Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 31 lipca 2016

Kiedy rodzic słyszy diagnozę: dysleksja, wpada niekiedy w popłoch. Wiem coś o tym, bo długie lata pracowałam w szkole. Tymczasem jest to "potwór" do okiełznania. Takie książki jak ta, niewątpliwie mogą okazać się pomocne w procesie uczenia właśnie w przypadku dzieci, u których specjalista stwierdził trudności w nauce czytania i pisania.


Mimo tego, że jest to elementarz przeznaczony dla dzieci z dysleksją, to stwierdzam na rodzinnym przykładzie, że jest on atrakcyjną książką również dla dzieci, które rozpoczynają przygodę z czytaniem. Dla dzieci, które nie mają stwierdzonej dysleksji, ale z takich czy innych powodów mają problemy z czytaniem. Tak jest w przypadku mojego młodszego syna. Zaobserwowałam, że z przyjemnością czyta na głos i po cichu, dla mnie i dla siebie. Na pewno to zasługa atrakcyjnych tekstów.

Mimo tego, że mam sentyment do „Elementarza” Falskiego, to jednak przyznaję, że teksty opublikowane w tym elementarzu są dla dziecka niezwykle ciekawe. Są to ciekawostki popularnonaukowe. Zaledwie kilka zdań do danej literki: góry, foka, tygrys, pioruny, wiewiórki, ocean, koń, jak, pająki, żółwie. Widać, że przeważa tematyka zwierzęca. Nie są to infantylne teksty, ale poważne informacje, zebrane w proste i zrozumiałe zdania. Autorka absolutnie nie unika trudniejszych pojęć i zagadnień, wyrazów. Teksty zatem dobrze się czyta ze względu na ich treść. Poza tym: wyraźna czcionka, szeroka interlinia. I jeszcze coś: klimat tej książki. Całość kojarzy mi się z dawnymi książkami, trochę w klimacie vintage, w tonacji stonowanych kolorów. Odnoszę wrażenie, że ta książka działa na małego czytelnika wręcz kojąco, uspokajająco.


Książka jest podzielona na rozdziały: nauka liter i dwuznaków, opanowanie sylab, czytanie słów. Na każdej stronie znajdują się też zadania dla dziecka i wskazówki dla rodzica. Pomogą one w doskonaleniu techniki czytania u dziecka. Po prezentacji danej literki, przedstawione są wyrazy, które daną literkę zawierają, potem krótkie teksty, w których zaprezentowano daną literę lub dwuznak. Autorka podpowiada co robić poza książką. Można wycinać literki, nakłaniać dziecko do składania wyrazów, można pokazywać dziecku słowa wielokrotnie i namawiać do rozpoznawania bez sylabizowania. Możliwości jest wiele. Sama książka jest pięknie wydana, z mnóstwem ilustracji, przykładów do ćwiczenia. Na pewno warto do niej często zaglądać.


Wiek 4+

(Trudno zakwalifikować tę książkę wiekowo. Jak już pisałam nadaje się ona do nauki czytania w ogóle. Można z elementarzem pracować etapami. Zapoznawać dzieci z literkami, potem wyrazami. Dopiero po jakimś czasie przejść do tekstów. Podaję wiek 4 +, ponieważ dzieci od najmłodszych lat przejawiają zainteresowane małymi kruczkami, które na dobranoc i nie tylko, czytają mu rodzice. Wiek można dostosować zatem do potrzeb dziecka. Być może ktoś będzie zapoznawał z elementarzem dzieci jeszcze młodsze.)

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

sobota, 30 lipca 2016

Każde nowe miasto jest swego rodzaju labiryntem ulic, placów, zaułów, ścieżek. Oczywiście nie dla tych, którzy znają dane miasto. Miejsc nieznanych jest w tej książce mnóstwo, bo powstały one w głowie autora – Jarosława Adama Kalinowskiego. Nie tylko Wy macie problemy z odnalezieniem właściwej drogi. Kot Benek, straszny żarłok, musi przejść po dachu, ale tylko po brązowych dachówkach. Trzeba dotrzeć do kranu, by go zakręcić – w przeciwnym razie woda zaleje cały dom. Pan Artur, śmieciarz, prosi, by posprzątać z nim bałagan. Idąc po odpadkach, dojdziecie do kontenera. Można wygrać bilety w kinie „Klatka”, wystarczy pokonać labirynt na figurze robota. Należy iść po ubraniach, by dostać się do automatu.


Ponad 60 labiryntów, które mogą być wizytówką każdego miasta: na stadionie, boisku, szkolnym, placu zabaw, budowie; u psiego fryzjera, szewca, krawca; w myjni samochodowej, muzeum, laboratorium. Pojawia się kilka fantastycznie dziwacznych miejsc: sklep z karmą dla kretów (!), UFO, labirynt lilii wodnych. Jedne labirynty krótkie i łatwe, inne z kolei wymagają dłuższego główkowania. Na pewno rozwijają orientację przestrzenną, uczą podejmowania ryzyka i decyzji, przyzwyczajają do porażek – gdyż nie zawsze dziecku uda się od razu obrać właściwą drogę. A gdy przypadkiem zabrnie się w ślepy zaułek – nic się nie stało – można wyruszyć w dalszą drogę, w innym kierunku.

Książka bogato ilustrowana, kolorowa, do zabawy i zabicia wolnego czasu i nudy w długie wakacyjne popołudnia.

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

 

piątek, 29 lipca 2016

Pearl ma 15 lat, dopiero zaczyna „żyć”, a już tyle nieszczęść spadło na jej głowę. Jest marzec. Widzimy smutną nastolatkę w kościele na uroczystości pogrzebowej jej matki. Ona też miała plany – dopiero co wprowadzili się do nowego domu, chciała rozwijać swoje zainteresowania artystyczne, planowała remonty, przeróbki. Na dodatek mama umarła, a na świat przyszedł … Szczur. To znaczy dziecko, dziewczynka, maleńka Rose. Jednak dla Pearl jest to Szczur. Nazwała tak swoją siostrę, ponieważ z wyglądu przypomina jej to zwierzę. Szczur ma długą spiczastą twarz i piszczy przeraźliwie. I jest odpychająca, wręcz obrzydliwa. Pearl musi zmierzyć się z tyloma wyzwaniami i smutkami. Nowa niechciana siostra, która „zabrała” jej matkę, brak ojca, relacje z ojczymem, nielubiana babcia, trudna przyjaźń z Molly, problemy w szkole. Same kryzysy i to na wszystkich możliwych frontach.

Czytałam „Rok Szczura” na tarasie i przez głowę mi przeszło, że ja też miałam plany. Ułamek sekundy zadecydował o tym, że nie pojechałam tam i tam, że siedzę w domu zamiast działać. To inna sytuacja (zdecydowanie łatwiejsza) niż ta w książce, ale uświadomiłam sobie złożoność ludzkiego życia, bezsensowność planów, które może zmienić głupi przypadek. Życie Pearl też miało wyglądać inaczej. To właśnie rodzi w niej bunt. Odeszła mama, która tak świetnie potrafiła wszystko ogarnąć – i to mimo swojej zwariowanej natury. Pearl potrzebuje dużo czasu, by okiełznać potwora. By poprawić relacje z ojczymem, babcią, przyjaciółką, by zobaczyć sens kontynuowana nauki, by zobaczyć siostrę w małej istotce, która dopiero co pojawiła się na świecie, a już została nazwana Szczurem. Musi minąć długi rok, by zrozumiała, że kocha i jest kochana. A przez 12 miesięcy jest jak kolczasty jeż, który kuje i nikogo do siebie nie dopuszcza. Duża pomoc tutaj jest też mamy. Zapytacie, dlaczego? Bo mama pojawia się co rusz obok Pearl. Zaczęło się od uroczystości pogrzebowej w kościele, która zadziwiła samą zmarłą. Bo nie tak to miało wyglądać, nie tego chciała. Nastolatka i matka nadrabiają stracony czas, wyjaśniają mnóstwo kwestii, dyskutują, ale też obrażają się na siebie, czasem ranią. To nie są słodkie i łatwe rozmowy. Mama motywuje córkę do działania, podpowiada, ale i słucha, co jest tu ważne, bo Pearl czuje się tak, jakby była na samotnej wyspie. A wiadomo – nastolatek musi się komuś w rękaw wypłakać, choć za żadne skarby świata, nie powie tego otwarcie.

Bardzo dobra powieść dla nastolatków, która świetnie oddaje, co w młodej duszy gra. Brawo za brak łatwych rozwiązań, za pokazanie dorosłych i młodych ze wszystkimi ich wadami i zaletami. Za to, że autorka nie poszła w łzawy i tani happy end. Nieee, no co ja wypisuję. Jest happy end, i jest łzawy – ale strasznie tu wszystkim pod górkę. Autorka – wszystko dobrze przemyślała i naprawdę wiele rzeczy Was na końcu zaskoczy. Kiedy pojawił się Finn – chłopak z sąsiedztwa – aż westchnęłam do siebie – „Oooo nie”. Jednak spokojnie – ma on do odegrania ważną rolę, ale nie jak w filmach klasy b, gdzie chłopak lekiem na całe zło. Książka w wielu momentach wzrusza, niekiedy denerwuje, niekiedy bawi. Ale takie jej zadanie – wyzwala mnóstwo emocji. Ja chętnie podpowiadam ją rodzicom, ponieważ poruszyła w mądry sposób wiele problemów związanych z wchodzeniem młodych ludzi w dorosłość.

Wiek 14+

Wydawnictwo Dwie Siostry

czwartek, 28 lipca 2016

"Sztokholm - znam to miasto" to książka wielu bohaterów i wielu miejsc. Tych pierwszych poznajemy na samym początku. Autorka przedstawia ich po przewróceniu okładki. Są to znane postacie z różnych dziedzin życia, są w końcu zwykli mieszkańcy, postacie fantastyczne, wymyślone. I tak jak w książkach tego typu (Niemcy mają na to określenie „Wimmelbuch” – od „wimmeln”, czyli „roić się”) można na każdej kolejnej rozkładówce śledzić losy wybranych bohaterów. A jest ich całe mnóstwo. Wymienię kilka najbardziej znanych postaci: król Gustaw Waza, Selma Lagerlöf, Astrid Lindgren, Alfred Nobel, święta Łucja w wianku z płonącymi świecami: patronka Szwecji, królowa Zofia, współczesny król Karol XVI Gustaw, ukochana przez dzieci Pippi. Widzimy ich w różnych miejscach: na starówce, w skansenie, muzeum, na Placu Sergela.

Nie znam stolicy Szwecji, więc miałam dużo zabawy w identyfikacji tych miejsc. Jeśli ktoś lubi Skandynawię, wybiera się tam, chciałby poznać stolicę Szwecji – to jest to na pewno pozycja obowiązkowa. W każdym razie – po tej lekturze apetyt na Sztokholm wzrasta w miarę jedzenia. Zachwycają zakątki, uliczki, które można odkrywać razem z bohaterami książki. Są miejsca rojne (Plac Sergela – nie znam, ale takie odniosłam wrażenie) ale i są i miejsca, gdzie można znaleźć spokój i ciszę. Szwedzi znani są z tego, że dbają bardzo o środowisko. Dużo jest zieleni na ilustracjach Judith Drews. Z ciekawości poczytałam o tym mieście – faktycznie dużo w nim drzew.


Dzieci mogą z tej książki wiele dowiedzieć się o Szwecji. Poznają flagę kraju i jego stolicę Sztokholm, system polityczny (Szwecja ma monarchę), poznają trochę historii, elementy folkloru, budownictwa (słynne domki w kolorze „szwedzkiej czerwieni”), baśni i podań ludowych, odwiedzają ciekawe miejsca: te są kolorowe i zachęcają do wejścia w ten świat. W końcu mieszkańcy: znane postacie, ale też i trolle, wikingowie, piraci, policjanci, zwierzęta.

Na okładce mapa Sztokholmu wraz z podziałem administracyjnym. Najmłodsi mogą poznać specyfikę tego miasta: przede wszystkim duży udział wody, co można zaobserwować też na poszczególnych ilustracjach.

Ta książka to na pewno zabawa dla dzieci. Dla rodziców- pewnego rodzaju ciekawe wyzwanie, bo jeśli ktoś nie zna Sztokholmu, a chciałby go poznać razem z dziećmi, musi troszkę poszperać tu i ówdzie. Niemniej to ciekawa promocja dla miasta, dla Szwecji. I jeszcze jedno : zapowiada się ciekawa seria: Znam to miasto. Ciekawe kto następny.

Zobaczmy, co w Sztokholmie porabia Astrid.


Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

 

środa, 27 lipca 2016

 

Kreatywne książki do wypełniania, przeznaczone dla miłośników kotów i psów (każda książka – oddzielnie). Dzieci dowiadują się z jednej strony wielu informacji i ciekawostek o swoim pupilu, z drugiej – mogą same tworzyć, projektować, wymyślać.

Wartością dodaną tych książek jest coś niewidocznego dla oczu. Mianowicie UWAGA, jaką dziecko poświęca zwierzętom. Książka zachęca do poznania swojego pupila. By napisać o kocich albo psich przyzwyczajeniach, trzeba najpierw owe dobrze poznać. Oj – wyjdzie teraz szydło z worka: kto tak naprawdę w domu opiekuje się psem lub kotem. Kto kręci się koło miski z karmą, kto zabiera zwierzaka na spacer. Bowiem dzieci wpisują informacje o swoim zwierzęciu: o ulubionej zabawie, miejscu do spania, zabawkach, przysmakach, psikusach. A jeżeli dziecko z pewnych względów psa lub kota nie posiada , wtedy wyobraźnia może zaszaleć.


W książkach znajdziecie miejsce na portret pupila, ulubione rasy, kocie i psie nastroje, zawody, projekty strojów, miejsce do spania, pomysły na imiona, wymarzone domostwo.


W książce można pisać, rysować, dorysowywać brakujące elementy, wypełniać puste miejsca. Zarówno w przypadku kociej jak i psiej wersji znajdziecie istotne informacje o tym jak rysować koty i psy, ich mordki i pyszczki. Niekiedy wystarczy parę kreseczek różnej długości, kropeczka jakiś wywijas – i już zwierzak gotowy.

Autorka daje często pole do popisu dziecięcej wyobraźni. To one mają zapełniać puste kartki – swoimi autorskimi pomysłami i projektami.


W każdej z wersji Gemma Correl stara się wyjaśnić zagadnienia związane z psią i kocia naturą. Jest tu mnóstwo rzeczy do odkrycia.


Książki można kupić na stronie Świat książki

Wiek 5+

Wydawnictwo Olesiejuk

 



niedziela, 24 lipca 2016

Jo Lodge – po raz kolejny. Dwa najbardziej ulubione zwierzaki: kot i pies. Mały kotek udaje, że śpi, ale tak naprawdę zerka na myszkę. Po cichutku skrada się na łapkach, przygotowuje do skoku, wreszcie skacze i to tak zamaszyście, że wylewa kubeczek z mlekiem. Oj, jak bardzo smakuje świeże mleczko z podłogi. Wystarczy pociągnąć za odpowiednie zakładki i już mruga kocie oko, lekko stąpają kocie łapy, już się pręży grzbiet, a na końcu puszysty zwierzak z apetytem popija razem z myszką mleczko.


A psiak? („Kop! Mały piesek”) rusza uszkiem, wącha, rusza ogonkiem, kopie najprawdziwszą dziurę, razem z innym pieskiem szczeka. I tu też na naszych oczach dzieją się małe cuda: w ruch zostają wprawione: ucho, nos, ogon, łapy.


Jo Lodge jest autorką kultowej ruchomej serii o małych zwierzątkach (krówka, sówka, kurczak, dinozaur) i o krokodylu Panu Kłapie. Ładne, kolorowe obrazki, soczyste barwy, a przede wszystkim ruchomy świat – to zawsze fascynuje najmłodszych.  W obydwu książkach pojawiają się onomatopeje: pies szczeka, kot miauczy, ucho klapie klap, klap. Dzieci mogą naśladować dźwięki, a ruszając książkami wprawiają w ruch to, co dzieje się na obrazku.

Książki można kupić tutaj - z dużym rabatem:)

Wiek 0+

Wydawnictwo Olesiejuk

 

środa, 20 lipca 2016

Na czym polega fenomen popularności tej książki? Odpowiedź nie jest trudna – na jej prostocie. Gdyby tak zrobić ankietę, którą książkę z dzieciństwa pamiętacie najbardziej, która spodobała się Wam przed laty, Dzieci z Bullerbyn znalazłyby się niewątpliwie w czołówce. Dlaczego? Dlatego, że świat w Bullerbyn jest taki poukładany, wszystko ma swoje określone miejsce, rodzice szanują dzieci, dzieci rodziców, wspólnie potrafią się bawić, gdzie przekazuje się pewną hierarchię wartości, tradycje, zwyczaje. Świat szczęśliwego dzieciństwa, w którym – o dziwo – dzieci mają pewne obowiązki (pomoc w licznych pracach domowych i gospodarskich), do szkoły i sklepu daleko,  na półkach niewiele zabawek i książek, bez telefonu, telewizora i komputera – a każdy kolejny rozdział świadczy o kreatywności dziecięcych główek, wymyślających co rusz to nowsze i ciekawsze zabawy – w Indian, spanie w stogu siana, polowanie na bawoły, ucieczkę z domu, skarby na wyspie, tajemnicze mapy, groty w sianie. Świat, w którym dzieci robią fajkę pokoju z długiego cukierka, pieniądze „na niby”, odlewają ołowiane żołnierzyki, wyobrażają sobie, że krowy na pastwisku to plemię Komanczów. Dzieci z Bullerbyn to moje kolejne okrążenie. W pierwszej rundzie przeczytałam je tyle razy, że nawet nie mogę nazwać konkretnej liczby. W pamięci mam tylko wykręcenie korków przez mamę, bo nie chciałam odłożyć książki, a rano trzeba było iść do szkoły. Pewne powiedzonka, scenki zostały na całe życie: migdał pękł, więc będzie para, Agda wyjdzie za Oskara; kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej; pięciu Murzynów w ciemnej sieni. Oj długo musiałabym wymieniać.


Książka jest napisana prostym językiem, dowcipnie, mówi o ważnych sprawach dla dzieci - nic dziwnego, że trafia tak szybko do małych czytelników na całym świecie. Tak naprawdę Dzieci są już wiekowymi staruszkami:) Ich pierwsza część ukazała się w 1947 roku:) Jednak chyba nigdy się nie zestarzeją.


Bullerbyn istniało naprawdę. Jego nazwa to Sevedstorp. Do dziś jest wielką atrakcją turystyczną. To tutaj dorastał Samuael August, ojciec Astrid Lindgren. Zagrody Północna, Środkowa i Południowa ponoć mają się dobrze. Brakuje tylko lipy, która stała między pokojami Lassego, Bossego i Ollego.


Z dzieciństwa pamiętam wydanie z ilustracjami Hanny Czajkowskiej. Niedawno pojawiła się kolejna wersja ilustracji – tym razem wyzwanie podjęła Magda Kozieł-Nowak. Od kilku dni mam tę książkę i ciągle do niej wracam. Przepiękna. Pewnie, że gdzieś tam pojawia się sygnał – a to twoje kultowe był czarno – białe? To jest kolorowe, mnóstwo ilustracji na całą stronę i delikatnych muśnięć w rogu kartki, albo na pół strony. I tak jak w innych wydaniach, to świat wyłącznie dziecięcy – do którego został wpuszczony tylko Dziadziuś. Moim zdaniem ilustratorka stanęła na wysokości zadania. Pokazuję kilka mniej znanych kadrów, bo odkąd tylko książka się ukazała, w Internecie można znaleźć powtarzające się motywy. Tymczasem książka ma tak wiele ciekawych miejsc, że szkoda ich nie pokazać.


Dzieci z Bullerbyn to niewątpliwie jeden z piękniejszych momentów, jaki możemy podarować naszym dzieciom. Myślę, że w tej opinii nie jestem odosobniona.


Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

Zbiór najbardziej znanych utworów – poetki i tłumaczki, która już jako dziecko – w wieku 8 lat, wiedziała, co będzie robić, gdy dorośnie. Nie kluczyła gdzieś po tajemnych zakrętach i zakamarkach życia, kierunek dawno został wytyczony – trzeba się go było tylko trzymać. Zostać kiedyś pisarzem – taka myśl w głowie dziecka – ho ho – to się jednak rzadko zdarza.


Spora książka (158 stron) zawiera najbardziej znane i najpiękniejsze wiersze poetki.

Mnie fascynuje i inspiruje świat dziecięcych doznań opisany z niezwykłym wyczuciem, wrażliwością. Widać to zwłaszcza w tytułach: Mama ma zmartwienie, Pożałuj mnie!, Strasznie ważna rzecz, Smutny wiersz, Szybko!, Oj, strach, Marzenie, Moja tajemnica, Jak ja się nazywam.

 

Dzisiaj jestem smutna

jak ptak.

Dzisiaj jestem smutna

jak deszcz.

Leżę sobie w trawie

na wznak, sama nie wiem, czemu

tak jest.

(„Smutny wiersz”)



 

To rewir dziecięcych zabaw: Kopareczka, Kałużyści.

To w końcu małe - wielkie marzenia: A jak będę dorosła.

Poezja wkrada się w zwykłą codzienność: Na wystawie, Wędrówka, Spacerek, W parku.

W wierszach Wawiłow wszechobecna jest przyroda, natura – jej delikatność, ale też żywiołowy charakter – sama jest bohaterem, albo stanowi ważne i niezwykłe tło: Jabłonka, Trawy ździebełko, Drzewo, Miałem małe drzewko.  

Są też liczne zwierzęta: Wilki, Gołąbek, Kruk i żabka, Ptaki, Kucyk.

To też opis relacji międzyludzkich: Moja siostra królewna

Jak ją rąbnę niechcący,

zaraz leci do mamy,

ale to jest nieważne,

bo i tak się kochamy

z moją siostrą królewną.

(Moja siostra królewna)

 

Są wiersze matematyczne i zwariowane: Krzywy wierszyk, Trójkątna bajka, Posłuchajcie bajki nowej, prostokątnej i kwadratowej (nic dziwnego, że córka poetki – Natalia Usenko, w niekonwencjonalny sposób układa zadania matematyczne w Świerszczyku)

Są w końcu wiersze – bajki:, w których widać bezmiar dziecięcej fantazji: Zawalił się pałac, Nie wiem kto, Daktyle, Kurka Złotopiórka, Złoty paw, Taki wielki pies, Czarny lew, Brzydkie zwierzę, Czarne kury, Kruk i Żabka, Dama i Prosię, Pan Sikorek, Kto zabił kota Mruczka?, Siedzieli na ganku, Jak cesarz pije herbatę, Dziwna bajeczka, Bajka o królewiczu, kalejdoskopach i babie, Bajka o stu królach Lulach.


Dla mnie jako mamy ważne są dwa wiersze Szybko i Świnka. Ten drugi uczy, że trzeba i warto chwalić swoje dzieci. Od mamy - Świnki można się wiele nauczyć:

Chwaliła świnka

swojego synka:

-Jaki milutki!

-Jaki śliczniutki!

Różowe uszki!

Króciutkie nóżki!

Wesoła minka!

Bura szczecinka!

A jaki ryjek! A jaki brzuszek! Ach, mój brudasek!

Ach, mój świntuszek!

Książka jest bogato ilustrowana przez Jolę Richter – Magnuszewską. Bardzo podobają się zwłaszcza sceny nocne – trochę nostalgiczne, smutne, z nutką refleksji. Pozostałe też – tematyka różnorodna, jest kolorowo, każda rozkładówka, to inny świat.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 15 lipca 2016

 

Jeszcze niedawno na naszym osiedlu było biało - czerwono. To za sprawą EURO 2016. Wszyscy dosłownie oszaleli sportowo i … patriotycznie. Pamiętam kilkanaście lat wstecz, i kilka – nigdy takiego szaleństwa biało – czerwonego nie było. Nigdy polskie symbole narodowe tak mocno nie były eksponowane, tak widoczne – na ulicach, domach, w strefie kibica itd. Oczywiście można dyskutować – co do pewnych kwestii. Bo niekiedy aż ciśnie się na usta – tak nie wypada. Przecież symbolom narodowym należy się szacunek. Szacun – jak mówią teraz młodzi ludzie. I jeżeli ktoś ma w kwestii symboli narodowych jakieś wątpliwości, pytania, to na pewno książka Alfreda Znamierowskiego je wyjaśnia: flagi na lusterku, flagi, na których ktoś coś nabazgrał, narysował. Noooo panowie, nie do końca tak można.


„Orzeł Biały” po „Mazurku Dąbrowskiego” to kolejna cenna pozycja, którą warto mieć w domu. Wyjaśnia chyba wszystkie kwestie, w każdym razie te najważniejsze, związane z naszym godłem narodowym i barwami. Autor książki – wspomniany już Alfred Znamierowski, zna się w tym temacie jak mało kto. Heraldyk, weksylolog zaczyna swą książkę od początku – czyli od tego jak Gniezno zbudowano. Wraca do legendy o Lechu, który zbudował gród tam, gdzie zobaczył gniazdo białego orła. Potem Przemysław II – bliska mi postać, bo to książę wielkopolski nadał prawa miejskie mojemu miastu. W 1295 roku koronowany na króla Polski jako pierwszy użył Orła Białego jako symbolu państwa polskiego. Herb z orłem był na pieczęci majestatowej króla.


W związku z lekturą tej książki przypomniała mi się (głupia) dyskusja w pewnej stacji telewizyjnej, w której to dziennikarze starali się udowodnić, że na naszym godle orła… nie ma. Miał być nim bielik, który orłem nie jest, tylko …orłanem. I tę kwestię wyjaśnia autor, co chciałabym w recenzji podkreślić (str. 19): „Orzeł w polskim herbie nie jest wyobrażeniem żadnego rzeczywistego ptaka, lecz orłem heraldycznym, czyli stylizowanym przedstawieniem ptaka z przesadnie dużym dziobem, fantazyjnie zakończonym ogonem i potężnymi łapami”.

Z książki można się też dowiedzieć jak na przestrzeni dziejów zmieniał się kształt Orła Białego. Autor wyjaśnia różnicę między „godłem” a „herbem”, przedstawia proporce i chorągwie – znaki „bojowe – rozpoznawcze” na polach bitewnych. Pisze dużo o barwach narodowych. Wiedzieliście, że pierwszymi barwami narodowym Polski były niebieski i czerwony – i to w różnych odcieniach? Biel i czerwień zostały ustanowione nimi w dniu 7 lutego 1831 r. Alfred Znamierowski zwraca też uwagę na „kokardy narodowe”, które w ostatnim czasie zrobiły olbrzymią „karierę”. Przed 11 listopada jak Polska długa i szeroka wszystkie przedszkolaki robią biało – czerwone kokardy, mylnie nazywane kotylionami. Autor podkreśla ich kolorystykę – białe serce, obrzeże czerwone (uwaga, bo można zrobić kokardę Monako).

W książce znajdują się również informacje o polskich flagach i banderach, orle wojskowym, orle dla zasłużonych, herbach województw. Oprócz wiedzy teoretycznej warto zatrzymać się na rozdziale o tym, jakie zasady obowiązują w związku z wywieszaniem flagi narodowej. Na pewno przeciętny zjadacz chleba, fan drużyny narodowej, byłby zdziwiony co można, wręcz należy, a czego nie można.


Książka bardzo starannie wydana, z mnóstwem ilustracji: fotografii, rycin, rysunków. Na końcu „Słowniczek heraldyczno – weksylologiczny” i bogata „Bibliografia” dla tych, którzy zechcą zgłębiać tajniki polskich symboli narodowych.

Zajrzyjcie koniecznie do środka

Wiek 9 -99

Wydawnictwo Bajka

czwartek, 14 lipca 2016

Kiedy Astrid Lindgren wysłała po raz pierwszy „Pippi” do wydawnictwa, ta została uznana za „zbyt wywrotową”. A jednak autorka nie poddała się. Tu poprawiła, i tam, i jeszcze tam. Następnie zgłosiła swoją książkę do konkursu i tym razem wygrała. Tak się zaczęła kariera obydwu pań: i Astrid i Pippi.


Wizerunek dziewczynki stworzyła Ingrid Vang Nyman. Pippi od samego początku zdobyła serca najmłodszych. Nic dziwnego, że dużą popularnością cieszyły się kolejne części przygód, filmy, kreskówki. Nadszedł też czas na komiks, który swoją premierę miał w  roku 1957 w piśmie dla dzieci (fajnie brzmi) „Klumpe Dumpe”. Można go tam było poczytać i oglądać aż do roku 1959. W 10 lat później ponad 30 historyjek komiksowych zostało opublikowanych w sześciu książkach.


Komiks nawiązuje oczywiście do przygód opisanych w powieści. Tutaj wersja skrócona, uproszczona, z najważniejszymi, scenami – dla młodszych dzieci, ale i dla miłośników komiksu w ogóle (tutaj wiek nie zna roli – jak ktoś wpadł, to przepadał :). Dobra lektura jako trening czytania – połączenie obrazu i słowa w dymkach komiksowych.

W tej książce znajdziecie 12 historyjek komiksowych z najsilniejszą dziewczynką świata: Pippi wdaje się w bójkę, Pippi i złodzieje, Pippi na proszonym podwieczorku, Pippi i pożar, Pippi obchodzi urodziny, Pippi rozbiera choinkę, Pippi ktoś odwiedza, Pippi ma mocne zęby, Pippi urządza przyjęcie pożegnalne, Pippi wchodzi na pokład, Pippi znajduje spunka i Wigilijni goście Pippi.


Książka na wesoło (złodzieje), odważnie (pożar), łzawo (spotkanie z ojcem), refleksyjnie (wigilia ze zwierzętami), przygodowo (zabawa w duchy).

Komiksy z Pippi mają swoje lata, zaskakują i dziś nowoczesnymi, odważnymi i ciekawymi rozwiązaniami ilustracyjnymi. Ich autorka (1916 – 1959) stworzyła też ilustracje do innych książek Astrid Lindgren: „Dzielnej Kajsy” i „Dzieci z Bullerbyn”.

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

 

 

Do tej pory to książka wywoływała emocje w czytelniku: radość, zadumę, smutek,  złość, wesołość, zainteresowanie. Tym razem odwrotnie. To czytelnik wywołuje reakcję u bohaterów książkowych: świnki Malinki i słonia Leona. Przyglądają się czytelnikowi z kartek tej opowieści, zachęcają do czytania na głos, śmieją się z nas, do nas, są w końcu przerażeni, że ta książka kiedyś się skończy. I oczywiście zachęcają do tego, by ponownie przeczytać lekturę.

To naprawdę zaskakująca i zabawna książka. Jest dużo śmiechu, ponieważ Malinka i Leon robią śmieszne ryjki (minki), reagują bardzo impulsywnie. Śmieszą ich niedowierzanie, zaskoczenie i próby poznania  naszej czytelniczej natury.

Autor pracował jako scenarzysta i animator „Ulicy Sezamkowej”. Sześć razy odbierał nagrodę Emmy, zdobył również i inne nagrody za swoją twórczość. Jego książki ciągle można znaleźć na listach bestsellerów dla najmłodszych „New York Timesa”.

Wiek 3+

Wydawnictwo Babaryba  

 

 

środa, 13 lipca 2016

Mimo że złamanie czegokolwiek, a już na pewno słoniowej trąby, do przyjemnych nie należy, to jednak muszę to powiedzieć …. (przepraszam słonia Leona), ale to jest po prostu bardzo śmieszna historia. Zanim zaczęłam pisać recenzję, dokładnie przeczytałam tekst okładki, by się przekonać, że celem tej książki jest  m.in. zabawa, śmiech i rozśmieszenie innych. A o co chodzi w tej historii?

Słoń Leon opowiada śwince Malince jak doszło do nieszczęśliwego wypadku z trąbą. Zarówno Malinka jak i czytelnicy mają pewne w tej sprawie przypuszczenia, czekają na rozwiązanie zagadki, które powinno czaić się już tuż tuż na następnej stronie. Gdy tymczasem to strasznie pokręcona historia a jej zakończenie jest naprawdę zaskakujące.

Bardzo dynamiczna opowieść, w której ilustracje grają pierwsze skrzypce. Mo Willems wspaniale przedstawił mimikę Malinki i Leona. Zdziwienie, zniecierpliwienie, ciekawość, niedowierzanie, zachwyt, zadowolenie - myślę sobie, że tę historię można by opowiedzieć samymi obrazami bez komiksowych dymków - tak wiele wyrażają.

Autor pracował jako scenarzysta i animator „Ulicy Sezamkowej”. Sześć razy odbierał nagrodę Emmy, zdobył również i inne nagrody za swoją twórczość. Jego książki ciągle można znaleźć na listach bestsellerów dla najmłodszych „New York Timesa”.

Wiek 3+

Wydawnictwo Babaryba  

Doskonała lektura na wakacje, zwłaszcza dla tych, którzy wybierają się w góry. Wszystko o tym cudzie natury – w pigułce – zrozumiale opisane, ciekawie, w sam raz dla dzieci. A ja przyznaję – książkę wzięłam ze sobą na kanapę – i przepadłam. Mnóstwo zaskakujących informacji. A propos minionych EURO 2016 i związanych z nimi emocji. Kiedy odpadła Polska, kibicowałam Islandii. Tutaj przeczytałam, że Islandia jest jedną wielką wyspą wulkaniczną.


Jak powstają góry, jakie skamieniałe szczątki prehistorycznych zwierząt i roślin można znaleźć, style architektoniczne z górskich stron całego świata, tradycyjne stroje góralskie, instrumenty, na których górale wygrywają swoje charakterystyczne melodie.  Bo ta książka traktuje o górach całego świata. Dlatego ma konkretny format i liczbę stron (20,50 x 28,80 cm, 224 str.). Ciekawe, ile zrozumielibyście z gwary góralskiej? Czy wiecie co znaczy jojka, skije, siklawa, bacioki albo złóbcoki?

Czy smakowaliście kiedyś oscypek? Pewnie tak – ale czy wiecie jak się go wyrabia w tradycyjny sposób? Książka podpowie jak ubrać się w góry, przygotuje listę z rzeczami niezbędnymi podczas górskiej wyprawy. A w razie pobłądzenia – podpowie jak wyznaczyć kierunki świata. „W góry” nauczy korzystać z mapy, skomponować odpowiednio kaloryczny prowiant na drogę i ilość wody. Nauczy podglądać przyrodę – czyli zobaczyć to, co czasem niewidoczne dla oczu. Bo przecież w górach wielu turystów jest nieświadomych: człowiek idzie przed siebie, zdobywa kolejne szczyty, a wystarczy rozejrzeć się dokoła i pełniej przeżyć przygodę. Nora świstaka, jaskinia, studniczek, nietoperze, trolle (to już w górach norweskich), orzeł. Nie sposób wszystkiego wymienić. To naprawdę zaledwie kilka przykładów zawartości tej książki.

Rewelacyjny poradnik, przewodnik, leksykon i zadaniarusz w jednym tomie. Bo oprócz ciekawych informacji można znaleźć tu wiele stron do kreatywnego wypełniania: Można pobawić się w projektowanie swoich nart i deski snowboardowej, schroniska górskiego, wytyczenie szlaku, plan mieszkania świstaka.

Książka namawia również do przeprowadzenia eksperymentów: wyhodowania stalaktytu, utworzenie sieci rzecznej, hodowli fasoli w słoiku.


Lektura do czytania przez całe wakacje: do kolorowania, rysowania, klejenia, wycinania. Tylko w tonacji czarno-biało-niebieskiej. Świetne nowoczesne ilustracje, przejrzyste notatki, zrozumiałe zadania do wykonania. Można czytać i realizować zadania przed górską wyprawą. Można w końcu książkę zapakować do plecaka (trochę waży) i wyciągnąć ją po trudach wędrówki, by w spokoju, już w schronisku (namiocie, pensjonacie, hotelu) pobawić się kredkami, ołówkiem i uzupełnić i utrwalić wiedzę i doświadczenia, które podczas tej wyprawy się zdobyło.

Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry



wtorek, 12 lipca 2016

Amsterdam w Holandii, Ateny w Grecji, Barcelona i Madryt w Hiszpanii, Bruksela w Belgii, Budapeszt na Węgrzech, Kraków i Warszawa w Polsce, Lizbona w Portugalii, Londyn w Wielkiej Brytanii, Moskwa w Rosji, Paryż we Francji, Praga w Czechach, Rzym i Wenecja we Włoszech, Wiedeń w Austrii.

(kolorowanka w letnim słońcu:)

Tak wygląda kolorowa podróż przez wybrane miasta Europy. Osiem celów turystycznych, bez wychodzenia z domu i fotela. W każdym przypadku wybrane perełki architektury, zabytki, dzieła sztuki, miejsca, które warto poznać i odwiedzić. Duża plansza (format: 28,5 cm x 40,0 cm), pokryta fragmentem mapy, na której przecinają się ulice, aleje z zaznaczonymi ciekawymi obiektami. Miniatury do kolorowani, budynki, muzea, pałace, rzeźby, pomniki. Oprócz miniatur są tutaj również plansze na bazgrołki czytelnika. Na siedmiu dużych kartkach brakuje pewnych elementów, które trzeba dorysować. Panteon za chwilę runie, bo brakuje mu kolumn. W Krakowie nie ma gołębi – a cóż to za Kraków bez gołębi. Trzeba zaprojektować fragment londyńskiego mostu, sprawić, by „zatańczył” praski dom.


Papier kolorowanki jest dość szorstki, kredki dobrze zapełniają puste miejsca.

Wakacje trwają w najlepsze, jest dużo wolnego czasu – a więc do dzieła.


Wiek 5+

Wydawnictwo Olesiejuk

 

Już sam tytuł jest intrygujący: gęby, dzioby i nochale. Mikołąj Golachowski – po udanej książce o pupach, ogonkach i kuperkach – postanowił tym razem przyjrzeć się zwierzętom od przodu.


Doktor nauk przyrodniczych, polarnik, podróżnik bardzo poważnie traktuje małego czytelnika. Ciekawie opowiada, co piszczy w tych wszystkich gębach, dziobach i nochalach. A robi to tak przystępnie, że ani się spostrzeżemy jak 6- czy 7-latek opanuje pojęcia: bezkręgowców, pierwoustych, kręgowców czy wtóroustych. Zagląda do dziobu dziobaka, w ryjek niesporczaka, do nochala suchaka, do ryja dzika, gęby płetwala błękitnego. Przekazuje ciekawe informacje i ciekawostki, przybliża tryb życia danego osobnika.

Fascynują informacje o tym, że zęby pingwinów rosną na ich językach, w tętnicy głównej płetwala mogłoby pływać dziecko, a wąż jajożer połyka jaja większe od własnej głowy.


W książce znajdziecie 31 zwierząt z całego świata. Autor wybrał najciekawsze osobniki żyjące na lądzie, w wodzie i w powietrzu na różnych kontynentach.

Książkę w nowatorski sposób zilustrowała Mroux, czyli Maria Bulikowska, którą znamy już m.in. z „Małej książki o gwarze warszawskiej”.

Wiek 7+

Wydawnictwo Babaryba

poniedziałek, 11 lipca 2016

Jeśli dziecko ma zacięcie historyczne warto podsunąć im „Piastowskie orły”. Opowiadania – nie znów całkiem takie krótkie – z czasów Piastów. Wydane przez Literaturę w ramach serii: „A to historia”. Trzej autorzy: Grażyna Bąkiewicz, Kazimierz Szymeczko i Paweł Wakuła. Jeden ilustrator: Mikołaj Kamler.

Tematyka bardzo szeroka. Podam kilka przykładów, by Was wprowadzić w specyficzny klimat tej lektury.


Kazimierz Szymeczko przenosi nas do roku 970. Mieszko I niedawno przyjął chrzest. Bartnik z małej osady wraz synem Semkiem chcą sprzedać miód. Trudno odnaleźć się tej dwójce w nowej chrześcijańskiej rzeczywistości. Innym razem jesteśmy świadkami podziału Polski na dzielnice. Ach te dylematy Bolesława: ile komu i co dać.

Grażyna Bąkiewicz z kolei przenosi czytelnika w czasy Bolesława Chrobrego. Malutki Gatek sierota zostaje przygarnięty przez zgraję zbójców. Pewnego dnia jako młokos spotyka w puszczy biskupa Wojciecha z Czech. Za kilka lat chłopak będzie świadkiem pielgrzymki cesarza Ottona do grobu świętego Wojciecha. Gatek rezygnuje ze zbójowania, a w przyszłości chce zostać książęcym wojem. W opowieści z czasów Bolesława Śmiałego mały wywiadowca Czarko podkrada się do siedziby księcia Hermana i podsłuchuję jego rozmowę. Dowiaduje się o niecnych planach księcia. Jesteśmy też świadkami przybycia Krzyżaków do Polski. Podsłuchujemy szemrania Polaków, którzy martwią się tym, jak książę Konrad Mazowiecki opłaci rycerzy wynajętych do walki z Prusami.


Paweł Wakuła jest autorem czterech opowiadań. W jednym z nich Znajda wraz Daleborem łowią ryby w jeziorze lednickim. Nad ranem obaj są świadkami powrotu Kazimierza Odnowiciela do zniszczonej i splądrowanej ojczyzny. W Gnieźnie katedra totalnie zniszczona, a relikwie świętego Wojciecha wykradzione. Można też poznać relację autora z tzw. krwawej łaźni w Gąsawie, podczas której zamordowano Leszka Białego. W jednym z opowiadań spotykamy ojca Giovanniego, który z polecenia papieża Innocentego IV udaje się z ważną polityczną misją do Tatarów.


To oczywiście nie wszystkie historie, nie wszystkie podjęte tematy. Czasem jest tak, że myśl przewodnia danego tekstu toczy się oczywiście wokół jakiegoś jednego ważnego zagadnienia, ale obok zaraz pojawiają się inne – poboczne, które nadają klimat, tłumaczą złożoność tego wydarzenia.

Historia to też tematyka specyficzna. Jeśli ktoś ma pojęcie o historii Piastów, ten wie, że żadnego zmiłuj się nie było: walka o władzę, wojny z sąsiadami, rodziną, rozbicie dzielnicowe kraju, śluby, knowania, zamachy, otrucia, zasadzki, morderstwa i zdrady. I taka tematyka pojawia się w tych tekstach. Oczywiście nie jestem w stanie opisać wszystkich wątków, tematów i ludzi. Tyle się tu dzieje: na naszych oczach historia naprawdę ożywa. Postacie z podręczników nabierają kolorów, są z krwi i kości. Przemawiają, kłócą się, są odważni ale i nieraz podszyci strachem, knują, planują zdradę i spisek. Często bohaterami tych historii są dzieciaki w wieku czytelników. Można przekonać się na własnej skórze w jakich warunkach dorastali, jak nieraz ciężko musieli pracować i jak szybko musieli dorosnąć. Myślę, że to ciekawe doświadczenie. Minusem - i to dużym tych opowiadań jest to, że jednak dominantę stanowią mężczyźni i chłopcy. Czy w tamtych czasach nie było nastoletnich dziewczynek i białogłów, które warto by uczynić bohaterkami wydarzeń? Chciałabym, by się to zmieniło w następnych częściach serii.


Każdy z tekstów opatrzony jest krótką notą historyczną – znajdziecie te noty na samym końcu. W nich informacje o opisanych wydarzeniach, wyjaśnienia trudnych wyrażeń i wyrazów. W samych opowiadaniach na pewno jest dużo słownictwa z przeszłości. Dawne imiona, informacje o życiu w dawnej Polsce, tradycje, obyczaje, kuchnia, wierzenia, zawody, miejscowości, które powstały właśnie w czasach Piastów. Niekiedy autorzy stylizują język na język przeszłości. Jednak przeważa współczesność w tym względzie, co na pewno pomaga młodemu czytelnikowi zrozumieć piastowską rzeczywistość.

Wiek 9+

Wydawnictwo Literatura

To kolejna odsłona przygód dwójki przyjaciół z zacięciem detektywistycznym: Martyny i Marcela. Mama dziewczynki przeprowadza się do miasta, w którym mieszka Marcel. To dobra okazja do tego, by po lekcjach i w weekendy spotykać się i razem szukać przygód. Podczas penetracji piwnicy starego domu, dawniej zamieszkiwanego przez miejscowego artystę, pana Witulskiego, Martyna i Marcel natrafiają na pudełko z zagadkowymi drewnianymi klockami. Po złożeniu okazuje się, że to nie jest zwykłe puzzle, ale najprawdziwsza w świecie mapa. Dzieciaki mają już spore doświadczenie z odkryciem skarbu pradziadka. Od razu przystępują do działania. Krok po kroku odszyfrowują tajemnice rzeźb Witulskiego i próbują odgadnąć dziwny szyfr. Dzieciaki muszą się spieszyć, ponieważ obok dawnych schronów wojskowych kręci się niemiecka ekipa telewizyjna. Ponoć w planach ma ona realizację filmu dokumentalnego. Przyjaciele podejrzewają jednak, że cel działania filmowców jest zgoła inny. Komu uda się odgadną tajemnicę profesora?

Kiedy przed kilkoma miesiącami natrafiliśmy na „Skarb pradziadka” Anny Boderek-Pocheć „wyruszyliśmy” na łowy innych książek tej autorki. Mieliśmy naprawdę zawiedzioną minę, gdy niczego więcej nie znaleźliśmy. Od miłej pani z promocji wydawnictwa uzyskaliśmy informację, że do tej pory niestety nic więcej tej autorki się nie ukazało. W końcu doczekaliśmy się kontynuacji niezłej przygodówki. Tutaj wprawdzie inne miejsce, ale bohaterowie ci sami, ciekawa fabuła, tajemnice, zagadki z przeszłością, nawiązanie do historii. Oczywiście bez porównań się nie obejdzie: bardziej podobał się i mnie i dzieciom „Skarb pradziadka”, choć i tu emocji nie brakowało. Autorka w iście wakacyjnej lekturze pokazuje najmłodszym, że przygodę można spotkać zupełnie nieoczekiwanie. Niekiedy trochę trzeba się wysilić i jej poszukać – tak jak Marcel i Martyna – w piwnicy opuszczonego domu. A może ta lektura zainspiruje kogoś do szukania wiatru w polu, w niebie dziur, deszczu tam gdzie nie ma nawet małych chmur – czyli poszukiwania przygody.

Wiek 7+

Wydawnictwo Skrzat

niedziela, 10 lipca 2016

Pamiętacie mysią rodzinkę zamieszkującą stary kredens w Domu pod Kocią Łapką? Właściciele otrzymali właśnie dwa tajemnicze listy. W jednym z nich znaleźli zaproszenie na bal w Kopalni Soli w Wieliczce dla wszystkich domowników. Podkreślam: dla wszystkich domowników. To ważne, bo przecież mysia rodzinka też zalicza się do nich obok panny Maryli i Henryka. Drugi list to wiadomość od starego przyjaciela: Dom pod Kocią Łapką odwiedzi Borys. On też poprowadzi wspomniany już bal. Mysie panny chcą oczywiście wziąć udział w zabawie, tymczasem ich rodzice są zdecydowanie przeciwko. Tym bardziej, że z Borysem przybył tajemniczy osobnik: szczur Szuryłło. Dziwny zbieg okoliczności sprawi, że losy myszy i szczura się pokrzyżują i cała ekipa znajdzie się w niezłych tarapatach. Na szczęście ta historia ma swój dobry koniec.


Kolejna część serii o mysiej rodzince rozgrywa się m.in. w Kopalni Soli w Wieliczce. Inspiracją do tej opowieści były wspomnienia dziadka autorki, który w przeszłości miał zabłądzić w kopalni. Ponoć to Skarbnik – dobry duch tego miejsca, uratował mu życie. Także i tutaj pojawi się Skarbnik – choć zwierzęta same do końca nie są tego takie pewne – być może był to tylko któryś z balowych przebierańców? Myszy swoje – my swoje. Mamy przeczucie, że to był jednak ON.


Opowieść o myszkach jest tu dobrą okazją do zapoznania się z historią kopalni i Skarbnika. Tych wiadomości nie ma znów tak dużo i zostały one zresztą zgrabnie wplecione w fabułę. Trzon stanowią oczywiście perypetie zwierzaków: przygotowania do balu, konflikt ze Szczurem, szukanie wyjścia z tajemniczych wielickich korytarzy oraz bal.


Cała seria od początku ilustrowana jest przez Aleksandrę Kucharską-Cybuch. Staranne ilustracje, dopracowane i dopieszczone: postacie myszy, Borysa, Maryli, pomieszczeń.

Jeśli ktoś we wakacje odwiedzi Wieliczkę, rozejrzyjcie się, może spotkacie tam mysią rodzinkę?


Wiek 5+

Wydawnictwo Ezop

Mogę powiedzieć, że od „Bezdomnego ptaka” rozpoczęła się moja przygoda z blogowaniem. Przypadkowo przed 8 laty przeczytałam recenzję tej książki i ze zdziwieniem odkryłam, że oprócz znanych i poważnych krytyków literatury są jeszcze blogerzy, których recenzje bardzo przyjemnie się czyta: miłośnicy książek, prawdziwi mole książkowi wymieniający się doświadczeniami i opiniami. W każdym razie nie o blogowaniu chcę tu pisać, ale o „Bezdomnym ptaku”. Z jednej strony: sama założyłam blog książkowy, z drugiej: wpisałam „Bezdomnego ptaka” na listę książek, które warto przeczytać (robicie takie listy? Ja tak – właśnie wczoraj udało mi się upolować długo poszukiwaną książkę). „Bezdomny ptak” był na tej liście 8 długich lat. Przeczytałam niedawno. Dosłownie przepadłam. Akurat z pewnych względów mogłam sobie na to pozwolić: czyli długie nocne czytanie. Kończyłam prawie z kogutami z osiedla:) Jedno wiem na pewno – z pewnych względów i tak nie mogłabym spać, a książka na chwilę pomogła mi zapomnieć o nieprzyjemnym wypadku na rowerze. Na pewno jej nie zapomnę, choćby dlatego. Ale też i dlatego – bo to bardzo dobra i pasjonująca lektura. Niby dla dzieci, ale myślę, że spodobałaby się również dorosłym. O jej prestiżu i wysokim poziomie świadczy o tym nagroda National Book Award.

13 –letnia Koli mieszka w małej wiosce w Indiach. Jej rodzice starają się o męża dla dziewczynki. Koli w oczekiwaniu na swój ślub wyszywa kołdrę. Ma do tego smykałkę – sama projektuje hafty, dobiera nici, wymyśla historie, które „opisuje” przy pomocy igły i kolorów. Jej kołdra opowiada o tym, co dla niej ważne. W ten sposób wszystkie wspomnienia zabiera ze sobą do nowego domu.

Nowy mąż okazuje się jednak poważnie chorym chłopcem, młodszym od nowej żony. Jego rodzice decydują się na oszustwo – w ich mniemaniu –w szczytnym celu. Pieniądze z otrzymanego posagu mają być przeznaczone na pielgrzymkę do świętego miejsca nad rzeką Ganges. Chłopiec jednak wkrótce umiera, a Koli zostaje wdową.

„Bezdomny ptak” to przejmująca historia młodziutkiej dziewczyny, dla której życie, które dopiero miało się zacząć, właśnie się skończyło. Co stanie się z Koli? Jak ułożą się relacje z teściową? Czy będzie mogła może wrócić do ukochanych rodziców?

„Bezdomny ptak” to powieść obyczajowa, do której zostało przemyconych mnóstwo informacji o zwyczajach i codziennym życiu w Indiach.

Można samemu przekonać się jak wygląda okres narzeczeński, ślub, pielgrzymka do świętych miejsc, podróż koleją, życie w mieście wdów. Można literacko spróbować tradycyjnych potraw, w końcu można też zasmakować biedy i nieszczęścia. Jednak ta powieść daje czytelnikowi wiarę w marzenia i w to, że dobro zwycięża. Koli daje sobie radę mimo wielu przeciwności. „Bezdomny ptak” uczy pozytywnego podejścia do życia. Koli jest biedną dziewczyna, jednak dzięki sile charakteru, dobroci, determinacji i uporowi staje się naprawdę szczęśliwą osobą. Książka pokazuje biedne i głodne Indie. Dlatego uczy pokory. Pokazuje ludzi, dla których pełnią szczęścia jest znalezienie wolnego miejsca na progu domu, gdzie można rozłożyć swój skromniutki dobytek i przespać się spokojnie do rana. Bardzo polecam.

Wiek 10+

Wydawnictwo Dwie Siostry

 

sobota, 09 lipca 2016

Najpierw był film – pod tym samym tytułem – w 1956 roku, dopiero potem książka. Film jest udostępniony na YT: czarno-biały, trochę niewyraźny, ale ma swój klimat. Niestety jest tylko w języku szwedzkim. Nic to, można pokusić się, by zobaczyć bohaterów. Książka miała swoją premierę w rok później – i oczywiście od razu podbiła serca czytelników. I jest do tego znakomita – a to naprawdę rzadkość jeśli pojawia się taka oto kolejność: 1. Film 2. Książka.

Głównym bohaterem tej powieści jest Rasmus Persson, o czym nie omieszkuje powiadomić na początku sama Astrid Lindgren. To wiadomość dla tych, którzy są po lekturze „Rasmusa i włóczęgi” albo „Detektywa Blomkvista i Rasmusa”. To taka wskazówka, by uniknąć pomyłki.

Wróćmy zatem do Rasmusa Perssona: ma zaledwie 11 lat, mieszka w prowincjonalnym miasteczku Västanvik. Jest synem policjanta. A ojciec lubi chwalić się swoją pociechą przed innymi:

„-Mój Rasmus jest pupilkiem wszystkich nauczycieli”.

Jednak prawda jest taka, że wielu z owych nauczycieli wielce zdziwiłoby się słysząc te słowa. Rasmus ma przyjaciela Pontusa i ukochanego psa Tokera. Wszyscy w tej historii odegrają swoją ważną rolę. Jest również Pricken – starsza siostra, pyskata prymuska. Właśnie zaczęła chodzić z synem najbogatszego obywatela w mieście. Przystojniak chwali się, że posiada album ze zdjęciami byłych dziewczyn. Pricken zadziera nosa i twierdzi, że ONA nigdy się w tym albumie nie znajdzie. Kiedy jednak dostaje kosza od chłopaka, Rasmus z przyjacielem zrobią wszystko, by odzyskać zdjęcie siostry. Przypadkowo będą świadkami prawdziwego włamania złodziejaszków do domu bogacza. I tu się zaczyna właściwa historia: Rasmus z Pontusem sami poprowadzą prywatne śledztwo. Stawka jest bardzo wysoka: odzyskanie psa Tokera, którego z sobą zabrali złoczyńcy.

Książka mimo swoich lat ma się naprawdę dobrze. Astrid Lindgren plastycznie opisuje rzeczywistość lat 50-tych unikając zbędnych dłużyzn. To czasy, kiedy dzieci zafascynowane były np. wesołym miasteczkiem, które kilka razy w roku rozbijało się na przedmieściach miasteczka. To w końcu niby nudna prowincja – na której jednak wiele się dzieje. Można rzec – niebezpieczeństwo i przygoda czają się za rogiem. Historia wciąga, wiele się dzieje. Chłopcy mają w sobie coś takiego, że bez wahania ładują się w kłopoty, włażą do podejrzanych miejsc: jakby ktoś w ich głowach wyłączał przycisk: uważajcie na siebie. Nie brak tu brawury, pochopnych decyzji – ale jest na szczęście happyend, do którego prowadzi długa i wyboista droga. Jednym słowem – klasyka mimo swojego wieku ma się naprawdę dobrze.

Ciekawym doświadczeniem jest móc zobaczyć z perspektywy czytelnika, jak wyglądała ówczesna rzeczywistość: szkoła, stosunki rodzinne, fascynacja karuzelami. A zdjęcie siostry, od którego zaczęła się ta kryminalna historia? Dzisiaj na różnych portalach społecznościowych publikujemy co rusz swój wizerunek, pociech, sympatii – i nikogo to raczej nie dziwi. A w książce: zdjęcie na wagę złota. Takie coś to tylko w starej lekturze – ale z charakterem i pazurem. Jak tutaj właśnie.

Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

Ależ mi się tęskno zrobiło za szumem fal, statkami na horyzoncie, zamkami z piasku i fortecami, wzorzystymi kocami, lodami i goframi z bitą śmietaną. Wakacje! Wakacje! I oczywiście myśli chcąc nie chcąc mkną ku morzu. A jeśli tak jak my w tej chwili siedzicie w domu i marzycie: możecie piękne morze znaleźć w znakomitej książce duetu: Germano Zullo i Albertine. To uznani ilustratorzy, którzy w 2016 roku otrzymali Nagrodę Bologna Ragazzi Award za najlepszą książkę dla dzieci.

Gruba kartonówka formatu A4 z mnóstwem postaci w wodzie, na plaży, na campingu, w lunaparku i muzeum. Podobnie jak w książkach Mizielińskich „Mamoko” również tutaj możecie śledzić losy wybranych bohaterów: trochę natrętnego fotografa, matki ciągle szukającej Adasia, samego Adasia, tajemniczej kobiety ubranej na czarno czy poszukiwacza skarbów. 

Poznajemy ich poczynania w różnych miejscach, w różnym towarzystwie. Jest kolorowo, wesoło, zabawnie. Jednym słowem panuje wszędzie wakacyjna beztroska i swawola.To co mi się od razu rzuciło w oczy to kolory i wydłużone postacie. Te ostatnie z przesadnie rozciągniętymi nogami i tułowiami, podłużnymi twarzami, dużymi oczami. To znak rozpoznawczy ilustratorskiego duetu. Do tego wspomniane już kolory, które od razu kojarzą mi się z gorącym południem. Zdecydowanie hiszpańskie gorące rytmy - gorące słońce, niebieskie morze.

Podobnie "W górach" możemy śledzić poszczególne osoby: nadopiekuńczą mamę z synem (no niechby na chwilę puściła jego rękę:)), młodą parę z dzieckiem, pingwina z opiekunką, turystę z olbrzymim plecakiem, dziwaczny oryginalny duet: on w biskupiańskim fraku, ona w żółtej sukni. Odwiedzamy różne miejsca: stok narciarski, lodowisko, schronisko, restaurację. Autorzy ciekawie pokazali zimę - w różnych odcieniach bieli i niebieskiego. Nikt się tutaj nie nudzi, na obrazkach jest rojno i gwarno od postaci. Maluchy mogą szukać ich na kolejnych stronach, śledzić, wymyślać historie o nich. Doskonała zabawa dla małych i dużych.

Wiek 4+

Wydawnictwo Babaryba

piątek, 08 lipca 2016

Budyń to jeden z głównych bohaterów cyklu „Magiczne Drzewo”. Jedyny pies na świecie, który… gada. Od samego początku zaskarbił sobie naszą sympatię – za poczucie humoru, cięte riposty i całkowite oddanie i gotowość do poświęceń. Bez wyrachowania, szukania jakichkolwiek psich korzyści, gotów na przygodę i niebezpieczeństwo.


Andrzej Maleszka „Porwaniem” rozpoczął nowy cykl związany z „Magicznym Drzewem”. Pierwsza część poświęcona jest Budyniowi, ale wydawca zapowiada również przygody Kukiego, Gabi, Alika, Idalii i innych w roli głównej. Na pewno grafika i format od razu kojarzą się z „Magicznym Drzewem”, Jednak to co również rzuca się w oczy, to objętość książki. "Porwanie" jest zdecydowanie cieńsze aniżeli np. „Świat Ogromnych” czy „Cień smoka”.


Najnowsza książka porusza ważną dla dziecka tematykę porwania. Ileż to razy dorośli napominają, ostrzegają, uwrażliwiają na kontakty z innymi. Zatem to dobra okazja, by się nauczyć czegoś na błędach innych – w tym przypadku Budynia. Maleszka pokazuje, że świat jest piękny i ciekawy, ale i niebezpieczny. Na dodatek – nieprzyjemne zdarzenie dotyczy Budynia, osobnika doświadczonego przez los, radzącego sobie w wielu sytuacjach. To pokazuje, że nie ma reguły i porwany może zostać każdy.


Pewnego dnia w mieszkaniu Kukiego pojawia się włamywacz. Mężczyzna w czarnym płaszczu usypia gazem chłopca, natomiast Budynia więzi w klatce o grubych prętach i zabiera ze sobą. Włamywacz okazuje się być treserem, który prowadzi Szkołę Posłusznych Psów. Chce, by Budyń – jedyny na świecie gadający zwierzak, był wabikiem dla innych właścicieli czworonogów. Ma być swego rodzaju reklamą i obietnicą. Budyń ma sprawić, że inne psy również zaczną mówić. Pies Kukiego oczywiście ma i honor i charakter. Nie ma zamiaru pogodzić się z nową sytuacją. Zrobi wszystko, co w jego mocy, by odzyskać upragnioną wolność. Czy mu się uda?

W książce dużo się dzieje, dynamiczna akcja wciąga. Spotkacie tu nowych i starych bohaterów. Jest wprawdzie trochę strachu i nerwów o Budynia, ale dla polskiego 7-lataka w sam raz:) Książka może naprawdę dużo nauczyć - a to ważna wartość dodana tej lektury.

Ponoć książki Andrzeja Maleszki sprawiają, że dzieci zaczynają same czytać. Wypróbujcie we własnym domu.

Wiek 7+

Wydawnictwo Znak

 

W tej opowieści spotkacie całą gromadkę różnych zwierzaków: kocią rodzinkę, dwie bezczelne kaczki, psy, w końcu innego przemądrzałego i (tylko na początku) wyrafinowanego kota, a nawet całą kocią bandę. Przede wszystkim zaś (to takie nasze gwarowe wielkopolskie powiedzonko) tytułowego kota Cykora. Niby imię mówi dużo o (człowieku) kocie, a tu ….. znacie wyrażenie: „mieć cykora”? To tyle co „bać się”. Tymczasem Cykor wcale a wcale nie ma cykora. Chce poznać świat mimo tego, że za płotem gospodarstwa, w którym Cykor się urodził, czają się różne niebezpieczeństwa. Na szczęście nieszczęście nikt nie „oświecił” Cykora jaki ten świat niby groźny. Pewnie dlatego kocio tak ufnie idzie mu na spotkanie. Poznaje go, oswaja, nabiera kociego doświadczenia. A nie jest łatwo: głód, strach, zmęczenie. Cykor trafia na szczęście do dobrych istot: do niepełnosprawnej Majki i jej dziadka. Jednak tęskni za domem, gdzie czekają rodzina i przyjaciele.


Jaka jest ta książka? A więc po pierwsze – jest niekiedy śmiesznie. Na przykład pies tata Igor (!!!) jest zagniewany, ponieważ w nocy ma ogrzewać zmarznięte łapki kocia. Po drugie – jest domowo i tak jakoś milusio – każdy dobrze by się poczuł w domu dziadka. Po trzecie – jest przygodowo: Cykor poznaje uroki życia na wsi i w mieście. Jest – po czwarte: czasem niemiło. To przez Łatka – miastowego kota, zazdrosnego o Cykora. Łatek to osobnik, którego żółte oczy rzucały na początku błyskawice. Ale tylko na początku. Jest też niebezpiecznie. To po szóste. To już sprawka Zbója i jego blokowej kociej bandy. Ot kocie porachunki i to takie, że gęsia skórka pojawia się na rękach. Taka mini – wersja „Ojca chrzestnego” – oczywiście na szczęście z happyendem.


Wzruszająca opowieść o długiej drodze do przyjaźni. Niekiedy musi trochę potrwać zanim ktoś z kimś się zaprzyjaźni. To też historia o rodzinie, która NAPRAWDĘ kocha zwierzęta. Ma ich całkiem sporą gromadkę. Jednak gdy któreś nagle znika, gotowa jest zrobić wszystko, by odnaleźć brakującego członka rodziny.


Autorka książki prowadzi blog: „Blondyn i blondyna”, kocha zwierzęta i pisze o nich z dużą porcją pozytywnej energii.

Marta Kurczewska popełniła do tej opowieści sporą liczbę ilustracji. Możecie zobaczyć swoich ulubionych bohaterów w różnych sytuacjach i miejscach na kolorowych obrazach.


Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura



czwartek, 07 lipca 2016

 

Rycerstwo kojarzy się dzieciom z odległymi czasami, kiedy to mężczyźni przywdziewali zbroję, dobywali miecza i ruszali na pole walki. Tymczasem książka Zofii Staneckiej uzmysławia najmłodszym, że rycerzem można być również dziś – i to niekoniecznie w ciężkiej zbroi, z bronią i koniem. Bardziej odnosi się ta lektura do rycerskiego zachowania, które zawsze rodziło takie a nie inne skojarzenia. Autorka przedstawia współczesnego rycerza w różnych codziennych sytuacjach: kiedy to należy odpowiednio się zachować. Wtedy gdy po prostu trzeba być … rycerzem. Choć może wcale nie tak …po prostu? Być rycerzem zawsze było wyzwaniem. Nigdy nie było łatwo – a może właśnie w czasach współczesnych – jest to wyjątkowo trudne zadanie? Dziś też potrzeba odwagi i męstwa. I nie chodzi tu wcale o to, by się z kimś bić. Broń Panie Boże.


Marcel jest uczniem klasy pierwszej i marzy o tym, by zostać rycerzem. Krótkie historyjki przedstawiają go w różnych codziennych sytuacjach: w domu, przed wyjściem do szkoły, na meczu, wyprawie rowerowej, basenie, w kinie, na ślubie i weselu, u dziadków, w szpitalu. Bez nadętego moralizowania dzieci dowiadują się, że współczesny rycerz to człowiek dobrze wychowany, który np. nie rozmawia w kinie, nie pluje popcornem, w kolejce do basenowej zjeżdżalni nie przepycha się, pomaga potrzebującym, a przy stole używa sztućców.


Książka podzielona jest na poszczególne rozdziały. Najpierw przedstawiona została historyjka obyczajowa z życia Marcela, w której poruszony został PROBLEM. Następnie obrazkowe podsumowanie z najważniejszymi zasadami savoir-vivre’u. Autorka odnosi się do przeszłości, następnie szuka odpowiedników w czasach teraźniejszych. Do tego są jeszcze kolorowe ilustracje pokazujące dzieci w różnych „rycerskich” sytuacjach. Ważne dla wzrokowców, którzy łatwiej zapamiętają zasady postępowania w połączeniu z obrazem. Mimo tego że temat „chłopięcy” polecam również dziewczynkom. Ot choćby dlatego, żeby wiedziały czego wymagać od prawdziwych super – facetów.


PS. Dla dziewczynek jakiś czas temu ukazała się książka „Damą być”.

Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

 

 

I doczekaliśmy się kartonów z Kicią Kocią. Grubaśne, sztywne, do wielokrotnego kartkowania, przeglądania tam i z powrotem i gaworzenia przy tym. Czyli jednym słowem – dzieci dostały to, co misie lubą najbardziej. W poręcznym formacie (170 mm x 170 mm – czyli ciutkę mniejsze niż tradycyjna dotychczasowa Kicia Kocia), kandydatka na ulubioną pierwszą lekturę.

Kicia Kicia – dla wielu dzieciaczków już kultowa seria, ukazywała się do tej pory na miękkich kartkach, z dłuższymi i trudniejszymi tekstami, problemami typowymi dla „starszej” grupy wiekowej. Najnowsza Kicia Kocia przeznaczona jest dla maluszków, stąd i inna tematyka: nocnikowa i proste czynności dnia codziennego jak malowanie obrazka, sprzątanie, jedzenie, przytulanie. Pojawiają się tak lubiane przez maluchy onomatopeje, które łatwo zapadają w pamięć, fajne do powtarzania.

Dodam jeszcze, że bohaterem nowej kartonowej serii jest przede wszystkim Nunuś – braciszek Kici Koci. Nunuś musi nauczyć się korzystać z nocnika. Ale zanim do tego dojdzie kotek wrzuca klocki do naczynia, wkłada  go sobie na łebek. Czy uda się Nunusiowi okiełznać nocnikowego potwora?

Żywe kolory, ważna tematyka, zabawa i rozwój – to tylko niektóre aspekty tych książek, które można czytać z najmłodszymi już od pierwszych miesięcy życia.

Wiek 0+

Wydawnictwo Media Rodzina  

 

 
1 , 2