Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 25 czerwca 2017

Kto by pomyślał, że młodzi czarodzieje i czarownice z Hogwartu mają swoje baśnie. A jednak. I tak jak miliony rodziców – mugoli czyta swoim pociechom na dobranoc tradycyjne baśnie o Kocie w Butach, Calineczce, Brzydkim Kaczątku czy Kopciuszku, tak rodzice – czarodzieje czytają swoim dzieciom Baśnie Barda Beedle’a. Jest kilka punktów wspólnych pomiędzy poszczególnymi tytułami – zarówno w jednych jak i w drugich baśniach dobro zwycięża zło, a czytelnik może wyciągnąć z nich dla siebie jakąś ważną moralną naukę. Są też i różnice – jak choćby taka: młodzi czarodzieje na przykładzie losów swoich baśniowych bohaterów przekonują się, że magia może spowodować dobre i złe rzeczy. Konsekwencje tego mogą być wręcz katastrofalne.

Nie chciałabym tu zdradzać wszystkiego. Wtedy można lepiej wczuć się w klimat tych baśni. Lepiej niewiele wiedzieć o niesfornych synach, królewnach i księżniczkach. A propos – czy mają one taką samą naturę jak nasze panny, rodzime, które czekają na księcia na wspaniałym koniu, czy też może same biorą sprawy w swoje ręce i są aktywniejsze i takie jakieś bardziej z krwi i kości? Dużo tych pytań mi się nasuwa po lekturze, ale może w ten sposób zachęcę Was do szukania odpowiedzi na własną rękę.

Baśnie obdarzył swoim komentarzem sam profesor Albus Persiwal Wulfryk Brian Dumbledore, kawaler Orderu Merlina I Klasy, dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, Najwyższa Szycha Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów i Naczelny Mag Wizengamotu. Ta część pewnie bardzie zainteresuje rodziców, bo jest w niej i pewien rys historyczny, interpretacja tekstu, wersje z różnych epok, nawiązania do historii mugolskiej (jak choćby ta o prześladowaniu czarownic). A dzieciarnia niech się rozkoszuje tekstami o czarodzieju i jego skaczącym garnku, Fontannie Szczęśliwego Losu, włochatym sercu czarodzieja, Czarze Marze i jej gadającym pieńku i o trzech braciach.

Książka jest pięknie zilustrowana. Czarno-białe ilustracje przypominają dawne książki z innej epoki, gdzie liczyło się szczegółowe zdobnictwo i precyzja. Przecież muszą być wiekowe, skoro z run tłumaczyła ją sama Hermiona Granger.

Wiek 6+

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 24 czerwca 2017

 

Niedawno otrzymałam taką oto przesyłkę pachnącą lasem:)

Nie uważacie, że las przeżywa swego rodzaju renesans? Za sprawą książek między innymi.  Listy bestsellerów długo okupywał tytuł:  „Sekretne życie drzew” – i to nie tylko w Polsce. „Drzewo” Katarzyny Bajerowicz – to już kolejny ciekawy tytuł – tym razem dla dzieci. Teraz czas na „Las zabaw”. 

Artystyczny spacer po tym naprawdę magicznym miejscu, gdzie „pióropusze liści”, „leciwy pająk przymierza krawat i wąsy swe podkręca”, „wiatr szumiący w koronach drzew”. Z jednej strony zjawiska bardzo znane, namacalne, doświadczone nie raz podczas rodzinnego spaceru. Z drugiej – zwykli mieszkańcy stają się … niezwykli.

Bo czy ktoś widział pająka w krawacie, a czy w mchu ktoś doszukiwał się wehikułu? Las Mateusz Wysockiego staje się miejscem pełnym metafor i zjawisk na co dzień mało widocznych. Człowiek w swoim pędzie nie zwraca uwagi na czar kolorów, muzykę „dudniących w oddali kopyt”. Dla wielu las to tylko zwykły las. Dla autora las dyszy, oddycha – żyje pełnią sił. Do takich odkryć zachęca ta książka – pełna ciekawostek do góry nogami (dosłownie) i zadań do wykonania.

Może warto w najbliższą niedziele na rodzinny spacer udać się do lasu, by spojrzeć na to miejsce trochę inaczej – niż zazwyczaj. Jako miejsce do zabaw. A może uda się spędzić w nim czas w nietypowy sposób?

Wiek 3+

Wydawnictwo Czerwony Konik

piątek, 23 czerwca 2017

Kolejna książka z serii „Czytam sobie”. Tym razem poziom 3 czyli coś do połykania stron. 2500-2800 wyrazów, użyte wszystkie głoski, zdania dłuższe i bardziej złożone. Na końcu alfabetyczny słownik trudnych wyrazów: eksperyment, ekstremalnie pracowity, epoka elektryczności, fonograf, kreatywny, laboratorium, odkryty, opatentowany, patent, przedsiębiorca, prymitywny, samouk, telegraf, telegrafista, wynalazca, żarnik. I wreszcie on – główny bohater: wyrazisty, znany z wielu wynalazków, bez których trudno by wyobrazić sobie zwykłą codzienność (Edison opatentował ponad 80 swoich wynalazków). Kariera chłopca, który w życiu miał pod górkę, z kłopotami w szkole. Odważny i przedsiębiorczy ryzykant, naukowiec, biznesmen. Z każdego typu po trochu. Człowiek, dla którego nauka i wynalazki były najważniejsze w życiu. Myślę, iż to ciekawy wzorzec dla młodziutkiego czytelnika, który dopiero wchodzi w życie. By mógł na cudzych doświadczeniach i przykładach przekonać się, że praca nad sobą się opłaca. A gdy do tego dochodzi jeszcze rozwijanie umiejętności czytania – wtedy z tego połączenia wychodzi naprawdę coś fajnego.

Duża czcionka zachęca do samodzielnych prób czytelniczych. Czarno białe ilustracje i przewaga tekstu nad ilustracjami budują sprawiają, że mały czytelnik może poczuć i dumę i satysfakcję  – wszak zmierzył się dopiero co z książka jak dla dorosłych. Nieprawdaż?

Wydawnictwo Egmont

czwartek, 22 czerwca 2017

Bolek i Lolek, postacie z kultowej kreskówki,  spędzają wakacje w Krakowie. Czekają na nich liczne atrakcje: Planty, zamek, „migotliwa wstęga Wisły” – a przede wszystkim ON – czyli SMOK WAWELSKI. Podczas odwiedzin pod pomnikiem Smoka chłopcy odkrywają mapę z napisem: „Tu byłem”. I choć na tej mapie nie zaznaczono żadnej trasy, od tej pory Smok będzie inspiracją dla chłopców do różnych wędrówek i podróży. Chłopcy śledzą ślady jego bytności, wypytują o niego, a przy okazji zwiedzają klimatyczne miejsca w Polsce i poznają różnych ludzi i postacie. I tak Bolek i Lolek sprawdzają czy ściany w Kopalni Soli w Wieliczce rzeczywiście są słone, w Katowicach spotykają tradycyjną górniczą orkiestrę, odwiedzają Studio filmów rysunkowych w Bielsko-Białej (skąd zresztą pochodzą), przeżywają chwile grozy w zamku w Mosznej – a to za sprawą Białej Damy, odwiedzają Kaplicę Czaszek, zaglądają do wrocławskich krasnali, na Jasną Górę, gdzie wita ich sam ksiądz Augustyn Kordecki. Pech w tym, że Smoka nigdzie nie ma. Był, ale się … zmył. Chłopcy odwiedzają mnóstwo takich miejsc – słynnych i mniej popularnych. W tle znane osoby, ciekawostki, konkretne informacje. Czy chłopakom uda się w końcu odnaleźć Smoka?

Każda rozkładówka (dużego formatu) to ilustrowane przygody Bolka i Lolka wraz z krótką historyjką. Mnie osobiście przypominają się czasy dzieciństwa, kiedy to kreskówka o dwóch urwisach „leciała” w sobotę na dobranoc. Charakterystyczne obrazki, nawet nazwy miejsc, nawet cena książki (!)  nawiązują do dobranocki sprzed lat.

Na końcu: zagadki. A w nich ukryte krakowskie gołębie, porozrzucane solniczki, kufry ze skarbami, zgubiona torebka, rozsypane cukierki, złodziej a nawet najprawdziwszy … ninja. Każda ilustracja to kolejna przygoda i zagadka. Dzieci liczą, ćwiczą wyobraźnię i spostrzegawczość. Książka do poczytania we wakacje i zachęta do odwiedzenia ciekawych miejsc w Polsce.

Wiek 5+

Wydawnictwo Znak

wtorek, 20 czerwca 2017

Ach! Mieć takiego pana Cebulę za nauczyciela historii. Koniecznie z jego wynalazkiem: magicznymi ławkami,  dzięki którym uczniowie mogą przenosić się w czasie do różnych epok. Ale od początku. Pan Cebula tak naprawdę nazywa się inaczej. To ze względu na jego osobliwy styl ubierania i … rozbierania zyskał taki a nie inny przydomek. Góra swetrów ściąganych podczas zajęć wprost proporcjonalnie do rosnących emocji. A tych jest naprawdę wiele.

To już trzecia wyprawa historyczna opisana przez Grażynę Bąkiewicz. Tym razem Karol vel Gruby przenosi się do czasów Jadwigi i Władysława Jagiełłów. W ciągu paru minut chłopiec z kolegami z klasy musi znaleźć jakiś szczegół dotyczący króla, o którym milczą oficjalne źródła. Ktoś powie: 8 i pół minuty to naprawdę niewiele. Tak – tyle że podczas tych Cebulowych wypraw czas biegnie inaczej. Wszystko się wydłuuuuuża.

Inny świat, kultura, polityka, knowania, spiski, przygody. Młodziutka Jadwiga, do której smolił cholewki Wilhelm Habsburg. Jej przyszły mąż: Władysław: Polak? Litwin? Poganin? Jaka jest prawda o dawnych czasach?


Grażyna Bąkiewicz dzięki atrakcyjnej formie udziela niesamowitej lekcji historii. Właściwie – czytelnik jest uczestnikiem ciekawej przygody, a w tak zwanym międzyczasie uczy się na temat epoki  z zamierzchłych czasów. To taka wartość dodana tej lektury.  Historia z humorem – a to też za sprawą zabawnych komiksów Artura Nowickiego, których jestem wielką fanką. W końcu – to też historia z pazurem – mnóstwo tu nie tylko konkretnych informacji, ale i ciekawostek, o których niestety (stety?) milczą podręczniki historii. Piszę tak – bo gdyby nie milczały, któż by sięgał po takie przygodowe perełki.


Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Każda książka, na której widnieje nazwisko J.K. Rowling budzi ogromne zainteresowanie i emocje.  Podobnie rzecz się ma z „Fantastycznymi zwierzętami”. Książka nietypowa – nie klasyczna powieść, ale oryginalny scenariusz filmowy z podziałem na poszczególne sceny i role. Aż dziw bierze, że tak długi film mieści się w takim małym egzemplarzu. Z informacjami dotyczącymi wyglądu występujących osób, miejsc i scenografii – ale bez szczegółów. Ciekawostka dla przyszłych scenarzystów : móc zobaczyć jak wygląda prawdziwy scenariusz filmu, który odniósł sukces. I choć ja osobiście preferuję tradycyjną powieść, muszę przyznać, że lektura „Fantastycznych zwierząt” była przeżyciem ciekawym. Pisanie scenariusza, przyznaje Rowling, było dla niej nowym doświadczeniem. Pomagali jej w tym dwaj scenarzyści: Steve Kloves i David Yates. Autorka kultowego „Harry’ego Pottera” musiała w tym przypadku, jak czytamy w Podziękowaniach, nauczyć się „jak dopasować kobietę do sukni”.


„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” to świat przed „Harrym Potterem”. Lata 20-te XX wieku, Nowy Jork. Do tej wielkiej metropolii przybywa Newt Skamander – magizoloog, absolwent szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Na pierwszy rzut oka niegroźny dziwak ubrany w jednorzędowy płaszcz sięgają mu do kolan, z szalem żółto-czarnym owiniętym dookoła szyi (tu już podziałała magia filmu i innej książki). To kolory domu w Hogwarcie  - Hufflepuffu. Miłośnicy małego czarodzieja na pewno wiedzą, co mam na myśli. Newt Skamander cały czas ma przy sobie wyświechtaną walizkę. Dodam tylko, że to rzecz niezwykła – miejsce, w którym mieszkają dziesiątki magicznych stworzeń.

Zamiana tej walizki i jeszcze jednej, wyglądem przypominającej tę pierwszą, doprowadziła do tego, że zamknięte stworzenia odzyskują wolność. Do tego w Nowym Jorku zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Chyba jakieś czary – coś lub ktoś miażdży samochody, rozbija ściany, tłucze szyby w oknach. Po takim wstępie można się spodziewać już tylko mocnych wrażeń, wyrazistych postaci, walki dobra ze złem, licznych scen zapierających dech w piersiach, nagłych zwrotów akcji. Ale czy nie takie właśnie oczekiwania mamy?

Ciekawym doświadczeniem było najpierw móc przeczytać tę książkę. Móc wyobrazić sobie Nowy Jork lat 20-tych ubiegłego wieku i jego mieszkańców. Bezchmurny dzień w tym wielkim mieście, kamienice o elewacjach z piaskowca. Newt Skamander, Tina Goldstein, Queenie Goldstein, Jacob Kowalski czy Persival Graves. Czytając scenariusz uzyskujemy niewiele informacji na temat  tych postaci. Jak wyglądają - o tym mówi już inna książka, która fajnie uzupełnia się ze scenariuszem. Mam na myśli „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Galeria postaci”. Oczywiście jeśli ktoś chce, może zaufać tylko i wyłącznie swojej wyobraźni. Natomiast dla innych ta książka to uzupełnienie wiedzy na temat osób występujących w scenariuszu. To nie tylko kolorowe zdjęcia z kadrami z filmu. To też mnóstwo informacji i ciekawostek odnośnie cech charakteru, wyglądu, ubrania, przedmiotów osobistego użytku, życiowej filozofii, doświadczenia i znajomości., również stosunku do magii. Oczywiście najwięcej uwagi poświęca się tu postaciom pierwszoplanowym. Absolutnym bohaterem drugiego planu jest estetyka amerykańskich lat 20-tych ubiegłego wieku, przejawiająca się głównie w modzie: strojach, fryzurach, nakryciach głowy, makijażu, w końcu motywach zdobniczych charakterystycznych dla tamtej epoki.


Mając do dyspozycji obydwie książki można zobaczyć jak wiele pracy wymaga przygotowanie filmu. To wielkie zaangażowanie ludzi, którzy dbają o każdy szczegół: ubioru, scenografii.  W scenariuszu znajdziecie również na samym końcu Słownik terminów filmowych. Wśród nich: montaż, ujęcie panoramiczne, skok montażowy. Po raz pierwszy zachęcam do obejrzenia filmu (śmiech). Kto przeczyta już scenariusz i Galerię postaci – niech obejrzy koniecznie adaptację tego scenariusza. Czy się udała? Ocenę zostawiam czytelnikom.

(Wszystkie zdjęcia pochodzą z książki: "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Galeria postaci")

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 18 czerwca 2017

W ostatni weekend byliśmy świadkiem takiej oto scenki. Do naszego ogrodu nadleciała sroka rozbójniczka. Gdy spostrzegły to „nasze” mazurki i te z sąsiedztwa, stworzyły w mgnieniu oka dość liczną bandę. Dołączył do niej jeszcze gołąb (skądś tam). Ptaki tak zaczęły uprzykrzać życie sroce, że ta raz dwa opuściła naszą okolicę. Ptaki długo jeszcze siedziały na płocie i świergotały o minionym zdarzeniu. Fajnie było z tarasu obserwować to całe zdarzenie, które świetnie pasowałoby do poetyckiego ptasiego radia. W końcu ptaszki przestały nadawać – nie musiała na szczęście przylatywać ptasia milicja.

I kogóż my tu mamy w Tuwimowskim „Ptasim radiu”?

Słowik, wróbel, kos, jaskółka,
Kogut, dzięcioł, gil, kukułka,
Szczygieł, sowa, kruk, czubatka,
Drozd, sikora i dzierlatka,
Kaczka, gąska, jemiołuszka,
Dudek, trznadel, pośmieciuszka,
Wilga, zięba, bocian, szpak
Oraz każdy inny ptak.

Wielu z nas zna ten wiersz – może nie na pamięć, ale fragment, treść ze słyszenia. A czy zastanawialiście się, jak wyglądają te wszystkie ptaszki, które ćwierkają, świszczą, kwilą, pitpilitają i pimpilą?

Te wszystkie ptaki można poznać teraz "osobiście" dzięki książce Marii Szajer i Katarzyny Minasowicz. Krótkie wierszowane teksty, które trafnie charakteryzują danego osobnika. I tak:

Słowik

Rozczochrany i malutki

najpiękniejsze śpiewa nutki. 

 

Kogut

Kukuryku!- pieje o świcie.

Długo przy nim nie pośpicie!

 

Autorka tekstu "wyciąga" na światło dzienne jakąś cechę związana z wyglądem, bądź trybem życia:

Wróbel

Ciężkie nóżki, gruby brzuszek

bo na obiad zjadł pięć muszek. 

 

O kosie na przykład dowiemy się, że lubi mieszkać w mieście. O wildze, że jej śpiew zwiastuje ulewę. A o jemiołuszce - że lubi chłody. Każdy ptak to oddzielna rozkładówka z dwiema ilustracjami: jedna przedstawia dany gatunek, druga zaś charakterystyczny dla niego atrybut. Jest jeszcze jedna niespodzianka. Ptaki z "Ptasiego radia" możemy zobaczyć, poznać jakąś ich cechę charakteru, a oprócz tego możemy ich ... posłuchać. Na dołączonej do książki płycie CD znajdziecie 26 ptasich głosów. Podczas spacerów będzie można błysnąć w rodzinnym towarzystwie - bo przecież rzadko potrafimy rozróżnić ptasie trele. 

Wiek 4+

Wydawnictwo Bajka

sobota, 17 czerwca 2017

Swego czasu bardzo żałowałam, że w Polsce pojawiła się tylko jedna książka Anne Crausaz. A tu proszę – niespodzianka. JEST! JEST! I znów tematyka przyrodnicza. Zachęcam, by sięgnąć również po jej "52 tygodnie".


Opowieść bardzo na czasie, bo w moim ogródku ślimaków – moc. Zwłaszcza po deszczu – wychodzi ich mnóstwo na ścieżki i trawę. Na całe szczęście: właśnie tych książkowych wstężyków ogrodowych, które mimo tego, że potrafią podjeść sałatę, listki kwiatka, to są całkiem sympatycznymi stworzeniami. Jednak co rusz muszą być zbierane, bo jednak takich ilości mój ogród nie jest w stanie „przerobić”. Dzieci wynoszą je potem na zieloną ziemię niczyją na naszym osiedlu, gdzie pędzą sobie dalej swój spokojny ślimaczy żywot. Myślę, że po tej historii jeszcze łaskawszym okiem spojrzę na te rogate stworzenia. Otóż Remek to ślimakowy młodzieniec, który marzy o tym, by być zupełnie kimś innym niż jest – czyli zwykłym ślimakiem ogrodowym. Chciałby być kimś niezwykłym.

Chciałby być na przykład: ślimakiem bez muszli, trochę pokręconym wężem, słoniem, poplątaną stonogą albo nastroszonym jeżozwierzem. Tych marzeń jest całe mnóstwo. Tymczasem prawdziwe jest stare porzekadło: wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Remek w końcu zaczyna rozumieć, że najlepiej być samym sobą. A jeśli jeszcze spotka się przyjazną duszę - to wówczas życie nabiera pięknych barw. 

Książka bez nachalnych wywodów uczy dzieci akceptacji siebie i przekazuje mądrość o wartości miłości i przyjaźni. Łatwiej iść przez życie z kimś, dzielić radości i troski. I cieszyć się widząc siebie samego  w lustrze, a nie marzyć w kółko o tym, by być zupełnie kimś innym. 

Bardzo oszczędne ilustracje autorki - ale znamy przecież je z innej książki. Za to wymowne i konkretne. 

Wiek 2+

Wydawnictwo Widnokrąg

piątek, 16 czerwca 2017

Obcowanie z naturą stało się modne. Obcowanie z naturą jest ważne. Dowodzą tego liczne badania i obserwacje.

Kolejna wersja elementarza – po udanych edycjach: Elementarza (do nauki czytania) i Elementarza matematycznego, zwraca uwagę właśnie na przyrodę wokół nas.

Autorka uświadamia małemu dziecku, że rzeczy wielkie mogą dziać się zaraz obok niego – po wyjściu na dwór, za próg mieszkania, w najbliższym parku czy ogrodzie. Wystarczy mieć oczy szeroko otwarte. Julek i Maciuś uczą się tego od swojego dziadka. Ten potrafi godzinami przypatrywać się drzewu rosnącemu w jego ogrodzie. Obserwować – jak zmienia się w poszczególnych porach roku.

Jest wesoło, niekiedy nawet filozoficznie, rodzinnie, przyjacielsko, a przede wszystkim przyrodniczo. Ponad 20 krótkich scenek z życia wziętych, w których przewijają się rozmowy na temat przemijania w życiu i przyrodzie, różnic w krajobrazach, kreciego kopca, burzy, obiegu wody, tęczy, kwiatów i owadów, kalendarza pogody, fasolowej plantacji. Mali przyrodnicy – kilkuletnie dzieci, są przewodnikami po świecie darów jesieni, piesków, dżdżownic, powietrza. Można zaznajamiać dzieci z powyższymi i innymi zagadnieniami już w przedszkolu.

Książka stanowi  też  świetne uzupełnienie i utrwalenie przyrodniczej wiedzy szkolnej. Mnóstwo ilustracji przedstawiających bohaterów tych historii  w różnych sytuacjach obrazujących niekiedy skomplikowane zagadnienia przyrodnicze. Dzięki nim takie hasła jak: piramida żywieniowa, wdychanie i wydychanie powietrza, budowa psa czy fasolowa plantacja będą łatwiejsze do zrozumienia i zapamiętania. Książka zachęca do przeprowadzania swoich obserwacji i eksperymentów. Dobry pomysł na spędzanie wolnego czasu podczas wakacji.

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 15 czerwca 2017

Akademia Pana Kleksa powstała podczas II wojny światowej. Za oknem było szaro, ponuro, niebezpiecznie, nieprzyjemnie.

„To była jakaś forma ucieczki przed rzeczywistością” – mówił Jan Brzechwa*. To świat, do którego uciekał autor. Może nie całkiem bezpieczny – ale było w nim miejsce na fantazję, marzenia, bajki. Zresztą w samej książce ponoć mnóstwo jest aluzji do II wojny światowej. Czyż nie przerażała Was horda wilków, o której opowiadał szpak Mateusz? Siała zgrozę w miasteczkach i wsiach, nie było na nią rady. Plądrowała, grabiła, mordowała. Nikt nie pomógł Mateuszowi, tak jak nikt nie pomógł Polsce w 1939 roku.


„Na koniec jednak wszystko jeszcze raz okazuje się baśnią. Okrutną, ale z dobrym zakończeniem. Szpak Mateusz zmienia się w „wytwornego pana w wieku lat czterdziestu, o włosach przyprószonych lekką siwizną”, czyli … Jana Brzechwę.

-Jestem autorem historii o Panu Kleksie – mówi elegancki pan. - Napisałem tę opowieść, gdyż ogromnie lubię opowieści fantastyczne i pisząc je, sam bawię się znakomicie.”*

 

Akademia Pana Kleksa to kawał świetnej literatury i dobrze się stało, że znalazła się w kanonie lektur szkolnych. To też moje najmilsze wspomnienie z dzieciństwa. Przygody Adasia Niezgódki i jego przyjaciół. I ta jedna myśl, która przed laty towarzyszyła mi podczas czytania – dlaczego ta sławna uczelnia była tylko dla chłopaków? Brzechwa w dzisiejszych czasach dostałby niezłego prztyczka w nos od feministek (śmiech). Mam przed sobą nowiutki, pachnący jeszcze farbą drukarską egzemplarz Naszej Księgarni. Książka wydana starannie, apetycznie. Zawiera w środku nie tylko „Akademię” ale i dwie dalsze części: Podróże pana Kleksa i Tryumf pana Kleksa. Mniej znane, ale również zasługujące na uwagę.

Książka swego czasu robiła furorę dzięki udanej adaptacji filmowej. Jednak – jak to zwykle w takich przypadkach bywa – książka oczywiście jest lepsza od filmu (nie odwołam).  Najnowsza wersja – z ilustracjami Marianny Sztymy, którą lubię za wiele ilustracji do innych tytułów. Na pewno ilustratorka zdawała sobie sprawę z tego, że podjęcie taaaakiego wyzwania, jakim jest stworzenie nowego wizerunku profesora Kleksa, to jest wyczyn nie lada. I że trzeba będzie zmierzyć się z opinią miłośników Szancerowego Kleksa. Tam – rozczochranego wariata – tutaj bardziej stonowanego, wyciszonego pana. Myślę, że Kleks pani Marianny ma szansę chwycić za serducho. Też z chochlikiem w oku, z zawadiackim uśmiechem, kolorowymi piegami spodoba się współczesnym – i dzieciom, i rodzicom, również tym, „skażonym" Szancerem.


Podróże Pana Kleksa i Tryumf pana Kleksa powstały już w czasach powojennych. Kolejno lata: 1961 i 1965. Podróże, w których sławny mędrzec, dziwak i podróżnik, uczeń wielkiego doktora Paj – Chi – Wo, założyciel słynnej Akademii, Ambroży Kleks wyrusza na spotkanie ku przygodzie. W dalekim kraju – Bajdocji jego mieszkańcy piszą białym atramentem na białym papierze. Nikt nie zna sposobu zapisywania bajek, a kiedy niestety zawodzi system supełkowy, cały kraj pogrąża się w żałobie. I właśnie wtedy przed Wielkim Bajarzem staje pan Kleks, który przekonuje go do wyprawy na trójmasztowcu „Apolinarym Mrku” (mieszkańcy nie zali litery „u”) w celu dotarcia do składników czarnej i białej barwy. Tryumf pana Kleksa to z kolei przygody w krainie: Alamakota. Moim zdaniem to najsłabsza z trzech części – choć na pewno warta poznania. Dużo tu miejsca na przygodę, wyobraźnię i …. filozofowanie.


Klasyka dla dzieci – z nowym wizerunkiem kultowego dla wielu bohatera. Czy dacie mu szansę? Sama, przyzwyczajona do wizerunku autorstwa Szancera, już teraz polubiłam Kleksa pani Marianny. A w samej grubaśnej książce znajdziecie tyle przygód, że starczy na całe wakacje. A może natchną one dzieci do wspaniałych zabaw, zniechęcą choć trochę do komputera?


*- cytaty pochodzą z książki Mariusza Urbanka – „Brzechwa nie dla dzieci”


Wiek  8+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 14 czerwca 2017

Jak ja lubię taaaaakie niespodzianki. Bo…. Pomyśleć by można, że w kwestii „Śpiącej Królewny” zostało już wszystko powiedziane. Tymczasem Wydawnictwo Nasza Księgarnia prezentuje nam takie jak ta perełki. Gdy czytałam informacje o autorce nie mogłam uwierzyć, że wierszowana opowieść o królewnie powstała pod koniec lat 20-tych ubiegłego wieku, i że za chwilę liczyć sobie będzie sto lat. Tymczasem ta baśniowa staruszka jest w doskonałej formie, ma wiele werwy, lekkości. Manuel Peña Muñoz pisze, że ta uśpiona bajka została wybudzona po niemal stu latach od momentu jej napisania przez Gabrielę Mistral (ur. 1889). Sama autorka to odrębny ciekawy temat. Z chilijskiej prowincji, najpierw skromna nauczycielka, potem również poetka, działaczka oświatowa  i … dyplomatka. W końcu – uwaga - Laureatka Literackiej Nagrody Nobla z 1945 roku. Przebywając w Europie zachwyciła się klasycznymi baśniami Charlesa Perraulta i braci Grimmów. Jak bardzo zafascynowały ją te stare teksty? Można powiedzieć, że baaaardzo. Dowodem na to jest m.in. ta książka i inne, które nawiązują do starych tekstów: o Czerwonym Kapturku, Kopciuszku i Królewnie Śnieżce.


Ta historia czaruje, jest pięknie opowiedziana. Ciekawym doświadczeniem jest to, że można na własnej skórze przekonać się, jak nasze dziedzictwo kulturowe postrzegane było przez innych – bo sami przyznajmy, kultura europejska znacznie różni się od kultury obu Ameryk.

A zaczyna się tak:

Bardzo dawno, dawno to było,

wiele upłynęło już wody,

gdy pewna królowa powiła

córeczkę nieziemskiej urody.

 

Prześliczne to było stworzenie,

zjawisko nie z tego świata.

Piękna niczym senne marzenie,

z zachwytu aż chciało się płakać.

 

Na chrzciny malutkiej królewny

zjechało wielu możnych gości,

król zaś dodatkowo zaprosił

wróżki, co potrafią zapewne

zło i dobro jak mąkę przesiać.

Siedem wróżek się pojawiło

na wystawnej uczcie królewskiej.

Na uwagę zasługują ilustracje Carmen Cardemil. Nierówna faktura tła, postacie niekiedy jakby zamazane, ni to we śnie, ni w ruchu, zyskując tym samym na swego rodzaju autentyczności. Oryginalne przedstawienie uśpionego dworu królewskiego wnosi nową jakość w tradycyjną ilustrację do baśni, która liczy sobie kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt różnych wersji; która doczekała się wielu adaptacji filmowych i animowanych, i która liczy sobie …. kilkaset lat.


Na koniec dodam, że książka była wielokrotnie nagradzana; wspomnę tutaj choćby Honorowe Wyróżnienie w kategorii "Nowe horyzonty" na Międzynarodowych Targach Książki dla Dzieci w Bolonii w 2014 roku.


Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 13 czerwca 2017

Lektura najnowszej "Basi" świetnie wpisuje się w ogólnopolską akcję „Noc w bibliotece”. Niedawno jak Polska długa i szeroka hucznie korzystano z dobrodziejstw tego wydarzenia. Historia z książki Zofii Staneckiej przypomniała mi o czasach, kiedy to moi synowie wędrowali regularnie ze swoimi grupami przedszkolnymi do biblioteki – bardzo to lubili i miło wspominają  „stare dobre czasy”.

Tymczasem w książce nauczycielka przedszkola: pani Marta – zabiera Basiną grupę na warsztaty biblioteczne. Mali czytelnicy mają możliwość poznania bliżej tego magicznego miejsca – jakim jest właśnie biblioteka. Tym bardziej, że z tekstu wynika, że nie wszystkie dzieci znają bibliotekę. Poprzez tę książkę, można bibliotekę odwiedzić w wyobraźni. Dzieci dowiadują się, że w bibliotece można wypożyczać książki za darmo, i że trzeba o nie dbać. „Nie można do nich chować kanapek. Ani czytać w wannie” – baaaaardzo spodobał mi się ten fragment. W bibliotece panuje też cisza, by nie przeszkadzać innym . Grupa Basi bierze udział też w warsztatach artystycznych prowadzonych przez popularną i znaną pisarkę. Emocje przed spotkaniem są tak duże, że Basia nie może spać. Pod poduszka pieniążki od mamy na książkę z autografem autorki. Nie ma się co dziwić, rasowe moliki książkowe mogą w takiej sytuacji marzyć i śnić tylko o książkach. W jaki sposób Basia spędzi dzień w bibliotece? Czego się dowie i czego nauczy? Czy jej się tam spodoba? Odpowiedzi oczywiście należy szukać w książce – a jakże.

Basia od kilku już lat pomaga najmłodszym poznać świat. Tym razem temat dla moli książkowych. Właściwie molików książkowych – biblioteczne sale i regały pełne książek. Spotkanie autorskie, podczas którego dużą rolę odgrywa mała i wielka zarazem wyobraźnia. Dzieci dowiadują się dużo na temat odpowiedniego zachowania w tym miejscu. A może lektura zachęci do tego, by razem z rodzicami albo starszym rodzeństwem udać się do biblioteki? Bo Basię naprawdę warto naśladować. Zwłaszcza w tym przypadku.

Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Dawno nie pisałam o Kici Koci. Tymczasem Kica ciutkę urosła i już potrafi jeździć rowerem. Niedawno dostała od rodziców niespodziankę – nowy rower. Cudowny pojazd stoi w przedpokoju i cieszy oko Kici Koci. Dzięki małej przyjaciółce maluchy mogą poznać wiele spraw związanych z rowerem i jazdą na rowerze: poszczególne elementy wyposażenia, ubiór – koniecznie kask i wygodne buty. Do świadomości małego dziecka dociera również ważna informacja, że na rowerze można pierwszorzędnie spędzić czas razem z przyjaciółmi. Zamiast siedzieć przed telewizorem albo tabletem, lepiej wyjść na dwór, na świeże powietrze i pohasać na dwóch (czterech) kółkach. Kicia Kocia wie o tym doskonale, dlatego też śmiga razem z Packiem i Adelką. Przyjaciółka Koci ma rowerek biegowy – bez pedałów. Dla maluchów to żadna nowość, bo w tej chwili widać mnóstwo takich pojazdów na naszych (chciałam napisać "na ulicach"), chodnikach, ścieżkach rowerowych i w parkach. To też doskonała okazja, by spędzać czas wspólnie z rodzicami i rodzeństwem. Zatem – jak widzimy – jazda na rowerze ma same plusy. Kicia Kocia rozpoczyna naukę jazdy na rowerze, doświadcza wzlotów i upadków (dosłownie): zalicza wywrotki, poznaje ból, a na ciałku pojawiają się guz i stłuczone kolano. Jednocześnie sukcesy rowerowe wywołują uśmiech na małym pyszczku – wprawdzie czasem można sobie coś zrobić – ale – „co z tego, skoro frajdy jest o wiele więcej”. I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wpis – wszyscy na rowery!

Książka świetnie sprawdza się jako lektura dla maluchów. Język, ilustracje, doświadczenia, świat doznań. Znam z najbliższego otoczenia co najmniej dwie fanki Kici Koci, które znają książki o niej na pamięć. I zawsze cieszą się, gdy pojawia się nowy tytuł.  

Wiek 0 +

Wydawnictwo Media Rodzina

czwartek, 08 czerwca 2017

Astrid Lindgren zaczęła to opowiadanie takim oto zdaniem: „To jest opowieść o wielkim byku Adamie Engelbrekcie, który dawno temu, w Niedzielę Wielkanocną, nagle zerwał się z powroza”. Tymczasem jest to opowieść również o malutkim Kallem, który okiełznał wielkiego zwierza. I po trosze o oborowym, który opiekował się bydłem w gospodarstwie. Wreszcie i o właścicielu tegoż gospodarstwa i jego rodzinie. Każdy  z nich ma w tej historii swój, niekiedy niewielki, udział. Jak to się mówi: swoje 5 minut. Jednak prawdziwą bohaterką, która wysuwa się na plan pierwszy dzięki ilustracjom Marit Törnqvist, jest sama … Szwecja. Tak myślę:charakterystyczne drewniane czerwone domki z białymi oknami i ościeżnicami drzwi, bielusieńkie rzeźbione w drewnie werandy, kolorowe chodniczki z tkanin, w pokojach biała boazeria do połowy ściany, solidne meble. Styl, który dziś tak wielu próbuje naśladować, co widać na wielu różnojęzycznych blogach wnętrzarskich. Do tego: czystość, skromność, dbałość o porządek, a jednoznacznie dobry gust i smak. I jeszcze na sam koniec -  piękna czysta przyroda. Oniemiałam, gdy zobaczyłam Kallego wędrującego z zarobioną monetą w brzozowym lesie. W końcu ta opowieść to również obraz dawnej szwedzkiej wsi – niezbyt bogatej, biednej wręcz. Jakże ciężkie to było życie pokazuje szwedzka literatura dla dorosłych. Tutaj kilka scen z życia wiejskiej gawiedzi poruszonej zachowaniem byka. Uwagę na pewno przykuwa dbałość o szczegóły strojów kobiet, mężczyzn i dzieci: spodnie na szelkach, koszule w drobne paski, nakrycia głowy znane z innych powieści Astrid Lindgren – jak choćby tej o Emilu. Sama opowieść nie jest specjalnie wyszukana. Ot – scena rodzajowa z życia pewnej małej społeczności. Lindgren zbierała takie – znała takie zarówno ze swojego doświadczenia jak i z opowieści swoich rodziców. Tytułowy byk wpada w złość i nikt i nic nie jest w stanie go uspokoić. Tylko mały chłopiec – Kalle, wie dobrze, co należy zrobić. Jak dzielny torreador podchodzi do byka, który prawie … je mu z ręki. Lindgren pięknie przedstawia tu obraz dziecka, które mądrością i sprytem góruje nad dorosłymi. Wzruszają jego delikatność, spokój i czułość, które chłopiec okazuje rozeźlonemu zwierzęciu. Stoją one w opozycji do zachowań dorosłych. Przecież patrząc na ilustrację słychać na nich dosłownie hałas, poruszenie, porykiwania byka. Wszystko jest jakby w ruchu, bardzo ekspresywne. Tymczasem sam Kalle to oaza spokoju. Dostrzega w zwierzęciu dobro i to sprawia, że chłopiec zwycięża. Tym samym Lindgren pokazuje, że dobrym słowem można osiągnąć znacznie więcej niż groźbami, siłą czy hałasem.

Książka dla tych, którzy lubią klasyczne opowieści.

Wiek 4+

Wydawnictwo Zakamarki

środa, 07 czerwca 2017

W dniu codziennym towarzyszą nam różne rzeczy, bez których trudno wyobrazić nam sobie nasze zwykłe życie: opony do samochodu (dojeżdżam do pracy codziennie), T-shirt w upalny dzień, ziemniaki (wszak wielkopolska pyra ze mnie) , długopis (mimo ery komputerów – nadal zużywam ogromne ilości – m.in. do pisania książkowych recenzji, ponieważ mogę to robić wszędzie i o każdej porze – co za wygoda), cola (u nas w domu – tylko od wielkiego dzwonu), krzesło, książka. I mnóstwo innych rzeczy, z których każda ma swoją historię i opowieść. Związani z nimi ludzie, wydarzenia, przypadki, szczęścia i nieszczęścia, podróże i wiele wiele innych powodów, dzięki którym mamy dziś okulary, śruby, termometr, sól i cukier (ten ostatni mógłby zniknąć – choć na jakiś czas), papier toaletowy. Rzeczy, co do których mamy osobisty stosunek – jedne lubimy, innych nie. Jedne bardziej zauważamy, inne są dla nas niewidzialne – ot są, tak po postu. Jedne bardziej potrzebne od drugich. Związane z kulturą – jak choćby widelec. W niektórych krajach je się przecież ręką. Jedne z opisanych tu rzeczy mają długaśny życiorys – inne znów to racjonalizatorskie niemowlęta. Bo czymże jest taki 70-letni długopis w porównaniu z 9000-letnim … chlebem. Każda rzecz opisana jest na osobnej karcie dużego formatu. Znajdziecie tu mnóstwo opowieści, ludzi z pasją, ciekawostek. W tle wydarzenia kulturowe, historyczne, społeczne. Odkrycie lub wynalezienie każdej z tych rzeczy związane jest z jakimś człowiekiem. Od zawsze dąży on do poznania świata, jego ulepszenia. Stąd wynalazki mniejszego i większego kalibru. Kto wie – a może któryś z małych czytelników wynajdzie w przyszłości coś, o czym będą pisali w książkach takich jak ta? Czego szczerze życzę.

Książka jest bogato ilustrowana. Lubię taki współczesny minimalizm współgrający z tekstem – nienachlany a jednocześnie świetnie uzupełniający się z warstwą narracji.

Książkę można kupić tutaj.

Wiek 6+

Wydawnictwo Zuzu toys

niedziela, 04 czerwca 2017

Michael Bond dla wielu to przede wszystkim autor kultowego misia Paddingtona. Tymczasem pisał on również inne książki dla dzieci. Jak tę: „Bajka o mysiej rodzinie”.

Bohaterkami tej książki jest piętnaście myszek, które zamieszkiwały domek dla lalek zdobiący wnętrza pewnego wiekowego pałacu. Rodzice i aż trzynaścioro małych mysiątek.  Dodam zresztą, że sam domek również nagryziony był przez ząb czasu. Pałac ów był codziennie odwiedzany przez tłumy turystów. Turyści zatrzymywali się przed domkiem dla lalek i robili zdjęcia. Dlatego tak ważne było, by wszystko w nim dokładnie wysprzątać, by zatrzeć ślady mysiej bytności. Myszki wiodły sobie swój dostatni i spokojny żywot aż do czasu. Pewnego dnia w pałacu zaczął się remont. Okazało się, że stary zniszczony domek dla lalek nie pasuje do nowych ekskluzywnych wnętrz. Wprawdzie mysie dzieci na swój sposób chciały ratować domostwo – ale skutek tego był wręcz tragiczny. Domek z pałacu zabrano, natomiast rodzina zmuszona była przeprowadzić się do ogrodowej szopy na narzędzia.  Chłodna i głodna była pierwsza zima w szopie. Jakże myszki tęskniły za swoim dawnym życiem. Tymczasem nadeszła wiosna – a wraz z nią wrócił  …. – ku ucieszy małych stworzeń i tłumów turystów, domek dla lalek. Historia ma zatem swój happyend, bowiem myszki  znów zamieszkały w swoich starych-nowych kątkach.


Krótka opowieść klasycznie zilustrowana przez Emily Sutton. Zaobserwowałam małą dziewczynkę z mojej rodziny, która dosłownie „zatopiła się” w obrazach z myszkami. Szczególnie długo zatrzymała się na rozkładówce zaraz na początku książki przedstawiającej domostwo państwa Malutkich. Łazienka z wanną na mosiężnych lwich łapach, stylowe kurki do wody, kominki w pokojach i (ach) prawdziwy ogród zimowy, sypialnia z łóżkiem z baldachimem, spiżarnia pełna smakołyków, biblioteka pełna miniaturowych książek. Mała czytelniczka liczyła i liczyła licznych członków rodziny, zachwycała się szczegółami i mruczała pod nosem swoje mysie historyjki. Mnóstwo tu zakamarków i schowków, do których warto zajrzeć. Myślę, że ta książka spodoba się maluchom.


Wiek 3+

Wydawnictwo Znak

sobota, 03 czerwca 2017

 

Szare, bure i pstrokate

Wszystkie koty za pan brat.

Mają drogi swe i płoty

-po prostu koci świat!

 

Pamiętacie? Moje pokolenie, pewnie tak. Mnie w każdym razie łezka w oku się zakręciła. Kultowa bajka o czarnym Bonifacym, kochającym swój zapiecek, chwalipięcie jakich mało, takim kocim filozofie. I o Filomenie – małym białym kotku, z czarną plamką za uchem, naiwnym, ciekawskim i odważnym. Większość książek napisanych według kreskówek jest zazwyczaj na niskim poziomie. Powiem tak – ładnie wyglądają, ale czytać tego się nie da. Tymczasem Przygody są napisane starannym i barwnym językiem. Autorami są dwaj scenarzyści: Marek Nejman- można powiedzieć, ojciec kota Filomena i Sławomir Grabowski. Książkę zilustrowała Julitta Karwowska – Wnuczak, przy bajce odpowiedzialna za projekty plastyczne.

Takiej wsi, takiej chaty, w której żyją oba koty, w naszej okolicy już nie ma. Ale może gdzieś w Polsce… Dlatego warto sięgnąć po książkę już choćby dla odkrycia tego, co minęło. Zapiecek, wóz drabiniasty, gliniane dzbanki, puchowe pierzyny, ptactwo spacerujące dumnie po zagrodzie, płot ze sztachet, harcujące po izbie myszy, drewniane ławy, czy najprawdziwsza w świecie miotła. A przede wszystkim zapach dawnej wsi. Nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę. Wieś kiedyś pachniała inaczej. Rok temu razem z mężem mieliśmy coś w rodzaju dejavu. Wyjechaliśmy na zawody męża w Polskę i w przerwie między startami spacerowaliśmy po wiejskiej urokliwej okolicy. I nagle przechodząc koło pewnego domostwa, spojrzeliśmy automatycznie na siebie i razem stwierdziliśmy, że tak pachniała wieś naszych dziadków – i z mojej i z M. strony. Bez wielkohodowalnych zapachów, bez środków chemicznych, nawozów. I ja taką właśnie wieś odnajduję w tej książce. Książka z wielką czułością traktuje o tym, co polskie, zaprasza do odkrywania cudów świata, ale nie tego dalekiego, tylko świata na wyciągnięcie ręki. Są też polskie zwyczaje – Wielkanoc, Boże Narodzenie. Obok naszych bohaterów jest mnóstwo innych zwierząt, roślin, przedmiotów, które współtworzą ten koci świat. Są i przysłowia – już choćby to ulubione dziadkowe Masz babo placek, czy inne: Kto nie pracuje ten nie je, Żyć jak pies z kotem.

Książka zdecydowanie dla starszaków- rozdziały są dosyć długie, rozbudowane dialogi, z wyszukanym słownictwem, wymagają większej koncentracji. W książce znaleźliśmy 32 historie, które pochodzą z tomów Przygody Kota Filemona; Filemon i Bonifacy; Filemon, Bonifacy i Szczeniak. Powiem tak – jako dziecko bardziej lubiłam Filemona, za którym teraz przepada mój Tomek. Z wiekiem bliższy stał mi się Bonifacy – trochę leniwy, niezły maruda:) kochający wygody i ciepełko, z dystansem podchodzący do życia i doświadczony. Polecamy!

Wiek 5+ 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 01 czerwca 2017

Podróżnik to zeszyt, który pomoże zatrzymać wspomnienia. Z biegiem lat nie pamiętamy gdzie tak dokładnie człowiek był, co zobaczył, usłyszał, jadł, jakie wrażenia wywarły na nim miejsca, ludzie. Oczywiście wspomnienia są, ale szczegóły? Nie. Niekiedy pojawiają się opowieści przy rodzinnej  posiadówce – i wtedy zdziwienie – faktycznie – „Tak było! I ty to pamiętasz?” Pamięć ludzka jest ulotna.

Podróżnik to zeszyt na…. Chciałam z początku napisać: na lata – ale są rodziny, które często spędzają dużo czasu w podróży. Choć przeciętny młody człowiek nie zapuszcza się zbyt często w dalekie strony. Tak więc – wypełnienie zeszytu wspomnień – to sprawa baaaardzo indywidualna. Jeśli ktoś ma szczęście do rodziców wariatów (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), którzy co rusz wyciągają progeniturę na krótsze i dłuższe wypady w ciekawe miejsca, ma szansę na szybkie zapełnienie zeszytu i …. bogate wspomnienia. Jeśli zabraknie kartek – zawsze można zaopatrzyć się w kolejny egzemplarz „Podróżnika”. Na każdy wpis przeznaczono cztery strony. Nie ma na pewno miejsca na długaśne eseje. Ale nie oto tutaj chodzi. Z pamięcią jest tak, że niekiedy wystarczy mały impuls, hasło – i już zaczynają ożywać wspomnienia. Każda podróżna część została podzielona na kilka drobniejszych , z których każda koncentruje się na jednym aspekcie tematycznym: daty wyjazdów, dane uczestników, środek transportu, opis miejsca, pamiątka z wyjazdu (może być bilet wstępu, pocztówka), nowe umiejętności i wiedza, przyroda, potrawy, zabawa, przebój muzyczny, najlepsze wspomnienie czy numery telefonów znajomych. Na końcu – ocena wyjazdu – jak w przypadku oceny hoteli – od jednej do pięciu gwiazdek. We wstępie autorka przedstawia każdy temat i podpowiada,, co może znaleźć się w opisie. Choć ja myślę, że uzupełnianie to naprawdę sprawa bardzo indywidualna. Jedni lubią się rozwodzić na dany temat – inni preferują lakoniczne zapiski. Na pewno ciekawym dodatkiem będą zdjęcia, rysunki, bilety, jakieś drobiazgi. Podróżnik może być „dziełem” całej rodziny. Z własnego podwórka wiem, że to ja zawsze dbam o jakieś zapiski, notatki – dzieci na razie nie mają do tego głowy. Tato – w ogóle. Może warto wypełniać go stadnie – ktoś jest odpowiedzialny za wpisy, ktoś robi ilustracje, ktoś inny wkleja zdjęcia. A później czytamy i wspominamy oczywiście wspólnie – przy jakiejś wyśmienitej herbatce i pysznych ciasteczkach domowej roboty.


„Podróżnik” ma ciekawą oprawę graficzną. Na każdej stronie : czarno – białe ryciny, które nie przeszkadzają w prowadzeniu zapisków. Można je dodatkowo pokolorować, można na nie nakleić swoje zdjęcia i obrazki.

Wiek  7+

Podróżnik można kupić tutaj

Wydawnictwo Zuzu toys