Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
piątek, 31 maja 2013

Jeśli szukacie dobrego kryminału dla 8, 9 – latka, to trafiliście pod właściwy adres. Irena Landau nieźle namieszała w swojej książce, wprowadziła do niej mnóstwo postaci, z których każda odegra swoją ważną rolę w tym ciągu najróżniejszych pomyłek. A wszystko przez to, że bandyci porwali nie tego Piotrka, co powinni. Zażądali okupu za Piotrka biedniejszego, a tymczasem plan był taki, by porwać Piotrka bogatego. Wynikła z tego cała masa mniejszych i większych nieporozumień – co nie tylko zagęszcza akcję, ale też ogłupia sprawców i czytelnika, co w końcu powoduje, że zabawa jest przednia i akcja nabiera rozpędu. Nic tu nie jest przypadkowe, każde ogniwo ważne, nie ma dłużyzn. Jednym słowem – godny polecenia kryminał, w którym dużo się dzieje. Co ciekawe to nieprzyjemne wydarzenie można podsumować też starym przysłowiem, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Bowiem zderzenie z problemami pozwoliło jednym poznać prawdę o innych. To ważne, zwłaszcza wtedy, gdy planuje się spędzić z tym kimś resztę życia. Nie brak tu humoru, nie ma przemocy – można spokojnie podsunąć dziecku. Moim zdaniem ta książka to też gotowy pomysł na film. Może kiedyś ktoś....

 

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura



wtorek, 28 maja 2013

Zastanawiam się nad tym, kiedy jakieś wydawnictwo w końcu się zlituje i wyda serię: Mały domek na prerii. Ceny na aukcjach wysokie, w bibliotekach – wybrane egzemplarze. Toż to istna żyła złota. Mnie udało się jakiś czas temu wyłowić książkę w obcojęzycznej biblioteczce mojej koleżanki. Seria obejmuje 12 tytułów (to według Wikipedii), ale w Polsce została wydana tylko większa część – i to w latach 90-tych. Po drodze żadnych wznowień – a szkoda.

Większość z nas pewnie pamięta film z Michaelem Landonem w roli głównej. Tymczasem książka to szczegółowy opis życia pionierów, którzy wędrowali na Dziki Zachód w XIX wieku. Pięcioosobowa rodzina: rodzice i trójka dzieci: Mary, Laura i malutka Carrie opuszcza dom na polanie w Wielkim Lesie w stanie Wisconsin i wyrusza do krainy zamieszkiwanej przez Indian. Szukają miejsca mniej ludnego, bezpiecznego, gdzie nie słychać co rusz wystrzałów z broni, gdzie można spotkać dzikie zwierzęta i gdzie jest urodzajna ziemia. Po trudach wielodniowej podróży, przeprawie przez szeroką Missisipi, na niewygodnym wozie z plandeką, znajdują takie miejsce na prerii. Mają niewielu sąsiadów, do miasta daleko. Gdy chcą coś zjeść, tato musi udać się na polowanie, gdy chcą się napić wody, muszą najpierw przynieść ją w drewnianym cebrze z pobliskiego strumienia, gdy chcą się ogrzać – muszą nazbierać chrustu i rozpalić ognisko. I cieszą się tym miejscem, każdym nowym poletkiem ziemi obsadzonym przez rośliny, każdym nowym zwierzakiem. Z perspektywy człowieka miastowego, żyjącego u progu XXI wieku – zastanawia, na ile to miejsce było bezpieczne. Praktycznie – nie można było wyobrazić sobie życia bez broni przy łóżku – i to ze względu na dzikie zwierzęta i ciągle kręcących się obcych. Jednocześnie ciekawi, jakże to życie było zorganizowane – bez tych wszystkich ułatwień technicznych – żelazko na duszę, pranie w strumieniu, gotowanie na ognisku, mielenie kawy w ręcznym młynku, ba…. – chciałeś mieć dach nad głową – to musiałeś wybudować sobie dom. Sam, chyba że miałeś życzliwych i pomocnych sąsiadów. Jakże wielkim wydarzeniem było pojawienie się szyb w domu Ingallsów. Jak wiele małych rzeczy ich cieszyło, obok których my często przechodzimy obojętnie. Osobną sprawą jest kwestia Indian – znana z historii. Polityka widziana oczami dziecka, które ma pretensje o to, że jakiś pan w Waszyngtonie nie może uregulować kwestii spornych z Indianami. Nie jest to łatwy temat – i trzeba z dziećmi wyjaśnić tę kwestię. Cywilizowanie Dzikiego Zachodu niosło ze sobą bowiem też ból i cierpienie, często śmierć. Ojciec dziewczynek – jest życzliwie usposobiony do czerwonoskórych, natomiast mama nie lubi ich, co rodzi w dzieciach strach i dystans. To wprawdzie nie bezpośrednio nasza historia, ale mimo wszystko to bardzo ciekawy obraz życia codziennego sprzed wieków, wyprawa w czasie, powrót do korzeni.

 

Seria obejmuje następujące tytuły (według Wikipedii):

-Mały domek w Wielkich Lasach (1932)

-Mały farmer (1933)

-Domek na prerii (1935)

-Nad Śliwkowym Strumieniem (1937)

-Nad brzegami Srebrnego Jeziora (1939)

-Długa zima (1940)

-Miasteczko na prerii (1941)

-Szczęśliwe lata (1943)

-W drodze do domu (1962)

-Pierwsze cztery lata (1971)

-Listy do domu (1974)

-Droga powrotna  (2006)

 

 

Laura Ingalls Wilder (1867-1957)

Wiek 9+


poniedziałek, 27 maja 2013

- Mama kupisz mi koniaaaaaaaa?!

Jak tu dziecku wytłumaczyć wszystkie przeciw, że raczej nie. Chyba nieeeee. Na pewno nieeeeee. Dobra, ale zrobimy konia. I zrobiliśmy z butelek plastikowych. Niech żyje gorący klej! To jeden z ciekawszych wynalazków - tak nam się przydaje. Zużywamy całe metry żółtych albo białych pałeczek. Potem odrobina łatki - na grzywę, oczy, charpy. Nie pozbywamy się żadnych skrawków materiałów. Magazynuję w dużym pudle. I ciągle cosik wykorzystujemy. Tutaj inna wersja - dla przypomnienia - zrobiona przed laty, już się skończyła. Dzieci bawiły się tamtymi końmi strrrasznie długo i nie wytrzymały próby czasu. Wersja butelkowa jest łatwiejsza i szybsza do wykonania:)

W kącie ogrodu, gdzie trzymamy drewno kominkowe, znalazło się miejsce na małe ranczo, z siankiem i stajnią.

niedziela, 26 maja 2013

Polecam tę książkę wszystkim tym, którzy wybierają się do Krakowa na Wawel. To podróż do krainy fantazji, marzeń, do świata baśni, która pozwoli zupełnie inaczej spojrzeć na wystawę Sztuka Wschodu i na Zamek. Nie będzie już ona tylko zwykłą Wystawą, na której można zobaczyć tkaniny, przedmioty codziennego użytku, czy broń z Bliskiego i Dalekiego Wschodu. A w Zamku być może dostrzeżecie coś więcej niż kamienne mury? A może zechcecie nawet poszukać bohaterów tych opowieści?

Trzeba zamknąć oczy i wytężyć słuch. Najpierw słychać tylko niewyraźne szmery, które stopniowo stają się coraz głośniejsze, aż wreszcie można zrozumieć poszczególne słowa, a w końcu – słyszymy rozmowy i widzimy dziwne i tajemnicze postacie. Nikt nie wie jak i kiedy pojawiły się na Wawelu, ale ich podobizny (choć nie wszystkich) można zobaczyć na tkaninach czy wazach.

Kogo spotkacie? - Dewa - potężnego ducha z Persji (dawna nazwa Iranu), który potrafi zmieniać swoje kształty. Majestatyczną Simorg, całą w piórach. Kilina – ni to smoka, ni jelenia czy lwa. Szu Lao – bóstwo długowieczności. Dumnego Bażanta Królewskiego. Oraz Paszę – wrażliwego dowódcę wojsk tureckich. I oczywiście Pari – wróżkę o postaci kobiety ze skrzydłami, od której zaczęła się ta cała historia. Albo – inaczej – od jej zniknięcia. Wydarzenie to wywołuje wielkie poruszenie wśród postaci znajdujących się na Wystawie. Ale tylko nocą, bowiem głosy pracowników rozpoczynających codzienną pracę, są znakiem, że należy umilknąć, zastygnąć w wyszukanej pozie i zachowywać się tak jak gdyby nigdy nic. Oczywiście nie namawiam do tego, by chować się po kątach Wawelu, by zostać w ukryciu na noc. Autorka powyżej podała przepis na to, jak można przeżyć Wawelską przygodę z mitycznymi postaciami.

A więc Pari zniknęła i wszyscy wybierają się na jej poszukiwania. To doskonała okazja, by poznać komnaty wawelskie, eksponaty, dziedziniec, portery. Co rusz do historii wplatane są różne ciekawostki – jak choćby ta o kurze, która według wierzeń Turków może wróżyć przyszłość: powodzenie lub nieszczęście. Co rusz dzieci dostają porcję wiedzy historycznej – a to o królu, który pokonał Turków, a to o dawnych strojach polskiej szlachty, które do złudzenia przypominały stroje tureckie.

Na końcu książki znajdziecie mapę, na której zaznaczono miejsca – skąd pochodzą bohaterowie tej opowieści i eksponaty. Jest też słownik. W tekście przy trudniejszych wyrazach umieszczono małą gwiazdkę – to znak, by odszukać wyjaśnienia na końcu. Wiele definicji wzbogacono o ilustracje. Stąd dzieci mogą zobaczyć, jak wyglądały: kobierzec, szabla Wielkiego Wezyra Kara Mustafy, kołczan, juszman, szyszak, buńczuk, arras, kurdyban czy cytra.

 

Bardzo ciekawa forma promocji Zamku Królewskiego na Wawelu. Ja mam skrzywienie historyczne, moje dzieci też – szukamy takich książek, w których w atrakcyjny sposób przemycono sporą dawkę wiedzy z dawnych dziejów. Tutaj miłośnicy historii – będą ukontentowani. Piękne są też charakterystyczne ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej. Dominują ciepłe kolory, bardzo energetyczne. Dużo w nich złota, pomarańczu. Świetnie oddają klimat baśni wschodnich.

 

Wiek 6+

 

Wydawnictwo Zamek Królewski na Wawelu

 

sobota, 25 maja 2013

Ta książka jest, jakby to delikatnie ująć, w opozycji do tego, co dzieje się w naszej szkole. A ta - jak długa i szeroka (niestety) - wymaga, by nasi uczniowie rozwiązywali zadania według klucza. Nie liczy się talent, polot – czarne jest czarne, białe jest białe – koniec, kropka. Pokrzywdzeni są ci, którzy chcieliby udowodnić, że nie gęsi i swój język mają – i to jaki. Autorzy (jest ich tu kilku) namawiają tymczasem do zabawy językiem, traktują pisanie jako przygodę, która może zaprowadzić czytelnika i użytkownika do takich miejsc, o jakich mu się nawet nie śniło. Każą wręcz odkrywać piękno języka – czyli zwracają uwagę na to, na co zazwyczaj na lekcjach nie ma czasu – bo program tego nie obejmuje, a poza tym trzeba ćwiczyć testy. I choć tytuł obiecuje wiele – nikt na pewno w ciągu takiego krótkiego kursu od razu nie zostanie noblistą w dziedzinie literatury, ale kto wie …. może ziarno zostanie zasiane, może ktoś będzie dalej rozpisywał się i szukał tematów do pisania. W dodatku książka zwraca uwagę na tak wiele aspektów, które można ująć podczas zabawy w pisanie, że nie sposób po lekturze tej książki, krytyczniejszym okiem nie spojrzeć na tytuły innych pisarzy, którzy już osiągnęli sukces, wydali swoją książkę. Jak skonstruowali bohatera, jak wyglądają w powieści: początek, środek i zakończenie, jakim problemom musiał stawić czoła główny bohater? Krótko mówiąc – lektura tego niecodziennego poradnika pozwala spojrzeć inaczej na swoje pisanie, może skłoni do tego, by wymagać więcej od siebie – ale też i od innych (w domyśle – czytać naprawdę dobre książki, bo na te kiepskie szkoda życia). Autorzy na końcu piszą: To mit, że wielcy pisarze rodzą się z piórem (lub klawiaturą) w ręku. Faktem jest, że takie kreatywne pisanie jest na Zachodzie jak i w USA bardzo popularne – i można się wiele z doświadczeń i zaleceń innych nauczyć.

Od czego zacząć, jak pisać, wybór bohatera, pomysły na miejsce akcji, początki opowieści, konstrukcja postaci, dokańczanie już rozpoczętych historii, wymyślanie opowiadania do obrazka, pisanie własnej bajki i komiksu, podróż w czasie, przygody zwierząt, kryminał – to tylko niektóre wskazówki i ćwiczenia zawarte w książce. Wszystko na grubych kolorowych marginesach, (ok. jedna trzecia strony) z podpowiedziami i radami, z pomocnym słownictwem, pytaniami, na które przed pisaniem warto sobie odpowiedzieć. Na rozpisywanie przeznaczono dwie trzecie każdej niemal strony (w linie, by ułatwić pisanie). Marginesy ze wskazówkami są kolorowe, z małymi, nieraz śmiesznymi ilustracjami. W rozdziale: Narzędzia pisarskie znajdują się wskazówki pomocne w zaplanowaniu opowiadania i w rozwijaniu umiejętności pisarskich: czyli jaki nadać tytuł, tricki na dobry początek, szkielet fabuły, eksperymenty z językiem, stylami. Końcówka zachęca do dalszego pisania, co robić, by nie spocząć na laurach.

To książka do czytania i pisania. Kartki są dość grube, całość w twardej oprawie. W środku przypomina szkolny zeszyt, do robienia notatek. Wszystko wyrażone prostym językiem – początkujący pisarz szkoły podstawowej nie będzie miał tu problemu ze zrozumieniem zadań i wskazówek.

 

Wyd. Firma Księgarska Olesiejuk

 



niedziela, 19 maja 2013

Od kilku dni jest to absolutny hit dla naszego prawie sześciolatka ( w listopadzie). Czarownica (nie czarodziejka!), ale która nie przestraszy, i o złotym sercu. W domu Winnie wszystko jest czarne: ściany, schody, dywany, okna, obrazy, nawet wanna i toaleta w łazience. Do tego Winnie ma jeszcze czarnego jak noc kota Wilbura o zielonych ślepskach. I to jest właśnie taki trochę pech. Tyle, że czarownice zawsze mają jakiegoś czarnego towarzysza (Malutka Czarownica miała czarnego kruka, pamiętacie?). I ciągle się o tego kota gdzieś potyka – cierpi i ona (bolesne lądowanie w krzakach róż) i stworzenie (nie jest miło być ciągle napastowanym – przypadkowo, ale zawsze). W końcu Winnie wpada na pewien pomysł, który ułatwia życie jej, ale za to bardzo unieszczęśliwia kocura. Jak się skończy ta historia? Zapewniam że czeka was przednia zabawa.

Czarownica Winnie to początek serii, która pojawiła się niedawno w księgarniach. Sprawdziłam na stronie wydawnictwa. Dostępne są jeszcze takie tytuły: Winnie i dzień dinozaura, Winnie w kosmosie, Wszystkiego najlepszego, Winnie. Ciekawam bardzo, ile książek planuje się wydać u nas – seria liczy sporo tytułów.

Śmieszne ilustracje, prosty tekst, dużo humoru – tak w skrócie mogę napisać o tej książce. Bardzo nam się podoba.

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Publicat

 



sobota, 18 maja 2013

Carcassonne dostały moje dzieci pod choinkę jakieś dwa lata temu. Na początku nie było entuzjazmu. A potem złapaliśmy bakcyla. Jak się okazało – wcześniej źle graliśmy – i gra nie wzbudziła ogólnego zainteresowania. W końcu przysiadłam – przeanalizowałam instrukcję (baaaardzo długa – to minus tych wszystkich fajnych gier), poszukałam odpowiedzi w Internecie na nurtujące nas pytania. Kilka reguł sami stworzyliśmy dla własnych potrzeb – ponoć niektórzy tak właśnie robią – my do nich należymy. I tak to się kula od kilku miesięcy. Co ciekawe – jest to gra niby od lat 8+. A jak tylko sięgam pamięcią, u nas zawsze mistrzami były dzieci (bez oszukiwania), zwłaszcza nasz 5-latek. Oczywiście pomagamy mu w liczeniu (idzie mu coraz lepiej)– ale mały jest dobrym strategiem, wie gdzie opłaci mu się dołożyć żeton, gdzie postawić zbója, rycerza czy chłopa, a gdzie zamknąć budowę czyjegoś zamku, by zdobyć dodatkowe punkty kupieckie. Potem matka i ojciec zostają w tyle. Do wersji podstawowej można dokupić różne rozszerzenia. Ja przeanalizowałam, co oferuje wydawca – i potem zdecydowaliśmy, że dokupimy część: Kupcy i budowniczowie. Dzięki temu powstały dodatkowe możliwości rozbudowy zamków i dróg, a wprowadzenie kupców, którzy w danym mieście mogą sprzedawać zboże, wino i sukno też uatrakcyjniło i wydłużyło grę. I na tym chyba skończymy. Każde dodatkowe rozszerzenie, to wydłużony czas gry – na więcej się pewnie nie zdecydujemy. Grając w czwórkę z jednym rozszerzeniem gra zabiera nam godzinkę i coś. Dla mniejszych dzieci to i tak dobra nauka cierpliwości. Nie będę rozpisywała się o plusach takich gier, czasie spędzonym wspólnie, albo zasadach gry. W skrócie – budujemy średniowieczne zamki i rywalizujemy o to, by zdobyć jak najwięcej punktów za te właśnie zamki, drogi, łąki, mosty. Gra jest dobrze wykonana. Często gramy – były okresy, że po przyjściu do domu, zwłaszcza w okresie zimowym, gra od razu pojawiała się na stole. Do tej pory nic przykrego się nie wydarzyło ani z żetonami ani pionkami. W 2001 roku gra została Grą Roku w Niemczech. Jej zaletą jest to, że to jedna z tańszych gier planszowych – tak dobrych i atrakcyjnych. Śledzę często, co się dzieje na rynku planszówek. Ceny czasem przerażają, ale warto. Mam już listę zakupów na przyszłość. Nie jest to mały wydatek – ale biorąc pod uwagę poziom zadowolenia i bycia razem – naprawdę się opłaca. Mogę tylko żałować, że w moim mieście nie ma wypożyczalni gier planszowych – na pewno nie raz korzystalibyśmy z tego.

Carcassonne jest grą klimatyczną, można porozmawiać o czasach średniowiecza, kiedy to na zamkach panowali rycerze, a na drogach grasowali zbóje. Zamek Carcassonne istnieje naprawdę i wygląda tak:

Zdjęcie znalazłam tutaj

 



Wiek - producent podaje 8+. My gramy z młodszymi dziećmi i pomagamy im. Dzieci ogrywają nas bez oszukiwania i pobłażania:)

Wydawca Bard

piątek, 17 maja 2013

Pomalowaliśmy kamienie:) Mamy teraz wielką rodzinę os i biedronek. Można grać w kółko i krzyżyk. Niektóre ze skrzydlatych stworzonek przycupnęły w ogrodzie pod roślinkami:)

Z chłopakami grał jeszcze wiosenny promyk słońca.

czwartek, 16 maja 2013

Patrząc na sławnych ludzi aż trudno uwierzyć, że ci wielcy z pierwszych stron gazet czy pomników kiedyś sami byli dziećmi. A byli na pewno. Tylko jakimi? Skoro Tuwim pisał śmieszne wiersze (i nie tylko) dla dzieci (i nie tylko) – jakie było jego dzieciństwo? Czy wydarzyło się coś, co miało związek z jego przyszłością? Że został poetą – a nie, na ten przykład, kapitanem statku dalekomorskiego albo ogrodnikiem? Z książki Agnieszki Frączek (uwaga – tym razem prozą) dowiecie się o mamie Tuwimowej – Adeli, która była wielką miłośniczką poezji. Skrzętnie, jeszcze jako panna Krukowska, przepisywała do kajetu wiersze, a potem, gdy na świecie pojawił się Julek, siadywała z nim codziennie i udzielała pierwszych lekcji literatury. Z tego Julka to był niezłe ladaco: miał zapędy pirotechniczne, kulinarne (sprawdzony przepis na lody z irysów, mleka i jakiegoś bliżej nieokreślonego proszku), był z niego miłośnik zwierzaków: zwłaszcza zaskrońców i jaszczurek. Godzinami naśladował ptasie trele – to pewnie wstęp do Ptasiego Radia. We wakacje psocił, że strach. Zresztą do tego beztroskiego dzieciństwa, pełnego najróżniejszych smaków i dźwięków, zawsze chętnie powracał. Inspirowało go do pisania. Książka odkrywa wiele ciekawostek z życia poety: a to że miał straszne problemy z arytmetyką – i to tak wielkie, że pewnego razu ratował się nawet ucieczką z domu, miał świetne relacje ze swoją siostrą Irenką – która również miała talent literacki. Była m.in. tłumaczką Kubusia Puchatka, książek Nesbit i czterech pierwszych części Mary Poppins. Nie będę zdradzała wszystkich tajemnic. Sami je poznajcie. Jest ku temu doskonała okazja, bowiem rok 2013 jest Rokiem Tuwima.

Książka z jajem zilustrowana przez Joannę Rusinek. Poza tym można pobawić się w detektywa. W tekście zostały ukryte cytaty z wierszy poety – sprawdźcie, czy je odnajdziecie.

 

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura



środa, 15 maja 2013

Na temat Bajek Grajek pisałam już nie raz. Cudne stare nagrania dla dzieci, w których można usłyszeć głosy znanych aktorów. Irena Kwiatkowska, Marian Kociniak, Marek Kondrat, Krzysztof Kolberger, Anna Seniuk, Barbara Krafftówna, Piotr Fronczewski, Franciszek Pieczka – to tylko niektóre z najbardziej charakterystycznych głosów. U nas dochodzi do takich sytuacji, że wyczulone już na słuchanie małe uszy czasem reagują – A ta pani to gdzieś była już królewną:)) Piszę też w nawiązaniu do akcji, którą rozpoczęła Pani Zorro. Patrząc na daty powstania starych nagrań, to ich wysyp był w latach 70-tych i 80-tych. Kilka powstało w latach 90-tych. Taki Ali Baba i czterdziestu rozbójników jest z lat 60-tych. Tymczasem pytanie – co powstaje teraz dla najmłodszych? Audiobooki swoją drogą a takie nagarnia swoją. Często w poszczególnych Bajkach Grajkach widać ogrom pracy włożony w nagranie. To nie interpretacja tylko jednego aktora – lektora, ale podkład muzyczny, piosenki, efekty dźwiękowe. Niektóre z nich to mieszanka tekstów mówionych z piosenkami. Innym razem to wyłącznie teksty bez muzyki. Wiele z nagranych słuchowisk to prawdziwe perełki, na które obecnie po prostu brak pieniędzy. Wielu z nas wychowało się na tych bajkach. Wystarczy poczytać komentarze na stronie Bajek, by śledzić z jakim rozrzewnieniem wraca się po latach do tytułów, które kiedyś wyszły na płytach winylowych i kasetach, albo pojawiały się w radiu. I nie chodzi tylko tutaj o ładunek emocjonalny, że z tęsknotą, my rodzice, patrzymy wstecz za siebie i wspominamy. Te nagrania są po prostu świetne. Są lepsze i gorsze tytuły, dłuższe i krótsze, mniej bądź bardziej wpadające w ucho. Ja mam takie swoje życzenie – może kiedyś ukaże się w tej serii Czarownica znad Bełdan. Pamiętam pewien mroźny dzień, wróciłam ze szkoły, mama przygotowała mi gorącą herbatę, a ja piłam ją z miodem i cytryną i słuchałam właśnie starej legendy.

Tymczasem nasza spora kolekcja Bajek wzbogaciła się o Króla Bula. Pełna humoru opowieść o władcy, którego boli ząb. Król nie chce słyszeć o dentyście, ale ciągle szuka winnych tego okropnego bólu. Kłóci się, krzyczy, wypomina – za chwilę ma dojść do wojny – a rozwiązanie przecież jest całkiem proste. Bajka z morałem – świetnie zagrana przez Jana Kobuszewskiego i Gustawa Lutkiewicza. Cudna piosenka: Och! Mistrzyni!

Och! Mistrzyni ona się na wszystkim zna.

Och! Mistrzyni od wszystkiego klucze ma.

Och! Mistrzyni królowi radę da.

Och! Mistrzyni...

Ochmistrzyni, to ja!

 

Och! Mistrzyni ona się na wszystkim zna.

Och! Mistrzyni od wszystkiego klucze ma.

Och! Mistrzyni królowi radę da.

Och! Mistrzyni...

Ochmistrzyni, to ja!

 

A Wy co robicie, jak Was boli ząb? Król zachowuje się tak:

Zwariuję i stanę na głowie,

Zjem berło i zacznę kicać

Jak biały króliczek na łące

Jedzony przez trawę

Będę umykać.

 

Zwariuję i zwolnię ministrów

Na drzewie zawisnę jak małpa 

Jak ryknę „Wrrr” do swojej królowej

A potem zatańczę z nią walca.


Na stronie wydawnictwa znalazłam opinię Marty Bogdanowicz na temat słuchania bajek muzycznych:

„Bajka muzyczna to materiał, który pobudza do rozwoju funkcje słuchowo-językowe. Słuchanie bajek i piosenek przede wszystkim usprawnia spostrzeganie dźwięków i pamięć słuchową, a więc uczy skupiać uwagę na informacjach dźwiękowych, zapamiętywać je i przetwarzać. Pozwala to na odbieranie mowy ze zrozumieniem, służy wzbogaceniu słownika. Słuchanie (a nie oglądanie) bajek ma też wielkie znaczenie dla pobudzania wyobraźni. Śledzenie przebiegu wydarzeń, dokonywanie porównań, skojarzeń, przewidywanie, wyciąganie wniosków i wykonywanie podobnej pracy umysłowej kształtuje myślenie pojęciowo - słowne."
- opinia prof. zw. dr hab. Marty Bogdanowicz.  

Wiek 4+

Wydawnictwo Omedia



niedziela, 12 maja 2013

Kolejna książka Agnieszki Frączek, w której autorka zachęca do wygibasów językowych. Bo to są wygibasy. Język przeistacza się w akrobatę, śmiga w całej buzi, wygina się, pręży, podskakuje, drży. Przechodziliśmy z obydwoma synami przez ciężką i żmudną drogę logopedyczną. Kto nie przechodził, nie wie, o co chodzi:))) Trzeba niezłego sprytu ze strony rodziców, by zachęcić dziecko do współpracy. Nam się udało – nadszedł moment kiedy pani logopeda stwierdzała: Nie musicie już do mnie przychodzić....(tutaj widząc nasze szerokie uśmiechy i satysfakcję zaraz dodawała:) Co nie znaczy, że nie musicie jeszcze ćwiczyć.

Właśnie takie wiersze pomagają uatrakcyjnić takie ćwiczenia. One wprost zmuszają język, by ten się nie lenił, by pracował. I choć wylizywanie kremu czekoladowego z głębokiej miseczki (ukochane ćwiczenie Mikołaja) jest na pewno i tak najatrakcyjniejsze na świecie, to dzięki śmiesznym wierszom trudna praca może okazać się doskonałą zabawą.

 

Zorro

Przybył Zorro nad jeziorro

i komarów wybił sporro.

(ćwiczenie z -ź/zi)

 

 

Ciuciubabka

Z zoo uciekł pawian Lucek, w jednym bucie i w peruce.

-Siema! - ryknął, gdy przypadkiem

spotkał w parku babcię z dziadkiem.

-Gracie – spytał – w ciuciubabkę?

Teraz dziadek cuci babkę...

(ćwiczenie c-ć/ci)

 

Na skuterku

Jedzie więzień na skuterku,

wiezie jędzę w pulowerku.

Jedzie więzień środkiem miedzy,

a spomiędzy drzew trzej szpiedzy

obserwują ich, jak pędzą

i jak w pędzie jedzą z jędzą

napotkane w drodze muchy.

To dopiero obżartuchy

(ćwiczenie ę)

 

W książce ponad sześćdziesiąt wierszy, różnej długości, na różnorodne głoski. U góry każdej strony jest informacja, o jaką głoskę chodzi. Są one również zaznaczone w tekstach. Książka bardzo kolorowa – zilustrowana przez Małgorzatę Flis, Magdalenę Kozieł – Nowak, Mariannę Jagodę – Mioduszewską.

Do książki dołączona jest płyta, na której wiersze czytają studenci Filmówki z Łodzi.

 

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

 

Ilustracje: Małgorzata Flis, Marianna Jagoda - Mioduszewska, Magdalena Kozieł - Nowak

Wydawnictwo Literatura

sobota, 11 maja 2013

 

 

Ostatnio gdy szliśmy na wiosenny spacer dołączyła do nas koleżanka Tomka z klasy. I wiecie co? Fajnie było, nie tylko ze względu na to, że w końcu wiosna, ciepło, słońce świeci. Tak wlokąc się noga za nogą, gadaliśmy sobie o książkach. Sonia o Cecylce Knedelek mogłaby mówić godzinami (na drugi dzień rozsiadła się u nas na tarasie z „Dobrymi manierami Cecylki Knedelek”) Ma chyba całą kolekcję tych książek, mało tego, dzięki wielkiej sympatii do Cecylki, zaczęła sama czytać. Dzień bez Cecylki? Nie, to niemożliwe. Najbardziej ciekawiło ją czy Cecylka to ta dziewczynka z książki, czy może gąska?:) (ta ostatnia okazała się jednak Walerią)

A tymczasem w Knedelkowie gąska Waleria właśnie poszła do szkoły. A wiadomo, że w szkole jest inaczej niż w przedszkolu. Uczniowie nie dostają nic do zjedzenia, więc nauczycielka poprosiła, by wszyscy przynieśli na drugi dzień kanapkę. Jakie było zdziwienie gąski, gdy koledzy i koleżanki z klasy wyciągnęli z tornistrów kanapki z pieczywa z różnymi dodatkami: żółtym serem, pomidorem, ogórkiem. Gdy tymczasem ona pojawiła się z kanapką, a właściwie kanapą, którą znalazła w szopie.

Po tej zabawnej historyjce nadszedł czas na przepisy. Znajdziecie tu mnóstwo pomysłów na to, co można zrobić z kawałkiem pieczywa. To takie trochę czary – mary. Bo nagle pojawiają się białe myszki, żabki, tulipanki, stokrotka, ślimak, łódeczki, biedronki, koszyczki, serduszka, a nawet księżniczka z serowymi warkoczami. A jakby komu było mało, to znajdzie tu też pomysł jak się nie nudzić podczas jedzenia kanapek? Można zagrać w kółko i ...kółko. Ale jak to zrobić? Odpowiedź oczywiście w książce.

Książka bardzo kolorowa, każdy przepis opatrzony jest rysunkową instrukcją i dużym zdjęciem finalnym. Nic tylko, brać się za robienie kanapek. Na pewno niejeden Tadek – Niejadek skusi się na taką przekąskę. No i dzieci z przyjemnością poszaleją w kuchni. Zrobiona samodzielnie kanapka w końcu smakuje jak 100 kanapek:)

Wiek 5+

Wydawnictwo Jedność

czwartek, 09 maja 2013

Szczygielskiemu udało się napisać świetną książkę, która może łączyć pokolenia – starsi znajdą w niej smak przeszłości, dzieci – nabiorą ochoty na nieznane i tajemnicze.......

Recenzja ukazała się na portalu Xiegarnia.pl.

Wiek 8+

Wydawnictwo Bajka

wtorek, 07 maja 2013

Cwaniaczek uzależnia. Jest jak paczka dobrych paluszków – jak się zacznie, to już trzeba skończyć. No i na jednej paczce (tudzież tomie) nie można skończyć. Nie jest to literatura wielkich lotów – to pewne. Nie ma tu rozważań typu być albo nie być, nie ma ambitnych dialogów. Są za to sceny z życia rodzinnego pewnego Grega - nastolatka amerykańskiego, który na co dzień boryka się z problemami mniejszego bądź większego kalibru. Dom, szkoła, przyjaciele, czas wolny. Niejeden nastolatek odnajdzie tu swoje odbicie: długie zęby na owoce, uzależnienie od telewizji, brak zadań domowych, kombinowanie, pyskowanie, kłótnie ze starszym bratem, miłość do słodyczy, miłość jako taka w ogóle. Greg nie jest absolutnie kryształowym chłopcem, ale od pierwszych stron budzi sympatię. Można o nim powiedzieć, że to to kombinator, spryciarz, wesołek, pan wygodnicki – ale też dobry duch, zależnie od sytuacji. To książka, przy której trzeba być przygotowanym na niekontrolowane wybuchy śmiechu (ach ten tato wyjadający dzieciom słodycze, albo zasypiający Greg podczas lekcji). Ponoć wiele scen z książki jak i całej serii to osobiste przeżycia autora, który również w sposób baaaaardzo charakterystyczny zilustrował wszystkie tytuły. Myślę, że książka na pewno pomoże zrozumieć naturę chłopców, jakże inną od tej dziewczynek. Może dlatego Cwaniaczek ma tak wielu wielbicieli i... wielbicielek. Charakterystyczna postać, prawie łysa, z trzema włosami to dla wielu postać kultowa. Kto nie czytał ten trąba.

 

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 06 maja 2013

Znacie piosenkę Lato, lato, lato czeka? Jej autorem jest właśnie Ludwik Jerzy Kern (1920-2010). Poeta trochę niedoceniany. Wszyscy kojarzą wiersze Brzechwy i Tuwima, natomiast wyrwać do odpowiedzi i zapytać o jakiś wiersz Kerna – tak ad hoc - wielu z pewnością miałoby problemy. A można się zakochać w tej poezji. Kern uczy, że ta może być wszędzie, na wyciągnięcie ręki. Nie trzeba czekać na odpowiedni dzień, czy pogodę, natchnienie, akuratny nastrój – poezja jest i już. W przedmiotach, które są z nami na co dzień. Kto by tam pisał o parasolach, które długo się uczą w szkole, a potem wiedzą, jak się zachować, gdy deszcz na dworze pada. Albo o zbitej filiżance (o przepraszam – śmierci filiżanki). Kern właśnie pisał. Niedawno przeżyliśmy śmierć filiżanki w naszym domu. Stara, babcina porcelanowa filiżanka w maleńkie fiołki. Dzięki wierszowi Kerna zupełnie inaczej odczuliśmy jej odejście.

Kiedy przyszedłem na świat, ona mieszkała w kredensie,

a potem jeździła po świecie

przez wiele, wiele lat.

Była cienka i tak krucha, że, jak mawiał mój dziad,

człowiek, biorąc ją w ręce, ze strachu się trzęsie.

Przedmioty codziennego użytku u Kerna żyją, mają duszę, charakter, czują, przeżywają radość i rozterki. Termometr za oknem wygłasza monolog, rozlane kakao nie może powstrzymać łez, piłka z radości bez przerwy sobie skacze, zapasowe koło nudzi się w bagażniku, małe literki się buntują, a zwykłe sznurowadło w naszym bucie to wcale nie takie znowu zwykłe sznurowadło. Kern to też poeta psów i kotów. Pełno ich w tych wierszach. Chrapią na kanapie, włażą do wora z mąką, siedzą koło komina, spacerują po płotach, mieście. Gramolą się do każdej przysłowiowej dziury. Są szlachetnie urodzone i bez rodowodu - zwykłe kundle i dachowce. Czasem ma się wrażenie, że w tych wierszach słychać tylko miauczenie i szczekanie. I to jakie.

W książce oprócz mnóstwa wierszy znajdziecie również fragmenty Karampuka i Proszę słonia. Jest jeszcze pełna humoru opowieść Marty Stebnickiej - Kern o łyżwach poety. Wyłania się z niej człowiek, który potrafił zachować dystans do siebie w dniu codziennym.

Książka została kapitalnie zilustrowana przez Katarzynę Bajerowicz. Lubię te jej akwarelowe plamy. Tu maźnie, tam maźnie, dołoży koloru, rozrzedzi wodą, doda czarnego – i z tych niby maźnięć, przypadkowych niby, wychodzą dobrze przemyślane, małe wielkie cuda. Ilustratorka świetnie podchwyciła nastrój tych wierszy – jest śmiesznie, groźnie, lirycznie, głośno, tajemniczo, deszczowo, słonecznie, a nawet ...nudno:) (Piosenka o zapasowym kole)

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 



niedziela, 05 maja 2013

Kiedy ostatnio (już wiosennie:) zapuściliśmy się w dalsze i bliższe uliczki naszego nowego osiedla z zaciekawieniem stwierdziłam, że wśród ulic, które noszą miano wybitnych ludzi z regionu, znajduje się też ulica Mariana Orłonia (właściwe: Marian Wędzonka). Jak przez mgłę pamiętam spotkanie z autorem przed wielu laty w naszej miejskiej bibliotece i kilka książek, które miałyśmy w domowej biblioteczce: Odważni chodzą nocą i Próba odwagi. Zaczęłam drążyć temat - okazało się, że autor pochodzi z małej wioski, którą mijam codziennie jadąc do pracy. Niedaleko pracował jako nauczyciel w malutkiej szkółce. Stąd też kryminał autora potraktowaliśmy bardzo osobiście. W dodatku jak się okazało – to świetna książka, która doskonale prezentuje się na tle innych kryminałów importowanych ostatnimi czasy z zagranicy. Bardzo się cieszę, że ta książka się ukazała – według wyjaśnień autora w sprawie Ostatniej przygody.., a przytoczonych na forum, okazuje się, że ta niby ostatnia przygoda wcale nie była ostatnią, więc może jest szansa, że ukażą się następne. Puszczamy oczko do wydawcy – bo warto:))

Pan Ambroży Nosek jest emerytowanym detektywem, który pędzi spokojne życie staruszka na ulicy Odlatujących Ptaków. Jego wiernym towarzyszem jest pies Kuba, z którym ...uwaga... pan Ambroży prowadzi interesujące rozmowy. Pewnego dnia zegarmistrz Bratek prosi tę sympatyczną dwójką o wykrycie sprawcy tajemniczej kradzieży – otóż z pracowni zegarmistrzowskiej ginie dopiero co zreperowana stara pozytywka. Ma być ona niby wskazówką do odnalezienia cennego skarbu, jaki przed laty ukrył dziadek aptekarza Motylka.


Ostatnia przygoda detektywa Noska to doskonała zabawa detektywistyczna dla najmłodszych. Tajemnicze ślady pozostawione przez sprawców i grupa podejrzanych od samego początku zachęcają dzieci do stawiania swoich typów – kto to zrobił. A nic nie jest tu przewidywalne i wiadome – ciekawość i trochę strachu budzi tajemniczy osobnik Czarna Broda, który śledzi Ambrożego Noska i Kubę. Powieść nie jest skomplikowana – najmłodsi na pewno nadążą za tokiem myślenia pary detektywów i sami spróbują złapać złodzieja. W klimat tej opowieści świetnie wpisują się czarno – białe ilustracje Jerzego Flisaka. To co mnie uderza w nich – to pewna oszczędność. Nie są zbyt bogate, a jednocześnie wyrażają tak wiele. Absolutnym hitem na naszym podwórku czytelniczym stał się wizerunek osobnika nazywanego Czarną Brodą. Łączy w sobie tajemniczość, trochę grozy i strachu,a jednocześnie potraktowany został z przymrużeniem oka i z niemałą dawką humoru.

Książka ukazała się w ramach świetnej serii: Mistrzowie Ilustracji. To już 19-ty tom:)

(Ilustracje pochodzą ze strony Wydawnictwa)

 

Wiek 6+

Wydawnictwo Dwie Siostry