Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
środa, 30 maja 2012

Nasza Księgarnia znów przygotowała dla czytelników fajny prezent, bowiem na swój Jubileusz – 90- lecia wydała zbiór Baśnie i legendy polskie. I mimo, że wielu znawców literatury dziecięcej uparcie twierdzi, że po pewne książki rodzice chętniej sięgają ze względu na sentymenty z przeszłości, akurat w tym przypadku mogę zapewnić, że sympatia jest jak najbardziej obopólna. Zresztą z sypialni dobiega właśnie kłótnia pomiędzy braćmi, kto jutro wybiera tytuły do czytania. Poszło o …. hejnał. Tak, tak, ten najbardziej znany, nadawany o 12:00 w Jedynce. Młodszy chciał abym przeczytała Przerwany hejnał jeszcze raz, Starszy zna tekst doskonale i chciał coś nowego. Po wieczornym czytaniu spór się odrodził, jest ryk, i na pewno jutro musimy wrócić do tego hejnału.

(Po 20 minutach łagodzenia kłótni.) Ustaliliśmy tytuły na czwartek – i się uspokoiło. Kto by pomyślał, że lektura może wywoływać takie emocje. U nas na szczęście jeszcze wywołuje:)))

 

Zbiór obejmuje blisko 50 legend i baśni z całego obszaru naszego kraju – jak Polska długa i szeroka. Są wśród nich powszechnie znane tytuły jak: Bazyliszek, Twardowski, Książę Popiel i myszy, Szewczyk Dratewka  czy Toruńskie pierniki. Są teksty mało znane, których, przyznaję, mimo zaczytywania się w gatunku w wieku pacholęcym, nie znałam. Oczywiście nie obędzie się bez wspomnień – są moje ulubione dwie legendy – Pierścień orlicy i Grota króla Łokietka. Ciekawe słowo wstępne na temat gatunku napisała Marta Ziółkowska – Sobecka, w którym m.in. wyjaśnia różnicę pomiędzy baśnią i legendą. Ciekawa jestem, czy ją znacie? Otóż Legendy – to opowieści fantastyczne o wydarzeniach i postaciach historycznych.* Kiedyś ludzie na swój sposób tłumaczyli świat. Nie było przecież Internetu, licznych książek, telewizji. Chcieli wyjaśnić te wszystkie zawiłości obyczajowe i społeczne. Tak właśnie rodziły się legendy, powtarzane potem gdzieś przy stole podczas rodzinnych spotkań. Autorka słowa wstępnego zwraca też uwagę na wartość legend ze względu na naszą historię. Nie pozwalały zapominać o przeszłości, kazały pamiętać. Dlatego też w tradycji ludowej były wiecznie żywe. O tym, jak ważne miejsce zajmują w naszej literaturze, świadczą nazwiska pisarzy, którzy je spisywali. Układane przecież przed wiekami przez prostych ludzi, tutaj opracowane m.in. przez: Wandę Chotomską, Marię Krüger, Janinę Porazińską, Mariana Orłonia, Zdzisława Nowaka, Gustawa Morcinka, Władysława Orkana, Jana Kasprowicza, Artura Oppmana.

Ilustracje Mirosława Tokarczyka dodają uroku.  Jest ich tu bardzo dużo – całkiem duże i malutkie miniatury u góry każdej strony. W jaskrawych kolorach, bardzo żywe – wyraźnie dodały świeżości tym tekstom, z  których wiele to niewątpliwie już nobliwe staruszki. Widać to w używanym słownictwie, składni, licznych archaizmach, które już dawno wyszły z użycia. Koty Tokarczyka są pomarańczowe, diabły różowe i gapkowate, księżniczki pozbawione disnejowskiej urody. Cudnie jest:)

 

*- Baśnie i legendy polskie – str.4

 

Wiek 5+

 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 



wtorek, 29 maja 2012

Absolutny hit! Perełka - śmieszna, z przesłaniem dla mam. Pisałam o niej tutaj. Warto!

sobota, 26 maja 2012
czwartek, 24 maja 2012

Ziewanie jest zaraźliwe. Wystarczy spojrzeć na osobę ziewającą obok, na zdjęciu – i masz ci los – i sami zaczynamy ziewać. W książce Carmen Gil ziewają również król, królowa, cały dwór, koty i psy. A jeśli królewskie dziecko ziewa, to pewnie z nudów. Rodzice stają na głowie, by je czymś zająć, zainteresować, rozśmieszyć. Sprowadzają nawet żółtego słonia opowiadającego zabawne dowcipy. Wszystko i tak na nic. Aż pewnego dnia podczas spaceru księżniczka spotyka chłopca, który sprawia cuda.

Może Wasze dzieci też ziewają, albo wałęsają się po domu mrucząc pod nosem – Nudzi mi się? Może szukacie lekarstwa na ziewanie? W aptece pewnie go nie znajdziecie. Książka tym czasem podaje babciny przepis na wszelkie dziecięce apatie – wypróbowany na różnych pokoleniach i różnych dzieciach – tych z zamkowych komnat i wiejskiej chaty. Dzieci potrzebują  do szczęścia … przyjaciół, z którymi będą spędzać czas, robić psikusy, turlać się z górki, gonić za świerszczem i uczyć się świata. Podoba mi się tutaj obraz księżniczki - nie księżniczki. Zwykłego dziecka tęskniącego za normalnością. I wielka radość, śmiech, które słychać z kart książki. Mają magiczną siłę, bowiem – podzielone, ulegają w dziwny sposób natychmiastowemu pomnożeniu. Siła tej książki to nie tylko mądry tekst. To również zapierające dech w piersiach ilustracje Eleny Odriozoli. Wspaniałe obrazy, za które ich autorka otrzymała w 2006 roku nagrodę Ministerstwa Kultury Hiszpanii.

Wiek 3+

Wydawnictwo Tako

Recenzja ukazała się w Magazynie Rodzica KIKIMORA / nr.8

 



środa, 23 maja 2012

Zauroczyły nas te bajki. Takie nietypowe. Czasem całkiem krótkie, niekiedy ciut dłuższe. Dopiero co się rozpędziliśmy z czytaniem, a tu trzeba kończyć. Coooo, już? – słychać zawiedzione głosy spod kołderek. Pan Bianchi często udaje się w podroż, przecież musi zarobić na chleb. Bardzo tęskni za swoją córką i dlatego do niej dzwoni, by opowiedzieć jej bajki …przez telefon. Nie, nie o Czerwonym Kapturku czy Królewnie Śnieżce. Są to bajki ….o wszystkim. O kupowaniu Sztokholmu, plaży w Ostii, drodze donikąd, miasteczku psów, murarzu, Apolloni od marmolady, dotykaniu królewskiego nosa. Razem blisko 70 bajek. Jak się okazuje bajki mogą traktować nie tylko o rycerzach i królewnach. Jeśli ktoś ma fantazję, jak pan Bianchi, zainspiruje go zwykła – niezwykła kropla deszczu.  Razem z panem Bianchi wędrujemy przez całe Włochy, zaglądamy do miast i miasteczek (pomoc poprawnego wymawiania tych dziwacznych nazw własnych na końcu książki). W tle leniwe Włochy sprzed pół wieku. Historie, które często bawią specyficznym absurdalnym humorem. Czasem to zasługa dziwacznego nazewnictwa, gry słów, pełnych fantazji neologizmów, albo absolutnie fantastycznego tytułu (Mysz, która zjadała koty). Rekord popularności w naszym domu bije Wymyślanie liczb:

 

- A ile kosztuje taka pieczęć?

- Dwa pociągnięcia za ucho.

-A jak daleko stąd do Mediolanu?

-Tysiąc nowych kilometrów, jeden kilometr używany i siedem czekoladek.

-A ile waży jedna łza?

-Poczekaj, łza rozkapryszonego dziecka jest lżejsza od wiatru; łza głodnego dziecka waży więcej niż cała ziemia.

-A jak długa jest ta bajka?

-Za długa.

- To wymyślmy szybko inne liczby, żeby już skończyć. Ja je powiem tak, jak się mówi w Modenie: jedyn, dwyn, tryn, cztery ryn, pyry pinci, do re mi.

-A ja je powiem tak, jak się mówi w Rzymie: jedon, dwon, tron, piri pon, trala lala, bum i dziesięć.

 

Ilustracje namalowała Katarzyna Bajerowicz, którą z przyjemnością podglądam od dłuższego czasu na jej blogu. Trzeba mieć to coś, by tchnąć duszę w zwykłą plamę. Piękne są jej atramentowe niebo pełne gwiazd, i morze pełne ryb. Mnie urzekła najbardziej ilustracja do Niewidzialnego Tonina – cała zielona, taka wiosenna. Ach – rozmarzyłam się wakacyjnie. Cieszę się, że jest skrót Tonina w tej książce – dla maluchów jak znalazł. Jak podrosną można im podsunąć wersję dłuższą, by zobaczyć, co Tonino dokładnie robił na swoich niewidzialnych wagarach.

ilustracja do Alice wskakuje do morza - piękna, prawda?

Gianni Rodari (1920- 1980), włoski autor dziecięcy. W roku 1970 otrzymał nagrodę imienia Hansa Christiana Andersena, nazywanej też Małym Noblem.

Wiek 3+

Wydawnictwo Bona

 

 

 



poniedziałek, 21 maja 2012

Zastanawiam się, skąd autorka zna moje dziecko. Przecież to wypisz wymaluj mój młodszy synek i jego dziesięć paluszków, wiecznie zajętych. Pracą. Tak, tak – pracą. Tylko nam, dorosłym wydaje się, phi, że co to takiego – ot paluszki i tyle. A dziecko przecież nimi poznaje świat. Głaszcze go, przytula, czasem uszczypnie, czasem oparzy się i zapiszczy z bólu. Prawdę powiedziawszy, nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, jak wielki udział te małe paluszki mają w życiu codziennym takiego rasowego przedszkolaka. Przecież dużo czynności zarówno my jak i nasze pociechy wykonujemy mechanicznie. Kilka razy złapałam Mikołaja na tym, że podczas czytania wyciągał przed siebie ręce, i sprawdzał, co teraz robią jego palce. A te, podobnie jak u książkowego chłopca, za nic w świecie nie chcą usiedzieć spokojnie. Nawet w nocy, słychać z niebieskiego pokoju jakieś szmery, jakby ktoś przesuwał nimi po drewnianej ramie łóżka. A w dzień – muszą tyle zrobić, myć się, zawiązywać sznurowadła, zapinać guziki, walnąć starszego brata, podłubać w nosie, podrzucać piłkę, wycierać łzy z zapłakanej buzi, klepać kotlety z błotka. I o tym jest ta książka – tyle że o innych paluszkach, ale jakże podobnych. Dzięki Marcinkowi, nasz Mikołaj zwraca większą uwagę na to, co robi i jak robi. Liczy paluszki, czasem woła: Mama, a teraz robię to i to…. Bardzo polecam tę książkę – to ciepła historia pełna pozytywnej energii i uczuć. W środku fajne ilustracje, wspaniały wiersz Joanny Kulmowej: Gdybym miał dziesięć rąk i miejsce na…. paluszki małego czytelnika.

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Bis



niedziela, 20 maja 2012

Na chwilę w domu zrobiło się cicho:) A to za sprawą puzzli. Dzieci z tatą były zajęte, a ja miałam trochę czasu dla siebie. Z puzzli 3D można wyczarować miniaturkę gotyckiego Kościoła Mariackiego w Krakowie. Pudełko zawiera 4 piankowe plansze, z których trzeba wypchnąć poszczególne elementy budowli. Każdy ruch jest ponumerowany – z ilustrowaną instrukcją dacie radę. Wypychamy bardzo delikatnie, zwłaszcza, gdy decydujemy się zbudować Kościół z mniejszymi dziećmi. Emocje są tak wielkie, że może się zdarzyć, że niechcący uszkodzone zostaną łącza potrzebne do składu. Bez nich budowla się nie utrzyma.

Myślę, że fajnym uzupełnieniem tych puzzli byłyby dodatkowe informacje na temat samej budowli. Owszem jest kilka – w języku angielskim- na kartoniku, ale dzieci zadają mnóstwo pytań przy budowie i warto się do tego przygotować. U nas majstrem był tato – to on kierował pracami. Tak musiało być, bowiem puzzle są przeznaczone dla dzieci w wieku 10+ i nasi 7- i 4 – latek sami mieliby  z tym pewnie problem. Co zainteresowało nasze dzieci:

- czas budowania takiego kościoła w XIV wieku – takie budowanie trwało latami. Oddawano poszczególne części etapami. Np. budowa prezbiterium trwała aż dziesięć lat.

- poszczególne części budowli – jak się nazywają (np. wieża miejska, dzwonnica kościelna, barokowa kruchta – czyli przedsionek kościoła, wnętrze, którego tu nie widać, ale można pokazać w przewodnikach: np. słynny ołtarz Wita Stwosza)

-legendy o Kościele i samym Krakowie: o dwóch wieżach, z których jedna jest niższa a druga wyższa i o dwóch braciach budowniczych; o sczerniałym ze starości nożu przy Sukiennicach; o żółtej ciżemce znalezionej za ołtarzem, o rycerzach zaklętych w gołębie; o hejnaliście, który ostrzegł mieszkańców przed Tatarami; o Wandzie, co Niemca nie chciała; o Smoku Wawelskim.

Dzięki puzzlom dzieci odbyły ciekawą wycieczkę do Krakowa.

W tej serii znajdziecie inne modele, nie tylko budowle: mnie zaintrygowało zwłaszcza Zielone Wzgórze, gdzie mieszkała słynna Ania, potem Luwr, Tower, okręt Santa Maria Krzysztofa Kolumba. Jedynym mankamentem tej kolekcji jest niestety … cena. Im bardziej skomplikowana budowla, tym cena wyższa. W Internecie można znaleźć ciekawe promocje, a zabawa jest przednia. W dodatku produktem ubocznym takiego układania jest poszerzanie wiedzy.

 

Wiek 10+

Wydawnictwo Scholas/ Wilga



sobota, 19 maja 2012

Takiej książki nam było trzeba. By odbrązowić tych wielkich bohaterów, by choć na chwilę zrzucić ich z piedestału, i by postawić na nim….. mamę bohatera. Bo czy ktoś gdzieś czytał o matce Zawiszy Czarnego, albo Robin Hooda? Na pierwszym planie zawsze – sam bohater mężnie wypina pierś, a przecież komuś to zawdzięcza, że jest, że może spokojnie wykonywać swój rycerski fach, gdy tymczasem gdzieś w tle, na drugim planie, jest jego MAMA. Autorzy książki zajrzeli za kurtynę i opisali, co tam się dzieje. A tam mama prasuje płaszcz bohatera żelazkiem na duszę,  dba o dobre imię syna, poprawia mu strój, karmi, dzielnie kroczy za chłopakiem z podkręconym wąsem, a gdy trzeba - broni przed niebezpieczeństwem i daje po głowie torbą podróżną komu trzeba. A syn ma trudną misję do spełnienia. Młodziutki król po swoim ojcu odziedziczył olbrzymi dług, a Czarny Kawaler żąda natychmiastowej jego spłaty. Pomóc może dzielny Dick van Dyke - właśnie ów synalek mamusi. Uchylę rąbka tajemnicy i wyjawię, że misja się powiedzie, ale tak między nami – bez mamy – nie byłoby happyendu.

Od kilku dni to hit w naszym domu – książka śmieszna – zabawne ilustracje, które przypominają dawne sceny rodzajowe. Wciśnięte między to wszystko rusztowanie w zamku Czarnego Kawalera i sztuczna szczęka ogra wywołują salwy śmiechu. Do tego śmieszne gderanie mamy, jej torebkowy atak i skruszona mina Czarnego Kawalera.  

Ta książka to ukłon w stronę wszystkich mam, które dla swoich dzieci gotowe są zrobić wszystko. Brawo za pomysł, brawo za humor i za przesłanie – bo tak między nami – po raz drugi – przecież kiedyś nadchodzi ten moment, kiedy trzeba dzieci puścić wreszcie w świat. Książka dla całej rodziny – na Dzień Matki i nie tylko.


 

Wiek 4+

Wydawnictwo Tako



piątek, 18 maja 2012

Najpierw był Kapelusz za sto tysięcy. Potem Uwaga! Czarny parasol! Pamiętam jak z wypiekami na dziecięcej buzi wieki temu czytałam tę książkę. Powieści Bahdaja w przeważającej części to klasyka kryminału dla dzieci. Fantastyczne książki. Myślę, że mimo upływu czasu, znajdą sporo wielbicieli w kolejnym pokoleniu. Bo tak jak główny bohater: tutaj tajemniczy czarny parasol - solidny, przedwojenny, ciężki, angielski ze srebrną rączką, i one są już trochę staroświeckie. Trącą myszką. Bo czy kto widział, żeby oburzać się, jak nauczycielka angielskiego – pani Baumanowa, na słowo facet? To dopiero nic – a jak zmieniła się rzeczywistość. Bo Kubuś – chłopiec przecież, kupował piwo dla dziadka Kufla. On i jego przyjaciółka Hipcia łażą, baaaaaaaaa- włóczą się całymi dniami po Warszawie? Aż mnie ciarki po plecach przeszły, jak sobie pomyślałam, że gdyby tak moje dzieci….

Ciekawa intryga, para młodziutkich detektywów – Kubuś i Hipcia, humor, cała plejada podejrzanych typków spod ciemnej gwiazdy, mnóstwo przygód, tajemnica, nerwówka do ostatnich stron. W tle – świat, którego już nie ma – peerelowska rzeczywistość. Fantastyczna okładka. Bardzo lubię ilustracje Olgi Reszelskiej – szkoda, że brak dalszego ciągu w środku.

Uwaga! Czarny parasol! - miał swoją premierę w …1963 roku. Nadal trzyma się świetnie:)

 

Wiek 10+

Wydawnictwo Literatura



środa, 16 maja 2012

Nasze dzieci mają ze sobą wiele wspólnego jeśli chodzi o kuchnię: nie lubią szpinaku, zupy mlecznej, galarety z nóżek, kożucha na mleku (a kto lubi?). Natalia Usenko zebrała większość unikanych przez małe dzieci potraw i zamknęła je w wierszach. Śmiesznych wierszach. I niech rodzice nie liczą na to, że kulinarna poezja akurat w tym przypadku zachęci ich pociechy do sięgnięcia po marchewkę z groszkiem albo cóś podobnego. Nic z tych rzeczy. Jeśli ktoś szuka pedagogicznego wsparcia ze strony literatury, niech się nie łudzi - dotychczasowe starania legną w gruzach. Za to zabawa będzie przednia, bo jak się tu nie uśmiechnąć czytając wiersze o Pasibrzuchach, różowym kisielu, paskudnych troszkę marchewce z groszkiem, odchudzającej się mamie, rodzeństwie toczącym boje na pięści o papier po eklerkach, pszczółce (hit w naszym domu) i o królewskiej kuchni Kucharza Straszliwego.

 

Po spożyciu szpinaku mały Krzyś zareagował tak:

Krzyś strasznie się skrzywił,

Łyżeczkę wziął do ust i …

PADŁ JAK NIEŻYWY.

 

Przy wierszu o odchudzającej się mamie śmiała się cała rodzina:

Na śniadanie je marchewkę

dla urody.

Na obiadek pije

kubek czystej wody.

A wieczorem, gdy na mamę

nikt nie zerka,

Zjada pizzę i pierogów

dwa wiaderka.

Poezja na luzie, z przymrużeniem oka, nie-pedagogiczna, bardzo dziecięca. To naśmiewanie się z tych wszystkich – zdrowych, pożywnych potraw – to jakby reakcja malucha na nasze przymuszanie – Zjedz, bo to zdrowe. Zjedz bo nie urośniesz. A może lepiej odpuścić? Machnąć ręką? Sama jako dziecko nie znosiłam ryżu na mleku, klusek na parze, naleśników. Stąd – jak nie chce, nie ma przymusu. Może kiedyś przekona się do szpinaku a’la babcia Danusia:) Książka może być punktem wyjścia do ważnych rozmów na temat odżywiania - a bardzo nie-pedagogiczny wiersz o obiadku pewnej rodziny - o zachowaniu się przy stole. Śmiech śmiechem, ale czego Jaś się nie nauczy, tego......

Książkę z humorem zilustrowała Ewa Poklewska – Koziełło.

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Literatura



Jeśli chcecie, by przedszkolak bądź uczeń pierwszej klasy szlifował matematykę – polecam tę książkę. Dzieci ćwiczą cyfry, wykonują proste działania matematyczne, dodają, odejmują, rozmieniają pieniądze, rysują zbiory, kolorują obrazki, skreślają elementy, dorysowują brakujące zwierzątka i kwiatki, rozwiązują zadania tekstowe, uczą się formułować odpowiedzi. Bardzo fajna książka dla początkujących matematyków.

 

Wiek 6+

Wydawnictwo Skrzat



wtorek, 15 maja 2012

Ponoć szczerość popłaca, tak przynajmniej twierdzi babcia Tildy. Ale czy tak faktycznie jest? Dziewczynka powiedziała prawdę i narobiła sobie kłopotów. Może trzeba było skłamać, przemilczeć? Z kolei stare przysłowie mówi, że kłamstwo ma krótkie nogi. Szczerość Tildy to mocne postanowienie z poprzedniej książki – że już nigdy, przenigdy nie będzie kłamać. I teraz musi wycofać się z kłamstwa, jakoby jej tato był astronautą. Ale jak powiedzieć to tym swojemu chłopakowi, którego bardzo lubi. Czy ją zrozumie, czy nadal będzie chciał z nią być? Axel czuje się zraniony i oszukany. I jak to wszystko naprawić – gdyby Tilda nie powiedziała prawdy, nic by się nie stało.

Gdybym nie powiedziała…, nie zrobiła…, nie napisała…, nie utknęła…, nie przeziębiła się…, nie pomyliła…,  to ………… Tak zaczyna się każdy rozdział tej książki. Ciekawy zabieg , ponieważ zaraz na początku dowiadujemy się, co się takiego stało – a nas zżera ciekawość – jak do tego doszło. Tilda w kolejnej, trzeciej już części bierze się za bary z codziennością. A nie jest jej łatwo – żyje w niepełnej rodzinie, ma rozbuchaną fantazję, zawsze wpędza się w kłopoty – przy tym jest bardzo sympatycznym dziewczęciem, którego nie sposób nie polubić. Mama ma nowego partnera, oczekuje dziecka, z Axlem się nie układa.  Pewnie zaciekawi Was, jak Tilda wybrnie z kłopotów. I najważniejsze – czy zrozumie, że najgorsza prawda jest jednak lepsza od najlepszego kłamstwa?

Ciekawie napisana książka o przygodach dnia codziennego. Nie żadne wyszukane historie. Ot zwykłe niezwykłe życie trzecioklasistki ze Szwecji. Książka pełna humoru, wciągająca intryga – na pewno się spodoba.


Warto zajrzeć do wcześniejszych książek o Tildzie:

-Gdybym nie pomyliła psów

-Gdybym nie zrobiła z taty astronauty


W przygototwaniu:

- Gdybym nie kupiła świnki morskiej


Wiek 8+

Wydawnictwo Zakamarki

poniedziałek, 14 maja 2012

Kolejna udana książka w ramach serii Skrzat poznaje świat. Lektura obowiązkowa dla tych, którzy wybierają się do Zakopanego na wakacje. Nie jest to typowy, suchy i bardzo rzeczowy przewodnik turystyczny, jakich pełno na półkach księgarskich. Już choćby z tego względu należy na niego zwrócić uwagę. Z wielką atencją autorki traktują swojego odbiorcę, a jest nim tu przecież małe dziecko. Nie ma tu natłoku (trudnych dla dziecka) map, dokładnych informacji najeżonych datami i nazwiskami. To opowieści, swego rodzaju gawędy. Co rusz Skrzat – Przewodnik zwraca się do małych turystów: stawia pytania, zwraca się do dzieci: A czy wiecie, dlaczego…?, Pewnie myślicie, że…, Podpowiem Wam zagadką….., Nie wiecie?, Jeśli przyjedziecie w góry jesienią…. Sięga po ciekawostki, legendy, opowiada o tradycyjnych potrawach, muzyce, modzie, architekturze, faunie i florze. Kilka spacerów jest tematycznych: np. spacer artystyczny i narciarski. 

Siedem spacerów po stolicy polskich Tatr i okolicach.

Zakopane, Morskie Oko, Gubałówka, pustelnia brata Alberta, Dolina Pięciu Stawów. Skrzat prowadzi też do mniej znanych miejscach, gdzie w sezonie pewnie i tłok mniejszy.

Książka przedstawia też sylwetki ludzi związanych z Zakopanym; współczesnych i tych już nieżyjących. Tytus Chałubiński, malarka Ewelina Pęksowa, Andrzej Chramiec, ks. Józef Stolarczyk, Stanisław Witkiewicz, Bartuś Obrochta, Adam Chmielowski, Karol Szymanowski, Helena Modrzejewska, Kazimierz Przerwa – Tetmajer, Kornel Makuszyński, Jan Kasprowicz i inni.

Wszystko opowiedziane prostym językiem, mnóstwo ciekawych informacji z różnych dziedzin: biologii, geografii, przyrody, literatury i historii. Każdy Spacer dokładnie opisany: np. Spacer szósty: w czasie którego piękną Droga pod Reglami powędrujemy do Kuźnic, wyjedziemy kolejką na Kasprowy Wierch i staniemy u progu królestwa gór. Po drodze opowiem Wam o tatrzańskich przewodnikach, pójdziemy bowiem ulicą nazwaną ich imieniem. Może uda nam się zobaczyć charakterystyczne górskie rośliny i zwierzęta. Jeśli nie – nie ma co się martwić – możemy zobaczyć je w muzeum i to z bliska.

Dużą zaletą tej książki jest to, że stanowi poniekąd taką absolutnie nie pompatyczną lekcję patriotyzmu. Zwraca uwagę na piękno naszej kultury, krajobrazu, sięga do tradycji i historii, mówi o ludziach, którzy kochali Zakopane i okolice, tu tworzyli muzykę, pisali poezję.   

Książka ma charakterystyczne różnokolorowe marginesy, na których znajdziecie bardziej encyklopedyczną wiedzę. Marginesy skierowane są do starszych dzieci, bądź ich rodziców.

Wielu Zakopane kojarzy się z nartami i Krupówkami. Ta książka pokazuje niesamowite bogactwo kulturowe i różnorodność tego miejsca. A po lekturze bardzo chce się tam pojechać….

Na końcu tradycyjnie już: Słowniczek trudnych pojęć i Godziny otwarcia muzeów. Oczywiście jest również dodatek: Sprawdź, co zapamiętałeś, czyli krzyżówki do spacerów.

 

Zajrzyjcie też do tytułów:

Kraków i okolice-  Ewa Stadtmüller, Anna Chachulska

 

Warszawa. Spacery z Ciumkami - Paweł Beręsewicz

 

Wiek 6+

Wydawnictwo Skrzat

sobota, 12 maja 2012

Sympatyczna i ciepła książka o pewnym słoniątku, które zgubiło się na sawannie. Wprawdzie mama co rusz upominała słoniątko, ale jak grochem o baobab. Mama swoje – dziecko swoje (skąd ja to znam). I tak jak w naszym prawdziwym życiu – może to dość okrutnie zabrzmi – ale czasem trzeba się sparzyć, by się czegoś nauczyć. Słoniątko w końcu odnajduje swoją mamę – i jestem pewna, że już do końca długiego słoniowego życia zapamięta tę lekcję, że odłączanie się od stada jest bardzo niebezpieczne. Książka obrazkowa, kolorowa – z przewagą niebieskiego afrykańskiego nieba i niezapominajkowych kobierców. Wszak te kwiatki odegrały tu kluczową rolę. Z ciekawości sprawdziłam, czy faktycznie w Afryce można je spotkać. Faktycznie – można – a dotąd kojarzyły mi się tylko z ogrodem mojej babi i okolicznymi rowami.

Na niemal każdej stronie swoją historię toczą dwa żuki gnojaki. Nie przeoczcie ich:)

 

Wiek 0+

Wyd. Bis



piątek, 11 maja 2012

Anyżową Warownię przeczytaliśmy niedawno w zaledwie kilka wieczorów. Świetnie wpisała się w oczekiwania moich chłopców  - pomimo tego że główną bohaterką była … dziesięcioletnia dziewczynka. Ale w końcu i ona chciała przecież zostać Rycerką (kto ma małych chłopców, wie, o co chodzi). Tak jak od czasu – do czasu moi synowie. W każdym razie – jeśli chodzi o najbliższe wolne terminy – to dopiero po Euro. Teraz mają w planach karierę piłkarską – jak połowa polskich chłopców w ich wieku.

To nie nasza pierwsza lektura Cornelii Funke, niemieckiej autorki dla dzieci. Pod koniec zimy przeczytaliśmy świetną powieść Kiedy Święty Mikołaj spadł z nieba, potem śmieszną Piracką świnkę.

Igerna mieszka z bratem Albertem i rodzicami w Anyżowej Warowni. Wiodą sobie całkiem spokojne życie. Rodzice dziewczynki są czarodziejami i mają na stanie mnóstwo magicznych ksiąg. To właśnie one stają się pewnego dnia przyczyną niezłego zamieszania. Otóż do sąsiedniego zamku przybywa bardzo nieprzyjemny osobnik Gilgalad, którego marzeniem jest zdobycie owych czarodziejskich woluminów. Pech chciał, że rodzice podczas wyczarowywania prezentu dla córki na jej urodziny, coś pokręcili w zaklęciu i się zamienili w …dwie świnki z kręconymi ogonkami. Teraz uratowanie Warowni będzie na głowie Igerny i jej brata, który dopiero wprawia się w czarach. A pod Warownię nadjeżdżają obcy rycerze…

Udana książka o ważnych rzeczach: przede wszystkim autorka przemyciła do tekstu wiele z kodeksu rycerskiego. Sprawnie wplotła do fabuły, cóż to znaczy być prawdziwym rycerzem. Jaką wartość mają przyjaźń, obietnica, honor i odwaga. Oczywiście – jak w takich książkach bywa – toczy się walka dobra ze złem no i dobro zawsze jest górą. Występuje tu cała plejada baśniowych postaci: smok, olbrzym, czarodziejskie ryby w fosie, gadające księgi, Smutny Rycerz. Wokół dzieją się czary i nikt bez zaproszenia do Warowni się nie dostanie. Moim dzieciom ogromnie się ta książka podobała. Było wiele śmiesznych sytuacji, od których bolały brzuchy. Gdy kończyliśmy kolejny enty rozdział, trzeba było szybko uciekać z pokoju, by nie zostać przez dzieci ponownie wciągniętą w łóżkowe pielesze do dalszego czytania. W czasie lektury mój młodszy Mikołaj nawet kilka razy stwierdził, że dziewczyny też są fajne. A w jego ustach to ogromny komplement (wyrośnie z tego). A to wszystko za sprawą Igerny.

 

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia