Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
środa, 20 kwietnia 2011
Biuro detektywistyczne Lassego i Mai - Martin Widmark/ il. Helena Willis

Kolejne odcinki bardzo udanej serii (słusznie nominowanej niedawno do nagrody Dong 2010) – Biuro detektywistyczne Lassego i Mai. Czytałam Tomkowi i obserwowałam, jak go te historie wciągają, jak połyka łakomym okiem ilustracje, chłonie wszystko, bo a nuż pomoże to w rozwikłaniu emocjonującej zagadki. I te pełne euforii przerywniki - Mama, już wiem! To będzie  sprzedawca kiełbasek! Za chwilę – Nie! Nie! (zmiana decyzji) To będzie… A nie zdradzę, bo w końcu moje dziecko namierzyło sprawcę. Seria o Biurze detektywistycznym to wielka frajda dla dzieci  wieku 7- 10 lat. Kryminały, gdzie emocji i całej otoczki tajemniczości jest w sam raz dla młodego czytelnika, który kiedyś, być może, złapawszy w tak młodym wieku bakcyla lektury  z dreszczykiem, sam sięgnie po Arthura Conan Doyle’a, Agathę Christie, Raymonda Chandlera.


Ta seria ma swój specyficzny klimat, ma w sobie to coś. Każdy kolejny tom rozpoczyna plan małego miasteczka Valleby, gdzie mieszkają Lasse i Maja. Dzieci studiują ulice, wypytują gdzie kto mieszka, dzięki rysunkom mogą zlokalizować miejsce akcji. Dalej – galeria osób występujących w danym tomie. Niektóre postacie spotykamy również w innych tomach – Valleby to przecież małe miasteczko gdzieś w Szwecji, gdzie każdy się zna – jeśli nie osobiście, to na pewno z widzenia. Ten specyficzny klimat stworzyła ilustratorka Helena Willis. To też bardzo ciekawy zabieg - obcobrzmiące nazwiska czasem trudno zapamiętać. Wzrokowcy kojarzą potem daną postać z ilustracją i łatwiej im kojarzyć fakty, ślady, odkryć sprawcę. Ciekawam bardzo jak dzieci z innych krajów przyjęły imię jednego z najnowszych bohaterów - Waldemar. Dla nas to żadna nowość, ale dla dzieci niemieckich - ho ho, niezłe wyzwanie.


Czytaliśmy książkę na głos. Myślę, że świetnie sprawdzi się w rozczytywaniu małych dzieci, które właśnie same zaczynają czytać: wielkie litery, krótkie rozdziały, proste dialogi, nieskomplikowana fabuła, w dodatku każda z części uczy logicznego myślenia.


W części Tajemnica meczu – ktoś przebija wszystkim kibicom dętki w rowerach, a potem kradnie srebrny puchar. W Tajemnicy zwierząt tajemniczy X podtruwa zwierzęta w sklepie zoologicznym. Jak zwykle Maja i Lasse dają sobie radę, po nitce do kłębka i rozwiązują kolejne zagadki. W drugiej książce dwóm detektywom towarzyszy ich koleżanka – Miranda, córka dyrektora cyrku.

 

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

Niedawno powstał film na podstawie książek Widmarka.

A ja zastanawiam się, ile w całym tym bardzo udanym pomyśle szwedzkiego autora, jest historii o słynnym złodziejaszku szwedzkim o pseudonimie Lasse – Maja. Jego prawdziwe nazwisko – Lars Larsson Molin - żył w latach 1785-1845. Przemierzał Szwecję wzdłuż i wszerz, zawsze przebrany z kobietę. Stąd jego przezwisko – Lasse – Maja. Zatrudniał się w bogatych domach jako pomoc domowa, badał teren, łupił, po czym znikał, i znów przebierał się za mężczyznę. Oczywiście kogo szukali stróże prawa? Kobiety. W 1813 roku udało się złodziejaszka złapać na kradzieży kościelnych sreber, za co został skazany na dożywotnie więzienie. Po 26 latach Lasse – Maja został ułaskawiony przez króla Karola XIV. W czasie odsiadki złodziejaszek spisał swoje wspomnienia, które ukazały się potem drukiem: Lasse-Majas besynnerliga venty, co można przetłumaczyć jako: Dziwne przygody Lassego – Mai. Osiadł na starość na wsi Arboga, gdzie prowadził gospodarstwo rolne.  Może imiona bohaterów szwedzkiego kryminału dla dzieci nie są wcale przypadkowe – w Szwecji ponoć historia złodzieja żyjącego na przełomie wieku XVIII i XIX jest wiecznie żywa.

 


Czy ta postać była inspiracją do książki o dwóch detektywach???:)

poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Mój pierwszy Quiz - rozwiązanie candy

Podaję wyniki naszego konkursu candy. Dziękujemy za duże zainteresowanie. Gra Mój pierwszy Quiz pojedzie do  Keriku. Wkrótce – kolejne rozdanie – dziękuję uczestnikom i Wydawnictwu Granna – za egzemplarz konkursowy.

piątek, 15 kwietnia 2011
Pomysł na książki

Bardzo podoba mi się pomysł eksponowania książek w pokojach dla dzieci. Okładki tak wielu lektur są przepiękne – a potem wciskamy je tradycyjnie na półkę – pokazujemy grzbiety i nic poza tym. Zajrzyjcie tutaj – znajdziecie wiele inspiracji. Jak się okazuje, liczy się pomysłowość, bowiem niektóre rozwiązania są tak proste, że aż strach.


czwartek, 14 kwietnia 2011
W sobotę wraca Sobek - Paul Maar

:))) Te uśmiechy w zupełności mogłyby zastąpić recenzję. To reakcja na tę książkę i mój uśmiech wdzięczności w stronę Wydawnictwa, który posłałam z prośbą o ciąg dalszy dokładnie w sierpniu 2009, kiedy pisałam o pierwszej części: Tydzień pełen sobót. Pewnie mój wkład w kontynuację był żaden, bo ja mała (choć w rzeczywistości nie tak całkiem) istota w Całym Tym Kosmosie jestem, ale korzystam z okazji i dziękuję (nie proszę o więcej, bo wiem, że w zapowiedziach są już Nowe piegi dla Sobka, na które już teraz się cieszymy). Paul Maar stworzył w latach siedemdziesiątych minionego wieku dziwaczne stworzenie: o ryjkowatym nosie, twarzy usianej niebieskimi piegami, plecach pokrytych szczotkowym włosiem i czupryną barwy ognistoczerwonej. Dziecko? Zwierzątko? Pojawiło się nagle na ulicy, ni z gruszki ni z pietruszki,  i przyczepiło się do starego kawalera pana Piwki. Przyczepiło się – phi – mało powiedziane. Zaczęło nazywać tego sztywniaka i nudziarza – TATUSIEM. Wyobrażacie sobie?!!! Pierwsza część kończy się odejściem Sobka. W drugiej - pan Piwko bardzo tęskni za Synkiem. Ma swoje sposoby, by go sprowadzić do siebie. Nie zdradzę, ale przyznam – są bardzo oryginalne. Wreszcie jest: Sobek powraca i znów się zaczyna dobra zabawa.  Jest śmiesznie, wesoło. I dużo się dzieje: maszyna do spełniania życzeń działa na pełnych obrotach, Piwko staje się posiadaczem wielkiej fortuny, samochodu, razem z Sobkiem zmieniają co rusz miejsca pobytu, lądują nawet na bezludnej wyspie. Sobek jak to Sobek – jest jak zwykle bardzo prostolinijny, szczery, mówi co myśli, je wszystko, co napotyka na swej drodze, sprawia, że szare życie pana Piwki znów nabiera barw.

W książce ciekawe postacie – pani Kapusta (a jakże), pan Mak ze swoją menażerią, pan Lewandowski, który nie wie czy wierzyć temu, co widzi, czy też nie.

Kiedy Piwko i Sobek nie mają przy sobie maszyny do spełniania życzeń, wykorzystują czarodziejskie piegi Sobka. Na uśmiechniętej buzi zostaje jedyny ostatni niebieski pieg i pan Piwko wypowiada ostatnie życzenie – bardzo bardzo ważne. A jakie?

Czyta się wyśmienicie, szybko i byłaby wielka szkoda, gdyby to był już koniec końców. Na szczęście jest kontynuacja. To lektura o przyjaźni i miłości. I o dwóch przeciwieństwach, które się przyciągają: stateczny pan Piwko i zwariowany Sobek. Jak ogień i woda. W książce nie ma czasu na nudę i jest pełno momentów, kiedy buzia wykrzywia się w uśmiechu: sytuacje, dialogi, wierszyki Sobka.  I jeszcze jedno – przekonałam się, że przy Sobku moje dzieci to prawdziwe anioły.

Jeśli zachęciłam do sięgnięcia po tę książkę – radzę zacząć od pierwszej części.

 

Wiek 7+

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 12 kwietnia 2011
Ciocia Jadzia. Tęcza - Eliza Piotrowska

Ciocia Jadzia wnosi wiele słońca i ciepła w życie małej dziewczynki. Razem przeżywają tak wiele. Nie są to od razu jakieś wielkie i spektakularne wydarzenia jak lot na Księżyc (przesadziłam chyba) albo wspólne wakacje w Egipcie. To zwykła najzwyklejsza wyprawa do lasu, kina, kawiarni, do przyjaciół, na zebranie do przedszkola, do kuchni na wspólne pichcenie.

Ciocia Jadzia może wpędzić w kompleksy. Dorosłych oczywiście.  Zaraz wytłumaczę dlaczego. Jesteśmy tak przejęci ciągłym segregowaniem i porządkowaniem BWS (czyli Bardzo Ważnych Spraw), samokontrolą, powściągliwością, opinią innych, panującymi normami – że staliśmy się tacy jacyś sztywni. Bezbarwni. Nie stać nas na najmniejszy wybryk (często na przekór sobie), na stwierdzenie (nawet nie okrzyk) – Życie jest piękne! A może tak od czasu do czasu zjechać po poręczy? Albo strzelić sąsiadowi w kapelusz pestką czereśni albo wiśni. Nie musi być od razu tak ekstremalnie – można na przykład zachwycić się kroplą deszczu, muchomorem, stokrotką. Odnaleźć dziecko w sobie… Tak po prostu. Nic więcej…

Tytułowa ciocia Jadzia Elizy Piotrowskiej ma w sobie dziecięcy optymizm, radość życia, wielką wyobraźnię i to, czego znerwicowanym i zabieganym rodzicom coraz częściej brakuje  - wyrozumiałość. Tu pewni tkwi tajemnica jej sukcesu – czyli świetnych relacji ze swoją bratanicą. Razem spędzają wiele czasu, gadają i gadają -a zwykłe codzienne wydarzenia nagle stają się czymś więcej niż kolejną plamą na dywanie, ciastem, wizytą w Multikinie, listem, grzybobraniem.  Często zazdrościmy innym, z pewną smutną nutką w głosie stwierdzamy nawet , że życie tych ludzi jest ciekawsze od naszego, lepsze. Książka pokazuje, jak wiele zależy od nas samych. Nie brać życia tak poważnie, uśmiechnąć się, podjąć ryzyko, zrobić coś głupiego, obrócić w żart. Książkę polecam wszystkim ciociom, wujkom i rodzicom – to coś w rodzaju poradnika - jak zmienić swoje życie i naszych dzieci. Jeśli nie na zawsze – to choć od czasu do czasu.

Pochwały należą się za rozwiązania graficzne – rozhuśtane tytuły, powtarzająca się sekwencja na początku każdego rozdziału: Ciocia Jadzia jest siostrą mojego tatusia…., duża czcionka, ilustracje.

Z życiem najlepiej postępować tak, jak ciocia Jadzia czyni z ciastem: trochę tego, ociupinkę tamtego, szczyptę, łyżeczkę, łyżkę, szklankę tego i owego. Dużo próbować, dużo mieszać – ale niech pyrka się powoli. Wtedy dopiero życie nabiera barw tęczy. Czego i sobie i Wam życzymy.

Tutaj pisałam o pierwszej części.

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 10 kwietnia 2011
Alfabet - Przemysław Wechterowicz, Marta Ignerska

A ja lubię takie eksperymenty. Bo Alfabet duetu Marta Ignerska i Przemysław Wechterowicz odbiega od stereotypowych słodkich kolorowych książeczek dla dzieci prezentujących literki. Tutaj litery są wkomponowane w ilustracje jako ich element składowy, jakaś część zaledwie. I tak D – to nie d jak dynia, deszcz czy drabina, ale brzuchy iście piwne dwóch panów opijających się właśnie (o dziwo) gruszkową lemoniadą, B – wypięta pupa miłośnika pachnących kwiatków, G – to wózek z budką, w którym gaworzy mały niemowlak, J – fantazyjna fryzura, K – paszcza wilka, M – para zakochanych przy blasku księżyca, W – góry, V – klatka napęcznianego z wysiłku ciężarowca. Dana litera pojawia się też wytłuszczona w tekście tuż obok. I nie są to teksty a’la: Ala ma kota. Co to,  to nie. Wtedy ten Alfabet byłby przynajmniej w połowie taki jak inne A-L-F-A-B-E-T-Y. A on jest przecież w zupełności zupełnej inny niż inne A-L-F-A-B-E-T-Y.

Tutaj czytamy:

WYSTĘPY W CYRKU OD MAŁEGO SPRAWIAŁY NAM FRAJDĘ.

SPÓJRZ, MIŁA. JAKI PIĘKNY KSIĘŻYC.


 

A dzieci? Patrzą zaciekawione, przewracają kartki, pytają co to za litera, zgadują co przedstawia obrazek. Dzieci jak to dzieci – szczere, otwarte na nowości, bez żadnych uprzedzeń (to nic, że do tej pory było kolorowo i tak słodko), ciekawe wszelkich nowości,  żądne urozmaicenia. Niektóre ilustracje takie jak dla dorosłych trochę (ta odsłonięta pupa przy literze M – śmiech, chichranie najpierw starszego, potem młodszego). Od razu go zaakceptowały. Nie to co dorośli przyzwyczajeni do prezentacji pana Falskiego (też ma swój urok). Na pewne sprawy można spojrzeć inaczej – zawsze w takich sytuacjach przypomina mi się scenka z życia psiapsiółki. Kupiła kiedyś na prezent maskotkę – słonia. Jak go (tego słonia) babcia psiapsiółki zobaczyła, to skomentowała – Ładny ten misiu, tylko nos ma trochę za długi. Duet Ignerska – Wechterowicz zamieszali w świecie A-L-F-A-B-E-T-U,  zrobili to odważnie, z dużą wyobraźnią. Niektórych prowokują – jedni zobaczą litery, inni coś więcej, jeszcze inni - nie wszystko. Jak przy tej maskotce. Nam się podoba. Alfabet - inny niż inne, oryginalny, szary z mocną plamą koloru na każdej stronie. Bierzemy się ostro za czytanie. Zobaczymy jaki będzie efekt tych alfabetowych wygibasów – zakrętasów.

Jeśli na forum rodziny trwają dysputy – co kto widzi. Jeśli ilustracje i teksty wywołują emocje. Jeśli książka obraca się dookoła, bo czasem nie wiadomo jak na obrazek spojrzeć – to tak ma właśnie być. Tu nic nie jest jednoznaczne. Każdy może być odkrywcą.

 

Wiek 4+

 

Wydawnictwo ZNAK (emotikon)

Zeus & Spółka. Mity dla dzieci - Grzegorz Kasdepke/ il. Ewa Poklewska - Koziełło

Gdyby któryś z greckich bogów wpadł na pomysł zorganizowania miss Olimpu, z pewnością zwyciężyłaby Afrodyta – najpiękniejsza z pięknych. Co oczywiście wcale nie cieszyło innych bogiń. Hera, żona Zeusa, czy Atena, bogini mądrości, były po prostu zazdrosne. Mądrość mądrością, ale każda kobieta chce ładnie wyglądać, prawda? Nawet, jeżeli jest boginią. A przy Afrodycie wszystkie najbardziej nawet urodziwe panny, wyglądały jak przywiędłe kwiatki. Nic więc dziwnego, że gdy Afrodyta pojawiła się na Olimpie, wszyscy bogowie zakrzyknęli: „Łaaaał”, a panie skrzywiły się na jej widok.

 

Po raz kolejny przekonuję czytelników, że warto sięgać po mity już z najmłodszymi. Pisałam o wersjach Hawthorne’a i Inkiowa. Do tego zacnego towarzystwa dołącza dziś Grzegorz Kasdepke. Kasdepke bawi się znanymi motywami z mitologii. Bawi to właściwe słowo – a pisze tak, że opowieści o mieszkańcach Olimpu stają się wspaniała podróżą w czasie i przestrzeni. Mało tego, wielu  z bogów zostało przedstawionych tak, że mały czytelnik z łatwością będzie się z nimi identyfikował, znajdzie w ich dokonaniach spełnienie swoich marzeń o wielkich małych czynach i odwadze. Bo choćby taki Hermes – ladaco jakich mało, bez przerwy myślał, komu by tu psikusa zrobić. Pewnego dnia postanowił ukraść Zeusowi piorun.

 

-Ałaaa! – wrzasnął Hermes, dmuchając na poparzoną dłoń. - To boli! Co się bowiem okazało? Że piorun, wiszący u pasa Zeusowej szaty, był gorący jak żarzące się węgle. Jeden Zeus umiał się nim posługiwać, jednego Zeusa słuchał.

-To ty, łobuzie jeden, własnego ojca okradasz?! – zdenerwował się Zeus.

 

Takie ladaco, z chochlikiem w oku kryje się w naszych dzieciach, prawda? W moich na pewno.

 

Pomysł przedstawienia bogów z Olimpu jak kumpli z  podwórka – świetny. Nooooooo, takiego Zeusa to każdy by się bał. Ale Prometeusz, co wykradł dla ludzi ogień – pewnie nie raz pomógłby w biedzie. Albo wspomniany już Hermes – fajny chłop, taki śmieszek rozrabiaka.  Afrodyta – strojnisia , ale w końcu przecież przejrzała na oczy i się zmieniła. A Apollo – tylko leżał, żuł trawkę, jak te krowy co miał ich pilnować i bujał o niebieskich migdałach. No a Hefajstos, co to szukał obcęgów schowanych mu przez Hermesa.

- Mamo, a co to obcęgi?

-Kombinerki chyba, tak myślę.

-To ten kowal szukał ich tak jak dziadek Stasiu.

No kto by pomyślał, że bogowie z Olimpu mieli takie problemy jak zwykli ludzie. Dziadka Stasia nie wspomnę. Fajna książka do poduchy. Czytałam sześciolatkowi, przysłuchiwał się trzylatek (w końcu zasnął jak to trzylatek, który w każdy weekend wstaje bladym świtem, by nie marnować czasu na głupstwa).Starszy wołał jeszcze – stąd przeczytaliśmy w trzy dni.

A fragment o Afrodycie przytoczyłam z myślą o sobie – bo każdy w mitach Kasdepke znajdzie coś dla siebie – rodzice również.

Świetne ilustracje Ewy Poklewskiej – Koziełło.


 

P.S. Wikipedia wyjaśniła mi, że obcęgi i kombinerki to jednak nie to samo.

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

piątek, 08 kwietnia 2011
DONG 2010 - nominacje

Rozwiązanie konkursu 10 maja. Tymczasem musi nam wystarczyć lista książek nominowanych.

DONG 2010 - nominacje jury dorosłego

 

1. BAJKA Diabełek M. E. Letki , il. A. Żelewska i „Zając" D. Gellner, il. Piotr Rychel

2. CZARNA OWCA Szczęście wg Niny O. Brenifier, il. I.de Mouy, tł. M. Wałachowska-Sobczak

3. DWIE SIOSTRY D.E.S.I.G.N.E. Solarz, il. A. D. Mizielińscy

4. EGMONT Opowieści grozy wuja Mortimera C. Priestley, il. D. Roberts, tł. B. Górecka

5. ENEDUERABE Włosy mamy G. Dahle, il. S. Nyhus, tł. H. Garczyńska i Kamyki Astona L. Geffenblad, tł. H. Dymel-Trzebiatowska

6. FORMAT Małe instrumenty grają Chopina D. Hartwich, il. M. Ożóg i Przygody Rodziny Mellopsów T. Ungerer, tł. D. Hartwich

7. LATARNIK Za niebieskimi drzwiami M. Szczygielski

8. NASZA KSIĘGARNIA Agnieszka Osiecka dzieciom , il. E. Wasiuczyńska

9. ZAKAMARKI seria Biuro detektywistyczne Lassego i Mai M. Widmark, il. H. Willis, tł. Barbara Gawryluk


DONG 2010 - Nominacje jury dziecięcego


1. AKAPIT PRESS Moje Bullerbyn B. Gawryluk, il. N. Talarek

2. AMEA O snach S. Baussier, il. I. Green, tł. A. Drotkiewicz

3. BAJKA Diabełek M. E. Letki , il. A. Żelewskiej

4. DWIE SIOSTRY D.E.S.I.G.N E. Solarz, il. A. D. Mizielińscy

5. EGMONT Opowieści grozy wuja Mortimera C. Priestley, il. D. Roberts, tł. B. Górecka

6. FORMAT Małe instrumenty grają Chopina D. Hartwich, il. M. Ożóg

7. LATARNIK Za niebieskimi drzwiami M. Szczygielskiego

8. NATIONAL GEOGRAPHIC WOW! Ilustrowana encyclopedia, tł. H. Turczyn-Zalewska

9. ZAKAMARKI seria Biuro detektywistyczne Lassego i Mai M. Widmark, il. H. Willis, tł. Barbara Gawryluk

10. ZNAK Jaśki J.P. Arrou-Vignod, il. D. Corbasson, tł. J. Schoen

niedziela, 03 kwietnia 2011
Rozwiązanie candy bim - bom:)

Niniejszym informuję, że rączęta 6 letniego Tomka (dziś maratończyka – przebiegł z Tatą ponad kilometr w 4 Półmaratonie Poznańskim. Tata – 21,097 km:))))) wylosowały zwycięzcę naszego candy "bim – bom". Gra pojedzie do osoby, która w komentarzach podpisała się jako: toris_a. Dziękuję za udział i zapraszam już wkrótce.

Tagi: candy
21:19, be.el
Link Dodaj komentarz »