Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Szare, bure i pstrokate

Wszystkie koty za pan brat.

Mają drogi swe i płoty

-po prostu koci świat!

 

Pamiętacie? Moje pokolenie, pewnie tak. Mnie w każdym razie łezka w oku się zakręciła. Kultowa bajka o czarnym Bonifacym, kochającym swój zapiecek, chwalipięcie jakich mało, takim kocim filozofie; i o Filomenie – małym białym kotku, z czarną plamką za uchem, naiwnym, ciekawskim i odważnym. Większość książek napisanych według kreskówek jest zazwyczaj na niskim poziomie. Powiem tak – ładnie wyglądają, ale czytać tego się nie da. Tymczasem Przygody są napisane starannym i barwnym językiem. Autorami są dwaj scenarzyści: Marek Nejman- można powiedzieć, ojciec kota Filomena i Sławomir Grabowski. Książkę zilustrowała Julitta Karwowska – Wnuczak, przy bajce odpowiedzialna za projekty plastyczne.

Takiej wsi, takiej chaty, w której żyją oba koty, w naszej okolicy już nie ma. Ale może gdzieś w Polsce…Dlatego warto sięgnąć po książkę już choćby dla odkrycia tego, co minęło. Zapiecek, wóz drabiniasty, gliniane dzbanki, puchowe pierzyny, ptactwo spacerujące dumnie po zagrodzie, płot ze sztachet, harcujące po izbie myszy, drewniane ławy, czy najprawdziwsza w świecie miotła. Książka z wielką czułością traktuje o tym, co polskie, zaprasza do odkrywania cudów świata, ale nie tego dalekiego, tylko świata na wyciągnięcie ręki. Są też polskie zwyczaje – Wielkanoc, Boże Narodzenie. Obok naszych bohaterów jest mnóstwo innych zwierząt, roślin, przedmiotów, które współtworzą ten koci świat. Są i przysłowia – już choćby to ulubione dziadkowe Masz babo placek, czy inne: Kto nie pracuje ten nie je, Żyć jak pies z kotem.

Książka zdecydowanie dla starszaków- rozdziały są dosyć długie, rozbudowane dialogi, z wyszukanym słownictwem, wymagają większej koncentracji. W książce znaleźliśmy 32 historie, które pochodzą z tomów Przygody Kota Filemona; Filemon i Bonifacy; Filemon, Bonifacy i Szczeniak. Oba koty są już z nami od kilkunastu wieczorów. Powiem tak – jako dziecko bardziej lubiłam Filemona, za którym teraz przepada mój Tomek. Z wiekiem bliższy stał mi się Bonifacy – trochę leniwy, niezły maruda:) kochający wygody i ciepełko, z dystansem podchodzący do życia i doświadczony. Polecamy!

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 26 sierpnia 2009

Petera i jego siostrę Lenę znamy z pierwszej części Ja też chcę mieć rodzeństwo. Przyznaję, że gdy na świat miał przyjść Mikołaj, i pierworodny Tomek miał łzy w oczach słysząc, że wkrótce pojawi się ktoś nowy, odbierany przez niego niestety jako konkurent, ta lektura okazała się bardzo pomocna. Książkowe dzieci urosły. Lena bardzo zazdrości bratu, że chodzi już do szkoły. Chce sama przekonać się co to znaczy, być uczennicą. Pewnego dnia Peter zabiera ją ze sobą. Lena poznaje kolegów i koleżanki brata, panią, zasiada w szkolnej ławce, je najprawdziwszy szkolny obiad, obserwuje, jak dzieci uczą się, co robią na przerwach. Peter lubi szkołę i Lena też.

Kilka dni temu, gdy napomknęłam, że wkrótce zaczyna się przedszkole, pojawiły się łzy. I znów książka okazała się wybawieniem. Wprawdzie przedszkole to nie szkoła, ale pewien obowiązek jest. Zresztą długo pracowałam w szkole i moje dziecko czasem mówi, że już chodzi do szkoły. Po lekturze czytanej rano, w południe i wieczór, strach został przegnany. Szkoła/ przedszkole jawi się jako miejsce miłych spotkań z przyjaciółmi i z panią Honoratką, miejsce zabaw w sali i na zewnątrz. Jest tylko pewien problem, który nie wiem, jak rozwiążę w przyszłości. Tomek, podobnie jak Peter planuje zabrać kiedyś Mikołajka do przedszkola. Zobaczymy, może faktycznie to dobry pomysł. Astrid Lindgren pokazała starszego brata, odpowiedzialnego opiekuna, który gotów jest stanąć w obronie młodszego, który przeprowadzi przez ruchliwą ulicę. I proszę – mali następcy już są.

Myślę, że samej autorki nie muszę przedstawiać. Historia z życia wzięta, napisana prostym językiem pomogła nam znów przegonić strachy. Świetnie zilustrowana przez Ilon Wikland, artystkę, która ze szwedzką pisarką współpracowała od 1953 roku. Pewnego dnia 23-letnia uciekinierka z Estonii zjawiła się u Astrid Lindgren, z niemowlęciem na ręku i ze swoimi pracami. I tak to się wszystko zaczęło.

Tutaj na obrazkach mnóstwo szczegółów do oglądania i analizowania.

-Mamo, Peter też ma bałagan w pokoju. Ciekawe, czy mama też tak goni go do sprzątania.

No tak, skoro Peter może, to i Tomek też. Kolejna świetna książka, do której i ja mam słabość, jak zresztą do wszystkiego, co wyszło spod pióra szwedzkiej pisarki. Polecam zwłaszcza teraz, przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego - na pokonanie strachów.

Wiek 5+

Wydawnictwo Zakamarki 

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Bardzo podoba mi się pomysł wydawnictwa Zielona Sowa na Książkę do plecaka. Można rzec – przecież każda książka nadaje się do plecaka, ale w tym przypadku chodzi o odkurzenie starych tytułów, klasyki. Prawdę powiedziawszy, moje serce roście patrząc na te nowe wydania. Wśród autorów Hanna Ożogowska, Karol May, Aleksander Dumas, Walter Scott, Aleksander Dumas, Thomas Mayne Reid. Gdy uczyłam w szkole na jednej z pierwszych lekcji zawsze wprowadzałam konstrukcję: Woher kommt (jakiś znany) X? Jakież było moje zdumienie, gdy w szkole pojawiło się pokolenie, które nie wiedziało, kim są Winnetou, d’Artagnan czy Robin Hood. Musiałam sięgnąć po Harrego Pottera. Seria zawiera 21 tytułów. Preria, francuski dwór Ludwika XIII, szkocki zamek, życie młodych w dawnym PRL-u. Sama chętnie po nie sięgnę i powspominam...

piątek, 21 sierpnia 2009

Polowałam i polowałam. Za przysłowiowe grosze kupiłam na Allegro. Pierwsze wydanie sprzed wielu, wielu lat wydane przez Naszą Księgarnię. Dla chętnych informacja, że jakiś czas temu reprint został wydany przez Dwie Siostry w ramach serii Mistrzowie Ilustracji. Poplamiona, porysowana, ale i tak zachwyca. Nie raz zastanawiałam się, jak Szwedzi to robią, że mają tak świetną literaturę dla dzieci. To naprawdę jakaś wielka tajemnica, chyba nie do odkrycia. Może chłodny klimat Północy tak dobrze wpływa na wyobraźnię?

Joachim Lis miał być szewcem, ale zrobił Korespondencyjny Kurs dla Detektywów Prywatnych i postanowił zostać detektywem dyplomowanym. A w miasteczku Modrzejów zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Właśnie w domu Borsuków zginęło dziesięć słoików z konfiturami malinowymi. Joachim Lis rozpoczyna śledztwo. Świetna książka detektywistyczna dla małych chłopaków, którzy pewnie z wypiekami na twarzy będą słuchać tej historii. Choć nie powiem – i ja się dobrze przy niej bawiłam. Oko cieszą ilustracje Teresy Wilbik, uczennicy Szancera. Mogę tylko achać i ochać.

 

Wiek 5+

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Przeczytałam z przyjemnością – bo na razie o wakacjach mogę pomarzyć, więc marzę z Ciumkami. Ale od początku. Jakiś czas temu wysłuchałam w jedynkowym Radiu Dzieciom fragmentów książki Pawła Beręsewicza Żeby nóżki chciały iść. Razem z Tomkiem fajnie się słuchało na tarasie w letnie wieczory. Zaczęłam wielkie poszukiwania książek tego autora, w międzyczasie wpadła w nasze ręce historia o rodzinie Ciumków. Pogodna wakacyjna lektura o rodzinnej wyprawie do dalekiej Prowansji. Od początku do trochę feralnego końca – przygotowania, pakowanie, przelot na miejsce, pobyt. Gorące słońce, cieplutkie morze, brązowe opalone ciała – ach! A wszystko z dużą dozą humoru językowatego i sytuacyjnego. Do tego porcja informacji o dalekim kraju – w sam raz tyle, by zainteresować a nie zniechęcić młodego czytelnika, może skłonić nawet do dalszych poszukiwań. Bardzo mi przypadła ta książka do gustu ze względu na jej familijny charakter – i tak  w kwestii odbiorców, bo świetnie można czytać i podśmiechiwać się z całą rodziną, ale też tematu. Cumkowie to rodzina, w której wszyscy dobrze się czują, są kumplami, przyjaciółmi. Jest w niej dużo zrozumienia i miłości – takiej normalnej, zdrowej, nie na pokaz. Książka pokazuje młodym czytelnikom, że na wakacjach ze starszyzną plemienną też może być fajnie. I to jakich wakacjach – bez telewizora i komputera. A żeby zasłużyć na swoją porcję bagietki i zupy z paczki trzeba przepedałować te kilkadziesiąt kilometrów dziennie. Często wspólne wyzwania i problemy, jak choćby przebite dętki, szukanie noclegu, kłopoty z językiem, po ludzku zbliżają. Cieszy to, że na samiutkim końcu, tato znów wygodnie zasiadł w fotelu z Wielkim Atlasem Świata i szklanką herbaty. Będzie nowa wyprawa. I nowa książka:)

Wiek 8+

Wydawnictwo Skrzat

piątek, 14 sierpnia 2009

To jedna z pierwszych książek, które przeczytałam samodzielnie. Historia wierszem o pewnej piżamie w tygrysy.

A te tygrysy nie chcą spać nocą,

Fikają kozły, skaczą i psocą.

Zagniewana mama chowa zwierzaki do szafy. Jednak wczesnym rankiem, gdy tato szykuje się do pracy i zamierza ubrać palto, niechcący wypuszcza tygrysy na wolność. Trzeba je zebrać i znów ułożyć na piżamce. Gdzieś zapodział się jednak jeden tygrysi malec. Co się z nim stało? Życzę miłych poszukiwań z pociechami. Dodam na koniec tylko to, że po tej lekturze już żadna piżamka nie jest Tomkowi obojętna. Spogląda na fakturę materiału, rysunki. Zaraz pojawiają się pytania – A czy ten samochodzik też zjedzie z mojej piżamki? A ten pajacyk?

Niektóre partie tekstu znamy już na pamięć:) Tygryski liczą sobie już ponad 40 lat i mają się naprawdę świetnie…

Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Złota gąska to wspomnienie mojego dzieciństwa. Niedawno odnalazłam na bibliotecznej półce stare wydanie z 1967 roku. Perełka z ilustracjami Jana Marcina Szancera. Biblioteczny egzemplarz jest zaczytany na śmierć- posklejany w środku i na zewnątrz. Miła pani Ewa – bibliotekarka, prosiła, by delikatnie obchodzić się z tym skarbem, bo to starowinka przecie, a nowego nikt wydać nie chce. Baśń jest o trzech braciach- dwóch mądrych i jednym głupim. I jak to w baśniach zawsze bywa – Głupi Jaś i tak najlepiej na wszystkim wyjdzie. Bo to on ma najpiękniejsze serce, to on ma szczęście, to jemu przypadnie ręka księżniczki. Jeśli ktoś się boi braci Grimm, to ta baśń jest zupełnie nieszkodliwa. Znam takie osoby, które nie przepadają za ilustracjami pana Szancera. My do nich nie należymy. Wraz ze starymi tekstami tworzą ciekawy klimat książki. Jako dziecko wypożyczałam wszystko jak leci właśnie ze względu na to nazwisko. Dziś wypożyczam albo kupuję dla swoich dzieci. I Szancer jak najbardziej przemawia do ich wyobraźni. Wprawdzie mały Mikołaj przez całe czytanie Złotej gąski podekscytowany wołał – KAKA (kaczka) – ale co tam – wyobraźnia dziecka chodzi przecież swoimi ścieżkami.

Wiek 3+


niedziela, 09 sierpnia 2009

Do tej pory brałam udział w kilku wyzwaniach czytelniczych. Recenzje pisałam  zawsze z Brulionu Be.el – gdzie piszę o książkach nie dla dzieci. W Kolorowym czytaniu będę pisała o książkach dla dzieci właśnie. Tak więc namieszam troszkę. Chciałabym napisać o książkach, które są stare jak świat – odnalazłam je na bibliotecznych półkach i na Allegro. Może sobie o nich zechcecie przypomnieć, może przeczytacie swoim dzieciom. Ja Kolorowe czytanie mam zamiar realizować z moim czteroletnim Tomkiem. (Może z  wyjątkiem Majki) Ostatnio coraz częściej towarzyszy nam w tym codziennym rytuale prawie dwuletni Mikołajek. Wszystko dłużej trwa, bo mali komentują, pokazują obrazki, stawiają mnóstwo pytań. W każdym razie nowe pokolenie uczestników czytelniczych wyzwań - rośnie - mam taką nadzieję:)

Nasza lista:

Złota gąska – Bracia Grimm

Majka z Siwego Brzegu- Mira Jaworczakowa

O żabkach w czerwonych czapkach – Helena Bechlerowa

 

Jeśli kogoś interesuje ta zabawa - tutaj znajdziecie wszystkie informacje:)

 

sobota, 08 sierpnia 2009

Dookoła nas żyją sobie robale. Na drzewie lub głęboko w norze, w kałuży lub na morzu, tam, gdzie gorąco, lub na mrozie... każde zwierzę ma swoje siedlisko, czyli miejsce, w którym żyje, gdzie można znaleźć pożywienie i schronienie oraz wydać młode na świat.

Książka w bardzo przystępny i zabawny sposób wyjaśnia dzieciom, jak funkcjonuje świat. Jak funkcjonujemy – my, ludzie. Bo człowiek bardzo często jest siedliskiem najróżniejszego robactwa – czy tego chce, czy nie. Co kryje się pod pojęciem ektopasożytów (pasożyty żyjące na powierzchni ciała) i endopasożytów (żyjące we wnętrzu ciała). Co powinno cechować dobrego pasożyta. W jaki sposób robale chcą dostać się na pokład, czyli do naszego organizmu; Jak się w nim/ na nim utrzymać. Książka pisze o kleszczach, roztoczach, pijawkach, pchłach, wszach, tasiemcach, komarach. Informacja, że istnieje przeszło 430 gatunków pasożytów, które kochają człowieka – podziałała na mnie elektryzująco i paraliżująco. Kim jest żywiciel? Jaki wpływ mają te osobniki na nasze życie i zdrowie? Bardzo spodobał mi się niezwykle ważny rozdział – Higiena osobista. Panuje teoria: są dzieci czyste i szczęśliwe. Mój starszy syn zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. Zagonić mojego Tomka do mycia rąk – był to wyczyn nie lada. Powiem tak – książka zrobiła na nim wieeeelkie wrażenie i z myciem rąk teraz – no problem! Polecam!

P.S.1. Jakiś czas temu czytałam artykuł Co ma Dania do dania. Zaskoczyła mnie taka informacja, że ponoć w tym kraju dużo dzieci ma wszawicę, bo zapracowani i zagonieni rodzice po prostu nie mają czasu na walkę z nią. No coś takiego....

P.S.2. Podczas czytania wszystko swędzi. Skóra na rękach, głowie. Może lepiej nie wiedzieć. Sami zadecydujcie...

Wiek 6+

Wydawnictwo Dwie Siostry

piątek, 07 sierpnia 2009

Mam w sobie coś z Tygryska. Jeśli pojawia się problem, wówczas przegryzam go kanapką z szynką albo jeszcze lepiej – sałatką z pomidorów, mozarelli i bazylii. Tyle, że Janosach o dodatkowych centymetrach w Tygryskowych prążkach albo w ogonku już nic nie pisze. (Tu moje westchnienie) W każdym razie, gdy Tygryska cosik trapi – ot choćby jego ukochana Maja-Papaja   obdarowała słodkim całusem kreta, albo gdy jest głodny jak sto wilków, gdy jest smutny – zawsze na pociechę  raczy się czymś pysznym.

To kolejna książka o dwójce przyjaciół – Miśku i Tygrysku. Tym razem wszystko kręci się wokół jedzenia. Co rusz jakiś ciekawy przepis na proste danie, które dzieci mogą wykonać przy naszej niewielkiej pomocy. Wszystko świeże, zdrowe, kolorowe, z mnóstwem warzyw i owoców. Sałata po włosku, ziemniaczki w mundurkach z twarożkiem (u nas w Wielkopolsce nazywamy to gziką), sałata z pomarańczami, jogurt z owocami, domowe müsli, banany po karaibsku i inne. Wszystko okraszone doskonałymi jak zwykle rysunkami autora i zabawnym tekstem. Książka wywołuje podczas czytania burczenie w brzuszkach po brzuchu, a nasze myśli zaczynają kręcić się wokół garnka i lodówki. W książce znaleźliśmy przepis na słynnego smażonego pstrąga w sosie migdałowym, który co rusz pojawia się w innych częściach serii. My kochamy jeść.  Kochamy Misia i Tygryska.

Mamy ogród na wyciągnięcie ręki. A w nim swoją marchewkę, pietruszkę, truskawki, bazylię, lubczyk melisę i maliny. Na drzewach wiszą jabłuszka – odmiana oliwka inflancka, na którą my mówimy papierówka, bo jest taka delikatna i krucha w smaku. Większość z jabłuszek ma robaczki, bo nigdy ich nie pryskamy. Są pyszne. Z nich robimy często mus. Podamy Wam przepis na ten prosty deser z książki o Tygrysku i Misiu. Dodam tylko, że Miś zrobił mus z 9 jabłuszek, bo ta liczba świetnie się nadaje na sercowe zmartwienia.

Pokrajał jabłka (Miś), wydrążył gniazda nasienne i razem ze skórką wrzucił do garnka, bo skórka jest bardzo zdrowa. Dodał nie za dużo wody, ale za to łyżkę stołową cukru i gruby plasterek cytryny, bo cytryna też jest bardzo zdrowa. Wrzucił jeszcze laseczkę cynamonu i goździk. Wszystko razem zmiksował i mus jabłkowy gotowy.


Recenzje innych książek Janoscha znajdziecie tutaj

Wiek 5+

Wydawnictwo Znak

środa, 05 sierpnia 2009

To kolejna ciekawa książka skierowana do młodzieży. Autorka opisuje życie młodej zbuntowanej dziewczyny, Rubby - porzucona przez matkę i zdana tylko na siebie - dostaje szansę od losu. Opuszczona dziewczyna podejmuje próby usamodzielnienia się, ale wszystkie kończą się niepowodzeniem. W pewnym momencie okazuje się, że jedynym wyjściem z tej zagmatwanej sytuacji może być kontakt ze starszą siostrą. Rubby wprowadza się więc do nowoczesnego i bogatego domu siostry i jej męża, ale wzniesiony przez nią samą mur niepewności, nieufności i różnych lęków nie pozwala jej na otwarcie się i nawiązanie wzajemnej serdecznej relacji z siostrą. Jedyną pokrewną duszą i przyjacielem okazuje się w tych trudnych chwilach Nate, chłopak z sąsiedztwa, czuły i zarazem opiekuńczy towarzysz.


Zamek i klucz to proza młodzieżowa nie landrynkowa, w której głupiutkie nastolatki spędzają czas na zakupach, imprezach, randkach a ich jedynym zmartwieniem jest wybór koloru lakieru do paznokci czy kolor obudowy do telefonu komórkowego. To lektura o bardzo trudnym dojrzewaniu, zmaganiu się z problemami, radzeniu sobie w sytuacjach - wydawałoby się - bez wyjścia, o szukaniu własnej drogi i miejsca w życiu oraz pomysłu na to, jakie to życie ma być - to także książka o pierwszym poważnym uczuciu i ogromnej przyjaźni. Nic nie jest tutaj proste, a stres, kłopoty najróżniejszej maści i zjawiska patologiczne pojawiają się na każdym kroku.  Dessen pokazuje młodemu czytelnikowi, że ze wszystkim można sobie poradzić (zjawisko przemocy w rodzinie, problem alkoholowy czy narkomania), napawa optymizmem i niesie swoiste przesłanie, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Autorka oszczędzając nam tanich wzruszeń i stereotypów, stworzyła jednocześnie powieść bardzo oryginalną w swej wymowie. Nie poucza, nie moralizuje (co często spotyka się w takich książkach), ale jest dyskretnym przewodnikiem po zawiłym labiryncie wchodzenia w dorosłość - pokazuje, że można popełniać błędy, można trafić w ślepy zaułek , ale jeśli się tylko chce, to można stamtąd znaleźć wyjście.

Wiek 13+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 04 sierpnia 2009

Dla mnie rewelacja. I dla Tomka też. Dawno książka nas tak nie rozśmieszyła. I dawno nie podeszłam do książki tak entuzjastycznie. Śmiejemy się w głos – mały patrzy na mnie ze zdziwieniem, co ja mu czytam, potem chodzi i powtarza, nawet wydaje mi się, że od kilku dni broi jakby troszkę więcej – a niech tam – niech czytanie książek choć raz ma uboczne skutki. Ale od początku…

Tadam tadam – przedstawiam Wam pana Piwko - zahukanego urzędnika pracującego w biurze pana Obersztajna. Tego drugiego nawet bym nie wspominała, ale jego udział w tej historii jest znaczny. Pan Obersztajn zgubił bowiem klucz od komody, w której był schowany inny baaaardzo ważny klucz i dlatego dał panu Piwce wolne. Ten poszedł na spacer i spotkał dziwne stworzonko – ani dziecko ani zwierzątko, o szerokiej buzi, ogromnym brzuszku, krótkim ryjku w miejscu nosa, z ognistorudymi włosami, stopami podobnymi do błon pławnych. Bezczelne Toto było, wesołe, wygadane, strasznie żarłoczne (zjadało dosłownie wszystko!), nadruchliwe, a w dodatku przykleiło się do pana Piwki i zaczęło nazywać go Tatusiem. Jak zareagowała na jego widok gospodyni pani Kapusta, jak potoczyły się dalsze losy spokojnego, trochę flegmatycznego Piwki, co to nigdy złego słowa nikomu nie powiedział, o  jakimkolwiek buncie już nie wspominając? Sobek – tak nazywało się owo stworzenie, zrewolucjonizował dotąd spokojne i stateczne życie starego kawalera. Każdy dzień niósł z sobą coś nowego, każdego dnia spełniały się życzenia.

Brawa dla tłumaczy, którzy bardzo sprytnie wybrnęli z pewnych pułapek językowych, jakie niósł ze sobą oryginał. Już samo imię bohatera w niemieckiej wersji– Sams, pochodzące od niemieckiego Samstag – czyli sobota; przez autora wykorzystane jako dzień z Sams-em, wymagało nie lada sprytu, by poradzić sobie z tą grą słów. Świetnie został uchwycony humor, z pazurem przetłumaczono wierszyki i piosneczki Sobka. Zabawa jest przednia. Spojrzałam na datę pierwszego wydania – 1973 rok. Ciekawa jestem, jak 36 lat temu ta książka – troszkę wywrotowa przecież, została przyjęta przez konserwatywnych i zawsze ordentlich czytelników niemieckich. Bo Sobek to taka troszkę niemiecka Pippi. Sam autor (ur.1937 r.) miał bardzo smutne dzieciństwo. Do zapisywania swoich myśli i pomysłów zachęcał go przybrany dziadek. To on wprowadził małego chłopca w magiczny świat różnych opowieści i nieograniczonej fantazji. Od samego początku mały Paul bardzo lubił czytać, co nie podobało się sfrustrowanemu ojcu, który licznymi razami i karami chciał wyprostować kręgosłup moralny syna nieudacznika-czytelnika. Bo czytanie to przcież strata czasu. Paul Maar wyznaje – że pan Piwko to on sam – we własnej osobie. Natomiast Sobek – zupełne jego przeciwieństwo. To ktoś, kim chciał być – choć od czasu do czasu.

W każdym razie i dziś święci tryumfy u sąsiadów za Odrą. Fajnie się czyta stadnie – i małym i dużym, bo wywołuje gromadne wybuchy śmiechu, co przerabiliśmy w naszym domu z podsłuchującym nas Tatą. Dla mnie ta lektura była relaksem, świetnie się przy niej bawiłam, a pewne rzeczy poważne przestały być tak baaaardzo poważne.  Mój prawie 5 letni Tomek też z entuzjazmem zakolegował się z Sobkiem. POLECAM!!!

PS. Dodam jeszcze, że w Niemczech jest kilka części przygód Sobka - zatem uśmiech w stronę Wydawnictwa:)))))

Wiek 6+

Wydawnictwo Media Rodzina

 

poniedziałek, 03 sierpnia 2009

65 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Patrzę z Tomkiem na migawki w telewizji. Mamo, a tam są tacy mali chłopcy jak ja! – woła widząc biegnących małych powstańców. Ruiny, barykady, czołgi. Tłumaczę mu – w prosty sposób, by jego mała główka mogła to wszystko pomieścić. Bezmiar całej tej tragedii. Gdy miał dwa latka odwiedził z nami Muzeum Powstania Warszawskiego. Samolot, syreny… Wizyta zrobiła na nas wrażenie.

Znalazłam dwie propozycje książek dla dzieci traktujących o Powstaniu Warszawskim. Nie znam ich – tak więc od siebie nic nie napiszę. Jedynie podam krótką notę wydawnictwa.

Szymon Sławiński - Mały Powstaniec

Warszawski Marymont. Willa otoczona sadem. Pachną jabłka. W szopie idzie produkcja fałszywych dokumentów dla podziemia, a w garażu ręcznych granatów. Tymoteusz Duchowski ps. Motek harcerz szarych szeregów rusza na spotkanie z drużynowym na Żoliborz. Wkrótce będzie przenosił meldunki i broń kanałami. Stanie się Szczurem Kanałowym.

Tytus, Romek i A'Tomek jako warszawscy Powstańcy 1944, z wyobraźni Papcia Chmiela narysowani.

Najnowsze dzieło Papcia Chmiela zawiera 36 premierowych plansz z przygodami Tytusa, Romka i A’Tomka w czasie Powstania Warszawskiego. Tym albumem twórca kultowego Tytusa postanowił ukoronować i zakończyć swoją komiksową, 52- letnią prace twórczą. Każda plansza jest samodzielną historią, małą anegdotą dowcipnie opowiadającą historię z typowym dla Papcia Chmiela poczuciem humoru. Dodam na końcu, że autor, rocznik 1923, sam był uczestnikiem powstania.

Pomnik Małego Powstańca w Warszawie (1983r.)

(Źródło Wikipedia)

niedziela, 02 sierpnia 2009

Liliana Bardijewska – tłumaczka literatury bułgarskiej, autorka licznych słuchowisk dla dzieci, sztuk teatralnych skierowanych dla najmłodszych. W swoim dorobku ma powieści dla młodzieży Ratatuj, Bractwo Srebrnej Łyżeczki; bajkę dla maluchów Zielony wędrowiec. Ostatnio popełniła kolejną książkę. Tym razem dla starszaków – o pewnej ciotce - gadulskiej i mądralińskiej  gawędziarce i bajarce, która jest… sroką.

Tytułowa ciotka snuje opowieści dla małej Julianki, a trzeba przyznać, że robi to wyśmienicie i z wyszukaną gracją i fantazją. Od niej mała Julianka dowiaduje się, dlaczego na wierzbie wyrosły gruszki, jak obudzić śpiącą Ziemię, skąd wzięły się pisanki, dlaczego biedronki są czerwone, co to znaczy zajęcza odwaga i skąd na świecie wzięły się choinki. Fantastycznie jest mieć Ciotkę Srokę, która opowiada z ogromnym przejęciem i sporą dawką humoru! Dzięki jej opowieściom maluchy oswajają się z uczuciem strachu, zgłębiają tajemnicę czasu i poznają smak przyjaźni. To co mnie osobiście urzekło – to erudycja pisarki, zabawa słowem. Żadnej drogi na skróty – traktowanie na serio małego odbiorcę i wymaganie od niego maksimum zaangażowania. Do tego świetne ilustracje Aleksandry Kucharskiej – Cybuch  (pisałam o niej przy Córce króla moczarów Andersena) - nie tylko przedstawiają czytane bajki, ale w połączeniu z tymi bajkami właśnie, w naturalny i zupełnie niewymuszony sposób pobudzają wyobraźnię malucha. Solidnie wydana – z pewnością długo wytrzyma kontakt z najmłodszymi.


- A to co za krzyki pod moim oknem?! Pod moim gniazdem rodzinnym?! Ja nie jestem byle kto, żeby słuchać byle wrzasków! Ja jestem Ciotka Sroka i tutaj wrzeszczeć mogę tylko ja! Zapytaj, kogo chcesz. Wszyscy mnie tu znają! Ba, znają mnie nawet na królewskim dworze! Aż oniemiałam z wrażenia. A więc to jest moja ciotka. Ciotka Sroka. A ta sterta gałęzi nade mną - to jej gniazdo rodzinne... Patrzyłam na nią okrągłymi ze zdumienia oczami. To się nazywa ciotka! Widząc mój zachwyt, Ciotka Sroka szybko się udobruchała. - Widzę, że jesteś mądrą dziewczynką - burknęła. - Zasłużyłaś na prezent. - I wcisnęła mi do ręki coś puchatego, mięciutkiego, przytulnego. - Wiesz, co to jest? Nie miałam pojęcia! - To jest wierzbowy kotek, czyli bazia - powiedziała uroczyście. - Wierzbowy, bo rośnie na wierzbie. Spojrzałam na Ciotkę Srokę zdziwiona. Zawsze myślałam, że kotki rosną na kanapie. Przynajmniej nasz siedział na niej całymi dniami, jak przyrośnięty. - A wiesz, dlaczego rośnie na wierzbie? Dzięki mnie! Gdyby nie ja, wiesz, co by rosło na wierzbie? Gruszki! Mój podziw dla Ciotki Sroki ogromniał z minuty na minutę. Byłam z niej dumna!

Wiek 5+

Wydawnictwo BIS

sobota, 01 sierpnia 2009

Markaczka, łyska, uhla, poświerka, rycyk, łęczak, biegus krzywodzioby, pluszcz, hełmiatka, siwerniak, kszyk, pleszka, białorzytka, kwiczoł – to tylko kilka nazw ptaków, które brzmią dla mnie tak egzotycznie.

Mamy w domu sezon na ptaki. Trwa od zimy – od momentu zainstalowania karmnika na obsypanym śniegiem drzewie brzoskwiniowym. Mieszkamy w okolicy, gdzie ptaszków najróżniejszych od wyboru do koloru. To dzieci zmotywowały mnie do poszukiwań i odkryć. Moja ptasia wiedza, niedawno krążąca tylko wokół wróbli, jaskółek, wron, skowronka i orła (ale tylko z ilustracji) wyraźnie się poszerzyła. Przeglądamy książeczki, słuchamy odgłosów ptaków. Czasem, gdy budzę się o świcie, słyszę głos słowika. Mimo, że wiele ptaków opisanych w tej książce nie żyje w naszej miejscowości, oglądamy, kartkujemy, szukamy odgłosów w Internecie. Niedawno moje dzieci odwiedziły ciocię Helenkę, która mieszka na wsi. Tom wrócił podekscytowany – bo w oborze razem  krowami mieszkają jaskółki, które śmigały maluchom nad głowami. Jakiś czas temu czytałam książkę podróżniczą o wyprawie rowerem do Chin. Tam nie ma prawie w ogóle ptaków, bo wszystko trafia do garnka.

Rozpoznawanie ptaków po kolorach pomaga w identyfikacji ptaków początkującym ornitologom po kolorach. Zabawa polega na tym, że można dojść do nazwy danego gatunku właśnie poprzez jego barwę. My podczas naszych wypraw na łono natury zidentyfikowaliśmy sójkę, stado malutkich przepiórek i jemiołuszkę. Myślę, że wiele jeszcze przed nami.  W książce znajduje się mnóstwo informacji o ptakach – ich nazwach, siedliskach, gniazdach, życiu, pielęgnacji piórek,  pierzeniu, szacie godowej, zalotach, głosach i śpiewach, wędrówkach, gniazdowaniu. To co nas baaardzo zainteresowało to dużo informacji na temat sów – ptaków bardzo tajemniczych, o wielkiej niemal ludzkiej twarzy, zwanej szarlą. Skrzydlaty kot o niezwykle wrażliwym słuchu – co ciekawe bez małżowin usznych jak u ssaków. U sów dźwięk dociera do ucha środkowego przez pionowe otwory znajdujące się po obu stronach czaszki i ukryte w piórach. Tak zwane uszy – kępki piór na głowach niektórych gatunków sów – nie mają nic wspólnego ze zmysłem słuchu. Coś takiego.

Możecie w Internecie posłuchać ptasich trelów. Choćby tutaj.

Rozpoznawanie ptaków po kolorach - Moss Taylor, Norman Arlott

Obserwujemy ptaki. Poradnik dla poczatkujących - David Chandler, Mike Unwin - nie znamy tej książki, ale chętnie zajrzelibyśmy do środka:)

 

Wydawnictwo MUZA