Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
poniedziałek, 29 października 2012
Jestem miasto. Warszawa - il. Marianna Oklejak/ tekst Aleksandra Szkoda

 

Gdyby ktoś powiedział mi, że w jedno popołudnie mogę z grubsza opowiedzieć dzieciom historię Polski, i że wciągnie ona tak bardzo najmłodszych, że pytaniom nie będzie końca, nie uwierzyłabym. Tymczasem  książka Marianny Oklejak i Aleksandry Szkody to świetny pretekst do rozmów – nie tylko o Warszawie. Oczywiście – historia jak najbardziej w pigułce, i na miarę dziecka. Ale tematyka i zainteresowania, wierzcie mi, samych nas (mnie i męża) wprawiły w wielkie zdumienie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Książka przedstawia dzieje grodu nad Wisłą w różnych epokach: od praczasów, przez Polskę szlachecką, lata rozbiorów i epokę napoleońską, dwudziestolecie międzywojenne, II wojnę światową z punktem ciężkości na powstanie (jakżeby inaczej), komunizm, stan wojenny, aż po Warszawę współczesną. Tekstu tu niewiele, zaledwie gdzieniegdzie, jako krótki komentarz do wydarzeń, osób i miejsc. To dzięki ilustracjom najmłodsi mają okazję przenieść się w czasie: a poznają historię powstawania miasta – od słowiańskiego grodu po wielką aglomerację, w której mieszka ponad milion mieszkańców. W tle życie codzienne Słowian, krzewienie wiary chrześcijańskiej, pogańskie wierzenia naszych przodków, baśnie i legendy, wolna elekcja, osadnicy z innych krajów, ich wkład w rozwój życia stolicy, Szwedzi u bram miasta, polowania, biesiady szlachty polskiej, obiady czwartkowe króla Stasia, pojedynki, pierwsze samochody na ulicach, przerażenie zdziwionych warszawiaków, walki, odbudowa z ruin – długo by opowiadać. Jakże wiele można poznać z historii Powstania Warszawskiego, komunizmu albo stanu wojennego. I choć na stronie zatytułowanej: Budujemy nowy dom śmieszą wszechobecni agenci bezpieki w kapeluszach i charakterystycznych płaszczach, trzeba koniecznie opowiedzieć o tamtych czasach – trudnych, bolesnych. Podobnie na stronie o latach 1981-1983: czołgi, żołnierze ogrzewający zmarznięte dłonie przy koksownikach i długaśne kolejki. Nie brak tu symboli, nie brak nawiązania do codziennego życia, historii powszechnie znanych: jest tu chociażby słynna scena z fotografii Chrisa Niedenthala: Kino Moskwa, czas Apokalipsy.

Książka ma różnorodną kolorystykę: czasy Słowian to przewaga zieleni: wszędzie pełno było puszcz i ciemnych borów. Czasy szlachty – to złoto – wiadomo złota wolność szlachecka. Jak łatwo dzieci kojarzą lata rozbiorów: nad miastem Marianna Oklejak namalowała ciemne chmury, które zwiastują wielka dziejową zawieruchę. Czasy komunizmu – to róż i czerwień, stan wojenny: szarości i sto odcieni bieli. Warszawa współczesna to z kolei już feeria kolorów.

Pierwszego dnia, po długim popołudniu spędzonym nad lekturą, gdy dzieci były już w łóżkach, mój 5-letni syn zapytał:

-Mamo, a Rosjanie to dlaczego najpierw tyle nam zburzyli, nie pomogli powstańcom, a potem w prezencie wybudowali Pałac Kultury.

I bądź tu człowieku mądry:) I co ja mam dziecku powiedzieć? Historia jest tak zawikłana, tak czasem trudna, a przecież przez to tak bardzo fascynująca. Jestem pewna, że akurat ta lektura, w niejednym maluchu obudzi śpiącego niedźwiedzia: przyszłego historyka albo podróżnika.

Książka do czytania z rodzicami, którzy pomogą zrozumieć wiele aspektów poruszonych na kartach. Dla mnie był to bodziec do szukania odpowiedzi na niektóre z pytań – przyznaję, musiałam posiłkować się czasem Internetem. Ale miałam przy tym wielką frajdę, czego i Wam życzę.

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Czuły Barbarzyńca

 



czwartek, 25 października 2012
Pan Brumm wybiera się na wycieczkę - Daniel Napp

 

Fani Pana Brumma nie będą zawiedzeni. Sympatyczny miś realizuje konsekwentnie swój program. A tak się składa, że w środy zawsze wybiera się na wycieczkę. Razem z Borsukiem i Kaszalotem obierają sobie za cel – góry. Ci, którzy znają tych bohaterów, wiedzą, że z nimi na pewno nudzić się nie można. Ja dodam ze swej strony, patrząc na reakcje moich dzieci, że to chyba jedna z najśmieszniejszych części całej serii. Sam widok objuczonego Pana Brumma olbrzymim plecakiem, w malutkiej uszatce na poczciwym niedźwiedzim łbie, wywołuje sympatyczne reakcje. Albo wytrzeszczone oczy Borsuka, który ugina się z kolei pod ciężarem swojego bagażu. I mnóstwo innych śmiesznych sytuacji – zamieszanie z mapą, namiotem, albo właściwie jego brakiem, zawartość Brummowego plecaka, wspinaczka Borsuka po pionowej ścianie, czy śniadanie dla Ryjka. Czeka Was spora dawka humoru, jak zwykle świetne wielkie ilustracje oraz duże litery, które nadają się dla początkujących czytelników.

Na błędach gapowatego misia można się wielu rzeczy nauczyć: co należy tak naprawdę wziąć z sobą na wycieczkę, jak się pakuje plecak, jak właściwie należy zachowywać się w górach – no i czy wypada przywłaszczyć sobie czyjś koszyk z drugim śniadaniem. Napp unika moralizowania – Miś bierze świat takim, jakim jest. Wszystko przyjmuje z pokorą, stara się mimo wszystko wyjść cało z opresji. Wnioski dla siebie i naukę na przyszłość - czytelnik wyciąga zawsze sam.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Bona



środa, 24 października 2012
MAPY. Obrazkowa podróż po lądach, morzach i kulturach świata - Aleksandra i Daniel Mizielińscy

Mapy narobiły w ostatnim czasie wielkiego zamieszania. Ci, którzy już widzieli, wiedzą o czym mówię. Ci, którzy do środka jeszcze nie zajrzeli, niech zrobią to koniecznie. Niewątpliwie będzie to hit sezonu.

Książka zwaliła z nóg całą naszą czwórkę – dwóch dorosłych i dwóch poniżej metra trzydzieści pięć. Zachwyciły nas, sprawiły, że spędzamy nad lekturą długie godziny i za każdym razem odkrywamy coś nowego. Bo nie można tej książki przeczytać od razu, ot tak sobie, pobieżnie. Mapy wciągają i uzależniają. Zmuszają do głębszych poszukiwań – w Internecie, w innych książkach. Uczą też pokory – bowiem niejeden dorosły skomentuje nową informację – Ha, nie wiedziałem. Są też wspomnieniem z dzieciństwa – bo czyż nie ślęczeliśmy nad różnymi mapami w atlasie geograficznym? Szkoda, że kiedyś nie było takich książek. Niewątpliwie właśnie te Mapy pozwolą w niejednym dziecku odkryć naturę obieżyświata, awanturnika żądnego wrażeń, gotowego udać się na kraj świata, by zobaczyć kwiat płomienia Afryki. Tutaj na ponad stu stronach znajdziecie mapy 6 kontynentów i 42 krajów. Najbardziej reprezentowana jest nasza staruszka Europa: 17 państw, które można odwiedzić wertując kolorowe karty (nie kartki). Mapy Mizielińskich mają wiele wspólnego z tradycyjnymi mapami, jakich wiele: legenda informuje o stolicy, języku, powierzchni i liczbie mieszkańców. Niby jak na zwykłych mapach – są granice państw, góry, doliny, rzeki, morza, zatoki, wulkany. Siła tej książki to oczywiście ilustracje – całe ich mnóstwo. Miniatury przedstawiające różne charakterystyczne dla danego terenu aspekty życia: kultura, polityka, historia, kulinaria, sport, zabytki, budowle, przyroda. Autorom nie brak poczucia humoru, niekiedy ich rysunki wywołają uśmiech u czytelnika – a to za sprawą dziwacznej nazwy albo miny któregoś z bohaterów. Zresztą trzeba przyznać, że Mizielińscy wyszukali różnorodne informacje, nie stroniąc również od ploteczek i sensacji.

Książka kojarzy się ze starymi książkami – a to za sprawą grubych, kartonowych kart, dużego formatu, stonowanych kolorów. A może Mapy są właśnie jak mapy sprzed wieków, kiedy to były wykonywane ręcznie przez wprawnych kartografów?

Mapy mają przede wszystkim olbrzymią wartość edukacyjną. Można je oglądać już z najmniejszymi dziećmi. Przykład z naszego podwórka pokazuje, że i starsi mają niezłą  frajdę z podróżowania palcem po mapie. W dodatku spędzamy ze sobą wiele chwil – w miłej atmosferze, czytając wspólnie, rozmawiając, planując wspólne podróże. Takie rodzinne czytanie jest nieocenione. Polecam wszystkim!

 

Tutaj można zajrzeć do środka

 

Wiek 3+

 

Wydawnictwo Dwie Siostry



niedziela, 21 października 2012
Mikołajek. Kalendarz 2013

Mam ochotę podwędzić mojemu dziecku kalendarz. Ten leży sobie na Tomkowym biurku w tzw. żółtym pokoju (do nauki). Zaglądam często, póki mogę – jeszcze nie jest zapełniony zapiskami siedmiolatka. Według planów Tomka w kalendarzu będzie się działo: notatki, rysunki, relacje z najważniejszych wydarzeń i naniesione daty urodzin i imienin całej naszej rodziny. Na miarę pierwszoklasisty. A wracając do kalendarza – ten niechybnie łączy pokolenia. Bowiem w najnowszym kalendarzu na rok 2013 znajdzie coś dla siebie i rodzic i pociecha. Rodzic, który sam przed laty czytał Mikołajka, albo słuchał go w Radio Dzieciom w interpretacji Ireny Kwiatkowskiej. Myślę, że w moich wspomnieniach nie jestem odosobniona. Zresztą – dwa tygodnie temu w warszawskim metrze widziałam baaaaaardzo poważnego pana,  który z torby wyjął  kalendarz Mikołajka na 2012:)))

Kalendarz został solidnie wydany – przypomina książkę, w bordowej eleganckiej obwolucie. W środku to, co każdy kalendarz zazwyczaj zawiera: mapa Polski, najważniejsze numery telefonów, skrócone kalendarze na rok 2012 i 2014 (za dwa lata: 6 stycznia – przypada w poniedziałek, 1 i 3 maja – w czwartek i sobotę, 15 sierpnia – w piątek,  a 11 listopada – we wtorek:)). Każda strona to kolejne trzy dni roku. Jednak nie liczcie na to, że znajdziecie w nim informację, kiedy dziadek Staś obchodzi imieniny. Są tu: Ondraszek, Kirył, Tekla, Platon,  Gizela. I kiedy czytaliśmy te wszystkie imiona i śmialiśmy się w najlepsze – nagle znaleźliśmy … moje imię. Kurczę blade – mam też ma śmieszne imię – o czym, przyznaję, do tej pory nie miałam pojęcia. Na szczęście rzeczy oczywiste nie zajmują dużo miejsca. Najwięcej jest tu …. Mikołajka: wybrane teksty, mnóstwo miniaturowych rysunków, które poprawią humor, gdy wstanie się lewą nogą.  Na samym początku Mikołajek i jego banda – każdy z kolegów jest krótko scharakteryzowany: np. Alcest: To mój najlepszy kumpel, jest gruby i bez przerwy je. Albo Gotfryd: Ma strasznie bogatego tatę, który kupuje mu wszystko, co zechce. Na końcu kalendarza fotografie autorów tekstów i lustracji i miejsce na dodatkowe notatki. Taki kalendarz to fajna sprawa – nie tylko dla najmłodszych:)

Na półce moich dzieci stoi już Mikołajkowy kalendarz na rok 2011. Służył nam, rodzicom, do zapisywania ważnych wydarzeń z życia naszej 4-osobowej rodziny i śmiesznych powiedzonek dzieciarni. Często do niego sięgamy. I wierzcie mi, gdyby nie on, tyle umknęłoby naszej pamięci. Szkoda by było.....

 

Wiek  6 – 99 lat

Wydawnictwo Znak

sobota, 20 października 2012
Potwór - Grzegorz Kasdepke/ il. Piotr Socha

Każdy, kto posiada dzieci i samochód, mógłby popełnić kolejną książkę na temat wspólnego podróżowania.

-Właściwie, to dlaczego ja na to nie wpadłam? – pomruczałam pod nosem do siebie z lekkim wyrzutem, gdy skończyłam dzieciakom czytać książkę. Zresztą za chwilę pojawiły się uwagi:

Mama, a czy pamiętasz jak myśmy …. – dzieci tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że  w tematach, nastrojach i klimatach to dopiero mogłabym przebierać. Kto wie, może i w naszych wspomnieniach rodzinnych też jakiś podróżny potwór by się znalazł?

Pewnie, że pamiętam. A jakże. I zgrzytanie zębami – moje i mężowe - również. Bo jak tu wytrzymać kilka godzin w małym blaszanym pudełku w towarzystwie czterech osób. Wtedy to się dopiero dzieje, oj dzieje – co doskonale pokazuje historia opowiedziana w tej książce.

Sześcioletnia Zosia zasypia w czasie podróży w góry, a kiedy się budzi, jest pewna, że jej rodzina wraz z całym wakacyjnym kramem znalazła się w paszczy potwora. I tu zaczynają się zabawne perypetie, bowiem nikt z czteroosobowej rodziny nie rozumie zachowania dziewczynki, o co ta ma zresztą wielkie pretensje. I tak: brat jest niemiły, żeby nie użyć słowa: wstrętny. Mama dziecka nie rozumie. Tylko tata stara się zaprowadzić porządek i otacza córeczkę opieką. Rodzina przeżywa różne przygody: spotyka niedźwiedzia i lisa, a podczas burzy i rodzinnej kłótni, dziewczynka nagle opuszcza samochód i biegnie przed siebie smutna i rozczarowana. Potwór  to opowieść o dziecięcej fantazji i o tym, że w życiu raz jest lepiej raz gorzej. Rodzina może też rozczarować. O tym, że niekiedy mamy ochotę pobyć sami, że czasem robimy rzeczy głupie. Pewnie nawet po to, by zwrócić na siebie uwagę innych, by  poczuć się choć przez chwilę ważnym i kochanym. W tle nasze góry – trochę wiedzy o faunie i florze Tatr, o zachowaniu się podczas burzy i zasadach bezpieczeństwa.

Do tekstu świetnie pasują ilustracje Piotra Sochy – charakterystyczne, które znacie pewnie z auiobooka o Pippi i dzieciach z Bullerbyn, albo takich gier Jak: bim bom, Rancho, Mafia czy Loch Ness.

Uchwycił to coś tej całej historii – szczyptę humoru, ironii, przerażenia i potworności. Wszystko z  przymrużeniem oka – ale – i rodzinom – trochę – ku przestrodze.

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry, Tatrzański Park Narodowy 



piątek, 19 października 2012
Mały Duszek Wierciuszek - Christine Nöstlinger / il. Franziska Biermann

Książkę połknęliśmy w try miga. Dziecko chore, więc była ku temu sposobność, by tak właśnie spędzić czas. A zdradzę z przyjemnością, że jak już zaczęliśmy czytać, nie mogliśmy się oderwać. Było dużo śmiechu, i choć od razu przeczuwaliśmy, że historia znajdzie swój szczęśliwy koniec, nic nie było oczywiste i pewne wydarzenia faktycznie nas zaskoczyły. Ale od początku: Joszi wszystkiego się boi, w przeciwieństwie do swojej młodszej siostry Mizi, która jest bardzo odważna i naprawdę nie lęka się niczego. W dodatku Joszi często przeklina, i na prośbę babci wymyślił  swoje wyrażenie, którego używa, kiedy jest bardzo zły. A brzmi ono tak: Duszek – śmierdziuszek – wierciuszek – pierdziuszek. Kiedy pewnego dnia chłopiec postanawia zrobić ducha, by przestraszyć siostrę, nieopatrznie wymawia swoje prywatne przekleństwo aż trzy razy pod rząd. To ożywia Duszka – Wierciuszka, a fakt ten całkowicie odmieni życie chłopca.

Świetnie napisana lektura, z dużą dawką humoru językowego i sytuacyjnego. Proszę się nie obawiać – duchy nie takie straszne jak je malują. Nikt nie uprawia tu żadnych tajemniczych seansów dla najmłodszych. Wydaje mi się, że lekturę można nawet potraktować jako antidotum na wszystkie strachy.

*Generalnie parodie opowieści o wampirach, podobnie jak zabawne adaptacje historii o diabłach i duchach, mają na celu zerwanie im maski trywialnej mitologizacji. Zadanie to wydaje się tym pilniejsze w sytuacji kiedy podaż okropności i grozy – ze strony takich mediów jak literatura, radio, film i telewizja – stale wzrasta i doprowadza do inflacji uczuć lęku wytrącających ich odbiorcę z równowagi. Odmitologizująca parodia może w znacznym stopniu przyczynić się do wyzwolenia świadomości dziecka od zagrażających jej bzdurnych chimer.

Pojawienie się Ducha w domu Josziego wprowadza niezły zamęt, ale zdecydowanie poprawia relacje między rodzeństwem

Bardzo mi się podobają ilustracje Franziski Biermann: Duszka – Wierciuszka przedstawiła w nietypowy sposób, zupełnie nie pasuje do klasycznych wizji innych twórców – duchów przedstawianych jako białe zjawy budzące grozę. Duszka Wierciuszka naprawdę nie trzeba się obawiać.

Dzięki książce moje dziecko lepiej zniosło kolejny dzień choroby – książka jest doskonałym lekarstwem na wszelkie zło i choroby. Ale o tym wiedzieliśmy już od dawna:)

 

* Winfried Freund, Współczesna niemiecka literatura dla dzieci i młodzieży, wyd. Inter Nationes Bonn 1987

 

Wiek 5+

Wydawnictwo EneDueRabe



poniedziałek, 15 października 2012
Dziwny przypadek papierowego Yody - Tom Angleberger

Nie-samo-wita książka. Dla młodszych i starszych, którzy fascynowali się kiedyś, bądź nadal fascynują Gwiezdnymi Wojnami Lucasa (lub dopiero zaczną). Tych drugich jest całe mnóstwo, o czym ostatnio przekonał się mój mąż, który w ramach służbowego wyjazdu odwiedził Muzeum Napoleona w Witaszycach koło Jarocina. Jakież było jego zdziwienie, gdy okazało się, że malowniczy zabytkowy dworek ziemiański posiada w swoich piwnicach wartą uwagi ekspozycję Star Wars. Znalazła się tam grupa pasjonatów, naprawdę poważnych facetów, którzy zrealizowali swoje marzenia. Chętnie podsunęłabym im do przeczytania książkę Toma Anglebergera, która traktuje o jednym z bohaterów – zielonoskórym Mistrzu Jedi. Na pewno by się im spodobała. A może, kto wie, kiedyś ta książka znajdzie tam również miejsce dla siebie?

Dziwny przypadek papierowego Yody jest swego rodzaju kroniką pewnych wydarzeń szkolnych związanych z figurką orgiami Yody. Jeśli wygooglacie hasło Yoda orgiami (spróbujecie), przekonacie się, że Internet pełen jest najróżniejszych gotowych pomysłów na wykonanie zielonej postaci. Papierowy Yoda z tej książki jest projektem autorskim, czyli nie został wykonany według jakiejś gotowej instrukcji. Sporządził go Dwight – dziwak szkolny, którego nikt nie traktuje poważnie. Kiedy Dwight oznajmia wszystkim, że jego Yoda udziela porad w trudnych sytuacjach życiowych, wszyscy kwitują to zabawnym, pełnym współczucia uśmieszkiem na twarzy. Tymczasem okazuje się, że Yoda zawsze, bądź prawie zawsze, znajduje wyjście z sytuacji. Zależy oczywiście od tego, jak na to spojrzeć:) Zasadnicze pytanie brzmi: Czy papierowy Yoda jest prawdziwy? Czy to raczej Dwight  zabawia się kosztem swoich kolegów i koleżanek. Tak Tommy zaczyna swoje notatki. Na blisko 147 stronach skrupulatnie opisuje swoje spostrzeżenia, relacje świadków, stawia hipotezy, wysuwa wnioski. Książka napisana jest w młodzieżowym klimacie,  z poczuciem humoru. Świetnym dopełnieniem tekstu są rysunki i dopiski na marginesach. Na końcu – instrukcja składania papierowego Yody. Całe to zamieszanie z Gwiezdnymi Wojnami i Yodą stały się tu pretekstem do ukazania całego wachlarza problemów, z jakimi przyszło spotkać się współczesnym nastolatkom: miłość, przyjaźnie, relacje: uczeń – nauczyciel, dom rodzinny, szkoła. Papierowy Yoda jest tu lekarstwem na wszystkie bolączki.

 

Wiek 9+

Wydawnictwo Media Rodzina



niedziela, 14 października 2012
Jesień na ulicy Czereśniowej - Rotraut Susanne Berner

Jesień. Nie tylko za oknem, ale i w książkach. Tak to już jest, że  wraz ze zmieniającą się porą roku na świecie, zmieniają się również książki na naszej półce, która jest w pokoju dziecięcym. Obok małych łóżek, by lekturki były na wyciągnięcie ręki. Wśród jesiennych książek znalazła się również Jesień na ulicy Czereśniowej.

Nowość Dwóch Sióstr zamyka całoroczny cykl Rotraut Susanne Berner, uznanej graficzki i ilustratorki niemieckiej, trzykrotnie nominowanej do nagrody im. Hansa Christiana Andersena. Jak zwykle 14 stron (34x26 cm), siedem wielkich rozkładówek, na których kolejno widać dwupiętrowy budynek zamieszkiwany przez trzy rodziny, gospodarstwo rolne i stację benzynową, dworzec kolejowy, centrum kultury i przedszkole, rynek, centrum handlowe i park. Ci sami główni bohaterowie, których można obserwować w ciągu całego roku. W tle mnóstwo innych postaci, a wiele z nich pojawia się na kolejnej stronie. Jeśli ktoś nie posiada wcześniejszych części – nic nie szkodzi, książkę można spokojnie traktować jako odrębną całość – czytać tylko i wyłącznie jesiennie: dzieci zaobserwują w niej jak wygląda świat o tej porze roku: ptaki odlatują do ciepłych krajów, gałęzie głogu uginają się pod ciężarem dojrzałych owoców, na nitce suszą się dopiero co przyniesione z lasu grzyby, ktoś puszcza latawca, w ogrodach cieszą oko dorodne jabłka i dynie. A na Ulicy Czereśniowej toczy się codzienne życie: mieszkańcy spieszą do pracy, na zakupy, do przedszkola, spacerują, bawią się, tańczą.

W książce nie ma tekstu – są tylko ilustracje. Trochę niesprawiedliwe to moje określenie tylko.  Są one bowiem doskonałym pretekstem do tego, by czytać książkę po swojemu: tworzyć tekst, opowiadać, wymyślać dalsze losy bohaterów, dopowiadać zakończenie. Takie czytanie rozwija słownictwo, poszerza wiedzę dziecka o świecie i buduje więzi między najbliższymi.

Polecam już dla najmłodszych dzieci.

Wiek 3+

Wydawnictwo Dwie Siostry

 



środa, 10 października 2012
Elmer. Wielka księga przygód - David McKee

Od kiedy się pojawił w domu, jest łóżkową lekturą numer jeden mojego 5-latka. Czytamy hurtem jak leci. Nie daj Boże, jak się starszy trochę spóźni, to trzeba zaczynać od nowa. Nie ma siły – Elmera nie da się nie lubić. Charakterystyczny zwierz w kratkę, który utwierdza dzieci w przekonaniu, że inny wcale nie znaczy gorszy. Elmer to niesamowity słoń. Właśnie ukazała się Wielka księga elemerowych przygód, a w niej aż 4 opowieści na 128 stronach. Każda z nich zabiera dzieci w podróż do egzotycznej krainy, gdzie Elmer żyje w swoim stadzie z innymi słoniami, tyle że szarymi. Od razu zjednuje sobie sympatię maluchów – bo nie dosyć że śmieszny, to świat jego przeżyć jest bardzo podobny do tego, jaki reprezentują najmłodsi czytelnicy.

Elmer uczy dzieci przyjaźni, szacunku do przyrody i starszych, uczy dawać szczęście, radość i miłość. Mówi o wartościach, które są istotne w relacjach z innymi. Przede wszystkim uczy tolerancji. Słoń w kratkę? Pytają zdziwione maluchy. Inny – czyli równy, czyli ciekawszy, wnoszący coś nowego do naszego życia. Elmer to też feeria barw. Jest kolorowo, śmiesznie. Aż nie chce się wracać z takiej egzotycznej podróży do deszczowej Wielkopolski.

W tych opowieściach Elmer spotka się z kuzynem Wilburem, pomoże odnaleźć ukochaną przytulankę małego słoniątka, odwiedzi swego ukochanego dziadka Eldo, sprawi, że na niebo wróci tęcza.

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Publicat



poniedziałek, 08 października 2012
Bezsenność Jutki - Dorota Combrzyńska - Nogala/ il. Joanna Rusinek

Jutka cierpi na bezsenność. Podobnie jak jej dziadek, lekarz. Dawid Cwancygier po nocach robi na drutach rękawiczki i skarpety dla wnuczki. By nie marzła zimą, by zabić czas, by w końcu nie myśleć o głodzie. Dopiero kiedy jest pewien, że dziewczynce jest ciepło, sprawia odzienie również dla innych. Za cebulę, kawałek chleba, które tutaj za murami getta są na wagę złota. W długie noce dziadek opowiada dziewczynce historie z przeszłości. Mała lubi zwłaszcza mity o Minotaurze, Dedalu i Ikarze. Inteligentnie zaraz kojarzy je z szarą nieprzyjemną wojenną rzeczywistością. Może nawet szuka rozwiązania dla spraw ponoć beznadziejnych. Marzy, by skrzydła z wosku pomogły jej wznieść się ponad murami getta. Czy Jutce uda się przeżyć? To pytanie nieustannie pojawiało się, odkąd zabrałam się za czytanie tej książki. Jakiś uzasadniony strach o małą bohaterkę, wzruszenie… Nie jest to łatwa lektura. I choć autorka skoncentrowała się na relacjach między wnuczką a dziadkiem, niekiedy pojawiają się również mocniejsze akcenty. Ktoś rzucił się na druty, ktoś spuchł z głodu, a strażnicy niemieccy strzelają do ludzi jak do kaczek. Jednak największe wrażenie robią nie tyle opisy tych okropności, co codzienne małe i odważne dowody człowieczeństwa: jak uśmiech do dziecka, serdeczność, dokarmianie ptaków zimą, zabawy w Hentełe bentełe szykełe sza, patyk zamiast marchewki w miejscu bałwanowego nosa, opowiadanie baśni i mitów. Mizerna namiastka zwykłego życia. Tak jakby nic się nie stało. Jakby to wszystko było złym snem.

Lektura, która pomoże zrozumieć tamte wydarzenia. Na pewno nie dla wszystkich, nie na każdy czas. Decyzję zostawiam rodzicom, którzy kierowani intuicją i rodzicielską mądrością, sami najlepiej będą wiedzieli, kiedy sięgnąć po Bezsenność Jutki albo podobne lektury.

Książka o cierpieniu, śmierci, marzeniach, przyjaźni, miłości, nadziei.


Ilustracje Joanny Rusinek (jak sam pisze, urodziła się w 33 lata po wojnie) – nawet bez tekstu opowiadają historię pewnego życia. W stonowanych kolorach, są jak fotografie przedstawiające sceny z getta. Przyjaźń żydowskiej dziewczynki z gawronem, dzielenie łóżka z ciotką Esterą, ucieczka z paczką żywnościową i schowek pod podłogą. Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie ilustracja przedstawiająca dwie pary małych dłoni na wielkiej śnieżnej kuli. Dzieciństwo bez dzieciństwa, naznaczone śmiercią, utratą bliskich i głodem. Dzieciństwo, w którym mimo wszystko znalazło się miejsce i czas na zabawę, marzenia. Mimo wszystko…

 

Wydawnictwo Literatura

 

Patronat honorowy: Rzecznik Praw Dziecka

 

 



 
1 , 2