Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
czwartek, 19 lipca 2018
Co widzimy w gwiazdach? Ilustrowany przewodnik po nocnym niebie - Kelsey Oseid

 

W najbliższym czasie oczy wielu z nas będą skierowane w kierunku nieba - a ściślej mówiąc Księżyca (nie przegapcie 27 lipca). Będzie się działo!!! Jeśli warunki będą sprzyjały, zaobserwujemy całkowite zaćmienie Księżyca. A może po tych obserwacjach częściej zaczniemy zdzierać głowy do góry, by popatrzeć, co się nad nami TAM dzieje? Może częściej popatrzymy na niebo? Gwiazdy, planety, Słońce, Księżyc. Jeśli złapiemy bakcyla, wówczas pomoc się na pewno przyda – w postaci ilustrowanego przewodnika po nocnym niebie – takim jak ten właśnie. Książka na pewno może być wstępem do „czytania” nieba ze zrozumieniem, poznawania go. Bo przyznajmy, wielu z nas wśród mnóstwa migocących punkcików tam w górze, potrafi rozpoznać niewiele: Wielki Wóz, Mały Wóz, Gwiazdę Polarną. A może będzie to początek przygody, która będzie kontynuowana dalej z innymi lekturami, filmami, wykładami znawców tematu? Na początek próbujemy okiełznać temat nocnego nieba swoimi siłami. Po lekturze mogę powiedzieć – jest MOC i są chęci.

Poznacie tu różne gwiazdozbiory, ich starożytne nazwy, nawiązanie do mitologii. Autorka pokazała też jak ludzie czytali niebo w dawnych czasach, gdy nie mieli do dyspozycji precyzyjnych narzędzi i instrumentów. Za to mieli w sobie olbrzymią chęć poznania świata. A więc: gwiazdozbiory Ptolemeusza, które różnią się od gwiazdozbiorów nowożytnych. Jak się okazuje ta działka nauki niesie z sobą różne niespodzianki, bowiem w erze oświecenia konstelacje gwiazd otrzymały również nazwy narzędzi i instrumentów naukowych, chociażby takich jak: Pompa, Piec, Węgielnica, Luneta, Sekstant, Kompas czy Sieć. Mają one też nazwy zwierząt i mitycznych stworzeń: Ptak Rajski, Psy Gończe, Kameleon, Jaszczurka, Ryś, Złota Ryba, Jednorożec czy Lisek. Gwiazdy zajmują tu najwięcej miejsca – ale poświęcono też dużo uwagi Drodze Mlecznej, Księżycowi (informacje przydadzą się za dni kilka), Słońcu, poszczególnym planetom Układu Słonecznego, planetoidom, kometom, meteorom. Oczywiście pojawia się odwieczne pytanie w kontekście nieba: Czy tam jest ktoś jeszcze? Jest próba odpowiedzi na to pytanie, co na pewno łatwe nie jest.

Każdy z nas urodził się pod jakąś gwiazdą może ta książka zainspiruje Was do wieczornego pikniku rodzinnego. Zadanie do wykonania na już: odnaleźć swój znak zodiaku na czarnym niebie.

Książka ciekawa, zawiera mnóstwo informacji, ciekawostek. Zilustrowana w tonacji … nocnego nieba. Nienachalnie, tak by zaintrygować, zainteresować, zapalić do poznawania tematu. Mnie się baaaardzo podoba.

Tutaj można zajrzeć do środka:)

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 18 lipca 2018
Chcemy nasze czapki!- Eva Lindström

W tej książce nie znajdziecie ani żadnych czarów-marów, ani jakiejś strasznie niesamowitej albo zagmatwanej opowieści. Ta historia bardziej kojarzy mi się z opowieściami, które po raz „enty” opowiada się przy stole w miłym towarzystwie. Do powspominania, pośmiania się. Jest oczywiście narastające napięcie, budowanie nastroju, niepewność i ciekawość, czy aby tytułowe czapki dzieciaków na pewno się odnajdą. Bo w tej historii jest coś dla dzieci i dla dorosłych. Jest przede wszystkim ukazane, że z każdego, nawet niepozornego wydarzenia, można stworzyć ciekawą opowieść. Jest dziecięca chęć do zabawy, zatracenie się w niej, niedbałość o swoje rzeczy – bo w pewnym momencie akurat towarzystwo innych dzieci jest ważniejsze niż takie zwykłe czapki. Ale jest też nieporadność dorosłych, która z jednej strony śmieszy, choć z drugiej uczy też tego, by od czasu do czasu pośmiać się z samego siebie. A to akurat nam, dorosłym, niekiedy trudno przychodzi.

A cała historia zaczyna się niewinnie. Grupka dzieci udaje się do Adama na urodziny. Podczas przyjęcia tata chłopca …. czaruje. Do jednej ze sztuczek potrzebne są czapki przybyłych dzieci. Problem w tym, że te nagle znikają bez śladu. Czy się odnajdą?

Historia zaginionych czapek została opowiedziana prostym językiem - warto polecić początkującym czytelnikom. 

P.S. Ja z moją starszą siostrą też mam taką opowieść o pewnej czapce znalezionej na słupie energetycznym wiele, wiele lat temu. Tylko, że wtedy siostra tej czapki nie chciała. Po latach śmiejemy się z tej historii i czasem do niej wracamy podczas rodzinnych wspomnień.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

wtorek, 17 lipca 2018
Rok w lesie - Petra Bartíková/ il. Aneta Žabková

Lubicie chodzić do lasu? Ja – bardzo. Las mam w zasięgu ręki. Parę minut spacerkiem albo kilka depnięć rowerkiem i już jest. W każdym razie taka książka jak ta zachęca do tego, by się tam udać z dziećmi. Nie, nie chcę pisać, że to alternatywa dla lasu. Bo las się dopiero wtedy czuje, gdy się w nim jest naprawdę: cudowny zapach olejków eterycznych daje po nozdrzach, słyszy się trzask złamanej gałęzi, obserwuje, co się dzieje w znajomym mrowisku, dziupli, u żurawi na łące. I myślę, że jak się chce, to się do lasu trafi. A co lubię w lesie najbardziej? Że (wiem, nie zaczyna się zdania od „że”) jak się łazi (tak: dosłownie „łazi”) po tych wszystkich nierównych ścieżkach, bruzdach, wyrośniętych korzeniach, trzeba uwagę skupić również na sobie. By stąpnąć prawidłowo, by nie upaść przypadkiem. I wtedy nieważne stają się problemy dnia codziennego, głowa w cudowny sposób odpoczywa od negatywnych myśli - stajemy się czujni jak tropiciele. Praca, szef, finanse, szkoła dzieciaków, bałagan w domu w jakiś cudowny sposób rozpuszczają w sosnowych i świerkowych olejkach eterycznych. Dlatego zachęcam do tego, by sięgnąć po książkę o lesie, ale potem OBOWIĄZKOWO sprawdzić, co w lesie piszczy, co słychać u wiewiórek. Wiem, wiem – ale są KLESZCZE. Tak, znam. Sama w tym roku miałam trzy spotkania oko w oko z tym potworem. Dwa osobniki spacerujące i jeden wbity.


Całość podzielono na cztery pory roku i kolejne miesiące z nimi związane. Każda z nich zawiera kilka krótkich informacji i ciekawostek dla nich charakterystycznych. I tak: jeśli wiosna to musza być fiołki, i młode warchlaczki dzików, pisklęta ptaków, miłość zwierząt, młode zajączki, ptasie trele i smaczny grzybek gęśnica wiosenna (nie znałam wcześniej). Jeśli lato to aktywne kuny, poziomki, troskliwy tato kowalik, płochliwe sarny, świetliki, wydry i bażanty. Jesień – tutaj bez kasztanów się nie obejdzie, i ptaków żegnających się z nami, jarzębiny i ryczących jeleni. Zwrócono uwagę na szkodnika, który ma przeuroczo trudną nazwę i jest trudny niestety do zwalczania: szrotówek kasztanowcowiaczek. Zimą za to są sikorki, jemioła, niedźwiedź, wilki i randkujące zające.


Oczywiście tematów jest więcej, nie sposób o wszystkich napisać. Są to naprawdę króciutkie informacje, by nie znudzić, ale by zaciekawić. Jest też kilka okienek do odkrycia i mini-książeczek do odkrycia. A w nich ciekawe pomysły na zagospodarowanie wolnego czasu z przyrodą: robienie zielnika, obserwacja zwierzęcych tropów czy poznanie liści znanych drzew. Całość fajnie zilustrowana, z humorem, kolorowo.

Wiek 5+

Wydawnictwo Adamada

poniedziałek, 16 lipca 2018
Bakterie do kwadratu, czyli matematyka jest wszędzie - Anna Cerasoli/ il. Adriano Gon

Filip jest wprawdzie mały, ale już teraz wszystkim się interesuje. Cała rodzina jest zmęczona wiecznymi pytaniami typu: „Dlaczego?” W sukurs przychodzi dziadek – emerytowany nauczyciel LO, pasjonat nauki, wzór cnót i cierpliwości, który właśnie zamierza odwiedzić rodzinę. To doskonała okazja, by podyskutować o świecie i nauce, a zwłaszcza matematyce – która, jak już od dawna wiadomo, jest dosłownie wszędzie. A pojawia się w dyskusjach wnuka z dziadkiem niby mimochodem. Ot tak sobie: ktoś rzuca hasło, pytanie i już jest okazja do tego, by zgłębić temat. A że dziadek ma za sobą ponad 40-letnie doświadczenie pedagogiczne, wie doskonale jak zainteresować chłopca, jak w prosty sposób wyłożyć mu temat. A czego tu nie ma: osiągnięcia matematyczne starożytnych Sumerów i Babilończyków, arytmetyka zwykłego (jak się okazuje jednak nie-zwykłego) zegara, drzewko i futbol, dzielenie się bakterii. Baaa – nawet tajemnica samurajskich mieczy. To nie tylko przekazywanie wiedzy, ale poznawanie ciekawostek z różnych dziedzin. Na początku myślałam, że książka będzie niepozorna jak „Geometria faraona” z serii zagadek matematycznych. Mile mnie zaskoczyła. Na blisko 168 stronach można wyczytać również wiele historyjek, opowieści, matematycznych ciekawostek i … oczywistości. Ta książka ma jeszcze jeden ważny plus. Pokazuje serdeczne więzi międzypokoleniowe. Uczeń uczy się od mistrza. Wnuk i dziadek, relacje między rodzeństwem i rodzicami. To cenna nauka, zwłaszcza w dzisiejszych czasach.

Książka jak się okazuje jest drugim tomem matematycznych dyskusji dziadka z wnuczkiem. Nie znam tytułu: „Pan Kartezjusz gra w statki”, ale może uda mi się o nim również napisać.

Sama lektura nadaje się do rodzinnego czytania. Niektóre zagadnienia wydają się być trudniejsze, nad niektórymi trzeba się bardziej pochylić. Może warto zatem dawkować sobie lekturę, by był czas na refleksję i naukę? Może jeden rozdział na raz? Jest jeszcze jeden plus tej książki (Ktoś liczy te wszystkie plusy? Bo ja już szczerze mówiąc pogubiłam się trochę) – nie brak w niej humoru – i słownego, i ilustracyjnego, i sytuacyjnego. To nie tak, że będą was boleć brzuchy ze śmiechu – ale inteligentny humor na pewno akurat w przypadku matematyki nadaje całości pewnej lekkości. I jeszcze (kolejny plus hm……….): z rozmów dziadka z wnukiem wynika, że jednak warto się uczyć i pracować nad sobą. Dotyczy to i dzieci i dorosłych.

Wiek 10+

Wydawnictwo Adamada

niedziela, 15 lipca 2018
A u nas powstanie! - Magda Podbylska/ il. Katarzyna Bukiert

Jeszcze do niedawna nie było praktycznie nic dla dzieci o Powstaniu Wielkopolskim. Ba, nie ma się czemu dziwić, przecież okoliczności nie sprzyjały powstawaniu takich lektur. Sama pochodzę z Wielkopolski, blisko Poznania, miejsca, gdzie też byli powstańcy. I tak jakoś przez lata przechodziło to wszystko bez echa. Raz – że tych rocznic za czasów PRL się nie świętowało. Dwa – sami uczestnicy mieli do tego podejście wielkopolskie – poszli, zrobili co trzeba bez niepotrzebnego gadania, wygrali, wrócili. Nie wspominali wydarzeń, ludzi. Dopiero czasem już po śmierci dziadka, pradziadka, przy porządkowaniu rodzinnych dokumentów okazywało się, że dziadek był powstańcem, a przecież nigdy o tym nie wspominał. Zaledwie od niedawna pielęgnuje się te wspomnienia, wiesza na widoku stare pamiątki i fotografie. Na Święto Niepodległości w Poznaniu szykuje się bieg. Znajomi chcą zrobić sobie rodzinną koszulkę z wizerunkiem dziadka i gremialnie – wnuki, prawnuki chcą w tym biegu wziąć udział, by uczcić pamięć nie tylko przodka, ale wszystkich, którzy wówczas walczyli.

Pamięć chce obronić również dziadek Edziu, który pewnego dnia przed swoją najbliższą rodziną przyznaje się, że napisał o Powstaniu Wielkopolskim książkę. Wszyscy są przerażeni: i  młodsze, i starsze pokolenie. Tymczasem sam dziadek prosi o choć chwilę uwagi i wysłuchanie jego opowieści. To przeniesienie się do dawnej przeszłości. Jest rok 2018 w Poznaniu. U Grześkowiaków centrum życia to kuchnia. To w niej toczą się rodzinne rozmowy i dysputy. To tutaj spożywa się posiłki – zazwyczaj tradycyjne dania z kuchni wielkopolskiej. Pewnego dnia matka odkrywa wśród szczap z drewnem broń. Z jednej strony bardzo obawia się o bezpieczeństwo syna,  drugiej zaś rozumie, że trzeba walczyć o wolną Polskę.  

W książce teraźniejszość przeplata się z przeszłością i wspomnieniami. Dziadek tłumaczy, kto jaką rolę odgrywa w tej historii, a wnuki same ze zdziwieniem przyznają, że o Powstaniu Wielkopolskim wiedziały niewiele i z początku myliły je z Powstaniem Warszawskim. Przygotowania, rozmowy rodzinne, strach, sąsiedztwo z rodzinami niemieckimi, ciekawe tło społeczne i historyczne, zaangażowanie różnych grup społecznych w każdym wieku w walkę. To też ciekawy obraz Poznania sprzed 100 lat, wtrącenia do fabuły zawierające elementy codzienności wielkopolskiej. Ja mam taką cichą nadzieję, że książka spodoba się nie tylko wielkopolskim pyrom:) A może zachęci do odwiedzenia stolicy Wielkopolski i miejsc związanych z wydarzeniami sprzed lat?

Wiek 8+

Wydawnictwo Bis

sobota, 14 lipca 2018
Wiłka smocza dziewczynka - Antonina Kasprzak/ il. Katarzyna Bukiert

Dwie siostry: 11-letnia Pola i troszkę młodsza Klara (żartobliwie zwana też Bułeczką) mieszkają z rodzicami w pewnym bloku. Ot, zwykła codzienna rzeczywistość, przeplatana od czasu do czasu niezwykłymi zgubami Klary, bowiem dziewczynka ma talent do gubienia najdziwniejszych rzeczy w najróżniejszych miejscach. I to w takim stopniu, że siostra Pola zmuszona jest założyć Księgę Wielkiej Zguby. Pola w ogóle jest rozsądna, poukładana, taka na tip-top. Natomiast jej siostra to zupełne przeciwieństwo, za to na pewno bardzo sympatyczne. Pewnego dnia Pola spotyka na korytarzu szkolnym dziwną dziewczynkę o zielonych oczach i bielutkich włosach. Dziewczynka spogląda na Polę wymownie, w pewnej chwili niepostrzeżenie upuszcza pierścionek – zupełnie tak, jakby chciała dać Poli jakiś znak. Pola zrobi wszystko, by odnaleźć nieznajomą z korytarza, co nie będzie łatwe, bowiem dorośli nie chcą jej w tym pomóc. Za to niezawodnym elementem tych poszukiwań okaże się niespodziewanie tornister Bułeczki, który pewnego dnia zostanie nieopatrznie zagubiony na przystanku (Nie dziwcie się – tak, tak teczkę szkolną można zgubić. Mogłabym podać kilka rodzinnych przykładów). To właśnie dzięki nieprzyjemnemu zdarzeniu dziewczynki trafią do sklepu z dywanami. Czy sympatyczni sprzedawcy pomogą dotrzeć do Wiłki?

W „Wiłce smoczej dziewczynce” rzeczywistość przeplata się z bajkowością i starymi legendami o Wiłach. Na pewno nawiązanie do starej mitologii jest ciekawym i nowym doświadczeniem. Oprócz tego książka dotyka kilku ciekawych aspektów: relacji siostrzanych, przyjaźni, tolerancji, a przede wszystkim relacji na linii rodzice – dzieci, które, jak pokazuje ta książka, mimo więzów krwi, są czasami trudne i bolesne. Niekiedy w życiu rodzinnym jest pod górkę, panuje niezrozumienie, nieuzasadniony lęk o kogoś – warto wtedy rozmawiać i walczyć o dobre relacje i mocne więzi. Tak jak w książce Antoniny Kasprzak.

Wiek 8+

Wydawnictwo Bis

piątek, 13 lipca 2018
Mitologia. Przygody słowiańskich bogów - Melania Kapelusz/ il. Ewa Poklewska-Koziełło

Chciałoby się powiedzieć – nareszcie. Bo taka książka była potrzebna od dawna. W biblioteczkach domowych na pewno mnóstwo jest tytułów, które przybliżają mitologię starożytnych Greków i Rzymian. Przeciętny polski uczeń zna mit o Zeusie urzędującym na Olimpie i ciskającym piorunami, o pięknej Afrodycie zrodzonej z morskiej piany, Prometeuszu przykutym do skały. Natomiast niewiele wie o naszych korzeniach – mitologii słowiańskiej. Mało tego – mnóstwo wyrażeń z obcych mitologii weszło do naszego codziennego języka: Syzyfowa praca, pięta Achillesa, puszka Pandory. A co z naszą mitologią? Przewrotnie powiem: może „Do pioruna!”. Które bardziej poprawnie powinno brzmieć „Do Peruna!”.  Oj, w tej kwestii i my dorośli jesteśmy „zieloni”. Z przyjemnością przerabiałam z synami – kolejno najpierw ze starszym, potem z młodszym – tematy z historii w 4 klasie o wierzeniach naszych przodków. To wtedy właśnie po raz pierwszy pojawił się Perun. Za moich szkolnych czasów ten temat na lekcjach też był traktowany po macoszemu. Jest nadzieja, że ta książka coś zmieni. Pięć opowieści – przygód słowiańskich bogów. Zwłaszcza o tych najważniejszych, ciągle ze sobą rywalizujących, walczących o palmę pierwszeństwa. Typowi chłopacy – każdy chce być pierwszy, by jego było na wierzchu. Władają światem, jednocześnie są jakby przewodnikami po tej mitologicznej krainie. Bo dla nas tu wszystko nowe. Tyle tu nieznanych obszarów: święte drzewa, obyczaje, tradycje. Perun i Weles pokazują młodemu czytelnikowi jak stworzyli nowe lądy, kierunki na świecie, człowieka. Oprócz nich pojawia się Bannik – ci, którzy kojarzą wschodnią banię czyli łaźnię – idą w dobrym kierunku. Bannik bowiem doglądał łaźni, a poza tym był przygarbionym duszkiem. Dalej są tu również Świętowit: bóg wojny i urodzaju, Swaróg – bóg słońce i jego syn Swarożyc – bóg kowalstwa i ognia ziemskiego. Dalej Strzybóg – bóg skrzypienia, świstu, huczącego wiatru. Brzmi trochę egzotycznie, prawda? Ale zapewniam, że książka daje możliwość poznania naszej historii, dziedzictwa. A gdy do tego jeszcze dodam: ach te ilustracje Ewy Poklewskiej-Koziełło!!! Pięknie został pokazany dawny świat kiedy to Weles zanurkował w odmęty głębokiej wody po garść piasku z dna, albo gdy Perun oczyszczał swoje ciało w bani. Piękne jest wycięte święte drzewo na początku książki. Może się skusicie do podróży w dawne czasy kiedy słońce było bogiem? Warto.

Tutaj możecie zajrzeć do środka:)

Wiek 6+

Wydawnictwo Egmont  

czwartek, 12 lipca 2018
Lucky Luke. Polowanie na duchy - Morris/ Lo Hartog Van Banda

 

W serii komiksów o dzielnym kowboju od czasu do czasu pojawiały się już duchy. Najczęściej okazywało się, że za tymi niby „duchami” tak naprawdę kryli się zwykli śmiertelnicy. Czy tym razem będzie inaczej?

Dyliżans Kompanii Przewozowej znika bez śladu. Wraz z nim wszyscy podróżni i cenne bagaże. Dyrektor firmy prosi Lucky Luke’a o pomoc. Ma nadzieję, że sprawa uniknie rozgłosu, a reputacja Kompanii zostanie uratowana. Do sprawy miesza się nie kto inny jak legenda Dzikiego Zachodu Calamity Jane - doskonały jeździec i rewolwerowiec. Kobieta koniecznie chce wyjaśnić, co stało się z jej nowym winchesterem, który również tajemniczo zaginął wraz z dyliżansem.  W komiksie oczywiście znajdziecie klimat Dzikiego Zachodu: powrót do czasów długich sukien, purytańskich konwenansów i obyczajowości – oj, Calamity Jane siała zgorszenie wśród dam, które zawsze pobożne, dobrze ubrane, grzeczne i wychowane, stroniące od alkoholu. Są tu i napady rzezimieszków, jakich w tamtych czasach na Wild West nie brakowało. Whisky leje się strumieniami, słychać co chwila świst kul, całość rozgrywa się w charakterystycznym klimacie – ale czy w rzeczywistości było inaczej? W każdym razie ta część serii to dobra zabawa, ciekawi bohaterowie, obraz dawnych czasów i kolejna zagadka, którą udaje się rozwiązać kowbojowi. Mój starszy syn w czasie posuchy komiksowej mówi: Oj tam, Lucky Luke! Jemu to się zawsze wszystko udaje, jest zbyt przewidywalny. Ale gdy tylko pojawi się nowy tytuł w domu, zaciera rączęta, po czym doskonale się bawi i nie może oderwać się od lektury. To są właśnie takie czary tej serii. U Was też?

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont

środa, 11 lipca 2018
Listy w butelce. Opowieść o Irenie Sendlerowej - Anna Czerwińska-Rydel/ il. Maciej Szymanowicz

Anna Czerwińska-Rydel to gwarancja porządnej biografii dla dzieci. Tak jest i tym razem. Rzetelnie przygotowana, ciekawie napisana, wywołująca u czytelnika emocje. Poleciały łzy, oj, poleciały – wzruszenia, bezsilności, smutku. Leżałam oparta na poduchach i siąpiłam nosem – inaczej się nie dało. Nie jest to lektura łatwa – z ciężkim sercem czyta się o losie Żydów w czasie II wojny światowej, warunkach życia zwykłych warszawiaków, polityce Niemców w stosunku do narodu polskiego. Bo oprócz sporej dawki na temat życia Ireny Sendlerowej, znajdziecie tu również konkretną wiedzę o tamtych czasach, w których panował terror, za pochodzenie jechało się do obozu koncentracyjnego, a za okazanie serca drugiemu człowiekowi można było stracić życie. Tytuł tej biografii pozwoli zapamiętać, że słynne karteczki – metryczki uratowanych dzieci, były przechowywane w butelce po mleku, a nie w słoiku, jak podają niektóre źródła. Ale od początku.

Książka przedstawia pewien rozdział życia Ireny Sendlerowej – już w okresie dorosłości. Od kilku lat panuje II wojna światowa. Irena wraz ze znajomymi, jak tylko może, pomaga ludności uwięzionej w getcie. Gdy pewnego dnia staje się świadkiem wyprowadzania z getta Doktora - Janusza Korczaka i jego grupki dzieci w wiadomym kierunku – na Umschlagplatz, skąd odbywały się transporty do obozu koncentracyjnego, coś w niej pęka, a ona zdaje sobie sprawę z tego, że to co robi, to wciąż za mało, że trzeba zrobić coś więcej. Razem z innymi zaufanymi osobami zaczyna organizować wywózkę dzieci żydowskich z getta, następnie umieszczanie ich w bezpiecznych miejscach. Do szklanej butelki wkłada karteczki z prawdziwymi nazwiskami dzieci – by nie zaginęła ich tożsamość. A samą butelkę zakopuje w ogrodzie. Wzruszająco Autorka pokazała reakcje rodziców na propozycję uratowania ich dzieci. To była ZAWSZE trudna decyzja: nie wiadomo było, jaki los spotka dziecko, dokąd trafi, nie było też gwarancji, że akcja się uda. Podczas lektury skóra cierpła, gdy w tramwaju ukryte dziecko zaczęło nagle płakać. Tylko dzięki zachowaniu zimnej krwi tramwajarza dziecko zostało uratowane. Przykładów jest mnóstwo. Czytelnik ma możliwość poznania kulisów samej akcji ratunkowej, często bezimiennych bohaterów tamtych dni – którzy mimo narażenia życia gotowi byli przyjąć do siebie dziecko żydowskie. Jaki los spotkał Irenę Sendlerową w czasie wojny, po wojnie? Zrobiło się o niej głośno przez przypadek – dzięki przedstawieniu teatralnemu przygotowanemu przez młodzież w USA. Cicha, mądra i skromna osoba. BOHATERKA. Babcinka o ciepłym wyrazie twarzy, z której biło dobro. Dwukrotnie nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla. Warto poznawać takich ludzi. Wartościowa lektura do wspólnego czytania.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

wtorek, 10 lipca 2018
Smerfuś - Peyo

 

Smerfy uwielbiam jako kreskówkę i jako komiks. I nie wyrosnę z tego. Podoba mi się humor, akcja, neologizmy związane ze smerfowaniem wszelakiego rodzaju. To pole nieskończonych możliwości – właściwie każda część książki, każdy odcinek czymś nowym zaskakują.  I wszyscy wiedzą zawsze, o co chodzi. Smerfy łączą pokolenia – i nikt, i nic tego nie zmieni. W najnowszej części w wiosce niebieskich skrzatów pojawia się Smerfuś. Otóż „pewnej pięknej nocy” przynosi go … bocian. W małym zawiniątku zostaje podrzucony pod któryś z domków. Problem w tym, że Smerfuś znalazł się w wiosce przez przypadek. Z początku nikt go nie chce, w końcu trafia do Smerfetki, która otacza go olbrzymią miłością, troskliwością, zainteresowaniem. A gdy okaże się, że Smerfusia trzeba oddać, wszyscy mieszkańcy wioski jak mur staną za maleństwem. Czy dzidziuś zostanie w wiosce?

Oprócz tytułowego Smerfusia w książce znajdziecie jeszcze inne odrębne smerfowe przygody:

Papa Smerf wkrótce będzie obchodził swoje 542 urodziny. Cała społeczność niebieskich ludków myśli o tym jak wysmerfować mu ciekawy prezent. Może hantle? Może likier malinowy? A może buty do biegania? Nieeeee. Wszystkim podoba się pomysł upieczenia przeogromnego ciasta. A to łatwe nie jest Czy Smerfetce uda się zmobilizować przyjaciół do pracy?

Wioska Smerfów jest w fatalnym stanie. Domki należałoby odnowić, bo farba się potwornie łuszczy. Wszyscy biorą się do roboty, łapią za pędzle. Tylko, że LICHO, ooooo pardon, Gargamel, nie śpi. Właśnie wynalazł farbę, która czyni go niewidzialnym. Podstępem dociera do wioski, a tam przez przypadek zostaje odkryty. Oj, będzie się działo.

Gargamel chce dostać się na zabawę w wiosce Smerfów. Wymyśla śmieszne przebranie, które ma pomóc ukryć jego prawdziwą tożsamość. Czy mu się uda?

Czy też tak macie, że Gargamela i Klakiera lubicie mimo wszystko? Robią dużo złego, psocą się niebieskim skrzatom, ale bez nich to nie byłoby to. Świetne ilustracje, humor językowy, sytuacyjny, starzy znajomi. A przede wszystkim książka – do której zawsze można wrócić, gdy się zatęskni za dzieciństwem. A gdybyście nie wiedzieli, skąd się biorą dzieci, Papa Smerf właśnie w tej części to tłumaczy:


Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont