługiwania pałeczkami, poznaje różne rodzaje ukłonów, nowe smaki - surową rybę, ryż, owoce w occie. Z powodu swojego wyglądu, jasnowłosy i niebieskooki chłopiec czuje się dziwacznie wśród ciemnowłosych i ciemnobrewych Japończyków, szczególnie w szkole samurajów, gdzie jest poniżany. Chris Bradford nie szczędzi nam obyczajowych szczegółów. Jego zainteresowania zawsze zmierzały w tamtym kierunku. Sam doskonale zna sztuki walki. Już w dzieciństwie zaczął trenować dżudo, karate, kickboxing i samurajską sztukę walki mieczem. Znajduje to swoje odzwierciedlenia w książce.

Młody samuraj mówi o ważnych rzeczach w życiu człowieka, dziś przez wielu nastolatków niezauważanych i lekceważonych - szacunku dla starszych, żelaznej dyscyplinie, odwadze, honorze. Jack uosabia jednocześnie te cechy, które obecnie są tak bardzo modne - jest uparty, ambitny, ciężko pracuje nad sobą - tryska młodzieńczą siłą i energią, kształtuje ciało, by mogło sprostać wszystkiemu. Książka jest napisana prostym językiem, a wtrącenia w języku japońskim są przetłumaczone. Dla tych, którzy chcieliby poszerzyć swoje horyzonty  w tej dziedzinie, autor podaje na końcu spis lektur, z których pochodzą cytaty, uwagi o języku japońskim. Można przeczytać wywiad z samym autorem, który objaśnia też najskuteczniejsze techniki sztuk walki, jakich sam używa.

To pierwsza część serii. Zostało jeszcze tyle rzeczy do wyjaśnienia. Choćby to, czy Jack kiedyś wróci do Anglii, czy odnajdzie swoją siostrę Jess, pozostawioną pod opieką biednej sąsiadki. Czy może zapuści  korzenie w tym niezrozumiałym i obcym dla niego kraju? Jeśli kogoś zainteresuje ta książka musi zatem poczekać na cdn.

Więcej o książce - tutaj

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 06 maja 2009
Baśnie polskie - Hanna Januszewska/ il. Olga Siemaszko

Zawsze cieszę się, gdy stare zostaje wydane na nowo - a Baśnie polskie Hanny Januszewskiej kończą w tym roku  swoje 57 urodziny - i już chociażby z tego względu należało im się wyciągnięcie z lamusa. To obok książki Bajarka opowiada  - zbiór baśni z całego świata,  kolejne sięgnięcie przez wydawnictwo Zysk i S-ka do naszych korzeni, niezwykle cenne i wartościowe. Ktoś może powiedzieć - no cóż baśń, jak baśń, w końcu wiele tego na rynku. Gdy wchodzimy do księgarni  półki uginają się od dziesiątek propozycji - i czasami trzeba się nieźle nagłowić, by wybrać coś naprawdę wartościowego. Baśnie Januszewskiej niewątpliwie zasługują na naszą uwagę.

Hanna Januszewska (1905-1980) to autorka wielu książek, sztuk teatralnych i słuchowisk, poetka i tłumaczka. Mole książkowe na pewno pamiętają jej Pyzę na polskich dróżkach i O flisaku i przydróżce. W jej baśniach znajdziemy piękną polszczyznę, starannie dobrane wyrazy, prozę, która niekiedy ma wręcz poetycki charakter. Tekst poprzeplatany jest licznymi wierszykami, rymowankami i piosenkami ludowymi. Mnóstwo tutaj wyrazów starych, archaicznych - nie zdziwmy się zatem, że podczas czytania nasze dzieci będą przerywały i się pytały - A co to takiego? Grzegorz Leszczyński, historyk literatury dziecięcej, w wywiadzie dla Polityki, powiedział ciekawą rzecz:

Naturalną selekcją jest czas. Niektóre książki są dziś dla małego czytelnika zupełnie obce. Niestety, z kanonu wypadają także rzeczy ważne. A tradycja jest czymś niesłychanie istotnym w literaturze dziecięcej. Dziecko powinno mieć kontakt z dawnym językiem, dawnym sposobem myślenia. W ten sposób poszerza się jego sfera doświadczeń. Potem, gdy idzie do szkoły i ma przeczytać choćby fragment „Pana Tadeusza", nie ma bariery językowej. Ale, co ważniejsze, dawne utwory są znakami łączności pokoleń. Zwłaszcza baśnie. Dziecko obcuje w ten sposób z mądrością nie jednego pisarza, ale zbieraną przez wieki. Oczywiście, to duży błąd, jeśli podsuwamy dziecku wyłącznie książki z własnego dzieciństwa, bo ono żyje w świecie innych problemów.

Jako że sama jestem nauczycielką - często słyszę utyskiwania uczniów na lektury, na teksty, których, mimo że napisane po polsku, nie rozumieją. A zachwycać się nimi - no, tego już za wiele. Może zatem czytanie książek, z dawnym językiem - na głos, z naszą pomocą przy trudniejszych wyrażeniach, jest kluczem do sukcesu w przyszłym kontakcie z lekturami szkolnymi? Nie wiem, ale warto spróbować. Poza tym baśnie pani Hani mają klimat czasów minionych. Jest tu Kraków - stary, dostojny, miasto pełne żaków,  z wieży w koronie strażnik trąbi hejnał wieczorny, a na wybrukowanych ulicach słychać ciężkie kroki halabardników. Znajdziemy tu wieś, gdzie ludzie sierpem tną zboże, a wodę noszą w cebrzykach ze studni. Gdańsk, w którym żyją bogaci kupcy, roi się od żeglarzy z całego świata, w przystani stoją masztowe okręty o opuszczonych lub rozwitych jak wielkie skrzydła żaglach. Znajdziemy tu mądrość ludową -  zło zostaje ukarane, a dobro zwycięża. Baśń wyrosła przecież na gruncie ludowym. Była tęsknotą prostych ludzi za lepszym życiem, sprawiedliwością, tłumaczyła świat, spełniała marzenia zwykłych ludzi, otwierała bramy do świata, który na co dzień był dla nich niedostępny. Dlatego też w baśniach Hanny Januszewskiej, spotkamy obok dobrych i prostych ludzi - księżniczki, królów, odważnych rycerzy, diabły i wiedźmy. Co ciekawe - panuje tutaj przekonanie, że za porządne i prawe życie czeka w baśni nagroda. Dziewczęta chłopskie zostają żonami królów, a biedny Bartek, syn wieśniaczki - sławnym doktorem. Córka kupca z Gdańska za swą szczerą miłość do nieznajomego o szpetnej twarzy zyskuje szczęśliwe życie i zrzuca z ukochanego urok. Baśnie rozgrywają się na zamkach królewskich, w mieszczańskich kamienicach, szlacheckich dworach - jednocześnie widoczny jest szacunek do wiejskiego życia, ciężkiej pracy, rzuca się w oczy ścisły związek człowieka z naturą, umiłowanie wręcz tej przyrody - sadów, lasów, jaworów, dębów i wierzb. A wszystko to, jak to w baśniach bywa, osnute jest mgiełką baśniowości, magii i najróżniejszych cudów.  Na uwagę w tej książce zasługują również ilustracje Olgi Siemaszko, które świetnie wpasowują się w klimat tekstów. Przypominają bowiem stare drzeworyty, jakimi kiedyś ozdabiano stare księgi.

 Wiek 6+

Wydawnictwo Zysk i S-ka

sobota, 02 maja 2009
Lodowy ogień - Kai Meyer

Gdzie kończą się noc i północ, ponad mgłami góruje twierdza Królowej Śniegu.

Tak zaczyna się ta pełna magii, baśniowości  i tajemnicy historia. Dziadek Mróz siedzi na ławce i karmi płatki śniegu. Sankt Petersburg, stolica Imperium Rosyjskiego, 1893 rok. Czarodziejce Tamsin udaje się skraść sopel z serca Królowej Śniegu i tym samym złamać jej potężną władzę i siłę. Szuka bezpiecznego miejsca, gdzie mogłaby skryć się ze swoją zdobyczą. Mroźna Pani jednak śledzi jej każdy ruch. Rozpoczyna się walka na śmierć i życie. Jest też Mysz. Dziewczynochłopak - tak o niej mówią. W rzeczywistości jest nieśmiałą dziewczynką, sierotą,  szarą i wiecznie przestraszoną, jak jej naturalna imienniczka. Mysz jest hotelowym pucybutem,  przez wszystkich wyśmiewana i szykanowana, tkwi na samym dole drabiny hotelowej społeczności. Mimo woli zostaje wciągnięta w pojedynek między dwiema potężnymi czarodziejkami. W historię, która zdaje się ją przerastać, być ponad jej siły. Z początku nie wie, komu może ufać, po czyjej stanąć stronie. Gdy zaczyna słuchać swego serca, budzi się w niej niesamowita odwaga, z istnienia której nie zdawała sobie do tej pory sprawy, dokonuje wyborów i podejmuje decyzje, które ją samą zaskakują. Lodowy ogień to opowieść, która ma w sobie coś z baśni, bajki. A czy zakończenie będzie iście bajkowe? Tego nie zdradzę:)

Cieszę się, że Lodowy ogień ukazał się po polsku. Według mnie to najlepsza książka Kaia Meyera, autora ponad 40 pozycji dla dzieci i młodzieży, zdobywcy wielu prestiżowych nagród literackich. Meyer ma niesamowity talent do opowiadania. Jego wyszukane i niezwykle plastyczne opisy potrafią silnie oddziaływać na czytelniczą wyobraźnię. Wrażliwy odbiorca od razu poczuje przerażające i przeszywające do szpiku kości zimno najostrzejszej sanktpetersburgskiej zimy, chłód i smutek hotelowych zakątków, usłyszy skradające się kroki wszystkowidzącego Baryły i zobaczy szydercze uśmieszki służby, być może na plecach poczuje ból po nocy spędzonej na twardym posłaniu Myszy i wystraszy się pisku piwnicznych szczurów. Jednocześnie da się porwać w baśniową krainę i ucieszy się przemianą, jaka nastąpi w Myszy. Język książek fantasy kieruje się swoimi prawami, chodzi własnymi ścieżkami. O kiczowatość wcale nie tak trudno i trzeba nie lada umiejętności, by tego uniknąć i opowiedzieć swoją historię wiarygodnie. A więc czapki z głów przed niemieckim autorem i polskim tłumaczeniem Anny Wziątek. Meyer stworzył niepowtarzalny klimat tej powieści, ukazuje nam ciekawe charaktery, buduje napięcie, przedstawia zaskakujące zwroty akcji. I nawet jeśli Królowa Śniegu od razu skojarzy nam się z andersenowskim XIX-wiecznym prototypem,  to mogę zapewnić, że żadna nić podobieństwa, oprócz imienia głównych bohaterek, obu tych historii nie łączy. Książka Meyera może natomiast połechtać ciekawość czytelników wychowanych na starej baśni i tym bardziej zachęcić ich do zapoznania się z zupełnie inną historią - bo przecież w wielu z nas tkwi żądne bajek i baśni dziecko. Czasami wystarczy to dziecko w sobie obudzić i dopuścić do głosu.

Lodowy ogień został w 2005 r. uhonorowany prestiżową nagrodą literacką CORINE. Znalazł się wśród takich zasłużonych nazwisk jak - Martin Walser, Henning Mankell,  Paulo Coelho,  Per Olof Enquist, Ken Follett,  Cornelia Funke czy Patricka Shaw.  To książka wielopokoleniowa. Balansuje na granicy powieści dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Własnym przykładem mogę poświadczyć, że wszyscy będą się przy niej równie dobrze bawić.

 

 

Wiek 12+

piątek, 01 maja 2009
Malutka Czarownica - Otfried Preussler/ il. Danuta Konwicka

 

Ponoć Otfried Preussler napisał Malutką Czarownicę z myślą o swej córce, która bała się ciemności i złych czarownic. Przecież nie ma złych czarownic - miał powiedzieć pisarz. Kto chce się o tym przekonać, powinien sięgnąć właśnie po tę lekturę. Została napisana dokładnie w 1959 i od tego czasu jej popularność wcale nie maleje. Jest wręcz odwrotnie - ponieważ my rodzice, mający kiedyś do czynienia z tą książką, czytamy ją teraz swoim dzieciom.  Malutka Czarownica to spełnienie życzeń i marzeń naszych pociech, które tak bardzo chciałyby umieć czarować i latać na miotle. Dzieci doskonale identyfikują się z tą postacią - jest mała - ma przecież dopiero 127 lat (!!!),  chce być dorosła, robi różne głupstwa, popełnia błędy, jest czasem przekorna i nieznośna. Dzieci zaśmiewają się do łez przy tej książce, w której często odnajdują siebie.

Malutka Czarownica mieszka ze swoim gadającym krukiem Abraksasem w zaczarowanym domku w głębi lasu. W Noc Walpurgii wybiera się mimo stanowczego zakazu starszych czarownic na Blocksberg, by tam razem z nimi zatańczyć. Niestety ciotka Rrum-Brum-Trrach odkrywa jej obecność i prowadzi przed oblicze Najstarszej. Za rok będzie mogła wziąć udział w tańcach, ale tylko pod jednym warunkiem - przez ten czas musi stać się naprawdę dobrą czarownicą. Zadanie wydaje się być realnym do spełnienia. Sęk w tym, że Malutka Czarownica rozumie określenie dobra czarownica zupełnie inaczej niż jej kuzynki wiedźmy. Jak? Koniec jest naprawdę zaskakujący.

Ta książka to wspomnienie mojego dzieciństwa. Pamiętam jak dobrze bawiłam się przy tej lekturze. Bardzo zaciekawił mnie na przykład rozdział o sprzedawcy kasztanów. To kasztany można jeść? Byłam szczerze zdziwiona. Włożyłam kilka brązowych kulek do naszego pieca. Po jakimś czasie zaczęły one strasznie hałasować - bo pękały pod wpływem wysokiej temperatury i huczały jak armaty. Dostałam oczywiście burę i dopiero mama wytłumaczyła mi, że muszą to być specjalne kasztany, które można upiec i naprawdę zjeść. Bardzo lubiłam Abraksasa, tego zrzędę i marudera, pesymistę - ale trzymającego fason. Nie ma co - kruk z charakterem.

Książka jest niezwykle cenna pod względem pedagogicznym. Każda z dwudziestu historyjek może służyć za wstęp do rozmów o ważnych wartościach w życiu człowieka. Niesienie pomocy, współczucie, przyjaźń,  uczciwość, odpowiedzialność, optymizm i humor, mądrość, empatia. Może być również nieocenioną pomocą przy pokonywaniu lęków dziecięcych - bo przecież czarownice wcale nie takie straszne, jak je malują. Według mnie to książka ponadczasowa.

Właśnie ukazało się nowe wydanie - w serii Mistrzowie Ilustracji (wydawnictwo Dwie Siostry), z pięknym tłumaczeniem Hanny i Andrzeja Ożogowskich i czarno - białymi ilustracjami Danuty Konwickiej. Zwracam na to uwagę, ponieważ jakiś czas temu pojawiła się Malutka Czarownica w innym przekładzie - gdzie pewne wartościowe rzeczy umknęły po drodze, o ilustracjach i (smutnej) nieobecności ciotki Rrum-Brum-Trrach już nie wspomnę. Książki Preusslera, a napisał ich 32, są niezwykle popularne u naszych zachodnich sąsiadów. Wiele z nich weszło do klasyki dziecięcej, bo ich autor doskonale opanował sztukę tworzenia nieśmiertelnych historii dla dzieci- bohaterowie ze wszystkimi swoimi wadami, humor, ciekawe przygody, fantazja. Od momentu powstania Malutkiej Czarownicy zmienił się niewątpliwie typ czarownicy w książkach dla dzieci. W ciągu pięćdziesięciu lat pojawiło się mnóstwo innych pozycji z tą postacią. Jestem jednak pewna, że chyba żadna z nich nie wywołuje tylu wzruszeń i wspomnień, co ten wiedźmi podlotek mieszkający w chatce z pochylonym dachem, koślawym kominem i klekocącymi okiennicami.

Tutaj można zajrzeć do książki

Wiek 5+