Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
piątek, 31 marca 2017
24 godziny. Coś się dzieje w porcie - Britta Teckentrup

W porcie tyle się dzieje: wpływają i wypływają statki, jedni marynarze szorują pokład, inni rozładowują kontenery, wszędzie kręcą się turyści i pasażerowie.  Statki wycieczkowe, towarowe, pasażerskie, małe łódki i całkiem malutkie łódeczki. Każda rozkładówka (olbrzymia! Po rozłożeniu: 512 mm x 670 mm) to sporych rozmiarów scena z życia portowego. Od poprzedniej strony minęło zaledwie parę chwil, a już tyle się zmieniło. Czy dzieci odszukają swoich ulubionych bohaterów? Malarz, który dopiero co nadszedł, właśnie rozłożył sztalugi i maluje widoczek. Do pustej przed chwilą tawerny zawitali pierwsi goście. Sprzedawca ryb zachwala swój towar. Głośno nawołuje: „Świeże ryby! Prosto z morza!” Patrząc na ilustracje ma się wrażenie, że słyszy się gwar, nawoływania, pohukiwania statków, śmiech i rozmowy.

Dzieci śledzą ”kroki” wybranych postaci. Dokąd udaje się liczna rodzina zajączków? Gdzie łowi ryby Protazy Pies? Jak to się stało, że mały pingwinek znalazł się za burtą.


Mnóstwo postaci, miejsc, statków do analizowania i śledzenia. Życie w porcie toczy się od świtu do nocy. Godziny mijają na zegarach umieszczonych w lewym górnym rogu. Książkę można czytać na różne sposoby: korzystając z krótkich pytań pomocniczych postawionych na każdej rozkładówce: np. „Kto wyprowadza Bellę na spacer?”, „Co wyłowił Protazy Pies?”. W ten sposób dzieci poznają imiona bohaterów. Choć na samym końcu na okładce – można zobaczyć ich wszystkich. A może maluchy pokuszą się o odnalezienie wszystkich bądź ulubionych postaci w książce? Może wymyślą dla nich jakieś ciekawe historie z ich życia? Klabater Kot, Eugeniusz Orzeł, Karol Kaczka, Pelagia Pingwin właśnie na to czekają. Takie książki dają naprawdę wiele możliwości na spędzenie z nimi wolnego czasu – wystarczy tylko poruszyć niteczki wyobraźni.

Ten rodzaj książki znany jest już na naszym rynku. Jest mnóstwo tytułów, które nawiązują właśnie do takich rozwiązań. Ciąg dalszy opowiedziany nie słowami ale obrazami. Ktoś zmienił miejsce swojego pobytu, rozmówcę, zajmuje się obecnie czymś innym, coś innego teraz jest w kręgu zainteresowania danej postaci. Takie książki ćwiczą oko i rozwiązują języki. Doskonała zabawa dla czytelników w każdym wieku. Książka jest solidnie wydana – na grubych kartonowych kartach. Dzieci bez obaw mogą przewracać kartony tam i z powrotem – i szukać, śledzić, analizować. Jest kolorowo, tłoczno. A jaka radość w oczach malucha, gdy już odnajdzie to lub kogoś, kto na chwilę znikł z jego oczu.

Wiek 3+

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

piątek, 17 marca 2017
Dlaczego? Księga najciekawszych pytań i odpowiedzi na temat nauki, przyrody i świata - Catherine Ripley/ il. Scot Ritchie

Dzieci z natury są ciekawe świata. Kiedy tylko zaczynają mówić – pojawiają się pytania: Dlaczego? Czemu? Po co? A kiedy w naszym domu faktycznie pojawią się trudne pytania, wówczas można sięgnąć po ściągę w postaci tej książki. A może właśnie ta pozycja wyprzedzi dziecięcą ciekawość. Można dzieciaki dosłownie zaatakować książkowo. Bo w tej książce dzieci znajdą mnóstwo pytań i odpowiedzi dotyczących nauki, przyrody i świata. Całość podzielona jest tematycznie: miejsca i zagadnienia. Co my zatem tutaj mamy? Kąpiel, supermarket, sen, dwór, kuchnia, zwierzęta gospodarskie. Odpowiedzi są krótkie, konkretne. Trafiają w tzw. punkt. Bez zbędnych dłużyzn dzieci dowiadują się dlaczego trzeba myć zęby, mydło jest śliskie, podczas kąpieli marszczą się palce, makaron ma różne kształty, tulipany zamykają się na noc, gwiazdy migocą, niebo jest niebieskie, płyn do mycia naczyń się pieni, mniszki lekarskie zmieniają się w  białe puszyste dmuchawce.

Dlaczego? Co? Czym? Skąd? Gdzie? Jak?

Razem pond 70 pytań i odpowiedzi. Każdy rozdział zakończony ciekawostkami o otaczającej rzeczywistości. W każdym rozdziale inne dziecko jest przewodnikiem po świecie. Książka kolorowa, z licznymi ilustracjami, na samym końcu indeks z hasłami – łatwo odnaleźć to, czego się szuka. Książkę można czytać już małym dzieciom. Starsze dzieci znające litery mogą ćwiczyć na tych tekstach naukę czytania – szeroka linia i duże litery na pewno to ułatwią.

Wiek 5+

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

czwartek, 16 marca 2017
Harry Potter i przeklęte dziecko - Joanne K. Rowling, Jack Thorne, John Tiffany

Kiedy kilka lat temu J. K. Rowling zapowiedziała, że ukaże się ostatni tom Harry’ego Pottera, pomyślałam sobie przekornie  – „Jeszcze zobaczymy”. Pewnie nie byłam w tym odosobniona. Bo popatrzcie sami – ktoś napisał bestseller na miarę wszechczasów – wciągającą książkę, która sprawiła, że niejadki książkowe zaczęły pożerać strony zapełnione literkami – a tu taka informacja – TO JUŻ JEST KONIEC. Po latach ukazała się kontynuacja – w innej formie, już w innych czasach – wszak Harry dorósł, założył rodzinę i pracuje. Książka jest i wywołała różne reakcje – przynajmniej tak mogę powiedzieć po obserwacji własnego podwórka. Jak się okazuje- opinie są podzielone – jedni zadowoleni, inni kręcą nosem. Moje starsze dziecko zachwycone – odpowiadała mu przede wszystkim forma – „Harry Potter i Przeklęte Dziecko” to tak naprawdę scenariusz sztuki teatralnej, który ma w gruncie rzeczy aż trzech autorów. Tomek przeczytał szybko – z łatwością odnalazł się w krótkich teksach, szerszej interlinii, wciągającej fabule. Natomiast moja młodsza siostra, która przed laty po nocach chodziła do księgarni po nowy tom serii, tęskni za dawnym Harrym – opisami oddającymi klimat czarodziejskiej krainy i wojny jaka toczyła się między Dobrem i Złem. Monia siedziała u nas, przeglądała książkę pociętą na role, cmokała i cmokała. Potem pożyczyła przeczytała i stwierdziła, że miała rację.

Kontynuacja Harry’ego …. hm hm hm. Tak sobie głośno myślę, że każdy fan książek lub filmów tak naprawdę choć raz zastanowił się nad tym, jak ułożyło się życie bohaterów książkowej sagi. A jeśli nie ułożył w głowie gotowego scenariusza to pewnie choć raz zadał sobie pytanie: „Ciekawe, co było dalej?”. Ponoć miłośnicy książki na różnych forach wymieniali poglądy, snuli domysły, tworzyli swoje wizje. Tutaj tytułowy ulubieniec milionów Harry Potter tak naprawdę nie do końca jest na pierwszym planie. To jego syn Albus wysuwa się na prowadzenie. Harry musi unieść brzemię sławy – wszak nazwisko i czyny zobowiązują. Syn nie jest dzieckiem łatwym. Jego upór często irytuje – chciałoby się nim potrzasnąć i powiedzieć: „Chłopie, co masz ze swojego ojca?” Może wynika to znów ze swego rodzaju porównań z małym Harrym, biednym sierotą, który od samego początku chwycił wszystkich za serce i zaskarbił sobie sympatię milionów dzieciaków i dorosłych, którzy z zapartym tchem śledzili losy małego czarodzieja. W moim przypadku musiało trochę wody upłynąć, by przekonać się do Albusa – ale to sprawa indywidualna. Trzymałam kciuki za Harry’ego, który musiał poradzić sobie z wychowaniem syna, jego decyzjami i wyborami. Znów można było odwiedzić dawne miejsca, spotkać dawnych bohaterów - Rona, Hermionę, nauczycieli Hogwartu. Pytanie – jak odbieracie ich po latach – czy zmienili się – a jeśli tak – to na lepsze czy na gorsze? Autorzy znów przekazują jak ważne w życiu są pewne nieprzemijające wartości: miłość, przyjaźń, honor, odwaga. Słowa w dzisiejszych czasach brzmiące jakoś dziwnie. Myślę, że w ocenie tej książki miesza się dosłownie wszystko – ciekawość, sentyment, otwarcie na nowe, przyzwyczajenia. Ja osobiście lubię książki klasyczne – ale jestem świadkiem czytelniczego zadowolenia mojego syna i jego kolegów. Można by tu dyskutować chyba do wieczora – więc niech każdy sam wyrobi sobie zdanie na temat książki. A na sam koniec oczywiście pojawia się stare pytanie – a jakże – czy będzie ciąg dalszy?

Wiek 11+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 12 marca 2017
Działka dziadka działkowicza - Katarzyna Bogucka

Katarzyna Bogucka nie nadała głównemu bohaterowi imienia i to był strzał w dziesiątkę. Dziadek to w końcu dziadek. Każdy bardzo swój, osobisty, rodzinny. Znam kilku dziadków i wszyscy pałają miłością do ogrodu. Ach te dziadki: Geniu, Stasiu, Paweł, Piotr. A babcie? Wprawdzie nie o nich ta książka, ale nie sposób tutaj ich nie wspomnieć. Działkowicze całą gębą i z oddanym sercem. Gotowi poświęcić cały wolny czas, by tylko realizować swoją ogrodniczą pasję. Co to nie tylko wyhodują, ale i przetwory zrobią. Tak jak książkowy dziadek. Dlatego też twierdzę, że ta książkowa historia jest zaledwie początkiem mnóstwa innych rodzinnych przedsięwzięć. U nas dziadek Geniu przez długie lata był w dodatku prezesem ogródków działkowych w naszym miasteczku. Zna mnóstwo ludzi, historii, opowieści działkowych. No i świetnie zna się na ogrodzie. Ktoś kiedyś powiedział: chcesz być szczęśliwy przez cale życie – załóż ogród. I coś w tym jest. Potwierdzam.


Katarzyna Bogucka w klimatycznej historii opowiada o tym, co się dzieje na działce. Jest czas prac wiosennych, jest w końcu czas dojrzewania i zbierania owoców pracy. Z tej książki dzieci dowiadują się jakie prace należy przeprowadzić na działce, jakie warzywa i owoce można zebrać. Kto pomaga i w czym. Oprócz pielenia, sadzenia, zbierania warzyw i owoców jest też kwestia wyżywienia wszystkich pomocników. Bo przecież na działce na pewno jedzenia jest w bród. A na świeżym powietrzu wszystko wyjątkowo dobrze smakuje. Autorka na końcu zauważa, że nie każdy ma dziadka z działką. Dlatego też zachęca do zakładania mini-ogródeczków na parapetach okiennych i balkonach. Podpowiada rośliny, które można uprawiać w takich utrudnionych minimalistycznych warunkach. Podaje też przepisy na wyborne potrawy. Przecież to, co się wyhoduje, trzeba zjeść. Nie da się tego zrobić od razu, więc działkowe skarby można zamknąć w słoikach. Jesienią i zimą docenimy ich smaki. Jak zrobić przecier pomidorowy, lemoniadę bazyliową, ciepłe maliny, powidła śliwkowe bez cukru, sok z malin. Jak suszyć zioła i morele, jak zamrozić natkę pietruszki. Być może dzieci po lekturze tej książki zainteresują się kulinariami. Na samym końcu został przedstawiony wykres  zbioru popularnych warzyw i owoców. W książce mnóstwo plenerów ogrodowych, w których pierwsze skrzypce grają skarby z drzew i grządek. Przewijają się liczne osoby – pomocnicy. Charakterystyczne ilustracje Katarzyny Boguckiej, które znamy już z innych książek. Najważniejsze jest to, że pewnie odnajdziemy tutaj i siebie i najbliższych z naszej rodziny buszujących chętnie w naturze.


Wiek 5+

Wydawnictwo Widnokrąg

sobota, 11 marca 2017
Fantastyczny Pan Lis - Roald Dahl/ il. Quentin Blake

Roald Dahl w niebie siedzi obok Astrid Lindgren. Nie słyszeliście o tym? Możecie się sami zresztą przekonać, jak pisze ten brytyjski autor wielu książek dla dzieci. Gdy jeszcze dodam, że pisał scenariusze dla wielkiego Alfreda, tak tak,  TEGO Alfreda z Hollywood ma się rozumieć, hm hm, to robi się już naprawdę ciekawie. MatyldaCharlie z fabryki czekolady, wreszcie Fantastyczny Pan Lis. Krótka historia. A jak wciąga. Dzieciaki wbija w fotel jak podczas startu samolotem. Od początku do końca. Bo kogóż my tutaj mamy? Trzech typków, których wygląd może przyprawić o zawał serca. A ich charakterki. To już zupełnie osobny temat. Przebiegłe to i skąpe. Bo też jednej kaczuszki albo kurki od czasu do czasu przeboleć nie mogą. Za to Pan Lis jest FANTASTYCZNY. Mądry, o wiele sprytniejszy od tamtej trójki od siedmiu boleści, odważny, szybki, dobry. Przejrzy zamiary przeciwników na wskroś i znajdzie rozwiązanie.

W książce ciągle coś się dzieje, niebezpieczeństwo trzyma czytelników w napięciu, głodne liski wzruszają, koparka kopie bez przerwy i hałasuje, lisy kopią tunele, a groźne typki czekają – ze strzelbami. A wszystko to bogato okraszone kultowymi czarno- białymi  ilustracjami Quenita Blake’a.  Oczywiście opowieść kończy się happyendem – jakżeby inaczej – Uff!!! - Zadowolone dzieci zasypiają – a my nareszcie mamy wolny wieczór.

Książka jest ładnie wydana - w twardej oprawie, z mnóstwem ilustracji. 

Wiek 5+

Wydawnictwo Znak

sobota, 04 marca 2017
Przygody smerfów. Latający smerf - Peyo

Smerfy to bajka dzieciństwa mojego młodszego rodzeństwa. Pamiętam jak brat z siostrą wyczekiwali kreskówki o niebieskich ludkach. Głos Gargamela rozbrzmiewał w całym domu. Podobnież jak przeraźliwe miauczenie Klakiera. Kiedy po latach sięgam po książkę (komiks był pierwszy – dopiero potem kreskówka), gdzieś w głowie kołacze mi głos Wiesława Drzewicza – charakterystyczny, ochrypnięty – gdy widzę Gargamela znów prześladującego mieszkańców małej wioski ukrytej w lesie.

W tym komiksie znajdziecie pięć opowieści.

Tytułowy latający smerf marzy o tym, by wysmerfować maszynę, która zabierze go wprost ku niebu. Oczywiście powstanie maszyna latająca, dzięki której dzielny smerf wyratuje Smerfetkę z rąk Gargamela.

„Łakomstwo smerfów” pokazuje, że nadmierny apetyt może przysporzyć sporych kłopotów. Tym bardziej, że wiadomo, iż LICHO – czyli Gargamel - nie śpi. A ten przeklęty czarodziej ma pewien plan – zresztą jak zawsze.

W „Smerfie w masce” pojawia się tajemniczy smerf, który rzuca inne smerfy tartą w twarz. Kim jest ten osobnik i jaki ma cel?

Kolejna opowieść o szczeniaku, który wywraca życie smerfów do góry nogami. To stworzenie zyska ogromną sympatię i smerfów i czytelników – co zechce również wykorzystać Gargamel. Oj, smerfy naprawdę muszą się mieć na baczności. Na szczęście psiak doskonale odróżnia dobro od zła.

Kolejna opowieść – taaak, Zgrywusa zawsze trzymają się żarty, które o zzzgrozzzo,  śmieszą tylko ich autora. Wszyscy w wiosce mają już dość wybuchających prezentów. Kiedy Zgrywus opuszcza wioskę, wpada w łapska Gargamela. Już mały smerf wie, co robić, by pokrzyżować plany czarodzieja. Nie muszę c hyba dodawać, że czeka go niespodzianka. W dodatku wybuchowa.

Komiks o smerfach to przede wszystkim przygoda. Dalej humor, bo nie brak tu komicznych sytuacji i powiedzonek. Smerfowe neologizmy to już kolejny temat – mimo, że wyrazy te zazwyczaj zaczynają się od przedrostka „smerf+ coś tam” użyte w konkretnym kontekście znaczą właśnie to, co mają znaczyć. I ani duży ani mały nie ma problemów z ich zrozumieniem: smerfolotować, najsmerfniejszy, wysmerfować, smerfny, smerfuje mnie to. Wiadomo o co chodzi, prawda?

Tak na marginesie – czy kiedyś jakiś językoznawca zajmie się językiem smerfów na poważnie? I Poważnie o to pytam – bo to zjawisko nietuzinkowe, a pewnie arcyciekawe.

Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

piątek, 03 marca 2017
Lucky Luke. Fingers- Lo Hartog van Banda i Morris/ Lucky Luke. Jesse James - René Goscinny i Morris

Czy wiecie, że Lucky Luke ma wiele wspólnego z Mikołajkiem i Astreiksem i Obeliksem? A co? A raczej kogo, należałoby spytać. Te wszystkie postacie łączy francuski pisarz René Goscinny, który jest również jednym ze współautorów komiksów o Lucky Luke’a. Obok Morris’a – pod tym nazwiskiem kryje się belgijski rysownik i scenarzysta Maurice de Bevere. Po śmierci Goscinnego seria, która odniosła wielki sukces, była kontynuowana. Dwie książki, które chce dziś przedstawić , mają właśnie różnych autorów. „Jesse James” to Goscinny, natomiast „Fingers” –to już Lo Hartog van Banda, niderlandzki autor komiksów. Oczywiście idea głównego bohatera nic a nic się nie zmienia. Od samego początku zawsze ta sama. Lucky Luke jest niereformowalny – klasyczny kowboj, niczym średniowieczny rycerz,  zawsze gotowy, by nieść pomoc słabszym , chronić ciemiężonych , mający nerwy ze stali sługa sprawiedliwości. Razem ze swoim koniem, wiernym towarzyszem, ściga przestępców. Rumak pomaga swemu panu w każdych okolicznościach, a koń zna różne sztuczki, które wykorzystuje w pozytywnym tego słowa znaczeniu w dążeniu do celu – co potwierdzają liczne przykłady z książki.

W „Fingers” pojawia się bardzo kontrowersyjna postać. Z jednej strony rzezimieszek, do którego paluszków dosłownie wszystko się klei: klucze, biżuteria dam. Z drugiej strony – to istny czarodziej, który swoim urokiem dosłownie zniewala kobiety, rzuca je na kolana. I mimo tego, że te zostały wcześniej przez zacnego dżentelmena w kulturalny sposób (jakkolwiek to brzmi) obrabowane, to damy te nie mają złodziejaszkowi za złe, nie pielęgnują urazy. Gorzej – mają innym wręcz za złe, że traktują faceta jak złodzieja i bandytę. Oj bardzo rozbawiła mnie scena ze strony 31 komiksu – „Ferdynandzie! Daj panu dojść do słowa!” . Koniecznie poszukajcie:)


W kolejnej książce pojawia się prawdziwy bohater, bowiem Jesse James żył naprawdę. Krótką notkę biograficzną znajdziecie zresztą na końcu książki. Weteran wojny secesyjnej zapragnął zostać Robin Hoodem Dzikiego Zachodu. Chciał odbierać bogatym, by darować biednym. Ale czy tak czynił w rzeczywistości? Lucky Luke dowiaduje się, że banda Jessego zmierza do Teksasu. Dzielny kowboj musi stawić im czoła i wymierzyć sprawiedliwość.

Przygoda, humor słowny i sytuacyjny, wyraźny podział na dobre i złe, świetne rysunki, wartka i trzymająca w napięciu akcja. To powinien mieć dobry komiks – a Lucky Luke TO właśnie ma.

Wiek 8+

Wydawnictwo Egmont

czwartek, 02 marca 2017
Seria "Raz, dwa, trzy" - Joanna Bartosik

 

Raz, dwa, trzy słyszymy – to zobrazowane różne dźwięki: kominiarz wyskakujący z komina i wołający: „a kuku”, deszcz padający z nieba na parasole i ludzi w płaszczach ortalionowych z charakterystycznym „kap kap”, piesek na rowerze „hau hau”, dzięcioły w lesie szukające korników „stuk puk”, słoń na kółkach „tru tu tu tu”, czarna wrona, jeździec na koniu przeskakujący przez przeszkody „hop”, dziewczynka ze złamaną nogą „oj oj oj aj aj aj”, plotkarki „gadu gadu gadu”, których rozmowy są dłuższe niźli wszystkie szale świata, nurek podziwiający piękno podwodnego świata „bul bul bul”.

 

Raz dwa trzy mówimy – ta książka z kolei uczy najważniejszych słów: „dzień dobry, poproszę, dziękuję, przepraszam, nazywam się, proszę pani, proszę pana, do widzenia.

 


Propozycja dla najmłodszych, z wartościowymi treściami, wspierająca naukę i rozwój mowy (w drugim przypadku również – naukę savoir vivre).


Nowoczesne, minimalistyczne  ilustracje, ciekawa paleta barw. Do tego grubaśne kartki, które można przewracać tam i z powrotem – bez końca. Bez narażenia, że coś się zniszczy

RAZ – DWA – TRZY to seria dla dzieci najmłodszych, która została wyróżniona w konkursie Instytutu Książki i Polskiej Sekcji IBBY na książki rosnące razem z dzieckiem TRZY/MAM/ KSIĄŻKI.

O trzeciej książce z serii „Raz dwa trzy patrzymy” pisałam tutaj.

Wiek 0+

Wydawnictwo Widnokrąg

środa, 01 marca 2017
Gębolud - Roksana Jędrzejewska-Wróbel/ il. Agnieszka Żelewska

Książka w mądry sposób pokazuje, że w każdym człowieku kryją się olbrzymie pokłady dobra, trzeba je tylko wydobyć na zewnątrz. Gębolud jest ponoć okrutnym czarownikiem. Ponoć to dobre określenie. Niby jest zły do szpiku kości, ale sam nie jest o tym do końca przekonany. Ooo – trudno mu się samemu zdefiniować.

Tkwi po uszy w swoim złym, brudnym i złym świecie, choć w głębi swojej Gęboludowej duszy marzy o zupełnie czymś innym. Podczas lektury wyczuwa się jego rozterki i wahania. Dlatego tak dobrze czuje się u wróżki Hortensji, u której panuje porządek aż miło: wszystko pokładane, czyściutkie, na swoim miejscu.

Nieeee, Gębolud nigdy się do takich ciepłych uczuć i tęsknot publicznie nie przyzna. Ale wykorzystuje sytuacje, wyszukuje je wręcz, by od czasu do czasu – niby to z jakiejś głębokiej potrzeby, odwiedzić swoją miłą sąsiadkę. Tym razem Gębolud zapragnął pożyczyć zieloną piórkową miotełkę. Człek ów bowiem ma zamiar doprowadzić choć trochę do porządku swoje zapuszczone domostwo. Jakże będzie wielkie zdziwienie – i Gęboluda i nasze, gdy miotełka przemieni się w ...


Nieeee, niczego nie wyjawiam, bo zakończenie jest tak zaskakujące, że po zdradzie, iż sprawcą był ogrodnik, nie mielibyście tak wielkiej frajdy z lektury.

Zabawna i mądra historia o tym, że każdy tak naprawdę tęskni za poukładanym życiu, cieple rodzinnym, bliskiej mu osobie. W końcu to lektura o nadziei, że wszystko może się zmienić o 180 stopni. Trzeba tylko wziąć się za siebie. A jeśli pomoże w przemianie ktoś bliski – to radość z sukcesu jest co najmniej podwójna.


Książka wyraźnie podzielona jest na dwie części: ciemniejszą i jaśniejszą. Ta ciemna to przeszłość Gęboluda. Jasność – nowe życie. Do Agnieszki Żelewskiej mam generalnie słabość. Jej ilustracje są promyczkiem w podręcznikach szkolnych moich dzieci. Na półce mamy kilka książek, które zdobią ilustracje pani Agnieszki. Lubię jej wizję dziecięcego świata. Tutaj Gębolud od samego początku budzi mimo wszystko sympatię.  Na początku gębula niby obleśna, zarośnięta i brudna – a  jednak widać pod nią przyzwoitego osobnika, który szuka recepty na życie. I baaaardzo mi się podobają elementy florystyczne. Ja po prostu lubię ogród. I cieszę się razem z podarku Hortensji, którym został obdarowany nasz bohater na końcu książki.

Rozumiem Hortensję, że do róży można mieć słabość. Też tak mam:) W moim ogrodzie rośnie blisko 40 gatunków:) I już się cieszę na wiosnę i lato:) 



 

Wiek 3+

Wydawnictwo Bajka