Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 26 września 2010
Kto kogo zjada - Aleksandra Mizielińska i Daniel Mizieliński

Książka udowadnia, że tak naprawdę nie ma tematów trudnych dla dzieci. Nie co?, ale – właśnie jak? jest najistotniejsze.  Na temat  łańcucha pokarmowego napisano wiele dysertacji i mądrych słów, a w podręcznikach szkolnych poświęca się temu zagadnieniu mnóstwo makulatury i mądrych wykresów. I czasem jest tak, że dziecko umęczone kilogramami wiedzy, stwierdza – I tak wiem, że nic nie wiem. Rozmawiać z pięciolatkiem o łańcuchu pokarmowym? Pewnie że można. I jakie fajne rzeczy wychodzą z tych rozmów. Iście filozoficzne. Dociekliwe pytania, analiza rysunków, wymyślanie nowego łańcucha. A wszystko to za sprawą tej książki. Tak prostej, że aż strach. To jej najmocniejsza strona. Prostota tekstu. Prostota ilustracji. Książka obrazkowa, wielkie (format A4), na dwie strony  ilustracje, takie zwykłe, czarno – białe, pełne szczegółów, szczególików, bez zbędnych dodatków.

-Mamo czy to jest kolorowanka (Autorzy pewnie zdają sobie sprawę, do czego zachęcają nasze pociechy?) I ręce świerzbią, by maznąć żabę na zielono.

-Mamo – a pliszka jakiego jest koloru? Nie wiem, najzwyczajniej na świecie nie wiem. (Ale się dowiem:)

Cała historia zaczyna się od kwiatu i na nim kończy, a  właściwie znowu zaczyna. Historia lubi zataczać koło, nieprawdaż? Mszyce jedzą kwiat, a mszyce – biedronka. Biedronkę konsumuje pliszka, a tę – lis. Lisa - wilk, a wilk zdycha, bo był bardzo stary. Wilka zjadają larwy much, muchy – żaba, żaba składa skrzek – a skrzek zjada ryba, rybę – zimorodek. I tak dalej i tak dalej. Aż do kwiatu. Mniam.

 

Na każdej rozkładówce krótki tekst, ciekawy, czasem napisany z (czarnym) humorem, bez żadnych ceregieli - Wilk zdechł (bo był bardzo stary) albo : Zając zjadł trawę i zrobił kupę. Takie jest życie, koniec i kropka. A dzieci pewne rzeczy przyjmują jako najzwyklejszą oczywistość – choć nie bez emocji. U nas było tak – Wilk zdechł. Uff – ulga, bo po historiach z Czerwonym Kapturkiem nawet najmniejszy maluch wie, że każdy wilk jest osobnikiem bardzo złym. Ale puchacza, który również zdechł, już było szkoda.

-A dlaczego Puchacz zdechł? – i tu smutek w małych oczach.

-Bo podobnie jak wilk, też był bardzo stary – wyjaśniają autorzy.

-To jak będę stary też umrę?  - i znów smutek. Ale na chwilę. Bo przecież życie toczy się dalej. Nadchodzi chrząszcz …

To już druga po D.O.M.K.U książka duetu: Aleksandry i Daniela Mizielińskich, która w naszym domu odniosła sukces. Kilka miesięcy temu pisałam o D.O.M.K.U przetłumaczonym na niemiecki i włoski. Tą książką też warto pochwalić się w wielkim świecie. Kiedy widzę moich małych odkrywców pochylonych nad kartkami, jak na swój sposób próbują zrozumieć rzeczywistość – i to  z sukcesem, w głowie rodzą się mamine marzenia kolejnych tytułów: teoria względności, Układ Słoneczny, kwadratura koła:)))

Oczywiście żartuję, chcę podkreślić jedynie,  że taka książka to skarb. I smaczny kąsek. Chaps.

 

Aha, pliszka może być żółta albo siwa.

-Mamo, a siwa kredka, to która?

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Znak

sobota, 25 września 2010
Przepis na miłość - Katharina Grossmann-Hensel

Jestem zauroczona ta książką. I moje dzieci również. Bardziej Tomek, który już więcej rozumie z tych rzeczy.  Choć tu bardziej dominują ciekawość, wręcz uparta dociekliwość, podejrzliwe spojrzenie w naszym – to znaczy w mamowym i tatowym kierunku, i niesłyszalne (czasem słyszalne) pytanie, kolejne już – A jak to z wami było?

Bo przecież dzieci interesuje, dlaczego mama jest z tatą, a tata z mamą. Dlaczego spośród dziesiątek pań dookoła i panów wybrali właśnie siebie. Najczęściej na całe życie. Dlaczego? Dlaczego? W Przepisie na miłość historię swoich rodziców opowiada mały chłopiec. Jego rodzice zanim się poznali, baaaardzo różnili się od siebie. Mama lubiła bałagan i wszystko kolorowe – można było dostać oczopląsów. Tata z kolei był cichym odludkiem z poukładanym życiem i wszystkim co posiadał – równiutko na półkach. Tyle, że jego ulubionym zestawem był czarno – biały – stateczny, dostojny, budzący respekt, chłodny, jakiś nieprzestępny. I mimo, że niby wszystko było jak być należy, to czegoś, właściwie kogoś, brakowało. I oto pewnego dnia dziwnym zbiegiem okoliczności ten duet stateczno-zwariowany spotkał się gdzieś na rogu ulic, stuknął w głowę i tak to się zaczęło. W życie mamy zaczął wkradać się powoli porządek, a życie taty nabrało barw. Ach te sukienki w serduszka, ach to miłe gilganie pod serduszkiem…

Dwa różne światy: mamowy - kolorowy i tatowy - czarno-biały.


Historia o miłości opowiedziana prostymi słowami na pewno trafia do dziecka. Pokazuje proces narodzin jednego z najważniejszych uczuć w życiu człowieka. Pokazuje, jak zmienia się człowiek, jego życie, jak piękne to uczucie i jak wielką siłę sprawcza posiada. Książka autorska,  pięknie wydana. Ciekawym pomysłem było przedstawienie dwóch przeciwieństw, które w końcu się przyciągnęły. Jedna strona bajecznie kolorowa, druga czarno – biała, a potem ta powolna i stopniowa ekspansja barw. Bo miłość czyni cuda i wszystko czyni bardziej kolorowym i przez to ciekawszym. Mądra książka, która na pewno nakłoni rodziców do wspomnień i zwierzeń…

P.S. Ta książka to dobry pomysł na ślubny prezent, co w przyszłości - jeśli nadarzy się okazja, zamierzamy popełnić:)

 

Wiek 4+

 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

czwartek, 23 września 2010
Magia obrazu - czar ilustracji. Cykl spotkań z ilustratorami

Żałuję, że nie mieszkam bliżej Poznania. Z przyjemnością wzięlibyśmy z Tomkiem udział w spotkaniach z ilustratorami książek w Muzeum Narodowym. A jest w czym wybierać. Oto wydawnictwo Media Rodzina rusza z cyklem comiesięcznych spotkań z ilustratorami wydawanych przez siebie książek.

-25 września 2010 – Piotr Fąfrowicz (m.in. Zielony, żółty, rudy, brązowy; Tatsu Taro – syn smoka)

-30 Października – Agnieszka Żelewska (m.in. O słodkiej królewnie i pięknym księciu, Opowieści do poduszki, Mała syrenka, Wesoły Ryjek)

-27 listopada 2010- Paweł Pawlak (m.in. Chodzi chodzi baj po ścianie …, Dzikie łabędzie, Gwiazdka, Smok, O dwunastu miesiącach, Z górki na pazurki )

-29 stycznia 2011 – Beata Lejman (Magia obrazu. Kraina lenistwa)

-26 lutego 2011 - Ewa Kozyra Pawlak (Księżniczka na ziarnku grochu, Stary szewc i krasnoludki)

-26 marca 2011- Małgorzata Strzałkowska (Wierszyki łamiące języki, Wiersze że aż strach! Zielony, żółty, rudy brązowy… Gimnastyka dla języka, Rymowane przepisy na kuchenne popisy Wiersze spod Pszczyny)

-30 kwietnia 2011 – Aleksandra Kucharska – Cybuch (Opowieść wigilijna, Córka króla moczarów, Calineczka, Brzydkie kaczątko, Jaś i Małgosia, Morska wyprawa)

-28 maja 2011 Elżbieta Wasiuczyńska (Królowa Śniegu, cykl Pan Kuleczka)

Zajęcia są dla dzieci w wieku 6-12 lat.

Ze względu na ograniczoną ilość miejsc prośbą o zgłoszenia telefoniczne na tydzień przed każdymi zajęciami w Dziale Edukacji MNP Tel. 61 8568154

Wstęp w cenie biletu normalnego 12 zł. Organizatorzy zapewniają materiały plastyczne. Organizatorzy zastrzegają, że harmonogram może ulec zmianie.

Szczegóły na stronie Media Rodzina

niedziela, 19 września 2010
Dom pod kasztanami - Helena Bechlerowa/ il. J.M. Szancer

Są książki, które pamiętam z bibliotecznych półek, miałam je w ręku tak dawno, przeglądałam, poczym odkładałam z powrotem na półkę nie zainteresowana, a teraz zachwycona, odkrywam je ze swoimi dziećmi. Tak jest z Domem pod kasztanami Heleny Bechlerowej. To opowieść o dwójce rodzeństwa, które spędza wakacje u cioci Iwy na wsi, w domu pod tytułowymi rozłożystymi kasztanami. I dzieją się tu rzeczy dziwne – oto kot Tymonek za sprawą czarów zmienia się w tygrysa, a dzieci razem z nim przeżywają mnóstwo dziwnych przygód. Dzieci odkrywają miejsca – dla dorosłych tak oczywiste i praktyczne -  a dla nich magiczne, tajemnicze, w których wiele zdarzyć się może. Magiczny ogród, zakurzony strych, pole z makówkami, mały i wąski strumyk most, rosochata wierzba. Nie trzeba zbyt wiele, by za sprawą wyobraźni przenieść się w świat baśni, przeżyć ciekawą przygodę – podczas zwykłego sprzątania, deszczowej pogody, patrzenia w gwiaździste niebo. Piraci, Indianie, konie, rycerze, zamek, wiedźma. Nagle zwykłe wakacje, gdzieś tam na „nudnej” prowincji, urastają do rangi wydarzenia czarownego, niezwykłego i magicznego. Czytam z zazdrością o tym świecie, do którego można zatęsknić, który pewnie i w nas gdzieś tkwi, jako najmilsze wspomnienie z dzieciństwa. Wspólne zabawy, podchody, budowanie pióropuszy i wigwamów, przepadanie na długie godziny w ogrodowej gęstwinie krzaków i drzew, skoki przez strumienie, strzelanie z łuków. Czytam Tomkowi tę książkę i widzę błysk w oku i pomysły na nowe zabawy. Czytam i zastanawiam się, czego tak naprawdę potrzeba dzieciom. Czy aby  drogich gadżetów, albo wyszukanych wakacji na końcu świata? Bo oto może się okazać, że zwykła piaskownica w dziadkowym ogrodzie, czereśniowe drzewo z rozłożystymi gałęziami do wspinania, kawałek starego koca, zakurzony drewniany konik na biegunach na strychu albo zagonek w babcinym ogrodzie (bo kto tam by dziś sadził rabarbar jak nie babcie tylko) z wielkimi liśćmi rabarbaru, taki w sam raz na zbójnicką kryjówkę, to najmilsze wspomnienie, które gdzieś tam będzie tkwiło w naszych dzieciach, może nawet milsze i cieplejsze niż rzymskie Koloseum, hiszpańska plaża, albo francuska riwiera. Do takich właśnie odkryć i refleksji zachęca Bechlerowa. To nie pierwsza książka tej autorki, która mnie skłania do pisania podobnego tekstu. Pewnie mojej przemyślenia są dla wielu niemodne, nie na czasie, passé. Ale co tam. Nas też przecież ciągnie do wielkiego świata:)


Książka pięknie zilustrowana przez Szancera (1902-1973). Charakterystyczne migdałowe oczy, smukłonogie rumaki…. W Wikipedii przeczytałam taką oto ciekawą rzecz, że rodzice ilustratora wynajmowali w Krakowie mieszkanie pewnemu malarzowi artyście, który wkrótce popadł w tarapaty finansowe i nie miał czym opłacać czynszu. W zamian za to udzielał lekcji rysunku przyszłemu ilustratorowi książek dla dzieci. Efekty tych nauk już znamy i Bogu niech będą dzięki za ten brak pieniędzy od czasu do czasu (co u niektórych:).


Kasztany nieodłącznie kojarzą mi się z jesienią. Kolczaste owoce, spadają na ziemię i obdarowują nas swoimi skarbami. Mimo tego, że ta książka traktuje o wakacjach letnich, Dom pod kasztanami jest naszą książką września, jako wspomnienie tego co minęło, ale i zapowiedź tego – co jeszcze przed nami....

Wiek 5+

Kamyki Astona - Lotta Geffenblad


Tomek jest zachwycony tą książką. Ja zresztą też. Ta krótka historia, opisana prostymi słowami, w zaledwie kilku zdaniach wyraża tak wiele. Mądra, z przesłaniem, daje do myślenia. A to że się podoba, świadczy ciągłe wracanie do niej już od kilku dni. Jest to swego rodzaju entree do dłuższego czytania. Najpierw musi być Aston, a dopiero później coś grubszego i dłuższego. Kilka minut zaledwie, ale zostawia ślad na tak długo. Oto piesek Aston zwraca uwagę na kamień leżący na ziemi. Według Astona jest samotny i potrzebuje przytulenia. Zabiera więc go do domu i troszczy się o niego jak o najlepszego przyjaciela. Kąpie go, otula, układa do snu. I tak Aston zaczyna znosić do domu samotne kamyki, którym okazuje swoje dobre serduszko. Podoba mi się postawa rodziców, którzy całej tej sytuacji przyglądają się ze zrozumieniem, cierpliwością. Nie każdy rodzic zniósłby tak wielką kamienną kolekcję w swoim mieszkaniu. Autorka w znakomity sposób uchwyciła dziecięce postrzeganie świata – maluch zwraca uwagę na rzeczy małe, obok których my najczęściej przechodzimy ciągle goniąc za czymś, spiesząc się w nieskończoność. Liść, biedronka, dziura w chodniku… Zatrzymać się nad kamieniem, przyjrzeć mu się, a co dopiero zaopiekować się nim. Tylko dzieci to potrafią i trzeba to docenić. W ten właśnie sposób dziecko uczy się empatii i szacunku do innych. Skoro maluch potrafi przytulić kamyki, patyki, to na pewno kiedyś przytuli drugiego człowieka. Dobra książka o byciu dobrym względem innych. Na przykładzie z naszego podwórka mogę powiedzieć, jak maluch obserwuje, analizuje i zastanawia się, co przytulić do serca, by nie było smutne, samotne.


Świetne ilustracje, ciemne, szarobure, w brązach – akurat dobre na jesień. Tekst otuli maluchy w długie zimne wieczory.

 

Wiek 3+

Wydawnictwo EneDueRabe

środa, 15 września 2010
Akademia Pana Kleksa - Jan Brzechwa/ il. Suren Vardanian


Akademia Pana Kleksa to kawał świetnej literatury i dobrze się stało, że znalazła się w kanonie lektur szkolnych. To też moje najmilsze wspomnienie z dzieciństwa. Przygody Adasia Niezgódki i jego przyjaciół. I ta jedna myśl, która podczas czytania towarzyszyła mi – dlaczego ta sławna uczelnia była tylko dla chłopaków? Brzechwa w dzisiejszych czasach dostałby niezłego prztyczka w nos od feministek. Mam przed sobą nowiutkie, pachnące jeszcze farbą drukarską wydanie Skrzata. Książka wydana starannie, apetycznie, z błyszczącą okładką, wielkimi literami dla samodzielnie czytających dzieci. Jest tylko  jeden mankament, który leży wyraźnie po mojej stronie, a nie książki.  Jestem mamą już trochę wiekową – a więc niereformowalną i z zasadami. I nawet gdybym nie chciała, zmuszała się, zaciskała moje oczęta i zęby, tak mocno, że aż by iskry szły, to i tak mój Kleks ma twarz rozczochranego wariata, którego stworzył Jan Marcin Szancer. Nic na to nie poradzę. Dlatego też ukłon przed Surenem Vardanianem, armeńskim ilustratorem, który odważył się – tak to określę, zmierzyć  z legendą. Zapewne zdawał sobie sprawę, że jak nie narysuje nowego Kleksa to i tak mu się oberwie. Tymczasem mruczę sobie pod nosem, że jego Kleks – też z chochlikiem w oku, z zawadiackim uśmiechem, kolorowymi piegami spodoba się współczesnym – i dzieciom i młodszym rodzicom "nie skażonym" Szancerem.

Wiek 8+

Wydawnictwo Skrzat

 

wtorek, 14 września 2010
Skrzynka jak książka

Czacz koło Śmigla to Mekka dla wszystkich, którzy lubią szperać w szpargałach i starociach. Po ostatniej wizycie przyjechałam m.in. z puszką. Od razu wpadła mi w oko – duża, strojna, kolorowa a przede wszystkim ciekawa. Darzę ją wielkim sentymentem za obrazkową opowieść o życiu niemieckiego Meistersingera z Norymbergii. Hans Sachs trafił mi się na egzaminie u pewnej pani doktor z literatury staroniemieckiej – potwora i pożeracza biednych studentów germanistyki. Nasza pucha będzie na obrazki chłopców – kiedyś były w niej …pierniki.

Sam Hans Sachs to postać niezwykle barwna – szewc i zarazem poeta. Był bardzo płodnym twórcą – napisał ok. 6000 utworów.

Puszka wzbudziła ciekawość, a jakże. Inne stroje, inna epoka, architektura. Ależ my lubimy takie łapacze kurzu:)

Na dole dom Hansa Sachsa.

Puk.Puk. -Przyniosłem buty do naprawy.

A poeta sobie siedział na ryczce szewskiej i wymyślał wiersze i poematy.


A tu jedna z komedii Hansa Sachsa. W tamtych czasach był baaaardzo popularny. Przypuszczam, że dziś pisałby scenariusze telenoweli.

Tak ponoć wyglądał naprawdę;)

Lubię...

O to, co lubię zapytała mnie Agra1. Lubię tak wiele rzeczy, że trudno było mi się zdecydować na te 10 wybranych. Wymieniłam je na moim blogu Brulion  Be.el. Tutaj tylko powtórzę, bo muszę pozostać w końcu wiarygodna:)))

A więc lubię:

  1. Gdy moje dzieci tulą się do mnie i mówią, że kochają mamę najbardziej na świecie.
  2. Mój nowy dom, w którym za chwilę zamieszkam.
  3. Gadać z moim mężem przy lampce dobrego wina.
  4. Bawić się z moimi maluchami. Wymyślać dla nich zabawki.
  5. Książki.
  6. Marzyć.
  7. Przyrodę.
  8. Ciszę.
  9. Grzebać przy maszynie do szycia.

10.  Słodycze – zwłaszcza marcepany w czekoladzie. To lubię za bardzo. Zdecydowanie nie powinno się znaleźć na ostatnim miejscu.

 

O odpowiedź tymczasem poproszę autorki blogów, gdzie często zaglądam i szukam wspomnień i inspiracji:

Oto wybrane blogi:

Zaczytani

Czytulanki

Małe i Większe Formy

Pikinini

To dla pamięci

Czytanki-przytulanki

Kufferek


piątek, 10 września 2010
Horror! Czyli skąd się biorą dzieci - Grzegorz Kasdepke/ il. Marcin Piwowarski

Jeszcze nie zadano mi tego pytania, ale przypuszczam, że kiedyś się pojawi. Skąd się wziąłem? Skąd się biorą dzieci? No pewnie, że bocian przyniósł. Mama z tatą nasypali cukru na parapet, a rano w maleńkim zawiniątku na parapecie byłeś TY. Albo – Mama znalazła CIĘ w kapuście. Kiedyś usłyszałam ripostę malucha: „To ja wolałabym jak Calineczka w kwiatku, bo kapusta śmierdzi”. No i masz babo placek. Dzieci zadają czasem trudne pytania, a znalezienie odpowiedzi na powyższe spędza rodzicom sen powiek. A może lepiej powiedzieć prawdę – delikatnie? Zachęca do tego Grzegorz Kasdepke w swojej nowej książce – Horror! - w tytule jest słowem jak najbardziej na miejscu. Po raz trzeci towarzyszymy pani Miłce i jej wychowankom w przedszkolu. Tym razem jest baaaaardzo poważnie, bo ponoć pani Miłka połyka dzieci. Do takiego wniosku dzieci dochodzą same, gdy dowiadują się, że ich wychowawczyni ma w brzuszku dzidziusia. No bo niby skąd się tam wziął? W książce będzie się działo, oj będzie. A na końcu autor wyjaśnia skąd się właśnie biorą dzieci. I [wszyscy] poczuli ulgę, że wszystko się wyjaśniło. Podane bardzo przystępnie, delikatnie, przyprawione humorem. Swoją rękę do stworzenia takiego a nie innego klimatu tej książki przyłożył - bardzo udanie zresztą, Marcin Piwowarski. Spodobał mi się mały dodatek – Rady dla dzieci i Rady dla Rodziców. Kasdepke zdaje sobie sprawę, że każde dziecko jest inne i że to właśnie my rodzice znamy najlepiej swoje pociechy, ich wrażliwość – trzeba wyczuć – ile można powiedzieć i jak. Ważna książka, która wypełniła wielką lukę na naszym rynku.

 

Wiek 4+

 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

niedziela, 05 września 2010
Czerwonobrody Czarodziej. Baśnie celtyckie - C. Clement/ il. R. Fucikova

Baśnie celtyckie czytamy od kilku tygodni z prawdziwą przyjemnością. Uniwersalne, ponadczasowe, do których będziemy pewnie tak samo często wracać jak do chińskich, afrykańskich czy niemieckich. Wydane w podobnym klimacie – kwadratowym formacie, grubaśne, z wielkimi literami (ważne dla dzieci czytających już samodzielnie), bajecznie kolorowe – z mnóstwem ilustracji znanej już nam Renaty Fucikovej (Żółty Smok. Baśnie chińskie), prawie na każdej stronie – uwaga! stron jest 480. To świat zupełnie dla nas obcy – niby podobny krąg kulturowy. Pewnych odpowiedników należałoby doszukiwać się w naszych rodzimych baśniach, bajkach czy legendach. A jednak klimat zgoła inna – Tomka ten świat wchłonął całkowicie. To męski świat. Rycerze, królowie, czarodzieje, ale też zwykli ludzie z chłopskiej i rybackiej chaty. Cudowne konie, warowne zamki, niebezpieczne wyprawy. Piękne niewiasty raczej pozostają  w tle – Są obiektem westchnień odważnych wojów, którzy widzą je w swych snach, a potem szukają po świecie. Baśnie pełne magii, dziwów, cudów, pełne elementów ludowych jak i tych charakterystycznych dla eposu rycerskiego. To co w nich dominuje to oczywiście kult odwagi, bohaterstwa, czystego serca. Prawy człowiek zawsze góruje nad złym. Ciekawość mojego dziecka wzbudziły różne elementy, których na próżno szukać w naszych rodzimych podaniach – nie mamy elfów, imiona bohaterów brzmią obco, podobnie jak nazwy niektórych potraw, ubiorów, broni. Zauważyłam, jak szczególną uwagę autor zwracał na mijające pory roku, otaczającą przyrodę, motyw ślubu czy wesela.

Mnie najbardziej w pamięci utkwiła pierwsza baśń – Opowieść rybaka Seana. Pasuje mi do coraz zimniejszych wrześniowych wieczorów. Stary rybak w swojej opowieści nawiązał do prastarej tradycji przekazywania opowieści z ust do ust. Kiedyś ludzie spotykali się w chatach i do późnych godzin nocnych słuchali opowieści bajarza, barda.

„Przy okazji znosili mu różne dary: trochę herbaty, paczuszkę tytoniu do fajki, kawałeczek szynki czy słoniny lub parę ciepłych wzorzystych skarpet… Odwiedzali go od jesieni, kiedy dni stawały się coraz krótsze, Aż do wiosny, siadywali jak najbliżej ognia płonącego w kominku i zwykle już po chwili odzywał się któryś z najstarszych sąsiadów: -Sean, opowiedz nam teraz, jak to bywało dawno, dawno temu”.

Jak bardzo czasy się zmieniły. Teraz takie spotkania zastąpił w wielu domach telewizor. Jednak nic nie stoi na przeszkodzi, by samemu organizować jesienne baśniowe wieczory dla dzieci…

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

 
1 , 2