Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 29 września 2013
Gwiżdżemy na Króla Ogóra - Christine Nöstlinger/ il. Agnieszka Semaniszyn - Konat

Oto rodzina Hogelmann: dziadek, mama, tata, Martyna, Niki i Wolfgang. Ten ostatni – dwunastolatek, opowiada o tym, jaka dziwna przygoda przydarzyła się w jego domu. Pewnie każdy by się zdziwił, gdyby pewnego dnia, jak gdyby nigdy nic, w kuchni pojawił się Król Ogór. Wcześniej mieszkał w piwnicy, ale poddani króla zbuntowali się i go przepędzili stamtąd. Długość tej dziwacznej postaci: ok. pół metra. Wygląd: z oczami, nosem, ustami, rękami, nogami. I w złotej koronie na głowie. Król, który przedstawił się domownikom jako: Króll Kumi – Ori Drugis, roda spod Schoda. Taki jest właśnie jego język: trochę połamany, ale bez problemu można go zrozumieć. Kumi – Ori w większości członków rodziny budzi baaardzo nieprzyjemne uczucia. Piszę w większości, bowiem, nie wiedzieć czemu, tato całkowicie podaje się woli Króla Ogóra, robi co ten zechce, jest w niego zapatrzony i nie zważa na uwagi rodziny, że trzeba go przepędzić z domu.

Książka (pierwsze wydanie – 1972r.) nie pozbawiona humoru – jednak pod warstewką żartów, śmiesznych scen kryje się prawda o istocie władzy, demokracji i polityce. Kto za tym stoi, jak manipuluje ludźmi – i dlaczego tak wielu daje się nabrać na sztuczki i gierki tych, którzy władzę sprawują i obiecują most tam, gdzie rzeki nie ma. Christine Nöstlinger za tę powieść otrzymała w roku 1973 prestiżową nagrodę Deutscher Jugendliteraturpreis. Książka, z tych ambitniejszych, którą naprawdę czyta się z przyjemnością. Mnie podoba się narracja – adekwatna do wieku. Zupełnie jakby opowiadał dwunastolatek. I ilustracje – bardzo dziecięce, śmieszne.

Christine Nöstlinger (rocznik 1936) jest znaną i cenioną pisarką austriacką. Ma na swoim koncie mnóstwo tytułów dla dzieci młodzieży.

Wiek 9+

Wydawnictwo Skrzat





sobota, 28 września 2013
Czarownica - Enric Lluch/ il. Óscar T. Perez

Spoglądam na naszą półkę – nachodzi mnie taka myśl, że jak tak dalej pójdzie, to dzieci nie uwierzą, że są jakieś złe czarownice. A więc są tu: Malutka czarownica Preusslera (ponoć przed laty napisana dla córki autora właśnie w celach terapeutycznych), dalej szalona Winnie wraz z czarnym kocurem Wilburem. Jest czarownica wymyślona przez Emily Horn, którą kot Herbert dręczy pytaniami „czy aby jest prawdziwą czarownicą”. Nieźle wystraszyć mogą wiedźmy z serii Delaney’a – Kroniki Wardstone – ale na nie jeszcze czas. Zresztą po takiej lekturze i dorosły unika spoglądania w okno w godzinach wieczornych – bo a nuż widelec. W Gałce od łóżka zapędy do czarostwa ma niejaka panna Price, choć krzywdy dzieciom też żadnej w końcu nie wyrządziła, za to zafundowała za darmochę wyprawę na łóżku na koniec świata. Jak ma się do tego Czarownica ze Skrzyni Potworów wydawnictwa Tako?

Daleka jestem od straszenia dzieci wampirami, dziadem z worem, czy czarownicą właśnie. A jeśli pojawią się strachy – to trzeba zrobić wszystko, aby móc powiedzieć – strachy na lachy. Czarownica Enrica Llucha może właśnie spełnić taką rolę trochę terapeutyczno - rozrywkową. Bohaterka tej opowieści, o imieniu (baaaardzo sympatycznym) Marysia, pojawia się pewnego dnia w mieście, by rozmówić się z szefową wiedźm.  Już jej się znudziła baśń o Królewnie Śnieżce – pragnie odmiany, nowych wyzwań. Kiedy dostaje propozycję przeprowadzki do Jasia i Małgosi, wyraża zgodę, a tam…. – oj Maryśka narozrabia nieźle w tej baśni i całkowicie zmienia bieg powszechnie znanej historii.


Już pewnie domyślacie się, że ta czarownica naszych dzieci również nie przestraszy. Została nieźle ośmieszona w tej małej niepozornej książce. I znając życie tak szybko nie pojawi się w naszym mieście. Choć miejcie się na baczności …. jeśli tylko zobaczycie, że ktoś tajemniczo ukrywa się za chustką, to może być ONA. Włosy w nieładzie, haczykowaty nos, twarz odrażająca z licznymi brodawkami…

Dzieci ponoć lubią się bać. Zwłaszcza jak nie są w tym napędzaniu sobie stracha osamotnione. Moje lubią strachy stadne. Jak mama czyta, a one są obok. I najlepiej gdzieś w pobliżu jeszcze na dokładkę siedzi tato. I by wszystko było podszyte humorem. By śmiać się ze swojej gęsiej skórki i włosów stojących dęba. Tutaj  Marysię wystrychnięto na dudka, w dodatku ją samą zgubiło jej łakomstwo. Ciekawe, do jakiej baśni trafiła w ostateczności – a może nadal szuka nowych wyzwań?


Książka świetnie zilustrowana przez Óscara T. Péreza. Dzięki Tako mamy wgląd w to, co dzieje się na Półwyspie Iberyjskim. I niech tak zostanie. Czekamy na jeszcze.

Wiek 5+

Wydawnictwo Tako



piątek, 27 września 2013
Cynamon i Trusia. Wierszyki o złości i radości - Ulf Stark/ il. Charlotte Ramel

Z przyjaźnią jest tak: raz z górki, raz pod górkę. Nigdy nie jest przez cały czas kolorowo. Tej prawdziwej towarzyszy cały wachlarz najróżniejszych uczuć. Najlepiej o tym wiedzą Cynamon i Trusia, którzy przyjaźnią się od ładnych paru (dokładnie: trzech) tomów. Ich przyjaźń przeżywa krótki kryzys. Na szczęście wszystko dobrze się kończy.


Wiersze, w których tyle uczuć: negatywnych i pozytywnych. Poplątane, pomieszane – jak w życiu. Radość ze smutkiem, ból i cierpienie z uczuciem euforii. Tutaj są też współczucie, śmiech, płacz, strach, zazdrość, żal, skrucha, samotność, szczęście. Dla dzieci wspaniałe przesłanie, że przyjaźń nie jest łatwa. Można pokłócić się o przysłowiową „pierdółkę”. Sztuką jest przebaczenie.

Cynamon łzami się zalewa:

-Życie bez Trusi sensu nie ma!

Wszystkie kolory stracił świat.

Potwornie mi tej Trusi brak.

 

A Trusia zasmarkana łka:

-Cynamon dla mnie był jak brat.

A ja dla niego jak młodsza siostra…

Nie zniosę tego.  To czarna rozpacz!

 

Cynamon idzie rakiem. Gdzie ona?

Trusia się cofa: Nie ma Cynamona.

Czy już na zawsze będą sami?

Wtem: ŁUP! Zderzają się pupami.

 

Jak tu się nie uśmiechnąć? No jak? Znane jest przysłowie: kto się czubi, ten się lubi. Kłótnia wzmocniła więzy przyjaźni dwójki sympatycznych bohaterów. A jak jest w życiu?

Książka ładnie wydana, w dużym formacie. Charakterystyczne postacie dwójki przyjaciół wymyślone przez Charlotte Ramel. Podczas lektury nachodzi nas zawsze ochota na ślimaczka cynamonowego, którego jeden z głównych bohaterów (a jakżeby inaczej – pewnie że Cynamon) ma wkomponowanego w smakowitą fryzurę.


O Wierszykach na okrągły rok pisałam tutaj

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

czwartek, 26 września 2013
Światełka i dźwięki - seria dla najmłodszych

Propozycja dla najmłodszych. Mama i tata czytają tekst, a maluch dokazuje z książką. To znaczy czyta po swojemu - dusi przyciski, ćwiczy oko, słucha różnych dźwięków i ma przy tym dużo radości i zabawy. Za każdym razem coś błyśnie, coś zapiszczy. Sam wierszyk aż się prosi, by go zabrać ze sobą na dywan – można się przy nim kręcić, podskakiwać, a potem wszyscy bęc ... na podłogę. Bez wyjątku. I duży i mały. Zobaczycie, że maluch będzie pękał ze śmiechu:

Kręcą się maluszki, zbierają kwiatuszki, a psik …. Więc wszyscy bęc!

Natomiast Świeć gwiazdko na niebie to propozycja na wieczór, wyciszenie się, przygotowanie do snu. Ot taka ciepła opowiastka - przytulanka. Przyciski bardziej stonowane - cicho pohukuje sowa, na niebie mignęła gwiazdka.

Świeć na niebie mała gwiazdko, obudź księżyc, gdyby zasnął. Może kiedyś cię odwiedzę, i opowiem o tym wszystkim ukochanym moim bliskim.

A gdyby tak ułożyć do tekstu melodię? - Będzie ładna kołysanka:)

Książki małego formatu, w miłej dla oczu pastelowej tonacji, z grubej tektury. Na pewno książka przetrzyma długo w małych rączętach.

Osobiście nie jestem miłośniczką grających książek. Tutaj na szczęście - dźwięki są krótkie, stonowane. Nie jak niektóre propozycje grające i świecące bez końca. Wybór oczywiście zostawiam Wam:) Ja to trochę staroświecka mama jestem - wolę książki tradycyjne.

Wiek 0+

Wydawnictwo Firma Księgarska J&K Olesiejuk



Wszystkiego najlepszego Winnie - Valerie Thomas/ il. Korky Paul

Jakiś czas temu zaprzyjaźniliśmy się z Winnie, sympatyczną czarownicą, która absolutnie nie przestraszy dzieci. A wręcz przeciwnie – rozbawi, wykrzywi zasmucone miny w radosne uśmiechy. Bo Winnie ma niesamowite pomysły. W tej części nadchodzi piątek 13 – ego pewnego miesiąca, kiedy to czarownica obchodzi swoje urodziny. Zaprosiła gości, przygotowała odświętną kreację, nagotowała pyszności. Jak cudownie mieć czarodziejska różdżkę – przy pomocy której największe rumowisko pełne śmieci  staje się pięknym ogrodem. Aż w końcu nadchodzi wyczekiwany dzień urodzin...

Zabawna obrazkowa książka, w której tak wiele się dzieje. Nie ma czasu na nudę, co rusz zmieniają się ujęcia: goście, prezenty, zabawy  – a  wszystko w wesołych kolorach. Trochę żal, że nasz ulubieniec kot czarownicy – Wilbur, akurat w tej części gdzieś tam na drugim planie. Ale jest – a to najważniejsze.

Książka świetnie nadaje się dla początkujących czytelników.

Wiek 3+

Wydawnictwo Publicat



poniedziałek, 23 września 2013
Podróże Guliwera - Jonathan Swift/ il. Suren Vardanian

"Urodziłem się w Anglii, w hrabstwie Nottinghamshire. Ojciec był właścicielem niewielkiego folwarku i miał nas, synów, pięciu, a ja byłem trzecim z kolei. Początkowo moje wychowanie pozostawiało wiele do życzenia; nie obarczano mnie zbytnio nauką, a ja też nie garnąłem się do niej. Dni upływały mi bardzo przyjemnie wśród wiejskiej swobody i pięknej natury. Lubiłem też nade wszystko włóczyć się po lasach, łowić ryby, chwytać ptaki w sidła i tym podobne rozrywki."

 

Wiem, wiem - Guliwer większości z nas kojarzy się z lekturą szkolną. Albo mniej lub bardziej wiernymi kreskówkami. A skoro lektura to trzeba na nią spojrzeć krzywym okiem. Nie mam pojęcia jak teraz wygląda program szkolny, ale za moich czasów (ho ho dawno to było temu) mój polonista w LO wymagał, byśmy przeczytali powieść Swifta. Mam zresztą swoje stare, zniszczone do granic możliwości, kilkuczęściowe gazetowe (ależ dużo tych epitetów) wydanie z 1982 roku w przekładzie Jacka Bocheńskiego i Mariana Brandysa. Wersja dla dzieci została skrócona i uproszczona przez Cecylię Niewiadomską. Znajdziemy tu opis przygód Guliwera w krainie Liliputów i Olbrzymów (Podróż do Brobdignag). Przypomnę tylko, że oryginał z 1726 r. traktował też o innych egzotycznie brzmiących krainach: Laputa, Balnibarbi, Glubbdubdrib, Luggnagg i (do swojsko brzmiącej) Japonii, a ostatnia, czwarta część o  krainie rządzonej przez mądre konie, Houyhnhnmy.

Na pewno dorosły czytelnik  w Podróżach Guliwera dostrzeże więcej, aniżeli dziecko. Dla tego drugiego będzie to przede wszystkim powieść awanturnicza, opowiadająca o jakichś zamierzchłych czasach za króla Ćwieczka. Być może w małej głowie pojawi się refleksja: jak to jest raz być wielkim i silnym, a  za chwilę maleńkim i słabym? Przygody Guliwera, które przenoszą w dziwaczne miejsca, które trudno odnaleźć na mapie. Pobudzają wyobraźnię, skrzą humorem (ach ten nieposkromiony apetyt, który wprawiał w zachwyt Liliputów).

Duża czcionka i szerokie odstępy pomiędzy wersami na pewno zachęcają do samodzielnej lektury. Książka ciekawie, w nawiązaniu do klasyki, zilustrowana przez  Surena Vardaniana. Pewnie kojarzycie go z serią o panu Kleksie.

Wiek 8+

Wydawnictwo Skrzat

Dzieci książkowe i nie tylko

Znalazłam tutaj. Baaardzo mi się spodobało:)

niedziela, 22 września 2013
Moje serce skacze z radości! eBuka 2013 jest moja:)

Moje serce skacze z radości!!! - jakżebym inaczej mogła zareagować na taką wieść, jak nie tytułem książki dla dzieci:))) Tadam tadam: eBUKA 2013 jest moja! Red Nacz dużego Ka - Grzegorz Raczek, na swoim FB i napisał:

"Laureaci eBuki 2013:

Najlepszy blog dla dorosłych:
- Tramwaj Nr 4

Najlepszy blog dla dzieci i/lub młodzieży:
- Półeczka z książkami

Nagrody REDnacza:
- Krytycznym okiem
- Dabudubida

Mała eBuka - nagroda Czytelników:
- Misja K.S.I.Ą.Ż.K.A.

Mała eBuka - statystyczna
- Książki mojej siostry

La DIPLĄ:
- Czechożydek
- Kopiec Kreta
- Poza psem
- Varia czyta
- More Julie
- Niedopisanie
- Z kamerą wśród książek
- aleKulturka
- Garaż ilustracji książkowych
- Magnolie
- Kombajn zakurzonej
- God save the Book
- Skulturowienie

Pełny komunikat konkursowy i relacja z finału w Katowicach już wkrótce na portalu duże Ka (dopiero wróciłem z targów).

A już dziś informuję, że można zgłaszać strony do kolejnej edycji eBuki, której finał może się odbyć w Krakowie lub Wrocławiu. Nazwy i adresy blogów wysyłajcie na adres ebuka@duzeka.pl
"

Gratulacje ode mnie dla wszystkich uczestników!

A ja - z tego względu, że godziny poranne i w dodatku niedziela, zapraszam na kubek gorącego kakao i chrupiące rogaliki. Chcę uczcić tę wiadomość:))))



 

sobota, 21 września 2013
Z wizytą u Arkadego Fiedlera

"(...)  Więc niedziele, owe cudowne, bujne, pachnące, latowe niedziele, przepojone lasem i wonią łąk, słońcem i rzeką! Do Puszczykowa, oddalonego od Poznania o 14 kilometrów, jechaliśmy koleją w niedzielne poranki, skoro zapowiadała się pogoda, a tysiące innych wycieczkowiczów, zwłaszcza Niemców, jechało z nami. Ale było tu w lesie tyle ustroni, zakamarków, zapadłości, polanek i łąk, że tłumy szybko się rozpraszały, a my, krocząc knieją wzdłuż Warty w stronę Poznania, już po kilku minutach zachodziliśmy w zupełne pustkowie. Tak bezludne i dzikie pustkowie mogło się wydawać skrawkiem puszczy amerykańskiej (…)

Tymczasem matka na wzniesionym nieco brzegiem rzeki, gdzie zaczynał się młody bór sosnowy i wiele było piasku, rozkładała na kocu zapasy prowiantu, a wśród nich były zawsze dwie albo trzy butelki chłodzonego kakao. Boże, jak to matczyne kakao smakowało! Rzecz znamienna, że z tych lat jedynie smak dwóch napojów, owego kakao i babcinej kawy, utkwił mi w pamięci niby smak czegoś boskiego (...) ".

Łapiemy lato, czy może już jesień? Kalendarzowo – jesteśmy w lecie (jeszcze chwila). Ale zapach powietrza mówi coś innego. Nie, nie da się natury oszukać. Piękna pogoda sprzyja podróżom. Niedawno wspomniałam w jednej z recenzji o naszych odwiedzinach w Muzeum Pracowni Literackiej Arkadego Fiedlera. Było bardzo przyjemnie – dzieciarnia zadowolona. Dużo eksponatów zrobiło na nich wrażenie. Ja wspomnę olbrzymie pająki ptaszniki, piranię, zęby mamuta (wiek 15 tys. lat), kawałek meteorytu, skórę węża boa czy nietoperza wampira znad rzeki Madejra, który upuszcza ludziom i zwierzętom krwi. Co chwila słyszeliśmy ochy i achy, które niekiedy wyrażały zachwyt, innym razem przerażenie – jeszcze innym – obrzydzenie.

W Muzeum panowała fajna atmosfera – jest ono prowadzone przez rodzinę Arkadego Fiedlera. Dzieci zamęczały pytaniami synową pisarza o poszczególne zwierzęta, dociekały, czy można dotknąć (można było!!!), wysłuchały opowieści o wężu, który uciekł z domowego terrarium. Na szczęście został schwytany potem w ogrodzie i niestety, ze względów bezpieczeństwa, oddany do zoo. Zaciekawiła ich opowieść o panu, który wprawdzie nie był lotnikiem (jęk zawodu), ale napisał przebojową książkę o lotnikach (o tym za chwilę). I święty nie był w dzieciństwie, a w wyrósł na fajnego faceta.

 

Ojejku - to można napisać aż tyle książek? Dla porównania pająk ptasznik. Robi wrażenie, prawda?

Rękopisy i narzędzia pracy Arkadego Fiedlera

Rozbawiła nas ta fotografia i dopisek na niej. Mamy nadzieję, że nasze urwisy też wyjdą na ludzi (odbija się lampa od aparatu, ale baaaardzo podoba mi się to szczerbate zdjęcie:)

 

"Nie, nie byłem święty, głupie figle płatałem ludziom. Że za plecami rodziców spuszczałem z trzeciego piętra na nitce skrawek papieru i nim majtałem po twarzy przechodniów na ulicy, to znany wisusowski psikus. Gorzej, gdy siedmioletni chłystek przerzucał przez Berlińską tatowy śrut i siał panikę wśród niemieckich urzędników i kupców, którzy tam po drugiej stronie ulicy pracowali przy otwartych oknach. Z jakichś przyczyn uważałem tych facetów za swych wrogów i przerażałem ich od czasu do czasu, gdy grad śrutu z groźnym terkotem wpadał im do pomieszczeń. Myśleli, że ktoś wśród gwaru ulicy do nich strzelał i alarmowali policję. Policja niezbyt wierzyła w strzelanie i nie mogła znaleźć sprawcy w naszym domu, a ten, ledwie odeszła, karał donosicieli pełniejszą garścią śrutu. Rzucał go zawsze z ciemnego, na pół przymkniętego okna".

Tuż obok starej willi, w której mieści się muzeum, stoi replika w skali 1:1 okrętu Kolumba Santa Maria. Można na nią wejść.

Kojarzycie? To posągi z Wyspy Wielkanocnej. Nie, nie oryginały - replika, skala 1:1

Nigdy nie przypuszczaliśmy, że będziemy mieli możliwość zajrzenia posągowi z tajemniczej Wyspy Wielkanocnej do nochala. Dodam tylko: olbrzymiego:)


Mieliśmy szczęście – w Muzeum nasze chłopaki podbiegły do pewnego pana, który z pasją pokazywał i opowiadał coś innemu panu, jak się okazało Markowi Fiedlerowi, synowi Arkadego Fiedlera - podobnie jak ojciec - podróżnikowi i pisarzowi. Zakłopotani, chcieliśmy odciągnąć chłopców, ale nie przeszkadzali oni rozmówcom, zostali przypadkiem wciągnięci do przygody historycznej. Mogli posłuchać fascynujących opowieści o poszukiwaniach szczątków samolotów i dokumentów – i to zarówno w Polsce jak i na terenie Wielkiej Brytanii. Pan – nie znamy nazwiska – miał olbrzymią, imponującą wiedzę. A zaczęło się to dawno temu – kiedy jako mało chłopiec przeczytał Dywizjon 303. Książki naprawdę mogą zmienić życie.

 

I pomyśleć, że tylko tyle zostało z samolotów.


Dużą część stałej ekspozycji zajmują Indianie Ameryki Południowej. Ciekawe, co kryje się za rogiem....


Taka kara spotykała żądnych skarbów konkwistadorów. Kościotrup ma odstraszać potencjalnych złodziei.


Ciekawe co właściciele powiedzieliby widząc coś takiego. Ale ciekawość dziecięca naprawdę nie zna granic.


 

Liczba miejsc, które odwiedził Arkady Fiedler, jest naprawdę pasjonująca.

 

"(...) Ojciec trzymał mnie za rękę i gdzieś prowadził w lesie puszczykowskim. Kroczyliśmy przez las raczej nieprzyjemny, bo ciemnawy, gdy nagle wyszliśmy na polanę, na której rosła wysoka, wesoła trawa, pełno było barwnych kwiatów i pełno słońca, aż przyjemnie raziło. Na ten widok doznałem jakiegoś wstrząsu, czy to radości, czy rozkoszy, wstrząsu tak silnego i trwałego, że echo jego pozostało we mnie przez długie lata i przemieniło się z czasem w nieprzepartą tęsknotę za trawą jeszcze wyższą, niż była na tej polanie, za lasem bujniejszym, za słońcem gorętszym.

Miewałem uporczywe marzenia o dalekich, egzotycznych krajach i gdy później zacząłem realizować swe plany podróżnicze, dobrze sobie uświadamiałem, że moja kariera podróżnika i literata, rozmiłowanego w przyrodzie i w prostych ludziach w tej przyrodzie żyjących – nie była rzeczą przypadkową, nie powstała  dnia na dzień, lecz jak gdyby źródła swe wywodziła z zarania mego życia, może nawet takich chwil, gdy na słonecznej polanie ziarno zapadało do chłopięcej duszy (...)".



Kiedy pod koniec naszej literacko - geograficznej wyprawy poczuliśmy głód, swoje kroki skierowaliśmy do tawerny tuż obok, gdzie nas porządnie i smacznie nakarmiono. W międzyczasie zapytano jak nam smakuje, wytarto cierpliwie i ze zrozumieniem rozlaną (przeze mnie!) gruzińską lemoniadę. Miła pani powiedziała, że absolutnie mam się nie przejmować - najważniejsze, żebyśmy się u nich dobrze czuli. I było nam jak w niebie: przyjemnie i rodzinnie – nawet zachodziliśmy w głowę – że tak można. Na sąsiednim stole dla dzieci leżała do poczytania najnowsza książka Łukasza Wierzbickiego: Wróżby dla Kuźmy - czegóż chcieć więcej. Po nieprzyjemnych doświadczeniach nadmorskich – taka odmiana naprawdę mile zaskakuje.

Na replice ołtarza, na którym kładziono w czasach dawnych jeszcze bijące serce, my zostawiamy pieniążka - bardzo chcielibyśmy kiedyś tu jeszcze powrócić:)

Cytowane fragmenty pochodzą z książki Arkadego Fiedlera Mój ojciec i dęby (wyd. Iskry 1973)



piątek, 20 września 2013
Na tropie sześcioptaka - Paweł Wakuła

Przygód leśniczego ciąg dalszy. Jak zapewne pamiętacie Fryderyk Piątek przybył kilka miesięcy temu do Doliny Bagiennych Traw. Razem ze swoimi przyjaciółmi: Maurycym (krasnoludek z ogonkiem) i Ogryzkiem (szczurek) poznaje nadal swój las. Choć nie – gdyby przeczytał to moje stwierdzenie, pewnie zacząłby dyskutować, że przecież co ja tu wymyślam. On przecież zna swój rewir jak własną kieszeń. Choć życie nie raz uczy pokory. Piątek upiera się bowiem, że musi spełnić drugą prośbę swego poprzednika leśniczego Kobieli. W pierwszej nakrył i nieźle nastraszył kłusownika Kindziuka, natomiast po głowie nadal krążą mu myśli związane z sześcioptakiem. Dziwacznym cudem natury, który ponoć łączy w sobie cechy sześciu ptaków będących pod ścisłą ochroną: bielika, orlika krzykliwego, bociana czarnego, żurawia, puchacza i cietrzewia.

W poszukawianu sześcioptaka Piątek zapuszcza się w odległe i bardzo dzikie ostępy leśne, które uświadomią mu, że tak naprawdę nic nie wie o lesie, który kryje w sobie jeszcze mnóstwo tajemnic. No i przeżyje jeszcze wiele przygód, bowiem spotka nowych i dziwacznych mieszkańców leśnych, o istnieniu których nie miał zielonego pojęcia. Pewnie Was interesuje, czy w końcu zobaczy osławionego sześcioptaka. Ale nie zdradzę Wam tajemnicy. Zachęcam do tego, by samemu przeczytać i się przekonać.

To pełna humoru opowieść, do której przemycono mnóstwo informacji na temat lasu i jego mieszkańców. Poruszono problem śmieci, hałasu, rozjeżdżania duktów leśnych. Uwaga – pojawia się wątek miłosny – pytanie tylko, czy Piątek przygotowany jest na związanie się kimś na całe życie. Choć Piątek podpadł mi w jednej sprawie – kupił telewizor. I po co? Po co się pytam?

Piątek należy do ulubionych bohaterów moich synów – taki sobie outsider w swoim środowisku. Widzi rzeczy i istoty, których miejscowi i robotnicy leśni nie widzą. Mają go za dziwaka, ale darzą sympatią, ponieważ co rusz daje im dowody na to, że dba o las i naprawdę go kocha.

Tutaj pisałam o wcześniejszych przygodach leśniczego Piątka.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura



 
1 , 2 , 3