Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
piątek, 22 czerwca 2018

Matematyczna seria – nie ma tutaj ani przesytu matematyki, ani matematyki WPROST, za to jest historia małego egipskiego chłopca, który żyje dawno dawno temu – w czasach faraona. Matematyka jest tu mimochodem. Na pierwszym planie główny bohater: mały Ames. Ma dwie siostry i brata. Razem z rodzicami i rodzeństwem mieszka w pobliżu Nilu – który nazywa tu Wielką Rzeką. I myśli sobie, czy aby pewnego dnia nie zostanie … wypatrywaczem. A to ci dopiero ciekawostka. Zawody są też znakiem czasu. Wyobraźcie sobie, że w starożytnym Egipcie była taka profesja jak wypatrywacz: (nawet program w laptopie podkreśla mi to słowo). Stał sobie człek na dziobie feluki – takiej łodzi, i wypatrywał, czy nie nadpływają krokodyle. Zobaczcie: początek książki, a my już dowiedzieliśmy się czegoś na temat wypatrywaczy, feluki, Wielkiej Rzeki. I szkoły w Egipcie. Stwierdzam jedno – charakter nauczycieli przez te wszystkie stulecia w ogóle nie uległ zmianie – ani wówczas ani teraz żaden nauczyciel nie powie uczniom: „Bawcie się dalej w najlepsze!”

Taka jest właśnie ta książka: w fabułę wpleciono moc informacji i ciekawostek na temat codziennego życia w kraju nad Nilem. A matematyczna historia zaczyna się pewnego dnia, gdy ojciec Amesa nie wraca do domu.  Wszystko przez Nil, którego wody osiągnęły tak wysoki poziom, że żeglowanie po nim stało się dalece niebezpieczne. Tata utknął w dalekich Tebach bez środka transportu. Dzieci zaczynają główkować, jak tu bezpiecznie sprowadzić ojca do domu. A tata chłopca jest ….(uwaga: kolejna niespodzianka)  „najlepszym rozciągaczem sznura w całym Egipcie”. Już śpieszę z wyjaśnieniami któż to taki, bo też zrobiłam wielkie oczy. Osoba wykonująca ten zawód – poprzez rozciąganie sznura potrafiła wyznaczyć równiutką linię. Można powiedzieć, że Ames też miał sznurek w jednym paluszku. Razem z rodzeństwem świetnie radzili sobie przy jego pomocy na polu geometrii. W jaki sposób? Dlaczego dostąpili zaszczytu oglądania oblicza faraona?

Podsumowując: książka przede wszystkim przenosi czytelnika do dawnych czasów – do Egiptu. Pokazuje codzienność – w tym zabawy dzieci – ciekawe co na ten temat powiedzą miłośnicy współczesnych elektronicznych gadżetów. Jak przy pomocy prostych narzędzi, rzeczy Egipcjanie radzili sobie w życiu codziennym? Przecież wybudowali budowle, które stoją na ziemi tysiące lat. W końcu w atrakcyjny sposób Autorka przedstawiła wiedzę z zakresu matematyki i geometrii. Pokazała, że to nie tylko sucha teoria, ale wiedza, którą można wykorzystać na co dzień. A może i Wy spróbujecie zadziałać przy pomocy sznurka ?

Zaglądam na stronę Wydawnictwa. A tam takie perełki jak: Pan Kartezjusz gra w statkiBakterie do kwadratuWielkie odkrycie Bubal. Spróbuję napisać o nich wkrótce.

Wiek 7+

Wydawnictwo Adamada 

czwartek, 21 czerwca 2018

Jako że bywam ogrodniczką –tylko i wyłącznie w swoim, prywatnym ogrodzie – zawsze mnie cieszą książki dla dzieci – właśnie o tematyce ogrodniczej. „Tajemniczy ogród” była chyba pierwszą lekturą dla dzieci, która mogła (a jednak wcale nie musiała) zachęcić dzieci do działania na grządkach, wśród kwiatów i warzyw. Dziś na rynku nie brakuje lektur pokazujących plusy działania dzieci w ogrodzie. A w nim tyle się dzieje. Co pokazuje zresztą bardzo udana pozycja dla najmłodszych. Bo ta książka ma wszystko to, co najmłodsi lubią. A przede wszystkim przy książkach nie chcą się nudzić. Więc w „Roku w ogrodzie” jest za co chwycić, pociągnąć. Można otwierać okienka, książeczki harmonijki. Trochę przypomina mi to zabawę z czasów mojego dzieciństwa – zagięte specjalnie rogi zeszytu, jakiś ludzik nabazgrany, a w środku „Kto tu zagląda, ten tak wygląda”. Tutaj też można zaglądać do różnych dziurek, zakamarków, norek:  pod kupkę liści, ziemi, stertę drew, do dziupli. Całość została podzielona na cztery pory roku, a te na poszczególne miesiące. Do każdego została przypisana jakaś informacja, ciekawostka, a czasami i niespodzianka w postaci książeczki z przepisem na ciasto, instrukcją uprawy groszku, cyklu rozwojowego żaby, instrukcji wykonania karmnika dla ptaków. Informacje są krótkie i konkretne – w tzw. punkt. Wszystko okraszone obrazkami, które albo kryją okienka do odkrycia albo są ilustracją do krótkich tekstów. Książka uczy dzieci obserwacji przyrody. Zwraca uwagę na szczegóły, które dzieją się obok nas – bo nie ma tu mowy o wielkich procesach zachodzących w przyrodzie typowo ogrodowej. Może lektura sprawi, że dzieci będąc na dworze poobserwują pszczoły, motyle, poszukają norek i mrowiska. A kto wie, może pewnego dnia powiedzą do rodziców: „Mamo, chciałabym/ chciałbym mieć swoją grządkę w ogrodzie”.

Wiek 5+

Wydawnictwo Adamanda

środa, 20 czerwca 2018

 

Taaaak…. czarownice są wśród nas. I uwaga, bo zazwyczaj wcale nie mają wyglądu typowego dla czarownic. A więc nie kierujcie się tym, że powinny mieć one włosy w nieładzie, haczykowaty nos albo odrażającą twarz pokrytą licznymi brodawkami. Nic z tych rzeczy, czarownice często wyglądają całkiem zwyczajnie. W tej książce czarownicą jest taka oto ciotunia. Nie, nie siostra mamy albo siostra taty. Ciotunia jest w każdej szkole i „rządzi dzwonkiem i szkolnym odkurzaczem”. Zawsze dopilnuje, by w świątyni nauki nic głupiego albo złego się nie stało, a gdy zachoruje druhna, na zbiórkach zuchami się zajmie – nawet bez wiedzy dyrektora. Taką czarownicę potem wspomina się mile na wszystkich możliwych spotkaniach klasowych.

Albo inny przykład: Jędrek mieszka z rodzicami i dziadkami przy ulicy czarodziejskiej. Co jak co, ale w takim miejscu czary to już mus. Wszyscy w tej rodzinie są jakby czarodziejami. Dziadek, twórca marionetek, tworzy postacie. Babcia wyczarowuje kostiumy w teatrze. Mama tworzy fikcję na papierze pisząc książki historyczne. Taty czarodziejska różdżka właśnie się złamała, a to nic innego jak batuta dyrygencka, która potrafi zaczarować orkiestrę i oczarować publiczność. Jednak prawdziwym czarodziejem jest sąsiad – pan Janusz, który jak mitologiczny król Midas: czego dotknie, przemienia w złoto. Może nie całkiem dosłownie, ale jednak…

Usługi czarodziejskie mogą też być początkiem przyjaźni. A wszystko zaczyna się od pewnego ogłoszenia, które Diana przeczytała na płocie domu babci Pustułki. Jak tu nie skorzystać z usług czarownicy artystycznej „Michaliny”, która, jak się okazuje, jest w wieku Diany, porusza się na wózku inwalidzkim i nie wiedzieć czemu - wszystko wie o wszystkich. Oczywiście to czary, jak nic.  Po drodze poznacie cały wachlarz nastoletnich i rodzinnych problemów. Na szczęście wszystko znajdzie tu swój happyend. Najważniejsze, że narodzi się przyjaźń pomiędzy dwiema wiedźmami.

W książce znajdziecie 13 opowieści, umiejscowionych w naszej rzeczywistości i codzienności. Warto przeczytać i rozejrzeć się wokół. A może ktoś rozpozna jakąś czarownicę w swoim otoczeniu?

Wśród autorów krótkich opowiadań są: Grzegorz Kasdepke, Joanna Papuzińska, Marcin Brykczyński, Zuzanna Orlińska, Kalina Jerzykowska, Katarzyna Ziemnicka, Paweł Wakuła, Beata Ostrowicka, Katarzyna Wasilkowska, Renata Piątkowska, Liliana Bardijewska, Agnieszka Urbańska, Joanna Wachowiak.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura  

wtorek, 19 czerwca 2018

Pierwsze, co mi się rzuca w oczy – to oczywiście ilustracje. Od razu kojarzą się z nadchodzącymi wakacjami, a teraz taki czas, że człowiek tylko o tym myśli): woda, drzewa, egzotyczne miejsca, rośliny, zwierzęta. Och, jak przyjemnie od razu robi się na serduchu. Już jedną nogą dzięki tej lekturze jesteśmy gdzieś tam. To krótkie bajki dla młodszych dzieci, które przenoszą czytelnika za pomocą tekstów, obrazów i wyobraźni na rafę koralową, do dżungli, na sawannę. Czyż to nie brzmi cudnie: „Na świecie nie było wtedy ludzi i nie wymyślili jeszcze fabryk ani plastiku, ani przewożenia ropy statkami. Do oceanu nie wpływały brudy. Woda była czysta i przejrzysta”. Właśnie w świecie stworzonym przez Agnieszkę Ginko nie ma obrazów znanych ze zdjęć i filmików z Internetu pokazujących dryfującą górę śmieci plastikowych po oceanie albo nurków pływających wśród tysięcy foliówek. Płakać się chce i żal, wielki żal… Świat w tych bajkach jest bez skazy. Taki, jaki powinien być. Dlatego przy tych bajkach pojawia się tęsknota za „całą” rafą koralową, za zwierzętami, które na sawannie czują się bezpiecznie i nie grozi im wymarcie gatunku. Mała Myszka ma złe sny. Boi się, że rodzice przestaną ją kochać. Z pomocą przychodzi bóbr, który radzi jak wziąć takie strachy za rogi. Bajka podpowiada dzieciom, że strach jest naturalną rzeczą i że można go pokonać. Nietoperz Miłek cieszy się z towarzystwa nowego kolegi. Razem śmigają w górę w dół, na prawo, na lewo. Jest taki szczęśliwy. Dopiero rodzice uświadamiają mu, że jego nowym przyjacielem jest jego własny cień. Zebra Cudak trafia na bardzo nieprzyjemnego osobnika: hienę Mamrota. Jest gotowa nawet poświęcić swój własny ogon aby tylko się uratować – chce odzyskać radość i szczęście. Czy tak nie mamy my, ludzie? Zawsze z chęcią uwalniamy się od złego towarzystwa i złej energii. Taak, daleko od fałszywych przyjaciół. Małpka Długa – najpierw bardzo złośliwa w stosunku do innych – potem znajduje radość w pomaganiu innym. Okalecza ptaka, pozbawia go piór – następnie próbuje naprawić swój błąd. Pomaga żabce ze skaleczoną nogą, chorej papudze przynosi wodę z wodopoju, masuje zbolałe plecki nietoperzowi.

Bajki Agnieszki Ginko oprócz wartości poznawczych i estetycznych, mają wielką moc uwrażliwiającą. Na przyrodę, na mieszkańców Ziemi – zwłaszcza na zwierzęta, które chyba najbardziej cierpią przez (niestety) niszczycielską działalność człowieka. W ogóle zwierzaki w tych bajach mają ludzką naturę: cieszą się jak dzieci, spierają, kombinują, są sprytne, przebiegłe, doświadczają smutku. Dobrze się czyta, świetnie nadają się na letnią lekturę.

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 17 czerwca 2018

Maciek jest fajnym, ruchliwym chłopcem. Właśnie był na łące i biegał za piłką, gdy TO się stało. Przewrócił się,  a przed jego oczami zrobiło się czarno. Szybka reakcja rodziców, wizyta u lekarza, specjalistyczne badania i pobyt w Centrum Zdrowia Dziecka na oddziale kardiologii. Oswajanie miejsca, poznawanie kolegów i ich chorób. Zwykła szpitalna rzeczywistość, smutna niestety. Oj, czasami drapało w gardle ze wzruszenia.

Choroba dzieci to temat zawsze trudny. Jak mówić o chorobie, jak rozmawiać o ewentualnym pobycie w szpitalu, który nie trwa dwa, trzy dni, ale tygodnie, a nawet miesiące? Takich książek jak ta, nigdy dosyć. Oswajają one małe dzieci z problemem, oswajają smoka zwanego chorobą i miejsce, które często jest daleko od domu. Wielkie dzięki należą się Ilustratorce, która mimo trudnego tematu potrafiła wyczarować tutaj piękny kolorowy świat. Do sal szpitalnych wkradają się barwy, dzieci mają kolorowe piżamy, wszędzie kwiaty, podłogi - mozaiki. Każdy z nas ma różne skojarzenia słysząc hasło szpital. Tutaj pokazano go jako miejsce przyjazne, bajeczne wręcz. To ważne dla dzieci, zwłaszcza tych, które muszą spędzić w nim długi czas. Książka kończy się szczęśliwie - opowieść o Maćku ma optymistyczny wymiar i niesie pociechę w chorobie oraz nadzieję.

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

sobota, 16 czerwca 2018

 

Wilk mieszka w Dalekim Lesie i cierpi na huśtawkę nastrojów: radość przeplata się ze smutkiem, smutek z ekscytacją. Czy można sobie wyobrazić zmianę nastroju 100 razy na minutę? Z matematycznego punktu widzenia - chyba nieeeee. Ale można, w przypadku Wilka jest to możliwe. Wilk nie radzi sobie z emocjami. Inne zwierzęta mówią mu, co należy zrobić, by nauczył się nad sobą panować. Ale łatwo powiedzieć. Czy uda się Wilkowi praca nad sobą? Czy Wilkowi pomoże kurs jogi? A może jakikolwiek inny sport? Czy ciężka praca nad charakterem zacznie przynosić efekty?

Niejeden młody czytelnik odnajdzie w postaci Wilka choć odrobinę siebie. Bo przecież nawet maluchy – radosne i optymistyczne w jednej chwili potrafią stać się markotne i smutne. Stare przysłowie mówi, że najlepiej jest uczyć się na cudzych błędach. Można wiele nauczyć się dzięki Wilkowi. Zatem może książka podpowie jakieś rozwiązanie. Dzięki Wilkowi na pewno dzieci poznają pojęcie: „emocje” i pasujące do tego słownictwo: spokojny, wściekły, zazdrosny, zadowolony, zniesmaczony, nadąsany, smutny. Na kolorowych i zabawnych ilustracjach można śledzić perypetie bohatera i jego przyjaciół. Książka nie poucza moralizatorsko, ale spokojnie tłumaczy problem i podpowiada, co robić, gdy jest naprawdę źle. Myślę, ze taka nauka przyda się nie tylko małym czytelnikom.  

Do tej pory ukazało się kilka ciekawych pozycji z serii „O Wilku”. Wilk, jak się okazuje, nie lubi czytać, nie lubi chodzić, chciałby zostać gwiazdą rocka, chciałby się zakochać i podróżować po świecie. Ciekawe, jak się skończą te historie.

Wiek 4+

Wydawnictwo Adamada

piątek, 15 czerwca 2018

Dla mam o mamach, macierzyństwie, dzieciach. Niektóre teksty bardzo intymne, osobiste, trudne. Jest kilka, które można przeczytać z dzieckiem. Ale zdecydowanie to nie lektura dla dzieci. Dla kobiet w każdym wieku, dla młodych mam, które zaczynają dopiero ten etap w życiu. Dla starszych mam, które już z niejednego piec a chleb jadły, znają życie od podszewki, przeszły przez różne etapy macierzyństwa. Najpierw jest radość na wieść o tym, że dziecko pojawi się na świecie. Sama radość: dziecko zaczyna chodzić, rysować, poznaje pierwszą piosenkę, mówi: „Mamo”, „kocham”. Właśnie …. „takie piękne plany”. Wszystko przed nami – a życie przynosi i radości i smutki. Dla mnie ta książka jest też swego rodzaju wspomnieniem. Bo z jednej strony czytamy piękne, refleksyjne testy. Z drugiej - odnoszę je natychmiast do swojego życia. To książka, której nie czyta się raz. Do tego pięknie zilustrowana. I właśnie te obrazy przedstawiające mamy z całego świata mogą być wspólną lekturą rodzinną. I tak sobie myślę, może teksty Hélene Delforge zainspirują niejedną kobietę do własnych zapisków, refleksji. Kto wie… Książki w końcu popychają do działania. Jak się okazuje, tak wiele wątków, chwil, codziennych drobiazgów, może być początkiem pięknego wspomnienia: zdjęcia dziecka, moment poznania ojca pociechy, plany, które trzeba było zmienić, karmienie piersią, kołysanka dla dzieci, strach o dziecko, wspólna zabawa, śmierć. Wiele z refleksji Autorki zapada w pamięć. Mnie najbardziej utkwiła w głowie taka myśl. Smutna…

„Przeraża mnie natomiast, że kiedyś nie będziesz chciał mnie odwiedzić…”

Nie opuszcza mnie myśl, że piękną rzeczą byłaby podobna książka o tacie. Napisana z perspektywy mężczyzny. Może kiedyś ktoś…

Wydawnictwo Media Rodzina

czwartek, 14 czerwca 2018

Akcja książki rozgrywa się w Paryżu. I trochę mi przypomina dobre francuskie kino obyczajowe. Historia dorastającego chłopca z marzeniami i kompleksami. Typowy nastolatek ze swoimi problemami – również w kwestii pierwszych uczuć, których obiektem jest nie kto inny jak córka sklepikarza Ahmeda – Ofelia. Na podstawie ilustracji i opisu pewnej sceny rodzinnej, można przypuszczać, że rodzina Cossu to rodzina z tradycjami. Jednak Rolfa nudzą długie rozmowy, celebrowanie posiłków, godzinne przesiadywanie przy stole. Wtedy wybawicielem jest Dede – stary psiak, z którym chłopiec często spaceruje i przy tym marzy o pięknej Ofelii. Rolf ma też swoje miejsce odosobnienia, w którym może się zaszyć  i poczytać ulubioną lekturę: Sto porad dla nieśmiałych. Jest to … ubikacja na strychu. Rolf pilnie potrzebuje jakiegoś planu by: primo: zdobyć serce Ofelii, secundo: by pokonać klasowego siłacza i przystojniaka Huberta. Czy mu się uda?

Codzienne perypetie nastoletniego Rolfa opowiedziane z dystansem i przymrużeniem oka. Napisane przez Szwedkę z dużą dozą … francuskiego humoru. Bo też mieszkańcy miasta nad Sekwaną potrafią jak mało kto śmiać się z siebie. Jest to historia o tym, że marzenia się spełniają, że silny wcale nie znaczy silniejszy, a piękny piękniejszy. Książka porusza też kilka społecznych tematów, takich jak: relacje młodych ludzi ze starszym pokoleniem w rodzinie, z rodzeństwem i przyjaciółmi. No i oczywiście pierwsze uczucia – tak ważne, że często nie zapomina ich się przez całe życie. Nieocenione w tej historii są czarno-białe ilustracje Benjamina Chauda. Znacie go już z książek o Pomelo, perypetiach szkolnych pewnego chłopca, który a to nie odrobił lekcji, a to spóźnił się do szkoły i z „Misiowej piosenki”. Natomiast dzięki Evie Susso mamy takie perełki jak: "Binta tańczy", "Lalo gra na bębnie", "Babo chce" - uwaga! - w duecie ze wspomnianym wcześniej ilustratorem. 

Na stronie Zakamarków znalazłam informację, że seria o Rolfie liczy sobie trzy części. Mam cichą nadzieję, że i dwie pozostałe pojawią się wkrótce w księgarniach. To dobra lektura przejściowa dla starszego dziecka, które wyrosło już z dziecięcych lektur i chciałoby poczytać coś poważniejszego. A ta książka nadaje się na lekturę dla początkujących czytelników: ze względu na szeroką interlinię, dużą czcionkę i relatywnie krótkie rozdziały.

Wiek 7+

Wydawnictwo Zakamarki

wtorek, 12 czerwca 2018

Ada Judytka Siemaszko jest pół-Polką i pół-Żydówką. Razem z rodzicami mieszka w Białymstoku. To miasto na styku różnych kultur i wielu narodowości. Przed wojną mieszkało w nim ponoć więcej Żydów niż Polaków. Teraz jego mieszkanką jest właśnie Ada. Pewnego dnia dziewczynka udaje się do sypialni rodziców a tam… wyciąga maminy tałes. Niechcący nadeptuje modlitewną chustę czerwonymi szpilkami (też maminymi) i robi się wielka dziura. Trochę czasu minie aż dziewczynka odważy się powiedzieć mamie prawdę. Poczeka na Dni Pokuty i poprosi o wybaczenie. Książka opowiada z jednej strony historię dziewczynki, z drugiej zaś dotyka wielu spraw codziennych. Zastanawiam się, czy jest taka lektura dla najmłodszych aktualnie na rynku, która w takim stopniu przybliżałaby zagadnienia judaizmu, uczyła tolerancji wobec innych religii. Z dużą wrażliwością została pokazana tu symbioza wielu religii i narodowości w małym środowisku: osiedlu, bloku, szkole. To tutaj właśnie spotkają się dzieci żydowskie, prawosławne, katolickie i muzułmańskie. Dogadują się, dyskutują, poruszają nie tylko problemy nastolatków, ale również zagadnienia dotyczące religii, z ciekawością pytają o inność i ją przyjmują. Do fabuły przemycono mnóstwo informacji związanych z religią judaistyczną, tradycjami i obrzędami Żydów. Na końcu książki znajdziecie też słowniczek, w którym objaśniono mnóstwo mało znanych i obco brzmiących terminów dotykających różnych kultur i religii. Jest też instrukcja „Zrób sobie drejdla” czyli małego bączka z hebrajskimi literami – do gry w czasie święta Chanuka.

Wiek 6+

Wydawnictwo Literatura

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Pompik, Polinka oraz rodzice Porada i Pomruk znów w drodze. Tym razem odwiedzają Puszczę Kampinoską – miejsce akurat nam szczególnie bliskie, bo pierwsze wspólne spacery z naszym starszym synem były właśnie w tym Parku Narodowym.  Żubry wędrują wśród drzew i bagien, słychać muchołówkę i dzięcioła czarnego. Jest i łoś (pamiętam przed laty: mój mąż wrócił podekscytowany z przebieżki porannej po Puszczy Kampinoskiej. Już od samych drzwi wejściowych wołał, że biegał po lesie w towarzystwie łosia). Nic dziwnego, że i żubry go spotkały. W końcu jest on symbolem tego PN.

Dostojny łoś tłumaczy żubrom, skąd pochodzi odgłos tajemniczego tupania. Zwierzęta spotykają panią borsukową. Ta boi się, że tupanie żubrów obudzi w norce borsucze maluchy. Krótka relacja z wizyty w Kampinoskim Parku Narodowym zapoznaje dzieci z tym miejscem. Oczywiście nic nie zastąpi wizyty na miejscu – ale kto wie, może ktoś kiedyś zachęcony wyprawami żubrów sam pokusi się o obcowanie z piękną przyrodą. Dzieci poznają rośliny, zwierzęta, krajobrazy, logo Kampinoskiego Parku Narodowego (a tak na marginesie – Robert Lewandowski  - nasz główny napastnik drużyny narodowej w piłce nożnej, też wychowywał się i szlifował swoje piłkarskie umiejętności właśnie w otulinie Kampinoskiego Parku Narodowego).  W środku wiele ilustracji, mapka ze wszystkimi 23 Parkami Narodowymi w Polsce. Można zaznaczać w kwadracikach miejsca, które już odwiedziliśmy – czy to z książką w ramach serii „Wyprawy” czy to w naturze. Na końcu jak zwykle krótkie podsumowanie: Co zapamiętałeś z tej wyprawy?

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 10 czerwca 2018

11-letnia Gilly to Galadriel Hopkins. Swoje dzieciństwo spędza u rodzin zastępczych. Tak naprawdę nie zna swojej matki, ale bardzo za nią tęskni, snuje wyobrażenia na jej temat, karmi wyobraźnię obrazami, których nigdy nie było i prawdopodobnie nie będzie. Gilly nie jest łatwym dzieckiem. Kolejni opiekunowie pozbywają się jej jak zbędnego balastu. W ciągu trzech lat dom pani Trotter jest trzecim z kolei, który daje jej dach nad głową. Nowa opiekunka ma w sobie duże pokłady dobra i miłości. Opiekuje się też upośledzonym małym Williamem Ernestem i czarnoskórym sąsiadem – panem Randolphem, który jest niewidomy. Pewnego dnia Gilly znajduje w książkach pana Randolpha pokaźną sumę pieniędzy. Natychmiast w jej głowie pojawia się myśl, by wyruszyć na poszukiwania matki. Gilly jest kolczasta jak jeż. Nie można jej przytulić, nie wierzy w dobre intencje dorosłych. Już na samym starcie każdy opiekun, dorosły jest skazany na odrzucenie. Przecież dziewczynka od 3 roku życia była przerzucana z miejsca na miejsce jak worek kartofli. Nie ma zaufania i naprawdę dużo wody w rzece upłynie zanim się to wszystko zmieni.

Ta książka to też Ameryka, jakiej nie widać w przebojowych filmach zza oceanu. Tu nie ma życia dopiętego na ostatni guzik, wyfiokowanej pani domu i kuchni przypominającej muzeum. Jest tu biednie, brudno. Bohaterowie są dalecy od doskonałości: czy pod względem charakteru czy wyglądu. Są choroby i niepełnosprawność. W końcu są i trudne sprawy, nie ma łatwych rozwiązań ani cukierkowego happy endu. Katherine  Paterson jest autorką kultowego „Mostu do Terabithii”. O ile mi wiadomo, w Polsce ukazały się do tej pory tylko dwie jej powieści. A szkoda. „Wspaniałą Gilly” polecam nie tylko zbuntowanym nastolatkom, ale też rodzicom, opiekunom i wychowawcom.

Wiek 13+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 08 czerwca 2018

Czacha tak naprawdę ma na imię Amelia. Czacha bardzo nie lubi swojego imienia. Chodzi do czwartej klasy i chce być twardzielką. Dodam tylko „zbuntowaną” twardzielką. Kiedyś zaczęła pisać pamiętnik. Ten stary, dawny, mama Czachy schowała dla potomności. Teraz dziewczynka zaczyna zapisywać nowy zeszyt. Czacha ma psa Bustera, który „lubi” czytać – niedawno pożarł „Pinokia”. Dosłownie, co odczuje budżet rodzinny, bo „Pinokio” był z biblioteki i trzeba książkę odkupić. Ma też chomika i siostrę Helgę. I trochę skomplikowaną sytuację rodzinną, bo każda z dziewczynek ma innego ojca, wszyscy po rozwodach, wszyscy z nowymi partnerami. Do tego dochodzi zwykła codzienność, która niesie wiele ciekawych bardziej i mniej skomplikowanych problemów do rozwiązania – związanych ze szkołą, przyjaciółmi, rodzeństwem. W domu się nie przelewa – najlepszą sytuację mieszkaniową ma  na przykład chomik, który ma życie jak w Madrycie w przestronnej klatce. Tymczasem Czacha ma marzenia, plany, ambicje. Ot, nawet taki Klub Bunt, który już z samej nazwy ma specjalną misję do wykonania. Bunt to zresztą nieodłączny element życia rezolutnej dziesięciolatki. Autorka Joanna Jagiełło doskonale wie, co w młodej duszy gra. Bo przecież w wieku młodego człowieka przychodzi taki  moment, by wreszcie zawalczyć o swoja niezależność, zaznaczyć swój teren, powiedzieć głośno swoje zdanie, choć innym to się nie podoba. Czacha uwielbia się przekomarzać, kłócić, wręcz awanturować. Choć muszę przyznać, że to jej buntowanie się nie jest skrajne, a nawet ma wiele … uroku. Bo Czacha buntuje się z wdziękiem, charakterem. A nawet niekiedy ten jej bunt jest uzasadniony. Uśmiech wywoła na pewno końcowa scena spontanicznego sylwestra. Bo kto chciałby siedzieć w ostatnią noc w roku w domu tylko z babcią? Czacha i na to znajdzie sposób – oczywiście się zbuntuje i znajdzie oryginalne wyjście z sytuacji.

Książka na pewno dla młodych buntowników, którzy chcieliby poznać innych rówieśników i ich problemy. Autorka przedstawia szerokie tło społeczne – na pierwszym planie są oczywiście typowe problemy nastolatki, jednak w tle pojawia się szeroka gama innych barwnych bohaterów oraz nowe, ciekawe wątki, codzienna rzeczywistość niekiedy szara i skromna. Myślę, że niejeden nastolatek odnajdzie siebie w tej książce. Mogą sięgnąć po nią również rodzice. Przede wszystkim dlatego, by trochę poznać  i zrozumieć „charakterek” swojego buntownika, podejść do problemu z uśmiechem, a przede wszystkim – może również po refleksję – inni to mają wcale nie lepiej niż ja, a może nawet gorzej (mama Czachy musi zmierzyć  się z wieloma ciekawymi i oryginalnymi pomysłami i zachowaniami córki).  By stwierdzić: niezadowolony i zbuntowany nastolatek – TO ZDROWY NASTOLATEK.

Wiek 9+

Wydawnictwo Literatura

czwartek, 07 czerwca 2018

Człowiek, niezależnie od wieku, ciągle się czegoś uczy. Pojawiają się nowe słowa, które odzwierciedlają rzeczywistość. Basia pomaga zrozumieć i przyswoić sobie nowe słowa. Niektóre są łatwe – bo przecież mówi się, że „mama” i „tata” to pierwsze słowa każdego dziecka. I specjalnie nie trzeba ich tłumaczyć. Ale tu są tak cudnie opisane – miód na serce:). Ale są i trudniejsze przykłady – bo czy każdy wie co to takiego  „chaperon”? I są w końcu śmieszne niespodzianki – powiem krótko – historyjka związana z „sowinistą” zwaliła mnie z nóg. Jeszcze ciągle się podśmiechuję pod nosem. Słowa są przedstawione alfabetycznie. Ten nietypowy słownik „Wielka księga słów” zaczyna się od adopcji a kończy na żółwiu. Po drodze są jeszcze m.in. (oprócz tych wspomnianych): alergia, babcia, bałagan, brat, dentysta, eukaliptus, grzyby, Haiti, irytacja, laptop, Misiek Zdzisiek, remont, wolność, złota rączka i wiele innych. Sami przyznacie, że zestaw baaardzo  normalny a jednocześnie oryginalny. Bo kto nie wie cóż to grzyby albo bałagan. Jednak wyjaśnienie tych słów, krótkie historyjki do nich sprawiają, że są one na swój sposób nietypowe. Wszystkie nawiązują do codzienności Basi albo przygód, które zostały opisane we wcześniejszych książkach. Basia oczywiście w towarzystwie swojej rodziny: rodziców i rodzeństwa: Franka i Janka. Wyjaśnienia to nie nudne i „suche” definicje. To świat z perspektywy dziecka. Basia w sposób dziecięcy (nie dziecinny) tłumaczy wyrażenia. Jedne łatwe, inne trudniejsze. Wśród nich jest kilka smaczków jak np. przepisy na błotne kotlety, pierogi z serem i Piernikowego Potwora. Książka trochę na serio i trochę z przymrużeniem oka.

Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

środa, 06 czerwca 2018

Żubr Pompik zabiera nas w kolejną podróż do Parku Narodowego. W tej części ulubiony wakacyjny cel rodaków – Morze Bałtyckie i położony nad nim Słowiński Park Narodowy. Na początku krótka charakterystyka, dzięki której można poznać specyfikę tego miejsca. Oczywiście – logo Parku i stała pozycja w tej książce: ramka: „Ta książka należy do….”. Z książki oprócz nowych przygód Pompika, Polinki, Porady i Pomruka można dowiedzieć się wiele ciekawego. Ot choćby taka ciekawostka o zmieraczku  plażowym? Ciekawe, ilu spośród nas wiedziało jak wygląda? Ja się przyznaję – musiałam sprawdzić w Internecie. Ale – ciekawość została rozbudzona. I tak do tekstu zostały przemycone informacje o wielkiej ilości piasku, powykręcanych sosnach, wydmach, kępach traw, pojedynczych roślinach oraz kolczastym mikołajku nadmorskim. Oj żubrza rodzinka miała mało jedzonka w tym miejscu. Oczywiście w książce pojawia się tytułowa mewa – autor pokazał jej charakterek. Kto był nad morzem wie, że główną jej cechą jest właśnie zachłanność. Niech się kryje ten, co trzyma w ręku coś do jedzenia. Zaraz pojawia się za takim osobnikiem mewia obstawa.

Może Pompikowe wyprawy będą inspiracją do rodzinnych wypraw do pięknych miejsc w Polsce? W końcu wakacje za pasem.

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 05 czerwca 2018

Ninka mieszka z rodzicami i bratem w starej przedwojennej kamienicy. Ach ten Alek - ciągle straszy siostrę. A to jakimiś stworami – jak na przykład Tempusem, który ponoć pożera czas. Albo kanaponami –  których całe setki przypominają kłębki kurzu.  Babcia Zilbertszajn mieszka na drugim piętrze – Alek nazywa ją wiedźmą. Pewnego dnia, gdy Ninka zatrzaskuje się na korytarzu, sąsiadka otacza ją troskliwą opieką. Na Boże Narodzenie dziewczynka dostaje w prezencie bombkę własnoręcznie zrobioną przez sąsiadkę. To też czas, kiedy w domu zaczynają dziać się różne rzeczy. Także w relacjach między członkami rodziny. Alek jest zły na siostrę, za chwilę pojawi się nowy członek rodziny i rodzice nie mają zbyt wiele czasu dla Ninki. Tymczasem okazuje się, że w szafie zamieszkała wychudzona, wiecznie głodna dziewczynka. Oczywiście, że pojawiają się od razu skojarzenia z Narnią. W książce panuje klimat tajemnicy, niedomówień, troszkę grozy. Jest dużo odniesień do II wojny światowej. Książka, którą warto czytać rodzinnie - by potem wymienić się refleksami, wytłumaczyć ważne i trudne zagadnienia. 

 

Podoba mi styl Katarzyny Ryrych. Nie rozpisuje się w nadmiarze, a trafia w sedno. Zresztą, gdy pojawiają się jakieś opisy, to z przyjemnością się je czyta. Ten fragment poniżej dał mi wiele do myślenia. Zresztą w książce znajdziecie również inne, które nie pozostawią Was obojętnymi.  

"Pomyślała (Ninka), że w każdym z miast, większych lub mniejszych, znajdują się domy, o których można śmiało powiedzieć, że i czas o nich zapomniał. Ukryte na obrzeżach, otoczone równie starymi drzewami, zamykają w sobie stare sprzęty, strzegą tajemnic i nie zapraszają nikogo do zapuszczonych ogrodów. 

Podobnie wyglądają wąskie, kręte uliczki, gdzie stare kamienice stoją jedna przy drugiej i straszą szarością ścian, a drzwi i bramy bronią dostępu do podwórek. Z tego powodu ludzie widzą jedynie osypujący się tynk i wyzierające spod niego cegły, nie podejrzewając istnienia najbardziej bajkowych ogrodów. Zatem przechodzą szybko, jakby chcieli wydostać się z tego szarego zakątka, współczując ludziom, którzy tu mieszkają.

A mieszkają tu ludzie równie starzy jak domy. Ci, którzy pamiętają ich świetność, wchodząc do swoich bram, uśmiechają się, nie widząc śladów czasu, zupełnie jakby sami nadal byli młodzi, a laski w ich rękach znalazły sie na skutek jakiegoś przypadku lub pomyłki.

I nawet psy są tutaj stare. Drepczą powoli skrajem trawnika i w ogóle nie chce się im szczekać na lśniące, czarne wrony. 

Dzieci pojawiają się z rzadka - kiedy nadchodzą święta, rodziny przypominają sobie o dziadkach, pradziadkach, starych wujach i starych ciotkach i zaglądają na chwilę, by posiedzieć na starych krzesłach przy równie starych stołach, pijąc herbatę z filiżanek, na których czas zatarł złote esy-floresy.

Spenetrowawszy wszystkie kąty, zaczynają się nudzić i proszą, aby włączono im telewizor albo zaczyna boleć brzuch i rodzice muszą zabrać je do domu.

Bo ile można bawić się w ogrodzie albo lepić bałwana na małym podwórku?"

 

Wiek 9+

Wydawnictwo Ezop 

 

poniedziałek, 04 czerwca 2018

Czarownica Irenka do tej pory była znana wyłącznie czytelnikom „Świerszczyka”. Aż wreszcie ktoś wpadł na pomysł (dodam tylko: dobry pomysł), by z przygód Irenki popełnić książkę. Właśnie ukazały się dzieła zebrane – ku mojej uciesze – tom 1, co daje nadzieję, że będzie/ będą następne. Irenka odczarowuje wszystkie złe czarownice znane z bajek. Postać bardzo pozytywna. To sama dobroć, uśmiechnięta, pogodna, skora do pomocy, pomysłowa, gościnna. Przyjmie w swe progi i zmokniętego pajączka i nietoperza, uratuje pisklaczka, pomoże zagubionej owieczce.

Przeżywa z uśmiechem zwykłą codzienność wyczarowując same dobre rzeczy. Przeżywa liczne przygody: nurkuje w morzu i wyławia skarby, lepi bałwana, wędkuje. Bardzo podobała mi się historyjka o pamiątkach z wakacji: nie ma tu drogich gadżetów, ale są za to m.in. kamień z Jeleniej Góry, wodorost z Sopotu. Książka podzielona jest na cztery pory roku. To krótkie obrazkowe historyjki, które można czytać „po swojemu”.

Można cieszyć oko wspaniałymi ilustracjami Agnieszki Żelewskiej, można zachęcać dziecko do tworzenia historyjki w oparciu o ilustracje, można w końcu dopowiadać swoje historie – każdy ciąg dalszy mile widziany. I to w wersji mówionej jak i obrazkowej. Na końcu książki znajdziecie bowiem krótki kurs rysowania czarownicy Irenki. Może dzieci pokuszą się o tworzenie własnych obrazkowych opowieści.


Wiek 3+

Wydawnictwo Bajka

niedziela, 03 czerwca 2018

Z książkowymi „Fistaszkami” jest tak samo jak z fistaszkami do jedzenia. Jak zaczniesz – przepadłeś. Nie można skończyć sięgać po ostatniego orzeszka, upssss – po ostatnią (wcale nie-ostatnią) historyjkę. „Fistaszki” mają chwalebną statystykę. Jeśli wierzyć „Wikipedii”  czytało je 355 milionów czytelników z 75 krajów, zostały przetłumaczone na 21 języków, ukazały się w ponad 2600 gazet, opublikowano 17 897 historyjek, a sam autor zarobił na „Fistaszkach” ponad miliard dolarów. Uff – trzeba przyznać: dużo tego i robi wrażenie. Niedawno ukazał się kolejny tom polskiego wydania. Zawsze zaczynam od fistaszkowym wspomnień, w jakie na początku jest zaopatrzony każdy tom. Bo jak się okazuje, „Fistaszki” odgrywały dużą rolę w życiu wielu ludzi. Czasem wcale nie zdajemy sobie z tego sprawy – dopiero czytając takie wspomnienia innych, zaraz przenosimy je na swoje podwórko. W tym tomie o swoich refleksjach związanych z lekturą opowiada Joanna Olech.

Już samo pisanie o „Fistaszkach” kończy się tym, że człowiek siada do laptopa, wraca do znanych historii, by o nich napisać  i….. zapomina o całym świecie. O napisaniu recenzji również. Przenosi się do świata starych  znajomych: są tu Charlie Brown, Snoopy, Lucy, Sally Brown, Marcie, Woodstock. Na pewno lektura i dla dzieci i dla dorosłych, zabawne scenki, dialogi, refleksje dotyczące codzienności, życia i świata (na szczęście bez polityki), przepychanki słowne, inteligencja, humor, bystrość umysłu wszystkich bohaterów. Takie coś musi się podobać. Można czytać strona po stronie, można wyszukiwać paski komiksowe dotyczące ulubionych bohaterów. Dużo z nich jest ze sobą powiązanych, tworzy odrębną pokaźną całość. Sally przez cały ten tom próbuje dać sobie radę w szkole. Z różnym skutkiem. Snoopy wziął się poważnie za pisanie. W wolnych chwilach aktywnie koresponduje ze swoim bratem Spike’em, który wiedzie samotne życie na pustyni. Snoopy w ogóle ma naturę filozofa – marzyciela. Obserwuje pogodę, niebo – i bierze wszystkie dobrodziejstwa losu na swoją psią klatę. Schroeder komponuje coraz trudniejsze kawałki.

 Ilu nas, czytelników i miłośników „Fistaszków”, tyle zdań na ich temat i wspomnień. Ja sama pamiętam jak wieki temu trafił mi się plakat kinowy promujący film o „Fistaszkach”. Cieszyłam się nim ogromnie i dłuuuuugo zdobił jedną ze ścian mojego pokoju. Teraz miło mi, że akurat w moim domu „Fistaszki” łączą pokolenia, bo sięgają po nie i duzi i trochę mniejsi.

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia