Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
sobota, 29 maja 2010
35 Maja albo jak Konrad pojechał konno do Mórz Południowych - Erich Kastner/ il. Bohdan Butenko

Czyż można przejść obojętnie obok książki o takim tytule? Od razu wiadomo, że autor zaszalał i napisał coś zwariowanego i absurdalnego. Zacznę może od Kästnera – to mimo upływu czasu jeden z najpopularniejszych klasyków literatury dziecięcej u naszych sąsiadów zza Odry. W Polsce ukazało się kilka jego książek – wszystkie udane, świetnie przetłumaczone. Bo choćby taki Don Kichot, albo Mania czy Ania (pisałam o tych tytułach), świetny Emil i detektywi, o którym też kiedyś napiszę. Za Odrą jest tego zdecydowanie więcej i tutaj puszczam oczko do wydawców, w razie gdyby nie mieli pomysłu na bardzo dobrą książkę dla dzieci.

Wyobraźcie sobie, że 35 Maja po raz pierwszy ukazało się w …1932 roku. Obok książek dla dzieci Kästner pisał też scenariusze, artykuły do różnych dzienników, skecze dla kabaretu -  krytykował w nich panujący system, wyśmiewał absurdy dnia codziennego. Nic dziwnego, że nie podobał się ówczesnej władzy. Jego książki zostały publicznie spalone w ramach akcji przeprowadzonej na terenie całej Rzeszy, jednak Kästner w przeciwieństwie do swoich kolegów pisarzy i artystów nie udał  się na emigrację. Wrócił do Berlina, gdzie nękało go Gestapo. W jednym ze swoich wierszy napisał, że jest Niemcem z Saksonii i ojczyzna go nie przepędzi, on sam jest jak drzewo, które tam wyrosło i jeśli zajdzie taka potrzeba, wówczas właśnie w Niemczech uschnie na zawsze.

Wracam teraz już do 35 Maja. Konrad ma cudownego stryja Rabarbara. Ten co czwartek odbiera chłopca ze szkoły i spędzają razem czas. Te czwartki są cudowne – bo towarzystwo stryja niesie z sobą wiele niespodzianek, nawet w tak przyziemnej kwestii jak jedzenie – siedzą sobie przy stole i wsuwają szynkę z kremem, wiśniowe ciastka angielskie z musztardą. Woleli musztardę angielską niż niemiecką, gdyż musztarda angielska jest szczególnie ostra i gryzie, jakby miała zęby.

Czwartek 35 maja jest chyba najbardziej zwariowanym dniem, jaki ich spotkał w życiu. W dodatku Konrad dostał dziwaczne zadanie – wszystkie dzieci, które dobrze rachują, mają napisać wypracowanie o morzach południowych. To dlatego, że niby dzieci o uzdolnieniach matematycznych nie posiadają ani odrobinki fantazji. Konrad niby bez wyobraźni ma za to stryja Rabarbara, a to jest tyleż warte. Stryj zabiera chłopca w cudowną podróż, w której towarzyszy im dziwne indywiduum – Negro Kawallo, gadający koń w słomianym kapeluszu. By się dostać do Mórz Południowych muszą wszyscy wejść do dużej rzeźbionej szafy z piętnastego wieku, która stoi u stryja w przedpokoju (Narnia?) Gdy to zrobią, znajdą się w dziwnej krainie, gdzie przeżyją wiele niesamowitych przygód, spotkają najróżniejsze dziwaczne postacie – czyli mamy to, co dzieci lubią najbardziej – dużą dawkę humoru, absurdu, czegoś niewyobrażalnego, tajemniczego. Czasem odnoszę wrażenie, że pewne rzeczy tylko dzieci mogą zrozumieć w tej książce. Książka miała wyraźny wydźwięk antywojenny (scena z ołowianymi żołnierzykami) – nic zatem dziwnego, że nie wpisywała się w ideologię głoszoną przez piewców III Rzeszy. Dziś trochę śmieszy wizja wielkiego miasta przyszłości – z ruchomymi chodnikami, samochodami zdalnie sterowanymi, podziemnym pociągiem, sztucznym parkiem, słuchawkami telefonów w paltach mieszkańców Elektropolisu (praprzodek naszych komórek:-). Nie zapominajmy, że mamy początek XX wieku. W każdym razie Konrad i stryj pokazali nauczycielowi, gdzie raki zimują. Jeśli ktoś jest dobry w rachunkach, to wcale nie musi oznaczać, że nie ma wyobraźni.

I teraz to, co mnie szczególnie zachwyciło – rozwiązania graficzne – ilustracje Butenki to sztuka sama  w sobie. Zachęcam do sięgnięcia po to właśnie wydanie, ponieważ bez tych ilustracji książka nie jest na pewno tą samą książką. Powiem tak: ilustracje pana Bohdana i tekst Kästnera to jedno. Stanowią nierozerwalną całość – mnóstwo ich, prawie na każdej stronie (stron jest ok. 280), czasem dwustronne. Świetnym pomysłem jest wypracowanie, jakie napisał Konrad na końcu książki – w wąskich liniach, charakterystycznym dziecięcym pismem, atramentem (nie było wtedy przecież jeszcze długopisów), z kleksami, rysuneczkami, z błędami. To nasza książka maja – bez dwóch zdań.

Wiek 7+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

czwartek, 27 maja 2010
8+2 i ciężarówka - Anne Cath. Vestly

Liczba dzieci w tej książce nas totalnie zaskoczyła.

– Ile? – zawołał Tomek z niedowierzaniem i zaraz sprawdził na małych palcach, czy aby 8 to jest to, o czym myśli. Ach ten błysk w oku mojego syna (i przerażenie w moim).

- Mieć tyle rodzeństwa - i w tym miejscu usłyszałam głośne, wyraźne westchnienie. Zaczęłam sięgać po książki z kolekcji wydanej jakiś czas temu przez Fundację ABC XXI Cała Polska Czyta Dzieciom i Politykę. Wśród wydanych książek smakowite kąski naprawdę za niewielką cenę. Czasem można trafić na allegro albo w taniej książce za przysłowiowe grosze. Ale wracam do opisywanego tytułu, który sam w sobie jest już dziwaczny: 8+2 i ciężarówka. Ósemka dzieci, ich rodzice i ukochany rozklekotany samochód. Można się przekonać jak wesoło jest w takiej licznej rodzince, gdzie wcale się nie przelewa. Dzieciaczki na początku śpią na materacach na podłodze, dopiero później dostają łóżka. Rodzina dysponuje tylko jednym pokojem i kuchnią - ale jakoś daje sobie radę. Potwierdza się stara prawda, że miłość jest i tak najważniejsza, a za jej przyczyną można góry przenosić. Niby nic się nie dzieje, nie ma tu jakiś wielkich wydarzeń z fajerwerkami - ot babcia przyjeżdża, kupuje sobie ręczny mikser, rodzina wyjeżdża na kilka dni nad morze, ginie ciężarówka - potem przez przypadek odnaleziona, złodziej Henryk zostaje przyjacielem rodziny, w dodatku zakochuje się w sąsiadce, dzieci znajdują pieska w lesie, są gośćmi na weselu sąsiadów. Ot zwykłe życie - bez żadnych efektów specjalnych - ale tak opowiedziane, że moje starsze dziecko naprawdę z przyjemnością słuchało tej książki. Nie brak w niej humoru - zwłaszcza najmłodszy Morciszek daje rodzicom do wiwatu. Mnie podobał się rozdział, w którym rodzice postanawiają wyprawić dla swoich dzieci przyjęcie z jednym gościem w tle - by te nie czuły się gorsze ani biedne.  Jeden minus i to duży - imiona dzieci za trudne dla polskich czytelników. Oprócz Morciszka trudno kogokolwiek zapamiętać. Trochę dziwny chwyt tłumacza biorąc pod uwagę, że znalazł świetne rozwiązanie w rozdziale o oświadczynach, kiedy to pojawiają się polskie tytuły piosenek.

Bardzo mądra ksiązka o miłości w rodzinie – o której się nie mówi, ale ją widać gołym okiem. Bez wielkich słów i deklaracji. O przyjaźni między małymi i dużymi. O tym, co tak naprawdę w życiu najważniejsze – nie tylko dla naszych dzieci, ale również dla nas – rodziców. Gorąco polecam.

Wiek 6+

Wydawnictwo Fundacja ABC XXI Cała Polska Czyta Dzieciom i Polityka

środa, 26 maja 2010
Co w książkach piszczy

Działo się ostatnio dużo w świecie książki dziecięcej, a ja mam straszne zaległości, za które po półeczkowemu przepraszam. Jestem tak zalatana, że zastanawiam się, jakie to uczucie – nic nie robić. Przecież ta fraza brzmi jak letni powiew wiatru nad błękitnym morzem. Fiu fiu – Nic nie robić – nucę sobie pod nosem i już zabieram się do roboty.

DONG 2009

Dużego Donga otrzymało wydawnictwo Bajka za książkę Zielony Nikt Małgorzaty Strzałkowskiej. Słyszałam o tej książce w telewizji i przyznaję, że pani rekomendująca narobiła nam apetytu. Wieeeeelkieeeego.


Wyróżniono: (tutaj cytuję uzasadnienie szacownego Jury, które znalazłam na stronie Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych Polskiej Sekcji IBBY):

1.BAJKA za książkę Julka Kulka, Fioletka i ja Rafała Witka z il. Agnieszki Żelewskiej, wzruszającą, ciekawie pomyślaną, oryginalnie skomponowaną i dobrze zilustrowaną opowieść, poruszającą problem samotności dziecka pozbawionego domu.
2. CZARNA OWCA za Wielką księgę siusiaków Dana Hojera, dobrą, mądrą i wszechstronną książkę o męskości dla młodych mężczyzn.
3. CZERWONY KONIK za Młotek. Praktyczny NIEporadnik Wojciecha Widłaka z il. Pawła Pawlaka, przewrotny podręcznik, pełen absurdalnych dowcipów, znakomity przykład współpracy autora i grafika.
4. EZOP za Bromby i Fikandra wieczór autorski Macieja Wojtyszki, książkę tryskającą humorem, mistrzowsko wykorzystującą specyfikę języka polskiego.
5. FORMAT za Płaszcz Józefa Simmsa Tabacka, pierwszą na naszym rynku książkę obrazkową dla dzieci, pozwalającą poznać kulturę Żydów.

Mały Dong przypadł wydawnictwu MAG za książki: LonNiedyn Chiny Mielville`a oraz Dary Anioła Cassandry Clare.


Ponadto jury dziecięce wyróżniło:

1. EGMONT (Bardzo biała wrona Ewy Nowak)

2. ZNAK (Nieznane przygody Mikołajka Rene Goscinnego)

3. PAPILON (Poradnik małego skauta Marcina Przewoźniaka

4. POINTA (Dziadek i niedźwiadek Łukasza Wierzbickiego).

 

Przecinek i kropka – plebiscyt Empiku na Najlepszą Książkę Dziecięcą 2009. Tutaj my zadecydowaliśmy o wyniku i sami wybraliśmy – czytelnicy mogli oddawać swoje głosy   drogą internetową. Nagrodę otrzymała książka Maleńkie Królestwo królewny AurelkiRoksany Jędrzejewskiej – Wróbel z ilustracjami Jony Jung (wyd. Bajka). Bajka zbiera ostatnio same pochwały. Warto zwrócić uwagę na inne książki z tej oficyny. To nie moja faworytka, ale wybrać tę najlepszą wśród perełek jest zapewne i tak trudno.


 

Kwartalnik RYMS dostał nagrodę – Papierowy Ekran 2010

A mi ciągle mało konkursów, plebiscytów, wyróżnień. I proszę o jeszcze. Takie akcje pozwalają poznać wartościowe książki. Wiele tytułów powtarza się na listach nominowanych, co świadczy o tym, że warto je mieć na półce. Z ciekawością wypatruję ogłoszenia wyników II konkursu im. Astrid Lindgren organizowanego przez  Fundacje ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom. Jeszcze tylko kilka tygodni i poznamy zwycięzcę. Będą nowe ciekawe i wartościowe książki…


wtorek, 25 maja 2010
Imiona moich dzieci i nie tylko

Na temat imion rozmawiałam z moją znajomą polonistką kilka tygodni temu. Pomyślałam sobie, że chętnie o tym napiszę. Czym kierowaliście się przy wyborze imion Waszych dzieci? Owa już wspomniana polonistka była prawdę powiedziawszy zdruzgotana, gdy warszawska młodzież z pewnego liceum nie umiała nic powiedzieć na temat swoich imion. Jak twierdzi, to taka wyrwa w życiu człowieka. Niech to będzie serial, moda, książka, tradycja, cokolwiek – ale dziecko powinno wiedzieć, co spowodowało, że nosi takie imię, a nie inne. Mój starszy Tomasz nosi imię po swoim pradziadku,  ukochanym dziadku mojego męża. Elegancki zawsze pan, bardzo wymagający, ale równocześnie sprawiedliwy i dobroduszny, pielęgnujący w sobie duże zamiłowanie do wielkopolskiego porządku, punktualności i tradycji. Czasem patrzę na mojego Tomka i zastanawiam się, jakie cechy będzie miał po swoim przodku – imienniku. Mam cichą nadzieję, że z biegiem lat pojawi się chociaż umiłowanie do porządku, którego teraz niestety brak. Dugi syn to Mikołaj. Tutaj decyzję podjęłam kilka lat wcześniej, gdy małego na świecie jeszcze nie było. Przy Krystynie córce Lavransa pomyślałam sobie, że gdybym kiedyś miała synka, to chciałabym, by nosił imię Mikołaj – Nakkwe, najstarszy syn Krystyny. Tylko chciałabym, jak to mama kwoka, by życie miał lepsze niż literacki pierwowzór.

Jako studentka germanistyki jeździłam do Niemiec i kilka razy opiekowałam się małym trzyletnim chłopcem. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że dziecko nosi imię Louis. Wśród dzieci na placu zabaw, których imiona były najczęściej odzwierciedleniem amerykańskiej mody serialowej, mały Ludwik był jak prehistoryczny dinozaur. Ewenement na skalę całego Monachium. Okazało się, że w przeszłości rodzina von… uciekła z Francji po Nocy świętego Bartłomieja (1572). Hugenoci znaleźli schronienie w Prusach Wschodnich, gdzie się osiedlili na dłuuuugie lata, aż do zakończenia wojny. Od wieków jest w tej rodzinie tradycja, by każdy pierwszy chłopiec nowego pokolenia nosił imię Louis na cześć króla francuskiego. Czemu nie, prawda?

Koleżanki córki to Justyna (mama była miłośniczką Nad Niemnem) i Joanna. Ta druga jest imienniczką wielkiej miłości jej ojca z Powstania Warszawskiego, która w pamiętnym sierpniu straciła życie podczas walk. Imię dla młodszej córki podpowiedziała koleżance jej mama.Takie historie są piękne i wzruszają.

Moje imię dla mnie wybrała starsza siostra. Niech będzie Bernadka i zostałam Bernadetą. Mama przyklasnęła, zresztą film z 1943 roku, nakręcony według powieści Franca Werfla (mam na półce, a jakże), nagrodzony Oskarem, też zrobił swoje. Imię nie jest łatwe, ale już zdążyłam się przyzwyczaić do ludzkiej fantazji i kreatywności. Kiedyś w mojej nowej pracy, sekretarka przejęta chyba nowym pracownikiem, powiedziała do mnie – Pani Herbadeto zrobiłam dla pani herbatę. Jej smak pamiętam do dziś i śmieję się na jej wspomnienie.

 

Może Wy macie jakąś ciekawą historię do opowiedzenia?

 

 

 

wtorek, 18 maja 2010
DONG 2009

DONG 2009

Lista książek nominowanych – jury dorosłe

BAJKA


Witek R.  -  Julka Kulka, Fioletka i ja


Strzałkowska M.  – Zielony i Nikt

CZARNA OWCA


Hojer D.  -  Wielka księga siusiaków

CZERWONY KONIK


Widłak W. – Młotek. Podręczny NIEporadnik


Wechterowicz P.  -  Mrówka wychodzi za mąż

DWIE SIOSTRY
Janssen U.  -  Uniwersytet dziecięcy wyjaśnia tajemnice kosmosu



EZOP


Wojtyszko M.  – Bromby i Fikandra wieczór autorski

FORMAT


Taback S. – Płaszcz Józefa

MUCHOMOR


Kołakowski L. – Debata Filozoficzna Królika z Dudkiem o Sprawiedliwości

ZNAK


Gościnny R.  -  Nieznane przygody Mikołajka

Mały Dong 2009

Lista książek nominowanych

 

 

Czerwony Konik

Widłak W. – Młotek. Podręczny NIEporadnik

 

Dwie Siostry

Janssen U.  -  Uniwersytet dziecięcy wyjaśnia tajemnice kosmosu

 

Egmont


Nowak E.  -  Bardzo biała wrona

 

Łośgraf


Świętochowski A.  -  Pamiętnik warszawskiego chłopaka

 

Mag



Mieville C.  - Lon Niedyn

Clark C. -  Trylogia Dary Anioła (Miasto Kości, Miasto Popiołów)

 

Pointa


Wierzbicki Ł.  -  Dziadek i niedźwiadek

 

Papilon


Przewoźnik M. - Poradnik małego skauta

 

Skrzat


Beręsewicz P. – Warszawa. Spacery z Ciumkami

 

Znak

Gościnny R.  -  Nieznane przygody Mikołajka

niedziela, 16 maja 2010
Gdzie są bajki z tamtych lat?

Zwinięte w rolki, zapakowane w kolorowe, małe pudełeczka, opatrzone w malutkie etykietki na dekielku zamykającym z tytułem. Kiedyś do kupienia w zwykłym kiosku Ruch-u. Pewnie, że to moje wspomnienie z dzieciństwa. Ale wcale nie chodzi tutaj tylko o jakieś moje osobiste sentymenty. Przecież widzę, jaką frajdę robi pokaz bajek na ścianie moim smykom. Niesamowity klimat – pokój ciemny choć oko wykol, cisza, skupienie i tylko ta świetlna plama na ścianie. Pierwsze kino. Sama pamiętam, jak spędzałyśmy z siostrami godziny – tak godziny, na wyświetlaniu bajek. Gdy dostałyśmy aparat z kompletem filmów wstawałam wcześnie rano, kiedy było za oknem szarawo, ponieważ wtedy można było coś jeszcze zobaczyć. I mimo, że dziś z koszyczka z bajkami DVD aż się wylewa, kusi bogata oferta w TV, bajki do wyświetlania, czy jak tam się one profesjonalnie nazywają, nie tracą na atrakcyjności. Z dzieciństwa pamiętam takie tytuły: Robin Hood, Awantura w Zwierzątkowie (2 części), Chata Wuja Toma (w domu miałyśmy tylko pierwszą część. Jaka byłam szczęśliwa, jak w świetlicy szkolnej na specjalnym popołudniowym seansie zobaczyłam drugą. Tak, właśnie tak było, chodziłam specjalnie popołudniami do szkoły, by obejrzeć inne bajki!), Przeminęło z wiatremKwiat paproci, Pociąg krasnoludków. Innych nie pamiętam. Może to już wszystkie tytuły. No był jeszcze wspaniały Książę i żebrak – dwie części, jakże mogłam zapomnieć. Zresztą nie miałyśmy ich wiele, a te które były, znałyśmy na pamięć. Ależ zazdrościłam kuzynom Flipa i Flapa i Czerwonego Kapturka. U nich też zaliczaliśmy pokazy. Kuzynostwo mieszkało jakiś czas u Babci, która miała ciężkie i ciemne zasłony w sypialni. Seanse odbywały się między wyprawami do lasu i na pobliski stadion. Nie mogę odżałować, że nasze bajki gdzieś zaginęły. Nikt w domu nie wie, co się z nimi stało. Ależ mój Tomek byłby szczęśliwy, gdyby mógł obejrzeć Robin Hooda. Jakiś czas temu mój Brat wywalczył nam na allegro serię bajek. Kosztowała fortunę. Aparat (rzutnik, projektor), o wdzięcznej nazwie ANIA, na szczęście mamy po moim rodzeństwie, choć szwankuje i nie ma doskonałej ostrości.

Zastanawiam się, dlaczego nikt nie wpadł na pomysł, żeby wznowić kolekcję.  Przecież, gdy popatrzymy na popularność choćby „Bajek – Grajek”, które wskrzesiły dawne nagrania sprzed lat, widać, że istnieje zapotrzebowanie na takie akcje. Bajeczki wyświetlane wieczorem przed pójściem spać wyciszają (w odróżnieniu od TV), uczą koncentracji, wzbudzają ciekawość, tworzą więź między członkami rodziny, która jest razem, spędza wspólnie czas. Maluchy śpią po takim seansie jak małe misie w gawrze. Bajki na allegro – najczęściej do licytacji mają (moim zdaniem) kosmiczną cenę. Gdy do tego dojdzie przesyłka – to płacimy jak za zboże. A że kupujemy, licytujemy się, płacimy za rzutniki ceny, które czasami sięgają cen współczesnego odtwarzacza DVD – świadczy tylko o tym, że pewnie z chęcią kupowalibyśmy wznowione bajeczki, w całej ich krasie, może lepszej jakości, tylko za rozsądną cenę. Gdzie są bajki z tamtych lat – i dlaczego nikt nie chce ich wznowić?

Na tej stronie znajdziecie mnóstwo zeskanowanych bajek do wyświetlania. Jest to już coś, ale kto choć raz wziął udział w rodzinnym pokazie bajek, gdy za oknem ciemno i cicho, gdy mamie albo tacie zatrzęsą się ręce, a co za tym idzie, na ścianie  zamigota obraz bajki– wie, że nikt i nic nie jest w stanie tego zastąpić.

 

Ja nie chcę iść spać - Astrid Lindgren/ il. Ilon Wikland

Jak zwykle Astrid Lindgren w dobrej formie. Kolejna książka zdobyła serce moich maluchów. Jest to ciepła opowieść o małym Lasse, który codziennie odstawia niezły teatr przed pójściem spać. Sąsiadka, ciocia Lotten ma jednak cudowne okulary przez które chłopiec może zobaczyć, jak zachowują się różne zwierzątka zanim ułożą swoją głowę na podusi. Żadne z nich nie zachowuje się tak głośno, jak Lasse. Jest to dla niego lekcja kindersztuby,  z której sam wyciąga wnioski.

Prosta historia, prosty język, piękne ilustracje Ilon Wikland. Spodoba się maluchom na pewno. A może też się zmienią po niej? Reakcja mojego Tomka – Ja tak nie krzyczę przed spaniem. Ale z szufladek pamięci mogłabym niejedną historię przytoczyć. Zresztą trudno się dziwić. Czasem zabawa trwa w najlepsze, a tu mądry wielkolud każe iść do łóżka…

Wiek 3+

 

Wydawnictwo Zakamarki

piątek, 14 maja 2010
Najpiękniejsze Ksiązki Roku 2009

Mrówka z matrymonialnymi rozterkami i "Kici Kici miau" zostały Najpiękniejszymi Książkami Roku w konkursie Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek!

Kici kici miau

Józef Wilkoń
projekt graficzny i ilustracje: Józef Wilkoń
wydawca: Wydawnictwo HOKUS-POKUS
druk i oprawa: Drukarnia DRUK-INTRO S.A. w Inowrocławiu

 

Mrówka wychodzi za mąż

Przemysław Wechterowicz
opracowanie graficzne i ilustracje:
Aleksandra Woldańska
wydawca: Wydawnictwo CZERWONY KONIK
druk i oprawa: Drukarnia IMPRIMA Sp.j. w Poznaniu

Wyróżnienia:

Miasteczko Mamoko - Aleksandra Mizielińska, Daniel Mizieliński

Kto kogo zjada - Aleksandra Mizielińska, Daniel Mizieliński

O Kwapiszonie, niezwykłym Poznaniu, tajemnicy listu i ... - Bohdan Butenko

Księga Dżungli - R. Kipling/ il. J. Wilkoń

Ilustrowana księga przysłów dla dzieci - opr. graficzne Agnieszka Popek - Banach/ Kamil Banach

Omega - Marcin Szczygielski / il. Bartek Kociemba

Nominacje

Domowe duchy - Dubravka Ugresic / il. Iwona Chmielewska

Piecyk, czapeczka i budyń - Anna Onichimowska / il. Agata Dudek

Koniec świata i poziomki - Anna Onichimowska / Paweł Pawlak

Szara mysz na skraju wspomnień - Joanna Klara Teske / projekt graficzny Magdalena Słomska, Kazimierz Hałasa

Podręczny nieporadnik. Młotek - Wojciech Widłak / il. Paweł Pawlak



Warszawskie Targi Ksiażki 13 - 16 maja

Informacje na temat targów znadziecie tutaj:)

sobota, 08 maja 2010
Klinika Małych Zwierząt w Leśnej Górce - Tomasz Szwed/ il. Aneta Krella - Moch

Mam pisać o książce, a zacznę od autora i innej książki. Kilka lat temu wpadła mi w ręce Maniusia Marynia Maria – Marii Stępkowskiej - Szwed. Przepadłam na długie godziny. Wspaniała saga rodzinna, wspomnienia autorki z lat dzieciństwa, młodości – jak się potem okazało - matki Tomasza Szweda, znanego piosenkarza country. Książkę pożyczyłam koleżance, co skończyło się wielkimi błaganiami z jej strony, bym ją odsprzedała dla jej mamy, która zakochała się w tej książce, wówczas już trudno dostępnej na rynku. Książki nie odsprzedałam, ale podarowałam, bo nikt mnie w życiu jeszcze tak bardzo nie prosił o książkę – i zapamiętałam chyba na całe życie, że jakaś lektura może być tak ważna dla kogoś. Prawdę powiedziawszy – wzruszałam się przy książce, a potem wzruszyła mnie starsza jej czytelniczka. Świat, tam przedstawiony już nie istnieje, a znając korzenie autora „Kliniki Małych Zwierząt w Leśnej Górce”, trudno się dziwić, że autor napisał książkę właśnie o zwierzętach i lesie. Tomasz Szwed wrócił do swoich korzeni, bowiem w jego rodzinie dużo uwagi poświęcano uszanowaniu przyrody, która była nieodłącznym elementem ich życia. Zrobił to z humorem, fantazją, stworzył mały świat w wielkim lesie, w którym wszystko kręci się wokół tytułowej kliniki. A zwierzaki są jak nasze pociechy – często chorują, boją się zastrzyków, cierpią na zapalenie oskrzeli, ból zęba, dostają gęsiej skórki, gdy słyszą o zaszywaniu ran, łamią sobie kości podczas huśtania się na sercu dzwonu, boją się zostać w klinice. Niestety - człowiek przedstawiony  został, zresztą zgodnie z prawdą, jako wielki niszczyciel przyrody, jako ktoś, kto wnosi do lasu swoje zwyczaje, zostawia śmieci i bardzo niebezpieczną dla zwierząt gumę do życia. Dzięki historyjkom leśnym dzieci poznają zwyczaje różnych zwierząt, zasady, jak należy zachowywać się w lesie. Książka uczy empatii -  maluchy dowiadują się, że zwierzę również może zachorować, może cierpieć, jest smutne z tego powodu i że trzeba mu w takich przypadkach pomóc. Porusza temat porzucanych zwierząt, a przede wszystkim zwraca uwagę na to, że las tętni swoim życiem, ma serce, jest domem wielu istot. Bohaterowie tych opowieści mają nasze ludzkie cechy – jedne marudzą, narzekają, inne są optymistycznie nastawione do świata. Jedne są szczere, inne kombinują. Wypisz wymaluj, my. Nam książka pomogła przebrnąć przez długą chorobę – fajnie było zatopić się w przytulnych poduchach i przenieść się choć w wyobraźni do zielonego i przyjaznego lasu, w którym, podobnie jak teraz, po długiej zimie obudziło się życie. Nawet zastrzyki nie były nam takie straszne – tematyka pomogła oswoić strach przed lekarzami i licznymi zabiegami.  Bardzo ciepła opowieść, która zwraca uwagę maluczkich na naszych mniejszych braci.

Książka kolorowa, ciekawie zilustrowana przez Anetę Krellę – Moch, która potrafiła uchwycić to coś w opowieściach – ilustracje współgrają z tekstem, odzwierciedlają wesołość naszych bohaterów, smutek, cierpienie. Wydawnictwo przygotowało tekst z dużą czcionką, co na pewno zachęci dzieci do samodzielnego zmierzenia się z tekstem.

Wiek 5+

Wydawnictwo BIS

 
1 , 2