Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
poniedziałek, 16 lipca 2018
Bakterie do kwadratu, czyli matematyka jest wszędzie - Anna Cerasoli/ il. Adriano Gon

Filip jest wprawdzie mały, ale już teraz wszystkim się interesuje. Cała rodzina jest zmęczona wiecznymi pytaniami typu: „Dlaczego?” W sukurs przychodzi dziadek – emerytowany nauczyciel LO, pasjonat nauki, wzór cnót i cierpliwości, który właśnie zamierza odwiedzić rodzinę. To doskonała okazja, by podyskutować o świecie i nauce, a zwłaszcza matematyce – która, jak już od dawna wiadomo, jest dosłownie wszędzie. A pojawia się w dyskusjach wnuka z dziadkiem niby mimochodem. Ot tak sobie: ktoś rzuca hasło, pytanie i już jest okazja do tego, by zgłębić temat. A że dziadek ma za sobą ponad 40-letnie doświadczenie pedagogiczne, wie doskonale jak zainteresować chłopca, jak w prosty sposób wyłożyć mu temat. A czego tu nie ma: osiągnięcia matematyczne starożytnych Sumerów i Babilończyków, arytmetyka zwykłego (jak się okazuje jednak nie-zwykłego) zegara, drzewko i futbol, dzielenie się bakterii. Baaa – nawet tajemnica samurajskich mieczy. To nie tylko przekazywanie wiedzy, ale poznawanie ciekawostek z różnych dziedzin. Na początku myślałam, że książka będzie niepozorna jak „Geometria faraona” z serii zagadek matematycznych. Mile mnie zaskoczyła. Na blisko 168 stronach można wyczytać również wiele historyjek, opowieści, matematycznych ciekawostek i … oczywistości. Ta książka ma jeszcze jeden ważny plus. Pokazuje serdeczne więzi międzypokoleniowe. Uczeń uczy się od mistrza. Wnuk i dziadek, relacje między rodzeństwem i rodzicami. To cenna nauka, zwłaszcza w dzisiejszych czasach.

Książka jak się okazuje jest drugim tomem matematycznych dyskusji dziadka z wnuczkiem. Nie znam tytułu: „Pan Kartezjusz gra w statki”, ale może uda mi się o nim również napisać.

Sama lektura nadaje się do rodzinnego czytania. Niektóre zagadnienia wydają się być trudniejsze, nad niektórymi trzeba się bardziej pochylić. Może warto zatem dawkować sobie lekturę, by był czas na refleksję i naukę? Może jeden rozdział na raz? Jest jeszcze jeden plus tej książki (Ktoś liczy te wszystkie plusy? Bo ja już szczerze mówiąc pogubiłam się trochę) – nie brak w niej humoru – i słownego, i ilustracyjnego, i sytuacyjnego. To nie tak, że będą was boleć brzuchy ze śmiechu – ale inteligentny humor na pewno akurat w przypadku matematyki nadaje całości pewnej lekkości. I jeszcze (kolejny plus hm……….): z rozmów dziadka z wnukiem wynika, że jednak warto się uczyć i pracować nad sobą. Dotyczy to i dzieci i dorosłych.

Wiek 10+

Wydawnictwo Adamada

niedziela, 15 lipca 2018
A u nas powstanie! - Magda Podbylska/ il. Katarzyna Bukiert

Jeszcze do niedawna nie było praktycznie nic dla dzieci o Powstaniu Wielkopolskim. Ba, nie ma się czemu dziwić, przecież okoliczności nie sprzyjały powstawaniu takich lektur. Sama pochodzę z Wielkopolski, blisko Poznania, miejsca, gdzie też byli powstańcy. I tak jakoś przez lata przechodziło to wszystko bez echa. Raz – że tych rocznic za czasów PRL się nie świętowało. Dwa – sami uczestnicy mieli do tego podejście wielkopolskie – poszli, zrobili co trzeba bez niepotrzebnego gadania, wygrali, wrócili. Nie wspominali wydarzeń, ludzi. Dopiero czasem już po śmierci dziadka, pradziadka, przy porządkowaniu rodzinnych dokumentów okazywało się, że dziadek był powstańcem, a przecież nigdy o tym nie wspominał. Zaledwie od niedawna pielęgnuje się te wspomnienia, wiesza na widoku stare pamiątki i fotografie. Na Święto Niepodległości w Poznaniu szykuje się bieg. Znajomi chcą zrobić sobie rodzinną koszulkę z wizerunkiem dziadka i gremialnie – wnuki, prawnuki chcą w tym biegu wziąć udział, by uczcić pamięć nie tylko przodka, ale wszystkich, którzy wówczas walczyli.

Pamięć chce obronić również dziadek Edziu, który pewnego dnia przed swoją najbliższą rodziną przyznaje się, że napisał o Powstaniu Wielkopolskim książkę. Wszyscy są przerażeni: i  młodsze, i starsze pokolenie. Tymczasem sam dziadek prosi o choć chwilę uwagi i wysłuchanie jego opowieści. To przeniesienie się do dawnej przeszłości. Jest rok 2018 w Poznaniu. U Grześkowiaków centrum życia to kuchnia. To w niej toczą się rodzinne rozmowy i dysputy. To tutaj spożywa się posiłki – zazwyczaj tradycyjne dania z kuchni wielkopolskiej. Pewnego dnia matka odkrywa wśród szczap z drewnem broń. Z jednej strony bardzo obawia się o bezpieczeństwo syna,  drugiej zaś rozumie, że trzeba walczyć o wolną Polskę.  

W książce teraźniejszość przeplata się z przeszłością i wspomnieniami. Dziadek tłumaczy, kto jaką rolę odgrywa w tej historii, a wnuki same ze zdziwieniem przyznają, że o Powstaniu Wielkopolskim wiedziały niewiele i z początku myliły je z Powstaniem Warszawskim. Przygotowania, rozmowy rodzinne, strach, sąsiedztwo z rodzinami niemieckimi, ciekawe tło społeczne i historyczne, zaangażowanie różnych grup społecznych w każdym wieku w walkę. To też ciekawy obraz Poznania sprzed 100 lat, wtrącenia do fabuły zawierające elementy codzienności wielkopolskiej. Ja mam taką cichą nadzieję, że książka spodoba się nie tylko wielkopolskim pyrom:) A może zachęci do odwiedzenia stolicy Wielkopolski i miejsc związanych z wydarzeniami sprzed lat?

Wiek 8+

Wydawnictwo Bis

sobota, 14 lipca 2018
Wiłka smocza dziewczynka - Antonina Kasprzak/ il. Katarzyna Bukiert

Dwie siostry: 11-letnia Pola i troszkę młodsza Klara (żartobliwie zwana też Bułeczką) mieszkają z rodzicami w pewnym bloku. Ot, zwykła codzienna rzeczywistość, przeplatana od czasu do czasu niezwykłymi zgubami Klary, bowiem dziewczynka ma talent do gubienia najdziwniejszych rzeczy w najróżniejszych miejscach. I to w takim stopniu, że siostra Pola zmuszona jest założyć Księgę Wielkiej Zguby. Pola w ogóle jest rozsądna, poukładana, taka na tip-top. Natomiast jej siostra to zupełne przeciwieństwo, za to na pewno bardzo sympatyczne. Pewnego dnia Pola spotyka na korytarzu szkolnym dziwną dziewczynkę o zielonych oczach i bielutkich włosach. Dziewczynka spogląda na Polę wymownie, w pewnej chwili niepostrzeżenie upuszcza pierścionek – zupełnie tak, jakby chciała dać Poli jakiś znak. Pola zrobi wszystko, by odnaleźć nieznajomą z korytarza, co nie będzie łatwe, bowiem dorośli nie chcą jej w tym pomóc. Za to niezawodnym elementem tych poszukiwań okaże się niespodziewanie tornister Bułeczki, który pewnego dnia zostanie nieopatrznie zagubiony na przystanku (Nie dziwcie się – tak, tak teczkę szkolną można zgubić. Mogłabym podać kilka rodzinnych przykładów). To właśnie dzięki nieprzyjemnemu zdarzeniu dziewczynki trafią do sklepu z dywanami. Czy sympatyczni sprzedawcy pomogą dotrzeć do Wiłki?

W „Wiłce smoczej dziewczynce” rzeczywistość przeplata się z bajkowością i starymi legendami o Wiłach. Na pewno nawiązanie do starej mitologii jest ciekawym i nowym doświadczeniem. Oprócz tego książka dotyka kilku ciekawych aspektów: relacji siostrzanych, przyjaźni, tolerancji, a przede wszystkim relacji na linii rodzice – dzieci, które, jak pokazuje ta książka, mimo więzów krwi, są czasami trudne i bolesne. Niekiedy w życiu rodzinnym jest pod górkę, panuje niezrozumienie, nieuzasadniony lęk o kogoś – warto wtedy rozmawiać i walczyć o dobre relacje i mocne więzi. Tak jak w książce Antoniny Kasprzak.

Wiek 8+

Wydawnictwo Bis

piątek, 13 lipca 2018
Mitologia. Przygody słowiańskich bogów - Melania Kapelusz/ il. Ewa Poklewska-Koziełło

Chciałoby się powiedzieć – nareszcie. Bo taka książka była potrzebna od dawna. W biblioteczkach domowych na pewno mnóstwo jest tytułów, które przybliżają mitologię starożytnych Greków i Rzymian. Przeciętny polski uczeń zna mit o Zeusie urzędującym na Olimpie i ciskającym piorunami, o pięknej Afrodycie zrodzonej z morskiej piany, Prometeuszu przykutym do skały. Natomiast niewiele wie o naszych korzeniach – mitologii słowiańskiej. Mało tego – mnóstwo wyrażeń z obcych mitologii weszło do naszego codziennego języka: Syzyfowa praca, pięta Achillesa, puszka Pandory. A co z naszą mitologią? Przewrotnie powiem: może „Do pioruna!”. Które bardziej poprawnie powinno brzmieć „Do Peruna!”.  Oj, w tej kwestii i my dorośli jesteśmy „zieloni”. Z przyjemnością przerabiałam z synami – kolejno najpierw ze starszym, potem z młodszym – tematy z historii w 4 klasie o wierzeniach naszych przodków. To wtedy właśnie po raz pierwszy pojawił się Perun. Za moich szkolnych czasów ten temat na lekcjach też był traktowany po macoszemu. Jest nadzieja, że ta książka coś zmieni. Pięć opowieści – przygód słowiańskich bogów. Zwłaszcza o tych najważniejszych, ciągle ze sobą rywalizujących, walczących o palmę pierwszeństwa. Typowi chłopacy – każdy chce być pierwszy, by jego było na wierzchu. Władają światem, jednocześnie są jakby przewodnikami po tej mitologicznej krainie. Bo dla nas tu wszystko nowe. Tyle tu nieznanych obszarów: święte drzewa, obyczaje, tradycje. Perun i Weles pokazują młodemu czytelnikowi jak stworzyli nowe lądy, kierunki na świecie, człowieka. Oprócz nich pojawia się Bannik – ci, którzy kojarzą wschodnią banię czyli łaźnię – idą w dobrym kierunku. Bannik bowiem doglądał łaźni, a poza tym był przygarbionym duszkiem. Dalej są tu również Świętowit: bóg wojny i urodzaju, Swaróg – bóg słońce i jego syn Swarożyc – bóg kowalstwa i ognia ziemskiego. Dalej Strzybóg – bóg skrzypienia, świstu, huczącego wiatru. Brzmi trochę egzotycznie, prawda? Ale zapewniam, że książka daje możliwość poznania naszej historii, dziedzictwa. A gdy do tego jeszcze dodam: ach te ilustracje Ewy Poklewskiej-Koziełło!!! Pięknie został pokazany dawny świat kiedy to Weles zanurkował w odmęty głębokiej wody po garść piasku z dna, albo gdy Perun oczyszczał swoje ciało w bani. Piękne jest wycięte święte drzewo na początku książki. Może się skusicie do podróży w dawne czasy kiedy słońce było bogiem? Warto.

Tutaj możecie zajrzeć do środka:)

Wiek 6+

Wydawnictwo Egmont  

czwartek, 12 lipca 2018
Lucky Luke. Polowanie na duchy - Morris/ Lo Hartog Van Banda

 

W serii komiksów o dzielnym kowboju od czasu do czasu pojawiały się już duchy. Najczęściej okazywało się, że za tymi niby „duchami” tak naprawdę kryli się zwykli śmiertelnicy. Czy tym razem będzie inaczej?

Dyliżans Kompanii Przewozowej znika bez śladu. Wraz z nim wszyscy podróżni i cenne bagaże. Dyrektor firmy prosi Lucky Luke’a o pomoc. Ma nadzieję, że sprawa uniknie rozgłosu, a reputacja Kompanii zostanie uratowana. Do sprawy miesza się nie kto inny jak legenda Dzikiego Zachodu Calamity Jane - doskonały jeździec i rewolwerowiec. Kobieta koniecznie chce wyjaśnić, co stało się z jej nowym winchesterem, który również tajemniczo zaginął wraz z dyliżansem.  W komiksie oczywiście znajdziecie klimat Dzikiego Zachodu: powrót do czasów długich sukien, purytańskich konwenansów i obyczajowości – oj, Calamity Jane siała zgorszenie wśród dam, które zawsze pobożne, dobrze ubrane, grzeczne i wychowane, stroniące od alkoholu. Są tu i napady rzezimieszków, jakich w tamtych czasach na Wild West nie brakowało. Whisky leje się strumieniami, słychać co chwila świst kul, całość rozgrywa się w charakterystycznym klimacie – ale czy w rzeczywistości było inaczej? W każdym razie ta część serii to dobra zabawa, ciekawi bohaterowie, obraz dawnych czasów i kolejna zagadka, którą udaje się rozwiązać kowbojowi. Mój starszy syn w czasie posuchy komiksowej mówi: Oj tam, Lucky Luke! Jemu to się zawsze wszystko udaje, jest zbyt przewidywalny. Ale gdy tylko pojawi się nowy tytuł w domu, zaciera rączęta, po czym doskonale się bawi i nie może oderwać się od lektury. To są właśnie takie czary tej serii. U Was też?

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont

środa, 11 lipca 2018
Listy w butelce. Opowieść o Irenie Sendlerowej - Anna Czerwińska-Rydel/ il. Maciej Szymanowicz

Anna Czerwińska-Rydel to gwarancja porządnej biografii dla dzieci. Tak jest i tym razem. Rzetelnie przygotowana, ciekawie napisana, wywołująca u czytelnika emocje. Poleciały łzy, oj, poleciały – wzruszenia, bezsilności, smutku. Leżałam oparta na poduchach i siąpiłam nosem – inaczej się nie dało. Nie jest to lektura łatwa – z ciężkim sercem czyta się o losie Żydów w czasie II wojny światowej, warunkach życia zwykłych warszawiaków, polityce Niemców w stosunku do narodu polskiego. Bo oprócz sporej dawki na temat życia Ireny Sendlerowej, znajdziecie tu również konkretną wiedzę o tamtych czasach, w których panował terror, za pochodzenie jechało się do obozu koncentracyjnego, a za okazanie serca drugiemu człowiekowi można było stracić życie. Tytuł tej biografii pozwoli zapamiętać, że słynne karteczki – metryczki uratowanych dzieci, były przechowywane w butelce po mleku, a nie w słoiku, jak podają niektóre źródła. Ale od początku.

Książka przedstawia pewien rozdział życia Ireny Sendlerowej – już w okresie dorosłości. Od kilku lat panuje II wojna światowa. Irena wraz ze znajomymi, jak tylko może, pomaga ludności uwięzionej w getcie. Gdy pewnego dnia staje się świadkiem wyprowadzania z getta Doktora - Janusza Korczaka i jego grupki dzieci w wiadomym kierunku – na Umschlagplatz, skąd odbywały się transporty do obozu koncentracyjnego, coś w niej pęka, a ona zdaje sobie sprawę z tego, że to co robi, to wciąż za mało, że trzeba zrobić coś więcej. Razem z innymi zaufanymi osobami zaczyna organizować wywózkę dzieci żydowskich z getta, następnie umieszczanie ich w bezpiecznych miejscach. Do szklanej butelki wkłada karteczki z prawdziwymi nazwiskami dzieci – by nie zaginęła ich tożsamość. A samą butelkę zakopuje w ogrodzie. Wzruszająco Autorka pokazała reakcje rodziców na propozycję uratowania ich dzieci. To była ZAWSZE trudna decyzja: nie wiadomo było, jaki los spotka dziecko, dokąd trafi, nie było też gwarancji, że akcja się uda. Podczas lektury skóra cierpła, gdy w tramwaju ukryte dziecko zaczęło nagle płakać. Tylko dzięki zachowaniu zimnej krwi tramwajarza dziecko zostało uratowane. Przykładów jest mnóstwo. Czytelnik ma możliwość poznania kulisów samej akcji ratunkowej, często bezimiennych bohaterów tamtych dni – którzy mimo narażenia życia gotowi byli przyjąć do siebie dziecko żydowskie. Jaki los spotkał Irenę Sendlerową w czasie wojny, po wojnie? Zrobiło się o niej głośno przez przypadek – dzięki przedstawieniu teatralnemu przygotowanemu przez młodzież w USA. Cicha, mądra i skromna osoba. BOHATERKA. Babcinka o ciepłym wyrazie twarzy, z której biło dobro. Dwukrotnie nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla. Warto poznawać takich ludzi. Wartościowa lektura do wspólnego czytania.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

wtorek, 10 lipca 2018
Smerfuś - Peyo

 

Smerfy uwielbiam jako kreskówkę i jako komiks. I nie wyrosnę z tego. Podoba mi się humor, akcja, neologizmy związane ze smerfowaniem wszelakiego rodzaju. To pole nieskończonych możliwości – właściwie każda część książki, każdy odcinek czymś nowym zaskakują.  I wszyscy wiedzą zawsze, o co chodzi. Smerfy łączą pokolenia – i nikt, i nic tego nie zmieni. W najnowszej części w wiosce niebieskich skrzatów pojawia się Smerfuś. Otóż „pewnej pięknej nocy” przynosi go … bocian. W małym zawiniątku zostaje podrzucony pod któryś z domków. Problem w tym, że Smerfuś znalazł się w wiosce przez przypadek. Z początku nikt go nie chce, w końcu trafia do Smerfetki, która otacza go olbrzymią miłością, troskliwością, zainteresowaniem. A gdy okaże się, że Smerfusia trzeba oddać, wszyscy mieszkańcy wioski jak mur staną za maleństwem. Czy dzidziuś zostanie w wiosce?

Oprócz tytułowego Smerfusia w książce znajdziecie jeszcze inne odrębne smerfowe przygody:

Papa Smerf wkrótce będzie obchodził swoje 542 urodziny. Cała społeczność niebieskich ludków myśli o tym jak wysmerfować mu ciekawy prezent. Może hantle? Może likier malinowy? A może buty do biegania? Nieeeee. Wszystkim podoba się pomysł upieczenia przeogromnego ciasta. A to łatwe nie jest Czy Smerfetce uda się zmobilizować przyjaciół do pracy?

Wioska Smerfów jest w fatalnym stanie. Domki należałoby odnowić, bo farba się potwornie łuszczy. Wszyscy biorą się do roboty, łapią za pędzle. Tylko, że LICHO, ooooo pardon, Gargamel, nie śpi. Właśnie wynalazł farbę, która czyni go niewidzialnym. Podstępem dociera do wioski, a tam przez przypadek zostaje odkryty. Oj, będzie się działo.

Gargamel chce dostać się na zabawę w wiosce Smerfów. Wymyśla śmieszne przebranie, które ma pomóc ukryć jego prawdziwą tożsamość. Czy mu się uda?

Czy też tak macie, że Gargamela i Klakiera lubicie mimo wszystko? Robią dużo złego, psocą się niebieskim skrzatom, ale bez nich to nie byłoby to. Świetne ilustracje, humor językowy, sytuacyjny, starzy znajomi. A przede wszystkim książka – do której zawsze można wrócić, gdy się zatęskni za dzieciństwem. A gdybyście nie wiedzieli, skąd się biorą dzieci, Papa Smerf właśnie w tej części to tłumaczy:


Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

poniedziałek, 09 lipca 2018
Dobranocki na pogodę i niepogodę - zespół autorów/ il. Magdalena Kozieł-Nowak

 

Historie, po których na pewno dobrze się śpi, ale które są niekoniecznie do czytania tylko i wyłącznie przed snem. Oj, a z tym spaniem, jak się okazuje, są całkiem spore problemy. Przekonała się o tym grupka zwierząt – przyjaciół: Zając, Niedźwiedź i Sowa. Postanowili oni we trójkę założyć zespół muzyczny. W repertuarze głównie kołysanki. Jednak przyszli potencjalni słuchacze (a nawet wykonawcy utworów) chodzą spać o tak różnych porach, że zebranie wszystkich w jednym miejscu i o jednym czasie jest po prostu niemożliwe. Dla takich sów najlepszą kołysankową porą jest … wczesny ranek. Dla zajęcy – wieczór. A niedźwiedzie? – z nimi to jest dopiero problem. Kładą się one bowiem spać na jesieni, a wstają wiosną.

W kolejnej historii „Szczęściarz” sprawdza się stare porzekadło, że szukamy czegoś bardzo daleko, co jest tak naprawdę blisko. A do szczęścia niewiele brakuje. Ot choćby to, by mieć jeden brzuszek, dwoje uszu, jeden ogonek i tak dalej i tak dalej. I nic tak nie gwarantuje spokojnego snu, jak wewnętrzne przeświadczenie poparte licznymi obliczeniami, że ma się wszystko na swoim miejscu, w odpowiednich ilościach. Kotek Lulek jest prawdziwym szczęściarzem.

Koza Fionka urodziła się pod najjaśniejszą z gwiazd Kapelą, nazywaną również Amalteą lub Kozą. Jeśli orientujecie się w Mitologii, Amaltea była mitologiczną kozą, która swoim mlekiem wykarmiła nie kogo innego jak boga bogów czyli Zeusa. Tymczasem wspomniana już Fionka kuleje i nie może skakać jak inne kozy. Po wysłuchaniu opowieści o Amaltei Fionka dostaje się na niebo, gdzie rezolutnie zaczyna zlizywać Drogę Mleczną. W końcu spotyka Amalteę, która na chwilę chce odwiedzić Ziemię i szuka zastępstwa w gwiezdnym zaprzęgu. Chyba nie muszę pisać, że Fionka z chęcią skorzysta z tej propozycji.

W zielonym domku ciągle dzieje się coś dziwnego. Giną różne przedmioty, ktoś kruszy ciasteczkami, zostawia ślady swej bytności. Tym ktosiem okaże się krasnoludek w bejsbolowej czapce i trampkach (pewnie nie tak wyobrażaliście sobie krasnoludka?) Bąbel – bo tak ma na imię – bardzo chce wrócić do siebie. Tylko gdzie jest tunel. Gdzie? W poszukiwaniach pomoże mu pewna dziewczynka.

W książce znajdziecie razem dwanaście dobranockowych opowiadań. Przewijają się przez nie zwykłe dzieci, ludki, zwierzęta, stworki, księżniczki. Odwiedzacie różne miejsca, bajeczne krainy, ale też zwykły najzwyklejszy las. Nie ma  w tych opowieściach przemocy. Są za to zabawa, tajemnice, mniejsze i większe problemy do rozwiązania. Są w końcu przygody, które można przeżywać z ich bohaterami. Książka jest bajecznie zilustrowana, większego formatu. Nie ma rozkładówki bez ilustracji. Magdalena Kozieł-Nowak stanęła na wysokości zadania. Tak więc – gdyby padało, zrobiło się zimno – sięgnijcie po „Dobranocki”. A gdy wróci piękna pogoda i ciepłe wieczory – też sięgnijcie po „Dobranocki”, bo one są na pogodę i niepogodę.

Wśród autorów: Maria Łastowiecka: „Kto kiedy zasypia”

Małgorzata Strękowska-Zaremba: „Szczęściarz”

Zofia Stanecka: „Podniebna podróż kozy Fionki”

Beata Ostrowicka: „Kulka, kalejdoskop i księżycowy ogórek”

Paweł Beręsewicz: „Grabki”

Agnieszka Tyszka: „O Pururencji i Rezedzie”

Grażyna Bąkiewicz: „Walizka wuja Leona”

Justyna Bednarek: „Karolina i Baba Sowa”

Zofia Beszczyńska: „Jak znaleźć czarownicę”

Roksana Jędrzejewska-Wróbel: „Kłopot”

Barbara Kosmowska: „O Nocy, która cierpiała na bezsenność”

Joanna Fabicka: „O małym Strachobździlu i wielkiej odwadze”

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

niedziela, 08 lipca 2018
Uniwersytet Wszystko Moje - Fabrizio Silei/ il. Adriano Gon

Państwo Smirth cenią sobie przede wszystkim bogactwo, wygodę i karierę.  Z tego też względu nigdy nie zdecydowali się na posiadanie dzieci. Wiadomo – dzieci to koszty, wyrzeczenia, nieprzespane noce i wieczne problemy. Jednak tak było do czasu. Pewnego bowiem dnia ta dwójka ludzi, już w średnim wieku, nagle uświadamia sobie, że nadejdzie taki dzień, kiedy pojawi się i pytanie:  Kto po nich odziedziczy ich wszystkie materialne dobra? Nie jest potrzebne im dziecko do kochania, bycia razem, uczenia go co dobre a co złe, ale potrzebny im s-p-a-d-k-o-b-i-e-r-c-a. Na świat przychodzi Feluś. Od samego początku uczuciowo zaniedbywany, podrzucony mamce do wykarmienia i wychowania. I kiedy Feluś spędza sobie czas beztrosko na wsi wśród innych dzieci i na łonie natury – po 8 latach przypominają sobie o nim rodzice. I odbierają go mamce, zabierają do siebie – nie, nie myślcie, że po to, by go pokochać, wychowywać, być z nim być, lepiej go poznać. Nic  z tych rzeczy. Georg i Katiusza chcą chłopca urobić na swoje podobieństwo: egoistycznego bubka, który będzie marzył tylko o pomnażaniu bogactwa, nieczułego na potrzeby i krzywdy innych. Zaczynają wpajać mu swoje zasady, że ważne jest MIEĆ a nie BYĆ. Jednak na całe szczęście Feluś z mlekiem mamki wyssał zupełnie coś innego. Kieruje się w życiu swoimi prawdami, które szokują rodziców, kolegów z klasy, nauczycieli i dyrektora szkoły. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo książkę czyta się bardzo przyjemnie – zresztą i tak mam przeczucie, że za dużo zdradziłam. Dodam jeszcze, że „Uniwersytet Wszystko Moje” nominowany był do dwóch renomowanych nagród literackich: Premio Strega Ragazze e Ragazzi 2018 oraz In Other Words 2018. I zasłużenie.

Wiek 8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 03 lipca 2018
Detektywi z Tajemniczej 5. Zagadka zaginionej kamei - Marta Guzowska

Jako dziecko zawsze lubiłam takie książki – a szczególnie smakowały one w wakacje letnie. Bo czekało się na przygodę, jakieś emocje, śledztwa, gonienie złodziei i wszelakiej maści przestępców. A gdy przygoda nie nadchodziła, to przeżywało się przygody innych. Tajemnice, niebezpieczeństwa. Oj – długa jest lista moich dziecięcych wakacyjnych lektur. Tymczasem w tej książce …

 Jagoda z Piotrkiem są rodzeństwem. Pewnego dnia wraz z koleżanką udają się do babci. Ta zamartwia się, ponieważ zginęła jej drogocenna broszka: kamea przedstawiająca profil ostatniego króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego. Klejnot ma dużą wartość sentymentalną i historyczną, wykonany bowiem został na wzór klejnotu, którego właścicielką był nie kto inny jak słynna arystokratka doby oświecenia Izabela Czartoryska. Dzieciaki zaczynają śledztwo. Mają na oku trójkę podejrzanych. Pomagają babcia i szczur, który nosi imię po najsłynniejszym z detektywów: Sherlock. Śledztwo toczy się w najlepsze dzięki zaangażowaniu dzieciaków, co rusz pojawiają się nowe osoby, które KONIECZNIE trzeba sprawdzić. A z drugiej strony to doskonała okazja, by do fabuły przemycić w zawoalowany sposób trochę informacji z innych dziedzin: a to z historii sztuki, a to samej historii. Dla mnie bomba – lubię takie zagadki. Dodatek rysunkowo-tekstowy na końcu książki – również strzał w 10. Ilustracje Agaty Raczyńskiej  świetnie współgrają z tekstem - są dopełnieniem, dopowiedzeniem tekstu. Poza tym „trącą” kreską vintage. Mnie przypomniały się stare książki z klasycznymi ilustracjami, na jakich wychowywała się moja mama. A ja lubię takie klimaty.

Wiek 8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia