Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
środa, 31 października 2018
Pewnego razu w Londynie - Gregory Rogers

Jeśli lubicie podróże w czasie, to akurat w tej książce czeka Was niespodzianka. Współczesny Londyn i mały chłopiec z piłką na ulicy. Oczywiście można się domyśleć ciągu dalszego – pewnie pójdzie jakaś szyba. Tak, tak ofiarą jest zabite do połowy dechami okno starego teatru. Piłka rzecz cenna, więc chłopiec dostaje się do opuszczonego teatru i rozpoczyna poszukiwania. Przy okazji znajduje starą szafę z kostiumami. Chłopiec przymierza znalezioną pelerynę – dzieci lubią się przecież przebierać. Jest piłka, potem strzał w zasłoniętą kurtynę iiiiiiiiiiiiii…. nagle okazuje się, że nasz bohater jest na scenie teatru elżbietańskiego. A tu pojawia się wściekły pan William Szekspir (tak, ten Szekspir), który rusza w pogoń za małym piłkarzem. Tak, tak moi Państwo. Ni stąd ni zowąd mamy wiek  XVI. Szekspir ubrany w pludry i bogato zdobiony kubrak goni co sił chłopaka. A my mamy dobrą sposobność ku temu, by przyjrzeć się dawnemu Londynowi.

Tyle że dziecko nie wie, co to jest ten cały Londyn. Kim jest Szekspir. I nie ma sensu wbijać mu do głowy tych naszych dorosłych prawidłowości. Za to malec widzi chłopca potrzebującego pomocy i na swój sposób odczytuje tę historię. Ciekawa jestem jak – bo ilu czytelników, tyle również możliwych interpretacji. Ta przygoda bowiem nie ma żadnych słów. To czytelnik „odczytuje” scenki komiksowe na swój sposób. Dla dorosłego rozwścieczona postać będzie, wiadomo, Szekspirem. Dla dziecka zbójem, jakimś źle wychowanym dorosłym, który nie rozumie, że dziecko ma prawo do rojbrowania. My, dorośli, zobaczymy Tamizę, most londyński, słynne więzienie. Jakiś znawca tematu pewnie dopatrzy się jeszcze więcej szczegółów historycznych czy architektonicznych. Dopowie coś na temat dawnych teatrów budowanych na wzór rzymskiego Koloseum, umiłowaniu królowej Elżbiety I do przejażdżek wodnych, korzystania z usług kata w celu uciszenia buntowników. Dziecko spojrzy na tę historie zupełnie inaczej. A jest co opowiadać, bo jak już pisałam wcześniej, jest to komiks. Mnóstwo obrazków, bohaterów, ciekawych miejsc. Jest wątek ucieczki i pogoni zarazem, wywołujących u maluchów emocje, a może nawet i gęsią skórkę. Można dopowiadać: kto, co, co będzie za chwilę. Można się domyślać, tworzyć własne scenariusze, odgadywać myśli uciekinierów, goniącego, uwięzionego. Książka zdecydowanie „rozwiązuje” język i buduje relacje, pobudza wyobraźnie i wzbogaca mowę. Dostrzeżono jej atuty nagradzając ją wielokrotnie na całym świecie.

Wiek 3+

Wydawnictwo Literówka

wtorek, 30 października 2018
Wielka księga prawdziwych tropicieli - Adam Wajrak

 

Wielka księga prawdziwych tropicieli – myślę jednak, że nie tylko dla tropicieli. Również dla nas, zwykłych zjadaczy chleba – trochę być może zbyt leniwych, zalatanych, by rzucić wszystko i „pójść w naturę”.  Za to tęskniących czasem, może nawet często, za światem przyrody. Światem, który dla wielu wcale nie jest na wyciągnięcie ręki. Zatem z jednej strony to arcyciekawy poradnik dla tych, którzy idą (lub chcą iść) przez życie śladami przyrody. Z drugiej zaś – to odskocznia dla nas, zwykłych mieszczuchów – za to niesamowicie uwrażliwiająca, ucząca empatii w stosunku do zwierząt i roślin i kierująca naszą uwagę na przyrodę wokół.  Bo wcale nie chodzi o to, by od razu bociek na naszej posesji wybudował gniazdo. Albo by spotkać na którejś z wędrówek żmiję lub węża. Bardziej o to, by dostrzec to COŚ:)) Też w maleńkim wymiarze, w szczegółach i szczególikach – czasem trzeba przyłożyć nos do kory drzewa, schylić się ku ziemi. Wielu z nas nie ma ogrodów, pola, ścieżki za domem, która poprowadzi w siną dal. Niekiedy nasz kontakt z zielenią, zapachem kwitnących drew, brzęczących pszczół ogranicza się tylko do kilku kroków: od klatki wejściowej bloku do samochodu stojącego na osiedlowym parkingu. Warto dostrzec uroki świata obok. I tego uczy właśnie Adam Wajrak – znany dziennikarz, autor poczytnych książek i filmów. Odkrywa mnóstwo tajemnic przyrody. A pisze o tym tak, że człowiek dostaje gęsiej skórki, zaczyna drążyć temat i stawia sobie pytanie: „Dlaczego wcześniej to mnie NIE interesowało? To przecież FASCYNUJĄCE!”. Wajrak podzielił książkę na cztery pory roku. To nie tylko zbiór dziesiątek cennych informacji. To również ciekawostki, ploteczki z lasu, łąki, pasa zieleni, plaży (te najbardziej oplotkowane ploteczki, nieformalne, na luzie lubimy najbardziej). To w końcu dzielenie się swoimi doświadczeniami – jako zaprawionego w boju tropiciela i obserwatora, potrafiącego przejść dziesiątki kilometrów dla jakiegoś rzadkiego gatunku zwierząt, mogącego leżeć godzinami pod jakąś norką, w krzakach – w mokrym, niewygodnym, chłodnym środowisku – dla jednego zdjęcia, czasem obrazu, który koduje się w głowie na długie lata. Autor podpowiada jak zachowywać się w określonych sytuacjach i warunkach, w zależności od pory roku, jak się ubrać, maskować  terenie, jak podczas wypadku kontaktować się z pilotem helikoptera, jak tropić zwierzęta, jaki sprzęt zabrać ze sobą na wyprawę. Tych porad jest naprawdę dużo – i pewnie najlepiej uczyć się na dobrych praktykach i … cudzych błędach. Oczywiście jest też mnóstwo wiedzy na temat, głównie zwierząt. Ale w tle są też informacje o roślinach, środowisku – różne różności. Np. w jaki sposób owce pomagają górskim krokusom, jak przygotować miksturę wabiącą motyle, jak wygląda Puszcza Białowieska nocą, ile lat tak naprawdę mają najstarsze dęby w Polsce, jak wygląda życie modliszek, dlaczego Mikołaj Rej (tak, tak ów znany pisarz i poeta) nie lubił dudków, jak się naprawdę sprawa ma z kontrowersyjnym kornikiem w Białowieży, jak się zachować podczas spotkania oko w oko z młodym zwierzęciem? Treść wzbogacona licznymi fotografiami.

Osobiście jestem też miłośniczką książek Lechosława Herza (warto je poznać – pokazują m.in. uroki małych wsi i miasteczek). To tam kiedyś wyczytałam, że Adam Wajrak uczył się obserwacji świata od swojego wujka, który od wielu lat zabierał małego Adasia na pierwsze wyprawy. Zresztą wujka wspomina również Wajrak  w tej książce: (Lechosław Herz) „wbił mi do głowy najważniejszą rzecz. Od niego wiem, że najciekawsze przygody i największe wyzwania dla prawdziwych tropicieli nie czekają gdzieś hen daleko, ale zupełnie blisko. Dosłownie tuż za rogiem.” I niech to będzie podsumowanie tej książki, z którą warto się zaprzyjaźnić.

Wiek 8+

Wydawnictwo Agora

poniedziałek, 29 października 2018
Magiczny pierścień -Peter Svetina/ il. Damijan Stepančič

W zalewie literatury angielskiej, amerykańskiej, nawet ostatnio skandynawskiej, naprawdę ciekawym przeżyciem czytelniczym jest książka słoweńska. Niewiele tytułów dla dzieci z krajów leżących nad Adriatykiem. Może dacie się skusić na inne klimaty:))) Tym bardziej, że często wybieramy Słowenię jako cel wakacyjny. Warto sięgnąć zatem po literaturę tego kraju. 

Ludmiła Kraśnicka jest śpiewaczką operową. Niedawno zamieszkała w nowym miejscu, gdzie nikogo nie zna. Pewnego dnia kobieta udaje się na jarmark i kupuje pierścień o ponoć magicznych właściwościach. Ludmiła niestety nie zdążyła się zbytnio nacieszyć nowym zakupem, ponieważ pierścień wyślizguje jej się z rąk i dalej turlać się przed siebie. Nie tak łatwo go złapać – mnóstwo ludzi z miasteczka rusza w pogoń za pierścieniem. Czy aby ten pierścień na pewno jest magiczny, jak go zachwalał sprzedawca? A jeśli tak, to na czym polega ta jego niezwykłość?  

Magiczny pierścień to nie tylko bajka. To również wyprawa do przeszłości - podejrzewam, że do początków wieku XX albo okresu przedwojennego. Tak mi się przynajmniej wydaje na podstawie ilustracji i samego tekstu: strojów bohaterów, figlarnych wąsików dżentelmenów pozwijanych w ślimaczki, rekwizytów antycznych sprzętów w postaci aparatu fotograficznego i cudu techniki – dwupłatowca czy kataryniarza z katarynką. Sama historia zawiera motyw lubiany przez dzieci: wyliczankę – powtarzankę znaną choćby z „Rzepki” Tuwima czy  „O kurce Złotopiórce i kogutku Szałaputku” Ewy Szelburg-Zarembiny. To też opowieść o szukaniu ludzi w dniu codziennym, kontaktów i relacji z nimi. Człowiek jest istotą społeczną, ciężko żyć w  samotności, czego zresztą doświadcza artystka. Mimo przeniesienia tej historii do przeszłości, jest ona aktualna właśnie dzisiaj. W dobie smartfonów, laptopów, tabletów, Internetu. Mamy dziesiątki znajomych (u niektórych idzie to w setki, tysiące), a tak naprawdę jakbyśmy nikogo nie mieli. Oszańcowujemy się w swojej prywatności, wolimy relacje na odległość niż bliski kontakt przy stole przy filiżance dobrej kawy czy herbaty. Dzieci nie spotykają się na dworze, gdzieś w ciekawym miejscu, ale wysyłają do siebie sms-y albo wiadomości na messengerze. Ludmiła wychodzi do ludzi, najpierw nieśmiało – o dziwo nie wykorzystuje swojej popularności. Tylko nieliczni miłośnicy opery ją znają i kojarzą. Tak jakby chciała, by ktoś dostrzegł w niej wartościowego człowieka bez tej całej otoczki celebryctwa i próżnego bywania w wyższych sferach. Trochę pomaga jej magia. To pokazuje, jak bardzo potrzebujemy drugiego człowieka, przyjaciół. Zakończenie to też dowód na to, że razem można osiągnąć tak wiele, pokonać przeszkody, wszelkiej maści trudności.

Książka została wydana w ramach projektu: "Nasza Mała Biblioteka". O szczegółach możecie poczytać tutaj. 

Wiek 5+

Wydawnictwo Ezop

niedziela, 28 października 2018
Przyjaciele Elmera - David McKee

Elmer to najbardziej znany słoń w kratkę na całym świecie. Są wersje dłuższe i krótsze jego przygód. Jakiś czasem temu pojawiły się kolorowe „kartony” dla najmłodszych dzieci. Kilka kart z przygodami słonia, zapoznanie się z książkowym przyjacielem, którego można bliżej poznawać z wiekiem dzięki lekturom dla troszkę starszych dzieci – mianowicie z dłuższym tekstem. Tutaj Elmer spotyka swoich najbliższych przyjaciół i znajomych. Jest ich całkiem spora gromadka: zebra, żyrafa, wąż, kangur, myszka, lew, sowa, niedźwiedź polarny i gepard. Każdy z przyjaciół jest „naj”. Bo na pewno tak w istocie jest – ale jest też „naj”, bo to doskonała okazja ku temu, by maluchy poćwiczyły stopień najwyższy przymiotnika: najbardziej kolorowy, najbardziej pasiasta, najwyższy, najdłuższy, najmniejszy, najbardziej skoczny, najgłośniejszy, najmądrzejsza, najbielszy i najbardziej cętkowany. Ważne też jest przesłanie: każdy z przyjaciół Elemra jest inny i Elmer to akceptuje - i to jest właśnie piękne. Książka zatem rozwija słownictwo i uczy tolerancji w stosunku do innych. Ilustracje bajecznie kolorowe – dobry materiał startowy do „rozwiązywania” języka, do opowiadania o tym, co widać na obrazku.

Wiek 2+

Wydawnictwo Publicat

sobota, 27 października 2018
Reksio. Niezawodny przyjaciel - Maria Szarf

 

Reksio pewnie jest Wam dobrze zanany – a to za sprawą kultowych kreskówek. Od jakiegoś czasu Reksio – jak i inni bohaterowie kreskówek sprzed lat, przeżywa swego rodzaju renesans. Również dzięki nowym, bogato ilustrowanym wydawnictwom. Przygody sympatycznego kundelka to też dobry sposób dotarcia do małego czytelnika z ważnym przesłaniem. Tak jest i w tej książce. Z jednej strony pojawiają się postacie znane z TV, z drugiej został opracowany tekst z ważnymi informacjami. Adaś – znany nam chłopiec o bujnej czuprynce, nazywany przez moje pokolenie nie inaczej jak „pan Reksia”, chciałby zostać wolontariuszem w miejskim schronisku dla zwierząt. Organizuje zbiórkę karmy i koców dla zwierzaków. Następnie planuje z Reksiem wizytę w schronisku. Niestety, przez nieuwagę Adasia drogi psiaka i chłopca rozchodzą się. Jeden gubi drugiego, zarówno jeden i drugi szukają siebie nawzajem. Na szczęście wszystko dobrze się kończy.

Książka porusza problematykę wolontariatu w schronisku dla zwierząt. Dzieci poznają obowiązki wolontariusza: m.in. czyszczenie klatek, wyprowadzanie psów na spacery. Pokazują też sytuacje z „psiej” perspektywy. Jakiekolwiek dobre warunki panowałyby w schronisku, pieski i tak zawsze będą tęsknić za domem, który może stworzyć im odpowiedzialny człowiek. Niektóre z książkowych piesków są smutne, czekają aż ktoś je zabierze do siebie i otoczy opieką. Psie marzenia, przygody z czasów „przed schroniskiem”. Książka uwrażliwia i uczy dzieci empatii na niedolę czworonogów. A może zachęci do wizyty w schronisku, pracy wolontariackiej – a kto wie – do podjęcia dojrzałej decyzji i zaopiekowania się czworonogiem, który tęskni za domem?

Inne książki z przygodami Reksia znajdziecie tutaj

Wiek 5+

Wydawnictwo Publicat

piątek, 26 października 2018
Kuchnia Iwaszkiewiczów. Przepisy i anegdoty - Maria Iwaszkiewicz

Najpierw przyszła paczka ciesząca oko:)

W środku była książka:)


Bardzo chciałam zajrzeć do kuchni Iwaszkiewiczów. Zwłaszcza po lekturze biografii autorstwa Anny Król: Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie. Pięknie i nietypowo opisana codzienność mieszkańców domu w Stawisku. „Kuchnia” jest jakby dopełnieniem tamtej książki. I opowiadań Iwaszkiewicza, w których jedzenie ma często swoje przysłowiowe pięć minut. Zresztą o tym czytamy na samym początku „Kuchni”. Sama kuchnia może kojarzyć się wyłącznie z przepisami kulinarnymi. Nic bardziej mylnego. To też wspomnienia, anegdoty o samym jedzeniu, miejscach, ludziach. O jedzeniu nie tylko w związku z tradycjami Iwaszkiewiczów. Z zainteresowaniem przeczytałam choćby o tradycji serwowania dań na początku XIX wieku i o zmianach wprowadzonych w tym względzie przez carskiego ambasadora Kuragina. Albo o tradycjach kulinarnych za czasów królowej Jadwigi, Katarzyny Medycejskiej i Elżbiety Austriaczki. Po tych kulinarnych wyprawach w czasie i przestrzeni lądujemy w kuchni Iwaszkiewiczów, gdzie rodzinne smaki i zapachy. Gdzie wspomnienia o ojcu, który z zagranicznych podróży przywoził do poczytania menu. Gdzie notatki kulinarne – trzeba przyznać, że skąpe, bo: „Nie przywiązywaliśmy widać do takich drobiazgów wagi”. Całość podzielona na: dni powszednie (śniadania, obiady, podwieczorki) i święta (wigilia i Boże Narodzenie, Ostatki, Popielec, Wielkanoc). Pomiędzy są wspomnienia o różnych domach i mieszkaniach, kucharce Pawłowej, która gotowała dla rodziny przez długie lata – która, jeśli się już uparła, pewnych potraw nie gotowała (np. placków ziemniaczanych!!!). O świstających w korytarzu kulach w czasie przewrotu majowego. O kuchni, w której stałe przesiadywanie było zabronione. O kogucie, który spał na słomiance przed drzwiami i który zmarł śmiercią naturalną. O filiżance herbaty, o której ojciec Jarosław marzył zawsze przed snem, ale której nigdy nie dostał, bo … nie było takiego zwyczaju. O babach wielkanocnych, które potrzebowały spokoju do wyrośnięcia – stąd panowały: zakaz trzaskania drzwiami i nakaz chodzenia na paluszkach.

Wspomnienia pojawiają się jako wstęp do poszczególnych części lub przy wybranych przepisach: np. o Krzysztofie Baczyńskim przy kruchych babeczkach z owocami. To jest też językowa uczta. Bo któż dzisiaj w tym zabieganym świecie napisze tak o powidłach śliwkowych: (str. 187) „Do zrobienia powideł potrzebne są następujące rzeczy: sad ze śliwkami węgierkami, pogoda w kwietniu lub maju, gdy śliwy kwitną, pogoda w sierpniu i we wrześniu, gdy śliwki dojrzewają, drabinka, duży sagan, sprawny piec, kopyść do mieszania i dużo cierpliwości do tegoż. Potem to już głupiostwo”. To „głupiostwo” mnie rozczuliło – naprawdę.

Same przepisy – aż chce się podsumować: ładnie i składnie napisane, niekiedy z wtrąceniami autorki: „Mój syn twierdził nowatorsko, że nawet dobrze dać sera rokpol i poczekać aż się w jajecznicy stopi”. Znajdziecie tu dania polskie i nie tylko, tradycyjne i te bardziej wyszukane: smażony ser z kminkiem z żurem obok kawioru z bakłażanem i kotletów cielęcych w Papielotach. Widać, że w kuchni Iwaszkiewiczów eksperymentowano, bo pojawiają się domowe wariacje a’la Iwaszkiewicz właśnie. Tak jest ze szparagami, sałatką z „płytkiego morza” czy kurą po literacku (ach, żeby od tego tak talent do pisania przyszedł). Łezka się kręci w oku czytając o dawnych tradycjach świątecznych. Dzięki przepisom z tej książki można cofnąć się nie tylko do przeszłości, ale pewne elementy wprowadzić we własnym domu.

Książka jest pięknie wydana – na eleganckim papierze, z ładnymi zdjęciami. To grubaśne tomisko, które może być ciekawym prezentem dla kogoś, kto lubi i czytać i gotować.

Wydawnictwo Znak

czwartek, 25 października 2018
Medal za uśmiech... Czyli dzieci mają głos! - Anna Czerwińska-Rydel/ il. Katarzyna Kołodziej

 

Order Uśmiechu to odznaczenie przyznawane dorosłym przez dzieci. Medal znany przede wszystkim ze swej prostoty: uśmiechnięte słoneczko na niebieskim tle, którego autorką była dziewczynka: Ewa Chrobak-Szota. Właśnie w mijającym (toż za chwilę listopad) roku 2018 obchodził swoje 50-te urodziny. Kawalerami Orderu Uśmiechu – bo tak nazywa się odznaczonych – są 1024 osoby. Jaki jest warunek, żeby go otrzymać? Na pewno nie wystarczy się tylko ładnie uśmiechać. Trzeba działać na rzecz dzieci. A po wypiciu porządnej porcji soku  z cytryny należy się serdecznie się uśmiechnąć – od ucha do ucha.

Książka przybliża sylwetki 100 laureatów tego zaszczytnego odznaczenia – w kolejności alfabetycznej. Zaczyna Marta Bogdanowicz, którą ja osobiście cenię za książkę o masażykach dla dzieci a kończą trzej wychowankowie Janusza Korczaka. Zresztą od Starego Doktora Janusza Korczaka powinnam zacząć – o nim też jest tutaj mowa. Grono Kawalerów Orderu Uśmiechu jest liczne i różnorodne. Są tu lekarze, piosenkarze, muzycy, sportowcy, dziennikarze, twórcy literatury dla dzieci i młodzieży, pedagodzy, działacze społeczni, aktorzy, reżyserzy, artyści plastycy, politycy, arystokraci i osoby duchowne.

Kim są laureaci na co dzień, dlaczego właśnie im dzieci przyznały ten zaszczytny tytuł? Poczytajcie.

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

środa, 24 października 2018
Pan Kartezjusz gra w statki, czyli podróże do krainy matematyki - Anna Cerasoli/ il. Roberto Luciani

Pierwsza część matematycznej serii, którą ja nieświadomie zaczęłam od kontynuacji: „Bakterie do kwadratu, czyli matematyka jest wszędzie”. Znów wracamy tu do Filipa i jego dziadka. Dziadka, który jest matematykiem emerytem. Po 40 latach pracy w szkole (przez jego ręce przewinęło się około 4800 uczniów) ma trochę problemy ze słuchem (szkolny hałas i wieczne pytania i narzekania uczniów). Za to posiada duże pokłady cierpliwości do wnuka, czas i świetne matematyczne podejście do życia. A to ostatnie oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze: dziadek matematyk widzi matematykę dosłownie wszędzie. Po drugie: potrafi w przystępny sposób wyjaśnić różne zagadnienia matematyczne, z  czego korzysta nie tylko wnuk Filip, ale również czytelnicy  (i ich rodzice – bowiem wiele rzeczy jest tu naprawdę ciekawych). Matematyka pokazana jest tu jako nieodłączny element naszego życia. Sprowadza się nie tylko ona do lekcji w szkole. Jakiś nieznaczący na pozór moment, przypadek i jest okazja ku temu, by pociągnąć dziadka za język. Tak było np. z Mohammadem – biednym Arabem, który przybył do Europy w poszukiwaniu lepszego życia. Dziadek opowiada o przeszłości Arabów, ich ogromnym  wkładzie w rozwój matematyki. I tak z Filipem dzieci poznają tajniki liczydła, systemu pozycyjnego czwórkowego, działań w nawiasach, pułapki dzielenia przez zero, alfabetu Morse’a, systemu dwójkowego, różnych pomiarów, liczb absurdalnych, złotej liczby etc. A to zaledwie tylko kilka przykładów zawartości tej książki.

Matematyczny świat z mnóstwem ciekawych historii, anegdot. Wiedza, na którą często w szkole nie ma czasu. Dobrze, że jest taki książkowy dziadek, który sprawia, że matematyka jest przyjemniejsza i mniej „straszna”. Okazuje się nauką emocjonującą i pełną niespodzianek.

O kontynuacji: „Bakterie do kwadratu, czyli matematyka jest wszędzie” można poczytać tutaj.

Wiek 10+

Wydawnictwo Adamada

wtorek, 23 października 2018
Poczet królowych polskich - Anna Kaszuba-Dębska

 

Zawsze było więcej o królach. Zdecydowanie. Królowe polskie, władczynie polskie – przeważnie pozostawały w cieniu – swych mężów królów, choć były zdecydowanie ciekawszymi osobami, niekiedy skuteczniejszymi. Nosiły koronę, jeszcze musiały być matkami, opiekunkami, powierniczkami królewskich tajemnic i sekretów. Odpowiedzialne za wychowanie królewskich dzieci, przyszłość córek i synów – w służbie narodu. Zajęcie nie powiem, barrrrdzo stresujące. Niestety – męski świat – taki  właśnie był przez długie wieki – to mężczyźni rozdawali karty, ustalali zasady gry. No chyba że już zdarzyła się taka charakterna „babeczka” jak Włoszka Bona Sforza. Można na jej temat znaleźć naprawdę wiele informacji. Mało tego - może nie wiecie, ale to właśnie dzięki niej (choć niektórzy twierdzą, że to mit) ponoć zadomowiło się w naszym języku codziennym pojęcie włoszczyzny dodawanej jak Polska długa i szeroka do zupy. Czas zatem skończyć z przekonaniem, że królowe polskie były cichymi bohaterkami drugiego planu. Pomóc mogą w łamaniu stereotypów takie publikacje jak ta: prezentująca 25 sylwetek kobiet związanych z tronem Polski. Stąd i z daleka, bo tamten świat z przeszłości rządził się swoimi prawami – niewiele małżeństw było zawieranych z miłości. Liczyły się układy, plany możnowładców i samego króla. Gdy tylko na świecie pojawiało się dziecko królewskie już planowano jego przyszłość – która niekiedy zmieniała się w zależności od opcji politycznych. Uff, dobrze, że te czasy dawno już minęły. 25 portretów – dosłownie – bo wielkie i kolorowe, odważnie pokazujące ludzką i kobiecą stronę władczyń. W lazurach, różach, pomarańczach, zieleni, żółci, czerwieni. Patrzę na te „babeczki” i oczu od nich oderwać nie mogę. Z krwi i kości, nie żadne zapatrzone w dal sztywne i posągowe postacie z pomników albo portretów Matejki. Nic z tych rzeczy. Popatrzcie na twarz Ludwiki Marii Gonzagi – aż ma się wrażenie, że zaraz puści do czytelnika oczko. Z drugiej strony to też portrety opisowe. Każda z bohaterek opowiada o sobie – ale nie ma tu żadnego klucza, że wszystkie podejmują tę samą jedną tematykę. Jedne bardziej skupiają się na kraju pochodzenia i swojej rodzinie. Inne więcej opowiadają o polityce. Wspominają dzieciństwo, rodzinne strony, ich pierwsze wrażenia po przybyciu do Polski, starania o ich rękę, urządzenie dworu, przyjaciele, ocena polityki męża, zwyczaje i panujące konwenanse. To one są na pierwszym planie, choć bohaterem drugoplanowym niewątpliwie są epoki, czasy, w których przyszło im żyć – z ich opowieści można dowiedzieć się wiele na temat życia w średniowieczu, renesansie czy baroku.

Wśród kobiet są znane postacie jak: Marysieńka, Barbara Radziwiłłówna, Jadwiga Andegaweńska, Bona Sforza czy Anna Jagiellonka.  Jednak zdecydowana większość jest mniej znana: raczej przeciętny czytelnik nie wie za dużo na temat: Marii Józefy, Anny Cylejskiej czy Agnieszki Babenberg.  

Wiek 10+

Wydawnictwo Znak

poniedziałek, 22 października 2018
Sowa czy puszczyk - Emma Strack, Plantevin Guillaume/ il. Jeunesse Gallimard

Ileż to już razy złapaliśmy się na tym, że coś wydawało nam się „takie samo”, a tymczasem okazywało się „prawie takie samo”. Często nie widzimy na pierwszy rzut oka różnicy – dopiero inna nazwa wskazuje na to, że jednak mamy do czynienia z innymi rzeczami, obiektami, zwierzętami, roślinami etc. Królik - zając/ pingwin – alka/ pasikonik – szarańcza/ mewa srebrzysta – mewa śmieszka. W moim przypadku np. mandarynka – klementynka. Jak się okazuje, przykładów jest bardzo wiele – a myślę, że i tak temat jest jeszcze otwarty – choćby w kwestii roślin. Tutaj – 52 pary , które różnią się od siebie, ale które są do siebie tak bardzo podobne, że często je mylimy. A które – jak obiecują autorzy, już zawsze będziemy potrafili od siebie odróżnić. Wybrane hasła dotyczą dziedzin: zwierzęta, jedzenie, geografia, garderoba, ciało i miasta. Niektóre hasła wydawały mi się wybrane niepotrzebnie, bo nie wiem, jak można pomylić np. Antarktydę z Arktyką. Ale tak sobie myślę – to, co nie sprawia problemu jednemu, może siać niepokój w głowie drugiego – i odwrotnie. Tak więc mamy tutaj pary zwierząt, zjawisk, rzeczy, potraw – bardzo podobnych. I tak jak pewne rzeczy wypada wiedzieć (wspomniana już Antarktyda – Arktyka, gwiazda – planeta, stalaktyt – stalagmit) – to pewne rzeczy warto wiedzieć. Choć moja ocena w tej kwestii jest naprawdę subiektywna – co jest dla mnie ważne, już dla kogoś innego niekoniecznie. W każdym razie na pewno fajnie poznać różnicę – by zabłysnąć w szkole, dla własnej satysfakcji.

Każda rozkładówka to para innych haseł – krótkie porównanie, wskazanie różnic, cech charakterystycznych, ciekawostek związanych z tematem. Do zapoznania się z tekstem zachęca ciekawa szata graficzna – bardzo przejrzysta, usystematyzowana. Pod każdym graficznym kółeczkiem - ilustracją znajdują się ciekawostki do danego tematu. Albo koncentrują się one na jednym haśle albo dokonują porównania dwóch haseł. Często dotykają też luźno powiązanych tematów. Np. przy rzece i strumieniu  poruszono również zagadnienia związane z energią elektryczną, podziałem rzeki na kategorie (przez wędkarzy), najdłuższą rzeką na świecie (Nil czy Amazonka?).

Podsumowując: książka dla małych i dużych chcących poszerzać w atrakcyjny i bezbolesny sposób swoją wiedzę. Ładnie wydana, nowoczesne ilustracje, stonowane kolory, ciekawa treść. Czyta się z  przyjemnością. Na końcu podaję kilka przykładowych par haseł opisanych w tej książce: zarodek – płód, afro – loki, bakteria – wirus, autobus – autokar, dziennik – magazyn, morze – ocean, tornado – cyklon, Niderlandy – Holandia, słoń indyjski – słoń afrykański. Miłej lektury!

Wiek 6+

Wydawnictwo Adamada

 
1 , 2 , 3 , 4