Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
środa, 30 września 2015

Krzysia pomaga w zamkowej kuchni sir Waltera. Jednak dziewczynka marzy o innym życiu. Codziennie przygląda się jak młodzi giermkowie ćwiczą na zamkowym dziedzińcu. Zdaje sobie sprawę, że nie dla niej takie zaszczyty. Pewnego dnia jej życie zmienia się o 180 stopni. Dziewczynka staje w obronie zamkowego kota, którego mieczem kłuje Rufus – strażnik łuków. Kot – dodam gadający – odwdzięcza się za dobro i podpowiada sir Benedyktowi, aby Krzysię uczynił Strażniczką Mieczy w zamkowej zbrojowni. Dziewczynka dba jak najlepiej potrafi  o broń. Jednak złośliwy Rufus nie daje za wygraną. Tym bardziej, że to on chciał piastować zajmowane przez dziewczynkę stanowisko. Ciągle Krzysię prowokuje, zaczepia, dogryza. Nie cofnie się przed najbardziej wyrafinowanymi  i bolesnymi środkami. Dziewczynka jednak się nie poddaje – w nowym miejscu znajduje wielu – przyznajmy to  szczerze–  osobliwych przyjaciół: Ninę, Kacpra łabędzia, Gwidona Grosza. To oni podpowiadają jej, co ma robić w trudnych sytuacjach i pomagają jej wyjść z opresji.

Książka dla młodszych dzieci, które interesują się rycerzami i codziennym życiem na zamku. To też miła odmiana – zwłaszcza dla dziewczynek rozkochanych w księżniczkach i wróżkach. Do tekstu w zgrabny sposób przemycono informacje  na temat dawnych ubrań, oręża, zwyczajów średniowiecznych. Oczywiście w odpowiedniej dawce. W drugiej części pojawia się niebezpieczeństwo, które zagraża Sir Walterowi. Sir Malkolm Podły podczas uczty na zamku zamierza otruć pana Krzysi i przejąć schedę po nim. Na szczęście Strażniczka ma oczy i uszy szeroko otwarte. Od Krzysi można się wiele nauczyć – wprawdzie dziewczynka nie jest rycerzem, ale doskonale wie, co znaczą: odwaga, honor i ojczyzna.

Książka jest napisana prostym językiem, szeroka interlinia i duże litery pomogą się wprawić najmłodszym w samodzielnym czytaniu.

Na początku roku ukazały się dwie książki z nowej serii o Strażniczce Mieczy. Na dniach mają ukazać się dwie kolejne części: „Krzysia i oblężenie zamku” i „Krzysia i turniejowe turbulencje”.

 

Wiek 6+

Wydawnictwo Literówka

wtorek, 29 września 2015

Wyobraźcie sobie krainę Stworię. Wszystko jest w niej szare: las, rzeka, niebo. Nawet hymn, który codziennie o szarym poranku śpiewają również szare Stworki, jest szary. Co za dużo, to niezdrowo – mówi stare przysłowie. Takie oto myśli nachodzą małego Stworka, który nagle staje się zielony.  Zielone łapki, futerko, brzuszek, skrzydełka, dziób, ogon – ten kolor tak bardzo go intryguje, że Stworek postanawia nie zmywać owej oryginalnej zieloności, mało tego: planuje odnaleźć krainę z zieloną rzeką i zielonym w niej swoim odbiciem. Stworek wyrusza w drogę, opuszcza szarości Stworii i zaczyna szukać nowego miejsca na ziemi, gdzie mógłby być szczęśliwy. To początek interesującej podróży, podczas której Wędrowiec ów odwiedza obce miejsca o różnych barwach, spotyka rozmaite i interesujące stworzenia. To w końcu i przede wszystkim podroż do swojego wnętrza, bowiem Stworek poznaje lepiej samego siebie, swoje potrzeby i marzenia. Znajduje olbrzymią odwagę, która umożliwia mu początek nowego etapu w życiu. Błękitna burza, chatka ślimaka Lazura, cytrynowożółte góry, Grota Pierzastych Wiatrów, Kraina Czerwieni, Królestwo Bieli – to kilka etapów tej wędrówki po świecie. Podróż pełna przygód, niebezpieczeństw, ale też życzliwych istot, które gotowe są pomóc Zielonemu Wędrowcowi. Stworek również otwiera się na innych, wzrusza się, słucha, współczuje, również spieszy  z pomocą. Kiedy poznaje uroki życia w barwnej krainie, zrobi wszystko, by zmienić swoją jednolitą szaro – burą ojczyznę na miejsce piękniejsze i bardziej przyjazne dla jej mieszkańców.

Książka porusza tak wiele aspektów, że nie sposób się zdecydować, który ważniejszy. Przede wszystkim odwaga. Nie każdego stać na to, by rzucić wszystko i wyruszyć w świat. Stworek daje przykład,  że czasem warto zaryzykować. Ma w sobie otwartość na innych i gotowość dawania siebie. Kolejny aspekt: inny nie znaczy: lepszy. Za to na pewno: ciekawszy, właśnie przez to, że różniący się od tego, co już znamy, doświadczamy na co dzień. W końcu: książka Bardijewskiej to cenna lekcja tolerancji. Inny nie znaczy też gorszy. I to chyba najistotniejsze przesłanie tej opowieści.

Książka wielokrotnie nagradzana, przeniesiona na deski teatru, ilustrowana przez różnych rysowników, którzy reprezentują inne style. Do Emilii Dziubak czuję dużo sympatii dzięki jej innym książkom. W „Wędrowcu” podoba mi się jej wykreowany świat szarości, rozjaśniony tu i ówdzie plamą koloru. A jej zima z białym misiem – prawdziwe mistrzostwo. Jeśli szukacie ambitnej książki dla dziecka – polecam „Zielonego wędrowca.”

Wiek 5+

Wydawnictwo Ezop

czwartek, 24 września 2015

 

Lubię wiedzieć kogo czytam. Stąd często sięgam albo po biografie autorów, albo – jeśli takowymi nie dysponuję – choć po notki z krótkimi informacjami – kto zacz. Asa Larsson znana jest miłośnikom kryminałów. Ingela Korsell – pochodzi natomiast z zupełnie innej bajki – a jakiej? Nooo, z bajki właśnie. Jest bajkopisarką. Do tego dochodzi jeszcze ilustrator – Henrik Jonsson specjalizujący się komiksach. Oczywiście po takiej dawce wiedzy o autorach pojawia się pytanie – jak taki gatunkowy miszmasz przełoży się na powieść dla młodzieży?

Małe szwedzkie miasteczko Mariefred. Dwóch braci z tak zwaną przeszłością. Z domu z patologią – matka alkoholiczka, brak rodzinnego ciepła, rodzina zastępcza i problemy w szkole. Taki wstęp nie wróży niczego dobrego, choć pod skórą czujemy materiał na interesującą książkę. Dwaj chłopcy – starszy Alrik i młodszy Viggo. Ten drugi to straszna zadziora, skory do bójek z klejącymi rękami. Złodziejaszek, który nie ma żadnych zahamowań. I misja, do której zostali wybrani. Mają być strażnikami miejscowej biblioteki, która nie jest zwyczajnym miejscem. Muszą przejść próbę.

Pełna niebezpieczeństw, dziwacznych postaci, zwrotów akcji. Bracia zyskują sympatię czytelnika. Mając za sobą taką przeszłość, zawsze na starcie są stawiani na przegranej pozycji. A jednak imponuje ich przyjaźń, braterstwo, zaufanie do siebie. Odrzuceni przez kolegów w nowej szkole, trudni do zaakceptowania przez nielubiące problemów grono pedagogiczne potrafią jednocześnie wiele nauczyć. Dzięki ich trudnym doświadczeniom życiowym młody czytelnik nabiera przekonania, że warto walczyć o siebie w każdej sytuacji, nie poddawać się, być wiernym swoim przekonaniom. Książka dość mroczna - więc zapewne nie dla każdego. Zresztą sugestywne ilustracje, oryginalna wyklejka po trosze zapowiadają już specyficzny klimat powieści.

Pierwszy tom zapowiada ciekawą serię. Całość ma liczyć 10 tomów. Do tej pory ukazały się cztery części. Wydawca w materiale informacyjnym pisze o „serii urban fantasy dla młodzieży”. Jest to ciekawe połączenie prozy tradycyjnej, komiksu i … mitologii skandynawskiej. Autorzy czerpią z dawnych mitów i podań. Powstała ciekawa mieszanka pełna tajemnic, potężnych mocy, przygody. A co w kolejnych częściach? – niebawem napiszę.

Wiek 12+

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 23 września 2015

Na „Trójkowe gawędy” trafiłam przypadkiem jakiś czas temu. Stałam w korku i z nudów „skakałam” po stacjach. Był zimny mroźny poranek. Na dworze nieprzyjemnie. A w „Trójce” taka miła odmiana. Dyrektor Warszawskiego Zoo opowiadał …. o gęsiach. O ich przywiązaniu do siebie, byciu ze sobą na dobre i na złe. Tak się zasłuchałam, że zapomniałam jechać naprzód. Z tego błogiego szybowania w chmurach wyrwał mnie klakson samochodu stojącego za mną i dziwne ruchy kierowcy wyraźnie zdenerwowanego moim przedłużającym się postojem.

P60502561

Ucieszyłam się, gdy zobaczyłam zebrane „Gawędy” w jednym tomie i na dwóch płytach. Kiedy jakiś czas temu pisałam na stronie „xiegarnia.pl”  o głosach ptaków (też autorstwa Kruszewicza) zauważyłam, że człowiek ów potrafi tak opowiadać o naszej przyrodzie, że mnie osobiście naprawdę ogarnia jakieś swego rodzaju poczucie dumy – że my te wszystkie ptaki mamy u siebie – że chcą zimować, że znów wracają, gdy tymczasem szerokim łukiem omijają Zachód Europy. Wspominałam młode małżeństwo spotkane na dalekiej Korsyce, które na wieść o tym, z jestem z Polski, wydało dźwięk zachwytu i zazdrości, że w moim zasięgu jest i Puszcza Białowieska i Bagna Biebrzańskie i inne cuda wianki przyrodnicze.

 

 I choć w tych trójkowych gawędach pojawiają się jeszcze dwaj inni panowie: Mann i Pieróg, to właśnie Kruszewicz buduje klimat, czaruje swoją wiedzą o istotach latających. Nie ukrywam – ulegam urokowi pana Tomasza Manna, bez którego nie ma dla mnie „Trójki”. Jednak jego udział jest maleńki – zaledwie krótkie wprowadzenie. Przy czym jest on niezwykle barwny – a to ze względu i na humor i ciętą ripostę, jakiś trafny wniosek. Pieróg zadaje pytania (nie za dużo) i Kruszewicz odpowiada. I tu się zaczynają gawędy. Samo określenie tych wypowiedzi jest bardzo trafne, bowiem gawęda to coś więcej niż opowieść. W dzisiejszym zabieganym życiu gawęda raczej nie ma racji bytu. Bo z gawędą łączę i czas, i ciekawy temat z różnymi dygresjami, i słuchacza gotowego słuchać. I jeszcze odpowiednią długość. Dłuuuuuuuga długość – że się tak wyrażę. Gawęda mówiona od siebie – nie czytana. Wymyślana w danej chwili, wyrażona prostym językiem. Bez wyszukanych zdań i fantazyjnych wyrażeń.

Tak właśnie opowiada Andrzej Kruszewicz. Przybliża prawie 50 różnych gatunków, sięga po tematy – okołoptasie – jajko, latanie, śpiewanie, jedzenie zimą. Przybliża mnóstwo różnych gatunków ptasich – swojsko brzmiących znanych z przydomowego karmnika, może gniazda na dachu naszego domu – i takich, o których do tej pory pojęcia nie miałam. Nie brak w nich humoru. Uśmiałam się przednio przy historii o małym jerzyku (nie, nie pomyliłam się – nie jeżyku), nabrałam wiary w możliwości ludzi przy opowieści o kanarku, w  której autor uchylił nam rąbka tajemnicy o swoich szkolnych problemach i wagarowaniu. Mnóstwo konkretnych informacji i ciekawostek, burzenie stereotypów, a przede wszystkim misja zaprzyjaźniania nas ze światem małych latających stworzeń. Na które po takiej lekturze patrzy się zupełnie innym okiem – nie chodzi o znawstwo – ale też wyrozumiałość (zabrudzone parapety), sympatię i dużo optymizmu. Bo słysząc rano śpiew ptaków nastrajam się pozytywnie i do ludzi i świata.

 

Trójkowe gawędy można poczytać, można ich też posłuchać posłuchać. Do książki dołączone są dwie płyty CD, na których słychać kultowe głosy trzech autorów. Książkę ciekawie zilustrowała Sabina Twardowska. Stworzyła ciekawe i zabawne połączenia świata realistycznego (fotografie) i rysunkowego.

Wiek 7+

Wydawnictwo Multico

wtorek, 22 września 2015

 

Obrazkowa książka dla najmłodszych, która odkrywa może nie wszystkie tajemnice Ziemi, ale przekazuje gros informacji na jej temat. Adekwatnie do wieku czytelnika.

Na początek Ziemia jako jedna z ośmiu planet, jej budowa, przyroda ożywiona i nieożywiona. Dalej: rzeki. Najmłodsi śledzą jej bieg – od źródła do ujścia, poznają obieg wody w przyrodzie. Odwiedzają lasy tropikalne, które są domem wielu gatunków roślin i zwierząt. Wręcz wchodzą w gąszcz zielonych liści – wśród których kryje się mała indiańska wioska. Nurkują w wodach oceanu. Podziwiają rafę koralową, różne morskie potwory, schodzą na głębiny, gdzie straszą wraki zatopionych okrętów. Podróżują na pustynię, gdzie straszne upały i na Antarktydę, gdzie z kolei zzzzimno. Świat ludzi przybliża różne źródła energii i surowce. Ostatnia strona to planeta Ziemia z lotu ptaka: wszystkie kontynenty z wyszczególnionymi ciekawostkami dotyczącymi różnych miejsc na globie, fauny i flory. Wszystko fajnie zilustrowane przez Mariannę Oklejak.


Każda strona to dodatkowe ukryte okienka. Jest ich razem 80. Można sprawdzić, jak wygląda wnętrze Ziemi, dlaczego lew morski stracił apetyt, jak broni się ośmiornica, jak pingwiny cesarskie wychowują młode, jak wygląda system korzeniowy kaktusów. Takich ciekawostek jest tu do odkrycia bardzo dużo. Na danym okienku zostaje przedstawiona jakaś informacja, postawione pytanie, które następnie są rozwijane już po otwarciu danego okienka. Książka ma grube kartonowe karty. Spodoba się najmłodszym czytelnikom, których interesuje to, co związane jest z naszą planetą.


Wiek 5+

Wydawnictwo Olesiejuk

poniedziałek, 21 września 2015

Piotruś Pan kojarzy się zazwyczaj ze słodkim chłopcem, który nie chciał dorosnąć. Taki stereotyp siedzi w wielu głowach, utkwił w nich na dobre i ma się całkiem dobrze. Winy pewnie należy upatrywać w kreskówce Disney’a, która w znaczny sposób wypaczyła nie tylko obraz Piotrusia Pana, ale i innych bohaterów powieści liczącej sobie w chwili obecnej dokładnie 104 lata.  A może skusicie się na poznanie prawdziwego oblicza Piotrusia Pana? – a to dzięki wznowieniu tej starej klasycznej powieści, niedawno na nowo spolszczonej przez Andrzeja Polkowskiego. Nie jest to lektura łatwa. Jej premiera w Polsce miała miejsce w 1913, w Anglii dwa lata wcześniej. Dodam tylko, że wszystko zaczęło się od sztuki teatralnej, która po sukcesie została zaadoptowana na powieść. Niespieszna proza, w której dużo miejsca poświęcono analizie psychologicznej bohaterów, ich przeżyciom wewnętrznym, rozterkom. Owszem znajdziecie tu dużo przygód, niebezpieczeństw, mnogość postaci. Jednak przyzwyczajeni do współczesnych książek, gdzie akcja goni akcję, gdzie zdecydowanie mniej opisów, krótsze zdania – możemy przeżyć coś w rodzaju zaskoczenia. Czy miłego? Wszystko zależy od nastawienia. Dlatego nie zostawiałabym dziecka z tą książka sam na sam. Świetnie za to nadaje na rodzinne czytanie. A pora roku i coraz dłuższe wieczory sprzyjają.

Liczne adaptacje filmowe, kreskówka, książki nawiązujące do animowanej wersji – tzw. okołopiotrusiowe – stworzyły różnoraki obraz tej postaci. Główny bohater jest niezłym psotnikiem, znakomitym szermierzem i nie chce dorosnąć. Zabiera dzieci państwa Darlingów do baśniowej krainy zwanej Nibylandią. W książce brak jednoznaczności (i na całe szczęście). Tak jak film lub bajka pokazują wszystko w  uproszczony sposób, tak w książce wyczuwa się różne niuanse. Stąd liczne rozterki, wahania, wyrzuty, rozmowy, wyjaśnianie. Nic nie jest od razu białe albo czarne. Gdzieś pomiędzy tym zacierają się granice, powstają budzące opór i brak akceptacji szarości. Analiza bohaterów pozwala zrozumieć pobudki pewnych zachowań i działań.

Jak już nadmieniałam – nie jest to powieść łatwa. Na pewno nowe tłumaczenie, uwspółcześniony język pomogą przy lekturze. Wartością dodaną są ilustracje belgijskiego rysownika Quentina Grébana. Dodają tekstowi lekkości i atrakcyjności. Trochę pomagają wyobraźni i kłócą się ze stereotypowym modelem Piotrusia Pana znanym z kreskówki. Choć przyznaję – ilustracje Grébana nawiązują trochę do … estetyki disnejowskiej. Duże oczy, słodkie facjaty. Jednak wzbudzają dużo sympatii, a być może mają szansę stworzyć nowy obraz Piotrusia Pana – czy aby jednak – w powszechnej świadomości – nie wiem. Czas pokaże jak się to wydanie obroni.

Wpisując w Google hasło „PP” i klikając na „grafikę” od razu wyskakuje zielony chłopiec z czerwonym piórkiem zatkniętym w czapkę – mnie osobiście bardziej kojarzący się z Robin Hoodem niż postacią z powieści JMB.

Na końcu zdradzę, że mój Piotruś Pan przez długie lata miał twarz Piotrusia stworzonego przez Jerzego Srokowskiego.

Wiek 7+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 20 września 2015

 

Dziś możemy zatrzymać rzeczywistość dzięki fotografii. Dawniej nie było takiej możliwości. Stąd popularność różnych książek obrazkowych przedstawiających rośliny i zwierzęta, ilustracje  przygotowane przez rysowników, artystów. Ciekawostką jest to, że kiedy organizowano wyprawy przyrodnicze gdzieś tam na kraj świata, zawsze zabierano ze sobą właśnie rysowników. To oni dokumentowali całe przedsięwzięcie, utrwalali odkryte, to, co zobaczyły ludzkie oczy. Jakiś czas temu pisałam o kolorowance dla dorosłych, która powstała na podstawie starych XIX-wiecznych  miedziorytów pochodzących z pisma ilustrowanego dla miłośników ogrodu. Podobnie jest z częścią dotyczącą ptaków. Punktem wyjścia są: „Historia ptaków w Europie” z roku 1871 oraz „Ptaki Ameryki” z lat 1840-1844. Wybrano z nich 44 ilustracje, których autorami byli: H.E. Dresser, T. Bowen i John James Audubon. Ptaki, które znamy może z własnego ogródka (dosłownie) lub ze słyszenia. Puchacz, jemiołuszka, trznadel, sójka. Ale i okazy baaardzo egzotyczne: sęp, flaming, błękitnik meksykański. Wszystkie gatunki zostały przedstawione na początku książki – na miniaturach, z nazwami polskimi i łacińskimi. Na dużych planszach formatu A4 ptaki w wersji kolorowej i czarno – białej – do wypełnienia kolorami.

Kolorowanki stały się ostatnio modne. U mnie w pracy koleżanki zakupiły sobie takie cuda – w celu zagospodarowania wolnego czasu, na odreagowanie, pozbycie się stresu, na prezent dla siostry w Australii. Oszalały kredkowo. Przysyłają fotki, pokazują efekty swojej pracy. Chwalą się. Niekiedy nie jest łatwo uzyskać oczekiwany efekt. Może też spróbujecie?

Wydawnictwo Vesper

 

sobota, 19 września 2015

„Opowiadania z kluczem” są dla dzieci, które lubią się już bać, albo dla tych, które jeszcze nie widzą, że lubią się bać:) I dla tych, które lubią zagadki. Osiemnaście opowiadań, w których pojawiają się detektywi – zawodowi bądź samozwańczy – w różnym wieku. Szkolnym przede wszystkim – ma się rozumieć. Autorami są znani i lubiani pisarze dla dzieci i młodzieży – stąd naprawdę duży wachlarz pomysłów i różnorodność stylów: Papuzińska, Wakuła, Jerzykowska, Jagiełło, Beręsewicz, Ryrych, Ostrowicka, Gortat, Szczygielski, Strękowska – Zaręba, Orlińska, Piątkowska, Szymeczko, Czerwińska – Rydel, Bąkiewicz, Trojanowski, Combrzyńska – Nogala (kolejność przypadkowa). Całość zilustrowała Olga Reszelska. Oczywiście z tym strachaniem się – trochę przesadziłam. Choć niektóre z tekstów mogą przyprawić młodego czytelnika o gęsią skórkę – choć bez przesady. Poziom strachu – o ile występuje – to na dziecięcym poziomie. Większość z opowiadań to nie horrory i thrillery w wersji mini, ale opowieści kryminalne, w których jest jakaś zagwozdka, której i Sherlock Holmes i Herkules Poirot nie powstydziliby się rozwiązać. Bohaterowie kryminałów dla dorosłych, bądź ich autorzy (Agatha Christie) tu i ówdzie pojawiają się zresztą.

Ktoś kradnie iluzjoniście czarodziejskie rekwizyty: cylinder i różdżkę, koło domu ciotki Felicji czai się jakiś podejrzany typ, znika urna z prochami prababci, Łukasz i Agata znajdują na ulicy czarny portfel, tajemniczy nadawca wysyła koleżankom Mili karty do gry, Szymon – miłośnik wielkiego detektywa z Baker Street podczas zwiedzania Londynu wszędzie widzi podejrzane typy i sprawę do rozwiązania, do wsi Powojka przyjechał ktoś Ważny, kto w tajemnicy będzie chciał odnaleźć stary skarb zakopany w ogrodzie koło dworu. Tematów i spraw do rozwiązania tu nie brakuje.


Podoba mi się pomysł na stronę graficzną książki. Ilustracje są wyłącznie czarno – białe. Od czasu do czasu na czarnych stronach pojawiają się białe litery i ilustracje. Buduje to specyficzny klimat – podobnie jak było to w „Opowiadaniach z dreszczykiem”.


Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

piątek, 18 września 2015

„Król, muzy i pomarańcze” to przykład kreatywnego przewodnika dla dzieci. Najmłodsi nie tylko poznają dane miejsce – w tym przypadku Starą Oranżerię w Łazienkach Królewskich w Warszawie, ale mają możliwość współtworzenia książki o nim. Rusza wyobraźnia, myśli krążą wśród zabytkowych malowideł, rzeźb – zaczyna się zabawa na całego. A wraz z nią nauka – swego rodzaju przygoda, z licznymi informacjami z  zakresu historii, literatury, polityki i sztuki. Spacer po tym niezwykłym miejscu zaczyna się w Starożytnej Grecji. To tam żyli bogowie i herosi. Wśród nich dziewięć muz -  córek Zeusa i bogini pamięci Mnemosyne. Każda z nich opiekowała się inną dziedziną sztuki lub nauki. Wszystkie one towarzyszą małym czytelnikom podczas zwiedzania Starej Oranżerii.  


A jest tutaj dużo miejsc, którym warto poświęcić uwagę. Tradycyjne przewodniki opisują je tylko. Nudno wyliczają co po lewej, co po prawej stronie, co zobaczyć można na suficie itd. Podczas lektury tej książki miłe jest zaangażowanie. I to takie całkowite, wręcz zatracenie się. Z kredkami, ołówkiem, nożyczkami.

Trzeba bowiem dorysować starożytnym artystom młot, dłuto, lirę; połączyć gwiazdy i odczytać zaszyfrowaną wiadomość, zrobić odciski palców z pomarańczowej farby w (tak, właśnie tak) pomarańczowym gaju, przejść przez skomplikowany labirynt, rozciąć okno w Starej Oranżerii, dokończyć malowidło, poskładać fragmenty rzeźby. Takich aktywności czytelnika jest tu całe mnóstwo.

Zadania są wypisane kursywą, natomiast „normalną” czcionką opisane zostały miejsca, postacie, ciekawostki, dzieła sztuki. Oczywiście dużo miejsca poświęcono królowi Stanisławowi – Augustowi, przekazano niektóre informacje z  jego życia. Król był miłośnikiem teatru, organizatorem obiadów czwartkowych. Dzieci mogą wziąć udział w przygotowaniach jednego i drugiego wydarzenia: ustalając menu dla zaproszonych gości, projektując kurtynę, budując swój własny mini – teatr. Książka oprócz tego, że jest związana z konkretnym miejscem w Warszawie, tak naprawdę przenosi nas do starożytności. Nawet jeśli książka przeznaczona jest dla najmłodszych dzieci, warto wykorzystać ją na lekcję historii w plenerze związaną właśnie z tematyką starożytnej Grecji i czasów stanisławowskich.


Wiek 6+

Wydawnictwo Dwie Siostry

czwartek, 17 września 2015

 

Z dzieciństwa pamiętam charakterystycznego czarnego kota w czerwonych butach. Chyba bardziej niż konkretne tytuły, które ukazały się w serii „Moje książeczki”. Dopiero kiedy spoglądam na spis treści księgi pierwszej, przypomina mi się: oczywiście, że niektóre z nich czytałam. Ilustracje potwierdzają, że to było właśnie to kocie wydanie. „Koniczyna pana Floriana” Heleny Bechlerowej  z ilustracjami Krystyny Witkowskiej, „Podróż w nieznane” Adama Bahdaja z ilustracjami Marii Mackiewicz, „O wesołej Ludwiczce” Anny Świrszczyńskiej z ilustracjami Janiny Krzemińskiej, „Prawie wszystkie przygody Zuzanny” Ady Kopcińskiej z Ilustracjami Mirosława Pokory, „Zajączek z rozbitego lusterka” Heleny Bechlerowej z ilustracjami Hanny Czajkowskiej, „Wielki wyścig” Adama Bahdaja z ilustracjami Ignacego Witza i „Złoty koszyczek” Hanny Januszewskiej z ilustracjami Bożeny Truchanowskiej.

Pokrótce przybliżę każdą książkę. Bo te wszystkie „Moje książeczki” dawniej były odrębnymi tytułami. Wydawano je od roku 1959 aż po lata 90-te dwudziestego wieku.

Koniczyna pana Floriana


Pan Florian ma w swoim ogrodzie zaczarowaną koniczynę- jeśli jakieś zwierzę jej skosztuje, wówczas spełniają się jego marzenia. Bo przecież i zwierzęta mają swoje marzenia, nieprawdaż? Kasztanek marzy o pięknej złocistej uprzęży i dzwoneczkach przy lejcach. Natomiast Białogrzywek - koń z karuzeli, chce tak jak inne konie hasać po łące i cieszyć się wolnością, słońcem i świeżym powietrzem. Czy to się spełni? Jest w bajce również mały chłopiec Łukaszek, który odegra w całej tej historii niemałą rolę.

Podróż w nieznane


Ania i Janek bawią się nad brzegiem jeziora wystruganym z kory statkiem. Nagle łódkę porywają fale. Na pokład stateczku dostaje się myszka Kundzia. Po drodze przeżywa przygody i spotyka różne zwierzęta.

O wesołej Ludwiczce


Ludwiczka jest wielką optymistką: ciągle roześmiana, wesolutka, rozśpiewana. Pewnego dnia zapragnęła poszukać króla z piernika. Wyruszyła w świat. Zanim ziści się jej marzenie, spotka ją mnóstwo przygód.

Prawie wszystkie przygody Zuzanny


Zuzanna to żółty szczeniak, który właśnie skończył 5 miesięcy. Ciągle poznaje świat: łąkę, echo, kładkę, źrebaka, pszczoły, burzę. Nabieranie doświadczeń jest wesołe i czasami bolesne. Zuzanna jak każde dziecko musi nauczyć się, że życie niesie ze sobą różne niespodzianki – niekiedy dobre, niekiedy niezbyt przyjemne.

Zajączek z rozbitego lusterka


Jest to opowiastka o dość niesfornym i kapryśnym Piotrusiu, trochę zazdrosnym o swoją siostrzyczkę Basię- robi różne psoty, by na siebie zwrócić uwagę-   jest niegrzeczny przy jedzeniu, uderzył skakanką psa Mucka i mimo ostrzeżeń mamy strącił doniczkę z paprotką, która spadając, zbiła lusterko. Mama, zdenerwowana i smutna, wychodzi z domu. A nasz smyk zdaje sobie sprawę, jak bardzo był niegrzeczny i jak tęskni za mamą. I wtedy pojawia się zajączek z rozbitego lusterka. To on pomoże chłopcu odnaleźć mamę. 

Wielki wyścig


Czy można sobie wyobrazić wyścig ślimaków? Ale nie to jest w tej historii najdziwniejsze. Wygra ten, kto ostatni przybędzie na metę. Sto ślimaków sunie do mety. Dwa ślimaki: Onufry i Pafnucy rywalizują ze sobą o zdobycie pierwszej nagrody. Co ciekawe na trasie spotykają co rusz różne zwierzęta, które potrzebują ich pomocy.

Złoty koszyczek


Jasio dobosz ma wystarać się o złoty koszyczek dla królewny. Oj, kapryśna ta królewna, że hoho. Jasiek trafia do baby – Wiklinichy. Kiedy chłopiec pokazuje królewnie miejsce, gdzie baba spędza czas na wyplataniu koszyków, dziewczynka odkrywa piękno świata i radość z pracy i obdarowywania innych.

 

Wydanie „Księgi pierwszej” jak najbardziej nawiązuje do historycznych egzemplarzy sprzed lat: a to za sprawą m.in. charakterystycznej wyklejki w pionowe, dwukolorowe pasy. Były na nich okienka z bohaterami występującymi w danej opowieści. Również dziś zastosowano dużą czcionkę, duży format A4. Każda z książek to małe dzieło sztuki ze wspaniałymi ilustracjami. Dla nas rodziców to wręcz wzruszające wspomnienie z dzieciństwa – dla współczesnych najmłodszych możliwość zaznajomienia się z wyśmienitą literaturą dla dzieci. Czasem odnoszę wrażenie, że w  tamtych książkach nikt nie silił się na zdobycie łatwej popularności u czytelników. Bez taniego humoru, gagów. Niespieszna narracja, w której wszystko płynęło niezmącenie, swoim tempem. Nikt nie pędził przed siebie, za rogiem nie czaiło się jakieś sensacyjne i głośne hurra, szybkie tempo akcji, które miały powodować zawrotty głowy. Delektowano się słowem, chwilą. Były to mądre i przemyślane książki, często z jakąś nauką moralną.

„Księga pierwsza” niesie oczywiście nadzieję na kolejne części. Redaktor Katarzyna Piętka we wstępie pisze o kilkudziesięciu tytułach najwybitniejszych autorów polskich i zagranicznych. W tym miejscu oczywiście zaczynamy marzyć o tym, co nam przyniesie „Księga druga”, na którą (choć jeszcze nie zapowiedziana – nie chcę robić za dużego szumu) – już się cieszę.

Wiek 4 +

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

środa, 16 września 2015

Jeśli dzieci lubią historie  o piratach (a po sukcesie "Piratów z Karaibów" - raczej w to nie wątpię) podsunęłabym im właśnie tę książkę Rafała Witka. Dwójka dzieciaków z podstawówki - Gabrysia Bzik i Nilson Makówka zaprzyjaźniają się po tym, jak oboje wylądowali na dywaniku u dyrektora. No cóż - trzeba przyznać, że nic tak ludzi nie łączy jak wspólne nieszczęście. Nie chcę za bardzo zdradzać o co poszło - w każdym razie Makówka jako miłośnik różnych paragrafów, stanął w obronie koleżanki, co nie spodobało się czci - głodnemu gronu pedagogicznemu. Taaa - niepokorni dobrze wiedzą, że czasem trudno w szkole sprostać tym wszystkim obowiązkom. A Gabryśka Bzik z takim nazwiskiem naprawdę nie ma łatwo. Sama sobie tłumaczy, że gdyby nazywała się choćby tak: "Grzeczniutka" od samego początku roku szkolnego miałaby lepszy start. Dobrze - a ktoś zapyta - gdzie ci obiecani piraci? Właściwie jeden pirat - i to z XVII wieku. To ów tytułowy Zgniłobrody, który pewnego dnia wręcz napada na dwójkę przyjaciół. Jednak myliłby się kto, że wystraszy dziarskie dzieciaki. Wygląd owego osobnika tak bardzo zaciekawił Bzik i Makówkę, że postanawiają wyjaśnić tę zagadkę. Wielki znak zapytania jest tu początkiem różnych przygód i perypetii, w które wplątani zostają Gabrysia i Nilson. 

Sprawnie napisana powieść dla 10-latków, ciekawie zilustrowana właśnie została doceniona. Rafał Witek za swoją powieść otrzymał niedawno 22. Ogólnopolską Nagrodę Literacką im. Kornela Makuszyńskiego. 

W protokole z obrad Jury czytamy takie uzasadnienie:

"Jest to zabawna historia, łącząca humorystycznie ukazane realia szkoły z wizytą gościa z dalekiej przeszłości, z dwoma świetnymi, doskonale zróżnicowanymi postaciami dwojga bohaterów dziecięcych, którzy z przypadku stają się opiekunami przybysza. Jury uznało również, że książka doskonale wpisuje się w „słoneczny” charakter Nagrody, a także jest idealną lekturą dla dzieci, które stawiają pierwsze kroki w literackim świecie".

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

Ta historia chwyci Was za serce. Losy gorylicy Sally Jones, jej całe życie. Najpierw jako goryle dziecko sprzedana do niewoli tureckiemu handlarzowi kością słoniową, później złodziejce baronowej Cornelii Worzoff, trafia do zoo i wędrownego teatru, następnie do iluzjonisty Silvio. Zakochuje się w orangutanie Baba. Kiedy źli ludzie rozdzielą zwierzęta, Sally zrobi wszystko, by uwolnić przyjaciela. Razem udają się do ojczyzny Baby.

 

Losy Sally Jones to materiał na długi serial telewizyjny, w którym co rusz zmieniają się pierwszoplanowi aktorzy i miejsca akcji. Mamy Europę, egzotyczne krainy, z których pochodzą Sally i Baba. I ocean z wielką rozszalałą burzą, tragiczną katastrofę statku, na szczęście zakończoną happyendem. Ta historia nie jest słodką opowieścią o dwóch sympatycznych małpkach. Nie raz wzruszycie się podczas lektury, albo po prostu – po ludzku – wpadniecie w złość. Bo wiele tu wyzysku i zła, niesprawiedliwości, krzywdy. Na szczęście jest miejsce i na miłość, na przyjaźń, na dobrych ludzi, którzy niosą nadzieję w momencie, gdy zaczynamy ją tracić. Wspaniała jest postać samej Sally. Na nic się nie skarży, w każdej sytuacji stara się dostrzegać dobre strony.

W książce Wegeliusa ważne są ilustracje, na których równolegle do tekstu rozgrywa się cała akcja. Na każdej stronie – nowy etap z życia gorylicy. Trochę przypomina mi ten zamysł autorski przedwojenny fotoplastykon, gdzie scena po scenie można było oglądać historie ludzi, miejsca, wydarzenia. W czasach, gdy nie było telewizji fotoplastykony były bardzo popularne. Były oknem na świat. Gdyby nie było tekstu, ta historia mogłaby być opowiedziana wyłącznie obrazami, które też wpisują się  stare książki vintage. Mają klimat, pastelowe kolory, charakterystyczne czarne kontury, niekiedy oryginalne ozdobne ramki.  Książka została doceniona i otrzymała w Szwecji nagrodę Augusta. To prestiżowe wyróżnienie przyznawane przez wydawców dla najlepszych książek. Legenda …. w pełni na nią zasługiwała.

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

wtorek, 15 września 2015

„Niezbędnik” w tytule wskazuje, że coś jest konieczne do życia. Jak powietrze do oddychania. Ale tak naprawdę bez „Niezbędnika” da się żyć, jednak posiadanie tej książki może sprawić, że życie będzie ciekawsze, bardziej fascynujące. Czytam notę z okładki i tak sobie myślę, że nawet jeśli ta wiedza nie pozwoli czytelnikowi zabłysnąć w towarzystwie („chłopak może stać się prawdziwym idolem towarzystwa”), i nawet jeśli czytanie i tego konsekwencje pozostaną bez wystrzału petard, korków szampana i odbędą się w całkowitym w spokoju – to na pewno danego osobnika ubogacą o całkiem dobre i przyzwoite ciekawostki i informacje z wielu dziedzin życia i nauki. Rozpiętość ogromna. O rzeczach przyziemnych z jednej strony i baaardzo ważnych z drugiej. To taka moja ocena subiektywna, bo ocena wagi zależy od czytelnika. Swoją drogą fajnie wiedzieć ile zębów ma słoń czy żarłacz biały, które zwierzęta są najmądrzejsze, co zrobić, by nie zostać zjedzonym (chodzi o zwierzaki – więc spokojnie, gdzie można zbliżyć się do czynnego wulkanu, jak nazywają się najwyższe szczyty w Himalajach, jak należy się pakować, w końcu – uwaga – JAK ZAROBIĆ MILION?

Informacje przekazywane są w telegraficznym skrócie. Niekiedy mają formę wypunktowania: niesamowite węże. Innym znów razem są to krótkie notatki: sprzęty szpiegowskie. Znajdziecie tu informacje z historii, biologii, polityki, geografii, sportu, kulinariów. Czyli wszystko, co młody dżentelmen wiedzieć powinien. Bądź prawie wszystko – bo nie oszukujmy się – to zaledwie kropla w morzu wiedzy. Ale nie powiem – gdyby taki młody człowiek ni stąd ni zowąd w towarzystwie wymienił nieudane próby wzbicia się w powietrze, albo szalonych królów – na pewno wzbudziłby zachwyt. A więc do lektury. I tylko my wiemy, że to wszystko jest zaplanowane. Ale o tym fakcie to już tylko cicho szaaaaaaa.

P.S. Oczywiście nic się nie stanie, jeśli zawartą w książce wiedzę posiądą również dziewczynki. Wręcz to jest wskazane:)

Wiek 8+

Wydawnictwo Jedność



sobota, 12 września 2015

Oj ten Filipek Zaskroniec. Niezły z niego ancymonek. Wygadany, śmieszny, niekiedy rozsądny, innym razem naiwny. Dużo by o nim tu pisać. Nowy bohater dla dzieci 6-7 letnich. Polski Mikołajek – bystrym okiem obserwuje świat i dorosłych, swoich kumpli z podwórka i ze szkoły.  Nie zostawia suchej nitki na babci i pedagogu szkolnym, i dyrektorce szkoły. Ale nie przez złośliwość. Taki już jest. Mówi, co mu ślina na język przyniesie. Babcia Niusia wprawdzie go upomina: „…nie można mówić obcym o wszystkim, co się dzieje w domu” – uzasadniając to tym, że „obcy mogą to wykorzystać w złych celach”. Jednak Filipek szybko zapomina o słowach babci. Dowiadujemy się od niego samego dużo na tematy rodzinne, szkolne, okołopodwórkowe. I jedno jest pewne: Filipek ma talent do opowiadania. Co ja piszę – do gawędziarstwa. Snuje swoje historie, używając soczystego języka, humoru, sięgając po trudne i kontrowersyjne tematy. Robi to z dziecięcą wiarą w rzeczy niemożliwe. Z perspektywy dorosłego fajnie jest zaobserwować jak dorośli wiją się jak piskorz w poszukiwaniu adekwatnych odpowiedzi. Niedawno pojawiły się dwie części Filipka. W pierwszej z nich – chłopiec idzie do szkoły, poznaje panią, nowych kolegów, jedzie na wycieczkę, pomaga koledze nauce, przerabia lekturę. Nie ma nudnych tematów – wszystko co związane ze szkołą jest ciekawie zapodane, budzi ciepłe uczucia i uśmiech.  Co rusz pojawia się jakaś cenna maksyma, np.”Nauczyciele nie są specjalnie domyślni i zazwyczaj interesują się czym innym niż ich uczniowie”. Albo: „Lektury szkolne powinny być zakazane dla dobra nauczycieli”.  W drugiej – jak tytuł wskazuje tematy okołorodzinne i okołopodwórkowe. Autorka jest bystrą obserwatorką życia małych dzieci. Sprawnie przenosi wszystko na papier. Na okładce ostrzeżenie, że nie należy naśladować Filipka. Absolutnie! Ale poczytać można:)


Wiek 6+

Wydawnictwo Literatura

piątek, 11 września 2015

Kiedy sięgam pamięcią wstecz do moich lat szkolnych, nijak nie mogę sobie przypomnieć nauczyciela z podobnym poczuciem humoru i wyobraźnią co książkowy Globus – nauczyciel geografii i klasowy wychowawca. Tak prawdę mówiąc - to sam bohater chyba nie może uwierzyć w swoją zmianę. Pan geograf kiedyś był podobny do setek osób wykonujących ten zawód. Przewidywalny, nudny, tradycyjny, wymagający (oczywiście – wszystko według opinii uczniów) ot – taki nie rzucający się w oczy. Do czasu.

A punktem przełomowym był Halloween i psikus, którego zrobiła mu klasa Kacpra. Co to to nie. Nie będzie uczeń pluł mu w twarz. Zemsta miała być słodka. Stąd – gdy pojawiała się informacja o klasowym wyjeździe na obóz: nic i nikt – oprócz wspomnianego Globusa, nie wiedział ani co, ani kto, ani dokąd, ani gdzie, ani co do jedzenia czy do zwiedzania. Miała być niespodzianka i zaskoczenie. I to się nauczycielowi udało. Bo czy możecie sobie wyobrazić, że jedziecie z nastawieniem – będzie tak jak do tej pory: muzea, skanseny, nudne wycieczki, mówiący cichym głosem przewodnicy czyli: flaki z olejem. A tu takie zaskoczenie. Nie tylko dla dzieciaków ze szkoły, ale i dla czytelnika. Nie sposób nie pokręcić głową z niedowierzania: miejsce wycieczki: odludne, gdzieś na końcu świata, opuszczone przez ludzi, mroczne, tajemnicze – no krótko mówiąc …. straszne. Z kątów zieje grozą, osobnik wydający jedzenie – dziwny i jakoś źle mu z oczu patrzy.

I jest jeszcze coś, co niesamowicie przyciąga uczestników wycieczki: tytułowa Willa Trzech Łotrów, budynek, z którym w głównej mierze związana jest akcja. Oj będziecie mieli gęsią skórkę na rękach, włosy nie raz staną na głowie. Powieść Małgorzaty Strękowskiej – Zaremby to mini  horror dla dzieciaków, które lubią się bać. Znika przekonanie, że TAKIE rzeczy dzieją się tylko i wyłącznie  w amerykańskich filmach. Ale spokojnie – tego strachu jest tutaj w sam raz.  Dużo się dzieje, nie brak humoru, uczniowie imponują inteligencją i kreatywnością. Na szczęście wszystko dobrze się kończy. Książka wciąga, zaskakuje. Czegóż chcieć więcej od dobrej lektury?

Wiek 9+

Wydawnictwo Literatura

czwartek, 10 września 2015

Sześćdziesiąt tematów z zakresu historii Polski.


 

Na samym początku wyjaśnienie samego pojęcia – czym jest historia. Dalej to już spacer po różnych epokach – od czasów prehistorycznych po współczesność. Oczywiście potraktowanych wybiórczo – nie wszystko zostało ujęte, nie wszystko zostało opisane od A do Zet.  Jest to książka dla dzieci – tak więc nie mogło być tu mu mowy o przeładowaniu informacjami. Tekst jest zresztą jakby mniej ważny, z boku. Centralną część każdej rozkładówki zajmuje zawsze wielka ilustracja, która wprowadza w dany temat, tworzy klimat. Są to ilustracje bardzo realistyczne, z wyjaśnieniem szczegółów i ważnych elementów tuż obok obrazka. Np. przy temacie – życie ludzi pierwotnych pojawia się odnośnik i wyjaśnienie takich pojęć jak: róg łosia, lampa, stempel, kamienny młot.


Historia jest nauką specyficzną. Tekst nie zawsze jest łatwy – pojawiają się liczne nazwiska, trudne wyrażenia. Autor wyjaśnię je poniżej tekstu – zwróćcie uwagę na małe gwiazdki u dołu. Na każdej stronie znajdziecie coś w rodzaju słownika trudnych pojęć, np. urna, ród, żołd, elekcja. Swoje miejsce mają również stałe rubryczki: „Kim był/ byli…?” – w których pojawiają się znane postacie, „Co to znaczy…?” – w której autor wyjaśnia jakieś ważne pojęcie oraz „A to ciekawe” opisujące ciekawostki.

Książka jest kolorowa, po bokach znajdziecie małe fotografie, ilustracje, ryciny, mapy. Umiejscowienie w danej epoce i czasie ułatwi notatka pod tytułem każdej kolejnej rozkładówki. Coś w rodzaju: Działo się to w latach ….


Książka Piotra Skurzyńskiego może być ciekawym uzupełnieniem do nauki historii w szkole. Tym bardziej, że podręczniki niestety nie zachwycają.

 

Wiek  9+

 

Wydawnictwo Publicat

środa, 09 września 2015

Poradnik survivalowy dla najmłodszych. Uwaga uwaga. Przygoda czai się tuż za rogiem. Poznajcie czwórkę przyjaciół. To Kaja, Max, Pola i Seba. Zaznajomią Was z najważniejszymi zasadami zachowania w określonych warunkach, przybliżą tajniki, które mogą ułatwić życie w trudnych warunkach, a kto wie… może nawet kiedyś uratują życie. Nigdy nie wiadomo kiedy i gdzie przydadzą się te zasady.

A może ktoś skusi się  na to, by wakacje spędzić na obozie survivalowym, który w ostatnim czasie jest coraz popularniejszy wśród młodych ludzi. Wystarczy włożyć tę poręczną książeczkę do kieszeni. Można ją przeglądać na przerwie, można wziąć do autobusu szkolnego, albo na wyprawę rodziną na łono natury. Książka – wachlarz, znitowana w  jednym rogu obejmuje kilka grup tematycznych przeplatających się nawzajem. Ich tytuły sugerują, jaka jest ich zawartość: Podróżnik, Mistrz kuchni, Zrób to sam, Wodnik, Pan Ognia, Orientuj się, Tropimy, Szaman, Zaplątani, Budujemy, Znawca natury, Pierwsza pomoc. „Podróżnik” to np. najważniejsze wiadomości, które każdy podróżujący powinien mieć w przysłowiowym małym paluszku: ubranie na poszczególną pogodę, wyposażenie plecaka, lista rzeczy niezbędnych na poszczególne wyjazdy, skład pudełeczka survivalowego (nie zajmuje dużo miejsca, a wszystkie skarby mogą się baaaaardzo przydać).

Ciekawa jest część kulinarna: placki indiańskie, zupa z serkiem topionym, pieczone ziemniaki W części „Zrób to sam” nauczycie się budować szałas, przechowywać zapasy, robić termos. Część „Wodnik” dotyczy oczywiście wszystkiego, co związane jest z wodą: destylarnia słoneczna, zdobywanie i filtrowanie wody. „Pan Ognia” przekazuje nie tylko sposoby rozpalania ogniska, ale też ratunku przed ogniem, postępowanie w przypadku oparzeń, zasady ostrożności, zrobienie zapałek wodoodpornych (!). Tych i podobnych rad jest całe mnóstwo. Nie ma tutaj długich opisów. Są za to wypunktowane i napisane prostym językiem najważniejsze zasady. 50 kartek, 100 stron, bogato ilustrowane, kolorowe, z zaznaczonymi najważniejszymi wiadomościami.   Z bohaterami, którzy towarzyszą od pierwszej strony.

Wiek 8+

Wydawnictwo Xplorer Team

wtorek, 08 września 2015

Obrazkowa książka, która zabierze na wycieczkę do dalekiej Azji – i to bez wychodzenia z domu. Czarno - białe ilustracje, które można samodzielnie pokolorować i uzupełnić załączonymi naklejkami. Jest ich tutaj 80 sztuk. Stanowią uzupełnienie danego rysunku lub jednolitą kolorową całość.

Dzieci poznają regionalne stroje, budynki, mapy, zwierzęta występujące na kontynencie,  szukają różnic, kolorują ubranie indyjskiego słonia, rozplątują liny himalaistom, pomagają odnaleźć pandzie drogę do mamy, ustawiają japońskie laleczki kokeshi według wzrostu, dopasowują nakrycia głowy do cienia, poznają Chiński Mur,  Himalaje, wielką rzekę Mekong, pola ryżowe, Szanghaj, robią zabawki orgiami: kota, psa, lisa.

Kreatywna książka, która nie pozwala na nudę – jest dwujęzyczna. Obok polskiego  jest również wersja po angielsku.


Wiek 5+

Wydawnictwo Zuzu toys

poniedziałek, 07 września 2015

Wielka obrazkowa książka ze sztywnymi kartami, na których przedstawiono siedem polskich legend: Wars i Sawa, Piast i postrzyżyny Ziemowita, Książę Popiel i myszy, Złota kaczka, Bazyliszek, Pierniki toruńskie, Smok wawelski. Na samym początku krótkie streszczenie każdej z legend. Następnie – każda kolejna wielka rozkładówka (format jednej strony 231 mm x 310 mm) to też nowa legenda. Przedstawiono je w formie komiksu - jednak brak tu podziału na poszczególne okienka – sekwencje. Kółeczka z numerami prowadzą nas do kolejnej sceny. Do komiksu nawiązują dymki nad postaciami. Te odgrywają tutaj swoje role: prowadzą dialogi, mówią do siebie, wyrażają swoje myśli. Na każdej stronie mnogość postaci, rekwizytów. Brak jedności miejsca czasu i akcji. Widzimy Warsa jak dźwiga grube kłody drewna, z których zbuduje łódź. Na rzece dostrzega dziwny cień : ni kobiety ni ryby. Obserwuje syrenę siedząca na wielkim głazie. Towarzyszą im różne zwierzęta. Syrena tapla się w wodzie i narzeka na nudne życie. Tęskni za odmianą….

(tak wygląda rozkładówka "Legendy o księciu Popielu i myszach")

Obrazkowe historie dla najmłodszych, z prostymi dialogami, nie pozbawione humoru. Kolorowe - pozwalają śledzić opowieść krok po kroku, odnajdywać bohaterów, szukać szczegółów, dostrzegać zmiany.

Tutaj przykład obrazkowego czytania "Legendy o bazyliszku"

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

niedziela, 06 września 2015

W serii „wojny dorosłych – historie dzieci” – ukazało się już kilka wartościowych tytułów. Pisałam o nich  kilkakrotnie. „Ostatnie piętro” to historia, która również wydarzyła się naprawdę, a  która dotyczy … samej autorki. Kilka razy wspominałam tytuły Ireny Landau: m.in. „Uszy do góry”, „Kto to widział”. Pisarka bardzo wrażliwa na krzywdę innych, pokrzywdzonych przez los, słabszych. Potrafi wczuć się w sytuację opisywanych bohaterów tworząc tym samym klimat opowieści bardzo prawdziwej, takiej, która mogła wydarzyć się naprawdę.

 Irena Landau   jako mała dziewczynka trafiła do getta w Warszawie. Po udanej ucieczce ukrywała się u polskiej rodziny. To właśnie te perypetie zostały opisane w „Ostatnim piętrze”. Mały pokoik – kryjówka, przebieranki w dorosłą, przekręcone hasło rozpoznawcze z jamnikiem, stukanie w drzwi w rytm: „Do biedronki przyszedł żuk…”, płacz w poduszkę, tęsknota za bliskimi, wścibscy sąsiedzi i goście,  śmierć Chaima, nocne naloty bombowe. Nie jest to książka łatwa, i nie dla każdego. Dzieciom należy się wyjaśnienie, komentarz. Dotyczy to wszystkich książek z tej „wojennej” serii.  Jakże wzruszający jest koniec, kiedy to Cesia po latach wraca do mieszkania, w którym ukrywała się podczas wojny. Historia zatoczyła koło. Na szczęście miała swój happyend. Cesia przeżyła, choć jej rodzina doświadczyła wielu nieszczęść.

Bardzo podobają mi się ilustracje Joanny Rusinek. Delikatne, jakby z boku. Subtelna buzia Cesi za delikatną firanką, jej drobna postać w ciemności podczas nalotu, chudziutka sylwetka przemykająca w bramie – razem ze studentem Jurkiem. Są nieśmiałym dopełnieniem tej historii, w której najważniejsze są opowieść i pamięć.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

sobota, 05 września 2015

Tytuł sugeruje określonego adresata. Tymczasem każdy znajdzie w niej coś dla siebie. I dzieci i dorośli. I chłopcy i … dziewczynki. Książka zawiera masę pomysłów jak poradzić sobie w trudnych okolicznościach. I choć survival kojarzy się przede wszystkim z totalną ekstremą, jest wiele porad, które mogą przydać się podczas rodzinnych wypraw, wycieczek klasowych czy obozów harcerskich. Prowizoryczny plecak, znajdowanie wody w terenie, filtrowanie i odkażanie wody, organizacja obozowiska, różnego rodzaju schronień: przy drzewie, w śniegu, szałasie, hamaku, ochrona przed owadami, rozpalanie ognia, wykonywanie różnych narzędzi: jak nóż, piła, pojemnika z kory, węzły, oszczep, łuk i strzały, proca, harpun do łowienia ryb. Książka uczy identyfikacji zwierzęcych tropów, podchodzenia zwierzyny.

Lektura zawiera też „mocniejsze” rozdziały jak sprawianie mniejszych i większych zwierząt, przygotowanie posiłku z owadów. Znajdziemy tu podpowiedź: co robić gdy ktoś wpadnie do wody, podczas lawiny, burzy, upałów, mrozów. Jednym z ciekawszych rozdziałów jest ten o nawigacji astronomicznej wykorzystującej Słońce i gwiazdy. Według książkowych wskazówek można zrobić własną mapę, kompas, rakiety śnieżne, tratwę z kłód, łubki dla rannego, nosze, kule. Nie jest to z pewnością książka dla każdego.

Tematyka dotyczy często „trudnych” tematów. Ciekawym zabiegiem są opisane przypadki, które zdarzyły się naprawdę. Przykłady z życia wzięte, kiedy to ludzkie życie wisiało na włosku.

Wiek 10+

Wydawnictwo Vesper

 

 

piątek, 04 września 2015

Historiaswiatawfaktachidatach_Pracazbiorowaimages_product319788379710980

Dla miłośników historii - dla tych, którzy lubią wertować książki i wynajdywać dla siebie co lepsze kąski. I dla tych, którzy szukają fajnej pomocy - która wzbudzi zainteresowanie, wytłumaczy, dopowie. Dzieje świata: od jego początków po dziś dzień. Wybór najważniejszych wydarzeń, postaci wzbogacone o mnóstwo ilustracji (ponad 800) i najważniejsze daty.

Każda rozkładówka to kolejny temat z konkretnymi danymi i ciekawostkami. Punktem ciężkości nie są jednak tutaj wydarzenia w Polsce, choć nasz kraj pojawia się kilka razy: m.in. przy tematyce imperium mongolskiego i osmańskiego, zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem, działań wojennych pruskiego króla Fryderyka II (chodzi o rozbiory) i wybuchu II wojny światowej.

Ciekawym posunięciem jest tu przedstawienie osi czasu z najważniejszymi wydarzeniami związanymi z tematem osadzonymi w konkretnym przedziale. Każdy rozdział to krótki wstęp i kilka najważniejszych zagadnień podzielonych na poszczególne części. Dzięki temu dana strona jest czytelna i przejrzysta. Dużym plusem są ilustracje, które pokazują ważne postacie, broń, bitwy, mapy, budowle, wynalazki. Często pojawiają się cytaty znanych osobowości. Włoski poeta Boccaccio wspomina tych, którzy pożegnali się ze światem doczesnym przez czarną śmierć, Sułtan Mehmed II przekonuje, że najwspanialszą stolicą na świecie jest Konstantynopol. A rzymski poeta Wergiliusz wspomina w "Eneidzie" założenie Rzymu przez Eneasza.

Książka dużego formatu, w miękkiej okładce liczy sobie ponad 280 stron. Na końcu Adnotacje na osi czasu dotykające takich tematów jak: państwa i panujący, odkrycia, sztuka i nauka, technologia, religia i światopogląd oraz życie codzienne. 

Na jednej ze stron końcowych znaleźć można wykaz najważniejszych cesarzy rzymskich, dynastie chińskie, słynne bitwy Starożytności i wczesnego Średniowiecza, siedem cudów świata starożytnego, ważniejsze bitwy I i II wojny światowej. Na samym końcu indeks.

Wiek 10+

Wydawnictwo Jedność

czwartek, 03 września 2015

Świat oszalał na punkcie kolorowanek. Do tej pory były one zarezerwowane dla dzieci. I to tylko dla określonej grupy wiekowej. Można było kolorować maluchom i ewentualnie starszakom. Później już nie wypadało. Od jakiegoś czasu pojawiają się tytuły dla dorosłych – jako odstresowacze dla zapracowanego dnia codziennego, rozrywka i rekreacja. Dzieci robią wielkie oczy: Mamo! Tato! To są wasze kolorowanki???? A tak. Ciekawy powrót do czasów dzieciństwa. A gdy w dodatku propozycje są ładne i gustowne – to faktycznie: zajęcie owo sprawia sporą satysfakcję. Dlaczego nie spróbować? Z własnego podwórka: zauważyłam też, że chwytanie za pędzel, kredki czy ołówek powoduje zainteresowanie tematem mniejszych i większych mieszkających pod jednym dachem. Zaczyna się rezerwowanie kredek, farby, brudzenie wody we wspólnym słoiczku. To takie minusy wspólnego kolorowania i malowania. Ale jak się widzi efekt końcowy – stwierdzam: warto było:)

W książce znajduje się 44 ilustracji – w wersji oryginalnej kolorowej i czarno – białej do kolorowania. Wszystkie  pochodzą ze starego czasopisma „Curtis’s Botanical Magazine” założonego w 1787 roku. Na fali zainteresowań przyrodą, ogrodami aptekarz i botanik William Curtis wymyślił sobie pismo, którego odbiorcami mieli być bogaci dżentelmeni i damy. W epoce wiktoriańskiej na Wyspach panowała ponoć gorączka botaniczna – wszyscy prześcigali się w hodowaniu coraz to wymyślniejszych okazów na swoim kawałku ziemi. Na początku każdy egzemplarz owego pisma zawierał trzy ręcznie wykonane przez uznanych artystów miedzioryty (co miało odbicie również w wysokiej cenie magazynu). Potem były to już wyłącznie reprodukcje dobrej jakości. Po śmierci Curtisa wydawanie magazynu przejęli pracownicy królewskich ogrodów botanicznych  w Kew. W niniejszej publikacji przedstawiono rośliny mrozoodporne.

Litografie mają format kartki A-4, z nazwą łacińską. Bez problemu można ich współczesne odpowiedniki odnaleźć w Internecie.

Książka ładnie wydana. Rośliny zapierają dech piersiach. Nic tylko, chwycić za kredki i do roboty:)

Wydawnictwo Vesper

środa, 02 września 2015

Książka Agnieszki Tyszki porusza mnóstwo problemów, z jakimi borykają się współczesne nastolatki. Można śmiało stwierdzić, że autorka dobrze wie, co w młodej duszy gra. Jednak najistotniejszym problemem, który na pewno wysuwa się na plan pierwszy, jest osierocenie emigracyjne. Karolina to ambitna i nietuzinkowa osoba. I jak na swój wiek bardzo dojrzała. Zmusiło ją do tego życie. Praktycznie wychowywana bez rodziców, przez babcię, która nie chce tak być nazywana. Józefina – tak ponoć brzmi lepiej. Matka dziewczyny przeżywa drugą młodość we Włoszech. Żyje tam z dużo młodszym od siebie mężczyzną. Niedawno wpadła na pomysł, że poprowadzi bloga o …. życiu. Ojciec – artysta ma inne priorytety w życiu. Karolina do nich na pewno nie należy. Oprócz Karoliny w tej powieści przewija się jeszcze kilka wyrazistych postaci: jej równolatków i kilka osób dorosłych. Odnoszę takie wrażenie, że większość z przedstawionych dorosłych… nie dorosło (jakkolwiek to brzmi) do roli rodziców i opiekunów. Przy książce Tyszki – dobrze skonstruowanej, tęskno mi do powieści młodzieżowych, gdzie dorośli byli podporą dla młodych. Do ciepłych babć z obfitym biustem, w który można było się wypłakać, gdy poszło coś nie tak. Do włosów upiętych w koczek, przyprószonych tu i tam siwizną. Do rodziców, którzy stali przy dziecku na dobre i na złe. Nieważne czy owo dziecko miało lat pięć, czy siedemnaście czy może nawet 25 i więcej. Tyszka przedstawia współczesnych dorosłych w krzywym zwierciadle. Jakby nie pogodzili się z upływającym czasem. Chcą pozostać cool, na topie, modni, szczupli, ładni, beztroscy. Z tych niedojrzałych dorosłych tylko zmarły jakiś czas temu dziadek jest typowym tradycyjnym dziadkiem. Wyrozumiałym, mądrym, doświadczonym. Nauczył dziewczynę prawd o życiu, nauczył cenić przyrodę. Łączą ją z nim niewidzialne „nitki”. „Niewidzialne, ale silne. Jak korzenie traw. Na zawsze.”

A tytułowe smażone tablety, które tak mnie zaintrygowały – niech pozostaną tajemnicą – odkrytą przez czytelnika. Niczego więcej nie zdradzam.

Wiek 13+

Wydawnictwo Akapit Press

wtorek, 01 września 2015

Pamiętacie Pana Kłapa Jo Lodge? Jeśli ktoś nie zna, a zacznie szukać na aukcjach internetowych, wówczas znajdzie owe książki w takiej cenie, że aż dostanie gęsiej skórki. To informacja dla tych, którzy twierdzą, że szeleszczące kartki mają mniejszą wartość aniżeli ...hm hm, chociażby takie zwykłe świecidełkowe złoto;)

Pisząc w tytule "zwierzyniec" mam na myśli gromadkę zwierzątkowych dzieci. Otóż niedawno ukazała się seria czterech książek dla najmłodszych: o małym kurczaku, małej, krówce, małym dinozaurze i małej sówce. Towarzyszą tym dzieciakom w tytule różne dźwięki - bo wiadomo: tam, gdzie są dzieci zawsze jest sporo hałasu i zamieszania. A więc: ojej, plask, tup tup i bęc:)) Zwierzaki ożywają na sztywnych kartkach. Wystarczy pociągnąć za czarodziejskie zakładki i już zaczyna się mini teatr.

Oto na naszych oczach pęka małe jajko, z niego wykluwa się kurczaczek. Jakże chwieją się jego nóżki, a jak fajnie trzepoczą skrzydełka. O o o - coś mu wypadło (nie zdradzam:))). Cmok cmok. Wystarczy poruszyć kartkami książki, by dwa kurczaki dały sobie buziaka:)

Krówka przeżuwa smakowitą trawę, wachluje małym uszkiem, kołysze pupą, robi kupę. Na końcu stado krówek kołysze łebkami i woła juhu:)

Mały dinozaur mruga oczami. Jest głodny, bo burczy mu strasznie w brzuszku. Zwierzę kołysze kolczastym ogonem, tupie łapami i przeraźliwie ryczy:)

Mała sówka też rozbrykana. Drepczą nóżki, trzepoczą jej skrzydełka. Oj, oj. Na naszych oczach wznosi się ku górze. No cóż, sztuka latania do łatwych nie należy. Znów opada na gałąź. Nie, wcale nie na gałąź. Spada w dół. Oj - będzie guz. Cudna jest ostatnia strona - ruch kartek sprawia, że  mama sowa tuli maleństwo.

Cudne są te małe lekturki. Można pokazywać i czytać je już najmłodszym kilkumiesięcznym dzieciom. Książki wyzwalają w czytelniku wielkie pokłady energii, kreatywności i śmiechu. Tato może zaryczeć jak prawdziwy dinozaur, mama westchnąć przy upadku małej sówki. To taki rodzinny teatr w wersji mini, do którego każdy z może wnieść coś nowego. A dzieciaki na pewno z wielką przyjemnością dadzą się porwać takiej zabawie:)

Wiek 6 miesięcy

Wydawnictwo Olesiejuk