Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
poniedziałek, 30 lipca 2018

Ciało ludzkie od dawna fascynuje najmłodszych – i takie właśnie książki pozwalają odkrywać tajniki ludzkich układów i organów. Temat chyba niewyczerpany – co wybrać, by zaciekawić, przekazać wiedzę. W końcu by się też dobrze bawić, przyjemnie poznawać świat – bo przecież jeśli ktoś łaknie tylko wiedzy, może sięgnąć po tradycyjny podręcznik szkolny – a tego raczej byśmy chcieli uniknąć, nieprawdaż? Po ciele ludzkim oprowadza w tym przypadku mała Klara. Tłumaczy zawiłości układów, organów  - wszystko na swoim przykładzie, często „wchodzi” też w rewiry rodzinne. Z jej pomocą dzieci poznają układy: nerwowy, pokarmowy, oddechowy, mięśniowy, krwionośny, szkieletowy i kostny. Dalej: funkcjonowanie mózgu i geny. Klara opowiada o tajnikach etapów ludzkiego życia od pierwszych dni po starość. Na czterech wielkich rozkładówkach komiksowych można śledzić losy rodziny Klary,  zdrowy tryb życia, zmysły i mózg, wizytę u lekarza. Książka powinna spodobać się dzieciom, które marzą o tym, by w przyszłości zostać np. lekarzem lub pielęgniarką: pokazuje różne oddziały szpitalne, przedstawia zawody związane z medycyną (np. oprócz dwóch wyżej wymienionych są tu także dietetyk, ratownik medyczny, fizjoterapeuta), przedstawia sylwetki wielkich ludzi medycyny: np. Hipokratesa, Zbigniewa Religę, Louisa Pasteura i Wilhelma Roentgena. Książka kolorowa, niekiedy dowcipna, przekazuje solidną porcję wiedzy. Minusem są niekiedy zbyt małe literki. Trzeba wysilać wzrok w niektórych miejscach, by odczytać tekst. Oprócz wiedzy „medycznej” jest też – ku mojej uciesze, spora dawka wiedzy lingwistycznej. Wyjaśniono zwroty, które odnoszą się do różnych części ciała bądź organów: co to znaczy mieć dziurawe ręce albo gumowe ucho. A muchy w nosie? Są tu nie tylko konkretne informacje, ale też ciekawostki – a niektóre z nich pewnie pomogą lepiej zrozumieć nasze funkcjonowanie. Bo żeby się wyspać i dobrze przetrwać w szkole człowiek powinien spać….. Nie, nie zdradzam – odpowiedź w książce.

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

niedziela, 29 lipca 2018

Kultowa seria dla wielu małych dzieci. Czego tutaj już nie było: pociągi, samoloty, żaby, pszczoły, narzędzia, koty, dinozaury. A teraz przyszła kolej na psy. Prawdę powiedziawszy tak się nawet zastanawiałam, kiedy te psiaki będą, bo przecież skoro KOTY były, to i PSY muszą. A więc PSY już są, są!!!

Powiem tak: autorka Paulina Wyrt to moje wakacyjne ilustracyjne odkrycie: jest świetna w tym co robi, oryginalna. A ta książka jest dowodem na to. Na pewno w tej serii ważne są ilustracje: duże, kolorowe, rozkładane. Do tego dochodzi jeszcze ciekawy tekst. Jest go akurat w sam raz. Do poczytania z rodzicami – w przypadku małych dzieci. A potem już tylko śledzenie wielkich ilustracji, na których tyle się dzieje. Tak mi po głowie chodzi coś takiego: fajnie by było zobaczyć ilustracje Pauliny do jakiejś potarganej, zwariowanej książki. Może kiedyś ktoś coś... Bo coś mi mówi, że to taki wulkan energii jeszcze nie w pełni wykorzystany.

Tymczasem wracając już do tej konkretnej książki traktuje ona o wielu rzeczach ważnych dla psiej tematyki: jest trochę historii: czyli psi praprzodek, udomowienie psa. To tyle na początek. Reszta kręci się wokół wielorasowego kundelka Felera, który ze schroniska trafia w ręce sympatycznej Lilki. Jest wizyta u weterynarza, psiego fryzjera, w domu Lilki, w którym z powodu pojawienia się nowego członka rodziny dosłownie wszystko stanęło na głowie, jest długi spacer (cudny – w formie gry planszowej – i jak to na spacerze z psem bywa: czasem trzeba się pospieszyć, czasem cofnąć, stracić kolejkę, pójść na skróty). Są psy i ich właściciele – można się przekonać, czy faktycznie pupile upodabniają się do swoich właścicieli. Dowiecie się wiele na temat psiej natury: co oznaczają podkulony ogon, spuszczone uszy i obwąchiwanie innych piesków na spacerze – czyli w dwóch słowach: język psi. Dalej: pielęgnacja pupila w poszczególnych porach roku, wspólna wyprawa – a więc psi bagaż: bilet, książeczka zdrowia, kaganiec, smycz. W końcu psy w życiu codziennym: nie tylko jako wierni towarzysze i przyjaciele, ale też zwierzęta ciężko pracujące jako tropiciele lub opiekunowie.

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

sobota, 28 lipca 2018

 

Jeśli szukacie lektury na lato – a akurat wakacje trwają w najlepsze – „Mateusz i zapomniany skarb” świetnie się do tego nadaje. Książka jest kontynuacją serii o Lilce, która jest siostrą Mateusza – jednak traktowanie lektury jako odrębnej, moim zdaniem nie stoi na przeszkodzie – zwłaszcza gdy czytelnikiem będzie chłopiec i zechce zapoznać się tylko z przygodami rówieśnika, a nie koleżanek – choć przyznaję, że książki o Lilce też czyta się dobrze. („Lilka i spółka”, „Lilka i wielka afera”). Mateusz wraz z siostrą Lilką i mamą udaje się do Amalki. To urocze miejsce bez szczególnych wygód – ale bardzo klimatyczne. Razem z chłopcem z uroków lata korzystać będą ciocie, wujkowie, kuzyni i kuzynki. Jest wesoło, głośno, choć  w tak wielkiej gromadzie bez konfliktów się nie obejdzie. Co chwila ktoś rzuca jakiś żarcik, opowie ciekawą historyjkę, coś ciekawego nieszczególnie szczęśliwego się wydarzy (szambo!). Jest też i tytułowy skarb, o którym dzieci dowiadują się przez przypadek. Otóż dorośli wspominają jak to przed laty, gdzieś w okolicy Amalki ukryli skarb. Nic tylko go odszukać. Przydałby się tylko sprytny plan działania. I dzieci już nad nim pracują.

Książka nie traktuje o trzymających w napięciu wydarzeniach i wciskających w fotel zwrotach akcji. Niemniej ciekawym doświadczeniem było obserwowanie leniwych wakacji pewnej grupki ludzi – tym bardziej, że mój młodszy syn doszukał się mnóstwa analogii z naszą rodziną. Chodziło o powiedzonka, reakcje dorosłych, scenki z życia rodzinnego, problemy dzieciaków – przyznam się, że  w niektórych miejscach śmiechu było co niemiara. W pewnym momencie syn stwierdził nawet, że „odnosi wrażenie jakby ktoś pisał o nas”. Gdyby ktoś chciał nas lepiej poznać (żart) i przeżyć parę wakacyjnych przygód – to jak najbardziej polecam.

Wiek 6+

Wydawnictwo Od Deski Do Deski

piątek, 27 lipca 2018

Blisko 550 stron mija szybko jak sen. Jakże trudno znów wrócić do rzeczywistości – gdy się było w średniowiecznej Rusi, na dalekiej Północy gdzie zimno, a na przednówku panują głód i choroby. To tam właśnie ze swoją rodziną mieszka Piotr Władimirowicz. Ojciec trzech synów i jednej córki. Tymczasem jego żona informuje go, że znów spodziewa się dziecka – na świat przyjdzie dziewczynka podobna do swej babki: dzikiej, odważnej i tajemniczej. I taka właśnie jest Wasia, która od samego początku skradła moje serce. Dziewczynka widzi to, co niewidzialne dla innych. Słyszy to, czego inni nie słyszą. Wychowywana przez Dunię – starą piastunkę znającą baśnie, bajki i legendy. To dzięki Duni Wasia nabiera szacunku do przyrody i dawnych stworzeń, które mimo wiary ludzi w Boga jedynego, wciąż istnieją równolegle. Tamte istoty, którym dawniej oddawano cześć, tkwią nadal głęboko w powszechnej świadomości. Ludziom żyje się tu dobrze i dostatnio, a duszki są zadowolone. Na przykład domowik: duch opiekuńczy domu – pomieszkujący na zapiecku. W powieści nie raz chronił dom przed demonami z zewnątrz. Trzeba było o niego dbać, rozstawiając jadło po kątach. Bannik – opiekun łaźni. Leszy – opiekun lasu. Waziła – czuwa nad stajnią i końmi. Mieszkańcy sioła wiodą sobie spokojny żywot oddając Bogu co boskie, a swoim dawnym bogom i duszkom – co nakazywały tradycja i zwyczaje. Ale tak jest do czasu. Bo pewnego dnia Piotr Władimirowicz przywozi nową żonę – bogobojną Annę. Do wsi przybywa też ambitny pop. Nie podoba im się zachowanie ludzi, a ich pojawienie się oznaczać będzie dla wszystkich kłopoty i rewolucyjne zmiany.

Na początku byłam przekonana, że będzie to bajka dla dzieci. Bajki są przecież pisane z myślą o nich, nieprawdaż? Nawet odłożyłam książkę na chwilę na półkę z myślą: Jak tylko skończę z synem wspólne czytanie innej książki, zaraz sięgamy po „Niedźwiedzia i słowika”. Ale korciła mnie ta lektura, oj korciła. Już sama okładka była kusząca. Rzadko daję się nabrać na lepik okładkowy, ale „Niedźwiedź i słowik” miał w sobie TO COŚ. Zaczęłam więc sama i szybko dotarło do mnie, że to książka dla dorosłych. Potem doczytałam na okładce: wyraźnie z tyłu to właśnie napisano – ale ja rzadko czytam teksty okładkowe ze względu na ewentualne spolerowanie i podany wynik śledztwa, że mordercą okazał się ogrodnik. (śmiech). Powiem tak: książka jest niesamowita. Zaczęłam czytanie w sobotę rano i tak non stop z małymi przerwami – do niedzieli wieczór. A co do niesamowitości tej książki: może mam właśnie takie odczucia ze względu na gatunek? Bajka dla dorosłych napisana tak, że naprawdę trudno się od niej oderwać. Kto by pomyślał, że kwestia Dziadka Mroza, Pana Zimy, znanego z dziecięcych książek i kreskówek – tak mnie wciśnie w fotel? A to dopiero – ku mojej uciesze – początek. „Niedźwiedź i słowik” jest pierwszym tomem trylogii. Książka ma wiele elementów, które mnie urzekły. Po pierwsze nieprzewidywalność – nie wiadomo, co się za chwilę wydarzy. Mnóstwo rzeczy, wydarzeń mnie tu bardzo zaskoczyło. Plastyczność opowieści: książkę dobrze się czyta (to niewątpliwie też zasługa tłumaczki Katarzyny Bieńkowskiej). Katherine Arden ma dar do opowiadania, snucia baśni, bajek. Nawiązuje tym samym do dawnej tradycji, kiedy to czas spędzano wspólnie na rozmowach, wspomnieniach, a bajki były nieodłącznym elementem codzienności – przekazywane z ust do ust. „Niedźwiedź i słowik” to w końcu ciekawy obraz dawnego życia w średniowiecznej Rosji: zwyczaje, ubiory, zachowanie, religia, stosunki społeczne, przyroda, drewniana Moskwa, a nawet potrawy i wyposażenie wnętrz. Bardzo polecam!

(Tłumaczenie: Katarzyna Bieńkowska)

Wydawnictwo Muza

czwartek, 26 lipca 2018

Jagusia Szydłowiecka zostaje wezwana przez królową Bonę na dwór królewski do Krakowa. Jest Rok Pański 1530. Królewskiej parze od kilku lat z dużym zaangażowaniem służy brat Jagusi Paweł. Dziewczyna nie zjawia się tu przypadkowa. Rezolutna królowa bowiem ma pewien plan. Otóż Paweł zakochał się w pasierbicy Bony – córce Zygmunta I Starego z pierwszego małżeństwa z Barbarą Zapolya. Tymczasem Bona i Zygmunt mają inne plany wobec Jadwigi. To nic, że Paweł pochodzi ze znanej i cenionej rodziny polskich możnowładców. Chcą coś ugrać na małżeństwie córki z którymś z europejskich władców – takie były czasy, tak się wtedy robiło politykę. Jagusia tymczasem to niby dawna miłość Pawła, a jej nagłe pojawienie się na dworze, ma poruszyć na nowo jego serce i uczucia. Królowa jednak nie wie, że zaszła pewna pomyłka. Ale jaka – tego już nie zdradzam. Co wyniknie z tego wszystkiego? Jaką rolę odegrają w tej historii tytułowe dwórki? Każdej z nich przyglądamy się z osobna - Autorka po kolei skupia uwagę na innej z panien: Agnieszce, Anastazji, Cecylii, Elżbiecie, Ludmile, Zofii, Katarzynie. Są też i Bona i sam obiekt westchnień: Jadwiga. 

Książka Kaliny Jerzykowskiej jest przede wszystkim ciekawą wyprawą w wiek XVI. Sama postać królowej Bony od dawna działa na ludzką wyobraźnię. W wielu książkach, w kultowym serialu z Aleksandrą Śląską w roli głównej, to właśnie TA WŁOSZKA wysuwa się na plan pierwszy. Teraz mamy możliwość poznania tego, co się mogło dziać w kuluarach, na zapleczu dworskim. Podsłuchujemy i podpatrujemy królewskie dwórki, poznajemy ich knowania i plany, dowiadujemy się, co też dzieje się na dworze – kto z kim i dlaczego, i jakie to może mieć konsekwencje. Oczywiście głównym wątkiem jest tu miłość pary zakochanych młodych ludzi i gotowość dwórek do stania na straży tej miłości. Jednak w powieści poruszane są i inne tematy: historyczne, polityczne, społeczne. Można poznać codzienne życie na dworze, ludzi przewijających się po zamkowych korytarzach. Są przedmioty codziennego użytku, wystroju wnętrz, ówczesnej mody. Można podpatrzeć jak się wyrażano, jak zachowywano w określonych sytuacjach – to naprawdę ciekawy obraz dawnego życia. Kalina Jerzykowska próbuje stylizować wypowiedzi bohaterów na dawną mowę naszych przodków. Oczywiście w granicach rozsądku. Myślę, że za dalekie pójście w odtworzenie dawnego języka mogłoby współczesnego czytelnika, który z zamiłowania nie jest językoznawcą, zniechęcić. Często pojawiają się książki z fabułą w dawnych czasach, ale ze współczesnym językiem. Tutaj mamy do czynienia z delikatną stylizacją dawnej polszczyzny – ale zrozumiałej i nadającej klimat całej opowieści. Książka spodoba się tym, którzy rozmiłowani są w dawnych czasach i chcą na własne oczy (czytelnika) przekonać się, jak się żyło królewnom i dwórkom na zamku. Inna sprawa – że często to życie wcale nie było idylliczne i sielankowe – jak to w bajkach bywa – ale o tym już sza. Zapraszam do lektury.

(ilustracja na okładce: Sylwia Szyrszeń)

Wiek 12+

Wydawnictwo Literatura

środa, 25 lipca 2018

Cudowną sprawą jest czytanie o lecie w samym środku lata. Przenieść się do czarodziejskiej krainy z ulubionymi bohaterami. Muminki można „pałaszować” nie zważając na chronologię wydawanych tomików. Chwytasz za książkę i od razu przenosisz się tam, dokąd chcesz.

Część letnia wcale letnia nie jest. Wręcz przeciwnie – jest upalna i gorąca od przygód. Wybuch wulkanu, powódź, rozdzielenie rodziny, tymczasowa utrata domu i całego dobytku – emocji jest mnóstwo. I nerwów, by nikomu nic się nie stało. Ale to tylko po stronie czytelnika – bo ze strony Muminków czekają nas jak zwykle: optymizm, spokój i rozwaga - i spora dawka humoru jak na całkiem spory zestaw nieszczęść. Tatuś Muminka znajduje nawet inspirację do pisania sztuki teatralnej. Oprócz „starych” bohaterów: Malej Mii, Włóczykija, Panny Migotki, Muminka są i nowe postacie jak dozorca parku i szczurzyca teatralna Emma. Wnoszą nową jakość do tekstu – przez co jest ciekawiej.

Interpretacja Krzysztofa Kowalewskiego pasuje do klimatu powieści i charakteru Muminków. Jest spokojnie, harmonijnie – przez blisko 3 godziny można pobyć w czarodziejskiej krainie, z dala od zgiełku i stresów dnia codziennego – dla małych i dużych.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 24 lipca 2018

Jakże byłoby fajnie, gdyby lekcje historii wyglądały w naszych szkołach tak jak zajęcia pana Cebuli. Jest on oddany swojej pasji, jaką jest historia właśnie. Mało tego – potrafi nią zarazić swoich uczniów. Niekiedy potrzebują oni lekkiej „motywacji”, ale zawsze z ciekawością wykonują kolejne zadania. A jak wyglądają owe lekcji historii? Na pewno nie na wkuwaniu nudnych dat i faktów. Jedną z metod poznawania czasów zamierzchłych są podróże w  czasie. Dzieje się to za sprawą ławek, które teleportują uczniów do przeszłości. Wystarczy wskazać wiek, dalej konkretną datę – i fiuuuuu – już jakaś siła pcha cię w wieki minione. Tym razem do czasów Oświecenia nazywanych u nas również czasami stanisławowskimi – a to ze względu na postać króla właśnie – czyli Stanisława Augusta Poniatowskiego. Postać kontrowersyjna, nierówno oceniana i przez historyków i zjadaczy chleba. Jest też dość bogata literatura na jego temat – jedni Stasia bronią, inni ganią i krytykują. A jak jest w tej książce? Oczywiście nie zdradzę – niemniej autorka, również historyczka z zawodu, pokazuje jak najwięcej faktów z życia króla, z czasów epoki, pokazuje plusy i minusy jego działalności, rządów i artystycznych pasji. Czasy króla pozna osobiście 12-letni Słoniu i jego koledzy i koleżanki z klasy. Pamiętacie Słonia z poprzednich części serii? Jego tata jest dyrektorem szkoły. Aha – to już wiele Wam mówi. Teraz to właśnie Słoniu będzie musiał się wykazać. Ale czy same muskuły, które tak pieczołowicie pręży przed innymi, wystarczą, by dać sobie radę w innych czasach? Czy jednak będzie musiał docenić górę rozumu nad siłą. Przecież to epoka Oświecenia przed nami. Tak… tak obiecałam milczeć. W każdym razie Stanisław August Poniatowski zachowywał się co najmniej dziwnie w swoich czasach. I to tak bardzo, że sprowokowało to pytanie typu: „Stasiu, co ty robisz?” Po odpowiedź w dawne czasy zostaje wysłana grupka dzieciaków.

Historia i prawdziwa, i z przymrużeniem oka. Dużo uroku dają komiksy Artura Nowickiego. Humor słowny i sytuacyjny. Dzięki komiksowym okienkom wiele zawiłości historycznych na pewno łatwiej zrozumieć. Sam pomysł przenoszenia dzieciaków do innej epoki – jak zwykle się sprawdza. A mnie się marzy, by powstała część bardziej współczesna: kiedy to dzieciaki  przenoszą się do czasów młodości swoich rodziców. Chociaż nieeee - bardziej prapraprapradziadków, bo przecież czasy tu bardzo nowoczesne. Coś w rodzaju Powrotu do przyszłości z Michaelem J.Foxem. Tyle że tu oczywiście wystąpiliby uczniowie z klasy pana Cebuli. 

Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 23 lipca 2018

Matematyka matematyką – tymczasem książka przenosi małe dzieci do najodleglejszych zakątków świata: na piracką wyspę, dalekie morze, do cyrku, ogrodu, lasu, na łąkę i pole, do pizzerii. Baaaa – nawet do czasów prehistorycznych i nad buchający ogniem wulkan. W takich warunkach chyba chętniej ćwiczy się matematykę, prawda? Wszędzie w tych miejscach spotyka się ciekawe postacie: ludzi, zwierzęta, różnego typu żyjątka i stworzonka. Oczywiście z każdym miejscem związane są liczne zagadki i działania matematyczne: łączenie cyferek, numerowanie namiotów, łączenie dinozaurów z odpowiednimi gniazdami.  Ciągle coś się dzieje: trzeba dobrze wykonać zadanie, by uratować księcia, zbadać, jakie skarby złodzieje wykradli z grobowca faraona, trzeba błądzić po labiryncie w poszukiwaniu wyjścia, posadzić warzywa w odpowiedniej kolejności. W książkowych przygodach ukryte są działania matematyczne: w przeważającej części dodawanie i odejmowanie, szukanie i rozpoznawanie liczb, ich wartości, piramidy liczbowe. Matematyka podana w nietypowy sposób – dla doskonalenia swoich umiejętności. Na końcu – odpowiedzi i rozwiązania. Książka kolorowa – w dużym formacie.

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 20 lipca 2018

Zawsze z przyjemnością czytam książki od dzielnych kobietach. Bo takich informacji nigdy dosyć. Bo jednak kobiety miały albo i mają w życiu gorzej, na pewno bardziej pod górkę. I dlatego wychodzę z założenia, że takie tytuły to MOC ENERGII dla dziewczynek. Akurat w kwestii lektur: ktoś policzył i większość bohaterów w książkach dla dzieci jest płci męskiej. A jeśli są dziewczynki, to przeważają księżniczki i królewny. Mało tego, często powielany jest jeszcze stereotyp: odważny chłopiec, bierna dziewczynka. Bez komentarza. Tak więc zadanie na dziś - czytamy dziewczynkom o dzielnych dziewczynkach, albo polecamy im lektury o kobitkach in action.

Tymczasem właśnie trwają przygotowania do wydania numeru specjalnego poświęconego damom, dziewuchom, dziewczynom. Kobietom, które podróżowały po świecie w … spódnicy. (Spodnie??? Absolutnie nie wchodziły w grę). Jakże teraz łatwo wsiąść w samolot, pociąg, samochód, na rower i ruszyć przed siebie. Kiedyś taka podróż była wyczynem nie lada. Kobiety miały inne, „ważniejsze” zadania do wykonania, które (z grzeczności) przemilczę. Pogoń za marzeniami, realizacja w życiu zawodowym, rezygnacja z rodziny – nie były mile widziane. Ba – czasami oznaczały wykluczenie z tzw. towarzystwa, albo chowanie takiej panny w jakichś zakamarkach i kątkach „dobrego domu”, co by nie gorszyła innych.

Różne epoki, różne postaci. Tylko marzenia i dążenia te same. Nelle Bly – amerykańska dziennikarka, która podobnie jak bohater powieści Juliusza Verne’a udała się w podróż dookoła świata. Gudrid Thorbjarnardottir – odkrywczyni z X wieku (!!!) – pierwsza Europejka, która stanęła na zachodniej półkuli. Sacagawea, Lady Hester Stanhope, Ida Pfeiffer, Alexandrine Tinne, Florence Baker, Mary Kingsley, Maria Czaplicka, Bessie Coleman, Krystyna Chojnowska-Liskiewicz, Walentyna Tierieszkowa, Junko Tabei, Felicity Aston – przyznajcie z ręką na sercu: ile tak naprawdę nazwisk z powyższej listy znaliście. Ja (ze skruchą) – niewiele. Zatem – książka ma przede wszystkim dużą wartość poznawczą, dalej: motywacyjną (o czym szeroko się rozpisałam). Całość w bardzo atrakcyjnej formie: ciekawe teksty, przyciągająca wzrok szata graficzna nawiązująca do prasy tradycyjnej z przeszłości, wywiady, dodatkowe informacje o miejscach i osobach drugoplanowych, teksty reklamowe różnych specyfików, potraw, biur podróży,  ciekawostki, czarno-białe prasowe ilustracje.

Na koniec – dodam tylko, że to drugi tom w ramach serii „Damy, dziewuchy, dziewczyny”. Poprzedni, z dopiskiem „Historia w spódnicy” wygląda tak (nic o nim nie piszę, bo nie znam). A czy będzie tom trzeci – zobaczymy: czas pokaże.

Wiek 10+

Wydawnictwo Znak

czwartek, 19 lipca 2018

 

W najbliższym czasie oczy wielu z nas będą skierowane w kierunku nieba - a ściślej mówiąc Księżyca (nie przegapcie 27 lipca). Będzie się działo!!! Jeśli warunki będą sprzyjały, zaobserwujemy całkowite zaćmienie Księżyca. A może po tych obserwacjach częściej zaczniemy zdzierać głowy do góry, by popatrzeć, co się nad nami TAM dzieje? Może częściej popatrzymy na niebo? Gwiazdy, planety, Słońce, Księżyc. Jeśli złapiemy bakcyla, wówczas pomoc się na pewno przyda – w postaci ilustrowanego przewodnika po nocnym niebie – takim jak ten właśnie. Książka na pewno może być wstępem do „czytania” nieba ze zrozumieniem, poznawania go. Bo przyznajmy, wielu z nas wśród mnóstwa migocących punkcików tam w górze, potrafi rozpoznać niewiele: Wielki Wóz, Mały Wóz, Gwiazdę Polarną. A może będzie to początek przygody, która będzie kontynuowana dalej z innymi lekturami, filmami, wykładami znawców tematu? Na początek próbujemy okiełznać temat nocnego nieba swoimi siłami. Po lekturze mogę powiedzieć – jest MOC i są chęci.

Poznacie tu różne gwiazdozbiory, ich starożytne nazwy, nawiązanie do mitologii. Autorka pokazała też jak ludzie czytali niebo w dawnych czasach, gdy nie mieli do dyspozycji precyzyjnych narzędzi i instrumentów. Za to mieli w sobie olbrzymią chęć poznania świata. A więc: gwiazdozbiory Ptolemeusza, które różnią się od gwiazdozbiorów nowożytnych. Jak się okazuje ta działka nauki niesie z sobą różne niespodzianki, bowiem w erze oświecenia konstelacje gwiazd otrzymały również nazwy narzędzi i instrumentów naukowych, chociażby takich jak: Pompa, Piec, Węgielnica, Luneta, Sekstant, Kompas czy Sieć. Mają one też nazwy zwierząt i mitycznych stworzeń: Ptak Rajski, Psy Gończe, Kameleon, Jaszczurka, Ryś, Złota Ryba, Jednorożec czy Lisek. Gwiazdy zajmują tu najwięcej miejsca – ale poświęcono też dużo uwagi Drodze Mlecznej, Księżycowi (informacje przydadzą się za dni kilka), Słońcu, poszczególnym planetom Układu Słonecznego, planetoidom, kometom, meteorom. Oczywiście pojawia się odwieczne pytanie w kontekście nieba: Czy tam jest ktoś jeszcze? Jest próba odpowiedzi na to pytanie, co na pewno łatwe nie jest.

Każdy z nas urodził się pod jakąś gwiazdą może ta książka zainspiruje Was do wieczornego pikniku rodzinnego. Zadanie do wykonania na już: odnaleźć swój znak zodiaku na czarnym niebie.

Książka ciekawa, zawiera mnóstwo informacji, ciekawostek. Zilustrowana w tonacji … nocnego nieba. Nienachalnie, tak by zaintrygować, zainteresować, zapalić do poznawania tematu. Mnie się baaaardzo podoba.

Tutaj można zajrzeć do środka:)

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 18 lipca 2018

W tej książce nie znajdziecie ani żadnych czarów-marów, ani jakiejś strasznie niesamowitej albo zagmatwanej opowieści. Ta historia bardziej kojarzy mi się z opowieściami, które po raz „enty” opowiada się przy stole w miłym towarzystwie. Do powspominania, pośmiania się. Jest oczywiście narastające napięcie, budowanie nastroju, niepewność i ciekawość, czy aby tytułowe czapki dzieciaków na pewno się odnajdą. Bo w tej historii jest coś dla dzieci i dla dorosłych. Jest przede wszystkim ukazane, że z każdego, nawet niepozornego wydarzenia, można stworzyć ciekawą opowieść. Jest dziecięca chęć do zabawy, zatracenie się w niej, niedbałość o swoje rzeczy – bo w pewnym momencie akurat towarzystwo innych dzieci jest ważniejsze niż takie zwykłe czapki. Ale jest też nieporadność dorosłych, która z jednej strony śmieszy, choć z drugiej uczy też tego, by od czasu do czasu pośmiać się z samego siebie. A to akurat nam, dorosłym, niekiedy trudno przychodzi.

A cała historia zaczyna się niewinnie. Grupka dzieci udaje się do Adama na urodziny. Podczas przyjęcia tata chłopca …. czaruje. Do jednej ze sztuczek potrzebne są czapki przybyłych dzieci. Problem w tym, że te nagle znikają bez śladu. Czy się odnajdą?

Historia zaginionych czapek została opowiedziana prostym językiem - warto polecić początkującym czytelnikom. 

P.S. Ja z moją starszą siostrą też mam taką opowieść o pewnej czapce znalezionej na słupie energetycznym wiele, wiele lat temu. Tylko, że wtedy siostra tej czapki nie chciała. Po latach śmiejemy się z tej historii i czasem do niej wracamy podczas rodzinnych wspomnień.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

wtorek, 17 lipca 2018

Lubicie chodzić do lasu? Ja – bardzo. Las mam w zasięgu ręki. Parę minut spacerkiem albo kilka depnięć rowerkiem i już jest. W każdym razie taka książka jak ta zachęca do tego, by się tam udać z dziećmi. Nie, nie chcę pisać, że to alternatywa dla lasu. Bo las się dopiero wtedy czuje, gdy się w nim jest naprawdę: cudowny zapach olejków eterycznych daje po nozdrzach, słyszy się trzask złamanej gałęzi, obserwuje, co się dzieje w znajomym mrowisku, dziupli, u żurawi na łące. I myślę, że jak się chce, to się do lasu trafi. A co lubię w lesie najbardziej? Że (wiem, nie zaczyna się zdania od „że”) jak się łazi (tak: dosłownie „łazi”) po tych wszystkich nierównych ścieżkach, bruzdach, wyrośniętych korzeniach, trzeba uwagę skupić również na sobie. By stąpnąć prawidłowo, by nie upaść przypadkiem. I wtedy nieważne stają się problemy dnia codziennego, głowa w cudowny sposób odpoczywa od negatywnych myśli - stajemy się czujni jak tropiciele. Praca, szef, finanse, szkoła dzieciaków, bałagan w domu w jakiś cudowny sposób rozpuszczają w sosnowych i świerkowych olejkach eterycznych. Dlatego zachęcam do tego, by sięgnąć po książkę o lesie, ale potem OBOWIĄZKOWO sprawdzić, co w lesie piszczy, co słychać u wiewiórek. Wiem, wiem – ale są KLESZCZE. Tak, znam. Sama w tym roku miałam trzy spotkania oko w oko z tym potworem. Dwa osobniki spacerujące i jeden wbity.


Całość podzielono na cztery pory roku i kolejne miesiące z nimi związane. Każda z nich zawiera kilka krótkich informacji i ciekawostek dla nich charakterystycznych. I tak: jeśli wiosna to musza być fiołki, i młode warchlaczki dzików, pisklęta ptaków, miłość zwierząt, młode zajączki, ptasie trele i smaczny grzybek gęśnica wiosenna (nie znałam wcześniej). Jeśli lato to aktywne kuny, poziomki, troskliwy tato kowalik, płochliwe sarny, świetliki, wydry i bażanty. Jesień – tutaj bez kasztanów się nie obejdzie, i ptaków żegnających się z nami, jarzębiny i ryczących jeleni. Zwrócono uwagę na szkodnika, który ma przeuroczo trudną nazwę i jest trudny niestety do zwalczania: szrotówek kasztanowcowiaczek. Zimą za to są sikorki, jemioła, niedźwiedź, wilki i randkujące zające.


Oczywiście tematów jest więcej, nie sposób o wszystkich napisać. Są to naprawdę króciutkie informacje, by nie znudzić, ale by zaciekawić. Jest też kilka okienek do odkrycia i mini-książeczek do odkrycia. A w nich ciekawe pomysły na zagospodarowanie wolnego czasu z przyrodą: robienie zielnika, obserwacja zwierzęcych tropów czy poznanie liści znanych drzew. Całość fajnie zilustrowana, z humorem, kolorowo.

Wiek 5+

Wydawnictwo Adamada

poniedziałek, 16 lipca 2018

Filip jest wprawdzie mały, ale już teraz wszystkim się interesuje. Cała rodzina jest zmęczona wiecznymi pytaniami typu: „Dlaczego?” W sukurs przychodzi dziadek – emerytowany nauczyciel LO, pasjonat nauki, wzór cnót i cierpliwości, który właśnie zamierza odwiedzić rodzinę. To doskonała okazja, by podyskutować o świecie i nauce, a zwłaszcza matematyce – która, jak już od dawna wiadomo, jest dosłownie wszędzie. A pojawia się w dyskusjach wnuka z dziadkiem niby mimochodem. Ot tak sobie: ktoś rzuca hasło, pytanie i już jest okazja do tego, by zgłębić temat. A że dziadek ma za sobą ponad 40-letnie doświadczenie pedagogiczne, wie doskonale jak zainteresować chłopca, jak w prosty sposób wyłożyć mu temat. A czego tu nie ma: osiągnięcia matematyczne starożytnych Sumerów i Babilończyków, arytmetyka zwykłego (jak się okazuje jednak nie-zwykłego) zegara, drzewko i futbol, dzielenie się bakterii. Baaa – nawet tajemnica samurajskich mieczy. To nie tylko przekazywanie wiedzy, ale poznawanie ciekawostek z różnych dziedzin. Na początku myślałam, że książka będzie niepozorna jak „Geometria faraona” z serii zagadek matematycznych. Mile mnie zaskoczyła. Na blisko 168 stronach można wyczytać również wiele historyjek, opowieści, matematycznych ciekawostek i … oczywistości. Ta książka ma jeszcze jeden ważny plus. Pokazuje serdeczne więzi międzypokoleniowe. Uczeń uczy się od mistrza. Wnuk i dziadek, relacje między rodzeństwem i rodzicami. To cenna nauka, zwłaszcza w dzisiejszych czasach.

Książka jak się okazuje jest drugim tomem matematycznych dyskusji dziadka z wnuczkiem. Nie znam tytułu: „Pan Kartezjusz gra w statki”, ale może uda mi się o nim również napisać.

Sama lektura nadaje się do rodzinnego czytania. Niektóre zagadnienia wydają się być trudniejsze, nad niektórymi trzeba się bardziej pochylić. Może warto zatem dawkować sobie lekturę, by był czas na refleksję i naukę? Może jeden rozdział na raz? Jest jeszcze jeden plus tej książki (Ktoś liczy te wszystkie plusy? Bo ja już szczerze mówiąc pogubiłam się trochę) – nie brak w niej humoru – i słownego, i ilustracyjnego, i sytuacyjnego. To nie tak, że będą was boleć brzuchy ze śmiechu – ale inteligentny humor na pewno akurat w przypadku matematyki nadaje całości pewnej lekkości. I jeszcze (kolejny plus hm……….): z rozmów dziadka z wnukiem wynika, że jednak warto się uczyć i pracować nad sobą. Dotyczy to i dzieci i dorosłych.

Wiek 10+

Wydawnictwo Adamada

niedziela, 15 lipca 2018

Jeszcze do niedawna nie było praktycznie nic dla dzieci o Powstaniu Wielkopolskim. Ba, nie ma się czemu dziwić, przecież okoliczności nie sprzyjały powstawaniu takich lektur. Sama pochodzę z Wielkopolski, blisko Poznania, miejsca, gdzie też byli powstańcy. I tak jakoś przez lata przechodziło to wszystko bez echa. Raz – że tych rocznic za czasów PRL się nie świętowało. Dwa – sami uczestnicy mieli do tego podejście wielkopolskie – poszli, zrobili co trzeba bez niepotrzebnego gadania, wygrali, wrócili. Nie wspominali wydarzeń, ludzi. Dopiero czasem już po śmierci dziadka, pradziadka, przy porządkowaniu rodzinnych dokumentów okazywało się, że dziadek był powstańcem, a przecież nigdy o tym nie wspominał. Zaledwie od niedawna pielęgnuje się te wspomnienia, wiesza na widoku stare pamiątki i fotografie. Na Święto Niepodległości w Poznaniu szykuje się bieg. Znajomi chcą zrobić sobie rodzinną koszulkę z wizerunkiem dziadka i gremialnie – wnuki, prawnuki chcą w tym biegu wziąć udział, by uczcić pamięć nie tylko przodka, ale wszystkich, którzy wówczas walczyli.

Pamięć chce obronić również dziadek Edziu, który pewnego dnia przed swoją najbliższą rodziną przyznaje się, że napisał o Powstaniu Wielkopolskim książkę. Wszyscy są przerażeni: i  młodsze, i starsze pokolenie. Tymczasem sam dziadek prosi o choć chwilę uwagi i wysłuchanie jego opowieści. To przeniesienie się do dawnej przeszłości. Jest rok 2018 w Poznaniu. U Grześkowiaków centrum życia to kuchnia. To w niej toczą się rodzinne rozmowy i dysputy. To tutaj spożywa się posiłki – zazwyczaj tradycyjne dania z kuchni wielkopolskiej. Pewnego dnia matka odkrywa wśród szczap z drewnem broń. Z jednej strony bardzo obawia się o bezpieczeństwo syna,  drugiej zaś rozumie, że trzeba walczyć o wolną Polskę.  

W książce teraźniejszość przeplata się z przeszłością i wspomnieniami. Dziadek tłumaczy, kto jaką rolę odgrywa w tej historii, a wnuki same ze zdziwieniem przyznają, że o Powstaniu Wielkopolskim wiedziały niewiele i z początku myliły je z Powstaniem Warszawskim. Przygotowania, rozmowy rodzinne, strach, sąsiedztwo z rodzinami niemieckimi, ciekawe tło społeczne i historyczne, zaangażowanie różnych grup społecznych w każdym wieku w walkę. To też ciekawy obraz Poznania sprzed 100 lat, wtrącenia do fabuły zawierające elementy codzienności wielkopolskiej. Ja mam taką cichą nadzieję, że książka spodoba się nie tylko wielkopolskim pyrom:) A może zachęci do odwiedzenia stolicy Wielkopolski i miejsc związanych z wydarzeniami sprzed lat?

Wiek 8+

Wydawnictwo Bis

sobota, 14 lipca 2018

Dwie siostry: 11-letnia Pola i troszkę młodsza Klara (żartobliwie zwana też Bułeczką) mieszkają z rodzicami w pewnym bloku. Ot, zwykła codzienna rzeczywistość, przeplatana od czasu do czasu niezwykłymi zgubami Klary, bowiem dziewczynka ma talent do gubienia najdziwniejszych rzeczy w najróżniejszych miejscach. I to w takim stopniu, że siostra Pola zmuszona jest założyć Księgę Wielkiej Zguby. Pola w ogóle jest rozsądna, poukładana, taka na tip-top. Natomiast jej siostra to zupełne przeciwieństwo, za to na pewno bardzo sympatyczne. Pewnego dnia Pola spotyka na korytarzu szkolnym dziwną dziewczynkę o zielonych oczach i bielutkich włosach. Dziewczynka spogląda na Polę wymownie, w pewnej chwili niepostrzeżenie upuszcza pierścionek – zupełnie tak, jakby chciała dać Poli jakiś znak. Pola zrobi wszystko, by odnaleźć nieznajomą z korytarza, co nie będzie łatwe, bowiem dorośli nie chcą jej w tym pomóc. Za to niezawodnym elementem tych poszukiwań okaże się niespodziewanie tornister Bułeczki, który pewnego dnia zostanie nieopatrznie zagubiony na przystanku (Nie dziwcie się – tak, tak teczkę szkolną można zgubić. Mogłabym podać kilka rodzinnych przykładów). To właśnie dzięki nieprzyjemnemu zdarzeniu dziewczynki trafią do sklepu z dywanami. Czy sympatyczni sprzedawcy pomogą dotrzeć do Wiłki?

W „Wiłce smoczej dziewczynce” rzeczywistość przeplata się z bajkowością i starymi legendami o Wiłach. Na pewno nawiązanie do starej mitologii jest ciekawym i nowym doświadczeniem. Oprócz tego książka dotyka kilku ciekawych aspektów: relacji siostrzanych, przyjaźni, tolerancji, a przede wszystkim relacji na linii rodzice – dzieci, które, jak pokazuje ta książka, mimo więzów krwi, są czasami trudne i bolesne. Niekiedy w życiu rodzinnym jest pod górkę, panuje niezrozumienie, nieuzasadniony lęk o kogoś – warto wtedy rozmawiać i walczyć o dobre relacje i mocne więzi. Tak jak w książce Antoniny Kasprzak.

Wiek 8+

Wydawnictwo Bis

piątek, 13 lipca 2018

Chciałoby się powiedzieć – nareszcie. Bo taka książka była potrzebna od dawna. W biblioteczkach domowych na pewno mnóstwo jest tytułów, które przybliżają mitologię starożytnych Greków i Rzymian. Przeciętny polski uczeń zna mit o Zeusie urzędującym na Olimpie i ciskającym piorunami, o pięknej Afrodycie zrodzonej z morskiej piany, Prometeuszu przykutym do skały. Natomiast niewiele wie o naszych korzeniach – mitologii słowiańskiej. Mało tego – mnóstwo wyrażeń z obcych mitologii weszło do naszego codziennego języka: Syzyfowa praca, pięta Achillesa, puszka Pandory. A co z naszą mitologią? Przewrotnie powiem: może „Do pioruna!”. Które bardziej poprawnie powinno brzmieć „Do Peruna!”.  Oj, w tej kwestii i my dorośli jesteśmy „zieloni”. Z przyjemnością przerabiałam z synami – kolejno najpierw ze starszym, potem z młodszym – tematy z historii w 4 klasie o wierzeniach naszych przodków. To wtedy właśnie po raz pierwszy pojawił się Perun. Za moich szkolnych czasów ten temat na lekcjach też był traktowany po macoszemu. Jest nadzieja, że ta książka coś zmieni. Pięć opowieści – przygód słowiańskich bogów. Zwłaszcza o tych najważniejszych, ciągle ze sobą rywalizujących, walczących o palmę pierwszeństwa. Typowi chłopacy – każdy chce być pierwszy, by jego było na wierzchu. Władają światem, jednocześnie są jakby przewodnikami po tej mitologicznej krainie. Bo dla nas tu wszystko nowe. Tyle tu nieznanych obszarów: święte drzewa, obyczaje, tradycje. Perun i Weles pokazują młodemu czytelnikowi jak stworzyli nowe lądy, kierunki na świecie, człowieka. Oprócz nich pojawia się Bannik – ci, którzy kojarzą wschodnią banię czyli łaźnię – idą w dobrym kierunku. Bannik bowiem doglądał łaźni, a poza tym był przygarbionym duszkiem. Dalej są tu również Świętowit: bóg wojny i urodzaju, Swaróg – bóg słońce i jego syn Swarożyc – bóg kowalstwa i ognia ziemskiego. Dalej Strzybóg – bóg skrzypienia, świstu, huczącego wiatru. Brzmi trochę egzotycznie, prawda? Ale zapewniam, że książka daje możliwość poznania naszej historii, dziedzictwa. A gdy do tego jeszcze dodam: ach te ilustracje Ewy Poklewskiej-Koziełło!!! Pięknie został pokazany dawny świat kiedy to Weles zanurkował w odmęty głębokiej wody po garść piasku z dna, albo gdy Perun oczyszczał swoje ciało w bani. Piękne jest wycięte święte drzewo na początku książki. Może się skusicie do podróży w dawne czasy kiedy słońce było bogiem? Warto.

Tutaj możecie zajrzeć do środka:)

Wiek 6+

Wydawnictwo Egmont  

czwartek, 12 lipca 2018

 

W serii komiksów o dzielnym kowboju od czasu do czasu pojawiały się już duchy. Najczęściej okazywało się, że za tymi niby „duchami” tak naprawdę kryli się zwykli śmiertelnicy. Czy tym razem będzie inaczej?

Dyliżans Kompanii Przewozowej znika bez śladu. Wraz z nim wszyscy podróżni i cenne bagaże. Dyrektor firmy prosi Lucky Luke’a o pomoc. Ma nadzieję, że sprawa uniknie rozgłosu, a reputacja Kompanii zostanie uratowana. Do sprawy miesza się nie kto inny jak legenda Dzikiego Zachodu Calamity Jane - doskonały jeździec i rewolwerowiec. Kobieta koniecznie chce wyjaśnić, co stało się z jej nowym winchesterem, który również tajemniczo zaginął wraz z dyliżansem.  W komiksie oczywiście znajdziecie klimat Dzikiego Zachodu: powrót do czasów długich sukien, purytańskich konwenansów i obyczajowości – oj, Calamity Jane siała zgorszenie wśród dam, które zawsze pobożne, dobrze ubrane, grzeczne i wychowane, stroniące od alkoholu. Są tu i napady rzezimieszków, jakich w tamtych czasach na Wild West nie brakowało. Whisky leje się strumieniami, słychać co chwila świst kul, całość rozgrywa się w charakterystycznym klimacie – ale czy w rzeczywistości było inaczej? W każdym razie ta część serii to dobra zabawa, ciekawi bohaterowie, obraz dawnych czasów i kolejna zagadka, którą udaje się rozwiązać kowbojowi. Mój starszy syn w czasie posuchy komiksowej mówi: Oj tam, Lucky Luke! Jemu to się zawsze wszystko udaje, jest zbyt przewidywalny. Ale gdy tylko pojawi się nowy tytuł w domu, zaciera rączęta, po czym doskonale się bawi i nie może oderwać się od lektury. To są właśnie takie czary tej serii. U Was też?

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont

środa, 11 lipca 2018

Anna Czerwińska-Rydel to gwarancja porządnej biografii dla dzieci. Tak jest i tym razem. Rzetelnie przygotowana, ciekawie napisana, wywołująca u czytelnika emocje. Poleciały łzy, oj, poleciały – wzruszenia, bezsilności, smutku. Leżałam oparta na poduchach i siąpiłam nosem – inaczej się nie dało. Nie jest to lektura łatwa – z ciężkim sercem czyta się o losie Żydów w czasie II wojny światowej, warunkach życia zwykłych warszawiaków, polityce Niemców w stosunku do narodu polskiego. Bo oprócz sporej dawki na temat życia Ireny Sendlerowej, znajdziecie tu również konkretną wiedzę o tamtych czasach, w których panował terror, za pochodzenie jechało się do obozu koncentracyjnego, a za okazanie serca drugiemu człowiekowi można było stracić życie. Tytuł tej biografii pozwoli zapamiętać, że słynne karteczki – metryczki uratowanych dzieci, były przechowywane w butelce po mleku, a nie w słoiku, jak podają niektóre źródła. Ale od początku.

Książka przedstawia pewien rozdział życia Ireny Sendlerowej – już w okresie dorosłości. Od kilku lat panuje II wojna światowa. Irena wraz ze znajomymi, jak tylko może, pomaga ludności uwięzionej w getcie. Gdy pewnego dnia staje się świadkiem wyprowadzania z getta Doktora - Janusza Korczaka i jego grupki dzieci w wiadomym kierunku – na Umschlagplatz, skąd odbywały się transporty do obozu koncentracyjnego, coś w niej pęka, a ona zdaje sobie sprawę z tego, że to co robi, to wciąż za mało, że trzeba zrobić coś więcej. Razem z innymi zaufanymi osobami zaczyna organizować wywózkę dzieci żydowskich z getta, następnie umieszczanie ich w bezpiecznych miejscach. Do szklanej butelki wkłada karteczki z prawdziwymi nazwiskami dzieci – by nie zaginęła ich tożsamość. A samą butelkę zakopuje w ogrodzie. Wzruszająco Autorka pokazała reakcje rodziców na propozycję uratowania ich dzieci. To była ZAWSZE trudna decyzja: nie wiadomo było, jaki los spotka dziecko, dokąd trafi, nie było też gwarancji, że akcja się uda. Podczas lektury skóra cierpła, gdy w tramwaju ukryte dziecko zaczęło nagle płakać. Tylko dzięki zachowaniu zimnej krwi tramwajarza dziecko zostało uratowane. Przykładów jest mnóstwo. Czytelnik ma możliwość poznania kulisów samej akcji ratunkowej, często bezimiennych bohaterów tamtych dni – którzy mimo narażenia życia gotowi byli przyjąć do siebie dziecko żydowskie. Jaki los spotkał Irenę Sendlerową w czasie wojny, po wojnie? Zrobiło się o niej głośno przez przypadek – dzięki przedstawieniu teatralnemu przygotowanemu przez młodzież w USA. Cicha, mądra i skromna osoba. BOHATERKA. Babcinka o ciepłym wyrazie twarzy, z której biło dobro. Dwukrotnie nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla. Warto poznawać takich ludzi. Wartościowa lektura do wspólnego czytania.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura

wtorek, 10 lipca 2018

 

Smerfy uwielbiam jako kreskówkę i jako komiks. I nie wyrosnę z tego. Podoba mi się humor, akcja, neologizmy związane ze smerfowaniem wszelakiego rodzaju. To pole nieskończonych możliwości – właściwie każda część książki, każdy odcinek czymś nowym zaskakują.  I wszyscy wiedzą zawsze, o co chodzi. Smerfy łączą pokolenia – i nikt, i nic tego nie zmieni. W najnowszej części w wiosce niebieskich skrzatów pojawia się Smerfuś. Otóż „pewnej pięknej nocy” przynosi go … bocian. W małym zawiniątku zostaje podrzucony pod któryś z domków. Problem w tym, że Smerfuś znalazł się w wiosce przez przypadek. Z początku nikt go nie chce, w końcu trafia do Smerfetki, która otacza go olbrzymią miłością, troskliwością, zainteresowaniem. A gdy okaże się, że Smerfusia trzeba oddać, wszyscy mieszkańcy wioski jak mur staną za maleństwem. Czy dzidziuś zostanie w wiosce?

Oprócz tytułowego Smerfusia w książce znajdziecie jeszcze inne odrębne smerfowe przygody:

Papa Smerf wkrótce będzie obchodził swoje 542 urodziny. Cała społeczność niebieskich ludków myśli o tym jak wysmerfować mu ciekawy prezent. Może hantle? Może likier malinowy? A może buty do biegania? Nieeeee. Wszystkim podoba się pomysł upieczenia przeogromnego ciasta. A to łatwe nie jest Czy Smerfetce uda się zmobilizować przyjaciół do pracy?

Wioska Smerfów jest w fatalnym stanie. Domki należałoby odnowić, bo farba się potwornie łuszczy. Wszyscy biorą się do roboty, łapią za pędzle. Tylko, że LICHO, ooooo pardon, Gargamel, nie śpi. Właśnie wynalazł farbę, która czyni go niewidzialnym. Podstępem dociera do wioski, a tam przez przypadek zostaje odkryty. Oj, będzie się działo.

Gargamel chce dostać się na zabawę w wiosce Smerfów. Wymyśla śmieszne przebranie, które ma pomóc ukryć jego prawdziwą tożsamość. Czy mu się uda?

Czy też tak macie, że Gargamela i Klakiera lubicie mimo wszystko? Robią dużo złego, psocą się niebieskim skrzatom, ale bez nich to nie byłoby to. Świetne ilustracje, humor językowy, sytuacyjny, starzy znajomi. A przede wszystkim książka – do której zawsze można wrócić, gdy się zatęskni za dzieciństwem. A gdybyście nie wiedzieli, skąd się biorą dzieci, Papa Smerf właśnie w tej części to tłumaczy:


Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

poniedziałek, 09 lipca 2018

 

Historie, po których na pewno dobrze się śpi, ale które są niekoniecznie do czytania tylko i wyłącznie przed snem. Oj, a z tym spaniem, jak się okazuje, są całkiem spore problemy. Przekonała się o tym grupka zwierząt – przyjaciół: Zając, Niedźwiedź i Sowa. Postanowili oni we trójkę założyć zespół muzyczny. W repertuarze głównie kołysanki. Jednak przyszli potencjalni słuchacze (a nawet wykonawcy utworów) chodzą spać o tak różnych porach, że zebranie wszystkich w jednym miejscu i o jednym czasie jest po prostu niemożliwe. Dla takich sów najlepszą kołysankową porą jest … wczesny ranek. Dla zajęcy – wieczór. A niedźwiedzie? – z nimi to jest dopiero problem. Kładą się one bowiem spać na jesieni, a wstają wiosną.

W kolejnej historii „Szczęściarz” sprawdza się stare porzekadło, że szukamy czegoś bardzo daleko, co jest tak naprawdę blisko. A do szczęścia niewiele brakuje. Ot choćby to, by mieć jeden brzuszek, dwoje uszu, jeden ogonek i tak dalej i tak dalej. I nic tak nie gwarantuje spokojnego snu, jak wewnętrzne przeświadczenie poparte licznymi obliczeniami, że ma się wszystko na swoim miejscu, w odpowiednich ilościach. Kotek Lulek jest prawdziwym szczęściarzem.

Koza Fionka urodziła się pod najjaśniejszą z gwiazd Kapelą, nazywaną również Amalteą lub Kozą. Jeśli orientujecie się w Mitologii, Amaltea była mitologiczną kozą, która swoim mlekiem wykarmiła nie kogo innego jak boga bogów czyli Zeusa. Tymczasem wspomniana już Fionka kuleje i nie może skakać jak inne kozy. Po wysłuchaniu opowieści o Amaltei Fionka dostaje się na niebo, gdzie rezolutnie zaczyna zlizywać Drogę Mleczną. W końcu spotyka Amalteę, która na chwilę chce odwiedzić Ziemię i szuka zastępstwa w gwiezdnym zaprzęgu. Chyba nie muszę pisać, że Fionka z chęcią skorzysta z tej propozycji.

W zielonym domku ciągle dzieje się coś dziwnego. Giną różne przedmioty, ktoś kruszy ciasteczkami, zostawia ślady swej bytności. Tym ktosiem okaże się krasnoludek w bejsbolowej czapce i trampkach (pewnie nie tak wyobrażaliście sobie krasnoludka?) Bąbel – bo tak ma na imię – bardzo chce wrócić do siebie. Tylko gdzie jest tunel. Gdzie? W poszukiwaniach pomoże mu pewna dziewczynka.

W książce znajdziecie razem dwanaście dobranockowych opowiadań. Przewijają się przez nie zwykłe dzieci, ludki, zwierzęta, stworki, księżniczki. Odwiedzacie różne miejsca, bajeczne krainy, ale też zwykły najzwyklejszy las. Nie ma  w tych opowieściach przemocy. Są za to zabawa, tajemnice, mniejsze i większe problemy do rozwiązania. Są w końcu przygody, które można przeżywać z ich bohaterami. Książka jest bajecznie zilustrowana, większego formatu. Nie ma rozkładówki bez ilustracji. Magdalena Kozieł-Nowak stanęła na wysokości zadania. Tak więc – gdyby padało, zrobiło się zimno – sięgnijcie po „Dobranocki”. A gdy wróci piękna pogoda i ciepłe wieczory – też sięgnijcie po „Dobranocki”, bo one są na pogodę i niepogodę.

Wśród autorów: Maria Łastowiecka: „Kto kiedy zasypia”

Małgorzata Strękowska-Zaremba: „Szczęściarz”

Zofia Stanecka: „Podniebna podróż kozy Fionki”

Beata Ostrowicka: „Kulka, kalejdoskop i księżycowy ogórek”

Paweł Beręsewicz: „Grabki”

Agnieszka Tyszka: „O Pururencji i Rezedzie”

Grażyna Bąkiewicz: „Walizka wuja Leona”

Justyna Bednarek: „Karolina i Baba Sowa”

Zofia Beszczyńska: „Jak znaleźć czarownicę”

Roksana Jędrzejewska-Wróbel: „Kłopot”

Barbara Kosmowska: „O Nocy, która cierpiała na bezsenność”

Joanna Fabicka: „O małym Strachobździlu i wielkiej odwadze”

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

niedziela, 08 lipca 2018

Państwo Smirth cenią sobie przede wszystkim bogactwo, wygodę i karierę.  Z tego też względu nigdy nie zdecydowali się na posiadanie dzieci. Wiadomo – dzieci to koszty, wyrzeczenia, nieprzespane noce i wieczne problemy. Jednak tak było do czasu. Pewnego bowiem dnia ta dwójka ludzi, już w średnim wieku, nagle uświadamia sobie, że nadejdzie taki dzień, kiedy pojawi się i pytanie:  Kto po nich odziedziczy ich wszystkie materialne dobra? Nie jest potrzebne im dziecko do kochania, bycia razem, uczenia go co dobre a co złe, ale potrzebny im s-p-a-d-k-o-b-i-e-r-c-a. Na świat przychodzi Feluś. Od samego początku uczuciowo zaniedbywany, podrzucony mamce do wykarmienia i wychowania. I kiedy Feluś spędza sobie czas beztrosko na wsi wśród innych dzieci i na łonie natury – po 8 latach przypominają sobie o nim rodzice. I odbierają go mamce, zabierają do siebie – nie, nie myślcie, że po to, by go pokochać, wychowywać, być z nim być, lepiej go poznać. Nic  z tych rzeczy. Georg i Katiusza chcą chłopca urobić na swoje podobieństwo: egoistycznego bubka, który będzie marzył tylko o pomnażaniu bogactwa, nieczułego na potrzeby i krzywdy innych. Zaczynają wpajać mu swoje zasady, że ważne jest MIEĆ a nie BYĆ. Jednak na całe szczęście Feluś z mlekiem mamki wyssał zupełnie coś innego. Kieruje się w życiu swoimi prawdami, które szokują rodziców, kolegów z klasy, nauczycieli i dyrektora szkoły. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo książkę czyta się bardzo przyjemnie – zresztą i tak mam przeczucie, że za dużo zdradziłam. Dodam jeszcze, że „Uniwersytet Wszystko Moje” nominowany był do dwóch renomowanych nagród literackich: Premio Strega Ragazze e Ragazzi 2018 oraz In Other Words 2018. I zasłużenie.

Wiek 8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 03 lipca 2018

Jako dziecko zawsze lubiłam takie książki – a szczególnie smakowały one w wakacje letnie. Bo czekało się na przygodę, jakieś emocje, śledztwa, gonienie złodziei i wszelakiej maści przestępców. A gdy przygoda nie nadchodziła, to przeżywało się przygody innych. Tajemnice, niebezpieczeństwa. Oj – długa jest lista moich dziecięcych wakacyjnych lektur. Tymczasem w tej książce …

 Jagoda z Piotrkiem są rodzeństwem. Pewnego dnia wraz z koleżanką udają się do babci. Ta zamartwia się, ponieważ zginęła jej drogocenna broszka: kamea przedstawiająca profil ostatniego króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego. Klejnot ma dużą wartość sentymentalną i historyczną, wykonany bowiem został na wzór klejnotu, którego właścicielką był nie kto inny jak słynna arystokratka doby oświecenia Izabela Czartoryska. Dzieciaki zaczynają śledztwo. Mają na oku trójkę podejrzanych. Pomagają babcia i szczur, który nosi imię po najsłynniejszym z detektywów: Sherlock. Śledztwo toczy się w najlepsze dzięki zaangażowaniu dzieciaków, co rusz pojawiają się nowe osoby, które KONIECZNIE trzeba sprawdzić. A z drugiej strony to doskonała okazja, by do fabuły przemycić w zawoalowany sposób trochę informacji z innych dziedzin: a to z historii sztuki, a to samej historii. Dla mnie bomba – lubię takie zagadki. Dodatek rysunkowo-tekstowy na końcu książki – również strzał w 10. Ilustracje Agaty Raczyńskiej  świetnie współgrają z tekstem - są dopełnieniem, dopowiedzeniem tekstu. Poza tym „trącą” kreską vintage. Mnie przypomniały się stare książki z klasycznymi ilustracjami, na jakich wychowywała się moja mama. A ja lubię takie klimaty.

Wiek 8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 02 lipca 2018

Jotka to inicjały Jana Krzysztofa. Jan Krzyś w skrócie dla przyjaciół.  Młodziutki rycerze, który para się … łapaniem smoków. Po specjalnych szkoleniach, z doświadczeniem, doskonale znający naturę tych stworów. Choć czy dla Jotki smoki są stworami, bestiami? Bo i musicie wiedzieć, że Jotka baaaardzo lubi smoki, zna ich całe mnóstwo i zawsze łapie je tak, by nie zrobić im krzywdy. Jotce towarzyszy koń Galopod, u boku zawsze miecz Cisza i topór Spokój. Razem przemierzają świat w poszukiwaniu smoków, które stwarzają mieszkańcom problemy. Wtedy to właśnie Jotka wkracza do akcji. Bo sami popatrzcie – taki Smok Bagienny z Irlandii – kradnie owce i prosiaki, rozbił też kurnik. I oczywiście lubi błoto. Jotka po długich negocjacjach przekonuje smoka do przestawienia swojej diety na kotleciki sojowe. Albo inny smok – Smok Kolekcjoner. Miłośnik drogocennych klejnotów i skarbów. I na jaki pomysł wpada Jotka? Myje brudasa, a spod warstwy brudu i kurzu ukazuje się różowa skora. Tak to raduje stwora, że ten zaczyna tańczyć i podskakiwać. A w tym czasie Szkoci wynoszą szybko z jego kryjówki zrabowane skarby. Na końcu historii jest jeszcze nauka moralna – i dla smoków i dla czytelników: po pierwsze: że nie warto zdrowia tracić dla fastfoodów i po drugie: że pieniądze szczęścia nie dają. Jest jeszcze po trzecie, ale nie zdradzam. W książce oprócz trzech sympatycznych opowieści znajdziecie jeszcze Smokarium z najważniejszymi informacjami na temat książkowych stworów: ich rozmiarów, ciężaru, preferowanego pokarmu, występowania i statusu. Jest Kącik smoczego podróżnika, w którym poznacie ciekawe miejsca, które warto odwiedzić niekoniecznie tylko jako Łowca Smoków. Są postacie historyczne, występujące bądź wspomniane w książce. Opisano też dania kulinarne warte poznania – to na wypadek, gdybyście faktycznie udali się do Anglii, Szkocji lub Irlandii.

Książka pokazuje, jak wielka jest siła wyobraźni. A może dzieci po tej lekturze, podobnie jak Jotka zechcą przenosić się w czasie i przestrzeni do różnych epok, by szukać tam ciekawych przygód i stworzeń, o których do tej pory czytały tylko w książkach? Kto wie…..

Wiek 5+

Wydawnictwo Zysk i S-ka

niedziela, 01 lipca 2018

Znacie pewnie to przysłowie „podchodzić do czegoś jak pies do jeża”. Nie budzi ono zbyt pozytywnych skojarzeń. Natomiast w książce Urszuli Sieńkowskiej – Cioch jest i sympatyczny jeż Szymon i drugie sympatyczne stworzenie: pies Baster. W ogóle gdy myślę o jeżu, to …. tak jakoś mi weselej, lepiej. Jeż mimo tego wcześniej wspomnianego przysłowia, raczej budzi ciepłe skojarzenia – zwłaszcza w książkach dla dzieci. Jakiś czas temu jeż zamieszkał w naszym ogrodzie, potem był długo opłakiwany, bo wyniósł się nie wiadomo dokąd. A swoją drogą taki zwykły jeż potrafi nieźle hałasować, nasz w dodatku jeszcze tak fajnie … chrząkał i puf-pufał, gdy podjadał małe co nieco w ogródku.  Książka została podzielona na cztery przygody – w zależności od pór roku. Zaczyna się przygodą jesienną a kończy na letniej. I mimo, że całość obfituje w różne ważne wydarzenia, wyprawy, wycieczki, spotkania z owadami, zwierzętami i ludźmi, to jednak jest to doskonała okazja do tego, by poznać naturę jeża: środowisko, w którym żyje, zwyczaje. Cztery przygody (choć jest ich tu zdecydowanie więcej) zostały pięknie zilustrowane i wydane w ramach serii „Poduszkowce”. Miło się ich słucha przed snem, a potem śpi się i śni słodko do białego rana.

Wiek 3+

Wydawnictwo Literatura