Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
wtorek, 26 kwietnia 2016

Kilka lat temu w środku mojego miasta wybudowano betonowe monstrum. Na ten temat rozpisały się lokalne i ogólnokrajowe gazety. Architekci, historycy sztuki wyrażali swoje oburzenie: jak można było postawić coś takiego w bezpośredniej bliskości perły baroku, zabytku historii. Betonowa cukierniczka podzieliła moich znajomych na zdecydowanych przeciwników, na obojętnych i na zwolenników. To pokazało jak różne są nasze gusta, jak różnie widzimy otaczającą rzeczywistość. To, co dla niektórych jest koszmarkiem architektonicznym, innych w ogóle nie zajmuje, z kolei jeszcze inni dopatrują się ładności, a nawet piękna. Tak jak we wspomnianym betonowym silosie, który niektórym ponoć nawet kojarzy się z … obserwatorium astronomicznym. Ot, taki nowy symbol miasta, który widać z daleka, gdy zbliża się do G.


Ta historia pokazuje jak różne twarze mają piękno i sztuka. Zresztą doskonale widać to w książce, która jest znakomitą kontynuacją serii „Dzieci filozofują”. Jednak z góry chcę przestrzec, że książka nie daje gotowej odpowiedzi, nie wskazuje jednej jedynej drogi, którą należy pójść, by na samym końcu dotrzeć do celu. Niczego nie neguje i nie potwierdza. Lektura definiuje pewne pojęcia, rozbiera je na czynniki pierwsze, jednak tym samym nie wyczerpuje tematu, motywując do dalszych poszukiwań.


Całość jest podzielona na sześć części, które są tylko punktem wyjścia, bowiem autor na początku każdej z nich zaczepnie stawia pytanie. Ciąg dalszy to różne warianty odpowiedzi na nie, które z kolei wywołują dalsze rozterki i powodują dalsze pytania.

I tak w rozdziale „Uniwersalność” szukamy odpowiedzi na pytanie: czy wszyscy tak samo pojmujemy piękno? W „Kryteriach” – co jest piękne i kto jest piękny? W „Zrozumieniu” - czy powinniśmy rozumieć piękno? W „Artyście” – czy każdy z nas jest artystą? „Wolność” prowokuje do następujących poszukiwań: Czy aby artysta jest wolny, kiedy tworzy? A w „Użyteczności” – do czego służy sztuka?


Nie ma tu poważnych dyskusji na temat piękna i sztuki. Ups. Wracam. Oczywiście, że temat został potraktowany poważnie – jednak unika się trudnych i zagmatwanych słów i pojęć. Mały czytelnik ma zrozumieć, że to wszystko jest dla niego, a obydwa tytułowe elementy są częścią codziennej rzeczywistości. Rozważania w książce Brenifiera są jak kamienie w domino. Znacie ich działanie. Jeden uderza o drugi, drugi o trzeci i tak dalej. Podobnie jest z pytaniami dzieci. Gdy chcą dotrzeć do prawdy wiercą dziurę w brzuchu. Każde pytanie to zaledwie punkt wyjścia, swego rodzaju prowokacja. Autor nie daje gotowych odpowiedzi. Forma tej książki zachęca do szukania własnych sformułowań, do pójścia własną drogą.


Książka ma przemyślaną i poukładaną konstrukcję. Przypomina tradycyjny organizer, w którym łatwo szybko odnaleźć to, co nas interesuje. Każdy rozdział ma swoją zakładkę, każdy oznaczono innym kolorem. Lekkości dodają ilustracje, którym często nie brak humoru. To ważny element książki filozoficznej, bowiem ta nauka często kojarzy się z czymś trudnym, poważnym. Tymczasem jak się okazuje (to też zasługa całej serii) – filozofia jest dla każdego – a już na pewno dla dzieci.

Chciałabym, by ta książka znalazła się w każdej bibliotece, by była wykorzystywana na zajęciach – bo uczy samodzielnego myślenia, wysuwania wniosków, argumentowania. Daje odwagę do wyrażania własnych myśli. A ten tytuł – o pięknie i sztuce, mógłby przyczynić się do tego, że częściej zwracalibyśmy uwagę na to co piękne blisko i daleko. Łatwiej byłoby zdefiniować brzydotę i jej uniknąć. Może otwarłby nam szerzej oczy, może pomógłby spojrzeć dalej niż na czubek swojego nosa. Znów: ups: komórki albo laptopa. Może pomógłby szukać piękniejszych symboli miasta niż zwykły betonowy silos górujący nad miasteczkiem, które ma ponad 700-letnie tradycje.

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Tomasza Samojlika cenimy za jego serię o Ryjówce Dobrzyku. Tutaj miłe zaskoczenie. Poznajemy autora z zupełnie nie-komiksowej strony. Puszczańska saga dla dzieci o pewnej żubrzej rodzinie, którą tworzą: potężny tato żubr Pomruk, mama żubrzyca Porada i dzieci: Pompik  i Polinka. Mieszkają na polanie w samym środku puszczy.

Samojlik otwiera przed dziećmi świat, który jest dostępny dla nielicznej grupy. Bo przyznajmy: niewielu z nas wybierze się na wschodnią granicę, by spotkać się oko w oko z królem Puszczy Białowieskiej. Zresztą: pojechać – to jedno, mieć szczęście i faktycznie spotkać zwierza jak się patrzy – to drugie. Stąd warto skorzystać z okazji i przekonać się książkowo, co na żubrzej polanie w trawie piszczy. A dzieje się wiele. Autor przemyca do fabuły niektóre informacje  o życiu tych zwierząt, personifikuje bohaterów, czyniąc z nich aktywnych uczestników wielu przygód. W tle pojawiają się inne zwierzęta – to doskonała okazja, by opowiedzieć w atrakcyjny sposób o przyrodzie, która wielu wydaje się być taka nudna.


Żubry, zwłaszcza Polinka i Pomruk, jest jak dwójka najzwyklejszych dzieciaków: lubią psocić, bawić się w przepychanki, przebieżki dookoła polany, wpadanie na drzewa. Dzieci dowiadują się, że niektórych zwierząt nie sposób zauważyć, że żubry wymieniają wiosną sierść, natomiast żubrze kłaczki (po czochraniu o korę drzew) są cennym materiałem budulcowym gniazd wykorzystywanym chętnie przez inne zwierzęta: np. wiewiórki (czy wiedzieliście, że wiewiórki również budują gniazda?!!!). Mnóstwo ciekawostek o lesie i jego mieszkańcach, również takich, że dzięcioły inaczej stukają w drzewa, gdy szukają larw, inaczej gdy wykuwają dziuplę, i jeszcze inaczej gdy oznaczają swój teren.


A małe żubry jak dzieci wyprawiają się w niedaleki nieznany świat, oswajają okolice, znajomych, podpatrują inne zwierzęta, uważają, by nie deptać ptasich gniazd w trawie, by nie wpaść na sarniątka, walczą z meszkami – tarzają się w ziemi i wzbudzają tumany kurzu.


Urocza prosta proza, która zachęca do wypadów w naturę. Ciekawe opisy przyrody i wydarzeń w puszczy, żartobliwe dialogi. Ilustracje trochę kojarzą mi się z dawnymi czeskimi kreskówkami, do których wielu z nas wraca z rozrzewnieniem. Co mam na myśli? Oryginalność, humor, czar i swego rodzaju naiwność dziecięca, której brak w popularnych amerykańskich produkcjach dla dzieci. Ale to już temat na jakiś inny dłuższy wpis. Tymczasem zachęcam do odwiedzin w Puszczy, o której w mediach ostatnio głośno. Książka Samojlika uzmysławia i rodzicom i dzieciom, że mamy coś, czego nie ma nikt w całej Europie. Coś, czego wszyscy nam zazdroszczą. I uzmysławia nam – że warto o to walczyć. Piszę ciągle bezosobowo – to, tamto, coś. A przecież nasza Puszcza to SKARB!


Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 24 kwietnia 2016

Ciekawe, jakie macie skojarzenia słysząc słowo: „koala”. Mnie od razu kojarzy się z puszystym futrem, do którego chciałoby się przytulić, zatopić w nim wręcz. Miś (!) koala budzi wyłącznie ciepłe uczucia. Dlatego książka Rafała Witka zaskakuje na wielu płaszczyznach. Jego Koala walczy o swoje, próbuje przekazać jaki jest w istocie.

W tej kartonówce nie ma on za wiele wspólnego z puszystym osobnikiem z drzewa i wcinającym soczyste liście eukaliptusa. To nie pluszak, którego można zagłaskać na śmierć, któremu by się dało wejść na głowę (co niektórzy w książce próbują). Nie lubi cmokania w nosek, wycierania smarków w jego futerko, głaskania, przytulania, spoufalania się. Jednym słowem: koala trzyma dystans.

Książkowy Koala ma zadziorną minę, chochlika w oku. Pokazuje dzieciom, że nie można wymusić na nim zachowań, których się od niego oczekuje, a  których on w istocie nie lubi. Do książki przemycono zgrabnie kilka ciekawostek przyrodniczych, a co najważniejsze zwrócono uwagę, że koala to … nie miś. Cudnie w te przepychanki, tupanie, przeciąganie liny wpisują się ilustracje Emilii Dziubak. Jej Koala ma charakter, jest postawny, budzi respekt. Z Koalą można obcować, ale wszystko musi być fair play. I na pewnych zasadach. Ich łamanie nie wchodzi w grę.


Kartonowa książka do częstego obcowania z małymi rączkami, do wielokrotnego przewracania kartek. Książka kolorowa, solidnie wykonana. Bajka!

Wiek 2+

Wydawnictwo Bajka

sobota, 23 kwietnia 2016

Kolejna ciekawa propozycja i dla dorosłych i troszkę starszych dzieci: kolorowanka w magicznym klimacie, w której baśniowość przeplata się ze światem realnym. Komnata czasu to rysunkowa opowieść o wyprawie wróżki, która na chwilę opuszcza swój tajemny ogród i odwiedza świat, w którym mieszka mała dziewczynka.

Towarzyszymy wróżce i małej sówce w różnych miejscach. Kiedy już do nich wchodzimy, nasza uwaga skupia się na szczegółach wyposażenia. Pokój dziewczynki – widzimy w całej jego perspektywie, za chwilę skupiamy się na żyrandolach, zasłonie, wazonie z kwiatami. Podobnie jest z innymi miejscami.

Razem z wróżką zaglądamy do biblioteki, kosza piknikowego, przybornika z nićmi, zegara. Autorka namawia nas do kreatywności: w specjalnie wyznaczonych miejscach można dorysować kwietne balony, skarby, swoją bibliotekę.

Kolorowanka pełna jest szczegółów i szczególików, które należy wypełnić. To pewnie spowoduje pewną trudność dzieciom – stąd zdecydowanym odbiorcą są dorośli. Choć tematyka przypadłaby pewnie do gustu zwłaszcza małym dziewczynkom, które lubią historie o wróżkach i ich rówieśniczkach osadzonych w bajkowym świecie.

Taka kolorowanka to świetny sposób na spędzenie wolnego czasu, ucieczka od stresu. Efekty czasem zadziwiają samego wykonawcę:)))

Wydawnictwo Vesper

piątek, 22 kwietnia 2016

O emocjach i uczuciach wierszem. Na przykładzie myszki, która ma w sobie wiele z naszych dzieci: ze smutku opadają jej uszka, złości się cała, obrażona staje nosem do ściany, a z radości potrafi skakać do sufitu. Znamy to z własnego podwórka. Krótkie wiersze, wpadające w ucho, w których pojawiają się strach, smutek, radość, dąsy, głód, rozpacz, płacz, miłość. Na przykładzie myszki dzieci nazywają uczucia i emocje, rozpoznają je, uczą się nad nimi panować. Jednocześnie wierszyki pokazują, że negatywne uczucia i emocje są częścią mysiej (i ludzkiej) natury, nie ma co ich negować i tłumić. Na przykładzie doświadczeń myszki można z maluchami porozmawiać o tym, jak sobie radzić ze złymi emocjami.


Wiersze Gellner (autorki takich hitów jak „Zuzia – lalka nieduża” czy „A ja rosnę”) są rytmiczne, łatwo je zapamiętać. Może gdy ogarnie nas smutek albo miłość ociepli serducho, przypomnimy sobie te dwie strofki:

Smutek myszki jest szary,

wypłowiały, pluszowy,

czasem myszkę ogarnia

od ogonka do głowy.

 

Kiedy kocha – to kocha!

Całym mysim serduszkiem!

Pyszczkiem, łapką, ogonkiem,

Nawet mysim fartuszkiem.


Bardzo podobają mi się ilustracje Dobrosławy Rurańskiej. Pełne są florystycznych motywów. Jako że kocham ogród, lubię w nim spędzać czas wolny, lubię w nim „działać”, zanurzyłam się w tej książkowej naturze po uszy. Pełno tu drzew, kwiatów, traw i grzybów, ziół, jagód. Szczególnie fajnie było hasać w przyrodzie w nocy. Pięknie został pokazany świat roślin pod osłoną nocy. Przy świetle gwiazd zwykłe niezwykłe „zielsko” nabiera charakteru. To już nie tylko kępy traw i gęste liście, które widzimy podczas spaceru. Tu zostały pokazane w ciekawej poświacie – a efekt robi wrażenie. Jest poezja w tym świecie.


Wiek 3+

Wydawnictwo Bajka

czwartek, 21 kwietnia 2016

Kreatywna książka, która podpowiada jak można paluszkami stworzyć małe dzieła sztuki. Najpierw rysunek, potem pacynka, którą można się bawić. Na samym początku instrukcja z wyjaśnieniem jak należy przygotować się do zabawy. Trzeba przyznać, że malowanie palcami to swego rodzaju wyzwanie:  dziecko się może pobrudzić a mieszkanie nieźle ucierpieć. Autorka podpowiada, jakie przybory i materiały przydadzą się podczas zabawy.

Dalej wskazówki jak zrobić samemu farby. Okazuje się, że wystarczą: białe mydło, woda, mąka pszenna i mąka ziemniaczana – oczywiście w odpowiednich proporcjach. Jeż, ryba, pająk, królik, kwiaty, żółw, liść, duch, łabędź, paw – do każdego tematu dołączona jest krótka instrukcja. Na małych zdjęciach, krok po kroku, pokazano jak małe palce wyczarowują zwierzęta, ducha i kwiaty. Pierwsza część to teoria, natomiast druga: to część praktyczna. Na kartkach można domalować brakujący element. Ta część tak jest przygotowana, że można rysunek wyciąć i zrobić pacynkę. Jeżeli ktoś nie chce bawić się np. w teatr, wówczas można zrobić obrazek i ozdobić nim pokój dziecięcy albo salon w mieszkaniu.


Wiek 3+

Wiek Skrzat

środa, 20 kwietnia 2016

Jest sposób, by przegonić nudę. Można oglądać oczywiście telewizję, albo grać na komputerze. A może skusicie się na kreatywne spędzanie czasu wolnego? Książka Igora Buszkowskiego proponuje dokładnie 100 (jak w tytule) propozycji zabaw plastycznych. Różne materiały, różne techniki. Można oczywiście trzymać się ściśle przepisu – ale od czego jest wyobraźnia. Gdy zabraknie czegoś w domu, warto poszukać w szufladach i skorzystać z innych, akurat dostępnych materiałów. Są wśród nich, takie które można znaleźć zawsze: w domu, w parku, na ulicy. Są i bardziej wyszukane. A więc mowa  tu o: talerzykach papierowych, słomkach, patyczkach higienicznych, włóczce, wykałaczkach, szarym papierze, balonach, nakrętkach do butelek, guzikach, akrylowych pomponach, korku od butelki, trawach, kamieniach, piórach, brokacie czy koralikach.


Całość została podzielona na rozdziały. Klasyfikacja poszczególnych pomysłów zależna jest od użytych materiałów. I tak dzieci wykorzystują: plastikowe butelki po napojach, druciki kreatywne, płatki kosmetyczne, watę i patyczki higieniczne, patyczki po lodach, guziki, balony, nakrętki po butelkach, papier, słoiki i elementy przyrody.


Książka pozwoli wyczarować: bukiet kwiatów, telefon, słońce, wiatrak, rakietę w kosmosie, żaglówki, jesienne drzewo, zamek z wieżami i pszczoły. Każdy pomysł jest zilustrowany. Ilustracje są ładne, kolorowe i wyraźne. Pod nimi opis: krok po kroku wszystkie czynności, które należy wykonać.


Książka przyda się rodzicom i wychowawcom, którzy na co dzień pracują z dziećmi.

Wiek 3+

Wydawnictwo Skrzat

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Bardzo lubię Fiep Westendorp (1916-2004) za "Pluka z wieżyczki" i "Julka i Julkę". Jej charakterystyczne postacie z małymi czarnymi oczkami i zadartymi noskami znane są kilku pokoleniom Holendrów. Jak się okazuje - podobają się one nie tylko za granicą. Właśnie z czarnymi postaciami z serii o dwójce przyjaciół najbardziej mi się kojarzy to nazwisko. Małe czarne dzieciaczki i tylko białe plamki oczu, które potrafiły wyrazić tak wiele.


Niedawno ukazał się""Rozbrykany słownik obrazkowy dla najmłodszych". Bohaterowie tej książki – tym razem kolorowi, zabierają dzieci na ulice miasta, do parku,  cyrku, do kuchni, łazienki i sypialni, ogrodu, szkoły, na lekcję muzyki, na basen, na boisko, nad rzekę, do dżungli, naszego lasu, do gospodarstwa. Dzieci poznają zawody, różne zabawy, pory roku, święta, dyscypliny sportowe.

W książce aż roi się od postaci i scenek rodzajowych. Mali i duzi, w wyśmienitych humorach, w różnych sytuacjach. Pomagają najmłodszym opanować nowe słownictwo, motywują do opowiadania historyjek, wymyślania opowieści o bohaterach, ich perypetiach. Książka przykuwa uwagę barwami, różnorodnością scen.  Należy do pierwszych kartonów, z jakimi dzieci mogą mieć do czynienia. Nie tak łatwo zniszczyć taką lekturę: można ją kartkować, przeglądać tam i z powrotem, a grube kartki gwarantują to, że książka długo będzie służyć małemu czytelnikowi.


Podoba mi się klimat tej książki – taki trochę z innej epoki. Dzieci biegają w kapeluszach, po ulicach jeżdżą stare samochody, panie noszą się bardzo elegancko: w sukienkach i rękawiczkach, w bucikach na obcasie, babcie wyglądają jak … babcie: w okularach, siwych włosach upiętych w kok. Nawet ogródek taki niedzisiejszy – bo w tych współczesnych królują tuje mniejsze i większe, a u Fiep Westendorp: kwiatki, drzewa, żaby, ptactwo, króliki. Nie ma tu porządku doskonałego – panuje miły dla oka rozgardiasz z beczką na deszczówkę, taczką, konewka, porzuconymi grabiami. Jednym słowem świat przyjazny dziecku, do którego ma się ochotę wejść.


Co też ważne - książka ta w przeciwieństwie do innych kartonów jest pokaźnych rozmiarów: ma aż 50 stron do oglądania i czytania. Przy książkach kartonowych to naprawdę rzadkość!


Wiek 1+

Wydawnictwo Dwie Siostry

niedziela, 17 kwietnia 2016

W tych kotach można się zakochać od pierwszego wejrzenia: dziergane, z filcu, z kicika (tak dzieci mówią na puszysty materiał), przyozdobione koralikami, ptakami, syrenim ogonem, z naręczem gwiazd. Czarne, białe, rude, szare – ale też zwariowanie zielone, w odcieniach niebieskiego, żółte. Z pięknymi kocimi oczętami.

Jakie są koty w tej książce? Niby takie niewinne, a jednak bestie w środku, z artystyczną duszą, buszują wśród gwiazd, wyjadają cioci łakocie, kochają (!) Polskę. Ale oprócz tych cudowności koty w wierszach Brykczyńskiego są jak zwykłe koty: mruczą, łapią myszy i muchy w locie, miauczą, chodzą w nocy, śpią w dzień, drapią pazurkami nowy fotel, włóczą się po dachach, sypią iskry, i oczywiście chadzają własnymi ścieżkami. I wzbudzają tylko ciepłe uczucia.

Pięknie zilustrowana książka, wiersze z pazurem (kocim) i łagodne. Elżbieta Wasiuczyńska włożyła w swoje prace tak wiele serca. Również z wierszy Marcina Brykczyńskiego bije dużo pozytywnej energii. Czyżby ta para miała kota na punkcie kota?


Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 12 kwietnia 2016

Poradnik dla rodziców i wychowawców dotyczący dzieci najmłodszych i tych w wieku wczesnoszkolnym. Autorka znana jest z popularnego poradnika: „Każde dziecko może nauczyć się spać”, który do niedawna na aukcjach osiągał niebotyczną cenę. Warto było chwilę poczekać, ponieważ Wydawnictwo w roku bieżącym wydało uaktualnione wznowienie. A co w tej książce: porady i przykłady z życia wzięte jak poradzić sobie w wychowaniu dzieci. Na pewno jest wielu rodziców, którzy bezstresowo wychowują swoje pociechy – jednak Autorka: doświadczony i praktykujący psycholog, już w pierwszym rozdziale zaznacza, że każde dziecko potrzebuje reguł. Anette Kast–Zahn nazywa je, klasyfikuje pod względem wieku, następnie omawia najczęściej spotykane problemy między rodzicami i dziećmi. Generalnie książka została podzielona na 4 długie rozdziały, one z kolei na mniejsze liczne podrozdziały. Pierwsze ważne zagadnienie już znacie, następnie: miła informacja, że wszyscy rodzice popełniają błędy, plan wyznaczania granic i na koniec: co jeszcze możecie zrobić, czyli jak kreatywnie rozwiązywać problemy. Autorka zawsze na początku przedstawia problematykę, często na jakimś bardzo klarownym przykładzie, odnosi się do kiedyś – bowiem wielu obecnych rodziców jest z „innej epoki”. Model wychowania zmienił się na przestrzeni ostatnich lat- stąd sięganie do doświadczeń z dzieciństwa ma też swoje uzasadnienie. Książka jest napisana przystępnie. Właściwie podczas lektury ma się takie uczucie, że bierze się udział w jakiejś rozmowie, podczas której ktoś doświadczony udziela nie tyle porad, co mówi o swoich doświadczeniach, zasłyszanych przypadkach i podaje receptę na rozwiązanie problemu z pozycji specjalisty i rodzica (Autorka ma trójkę dzieci). Co szczególnie ważne, na co warto zwrócić uwagę – wytłuszczono, zaznaczono innym wyróżniającym się kolorem, wstawiono w ramkę. Cenne są zwłaszcza „podsumowania w skrócie”, które zawierają najważniejsze uwagi. Niekiedy skłaniają one do ponownego rozpatrzenia problemu, przyjrzeniu się sprawie raz jeszcze, przekartkowania książki do tyłu.

Bardzo spodobało mi się to, że Annette Kast–Zahn mówi też o swoich doświadczeniach. Nie wykorzystuje do przedstawienia problemu tylko i wyłącznie przypadków swoich pacjentów. Przyznaje sama się do błędów, porażek – mówi, jak się zachowała, gdy zabrnęła w ślepy zaułek. Widać, że nie chce uchodzić za wszystkowiedzącą panią mądrą, która zna receptę na każdą dolegliwość. Podsumowując: znajdziecie tu ciekawe przedstawienie problemu, przykłady z życia wzięte, podpowiedzi co zrobić, by sobie dać rade w codzienności. Na końcu podano dodatkowo pomocną literaturę (ciekawe zwłaszcza dla czytelników niemieckojęzycznych). Książka jest ładnie i solidnie wydana, z kolorowymi ilustracjami, przejrzyście sygnalizuje to, co najważniejsze.

Wydawnictwo Media Rodzina

 

 

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

I doczekaliśmy się ciekawej propozycji fantasy dla młodzieży z rodzimego podwórka.

Bliżej nieokreślony czas, stylizowany na odległe czasy zbójców, rabusiów i wojowników (średniowiecze?). Bliżej nieokreślona rzeczywistość i miejsce. Krainy o znamiennych nazwach: Łajdacki Kraniec, Ferretum – połączone ze sobą Mostem Rusałek zakrytym na co dzień topielą rzeki, zabójczymi wirami. Odsłanianym tylko za pomocą czarów. I dobrze, bo określenie Krańca każe trzymać się od tego miejsca z daleka. Rządzą tu zło, bezprawie, przekupstwo, chamstwo. Po drugiej stronie rzeki, w spokojniejszej krainie: Wysokie Trawy, Osada Kamienne Kości. Właśnie z tego ostatniego miejsca pochodzą Nila i Alla. Dwie siostry o niecodziennych talentach i zdolnościach. Pierwsza i zarazem starsza dziewczyna jest uzdrowicielką, młodsza jest Gwarkiem – doskonale potrafi porozumiewać się w każdej obcej mowie. Alla ma też drugi dar, co akurat rzadko się zdarza: jest Bestiarką i zdoła ułożyć każde zwierzę. Bycie „Niepowszednim” to szansa na lepsze życie, ale też przekleństwo. Bowiem w tych złych czasach bezprawia człowiek ma swoją wartość na targach niewolników, a za okaz ze wspaniałymi zdolnościami łowca może uzyskać wysoką cenę.

Niepowszednich łapie się, uprowadza, wykorzystuje do maksimum ich zdolności. Tak dzieje się z dwiema siostrami. Pewnego dnia, wraz z innymi niezwykłymi  ludźmi: Samborem, Wodniczką i Dalkiem, zostają uprowadzone do nieznanej krainy. Jeśli ktoś był wolnym człowiekiem, trudno mu się pogodzić z tym, że staje się z dnia na dzień niewolnikiem. Piątka obcych osób z biegiem czasu zaczyna ze sobą współpracować i wspólnie obmyślać plan ucieczki. Ciekawie zostaje pokazany proces wrogości, potem niechęci, za chwilę swego rodzaju obojętności, a potem znów zaczątków przyjaźni i … miłości. Widać ewolucję bohaterów. Większość z nich żyła do tej pory w domu, otoczona miłością i troską najbliższych. Tutaj zdani są na siebie. Muszą szybciej dorosnąć, muszą wziąć odpowiedzialność za siebie i innych, za swoje decyzje, które często są brzemienne w skutkach. Po takiej wyprawie nic nigdy nie będzie takie jak było w przeszłości. Zostaną rany na ciele i duszy. Ale czy się zabliźnią?

Autorka buduje klimat grozy i niebezpieczeństwa, bardzo realistycznie opisuje Łajdacki Kraniec. Czytelnik nabiera niechęci do tego miejsca, sekunduje bitej i nękanej piątce, z obrzydzeniem przygląda się praktykom łowców, którzy pozbawieni są wszelkich skrupułów i zahamowań. Dla nich życie ludzkie to tylko określona cena. Towar, za który dostaną pieniądze. Pełno tu przygód, niespodzianek, nagłych zwrotów akcji. To pierwszy tom trzyczęściowego cyklu, którego kontynuacja zapowiedziana jest na jesień tego roku i wiosnę – przyszłego. Warto czekać na ciąg dalszy.

Na początku - nie wiedzieć czemu - bardzo przeszkadzał mi tytuł. Nie mogłam go zaakceptować. Potem, w miarę konsumowania lektury, coraz bardziej go oswajałam. Teraz mogę już łatwo powiedzieć, że czekam na ... Niepowszednich:)

Wiek 12+

Wydawnictwo Jaguar



czwartek, 07 kwietnia 2016

Kolejna część serii „Czytam sobie” – bardzo udanego przedsięwzięcia, które pomaga najmłodszym rozwijać umiejętność czytania i to na różnych etapach. Tym razem znana biografka – Anna Czerwińska – Rydel opisuje życie papieża Jana Pawła II. Przedsięwzięcie o tyle trudne, ponieważ musi odpowiadać poziomowi całkiem początkującemu czytelnikowi.  Jest to bowiem jedynka – tak więc możliwości dość ograniczone: krótkie zdania, 23 podstawowe głoski w tekście, mała liczba wyrazów. Autorka zdecydowała się na kontrast: przedstawia dorosłego i małego Karola. Scena z życia papieża i obok ujęcie z codzienności małego Lolka albo większego Karola – studenta i biskupa. Z krótkich zdań można dowiedzieć się wiele na temat Lolka: o miejscu zamieszkania, śmierci matki, przyjaźni z Jurkiem, pracy fizycznej, wędrówkach po górach, wyprawach kajakiem ze studentami (słynna forma nazywania go: „wujkiem”), posłudze biskupiej w Krakowie, wyborze na następcę św. Piotra, zamachu, przebaczeniu Alemu.

Każda rozkładówka to kolejny etap z życia świętego. Na dole krótkie zdania, w których dominują proste wyrazy, choć trzeba przyznać jest kilka nowinek: teologia, filozofia, biskup, poezja.

Olbrzymią rolę odgrywają podczas lektury ilustracje Ewy Poklewskiej – Koziełło. Znana jest z tego, że na jej pracach pojawia się mnóstwo mniejszych i większych postaci. W tej książce ilustratorka zabiera dzieci w podróż do Wadowic, Krakowa, Rzymu, w góry, nad rzekę. Można znaleźć tu mnóstwo szczegółów do odkrywania i nazywania.

Na końcu książki oczywiście dyplom sukcesu, który można udekorować wybraną naklejką. Ważne atuty tej małej i niepozornej książki: ramki ze słowami do czytania głoskami, bardzo duża czcionka, numeracja strona. To w końcu cała książka, którą udało się przeczytać. A to sprawia olbrzymią satysfakcję.

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

 



środa, 06 kwietnia 2016

Przemyka przez Waszą głowę czasem taka myśl: „szkoda, że coś się skończyło”? Ja mam właśnie takową w odniesieniu do książki Martena Melina. Przeczytałam jego „Chłopaka z lasu” kilka nocy temu i ta książka ciągle we mnie tkwi. Niebanalna, zaskakująca powieść dla nastolatków. I nie mam absolutnie żadnych oczekiwań, że powstanie ciąg dalszy. Ten może by wszystko zepsuł? A tak można sobie tę historię po swojemu dopowiedzieć – jak kto woli: z tanim happyenedem jak w filmie klasy b albo z oryginalnym ciągiem dalszym.  Siedzi mi ta książka w głowie, bo sam pomysł fabuły, zakończenie są tak oryginalne – że warto o tej książce pisać, mówić, by przypadkiem gdzieś nie stała niezauważona na półce w księgarni w sąsiedztwie najazdu wampirów różnej maści, książek nic nie wartych, małostkowych. Sięgnijcie koniecznie po „Chłopaka z lasu”. Ten spodoba się i nastolatkom, i starszej młodzieży. I rodzicom. Ja weszłam w tę książkę – oczarowana każdą następną stroną.

Nie będę zdradzać zbyt wiele z fabuły, by nie psuć Wam smaczku odkrywania i niespodzianki. Spodobał mi się świat nastolatki: prawie 13-letniej Mony, która spędza wakacje na nudnej szwedzkiej wsi, pewnie w charakterystycznym domku z drewna pomalowanym szwedzką czerwienią. Choć tu tak naprawdę nie ma czego zazdrościć. Jednak to doskonałe tło, by pokazać życie dorastającej dziewczyny, która łatwo nie ma. Ojciec – polityk zapracowany. Matka – również zaangażowana politycznie – ciągle nieobecna. Również z tego względu, że właśnie rozpoczęła nowe życie u boku nowego partnera. Nic dziwnego, że Mona próbuje na swój sposób odnaleźć się w tym galimatiasie. Pewnego dnia na pomoście schowanym w gęstym lesie spotyka nieznajomego chłopaka. Niezbyt czysty, jakiś dziwny, z kołtunami na głowie, myślami nieobecny. Od samego początku wzbudza ciekawość Mony. Nastolatka łapie się na tym, że coraz częściej myśli o Mikaelu. I niczego więcej się tu ode mnie nie dowiecie.

Melin bardzo przemyślanie buduje świat Mony, który staje się coraz ciaśniejszy. Ubywa w nim stopniowo dawnych znajomych i przyjaciół. Pojawia się natomiast nowa perspektywa, której łącznikiem stają się dawne baśnie i wierzenia. Nagle pustka spowodowana nieobecnością najbliższych zostaje wypełniona niewyobrażalną i niespodziewaną materią, która sprawia, że życie nabiera nowych barw i kształtów. To pokazuje tym samym, jak młodzi ludzie – pozostawieni sami sobie z problemami próbują się  z nimi zmierzyć. W książce Melina Mona odnajduje sens życia w powrocie do natury, do wierzeń przodków. Akcja stopniowo przenosi się z tradycyjnego czerwonego domu (tak cały czas myślę) na łono natury, gdzie dziewczynka czuje się coraz lepiej, pewniej i bezpieczniej. Tymczasem czytający tę książkę rodzic pewnie nie ucieknie od pytania: dobrze, a co by było gdyby…? Bo ten świat poniekąd przeraża. Z jednej strony jest w nim bezpiecznie: w Szwecji nie można bić dzieci, liczy się ich zdanie, jest mnóstwo instytucji, których celem jest dobra przyszłość młodych ludzi. Z drugiej strony zapracowani dorośli poświęcają im mało czasu i uwagi. To nie jest idylla, którą znamy z „Dzieci z Bullerbyn”, a które kojarzą się zawsze z beztroskim dzieciństwem. Ojciec Mony potrafi wrzasnąć, kiedy ma problemy - ucieka w alkohol, nie potrafi pogodzić się z odejściem żony, tym samym pokazuje Monie, że nie potrafi rozmawiać z jej matką. To duży ciężar dla 12- letniego jeszcze dziecka. Przyjaźń z Mikaelem sprawia, że Mona szybciej dorasta, potrafi trzeźwo ocenić sytuację, potrafi powziąć dojrzałą decyzję. Jestem ciekawa jak tę książkę odbierają młodzi ludzie. Z perspektywy dorosłego to też powieść o porażce rodziców, którzy nie zadają sobie trudu, by budować dobre relacje z dziećmi. By te w razie potrzeby zwierzały się z problemów, by radziły się, szukały wspólnie odpowiedzi. Dlatego też kiedy mówimy już o pewnych życzeniach związanych z dalszym ciągiem tej historii, myślę czasami o minie ojca i matki Mony na pewne wieści, których tu nie zdradzam. Brakuje mi ich opisu, ale mogę je sobie doskonale wyobrazić. I potrafię wyczuć swego rodzaju ich smutek z poczucia wielkiej straty i szansy, która przez nich nie została wykorzystana.

Wiek 12+

Wydawnictwo Zakamarki