Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 29 lipca 2012

Rozterka lekturowa. Pewnie znacie to uczucie przed wyjazdem na wakacje. Ilość miejsca ograniczona, czas wypełniony (planowanymi) atrakcjami – również. A jeśli pogoda dopisuje - to książkowy klops. Bo chce się pójść tam i tam, chce się siedzieć w nieskończoność w wodzie. Więc co zabrać, ile, i czy w ogóle dzieciarnia będzie miała czas i ochotę na słowo czytane? Gdzie by tam było miejsce na książki. A jednak…. Nam pogoda dopisała, dzieci szalały, biegały, pluskały się, grały w piłkę, a Latającego detektywa słuchały i tak z otwartymi buziami. Bo są takie książki, które wciągają bez litości do końca, dosłownie wchłaniają a nie pochłaniają, przenoszą tam, gdzie akurat rozgrywa się akcja. I można upajać się pięknem Pojezierza Drawskiego, gdzie akurat byliśmy, można korzystać z darów natury, których tam całe mnóstwo, a jednak w czasie lektury moje dzieci szybowały z Turem Sventonem na czarodziejskim dywanie nad Sztokholmem i Smalandią, a potem … przyznaję, musiałam się nieźle natrudzić, by je z tego dywanu zdjąć i postawić pewnie na ziemi. Przy dużej fali protestów z ich strony.

Główny bohater tej opowieści to detektyw, który nie narzeka na nadmiar zleceń. I kiedy pojawia się okazja złapania nieuchwytnego groźnego opryszka Wilhelma Łasicy i jego pomocnika, nie waha się ani chwili. Tym bardziej, że niebo i ziemia sprzyjają. Sventon właśnie nabył od Omara ze Wschodu czarodziejski latający dywan. I kto by pomyślał; przecież takie rzeczy to tylko w bajkach. A tu no proszę….

To znakomita powieść detektywistyczna, w której znajdziecie wszystko, co taki gatunek powinien reprezentować: wyrazisty bohater, nieoczekiwane zwroty akcji i oczywiście czarne charaktery. Książka trochę staroświecka, została wydana po raz pierwszy w 1948 roku w Szwecji. Ale to tylko dodaje jej uroku – nie ma tu przemocy i gadżetów współczesnego świata, nie ma pogoni za wymuszonymi atrakcjami i licznymi udziwnieniami, jakie często można spotkać we współczesnej literaturze dla dzieci. Jest trochę senna atmosfera szwedzkiej prowincji, jest dbałość o język. Dzieci muszą zmierzyć się z rzeczywistością, której na co dzień nie znają. Jak choćby prymus, na którym Sventon podczas lotów gotował. No i słynne psysie z bitą śmietaną (ptysie), których na naszych wakacjach jak na lekarstwo. W naszej gwarze poznańskiej to … wietrzniki, wymawiane oczywiście jako wieczniki. Nic to, wróciliśmy z wakacji, i zamierzamy w przyszłym tygodniu poszukać psysi u lokalnych cukierników. Jestem pewna, że i książka i słodkie cudowności, jak nic będą nam się kojarzyły z wakacjami Anno Domini 2012.

Latający detektyw ukazał się już jakiś czas temu w serii Mistrzowie ilustracji. Czarno - białe ilustracje Anny Kołakowskiej doskonale pasują do klimatu tej powieści.

W Szwecji ukazało się 8 części przygód detektywa. Zostały one sfilmowane w 1972 roku.

Dobra wiadomość dla tych, których zainteresowały przygody detektywa Sventona. Właśnie ukazał się Detektyw na pustyni. O nim wkrótce, bo po powrocie z wakacji książka już na nas czekała.

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry

piątek, 20 lipca 2012

Tym razem: plac zabaw. I choć dzieci dzięki książce poznają to miejsce, to Autorka porusza kilka innych ważnych zagadnień. Mianowicie: strach przed nieznajomymi i nieśmiałość. Kicia Kocia niechętnie przebywa tam, gdzie są dzieci, których nie zna. Po prostu unika takich miejsc, wręcz rezygnuje z zabawy. Do czasu, gdy sama spotyka chłopca – strachnisia. Antek źle słyszy i też lubi swoje towarzystwo. To dzięki niemu rezolutna kotka nabierze odwagi i pokona swoje lęki. I choć książka zachęca do tego, by odesłać strachy w siną dal, jest ona doskonałym pretekstem, by pomówić z dziećmi o uczuciach, jakie niesie ze sobą przebywanie w towarzystwie nieznajomych. Tutaj – dzieci. Warto zaznaczyć, że bać się to nie wstyd. W końcu strach towarzyszy i małym i dorosłym.

Jak zwykle Kicia Kocia nie zawodzi. Na pewno pomoże najmłodszym okiełznać otaczający je świat.

Jeśli ktoś polubił Kicię Kocię - to taka dodatkowa informacja: kotka również gotuje, gra w zespole muzycznym, bywa chora, chodzi na basen, chce w przyszłości zostać policjantką, poznaje strażaka i w czasie burzy odczuwa lęk. Cena książek - bardzo atrakcyjna:)

 

Wiek 2+

Wydawnictwo Media Rodzina

 



Małgorzata Gutowska - Adamczyk bardziej pewnie kojarzy się jako autorka książek dla dorosłych, zwłaszcza kultowej, trzytomowej Cukierni pod Amorem. Tytuł dla dzieci to dopiero niespodzianka. Opowieści pana Rożka jest lekturą nie tylko na lato. Choć sprzyja temu klimat tej książki. Pan Rożek jest sprzedawcą lodów, a jak lody – to wiadomo - wakacje. Robiąc zakupy u pana Rożka, można poprosić o lody o smaku … baśni. A wtedy zaczynają dziać się cuda. Jednak wbrew pozorom to nie typowa książka z baśniami. To iście filozoficzne opowieści o uczuciach, emocjach, z jakimi najmłodsi mają do czynienia każdego dnia, i z którymi czasem nie mogą sobie poradzić. Przez karty tej książki przewijają się smutek, pragnienie, nadzieja, poczucie winy, radość, strach, wolność, samotność, brak akceptacji. Książka ma różne światy i różnych bohaterów. Świat rzeczywisty to Maciek, jego rodzice i ich wyprawy na zielone osiedle. To właśnie tam rodzice chłopca kupili działkę na budowę nowego domu. Rodzina wkrótce opuści stare kąty, zostawi swoich znajomych przyjaciół i zacznie nowe życie. W związku z tym u chłopca pojawiają się różne negatywne uczucia: strach miesza się na początku ze złością. Liżąc lody o smaku baśni chłopiec poznaje różnych bohaterów, którzy mają problemy w swoim baśniowym życiu. Na ich przykładzie, Maciek poznaje bardziej siebie, lepiej rozumie swoich rodziców, zaczyna radzić sobie z negatywnymi uczuciami. Nie ma się co dziwić – my też musimy oswoić się z pewnymi informacjami. A co dopiero małe dziecko. Czasem starsi mówią: to dopiero dziecko i tak nie rozumie. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Przeprowadzka do innego miejsca, przyjście na świat nowego członka rodziny, poszukiwanie towarzyszy zabaw. Temu dzieci muszą nie raz stawić czoła. Ta książka może im pewne rzeczy zrozumieć. Opowieści pana Rożka mogą być pretekstem do ważnych rozmów z dzieckiem o życiu, zachowaniu, relacjach w rodzinie. Bardzo dobrze napisane, historie wciągają, można z nich wiele wynieść.

 

W książce znajdziecie ilustracje Wandy Orlińskiej.

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 19 lipca 2012

Pewnie, możecie mieć do mnie pretensje, że zamęczam Was biologią akurat we wakacje. Pewnie, że świeci słońce, na dworze ciepło i nikomu normalnemu o szkole myśleć nie wypada. Tymczasem ta książka to nie jest zwykły podręcznik. Można potraktować ją jako uzupełnienie wiedzy tej poznawanej akurat w szkolnej ławce, ale też jako samodzielną książkę, która pozwoli zainteresować dziecko tym, co je otacza. Bo nie można biologii oderwać od nas, ludzi. Koniec czerwca nie jest jednoznaczny z końcem... biologii. Że niby teraz o tym już nie myślimy. Właśnie wakacje to taki czas, gdy istnieje wspaniała możliwość zwrócenia uwagi najmłodszych na przyrodę, naturę. A tyle tu niespodzianek. Podsumowując – będzie trochę zaczepnie – ale wakacje i biologia to jedno – stąd taka lektura akurat w połowie lipca. A w książce na ponad 90 stronach znajdziecie fascynujące informacje o tym, czym jest życie, jak działa ludzkie ciało, jak radzą sobie rośliny, skąd się wzięło życie na ziemi i na czym ono polega. Nie ma tu długich i nudnych wykładów na dany temat. Autor wszystkie działy rozkłada na mnóstwo mniejszych zagadnień, które następnie zwięźle i przystępnie opisuje. Nie brak tu ciekawostek, domysłów i hipotez. Nauka to też nie żaden skostniały dziwoląg – pełno tu śmiesznych ilustracji, które czasem przypominają wręcz scenki z komiksu. I tak żółw woła: Finiszuję, a mama żyrafa mówi do małej córci: Pewnego dnia będziesz taka duża jak ja. To oczywiście tylko pewien chwyt, by zainteresować, kupić małego czytelnika. Pokazać mu, że biologia to nie nudziarstwo dla ukrytych w różnych laboratoriach bardzo ważnych naukowców. Znajdziecie w tej książce wiele konkretnych informacji na temat człowieka, zwierząt, roślin. Jak są sklasyfikowane organizmy, z czego są zbudowane organizmy żywe, jak wyglądają komórki tkanki, cóż to takiego komórki macierzyste, i jak wyglądają bakterie. Z pewnością wiele tych zagadnień jest za trudnych dla dzieci, stąd propozycja, by wiedzę traktować wybiórczo. Z mojego podwórka wiem, że na chwilę obecną na topie są – jak ja funkcjonuję – czyli jak słyszę, dlaczego raz coś smakuje gorzko, kwaśno a z kolei innym razem -  słodko; jak płynie krew, skąd się wziąłem. No i oczywiście cały świat dinozaurów. Tego nigdy za wiele. Ciekawie zostały przedstawione (w formie osi czasu) najciekawsze wydarzenia z historii rozwoju biologii – i to od najdawniejszych czasów. Na końcu książki Słowniczek z pojęciami i Indeks, który przyda się pomocny w poszukiwaniach. Książka ukazała się w bardzo ciekawej serii Centrum Edukacji Dziecięcej. Zwracam na nią uwagę. Na swojej półce mamy kilka wartościowych tytułów – jestem przekonana, że na pewno się przydadzą nam jeszcze nie raz.

Jeśli kogoś fascynuje nauka – może więcej odnaleźć w książce Wokół nauki. Ilustrowane kompendium.  Co ty wiesz o biologii to też jeden grubszy rozdział tamtej książki.

Wiek 8+

Wydawnictwo Publicat 



Książka ukazała się niedawno w serii Polscy pisarze dzieciom. Kogóż tu nie ma? Anna Onichimowska, Barbara Gawryluk, Beata Ostrowicka, Agnieszka Frączek, Renata Piątkowska, Barbara Stenka, Joanna Olech, Paweł Beręsewicz, Joanna Papuzińska, Barbara Ciwoniuk, Ewa Chotomski, Liljana Bardijewska i inni. Razem 23 odpowiadania i najróżniejsi bohaterowie: chomik, myszy, wrona, gęś, jeż, koń, żółw, szop pracz. Oczywiście najwięcej tekstów zostało poświęconych najpopularniejszym naszym przyjaciołom, czyli psom i kotom. Zwierzaki nadają sens życia mniejszym i starszym, przyczyniają się do ujęcia złodzieja, sprawiają, że ich właściciele nie mają czasu na nudę, mają zwariowane pomysły, psocą, figlują, niszczą, niosą radość. Czasem (podobnie jak w życiu) najwięksi przeciwnicy nowego domownika, stają się ich najlepszymi kompanami.  Bardzo wartościowa lektura, która uczy miłości do zwierząt, empatii, szacunku i zrozumienia. Pokazuje, że zwierzęta to nie zabawka, która, gdy tylko się znudzi, można odstawić na półkę lub wynieść na strych. To nauka obowiązków  praw. Lektura obowiązkowa na półce każdego dziecka.

Bardzo lubię podobne antologie – każdy tytuł to inny styl, język, forma, długość. Jedne teksty wzruszające, inne rozśmieszają do łez. Jedne bardzo realistyczne, czytelnik wręcz odczuwa, że coś takiego mogłoby się i jemu przydarzyć. Inne bajkowe. Czasem autorzy dopuszczają zwierzaki do głosu, wówczas poznajemy świat z perspektywy czworonogów. Co czują zwierzęta, co o nas myślą, jakie są ich ulubione zajęcia. W książce znajdziecie całe mnóstwo czworonogów (i nie tylko) oraz ich (czasem) skonfundowanych, ale jakże szczęśliwych właścicieli. A to za sprawą trzech ilustratorów: Magdaleny Kozieł – Nowak, Katarzyny Bajerowicz i Mikołaja Kamlera.

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura



środa, 18 lipca 2012

Bardzo przyjemna lektura dla najmłodszych – na dobry sen i nie tylko. Zabraliśmy ze sobą pod namiot i się sprawdziła: co dzień jedna historia o Smoku dla młodszego Mikołaja (4,5), potem lekturowe szaleństwa dla starszego Tomka. Choć ten drugi (7,5) też słuchał zainteresowany. Bo odwiedzić krainę zamieszkałą przez smoki i inne stwory to jest dopiero coś. W Drakosławicach mieszka trzyletni smok Marianek ze swoimi rodzicami. Czas upływa mu na zabawie z przyjaciółmi: żółwiem Szybkim Dżonym, pająkiem (ot tak po prostu), krokodylem Wieśkiem i jaszczurką Lucyną. Książka porusza ważne dla maluchów zagadnienia: relacje z rodzicami, przyjaźń, jedzenie, akceptację, miłość, brak pewnych umiejętności, nieśmiałość, zachowanie w sklepie i na co dzień i wiele innych. Na przykładzie przygód Marianka i jego paczki, maluchy oswajają świat. Bardzo podobał nam się rozdział o dziękowaniu. Wszystko zostało tak klarownie  wyjaśnione – dlaczego mówi się dziękuję po jedzeniu. Od tego momentu moje dzieci, nawet podczas wakacyjnego piknikowania, wstając z koca nie zapominają podziękować. Proste historie, napisane przystępnym językiem. Spodobały mi się dwa pomysły Autorki. Pierwszy to wprowadzanie trudniejszych słów do tekstu, które zaraz zostają wytłumaczone za pomocą wprowadzenia: to znaczy. Drugi – to przemycanie zdrowego stylu życia zwłaszcza w kwestii odżywiania. Dzieci robią wielkie oczy na wieść o tym, że Marianek kocha najbardziej na świecie i brukselkę i naleśniki ze szpinakiem. Można potem w kuchni poeksperymentować. Kto wie, może Smoczek przekona nasze dzieci do rozkoszowania się zielonymi specjałami. Osobna historia tej książki to ilustracje Andrzeja Mleczki. Charakterystyczna kreska i kolory. Na pewno się spodoba:)

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

 



poniedziałek, 16 lipca 2012

Gelsomino jest obecnie już dojrzałym mężczyzną. Świetnym śpiewakiem światowej sławy. Jego głos jest jak balsam dla duszy i serca dla słuchaczy. To jego głos sprawił, że powstała ta książka. Bowiem głos od najmłodszych lat sprawiał Gelsominowi straszne problemy. Nie był zwykłym chłopcem, oj nie. Jego głos miał siłę, która sprawiała że sąsiedzi wyskakiwali wystraszeni nagłą pobudką ze swoich łóżek w samym środku nocy, tablica w klasie rozlatywała się na tysiące drobnych kawałków, a piłka podczas meczu sama wpadała do bramki. Owoce za sprawą Gelsomina dojrzewały szybciej i spadały z drzew. Chłopiec potrafił wzniecić też wichurę, która powodowała, że ludziom spadały kapelusze i peruki z głów. Aż pewnego dnia chłopiec dotarł do dziwacznej krainy, rządzonej przez straszliwego króla Giacomone, niegdysiejszego pirata, który był postrachem mórz i oceanów. Otóż pirat ów oraz cała jego zgraja kolesiów – zawładnęła Krainą, do tej pory cieszącą się dobrą sławą i szczęśliwymi chwilami. A dla ukrycia swych zbrodni król ów zmienił prawo. Cóż ja piszę – wywrócił je do góry nogami – kazał zmienić znaczenie słów. I tak pirat miało oznaczać – uczciwy człowiek. To co do tej pory było dobre, stało się złe. I na odwrót. W kraju, żeby móc spać spokojnie, trzeba było kłamać jak z nut. Prawdomówność była surowo karana. Kraina Kłamczuchów to taki przykład krainy, gdzie rządzi dyktator i totalitaryzm. To doskonała okazja, by z dziećmi poruszyć masę ważnych zagadnień. Można trochę nawiązać delikatnie już do historii. Myślę, że przykładów nie trzeba szukać daleko. Gelsomino to przykład opozycjonisty, który pokazał ludziom, jak smakuje wolność działania, myśli, słowa. Ta książka to też piękny przykład, że piosenka ma wielką siłę, jest niebezpieczna dla systemu i że potrafi skruszyć …..mury i całe złe królestwo.

Kolejna książka Rodariego, która powinna się Wam spodobać. Lekko napisana, z fantazją, humorem. To piękny tekst o przyjaźni, o tym, że warto być wiernym sobie i swoim wartościom. Jest tu plejada niezwykle barwnych i zapadających w pamięć bohaterów – Zoppino, kotek o trzech łapkach, dziewięcioletni staruszek Benwenuto – Nieusiądźaninachwilę, malarz Bananito, ciotka Panocchia kochająca koty nad życie.

A kto lubi sobie podśpiewywać pod nosem – na końcu znajdzie Piosenki Gelsomina.

Pamiętam stare wydanie i ilustracje Szancera. I mimo że te tutaj, Doroty Łoskot – Cichockiej, bardzo współczesne,  też mi się podobają, gdzieś górę bierze sentyment z dawnych lat. Nic na to nie poradzę. Bardzo polecam – do włoskiej kolekcji, obok: Bajek przez telefon i Niewidzialnego Tonina. To prawdziwy skarb. Po pierwsze klasyka. Po drugie – przy takim zalewie literatury anglo – amerykańskiej, człowiek tęskni za książkami z innych stron świata (dzięki Bonie mamy też literaturę niemiecką i fińską)

Aż się ciśnie na usta pytanie: czy w Bułgarii, Czechach,  Rosji, na Słowacji nikt nie pisze wartościowych książek dla dzieci? To byłoby dopiero coś. Pierwsza wyciągam ręce. A za Włochy naprawdę wielkie dzięki.

 

 

Wiek 7+

Wydawnictwo Bona



piątek, 13 lipca 2012

Ta książka sprawi, że zupełnie inaczej spojrzycie na rzeczy codziennego użytku. Na klucze, kran, młynek do kawy, szklanki, spodek, łyżki, sitko, łyżkę cedzakową, stolnicę, wałek, tarkę, korkociąg, lodówkę, szczotki, odkurzacz, deskę do prasowania, fotel na biegunach, słomiankę do butów. Otaczają nas w życiu codziennym, prawda? Niektóre z nich rzadziej. Wałek i stolnica kiedyś były używane przez moją babkę co chwila – a to makaron, a to placek kruchy z owocami. Dziś – ja to robię od wielkiego święta. Rzadko też ktoś mieli kawę sam. Autorka tchnęła w te wszystkie przedmioty duszę – opowiada o nich wręcz niestworzone historie, często dopuszcza je do głosu. Po tej lekturze dzieci na pewno zaczną szukać księżniczki uwięzionej w zamku w drzwiach, liliowego koloru w wodzie puszczonej do umywalki, sprawdzą, czy aby dyszący czajnik – fiu fiu, nie odjechał w siną dal. Może posprzeczają się ze spodkiem, czyje jest znów na wierzchu, a z łyżkami - która z nich lepiej maszeruje na świecie, przystawią ucho do szczotki i posłuchają jak śpiewa. Szklanki pękają tu ze śmiechu, a tarka uciera nosa zarozumiałej marchewce. W krótkie opowieści zostały wplecione krótkie wierszyki. Jest czasem bardzo śmiesznie – uśmiech podczas lektury – gwarantowany. Wielka jest wyobraźnia pani Wandy Chotomskiej. Pokazuje, że życie to poezja, a wiersz i opowieść mogą być o wszystkim. Trochę przypomina mi to baśnie Andersena. Baśniopisarz też pisał o przedmiotach codziennego użytku: imbryku, kufrze podróżnym, kołnierzyku, świecy.

W książce znajdziecie mnóstwo kolorowych ilustracji Magdaleny Koziel – Nowak.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Literatura



czwartek, 12 lipca 2012



Wróciliśmy z Tomkiem z biblioteki z Małomównym i rodziną. Pamiętam, jak przed laty ta książka mi się szalenie podobała. Na pewno była czytana we wakacje na kocu rozłożonym pod moim drzewem czereśniowym (Kaśka miała swoje:) Świetnie wpisywała się w ten beztroski klimat - wolne od szkoły, mało obowiązków, prawie czarne olbrzymie czereśnie nad głową. Jednak to podobanie się jest jedynym wspomnieniem z tej lektury. Ani nie pamiętałam bohaterów, ani miejsca. W głowie miałam tylko zakodowane: kryminał dla dzieci. Wielką radość sprawia mi czytanie dziecku książki mojego dzieciństwa, ale też podglądanie jego emocji i reakcji. A te są bardzo widoczne w takim ot choćby – Mama, jeszcze! Bo znów mamy fajny klimat: zbliżają się nasze wakacje, dni są długie, czasem robota stoi (porządki i ogród), a my sobie siadamy na sofie i czytamy.

Mama Ptaszkowska, wdowa z trójką dzieci (dwójka chłopców 14 i 13, dziewczynka – 6) ledwie wiąże koniec końcem w wielkim mieście. Kiedy pojawia się perspektywa zamieszkania na prowincji, dużo łatwiejszego i tańszego życia – nie zastanawia się długo. Zaraz na początku wakacji cała czwórka z ukochaną babcią pojawia się Śmietankowie, gdzie mama ma objąć posadę bibliotekarki. Tylko, że ktoś włamuje się do starego domu, gdzie dopiero co zamieszkali, a ludzie wokoło plotkują o jakimś skarbie. Książka Musierowicz (ja czytałam inne wydanie), po latach dopracowana przez Autorkę,  to doskonała pozycja na wakacje. Podczas lektury lato dosłownie włazi do naszego domu. Słychać ryczenie krowy, gdakanie Małomównego (???), cykanie świerszczy, smakuje mleko, które przynosi nowym Stefek Adamski. Dużo się dzieje, dzieciaki rozkoszują się latem, jest tajemnica do odkrycia. Ciekawostką jest, że Małomówny i rodzina to pierwsza książka w dorobku Małgorzaty Musierowicz. I mimo, że Ptaszkowscy nie mają nic wspólnego z kultowym już cyklem Jeżycjady, to w charakterach bohaterów widać pewne cechy, których można doszukać się w postaciach z tego cyklu. Przede wszystkim miłość do książek i cytaty z literatury, którymi akurat tutaj Edmund vel Munio rzuca jak Krasicki bajkami z rękawa. Fiu fiu – wychować sobie taaaaaakiego czternastolatka – to dopiero sztuka. Zaimponował mi. Mickiewicz i Szekspir w jednym palcu. Bardzo przyjemna lektura na lato.

 

Wiek 7+

Wydawnictwo Akapit Press



środa, 11 lipca 2012

Chciałabym zapoczątkować kolejny cykl na mojej stronie - Bzik książkowy. Czytając różne książki natrafiam niekiedy na fascynujące fragmenty, które traktują właśnie o ... fascynacji książkami. Postaram się co ciekawsze wybierać i cytować.Może kogoś zainspirują do dalszej lektury:)

Dziś - na początek Podwójna rola Jacqueline Wilson

(…) Chociaż wydaje mi się, że nasza rodzina nie zalicza się do tych normalnych, o których czyta się w książkach. Bo my czytamy mnóstwo książek. Najgorszy jest Tata. Bez przerwy kupuje książki – nie tylko nowe, znosi też sterty zakurzonych tomideł z kiermaszy, z wyprzedaży i sklepów Oxfam z używanymi rzeczami. Brakuje nam już półek. Brakuje nam nawet podłogi. Wszędzie, w każdym pokoju, piętrzą się stosy książek, które trzeba obchodzić zygzakiem, bardzo ostrożnie, żeby nie spowodować trzęsienia literatury. Kto choć raz w życiu zaznał na własnym grzbiecie lawiny pięćdziesięciu czy stu tomów w bardzo twardej oprawie, ten wie, że jest to coś, czego należy się wystrzegać za wszelką cenę. A na pięterku stoją wielkie pudła z książkami, których Tata nawet jeszcze dobrze nie przejrzał. Czasami trzeba po nich przełazić górą, żeby się dostać do jakiegoś ważnego miejsca, na przykład do łazienki.

Babcia stale marudzi, że podłoga nie wytrzyma takiego ciężaru. Faktycznie, trochę trzeszczy. Tata się wtedy odrobinę peszy, przyznaje, że to już przesada, a czasami, kiedy brakuje forsy, wynosi parę pudeł na sprzedaż do antykwariatu. Wszystko sprzedaje, oczywiście – ale prawie zawsze wraca z nową paką książkowych okazji, którym nie umiał się oprzeć.

Wtedy Babcia znów urządza drakę i Tata się obraża, ale wystarczy, że przyniesie Babci większy zapas romansideł z prywatnej wyprzedaży, a ona zaraz mięknie. Babia lubi usiąść sobie w swoim fotelu, podłożyć pod plecy mnóstwo uklepanych poduszek, oprzeć swoje małe nóżki na pufie, umieścić w zasięgu ręki pudełko mlecznych czekoladek Cadbury, a na kolanach – soczysty romans. Te romanse są nieraz bardzo nieprzyzwoite, więc kiedy Babcia zauważy, że podczytujemy jej przez ramię, zawsze nas odgania, żebyśmy się przypadkiem nie dowiedziały czegoś, czego nie powinnyśmy wiedzieć. Ha,ha. My to wiemy już od dawna.

Tata też czyta duże, grube książki, ale nie współczesne, tylko same klasyczne – takie, które napisali Charles Dickens i Thomas Hardy. Czasem zaglądamy do tych Taty książek, ale z Dickensa nie rozumiemy ani kęsa, a Hardy jest dla nas o wiele za hardy. Ale Tacie się podobają. Tata lubi też przygodowe książki dla chłopców – wyłącznie staroświeckie, w których chłopcy noszą krótkie spodenki i mówią do siebie jak głupki: „słuchaj no, stary koniu”, albo „sztama”, albo „klawo”.

Garnet też lubi stare książki – Małe kobietki, Co zrobiła Katy, no i oczywiście wszystkie powieści Nesbit. Czyta też książki o bliźniakach. Na przykład Bliźniaczki od Świętej Klary. Albo Bliźnięta ze słodkiej Doliny, wszystkie części. Ja też je znam, bo czytają się łatwo i szybko. Ale moje ulubione lektury to prawdziwe historie o sławnych ludziach. O aktorach i aktorkach. Przeskakuję wszystkie nudne fragmenty i czytam tylko te najlepsze kawałki, kiedy oni już występują w telewizji, kręcą filmy i trafiają na pierwsze strony gazet w blasku sławy.

Cytat pochodzi z książki Podwójna rola, przekład Joanna Kozak, ilustracje: Nick Sharratt, Sue Heap, wyd. Media Rodzina 2002, str. 9- 12



To kolejna książka wydawnictwa Skrzat z serii "bajki zasypiajki”.


Dawno temu w Słonecznym Królestwie, którego bram strzeże Smok Pomarańczowy, na świat przychodzi długo oczekiwana królewska córka o imieniu -Mirabelka, Słonecznikowa Dziewczynka. Wszyscy mieszkańcy tego królestwa noszą imiona przepięknych kwiatów. Ludzie są szczęśliwi, żyją w harmonii ze wszystkim dookoła. I jak to w każdej bajce bywa: Dobro przeplata się ze Złem. Słoneczne Królestwo sąsiaduje z Ciemnym Królestwem, gdzie panuje dość nieprzyjemny osobnik – Robotron. To za jego sprawką, dzień przed 16 - tymi urodzinami Mirabelki, porwano dziewczynę, aby wydać  ją za mąż za Szarugę - brzydkiego syna Króla Smutku i Królowej Ciemności. Mirabelka,  pomimo że wychowana w pałacu, dzielnie radzi sobie z problemami i robi wszystko, aby wrócić do zasmuconych  rodziców. Pomaga również pozbyć się Robotrona, aby u północnych sąsiadów znów zaświeciło słońce, zakwitły kwiaty, a na twarze mieszkańców powrócił rumieniec i uśmiech. Wydarzy się coś więcej, ale nie zdradzę wszystkiego...

Sympatyczna książka dla małych dzieci, z piosenkami, nutami. Nie przemawiają do mnie jednak ilustracje. Natrafiłam na te, które przed laty przygotowała Wanda Orlińska. Można je zobaczyć na blogu: To dla pamięci

Wiek 5+

Wydawnictwo Skrzat



(edycja dwutomowa)

Czym  jest Narnia, dowiadujemy się zaraz na początku cyklu, kiedy to Łucja stoi w zaśnieżonym krajobrazie i spotyka fauna Tumnusa. To on podaje krótką definicję tego baśniowego i tajemniczego miejsca. Wraz z poznawaniem kolejnych tomów Opowieści zaczynamy zdawać sobie jednak sprawę z tego, jak trudno ubrać Narnię w jakąkolwiek definicję. Bo dla każdego Narnia jest czymś innym. Przytoczę zatem słowa Tumnusa, które sprowadzają się tylko i wyłącznie do wymiaru geograficznego.

Wszystko, co leży między Latarnią a wielkim zamkiem Ker – Paravelem nad wschodnim morzem – wszystko to należy do Narnii.  

Bo Narnia to też baśń, to miejsce gdzie toczy się walka Dobra ze Złem. Narnia to kraina, której królem jest wielki Aslan. To kraina, której zagrażają różne niebezpieczeństwa. Wówczas na ratunek spieszy … czwórka rodzeństwa: Łucja, Zuzanna, Edmund i Piotr - Synowie i Córki Adama i Ewy. Narnia to kraina zamieszkała przez najróżniejsze baśniowe postacie: fauny, gadające bobry, odważne myszy. Narnia to też miejsce, gdzie tyle odniesień do innych światów.

A wszystko zaczyna się pewne popołudnie. Czwórka rodzeństwa  zostaje na czas strasznej wojny wyekspediowana przez troskliwych rodziców na spokojniejszą angielską wieś. Podczas zabawy w chowanego mała Łucja odkrywa, że stara szafa to tak naprawdę przejście do świata, o jakim się nikomu nie śniło.

Opowieści z  Narnii można czytać w różnoraki sposób. Mogą być traktowane jako przygodowe książki dla dzieci. A może raczej baśnie? Mogą to być tylko i wyłącznie książki fantasy. W końcu - może to być głębokie nawiązanie do chrześcijańskiego świata. Na tym polega też jej uniwersalność, bowiem każda grupa wiekowa znajdzie tutaj coś dla siebie – inaczej ją odbierze, zinterpretuje. Dla jednych to tylko przygody, dla innych nawiązanie do Pisma Świętego. Jedne ślady łatwiej zinterpretować, inne są czytelne tylko i wyłącznie dla teologów i filozofów. Zresztą można czytać Narnię na swój własny sposób, można odrzucić wszystkie około-narnijskie książki, które pojawiły się jak grzyby po deszczu, które każą interpretować lekturę w taki a nie inny sposób. Zresztą - książka z dzieciństwa na pewno będzie inaczej odebrana w wieku dojrzałym. Bo na czytanie Narnii wpływają nie tylko nasze oczekiwania, ale też bagaż doświadczeń, jaki ze sobą niesiemy. Z biegiem czasu coraz bardziej naznaczony – przez stratę i smutek, wzloty i upadki, miłość, dzieci, rodzinę bądź jej brak, karierę, kontakty z najbliższymi i przypadkowo napotkanymi ludźmi, przez radości i chwile szczęścia. Tak w życiu społecznym, prywatnym jak i duchowym. To co kiedyś było tylko przygodą Edmunda i Łucji,  za lat kilka może wzruszyć do łez, stać się punktem wyjścia do dłuższej wieczornej refleksji. Opowieści Lewisa czyta się/ słucha się jak zaczarowanym. Zapomina się o tym, co dzieje się dookoła. O kłopotach, smutkach. Przenosi się do innej krainy, widzi się wszystko swoimi oczami. Książka ma na pewno smak przygody. Są czarownice, czarodzieje, dzielni wojownicy, stwory, które trzeba sobie wyobrazić, bo brak ich odpowiedników w naszym świecie, są w końcu przedmioty o czarodziejskich właściwościach.

Poszukałam w Internecie również informacji na temat ilustratorki. Pauline Baynes (1922 – 2008). W czasie II Wojny Światowej pracowała jako ochotnik w Ministerstwie Obrony w …dziale kartograficznym.  To tam nabyła umiejętności sporządzania planów i map, które następnie przydały jej się przy ilustracjach do Narnii Levisa i Śródziemia Tolkiena.

Kolejność czytania dzieli fanów Narnii. Gdy wgłębiłam się w temat, okazało się, jak różne są opinie na ten temat: jedni proponują czytać cykl według kolejności wydania (tak jest w omawianym przypadku), inni – według kolejności chronologicznej jeszcze trzecia grupa proponuje według kolejności pisania.

Lew, czarownica i stara szafa

Książę Kaspian

Podróż „Wędrowca do świtu”

Srebrne krzesło

Kon i jego chłopiec

Siostrzeniec Czarodzieja

Ostatnia bitwa

 

Na temat Narnii napisano mnóstwo artykułów, książek. Doczekała się wnikliwej analizy również na stronie Wikipedii. Budziła i nadal budzi emocje. I to się chyba nie zmieni. Jest tak wiele pytań, na które brak odpowiedzi. Na pewno warto sięgnąć po Narnię dla niej samej. Bez tych wszystkich dodatków, które mnie samej pewnie popsułyby radość czytania. Na pewno Narnia zyskała na popularności dzięki filmowej wersji. Jeśli kogoś ta zainteresowała – dobra wiadomość. Cały cykl jest dużo dłuższy. Zostało jeszcze wiele do odkrycia. Są wakacje – zapraszam do lektury.

Dwutomowe wydanie  (t.1 – 472 str., t.2 – 608 str.) zawiera siedem odrębnych Opowieści. To lektura na dłuższy czas. Wszystko zapakowane w eleganckim pudełku, z mnóstwem ilustracji. Na każdej stronie tekst podany w ramce z ozdobnikami. Na pewno cieszy to oko podczas czytania.

 "Opowieści z Narnii" znajdują się na Złotej Liście Książek polecanych do czytania dzieciom przez Fundację ABC XXI Cała Polska czyta dzieciom.

Wiek 8+

Wydawnictwo Media Rodzina



poniedziałek, 09 lipca 2012

Myślę, że do serii Świat w obrazkach nikogo przekonywać nie muszę. Króluje na półkach moich znajomych posiadających małe dzieci. A czego tutaj nie ma: góry, dinozaury, zwierzęta, wieś, zawody, miasto, opowieści biblijne, las, przyroda, konie nawet …smoki. Tym razem książka wprowadza najmłodszych do świata muzyki. Lektura zachęca do zabawy dźwiękami: do ich obserwacji, wytwarzania, naśladowania. Dzieci poznają tajniki procesu słuchania i wydobywania głosu. Pojawia się takie tajemnicze hasło jak  „Tembr głosu”. Następnie dział Zapis muzyczny. Tempo, zabawa z tempem, rytm, nuty, długość dźwięków, pięciolinia, klucze. Znaleźliśmy tu informacje na temat różnych urządzeń, przy pomocy których można było zapisać bądź odtworzyć dźwięki: fonograf, gramofon i adapter. Szczególnie ciekawym okazał się dział: „Instrumenty muzyczne”, w którym oprócz znanych już instrumentów, są takie, które można zrobić samemu: piszczałka z trawy, grająca drabinka z patyczków, grzechotka na desce, marakas z papieru, zaklinacz deszczu, melodyjny wiatraczek, tamburyna do pocierania, trójkąt muzyczny czy balon grzechotka. Książka zachęca do prób instrumentalnych – można wziąć bezpłatnie pierwszą lekcję gry na flecie, perkusji, trąbce, skrzypcach, gitarze, pianinie. Rozrysowano całą orkiestrę symfoniczną, pokazano jak pracuje dyrygent. Ostatni dział: to Znani kompozytorzy: Bach, Händel, Haydn, Mozart, Beethoven, Schubert, Chopin, Schumann, Liszt, Brahms, Czajkowski, Debussy, Ravel. Przewodnik po muzyce zachęca do odsłuchania wybranych utworów muzyczny. Kiedy czytałam z dziećmi tę książkę, cały czas chodziło mi po głowie, że świetnym pomysłem byłoby dołączenie płyty z wymienionymi utworami. Książka bardzo bogato ilustrowana, proste teksty, mnóstwo informacji na 127 stronach.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Olesiejuk



Dzieci bardzo interesuje świat wokół nich. Zadają mnóstwo pytań. Polecam spacer z najmłodszymi – pytaniom nie ma końca. Przyznaję, na wiele z nich sama nie znam odpowiedzi.

Samo pojęcie ekologia, choć brzmi bardzo mądrze i poważnie, dotyczy wielu aspektów naszego życia codziennego, z którymi warto zaznajamiać dzieci już od najmłodszych lat. Przykładów nie trzeba szukać daleko: wystarczy po zakupach zwrócić uwagę na kwestę ilości opakowań, które muszą opuścić nasze domostwo, zmiany klimatyczne, energię odnawialną (z pokoju moich dzieci mamy widok na wiatraki), rozsądną konsumpcję dóbr doczesnych czy hałas. Książka podzielona jest na różne około-ekologiczne rozdziały, a te z kolei traktują dane zagadnienie bardziej szczegółowo. W formie pytań i odpowiedzi badany jest problem samego zagadnienia ekologii, cyklów życia, wpływu człowieka na środowisko, zanieczyszczenia powietrza, efektu cieplarnianego, powłoki ozonowej, zaburzeń klimatycznych, skażenia wody, rzek, jezior i stawów, oceanów, niszczenia gleby, wylesiania, pustynnienia terenów, rolnictwa, ekologicznego ogrodu, przemysłu, ekologicznej jazdy i innych. Dzieci nagle uzmysławiają sobie, jak wiele zależy od nas samych. Bo przecież, gdy w naszym domu zaczynamy zwracać uwagę na wiele aspektów – rezygnację  z toreb foliowych, segregowanie śmieci, dni wolne od samochodu, minimalizację hałasu – to jest to już mała cegiełka, która przyczynia się do dbałości o nasze środowisko. Każde zagadnienie, z wyjątkami (szersze tematy: jak „Rolnictwo”) jest omówione na kolejnych rozkładówkach. Znajdziecie tu odpowiedzi na wiele nurtujących pytań, różne ciekawostki, wiele ilustracji, porady („Jak właściwie myć ręce”) i doświadczenia ( „Jak pobyć jaszczurką”).

 

Wiek 6+

Wydawnictwo Olesiejuk



Jeśli macie w domu dziecko z zacięciem pisarskim, z marzeniami o Nagrodzie Nobla w dziedzinie literatury, podsuńcie mu tę książkę. Napisały ją Anne Mazer i Ellen Potter, dwie autorki książek dla dzieci i młodzieży, które postanowiły podzielić się swoimi refleksjami i doświadczeniami. Bo …pisania można się nauczyć. W USA bardzo popularne są kursy twórczego pisania, które pomogły niejednemu (niby) zjadaczowi chleba odkryć swoją nową życiową pasję. Nie raz czytamy o kimś – że był pielęgniarką, kierowcą taksówki, kelnerką - a po kursie kreatywnego pisania napisał bestseller i został milionerem. Ale żarty na bok. Na pewno trzeba mieć mimo wszystko to coś – trzeba lubić klawiaturę, pióro i kartkę papieru. I trzeba mieć w sobie zacięcie , marzenia – chcę NAPISAĆ książkę. Trzeba mieć takie pragnienie. Tyle że młodym ludziom (i nie tylko) czasem wydaje się, że napisanie książki, to bariera, której nie są w stanie przekroczyć. Czekają na natchnienie, jak na biblijną mannę z nieba, a tymczasem trzeba pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Rozpisywać się i czekać na natchnienie, które w końcu przecież nadejdzie. Bardzo spodobał mi się styl tej książki – na luzie, niesztampowy, coś w rodzaju pogawędek przy herbatce. Obie panie potraktowały swoich potencjalnych czytelników, jak młodszych kolegów i koleżanki, którym udzielają przyjacielskich rad. Nie są nadętymi, noszącymi głowę wysoko w chmurach pisarkami, które wszystko wiedzą lepiej. Co rusz same przyznają się do błędów, piszą o gafach, wspominają czasy, kiedy to ich pisanie faktycznie bardziej przypominało chlapanie atramentem aniżeli powstawanie literatury. Każą bawić się językiem, proponują bacznie obserwować rzeczywistość, wyprawę w głąb siebie, swoich doświadczeń, wspomnień. Książka - bardzo amerykańska i bardzo na swój sposób i odważna i dodająca odwagi. Myślę, że taką książkę mogły napisać tylko… Amerykanki. Pewnie znacie małych Amerykanów – pewni siebie, pewni swego talentu i wartości (nawet jeśli takowe istnieją w minimalnych ilościach). Tutaj autorki zagrzewają przyszłych potencjalnych do walki o swoje miejsce w panteonie tuzów literatury – piszą co rusz – Śmiało!, zagrzewają do działań, podpowiadają, wręcz pchają w objęcia literatury. Nie sposób im się oprzeć. Nie sposób po takiej lekturze nie zacząć pisać. Nawet jeśli czytelnika tej książki nie zobaczymy w przyszłości wśród wielkich tego świata, to na pewno lektura zachęci do tego – by pisać. Bo pisanie, zabawa słowem to wielka przygoda i przyjemność. A wtedy każdy nowy temat pracy języka polskiego nie będzie czymś nie do pokonania. Będzie wyzwaniem, któremu można sprostać. Będzie kolejnym odkrywaniem i siebie i języka, w którym drzemie wielka siła, piękno i potencjał. Zresztą …kto wie…..:)

W książce m.in. rozdziały: jak zacząć, imiona bohaterów, fabuła, głos narratora, sceneria budowanie napięcia, pisanie dialogów, opisy, poprawianie, sam proces pisania, pisarskie nawyki, tożsamość pisarska, krytyka i pisarska dola.

 

Wiek 10+

 Wydawnictwo Bukowy Las

 



Bardzo chciałam przeczytać tę książkę. Przeszukałam wszystkie okoliczne biblioteki. Czatowałam na aukcjach, ale przyznam szczerze, że cena tej książki najzwyczajniej w świecie …szokowała. Pomyślałam sobie – poczekam, przecież w końcu ktoś ją wyda. I wydał – ku mojej radości. Jak przez mgłę pamiętam serial. Nie mogę sobie nawet przypomnieć twarzy młodziutkiej Giny. To raczej zaleta. Kiedyś wyludniały się ulice mojego miasteczka, jak wiadomo było, że będzie o pensji Matuli. W czasie obchodów Dnia Ucznia żeńskie klasy tłumnie przebierały się za wychowanki kalwińskiej pensji. W dodatku temperaturę rozgrzały bardzo zachęcające recenzje na blogach, pewna aura tajemniczości – że niedostępna, że droga, że w ogóle nie do zdobycia. To już wystarczyło, by Tajemnica znalazła się na liście książek pożądanych. Czyta się naprawdę wybornie. Niby książka dla młodzieży, ale pisana jednak inaczej, niż jest powszechnie przyjęte. Dobra literatura, opisy, które nie są zbędne i które absolutnie nie nużą. Wszystko poukładane, na swoim miejscu. Dla mnie najwartościowsze – tło historyczne i obyczajowe. Węgry za czasów II wojny światowej, ale wcale nie w szerokim spektrum. Zaledwie mały wycinek – świat skryty za murami klasztoru i mała miejscowość, jakaś pipidówka, w której mieszkańcy koegzystują z takim dziwolągiem, jakim również na owe czasy jest pensja Biskupa Matuli. Bo to placówka specyficzna. Nie można inaczej powiedzieć. Panują w niej rygor i dyscyplina. Wychowanki muszą odpowiadać w ustalony odgórny sposób starszym, ubierać się na jedną modłę, czesać również, wprowadzono surowy zakaz posiadania osobistych rzeczy. Wszystko równe, takie same. W jednolitej fryzurze trudno rozpoznać twarze. Nawet szczoteczka – dla wszystkich ascetyczny jednolity biały model, przypomina o ustalonym porządku. Ma być schludnie, ubogo. I trzeba się uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć. Do takie świata trafia czternastoletnia Gina. Prosto ze stolicy, gdzie do tej pory żyła w dostatnim świecie. Jej życie sprowadzało się do ploteczek, zabaw i prywatek u ciotki. Nic dziwnego, że Gina przeżywa szok, z początku się buntuje, wręcz nienawidzi ojca za taką i nie inną decyzję. Jednak z biegiem czasu dociera do dziewczyny, że ojciec – wysoko postawiony wojskowy, w ten sposób chce uchronić córkę przed grożącym jej śmiertelnym niebezpieczeństwem. W klasztorze jest też ktoś, kto nad nią czuwa. Ale niczego więcej nie zdradzę, by nie popsuć Wam przyjemności czytania tej książki.

Można podsunąć młodzieży, która lubi ambitniejszą literaturę:)

Wiek 14+

Wydawnictwo Bona

 



niedziela, 08 lipca 2012

Kolejna, już szósta, część o krowie innej niż wszystkie. Bowiem Mama Mu jest tylko jedna jedyna taka na świecie. Inne krowy pasą się na łąkach i przeżuwają świat takim jakim jest, natomiast nasza Mama Mu chce od życia czegoś więcej. To takie rogate, czteronożne wydanie myśliciela – filozofa z wymionami. Kto już czytał inne części tej serii – wie o czym mówię. Tym razem Mamę Mu pochłonęło czytanie. Na nic (jak zwykle zresztą) zdały się uporczywe uwagi Pana Wrony: Krowy nie umieją czytać. Krowom NIE WOLNO czytać! Krowy mają siedzieć u siebie w oborze! Kra!

Tyle że Mama Mu, mimo swego wieku, zachowała w sobie duszę dziecka – ma marzenia, ciągle chce poznawać świat, chce doświadczać czegoś nowego – i im bardziej czegoś nie wolno – tym bardziej …TRZEBA!

Śmieszny tekst, fantastyczne wielkie ilustracje Svena Nordqvista, także ciekawe informacje na temat koloru mleka i żołądka krowy. W końcu spektakularne zderzenie dwóch skrajnie różnych charakterów. Ciekawe kto Wam się bardziej spodoba? Teraz czekamy na kolejną część przygód o Mamie Mu.

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki



środa, 04 lipca 2012

A w niej moje recenzje książek dla dzieci:) Zapraszam do lektury!

wtorek, 03 lipca 2012

Cóż za wymowny tytuł: Mam czas dla dziecka. Z jednej strony można zapytać: Czy to możliwe, że mając dziecko, dzieci - nie ma się jednocześnie dla niego/ dla nich czasu? Z drugiej – właśnie dziś, gdy człowiek goni sam już nie wie za czym, pilnuje pracy, bo wiadomo, że o nią trudno, nadgania zaległości w domu, co chwila wyjeżdża na „bardzo ważne” konferencje i szkolenia, bo przecież nie można powiedzieć szefowi – „nie”, że niby mąż, że dom, a przede wszystkim dzieci - skubie się tego czasu dla wszystkiego i wszystkich po trochu….a jednak. Autorka uzmysławia, że pewnych rzeczy w przyszłości nie da się nadrobić, a jeśli nawet z różnych przyczyn tego czasu dla dziecka nie ma dużo, trzeba się postarać wykorzystywać go najefektywniej – w myśl zasady, że nie liczy się ilość, ale jakość. Nie ma w tej książce żadnej nachalności, jaką niekiedy daje się odczuć w różnego rodzaju poradnikach. Jest za to przystępnie przedstawiona analiza pedagogiki Rudolfa Steinera, z którą można się zgadzać bądź nie. I są bardzo budujące wartościowe pomysły na to jak czas z dzieckiem spędzać. Książka trochę nie nasze czasy. Bo co niektórych może zaszokować jej zawartość. Dziś, gdy półki sklepów uginają się od najróżniejszych i coraz wymyślniejszych zabawek, gdy pokoje dziecięce pękają w szwach od tych wszystkich lalek, samochodów, klocków – autorka konsekwentnie, w myśl nauk Rudolfa Steinera – proponuje …powrót do natury. Zabawa bez zabawek? Ależ nie, jest za to propozycja zrobienia zabawek samodzielnie bądź z dziećmi, z naturalnych materiałów. Miałam okazję (blisko 18 lat temu) zobaczyć w Monachium przedszkole waldorfskie. Bez tradycyjnych zabawek. W tamtych czasach, kiedy w Polsce dopiero pojawiały się te wszystkie „cuda” przemysłu zabawkowego, mogło trochę dziwić, dlaczego niemieckie społeczeństwo – bogate przecież, które mogło sobie na to wszystko pozwolić, mogło konsumować najnowsze i najpiękniejsze dobra, szło w zupełnie inną stronę. Co ciekawe i ważne – powrót do korzeni, do natury, nie był i nie jest absolutnie wymysłem czasów współczesnych, ludzi znudzonych dobrobytem i dużymi pieniędzmi. Pierwsza szkoła waldorfska powstała blisko dziewięćdziesiąt lat temu – w Stuttgarcie. Dziś na świecie działa ponad tysiąc takich placówek. W Polsce istnieją również. Autorka przez długie lata pracowała w żłobku waldorfskim w Holandii. Ta książka to wynik wnikliwych studiów jak i bagażu doświadczeń, obserwacji podczas pracy z dziećmi – dlatego tak bardzo cennych. W książce znajdziecie mnóstwo informacji na temat dzieci najmłodszych i ich rozwoju.

To co ważne w pedagogice waldorfskiej to rytm dnia, rytm codziennych zajęć oraz rytm roku. Książką ma rozdziały – pory roku. Zaczyna się zimą, kończy  jesienią. Barbara Kowalewska opisuje dokładnie wszystkie ważne święta, które ten rytm wyznaczają. I to nie tylko te najbardziej znane i popularne. Są tutaj: Trzech Króli, Matki Boskiej Gromnicznej, Popielec, Topienie Marzanny, Wielkanoc, Wniebowstąpienie, Zielone Świątki, letnie przesilenie słońca, św. Jana, Matki Boskiej Zielnej, równonoc jesienna, św. Michała, święto zmarłych, św. Marcina, zimowe przesilenie słońca, Boże Narodzenie, Karnawał. Każde ze świąt jest dokładnie opisane, są propozycje, także kulinarne, jak obchodzić dane święto. Na przykład Adwent to nie gotowy kalendarz adwentowy z supermarketu. To spirala z gałązek jodłowych i jabłek, to własnoręcznie zrobiony kalendarz z kartonu przyozdobiony rysunkami, orzechowy łańcuch niespodzianek, własnoręcznie zrobione świece, witraże z bibułki.  Osobny rozdział to lalki szmacianki – jakże inne od tych, które można kupić w sklepie. Jak się okazuje – dla wielu dzieci to lalki … na całe życie. Krok po kroku dowiadujemy się, jak taką lalkę zrobić. Zależnie od pory roku, autorka wplata ciekawe propozycje na daną porę roku – wiosna to na przykład buszowanie w kuchni. Potrawy nietypowe, raczej takie, jakie znają nasze babcie z dzieciństwa – ale czemu nie spróbować: zupy z młodej pokrzywy, liści i kwiatów smażonych w cieście, jadalnych kwiatów w sałatce. To obserwacja kiełkujących nasion, malowanie pisanek, robienie ogrzewaczy do jajek, wycinanki do dekoracji wnętrz, gołąbki z kartonu, małe prezenty dla dzieci od dzieci: laleczki i krasnale, laleczki z przędzy wełnianej, laleczki i zwierzaki z gręplowanego runa,  z pomponików, krasnale zrobione na drutach, z filcu i koralików, konie ze skarpety, zabawki z kartonu, z pudełek od zapałek, drzewa, wachlarze, namioty, pióropusze indiańskie, nawet perfumy z piwonii domowej roboty. Nie sposób wszystkich pomysłów wymienić. Na końcu – są też przykłady zabaw słowno – muzycznych, np. zabawy paluszkowe, śpiewanki, wyliczanki, teatrzyk na stole. Dla tych, których zainteresowała tematyka – bogata bibliografia i zapowiedzi wydawnictwa na najbliższy czas.

Książka zapoznaje z charakterystycznymi dla waldorfskich placówek materiałami: jak wosk pszczeli do lepienia, drewno, runo owcze. Wyjaśnia ich przeznaczenie, symbolikę. W przedszkolach waldorfskich nie znajdziecie klasycznych kolorowanek. Dzieci malują rozcieńczonymi farbami wodnymi zachodzące na siebie barwne plamy. Nie ma w tych placówkach telewizora, za to opowiada się baśnie. Właśnie tak – opowiada a nie czyta.

Sama łapię się na tym, że chciałabym Wam przekazać jak najwięcej informacji na temat samej pedagogiki i technik stosowanych w waldorfskich placówkach. Trochę przypomina mi to zwierzenie mojego wykładowcy ze studiów, który opowiadał, jak został kiedyś poproszony przez polskich rodziców o tłumaczenie spotkania z waldorfskimi rodzicami z Niemiec. Opowiadał o tym, jak to spotkanie z biegiem czasu przestawało być tylko tłumaczeniem, a powoli stawało się fascynującą rozmową o fascynujących rzeczach. Miało trwać dwie godziny, a trwało prawie cały wolny dzień. I jeszcze było mało.

Książka przystępnie napisana, ciekawa, z licznymi przykładami z życia codziennego. Autorka jest pasjonatką pedagogiki waldorfskiej, sama wychowywała swoje dzieci w  tym duchu i tę pasję tutaj wyraźnie się odczuwa.

 

Wydawnictwo Impuls

 



Wpis trochę nietypowy, ale zainspirowany książką – więc myślę, że jest jak najbardziej na miejscu. Wprawdzie w książce Barbary Kowalewskiej – Mam czas dla dziecka (piszę o niej tutaj) dotyczy dzieci, które psują zabawę innym, ale ja z dużym sukcesem przerobiłam go na sposób na szybką poprawę humoru. Bowiem moje dzieci wstają bardzo wcześnie i często rankiem mają przysłowiowe muchy w nosie. Otóż przyczyną fatalnego humoru naszych dzieci jest… krasnoludek, który jest schowany – może w nogawce spodenek, albo w rękawie sweterka, a może w skarpetce? Trzeba go oczywiście szybko zlokalizować, złapać za kubrak, czapkę i wyrzucić do ogrodu. Proste, prawda? – Zamiast złej miny są śmiech i nawet machanie krasnoludkowi na pożegnanie. Kilka razy dzieci stwierdziły, że krasnoludek – złośliwiec na pewno poszedł do sąsiadów i teraz tam dzieci wstaną w złych humorach. Trochę głupio go tak podrzucać innym, ale to już zupełnie inna historia. Udanym sposobem (też z tej książki) jest wstawanie prawą nogą. Jeśli okaże się, że dziecko wstało lewą nogą, musi wrócić do łóżka i wstać prawidłowo. Po takiej celebracji porannego wstawiania – wszystkich czeka udany dzień.

 

P.S. Rodzice też mogą wypróbować na sobie:)



poniedziałek, 02 lipca 2012

Trudno wybrać książkę miesiąca spośród tylu dobrych tytułów:)

O książce pisałam tutaj. Bardzo, bardzo polecam:)