Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
wtorek, 30 czerwca 2015

Na okładce w rogu czytamy: Tylko dla odważnych. Już śpieszę uspokoić potencjalnych czytelników - nie ma się czego bać, natomiast warto poznać najróżniejsze strachy i straszki z naszego podwórka. Zwłaszcza teraz, gdy w filmach i literaturze pojawiają się liczne postacie z innych kultur. Niektóre nazwy polskich strachów brzmią swojsko, pojawiają się od czasu do czasu na co dzień, bądź w szkole. Inne popadły w zapomnienie. Dzięki tej książce jest szansa na poznanie szerokiego wachlarza postaci, które kiedyś tak często występowały w życiu naszych przodków.

A jak to się stało, że dziś już tak nie występują? Wyparły je cywilizacja, nauka. Dawniej ludzie dzięki takim stworzeniom tłumaczyli sobie świat, szukali przyczyn nieszczęść, chorób, wypadków, śmierci. Dziś lekarze znają przyczynę astmy. W przeszłości była to wina dusiołka:)

Bobok, kikimora, rusałki, południca, uboże, bełt, leszy, licho, bazyliszek, Baba - Jaga, wodnik, marzanna, latawica, kocmołuch, płanetnik, wspomniany już dusiołek i ogniki.Oto strachy opisane w tej książce. Jedne pozytywne inne nie. Jedne życzliwe ludziom, inne złośliwe i wręcz niebezpieczne.


Każdy ze strachów przedstawiony jest w krótkim wierszu, na ilustracji i rzeczowym opisie. Jak ludzie wyobrażali sobie owe strachy, za co były odpowiedzialne i co najciekawsze: jak ma się sprawa z nimi w teraźniejszości. Są bowiem rejony w Polsce, gdzie ludzie nadal wierzą w moc sprawczą owych stworzeń.


A gdyby cóś takiego napatoczyło nam się gdzieś po drodze, wystarczy pomruczeć pod nosem: Strachy na Lachy. Na pewno pomoże:)

Wiek 5+

Wydawnictwo BIS

 

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Książka, która ma szansę podbić serca młodych ludzi. Są w niej: przygoda, niebezpieczeństwa, przyjaźń, pierwsze porywy serca, zazdrość i magia. I jest wielki strach – to tytułowy Otchłanny. Drzemiące zło, kiedyś pokonane, teraz pojawiło się znowu. Jeszcze nienamacalne. Tylko słychać pewne pogłoski – że może.., kto wie.., prawdopodobnie... Bo przecież wiele wskazuje na to, że Otchłanny powrócił: ataki na zwierzęta leśne i domowe, odnajdywane szczątki, towarzyszące Otchłannemu potwory o dziwacznych nazwach, w końcu – porwane z wioski dzieci.  I to mimo tego, że kilkanaście lat temu Otchłanny został  ponoć ujarzmiony. Przecież  z wyprawy wróciło zaledwie trzech dzielnych mężczyzn. Co się wtedy naprawdę wydarzyło? Dlaczego Otchłanny rośnie w siłę? Czy można go pokonać?

Takie pytania kotłują się podczas lektury osadzonej w epoce stylizowanej na średniowiecze. Mała wioska Moorvale u podnóża gór, na skraju olbrzymich lasów. Bieda i głód wyłażą z kątów, chłopi wraz z całymi rodzinami pracują na ziemi pana odrabiając pańszczyznę. Wielu z nich cierpi głód, niektórzy z nich są traktowani gorzej niż zwierzęta. Nie ma taryfy ulgowej dla starców, kobiet czy dzieci. I jakby było tych nieszczęść mało – pojawiają się niepokojące wieści o Otchłannym. W takim klimacie poznajemy trójkę głównych bohaterów: najpierw Edmunda, roztropnego nastolatka, który  przyszłości ma po rodzicach odziedziczyć gospodę. Tylko że Edmund chciałby zostać czarodziejem. Studiuje księgi, chłonie nauki – czym doprowadza do wściekłości swoich rodzicieli. Katherine –  jednego z owych dawnych bohaterów. Dziewczyna włada bronią jak doborowy rycerz, czym nie zaskarbia sobie przychylności rówieśników ze wsi. W końcu sprytny Tom – najbiedniejszy, niewolnik kupiony za parę groszy przez swojego okrutnego pana. Trójka ta wyruszy w poszukiwaniu porwanych dzieci. Każdy ma inne umiejętności,  razem się z sobą uzupełniają.

To dopiero początek cyklu. Połączenie fantastyki, historii, baśni i horroru. W pierwszym tomie autor poświęcił dużo uwagi głównym  bohaterom i tym drugoplanowym. Przedstawił najważniejszych mieszkańców wioski, opisał krainę, gdzie rozgrywa się akcja, przedstawił też relacje między bohaterami. Dał dobry początek przygodzie. Trudno przewidzieć tu cokolwiek, trudno wyrokować happyend. I niech tak zostanie – do końca. Teraz czekamy na ciąg dalszy. Z niecierpliwością.

Wiek 11+

Wydawnictwo Jaguar

niedziela, 28 czerwca 2015

Według samej Lindgren Karlsson z Dachu otrzymał swoje imię po pewnym szewcu z Vimmerby (miasteczko w Szwecji, skąd pochodziła Autorka), na którego wołano: Karlssonem z Beczki. Nieznośny, pewny siebie, chełpliwy i leniwy - tak w skrócie określiłabym tę postać. Taaak - motorek na plecach dodaje mu wprawdzie uroku, ale muszę przyznać, trzeba trochę cierpliwości, by polubić tę postać. Zwłaszcza, gdy się jest rodzicem, który chciałby, aby jego dziecko było ach i och. W jednej z biografii czytałam, że cykl o Karlssonie bił rekordy popularności w byłym Związku Radzieckim. Gdy tymczasem u nas - trudno tak to jednoznacznie stwierdzić. Myślę, że jednak były to "Dzieci z Bullerbyn", albo cykl o Pippi. W każdym razie po przeanalizowaniu rodzinnej ankiety (rodzeństwo dość liczne i ich dzieciarnia również)- "Dzieci" górą. Właśnie ukazał się odświeżony cykl o Karlssonie z ilustracjami Moniki Pollak. Wszystko w jednym tomie: Braciszek i Karlsson z Dachu,  Karlsson z Dachu lata znowu i Latający szpieg czy Karlsson z Dachu. W przekładzie (według kolejności): Ireny Szuch - Wyszomirskiej, Anety Węglańskiej i Teresy Chłapowskiej.

Warto przeczytać całość i najlepiej zacząć ... od początku. A rzecz się dzieje "przy zupełnie zwyczajnej ulicy w Sztokholmie, w zupełnie zwyczajnym domu". To tam właśnie mieszka rodzina - też zwyczajna zresztą - Svantessonów. Rodzice i trójka dzieciaków. Wśród nich najmłodszy siedmioletni Braciszek. To on zaprzyjaźni się z Karlssonem z Dachu. Każdy z rodziny jest zajęty własnymi sprawami, każdy za czymś goni. Nikt nie ma czasu dla Braciszka. Więc kiedy pojawia się Karlsson - Braciszek jest baaardzo szczęśliwy. A sam Karlsson? Nie jest już taki zwyczajny jak pozostali bohaterowie. Mieszka przecież na dachu, I potrafi latać - wystarczy, że przekręci pewien guziczek umieszczony na wysokości jego pępka - i unosi się w górę za sprawą małego motorka na plecach. Ta dwójka wyśmienicie się dogaduje, w trzech tomach przeżywa mnóstwo niesamowitych przygód - grzecznych i mniej grzecznych. Powiem tak - Karlsson na pewno nie jest wzorem do naśladowania, ale czy uwielbiana przez miliony dzieciaków Pippi nim była? Przecież sama Astrid Lindgren wysyłając  na konkurs powieść o sympatycznym rudzielcu w za dużych butach zamieściła na kartce dopisek prośbę: by przypadkiem komisja nie zawiadomiła odpowiednich władz o tak niemoralnej książce:) We Francji Pippi przez długie lata ukazywała się tylko w ocenzurowanej wersji. Myślę, że warto dać szansę Karlssonowi. Zresztą - z wielu takich rojbrów wyrastają naprawdę fajni ludzie. Scena z pewnym panem, któremu skorupki od orzechów wpadły za koszulę, a pestki od wiśni - na głowę, przypomniały mi o mojej koleżance - obecnie poważanej nauczycielce zacnej szkoły, która jako dziecko wylewała  śmierdzącą wodę  z wazonu na głowy przechodniom. Ale o tym szaaaaaaa;) Hejsan, hoppsan - jakby zawołał Karlsson - do lektury! Astrid Lindgren w postaci Karlssona pokazała najczarniejsze tajniki ludzkiej duszy. Czarny charakter - którym od czasu do czasu jest każdy z nas - nieważne czy mały czy duży. I czytając Karlssona można złapać się na tym, że nagle w tej postać odkrywa się siebie. Ot jak z tą wodą po kwiatach - choć o swoich doznaniach pisać nie będę - bo zawsze łatwiej obsmarować innych. Czyżby obudził się we mnie właśnie w tej chwili Karlsson???:)) Ta lektura ma w sobie coś ....oczyszczającego. Jednak;) 

Ilustratorka Monika Pollak stanęła przed poważnym zadaniem - dać nową twarz bohaterom, znanym z kultowych wydań z ilustracjami Ilon Wikland. Myślę, że jej się to udało. Ilustracje są czarno - białe, jest ich bardzo dużo. Co rusz coś się dzieje. Karlsson pani Moniki jest poważniejszy. Tamten miał bardziej dziecinny wygląd. Który wolicie? - oceńcie sami.

Całość wydana jest w wersji kieszonkowej. Książka - mimo solidnej zawartości - ma poręczny format i jest dość lekka.

Wiek 7+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

piątek, 26 czerwca 2015

Książka dużego formatu - dosłownie i w przenośni. Najpierw trzeba poradzić sobie z wydawnictwem wagi słusznej, pokaźnych gabarytów. Jednak jeśli już ktoś zajrzy do środka, ten głośno wyrazi swoją aprobatę dla tego projektu. Zawartość fascynuje i jest bardzo cenna. Przybliża najmłodszym porządną dawkę wiedzy o tym, co znajduje się pod ziemią i pod wodą, czyli - o (przyznajmy to szczerze) mało znanym, a jeśli już, to przede wszystkim wybrańcom. Niektóre tematy są wprawdzie poruszane od czasu do czasu - ale raczej w specjalistycznych pismach, niekoniecznie dla dzieci.

Dwie książki w jednym. Z jednej strony - ziemia, ale wystarczy książkę odwrócić - i już jest woda. Część o ziemi jest trochę obszerniejsza (30 plansz), o wodzie - trochę krótsza (21). Niemniej obie fascynujące. Można zakopać się pod ziemię, zanurkować do wody - i wierzcie mi: nie chce się tych miejsc opuścić.

Para wielokrotnie nagradzanych ilustratorów i autorów książek: Aleksandra i Daniel Mizielińscy zabierają najmłodszych na wyprawę do głębin jeziora i oceanu, tłumaczą, dlaczego ryby i statki nie toną, pokazują rafę koralową i spektakularne dziury przyciągające nurków z całego świata, wyjaśniają zjawisko ciśnienia pod wodą, przedstawiają nurków rekordzistów i podwodne kreacje pradziadków, wizualizują historię statków podwodnych, sprawiają, że stajemy oko w oko z morskimi olbrzymami i potworami, zabierają nas na platformę wiertniczą i na penetrację zatopionego wraku Titanica, wreszcie: schodzą na dno największej głębiny na świecie: Rowu Mariańskiego.

W części o ziemi przedstawiają robaki i mieszkańców nor najróżniejszego kalibru, pokazują przekrój mrowiska, zdradzają tajemnice życia kreta, golca, pieska preriowego, borsuka i lisa; zapoznają z roślinami, których korzenie, kłącza, bulwy i cebule kryją się pod powierzchnia ziemi. Są wśród nich nasze rodzime okazy, ale też rośliny o egzotycznych nazwach: ulluco, yacon, maniok czy apios americana. Duże wrażenie robią .... zwykłe niezwykłe korzenie pewnych roślin. Niektóre z nich potrafią sięgać do blisko 70 metrów w głąb ziemi. Dzieci na pewno zainteresują różne kable i rury, które kryją się często w ziemi, a w których płyną: gaz ziemny, prąd, woda i ścieki. Skąd się biorą te dobra współczesnej cywilizacji, bez których tak trudno wyobrazić sobie dziś życie? To również zostało pokazane na ciekawych przekrojach. Tunele, ukryte w ziemi różne skarby dawnych cywilizacji, skamieniałości; dalej: jaskinie, kopalnie, surowce, litosfera, wulkany, gejzery i wnętrze ziemi.

Wszystko pięknie zilustrowane, solidnie opisane. Niektóre tematy nie są łatwe dla dzieci - jednak autorzy zadali sobie trud, by przedstawić je w najbardziej przystępny sposób. Zwykle książka obrazkowa kojarzy się z najmłodszymi dziećmi. W tym przypadku, na pewno zainteresuje i starsze dzieci, również te w wieku szkolnym. Wiele z tych tematów znajduje się w programie edukacji, a taka książka może posłużyć jako nieoceniona pomoc w przyswajaniu materiału. Zresztą - sama się przyznaję, że niekiedy tkwię z nosem w tej książce i żałuję, że za moich czasów takich cudeniek nie było. Ale co tam - zawsze można podkraść ze stolika nocnego dzieci - jeśli już zasną oczywiście;) i nadrobić zaległości:)

Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry

środa, 24 czerwca 2015

O tej serii można powiedzieć: od wyboru do koloru. Seria "Wiem wszystko" w różnych barwach: żółtej, różowej, zielonej, niebieskiej, fioletowej, czerwonej i pomarańczowej. Nauka kolorów, kształtów, przedmiotów, zwierząt. Na każdym obrazku napis z nazwą tego, co dana ilustracja przedstawia. Można zatem ćwiczyć litery i czytanie. Książki wykonane z tektury - na pewno wytrzymają kontakt  z małymi rączkami.

Wiek 1+

Wydawnictwo Olesiejuk

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Regulaminnalato_ShaunTanimages_big319788360915929

Pamiętam z dzieciństwa taki moment, kiedy razem z siostrą marzyłyśmy o tym, jak to będzie, kiedy będziemy dorosłe. Małe dziewczynki zajadające w wakacje owoce na kocu, z krwistoczerwonym czereśniami zatkniętymi za uszy. Nie, nie chcę pisać, jaka jest ta dorosłość. Czasem „jaka” czasem „nijaka”J I łapię się na tym, że niekiedy tęsknię za tamtymi czasami. Beztroskimi, „wymyślanymi” problemami, których nie było, ciepłymi wakacjami, zabawami do późna. Te uczucia wróciły, gdy zobaczyłam książkę australijskiego autora i ilustratora. Regulamin na lato – aktualna właśnie teraz, u progu lata.

Dwóch chłopców: Przyjaciele? Bracia? Nie wiem. Starszy instruuje młodszego, czego nie należy robić: Nigdy nie kłóć się z sędzią, Nigdy nie dawaj kluczy nieznajomemu. Nigdy nie przegrywaj walki. Nigdy nie upuszczaj słoika. To „NIGDY NIE…” uparcie jest powtarzane niczym mantra. Jakieś surrealistyczne obrazy i wyrwane z kontekstu zdania – nie do końca zrozumiałe dla czytelnika oglądającego te historie z boku. Jakby urywki czyichś przeżyć, z moralną puentą – na miarę dziecka. Przekazywanie swoich doświadczeń komuś innemu, uczenie się na własnych i cudzych błędach.


Książka  dużego formatu (dosłownie i w przenośni). Nawet pokuszę się o stwierdzenie album – z dzieciństwa. Czytam notkę biograficzną autora. Może to właśnie przedmieścia australijskiego Perth, skąd pochodzi Shaun Tan? Spalona słońcem ziemia, wielkomiejski krajobraz, industrialna sceneria poprzecinana wielkimi słupami i długimi kablami energetycznymi, wystającymi kominami. Wszechobecny beton, opustoszałe ulice, wysokie mury. W takich właśnie miejscach pojawia się dwójka chłopców. Na pozór nudno, bez drogich zabawek i wypasionych rekwizytów. Bez innych towarzyszy zabaw, drogich wycieczek. Ale od czego jest wyobraźnia? Z kątów, zza rogów wyłaniają się dziwne postacie – jakby z filmu SF, ciszę rozrywa świst i podmuch ogromnej trąby powietrznej, do pokoju wdziera się rozbuchana fauna i flora, nienaturalna dla tego rejonu, za wielkim murem chowa się olbrzymi czerwony królik.  O, jakże wielka jest siła dziecięcej wyobraźni.


Wiek 6+

Wydawnictwo Kultura Gniewu

niedziela, 21 czerwca 2015

 

Dwie Siostry wystartowały z nową serią „Polecone z Zagranicy”. Na pierwszy ogień poszła książka Ramosa, belgijskiego ilustratora, który swoją obrazkową historią zdobył serca najmłodszych na całym świecie (O "Jestem najsilniejszy" pisałam tutaj). Taki też jest zamysł tego wydawniczego przedsięwzięcia. Książka została zresztą „opieczętowana” na okładce jak najprawdziwszy list polecony. Warto przyjąć taką przesyłkę:)

Dziś pora na kolejną książkę z nowej serii: "Szur szur ćwir plum" Kitty Crowther - belgijskiej ilustratorki i autorki książek dla dzieci. W 2010 roku otrzymała prestiżową Nagrodę imienia Astrid Lindgren - nagrodę literacką przyznawaną co roku przez Szwedzką Narodową Radę Kultury wybitnym twórcom kultury dziecięcej. Na naszej półce mamy już jedną książkę tej autorki - jej tytuł to: "Mój przyjaciel Szymon".

trusia_1

Mały Tymek boi się, gdy nadchodzi noc. Niby na początku jest wszystko dobrze i bezpiecznie (zwłaszcza, gdy obok są rodzice), ale nagle pojawiają się tajemnicze dźwięki, które wywołują strach u żabiego dziecka. Tajemnicze (tytułowe) "szur szur ćwir plum". Maluch wyobraża sobie słodkowodnego potwora, pierzastego węża, kościotrupa z bagien. Nie muszę chyba dodawać, jak wielkich oczu dostaje Tymek z przerażenia. Ucieka do pokoju rodziców i gdy kolejne odsyłanie go do łóżka nie daje rezultatów, żabi tata bierze sprawy w swoje ręce i razem z synkiem wyjaśnia tajemnicę niepokojących dźwięków. Oczywiście nie zdradzę rozwiązania zagadki. Zachęcam do lektury książki.

  

Mądra opowieść o więzi dziecka z rodzicami i miłości. Gdy pojawia się problem dziecko zawsze może liczyć na pomoc mamy i taty. To też świetna lektura, która pomoże najmłodszym przezwyciężyć różne strachy, które drążą ogromne dziury w  bogatej dziecięcej wyobraźni.

 

Kitty Crowthaer ma charakterystyczną kreskę. Gdy porównuje się jej książki, łatwo zauważyć oryginalny styl i nienachalną kolorystykę. Autorka przedstawia zazwyczaj poszczególne sceny, gdy nagle nadchodzi moment koncentrowania się na szczególe. Wtedy się "rozdrabnia". Tak jest w przypadku obu jej książek. W "Szur szur ..." jest to piękny moment wieczornej celebracji całusków i przytulasków.

Wiek 3 +

Wydawnictwo Dwie Siostry

 

sobota, 20 czerwca 2015

Tytuł i okładka zapowiadają same  wszystko:)) Pełne humoru utwory - bujanie w obłokach, plecenie andronów, ciekawe historie zamknięte w rymach. Czyli - dziecięcy świat.

Z paczki wyskakuje królewicz (żywy:), kozy w lesie robią niezłą rozróbę, bocian w najlepsze w kinie objada się popcornem, baran  przegląda się z zaciekawieniem w bajorku, Henio złodziej uczy złodziejskiego fachu małego Miecia, wrona gra w badmintona (!), leśny muchomor strzyże uszami, zasapana ścieżka biegnie "na sam góry czub", kot chowa się "po najciemniejszych kątkach", gdy tylko słyszy o psie, pojawia się tajemnicza rzeka Czimpoczacze (cóż za intrygująca nazwa), dziecko marzy o psie, pies i kot mają chętkę na kotLETA-a, pewien dżokej boi się wpaść do kuzyna, z którym "można konie kraść", Straszydło sieje strach w ogrodzie, a Gaweł (tak ten sam z tego słynnego wiersza) znów ma wodę w swoim pokoju. 

Agnieszki Frączek specjalnie rekomendować nie trzeba. Jej wiersze dobrze się czyta, w kilku strofach kryją ciekawą opowieść. Dopełnieniem są ilustracje Macieja Szymanowicza, który - to mogę stwierdzić na podstawie ilustracji z TEJ książki - zapewne też ma duże poczucie humoru.

Wiek 4 lata

Wydawnictwo Literatura

piątek, 19 czerwca 2015

Krótkie kompendium wiedzy o wybranych gatunkach ptaków żyjących w Polsce. Budowa ich przedstawiciela, ciekawostki na temat liczebności stad (szpaki górą), rekordzistów podniebnych przestworzy (jerzyki - potrafią w locie się żywić i drzemać), ptaków inteligentnych i szybkich, ich wieku i możliwości głosowych. W środku ilustracje wybranych gatunków z pustym kółkiem, które należy wypełnić, gdy się dostrzeże danego osobnika w rzeczywistości. Krótkie informacje na temat pokarmu i ptasiego śpiewu. Dodatkowo 3o naklejek przedstawiających ptaki. Jak nic przyda się małym ornitologom.

W książce dopatrzyłam się błędu - oczywiście  autorom chodziło na pewno o jerzyka, a nie jeżyka z kolcami, który z natury nie lata:)

 

czwartek, 18 czerwca 2015

posc582aniec1

Ha! Dostałam prztyczka w nos. Ostatnio w recenzji "Skrawków błękitu" zwątpiłam, czy Dawca będzie miał silniejsze związki ze światem Kiry, niepełnosprawnej dziewczyny ze świata, w którym liczyli się tylko ludzie idealni, o nieskazitelnym wyglądzie. Jakże się myliłam - ale szczegółów nie zdradzę. Nie na darmo cykl czterech książek nazywa się "Kwartetem Dawcy".

Posłańcu głównym bohaterem jest Matty - dawniej mały chłopiec ze "Skrawków błękitu", tam wiecznie brudny i butny, zasmarkany, miejscowy kombinator i złodziejaszek - tutaj dorasta, zmienia się. Żyje w innym świecie, który przyjął go z otwartymi ramionami, wykształcił, dał szansę, zmienił go, wychował na dobrego człowieka. Świat pełen kalek, ludzi poniżonych, okaleczonych - jednocześnie ludzi dobrych i przyjaznych, gotowych przyjąć do siebie nowych, przybyłych z bliska i daleka. Matty zauważa jednak, że ludzie zmieniają się na gorsze. Coś lub ktoś sprawia, że zaczynają się dziać rzeczy złe: szemranie, obgadywanie, przemoc. Coraz głośniej mówi się o tym, aby nie wpuszczać nikogo nowego do osady. Również las staje się miejscem złowrogim i niebezpiecznym. Kiedy zapada decyzja o zamknięciu osady dla innych - Matty jako posłaniec otrzymuje zadanie: musi przekazać tę wiadomość do okolicznych miejscowości. 

Kolejna powieść Lois Lowry daje dużą czytelniczą satysfakcję. Mam nawet wrażenie, że z każdym tomem "Kwartetu" rośnie również literacki kunszt i poziom. To co mi się szczególnie podoba - to fakt, że autorka nie idzie drogą na skróty, nie szuka tanich i ckliwych rozwiązań, które uczyniłyby z tej historii melodramat klasy b. Pokazuje uparcie, jak skomplikowane są ludzkie losy. Pokazuje też wielkość człowieka - sama jednostka ludzka ma do wypełnienia ważne zadanie, musi sprostać wielu wyzwaniom, musi zrezygnować z siebie i poświęcić się dla innych. 

Zaskakuje zakończenie. To ewenement w dzisiejszej literaturze. Tak wiele rzeczy jest przewidywalnych. Tutaj jest niespodzianka - wzruszająca i chwytająca za serce. 

Przed nami jeszcze czwarta, ostatnia część cyklu: "Syn", który ma się ukazać w tym roku. Ja czekam z niecierpliwością. 

Wiek 14+

Wydawnictwo Galeria Książki 

środa, 17 czerwca 2015

kronikiwardstonetom4wiedzmispisekbiext28432291

W swojej kolejnej, czwartej, części o stracharzu i Tomie, Delaney wysyła bohaterów do Pendle, gdzie żyją trzy klany czarownic- Malkinów, Deane'ów i Mouldheelów. Mistrz już w poprzednich częściach nadmieniał, że nadejdzie taki czas, kiedy będzie musiał rozprawić się z wiedźmami. I oto pojawia się niebezpieczeństwo porozumienia między klanami- dlaczego ciągle rywalizujące ze sobą wiedźmy chcą nagle rozejmu i dążą do zbratania się? Jest to zagadką również dla stracharza. Hrabstwu grozi wielkie niebezpieczeństwo...

Delaney nadal zaskakuje. Bardzo pozytywnie. Nic nie jest takie samo, a moja obawa, że potraktuje kolejny tom Kronik szablonowo, podda się modom, wręcz- zaspokoi do końca naszą ciekawość i odkryje tajemnice- rozwiały się po kilkunastu stronach lektury. Odnoszę takie dziwne wrażenie, że autor rozwija się wraz z każdą kolejną częścią. Liczne zagadki, nagłe zwroty akcji, mnóstwo znaków zapytania i rzeczy niewytłumaczalnych, nieprzewidywalne niespodzianki, nowe postacie, a przede wszystkim większa koncentracja na wnętrzu swoich bohaterów. Po trzeciej części- pełnej refleksji i wewnętrznego smutku- to bardzo widoczna odmiana. Delaney pracowicie rozbudowuje charaktery występujących osób- na pierwszy plan wysuwają się Tom i Alice. Młodzi dojrzewają- świetnie współpracują, rozumieją się czasami bez słów i ... wykazują coraz większe zainteresowanie sobą ;) Stracharz pozostaje tym razem w tle- to Tom wyraźnie dominuje i ma niewątpliwie wpływ na bieg wydarzeń. Autor- uparcie, jak rasowy skąpiec- uchyla po trochu rąbka tajemnicy z życia każdego z nich, a przede wszystkim- matki chłopca- a robi to w taki sposób, że apetyt rośnie w miarę jedzenia- na cdn oczywiście. Od samego początku czuję do pani Ward dużo sympatii- wnosi wiele ciepła do powieści, w której czasem nieźle straszno i groźnie.

Nie wiem jakim cudem, ale każda część cyklu jest inna- niewielu pisarzom udaje się taki chwyt. Ile w końcu można pisać o czarownicach, boginach, magii- ktoś mógłby powiedzieć. A jednak można, co udowadnia autor. Jednocześnie wszystkie książki równie wciągają i pochłaniają bez reszty.

Wiek 11+

Wydawnictwo Jaguar

wtorek, 16 czerwca 2015

Książki edukacyjno - kreatywne. Z jednej strony dzieci poznają różne gatunki ptaków - na podstawie opisów dowiadują się m.in. jak wyglądają, gdzie budują gniazda, co jedzą, czy odlatują na zimę. Z drugiej strony - dzieci mają możliwość narysowania wszystkich opisanych przedstawicieli gatunków. Pomóc ma w tym kalka, która jest na każdej rozkładówce oraz krótki kurs rysowania ptaków samodzielnie - przy pomocy siatki podzielonej na kwadraty.

To nie błąd:) Na każdej rozkładówce znajduje się kalka, za pomocą której można odrysować sylwetki poszczególnych ptaków.

Młodzi ornitolodzy mają do wykonania następujące zadania: nauka rysowania na wspomnianej już siatce, przekalkowanie rysunków z książki, zapamiętanie nazw opisanych ptaków oraz rozwiązanie quizu. Na tych, którzy wykonają wszystkie zadania, prawidłowo podpiszą co najmniej 10 ptaków i udzielą przynajmniej 15 poprawnych odpowiedzi na pytania z quizu, otrzymają tytuł "ornitologa doskonałego". Na końcu książek znajduje się Dyplom ornitologa. Wystarczy tylko wpisać imię i nazwisko. 

Ptaki naszych lasów to cykl 2-tomowy - w okładce miękkiej, w formacie A4. Część pierwsza to 30 gatunków ptaków, które żyją w polskich lasach: kukułka i lelek, sowy, dzięcioły, mysikróliki, sikory, czubatka i raniuszek, pełzacz i kowalik, kruk i inne krukowate, zięba i czyż, gil i grubodziób. W części drugiej opisano 31 gatunków, w tym: krogulca i jastrzębia, bielika i orlika, kuraki, żurawia i bociana, siewki, gołębie, strzyżyka i pokrzywnicę, słowika i podróżniczka, rudzika i kosa, drozdy, pokrzewki, muchołówki, wilgę i kraskę.W pierwszej książce istnieje możliwość odrysowania 50 ptasich sylwetek, natomiast w drugiej - 45.

Na stronie "Sprawdź się" można zweryfikować swoją wiedzę. Pod każdym rysunkiem należy wpisać nie tylko nazwę ptaka. Trzeba również dopisać, czy jest to samiec czy samica.

Książki są ładnie wydane. Cena jest bardzo atrakcyjna!

Wydawnictwo Multico

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Henio - mały króliczek jest oczkiem w  głowie jego rodziców. Pewnego dnia malec zdaje sobie sprawę, że PEWIEN dzidziuś, który niedawno pojawił się w ich domu, coś dziwnie ZA DŁUGO już w nim przebywa. I wtedy właśnie Henio dowiaduje się, że ten dzidziuś zostanie z Heniem i rodzicami na zawsze. To przecież jego braciszek. Książka typu - pomagajka - czyli - jak radzić sobie z trudnymi sytuacjami. Mały bohater przeżywa traumę z powodu zmiany w jego życiu. Już nie będzie jedynym dzieckiem, już nie będzie najważniejszy. I rodzice nie będą tylko jego. Książka na szczęście kończy się dobrze. Henio zaprzyjaźnia się z braciszkiem. Choć to może na wyrost powiedziane. Czuje, że jest on potrzebny braciszkowi, a braciszek jemu. Została nawiązana braterska więź.

Lektura na pewno dla maluchów, które znalazły, bądź znajdą się, w takiej samej sytuacji, co Henio. Świetne ilustracje, mało tekstu - za to duże pole do popisu dla rodziców, którzy będą chcieli malucha oswoić z tematem. To od nich zależy jak przygotują dziecko, jakie rozmowy przeprowadzą. Henio na pewno pomoże w rozwiązaniu tego "problemu":) 

Wiek 2+

Wydawnictwo Dwie Siostry

W klasie mojego młodszego syna Mikołaja (7) dzieci robiły własnoręcznie album o krajach Europy. Mój syn przygotował kartę Szwecji. Zostawiam sobie fotkę na pamiątkę, bo karta już w szkole:) Inspirowane "Mapami".

Z czym/ kim kojarzy ci się Szwecja? 

niedziela, 14 czerwca 2015

Papierowa cegła. Ale to i tak zaledwie jedna czwarta całości. Ta liczy sobie ponoć 4500 stron - dziesięć grubych tomów, wydanych w Danii. Po raz pierwszy mamy możliwość zapoznania się z tak obszernym materiałem. Dla mnie, wychowanej na kultowej edycji z Szancerowską Królową Śniegu na okładce i ckliwym wstępie na temat życia i twórczości baśniopisarza autorstwa Anny Milskiej, to prawdziwy rarytas. To próba weryfikacji tego, co gdzieś przeczytane, zasłyszane, niby udowodnione, niedawno odkryte, obejrzane (filmy).

Wyklejka:)

Razem z mężem dyskutujemy przy wieczornej herbacie o osobowościach, które będą żyły wiecznie. Jawi się pewien rys charakterologiczny - to za sprawą najnowszego National Geographic dla dzieci i ciekawego artykułu o włoskim Leonardzie. Wielcy tego świata - nie mieli i nie mają łatwo. Problemy z akceptacją innych, dostosowaniem się, kompleksy albo ... mania wyższości. Dylematy, które tak często są trudne do zrozumienia przez nas maluczkich. To tyczy też Andersena. Brzydkie kaczątko - wielgachne, z długim nosem, niezgrabnymi ruchami, a przyjmowane na dworach królewskich i książęcych, osoba bardzo pożądana w towarzystwie. Syn biedaków z nizin społecznych, niezwykle utalentowany, mający szczęście do ludzi, którzy stanęli na jego drodze i pomogli finansowo. Huśtawka nastrojów, kompleksy, samotność mimo wielu znajomych, strach przed chorobą psychiczną. To tylko niektóre zmory, które zatruwały mu życie.


Andersen zaczął pisać dziennik w wieku 20 lat. I tak już do samej śmierci w 1875r. - z krótkimi przerwami. Przy lekturze nie może mnie opuścić myśl: czy mamy prawo do takiego działania? To jak wchodzić w czyjeś życie buciorami. A jednak im głębiej w tekst, tym bardziej nabieram przekonania, że autor pisał o sobie z myślą ... o nas. Już za życia był sensacją, wzbudzał zainteresowanie. Zasmakował sławy i wiedział, że dzienniki będą smacznym kąskiem dla gawiedzi:)

Dobiera starannie tematy i słowa. Unika drażliwych kwestii i plotkowania. Jest niesamowitym obserwatorem ówczesnej rzeczywistości. Gros jego notatek dotyczy licznych podróży, jakie pisarz odbył po Europie. Otwarty na inność, niezwykle ciekawy świata i ludzi. Z drugiej strony przewrażliwiony na punkcie swojego zdrowia. Właściwie mogłabym zatytułować ten wpis krótko: "Ach te zęby". Pamiętam jak przed laty czytałam artykuł o naszych romantykach. Autor (nie pamiętam) pisał, że nasi romantyczni wieszcze - gdyby mogli się choć na chwilę przenieść do teraźniejszości - od razu pewnie udaliby się do gabinetu stomatologicznego. Ponoć Mickiewicz, Słowacki wśród swoich przyborów toaletowych wozili specjalne kleszcze do usuwania zębów. Czasy Andersena to okres życia naszych romantyków. I jak się okazuje - problemy te same. Poezja, literatura swoja drogą, a sprawy przyziemne swoją. Ten wielki Jan Chrystian co rusz narzeka na bóle różne w swojej szczęce:) i nie tylko.

Tytaniczną pracę nad Dziennikami wykonała Bogusława Sochańska - znana już nam z licznych przekładów utworów Andersena. Warto zacząć czytanie od Wstępu, który wprowadza w specyfikę tego typu literatury. Sochańska wyjaśnia sporne kwestie, rozprawia się z plotkami i mało udowodnionymi faktami. Myślę, że każdy interesujący się literaturą, ciekaw jest odkrycia ostatnich lat o rzekomym homo- i biseksualizmie pisarza. Nie piszę nic od siebie, by niepotrzebnie nie wzbudzać sensacji. Wiele kwestii wyjaśnia tłumaczka na początku, można wyrobić również swoje zdanie podczas lektury "Dzienników".

Podsumowując - dla kogoś, kto wychował się na Baśniach Andersena to lektura obowiązkowa. Po "Dziennikach" można zrozumieć wiele aspektów, które dla człowieka z boku pozostaną zupełnie nieczytelne.

Wydawnictwo Media Rodzina

 

Książka przyda się tym wszystkim, którzy lubią zajęcia kreatywne z dziećmi - przedstawia ona bowiem techniki plastyczne dla najmłodszych.

Autorzy omówili techniki rysowania ołówkiem, kredką, mazakiem, kredą olejną i kredkami świecowymi, kredą zwykłą oraz tuszem. Czy słyszeliście może o sgraffito? To pojęcie jest pewnie większości obce, ale technika na pewno nie. Ja z moich czasów dzieciństwa pamiętam kartkę papieru pokrytą kolorowymi kreskami wykonanymi kredkami świecowymi, następnie pomalowaną tuszem. Po wyschnięciu wyskrobywało się wybrany motyw. Efekty są naprawdę zadziwiające.

W części o malowaniu przedstawiono tajniki farby akwarelowej, kryjącej, proszkowej, dyspresyjej, fluorescencyjnej, bejcy do drewna i kredy olejnej, obrazu na tylnej stronie szkła, obrazu rozmazanego, marmurkowania i batiku. W następnym rozdziale poświęconym drukowaniu zaznajamiamy się z pojęciami: monotypia (to pojedyncza odbitka pokrytej farbą płytki), stemplowanie (ziemniakiem, z gumowej pianki) i linoryt.

Mnie najbardziej spodobał się rozdział poświęcony papierowi. Z tego prostego materiału można wykonać prawdziwe cuda: wycinanki, obrazki transparentne, papier czerpany i ... pulpy.

Modelowanie to plastelina, wosk plastyczny, glina, papier klastrowy i kaszerowanie.

W rozdziale o drewnie poznajemy technikę piłowania piłą i pilnikiem, raszplowania i wydłutowywania. Dzieci mogą zrobić łódkę i ptasi pensjonat - czyli karmnik.

Dziewczynkom pewnie przypadnie do gustu filc. Z tego materiału można wykonać różne ozdoby i biżuterię: m.in. kolorowe dredy i dywanik. Techniki opisane tutaj to: technika wałkowania i wygniatania.

Na samym końcu metal i gips. Ze srebrnej folii powstają klejnoty koronne, rycerz z metalową brodą i solary. W części gipsowej opisano mozaikę, gipsowy bandaż, odlew gipsowy, żłobienie w gipsie, kamień steatytowy i ytong.

Każda technika  dokładnie opisana, pokazana również na ilustracjach. Opisano narzędzia i materiały oraz wykonanie prac krok po kroku. Przykłady są nietuzinkowe - niektóre na pierwszy rzut oka bardzo trudne. Potem po zapoznaniu się z techniką okazuje się, że najmłodsze dzieci mogą wykonać naprawdę ciekawe i skomplikowane prace, które robią duże wrażenie. W książce jest bardzo dużo zdjęć prac, rysunków, które wizualizują różne techniki. Książka przyda się nauczycielom i rodzicom.

Wydawnictwo Jedność

 

sobota, 13 czerwca 2015

Czytając każdą z kolejnych części cyklu- Kroniki Wardstone, odnoszę nieodparte wrażenie, że nawiązują one w swoim charakterze do niesamowitych historii o duchach, zjawach, wiedźmach i diabłach, jakie ludzie opowiadali sobie w czasach bez telewizji i radia, a życie towarzyskie skupiało się wokół kuchennego stołu. Cykl fantazy Josepha Delaney’a przypomina mi swoim klimatem baśnie poznane w dzieciństwie. Kiedyś- wyłącznie opowiadane ustnie, żywe słowo i co ciekawe … przeznaczone głównie dla dorosłych. Może właśnie ta krótka i najprostsza definicja tego gatunku tłumaczy moje, dorosłe już przecież, umiłowanie książek o stracharzu i jego uczniu? Opowieści Toma Warda są taką baśnią z czasów minionych, kiedy to można było spotkać czarownice, lamie, boginów i różne inne tajemnicze stwory.

Tajemnica Starego Mistrza- to kolejna, trzecia już część losów dwójki bohaterów. Tom Ward, przypomnę krótko, trzynastolatek, siódmy syn siódmego syna, o niesłychanych zdolnościach, oddany zostaje do terminu u stracharza. Pan Gregory, to postać już na pierwszy rzut oka bardzo nieprzyjemna i nieprzystępna, w długim czarnym płaszczu i kapturze, z długim kijem w lewej ręce. Wykonywany fach nie zjednuje mu ani sympatii ani przyjaciół, o czym Tom ma okazję wkrótce sam się przekonać. Bo czymże zajmuje się stracharz? Chroni gospodarstwa i wioski przed istotami krążącymi w ciemności, walczy ze złem. Pojawienie się mistrza i ucznia w okolicy zwiastuje kłopoty- stąd tak duża niechęć gminu.

W trzeciej części stracharz i Tom wybierają się do zimowego domu położonego na mrocznych moczarach. Zimowe długie noce kryją wiele tajemnic i niebezpieczeństw… Ta część mile mnie zaskoczyła- Delaney konsekwentnie rozbudowuje swoje postacie, odkrywa powoli tajemnice i szczegóły życiorysów. A jest ich wiele, każdy skrywa coś na dnie swojej duszy i serca. Autor przesuwa punkt ciężkości na aspekt głębszego poznania się i zrozumienia, na element człowieczeństwa. Bo nie tylko obowiązki wobec Hrabstwa są nieodłączną częścią życia stracharza, lecz również miłość, przyjaźń, marzenia, a przede wszystkim zwątpienie,  samotność i smutek. W mrocznym domu na uboczu, oddalonym od siedlisk ludzkich, mistrz i uczeń, zdani wyłącznie na siebie, otwierają swoje dusze, dają upust swoim myślom, zmagają się z sobą.

Mimo, że ta część różni się od pozostałych, choćby ze względu na miejsce na refleksję, głębsze rozmowy mistrza z uczniem, miłośnicy akcji z dreszczykiem będą z pewnością ukontentowani. Mrok przecież rośnie w siłę, a kto jak kto, ale Delaney po mistrzowsku potrafi oddać klimat tajemnicy i umiejętnie buduje nastrój mroku, smutku, niekiedy grozy. Moje wrażenia? Im bardziej zagłębiałam się w lekturę, tym bardziej byłam wyczulona na wszelakiego trzaski, skrzypienia po kątach i głębiej zakopywałam się pod kołdrę. W okno spojrzeć nie śmiałam.

 

Wiek 11+

Wydawnictwo Jaguar

czwartek, 04 czerwca 2015

Mój młodszy syn usłyszał niedawno termin: "hoplita", więc nie omieszkał zapytać, czy hoplita: to ktoś, kto ma hopla na punkcie czegoś. Jako miłośniczka historii (niekoniecznie wielki znawca) podpowiadam niezorientowanym, że hoplici to żołnierze piechoty greckiej w starożytności, ale nie powiem: tok myślenia Mikołaja mnie rozbawił. A niech tam: jesteśmy hoplitami i mamy hopla na punkcie historii. Stąd moje entuzjastyczne przyjęcie najnowszej książki Małgorzaty Strzałkowskiej: Dawniej, czyli drzewiej. Inna strona poetki, znanej głównie z wierszyków, co to niejeden język połamały. Już wcześniej dała się poznać jako osoba, która chce najmłodszym przybliżyć tajniki historii Polski - patrz książka o hymnie. Teraz na warstat (jak mówił dziadek Stasio), wzięła język polski - słowa, wyrażenia, które dawno temu wyszły z użycia, które miały ciekawą historię. Mało tego: również słowa, które dziś kojarzą nam się zupełnie z czymś innym. Zapraszam do lingwistycznej wycieczki, w celu poznania dawnych znaczeń, archaizmów. Lamus, hiszpanka, letnik, pelikan, sernik, paczka, kasza ze Szwedami, gniotek. Strzałkowska podaje ciekawe przykłady liczby podwójnej: oczy - oka, uszy i ucha, klaskać dwoma rękoma i dwiema rękami.

Wyklejka - lubicie? Bo ja bardzo:) A te są coraz oryginalniejsze i ładniejsze:)

Mnie najbardziej spodobał się krótki rozdział o słowie: fajny, które to - zrobiło w ostatnim czasie oszałamiająca karierę. Kiedy czytałam te wszystkie słowa, które zostały wyparte przez - byle jakie, bladziutkie i słabiutkie, nijakie fajne, przypomniała mi się taka scena, której byłam świadkiem kilka lat temu w kopalni soli w Merkers w Niemczech. Górnik - przewodnik dał do posmakowania małej dziewczynce bryłę soli. Pyta się po chwili: "Powiedz mi dziecko, jaka jest ta bryła"? Na co dziecko odpowiada: "Cool"! Na to oburzony górnik, starej daty, woła: "Ona nie jest cool, ale ona jest słona"!!!


Taka tendencja z tym fajnym jest też u naszych sąsiadów, a przecież jest tyle słów, które mogą opisać pewne zjawiska, wydarzenia: magiczny, śliczny, ciekawy, pierwszorzędny, ekscytujący, fenomenalny. Prywatnie obiecuję sobie zwracać na to uwagę - unikać słowa "fajny":)


W książce znajdziecie mnóstwo ciekawostek, historyjek obyczajowych, wyszperanych z pieczołowitością przez autorkę. Opisane ciekawie, w skrócie, bez zbędnych dłużyzn.

Na uwagę zasługują również ilustracje Pękalskiego. Postacie z ... charakterystycznymi oczami. Nie brak w nich humoru, budują klimat do każdego wpisu.


Wiek 7+

Wydawnictwo Bajka 

wtorek, 02 czerwca 2015

Anna Czerwińska - Rydel po raz kolejny zaskoczyła swoją książką. Patrząc wstecz – pokuszę się o stwierdzenie, że trudno znaleźć mi w spisie wydanych książek biografię – kalkę. Każda z licznych biografii jest inna. Atrakcyjny i oryginalny przepis na czyjeś życie – tylko w jednym celu – by zainteresować młodego czytelnika, zaintrygować wręcz, zachęcić do dalszych poszukiwań już na własną rękę.


Bałtycka syrena – jest wyraźnym tego przykładem. Po kolejne biografie pani Anny sięgam z dużą dozą ciekawości. Fajnie poczytać literaturę przeznaczoną dla dzieci – w dodatku dającą możliwość poszerzania swoich horyzontów, posłuchania ploteczek i ciekawostek. Tu najpierw pojawiło się pytanie: kim była główna bohaterka - Konstancja Czirenberg, sławna gdańszczanka? Przypuszczam, że niejeden obywatel tego zacnego miasta nad Motławą miałby problemy z rozszyfrowaniem tej postaci. W każdym razie piękna Konstancja na pewno nie istniała do tej pory w naszej powszechnej świadomości.


Oryginalna kobieta, która żyła 400 lat temu. Wszechstronnie wykształcona, miłująca książki i wiedzę. Nie bojąca się wyrazić głośno swojej opinii. Utalentowana artystycznie. Feministka na owe czasy. Celebrytka, o której plotkowano – w mieście i poza granicami kraju. Ponoć …syrena – tajemnicza, przeklęta, wyrachowana. Oj, przekupki gdańskie nie na darmo strzępiły swoje ostre języki podczas codziennych zakupów. Przez autorkę za to przedstawiona z dużą dozą sympatii i zrozumienia. Konstancja wybiegała ponad swoją epokę – pełną zabobonów, strachów, niebezpieczeństw. Czasy, w których najlepiej było się nie wychylać, bo ktoś mógł donieść komu trzeba, gdzie życie można było stracić w imię idei.


Nie tylko treść intryguje. Również układ książki. Najpierw ilustracje Marty Ignerskiej: biało – czarno- czerwone lapidarne sceny do równie skrótowych, niby wyrwanych z kontekstu fragmentów tekstu zamieszczonych w komiksowych dymkach. One same tworzą swoją historię, która na początku trochę niezrozumiała, z biegiem przewracania kolejnych kartek, nabiera jasności i wyrazistości. Razem z tekstem tworzą solidną i oryginalną biografię, powstaje obraz nietuzinkowej postaci, którą łatwo sobie wyobrazić.  Ciekawym zabiegiem są również cytaty dotyczące syren – mniej lub bardziej znane miłośnikom literatury. O syrenach pisali m.in. Andersen, Kolumb i Homer. To właśnie oni pojawiają się na kartach książki.

Wiek 10+

Wydawnictwo Muchomor

poniedziałek, 01 czerwca 2015

Pamiętam, że kiedy usłyszałam jako dziecko po raz pierwszy historię Noego i jego rodziny, pojawiło się pytanie: czy Noe nie miał wyrzutów sumienia, że tylko on ocalał spośród tylu ludzi? Czy nie chciał uratować więcej i ludzi i zwierząt, niż mu nakazał Bóg? Jednym słowem – czy nie próbował trochę pokombinować, aby namieszać w słupkach statystycznych. I choć Biblia nie daje na to odpowiedzi – można znaleźć ją w krótkiej opowieści Zuzanny Orlińskiej. Autorka przedstawia Noego jako człowieka, którym targają wątpliwości. Noe – bardzo ludzki: zatroskany, refleksyjny, który nie wykonuje prośby Boga – na „ślepo”, bez żadnych wewnętrznych przemyśleń. Widoczne jest to zwłaszcza wówczas, kiedy znajduje małego chłopca, którego następnie ukrywa przed rodziną i Panem na arce. Zaczynają się ludzkie kombinowanie, dyskusje z Bogiem. A co z nich wyniknie? Oczywiście nie zdradzam. Ten nieczuły, groźny Noe (zwłaszcza z ostatniej filmowej adaptacji – uwaga absolutnie nie dla dzieci!) budzi tu dużą sympatię i zaufanie. Taki poczciwy dziadek, w którego brodzie bezpieczne schronienie znajdują zwierzęta mniejsze i większe.

Książka z pięknymi ilustracjami. 

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura