Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
czwartek, 26 października 2017
Zaginiony obraz - Kęstutis Kasparavičius

To moje pierwsze spotkanie z Kęstutisem Kasparavičiusem. W Polsce, z tego co można wyczytać w Internecie, ukazała się do tej pory jeszcze „Mała Zima”. Książki tegoż autora ukazują się dzięki wydawnictwu Ezop. Cieszę się bardzo, bo zawsze z ciekawością słucham o tym, co w książkach piszczy u naszych sąsiadów. Jest mnóstwo tytułów na półkach księgarskich z krajów Europy Zachodniej i Północnej, Ameryki – a najmniej właśnie z np. Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii, Litwy czy Rosji. Nie wierzę, że w literaturze dziecięcej nic się tam nie dzieje.

Książka litewskiego autora i ilustratora to prawdziwa perełka. Otwieram stronę znanej międzynarodowej księgarni, wpisuję dane i natychmiast ukazuje mi się długa lista książek o pięknych okładkach, zachęcających tytułach. Chciałabym, by choć kilka w przyszłości ukazało się i u nas (puszczam oczko w stronę Wydawcy).

Profesor Adalbert to rasowy dżentelmen: pies z rodu Labradorów retrieverów. Ma jedną wielką pasję, którą jest sztuka. Właśnie do swojej kolekcji zakupił piękny obraz pt. „Pies na łańcuchu”. Z tej to okazji zaprosił do siebie najznamienitszych obywateli miasteczka. Są wśród nich niedźwiedź Bernard – lekarz medycyny, kozioł Dezyderiusz – doktor nauk humanistycznych, mecenas Ildefons, świnia i dama zarazem hrabina Szarlota, konsul Maurycy z żoną Jasminą – goście z dalekiego Syjamu, lis Fuks – inspektor i czarny kret – agent Ulf. Na wszystkich czeka wielka uczta dla oka – dzieło niderlandzkiego mistrza, jak i dla podniebienia – czyli olbrzymi i pyszny zarazem tort truskawkowy, z którego słynie kuchnia profesora. Obserwując zabrane towarzystwo z boku, ma się wrażenie, że goście zjawili się w gościnnych progach profesora właśnie bardziej dla tego tortu aniżeli obrazu. Choć nie do końca jest to prawdą, bowiem wśród zebranych znalazł się koneser sztuki do tego stopnia zainteresowany obrazem, że pozwolił sobie na jego … kradzież.  

Obecny inspektor Fuks zaczyna śledztwo. I co ciekawe, moim zdaniem nie najważniejsze jest tu rozwiązanie tej zagadki: kto i dlaczego. Choć pewnie młodszych czytelników ten wątek będzie trzymał w napięciu. Autor zaskakuje nas na końcu potraktowaniem samego dzieła sztuki i jego głównego bohatera – czyli psa na łańcuchu. Ten od samego początku budzi współczucie. Biedny, brudny psiak w niewoli. Tymczasem chętnie zdradzę, że historia będzie miała dobre zakończenie i wartościowe moralne przesłanie.

Podobają mi się ilustracje litewskiego artysty i jego styl pisania: trochę prześmiewczy, zadziorny, ironiczny. Ukryta satyra na współczesne społeczeństwo, ukazująca nasze wady i braki. W tekście można doszukać się wielu żartobliwych wpisów, jak choćby tych, które dotyczą zaproszonych gości:  

O lekarzu Bernardzie czytamy: Jeden z leczonych przez niego pacjentów w cudowny sposób uszedł z życiem.

A świnia Szarlota, którą podziwiamy na wielu ilustracjach? Hrabina bywała na wszystkich różnych balach i wieczorkach, chociaż przeważnie nikt jej nie zapraszał.

Literatura na wysokim poziomie, która skłania do refleksji, bawi i jednocześnie wychowuje.

Wiek 6+

Wydawnictwo Ezop

środa, 25 października 2017
Oto jest Wenecja - Miroslav Šašek

Miłośnicy serii Miroslava Šaška „Oto jest…” mają powody do zadowolenia. Właśnie ukazała się szósta część – tym razem o najsłynniejszym mieście na wodzie – mianowicie o Wenecji (po: Paryżu, Londynie, Rzymie, NY i Monachium). Obrazkowa wyprawa do miasta z lat 60-tych ubiegłego wieku – klimatyczna, z klasycznymi ilustracjami, do miejsc, które w ciągu ostatniego półwiecza na pewno uległy zmianie – o czym wydawca zresztą skrzętnie na końcu książki informuje.

Wertuję kartki tam i z powrotem wiele razy. Lubię takie ilustracje sprzed lat – na aksamitnym, miłym w dotyku papierze (nie, spokojnie – nie kredowym!). Te tutaj doprawione dużą porcją humoru: gołębie lądują na głowach  turystów, wazon z kwiatami ustawiony na romantycznej gondoli kołysze się wśród fal, turyści i mieszkańcy brodzą po kolana w wodzie w zalanym mieście, inni poruszają się na specjalnie poustawianych drewnianych praktykablach, olbrzymie dekoracje transportowane są do teatru za pomocą długich gondoli. Na moment można odwiedzić znane miejsca: Bazylikę Frari, Pałac Dożów, Plac św. Marka, Loggettę, pomnik Carla Goldoniego (uwielbiam za „Sługę dwóch panów” z rolą Kobuszewskiego w warszawskim Teatrze Kwadrat), słynne mosty, kamieniczki, drzwi tak oznakowane, że można dostać numerycznego zawrotu głowy, gondole, Canale Grande. Nie sposób wszystkich atrakcji wymienić.


Dowiadujemy się wielu ciekawostek o mieście. Z konieczności niektóre musiały zostać zaktualizowane (na końcu książki), bowiem dziś jest tylko 500 gondoli (w XVI wieku – 10 000), już nie można karmić gołębi (zakaz wprowadzony w 2008r.). Także konie zniknęły z krajobrazu miasta. Słychać za to jak dawniej gwar przekupek, gondolierów, fotografów. Turyści są dosłownie wszędzie, szukają pamiątek w postaci weneckiego szkła i  koronek.

Książka jest cudownym uzupełnieniem kolekcji. Jest też zachętą do wypraw w świat. A jeśli nie uda się nam w Wenecji znaleźć ciałem, to może chociaż ta książka będzie namiastką wyprawy do miasta tak opiewanego w literaturze i filmach.


Mój młodszy syn zobaczywszy okładkę książki stwierdził, że widnieje na niej nasz klasztor. Po trosze to prawda. Otóż w mojej miejscowości miał powstać zupełnie inny budynek – wzorowany mianowicie na barkowym krakowskim kościele Świętych Piotra i Pawła. Prace zostały rozpoczęte. Na placu budowy pojawiał się sam fundator świątyni: Adam Florian Konarzewski. Biedak, tak bardzo się zaangażował w pilnowanie prac, doglądanie i robotników i robót, że pewnego dnia … spadł z rusztowania. Po jego śmiertelnym wypadku wdowa po mężu – pani Zofia z Opalińskich Konarzewska, wyjechała do Włoch, by odzyskać spokój ducha. I tam olśnienie – zobaczyła piękno weneckiej świątyni Santa Maria Della Salute (dźwięczy przyjemnie w uszach?:). Kazała wstrzymać prace w Gostyniu (ciekawe jak to zrobiła – przecież nie było telefonów:))) Napisała list, który musiał dostarczyć posłaniec?) a sama udała się do włoskiego architekta Baltazara Longheny, by przygotował projekt takiego samego kościoła budowanego pod Gostyniem. Udało się – mamy teraz trochę Wenecji w mojej rodzinne miejscowości – perłę baroku i pomnik historii.

Wiek 4+

Wydawnictwo Dwie Siostry

wtorek, 24 października 2017
Pasztety, do boju! - Clémentine Beauvais

Niełatwo w dzisiejszych czasach być nastolatką. Wszędzie panuje kult pięknego, wysportowanego ciała. Szczupłość i piękno (często podretuszowane za pomocą programów komputerowych) biją po oczach z okładek magazynów, portali internetowych i filmów. A gdy człowiek – trochę mniej lub trochę bardziej przy kości – chce żyć po swojemu, w zgodzie z nadprogramowymi podarunkami natury, to i tak zdarzyć się może, że ktoś i tak wbrew twojej woli wyciągnie owe „trochę za dużo” na światło dzienne. By się pośmiać, zabawić cudzym kosztem i poniżyć. Tak jak to miało miejsce w pewnym francuskim prowincjonalnym miasteczku. Chamski typek, młodzieniec z miejscowej szkoły średniej, od kilku lat organizuje swój prywatny konkurs na najbrzydszą i najgrubszą dziewczynę roku. Ani władze szkolne, ani rodzice, ani same uczestniczki owego konkursu – nie mogą nic zrobić. Wszystko jest ponoć zgodnie z prawem. W roku bieżącym zaszczytny tytuł „pasztetów” przypadł trzem sympatycznym skądinąd dziewczynom: Mirelle, Astrid i Hakimie. Z początku zastraszone i zawstydzone dziewczęta dzięki charyzmatycznej i energicznej Mirelle postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce – i znaleźć na swój sposób wartość dodaną niechlubnego zwycięstwa. Biorą się w garść i postanawiają pokazać i sobie i światu (choć na początku tylko najbliższemu otoczeniu), że wcale nie najładniejsza buzia jest w życiu najważniejsza. Środkiem do celu ma być kilkudniowa wyprawa rowerowa do stolicy na święto zdobycia bastylii w dniu 14 lipca. Wielkie i głośne wejście, by zagrać niektórym osobom na nosie. Każda z dziewczyn ma swoje prywatne sprawy, tajemnice, sekrety, które przy okazji wyprawy do Paryża chciałyby załatwić i wyjaśnić. W każdym razie – finał na Polach Elizejskich zapowiada się naprawdę obiecująco. Sam plan zaskoczy wszystkich – uczestników wyprawy, obserwatorów, rodziców i opiekunów. Nic nie jest przewidywalne – do samego końca wszystko będzie jedną wielką niewiadomą. Z każdym kilometrem bardziej poznajemy uczestników (jest i brat Hakimy – uczestnik wojna, niepełnosprawny na wózku inwalidzkim), odczytujemy, co zaprząta myśli, co budzi strach i wątpliwości. Zadajemy sobie pytanie: czy każdy postąpi według wcześniejszych ustaleń i planów. I im bliżej końca jesteśmy, tym bardziej jesteśmy przekonani o tym, że te osoby mają dla nas jakąś niespodziankę. A może same idą na żywioł – co będzie, to będzie. To opowieść nie tylko o jakiejś tam wyprawie do Paryża. To nie zagranie rozpieszczonej dzieciarni czy foch. To opowieść o podróży w głąb siebie. Wiele kilometrów trzeba było przepedałować, wielu różnych ludzi trzeba było spotkać na tej drodze, by zrozumieć siebie, by dokonać rewizji swoich poglądów i przekonań. Sprawy niełatwe, skomplikowane, często niezależne od nich samych.

Pasztety do boju to błyskotliwie napisana powieść dla młodzieży, z ciętą ripostą, zaskakującymi zwrotami akcji, charakternymi bohaterami. Na przemian – można przy niej się śmiać, płakać, wkurzać, delektować intelektualnymi przemyśleniami. Jedyny minus tej lektury jest taki, że kiedyś się kończy. Zdecydowanie za szybko.

Wiek 14+

Wydawnictwo Dwie Siostry

poniedziałek, 23 października 2017
Człowiek jaki jest, każdy widzi - Marzena Matuszak/ il. Grażyna Rigall

 

O Yeiti wszyscy mówią, ale nikt go nigdy nie widział. Tymczasem okazuje się, że rodzina Yeitich istnieje, ma się całkiem dobrze i wysoko na jednym z himalajskich szczytów prowadzi hotel. Wiedzieliście o tym? Żaden człowiek nigdy nie postawił tam swojej stopy. Każdy dzień ma swój rytuał: ciepły posiłek i piękna piosenka dla gości, krótki spacer, piosenka pośniadaniowa. Wśród gości (liczne grono) wywołana zostaje dyskusja na nasz temat – ludzi. Wielu z obecnych ma doświadczenia bardziej i mniej osobiste. Niektórzy spotkali człowieka, widzieli. Komarzyca Bzybzy, mysz Pipilotta, sowa Nihuhu, wilk Chaps, kotka Furkotka, leniwiec Lulu, kapucynka Kiki, rekin Szczęki. Opinie o nas nie są zbyt pochlebne. Od tych nieprzychylnych narzekań aż w głowie się kręci. Jak się zachowujemy w różnych środowiskach i sytuacjach, co jemy, jak myślimy, jak wyglądamy, jak się odzywamy. Zwierzęca satyra na nas samych a prawda nie zawsze jest miła. Choć  ciekawe to doświadczenie usłyszeć, co myślą o nas inni i jakie wady w nas widzą. Zakończenie jest zaskakujące – bo naprawdę w górach pojawia się człowiek. Ciekawe, jak po tych wszystkich opowieściach hotelowych gości Yeti zachowa się w stosunku do zagubionego himalaisty. W każdym razie – czytelnik z tej historii może się wiele nauczyć.


Współczesna, ciekawie zilustrowana opowieść – patrzę na książki wydawane przez Dwie Siostry. Ich oferta dotyczy i książek klasycznych – wznowienia tytułów, które ukazały się wiele lat temu – jak i całkiem nowych, niekiedy wręcz awangardowych.  Dodam jeszcze, że książka Marzeny Matuszak otrzymała wyróżnienie w konkursie Jasnowidze.


Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry

niedziela, 22 października 2017
Mama Mu na wycieczce i inne komiksy - Jujja Wieslander/ il. Sven Nordqvist

Na pewno pamiętacie Mamę Mu. Jakiś czas temu, po dość długiej przerwie, powróciła w wielkim stylu – w formie komiksu.

W środku cztery zabawne historie, w których spotykamy dwójkę starych przyjaciół: Mamę Mu i Pana Wronę. Dwie różne osobowości, jak ogień i woda. A wiadomo nie od dziś, że ładunki różnoimienne się przyciągają – co zresztą przypadek krowy i wrony potwierdza. Dwa silne charaktery, również dwie recepty na życie. Mama Mu to osobowość optymistyczna, realizująca w swoich przedsięwzięciach maksymę Horacego „Carpe diem”- Chwytaj dzień. Mama Mu widzi tylko jasne strony życia, wiecznie uśmiechnięta, potrafi znaleźć z każdej sytuacji wyjście, dla niej szklanka jest zawsze do połowy pełna. Pan Wrona – krzykacz jakich mało, niesamowicie głośny i roztrzepany pesymista. Dużo w jego życiu NIE. Tego nie można, nie wypada, kto to widział – ciągle kłapie tym swoim dziobem. Choć nie można mu odmówić uroku.

Mama Mu chce pojechać na wycieczkę. Marzy o tym, by rozłożyć kocyk na skraju lasu, nad jeziorkiem i pochrupać świeżutką trawkę. Jest jedno „ale”. POGODA - NIEPOGODA. Wielki przeciwnik wyprawy, Pan Wrona, na wiadomość o drożdżówkach dla niego nie zazna już spokoju. I nie da spokoju swojej przyjaciółce. I to do ostatniego okruszka smakowitego wypieku.

W historii „Sto szczeniaków” Pan Wrona znów narzeka na świat wokół: szczeniaczki to mają dobrze, a żony gospodarzy to złe kobiety. Całe pyszniutkie jedzonko trafia przecież do psiej miski a nie do jego dzioba. Jest coś, co ugłaszcze na szczęście Pana Wronę. Także zdanie na temat tych niby złych żon się zmieni.

Ostatnia historia z listy tytułów traktuje o przyjaźni. Mama Mu odwiedza domek Pana Wrony. Wszak do tej pory to on zawsze odwiedzał krowę w oborze. Pan Wrona czyni jej z tego powodu wyrzuty. Wniosek z tej historii taki, że ścieżki, którymi się nie chodzi, zarastają. Trzeba pamiętać o bratnich duszach, trzeba pielęgnować przyjaźń – w przeciwnym razie wszystko stanie się byle jakie. Jeśli nie wierzycie, że krowy potrafią się wspinać, zajrzyjcie do książki.

I na koniec – środkowa historia o staniu na jednej nodze  i chodzeniu po linie. Oczywiście w roli głównej Mama Mu. Moim zdaniem to najważniejsza historia w tym tomiku – dlatego zostawiłam ją na deser. O tym, że jeśli mamy ochotę coś zrobić – zróbmy to. Nawet jeśli nie leży to w naszej naturze, nawet jeśli wszyscy dookoła będą oburzeni (Pan Wrona!). To nasze życie i my decydujemy, jak przez nie przejdziemy.

Wesołe historie, z których można się wiele nauczyć, podpatrzeć, co ważne, a czym sobie nie zaprzątać głowy. Świetne są te relacje Mamy Mu z Panem Wroną. W dobie smartfonów, tabletów, gdy kontakty z drugimi sprowadzają się do rozmów przez telefon, wysyłania sms-ów, jesteśmy tu świadkami życiowych, emocjonalnych interakcji. Taaaak – Mama Mu i Pan Wrona wiedzą, że żyją.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

sobota, 21 października 2017
Czytam sobie. Droga do Nobla. Historia Marii Skłodowskiej-Curie - Ewa Nowak/ il. Nika Jaworowska-Duchlińska

Kolejna część serii Czytam sobie została poświęcona najbardziej znanej Polce Marii Skłodowskiej-Curie. Tyle już napisano na jej temat – że można pokusić się o stwierdzenie – czy aby już nie dosyć? Przeczytałam kilka tytułów związanych z podwójną Noblistką (również tych dla dzieci) i muszę przyznać, że bardzo przyjemnie czyta się tę krótką opowieść Ewy Nowak. Wciągnęły mnie lapidarne opisy zawierające kwintesencję, zaciekawiły. Napisane tak prosto, wyjaśniają wiele znaków zapytania z życia pani naukowiec, przekazują informacje o jej życiu, zaznajamiają z wiedzą z dziedziny fizyki i chemii. Autorka skupiła się na najważniejszych momentach z życia Marii, bez zbędnych dłużyzn. Po lekturze – ma się nieodparte wrażenie, że dobrze poznało się osobę Skłodowskiej-Curie. Ewa Nowak napisała m.in. o narodzinach malutkiej Marysi, śmierci matki, nauce na pensji, zaangażowaniu w Latającym Uniwersytecie, wyjeździe na prowincję do państwa Żorawskich, nieszczęśliwej miłości do Kazimierza, wyjeździe z materacem do Paryża, biednym życiu na 6 piętrze, małżeństwie z Piotrem, pracy w laboratorium, przerzucaniu ton ziemi, otrzymaniu Nagrody Nobla z fizyki i chemii, pracy na uniwersytecie, wyjeździe do Stanów, chorobie, zaangażowaniu w pracę dla żołnierzy podczas I wojny światowej. Dzieci mogą na przykładzie tej biografii ćwiczyć czytanie, przy okazji dowiadują się mnóstwo ciekawych rzeczy o Marii. Przyznam się, że w kilku miejscach lektura mnie wzruszyła – ot taki produkt uboczny czytania:)


Książka została wydana w ramach serii „Czytam sobie”, poziom 3 (połykam strony). Dla tych, którzy nie zetknęli się z tymi małymi cudeńkami wspierającymi naukę czytania, zaznaczę tylko, że poziom 3 to ostatni i najbardziej wymagający etap nauki czytania przeznaczony dla dzieci w wieku 5- 7 lat. Oznacza to: 2500-2800 wyrazów w tekście, użycie wszystkich głosek, zdania bardziej złożone i dłuższe, alfabetyczny słownik wyrazów. Po lekturze dziecko może zdobyć „Dyplom sukcesu” (na końcu książki. To ważne dla początkującego czytelnika, który zmierzył się z książką, która tak bardzo przypomina lekturę dla dorosłych – a to przecież daje satysfakcję:)

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

piątek, 20 października 2017
Drzewo kłamstw - Frances Hardinge

Rodzina 14-letnie Faith opuszcza swoje dotychczasowe miejsce zamieszkania i udaje się na maleńką wyspę Vanne. Dziewczyna nie zna dokładnych powodów owych nagłych przenosin. Podsłuchane rozmowy, lektura dokumentów oraz pojawiające się w stosunku do jej ojca określenia: kłamca i oszust, pozwalają przypuszczać jedynie, że przyjazd na wyspę to swego rodzaju ucieczka przed konsekwencjami niecnych działań jej ojca – zasłużonego męża nauki w kwestii skamielin. Dość senny początek, zatopiony w obfitych strugach deszczu, rozwija się stopniowo w trzymającą w napięciu intrygę, pojawiają się tajemnicze i mroczne motywy, a punktem kulminacyjnym całości staje się śmierć ojca rodziny. Faith nie wierzy, że to właśnie wypadek był jej przyczyną i dlatego stawia dość śmiałą tezę o morderstwie i zrobi wszystko, by udowodnić swoje podejrzenia. W tym momencie całość nabiera rozpędu, pojawia się mnóstwo ciekawych wątków, postaci. Stopniowo wyjaśniane są zagadki, w tym również ta z tytułowym drzewem kłamstwa, które nie jest tutaj przenośnią, ale jak najbardziej obiektem materialnym – w dodatku mającym ogromną siłę sprawczą.

Drzewo kłamstw to wciągająca i mroczna powieść przenosząca czytelnika ok. 150 lat wstecz do epoki wiktoriańskiej. Ma specyficzny klimat. Mieszanina wielu gatunków: powieści obyczajowej, kryminału, historycznej, przygodowej, science fiction i thrillera. W skrócie można by się pokusić o takie podsumowanie: skamieniałości, falsyfikaty, morderstwo i wiara w siłę nauki. To powieść wielopłaszczyznowa. Ciekawa obyczajówka ukazująca realia życia w XIX wieku, stosunki panujące w rodzinie mieszczańskiej w konserwatywnej Anglii. To też ciekawy obraz społeczeństwa tamtej epoki – zainteresowanego przyrodą. To był prawdziwy boom – umiłowanie natury zapanowało w najróżniejszych kręgach. Znalazło ono odbicie w zakładanych słynnych ogrodach angielskich, podróżach egzotycznych i zbieraniu litografii z motywami zwierząt i roślin, kolekcjonowaniu skamielin i dziwacznych okazów ze świata fauny i flory.

Epoka wiktoriańska to czas, w którym kobiety nie miały wiele do powiedzenia. Generalnie wszystko sprowadzało się do tego, że to mężczyźni są mądrzejsi niż słaba płeć (co za określenie!). Takie zdanie jest też zaprezentowane w powieści. Faith musi zderzyć się ze ścianą. Niemile widziane jest prezentowanie swojej wiedzy w tzw. towarzystwie, przedstawianie swoich racji, naukowych pasji. Kobieta ma w życiu codziennym określone zadanie do spełnienia, ale nie jest to na pewno angażowanie się w sprawy nauki. Dlatego Faith czuje się jak outsiderka. To osoba wykraczająca poza epokę: ma ambicje, marzenia, chce sama o sobie decydować. Tyle, że na to akurat brakuje społecznej zgody. Mało tego – takie podejście do życia nie znajduje zrozumienia również u rodziców dziewczyny. Faith mimo swojej wiedzy i pasji nie urośnie do rangi parterki do rozmów z ojcem, powierniczki jego tajemnic. To ciekawy obraz, zwłaszcza dla współczesnej młodzieży, która może nie mieć wystarczającej wiedzy na temat minionej epoki. Może to w czytelniku rodzić bunt i emocje, chciałoby się potrząsnąć bohaterką i zawołać: weź się garść, dziewczyno. Kobieta w epoce wiktoriańskiej nie mogła o niczym decydować – ani o majątku, ani o przyszłości swojej i dzieci. Była jak bluszcz owijający się wokół swojego małżonka.

Książkę można czytać na różne sposoby – mnie bardzo zainteresowała kwestia roli kobiety w tamtych czasach – co pewnie widać po mojej recenzji. Wyjaśnienie morderstwa, śledztwo prowadzone przez Faith było ciekawym elementem fabuły, aczkolwiek najbardziej interesowała mnie postać głównej bohaterki – zwłaszcza to, jak się odnajdzie w nowej sytuacji, jak pokieruje swoim życiem. Ciekawie zostały przedstawione inne kobiety z wyspy. Właściwie żadna nie wzbudziła mojej sympatii, brakowało mi tu kobiecej solidarności. Czy był to zabieg celowy czy przypadek?  Zostaję sama z tym pytaniem, nie potrafię na nie odpowiedzieć. Polecam bardzo powieść Frances Hardinge – została ona nagrodzona prestiżową nagrodą Costa Book Award. Myślę, że zasłużenie.

Wiek 14+

Wydawnictwo Czarna Owca

czwartek, 19 października 2017
Rycerz Lwie Serce. Książka gra, której bohaterem jesteś ty! - Delphine Chedru

Tytuł od razu skojarzył mi się z postacią Ryszarda Lwie Serce. Król Anglii brał udział w wyprawach krzyżowych i do dziś jego bohaterstwo i męstwo są opiewane w bajkach, filmach i książkach.  Nasz bohater tymczasem też jest dzielnym człowiekiem, który przeżywa mnóstwo przygód i musi stawić czoła niebezpieczeństwom. Co ciekawe, to właśnie mały czytelnik może zadecydować o losach rycerza, posłać go tam, dokąd uważa za słuszne. Czasem prowadzi go przez wiele kartek, miejsc – a tu – bach – trzeba wrócić do początku. Tak więc, niech Was nie zmyli cienka grubość lektury, bo ta akurat o niczym nie świadczy. Powroty do punktu wyjścia, w sam środek wyprawy, powodują, że czytanie zaczynamy od początku. I nawet jeśli pojawi się u dziecka irytacja, za chwilę jest radość, że oto znów udało się przejść kolejny etap.

Oprócz rycerza pojawiają się inni bohaterowie – i dobrzy, i źli: Jelonek Rogacz (ten jest baaaardzo nieuprzejmy), Pstrągowa Dama (oj, budzi grozę), hrabia Królik, ciemny pies czy grzeczny (!!!) diabeł. Drogi prowadzą do wielu ciekawych miejsc: w głąb drzewa, do sali herbowej, na turniej rycerski, do labiryntu pełnego schodów, jaskini lwów, dziwnego lasu. Można poza książką z dzieckiem porozmawiać o tych miejscach. Może przyjdą im do głowy jakieś ciekawe opisy.

Dziecko, chcąc przejść do kolejnego etapu, musi rozwiązać pewne zadania: odnaleźć hełm Jelonka Rogacza, różnice w herbach, instrumenty ukryte w jaskini, klucze, rybkę. Dzieci na pewno poradzą sobie z tymi wyzwaniami.

Książka ma ciekawą szatę graficzną, wyraziste choć nieprzeładowane kolory. I moim zdaniem ma wiele plusów. Po pierwsze: ćwiczy kreatywność. Dziecko musi trochę nagłowić się, którą drogę wybrać. Nie wie, co go czeka na kolejnym etapie. Może w małej główce analizować różne za i przeciw. Po drugie: ćwiczy spostrzegawczość: ta przyda się w poszukiwaniu rozwiązań do postawionych zdań. Po trzecie: uczy cierpliwości: zanim mały czytelnik dojdzie do mety trochę wody w rzece upłynie. Kilka razy dziecko będzie musiało zawrócić i zaczynać od nowa. Po czwarte: dziecko uczy się, że jest działanie – jest i konsekwencja. Każda decyzja niesie z sobą brzemienne skutki. Nie są one zawsze miłe. Po piąte: dziecko uczy się przegrywać. W drodze do mety czekają różne niebezpieczeństwa, nie wszystkie etapy uda się przejść z tarczą. Każda porażka czegoś uczy. Ważne: co nas nie zabije to nas na pewno wzmocni. Po szóste: buduje relacje z rodzicami. Bo tę książkę najlepiej czyta się  kimś. Można dyskutować, spierać się, śmiać się, dopowiadać historie. Czy może być coś piękniejszego?

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 18 października 2017
Liczę sobie. Poziom 1. Król Gromoryk i jajko na miękko - Wojciech Widłak/ il. Ewa Poklewska-Koziełło

Nie jest łatwo ugotować jajko na miękko. Wstrzelić się w owe kultowe 3-4 minuty (ponoć w zależności od rozmiaru). I ani sekundy czy dwóch dłużej – bo wszystkie starania na nic. Bo nie uzyska się konsystencji  idealnej. Wiedzą o tym ci, którzy lubią kucharzyć i oczywiście przepadają za jajkami na miękko właśnie. Ale gdy się jest królem – jak Gromoryk – to trudniej jest jeszcze bardziej, bowiem wiadomo nie od dziś, że król ma ważniejsze sprawy na głowie, a w dodatku raczej ma wszystko podane na tacy pod nos. Jajka na miękko też.  Jest więc usprawiedliwiony, że nie ma pojęcia o tym, jak się owe jajka gotuje. Oj, jest dużo śmiechu przy lekturze o najnowszych perypetiach króla Gromoryka. Bo wyobraźcie sobie króla w kuchni. No, wyobraźcie sobie. Już na samą taką myśl buzia wykrzywia się w słodkiego rogala. Przewodnikiem kulinarnym jest nie kto inny jak kot Gaduła. I znów buzia wykrzywia się w rogala. Równolegle do ich „kuchennych” przygód dzieją się inne ciekawe rzeczy: matematyczne, ściśle mówiąc, trenujące spostrzegawczość, kreatywność maluchów. Dzieci mogą kolorować ptaki, doklejać brakujące postacie, ćwiczą pojęcia związane ze stopniowaniem przymiotników – mierzą dżdżownicę, słoiki, próbują odnaleźć w milionach schodów te właściwe, napełniają słoiki różnymi wiktuałami, ozdabiają naczynia kuchenne. To tylko niektóre z zadań. Można wykorzystywać swoje umiejętności, można sięgnąć po naklejki z końca książki. A w ramach serii „Wielkie umysły” spotkacie wielkiego filozofa i matematyka Kartezjusza. Podoba mi się takie połączenie książki dziecięcej z poważniejszą tematyką.

Pełna humoru książeczka (choć staram się unikać tego zwrotu) – która pomoże przy nauce czytania (duże litery, szeroka interlinia), matematyki – moim zdaniem świetna propozycja na podróż albo do długiej kolejki. By zabić nudę (jak to brzmi!) i wykorzystać czas i przy okazji się czegoś nauczyć.

Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

 

wtorek, 17 października 2017
Czytam sobie. Wakacje w Waszyngtonie. Historia Abrahama Lincolna - Marcin Sendecki/ il. Zosia Dzierżawska

Siedmioletni Bartek i jego mama spędzają tygodniowe wakacje w USA. Przewodniczką po Waszyngtonie jest przyjaciółka mamy. Syn Anny nosi imię „Lincoln”. Przy okazji rozmów oboje amerykańscy przyjaciele wyjaśniają, dlaczego chłopiec właśnie jest Lincolnem. Jak się okazuje to na pamiątkę prezydenta USA – Abrahama Lincolna, szesnastego prezydenta stanów Zjednoczonych, symbolu zniesienia niewolnictwa po wojnie secesyjnej. W pigułce przedstawiono losy biednego chłopca, który dzięki swojej ciężkiej pracy, samokształceniu, ambicji i marzeniom zajął najważniejszy urząd w państwie. Oprócz postaci samego Lincolna dzieci dzięki tej małej książeczce poznają charakterystyczne budowle: Biały Dom, Kapitol, pomnik Tadeusza Kościuszki, mauzoleum Lincolna. Zasmakują trochę wiedzy o USA – pojęcie stanów, niewolnictwa, abolicjonizmu, plantacji bawełny, konfederacji, wojny secesyjnej. Na końcu książki jest oczywiście słownik trudnych wyrazów – w przystępny sposób opisano tam wszystkie nowe pojęcia.

Książka została wydana w ramach serii „Czytam sobie”, poziom 3 (połykam strony). Dla tych, którzy nie zetknęli się z tymi małymi cudeńkami wspierającymi naukę czytania, zaznaczę tylko, że poziom 3 to ostatni i najbardziej wymagający etap nauki czytania przeznaczony dla dzieci w wieku 5- 7 lat. Oznacza to: 2500-2800 wyrazów w tekście, użycie wszystkich głosek, zdania bardziej złożone i dłuższe, alfabetyczny słownik wyrazów. Po lekturze dziecko może zdobyć „Dyplom sukcesu” (na końcu książki. To ważne dla początkującego czytelnika, który zmierzył się z książką, która tak bardzo przypomina lekturę dla dorosłych – a to przecież daje satysfakcję:)

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont