Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
sobota, 29 września 2018

Hipolit Kabel to jamnik krótkowłosy. Jego najlepszym przyjacielem jest kot: Alojzy Kocioł. Widząc tę dwójkę przyjaciół od razu na myśl przychodzi stare przysłowie: żyć jak pies z kotem. Ale na szczęście nie sprawdza się ono w tym przypadku.  Obydwaj panowie są za to jak ogień i woda. Dwa przeciwieństwa, które wspaniale i mądrze się uzupełniają. Hipolit lubi czasem poeksperymentować w kuchni. Wtedy z przyjemnością zaprasza Alojzego do siebie w gościnę. Ta dwójka w ośmiu krótkich opowieściach patrzy na życie z kocio – psiej perspektywy. Komentuje wiele aspektów, które są elementem również naszego życia. Hipolit uwielbia pokazywać swoje codzienne życie na portalu Pod Budą. Portalu, który do złudzenia przypomina hołubiony przez wielu Instagram. Pewnego dnia pies stwierdza, że jego życie jest do kitu. Przecież inni pokazują się na najwyższej górze świata, chwalą się dyplomami z wyróżnieniem. A on co? Myślał, że kogoś zainteresuje jego fotka z durszlakiem. Zdjęcia, oderwane od rzeczywistości, na których „malutki basen wygląda o wiele lepiej niż największa błogość”. Na szczęście przyjaciel Alojzy ma zdrowe podejście do życia i szybko przemówi Hipolitowi do rozsądku. Z tych opowieści uczymy się tego, że w przyjaźni raz jest lepiej raz gorzej, że zdarzają się kłótnie, że przyjaźń należy pielęgnować. I że kiedy wydaje się, że jest się samotnym, że nikt nas nie kocha i nie lubi – wielkim lekarstwem na tego typu bolączki  jest właśnie prawdziwy przyjaciel. A zły dzień za jego sprawą może przekształcić się w dobry dzień. Z przyjacielem można pójść na długi spacer, można uczyć się dobrych manier (cokolwiek to znaczy), można zrozumieć, na czym tak naprawdę polega Boże Narodzenie.

Cudne, pełne humoru i mądrości opowieści Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel, która często czyni zwierzęta bohaterami swoich książek. Ale to właśnie w nich znajdujemy siebie – razem ze swoimi przywarami i zaletami. Śmiejemy się, dziwimy się jak nasza natura bywa albo skomplikowana albo prosta.

Wiek 5+

Wydawnictwo Adamada

piątek, 28 września 2018

Świetna propozycja dla miłośników komiksu, dinozaurów. Choć muszę tu dodać – pierwszy raz spotkałam się z nazwą: naukomiks. Można się oczywiście domyśleć, że naukomiks to coś więcej niż komiks: niesie z sobą treści naukowe, edukacyjne. A taka właśnie jest ta książka. Właściwie patrząc na naszą dinozaurową półeczkę, to muszę przyznać, że są na niej głównie książki, które przedstawiają różne gatunki dinozaurów, ich cechy charakterystyczne, styl życia, odżywanie, charakter. Tymczasem książka Reeda traktuje głównie o ludziach związanych z badaniami nad dinozaurami, rozwoju paleontologii. Oczywiście jest i spora dawka wiedzy o dinozaurach – ale nie na pierwszym planie. Tutaj na czoło wysuwają się ludzie, dzięki którym mamy dziś sporą wiedzę na temat olbrzymów z przeszłości, ich pasji, ambicji, marzeń i planów. Już sama geneza rozwoju paleontologii jest ciekawa – wiecie kiedy zaczęło się skamielinowe szaleństwo? W Anglii wybuchła rewolucja przemysłowa, ludzie zaczęli kopać w ziemi – zaczął rozwijać się przemysł – i co rusz odkrywano, że ziemia kryje nieznane skarby. To był początek – a takie osoby jak Buckland, Mantell, Owen, Darwin zajęły się tematem profesjonalnie. Na kartkach komiksu można zaobserwować jak pracowali w plenerze, naukowo. Bardzo ciekawą postacią była Mary Anning, która jako dziewczynka znalazła pierwszą skamielinę – po czym zajmowała się tym przez 35 lat swojego życia. W książce w ciekawy sposób pokazano też swego rodzaju … współzawodnictwo między zbieraczami skamielin, ich upór, chęć zdobycia rozgłosu a nawet sławy. Miały miejsce fałszerstwa, plagiaty, kompromitacje. Książka po trosze naukowa, po trosze sensacyjna – o ludziach i ich życiu, o tym, co się im udało, a co nie. A może ktoś po lekturze zainteresuje się paleontologią i zechce rozwijać swoje życiowe pasje? Jak się okazuje, wiele zależy od przypadku.

Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 27 września 2018

 

Pewnie kojarzycie postać Newta Skamandra. Pisałam o nim przy okazji innej książki (można poczytać tutaj). Tym razem to on właśnie jest autorem niniejszej książki. W przedmowie pisze: Książka „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” jest owocem mojej miłości do tych stworzeń. (…) mam głęboką nadzieję, że nowe pokolenie czarownic i czarodziejów odnajdzie na jej stronach świeży bodziec, by pokochać i chronić te niewiarygodne stworzenia, podobnie jak my obdarzone magicznymi zdolnościami”. My, w każdym razie ja na pewno, jesteśmy Mugolami, którzy całość traktują jako czystą fantazję, zabawę. Na książkę zatem można spojrzeć dwojako: czarodzieje potraktują ją jako (a wierzę, że takowi są wśród nas) – źródło nieocenionej wiedzy w wykonywanym zawodzie. Mugole – jako rozrywkę, ciekawostkę, świat fantazji, w którym można dać upust swojej wyobraźni. Zarówno dla miłośników i znawców fantastycznych zwierząt jak i dla Mugoli niezwykle interesującym będzie sam wstęp o magicznych zwierzętach, tak konsekwentnie tropionych przez Newta przez długie lata.  Niestraszne mu dalekie krainy, dżungle i pustynie – przez całe życie podążał tropem tych wszystkich stworzeń opisanych  w książce. Sklasyfikowane przez Ministerstwo Magii według 5 kategorii: x – nudne, xx niegroźne, xxx odpowiedzialny czarodziej powinien dać sobie rade, xxxx groźne, xxxxx znany morderca czarodziejów (nie nadaje się do udomowienia ani tresury). Dane gatunki opisane od A do Z. Początek – Akromantula – gigantyczny pająk z Borneo, potrafiący posługiwać się mową ludzką. Kończy opis Yeti. Są wśród nich mało znane osobniki: Znikacz, Bystroduch, Jeżanka, Żądlibąk. Ale również i takie, które gdzieś tam tkwią w powszechnej świadomości: Wilkołak, Yeti, Jednorożec, Troll, Sfinks, Wąż Morski czy Chochliki. Opisy danych gatunków nie są sporządzone według jednego schematu. Jedne dłuższe, kolejne krótsze. Są w nich informacje nt. pochodzenia, wyglądu, sposobu rozmnażania, odżywiania, zachowania, oczywiście wspomniane już krzyżyki informujące o stopniu niebezpieczeństwa. Do tego dochodzą rewelacyjne wielkoformatowe ilustracje. Książka jest pięknie wydana. Tak sobie prywatnie myślę, że i J.K.Rowling i Olivia Lomenech Gill musiały nieźle się bawić przy pisaniu i ilustrowaniu tej książki. Wielka jest wyobraźnia obydwu pań. Opisać i narysować tak, że nawet Mugol jest w stanie uwierzyć, iż te wszystkie stworzenia istnieją naprawdę. I że to wszystko faktycznie się dzieje. Że Nieśmiałek pilnuje drzew i jest gotów nawet zaatakować, jeśli ktoś zagraża drzewu, które jest jego domem. Albo taki Demimoz – zwierzę do wytropienia tylko przez najlepszych łowców. Z cennymi włosami, z których robi się peleryny niewidki.  Takie rzeczy do odkrycia w tej niezwyklej książce.

Wiek 8+

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 26 września 2018

Uwaga! Ta książka jest niebezpieczna! Wciąga  niemiłosiernie. Lektura do wielogodzinnego studiowania, szukania, delektowania się, śmiania, pokazywania, analizowania. Otwiera się jedną rozkładówkę, potem drugą, trzecią – człowiek przepada. Tyle tu szczegółów, szczególików, którym trzeba się przyjrzeć. To istne kompendium wiedzy na temat krasnoludkowego świata. Raj dla poszukiwaczy wrażeń. Ach, i najważniejsze, o czym zapomniałam dodać na samym początku: gdyby ktoś miał wątpliwości, czy krasnoludki istnieją, to po tej lekturze takich wątpliwości już mieć nie będzie. Krasnoludki istnieją naprawdę. Autor co rusz porusza tu znane i mniej znane fakty, że np. są trzy rodzaje krasnoludków: leśne, domowe i bajkowe. O tym, że uciekają z książek z powodu ciasnoty. Że można zarazić się poważną chorobą o zaskakującej nazwie: „krasnoludoza”. Można też poznać najczęstsze choroby krasnoludków i stosowane na nie lekarstwo (Krasnovital). Na okładce przeczytacie o 465 krasnoludkach -Pytanie, czy ktoś się pokusi o policzenie ich i o weryfikację?

Książka przede wszystkim obrazkowa. Od czerwonych krasnoludkowych czapeczek można dostać oczopląsów. Krasnoludki na olimpiadzie, w kosmosie, w różnych środkach transportu. Jak się okazuje – krasnoludki mają poważny wkład w rozwój rzeczy i zjawisk towarzyszących nam w naszym codziennym życiu. Są odpowiedzialne za dojrzałe owoce, dziury w serze, pękające baloniki, odpadające guziki, zagubione klucze i inne przedmioty, dodatkowy brzuszek przy literce „B”. Nie mówiąc już o ich ogrrrrrromnym wkładzie w rozgardiasz poranny. Spóźniłeś się, kleją ci się oczęta niby z niewyspania, w zlewie przybywa brudnych naczyń i śmieci na podłodze – za tymi nieszczęściami stoi ktoś trzeci. A tym kimś są krasnoludki. Myślę, że sam autor nieźle się bawił przy tej książce – wymyślił mnóstwo ciekawych i zaskakujących sytuacji, utworzył ciekawe krasnoludkowe neologizmy. Jednym słowem: bomba! Jak sam tytuł mówi: fakty, mity, głupoty. A co jest czym – to już zależy od tego, jak zostaną przeczytane i zinterpretowane przez poszczególnych czytelników.

Można oglądać tam i z powrotem w nieskończoność - a to dzięki grubym, sztywnym, kartonowym kartkom. 

Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 25 września 2018

Motyle są w modzie. Podobnie jak i inne zapylacze. Ostatnio zrobiło się o nich głośno i dobrze, bo już sam Einstein ponoć mówił (ponoć, bo są i tacy, którzy szukają źródła tej wypowiedzi i znaleźć nie mogą. Ale brzmi mądrze i niestety złowieszczo):  Jeśli wyginą pszczoły, człowiekowi zostaną cztery lata istnienia. Wprawdzie mowa tu o pszczołach, ale obok pszczół to właśnie motyle należą do najpopularniejszych zapylaczy  - znów „ponoć”, bowiem bazuję na danych z Internetu. I dobrze, że jest takie „zamieszanie” – i z pszczołami, i z motylami, bo człowiek wiele rzeczy niszczy na plancie – jeśli nie szybko, od razu, to stopniowo. Takie książki jak ta uwrażliwiają najmłodsze dzieci na współczesne problemy Ziemi. Starsze mogą oczywiście sięgnąć po bardziej obszerną literaturę. Natomiast maluchy z taką lekturą poznają skrzydlate cuda natury, które odgrywają niezwykle ważną rolę w środowisku. Autorzy przedstawili kilka gatunków motyli, ich cechy charakterystyczne, przedstawiają środowisko, w jakim żyją, przytaczają ciekawostki. Dzieci mają możliwość poznania takich motylich przedstawicieli. Są tutaj Rusałka pawik, Osadnik egeria, Rusałka admirał, Latolistek cytrynek, Zmrocznik przytuliak, Plamiec agreściak, Przestrojnik trawnik, Kraśnik sześcioplamek, Niepylak apollo, Rusałka ceik, Paź królowej, bielinki, modraszki, czerwończyki, Przylepek nakropek, piórolotki, Zorzynek rzeżuchowiec, Mieniak tęczowiec, Dostojka Latonia, Rusałka kratkowiec. Zobaczcie – aż tyle okazów zmieściło się w książce. Niektóre z nich bardzo popularne, często występujące okazy – znam z mojego ogrodu. Inne z kolei bardzo rzadkie – wszystkie piękne: dzienne i nocne. W moim ogrodzie latem latają całe chmary: Paź królowej, bielinki, Rusałka pawik i Rusałka admirał są mi dobrze znane. I ich gąsienice co rusz spotykane: a to wędrują po murze, a to po ciepłym od słońca tarasie.  Nie mówiąc już o pewnej włochatej osobnicze, która pewnego dnia spadła na mnie podczas czytania lektury pod drzewem. Książka przybliża poszczególne motyle, przekazuje krótkie informacje na ich temat. Tych wiadomości nie ma aż zbyt wiele – w sam raz dla maluchów. Niektóre wzbogacone są dodatkowym zdjęciem, rysunkiem Helenki (może zachęci to najmłodszych do wykonania własnych obserwacji i prac). Dzieci poznają cykl rozwojowy motyli, gąsienice, charakterystyczne ubarwienia, specyficzne odżywianie – co jest niezmiernie ciekawe. Bowiem wielu motyl kojarzy się  nektarem kwiatowym. Tymczasem są gatunki, które preferują odchody innych zwierząt i gnijące resztki owocowe. Wszystko pięknie zilustrowane przez Ewę Kozyrę-Pawlak, Pawła Pawlaka i Helenkę. Motyle z różnej perspektywy, narysowane, powycinane i naszyte na tkaninę – wyglądają jak żywe. Ja mam tylko nadzieję, że po tej lekturze dzieci (a przynajmniej niektóre - o ile tak do tej pory miały) przestaną łapać motyle, a gąsienice nie będą budzić w nich strachu i obrzydzenia.

PS. Latem dostałam od znajomej wielki pęk kopru. To na nim była olbrzymia gąsienica pazia królowej. Została wyekspediowana do ogrodu.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia  

poniedziałek, 24 września 2018

Ela lubi wszystkie psy. I bardzo marzy o swoim psiaku. Dziewczynka w dniu codziennym ma do czynienia z różnymi psami, różnym rasami. Ale jest jeden minus – żaden z psów nie jest jej. Prośby Eli  o psa tato dziewczynki zbywa zdawkowym „Zobaczymy”. I tak jest ciągle. Tymczasem marzenie jest wciąż aktualne i nie zmienia się, mimo że Ela poznaje również minusy posiadania zwierzęcia. Bo trzeba z nim wyjść  na spacer, gdy na dworze plucha i mróz. Niekiedy psiak pomoczy śliną, albo tak mocno pociągnie, że trzeba puścić smycz. I czasem chrapie tak głośno, że zasnąć nie można. I nie chce słuchać, tylko uparcie nie rusza się z miejsca. To wszystko nic nie znaczy dla Eli – liczy się tylko pies. Aż w końcu nadchodzi ten dzień , kiedy … Pewnie już się domyślacie , jakie będzie zakończenie tej historii.

Cudna opowieść dla najmłodszych dzieci, która pokazuje, że warto mieć marzenia, i że pies to przede wszystkim odpowiedzialność. Przy tej lekturze można rodzinnie porozmawiać o obowiązkach wynikających z posiadania zwierzęcia w domu – wszystkich plusach i minusach. Książka jest do tego pięknie zilustrowana. Kilka lat temu (jak ten czas biegnie – sprawdziłam 8 lat!) pisałam już o Eli. Polecam również Jabłonkę Eli, o której możecie przeczytać tutaj.

Wiek  3+

Wydawnictwo Zakamarki

niedziela, 23 września 2018

 

Ciekawe uzupełnienie do wszystkich części „Harrego Pottera”. Dla miłośników przygód czarodzieja i jego przyjaciół z Hogwartu. Dla tych, którzy w latach 90-tych i troszkę później, z zapartym tchem czekali na kolejną część i dorastali razem z Harrym, Hermioną i Ronem. Również dla tych, którzy właśnie dopiero odkrywają świat stworzony przez J.K. Rowling. Harry Potter nieźle narozrabiał w literaturze. 26 czerwca 1997 r. ukazało się pierwsze wydanie „Harrego Pottera i Kamienia Filozoficznego”. Pamiętacie, jakie to było szaleństwo? Zakupy nocne w księgarni, wypowiedzi różnych autorytetów, że Harry jest albo „cacy” albo „be”. Wracając do omawianej lektury - z jednej strony ta książka to podróż przez historię magii (jak wskazuje tytuł),  z drugiej zaś – możliwość poznania w skrócie losów Harrego Pottera i tematyki całego cyklu. Jak się okazuje – powstawanie tej książki było żmudnym i powolnym procesem. Na początku był pomysł, jaki pojawił się w głowie autorki w opóźnionym pociągu na trasie Manchester – Londyn – dojrzewał on powoli od 1990 roku. Książka oprócz smaczków w postaci rewelacyjnych ilustracji J. Kay’a zawiera korespondencję, streszczenia przygotowane dla wydawnictwa. Wydawca Bloomsbury postanowił skorzystać z recenzji najbardziej wiarygodnego recenzenta – dziecka, a dokładniej córki, która po przeczytaniu kilku stron domagała się dalszego ciągu. I tak to się zaczęło. Machina ruszyła. Ta książka przybliża postacie występujące w książce – nauczycieli i uczniów, zagadnienia związane z eliksirami i alchemią, zielarstwem, zaklęciami, astronomią, obroną przed czarną magią, opieką nad magicznymi zwierzętami. Nawiązuje to całej serii, szuka punktów odniesień w światowej literaturze – pokazując piękne ryciny, drzeworyty, ilustracje. Sięga do źródeł – wskazuje źródła mitów, jak choćby tego, dlaczego wiedźmę przedstawia się przy wielkim saganie nad paleniskiem. I są rysunki autorki. Szkicowała je podczas pisania. W ten sposób można zobaczyć, jak J.K. wyobrażała sobie swoich bohaterów – zanim nastała wersja ilustrowana książki i filmy. Dla miłośników „HP” – pozycja obowiązkowa.

Wiek 8+

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 22 września 2018

Ktoś może zadać pytanie: „No dobrze: Czytam sobie. Poziom 3” i co dalej? Tymczasem pojawiła się nowiuteńka, świeżuteńka seria dla bardziej zaawansowanych czytelników, właśnie takich, dla których wspomniany wyżej Poziom 3 to już żadna przeszkoda. Dzieci, które go opanowały, mogą w przypadku „Czytam z bakcylem” liczyć na rozbudowaną fabułę, zdecydowanie więcej stron. Nadal pozostaje poręczny format, który pasuje do mniejszych rąk, wiele ilustracji, dość szeroka interlinia, wyraźna czcionka. Te dwa elementy są niezwykle ważne – kilka dni temu mój 10-latek przyniósł do przeczytania lekturę szkolną. Chodzi o „Katarynkę” Prusa wydaną dawno temu – tego nie dało się czytać właśnie ze względu na mikroskopijną czcionkę i wąską interlinię – naprawdę groziło osłabieniem wzroku. Wracając już do serii „Czytam sobie z bakcylem” – do tej pory ukazały się dopiero dwa tytuły, ale mamy oczywiście nadzieję na więcej: opisywana właśnie „Tajemnica namokniętej gąbki” i „Maurizio. Kot w okularach” ( o niej wkrótce).

Zofia Stanecka wspomina, że do napisania „Tajemnicy …” zainspirowały ją wspomnienia sprzed lat – kiedy to jej bracia darzyli ją opowieściami o podobnej tematyce, mrożących krew w żyłach i wywołujących gęsią skórkę. Tajemnicę tej dawnej namokniętej gąbki z opowieści braci autorka postanowiła wyjaśnić po latach – po swojemu. Czy się udało? Mnie się wydaje – że tak (ciekawe tylko, co bracia na to?). W szkole Bratka zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Chłopiec wezwany za karę do tablicy bierze w dłonie kredę – o zzzrgozzzo, mokrą i śliską, o zielonkawej barwie. Na dodatek tego, z rąk nauczycielki wyślizguje się namoknięta do granic możliwości gąbka. I gąbka i kreda śmierdzą strasznie. W znalezionych trampkach pełno zielonych glonów. Bratek z Ziutkiem postanawiają wyjaśnić Tajemnicę Namokniętej Gąbki. Pewnego dnia Ziutek przechodząc koło szkoły zauważa w oknie jakiś cień tajemniczej postaci. Po żmudnym śledztwie okazuje się, że ten cień należy do…. No właśnie do kogo? Przyjaźń, przygoda, zagadki i tajemnice, szkolny klimat, wścibska siostra Klara – to wszystko znajdziecie w tej dosyć sporej książce. Warto – dla fajnej przygody, dla tajemniczych spotkań i dla ilustracji.

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont

piątek, 21 września 2018

Zastanawiam się, jak to się stało, że ta książka ominęła mnie w dzieciństwie. Z ciekawości sprawdzam zasoby biblioteczne i jak się okazuje: elektroniczny katalog mojej miejskiej biblioteki wskazuje wydanie z 1971 r. Gdzieś mi umknęły po drodze – z jednej strony szkoda, z drugiej – cudnie taką perełkę odkryć po latach. Baśnie zawsze były moim ulubionym gatunkiem, zaczytywałam książki na śmierć, a teraz po latach wracam do nich przy nadarzającej się okazji. Bo z baśni się nie wyrasta – zdradzę, że pysznie smakują w jesienne i zimowe wieczory przy kominku:) A te pory roku zbliżają się wielkimi krokami.  

54 tytuły, z których trzy są powszechnie znane – wręcz mocno zakotwiczone w powszechnej świadomości – bo któż nie zna „Trzech małych świnek”, „O Jasiu i łodydze fasoli” i „Trzech niedźwiadków”? Pytanie: kto wie, że właśnie te tytuły, wielokrotnie ekranizowane, mające mnóstwo literackich wersji, mają właśnie korzenie angielskie. Wczytując się dokładniej w teksty i mając za sobą dziesiątki przeczytanych baśniowych tekstów: z Irlandii, Niemiec, Francji, Włoch, dalekiej Skandynawii – można doszukać się jakichś znajomych wątków, uniwersalnych motywów, charakterystycznych postaci. Ale głęboką analizę zostawię znawcom – ja jedynie oprę się na swojej prywatnej teorii – jako miłośniczka historii domyślam się, że na treść tych baśni miała wpływ historia Wysp, burzliwa, wojenna, podbojowa, szalona, którą tworzyły różne ludy, różne wpływy. To nakładanie się różnych kultur, tradycji, obrzędów, wierzeń. Ale to zjawisko, które ma miejsce nie tylko w przypadku baśni angielskich – ale chyba wszystkich, z jakimi miałam do tej pory do czynienia. Czytam baśnie polskie a gdzieś w głowie mi kołacze – gdzieś to już czytałam, skądś znam ten temat. Przy czym muszę przyznać, że akurat w przypadku baśni angielskich jest wiele tekstów oryginalnych, jedynych w swoim rodzaju, które właśnie dlatego przykuwają uwagę czytelnika, bo są nieprzewidywalne, nowe. Jak na przykład baśń do okładkowej ilustracji – bardzo dziwna i wesoła zarazem, kojarząca mi się trochę z dickensowskim poczuciem humoru. Ta baśń, zwłaszcza końcowa scena, wpisuje się w klimat powieści Dickensa. W książce jest mnóstwo świetnych tekstów, które bawią i uczą - pochodzą z epoki, w której literatura miała pewną misję do wypełnienia. Jednak bez obaw - nie ma w nich nadmiernego moralizowania - można wyczytać za to między wersami mądrość ludową, jest dawna Anglia, są baśniowe postacie, ale też zwykli mieszkańcy Wysp, których przygody, szczęścia i nieszczęścia dnia codziennego miały czytelników czegoś nauczyć - a nie tylko bawić.

Nie obawiajcie się, że język baśni angielskich trąci myszką. Oczywiście zdarzają się wyrazy rzadko używane, ale nie jest ich znów tak wiele. Właściwie nie mam żadnych zastrzeżeń do tłumaczenia Janiny Carlson i Kaliny Wojciechowskiej sprzed lat. Czyta się dobrze, język jest prosty i zrozumiały. Zwróćcie uwagę na datę powstania tych baśni - są one już nobliwymi staruszkami. Ich autor żyła na przestrzeni wieków: XIX i XX (1854-1916), one same ukazały się w 1890 r. (!!!). Naprawdę są w wyśmienitej formie mimo upływu lat. 

Książka ukazała się jako 26 tom serii "Mistrzowie ilustracji". 

Wiek 6+

Wydawnictwo Dwie Siostry

wtorek, 18 września 2018

 

Metoda Montessori od kilku lat wzbudza wielkie zainteresowanie – jako alternatywna forma edukacji. Ja sama z ciekawością podpatrywałam kiedyś poczynania niektórych mam blogerek, które konsekwentnie wprowadzały metody wychowania i nauczania na własnym podwórku. Zawsze byłam pełna podziwu, jak wiele musiały same przygotować: wycinane literki z szorstkiego papieru, liczydełka z koralików, obrazki, pomoce – krótko mówiąc cuda na kiju. Książka Montessori dla każdego zaznajamia w skrócie z tą metodą i proponuje różnego rodzaju pomoce dydaktyczne, które można wykorzystać w pracy z dziećmi – czy to w przedszkolu, czy w domu. Powiem krótko – to ułatwienie dla każdego, kto chce wnieść jakieś innowacje i ciekawe pomysły podczas zajęć. Nie trzeba przeszukiwać już Internetu w poszukiwaniu inspiracji – wiele rzeczy jest gotowych, do wykorzystania już. Praktycznie od zaraz. Na początku krótkie informacje na temat autorki metody i głównych założeń. Nie jest tego dużo – i warto poczytać. Dalej to już grubaśna księga pełna pomysłów: podzielona na działy: życie codzienne; zmysły, kształty, litery, język, matematyka i kosmos. Czegóż tutaj nie ma? Dzieci wodzą paluszkami po kształtach, literach, cyfrach – następnie robią to już przy użyciu kleju – a potem posypują piaskiem lub kaszą – powstałe szorstkości pozwalają dzieciom poczuć dany kształt. Następnie rozpoznają faktury materiałów: szorstki i gładki, wycinają i składają bryły, samolocik; piszą krótkie wyrazy (np. miś, kot itd.), łączą kropki w odpowiedniej kolejności, liczą przedmioty, krople deszczu, zwierzęta; poznają kontynenty, zwierzęta charakterystyczne  dla danego zakątka na świecie, flagi i kontury wybranych państw, żywioły, ptaki, budowa jajka ( drodzy dorośli: kto z nas wiedział, cóż to takiego jest „chalaza” w jajku?). Książka jest wykonana z grubych szorstkich kartek, po których dobrze się pisze i rysuje. Książka jest dużego formatu (23 cm x 27 cm), pomoce, zwłaszcza litery i cyfry są wystarczająco duże, by bawić się klejem i piaskiem. Myślę, że dla tych, którzy zainteresowani są metodą Montessori, ta lektura okaże się cenną pomocą. Na pewno nie spełni wszystkich oczekiwań i wtedy trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Jednak dla rodzica, który dba o rozwój swojego dziecka – to cenna pozycja – na początek. By złapać bakcyla i potem działać już w szerszych obszarach.

Wydawnictwo Znak

sobota, 15 września 2018

Bardzo mi się ta książka podoba. I treść, i szata graficzna, nawet papier. Ma też wartość sentymentalną, bo przez chwilę rodzinnie byliśmy związani z Warszawą. I teraz zdarza nam się zatęsknić – za poznanymi miejscami i ludźmi. A po lekturze chciałoby się tam pojechać i odwiedzić stare kąty. Tyle że za chwilę łapiemy się za głowę – za daleko, za gorąco, zaraz szkoła. Uff – dobrze że są takie książki. Lektura przybliża postacie najbardziej znanych warszawiaków. Oczywiście są wśród nich osoby mające mocną pozycję – w tym towarzystwie: Stanisław August Poniatowski, Chopin, Jan III Sobieski. Ale są i takie osoby, które nie-warszawiakom na pewno pozostają nieznane: np. Antoni Magier. Niektórzy związani z miastem przez chwilę, na jakiś krótki etap – inni na całe życie.

Każda postać przedstawiona jest tak, jakby obserwator właśnie spotkał ją na jeden z warszawskich ulic. Nie liczy się czas, epoka, data. Franciszek Fiszer, ponoć pierwowzór bajkowego Pana Kleksa, w tużurku z goździkiem w butonierce, wchodzi do Hotelu Europejskiego i zasiada przy stole. Maria Skłodowska-Curie spuszcza głowę i zaciska pięści – przecież nie lubi wystąpień publicznych. Mieczysława Ćwiklińska – aktorka – kroczy Marszałkowską na premierę do teatru. Zagra w sztuce „Drzewa umierają stojąc”. Król Jan III Sobieski cieszy oko suto zastawionym stołem. Czegóż na nim nie ma - same smakowitości. Za chwilę ktoś wzniesie toast na cześć władcy.

Zawsze pod tymi reporterskimi tekstami znajduje się nota biograficzna z konkretnymi informacjami na temat danej osoby. Niemniej mi osobiście podobają się fikcyjne sceny z życia warszawiaków, które mogły się zdarzyć naprawdę, a które pokazują też charakter danej postaci. Dzięki temu zabiegowi są one nam bliższe, odbrązowione, zdjęte z pomników. Do tekstów przemycono informacje z życia społecznego, artystycznego, z historii. Można dowiedzieć się o przywilejach szlachty polskiej, zamiłowaniu królowej Bony do lekkich dań z warzyw, o ucieczce pierwszego władcy elekcyjnego Henryka Walezego. Daty, legendy, znane miejsca i ludzie – którzy tworzą i tworzyli historię. Wszystko w ciekawej oprawie graficznej – w formie kolaży rysunków i fotografii, niekiedy z przymrużeniem oka. Ale czy tego właśnie nam nie potrzeba? Spojrzenia na swoją historię bardziej na luzie, z humorem, tak normalnie – bez nadętości, moralizowania? Dla mnie ta książka – jest bardzo na plus.

Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry

czwartek, 13 września 2018

Z Janoschem jest tak – albo się go lubi albo nie. Zimno albo gorąco. Nie ma nic pomiędzy – ciepełko nie wchodzi w rachubę. Przygody Misia i Tygryska są specyficzne – często mają wymiar filozoficzny – o istocie życia, chorobie, przyjaźni, marzeniach. I to nie zawsze wyrażone wprost. Trzeba zatrzymać się nad tymi książkami – zastanowić, bo coś często zostało ukryte między wierszami. Przyjaciele mają swoje przyzwyczajenia: ulubione potrawy, zabawki, powiedzonka, przyjaciół i znajomych, niekiedy takie typki spod ciemnej gwiazdy. Czasem odnoszę wrażenie, że to doświadczeni życiowo dorośli osobnicy, innym znów razem, że to zaledwie para maluchów o tygryskowym i misiowym rozumku. Janosch jest tajemniczy, nieprzewidywalny, wodzi nas za nos, buduje świat, w którym dorośli czasem nijak nie potrafią się odnaleźć. Za to dzieci - często czują się w nim jak ryby w wodzie. Nie każdy lubi takie bujanie w obłokach. Kreska autora jest niespokojna, zwariowana. W domku przyjaciół często panuje bałagan, z dachu kapie na głowę, po kuchni turlają się polutowane gary i połatane poduchy, a pokój zdobi wyliniała kanapa. Antydisnejowska estetyka.   W książkach o Misiu i Tygrysku nie ma miejsca na ckliwe obrazki i historie. Takie jest życie – u Janoscha na pewno bez mejkapu.

Miś i Tygrysek mieszkają razem w małym domku. Nic im do szczęścia nie brakuje. Cieszą się tym swoim szczęściem, powodzeniem w życiu. Jednak pewnego dnia ich spokój zostaje zburzony. A wszystko przez drewnianą skrzynkę wyłowioną z rzeki, pachnącą tak smakowicie bananami. I napis: PANAMA. Ach, jak cudowna musi być ta Panama!!! Jak pięknie byłoby tam się udać, odnaleźć ją, zamieszkać. Tam to dopiero żyłoby się pełnią szczęścia. I Tygrysek z Misiem wyruszają w daleką podróż, która wiele ich nauczy. Tego, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Że czegoś szuka się daleko, tymczasem to coś jest bardzo blisko.

Książki Janoscha bawią mądrze, skrzą się absurdalnym humorem i każą przyjrzeć się dokładniej nam samym. Pewnie niejeden z nas odnajdzie się w Misiu albo Tygrysku – a jakie wnioski z tej nauki wyciągnie? – niech to już zostanie naszą słodką tajemnicą.

Miś i Tygrysek – te postacie pojawiają się nie tylko w książkach dla dzieci. W Niemczech swego czasu rozpędzono wielką machinę gadżetową – i dwójka przyjaciół była dosłownie wszędzie (zresztą nadal jest popularna, choć konkurencja nie śpi) – na ręcznikach, piórnikach, kubkach, breloczkach. Myślę, że wielu z nas chciałoby poznać tego innego Janoscha – buntownika, zagubionego, uzależnionego od alkoholu, bojącego się kobiet, samotnika, który uciekł przed światem na Teneryfę. Czy wiecie, że jego prawdziwe nazwisko brzmi Horst Eckert i urodził się w 1931r. w jednej z dzielnic Zabrza? Jaki jest ten Janosch, jak wyglądają jego inne rysunki? Janosch – rysownik z przypadku. Na swój literacki debiut wybrał imię Janusz – dawno temu niemiecki zecer przekręcił litery. By zarobić na chleb zaczął do swoich rysunków układać tekst...

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Znak

środa, 12 września 2018

W komiksie Mieczysława Fijała przenosimy się w czasy a’la średniowieczne, gdzie królowie, księżniczki i … smoki.  Właśnie panuje książę Nieład. Jego włości robią wrażenie – są naprawdę i piękne, i rozległe. Pewnego dnia w  krainie mlekiem i miodem płynącej pojawia się smok. Oczywiście władca główkuje nad tym, jak tu pozbyć się poczwary. Klasyczne rozwiązania w postaci wysłania do smoczej jamy dzielnego rycerza, niestety nie przynoszą spodziewanego efektu. A może rozwiązania należy szukać u czarownika Monrou? Przy  jego pomocy pokonanie gada to będzie błahostka. A jednak nie. Sam wróżbita szuka sposobów i wtedy nachodzi go pewna myśl. W poszukiwaniu ratunku, udaje się do przyszłości i sprowadza stamtąd dwóch nastolatków: Oskara i Fabrycego, którzy w czasach współczesnych biorą właśnie udział w wycieczce klasowej do starego zamku. Dwaj dzielni śmiałkowie (hi hi) ze smart fonami w ręku właśnie się chwalą, że pokonali smoka? Chyba domyślacie się, o jakiego potwora tu chodziło. No ale cóż, Monrou nie miał pojęcia o grach komputerowych. Całość okaże się dziwnym zbiegiem licznych okoliczności, pomysłów, sztuczek, strachów, śmiesznych scenek. Bo ta wspomniana wyżej dwójka z przyszłości będzie musiała poradzić sobie w nowej rzeczywistości. Jak nic na myśl przychodzi francuski klasyk filmowy, świetna komedia: „Goście, goście” (dla starszych). Znajdziecie tutaj humor słowny i sytuacyjny, mnóstwo zwrotów akcji, charakternych bohaterów, świetne komiksowe ilustracje. Oskar i Fabrycy nieźle narozrabiali – w obydwu wymiarach. W jednym walcząc ze smokiem, w drugim – psując klasie wycieczkę do zamku. Szczegóły i dobra zabawa – już w komiksie.

 Wiek 6+

Wydawnictwo Egmont

wtorek, 11 września 2018

Być może dane Wam było przekonać się na własnej skórze, że przypadkowe spotkanie zaważyło na Waszym dalszym życiu. Tak jest właśnie w przypadku małej Tereski, która na swojej drodze spotyka elfa. Osobnik dziwny, osobliwy opowiada o FarMagii. To świat, który istnieje gdzieś obok, równolegle obok naszej rzeczywistości. Świat, w którym czas biegnie inaczej. Świat, w którym mieszkają bajkowe postaci – na stałe lub na chwilę. Te na chwilę, najczęściej potrzebują pomocy Opiekunki – w przypadku ran i skaleczeń. Opiekunka udziela pierwszej pomocy, troszczy się o chorego osobnika, dodaje mu otuchy.  Jest pewien problem: dawna Opiekunka osiągnęła pełnoletniość i nie ma wstępu już do FarMagii. Baśniowe stwory: pegaz, syrena, jednorożec, elfy, chimery – kogóż tu nie ma? Tylko jak mała dziewczynka może stać się Opiekunką nie znając tajników medycyny i farmacji. Skąd ma wiedzieć jak przygotować napary, maści, balsamy? Skąd ma znać zioła przynoszące ulgę i ukojenie? Liczą się chęci, gotowość do niesienia pomocy, dobre serce – a tego Teresce nie brakuje, i oczywiście szczypta magii. Bo chyba domyślacie się, że spotkanie Tereski z elfem miało swój ciąg dalszy, i że to właśnie ona zostanie Opiekunką w baśniowej krainie.

Dzieci lubią w książkach przenosić się do cudownych miejsc, gdzie wszystko jest możliwe. FarMagia jest taką właśnie krainą – mają do niej dostęp tylko wybrańcy. Jak się okazuje - wśród ludzi jest wielu takich, którzy służyli baśniowym postaciom. Tereska odkrywa przecież, że również jej lekarka była kiedyś Opiekunką w FarMagii.

Książka mówi o ważnych rzeczach, na które zazwyczaj nie mamy czasu w naszej zabieganej codzienności: przyjaźń, bezinteresowność, empatia. Porusza ważne problemy, nie pokazuje tylko wzorowych bohaterów – trzeba poznać, że sama Tereska ma buntowniczą i odważną naturę i ma też sporo … za uszami. Książka nie tylko dla dzieci. Świetnie nadaje się do wspólnego rodzinnego czytania.

Wiek 6+

Wydawnictwo Zysk  i S-ka

poniedziałek, 10 września 2018

Któż nie zna Kubusia Puchatka? Aż nie śmiem pytać. Tymczasem w Stuwiekowym Lesie pojawia się Krzyś. Ale nie jest to ten sam chłopiec, którego znamy z książek dla dzieci. Nic z tych rzeczy – to już dorosły mężczyzna, w eleganckim kapeluszu i płaszczu. Można by się pokusić nawet o stwierdzenie, że imię Krzyś, jakim po latach powitał go kochany Kubuś Puchatek, w ogóle do niego nie pasuje. Krzyś (Krzysztof?) przybył po latach do miejsca, które kiedyś było mu bardzo bliskie, gdzie byli jego wierni przyjaciele. Tymczasem tyle się zmieniło. I Krzyś się zmienił – jest jakiś smutny, mówi tylko o tym jak ważne są Ważne Rzeczy.  Krzyś inaczej postrzega Las – jako bardziej ponury niż dawniej, a on sam czuje się w nim bardzo zagubiony. Patrzy na świat oczami dorosłego człowieka. Nie widzi drobiazgów. Zresztą cały czas powtarza: „Nie jestem dzieckiem”. I kiedy mężczyzna chce pozbierać rozsypane papierzyska, Kubuś znika. Krzyś wędruje po Stuwiekowym Lesie i chce działać, chce szybkich efektów. Ale jakby powiedział Kubuś: „Czasami jedyna rzecz, którą powinniśmy zrobić, to NIC nie robić”. Krzyś zaczyna właśnie … nic nie robić. I sprawy znajdują rozwiązanie. Kubuś się odnajduje, a Krzyś z pomocą swoich dawnych przyjaciół zmienia się: staje się radośniejszy i nawet jest skłonny uwierzyć, że na świecie istnieją hefalumpy. Po prostu odnajduje w sobie….kiedyś zagubione dziecko.

Książka dla dzieci, ale też i ważna lektura dla dorosłych. Ile dziecka masz w sobie? Gdzie są twoje dziecięce ideały, marzenia? Czy koniecznie wszystko musi być widoczne dla oczu? Dzieci odnajdą w tej lekturze swoich starych przyjaciół znanych z kreskówki i książek.

Baaardzo podoba mi się klimat tej książki. Kojarzy mi się z latami 50-tymi i 60-tymi ubiegłego wieku. Moda na kapelusze i długie płaszcze u mężczyzn, twarz Krzysia jak na reklamach w stylu vintage.

Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

piątek, 07 września 2018

Myślę, że Minecrafta – tej niezwykle popularnej gry, nie trzeba specjalnie przedstawiać. Jako dodatek do niej wydawane są regularnie książki – uzupełnienia, dzięki którym można lepiej wykorzystać potencjał i gry, i samego gracza.

Minecraft. Rocznik 2018 informuje o wprowadzonych aktualizacjach, nowościach – przez co gra staje się jeszcze ciekawsza. I tak znajdziecie tu np. opis przedmiotów, dzięki którym można lepiej przygotować się do wypraw: zaklęty diamentowy miecz, diamentowa zbroja, oswojone wilki, tarcza, koty, koń, dynia. Każdy z tych elementów jest krótko opisany – i tak noszenie dyni na głowie może uchronić przed … atakiem endermana. Ciekawą częścią książki są wybrane doświadczenia osób związanych z powstawaniem tej gry. Osoby te zdradzają tajniki swojej pracy i samej gry. Jak się okazuje, tworzenie gry i wprowadzanie nowości – to nie takie zwykłe hop siup. Zespół Mojanga zaznajamia z trybem przygody, projektem REALMS – gdzie znajdziecie specjalnie wyselekcjonowane światy i mapy przygód. Podpowiadają jak zbudować park wodny, przetrwać w opuszczonej kopalni, prezentują funkcję ADD-ONS – dzięki której można zmienić wygląd świata oraz zachowanie mobów.

To tylko zaledwie kilka propozycji. Ci, którzy czytają recenzję, a nie znają gry, łatwo zauważą, że są tu słowa klucze dla osób będących w temacie. Te wszystkie hasła, niekiedy brzmiące egzotycznie, szybko oswoją i właściwie odczytają miłośnicy Minecrafta. Znajdą tu dużo ilustracji, wskazówek, schematów – a przykład z własnego podwórka pokazuje, że są one zrozumiale wyjaśnione. Znam też dzieci, które nie znając wersji komputerowej gry, chętnie zaglądają do książki i też się dobrze przy tym bawią. Choć połączenie gra + książka dopiero daje efekty. Gra oczywiście w odpowiedniej i rozsądnej dawce.

Wydawnictwo Egmont

środa, 05 września 2018

Kostka Rubika liczy sobie już prawie … No właśnie: ile lat? Pamiętam jaki to był szał, gdy się pojawiła. Kolejki pod sklepikiem, żeby kupić upragnioną zabawkę. Autor, profesor architektury, był skazany na międzynarodowy sukces. Już w dzieciństwie niezwykle kreatywny miłośnik łamigłówek – w 1974 r. stworzył pierwszy prototyp kostki. A ile było zachodu, by pokazać tę zabawkę szerszemu światu? W komunistycznych Węgrzech to nie było takie hop siup. Książka przybliża postać autora kostki, jej historię. Jak się okazuje – kostka niejedną ma twarz. Większość z nas zna bowiem klasyczną kostkę w formie sześcianu: 3x3x3 . A przecież są jeszcze kostki: 2x2x2, wieża, 4x4x4, 5x5x5, wąż Rubika, Magia Rubika i próżnia Rubika. Nie wszystkie z nich są autorstwa Ernö Rubika. Po prostu świat zwariował na punkcie kubików i po Rubiku pojawiło się kilku naśladowców. Mimo tak wielu odmian kostki książka skupia się na klasycznej wersji 3x3x3. Podpowiada, jak ułożyć kostkę w całości – gdzie skręcić, jak skręcić i jak nie … spanikować. Bo ten, kto próbował ułożyć kostkę w całości, pewnie nie raz chciał rzucić nią o ścianę. Ruchy do wykonania, przekręcanie ścianek, skręty, obroty, wzory, algorytmy. Jest też wersja dla początkujących – potem  to już jest tylko z górki. Oprócz „przepisu” na ułożenie kostki są tu liczne ilustracje i schematy, ciekawostki np. o rekordach świata z układania kostki: jedną ręką, z zawiązanymi oczami, z najmniejszą liczbą ruchów. Mówię Wam – szaleństwo. Ale fajnie jest.

Wiek 10+

Wydawnictwo Egmont

wtorek, 04 września 2018

Bajka, baśń dla trochę starszych dzieciaków, nastolatków – może bardziej dziewczynek – które jeszcze nie do końca wyrosły z księżniczek i zamków, czarów, magicznych krain. Jednocześnie dla osób, które zaczyna interesować coś więcej, i oczekują od książek bardziej rozbudowanej fabuły, wielowarstwowych bohaterów i … niekoniecznie słodkiego happyendu. W końcu książek, przy których się dobrze bawi, ale skłaniających do refleksji, i które zostają w pamięci na dłużej. Myślę, że takim już bardziej wygórowanym oczekiwaniom może sprostać cykl Akademia Pennyroyal (do tej pory ukazały się 3 części). Rzecz dotyczy pewnej uczelni, do której mogą zgłaszać się odważne dziewczęta chcące zostać księżniczkami, a także śmiali chłopcy marzący o karierze rycerza. Ale ich życie nie będzie polegało na życiu jak księżniczka z bajki.

Dziewczyna bez imienia i chłopak Remington spotykają się pewnego dnia w zaczarowanym lesie. Obydwoje uwięzieni w chacie przez okropną staruchę – próbują uciec, bo co innego im pozostało. Bo cóż mają do stracenia – wiedzą, że za chwilę mogą umrzeć i muszą zaryzykować. Ucieczka powiedzie się, a dwójka nastolatków kieruje swe kroki do Akademii Pennyroyal. Chcą spróbować szczęścia w życiu. Oszołomieni nową sytuacją, warunkami, towarzystwem – pragną znaleźć swoje miejsce w  życiu. Ale znają swoją wartość. Zwłaszcza Evie – dziewczyna bez imienia, która pewnego dnia je w końcu otrzymuje i poczuje się tak, jakby odnalazła jakąś dawno zagubioną część siebie. Sama instytucja Akademii przypomina jak najbardziej szkołę z internatem – wraz z jej wszelkimi plusami i minusami. Trzeba przyzwyczaić się do nowych nauczycieli, nowych koleżanek. Te ostatnie potrafią być wścibskie i nadepnąć na odcisk. Są osoby, które polubimy od razu, są czarne charaktery, które potrafią zepsuć krwi nie tylko Evie. Sama bohaterka musi pokonać wiele przeszkód, często ma pod górkę. Dziewczyna bardzo chce wypełniać dobrze swoje obowiązki względem wolnych ludzi, chce ich bronić. Zamierza dużo ćwiczyć, być odważną i zdyscyplinowaną. Będzie niełatwo – ale o tym doczytacie już w książce. Jeśli lubicie przygodę z elementami baśniowymi, nawiązującą do twórczości braci Grimm – to będzie to książka dla Was.

Wiek 9+

Wydawnictwo Mamania

poniedziałek, 03 września 2018

Moja ulubiona seria dla dzieci – Czytam sobie. Tym razem coś z mitologii nordyckiej. Pojawiają się dwie mityczne postacie: Thor i Loki. Dwaj bracia – różni od siebie jak ogień i woda. Thor – bardziej dostojny, poważny. Loki to stary spryciarz, psotnik, szaleniec wręcz. Właśnie wpadł na pomysł, by obciąć włosy ukochanej Thora – Sif. Przyłapany, musi odkupić swoje winy. Nowe włosy mają zrobić dla Sif karły. Jednak Loki nie byłby sobą, gdyby nie spróbował trochę narozrabiać. A co zrobi? – o tym doczytacie już w tej malej książce. Małej – nie małej – muszę dodać. Bo sama książka przypomina poważną lekturę dla dorosłych – samodzielny egzemplarz z ponumerowanymi stronami. Zamknięta całość, książka – której przeczytanie od deski do deski na pewno cieszy. Starsi czytelnicy też odczuwają satysfakcję po lekturze kolejnej książki. Przeczytać całą książkę – dla niejednego dziecka to wyczyn nie lada.

Akurat ta historia moim zdaniem przeznaczona jest dla bardziej zaprawionych w boju czytelniczym. Gdy dziecko przeszło już na poziom drugi serii „Czytam sobie” na początek poleciłabym prostsze historie, a tę podsunęłabym dziecku, które jest bardziej rozczytane. Tytułów jest cała masa – jest z czego wybierać. W opowieści o Thorze i Lokim pojawia się więcej trudnych wyrazów, nazw, imion: Skidbladnir, Mjollnir, Frejr czy Gungnir.

Historia wciąga, zapoznaje z inną kulturą. Czcionka jest duża, co ułatwia czytanie. Jest mnóstwo ilustracji, charakternych bohaterów, dużo się dzieje. Na końcu książki „Dyplom sukcesu” oraz sześć tematycznych naklejek.

Poziom 2 to składanie zdań, 800-900 wyrazów w tekście, dłuższe zdania – pojedyncze i złożone, elementy dialogu, 23 podstawowe głoski oraz „h”, ćwiczenie sylabizowania.

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

sobota, 01 września 2018

Siedem tytułowych księżniczek i zarazem … siedem sióstr. Wszystkie o oryginalnych imionach: Melodia, Liczydia, Leonia, Igiełka, Dalia, Otylia i Tycjanna. Każda z dziewcząt inna. Każda ma swoją pasję. Dużo zdradzają tutaj imiona bohaterek. Oczywiście, kto zna trochę naturę kobiet, córek, koleżanek może sobie wyobrazić, że w takim towarzystwie często jest jak w ulu: głośno i … burzliwie. Dlaczego? Bo siostry – księżniczki czasem się kłócą, spierają, dyskutują. Pewnego dnia ich kłótnia sięga zenitu – każda z dziewcząt wycofuje się do swojego świata, swoich zainteresowań. Jednak po niedługim czasie każda z nich przekonuje się, że nie było warto. Cisza i samotność daje się wszystkim pannom we znaki. Same dziewczęta stwierdzają, że tęsknią za sobą, że czegoś im brak. Historia książęcej kłótni na szczęście nie trwa długo i kończy się happyendem. Jednocześnie uczy, że po burzy wschodzi słońce i nie warto się kłócić. Ale skoro kłótnie w rodzeństwie są nieuniknione książka uczy też, że warto się godzić.

Kto się lubi ten się czubi – kłótnie w rodzeństwie zdarzają się często i zawsze. I nie chodzi tutaj o to, by wymuszać swoje racje i poglądy, sposób na życie. Właśnie inność – taka jak wśród sióstr – powoduje, że życie jest ciekawsze i piękniejsze, a od innych można się tak wiele nauczyć. Bardzo dziewczęca książka nie tylko ze względu na ilustracje – mnóstwo tu ozdobników, które często cieszą oko: np. kwiatków i listków. Różowy wcale nie jest dominującym kolorem. Tematyka związana z księżniczkami bardziej pasuje do dziewcząt i akurat ta lektura może być ciekawym erzacem dla landrynkowatych wydań disnejowskich. Choć oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by historię o siedmiu księżniczkach poznali również chłopcy.

Jest jeszcze jeden powód, by poznać tę książkę. To propozycja z Chorwacji, a jak sami przyznacie nieczęsto książki stamtąd pojawiają się na naszym rynku.

Wiek 4+

Wydawnictwo Prószyński i S-ka