Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 31 października 2010
Dzieci z Bullerbyn - film

Obejrzałam z prawdziwą przyjemnością razem z Tomkiem. I choć brakuje tu wielu wątków (pewnie są w drugiej części), choć reżyser pozwolił sobie na frywolne żonglowanie scenami, to film ma dużo uroku, ciepła i klimatu wolnego dzieciństwa. Każdy z nas ma pewnie swoje osobiste wyobrażenie wioski Bullerbyn. Podoba mi się wizja szwedzkiego reżysera. Biorąc pod uwagę fakt, że na świecie są miliony miłośników tej wesołej ferajny, i tak pewnie nie mógł sprostać wszystkim oczekiwaniom. To dobry film - gdzie życie toczy się swoim tempem, bez przemocy, gdzie dzieci znajdują ogromną radość w rzeczach tak zwykłych – jak zrywanie kwiatów, łażenie po drzewach, szukanie tajemniczej puszki. Fajnie, po prostu fajnie. Tomek już zaproponował, że może w bibliotece powiemy pani, że płytę sobie zatrzymujemy:))) Figa z makiem z podkozakiem.

 

Córka Lichwiarza - V.A. Richardson

Jakiś czas temu pisałam o pierwszej części Sagi Rodu Windjammerów. Czarna Perła bardzo mi się wtedy spodobała. Podobnie jest z drugą częścią: Córka Lichwiarza.

Jeśli chcecie przenieść się do XVII wieku – polecam tę pełną przygód awanturnicza powieść dla młodzieży. Na barkach młodziutkiego Adama ciąży odpowiedzialność za losy rodziny, kiedyś bardzo bogatej i cieszącej się w Amsterdamie wielkim poważaniem. Na pokładzie okrętu „Draco” – niezrealizowanego marzenia nieżyjącego ojca, chłopak udaje się w ryzykowną podróż przez ocean. Stawka jest wielka – honor, pieniądze, los najbliższych. Pierwszoplanową rolę odegra tu przede wszystkim Jade von Helsen – tytułowa córka lichwiarza, która pokazuje pazurki swemu ojcu, nieprzyzwoicie bogatemu bankierowi. Przygody przygodami, jednak świetnie ukazane zostały tu właśnie relacje – córka – ojciec. Wygórowane ambicje ojca i bunt nastolatki. Dobra książka dla młodzieży. Polecam całą Sagę.

 

Recenzja Czarnej Perły

Wiek 12+

Wydawnictwo Jaguar

 

środa, 27 października 2010
Magia obrazu. Kraina Lenistwa - Beata Lejman

Magia obrazu. Przemawia do mnie ten tytuł. Autorka zaprasza do świata sztuki i to z naszymi dziećmi. Zachęca do tego, by zanurzyć się w tym świecie po same uszy, do końca. Twierdzi, że obrazy mogą wiele nauczyć – przekazują przecież pewną ważną prawdę o człowieku, tłumaczą świat.

Malarstwo pomaga zrozumieć życie, pokazuje świat oczami artystów – ludzi obdarzonych niezwykłą wrażliwością, którzy odkrywają trudna i fascynująca rzeczywistość – czytamy we wstępie.

Przed fotografią pełniły ogromną rolę poznawczą. Beata Lejman zna się na obrazach – jest z zawodu historykiem sztuki, proponuje spacer po dziełach sztuki z różnych epok. Ma swoją wizję Krainy Lenistwa – to z kolei podtytuł książki. Gdyby ktoś mi zaproponował spis dzieł, jakie ja zaklasyfikowałabym do tematu: Kraina Lenistwa – moje propozycje pewnie byłyby inne. Jak choćby Uczta bogów – G. Belliniego czy Nimfa u źródła Łukasza Cranacha starszego. Stąd też – nie zawsze potrafię uzasadnić wybór autorki. Niemniej, jako rodzic kreatywny (mam taką nadzieję), spróbowałam wyciągnąć z tej książki dla nas to, co najlepsze. Spojrzałam na zaproponowane obrazy – jako te, które mają nas oczarować, zachwycić pięknem. W końcu taka była ich rola – Magia obrazu. A jest z czego wybierać: trzydzieści obrazów – baaaardzo znanych i tych mniej, ot kawał historii, kawał prawdy o człowieku i o świecie. Dla nas właśnie obraz był  tu najważniejszy. Książka jest solidnie wydana – smakowite reprodukcje, które mogą być okazją do pogaduszek z najmniejszymi. Wóz z sianem i Ślizgawka – dwa obrazy, przy których oglądania nie było końca. Tyle się na nich dzieje, a dzieci, wierzcie mi, są mistrzami w znajdowaniu szczegółów i szczególików najmniejszych, na które my dorośli nie zwracamy uwagi. Przy niektórych obrazach tak bardzo została połechtana ciekawość, że trzeba było zgłębić temat – Narcyz Caravaggia, owocowy obraz Arcimboldo, Spokój – pogrzeb na pełnym morzu Turnera.

Książka adresowana jest dla dzieci i rodziców. Z myślą o tych pierwszych powstały wierszyki – które mają ponoć pomóc zrozumieć dzieło i artystę. Jednak czy do końca spełniają swą rolę? Faktycznie, Beata Lejman stara się w wierszach przekazać treść obrazu, interpretuje go, lecz w tym wszystkim zabrakło tego czegoś, co spowodowałoby, że do wierszy chcielibyśmy wracać  ciągle na nowo. Tekst prozą natomiast jest skierowany do mnie – starszego odbiorcy. Przekazuje on krótkie informacje o artyście, epoce, w której żył, tworzył,  o dziełach, które wyszły spod jego pędzla. Informacje z tych notatek można swoimi słowami opowiedzieć dziecku i zainteresować go tematem. Nie wszystko jest na pewno przeznaczone dla małego uszka. Jednak decyzję o tym, co przekazać małemu czytelnikowi wchodzącemu w świat sztuki – zostawiam Wam. Magia obrazu to książka, która na pewno wymaga od nas rodziców zaangażowania i współpracy. Na pewno jest dobrą okazją do tego, by z dzieckiem porozmawiać o życiu, człowieku, sztuce. Dzieci potrafią nieźle zaskoczyć.

Wiek 6+


 

Tych, których zainteresowałam tą książką, z pewnością zaciekawi informacja o wizycie Beaty Lejman w Poznaniu. Informację skopiowałam ze strony wydawnictwa Media Rodzina:

W najbliższy piątek i sobotę w Poznaniu będzie gościć Beata Lejman, autorka książki "Magia obrazu", który stał się inspiracją dla cyklu spotkań z ilustratorami w poznańskim Muzeum Narodowym.

  • W piątek, 29 października, o godz. 12.00, pani Lejman zagości w księgarni "Z Bajki".
  • W sobotę, 30 października pojawi się w muzeum. Spotkanie dla dzieci odbędzie się o godz. 11.15 w nowym gmachu. Zapowiada się ciekawie, ponieważ bohaterem będzie twórca niezwykłych dzieł, Giuseppe Arcimboldo! Zapraszamy!

Wiek 8+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 24 października 2010
Chętnie podaruję...

Dziękuję za odzew. Książka jutro trafi w dobre ręce! Bardzo Wam dziękuję!

sobota, 23 października 2010
Wyniki loterii

Tadam! Tadam! Ogłaszam wyniki loterii!!!!! Domowe Duchy pojadą do osoby ukrytej pod nickiem: Wanderluster. Proszę o kontakt na adres nata442@op.pl. Pozostałym Uczestnikom dziękuję za udział i zapraszam  do kolejnej loterii, którą ogłoszę niebawem. Pozdrawiam serdecznie:)

piątek, 22 października 2010
Domowe Duchy - Loteria

Zapraszam do loterii książkowej. „Domowe Duchy”, autorstwa Dubravki Ugresic, to ciekawa lektura dla starszych dzieci i dla … dorosłych. Po zapoznaniu się z nią, jestem w 100% pewna, że w moim domu mieszkają duchy. Ciekawie zilustrowana przez Iwonę Chmielewską, która odniosła wielki sukces w Korei – u nas, niestety – ciągle jeszcze niedoceniana. Zaprasza w świat sztuki, gdzie czekają na nas zagadki do odgadnięcia. Proszę wpisywać się w komentarzach. Książkę wylosuję w sobotę wieczorem. Zapraszam!!!

Wydawnictwo ZNAK

niedziela, 17 października 2010
Domowe Duchy - Dubravka Ugresić/ il. Iwona Chmielewska


Byłam bardzo ciekawa tej książki. Chęć poznania zrodziła się podczas pewnego spaceru po poznańskim starym mieście. W księgarni na wystawie królowały duchy domowe schowane w przymkniętej szafie. Dubravka Ugrešić, pisarka chorwacka, pisała do tej pory książki wyłącznie dla dorosłych; natomiast Iwona Chmielewska – to polska ilustratorka, która podbiła … daleką Koreę. Co to za książka, którą stworzył tak ciekawy duet? A zatem…

Warto zacząć lekturę w kolejności zaproponowanej przez wydawcę. Przyznaję, że mnie osobiście często zdarza się czytać książkę od tekstu właściwego. Dopiero potem wracam do początków. Tutaj kierowała mną zwykła molowo - książkowa ciekawość – Oto Ugrešić napisała książkę dla dzieci. Może coś o tym opowie. Nic z tego, za to ciekawie napisała o domowych duchach, których pełno w naszych domach. Sięgnęła do tradycji starożytnych Rzymian, Słoweńców, Rosjan. W końcu zapoznała nas z całą plejadą dziwolągów ze starej kamienicy w Zagrzebiu, o oryginalnych imionach: Huncwot, Dmietutki, Perforaczek, Gliglusie, Chowaniec, Paskudy, Indianin zza Fotela, Jojśpik, Zakwas, Cuch, Stukpuki, Myszołki, Ten co skrzypi drzwiami, Bambosz, Palcożerek, Pieszczoch, Mydlańce, Suwak, Zmiotek, Szurszur, Tiktak, Tutivillus, Podmuch, Trybik, Igielniki, Zielony Kciuk, Pasibrzuchy. Czasem pewnie też się zastanawiacie, co stało się na ten przykład z kawałkiem przepysznej kiełbasy, który wczoraj jeszcze był w lodówce. Albo gdzie podziała się igła, którą na pewno wpięliście w małą czerwoną poduszeczkę na stole. Któż to skrzypi, mlaska, wyciska pastę do zębów? I pomyśleć, że ja o te niektóre niecne czyny podejrzewałam moje dwa smoki. Zarzekały się wprawdzie:

-Mamo, to nie ja. Naprawdę! – Teraz już wierzę.

Ugrešić pisze o każdym domowym duchu trochę w klimacie pseudoencyklopedycznym. Przynajmniej na początku każdego z opisów:

Pieszczoch – To najwyraźniej domowy duch, chociaż nie ma w tej kwestii niepodważalnych dowodów. Zupełnie tak, jakby opierała się na jakichś naukowych badaniach, doświadczeniach. Potem jest mowa o tym, co dany osobnik lubi, czym się zajmuje, gdzie pomieszkuje. A na końcu każdego opisu, już w tonie takim trochę plotkarskim, o doświadczeniach mieszkańców kamienicy z danym duchem.


Zaskoczyły mnie ilustracje. I tu przyznaję – wyłamałam się z planu wydawcy. Doczytałam do końca, i zamiast przeczytać słowo od ilustratorki – hajda dalej czytać raz jeszcze, bo mi się spodobało. I tutaj olśnienie. A może nawet zdziwienie – że gdzieś już to widziałam, z czymś mi się kojarzy.  Ups – pomyślałam sobie – pani Chmielewska zaskoczyła mnie totalnie – a że lubię dobrą zabawę – podjęłam wyzwanie – bowiem w książce znajduje się mnóstwo odniesień do świata sztuki, znanych obrazów i nie tylko.


Temat domowych duchów i duszków to absolutnie nie tylko fantazja autorki. Definicję hasła można znaleźć chociażby w Wikipedii. Ugrešić poszła dalej – nazwała je po swojemu, nadała twarz i charakter. Stały się przez to bardziej swojskie, domowe, ale czy do okiełznania? Bo przyznam, że niektóre  z nich, dają się nam nieźle we znaki. A może faktycznie mleko, miód, albo ser na progu na małej miseczce pomoże. Kto wie?

Książka na pewno nietuzinkowa, artystyczna. Do lektury zapraszam starsze dzieci i na pewno dorosłych. Iwona Chmielewska w wywiadzie dla Qulturki wyznała, że tworzy książki dla ludzi, nie tylko dla dzieci. Akurat w tej, widzę większą część dla siebie – niż dla moich dzieci. Przynajmniej na ten czas. Spróbujemy jeszcze raz za jakiś czas.

P.S. W moim domu dopatrzyłam się też – Torbacza Okropnego – ducha domowego, bardzo popularnego zresztą, który upodobał sobie damskie torebki. Bałagani toto w nich strasznie – że nic znaleźć nie można. I nie ma na niego żadnej rady. Lubi duże i małe okazy, a w każdym sieje straszliwe spustoszenie. Aż płakać się chce, gdy chcę odnaleźć przeraźliwie dzwoniącą komórkę, albo kluczyki samochodowe. Jeśli ktoś zna jakiś sposób na pozbycie się Torbacza Okropnego proszę o pilny kontakt. Już on ode mnie mleczka na spodeczku nie dostanie. I nie zrobię mu ani czapki, ani szalika. A kysz…

Zdania na temat książki są podzielone. Recenzenci zwracają uwagę na rzeczy, które na przykład mi nie rzuciły się  w oczy. To też dowód na to, że jedną książkę można odbierać w różnoraki sposób. Zgadzam się z tym, że to raczej książka dla dorosłych niż dla dzieci, a jeśli – to zdecydowanie dla starszych. Dorośli pewnie szybciej dopatrzą się cieniutkiej warstwy humoru – (pewnie dla niektórych niedostrzegalnej) – mi jednak wesoło było, gdy czytałam o tych wszystkich tajemniczych mlaskaniach, dziwnych zniknięciach przedmiotów i zapachach. Zaraz pomyślałam o duchach nieopisanych, a które na pewno są w moim domu. Traktuję książkę z dużym przymrużeniem oka. I szukam, nadal szukam, kilku rozwiązań do zagadek, jakie do rozszyfrowania zaserwowała nam ilustratorka.

Wiek 7+

Wydawnictwo ZNAK

wtorek, 12 października 2010
Tybet. Tajemnica czerwonej skrzynki - Peter Sis

Tę książkę można odczytać na różne sposoby. Jest w niej tyle wątków. Czytałam ją wiele razy. Przeglądałam w nieskończoność – bo książka jest przepiękna. I zawsze odkrywałam coś  na nowo. Nie jestem chyba w stanie napisać o wszystkim – zajęłoby mi to masę czasu, miejsca we wpisie, a Wam pewnie popsułoby to radość czytania tej książki. Zachęcam do własnych odkryć i przemyśleń.

Oto narrator tej przedziwnej historii zostaje wezwany do domu rodzinnego, do Pragi. Na miejscu w gabinecie ojca znajduje tylko czerwoną skrzynkę i list:

Teraz czerwona skrzynka należy do Ciebie. Kocham Cię. Ojciec.

Tutaj zaczynają się wspomnienia, najpierw jakby trochę za mgłą, potem coraz wyraźniejsze. Ojciec autora w latach 50-tych ubiegłego wieku został wysłany do Chin, by tam uczyć młodych studentów reżyserii. Narrator wspomina siebie z tamtych czasów, swoją tęsknotę i smutek. Jednocześnie równolegle swoją opowieść snuje ojciec. Nie bezpośrednio. Poznajemy ją  z kart pamiętnika ukrytych w tytułowej czerwonej skrzynce. Dowiadujemy się między innymi o kręceniu filmu o budowie autostrady,  którą potem chińska armia wykorzystała do podbicia tej niepodległej wówczas jeszcze prowincji – Tybetu. Zapiski ojca to opowieści z pogranicza magii i rzeczywistości. Pojawiają się w nich: chłopiec dzwoneczek, mieszkańcy Mrocznej Góry – nomadowie, jaki – najważniejsze z lokalnych zwierząt, mnisi. Poznajemy fakty z historii Tybetu. Jednocześnie gdzieś daleko w Czechosłowacji jest dziecko, które tęskni za ojcem.

Każda nowa strona to inny kolor komnaty – oddaje to atmosferę tej książki. Jak choćby jedna z ostatnich ilustracji – czarno – szara – i do tego słowa ojca: „Dlaczego siedzisz tu po ciemku?”

Czerwona skrzynka – to przede wszystkim podróż do Tybetu. To wgląd w jego historię - zwłaszcza tę bolesną.

Ja odczytałam tę książkę jako piękną opowieść o ojcu. To niestety nadal rzadkość. W książkach dla dzieci dominują mamy – bez dwóch zdań. A nasze dzieci – chłopcy przede wszystkim, łakną obecności taty. Widać to po ilustracjach – rysunki rodziny z białą plamą – ojcem, który gdzieś jest, tylko gdzie? I mimo, że go nie ma – jest ważny. To specyficzna więź, łącząca syna i ojca, którą czują podświadomie, a która daje im siłę do życia w trudnych momentach.

Tybet to również obcowanie z piękną książką. Mandale, pełne maleńkich obrazków, szczególików, jakieś mapy, dziwaczne postacie, labirynty, góry, to znów rysunki dziecka, na których jest biała plama – to brakujący ojciec.

To bardzo wartościowa książka dla dzieci i dla dorosłych. Nie zostawiałabym jednak dziecka sam na sam z tą lekturą – trzeba pewne rzeczy wyjaśnić, może nawet samemu pogrzebać w poszukiwaniu informacji. Po sobie widzę, że mnie ta książka zmotywowała do zgłębienia tematu, do czego zachęcam.


Kupując tę książkę – 1 zł przekazujecie na rzecz dzieci Fundacji Pomocy Dzieciom Tybetu – Nyatri. (WWW.nyatri.org)

Wiek – myślę, że można czytać tę książkę już sześciolatkowi, ale wymaga to na pewno dużego zaangażowania ze strony dorosłych.

Wiek 6+

Wydawnictwo Media Rodzina

 


poniedziałek, 11 października 2010
O czytaniu...

Kilka razy znajomi, wiedząc o czytaniu dla siebie i dla dzieci, zwracali uwagę na to, że czasem książki, które czytamy  Tomkowi są dla niego za poważne, że jest „za mały”. „Dzieci z Bullerbyn” są lekturą w klasie trzeciej, a Tomek słuchał ich jako zahipnotyzowany pięciolatek. To samo – Nils Paluszek, Ronja córka zbójnika (choć tu na pewno nie odkrył wszystkiego, o czym zresztą pisałam  recenzji), fragmenty Księgi dżungli i inne. A jednak słuchał i domagał się dalszego ciągu. I jak tu nie czytać, skoro oko aż błyszczało na widok książki? Odpowiedź znalazłam w książce „Wychowanie przez czytanie”:

Dzieci rozumieją czytane im teksty na poziomie o dwa – trzy lata wyższym, niż gdyby czytały je same. Poziom tekstu słuchanego i tekstu czytanego samodzielnie zaczyna się wyrównywać dopiero ok. trzynastego roku życia.

[Wychowanie przez czytanie – Irena Koźmińska/  Elżbieta Olszewska]

 

Śmiem nawet twierdzić, że niektóre z książek, które  już przeczytaliśmy, a które ważni i poważni tego świata polecają np. dziesięciolatkom, będą Tomka kiedyś  najzwyczajniej w świecie nudziły. I to nie wcale dlatego, że już słyszał tekst. Dzieci w końcu lubią "czytać" (naszymi ustami) tę samą książkę po kilka razy. Czy w dobie najróżniejszych gadżetów, mediów, Mały za lat kilka zainteresowałby się zabawą w Indian, skakaniem po drzewach, chowaniem mleczaków w pudełku i gonieniem barana?  Czy zaimponowaliby mu Lasse, Bosse i Ole, których teraz uwielbia? Na wszelki wypadek nie tracimy czasu, bo nie wyobrażam sobie, żeby przegapić czas na Bullerbyn, albo Ronję. Rozglądam się po naszych półkach:

Mały Bizon – Fiedlera, Przygody Tomka Sawyera – Twaina, Bracia Lwie Serce - Lindgren. Ależ nas kusi. Mój mąż już przebąkuje coś o Tomku Wilmowskim. Kusi, oj kusi... Znając życie - skorzystamy:) I to już, zaraz....

niedziela, 10 października 2010
Co za szczęście! Co za pech! - Thomas Halling/ il. Eva Eriksson

Kiedy pierwszy raz przeczytałam z moimi dziećmi tę książkę pomyślałam sobie, że to dobra książka przede wszystkim … dla dorosłych (dla mnie! dla mnie!) -  i uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Autor podzielił lekturę na dwie części.

W Co za szczęście! mała Amanda wybiera się do miasta. Wszystkie jej wybory są trafione: skręt w lewo – uniknęła spotkania z doniczką spadającą z okna, z warczącym i zaślinionym psem, potrącenia przez rowerzystę, użądlenia osy itd.

Za to w Co za pech! widzimy co miłego minęło Amandę, bo akurat miała pecha: przez taki, a nie inny wybór, nie dostała pięknego balonu, nie pogłaskała psa, nie pomachała królowi, nie znalazła pieniążka.

Książka ma ciekawą formę, fajne pełne humoru  ilustracje Evy Eriksson (Mela na zakupach, na rowerze/ Jak tata pokazał mi wszechświat i inne). W czasie pierwszego czytania moje dzieci nie zrozumiały tej książki. Pewnie dlatego, że nie identyfikowały się z główną bohaterką. Patrząc na moich małych słuchaczy zauważam, że dla nich najważniejsze jest właśnie tu i teraz – na szczęście żadnego gdybania typu – co by było gdyby… (jakie z kolei często spotkać można u dorosłych) – nie spotkałam u nich. I to jest moje wielkie szczęście! I ich również. Takie filozofowanie nie leży w naturze dziecka, nie ma takiego wyrachowania – jeśli zrobię tak – to będzie to miało taki a nie inny skutek. Dzieci idą na żywioł. Wpadają pełne entuzjazmu na ukwieconą łąkę. One widzą kwiaty – ja pszczoły, osy i szerszenie i inne obiekty latające. To raczej  my rodzice już po smutnym fakcie dokonanym myślimy sobie – co za pech. Gdyby mały nie wpadł w tę koniczynę nie użądliłaby go pszczoła. Ale też nie nauczyłby się, że trzeba uważać i pomyśleć, zanim coś się zrobi. Dziecko – tak sobie po maminemu myślę, daje się porwać chwili i nie rachuje w myślach Właśnie przez takie małe szczęścia i pechy dnia codziennego – psia kupa, pręgi na nowych spodniach po spotkaniu ze świeżo wymalowana ławką, uczą go ostrożności, stanowią cenne doświadczenia, z  których będzie korzystał gdy dorośnie. W myśl zasady – co nas nie zabije – to na pewno nas wzmocni. Dlatego też zachęcam – do czytania wspólnego o Amandzie – gdyż przesłanie tej książki może dziecku gdzieś umknąć. Carpe diem – chwytaj dzień, jak pisał Horacy. Cieszmy się z tego co mamy, co jest. Nie zazdrośćmy, nauczmy nasze dzieci cieszyć się z małych rzeczy. No cóż – a nawet jak się wdepnie w tę psią kupę – czy to aż taki pech? Znam ludzi, którzy twierdzą, że akurat to przynosi im szczęście. Zatem – to jak postrzegamy świat – w dużej mierze zleży od nas samych. Czarne nie zawsze musi być czarne:)

 

Wiek 3+

Wydawnictwo EneDueRabe

 
1 , 2