Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
środa, 27 czerwca 2012

Bardzo fajna seria, która zaspokoi ciekawość największych niedowiarków i pytalskich. Cieniutkie książki (32 strony), bogato ilustrowane, które oferują dużą porcję wiedzy z różnych dziedzin. A wszystko w formie pytań i odpowiedzi. Jedne są całkiem zwyczajne, które znamy z życia codziennego: bo zapewne niejedna mama usłyszała pytanie: „Dlaczego cytryny są kwaśne a inne owoce słodkie”. Niektóre z pytań są bardziej wyszukane i często dotyczą rzeczy i zjawisk egzotycznych, z którymi dzieci na co dzień nie mają do czynienia. Książeczki rozbudzają ciekawość i poszerzają wiedzę. Zawsze następuje pytanie, a po nim krótka odpowiedź, podana w bardzo przystępny sposób. Poszczególne książki są poświęcone danemu zagadnieniu. Oczywiście każda z nich ma w tytule „pytanie zaczepkę”, które tylko sygnalizuje, co możemy znaleźć w środku. Seria ukazuje się już od jakiegoś czasu – liczba tytułów jest dość spora, i to z różnych dziedzin nauki: astronomia, biologia, geografia, historia. Ciekawa pozycja dla całej rodziny – przyznaję, że po latach z przyjemnością uzupełniam wiedzę razem z moimi dziećmi. Dzieci po lekturze nabierają ochoty na stawianie jeszcze więcej pytań. Ale to bardzo pozytywny produkt uboczny takiej lektury. W pewnym sensie przekonują się, że warto zadawać pytania, bo na wszystko można znaleźć odpowiedź. Jako ciekawostkę dodam, że znajoma twierdzi, że jej nieśmiałe dziecko po lekturze tych książek, nabrało pewności siebie: jest odważniejsze, nie boi się zadawać pytań – nawet tych najdziwniejszych.

 

Dużą zaletą tych książek jest … ich cena.

Nowości:

Ciekawe dlaczego...

Drzewa mają liście – i inne pytania na temat roślin – Andrew Charman


Gęsi odlatują do ciepłych krajów i inne pytania na temat ptaków – Amanda O’Neill


Cytryny są kwaśne i inne pytania na temat zmysłów – Deborah Chancelor

Wiek 6+

Wydawnictwo Olesiejuk



wtorek, 26 czerwca 2012

Baltic to pies, o którym w styczniu 2010 roku usłyszał niemal cały świat. Było zimno, na dworze przeszywający wiatr, mróz. W Zatoce Gdańskiej załoga statku R/V Baltica uratowała psa – kundelka, który dryfował na krze. Czy przeżyje? Jak dalej będzie wyglądało jego życie? Oczywiście pojawiły się wtedy też pytania: skąd on się wziął na tej krze. Barbara Gawryluk podjęła próbę odpowiedzi na to pytanie.

Przenosimy się do pewnego miasteczka, gdzie w sylwestrową noc rozbawieni mieszkańcy z hukiem witają Nowy Rok. Tylko, że fajerwerki budzą wielki strach u czworonogów. Mały pies przemyka uliczkami i szuka schronienia. W domu jego właścicielki zamieszkali jacyś obcy ludzie, którzy nie interesują się psem. Ten rusza przed siebie. Nawet nie wie, że będzie to wielka wyprawa, która swój finał znajdzie na polskim morzu. Trudno losy Baltica określić mianem przygód. Najpierw to poszukiwanie właścicielki i … domu, potem walka o życie. Po drodze spotyka różnych ludzi – jedni chcą mu pomóc, inni przeganiają go ze wstrętem. Nic dziwnego, że Baltic przestaje ufać ludziom.

Dziś wieczorem przeczytałam całą książkę dzieciom i muszę przyznać, że często łamał mi się głos. Dzieci też były poruszone, trzymały kciuki za czteronogiego bohatera, dopytywały, czy aby na pewno wyjdzie cało z opresji. Poruszająca historia. Najpierw dlatego, że kundelkowi było tak źle na świecie i że nie miał ani właścicielki ani bratniej duszy. Potem, że dryfował kilka dni na krze – i było mu chłodno i głodno. Dalej – że walczył o życie, a pan Adam ze statku R/V Baltica z trudem wyciągnął go z morskiej kipieli.  Potem już łzy szczęścia – że jest, że żyje i dzięki panu Adamowi odzyskał wiarę w ludzi.

Historia, która również w życiu skończyła się happyendem, uwrażliwia dzieci na krzywdę zwierząt, zachęca do niesienia pomocy i uczy empatii. Książka została pięknie zilustrowana przez Iwonę Całę. Prawie na każdej rozkładówce – ilustracja. Bardzo sympatyczna postać Baltica, którą od razu polubiły dzieci.

 

Wiek  5+

Wydawnictwo Literatura



poniedziałek, 25 czerwca 2012

W najnowszej części serii o Biurze Detektywistycznym prowadzonym przez parę sympatycznych dzieciaków wiele niespodzianek.

Przede wszystkim Lasse i Maja rozwiązują nie jedną a kilka zagadek. Giną: nóż do zbierania grzybów (z pędzelkiem!), raki z sadzu i torba pełna świeżo zerwanych i żółciutkich kurek. W dodatku akcja rozgrywa się, nie jak dotąd w małym szwedzkim miasteczku Valleby, ale w jego okolicy na polu kempingowym. Brak też końcowej informacji z gazety – wszelkie niejasności bohaterowie wyjaśniają między sobą, nie mieszając  w to wszystko ani policji ani mediów. Tajemnica kempingu świetnie wpisuje się akurat w ten czas, bowiem ma ona już klimat … wakacji (na szczęście tylko w książce – koniec sierpnia). Nasza dwójka bohaterów razem z przyjaciółką Mirandą i jej małpką Sylwestrem chcą mile spędzić czas na łonie natury. Tyle, że sielankowy nastrój burzą nagłe i niezwykle tajemnicze zniknięcia pewnych przedmiotów i …istot. Na szczęście Lasse i Maja wiedzą, do czego służy głowa i jak zwykle szybko dochodzą do tego, kto jest sprawcą całego zamieszania. Bardzo udana kolejna część detektywistyczna dla najmłodszych, świetnie nadająca się do samodzielnego czytania, kultowe dla stałych czytelników czarno – białe ilustracje Heleny Willis. Jeśli ktoś jeszcze nie zna serii – może zacząć od dowolnej części. Do tej pory w Polsce ukazało się 16 odcinków. Każdy z nich to odrębna sprawa do wyjaśnienia przez dzieciaki – detektywów. Łączy je miejsce i osoby występujące. Najczęściej pojawiają się nowe, ale kilka z nich znamy z kilku części. W Tajemnicy kempingu - wróżka Tahita, nerwowy Gunnarsson, bliźniacy - bracia Bekonowie i osobliwy miłośnik zbierania grzybów - Mulle Berg.

-Łeee, to już koniec? Jeszcze raz. - to reakcja mojego Tomka na lekturę. U Was też tak pewnie będzie:)

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

niedziela, 24 czerwca 2012

Kicię Kocię i jej przyjaciół na podwórku zaskakuje burza. To doskonała okazja, by porozmawiać z maluchami o niebezpieczeństwach związanych z tym zjawiskiem przyrody. Tego zadania podjął się tata Kici Koci, który w samą porę odnajduje bawiące się w najlepsze wśród kropli deszczu maluchy. Bo z burzą nie ma przecież żartów. Dzieci nie lubią burzy. Raz: bo taki straszny hałas, dwa – na dworze robi się szaro i ponuro, i zawsze towarzyszą temu nieprzyjemne uczucia. Tato Kici Koci opowiada dzieciakom o tym, co przyciąga pioruny: a więc: rower, parasol, drzewa. Po takim wykładzie dzieci na pewno zapamiętają, że należy też trzymać się z dala od masztów, drabinek i metalowych huśtawek – i że najlepiej przeczekać burzę w jakimś budynku. Kicia Kocia po raz kolejny tłumaczy w sposób bardzo przekonujący świat najmłodszym dzieciom.  W tej części bardzo spodobał mi się obraz taty (w nawiązaniu do wczorajszego święta) – opiekuńczy, mądry, doświadczony. Można na nim polegać w każdej sytuacji. Dzięki Kici Koci dzieci dowiadują się, że po burzy zawsze jest słońce i można wspaniałą zabawę kontynuować w miłym towarzystwie.

Mądra książeczka opowiedziana prostymi słowami, fajne ilustracje Autorki – myślę, że fani Kici Koci będą ukontentowani.

 

Wiek 2+

Wydawnictwo Media Rodzina

 



Kiedy poznałam Kasię Koniec, zaraz przed oczami stanęła mi zupełnie inna dziewczynka. Pamiętacie amerykański serial Cudowne lata? W jednym z odcinków Kevin Arnold wspomina swoją dawną koleżankę z klasy - zwariowaną dziewczynę, miłośniczkę zwierzaków (chyba głównie pająków) i zdrowego trybu życia. Miała okrągłe okulary, duże zęby z przodu i trzy (tak, właśnie trzy) zawadiackie warkoczyki – dwa po bokach i jeden z tyłu. Ponoć została znanym profesorem biologii. I mimo, że opis Kasi odbiega znacznie od tego mojego obrazu z Cudownych lat, słuchając audiobooka miałam przed oczami i tak wciąż tamtą twarz. A Kasi Koniec za lat kilka wróżę nagrodę Nobla z biologii i wielką karierę w naukowym świecie. Kasia bardzo kocha zwierzęta, nie daje im zrobić krzywdy – nawet mrówkom faraona, które w pewien wigilijnych wieczór pojawiają się w mieszkaniu Końców. Robi ciągle różne doświadczenia (zakłada przedszkole dla much), działa w szkolnym kole miłośników przyrody, pochyla się nad każdym napotkanym żywym stworzeniem, nieważne czy to biedronka czy piękny pies sąsiadki i oczywiście marzy o tym, by mieć swojego zwierzaka w domu – na co rodzice reagują zdecydowanym sprzeciwem. Ma też  fioła na punkcie mierzenia temperatury, a nade wszystko kocha swoją rodzinę. Dość osobliwą zresztą – mama zapatrzona w telewizję Trwam, rozśpiewaną w oazowych pieśniach i rozmodloną. Tata – to rockman, który żyje muzyką, ale jednocześnie jest najwspanialszym ojcem na świecie. Dwójka braci bliźniaków – Piotrek i Grzesiek, rozmiłowani w rapie akrobaci z lekką nadwagą. Bohaterem w tle jest też tytułowe masło, choć nie sprawia ono, że Kasia przeżywa jakieś wielkie i niesamowite przygody. Barbara Stenka napisała o zwykłym życiu pewnej dziesięciolatki, która ma wielką pasję.  W książce poruszyła mnóstwo bardziej i mniej ważnych problemów, które dotykają współczesne dzieciaki: przyjaźń, przemoc w szkole, osamotnienie, brak czasu dla siebie, zdrowy tryb życia, pierwsza miłość. Autorka afirmuje też rodzinę Końców, do której od samego początku poczułam wielką sympatię. Na pewno się w tej rodzinie nie przelewa,  dzieciaki nie dostają wszystkiego o czym marzą (patrz: zwierzak), nie ma tu wielkich luksusów. Ale jest to, co najważniejsze: miłość, miłość i jeszcze raz miłość. Oczywiście czasem skrzy na linii rodzice – dzieci, ci pierwsi nie są skorzy do różnych nowinek (patrz: telewizor plazmowy), raczej preferują metody wychowawcze okołozdrowozsądkowe, dzieciaki kłócą się, czasem się biją – ale generalnie – to szczęśliwa rodzina, w której panuje wielka tolerancja, gotowość do kompromisów i przyjaźń. Wszystko z perspektywy rezolutnej dziesięciolatki z chochlikiem w oku. Nic dziwnego, że książka skrzy humorem – trzeba się przygotować na wybuchy śmiechu. Książka otrzymała I nagrodę w II Konkursie literackim im. Astrid Lindgren oraz wyróżnienie w konkursie Książka Roku 2011 Polskiej Sekcji IBBY. Wpisana też została na Złotą Listę Fundacji ABC XXI Cała Polska Czyta Dzieciom.

Książkę przeczytała Joanna Kołaczkowska, którą uwielbiam za kabaret Potem (niestety już nie istnieje, ale kreacje pani Joasi pamiętam do dzisiaj). Jej głos pasuje do Kasi Koniec. Lektorka też śpiewa, rapuje, odpowiednią modulacją głosu potrafi odtworzyć klimat poszczególnych scen. W tym czytaniu jest wiele radości i sympatii – w końcu Kasia Koniec czerpie z życia pełnymi garściami – i to się czuje słuchając wersji dźwiękowej. Oczywiście dla miłośników wersji papierowej – taka informacja, że takowa istnieje (Wersja papierowa, nie informacja;) i też jest dostępna.

Tutaj wywiady z Barbarą Stenką i Joanną Kołaczkowską

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

piątek, 22 czerwca 2012

To książka o sile dziecięcej wyobraźni, która potrafi chodzić swoimi ścieżkami, bujać w obłokach, nie krępowana przez nic i nikogo może wznieść się na wyżyny nieba i zaskoczyć. Taką wielką wyobraźnię ma Tosia, która robi czasem rzeczy … zwariowane, których nie wypada robić. Ale tak twierdzą dorośli, który patrzą na świat inaczej – interesuje ich, czy coś wypada, czy nie, jak na to spojrzą inni, a czy nie zrobi sobie krzywdy, czy się nie pobrudzi. Sama się zastanawiam, jak bym zareagowała w niektórych sytuacjach. Właśnie wróciłam z pikniku przedszkolnego i z przerażeniem obserwowałam, jak moje młodsze dziecko objada się słodkościami. Będzie brzuch bolał, zemdli, popsują się zęby – zaraz skłębiły się myśli w mojej głowie. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że moje dzieci opuściły miejsce zabawy jako jedne z najbrudniejszych. Wracając do książki - każdy rozdział – to nowy postrzelony pomysł: bo i czy coś stoi na przeszkodzie, by na wakacje do miasta zaprosić kozę ciotki? Albo pokazać akwariowym rybkom świat z rowerowej perspektywy. Renata Piątkowska po raz kolejny doskonale uchwyciła to niepowtarzalne coś w duszy i sercu dziecka. Za to Katarzyna Bajerowicz zupełnie inna niż w Krabacie Preusslera albo Bajkach przez telefon Rodariego. Bardziej dosłowna, mniej tajemnicza i nastrojowa – ale jej ilustracje doskonale wpisują się klimat Tosinych historii.

Wiek 4+

Wydawnictwo Literatura



czwartek, 21 czerwca 2012

Oniemiałam, gdy otworzyłam tę książkę. Przyznaję, że znałam (do tej pory) typową klasyczną czapkę z gazety, którą nauczyłam się robić dawno temu w zerówce. Jak się okazuje, można zrobić czapkę praktycznie na każdą okazję – autorka dokładnie opisuje instrukcję wykonania każdego modelu, są wyraźne zdjęcia – krok po kroku (książka jest formatu A4), mało tego - zachęca do własnych innowacji i poszukiwań. Dorota Dziamska zresztą od kilku sezonów zachęca dzieci do kreatywnych zabaw papierem – jak się okazuje można tyle zrobić z kółeczek, prostokątów, kwadratów – naprawdę mogą stać się magiczne (zajrzyjcie do serii abc orgiami) Tutaj (uwaga!) 25 modeli czapek na różne okazje. Jak nic – w tym gorącym okresie piłkarskim – przyda się czapka kibica. Wprawdzie model książkowy jest biało – czerwony, ale po porażce naszej drużyny każdy ma swojego faworyta. Dlaczego nie zrobić czapki czerwono – żółtej dla Hiszpanii, albo czerwono – biało – niebieskiej dla Francji (miało być o Czechach – ale pisząc tę recenzję – właśnie z honorem pożegnali się z Euro. Zostawiam jako ślad po tym wydarzeniu). Z trzema kolorami na pewno już trudniejsza sprawa, ale można popróbować. Znajdziecie tu czapkę wróżki, wikinga, błazna, Napoleona, samuraja, górnika. Są takie tajemnicze wynalazki jak: pukawka z gazety, czapka na służbie, kosmiczna rakieta czy dwukolorowy motyl.

Bardzo fajna propozycja dla tych, którzy nie lubią się nudzić. Dobrze się składa, bo przed nami kilka deszczowych dni. Na pewno mniejsze dzieci będą potrzebowały pomocy – a więc rodzice – do dzieła!

Wiek 5+

Wydawnictwo BIS



Zaginiona absolutnie nie jest słodką lekturką dla nastolatków i z pewnością nie dla każdego. A jeśli już – to powyżej 14 roku życia. 14 letnia Laura – adoptowana przed 11 laty chce dowiedzieć się czegoś na temat prawdziwych rodziców. Kiedy spotyka się z odmową rodziców – postanawia przeprowadzić małe śledztwo na własną rękę. Małe śledztwo to eufemizm, bo to, co dzieje się dalej na kartach tej powieści przypomina thriller sensacyjno – kryminalny, z dużą ilością wątków, często nieprawdopodobnych, niekiedy przez autorkę „nie dopieszczonych” do końca – (stąd też pojawiające się luki i pytania – a dlaczego właśnie tak?). Książka porusza mnóstwo spraw ważnych, które zainteresują gimnazjalistów: adopcja, handel dziećmi, konflikt pokoleń, bunt, przyjaźń, szaleństwa młodości, pierwsza miłość, ucieczka z domu, niebezpieczeństwo, kradzież. Zaginioną czyta się bardzo dobrze, nie można od niej się odkleić, nie można odłożyć ot tak po prostu na bok, a po skończeniu siedzi w głowie długo, długo. Jestem pewna, że moją refleksję podzieli młody odbiorca. Książka w niektórych miejscach przedstawia brutalne sceny, a wątek sensacyjny może nie być zbawienny dla wybujałej młodzieńczej wyobraźni – stąd ważne, by trafiła w odpowiednie ręce. Ktoś powie – cenzura w bibliotece – w dzisiejszych czasach? W tym przypadku tak!!!

 

 Wiek 14 + (nie dla każdego!)

Wydawnictwo Akapit Press

 



środa, 20 czerwca 2012

Mapa już od dłuższego czasu fascynuje moje dzieci. Bo jak to jest – Kraków leży na południu, Gdańsk na północy, a Warszawa w centrum. Zawsze w tym samym miejscu. I rzeki i góry. Jeżeli się coś zmieni – to pewnie dopiero za miliony lat. Mapa pomaga dotrzeć do każdego zakątka, pomaga odnaleźć się w wielkim świecie. A przede wszystkim jest czarodziejska – skoro taką wielką Polskę, Amerykę, ba - nawet cały świat, można przenieść na mały kawałek papieru, czy tektury. Wodząc po niej palcem można pojechać nad morze, za chwilę być już w Lublinie, stanąć oko w oko z żubrem w Puszczy Białowieskiej i bez żadnych konsekwencji wejść za miedzę, do sąsiada, nawet nie posiadając paszportu i wizy. Puzzle Polska dla dziecipozwalają odkryć nasz kraj kreatywnie. Jest to wyzwanie dla maluchów – bowiem aby porozmawiać, najpierw trzeba mapę samemu ułożyć. Pojedyncze klocki są duże (5 cm x 5 cm) (wymiary ułożonej mapy: 48cm x 34cm), wykonane z  grubej tektury powlekanej płótnem, brzegi nie odstają, dokładnie pasują do siebie i ładnie przylegają. Dla najmłodszych podpowiedzią są kolory. Każde z 16 województw to inna barwa – plamy zieleni, niebieskiego, fioletu sygnalizują, że trzeba szukać w podobnej kolorystyce i na pewno się uda. Powoli  poszczególne części naszego kraju zaczynają układać się w całość. Na pewno pomoże plakat dołączony do klocków przedstawiający ułożoną już mapę. Mało jest tu tekstu: zaledwie kilka najważniejszych nazw: Warszawa, Wisła, Odra, Morze Bałtyckie i nasi sąsiedzi. Najważniejsze są rysunki, które wyrażają charakter danego miejsca: budowle, postacie, zwierzęta, rośliny, elementy krajobrazu. Znaleźć tu można odniesienia do polskich baśni i legend, do historii: znajdziecie tu i poznańskie koziołki i miecze spod Grunwaldu. Takie puzzle to niezłe wyzwanie nie tylko dla dzieci. Bo na pewno pojawią się pytanie: a co to takiego, a to, tamto? Przyznaję, że też musiałam kilka informacji poszukać – ale to też niezła zabawa. Można układanie puzzli połączyć z czytaniem jakiejś baśni, legendy, przekazaniem informacji z historii albo literatury o danym miejscu, może anegdotą.

Moim dzieciom ta układanka bardzo się podoba, właściwie przy każdej wolnej chwili (ach to Euro) budują – i wciąż pytają, pytają, planują wakacje i podróże na przyszłość. To co jeszcze zwróciło moją uwagę to to, że większość z nas to wzrokowcy. Dzieci zapamiętały łatwo, gdzie są w Polsce kopalnie, żubry, kazimierski kogut, Morze Bałtyckie, niedźwiedzie, foki czy latarnie morskie. Coraz większe sukcesy dzieci mają z oznaczaniem kierunków świata. Przez zabawę dowiedziały się wiele z historii, literatury i geografii.

 

Ciekawe też jest opakowanie to nie jest zwykłe pudełko, ale walizka z rączką, którą można zabrać z sobą na wakacje, albo w podróż.

 

Wiek 3+

ZUZU TOYS


wtorek, 19 czerwca 2012

Książka jakiś czas temu znalazła się w naszym domu.  Została odłożona na półkę – by tam poczekała na swoją kolej. W tzw. międzyczasie było kilka innych lektur. A potem była pewna ważna konferencja, na której to szeptałyśmy sobie do ucha z moją koleżanką o jeszcze ważniejszych sprawach. Basia jest dyrektorem szkoły w małej wiosce – gdzieś na końcu świata. Szkoła notabene zadbana, piękna, wychuchana – nic to – po prostu widać kobiecą rękę. I ta miła Basia opowiadała mi o swoich dzieciach. Bo ci wszyscy uczniowie (50), których tam ma, to wszystko jej dzieci. I rzeczywistość wcale taka łatwa nie jest. A na przykład to, że dzieci w większości nie są może za zdolne, ale nauczyciele starają się je motywować do nauki, że zostają z nimi po lekcjach, ćwiczą, czytają. Bo właśnie takie czytanie to w Basinej szkole jest takim antidotum na całe zło. – Wiesz – mówi - mam kilkoro uczniów, których rodzice skończyli szkoły specjalne. I teraz zawzięli się i powiedzieli, że dadzą radę. – Na pewno nie zostawimy dzieci samych, jak nas kiedyś zostawali nasi rodzice. Bo tego się nie zapomina i to strasznie boli. I już będzie zawsze tak bolało.

I ci rodzice świetnie współpracują ze szkołą, mało tego - sami czytają, czytają dzieciom i to przynosi efekty. Co rusz organizowane są konkursy związane z książkami – Mówię ci szał wśród dzieciaków – i tu Basia, jak to Basia, puściła oko. Nie ma wielkich nagród – są dyplomy, jakieś suweniry, ale ta radość w oczach dziecka, które osiągnęło COŚ, daje pałera na kolejne dni. Ale nie myśl, że ja do biblioteki kupuję grzeczne książki. Tym bym raczej nie zachęciła. Musi się dużo dziać, musi być niegrzecznie, Koszmarny Karolek itp. Ale dzieciaki czytają , same z siebie. Lubią to i już. I uciekła z tej ważnej konferencji, bo była umówiona z uczniem, który potrzebował jej pomocy. Mały olbrzym na pewno dobrze poczułby się w tym miejscu, gdzie do czytania podchodzi się z taką miłością.

Kiedy potem przypominałam sobie rozmowę – i tę dygresję o niegrzecznych książkach, to zaraz pomyślałam o Małym olbrzymie. Nieeee, nie należy absolutnie do grzecznych książek. Typowa olbrzymowa kindersztuba – hm hm – zdecydowanie odbiega od naszych przyjętych norm. Za co tam – to znaczy w górze Zrzędacz chwalą małe olbrzymy – tutaj wywołuje rodzicielskie protesty. Ale w końcu można przyjąć, że co kraj to obyczaj.  To co  mówiła Basia – Starsi się zżymają a dzieci czytają. Zresztą popatrzcie na okładkę. Przy czym nie chciałabym przesadzać – olbrzymy się tłuką, bekają, ciągle drapią się po tych swoich brodawkach (pamiętacie Małego Asmodeusza Ulfa Starka?), siorbią, chrapią przeraźliwie, mlaskają, uwielbiają torty z dżdżownic i muchomorów, ale … prawdę powiedziawszy też bez przesady. Autorka chciała pokazać swoich olbrzymów jako nieokrzesane i prymitywne typy – i to jej się udało. Bo i jak może być w kraju rządzonym przez króla Bezrozumusa? Na tle tych wszystkich prostaków na pierwszy plan wychodzi Mikrus Troglodycki, który – o dziwo nie rośnie i bardzo przypomina małoludy, które mieszkają za lasem i znają się na magii. W dodatku ma dużo więcej taktu aniżeli jego ziomkowie, chłopak to mądry, odpowiedzialny. Taki trochę rycerz - nierycerz. Wniosek z książki taki, że jednak warto się uczyć, mały może też być wielki, a z błędów popełnionych przez innych można wyciągnąć naukę dla siebie. O tolerancji tym razem na wesoło, z przymrużeniem oka, o odwadze, która wcale nie zależy od rozmiarów. Jednym słowem – zwariowana książka, która dobrze się kończy.

Tutaj można odwiedzić stronę Autorki

 

Wiek 7+

Wydawnictwo Bukowy Las



niedziela, 17 czerwca 2012

Ta część Kici Koci przypomniała mi pewną sytuacje sprzed roku, gdy wprowadziliśmy się do nowego domu. Powoli poznawaliśmy sąsiadów i opowiadaliśmy o nich naszym dzieciom.

-A pan Marcin jest strażakiem – zaczął pewnego razu mój mąż, wiedząc, że zrobi to wielkie wrażenie.

Oczy synów zrobiły się jak 5 złotych.

-Ten pan, co za nami mieszka?

-Tak, ten sam.

-Ten, co sobotę kosi trawę?

-Tak. Właśnie ten.

-Ten, który z tatą rozmywał przy płocie?

-Tak.

-Ten co jest tatą Basi?

-Tak.

-Ten, co jeździ renówką?

-Tak.

-No to on nie jest strażakiem.

Ich stwierdzenie (zwłaszcza Małego) było tak zdecydowane, że tylko głupi podjąłby próbę zmianę ich stanowiska. Oczywiście podnieśliśmy rękawicę, ale na próżno.

I uzasadnienie było takie samo jak uzasadnienie Kici Koci:

-Bo on nie ma sikawki, i munduru, i hełmu. A gdzie jego wóz strażacki? A jak się spotyka z tatą przy płocie to rozmawiają tylko o budowie i drodze (właściwie jej braku), a nie o jego bohaterskich czynach. Tak więc sąsiad Marcin przez blisko rok był zaledwie sąsiadem i aż tatą Basi, do czasu, gdy przedszkole odwiedziło strażaków i gdzieś tam mignął im w tle pan Marcin w mundurze strażackim.

Podobnie zachowuje się w książce Kicia Kocia. Sąsiad Jacek, który przyszedł do jej rodziców w odwiedziny jest taki ….zwykły. Tak bardzo zwykły, że obrażona kotka ucieka na drzewo, a potem nie potrafi z niego zejść. Ale od czego są dzielni strażacy. Przyjeżdża prawdziwy wóz strażacki i komendant straży – sąsiad Jacek osobiście ratuje małą sąsiadeczkę.

Kicia Kocia jak zwykle tłumaczy maluchom świat. Dzięki niej poznają w tej części pracę strażaka. To nie tylko gaszenie ognia, ale również pomoc w przypadku powodzi, wypadków samochodowych, a nawet zadomowienia się w naszym ogrodzie takich intruzów jak osy czy szerszenie. Ciekawa i dramatyczna fabuła pokazuje, że strażak nie chodzi na co dzień w mundurze, ale zawsze jest przygotowany na to, że w każdej chwili  musi rzucić wszystko, by służyć innym. Książeczka bardzo kolorowa, napisana prostym językiem, na pewno zainteresuje maluchy. Przecież każdy z nich chce zostać w przyszłości strażakiem. Mamy takiego dwuletniego bohatera po drugiej stronie ulicy (skoro mowa tutaj o sąsiadach). Historia kończy się dobrze , a Kicia Kocia przyznaje się do błędu. Bardzo udana lektura dla najmłodszych czytelników.

Do tej pory ukazało się 8 tytułów Kici Koci.

 

Wiek 2+

Wydawnictwo Media Rodzina

 

 



środa, 13 czerwca 2012

Jest koniec lat 90-tych. Stoję w pewien zimowy i mroźny dzień w kolejce przed Zachętą i chcę się dostać na wystawę fotografii. Przede mną młoda mama z kilkuletnim dzieckiem. Nagle zniecierpliwiony długim czekaniem malec, szarpie za mamine poły płaszcza i woła – Mamo, a na wystawę sztuki współczesnej to kiedy pójdziemy?

Ten obrazek utkwił w mojej pamięci na długie lata. Wyraźnie ożył właśnie teraz, gdy z wielką przyjemnością czytam książkę Historia sztuki dla dzieci i rodziców. Rozmowy z Kajtkiem.  

 

Ewa Jałochowska oczarowała mnie tą książką. Lektura trafiła do moich rąk kilka dni temu i w każdej wolnej chwili dosłownie ją pożeram. Idziemy z dziećmi na spacer – książka ląduje w plecaku (a jest co dźwigać), na plac zabaw – to samo. Robię przerwę w domowych pracach – to samo. Zaglądam do naszych zbiorów, szukam ciekawych reprodukcji. To, co mnie w tej książce zachwyciło, to przede wszystkim pasja. I wielka potrzeba, chęć zarażenia tą pasją innych. Tutaj – dziecka. Autorka sama o sobie pisze, że interesuje się sztuką od dzieciństwa. Artystką nie została, jest teoretykiem (choć – jak się okazuje po lekturze – sztuka jest u niej w domu chlebem codziennym) – i dzięki temu mamy wspaniałą książkę, jakiej do tej pory nie było. Gdyby pani Ewa malowała obrazy, rzeźbiła, rysowała – na pisanie pewnie nie zostałoby już dużo czasu, a to byłaby ogromna strata. Jej pasja zaraża – bardzo pozytywnie, daje siłę, energię.

Już sam tytuł właściwie wyraża wszystko – Historia sztuki. Punktem wyjścia jest Czarny kwadrat (1915) Kazimierza Malewicza, który dla jednych jest końcem sztuki, dla innych – to dzieło sztuki. Książka ma formę rozmowy z dziewięcioletnim Kajtkiem. Od czasu do czasu pojawia się też młodszy syn – Jędrek. Oczywiście, niektóre dialogi są wymyślone, ale są one zarazem początkiem pasjonującej wyprawy, do zupełnie innego świata.  To wędrówka od malowideł ściennych ludzi pierwotnych po …czarny kwadrat na piasku. Każdy kolejny rozdział jest poświęcony innemu zagadnieniu. Po kolei przedstawione są epoki: Starożytność, Średniowiecze, Odrodzenie itd. Dział dzieli się na kilka/ naście krótszych, dłuższych rozmów na wybrane zagadnienia, które akurat z daną epoką są związane. Dzieła sztuki nie są traktowane jako coś odrębnego – dyskusje poruszają wiele kwestii: dlaczego powstały, w jakiej epoce, kogo przedstawiają, ile z siebie wniósł sam autor, tło historyczne, polityczne, społeczne, mnóstwo informacji na temat postrzegania świata, rozwoju nauki, życia codziennego – ciekawostki, a nawet plotki, o których raczej milczą sztywne podręczniki historii. Książka, która (o dziwo) pozwala zrozumieć …. człowieka. Jego marzenia, istotę, strachy, myśli, potrzeby. Piszę tutaj co rusz - Autorka to, Autorka tamto. Gdy tymczasem to Kajtkowe spojrzenie na sztukę czyni ją tak niepowtarzalną. Wizja dziecka, którego wyobraźnia często chodzi swoimi drogami, jest wielka, nieograniczona, nie skażona jeszcze ograniczeniami, konwenansami – tak nie wolno, tego nie rusz, tak nie mów. Kajtek nie ma też oporów, by wyrazić, że właśnie w danej chwili nie ma wcale ochoty na rozmowę o sztuce, ale poprzez zabawną uwagę, ciekawostkę, żart daje się wciągnąć do pasjonującej gry.

-Kajtek! Przyjdziesz na chwilę?

-Teraz nie mogę!

A jednak.  I jeszcze jedno. Dzięki obecności Kajtka nie jest to kolejna jakaś tam książka o sztuce. Brak tu swego rodzaju powagi, nadęcia, zachwytu, który musi być, gdy się patrzy na obrazy Picassa. Nic nie stoi na przeszkodzie, by Monie Lisie domalować wąsiki i bródkę oraz rogi,  i otwarcie przyznać, ze matka Dürera nie była piękna. Tak szczerze na sztukę może zareagować tylko dziecko.

Historia sztuki jest skierowana do dzieci i rodziców, można ją czytać na głos, niekoniecznie chronologicznie. Można wracać do rozmów, które zaintrygowały, zainteresowały szczególnie. Można czytać tylko dla siebie. Myślę, że ta książka może stać się początkiem rodzinnych wypraw do świata sztuki i własnych poszukiwań. Mimo wskazanych w tytule odbiorców  – to lektura obowiązkowa dla nauczycieli i pracowników muzeów, do których obowiązków należy oprowadzanie najmłodszych. Ewa Jałochowska pokazała, że sztuka to temat, na który warto i można rozmawiać z dziećmi. W końcu – pokazała – jak to robić. Dziecko trzeba podejść, zrozumiale i fascynująco wytłumaczyć, znaleźć jakiś punkt zaczepienia w świecie współczesnym, sięgnąć po żart. Dziecięco, ale nie dziecinnie została potraktowana tutaj Pani Sztuka. Ja tej książce wróżę wielki sukces – na pewno będzie o niej jeszcze głośno.

Historia sztuki została wydana z dużą starannością. Znajdziecie tu wiele reprodukcji, zdjęć. Nieodłącznym elementem są rysunki Kajtka i postać z jego rysunku o jaskiniowych bizonach. Na końcu znajdziecie źródła cytatów, bogatą bibliografię i indeks nazwisk i spis ilustracji.

Tutaj znajdziecie krótkie filmy – zapowiedzi tej książki.

http://vimeo.com/40244001

http://vimeo.com/40158195

 

Wiek 8+

Wydawnictwo Bukowy Las

 

 



niedziela, 10 czerwca 2012

Już sam tytuł intryguje: Różnimisie. Budzi ciekawość i zachęca do zabawy słowami. Misie Agaty Królak są zupełnie inne od tych, jakie spotkać można w słodkich książkach dla najmłodszych. Tutaj są idealnie nieidealne – zaledwie kilka kresek – prostych, trochę wygiętych, cieńszych, grubszych i już. Ilustracje minimalistyczne, nieskomplikowane. A jakie pole do wyobraźni dla maluchów. A ileż misiów: wesoły i smutny, duży i mały, czysty i brudny, zdrowy i chory, młody i stary. W książce jest ich znacznie więcej. Misie, które uczą przeciwieństw, rozwijają słownictwo, zachęcają dzieci do kategoryzowania i mówienia. Bo o tych misiach można mówić i mówić. Bo jeśli jest chory – to dlaczego? A leniwy? A odważny? Głodny? W książce prawie nie ma tekstu – tylko pojedyncze wyrazy wyrażające nastrój misia. Na początek można tylko nazywać obrazki, potem szczegółowo je opisywać. Z dzieckiem starszym można snuć już długie historie. Naprawdę – możliwości czytania tej książki jest tak wiele. Gdy moje dzieci były całkiem maleńkie – często kładłam im do łóżeczek ciekawe ilustracje. Potem obserwowaliśmy, jak maluchy przyglądały się im, często uśmiechały się do siebie, gaworzyły, wytężały wzrok. Róźnimisie idealnie nadają się do takiego pierwszego samodzielnego czytania.

Różnimisie są w tonacji czarno – kremowej (znów przeciwieństwa: ciemny – jasny). Grube kartonowe karty – na pewno wytrzymają częsty kontakt z małymi rączkami. To lektura, którą można czytać z najmłodszymi od pierwszych miesięcy życia.  

 

Wydawnictwo Dwie Siostry

Wiek 0+