Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 30 czerwca 2013
niedziela, 23 czerwca 2013

Czekaliśmy na Nowego Findusa, czekaliśmy i się w końcu doczekaliśmy:) Bardzo byliśmy ciekawi, co też nowego słychać w drewnianej chacie, w dalekiej Szwecji, pomalowanej na charakterystyczny czerwony kolor. A tu trochę w przyjaźni Pettsonowo – Findusowej zaiskrzyło. Nasz rezolutny kocurek znalazł sobie bowiem nowe hobby. Otóż codziennie rano o świcie (dla niektórych to jeszcze noc głęboka) – o godzinie 4.00, z umiłowaniem, i jak wiadomo, z typowym dla siebie zaangażowaniem, kot podskakiwał na swoim łóżeczku wywołując u swego pana w wielką irytację. Pettson zdenerwowany tym bardzo stawia warunek: albo skończy z tym skakaniem, albo trzeba będzie wynieść z sypialni łóżko kota. Findus zaskakuje, bowiem znajduje jeszcze trzecie rozwiązanie – chce się wyprowadzić z domu, nie tylko z sypialni. I czyni to. Pettson pomaga mu znaleźć nowe lokum w starej, nieużywanej drewnianej wygódce (czyli naszej polskiej sławojce z serduszkiem na drzwiach).

Kolejna świetna część o przyjaźni staruszka z zabawnym kotem. Tutaj cenna i mądra lekcja tolerancji, cierpliwości i wyrozumiałości. W przyjaźni nie wszystko jest idealne – są lepsze i gorsze dni. Jak skończy się ta historia? - bardzo zachęcam do jej poznania.

Ilustracje Nordqvista to już odrębna historia – znów Findusa pełno wszędzie. Śmiga po kolejnych kartkach książki. Gdzieś mignął pręgowany ogon, gdzieś pazurek. Ma się nieodparte wrażenie, że kot wykulnie się z książki wprost na nasze kolana. Pełno tu szczegółów i niespodzianek – cóż to za dziwne stworzenia wylegują się na liściach kapusty? A zwróciliście uwagę, jakże tajemnicze są obrazki z krowami w domu Pettsona? Kuchnia ta sama: drewniana ławeczka, półka, radio na gałki (moja babcia Marianna miała takie), a krowy robią na obrazkach co im się rzewnie podoba. Przeczytajcie, na pewno się Wam spodoba.

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Media Rodzina

 



sobota, 22 czerwca 2013

To zdjęcie od razu mi się spodobało - tylko im dłużej na nie patrzę, to się zastanawiam - czyta ....czy jednak gra. No chyba, że to czytnik? W każdym razie łóżko fajne.

Znalezione tutaj:)

Mikołaj (5 lat):

- Mama jaki jest mój ulubiony kraj na Ly?

Myślę szybko, co to może być. Nie wiem

-No co ty mama? To przecież Leal Madryt.

 

"Ludzkie namiętności stanowią nie lada zagadkę, a dzieci ulegają im w nie mniejszym stopniu niż dorośli. Ci, którymi zawładnęła namiętność, nie potrafią jej wytłumaczyć, a ci, którzy czegoś takiego nigdy nie zaznali, nie potrafią jej pojąć. Bywają ludzie, którzy ryzykują życiem, aby zdobyć górski szczyt. Nikt, nawet oni sami, nie umiałby naprawdę wyjaśnić, dlaczego to robią. Inni doprowadzają się do ruiny, aby pozyskać serce określonej osoby, która nie chce o nich słyszeć. Jeszcze inni pędzą do zguby, ponieważ nie potrafią odmówić sobie rozkoszy jedzenia lub picia. Ten i ów wydaje cały swój majątek, aby wygrać w hazardowej grze, albo składa wszystko w ofierze urojeniu, które nigdy nie stanie się rzeczywistością. Nie brak takich, co sądzą, że mogą być szczęśliwi tylko tam, gdzie ich nie ma, i przez całe życie jeżdżą po świecie.  A niekiedy ktoś nie zaznaje spokoju dopóty, dopóki nie obejmie władzy. Krótko mówiąc, tyle jest różnych namiętności, ilu jest różnych ludzi.

Dla Bastiana Baltazara Buksa były nią książki.



Kto nigdy z płonącymi uszami i potarganym włosem nie przesiadywał nad książką całych popołudni, czytając, czytając i czytając, zapominając o świecie, nie zauważając już, że chce mu się jeść albo że jest mu zimno –



Kto nigdy nie czytał ukradkiem pod kołdrą przy blasku latarki, bo ojciec lub matka, a może jeszcze ktoś inny, troskliwy, zgasił mu światło, uważając nie bez racji, że czas już spać, bo jutro rano tak wcześnie trzeba zerwać się z łóżka –



Kto nigdy, jawnie czy skrycie, nie wylewał gorzkich łez, bo wspaniała opowieść dobiegła końca i trzeba było się rozstać z postaciami, z którymi przeżyło się razem tyle przygód, które kochało się i podziwiało, śledząc losy to z lękiem, to z nadzieją, i bez których towarzystwa życie wydawało się puste i pozbawione sensu –



Kto czegoś takiego nie zna z własnego doświadczenia, cóż, ten prawdopodobnie nie zdoła pojąć, co teraz zrobił Bastian.

Wlepił wzrok w tytuł książki i na przemian robiło mu się gorąco i zimno. O tym, właśnie o tym, często już marzył i tego, odkąd opanowała go namiętność, pragnął: Historia, która nie kończyła się nigdy! Książka nad książkami!

Musiał ją mieć za wszelką cenę".


Fragment pochodzi z książki Nie kończąca się historia Michaela Ende, przekład Sławomir Błaut, str. 11-12



Wiek 12+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia rok wydania 1986

piątek, 21 czerwca 2013
czwartek, 20 czerwca 2013

Książka Leny Anderson jest taka ciepła, emanuje pozytywną energią. Tematycznie - w sam raz na lato. Mała Stina spędza wakacje gdzieś na wyspie, na której mieszka jej dziadek. Nie ma tu żadnych super atrakcji, od których pękają nadmorskie (przede wszystkim) polskie miejscowości, a które sprawiają, że jest tam po prostu brzydko i bez klimatu. Tu jest tylko morze, wiatr, ptaki, stara chata – czysta natura, a mała Stina uwielbia chodzić brzegiem morza i zbierać to, co ono wyrzuciło. Kiedy nadchodzi sztorm, nie waha się ani chwili, by samej wybrać się nad spienioną wodę. Tylko, że sztorm w samotności ją przeraża.... i wtedy do akcji wkracza dziadek.


No właśnie - dziadek to odrębny temat tej historii. Bo Lato Stiny można traktować jako książkę o najcieplejszej porze roku, o fajnych wakacjach spędzonych gdzieś na końcu świata, daleko od cywilizacji. Ale to też, a może nawet przede wszystkim, mądra książka o relacjach między małymi a dużymi. Podoba mi się stwierdzenie dziadka powtarzane co rusz: Co ty powiesz...

Nie neguje zachowania i pomysłów Stiny – za to ja wspiera, tłumaczy, daje czas do namysłu. Tylko się dziwi tym swoim charakterystycznym Co ty powiesz, co też Stina nowego wymyśliła. Dziewczynka przy dziadku jest w bezpiecznym świecie, pełnym miłości, przyjaźni. Każdemu życzyłabym takiego dziadka. Zauroczyło i zarazem wzruszyło mnie drugie opowiadanie o Stinie. Otóż dziewczynka wraz ze swoim kochanym dziadkiem odwiedza jego kumpla Bujdę. To trochę nostalgiczna opowieść o samotności, którą łatwiej znieść, gdy pojawiają się przyjaciele. Tak niewiele potrzeba, by komuś sprawić radość – tutaj stało się to za sprawą chleba z miodem i wspólnych rozmów (oj kapitan Bujda ma wyobraźnię, oj ma). Podoba mi się ta Stina, na bosaka w rozwianych wiatrem od morza włosach, ciesząca się patykiem, kamykami, starą wanną (ale cenną ponoć wspomnieniowo:) od kapitana Bujdy. Książka, która może tak wiele nauczyć: radości z rzeczy małych, nie posiadania, ale bycia gdzieś, z kimś.


Tekstu tu niewiele, dominują ilustracje – duże rozkładówki, rozmyte krajobrazy. Pamiętacie Linneę w ogrodzie Moneta albo Rok z Linneą? To ta sama autorka – podobna kreska, ale kolorystycznie Stina jest bardziej wyciszona. Różne tonacje niebieskiego i szarości,  ożywione gdzieniegdzie energetyczną żółcią Stinowego sztormiaka.

Wiek 4+

Wydawnictwo Zakamarki



środa, 19 czerwca 2013
wtorek, 18 czerwca 2013

Kolejna część cyklu Bzik książkowy – tym razem – z książki obrazkowej. Na ulicy Czereśniowej zorganizowano nocne czytanie w bibliotece. Zaglądamy przez okna. Dzieciaki leżą z książkami na materacach, jedne jeszcze pogrążone w lekturze, inne już śpią. Dodatkową atrakcją jest wystawa: Noc na ilustracjach. Ciekawe, czy rozpoznajecie tytuły? Fajna akcja – trzeba mieć niezłego bzika książkowego, by coś takiego zorganizować i by w czymś takim uczestniczyć. Mnie pomysł się podoba – pewnie podsunę taki w szkole syna.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Pamiętacie ulicę Czereśniową? Do tej pory mogliście śledzić losy jej mieszkańców w dzień, podczas różnych pór roku. Teraz – niespodzianka. Można zobaczyć, co kto robi w nocy. A dzieją się rzeczy najróżniejsze.


 

Hanna stuka szczotką do sąsiada, bo nie może spać przez szum wody w łazience. Kasia i Jacek nic nie robią sobie z wieczorowej pory – właśnie wybrali się na spacer, blisko siebie, przytuleni i uśmiechnięci. Tomek nocuje w ogrodzie, w namiocie. Policja też nie próżnuje i pilnuje porządku w okolicy. Koty osiedlowe spotkały się przy parkanie, z dworca PKP dochodzi odgłos gwizdka kierownika składu, który za chwilę dokądś odjedzie. Ktoś sprząta, ktoś rozwiesza plakaty na słupie ogłoszeniowym, w bibliotece dzieciaki biorą udział w nocnym czytaniu. Nic a nic nie zmieniła się formuła tej książki – każda strona to inny narysowany fragment dłuuuuugaśnej ulicy Czereśniowej. Tylko bohaterowie ci sami. Właśnie przeszli parę kroków – minęli Centrum Kultury, teraz są na rynku, zaraz będą oglądać wystawy w centrum handlowym. Smaczku dodaje postać złodzieja, która cały w czerni, rozświetlona jest subtelnym strumieniem światła z latarki. Ciekawe dokąd pójdzie i co knuje?

 

Kolejny świetny tytuł już dla najmłodszych dzieci – można szukać dalszego ciągu opowieści z poprzedniej rozkładówki, można opowiadać, co się dzieje akurat na naszych oczach, można dopowiadać najróżniejsze historie – możliwości jest tak wiele. To jedna z tych książek, którą czyta się tak, jak się chce – nic nie jest tutaj ustalone do końca. Cała książka to 7 olbrzymich rozkładówek – zapełnionych ludźmi, budynkami,zwierzętami, ciekawymi miejscami. Na pewno od razu rozpoznacie dobrych znajomych z ulicy Czereśniowej. Dla nowych czytelników – to żadna przeszkoda, by sięgnąć po ten tytuł. Bo Ulica Czereśniowa to z jednej strony cała seria, z drugiej – pojedyncze tytuły, które można potraktować jako odrębne lektury.

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Dwie Siostry



piątek, 14 czerwca 2013

 Zadanie domowe to niezła sztuka.....

Henriette Browne (1829-1901)- Pisząca dziewczynka

Simon Glücklich (1863 - 1943)



Harry Brooker (1848 - 1940)

Albert Anker (1831-1910)

Carl Larsson (1853-1919)

czwartek, 13 czerwca 2013

Czasem trudno dostać się do ulubionej książki. Podpowiadamy, jak to zrobić:)

piątek, 07 czerwca 2013

Moje dziecko ostatnio od niechcenia rzuciło, że szkołę (wtedy to było – jutro) odwiedzi j-a-k-i-ś pisarz. No to ja matka molowo – książkowa zaczęłam drążyć – A który to? Tego już starsze dziecko nie wiedziało, bo jeśli coś czytamy, to kojarzy tytuły, a nie nazwiska. Szybko zrobiłam sobie w głowie listę panów autorów na topie: Kasdepke, Wierzbicki, Beręsewicz, Rusinek. Dziecko i tak nie wiedziało. Pomyślałam, że fajnie by było podejść po spotkaniu po wpis do ulubionej książki. To cieszy zarówno czytelnika jak i autora – bo jakby nie było – ma namacalny dowód, że jego książki są czytane. Jakoś nie wyobrażaliśmy sobie wyprawić syna do szkoły ze stosem książek autorstwa różnych panów, by potem wybrał tę właściwą do wpisu. Tak więc Tomek poszedł bez niczego, no jedynie co to miał sporą dawkę ciekawości – któż to faktycznie się pojawi, a po południu wrócił z autografem Wierzbickiego. Nie omieszkał powiedzieć panu Łukaszowi, że zna i Dziadka, i Kazika i Jana. Autograf wkleiliśmy do jednej z książek na pamiątkę dla potomności.

Dziadek i Niedźwiadek to jedna z najukochańszych książek moich obydwu synów. Najpierw poznaliśmy w wersji papierowej – z żalem oddawaliśmy do biblioteki. Mnie serce też bolało, choć już trochę mniej, bo ileż można czytać w kółko to samo:)) (ale to naprawdę komplement). Audiobook to świetne rozwiązanie. Dziadek i Niedźwiadek to książka i historyczna i przygodowa. Oczywiście traktuje o wojnie, ale ta jest bardziej w tle. Na chwilę pojawia się na pierwszym planie podczas walk o Monte Cassino (chodzi o walki na pierwszej linii frontu). To opowieść o pewnym epizodzie, też można powiedzieć – ewenemencie. Bowiem niedźwiedź w wojsku nie zdarza się często. W dodatku niedźwiedź, który nawet został żołnierzem – to hoho. Jak się okazuje - historia fascynuje wielu, nie tylko historyków, a kapral niedźwiedź Wojtek doczekał się w Edynburgu nawet swojego pomnika. Droga do wolnej Europy wiodła od pustynnych terenów Azji, przez Egipt, Morze Śródziemne, Włochy. Etap końcowy to Zoo w Wielkiej Brytanii, gdzie Wojtek spędził resztę swojego życia. Dzięki przygodom Wojtka dzieci mogą poznać życie codzienne 22 Kompanii Transportowej, ludzi znanych z kart podręczników do historii (m.in. generał Władysław Anders, major Antoni Chełkowski), kolejne etapy całego szlaku bojowego, trud żołnierski, czas wolny. Dużo tu anegdot, dużo śmiechu – na pewno w pamięci zapadną słynne kąpiele Wojtka, jego wielki apetyt, zapasy z przyjaciółmi – żołnierzami.

Trudno to sobie czasem wyobrazić, ale tak było w istocie. Istnieją amatorskie filmy, fotografie, żyją jeszcze świadkowie tamtych wydarzeń – w znakomity sposób dokumentują one ten wycinek historii II wojny światowej. Łukasz Wierzbicki po raz kolejny pokazał, że potrafi z tematem na pozór trudnym i skomplikowanym trafić do najmłodszych. Ta książka akurat u nas stała się punktem wyjścia do wielu rozmów o II wojnie światowej. To też opowieść o przyjaźni – w trudnych warunkach, na dobre i na złe. Dwa hasła – patriotyzm i przyjaźń są tutaj na pierwszym planie. W dzisiejszych czasach – trochę niemodne, często wyśmiewane – tutaj odgrywają ogromną rolę.

Podoba nam się interpretacja tekstu Adama Hutyry. Spokojna, nienachlana – dobrze się słucha nagrania.

Wiek 6+

Sztuka Audiobooka, Fundacja Kresy - Syberia



czwartek, 06 czerwca 2013


Książka, którą przeczytałam jakiś czas temu z moim starszym synem, a która ciągle siedzi w głowie. Z wielu powodów. Na pewno zapada w pamięć już choćby ze względu na szatę graficzną. To przez bardzo subtelne ilustracje Katarzyny Partyki. Zwłaszcza jej łąkę i orientalne elementy. Choć muszę przyznać - nie tylko. To raczej słowo jest siłą tej książki, co potwierdza mój syn. Często jak czytamy książki – jest blisko mnie. Obserwuje ilustracje, komentuje, prosi, by gdzieś powrócić – przewraca kilka stron, rządzi książką, musi coś zanalizować, poszukać szczegółu. Tutaj słuchał i … rysował. Tworzył swój własny świat, podobnie, jak Sakumat i Madurer. Z tą tylko różnicą, że nie rysował po ścianach. Kreślił swoje szkice, coraz bardziej smutny z powodu postępującej choroby jedenastoletniego Madurera. Bo można myśleć o tej książce właśnie w kategorii orientalnej baśni.


 

Kiedy czytałam tekst Piuminiego, ni stąd ni zowąd pojawiały się w myślach wspomnienia o Baśniach sezamowych Leśmiana. Te same klimaty, podobne brzmienie obcych słów, wycieczka do obcej kultury. Jednak ja odbieram Migotnik przede wszystkim jako opowieść o przemijaniu i żegnaniu się ze światem. Sam tytułowy i jakże zaskakujący migotnik, to roślina, która może świecić w nocy i to tylko na łące namalowanej przez parę przyjaciół. Światło, które nagle gaśnie. Zostają ból i cierpienie ojca po stracie syna i obrazy namalowane przez Sakumata. I choć ostatni rozdział traktuje krótko o żałobie malarza po śmierci małego przyjaciela, jest jakże wymowny. Śmierć, która zmieniła wszystko, kazała zacząć nowe życie. Niewyobrażalny smutek, który towarzyszył już do końca. Pokazuje, że nic już nigdy nie będzie takie jak było. Piumini w subtelny sposób opisał odchodzenie chłopca. Jego życie przekwitało, jak przekwitały namalowane kwiaty. Aż uschły całkowicie. I nic nie mogło temu zapobiec – ani miłość bliskich, ani bogactwa burbana ojca. To też ważna nauka dla dzieci – śmierć dotyka wszystko i wszystkich.



 

Proza Piuminiego wywołuje dziwny i wszechogarniający spokój. Dawno nie miałam podobnych wrażeń przy lekturze książki dla dzieci. Jego sposób opowiadania historii malarza Sakumata i chorego syna bogacza burbana przypomina dawne opowieści, które snuło się o zmierzchu w kręgu przyjaciół. Fascynuje przemyślany dobór słów, konstrukcja zdań (brawo dla tłumacza), napięcie, powolna droga do punktu kulminacyjnego. To wszystko powoduje, że można wiele obrazów sobie wyobrazić. Można na chwilę znaleźć się w dalekiej krainie, w zamkniętych komnatach pałacu, gdzie chory Madurer jest schowany przed niebezpiecznym dla niego światłem i kurzem. I choć na początku pochwaliłam ilustracje Katarzyny Partyki, zastanawiam się, czy ilustracje są konieczne w tej książce. Każdy pewnie mimo wszystko ma przed oczami swoją pustą ścianę, którą może sam przyozdobić – jak tylko zechce. Z jednej strony poprowadzony rozmowami dwóch przyjaciół – z drugiej – swoimi marzeniami. Bo książka jest o tym, co w życiu jest ważne. Czytelnik mimo wszystko przenosi to na swoje podwórko, wchodzi w głąb siebie, inaczej zaczyna patrzeć na otaczający świat i bliskich. Z większą wnikliwością – to na pewno.



Wiek 8+

Wydawnictwo Bona

wtorek, 04 czerwca 2013

Pomelo powraca. W najnowszym tomie kolejne trzy historie. Proste, krótkie, przedstawiające niezwykły świat różowego słonia mieszkającego pod dmuchawcem.

-Ten Pomelo to naprawdę jest mały – słyszę od młodszego syna, który rozłożony na trawie w krótkich spodenkach (a jakże – choć zzzzimno) z zaciekawieniem obserwuje dmuchawiec ukryty w kącie ogrodu. Niedawno przekwitł. Kilka parasolek poleciało już w świat. Może do sąsiadów (qrczę blade), może za ocean. Może to też dmuchawiec Pomelo, który z sympatii do nas, zamieszkał w naszym zielonym – małym bo małym, ale zawsze – ogrodzie. Marzymy jak Pomelo. Książka, którą polubią dzieci rozpoczynające czytanie – bowiem przeczytać sporą lekturę - to wyczyn nie lada. Równe 92 strony – fiu, fiu. Razy trzy (wcześniejsze dwa i nowy) tomy. Wynik godny mistrza. A więc Pomelo śni. Oswaja istotę snu, która jest dziwna i niezrozumiała nawet dla dorosłych. Bo sny są i ich nie ma. Są bez początku i końca. O wszystkim i niczym. Niektóre się pamięta, inne nie. Śnią się dziwaczne zdarzenia i miejsca. Tak jak Pomelo. Może dlatego tak łatwo wczuć się w jego rolę i senne rozważania. W drugiej historii Pomelo ma odwiedziny. Zjawia się u niego osobnik na kształt kartofla. Nikt go nie rozumie, on sam nie lubi jeść tego, za czym przepadają mieszkańcy łąki. Obcy. Doskonała okazja, by z dziećmi porozmawiać na ten temat – w dobie licznych wyjazdów, rodzinnych emigracji. Pomelo – może pomóc tutaj małym dzieciom. Trzecia opowieść to ...karnawał – wszyscy się bawią, na ilustracjach panuje nastrój beztroski i swawoli. Chwila na złapanie oddechu po rozmowach na temat kartofla. Á propos – ciekawy pomysł na przebranie za wielkiego chichota. Nieznający książki – ciekawe, jakie wyobrażenie macie słysząc coś takiego. Zdradzę tylko tyle, że to przebranie Pomelo.


Pomelo to cudna propozycja dla najmłodszych dzieci. Absolutnie świetne ilustracje, zwierzaki i rośliny z duszą. Różowy słoń odczarował kolor różowy, który nie ma w sobie ni krzty kiczowatości. Podoba mi się nieporadność słonia. Jego pokraczność wręcz. Za duże oczy, za długa trąba. Za małe uszy. Kiedyś usłyszałam, że jak kogoś bardzo się lubi, to ten ktoś jest dla innej osoby po prostu piękny. Jak w życiu. Pomelo jest piękny i już.


Wiek 2+

Wydawnictwo Zakamarki

 



poniedziałek, 03 czerwca 2013

 

To nasze pierwsze spotkanie z Pomponem, ale pewnie nie ostatnie. I to z kilku pozytywnych powodów. Jest też pewne ale – ale o tym za chwilę. Pompon – jak zdążyliśmy się zorientować pojawił się pewnego dnia w rodzinie Fisiów. Wyszło to coś dziwnego z odpływu umywalki i zostało przyjęte na łono rodziny. Tak więc Mama Fiś i Tato Fiś – mający do tej pory dwójkę dzieciaków: Malwinę i Gniewka wzbogacili się o kolejnego członka rodziny – smoka Pompona. A ten – jak również zdążyliśmy się już zorientować, zdobył w tzw. międzyczasie niesamowitą popularność, mało tego – stał się celebrytą przez duże C. I to takim, że Mama Fiś, by ratować spokój rodziny i swoje skołatane nerwy, wysyła całą czwórkę na daleką polską wieś. Tam u Babci i Dziadka Pompon przeżywa niesamowite przygody. I to takie, że śmiechu co niemiara – a opisane tak, że nie sposób w to wszystko nie wierzyć I tak Pompon lata na latawcu zrobionym z niebieskiej koszuli Taty Fisia, wyżera różne wiktuały w spiżarni Babci, zdobywa babcine serce wręczając jej róże ukręcone (uwaga – z różowego) papieru toaletowego, prowadzi wojnę z kotami, skacze na sprężynowym łóżku tak, że wióry lecą – przynajmniej sufit się sypie, No i za znalezienie skarbu chce m.in. kołnierz z kota Imbirka. Plusem książki jest szybka akcja – przygoda goni przygodę, w każdej jest humor sytuacyjny i słowny. Co ciekawe – to nie są żadne wyszukane historie – Autorka opisuje zwykłe codzienne życie Smoka (o ile Smok może być zwykłym Smokiem i wieść zwykłe codzienne życie) u Dziadków, a pomysły Pompona pewnie nie raz przywołają na myśl kreatywność naszych dzieci (I wywołują tym samym szybsze bicie naszego serca – nie ma się zatem co dziwić Mamie Fiś).

Teraz to pewne, wspomniane na górze, „ale” – czyli: wprowadziłam cenzurę na pewne wyrażenia z książki. Znając podatność moich chłopaków na pewne słowne nowinki - skrzętnie ominęłam: Ty młotku (to Malwina do brata Gniewka), albo: Uwaga, rzygał całą drogę (Gniewek o Pomponie). Choć jest duży plus dla Autorki za niecenzuralny wyraz, a właściwie jego brak – wypowiedziany przez Babcię, gdy trzyletni Gniewek zakopał w ogrodzie pozytywkę – czyli prezent zaręczynowy Dziadka, a którą to po latach odnajduje właśnie Pompon. Wolimy za to (przynajmniej my, rodzice – bo to, że się młodym spodoba – to pewne) – chrobotka patagońskiego, makutrę zapleśniałą, Pal wrotki rycerzu itp. Ktoś nieśmiały w mowie, może po lekturze stać się nieźle wyszczekanym osobnikiem. Jakiś X mówi A – to Pompon mówi B. Joanna Olech wykorzystuje współczesną mowę nastolatków, do akcji wprowadza modne elementy naszego życia – jest i Doda i Ona tu jeeest i tańczy dla mnieee. Książka podobała się, było dużo śmiechu – dzięki tej książce oswoiliśmy smoki, no a charakterystyczny zielony smok to smok jedyny w swoim rodzaju.


 

Wiek 6+

Wydawnictwo Znak

 



niedziela, 02 czerwca 2013

Dzieci mają tak wiele pytań związanych ze światem wokół nich. Interesują je zwierzęta, rośliny, zmiany zachodzące w przyrodzie. Książka Joanny Winieckiej – Nowak to ciekawe kompendium, która zaspokoi głód wiedzy sześciolatka i starszych dzieci. Dotyczy głównie roślin, przy czym jest tu też spora dawka informacji na temat relacji rośliny – zwierzęta. Bohaterem książki jest detektyw Alojzy Mniszek. Z takim nazwiskiem można zostać tylko detektywem przyrody. Każdy z 20 rozdziałów na wstępie zadaje przyrodnicze pytanie, a detektyw Mniszek idzie jego śladem, a kiedy pojawiają się kolejne – cierpliwie na nie odpowiada. I tak: z książki dowiecie się dlaczego rośliny nie mają rąk i nóg, skąd się biorą nowe rośliny, skąd biorą jedzenie, czy rośliny mogą się poruszać, czy zawsze wiemy, które stworzenie jest rośliną, dlaczego rośliny więdną, czy się opalają (!), czy lubią wiatr, czy potrzebują ziemi, co robią zimą, czy się ze sobą przyjaźnią, co rośnie w lesie, dlaczego na łące nie rosną drzewa, czy rośliny mogą rosnąć w wodzie, czy są takie, które najbardziej lubią miasto, czy niektóre z nich przyjaźnią się ze zwierzętami, czy zwierzęta krzywdzą rośliny, czy zwierzęta mogą odwdzięczyć się roślinom, czy rośliny są ważne dla człowieka, czy mogą być groźne dla ludzi. Mnóstwo pytań, mnóstwo odpowiedzi. Na końcu książki znajdziecie jeszcze atlas roślin, w którym zostały opisane 72 rośliny z najbliższego otoczenia. Są tu m.in. babka zwyczajna, skrzyp polny, pokrzywa zwyczajna, mak polny, przytulia czepna, krwawnik pospolity. Tasznik pospolity. Opis jest lakoniczny, ale dla dzieci w sam raz: jest rysunek danej rośliny, opis jej najważniejszych części, kalendarz występowania i jej wielkość – odzwierciedla to rysunek z małą dziewczynką – jest to informacja, czy rośliny są małe, średnie czy duże i czy są to może drzewa i krzewy – znów w tym przypadku mniejsze czy większe. Do książki jest dołączony jest Dzienniczek obserwacji terenowych. Książka jest bogato ilustrowana, zawiera też dużo wyraźnych zdjęć. Dzieci motywują do obserwacji specjalne zadania: typu Punkt dla Ciebie – te zadania można wykonać podczas zwykłego spaceru w najbliższym otoczeniu i zadania trudniejsze: dla Tropiciela, które wymagają więcej czasu i większego zaangażowania (np. Podrzuć do góry skrzydlaki klonowe i przypatrz się, jak wirują na jesiennym wietrze). Według mnie to albo książka rodzinna, albo pomoc dla nauczycieli przedszkola. Sam sześciolatek pewnie nie przebrnie przez taką grubą pozycję: razem ponad 120 stron formatu A4 (no – chyba że jest przyrodnikiem od urodzenia). Tymczasem rodzinnie można spędzić przy niej naprawdę cenne chwile, które mogą mieć swój ciąg dalszy w weekendy podczas wspólnych wypadów na łono przyrody.

Książka została wydana w serii: "Centrum Edukacji Dziecięcej" - zwróćcie na nią uwagę. Mamy kilka tytułów, są na wysokim poziomie, ciekawe. Zawsze śledzę, co nowego się ukazało:)

Wiek 6+

Wydawnictwo Publicat