Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
wtorek, 23 października 2018
Poczet królowych polskich - Anna Kaszuba-Dębska

 

Zawsze było więcej o królach. Zdecydowanie. Królowe polskie, władczynie polskie – przeważnie pozostawały w cieniu – swych mężów królów, choć były zdecydowanie ciekawszymi osobami, niekiedy skuteczniejszymi. Nosiły koronę, jeszcze musiały być matkami, opiekunkami, powierniczkami królewskich tajemnic i sekretów. Odpowiedzialne za wychowanie królewskich dzieci, przyszłość córek i synów – w służbie narodu. Zajęcie nie powiem, barrrrdzo stresujące. Niestety – męski świat – taki  właśnie był przez długie wieki – to mężczyźni rozdawali karty, ustalali zasady gry. No chyba że już zdarzyła się taka charakterna „babeczka” jak Włoszka Bona Sforza. Można na jej temat znaleźć naprawdę wiele informacji. Mało tego - może nie wiecie, ale to właśnie dzięki niej (choć niektórzy twierdzą, że to mit) ponoć zadomowiło się w naszym języku codziennym pojęcie włoszczyzny dodawanej jak Polska długa i szeroka do zupy. Czas zatem skończyć z przekonaniem, że królowe polskie były cichymi bohaterkami drugiego planu. Pomóc mogą w łamaniu stereotypów takie publikacje jak ta: prezentująca 25 sylwetek kobiet związanych z tronem Polski. Stąd i z daleka, bo tamten świat z przeszłości rządził się swoimi prawami – niewiele małżeństw było zawieranych z miłości. Liczyły się układy, plany możnowładców i samego króla. Gdy tylko na świecie pojawiało się dziecko królewskie już planowano jego przyszłość – która niekiedy zmieniała się w zależności od opcji politycznych. Uff, dobrze, że te czasy dawno już minęły. 25 portretów – dosłownie – bo wielkie i kolorowe, odważnie pokazujące ludzką i kobiecą stronę władczyń. W lazurach, różach, pomarańczach, zieleni, żółci, czerwieni. Patrzę na te „babeczki” i oczu od nich oderwać nie mogę. Z krwi i kości, nie żadne zapatrzone w dal sztywne i posągowe postacie z pomników albo portretów Matejki. Nic z tych rzeczy. Popatrzcie na twarz Ludwiki Marii Gonzagi – aż ma się wrażenie, że zaraz puści do czytelnika oczko. Z drugiej strony to też portrety opisowe. Każda z bohaterek opowiada o sobie – ale nie ma tu żadnego klucza, że wszystkie podejmują tę samą jedną tematykę. Jedne bardziej skupiają się na kraju pochodzenia i swojej rodzinie. Inne więcej opowiadają o polityce. Wspominają dzieciństwo, rodzinne strony, ich pierwsze wrażenia po przybyciu do Polski, starania o ich rękę, urządzenie dworu, przyjaciele, ocena polityki męża, zwyczaje i panujące konwenanse. To one są na pierwszym planie, choć bohaterem drugoplanowym niewątpliwie są epoki, czasy, w których przyszło im żyć – z ich opowieści można dowiedzieć się wiele na temat życia w średniowieczu, renesansie czy baroku.

Wśród kobiet są znane postacie jak: Marysieńka, Barbara Radziwiłłówna, Jadwiga Andegaweńska, Bona Sforza czy Anna Jagiellonka.  Jednak zdecydowana większość jest mniej znana: raczej przeciętny czytelnik nie wie za dużo na temat: Marii Józefy, Anny Cylejskiej czy Agnieszki Babenberg.  

Wiek 10+

Wydawnictwo Znak

poniedziałek, 22 października 2018
Sowa czy puszczyk - Emma Strack, Plantevin Guillaume/ il. Jeunesse Gallimard

Ileż to już razy złapaliśmy się na tym, że coś wydawało nam się „takie samo”, a tymczasem okazywało się „prawie takie samo”. Często nie widzimy na pierwszy rzut oka różnicy – dopiero inna nazwa wskazuje na to, że jednak mamy do czynienia z innymi rzeczami, obiektami, zwierzętami, roślinami etc. Królik - zając/ pingwin – alka/ pasikonik – szarańcza/ mewa srebrzysta – mewa śmieszka. W moim przypadku np. mandarynka – klementynka. Jak się okazuje, przykładów jest bardzo wiele – a myślę, że i tak temat jest jeszcze otwarty – choćby w kwestii roślin. Tutaj – 52 pary , które różnią się od siebie, ale które są do siebie tak bardzo podobne, że często je mylimy. A które – jak obiecują autorzy, już zawsze będziemy potrafili od siebie odróżnić. Wybrane hasła dotyczą dziedzin: zwierzęta, jedzenie, geografia, garderoba, ciało i miasta. Niektóre hasła wydawały mi się wybrane niepotrzebnie, bo nie wiem, jak można pomylić np. Antarktydę z Arktyką. Ale tak sobie myślę – to, co nie sprawia problemu jednemu, może siać niepokój w głowie drugiego – i odwrotnie. Tak więc mamy tutaj pary zwierząt, zjawisk, rzeczy, potraw – bardzo podobnych. I tak jak pewne rzeczy wypada wiedzieć (wspomniana już Antarktyda – Arktyka, gwiazda – planeta, stalaktyt – stalagmit) – to pewne rzeczy warto wiedzieć. Choć moja ocena w tej kwestii jest naprawdę subiektywna – co jest dla mnie ważne, już dla kogoś innego niekoniecznie. W każdym razie na pewno fajnie poznać różnicę – by zabłysnąć w szkole, dla własnej satysfakcji.

Każda rozkładówka to para innych haseł – krótkie porównanie, wskazanie różnic, cech charakterystycznych, ciekawostek związanych z tematem. Do zapoznania się z tekstem zachęca ciekawa szata graficzna – bardzo przejrzysta, usystematyzowana. Pod każdym graficznym kółeczkiem - ilustracją znajdują się ciekawostki do danego tematu. Albo koncentrują się one na jednym haśle albo dokonują porównania dwóch haseł. Często dotykają też luźno powiązanych tematów. Np. przy rzece i strumieniu  poruszono również zagadnienia związane z energią elektryczną, podziałem rzeki na kategorie (przez wędkarzy), najdłuższą rzeką na świecie (Nil czy Amazonka?).

Podsumowując: książka dla małych i dużych chcących poszerzać w atrakcyjny i bezbolesny sposób swoją wiedzę. Ładnie wydana, nowoczesne ilustracje, stonowane kolory, ciekawa treść. Czyta się z  przyjemnością. Na końcu podaję kilka przykładowych par haseł opisanych w tej książce: zarodek – płód, afro – loki, bakteria – wirus, autobus – autokar, dziennik – magazyn, morze – ocean, tornado – cyklon, Niderlandy – Holandia, słoń indyjski – słoń afrykański. Miłej lektury!

Wiek 6+

Wydawnictwo Adamada

niedziela, 21 października 2018
Minecraft. Poradnik farmera - Alex Wiltshire/ il. Sam Ross

Książki Minecraft podpowiadają, jak grać w grę komputerową, jak wzbogacić swój „stan posiadania” na swoim koncie. Tak sobie czasem myślę, że minecraft … to stan umysłu. Dzieciaki dużo rozmawiają na temat gry, swoich poczynań, porażek. „Podręcznik farmera” podpowiada jak poradzić sobie w świecie minecrafta – by przetrwać, utrzymać się przy życiu, docierać do nowych miejsc i żywności. Gracze w tej części dowiadują się, jak uprawiać przydatne rośliny, hodować zwierzęta. W tym celu potrzebne są leje, gdzie przechowuje się plony. Z czerwonego kamienia można zbudować maszyny rolnicze. Książka podpowie, skąd wziąć światło do wzrostu roślin, jak usprawnić proces hodowli i upraw, by być efektywnym farmerem. Całość została podzielona na części: uprawa roślin, hodowla zwierząt, hodowla wrogich mobów, produkcja bloków. W każdym rozdziale krok po kroku omówiono możliwości techniczne gry – wraz z korzyściami dla gracza. Tak sobie myślę, że to duży plus tej gry dla dzieci, które nie znają wsi. Oczywiście z tą prawdziwą wsią nie ma co porównywać, jednak dobrze wiedzieć, że ziemniaki i buraki rosną na polach, że z buraków robi się barszcz, a dzięki nawożeniu mączką kostną przyspiesza się wzrost roślin. Dzieci uczą się gospodarowania. Muszą planować, by osiągnąć sukces. Myślą do przodu – inaczej coś się nie powiedzie, a tego unika każdy szanujący się farmer – nawet w takiej grze, jaką jest minecraft. Zatrudnianie pracownika, przygotowanie pola i nasion, karmienie zwierząt – to kilka zagadnień, które pomogą okiełznać grę.

Wydawnictwo Egmont

 

Gryfony. Znak gryfa - Michael Peinkofer/ il. Helge Vogt

Melody Campbell dawno temu straciła oboje rodziców. Od wielu lat wychowuje ją babcia Fay. Obie mieszkają w starym pensjonacie dla turystów. Dziewczynka nie ma wielu przyjaciół – z wyjątkiem chłopca z sąsiedztwa. W dodatku sytuacja w jej klasie nie wygląda zbyt różowo. Melody nie należy do popularnych dziewczyn. Liczą się sylwetka modelki, uroda celebrytek – a tego (ponoć) Melody nie ma. Codziennie spogląda w lustro i widzi: rude włosy, zielone oczy, bladą skórę i piegowatą buzię (mnie się podoba). I choć sama nie ma nic przeciwko takiemu wyglądowi, jest często poniżana i wyśmiewana. Zwłaszcza bożyszcze gawiedzi szkolnej – Ashley, daje się jej we znaki. Jest jeszcze inny ważny powód, dlaczego szkolna piękność nie lubi Melody. Jako córka miejscowego bogacza, podobnie jak ojciec, marzy o tym, by przejąć pensjonat Fay. Tak – babcia Melody ma poważne kłopoty finansowe. Jej stary pensjonat lata świetności ma już za sobą i grozi mu bankructwo. Dręczy ją pan McLusky, któremu wydaje się, że może mieć wszystkich w kieszeni. Tylko czeka, by noga babci się powinęła. Wtedy on będzie mógł przejąć smakowity kąsek – intratną działkę, na której mógłby wybudować luksusowy hotel dla „nadzianych” turystów. Oczywiście jego planom sekunduje mu córeczka.

Książka porusza wiele problemów, które dotyczą współczesnych nastolatków: wyobcowanie w szkole, przemoc i prześladowanie. Liczy się „mieć” a nie „być”, ładny wygląd i idealna sylwetka. W szkole prym wiedzie grupka dzieciaków bogatych rodziców – wydaje się im, że im wszystko wolno. Zresztą zachowanie niektórych nauczycieli w tej kwestii zostawia naprawdę wiele do życzenia. Melody musi szybko dorosnąć. Wprawdzie babcia cały czas się uśmiecha i stara się nie wtajemniczać wnuczki w szczegóły swoich problemów – jednak Melody, jak każda rozsądna dziewczyna, nie jest ani ślepa ani głucha. Melody musi znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. Czy jej się uda?

Rozpisuję się, a Wy pewnie się zastanawiacie – co z tym wszystkim mają tytułowe gryfony. Nie zdradzam. Dodam tylko, że ta książka to połączenia różnych gatunków. Znajdziecie też tu odrobinę magii i fantazji, nawiązanie do dawnych celtyckich legend, trochę historii i dawnych wierzeń. Książka, która traktuje o pięknej przyjaźni, dobrych relacjach ze starszymi, braku tolerancji i bogaceniu się kosztem innych.

Wiek 9+

Wydawnictwo Adamada

sobota, 20 października 2018
Operacja Królowa Dżungli - Jorn Lier Horst/ il. Hans Jorgen Sandnes

 

Do tej pory „gościło” u mnie tylko biuro detektywistyczne Lassego i Mai ze Szwecji. Teraz czas na Norwegię. Para dzieciaków: ona - Tiril, on – Oliver. Obydwoje od zadań specjalnych, zachęcają do skorzystania z ich usług. Ponoć „tajemnicze sprawy” to ich specjalność.  Dziadek Olivera wyruszył 10 dni temu na poszukiwania Królowej Dżungli. Para przyjaciół ma podlewać kwiatki i dbać o mieszkanie starszego pana. Tymczasem Oliver otrzymuje od dziadka dziwnego SMS-a z pewną wskazówką. Mają z Tiril przesunąć „wazon z różami”. Cokolwiek to znaczy – jest to początek przygody, której finał będzie w egzotycznych tropikach. Kim jest owa Królowa Dżungli? Dlaczego dziadek Franz znalazł się w opałach? Co oznaczają zaszyfrowane wiadomości? Kim jest tajemniczy pasażer, który śledzi przyjaciół? Czy uda się odnaleźć dziadka całego i zdrowego? W końcu: jakie przygody i niebezpieczeństwa czekają Tiril i Olivera?

Ta książka to nie tylko detektywistyczne śledztwo. To również przygoda, niespodzianki, nagłe zwroty akcji, emocje, gęsia skórka z wrażenia. To też typy spod ciemnej gwiazdy – bo jak wiadomo one zawsze dodają smaczku i pikanterii detektywistycznym historiom. To również śledztwo, które prowadzą sami czytelnicy. Strona po stronie rozwiązują zagadki. Jednym słowem - trzeba mieć oczy szeroko otwarte – bo wskazówki ukryte w tekście okazują się bardzo przydatne. Bogato ilustrowana historia z tropami i radami – co dalej. Książka nadaje się do trenowania czytania – pomogą w tym duża czcionka i dość szeroka interlinia.

Wiek 6+

Wydawnictwo Media Rodzina

piątek, 19 października 2018
Kicia Kocia i Nunuś. Bardzo fajna rodzina - Anita Głowińska

Byłam ostatnio w Poznaniu w Empiku i ciągle gdzieś migały mi przed oczyma dzieciaki z „Kicią Kocią” w ręku. Nic dziwnego – Kicia Kocia ma wielu miłośników, też w mojej rodzinie i wśród znajomych. Kicia Kocia i Nunuś to seria kartonowa przygotowana z myślą o najmłodszych dzieciach. Kicia Kocia z Nunusiem wybierają się do pani Kwiatek. A Nunuś jak to klasyczny maluch, co chwila stawia to samo pytanie (skąd ja to znam?): „Czy tu mieszka pani Kwiatek”? I za każdym razem Kicia Kocia odpowiada cierpliwie (co za cudowna starsza siostra) braciszkowi:: „Nie. Mieszka tutaj inna fajna rodzina”. Można otwierać liczne okienka i drzwi, można zajrzeć do środka. A tam liczne sceny z życia rodzinnego wielu ludzi: małych, dużych, młodych i starych. Czasem widać tylko pewne rekwizyty – wiertarkę, lalkę, jakiś instrument. To okazja, by dopowiedzieć swoje historie do napotkanych osób. Każde okienko może być wstępem do opowiadania o kimś. Nic nie jest tu do końca powiedziane – to z dziećmi można nadawać imiona, nazwiska, wymyślać przebieg dnia,  zgadywać co wydarzyło się wcześniej. Książka na pewno pomoże „rozgadać” maluchy na dobre.

Wiek 2+

Wydawnictwo Media Rodzina  

czwartek, 18 października 2018
Mam przyjaciółkę śpiewaczkę - Ralf Butschkow

Kolejna wyprawa do ciekawego miejsca w ramach serii „Mądra Mysz” to opera. Pewien chłopiec ma przyjaciółkę Paulę - śpiewaczkę operową. To ona pewnego dnia proponuje mu poznanie opery „od kuchni”. Wiadomo – artystka z opery może pokazać wszystkie kątki i zakątki. Chłopiec zajrzy tam, gdzie zwykły śmiertelnik wstępu nie ma.  A więc po kolei: foyer, kasy, widownia, scena, nawet blat reżyserski, który, gdy spektakl jest gotowy, znika z widowni, tzw. „kieszenie” do przechowywania elementów dekoracji, rekwizytornia, przebieralnie dla artystów. Książka ma pewnie odpowiedzieć na pytania związane z zawodem śpiewaczki, ale dzieci przy okazji mogą poznać też inne zawody związane z operą czy teatrem: gdzieś w różnych pomieszczeniach przemykają reżyser teatralny, akompaniator, muzycy, dyrygent, inspicjentka i scenograf.  Dzieci mogą zobaczyć jak wygląda próba na scenie, próba śpiewu z akompaniatorem. Poznają różne trudniejsze pojęcia, które są nierozerwalnym elementem życia artystycznego: premiera, partytura, dekoracje, próba generalna, skupienie i koncentracja. Po tej lekturze najmłodsi przekonają się, że śpiewać na scenie to nie takie hop siup. A może kogoś ta lektura zainspiruje do tego, by w przyszłości zostać śpiewakiem operowym/ śpiewaczką operową? Kto wie.

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 17 października 2018
Mały Książę - Antoine de Saint-Exupery/ il. Paweł Pawlak

Jak tu zmierzyć się z legendą? Bo przecież znane wielu czytelnikom wydanie „Małego Księcia” – jest czytane i ukochane od tylu już lat? Myślę, że każdy z nas pamięta swoje pierwsze spotkanie z „Małym Księciem” – czarno-białą książką, malutkiego formatu (tak naprawdę to wielkiego formatu), kiedy jeszcze nie była „nakazaną z góry” lekturą szkolną. Ja pamiętam pewne wakacje przed laty, w Bawarii, ciepły dzień, wygodny leżak i orzeźwiający napój miętowo - cytrynowy. To takie moje osobiste książęce wspomnienie. I ten słynny „kapelusz” zaraz na początku. Myślę, że treść wielu jest znana, więc nie będę jej tu zbytecznie opisywać. Legenda, legenda… Paweł Pawlak zmierzył się z trudnym zadaniem. I moim skromny zdaniem – udało się. Książka (dosłownie) dużego formatu – na przekór tradycji i czytelniczym przyzwyczajeniom. Rozmiar słuszny – waga też. Bowiem kartki są grube, wyraźnie czuje się je w palcach. Cudne, kolorowe ilustracje, kojarzące mi się osobiście z malarstwem Miro – ale może tak tylko mi się wydaje. Geometryczne figury: kółka, trójkąty,  odważne barwy.

Sam Pawlak w wywiadzie do Gazety Wyborczej krytykuje tamte, stare ilustracje. W wywiadzie z Agnieszką Sowińską z dnia 28 sierpnia 2018 r. mówi:

Muszę to powiedzieć, niezależnie od tego, jak to zabrzmi: to są złe ilustracje. Widzę w nich nieporadność, ale przede wszystkim brak emocji. Spójrz, oczy Małego Księcia są na nich puste. A przecież to emocje budują związek między oglądającym a książką.

Na stronie Wikipedii znalazłam ciekawe informacje dotyczące przekładów „Małego Księcia”. Aż 18 różnych tłumaczy podjęło się do tej pory przekładu książki na język polski. A sam język polski to po języku angielskim pierwszy język na świecie, na który przełożono „Małego Księcia”.  W najnowszym wydaniu wykorzystano znane już tłumaczenie Henryka Woźniakowskiego. Ja zawsze przyklaskuję nowym pomysłom – lubię awangardę, lubię, gdy ktoś łamie stereotypy. Dlatego chciałabym, by właśnie ten „Mały Książę” odniósł sukces. Trzymam za niego kciuki.

Wiek 12+

Wydawnictwo Znak

wtorek, 16 października 2018
Jeleń - Roksana Jędrzejewska-Wróbel/ il. Grażyna Rigall

 

Książki Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel zawsze mają w sobie to coś. Niby bajki, a jednak nie bajki do końca. Niby dla dzieci – ale i dorosły znajdzie w nich też coś dla siebie. Tak jak w najnowszym jej tytule – o Jeleniu. Dzieci odczytają go inaczej, dorośli – jeszcze inaczej. A takich, powiedzmy pracowników korporacji, wbiją w fotel. Pytanie – czy wyżej wspomniani mają szansę na dotarcie w ich zabieganym życiu właśnie to tej książki? Może przez dzieci właśnie? Proszę nie brać mi tych moich refleksji za czystą złośliwość – bo gdyby się uprzeć, może i każdy dorosły znalazłby w Jeleniu (jakkolwiek to brzmi) – coś z siebie i dla siebie – i ja też? Bo człowiek w  pewnym wieku zaczyna się gubić w powinnościach, obowiązkach, konwenansach, ustalonych z góry porządkach. I tak głupio rzucić wszystko i wyjechać, zamieszkać w chacie z drewnianych bali w jakiejś puszczy na końcu świata. Ale może nie od razu – tak radykalnie. Może pomyślmy najpierw o tym, co w życiu najważniejsze? Może Jeleń zmotywuje nas do mniejszych albo większych rewolucji? W relacjach z innymi, w spędzaniu wolnego czasu, traktowaniu rzeczy posiadanych. Może ułatwi odpowiedź na pytanie: czy lepiej być czy jednak mieć? Sama postać Jelenia, która w języku polskim z jednej strony kojarzy się z dostojnym zwierzęciem, z drugiej od razu nasuwa skojarzenia z niewybrednymi żartami: „robić za jelenia”, „znaleźć sobie innego jelenia”, „jeleń z ciebie” – ma w lekturze niezwykle ciekawą konstrukcję. Tutaj Jeleń ma klasę – to postać elegancka, dobrze ustawiona finansowo, posiadająca wygodne mieszkanko, świetny samochód, pracę. I życie na tip top zaplanowane i uporządkowane, ustalone trasy – którymi Jeleń się porusza: biblioteka, praca, pralnia, sklep. Nawet miejsce parkingowe zawsze jest gotowe na przyjęcie auta Jelenia. Jednak pewnego dnia owo miejsce parkingowe jest zajęte (Ach ten nielubiany sąsiad Muflon!), co oznacza poszukiwania wolnego miejsca dla auta. Jeleń objeżdża nowe rejony, opuszcza znane kątki, zakątki – najpierw osiedla, potem miasta. Dociera do daleko położonego lasu, gdzie poczuje zew ….. czegoś cudownego, znanego od dawna. Odzywają się w nim jakieś atawizmy – zagłuszone dotąd przez wielkie miasto. I to one biorą górą. Okazuje się, że z tego Jelenia to jest super gość, a nie żaden tam … jeleń.

Klimat tej opowieści świetnie oddają ilustracje Grażyny Rigall. Są nowoczesne, w odcieniach szarości. Kolor na topie – jak mieszkanie Jelenia z nowoczesnym dizajnem, układ apartamentowców w mieście, plątanina nowoczesnych dróg. Ma się wrażenie, że jest się w tym miejscu, słychać klaksony spieszących się właścicieli pojazdów – gwar, hałas, nadmiar bodźców zagłuszających zwykłe i proste tęsknoty i marzenia.

 

Wiek 5+
Wydawnictwo Bajka

poniedziałek, 15 października 2018
Krowa Matylda nie chce się kąpać - Alexander Steffensmeier

Krowa Matylda nie chce się kąpać. Nie pomagają zachęty gospodyni – a trzeba przyznać, że akurat w tej dziedzinie kobieta jest naprawdę pomysłowa  – jednak Matylda, podobnie  jak jej daleki kuzyn osioł, jest niezwykle uparta. Ucieka, kryje się po krzakach i za budynkiem  – jednym słowem robi wszystko, by uniknąć wody. Liczne ilustracje pokazują gospodynię i krowę jak ze sobą walczą, przeciągają linę, chcą przekonać siebie nawzajem  do swoich racji – niekiedy nawet siłowo, ale i podstępem. Śmieszna historia pokazująca dalsze perypetie krowy Matyldy. Dzieci mają możliwość poznania życia na wsi z przymrużeniem oka – widać sprzęty, maszyny, inne zwierzęta. Jest dużo szczegółów do odkrywania, pokazywania – na pierwszym planie oczywiście główne bohaterki, które w końcu dochodzą do konsensusu.  I jest oczywiście okazja do tego, by porozmawiać o higienie na co dzień. A może wśród małych czytelników jest ktoś, kto podobnie jak Matylda, też stroni od kąpieli?

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina