Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 29 czerwca 2014
Mała książka o gwarze warszawskiej - Maria "Mroux" Bulikowska

Kiedy w zeszłym tygodniu dzwoniłam w ważnej sprawie do Warszawy zaskoczył mnie mój rozmówca oddalony ode mnie o 300 km.

-Proszę nie mówić, skąd Pani jest. Sam zgadnę.

Chwila konsternacji z mojej strony, bo z czymś takim spotkałam się po raz pierwszy. Ale uśmiechnęłam się pod nosem:

-Dobrze, no więc skąd jestem?

Pan najpierw przeprosił i wyjaśnił, że to takie jego skrzywienie - osobiste (dodał) nie zawodowe. Bo telefon dotyczył zgoła zupełnie innego przedmiotu. Po czym trafnie rzucił: Wielkopolska. Poznań:) Bo Wy tam tak fajnie śpiewacie:)))

 

Gwara, regionalne zwroty budują klimat dla danego terenu i miejsca. Nie można absolutnie zaprzeczyć, że takowy ma również Warszawa. Wiadomo - wojna zniszczyła wiele, czego odbudować się nie da, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Nasza stolica ma nadal miejsca klimatyczne, ludzi, którzy się do tego przyczyniają. Często są to zwykli ludzie, którzy by się zdziwili, gdybyś powiedział im, że w znacznym stopniu tworzą specyficzną atmosferę tego miasta. Jeśli natomiast ktoś chce poznać szczegóły, również aspekty z przeszłości - polecam książkę o Małej gwarze. Autorka zaprasza do specyficznej podróży po mieście - takiej wycieczki nie zagwarantują Wam biura podróży, które organizują wyjazdy 2-3 dniowe i gonią Was po Pałacu Kultury, Łazienkach i Wilanowie, zapominając, że istotnym aspektem całości są właśnie ludzie. Byłam kilka razy na wycieczkach - dużo z nich pamiętam i wyniosłam, ale aspekt ludzki: zwyczajów, mowy nigdy nie został poruszany. Dopiero kiedy przyszło mi w niej na trochę zamieszkać - mogłam doświadczyć tego osobiście - poprzez wspomnienia warszawianki z dziada - pradziada. Choć akurat w przypadku Doroty i jej rodziny słynne powiedzenie: "nie ma cwaniaka nad warszawiaka" - w ogóle się nie sprawdziło. I dobrze.

 

Myślę, że każdy z nas mógłby na swoim przykładzie podać, że gwara i regionalizmy płata różne figle. Moja ciotka Frania będąc kiedyś na Śląsku zrobiła wielkie oczy w autobusie, gdy babcia zapytała wnuczkę:

-A chcesz ty wieprzka? - Po czym zaczęła gmerać w swojej torbie ku przerażeniu mojej ciotki, która myślała w tym czasie zupełnie o czymś innym. Jej mina, gdy okazało się, że śląska babcia miała na myśli zwykły agrest (u nas w Wielkopolsce zwany: angrystem) - bezcenna:)

Dzięki książce Mari "Mroux" Bulikowskiej dowiecie się, że w Warszawie okulary to patrzałki, ząb - gryzak, książka - kniga, kieliszek - kielonek. Poznacie definicję rasowego cwaniaka warszawskiego, zasady wymowy, wyrafinowaną elegancję językową, również ciekawostki kulinarne (ciekawe czy wiecie co to takiego: katolik z cebulką?:). A może nawet spróbujecie sami zrobić Pańską skórkę? Ale nie myślcie, że po lekturze od razu poznacie wszystkie tajniki gwary warszawskiej - która jak się okazuje ma różne rodzaje - inaczej mówią studenci, inaczej kelnerzy, inaczej chuligani, nie mówiąc już o poszczególnych dzielnicach.  Oprócz aspektu językowego w tle pojawiają się różne informacje z dnia codziennego, z historii czy kultury. Jednym słowem - mnóstwo ciekawych informacji podanych w niezwykle atrakcyjny sposób. I to za sprawą również udanych ilustracji, w których warszawiacy zostali przestawieni jako różne zwierzęta. Jest śmiesznie, sympatycznie, klimatycznie. Obowiązkowa lektura przed wyjazdem na wycieczkę do "stolycy".


Wiek 6+

Wydawnictwo Babaryba

środa, 25 czerwca 2014
Tam, gdzie żyją dzikie stwory - Maurice Sendak

Kiedy kilka lat temu moja siostra była dłuższy czas za Oceanem, znając nasze zamiłowanie do książek, poleciła właśnie książkę Sendaka. Znaczna część pewnego listu była o niej, fascynacji jej amerykańskich podopiecznych tą lekturą, czytaniu jej tam i  z powrotem, recytowaniu tekstu przez dorosłych i maluchy z pamięci. W międzyczasie dostaliśmy oryginał, ciocia przetłumaczyła dla prywatnych potrzeb tę historię - a teraz się bardzo cieszę, że w końcu jest dostępna - dla wszystkich.


Z perspektywy czasu stwierdzam, że to najważniejsza książka z półki moich dzieci - dla mnie - i dla moich dwóch synów - choć oni w tej chwili nie zdają sobie z tego sprawy. Książka o trudnym niekiedy dzieciństwie - z jednej strony beztroskim - bo przecież dzikie zabawy Maxa takie właśnie są. Bieganie z widelcem po domu w stroju wilka i terroryzowanie psa, zabawy z młotkiem, bałaganienie - kto by się przejmował uczuciami biednego zwierzaka albo mamy, nie mówiąc o wymęczonym miśku. Grunt to zabawa. Z drugiej strony relacje z dzieckiem - zwłaszcza z chłopcem/ami często nie są łatwe. Reakcją książkowej mamy na naganne zachowanie syna jest odesłanie chłopca do pokoju bez kolacji. Wyczuwa się jak z ilustracji zioną złość, nienawiść. I wtedy w pokoju Maxa zaczyna rosnąć las, przypływa łódka, która zabiera chłopca przez ocean do krainy gdzie mieszkają dzikie stwory. Tam zostaje królem, może robić co mu się podoba. Ale przychodzi dzień, kiedy Max zaczyna odczuwać tęsknotę za domem, w którym jest ktoś, kto "kocha go ponad wszystko". Max wraca znów przez ocean, a w jego pokoju czeka na niego ciepła kolacja.

Ta książka w znakomity sposób pokazuje chłopięcy świat, mówi o potrzebach i tęsknotach małych mężczyzn. Każdy z nich tak naprawdę musi udać się kiedyś w taką właśnie nieznaną podróż, podczas której nabierze doświadczenia, pozna bardziej siebie, wsłucha się w swoje wnętrze i zrozumie co tak naprawdę jest dla niego ważne. Droga do stania się prawdziwym mężczyzną wcale nie jest łatwa. W małych organizmach muszą zajść niesamowite zmiany: na płaszczyźnie emocjonalnej, duchowej, biologicznej. A podroż ta - jak się okazuje, wiedzie przez burze i oceany, jest pełna niebezpieczeństw i niepewności.


Chciałabym zwrócić uwagę na postawę matki, której niby w książce nie ma, ale tak naprawdę ... wszędzie jej pełno: wysłanie chłopca do pokoju (zwróćcie uwagę - prawie pustego - to jest dopiero pole do wyobraźni - i Max korzysta z tego pełnymi garściami), powoduje, że chłopiec ma możliwość przeniesienia się do obcej krainy bez najbliższych. To doświadczenie nie wywołuje w nim ani poczucia szczęścia ani wolności. Jeśli takowe się pojawia to tylko na chwilę. Jest ułudne, daje pozorną satysfakcję. Pojawiają się za to wewnętrzny smutek i nostalgia. Przychodzi moment, że chłopiec jest gotowy na powrót do rzeczywistości, gdzie są miłość, wsparcie i bezpieczeństwo. Mama w końcu nie narzuca się - pozwala na oddalenie się dziecku, daje mu czas na zrozumienie swojego postępowania i wyciszenie. Ciepłe jedzenie na końcu ukazuje, że mama myśli, czuwa, jest cały czas i wybacza.

Absolutnie nie bójcie się dzikich stworów, które pojawiają się w tytule. Skoro zaprzyjaźnił się z nimi Max, to i  naszym młodszym dzieciom nie zrobią krzywdy. Te ilustracje to klasyka. Znane są w wielu krajach od lata (np. w Niemczech od 1967r.) i wszędzie budzą zachwyt. Moja radość z powodu tej książki naprawdę jest wielka:)

Książka została wydana po raz pierwszy w 1963r. Mimo swoich ponad 50 lat jest to książka PONADCZASOWA!

Wiek 4+

Wydawnictwo Dwie Siostry

 



poniedziałek, 23 czerwca 2014
Kiedy ostatnio byłam szczęśliwa - Rose Lagercrantz/ il. Eva Eriksson

 

Na Dzień Taty polecam książkę Rose Lagercrantz, w której głównymi bohaterami są Dunia i jej tato. Dunia zdecydowanie na pierwszym planie – ale tato w  tle – jak najbardziej ciągle obecny, troskliwy, kochający. Sam wychowuje córkę. Nie ma się co dziwić, że między nimi jest bardzo silna więź. Pech chciał, że pewnego dnia tato zostaje potrącony przez jadący samochód. Jest w szpitalu i długo nie odzyskuje przytomności. Dunia jest bardzo smutna z tego powodu, nie może znaleźć sobie miejsca, ale od czego są bliscy i przyjaciele.

Autorka poruszyła w książce tak wiele spraw, uczuć i emocji, które dotykają współczesne dzieci: więzi w rodzinie, relacje w klasie, przyjaźń, stosunek do chorej osoby. Na małą Dunię spadło tak wiele. Ten kto zna wcześniejsze dwa tomiki o losach Duni, sam może teraz się przekonać, że fortuna kołem się toczy. Raz serce Duni skacze z radości, tutaj dotyka ją niewyobrażalny smutek i cierpienie bliskiej osoby. Mała Dunia uczy pokonywać takie trudne chwile dnia codziennego, pokazuje, że nawet wtedy nutka optymizmu rozjaśnia smutną minę i powoduje, że świat dokoła nabiera żywszych barw. W końcu jest nadzieja, że wszystko zakończy się happy endem. Wielką wartością cyklu o Duni jest przesłanie o prawdziwej przyjaźni - na dobre i złe, wiernej - mimo dużej odległości, którą co rusz dziewczynki odnawiają. Tak jakby nie obce było im przysłowie, że drogi, którymi się nie chodzi, szybko zarastają.

Eva Eriksson trafnie pokazuje nastroje małej Duni na czarno - białych ilustracjach. Nie wyobrażam sobie ich w  kolorze. Są jak zdjęcia dokumentujące życie Duni - zwykłe wypełnione szkołą, lekcjami, rozmowami z najbliższymi. Jakby ktoś stał gdzieś w pobliżu i robił jedną fotografię za drugą.

Książka do głośnego czytania lub do samodzielnych prób dla początkujących czytelników. Krótkie i proste zdania. Rozdziały niezbyt długie. Każda rozkładówka to kolejne ilustracje. Przeczytać taaaka grubą książkę to jest dopiero coś.

 

Przy okazji polecam ciekawy wywiad z Katarzyną Skalską z Zakamarków. Można wiele się dowiedzieć o dobrych książkach dla dzieci i planach wydawniczych, a te są naprawdę bardzo smakowite:)

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

niedziela, 22 czerwca 2014
Dlaczego mleko jest białe? - Susanne Orosz/ il. Yayo Kawamura

Dzieci kochają to słowo "dlaczego?". Są ciekawe otaczającej je rzeczywistości. I choć książka Susanne Orosz nie zaspokoi całkowicie tej dziecięcej ciekawości, to w jakiś sposób chociaż częściowo odpowie na nurtujące je pytania. To nie sucha regułka definiująca dane zagadnienia, ale krótkie historyjki, które na przykładzie losów wybranych bohaterów drążą temat. Napisane prostym językiem, z humorem - świetnie kontynuują całą serię - bo ta lektura to już trzeci tytuł Historyjek dla ciekawskich dzieci po Skąd się biorą dziury w serze? i Dlaczego rekiny nie chodzą do dentysty?

Tutaj znajdziecie 13 opowieści, a wszystkie kręcą się wokół jedzenia. Skąd się wzięły w Europie pomidory, dlaczego tylu z nas kocha makaron, dlaczego zielony groszek można nazwać cudowną pigułką, czy pokrzywę można jeść, jak wydobywa się sól, gdzie rośnie czekolada, co kryją w sobie truskawki, czy miód jest lekarstwem, skąd się bierze mleko, jak powstaje ser, czy chleb puszcza bąki, skąd w Polsce wzięły się ziemniaki, jak powstaje słodki lukier? Oczywiście wszystko zakończone wielkim znakiem zapytania:)) Na końcu kilku opowieści znajdziecie  ciekawe przepisy - które bez problemów można podsunąć do wykonania dzieciom.Wspólne gotowanie to na pewno skutek czytania tej książki, większa wiedza, ale i przyjemniejsze, ups, chciałam powiedzieć smaczniejsze życie.

Te książkowe opowieści na końcu rozdziałów zwierają też Kącik wiedzy - już bez książkowych bohaterów. Sprowadza się on do podania najważniejszych i rzeczowych informacji na dany temat. Znajdziecie w nim ciekawostki i hipotezy, bo jak się okazuje, w niektórych przypadkach, nic do końca nie jest jasne. Jak choćby kwestia wynalazcy makaronu, co jak się okazuje, jest przedmiotem sporu pomiędzy Chińczykami i Włochami.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

sobota, 21 czerwca 2014
Dawniej i dziś - Christa Holtei/ il. Astrid Vohwinkel

 

czyli ....Jak żyły dzieci przed stu laty, a jak żyją dzisiaj.

U nas w domu popularnością i sporym zainteresowaniem cieszą się opowieści typu: a kiedyś, dawniej, a gdy dziadek był mały, a w czasach dzieciństwa babci Basi i tak dalej, i tak dalej. Historia, przeszłość, porównania z teraźniejszością. Próba oceny – gdzie i kiedy było lepiej: tam czy tu, obecnie? Niekiedy wybór trudny – zwłaszcza, gdy dziadek Stasiu wspominał jak pół dnia chlapał się w kałużach po deszczu i nikomu nie przeszkadzało, że był mokry i brudny, że katar, zapalenie płuc, lekarstwa, inhalacje, a może nawet i zakażenie. Choć współczesne zabawy i gadżety kuszą, oj kuszą:)


Kolejny tytuł wydany w ramach serii „Mądra Mysz” wyjaśnia wiele znaków zapytania: jak żyło się kiedyś, a jak dziś. Jakie różnice są istotne. Ta sama kamienica – tyle że współczesnych mieszkańców od tych z przeszłości dzieli aż 100 lat. Kiedyś budynek dla jednej rodziny teraz dla trzech. Zmieniają się nie tylko ludzie, ale przedmioty dnia codziennego, a co najciekawsze - obyczajowość i tło społeczne. Bo kto dziś zatrudniałby służącą, by pomogła dzieciom rano się ubrać? Dziś same biegniemy po pracy na zakupy do supermarketu i wcale nie potrzebujemy do tego kucharki. Książka dotyka wielu aspektów życia: ubierania, toalety, posiłków, pracy, zakupów, szkoły, zabawek, komunikacji, prania, choroby i jej leczenia, czasu wolnego. Każda rozkładówka to kolejne porównanie jakiegoś tematu. Co druga rozkładówka jest rozszerzona o dodatkowy materiał poglądowy na skrzydełkach, który zgrabnie składa się następnie w spójną całość. Polecam – na pewno zainteresuje ta wyprawa do przeszłości.


Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

czwartek, 19 czerwca 2014
Żółte, zielone, czerwone, niebieskie, niezwykłe przygody - Franciszka i Stefan Themerson

W skrócie podsumowałabym tę książkę tak: pochwała sztuki. Bo to właśnie ona może zmienić świat, pokazać go, zinterpretować, może zmienić nasze postrzeganie rzeczywistości. Tego uczy malarz Jan swojego syna - małego Jasia. Oto kredki (taaaa- zwykłe kredki) mogą przyczynić się do powstania dzieła, mogą sprawić, że rzeczywistość naokoło będzie po prostu piękniejsza. Książka zachęca tym samym do tworzenia - i kto wie jaki będzie skutek czytania tej historii. Może powstanie mała prywatna książka? Tak jak w przypadku Jasia, który narysował Marysię i jej świat. Tworzenie ołówkiem, kredkami i słowem. Prawdziwa afirmacja wyobraźni i kreatywności. Kolor może wiele. Kolor może zmienić świat i nas samych.

Historia Żółtego ... jest trochę tajemnicza, bowiem rękopis w postaci sklejonych kartek w formie harmonijki został odkryty dopiero jakiś czas temu już po śmierci Themersonów (1988r.). Nikt o nim wcześniej nie słyszał, nigdy książka nie była wydana. Datuje się ją na początek lat 30-tych ubiegłego wieku. Jej przygody opisano w na końcu książki - razem z biografią autorów.

Kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy - przeszło mi przez myśl: to mogła być lektura dzieciństwa mojej babci (a na pewno nie była - i Waszych babć również:). Postacie na ilustracjach - zwłaszcza tata Jan - artysta malarz - jak z innego świata - z długaśną i gęstą brodą. I temat. Czy dziś kredki - same kredki mogą tak zafascynować dzieci, kiedy wokół tyle innych bodźców? Fascynacja Jasia światem sztuki, zabawą kolorem, zmianami jakie wprowadzają one w szarą rzeczywistość jest naprawdę imponująca.Tyle że małe dzieci mające często do dyspozycji komórki z aparatami fotograficznymi, tablety, laptopy - mają swoją receptę na utrwalenie rzeczywistości. Stąd moje zaszufladkowanie Żółtego do lektur babcinych, które pełne są uroku. Ja lubię taki świat, tutaj przedstawiony na grubych tekturowych kartkach, z czcionką - jakby była pisana na zwykłej maszynie (tak jest też w posklejanym oryginale). Książka z innej epoki. Za chwilę będzie miała sto lat. Z czego niedawno po raz pierwszy trafiła do szerszej publiczności.

Książka wydana przez Fundację Festina Lente. Warto zajrzeć na stronę www.iczytam.pl, gdzie znajdziecie mnóstwo ciekawych materiałów do wykorzystania za darmo: e-booki, audiobooki, i-booki i aplikacje na ipoda do pobrania.

Podobają mi się takie zabiegi:) Pamiątka na całe życie...

Wiek 6+

Wydawnictwo Fundacja Festina Lente

poniedziałek, 16 czerwca 2014
Metryka nocnika - Iwona Wierzba, ilustracje Marianna Sztyma

Człowiek zwraca uwagę na wielkie wynalazki. Co rusz pojawiają się i filmy i książki o rzeczach doniosłych, które miały wpływ na rozwój ludzkości. Koło, ogień, pismo, wytapianie metalu et cetera. Kto by tam zwracał uwagę na … nocnik. Ot, zwykły element jakże zwykłej i szarej codzienności. Mało tego – dla niektórych temat tabu, nie woniejący zbyt pięknie. I tak oczywiście oczywisty, że i zastanawiać się nad nim za długo nie ma co.


Tymczasem wyobraźmy sobie życie bez tego przedmiotu i jego ewolucyjno – rewolucyjnych dzieci – w postaci sławojek, sedesu, toalety. Aż strach pomyśleć, co by się działo. Noooooo właśnie. Iwona Wierzba dokonuje ciekawej analizy dziejów nocnika począwszy od czasów epoki kamienia łupanego po współczesność. Zagląda do kątków i zakątków jaskiń ludzi pierwotnych, eleganckich willi starożytnych Rzymian, rycerskich zamków. Odwiedza Wersal, w którym sikano gdzie popadnie (byłam i temat wdzięcznie przemilczano), nie oszczędza królowej Elżbiety, u której ponoć na zamku śmierdziało i żadne wonności ani zioła nie pomagały.

Mnie (germanistkę) rozbawiła teoria, jakoby Martin Luter swoje 95 tez opracował właśnie w toalecie. Na kartkach książki pojawiają się różni znani ludzie - i to z górnej półki: politycy, władcy, artyści. W końcu jak mawiał Terencjusz: nic co ludzkie nie jest nam obce. I choć temat niewygodny, śmierdzący, to jednak dotyczący wszystkich. Autorka świetnie odzwierciedla reakcję ludzi na coraz to nowsze wynalazki, labirynty rur odprowadzające ścieki w siną dal, waterklozet, papier toaletowy. Niby takie nic, a jednak jakże trudno wyobrazić sobie życie bez tych wszystkich wynalazków. I nie ma co się zżymać na temat. Zresztą mole książkowe jakoś z większą tolerancją i mniejszym zawstydzeniem patrzą na to miejsce. No cóż, skoro nawet TEN Umberto Eco przyznał kiedyś oficjalnie, że najciekawsze książki czyta właśnie w toalecie.


"Kiedy wybieram do toalety jakąś książkę, oznacza to, że jest wartościowa, i zamierzam zajmować się nią przez kolejne dni. Kiedy odwiedzają mnie znajomi i znajdują w toalecie swoje książki, są zazwyczaj lekko zirytowani. Przynajmniej dopóki im nie wytłumaczę, że to jest przywilej, a nie oznaka lekceważenia". *

Ja zachęcam do poznania książki Iwony Wierzby, podzielonej na różne epoki, ważne momenty w dziejach ludzkości. Przedstawia ona stan historii nocnikowo - toaletowej w danym czasie historycznym, jednocześnie podaje do wiadomości jakie inne wynalazki warte uwagi pojawiły się równolegle gdzieś na świecie.


Ta książka ma swój charakter również dzięki ilustracjom Marianny Sztymy. Jeśli znacie Legendę o głowie wawelskiej - specjalnego zaproszenia nie potrzebujecie. Ilustratorka świetnie operuje pojęciem czasu w swoich obrazach. Nie wiem jak to robi, ale za sprawą jej prac, przenosimy się do różnych epok. Starożytność, czasy rycerzy i katów, współczesność. Traktuje temat poważny trochę niepoważnie sięgając po poetykę komiksu i technikę kolażu. Nawet Mona Lizę posadziła na klozecie, a przy Leonardo da Vincim pojawił się charakterystyczny komiksowy dymek.

Niespodzianką jest gra planszowa na obwolucie. Wyprawa przez historię ludzkości: od momentu rozniecenia ognia po kosmiczne toalety.

 

* - cytat znalazłam tutaj

Wydawnictwo Albus

środa, 11 czerwca 2014
Bardzo biała wrona - Ewa Nowak

Takie książki czyta się do późna w nocy albo jak kto woli – do wczesnego rana. Gorzej, gdy trzeba faktycznie bladym świtem zrywać się do pracy. To już kolejna książka z serii młodzieżówek Ewy Nowak, która bardzo mi się podobała, Nic dziwnego, że była nagradzana i dostrzeżona przez czytelników. W skrócie powiedziałabym tak: historia chorej miłości. Natalia niepozorna dziewczyna właśnie zaczyna naukę w renomowanym warszawskim liceum. I nagle świat wywraca się jej do góry nogami – bo to właśnie na nią zwraca uwagę maturzysta Norbert. Autorka pokazuje róże  fazy tego związku – od niepozornych zalotów, przez dżunglę uczuć, do przemocy i fizycznej i psychicznej. Ktoś kiedyś baaardzo trafnie to ujął: liryka, epika, dramat. Zaletą tej książki jest fala emocji, jaka zalewa czytelnika podczas lektury. Uczuć i emocji, jakie musieli odczuwać bliscy i znajomi Natalii. Wściekłość i bezsilność wobec tego, o czym mogli się przekonać znajomi, o czym od dawna wiedzieli, a czego Natalia, zaślepiona uczuciem, nie dostrzegała. Chora miłość z perspektywy nastolatki – bardzo prawdziwa, angażująca czytelnika. Podrzuciłabym do poczytania rodzicom, by wiedzieli, co w młodej duszy gra.

Wiek 15+

Wydawnictwo Egmont

środa, 04 czerwca 2014
Raz, dwa, trzy, psy - Nadia Budde

 

 

Zwariowana , śmieszna książka – wyliczanka, w której króluje czysta abstrakcja. Zaraz przypomniała mi się scenka rodzinna, kiedy to moje młodsze dziecko (dość dawno temu)  ni stąd ni zowąd powiedziało „Jak ja lubię papieża – beza” (po drodze były oczywiście inne abstrakcyjne rymy, ale ten najbardziej zapadł nam w pamięci). Bo rym  - zwłaszcza taki bez sensu, to powód do dobrego śmiechu i zabawy. I to jest sedno tej książki – rymowanki, ale też znajdowanie humoru tam, gdzie na pozór go nie ma. W rymie, rytmie, postaciach, które bardzo licznie tu występują. Również w harmonii, bowiem każda strona  bądź rozkładówka to cztery elementy – postacie lub cała grupa, z  których ta ostatnia jest zapowiedzią kolejnej wyliczanki. Brawo dla tłumaczki, bo niby to prosta rzecz przetłumaczyć takie krótkie teksty. Ale zrobić to tak, by zachować to, co chciał wyrazić autor – to trudna sztuka. Tu się udało. Z ciekawości poszukałam wersji niemieckiej, która w niektórych miejscach trochę różni się od polskiej, np. na stronie o włosach :”proste, kręcone, dwa na krzyż, mysz”.  

Urocze ilustracje, soczyste kolory – psy w krawatach, pszczoła blond i latająca koza. Widzieliście kiedyś coś TAKIEGO?

 

Wiek 2+

Wydawnictwo Hokus – Pokus

wtorek, 03 czerwca 2014
Opowieści biblijne - praca zbiorowa

 

„Czy widzieliście kiedyś NIC? Na pewno nie! Nawet w pustym i ciemnym pokoju jest podłoga pod nogami i możecie dotknąć ręką ściany. A kiedyś, bardzo, bardzo dawno temu, naprawdę nie było nic. Zupełnie nic. Był tylko Bóg.

Bogu nie podobało się, że wszędzie jest tylko NIC.

-Stworzę świat – postanowił pewnego poniedziałku.

Zaczął zupełnie jak ty, kiedy zabierasz się do rysowania widoku. Bóg zrobił długą kreskę, żeby pod nią znalazło się morze, a nad nią niebo. Nigdy wcześniej nie stwarzał świata, ale już wtedy był wielkim artystą. Dlatego od razu zobaczył, że na razie świat jest brzydki, smutny i pusty.

-Już wiem – powiedział Bóg. - Zrobię dzień i noc, żeby na świecie coś się działo”.

 

Tak właśnie zaczynają się „Opowieści biblijne”. Stary i Nowy Testament w wersji dla dzieci. Napisane zrozumiałym językiem, z dialogami, opisami wewnętrznych zmagań, przemyśleń – akurat dla najmłodszych.  Bardziej rozbudowane aniżeli  teksty w Biblii dla dzieci. Z opisem wyglądu, ubrania. Autorzy skupiają się niekiedy również na tle społeczno – kulturowym i historycznym. Stąd te opowieści są również ciekawą wyprawą do przeszłości. Wśród autorów takie nazwiska jak Grzegorz Gortat, Grzegorz Kasdepke, Jarosław Mikołajewski, Marcin Wroński, Maria Ewa Letki, Joanna Papuzińska, Eliza Piotrowska, Wojciech Widłak.

Na samym początku wstęp o znaczeniu Pisma Świętego – zarówno w świecie chrześcijańskim jak i żydowskim. Nawiązanie do malarstwa, literatury, języka codziennego. Sama podczas lektury zwracałam dzieciom uwagę na liczne zwroty, które na co dzień weszły do naszego języka: manna z nieba, miłosierny samarytanin, zakazany owoc, ciemności egipskie, Wieża Babel. Zakończenie to krótkie noty biograficzne ośmiu autorów i ilustratorki. Każdy z nich potraktował dany temat indywidualnie. Wyczuwa się tę różnorodność – niektórzy trzymają się blisko tekstu źródłowego. Inni z kolei swobodnie poruszają się w temacie, wprowadzają swoje dygresje, opisują krajobraz, postacie i zdarzenia postronne. To naprawdę dobry początek poważniejszej lektury. Razem  16 opowieści ze Starego Testamentu i 19 z Nowego. Potraktowane chronologicznie i wybiórczo. Bardzo podobają mi się ilustracje – nietypowe, z wyraźnymi konturami, geometryczne – ale ja zawsze z zaciekawieniem przyglądam się eksperymentom w sztuce. Tym bardziej, że oferta tematyki biblijnej dla dzieci często zamyka się w ilustracji tradycyjnej – realistycznej – na różnym poziomie. Tutaj wiele przemawia do wyobraźni, niekiedy widać tylko fragmenty wizji ilustratorki – resztę trzeba sobie dopowiedzieć w głowie. Dorysować – chciałam napisać:)

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 
1 , 2