Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
czwartek, 30 czerwca 2016

Przez długie lata mojego dzieciństwa i jeszcze potem żyłam w przekonaniu, że matematyka to zło konieczne. Stało się to za sprawą kilku czynników, które teraz dyplomatycznie przemilczę. Kiedy trafiają w moje ręce takie książki jak ta, nabieram przekonania, że jest dobrze. Bo to tylko jeden z wielu przykładów wydawniczych matematyki dziecięcej. Ukazujących ją w zupełnie innym świetle. Może być ona fascynująca, intrygująca i  może być wszędzie. Można matematykę spotkać na spacerze, na zakupach, na rodzinnej wyprawie wakacyjnej.

„Elementarz matematyczny” podaje gotowe historyjki matematyczne dla najmłodszych, ale ja tak sobie myślę, że jednocześnie inspiruje rodziców do wyszukiwania nowych, swoich rodzinnych przykładów codzienności z matematyką. Po lekturze przygód piątki przyjaciół: Krzysia, Julka, Ady, Lenki i Antka nie straszne będą najmłodszym: pojęcia kalendarza, zbioru, pieniędzy, pór dnia, miesięcy, odejmowania, dodawania, dzielenia i mnożenia, przyborów geometrycznych, cyfr arabskich i rzymskich, godziny, jednostek długości, miary, objętości i wagi, planet. Dzieci oswoją się z figurami geometrycznymi, odczytywaniem temperatury, poznają ułamki. Na szczęście to nie suche przekazywanie wiedzy. Dzieci poznają matematykę w praktyce, w powiązaniu z codziennością: patrzą w niebo, jedzą ułamkową pizzę, pieką ciasto czekoladowe i odważają składniki, sprzątają pokój i przy okazji tworzą zbiory i podzbiory. Sceny z dnia powszedniego, w których niby mimochodem pojawiają się pojęcia i zadania matematyczne. Gdyby tak wprowadzić takie pojęcia jak np.: dekagramy, suma, różnica, doba, litr i ćwierć litra i wiele innych pojawiających się w tych krótkich historyjkach, wtedy na pewno dziecko będzie miało dobry matematyczny start w szkole.


Książka jest bajecznie kolorowa, z mnóstwem ilustracji. Co rusz można śledzić ulubionych bohaterów w matematycznych sytuacjach. Na pewno takie wydanie książki zachęca do oswajania matematyki na własną rękę. Tym bardziej, że duże litery zachęcają do tego, by ćwicząc matmę ćwiczyć jednocześnie czytanie.


Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia



środa, 29 czerwca 2016

 

Przypomniała mi się piwnica mojej babci Marianny, do której schodziło się po opartej stromo o ścianę drabinie. Dlatego też znalezienie się tam i odkrywanie zakamarków i skarbów (m.in. ręcznie uszyte: czerwono-zielony konik i lalka szmacianka) były nie lada wyczynem. Trzeba było zdobyć się na odwagę, odsłonić kotarę z grubego i szorstkiego materiału (za którą na pewno czaił się D-U-C-H), pokonać lęk wysokości  i znaleźć w sobie zmagazynowane dziecięce siły, by zrównoważyć chybotliwą i marnej jakości drewnianą drabinę. Kiedy jednak poczuło się twardy grunt pod nogami, można było zacząć myszkowanie po kątkach i zakątkach, do których prowadziły kręte i ciemne korytarze i w których dziecięca wyobraźnia miała naprawdę pole do popisu.

Jedenaście pomieszczeń, które potwierdzają wymyślone właśnie przeze mnie zdanie: „Pokaż mi swoją piwnicę, a powiem ci, kim jesteś” ( a może ktoś wymyślił jej już przede mną?:)) Każda piwnica ma przecież swoje określone funkcje: przechowuje się w niej to, na co nie ma miejsca w mieszkaniu, co potrzebne w innych porach roku (ozdoby choinkowe) i wszystkie inne przydasie, których na pewno w przyszłości będziemy potrzebowali. Autorki zaglądają do jedenastu piwnic, opowiadają słowem i ilustracją, co się w nich znajduje. Na końcu zachęcają do odgadnięcia zagadki, kto jest ich właścicielem. Bo przecież inna jest zawartość piwnicy architekta, inna działkowca. Myślę, że najmłodsi nie będą mieli najmniejszego problemu z odpowiedzią. A gdyby pojawił się problem – odpowiedzi znajdziecie na końcu książki. A tutaj niespodzianka – pismo lustrzane. Nie ma tak łatwo – do przeczytania rozwiązania potrzebne lusterko, ale to przecież niezła frajda dla dzieci, prawda?

Oprócz zabawnych wierszyków – wyliczanek o tym, co w danej piwnicy znaleźć można, są też ilustracje pełne szczegółów i szczególików. Poszukajcie przedmiotów, o których mowa w tekstach. Książka na pewno uczy spostrzegawczości. Zachęca również do odkrywania „skarbów” w piwnicach, zapomnianych i niedocenianych przez dorosłych. A kto wie, może jakiś drobiazg, przypadkowo znaleziony w starej piwnicy, będzie początkiem doskonałej zabawy albo nawet wakacyjnej przygody?

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry

 

wtorek, 28 czerwca 2016

Dunia i jej piękna przyjaźń z Fridą - po raz piąty. Przypomnijmy krótko: mama Duni nie żyje i dziewczynka wychowywana jest przez ojca. Dawniej Dunia miała w klasie przyjaciółkę od serca: Fridę, jednak tak się życie ułożyło, że dziewczynki z powodu przeprowadzki musiały się rozdzielić. Rozłąka na szczęście nie oznacza końca przyjaźni. Dziewczynki co rusz się spotykają i pielęgnują szczególną więź, która je łączy. Jak będzie tym razem?

Klasa Duni wybiera się na wycieczkę do skansenu. Pełno tu starych budowli, które zostały przeniesione do muzeum na wolnym powietrzu, by turyści mogli sami się przekonać, jak dawniej wyglądało życie codzienne. Jest szkoła ze starymi ławkami, jest uliczka z zabytkowymi domami. W skansenie są również zwierzęta. Przy małpach Dunia słyszy niemiłe słowa od dwóch klasowych koleżanek, które sprawiają jej ogromną przykrość. Dziewczynka gubi klasę, ale i spotyka … Fridę. Przyjaciółki na własną rękę, już we dwie, zwiedzają skansen.

Książka o Duni – jak zwykle porusza kilka ważnych tematów, które niekiedy niepokoją małych ludzi. To na pewno przyjaźń, ale i trudne relacje w klasie. Tym razem pojawia się temat nowej przyjaciółki taty – Wery. Dunia nie chce jej zaakceptować, wszystko co Wera robi, nie podoba się dziewczynce. Także przyjaźń na odległość to trudny temat. Ciężko żyć bez bliskiej przyjaciółki.

Również ta część o Duni niesie ze sobą wesołe ale i smutne momenty. Rose Lagercrantz jak zwykle szuka rozwiązania. Pojawia się ono w scenach klasowych i rodzinnych, w rozmowach bohaterów. Nie brak tu emocji: radości, smutku, złości, miłości. Ot, zwykła codzienność małej szwedzkiej dziewczynki, w której pewnie nie raz odnajdzie się i nasza polska czytelniczka. A jeśli nie - to jest to nadal lektura o pięknej i szczerej przyjaźni, którą po prostu warto naśladować.

Proste zdania, szeroka interlinia oraz duże litery na pewno ułatwią rozczytywanie się początkującym czytelnikom. Ja lubię bardzo ilustracje Evy Eriksson: czarno-białe, są jak fotografie dokumentujące codzienność Duni. Świetnie oddają rzeczywistość, są duże i wyraźne, jest ich tu całe mnóstwo – prawie na każdej rozkładówce. Dodają oczywiście stron – a przeczytać aż 144 strony – to wyczyn nie lada. Ciekawa tematyka, strony do czytelniczego „pożarcia” – sukces gwarantowany. I motywacja do kolejnych książkowych odkryć.

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Agnieszka Frączek lubi zaskakiwać. Specjalista od niemieckiego, a tymczasem „zanurzyła się” w naszym rodzimym języku. Mało tego – co rusz przyłapuje nas na tym, że nie wiedzieliśmy, nie zdawaliśmy sobie sprawy. Bo kto by pomyślał, że w szukaniu nazw zwierząt ukrytych w innych wyrazach, może być aż tak ekscytującym zajęciem. Bo nagle okazuje się, że w języku potocznym aż roi się od najróżniejszych zwierzaków.

Jak pisze na początku sama Autorka, zwierzęta te znalazły się w słowach albo przez przypadek (mucha – dmuchać) albo w wyniku skojarzeń (chomik – ktoś coś chomikuje).

Dwadzieścia wierszy, które uwrażliwiają na język, zachęcają do jego obserwacji, zabawy w słowa. Z ciekawą puentą, z humorem. Pasują do nich oryginalne ilustracje Joli Richter-Magnuszewskiej. Artystki, która osiadła w Bieszczadach. Śmieszny jest jej dżentelmen, który nie chciał się „uświnić”, bąk, który „bąka”, krowa, która się „krowi”.

Wydawnictwo Literatura nie pierwszy już raz zwraca uwagę na uroki i tajemnice naszego języka. Kolejna, ładnie wydana książka, która skutecznie udowadnia, że Polacy nie gęsi, też swój język mają.

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

 

 

 

 

piątek, 24 czerwca 2016

 

Kurczak Karolek ożywa na kartkach książki. Wystarczy lekko poruszyć papierem, a już podskakuje wesoło na swoich nóżkach, rusza malutkimi skrzydełkami, a nawet unosi się na chwilę w górę („Kurczak Karolek uczy się latać”), przeciąga się (w swój wypróbowany kurczakowy sposób) w swoim milutkim łóżeczku, zjada pyszne płatki na śniadanie, po czym maszeruje dzielnie do przedszkola („Kurczak Karolek idzie do przedszkola”).


Zabawne i kilkustronicowe historyjki o małym kurczaku oswajają najmłodszych z codziennością. Mały ptak pokonuje znane przedszkolakom trudności (ranne wstawanie, jedzenie śniadania – co dla niektórych jest mordęgą). Karolek uczy, że warto się wysilić, próbować, by w końcu osiągnąć sukces. Pozytywna i optymistyczna lektura. Duże litery zachęcają do pierwszych prób czytelniczych. Ruchome obrazki wzbogacają czytanie o aspekt zabawowy, a to w przypadku najmłodszych niezwykle ważne.


Wiek 1+

Wydawnictwo Olesiejuk

środa, 22 czerwca 2016

Zawsze z dużą niecierpliwością czekam na kolejny tom cyklu: „Baśnie świata”. Na pewno niespodzianką są zawsze baśnie mało znane, tak jak w przypadku baśni węgierskich – bo przyznajmy, chyba niewielu z nas zna baśniowy kanon z kraju nad rzeką Dunaj. I to jest doskonała okazja, by poczuć klimat tamtych stron, zanurzyć się po uszy w tamtą kulturę.

Też macie coś takiego, że w czasie podróży do ciekawych miejsc zapoznajecie dzieci z baśniami i legendami związanymi z tym miejscem? Ostatni weekend spędziliśmy w Żmigrodzie i Dolinie Baryczy. Czytaliśmy po drodze o czartach, wiedźmach, pracowitych i przebiegłych chłopach. Kiedy dotarliśmy na miejsce, znaliśmy już małą cząstkę tego miejsca (a propos – Stawy Milickie to przepiękna rzecz). Nie wyobrażam sobie – jechać na Węgry i nie przeczytać tej książki. A jeśli komuś nie jest dane udać się tam w tym roku, można w ramach wakacyjnych podróży przenieść się tam za sprawą baśni, legend i .... wyobraźni.


Zarówno tu, jak i w innych baśniach, dobro walczy skutecznie ze złem, występują waleczni i honorowi bohaterowie, piękne i dumne księżniczki, gadające zwierzęta; zwyciężają sprawiedliwość i prawda, źli zostają natomiast surowo ukarani. Wszystko jest albo czarne albo białe. Bez zwodniczej szarości, która mogłaby namieszać w małych główkach. Co ciekawe bohaterami kilku baśni są postacie historyczne i legendarne. W „Mieczu Boga” spotkacie wodza Hunów - Atyllę. Tytułowy cudowny jeleń jest dla Madziarów tym, czym biały orzeł dla Lecha z legendy o „Lechu, Czechu i Rusie”. Kolejnym bohaterem jest Władysław I Święty, który pokonał Kumanów. Albo Gyorgy Szondi – bohater walczący dzielnie przeciwko Turkom. Choć na pewno więcej tu baśniowych bohaterów i elementów, co tworzy swoisty i niepowtarzalny klimat. Przenoszą one czytelnika w nieznane miejsca historyczne i geograficzne, przybliżają obcą kulturę i tradycje. Stąd to cenna pozycja dla miłośników baśni jak i wakacjuszy, których celem są Węgry. Większość baśni zaczyna się od: „Dawno, dawno temu…”, „Był sobie…” albo „Pewnego razu…” – czyli tradycyjny początek, który zapowiada również tradycyjne zakończenie, zwycięstwo dobra nad złem i pewną naukę moralną. 


Kiedy pierwszy raz przeglądałam książkę (najpierw pobieżnie, jeszcze bez lektury poszczególnych baśni) przypomniałam sobie, co powiedziała mi moja koleżanka, nauczycielka, której szkoła ma przyjazne kontakty ze szkołą na Węgrzech. Kilka razy była w kraju Madziarów i za każdym razem fascynowało ją to, że młodzi ludzie z bardzo wielkim zaangażowaniem podchodzą do tradycji, kultury i folkloru. Ponoć zaszczytem jest członkostwo w zespole ludowym. Chętnie noszą stroje ludowe, chętnie umieszczają motywy ludowe na modnych częściach garderoby. Potwierdzają to zarówno ilustracje Marianny Jagody jak i Posłowie Márty Gedeon. Nic to, książka pojawiła się w domu, zrobiłam sobie kubek mojej ulubionej kawy z mlekiem i przepadłam w tym „Jagodowym” świecie – fantastycznie oddanym za pomocą barw i motywów. Same ilustracje „opowiadają” swoje historie. Pokazują, jak baśnie są głęboko zakorzenione w ludowości, przyrodzie, świecie zwierząt i roślin, historii. Przepiękne są motywy haftów, ornamentów, kolorystyka – soczysta i bardzo energetyzująca.


Tematyka jakże różnorodna: królowie, królewny, diabły, pasterze, krasnale, biedacy z gminu i wielcy panowie. Co mnie szczególnie się spodobało, to mnogość obcych motywów, niespotykanych dotąd. Bo w baśni musi być tajemnica zakończenia, pewna nieprzewidywalność – dzięki temu są ciekawsze i atrakcyjniejsze. I mimo tego, że wiadomo, że dobro będzie górą, to jednak droga do tego zwycięstwa, często wyboista i nieznana, czyni ten świat bardziej urokliwym i fascynującym. I te baśnie właśnie takie są.

Wiek 7+

Wydawnictwo Media Rodzina

 

wtorek, 21 czerwca 2016

„Dlaczego nie daliście mi na imię ROBERT?” – zapytał niedawno mój 8-letni syn – z wyraźną pretensją w głosie. No tak, w chwili obecnej każdy chłopiec w Polsce chciałby być jak Robert. Euro trwa w najlepsze, Polska radzi sobie dobrze (trzymamy kciuki za dziś!). Tymczasem niedawno ukazała się kolejna część udanej serii piłkarskiej dla dzieci, wydanej przez Egmont. Na okładce najnowszej książki – król Robert i jego wygrane marzenia. Biografia chłopaka z maleńkiego Leszna k. Warszawy.

Znamy tę miejscowość, bo swego czasu koleje życia rzuciły nas do podwarszawskiej miejscowości. Spacerowaliśmy z małym Tomkiem koło boiska klubu Partyzant Leszno. I gdybyśmy w Lesznie zostali, pewnie teraz z naszymi dobrymi znajomymi bralibyśmy chętnie udział we wszystkich akcjach organizowanych przez miłośników Roberta Lewandowskiego: jak choćby w ostatnim „Biegu dla Lewego” (ulicami Leszna w kształcie napisu LEWY – naprawdę wspaniała inicjatywa).


Biografia, która obejmuje najmłodsze lata, nastoletnie błąkanie się po klubach, w końcu kariera już ligowego piłkarza polskich i zagranicznych klubów oraz reprezentacji Polski. Książka przeznacza dla dzieci, ale i dorosły przeczyta z dużą przyjemnością. Mnóstwo ciekawostek i rzetelnych informacji: z życia rodzinnego, szkolnego, sportowego, osobistego. W tle ciekawe miejsca w Polsce i na świecie, ludzie: trenerzy, koledzy, znajomi, rodzina. Dla dzieci doskonała nauka … sukcesu ale i pokory. Historia ciężkiej pracy, poświęcenie wszystkich sił dla realizacji celu (też rezygnacja ze słodyczy).

Jeśli chcesz osiągnąć coś – musisz najpierw popracować. Niekiedy jest z górki, ale i pod górkę. Autor opisuje ciężkie momenty w karierze piłkarz – kiedy to na przykład w następstwie kontuzji został odsunięty w Legii na bok. Niejeden by się załamała. Dla Lewandowskiego był to bodziec, by dać z siebie jeszcze więcej.


Niepozorny, szczupły chłopak – często najmniejszy i nie wyróżniający się tężyzną fizyczną zawodnik – jednocześnie brylant, który udowodnił, że marzenia naprawdę się spełniają.


W książce znajdziecie kolaże ze zdjęć, również z prywatnego archiwum, ze śmiesznymi komentarzami w dymkach komiksowych.

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont

piątek, 17 czerwca 2016

Dzieci lubią pewien porządek dnia. Pewnie o tym same nie wiedzą, ale ich rodzice – którzy ten porządek ustalają,  zdają sobie sprawę, że gdy wszystko idzie swoim torem – lepiej się życie (i dziecka i rodzica) układa. Ważne jest to zwłaszcza wieczorem, kiedy dziecko kładzie się do snu i potrzebuje swoich codziennych porządeczków. Celebracja wieczoru: mycie zębów, siusiu, bajka na dobranoc, ukochany kocyk, ukochana kołysanka, przytulas od mamy i taty, w końcu buziak na dobry sen. Wszystko odhaczone – od razu przylatują dobre sny a zasypianie należy do przyjemnych czynności.


Bardzo ciepła i przyjemna książka o utulaniu do snu książeczki. Trzeba ją zapytać o zęby i siusiu, przytulić, dać buziaka, przykryć kocykiem. W niebieskim kolorze, który uspokaja, z oszczędnymi ilustracjami, które wyciszają a nie rozbudzają ciekawości świata. Świetnie i z wyczuciem przygotowują malucha do snu. Wyjątkowo grube kartonowe kartki dla początkujących czytelników pomogą usnąć najmłodszym dzieciom przez długi długi czas.


Wiek 0+

Wydawnictwo Babaryba

środa, 15 czerwca 2016

Mimo że książka cieniutka, porusza mnóstwo aktualnych tematów, a pod postacią zajęcy kryje się niejeden ludzki typ – i w pozytywnym i negatywnym tego słowa znaczeniu. 

Tru mieszka razem z mamą i dwójką rodzeństwa: bratem i siostrą w lesie. Był kiedyś i tato, ale nagle zniknął z życia zajęczej rodziny. Tru tak naprawdę nazywa się Truś Ryszard, ale zmienił imię na Tru, bo pierwotna wersja mu się nie podobała. Świat zajęcy podzielony jest na lepszy i gorszy, bogatszy i biedniejszy. Zwykłe szaraki żyją skromnie, jedzą proste potrawy, nie mają drogich zabawek i gadżetów. Natomiast Kolorowi mają wszystko, czego tylko dusza zapragnie. 

Tru jest bacznym obserwatorem życia - do tego jest wynalazcą. Robi dużo dla innych, by ułatwić i umilić im życie. Jego techniczne cudeńka pełnią ogromną rolę: sprawiają, że różnice między bogatymi i biednymi zacierają się. Ci pierwsi zauważają, że pieniądze to nie wszystko, że można równie dobrze bawić się zabawkami zrobionymi w warsztacie, że przyjaźń nie zna granic i podziałów. Książka w znakomity sposób porusza problem tolerancji, podziałów społecznych, wykluczenia, grup defaworyzowanych i ... emancypacji kobiet. Polubiłam mamę Tru za jej zaangażowanie społeczne, udział w manifestacjach, jej feministyczne hasła. Za to, że jest, choć często jej nie ma - bo trudno jej wyżywić rodzinę, a gdy do tego dochodzi jeszcze walka o innych - to już na pewno łatwo nie jest. Na szczęście kochający syn Tru pomoże nie raz. 

„Tru” pojechał z nami na rodzinny wyjazd. Dzięki niemu fajnie minęła nam podróż tam i z powrotem. Dobrze, że ją dawkowaliśmy po trochu: a więc czytanie, potem podziwianie krajobrazów za oknem i znów czytanie. Tak mogliśmy nacieszyć się lekturą po trochu. „Szkoda, że nie ma ciągu dalszego” – takie krótkie podsłuchane podsumowanie 8-latka jest chyba najlepszą rekomendacja książki Barbary Kosmowskiej, którą do tej pory znałam z poważniejszych lektur. Jeśli pana Barbara podczytuje recenzję – taka prośba od rodziny "eL" – jest zapotrzebowanie na kolejne wynalazki Tru.


 

Zachwyciły mnie ilustracje Emilii Dziubak - bardzo zaangażowane, pracochłonne. Dużo uwagi ilustratorka poświęciła kwestii tła. Leśne pejzaże, wyposażenie warsztatu Tru, gdzie tak pięknie widać grę światła. A zimowa okładka - delicja:))

Piękna książka dla całej rodziny. 

P.S. Dziś, kiedy bladym świtem szykowałam się do pracy, przez okno zobaczyłam, jak przemyka po mojej ulicy śliczny szarak. Hasał sobie jak gdyby nigdy nic. Oczywiście od razu pomyślałam: Tru:) 

Wiek 7+

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 14 czerwca 2016

Ogród jest u nas na topie. Jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami kawałka ziemi, który od kilku lat sukcesywnie obsadzamy, a w tym roku nawet robimy małą ogrodową rewolucję. Stąd łatwo nam docenić zawartość książki o ogrodach: ogrom pracy, jaki został włożony w ich projekt, wykonanie i pielęgnację. Bo ogród nigdy się nie kończy. On trwa i ciągle się zmienia. A stare chińskie przysłowie mówi: jeśli chcesz być szczęśliwy przez całe życie – załóż ogród.


42 ogrody. W różnych miejscach na mapie, o różnym typie urody. Co mnie cieszy – znamy przykład z Polski. Kilka lat temu odpoczywaliśmy na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie. Piękny ogród z ciekawymi roślinami i rozwiązaniami architektonicznymi, z możliwością podglądania studentów z budynku.


Książka została wydana w ramach kultowej serii zapoczątkowanej przez  D.O.M.E.K (również: M.O.D.A, S.Z.T.U.K.A., D.E.S.I.G.N.) – kwadratowy format, ciekawe rozwiązania graficzne, teksty pełne rzeczowych informacji i ciekawostek. Myślę, że jeśli ktoś jest posiadaczem choć jednej części, trudno mu się oprzeć kolejnym. A O.G.R.Ó.D. jest naprawdę grzechu warty.


W ogrodach oczywiście jest zielono. Ale nie tylko, bowiem okazuje się, że na klimat ogrodu składają się nie tylko rośliny: drzewa, krzewy, kwiaty. To również miejsce, ukształtowanie terenu, rozwiązania architektoniczne, tzw. mała architektura. Jak ja lubię takie niespodzianki jak ławki, albo dróżki, które na pierwszy rzut oka na takie nie wyglądają. Ogrody, w których nic nie jest oczywiste, w których za zakrętem czai się niespodzianka. Projektanci nie boją się ostrych kolorów, dziwacznych kształtów. Potrafią założyć ogród na dachu, na pionowej ścianie. Nie boją się wyzwań, bo czyż nie są wyzwaniem ogród mobilny i trujący albo latający? Zachwyca oczywiście klasyczny ogród królewski zamku w Wersalu, zachwyca kwietny tunel w Japonii. Autorka wybrała ogrody, które tak bardzo różnią się od siebie. Trudno znaleźć w tej książce drugi przykład podobny do siebie. Kto wie, może ktoś z czytelników znajdzie inspirację dla swojego kawałka ziemi? A może – z braku posiadania własnego ogrodu, założy z dziećmi jego miniaturkę – w donicy, na parapecie okna albo balkonie.


Jako miłośniczka i posiadaczka ogrodu przyznaję: uwielbiam nowoczesne rozwiązania. Z podziwem śledzę pomysły futurystyczne, w których panuje niekiedy misz – masz: roślin, tworzyw sztucznych, metalu i drewna. Jednak ja u siebie mam ogród klasyczny: z różami, hortensjami, regularnymi ścieżkami. Lubię wyrywać zielsko, więc nie mam żadnej maty na chwasty. A kiedy znajoma powiedziała mi, że ziemia ponoć zawiera jakieś substancje, które relaksują i rozładowują stres – z jeszcze większą przyjemnością nurkuję w gąszcz zieleni. Nic tak nie cieszy oka i ducha jak weekendowa poranna kawa na tarasie z widokiem na kwitnący ogród. Do tego oczywiście wyśmienita lektura na dzień dobry. Jest środa, a ja się już nie mogę doczekać.

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Na półce mamy już "Piersi", teraz dołączyły do nich "Dziurki w nosie". Innych części "ludzkiej" serii nie znam, ale zdjęcia w Internecie i recenzje : "Pępka"oraz "Strupka" pozwalają sądzić, że warto sięgnąć po te lektury, które tak naturalnie odkrywają tajemnice ludzkiego ciała przed dziećmi. Dzieci są ciekawe przecież, co kryją te wszystkie zakamarki człowieka. A Gen-ichro Yagyu wyjaśnia wszystko w sposób bardzo, prosty, dziecięcy, zaspakajając w ten sposób małą a wielką ciekawość.


W środku znajdziecie nie tylko informacje na temat budowy i działania nosa i roli dziurek, ale również ciekawostki o włoskach pełniących bardzo ważną funkcję w nosie, procesie oddychania, krwawieniu, katarze, zwierzętach, które, podobnie jak człowiek, mają dwie dziurki w nosie, albo - jak delfin - jedną. Autor nie unika tematów wstydliwych: jak smarki, dłubanie w nosie, różne zapachy. Informacje podane są w bardzo przystępny sposób, łatwo je zapamiętać. Wszystko jest ciekawie pokazane na dużych i wyraźnych ilustracjach. 

W książce nie brak humoru:) Sam autor poleca czytać tę książkę z szeroko otwartymi dziurkami w nosie.

Wiek 4+

Wydawnictwo Tako

wtorek, 07 czerwca 2016

Mrówkojad i orzesznica mieszkają w głębi lasu. Mieszkają każde w swoim domu, ale mrówkojad i jego szmaciany Karol Gustaw i tak ciągle przesiadują u orzesznicy. Może dlatego, że orzesznica potrafi doskonale zadbać o porządek i przytulne otoczenie i jeszcze upiec mnóstwo różnych smakołyków.

Tę dwójkę znacie pewnie z trzytomowej serii wydanej wcześniej przez Zakamarki. Sympatyczna para organizowała już konkurs na najdziwniejsze zwierzę, razem wybrała się w podróż i razem poszukiwała sensu życia. A tak dla niewtajemniczonych: mrówkojada raczej znacie. Orzesznica to maleńki gryzoń, którego spotkać można również u nas, w Polsce, a który oprócz (wiadomo) orzechów lubi jeszcze jagody i żołędzie. Natomiast naprawdę nie pytajcie mnie – gdzie spotkała się ta osobliwa dwójka. Bo przyznacie – przyrodniczo patrzeć – od mrówkojada do orzesznicy daleko. Jednak stare przysłowie mówi: przeciwieństwa się przyciągają, a te zwierzaki są niekiedy jak ogień i woda (np. w kwestii porządku).


W tej – cieniutkiej części – orzesznica wybiera się na wykład o  zdrowych słodyczach (!!!). Mrówkojad zamierza zaopiekować się domem przyjaciółki i za nią …tęsknić. Jak to robi? Bardzo chce się rozpłakać. Jednak płacz na zawołanie to wcale nie taka znów łatwa sprawa. Pomocna okazuje się cebula, której ogromne ilości sieka mrówkojad. A gdy nie ma już co siekać, gotuje z niej pyszną zupę cebulową, którą wita orzesznicę po powrocie.


Przesympatyczna lektura o przyjaźni i tęsknocie. Kiedy czytałam ją czytałam, pomyślałam: jak to dobrze, że autorka nie wpadła na pomysł, by tęskniący i roniący łzy mrówkojad zadzwonił do orzesznicy (albo odwrotnie). Przecież ten telefon zabiłby i tęsknotę i ciepłe wspomnienia. Czy nie uważacie, że warto czasem zatęsknić? Mieć takie motyle w brzuchu i wiedzieć, że za chwilę pojawi się ktoś, kogo bardzo lubimy, a być może i kochamy? Albo że za chwilę wrócimy do domu, w którym czekają na nas drogie nam osoby i pyszna zupa, niekoniecznie cebulowa?


Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki  

poniedziałek, 06 czerwca 2016

Pierwszy raz spotkałam książkę, która tłumaczy dzieciom to,  co działo się PRZED ich pojawieniem się na świecie. „Mamo gdzie byłem kiedy mnie nie było?” Ta książka podpowiada maluchom, że dziecko jest najpierw w głowie dorosłego. A ten dojrzewa do posiadania dziecka. Nie jest to coś, co przychodzi nagle.

Gdzieś myśl, marzenie kiełkują, potem zaczynają dojrzewać i rodzić owoce. W ukryciu wielu marzy o stabilizacji, małej istocie, którą można czegoś nauczyć, wychować, pokochać. Myśl, którą niekiedy burzą inni ludzie (Zrobiłem ludzika z zapałek, ale przewrócił go jakiś łobuz). Myśl odsuwana na plan dalszy, bo akurat nie pozwalają na posiadanie dziecka jakieś przyczyny zewnętrzne: Zrobiłem ludzika z kamyków, ale porwał go strumień.

A może samo życie kusi, uwodzi – trzeba poznać inną jego stronę, by zrozumieć, że dziecko to odpowiedzialność, ktoś na zawsze, nie na chwilę. I dlatego trzeba wcześniej poszaleć, nacieszyć się słodką stroną życia, by potem zatęsknić za prawdziwą miłością (Zrobiłem ludzika  z cukierków i ciastek, ale zjadł go wielki łakomczuch). Bo książka wspaniale pokazuje, że na miłość trzeba poczekać. Że nie każda osoba napotkana – to dobry kandydat na bycie tatą i mamą.

Dziecko jest w myślach i go nie ma. Aż napotka się tę właściwą osobę. Piękny wiersz Rascala, pięknie – wręcz minimalistycznie, wyrażone myśli. Mnóstwo metafor i śladów dziecka przed pojawieniem się go na świecie. Nie ma tu wielkich słów, a te, które są, można interpretować na swój sposób. Do tego ilustracje Mandany Sadat, którą znamy już z „Zimowego popołudnia”.


Wiek 0+

Wydawnictwo Czerwony Konik

niedziela, 05 czerwca 2016

Palce mogą wyczarować cuda:) Wystarczy trochę farby (specjalnej, ale również akwarele i tempery), kartki, czarny pisak, kredki ołówkowe, flamastry, korektor, pędzle, talerzyk, miska z wodą, ściereczka, ręczniki papierowe.

 

Założę się, że to wszystko znajdzie się w każdym domu. Mając do dyspozycji powyższe materiały można stworzyć cudeńka: biedronkę, pszczołę, ptaszka, gąsienicę, żabki, rybę, portret Indianina, elfy, motyla. Książka podpowiada 20 pomysłów.

Dorota Krassowska prezentuje poszczególne projekty krok po kroku, zwraca uwagę na trudniejsze realizacje, przy których niekiedy dzieci będą potrzebowały pomocy. Generalnie - trening rodzi mistrza: tak więc dzieci z każdym zadaniem będą pewnie coraz śmielsze i bardziej kreatywne. Na okładce czytamy: Zamień palec w różdżkę i zostań niezwykłym artystą. I naprawdę coś w tym jest:)


Wiek 3+

Wydawnictwo Skrzat

piątek, 03 czerwca 2016

Pokaźnych rozmiarów kolorowanka dla dorosłych (300 - 389 mm) - 32 motywy w dwóch wersjach. Jedna bardzo wyraźna, z konturami, druga w odcieniach szarości, do wykonania inną techniką. Iście barokowe bukiety, kapiące kwiatami, bujne, bogate.

Przepych w dawnym stylu. Ilustracje są na grubych kartkach, na papierze perforowanym. Można sięgnąć zatem po flamastry, farby, można dany motyw delikatnie wydrzeć z książki i wyeksponować w jakimś kątku - zakątku swojego mieszkania.

Każdej kolorowance towarzysze cytat znanych postaci. Wśród autorów: Daniel Defoe, Oscar Wilde, Mark Twain, Stanisław Jerzy Lec, Ryszard Kapuściński, Mario Puzo. 

Ciekawa odskocznia dla rodziców. O dobrych stronach kolorowanek napisano już tak wiele. Wato przekonać się na własnej skórze, czy to dobrodziejstwo również dla nas:) 

Wydawnictwo Olesiejuk

czwartek, 02 czerwca 2016

To jedna z tych książek, które można czytać już z najmłodszymi dziećmi. Myślę, że każdy mały dwulatek i trzylatek odnajdzie w niej siebie: wraz z dziecięcymi zachwytami, humorami, buntem, miłością na zawołanie, złością, przyjaźnią na śmierć i życie. Wszystkie emocje wpisane w książkowy obrazek małego dziecka. Kto bywa(ł) w piaskownicy z dziećmi wie o co mi chodzi. Marcel lubi Leosia, jego babcię, wiaderko, nawet leosiowe włosy i błocko. Jednak gdy w piaskownicy pojawia się NOWY, wówczas jest i zazdrość. Ta lektura to ciekawy punkt wyjścia do rozmów na temat emocji, tego, co w małej duszy gra. Pija Lindenbaum stworzyła dziecięcy mikroświat, który ograniczyła tylko i wyłącznie do piaskownicy. To właśnie w niej rozgrywa się życie małego dziecka. Czasem są to niezbyt długie chwile: mała przerwa po śniadaniu, przed obiadem. A przecież tyle się dzieje. Zresztą przypatrzeć się scenkom z piaskownicy: znajdziecie w nich wszystko. Na przykładzie doświadczeń Marcela i Leosia dzieci mogą uczyć się kontaktów z innymi, radzenia sobie ze złością i zazdrością. Zaletą tej książki są nie tylko ilustracje. Krótkie teksty z powtarzającymi się imionami, wielkie litery jak najbardziej zachęcają do poznawania liter i pierwszych prób czytelniczych. 

Jest jeden minus tej lektury: szkoda, że nie jest kartonowa. Mogłaby być czytana tam i z powrotem bez obawy, że małe rączki mogą ją zniszczyć. 

Wiek 2+

Wydawnictwo Zakamarki 

Blog "Półeczka z książkami" znalazł się wśród najlepszych blogów o książkach dla dzieci i młodzieży według czasopisma FANBOOK (nr 1 (10) 2016). W opisie mojej strony doceniono ilość poukładanych książek na poszczególnych półkach wiekowych, same recenzje i ... scenki z życia rodzinnego (przytoczona jedna jako przykład). A układam je już od 2008 roku. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że w tym roku będę obchodziła 8 urodziny. Czas leci, dzieci rosną:) Chciałabym trochę inaczej, ciekawiej - też ze względów technicznych. Nie udaje mi się to - mea culpa. Ale wyróżnienie miłe - i towarzystwo zacne (według autora: kolejność przypadkowa): 

Mama czyta, Książki na czacie, Znak Zorro, Czy tu się czyta, Recenzje młodzieżowe, Wilcze lektury, (tutaj ja), Czytanki przytulanki.

Do artykułu dotarłam dzięki pomocy Pauliny, autorki bloga Poczytaj dziecku.

środa, 01 czerwca 2016

Lubiłam Sienkiewicza, lubię i dzisiaj. Mam do niego sentyment. Stał się niestety ofiarą różnych statystyk, żartów i teorii spiskowych. Biedny – bo ciągle przywoływany w różnych ankietach: Czytasz coś? A jeśli tak – to co? I wyskakuje z krzaków Henryk. Tymczasem ci najwięksi krzykacze niech pokażą KTO TAK dzisiaj potrafi opowiadać? (może Sapkowski????) . Biedny – bo przez to całe zamieszanie, wręcz nie wypada się głośno przyznawać do takich literackich sympatii.  Gdzieś przeczytałam, że Sienkiewicz to pierwszorzędny pisarz drugorzędny. Ja jednak wspominam z rozrzewnieniem te emocje, jakie towarzyszyły mi przy lekturze „Potopu”. I lubię, i nie przestanę. Na emeryturze zamierzam przeczytać „Bez dogmatu”. I cieszę się prywatnie, że powstała biografia pisarza dla dzieci.

Oczywiście w książce o Sienkiewiczu musiała pojawić się Basia. Taka zadziora jak hajduczek w „Panu Wołodyjowskim”. Niesforna, od razu wpadła w oko panu Ignacemu – fundatorowi zbiorów Muzeum Literackiego Henryka Sienkiewicza Oddziału Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu (musimy odwiedzić, to przecież niedaleko). To właśnie pan Ignacy Moś i mała dziewczynka są przewodnikami po życiu pisarza. Pan Ignacy opowiada Basi różne szczegóły z  życia: swojego i Sienkiewicza: jego latach szkolnych, ocenach, ulubionych przedmiotach, następnie karierze pisarskiej, podróżach, rodzinie, trzech Mariach jego życia, nagrodach, jamniku. Co rusz przenosimy się w czasy długich sukien, do Oblęgorka, do którego zjeżdżała liczna rodzina. Smaczku dodaje wywiad z pisarzem, który powstał na podstawie rozmowy opublikowanej w magazynie „Świat” 13 czerwca 1913 roku. Na końcu: kalendarium z życia pisarza, najważniejsze utwory, adresy muzeów Sienkiewicza i kalendarium wydarzeń. Ciekawostką jest to, że w roku narodzin pisarza – 1846 – odkryto planetę Neptun. Natomiast data jego śmierci – 1916, to rok ogłoszenia teorii względności przez Alberta Einsteina.

Miło się czyta kolejną biografię Anny Czerwińskiej-Rydel. Powiem otwarcie, że nie mam tych biografii dosyć. Autorka wyciąga na światło dzienne różne smaczki, ciekawostki, przybliża najmłodszym daną postać w sposób atrakcyjny i ciekawy. Tak jest i tym razem. Mam nadzieję, że ta książka zachęci do sięgnięcia po poważniejsze lektury Sienkiewicza.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura