Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
wtorek, 29 października 2013
Doktor Dolittle i Tajemnicze Jezioro - Hugh Lofting/ il. Maria Gromek

Chyba nietaktem byłoby przedstawiać Doktora Dolittle:) Tak, tego pana, z Puddleby nad rzeką Marsh, który bardziej rozumiał zwierzęta aniżeli ludzi. Rozmawiał z nimi w ich języku, pomagał im całym sercem, przeżywał najróżniejsze przygody. Pewnie kaczka Dab – Dab, papuga Polinezja, prosię Geb – Geb czy małpka Czi – Czi to niezapomniani bohaterowie wielu z nas. Ja najmilej wspominam pierwszą część serii Doktor Dolittle i jego zwierzęta (1920). Według Wikipedii w Polsce ukazało się dwanaście części całej serii. Ponoć Doktor Dolittle na Księżycu (1928 r.) miał zamykać cały cykl. Na szczęście czytelnicy nie dali za wygraną – i tak jak to było w przypadku Artura Conan Doyle'a i jego Sherlocka, to za sprawą ich próśb powstały kolejne części. Niektóre z nich ukazały się już po śmierci pisarza. Ta o Tajemniczym Jeziorze – została wydana u nas dopiero w 1987r. I chyba nie należy do najbardziej znanych, ale na pewno jest warta uwagi.

W tej części pojawia się Tomek Stubbins, który pełni rolę narratora. Jest sekretarzem Doktora – no cóż, ten oddaje się tylko i wyłącznie nauce i potrzebuje pomocy. Właśnie bada nasiona melona przywiezione z Księżyca. Pewnego dnia szarą codzienność przerywają zaskakujące odwiedziny londyńskiego wróbla Pyskacza. To on wspomina Tomkowi o starym przyjacielu Doktora – żółwiu Błotnistej Skorupie, który był tak stary, że pamiętał czasy arki Noego. Przed laty Doktor spisał wspomnienia żółwia do zeszytów, które powinny leżeć spokojnie w bibliotece. Sęk w tym, że cenne notatki te w dziwny sposób zniknęły, a żółw Błotnista Skorupa zaginął w nieznanych okolicznościach. Doktor rusza ze swoimi przyjaciółmi w długą i niebezpieczną podróż na ratunek przyjacielowi.

Klasyczna powieść, pełna przygód, która przenosi nas w egzotyczne zakątki dalekiej Afryki. To też podróż w czasie – bowiem Błotnista Skorupa opowiada o tym co działo się na Arce podczas biblijnego Potopu.

Jeśli szukacie książek dla dzieci o zwierzętach – to ta pozycja należy do tych ambitniejszych tytułów. Dobra proza, w której jest miejsce na ciekawą fabułę, mądre dialogi, refleksję i humor – to na pewno za sprawą wspomnianego już Pyskacza. Książka dla prawdziwych moli – liczy sobie 503 strony, w środku znajdziecie czarno – białe ilustracje Marii Gromek.

Wiek 7+

Wydawnictwo Znak

 



niedziela, 27 października 2013
Cukiernia pod pierożkiem z wiśniami - Clare Compton/ audiobook czyta Agnieszka Kunikowska

Wysłuchałam z prawdziwą przyjemnością. Raz - to jedna z moich najukochańszych książek dzieciństwa, dwa – bardzo lubię charakterystyczny głos Agnieszki Kunikowskiej: dźwięczny, melodyjny, czysty (użyczyła swego głosu m.in. księżniczce Fionie w Shreku). Nawet gdy dzieciarni brak czasu (!!! - taaaaaaaak, takie rzeczy się zdarzają) na wysłuchanie audycji w Radio Dzieciom, dla czystej przyjemności, dla siebie, podsłuchuję z czystej sympatii panią Agnieszkę podczas porządkowania rozgardiaszu w naszym domu, jaki powstał wskutek całodziennej nad-aktywności moich synów. Książkę przeczytałam baaaaardzo dawno temu, po latach wypożyczyłam już strasznie sfatygowany egzemplarz na odkurzenie wspomnień. Kiedy jakiś czas temu Dwie Siostry wydały reprint książki Clare Compton (seria Mistrzowie Ilustracji), zaraz zakupiłam i podarowałam chrześniaczce, by również spróbowała nadziewanych daktyli:))) Po latach znów zajrzałam dyskretnie do książki dzieciństwa. No cóż – stara i prawdziwa miłość naprawdę nie rdzewieje. Trwa wiecznie.

Pewnie współczesne pokolenie tego nie zrozumie, ale kiedyś to właśnie taka Cukiernia to był dla mnie Zachód. Londyn brzmiał jak wyprawa w Kosmos. Trudno to teraz pewnie zrozumieć, gdy do stolicy Anglii można wybrać się bez żadnych problemów na wycieczkę weekendową. A więc sam Londyn, metro (tutaj nazywana podziemną koleją), fantastyczny klimat malutkiej cukierenki prowadzonej przez babkę cioteczną Zofię – trudno taką było znaleźć w cukierniach (wówczas państwowych molochach) w moim miasteczku. No i te słodko brzmiące nazwy tych wszystkich słodkości wypiekanych przez dziewczynkę. Nie uwierzycie, ale to dzięki tej książce zapadły mi w pamięć … daktyle. Gdy już jako dorosła osoba w końcu ich spróbowałam (przyznaję – na początku smak trochę mnie rozczarował), znów stanęła mi przed oczami tamta Cukiernia.

Książka jest o dwóch siostrach: jedenastoletniej Ani i sześcioletniej Kici, które muszą zamieszkać na pół roku u ciotecznej babki Zofii. Ich ojciec został oddelegowany do dalekiego Melbourne w Australii. Dziewczynki, z początku niezadowolone z tego faktu, wrastają dość szybko w klimat prowadzonej przez ciotkę Cukierni pod Pierożkiem z Wiśniami. Kicia i Ania oczywiście tęsknią, ale ciotka i ich druga opiekunka – Klocia, robią wszystko, by umilić pobyt dziewczynkom. Zwiedzają Londyn, pichcą najróżniejsze pyszności - gorące placuszki, chrupki czekoladowe, guziczki miętowe; zawiązują ciekawe przyjaźnie, a Ania zaczyna pracować w teatrze.

To taka trochę staroświecka powieść, gdzie wszystko toczy się w powolnym angielskim, niekiedy flegmatycznym, tempie. Ale na tym właśnie polega jej urok. Świat, którego już pewnie nie ma – Ania to dziewczynka w zaplecionych warkoczach, prasuje swoje kokardy do włosów, uwielbia dzieła Szekspira, nie buntuje się, jest grzeczna, od razu nawiązuje świetny kontakt z opiekunkami. Jej obraz w ogóle nie pasuje do współczesnych nastolatków. Mała Kicia wnosi wiele humoru do powieści – zwłaszcza wtedy, gdy przekręca wyrazy.

W książce pachnie wanilią, owocami, korzeniami, kawą – to pierwsza moja smakowita książka, gdzie w fabule pojawia się niby przypadkiem różne pyszności. Posłuchajcie koniecznie!

 

Czas trwania 5 godzin 21 minut

Ilustracje: Maria Orłowska - Gabryś

Wiek 6+

Wydawnictwo Dwie Siostry



sobota, 26 października 2013
Szare śniegi Syberii - Ruta Sepetys

Piękna i wzruszająca, mądra, pouczająca, wyzwalająca silne emocje. Coś w człowieku pęka podczas lektury. Nie zgadza się na takie traktowanie, takie (przecież nie swoje własne – ale czyjeś) życie. Ogarniają go wściekłość, współczucie,  gotowość do buntu. Bije się z myślami, a co by było, gdybym to ja była na miejscu Liny. Inaczej spogląda się na swoje życie, w którym przecież niczego tak naprawdę nie brakuje, a ciągle i tak się narzeka. Właśnie dlatego takie książki są potrzebne – by nie zapomnieć – to raz, i by nauczyć się może trochę pokory, wyrozumiałości względem swoich czasem bardzo wygórowanych marzeń i ambicji. By ostygnąć, nabrać tchu i cieszyć się – cieszyć z tego, co zostało nam dane. Z małych rzeczy również. Że żyje się teraz – w tym momencie, a nie wtedy.

Tak mogłabym w skrócie podsumować  tę powieść i wrażenia polekturowe. A temat nie jest łatwy, bowiem to książka z katalogu książek łagrowych.

Lina ma dopiero 15 lat i całe życie przed nią. Ma wielki talent – pięknie rysuje i maluje, jest zafascynowana malarstwem Muncha, zwłaszcza jego obrazem: Krzyk. Bardzo przeżywa napad Sowietów na jej kraj – Litwę. W jej domu – gdzie ojciec był rektorem Uniwersytetu, często poruszano kwestię patriotyzmu, choć przed dziećmi unikano rozmów na tematy związane ze Stalinem i ZSRR. Przeżyła to, co znamy z historii i innych książek. Nagłe walenie do drzwi, wytargnięcie bolszewików do mieszkania, dwadzieścia minut na spakowanie się, wywózkę w wagonach bydlęcych na Sybir. Gdyby pisać o tym ogólnie – liczbach wywiezionych, zabitych, zagłodzonych na śmierć – to zawsze robi wrażenie. Jednak dopiero pojedyncze losy, osobiste tragedie pozwalają dokładniej zgłębić temat. Bo przecież podobnych życiorysów były tysiące, miliony. Tutaj uczucie współczucia wzmaga na pewno forma narracji. Lina opowiadana nam o tamtych wydarzeniach w pierwszej osobie – zupełnie tak, jakby siedziała obok i zwierzała nam się z największych tajemnic. Bo przez długie lata mogły być to tylko tajemnice. Nawet po opuszczeniu łagru za wspomnienie o tym co działo się na Syberii, groziła kara ponownej zsyłki. Sama książka – to ciekawe doświadczenie również z tego względu, że mogliśmy mieć możliwość poznania tamtych czasów z perspektywy Litwinki. Nie jest to historia prawdziwa. Autorka spędziła wiele godzin, dni na rozmowach z ludźmi, którzy przeżyli piekło na ziemi. Z tych różnych losów powstał wzruszający życiorys Liny, która wchodzi w dorosłość za kołem podbiegunowym. Poznaje co to miłość, tęsknota, strata najbliższych. Jak tylko nadarza się okazja zapisuje swoje wspomnienia w formie rysunków, które musi skrzętnie chować przed NKWD.

Ludzie  wywiezieni, którzy nazywani byli prostytutkami i złodziejami, zachowali swoją godność. Książka robi wrażenie.

Bardzo polecam!

Wiek 15+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia



piątek, 25 października 2013
Kroniki Archeo. Zagadka Diamentowej Doliny - Agnieszka Stelmaszyk

Kroniki, dosłownie połknęliśmy. Mimo późnej pory nie dawałam się za długo prosić o kolejny rozdział, bo mnie również ta książka wciągnęła. Cały cykl  traktuje o rodzeństwie w wieku szkolnym, które rozwiązuje różne zagadki. Rodzice Ani i Bartka są archeologami – stąd pewnie zainteresowania dzieciarni właśnie w takich tematach.  Rodzeństwo przyjaźni się paczką rówieśników z Anglii. Zainteresowania te same – a wzajemna pomoc – nieoceniona. Każdy tom traktuje o czymś innym. Na stronie wydawnictwa znalazłam pozostałe tytuły:  w pozostałych tomach pojawiają się Grecja, Chiny, Egipt i oczywiście Polska.

W tej części dzieciaki dostały zaproszenie od ciotki Barbary, która na Tasmanii jest dziennikarką. Przypadkowo natrafiła na ślady Diamentowej Doliny i szalonego Lorda. Jest tutaj krótka podróż do przeszłości – zwłaszcza na początku książki, kiedy to poznajemy 9-letniego Williama. Właśnie stanął przed sądem, gdyż został oskarżony o kradzież rodowej pamiątki – sygnetu z diamentem, należącego do lorda C. To u niego matka Williama jest pomywaczką. Rzekomo syn lorda, Artur, na własne oczy widział, jakoby William kradł sygnet ze szkatuły. Kiedy kolejny rozdział  przeniósł nas już do teraźniejszości, usłyszałam jęk zawodu. Tyle że całkowicie nieuzasadniony, bowiem to, co dzieje się w czasach współczesnych ma powiązania z minionymi wiekami i z niesłusznie osądzonym chłopcem który resztę swego życia miał spędzić w australijskim więzieniu.

Przygoda, różne niebezpieczeństwa, podróże w najbardziej egzotyczne miejsca Australii, dodatkowo wiedza na temat znanych ludzi, fauny, flory, zwyczajów  historii – podana niby z boku, ale będąca integralną częścią całości. Smaczku dodają czarne charaktery, których tu całkiem sporo. Co rusz czyhają na życie dzieciaków i ich opiekunów, chcą pokrzyżować ich plany. Ja tę serię porównuję trochę do Pana Samochodzika. Dzieją się tu rzeczy nieprawdopodobne – można jedynie pozazdrościć, że dwójka rodzeństwa ma możliwość uczestniczenia w niecodziennych wydarzeniach. Jednocześnie to sygnał dla młodego czytelnika, że przygoda czasami czyha za rogiem – tak jak tutaj.

Podsumowując – udana proza przygodowa, z mnóstwem ilustracji i informacji na marginesie.

Wiek 10+

Wydawnictwo Zielona Sowa



Dotykanki - Zwierzęta / Kolory

Dla najmłodszych – do oglądania, czytania i … dotykania. Bo można przecież maluszkom powtarzać, że owieczka jest puchata i ma miłą w dotyku sierść. Ale jaką będą miały one frajdę, gdy będą mogły się same o tym przekonać – kaczęta mają gładkie dzioby, króliczki puszyste ogony, a koty mięciutkie paseczki. Natomiast oko ucieszą: ciapki psa, zakręcony ogon świnki oraz błyszczące łuski rybek. Maluchy poznają różne faktury materiałów i związane z nimi doznania.

W dotykankach o kolorach znajdziecie lśniący wóz strażacki, długie marchewki i chropowatą skórkę pomarańczy, obok żółtego słonecznika puchowe kurczaki, dalej pasiastą zieloną gąsienicę i gładkie liście. Chłopców pewnie zachwycą turkoczący traktor i lśniący latawiec.

Do macania, dotykania, przytulania, głaskania – czyli książki angażujące oko, ucho, dłonie. W ładnych kolorach, na grubych kartonowych kartkach. Przygodą dla najmłodszych będzie penetrowanie i szukanie wszelkich wypukłości i dziurek wypełnionych zupełnie innymi materiałami aniżeli gładki karton.

 

Wiek 0+

 

Wydawnictwo Firma Księgarska Olesiejuk

czwartek, 24 października 2013
Opowieść o generale Tomaszku, który nie chciał pójść na wojnę - Isa Tutino Vercelloni

Książka na dzisiejsze czasy. W mediach co rusz słychać przerażające doniesienia o wojnie w Syrii. Giną dzieci, kobiety, starcy. Ciągle wraca pytanie o sens wojny. A właściwie jej bezsens. Isa Tutino Vercelloni, rocznik 1934, na własnej skórze przekonała się, co to takiego wojna. Generał Tomaszek to jej prywatny sprzeciw przeciwko jakiejkolwiek wojnie. Warto przeczytać tę historię dzieciom, bo oprócz wyraźnego nie dla wojny, kryje w sobie ważne przesłanie, że trzeba pozostać wiernym swoim ideałom, mimo że czasem idzie się pod prąd, mimo że ma się wszystkich przeciwko sobie.

A w przypadku Tomaszka tak właśnie się zdarzyło. W rodzinie Tomaszka są bowiem tradycje wojskowe: dziadek walczył w Anglii, kuzyn mamy – w Afganistanie, stryj jako lotnik – gdzieś w Azji, a przodek taty brał udział w dwóch krucjatach. Nic dziwnego, że rodzina oczekiwała od Tomaszka, że będzie on pielęgnował z czcią i nabożeństwem rodzinne zwyczaje. Wysłano chłopca do odpowiedniej szkoły, gdzie miał takie przedmioty jak: broniologia, rakietyzm i prawa nalotów. Średnią ocen miał niską, bo militaria nic a nic go nie interesowały, nie brał też udziału w żadnej wojnie. Został generałem, ale jego żołnierze mieli za zadanie rozśmieszanie ludzi, granie z dziećmi w piłkę nożną (dla przegranych – stosy pączków nadziewanych). Awans można było otrzymać za dobry kawał. Tomaszek mimo presji najbliższych, płaczów matki, ciotek, namawiania wujów – pozostał wierny swoim marzeniom. Czasem nie było łatwo – ale za to jaka satysfakcja.

Książka została wydana po raz pierwszy 1965 roku – ale nadal aktualna. Urocze obrazki, ciekawe rozwiązania graficzne. Mnie podobał się zwłaszcza pomysł z charakterystyczną czcionką – tak jakby ta wierszowana opowieść została napisana na starej maszynie. Zresztą książka wygląda na straszą - to dzięki kartkom - troszkę pożółkłym, tak jakby nadgryzł je ząb czasu.

Wiek 5+

Wydawnictwo Bona

 



środa, 23 października 2013
O tych, którzy się rozwijali - Iwona Chmielewska

Takie książki lubię. Wieloznaczne, można czytać na wiele sposobów. Można otworzyć w obojętnie jakim miejscu i kierować swoje kroki na prawo, bądź lewo. Do niczego nie zmuszają. Raczej dają czas na oswojenie się z nimi, własne interpretacje i własne znaki zapytania, pozostające czasem bez odpowiedzi. Może inaczej zrozumiane przez dzieci, może inaczej przeze mnie. Ta każe patrzeć przed siebie i za siebie. Uwalnia w czasie lektury bagaż doświadczeń, czego często brakuje najmłodszym, choć ci za to kryją w sobie niesłychane pokłady kreatywności i fantazji.

 

A wszystko to za sprawą starych nici, które nagle ożyły w sklepie z używanymi rzeczami. Mają twarze, kończyny, a po lekturze – wiem, że również serce i duszę. Wśród nich: dzieci, osoby dojrzałe, starsze. Potrafią współczuć, radować się, nieść nadzieję. Drobne mobile na szarych kartonikach, uczepione cieniutkich nitek. Są jak latawce szybujące po niebie. Łącznik przeszłości z teraźniejszością. Pomagierzy w codzienności. Dobre anioły, których nie widzimy. Tu nawlekają igłę, w innym miejscu podtrzymują sznur na bieliznę, na którym dziecięcą koszulkę chce zawiesić Korczak. To znowu przywiązały sznur do sanek, by dziecko mogło je swobodnie ciągnąć. I do rękawiczek, by się nie zgubiły. Nie poskąpiły nitki ptakowi na budowę gniazda, i roślinie, aby podwiązać ją do tyczki. Ani krowie, by mogła mieć wesoły dzwonek na szyi. Nitki – do zabawy, do pracy, do ratowania innych, albo tak po prostu do poplątania. Można każdej scenie dopowiedzieć swoją historię: jak choćby o zagadanych staruszkach na huśtawce, delektujących się kawą albo herbatą; albo o wieśniaczce ciężko pracującej przy żniwach. Poplątane, połączone losy ludzkie.

 

Zagadkowy jest tytuł. O tych, którzy się rozwijali. Właśnie teraz szyję sobie torebkę. Wyszywam wzory ludowe z mojego regionu na czarnym filcu. Nici zwinięte na szpulce są nieprzydatne. Może i cieszą oko, są ładne – ale nie mam z nich żadnych korzyści. Tylko tyle, że są. Spora kolekcja kupiona przed miesiącami schowana w głębokiej ciemnej szufladzie. Dopiero kiedy je rozwijam, nawlekam na igłę, wszystko robi się jeszcze piękniejsze. Ze zwykłej czerwonej nitki rodzi się kwiat, z zielonej: listek. Torebka jest coraz piękniejsza. Może to właśnie taki symbol nas – że być dla siebie, to takie trwanie w pustce. Jeśli będę się rozwijała – zwłaszcza dla innych – będę wartościowszym człowiekiem, pełniejszym, lepszym, piękniejszym....? Takie to moje pytania, na które nie dam odpowiedzi.

Jest jeszcze jeden aspekt, który pojawił się mi podczas spotkań z tą książką – bo to nie jest książka na jedno przeczytanie i odłożenie na półkę. Mówi się: „snuć wspomnienia”. Piękne to słowo: „snuć”. Nie wydaje Wam się, że „snuć” jest jak nitka. Mówicie jakiś wyraz i jego odzwierciedlenie macie przed oczyma. Ja, gdy mówię „snuć” – widzę „ nić”. Rozwiniętą – to ważne. Dłuuuuuuuugą. Snucie wspomnień kojarzy mi się z cieniutkimi niteczkami, takimi jak babie lato z małym pajączkiem, które właśnie snuje się po świecie. Zatem te nitkowe mobile to też postacie ze wspomnień, z przeszłości. Niekiedy mają twarze, innym razem nie. Bo są przecież osoby, które znamy dzięki wspomnieniom innych: babć, rodziców. Może dlatego też pomyślałam tu o tych niciach jako łączniku teraźniejszości z przeszłością. To też nasze osobiste korzenie, tożsamość, wartości.... Oj długo tak można..... Snuję – przędę, wyciągam nić z kłębka, pająk tworzy pajęczynę, snuję bajkę. Jestem dla innych, rozmawiam…. Ciekawe z czym Wam się te nici kojarzą…..

Wydawnictwo Media Rodzina



wtorek, 22 października 2013
Bransoletka - Ewa Nowak

Z przyjemnością przeczytałam ostatnią powieść Ewy Nowak dla młodzieży Bransoletkę. Opowiada ona o losach nastoletniej Weroniki, uczennicy ostatniej klasy gimnazjum. Jest w wieku dojrzewania, więc imają jej się problemy specyficzne dla jej wieku. Za chwilę wejdzie w dorosłość. Tymczasem życie szykuje dla niej wiele niespodzianek i dobrych i złych. Dziewczyna marzy o miłości i trochę naiwnie podchodzi do wszelkich nowych kontaktów z płcią przeciwną. Nic dziwnego, że wpadnie jak śliwka w kompot, gdy swoim zainteresowaniem obdarzy ją pewien przystojniak z klasy równoległej. Tyle że w działaniu Łukasza czai się podstęp. Chłopak ma niecny cel: bawi się uczuciami koleżanki i owija ją sobie wokół palca tylko dlatego, żeby dziewczyna pojechała za niego na warsztaty teatralne, a on dostał zwrot pieniędzy. Dziewczyna wyjeżdża, aczkolwiek niezbyt chętnie. Tyle że te czternaście dni spowodują wielkie zmiany w jej życiu. Weronika zupełnie inaczej spojrzy na swoich bliskich, na kolegów z klasy i przyjaciółki. I w końcu pokocha – szczerze i do końca, na dobre i złe. Z zimowych ferii wróci zupełnie nowa osoba.

Ewa Nowak już nie raz pokazała, że jest świetną obserwatorką życia młodych ludzi. Książkę czyta się wybornie – od problemów może faktycznie głowa zaboleć, przy czym autorka nie wprost, ale poprzez zachowania swoich bohaterów podpowiada niektóre rozwiązania. Poruszyła problem braku akceptacji, braku porozumienia, kompleksów, działania w zespole a nawet stosunek do zwierząt. Świetnie widać stan przeciętnej polskiej rodziny – zabiegani rodzice, którym często brakuje czasu dla dzieci, zwłaszcza tych dorastających. Tutaj na pewno zwraca uwagę mama, która niby słucha a jednak nie słucha. Ojciec wiecznie dogryzający córce. I brat – Kuba, który Kubą staje się pod koniec książki, bowiem wcześniej był tylko wstrętnym i odpychającym Bazyliszkiem.

Można wypróbować podany w powieści sposób na naukę (oj, można się pośmiać – ale czemu nie spróbować rozwiązania z tajnymi kompletami. Absolutnie niczego nie zdradzę).

Polecam i młodym i rodzicom. Myślę, że dzięki takim książkom można lepiej zrozumieć ich świat. A to dla nas rodziców, niezwykle cenne.

Wiek 15+

Wydawnictwo Literackie



ebuka się błyszczy

Nagroda ebuka 2013 za najlepszy blog książkowy (o książkach dla dzieci i młodzieży) - przyznana mi przez portal duzeka.pl dotarła do mnie szczęśliwie. Po naradzie rodzinnej, dokładnym oglądnięciu i nacieszeniu się nią do syta - wspólnie podjęliśmy decyzję, że najlepiej ebuka czuć się będzie wśród książek. I takie miejsce dla niej znaleźliśmy - na regale z koleżankami:) I tak podczas każdych odwiedzin w domowej bibliotece - nadal cieszy moje oko:) Dziękuję raz jeszcze:)

 

poniedziałek, 21 października 2013
Pamiątka z Paryża - Tina Oziewicz/ il. Jacek Ambrożewski

To moja pierwsza książka Tiny Oziewicz i baaardzo mi się podoba. Autorka tworzy jakby swoją odrębną wizję książki dla dzieci – i to na wielu płaszczyznach – tekstu, ilustracji, powiązań z innymi dziedzinami sztuki. Dodajmy – wizję bardzo dojrzałą. Już tym samym zdobywa moją sympatię. Traktuje młodego odbiorcę bardzo poważnie. To literatura dziecięca ale nie dziecinna. Bardzo dojrzała, wymagająca, ambitna. Takie jest zresztą zadanie całej serii: mały koneser. Balansuje na granicy sztuki, opowieści nieprawdopodobnej, może nawet fantastycznej, zachęca do własnych odkryć. Właśnie – zachęca do patrzenia na obraz i interpretowania go, tworzenia swojej własnej wizji. Już przez to książka ta prowokuje. Taka trochę nie nasze czasy. Amerykańska malarka Georgia O'Keeffe napisała kiedyś: „Nie mamy dość czasu na patrzenie, a patrzenie wymaga czasu, podobnie jak zdobywanie przyjaźni.” Taka lektura – na dzisiejsze zabiegane czasy, a właściwie na brak czasu. Do obrazu polskiego artysty Wilhelma Sasnala została opowiedziana historia. Ale ta historia jest właśnie – jakaś. Sztuka jednak nie wprowadza żadnych ograniczeń. Nie poucza. Każdy czytelnik patrząc na charakterystyczną plamę na początku książki może widzieć zupełnie coś innego. Bo tylu ilu nas – tyle sposobów patrzenia. Oziewicz jedynie coś podpowiada. I można się z tym zgodzić lub nie. Można poznać tę fascynującą historię o siewkach wieży Eiffla, które sparaliżowały życie paryżan, ale można dorobić swoją wersję.

Pewnego dnia na ulicach Paryża pojawiają się dziwaczne maleńkie metalowe kolce. Dla turystów i zwykłych mieszkańców jest to prawdziwa męka – bo i jak chodzić po czymś takim. Okazuje się, że symbol Paryża, żelazna wieża Eiffla, rozsiewa swoje nasionka. Wyglądają one jak małe spadochrony z cieniutkich metalowych nitek. Oczywiście fenomen ów zaczynają badać najbardziej tęgie głowy znad Sekwany. Takie nasionka mają to do siebie, że potrafią czasem przebyć baaaardzo długą drogę. Jedna maleńka wieża Eiffla kiełkuje na platformie wiertniczej na Morzu Północnym. Druga – w naszym polskim Kazimierzu nad Wisłą – i to w dodatku w ogrodzie babci Heni. I gdy w Paryżu ścięto wszystkie eifflowe kiełki, wnuki babci walczą o to, by babciną samosiejkę ocalić.

Na okładce dominuje brudny różowy. Tak jakby z przekory – bo przecież róż wielu kojarzy się z czymś takim – róż, lukier, sama słodycza. Kto pokieruje się kolorem będzie zawiedziony – mam nadzieję, że mile. A w środku hulaj dusza. Swego czasu samą wieżę traktowano jako symbol nowoczesności, nowych czasów. Podobnie można potraktować ilustracje i rozwiązania graficzne. Nawiązujące do przeszłości i wybiegające w przyszłość. Jacek Ambrożewski – ilustrator i grafik zadbał o to, by ta pamiątka z Paryża była jedyną w swoim rodzaju. Taka, która na pewno na długo zostanie w pamięci.

 

Wiek 8+

Wydawnictwo Dwie Siostry



 
1 , 2 , 3