Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
poniedziałek, 28 czerwca 2010
Po co nam wiedza o książce dla dzieci?

Ukradłam tytuł mojego wpisu Qlturce, na strony której zaraz Was skieruję. Ja tylko tak króciutko tytułem wstępu. Zachęcam do przeczytania wywiadu z dr Małgorzatą Cackowską, która specjalizuje się w społecznych i kulturowych aspektach edukacji, a także w tematyce książki obrazkowej. Dlaczego rodzice i nauczyciele powinni interesować się tym, co w książkach piszczy? Odpowiedź na stronach wspomnianej już wcześniej Qlturki. Pierwszy raz spotkałam się z takim odważnym i publicznym stwierdzeniem, że obowiązkiem naszym jest zgłębianie tajników okołoksiążkowych. Otwarcie przyznam, że jest to zatem chyba jeden z najmilszych obowiązków, jakie przyszło mi wypełniać każdego dnia – bo jakoś nie wyobrażam sobie dnia bez książki, obcowania z nią  wspólnie z moimi dziećmi, rozmów o niej. I pomyśleć, że do tej pory robiłam to właściwie intuicyjnie - coś mi w środku mówiło, że muszę to robić:) Jak pewnie wielu z Was, którzy odwiedzają moją stronę, bądź sami piszą o książkach, reakcjach dzieci na dany tytuł, tekst, ilustrację. Nie wspomnę już o tym, że ten obowiązek jest o wiele milszy niż inne obowiązki - opłaty za gaz, energię, zakupy w hipermarkecie (Ach jeszcze jedno – pamiętajcie, że pieniądze wydane na książki to nie wydatek, ale inwestycja – to nie moje zdanie. Chyba znalazłam je w Zapachu cedru). Ten artykuł to trochę naukowe uzasadnienie naszej aktywności w tej dziedzinie – gadanie o książkach, pisanie o nich, wymiana opinii, szukanie rzeczy wartościowych wśród tak rozbuchanej oferty na rynku, nie jakiś tam wybryk kolejnej nawiedzonej mamy, ale mamy świadomej. Bądź świadomego taty. Po lekturze wywiadu po raz kolejny uzmysłowiłam sobie, że zakup książki dziecięcej w naszym kraju najczęściej nadal przypomina slalom gigant na oblodzonym stoku. Trzeba się namozolić, dobrze kombinować, by nie walnąć w poustawiane na stoku tyczki. Mało się mówi, pisze o książkach dla dzieci. Zanim nie odkryłam blogosfery, zanim sama nie wybrałam się na poszukiwania ciekawej książki dziecięcej, pochłaniałam łapczywie artykuły, które niestety tylko sporadycznie pojawiały się w prasie. Nie mówiąc już o recenzjach książek dla dzieci – i to na płaszczyźnie tekstu, ilustracji, wydania. Na szczęście ostatnio chyba się coś zmieniło. Między innymi dzięki ciekawym portalom internetowym. Nie wspomnę też o paniach z księgarni, które chciały być pomocne, ale pomocne nie były. Zresztą czasem widzę, co polecają, gdy zagubiona babcia, mama nie wiedzą co kupić. I nie chodzi tutaj o żadne moje wymysły typu – ja to się lepiej znam. Bo się po prostu nie znam. Tylko szukam, próbuję, czytam o książkach, testuję z dziećmi. Szukam w szufladkach pamięci tego, co kiedyś mi się podobało. Choć kto jak kto, ale pani z księgarni powinna wiedzieć pewne rzeczy – ot choćby, że oprócz Andersena czy Lindgren są jeszcze inni pisarze jak Erlbruch, Annie M.G. Schmidt czy Widłak. A spotkałam się, że nie widziały. To trochę tak, jakby w sklepie spożywczym pani ekspedientka znała tylko jeden rodzaj mąki, a o tortowej, ziemniaczanej i krupczatce nie miała pojęcia. To w końcu jej praca. Nie wiem może się mylę. Bo przecież na Brzechwie i Tuwimie, jakkolwiek są wspaniali, bo są wspaniali – i chyba już nieśmiertelni – i Bogu niech za to będą dzięki, świat jednak się nie kończy. Małgorzata Cackowska nie zostawia suchej nitki na słodziutkich kiczowatych książkach dla najmłodszych, o których mówi harlequiny dla dzieci. Osobiście bardzo mnie ucieszył ten wywiad. Rozmówczyni bada, analizuje rynek książki dziecięcej, czasem nie zostawia na nim suchej nitki, patrzy krytycznym okiem i wyjaśnia, dlaczego pewne rzeczy o książkach wiedzieć warto. Reasumując – artykuł połknęłam, wydrukowałam i umieściłam w teczce, na której widnieje napis: Rzeczy ważne. Polecam.

Konkurs plastyczny z nagrodami - Z wizytą w ZOO

Razem z firmą WACOM zapraszam do konkursu plastycznego, którego tematem będą zwierzątka. Mam nadzieję, że zachęcicie swoje pociechy do udziału w konkursie, tym bardziej, że nagrody są wyborne – tablet i książki, w których pojawiają się nasi mniejsi bracia.

Tytuł konkursu

„Z wizytą w ZOO”. Proszę o nadsyłanie prac, których tematem są zwierzęta, z którymi dzieci obcują na co dzień, lub znają z wycieczek do Zoo lub do lasu. Może dziecko ma ulubionego bohatera książkowego – jakiegoś zwierzaka, którego polubiło ponad wszystko? Niech go narysuje i do nas przyśle.

Termin konkursu

Prace można nadsyłać od dnia dzisiejszego do 11 lipca 2010 – tradycyjną drogą pocztową. Liczy się data stempla pocztowego.

Wiek

W konkursie mogą wziąć udział dzieci od 3-10 lat.

Technika

Dowolna – kredki, farby, plastelina, wycinanka. Cieszyłyby nas prace samodzielne, wykonane z radością i zaangażowaniem.

Ogłoszenie wyników konkursu

Wyniki zostaną ogłoszone 18 lipca 2010. Wtedy dowiecie się, do kogo trafi nagroda główna – tablet, a do kogo książki. Nagrodę główną wylosuje Tomek – mój starszy syn.

Zgłoszenia – Proszę zgłaszać swoje dzieci na adres be.el@gazeta.pl
lub nata442@op.pl.

Chętnym podam adres, pod który należy przesyłać prace. Prace dzieci zostaną opublikowane na stronie mojego blogu , tak jak to miało miejsce ostatnim razem – bez podawania bliższych danych. W razie wylosowania nagrody poproszę o przesłanie adresu, pod który ma być wysłana nagroda. Adres zostanie przekazany sponsorowi nagród, który zajmie się ich wysyłką.

Nagrody

Nagrodą główną w konkursie jest tablet Bamboo Fun firmy WACOM. Wśród pozostałych uczestników zostaną rozlosowane książki , w których pojawiają się zwierzęta. Dobierzemy  tytuł do kategorii wiekowej, stąd prośba o podanie wieku dziecka. Po konkursie wszystkie dane zostaną usunięte z mojej skrzynki mailowej i niewykorzystywane do innych celów.

Prezentacja nagrody

W kilku słowach chciałabym przybliżyć Wam nagrodę główną – czyli tablet.

Bamboo Fun to interaktywny tablet łączący technologię wprowadzanie danych piórem(wykorzystywaną podczas rysowania) z technologią multi-touch, czyli wprowadzania wielodotykowego, która pozwala za pomocą ruchu dwóch palców dłoni na obracanie dokumentu lub obrazu, szybkie przeglądanie albumu ze zdjęciami, przesuwanie zawartości bloga lub korzystanie z funkcji przybliżania. Praca z piórem Bamboo jest intuicyjna i przypomina korzystanie z tradycyjnego pióra i kartki papieru – pozwala rysować w precyzyjny i naturalny sposób. Srebrny tablet jest przystosowany zarówno dla osób prawo-, jak i leworęcznych i pozwala użytkownikom na tworzenie naturalnie i autentycznie wyglądających obrazów, szkiców i rysunków.

Jego uzupełnieniem są aplikacje Bamboo Mini, które pozwalają na robienie wszystkiego, na co użytkownik ma ochotę – od cyfrowego rysowania i szkicowania (np. aplikacja Doodler) przez modyfikowanie portretów (aplikacja Mona Lisa) po, zaskakująco proste, tworzenie filmów animowanych (aplikacja Animator).  Aplikacje można pobrać ze strony: http://bamboo.wacom.eu/minis/en/

Jak tak naprawdę można bawić się z tabletem Bamboo Fun, w prosty sposób ilustruje filmik poniżej.

W razie pytań, proszę je kierować na adres: beel@gazeta.pl



Tagi: konkurs
15:50, be.el
Link Komentarze (7) »
Kometa nad Doliną Muminków - Tove Jansson

Wszechświat jest taki ogromny, a Ziemia taka niesłychanie mała i nędzna.

 

To stwierdzenia Piżmowca, który pewnego dnia pojawił się w domku Muminków, stanowi niejako motto dla tej części. Bo czymże jest malownicza Dolina Muminków w obliczu zbliżającej się komety? To tylko jedno z wielu egzystencjalnych prawd i pytań, jakie towarzyszą maleńkim trollom, a które sprawiają, że mamy do czynienia z opowieścią wielowarstwową, którą można czytać w różnym wieku, odkrywając za każdym razem dla siebie coś nowego. Moje dzieci odwiedziły właśnie Dolinę niesamowitą, na wielkie szczęście, nieznaną im z telewizji, w której grupka małych dziwacznych postaci przeżywa najróżniejsze przygody. Mnie po latach przy głośnym czytaniu zaskakuje mądrość, która bije z kartek książki, a które przed wielu wielu laty umknęły mi gdzieś pomiędzy kolejnym eksperymentem Tatusia Muminka, kolejną przygodą Włóczykija i Muminka, a kolejną górą kanapek, które Mama Muminka serwuje wszystkim mieszkańcom uroczego niebieskiego domku z licznymi werandami i okienkami. Po latach zaczynam analizować Muminki, zaglądać na zaplecze – co absolutnie nie umniejsza mojej radości, że książka podoba się w moim domu najmłodszym. Słownik Wyrazów Obcych PWN określa trolle jako – demoniczne olbrzymy lub karły zamieszkujące najczęściej górskie pieczary, wrogo nastawione dla ludzi. Jakoś Muminki nie pasują mi do tej definicji. Tove Janson określając je tak, stworzyła zupełnie nowego trolla, który zdecydowanie wybiega poza przyjęty przez świat naukowy model. Dodam tylko – model trolla, chyba najbardziej znany na świecie, najbardziej sympatyczny i nam przyjazny. Ze wszystkich postaci jakie stworzyła autorka zawsze najcieplejsze uczucia wywoływał u mnie Włóczykij – swego rodzaju outsider, kierujący się swoimi zasadami, tajemniczy. Robił co chciał, szedł, dokąd chciał i kiedy chciał. Wolny. Niezależny. I choć mi teraz najbliżej do mamusi Muminka, która [dla synusia oczywiście] nakładła kanapek do koszyka stojącego koło zlewu i dołożyła jeszcze garść cukierków z jednego pudełka, dwa jabłka z drugiego, cztery małe kiełbaski, które zostały z poprzedniego dnia, i butelkę soku, takiego, co już był zmieszany z wodą i zawsze stał gotowy do picia na półce przy kominie, to z przyjemnością odnajduję tego Włóczykija sprzed lat, do którego wyrywało się kiedyś moje serce, a do którego wiele sympatii czuje moje starsze dziecię. Zachęcam do wyprawy do Doliny Muminków. Mimo, że uważam filmową wersję Muminków za udaną, nic nie zastąpi książki. Przygoda, ciekawe charaktery postaci – jakże różniących się od siebie, a przez to ciekawych, prawdy o życiu, często o nas samych, sprawiają, że do Muminków powraca się chętnie, czasem po latach. Długich latach, ale z wielką przyjemnością.

 

W tej części nad Doliną Mumników pojawić ma się kometa, co wywołuje u małych trolli strach, przerażenie i ciekawość. Dolina Muminków to w końcu nie kraina sielankowa, cukierkowa. Muminki mają swoje problemy, a ich Dolinie niekiedy zagrażają niebezpieczeństwa z zewnątrz. Każda z przygód kończy się szczęśliwie. Sam temat – kometa nie należy do najłatwiejszych akurat dla dzieci, prawda? Tymczasem Tove Jansson tak snuje swoją opowieść, że potrafi wciągnąć maluchy w to całe zamieszanie związane z pojawieniem się tajemniczego ciała niebieskiego, rozbudza ciekawość, fascynuje, a tym samym pokazuje moją małość jako rodzica w obliczu pytań, jakie rodzą się w związku z lekturą i tematem. (Nic to, trzeba było sięgnąć po fachową literaturę:)) Autorka prostym językiem tłumaczy zawiłości, buduje wokół tego ciekawą fabułę, dorzuca na deser wyśmienite ilustracje.

Po latach wzrósł jeszcze bardziej apetyt na podróż do Skandynawii, w której żyją takie urocze stworzenia jak Muminki, Paszczak, Włóczykij i inne. Marzy mi się, by zabrać tam dzieci. Może kiedyś…

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 18 czerwca 2010
Półeczka na Facebooku

Chyba zwariowałam. Ale w końcu stare chińskie przysłowie mówi – jeśli nie masz czasu, to postaraj się o jeszcze jedno dodatkowe zajęcie. Notoryczny brak czasu uczy dobrej organizacji. Faktycznie – dzieci są najedzone, czyste, zadowolone, otoczone miłością, dom (z grubsza:))))))))))) sprzątnięty, książki się czyta, od czasu do czasu cosik szyje, chodzi na prawie cały dzień do pracy. Choć nie ukrywam, że chciałabym tak jak Napoleon – dwie godziny snu na dobę, może bym faktycznie wyrobiła się ze wszystkim. Właśnie znalazłam dodatkowe zajęcie, na szczęście niezbyt absorbujące. Półeczka ma swoją stronę na Facebooku. Na razie rozgryzam wszelkie tajniki obsługi F – idzie mi to raczej opornie. Ale nie poddaję się. I oczywiście zapraszam!

środa, 16 czerwca 2010
Szewczyk Dratewka i inne baśnie - Joanna Laskowska/ il. Marta Ostrowska

Chciałabym Wam zaproponować rodzinny piknik baśniowy. Kilka dni temu po pracy zabraliśmy koszyk ze słodkimi rogalikami, sok malinowy, koc i książki i poszliśmy sobie na niedaleką łąkę. Muczały krowy, słychać było wesołe i-ha-ha kuca pana Henia, a my leżeliśmy sobie na trawie i czytaliśmy baśnie. Dobrze smakowały pod chmurką. Świeże powietrze i czytanie do ucha sprawiły, że Mikołaj usnął nam o 17:30 a potem  …lepiej nie pytajcie, o której poszliśmy spać. Stare nowe – tak w skrócie napisałabym o baśniach Joanny Laskowskiej. Baśnie w nowej szacie – napisane na nowo a jednak w kolorze sepii. Wyczuwa się w nich ciągoty w kierunku nadania im pewnego klimatu poprzedniej epoki, poprzez wplatanie archaizmów, wierszyków, piosenek, jednocześnie autorka dba o to, by teksty były jak najbardziej zrozumiałe dla dzieci. Dbałość o język jest widoczna gołym okiem, miło się czyta takie perełki, można też sobie zanucić co nieco, bo bohaterowie baśni od muzyki nie stronią. Izba, kołacz, wrzeciono, cebrzyk i inne. Dzieci poznają stare sprzęty, części garderoby, potrawy, które pojawiają się już tylko w niektórych regionach. A co najważniejsze – jak to w baśniach bywa – ważne jest przesłanie – dobro zawsze zwycięża, człowiek zacny za swe cnoty dostanie nagrodę od losu, a niegodziwy - prztyczka w nos. Wszystko ciekawie zilustrowane przez Martę Ostrowską. Nam te baśnie sprawiły wielką przyjemność. Na naszej półeczce pojawiły się dwie części, które razem zawierają 5 baśni - Córka i córuchna, Tululu/ Szewczyk Dratewka, Po szerokim świecie i Dom. Mamie czytającej spodobała się przede wszystkim baśń o Szewczyku. To jedno z najmilszych wspomnień dzieciństwa.

Słynny Szewczyk Dratewka Janiny Porazińskiej – na tyle utkwił mi w pamięci, że wieczorami, gdy dzieci nie mogły zasnąć (a ja chciałam by wreszcie zasnęły:-), przy zgaszonym świetle snułam opowieść z pamięci. Jak się okazuje ,moja wersja była dość pokręcona, ale dzieciom i tak się podobała. Teraz obowiązuje nowa wersja. Ta Joanny Laskowskiej, o co dbają moje dzieci. I nie ma zmiłuj się, oj nie.

Wiek 5+

Wydawnictwo Skrzat

poniedziałek, 14 czerwca 2010
O duchu, który się bał - Sanna Toringe/ il. Kristina Digman

Czego lub kogo bałam się, gdy byłam mała? Oczywiście potworów. Był więc potwór okienny. Tak, dobrze pamiętam te dziwne odgłosy w moim pokoju. Potwór okienny okazał się potem zwykłym kornikiem, który uwielbiał właśnie w nocy konsumować stare drewniane okno, przy którym stało moje łóżko – pamiętam do dziś to jego uparte trut-trut-trut i moje wielkie oczy wielkości denka od szklanki. Był i potwór piwniczny, który czaił się w piwnicy naszego wielkiego domu i tylko czyhał na wszystkie dzieci, które schodziły po schodach do tego potwornego miejsca. Z powodu potwora piwnicznego byłam skłonna zrezygnować nawet z kompotu truskawkowego, za którym wprost przepadałam. W końcu – potwór czereśniowy,  nawiedzający nasze drzewo czereśniowe każdego wieczora. W dzień obżerałam się czereśniami do granic możliwości, a wieczorem liście naszej czereśni szumiały złowrogo i nie miałam odwagi zbliżyć się do drzewa. Potwory, duchy, kościotrupy, wampiry. Dzieci boją się różnych strachów, a książka szwedzkich autorek może pomóc oswoić ten strach, może spowodować uśmiech na małej buzi – tak że w końcu maluch tupnie nogą i dzielnie wrzaśnie – Wynocha!!! Bo w kwestii wypędzenia strachów żadne bon – ton nie obowiązuje. Najważniejsze, by się wyniosły i nie wróciły.

Akcja książeczki przebiega na dwóch płaszczyznach – z jednej strony mała Kruszynka nie może spać i boi się. Mama oprowadza ją po całym domu i pokazuje, że przecież żadnych strachów, duchów etc. w domu nie ma – ani pod łóżkiem, ani na strychu, w garderobie, czy w piwnicy. Z drugiej strony same strachy boją się siebie nawzajem i uciekają przed sobą, tak że w końcu nawet jeśli straszydła w domu w istocie były i tak wynoszą się z niego na dobre i mała Kruszynka może spać spokojnie i bezpiecznie. Nagle okazuje się, że duchy są bardzo bojaźliwe, wampirek boi się kościotrupa w garderobie, a kościotrup, z natury samotnik, zgrzyta zębami ze strachu przed potworami. Potwór z kolei boi się … myszki.  I tak ciągle ktoś przed kimś ucieka, czegoś lub kogoś się boi. Trudno nie uśmiechnąć się oglądając ilustracje – nie są straszne, choć ilustrują straszną historię. Są po prostu śmieszne. Pomagają rozładować napięcie, obawy, co też będzie na następnej stronie. Warto zapoznać dziecko z tą książką w naszej obecności. Zbudować ciepłe i wygodne gniazdko obok nas, albo w maminych albo tatowych ramionach. Zwrócić mu uwagę na śmieszne ilustracje, na potwora który jak Stefek Burczymucha ucieka przed maluśką myszką piwniczną, na kościotrupa w bercie. I to jakim? Żółtym! Przyznaję, że trochę z rezerwą podeszłam do tej książki. Tymczasem w naszym przypadku było to niepotrzebne. Jakoś spokojnie przeżywamy okres strachów naszych dzieci. Rzadko kiedy skarżą się, że czegoś się boją. Choć i takie chwile się zdarzają. Kilka tygodni temu mój Tomek obudził się przerażony w nocy i wyznał, ze miał straszny sen – Indianie zaatakowali Polskę! Już wyobrażam sobie, co też działo się w małej głowie. Wracając do książki, moi chłopcy, jak to twardzi faceci, potraktowali strachy po męsku – nie było zmiłuj się przepędzili duchy i potwory z domu Kruszynki, aż się za nimi kurzyło. Ale potem przyszła dziecięca refleksja i współczucie – No i co się z nimi teraz stanie. Oni tak sami w tym lesie….I bądź tu człowieku mądry.


 

Książka poniekąd przewrotna, chyba ewenement na naszym rynku. Ja w każdym razie czegoś podobnego nie spotkałam – już z tego choćby względu cieszę się, że mamy ją w naszym księgozbiorze. Podsumowując – spoko, nie ma się czego bać.

Wiek 5+

Wydawnictwo Zakamarki

czwartek, 10 czerwca 2010
Uśmiech Lisy - Donna Jo Napoli

Przeczytałam z przyjemnością, mimo że wydawca przeznaczył Uśmiech Lisy dla młodzieży. Myślę, że książka spodoba się – i to z kilku powodów. Może najpierw wyjawię, dlaczego po nią sięgnęłam. Obraz wielkiego Leonarda od wieków budzi podziw, ale otacza go aura tajemnicy. Wielu starało się ją wyjaśnić. Na temat sportretowanej kobiety tak naprawdę nie wiadomo zbyt wiele, tak więc chęć poznania nowego pomysłu na jej kolejne życie – była u mnie przeogromna. Po Prywatnym życiu Mona Lisy i Narodzinach Wenus (te ostatnie wprawdzie nie traktują o samej Mona Lisie, ale obie książki leżą w tej samej strefie klimatycznej) apetyt rósł w miarę jedzenia. Bardzo lubię książki z historią w tle, a gdy pojawia się na kartkach renesansowa Florencja – to hm, nie mogę odmówić sobie takiej delicji. Fabuła fabułą, jednak smaczku dodaje całe tło obyczajowe – życie codzienne, opis strojów, potraw, fryzur, wspaniałych i przebogatych willi, włoskiej ulicy, całego tego gwaru na ulicy wielkiego miasta, krzyków, nawoływań. Można wszystko zobaczyć oczami wyobraźni, a zaręczam, że obraz ten będzie niezwykle barwny i urozmaicony. Walka o władzę,  wielkie rody Florencji, ustawiane małżeństwa, wojny, spory polityczne, stosy i w końcu sztuka wspaniałego renesansu i  … miłość. Czy znajdzie się tutaj dla niej miejsce? Mimo, że książka przedstawia fikcyjne życie dziewczyny, która mogła jedynie pozować wielkiemu Leonardowi do najsłynniejszego portretu w dziejach malarstwa, historia napisana została w taki sposób, że skłonna jestem uwierzyć, że to prawda. Po tej książce, pewnie do kolejnej lektury o Mona Lisie, kobieta z portretu będzie Elisabettą, którą poznajemy w przededniu jej 13 urodzin. Jesteśmy świadkami, jak przeistacza się w kobietę dojrzałą, jaką znamy z portretu, stateczną, piękną, świadomą swej kobiecości. Z tajemniczym uśmiechem na twarzy – jaką rolę odegrał on w tej całej historii ? – Przekonajcie się sami…

 

Wiek 12+

 

Wydawnictwo Jaguar

wtorek, 08 czerwca 2010
Przygody krowy Balbiny - Iwona Kocińska/ il. Agnieszka Semaniszyn

Są książki, które sprawiają, że między nimi i dziećmi wytwarza się coś w rodzaju słynnej chemii. Nagle zaczyna iskrzyć. Tak było w przypadku Balbiny. Książka niesamowita. Jako mama mogę jedynie przyklasnąć tej miłości, która pojawiła się nagle, nie wiadomo kiedy i nie wiadomo skąd. Świat przedstawiony w niej jest moim dzieciom znany od dawna. Pomieszkujemy sobie na wsi (wprawdzie w domu bez gospodarstwa - jeszcze tylko kilka tygodni, potem czeka nas przeprowadzka), korzystamy z gościnności dziadka Stasia – i wszystkie cuda wsi mamy w zasięgu ręki – traktory, krowy, konie, wałęsające się kundelki, dachowce odsypiające nocne wyprawy na naszym tarasie. Może to jest właśnie tajemnica popularności tej książki w naszym domu? Świat najbliższy, zza okna. Może łąka, na której pasie się Balbina to łąka, do której mamy zaledwie kilka kroków. Gdybyśmy tego wszystkiego nie mieli na co dzień, to przy lekturze tej książki, na pewno zatęsknilibyśmy do klimatów opisywanych przez Iwonę Kocińską. W naszej sytuacji czytanie Balbiny przed snem, to podsumowanie dnia, powrót do znanych miejsc – do polnej drogi, wierzby na łące, pola pszenicy i górującego nad nim małego szarego punkciku na niebie – skowronka, do kucyka pana Henia, tych wszystkich traktorów przejeżdżających koło nas a wywołujących za każdym razem niesamowite drgnienie serca u dwulatka i pięciolatka. Prosty świat, nieskomplikowany, jak to na wsi bywa. Taki jest zresztą w tej książce. Babcia z Dziadkiem prowadzą małe gospodarstwo. Mają liczną menażerię, spośród której bohaterami pierwszoplanowymi są krowa Balbina, pies Nestor i kot Filip. Nasi przyjaciele pokazują dzieciom codzienne życie na wsi, prace w gospodarstwie, ale też zmiany zachodzące w przyrodzie. To co zasługuje na uwagę, to wielki szacunek dla otaczającej przyrody, jaki przejawiają Babcia z Dziadkiem i trójka przyjaciół. Wizyta u Balbiny trwa przez cały rok. Autorka pisze prostym językiem, czasem z humorem (krowa zbierająca poziomki, przepadająca za rumiankami, albo zając, który na powitanie z Balbiną woła do niej – „Co tam, mała?”) wiejscy bohaterowie są jak my – mają marzenia, nadzieje, przeżywają radości i smutki. Nic więc dziwnego, że dzieci tak mocno się z nimi utożsamiają i przeżywają ich przygody. Na uwagę zasługują również ilustracje Agnieszki Semaniszyn – ciepłe pastele tak dobitnie przemawiające do dziecięcej wyobraźni – bardzo nam się podobają. Jest ich całe mnóstwo. Książka liczy 180 stron  a każda rozkładówka przyciąga uwagę malucha obrazkiem. Moje dzieci potrafią godzinami je analizować – szczególnie te, na których jest traktor:) 2,5 letni Mikołaj siedzi zasłuchany, skoncentrowany. Dziadek z książki to jego dziadek. Babcia to jego babcia. Dziwne, bo nie mamy krowy, psa, kota. Nie ma w tej opowieści mnie. Jestem tylko do przywoływania wieczornych wspomnień, marzeń. I tak jest dobrze, niech tak zostanie. Moje dzieci same wybrały Przygody krowy Balbiny na książkę czerwca.

Wiek 3+

Wydawnictwo Skrzat

niedziela, 06 czerwca 2010
Tajemnica pociągu - Martin Widmark/ il. Helena Willis

Jeśli szukacie dobrego kryminału dla siedmiolatka + więcej, warto zwrócić uwagę na zakamarkową serię: Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai. Pisałam już o Tajemnicy diamentów, teraz kolej na część o pociągu. Może zacznę od początku – dwójka dzieciaków, rozkochanych w literaturze detektywistycznej, jakiś czas temu założyła własne biuro i z sukcesem świadczy usługi w zakresie rozwiązywania problemów natury kryminalnej. Gdzie policja nie może tam Lassego i Maję pośle. Bo dzieciaki radzą sobie z problemami, mają ciekawe pomysły i własne metody przy rozwiązywaniu zagadek. Tym razem Maja i Lasse jadą pociągiem, w którym ginie worek starych banknotów przeznaczonych do zniszczenia. Cztery miliony koron to niezła sumka. Nic więc dziwnego, że znalazł się amator chętny do zgarnięcia jej. Maja i Lasse pomagają komisarzowi eskortującemu transport przy znalezieniu sprawcy.

Mamy zatem w tym kryminale to, co jest nieodłącznym elementem tego gatunku: wątek przestępstwa, postacie detektywów - amatorów działających z ramienia prawa, którzy posługują się metoda dedukcji i wyciągają wnioski z obserwacji. Jest cała plejada osób podejrzanych, wśród których oczywiście winny jest ten, który na samym początku śledztwa nie wzbudzał żadnych podejrzeń.
Akcja rozgrywa się na prawie 90 stronach. Rozdziały są krótkie, litery duże. Myślę, że nawet początkujący czytelnik znajdzie wiele przyjemności w obcowaniu z przygodami dwójki dzieciaków. Dużym atutem książki są oryginalne ilustracje Heleny Wiilis – zawsze czarno – białe z dużą dawką humoru. Książka od kilku lat należy do najpopularniejszych u naszych sąsiadów zza Bałtyku – Przez kilka lat z rzędu jej kolejne części (w Polsce ukazało się do tej pory 8 części) zostawały książką roku, którą wybierało jedno z najbardziej wymagających jurorów na świecie – mianowicie … dzieci.

 

-To pieniądze się niszczy? – Oczy Tomka zapłonęły ze zdziwienia i ciekawości. Zaczęłam grzebać w kartonach z pamiątkami. Nasze 1000 dolarów. Podczas zwiedzania Banku Federalnego nasz tatko dostał 1000 $. Prawdziwe, szkoda tylko, że zmielone:)))

Recenzja Tajemnicy diamentów

Wiek 7+

Wydawnictwo Zakamarki

piątek, 04 czerwca 2010
Dzień Dziecka w Bullerbyn - Astrid Lindgren/ il. Ilon Wikland

Chciałam o tej książce napisać przed Dniem Dziecka, potem w sam Dzień Dziecka – ale wyszło jak wyszło, czyli… wolałam bawić się z moimi dziećmi. Zresztą książka po raz drugi wypożyczona z biblioteki może być czytana codzienne, bo i Dzień Dziecka powinien być 365 dni w roku aż do skończenia świata. Astrid Lindgren w duecie z cudowną Ilon Wikland – po raz kolejny proponują świetną książkę dla dzieci. To tekst, którego nie znajdziecie w Dzieciach z Bullerbyn (podobnie jak Boże Narodzenie w Bullerbyn i Wiosna w Bullerbyn, o których już pisałam).

 

Pewnego dnia Lasse wyczytał w gazecie, że w Sztokholmie obchodzą Dzień Dziecka. Wtedy Lasse powiedział, że zrobimy sobie własny Dzień Dziecka w Bullerbyn.

 

Ten początek smakuje przecież jak słynne: Nazywam się Lisa.


 

Chłopcy przechodzą samych siebie przy organizowaniu najróżniejszych wyszukanych atrakcji dla malutkiej Kerstin, siostry Ollego – włącznie ze spuszczaniem dwulatki na linie przez okno. Jednak okazuje się, że najwięcej przyjemności malutka ma podczas najprostszych zabaw, czynnościach dnia codziennego – jak choćby karmienia kur czy patrzenia na małe prosiaczki. Mądra Astrid Lindgren pokazuje tym samym, że dziecko nie potrzebuje wyszukanych zabaw, drogich zabawek, ale zainteresowania, miłości ze strony najbliższych. Książka jak zwykle z wieloma ilustracjami pani Wikland. To przecież książeczka obrazkowa, tekst ginie tu wśród drzew Bullerbyn,  trzech zagród i licznej menażerii.

Warto  sięgnąć po tę książkę. Nasz egzemplarz, już dosyć sfatygowany,  jest z 1992 roku, wydany został przez Naszą Księgarnię. Teraz ten tytuł oczywiście wchodzi w skład książek obrazkowych wydanych przez Zakamarki, które specjalizują się w szwedzkiej literaturze dziecięcej.

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia/ Zakamarki