Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
środa, 23 marca 2016
Dzieci korzeni - Sibylle von Olfers

 

Na początku recenzji chcę wyrazić swój entuzjazm: jak ja się cieszę, że ta książka została u nas wydana. Podglądałam ją u naszych sąsiadów za Odrą jakiś czas temu. Nawet skorzystałam z możliwości przeczytania jej w którejś z wirtualnych bibliotek. Mały literacki skarb, pięknie zilustrowany, który liczy sobie – ba -  110 lat (data pierwszego wydania 1906). A jednak to uczucie – kiedy bierzesz książkę do ręki – tego nie da się opisać:) To jedna z najstarszych książek, o jakich miałam przyjemność pisać. Powstała w czasach, gdy skrzaty, leśne duszki, elfy dość często pojawiały się w literaturze dziecięcej. Sibylle von Olfers z wdziękiem opisywała ich przygody, codzienność. Mało tego – następnie do tekstu sama tworzyła ilustrację. Z ciekawości sprawdziłam w różnych księgarniach internetowych w Niemczech – wiele z książek von Olfers jest ciągle dostępnych. To cieszy. Klasyka ciągle modna mimo bogatej oferty książkowej – a muszę tu podkreślić, że rynek książkowy w Niemczech należy do największych na świecie. Sibylle von Olfers nie odeszła w zapomnienie, jest ciągle wydawana, a motywy ilustracyjne z jej książek pojawiają się często w różnych elementach dekoracyjnych w dziecięcych pokojach.


Zbliża się wiosna. Pod ziemią ruch: dzieci korzeni szykują się, by wyjść na światło dzienne. Szyją ubranka, pucują chrząszcze. Nadchodzi w końcu ten moment: dzieci w nowych ubrankach, z trawami i kwiatami wychodzą powitać wiosnę. Książka pokazuje na przykładzie małych istot, jakie zmiany zachodzą w przyrodzie. Najmłodsi czytelnicy śledzą poszczególne pory roku: przebudzenie roślin wiosną - wytwarzanie się pączków i płatków - to te liryczne barwne ubranka, które trzeba "uszyć", feerię barw latem, eksplozję energii, bujność roślinności. W końcu szarości, brązy jesieni - kiedy to rośliny przygotowują się do snu zimowego. Widać na ilustracji, że dzieci korzeni są zmęczone, marzą tylko o tym, by się położyć i wypocząć. jakiś maluszek z utęsknieniem przytula się do Matki Ziemi. 


Sibylle von Olfers patrzy w tej książce oczami dziecka. Dostrzega najmniejsze kwiatki i najmniejsze zwierzęta. Te, obok których dorośli najczęściej przechodzą obojętnie. Tylko najmłodsi potrafią pochylić się nad małym fiołkiem i prawie niewidoczną biedronką. Widać to na ilustracjach. Ich autorka z wielką pieczołowitością i dokładnością narysowała swoich bohaterów wśród cudów przyrody. Po lekturze "Dzieci korzeni" kępka trawy nie będzie już tylko zwykłą kępką trawy. Tętni w niej życie. Male dzieciaczki uwijają się jak w ukropie, pracują, bawią się, robią wszystko, by świat był piękniejszy. 


O Olfers pisałam kilka lat temu. Oto, co znalazłam w sieci. Szwedzi mają zatem swoją Elsę Beskow. My – Marię Konopnicką. Niemcy  - Sibylle von Olfers (1881 – 1916). U nas z kolei ta pisarka jest zupełnie nieznana. Przyszła na świat w Prusach Wschodnich w zamku Metgethen niedaleko Królewca (dziś Kaliningradu). Trzecia z piątki dzieci od najmłodszych lat wykazywała olbrzymie zainteresowanie rysunkiem i malarstwem. Wrażliwa, bardzo religijna, z bogatą wyobraźnią, głową pełną pomysłów na najbardziej wymyślne zabawy. Z buzią anioła, a może i samej Madonny, stroniła jednak od nauki – przynajmniej na samym początku – robiła sobie żarty z poważnych lekcji udzielanych przez zatrudnionych w zamku guwernerów. Zamiast tego wolała wymyślać książeczki z własnymi ilustracjami dla swojej młodszej siostry. Była przeszczęśliwa, gdy do Metgethen przyjechała jej ciotka Maria – malarka i pisarka w jednej osobie. I to skąd – z dalekiego i światowego Berlina. To ona udzieliła jej pierwszych profesjonalnych lekcji rysunku. Mała Sibylle znikała na długie godziny w różnych zakątkach ogrodu i z wielką pieczołowitością malowała i rysowała świat roślin i zwierząt. Rodzina z różnych powodów musiała opuścić zamek i przeniosła się miasta. Siedemnastoletnia Sibylle pojawiła się w Berlinie, gdzie dalej zagłębiała tajniki malarstwa i rysunku u swej ciotki. Myli się jednak ten, kto myśli, że wielkie miasto zawróciło dziewczynie w głowie.


Ani specyficzny klimat ówczesnego Berlina, ani liczni adoratorzy (a Sibylle była chodzącą pięknością - widać na zdjęciu) nie odciągnęli jej od już dawno powziętego zamiaru. 21 maja 1906 roku dziewczyna wstąpiła w Königsbergu do Zgromadzenia Sióstr Św. Elżbiety, w którym przebywała od kilku lat jej starsza siostra Nina. Zszokowała rodziców, którzy od najmłodszych lat inwestowali w jej wykształcenie – jako dobrą partię na rynku małżeńskim w przyszłości. Już jako siostra Maria Alojza przybyła w 1908 roku do Lubeki, gdzie zaczęła uczyć m.in. rysunku w szkole katolickiej. W międzyczasie sama pobierała jeszcze lekcje na Akademii Sztuk Pięknych. Wtedy zaczęła chorować na płuca. Zmarła 29 stycznia 1916r. w wieku 35 lat. Do dziś znana jest jako autorka 9 książek obrazkowych. Widać w nich odbicie epoki – fascynację secesją – mnóstwo w nich motywów roślinnych, płynnych falistych linii, subtelnej pastelowej kolorystyki. Stworzyła baśniowy świat - podobny do tego, jaki pojawił się w książkach Elsy Beskow. Pełno w nich skrzatów, małych ludków, stworzonek, kwiatów, traw... Zresztą popatrzcie sami:)

W Niemczech nie tylko ilustracje artystki są i lubiane i popularne. W recenzjach jej książki pojawia się informacja, że rodzice i dzieci znają historię "Dzieci korzeni" nawet na pamięć. Ta książka jest tego warta. Może spróbujecie?:)

Wiek 3+

Wydawnictwo Przygotowalnia

sobota, 19 marca 2016
Żabek i Ropuch. Dzień po dniu - Arnold Lobel

 

Ostatnia już część serii o Ropuchu i Żabku – dwójce przyjaciół,  tak różnych jak ogień i woda. Pisałam o tej książce niedawno tutaj. „Dzień po dniu” zawiera pięć krótkich historyjek, z których można wiele się nauczyć. Sprawnie opowiedziane, ciekawie zilustrowane. Mnie żaby zwykle kojarzą się z wiosną. Budzą się z zimowego snu, nad wodą słychać żabie gody. Nic to, czytajcie właśnie teraz – wszak kilka dni temu nadeszła kalendarzowa wiosna.

„Jutro” to opowieść, która mnie nieźle rozbawiła. Kiedy czytałam ją w święta, pomyślałam, że trzeba było ją przeczytać kilka dni wcześniej. Na pewno zmotywowałaby mnie do tego, by się lepiej zorganizować. Od Ropucha można się nauczyć: że dobrze zrobić dziś to, co ma się zrobić jutro. Wtedy jest i satysfakcja, i radość ogromna z porządku i no i więcej wolnego. Ropuch jak to Ropuch – ponarzeka, ponarzeka, ale zrobi swoje. Zresztą od czego są przyjaciele. Już myślałam, że Żabek wpadnie na pomysł, by zrobić wszystko za kolegę, jednak na szczęście akcja poszła tu w kierunku pozytywnej motywacji.

„Latawiec” natomiast uczy dzieci wytrwałości. Nawet gdy inni wołają, że i to tak na nic, że się nie uda (drozdy), warto ponowić próbę mimo wszystko. Może trzeba coś w działaniach zmodyfikować, zrobić trochę inaczej – nadzieja zawsze umiera ostatnia. Howgk.

„Dreszcze” są zachętą do spotkań w przytulnych miejscach (kominka nam trzeba!) przy ciasteczkach, ciepłej herbatce i do snucia opowieści. Kiedyś tak było – ludzie spotykali się wieczorami i opowiadali sobie niesamowite historie: wspominali innych, wydarzenia, lubili karmić się historiami o duchach i zjawa. Teraz zabił to wszystko telewizor i komputer. Tymczasem Żabek serwuje mrożącą historię o starej żabie pożerającej żabie dzieci. U Ropucha z wrażenia pojawiają się dreszcze. Nieważne czy to prawda czy nie. Takie chwile na długo zostają w pamięci. Może dwójka przyjaciół zmotywuje nas do odkurzania rodzinnych opowieści o kocie bez głowy, przechodniu, który jak szedł nie dotykał ziemi i czarnej łapie?

W „Kapeluszu” Żabek zrobi wszystko, by przyjaciel ucieszył się prezentu. Wpada na ciekawy pomysł: jak zmniejszyć kapelusz, który spada Ropuchowi z łebka.

Najbardziej spodobała mi się opowieść „Sam”. Czasem w życiu ma się ochotę pobyć tylko we własnym towarzystwie. Sam na sam z naturą, by odetchnąć, uspokoić myśli i by … zatęsknić do tej drugiej osoby. Żabek informuje Ropucha, że chce pobyć właśnie SAM. Ropuch robi wszystko, by dotrzeć do przyjaciela na bezżabią wyspę. Pytanie: po co Ropuszku, po co?

Aż się samo ciśnie na usta: szkoda, że to już koniec….

Wiek 5+

Wydawnictwo Literackie

niedziela, 13 marca 2016
Felek i Tola i porywacze - Sylvia Vanden Heede/ il. Thé Tjong-Khing

Felek i Tola mają już swoich wiernych fanów. Przypomnę tylko: Tola to zajączka, a Felek - lisek. Przyjaźnią się do dawna, mieszkają w zielonym lesie, przeżywają różne przygody, spędzają wspólnie czas, razem udają się w podróż. W czwartej już części przygód tej pary pojawiają się kuzyn Felka, vel Kuzyn właśnie i Kojot, vel Kundel. Oj, tej dwójce  niezbyt dobrze patrzy  z oczu. Przeczucia nas nie mylą, bowiem planują oni kradzież. Właśnie zaczynają knuć perfidny plan. Kuzyn ze smutkiem stwierdza, że on to nie ma niczego. Za to Felek posiada dużo fajnych rzeczy kanapę, przyjaciół. Postanawia zatem okraść swego kuzyna. Pewnego dnia razem z Kundlem zjawiają się na Felkowej polance i zaczynają rozrabiać. Wiadomo rodziny się nie wybiera, i Felek nic nie może za zachowanie Kuzyna. Felek ma dużo cierpliwości, w stosunku do Kuzyna. Tłumi ostrzeżenia Toli, by baczyć na gościa. Jednak kiedy para rabusiów porywa ich wspólnego przyjaciela: Jo, czara goryczy się przelewa.

Trzymająca w napięciu detektywistyczna opowieść dla najmłodszych. Bez przemocy, z humorem, pokazująca gafy i wady dwójki złoczyńców. Jednak mimo tego, że Kuzyn i Kojot popełnili przestępstwo, to jednak w jakiś sposób budzą sympatię, a nawet współczucie. Nic im się nie udaje, są samotni zdani tylko na siebie, bez przyjaciół, zazdrośni o innych. Z drugiej strony książka pokazuje, jak wspaniałą wartością jest przyjaźń. Komuś źle się dzieje, inni ruszają na ratunek. Pokonują niebezpieczeństwa, poświęcają się, by uratować jedno malutkie życie. Akcja ratunkowa, ubarwiona licznymi przygodami, zabawnymi dialogami, sytuacjami. Książka przeznaczona jest głównie dla dzieci, które zaczynają przygodę z czytaniem. Duża czcionka, szeroka interlinia, wciągająca fabuła, kolorowe ilustracje, bohaterowie z charakterem. Oczywiście bardziej zaprawione w literowym boju, mogą również skorzystać.

Wiek 3+

Wydawnictwo Dwie Siostry

 

sobota, 12 marca 2016
Tata, gotuj kisiel! - Barbara Stenka/ il. Anna Wielbut

Lubię bohaterki książek Barbary Stenki. „Masło przygodowe” czytałam już dość dawno temu, a Kasia Koniec tak jakoś na dłuuuuugo utkwiła w mojej pamięci. Duże szanse na długie pamiętanie ma też Aśka Wirowska (koniecznie taka forma, bo sama zainteresowania „Asia” nie lubi). Wychowywana przez mamę, głośna, trochę roztrzepana, wygadana, pewna siebie, odważna dziewczynka. Jeszcze pod wpływem „silniejszych i bardziej charakternych” koleżanek z klasy, ale na szczęście już powoli ze swoim własnym zdaniem. Ciągle pod opieką babci – wiecznie narzekającej i czarno widzącej starszej pani. Dziewczynce niczego do szczęścia nie brakuje – no może tylko ojca, który ponoć nic a nic się nią nie interesuje i nigdy na oczy nie widział. Kiedy pewnego dnia okazuje się, że matka Aśki zmuszona jest wyjechać na kilka miesięcy do pracy za granice, całe życie Aśki zostaje wywrócone do góry nogami. Wiadomo: rozłąki rodzinne nie są dobrą rzeczą, jednak Aśka musi zaopiekować się potworny ….ojciec. A spotkanie z nim niesie z sobą wiele fajnych niespodzianek. Jednym słowem: nie taki ojciec straszny, jak go mama do tej pory malowała.

Książka opowiada o wielu współczesnych problemach. Aśka nie ma bajecznego dzieciństwa. Mimo tego, że ma kochającą mamę i kochającego tatę, wciągana jest chcąc nie chcąc w świat dorosłych, w  którym często jest brak porozumienia, pieniędzy, chęci do kompromisu. Co potrzebne jest do szczęścia? Aśka dostrzega wielką wartość w rodzinie. Choć jest dopiero wrzesień już teraz cieszy się na wspólne Boże Narodzenie. To rzadkość we współczesnym świecie, w którym liczą się dla wielu głównie prezenty. Czasem trzeba doświadczyć rozłąki, braku kogoś, by zobaczyć jak ważną rolę odgrywa w życiu. Barbara Stenka zwraca na to uwagę w swojej książce: pięknie wplata do fabuły fascynacje literackie Aśki („Bułeczka”), pociąg do przyrody. Na wsi u taty – w prostym domu, bez wygód, doświadcza niesamowitej więzi z naturą” roślinami i zwierzętami, czuje się częścią tego świata, ta myśl raduje ją. Jednym słowem – mądra książka o tym, co w życiu ważne. Czasem zwracamy uwagę na głupoty, długie lata boczymy się na kogoś, unieszczęśliwiamy siebie i innych. Czy warto?

Wiek 9

Wydawnictwo Literatura

 

piątek, 11 marca 2016
Florka. Mejle do Klemensa - Roksana Jędrzejewska-Wróbel/ il. Jona Jung

Lektura książki zbiegła się z zadaniem domowym młodszego syna. Miał napisać lis (wyimaginowany) do swojej (niby) chorej koleżanki.

-„Auć. Ale mama, listów już się nie pisze!” – usłyszałam jęk zawodu.

-„Uno momento. A mejle to nie listy?”

Oczywiście kiedyś list miał inną formę, pisany na specjalnym papierze, wysyłany w kopercie ze znaczkiem. Jednak świat poszedł do przodu. Mejl to też list, kochani. I właśnie takie mejle ryjówka Florka pisze do swojego przyjaciela Klemensa. Ale od początku.


Florka poznała Klemensa na lekcjach baletu. Niestety, Klemens miał operację i leży w szpitalu. I z tego względu, że dzieci zdrowe nie mogą wchodzić na oddział, pozostało Florce pisanie listów do przyjaciela drogą elektroniczną. Swoją drogą – ta niewidzialna sfera wędrówki listu od nadawcy do adresata ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony wiemy, że wystarczy nacisnąć tylko ikonkę „wyślij” i nasz mejl jest już na drugiej stronie globu. Tymczasem te dawne listy w kopertach uczyły nas trochę i pokory i cierpliwości. Z jakim drżeniem serducha niekiedy czekało się na listonosza – doręczyciela kopert? Pamiętam, jak każda z sióstr przechodziła fazę pytań niby od niechcenia: „Czy listonosz już dzisiaj chodził?”. Tak kochani, technika zabija dzisiaj tęsknotę. Raz, dwa i już mamy to, co chcemy.


Florka pisze dużo, bo przecież przyjaciół w biedzie się nie zostawia. Miło w szpitalu przeczytać list od bliskiej koleżanki. Florka opisuje przedszkolną codzienność Tygrysków: pojawienie się nowej koleżanki, wypadające mleczaki, sympatie i antypatie, rodzinny spacer do lasu, kwestię wołacza i manipulacji, grę w badmintona. W kilku mejlach przewija się temat operacji. Czy ma ona coś wspólnego z operą? Florka drąży temat – a efekty tych „badań” są pełne humoru i dziecięcej naiwności – oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Z mejli Florki dowiadujemy się, jak się czuje Klemens: ma się coraz lepiej, zdrowieje, zdjęto mu szwy, spędza czas szpitalnej świetlicy. Dla Florki duży PLUS za jej cmoki – podskoki, buziaki -zębalaki, cmoktasy-górasy, buziaki-wesolaki, buziaki-przytulaki, całusy-rozczarowusy, całusy-wścieklusy, pozdrów ki-nerwówki, całusy-wołaczusy. Autorka porusza mnóstwo ciekawych tematów, które dotyczą najmłodszych. Dużo uwagi poświęca relacji nowej koleżanki z resztą grupy przedszkolnej. Eulalia to osóbka charkterna, lubiąca rządzić. Na szczęście Florka potrafi ocenić jej zachowanie, potrafi właściwie ocenić sztuczki koleżanki. Od Florki można się wiele nauczyć – również poprawnych relacji z innymi, asertywności. Książka pokazuje, że każdy choruszek chętnie dowie się, co dzieje się w przedszkolu podczas jego nieobecności. Stąd warto się o niego zatroszczyć – a Florka robi to znakomicie.

Wiek 4+

Wydawnictwo Bajka

czwartek, 10 marca 2016
Szczęka Alfreda - Jon i Tucker Nichols

Alfred ma nie lada kłopot: zgubił swoją sztuczną szczękę. Wprawdzie powiesił na najbliższej poczcie ogłoszenie o treści „Zaginęła szczęka”, jednak on sam nie chce tracić czasu i natychmiast przystępuje do poszukiwań. Ale to wcale nie jest takie łatwe. Jego mieszkanie pełne jest najróżniejszych rzeczy, bibelotów, pamiątek. Musi więc najpierw znaleźć sposób, by dobrze zorganizować poszukiwania. Siostra Mira podpowiada mu, by posegregował wszystko według kategorii.


Kiedy oglądamy dobytek Alfreda nagromadzony przez długie lata jego życia (długie – to na pewno – sztuczna szczęka wszak zobowiązuje) nachodzi mnie taka myśl: ciekawe co powiedzieliby na to wszystko spece od Feng – Shui. Oj mieliby co wyrzucać – przecież do tego namawiają w różnych poradnikach W każdym razie w życiu Alfreda panuje niezły bałagan. Choć przyznaję, widząc jego okazałe zbiory rzeczy nagromadzonych, cieszy mnie osobiście myśl, że nie tylko ja mam zbieractwo we krwi. Para autorów odsłania ludzką naturę. Jakiś atawistyczny pociąg do gromadzenia różnych pierdułek mniejszych i większych, jakby  z obawy, że coś może się stać, że nagle to wszystko ma nam się przydać, być potrzebne. Ooooo, Alfred nagromadził tego naprawdę sporo. Samych nakryć głowy naliczyłam prawie trzydzieści sztuk. A ile kaczek i wabików, ile małych jazgoczących piesków. Najlepsze jest jednak zakończenie – Alfred tak jest przywiązany do swoich rzeczy, że nie potrafi bez nich wypoczywać nawet podczas wakacji. (Ot, tak skomplikowani jesteśmy).


Pełna humoru opowieść o pewnym błaganie w życiu i próbie jego uporządkowania. Zabawa rysunkiem, szukanie jasnej strony życia w tym całym galimatiasie i rozgardiaszu, pokazanie bezradności człowieka wobec problemu. Alfred to cząstka każdego z nas – ile go mamy w sobie – to nasza słodka tajemnica. Można tę opowieść potraktować dosłownie – jako jedno wydarzenie z życia pewnego człowieka, który szuka swojej szczęki i który przy okazji sprząta to, co nagromadził latami. Można w tej opowieści szukać drugiego dna – ja na przykład zadaję sobie pytanie, ile i czego potrzeba nam do szczęścia? Czyż mając tyle różnych rzeczy nie czujemy się przytłoczeni? Czy to jest wolność? To taka trochę krytyka konsumpcyjnego podejścia do życia. Alfred w końcu wlecze za sobą kartony zapełnione narzędziami, portretami. Ciągle ich potrzebuje. Ja byłabym zmęczona, a Wy?


Książka wydana z wielkim smakiem, oryginalnego formatu: duża i podłużna. Świetne oryginalne ilustracje, które dzieci mogą oglądać w nieskończoność. Mnóstwo niespodzianek rysunkowych i słownych: sztuczny nos, przepychacz, pasta do butów wyjściowych (!), zęby stracone na sankach, pieniążek od wróżki zębuszki. Księga posiada dodatkową owijkę. Po rozwinięciu może ona (owijka – nie księga) posłużyć jak ozdoba pokoju. Co na niej jest – jak autor – nie mam pojęcia, jednak ta intrygująca ilustracja i pytanie nie zostawią odwiedzających pokój obojętnymi – to pewne jak dwa razy dwa równa się cztery. Daje do myślenia, jak cała historia szczęki Alfreda, ale chyba o to chodzi. Ach, zapomniałam napisać, czy ta szczęka w końcu się znalazła. Specjalnie nie zdradzam – sami zajrzyjcie do środka i poszukajcie.


P.S. Bardzo lubię książki, które podchodzą do ułomności człowieka z uśmiechem i humorem. No cóż starość Panu Bogu zdecydowanie się nie udała. A zęby przede wszystkim:) Lubię takie zabawne podejście do życia:))))

Wiek 4+

Wydawnictwo Dwie Siostry

środa, 09 marca 2016
Co? Jak? Narysować - Edwin George Lutz

Książce E.G. Lutza równe trzy lata temu stuknęła …setka. Muszę przyznać, że radość  z tego, że ta książka po raz pierwszy w całości i po polsku ukazała się właśnie teraz, jest przeogromna. Sam autor urodził się jeszcze w XIX wieku – a dokładniej w 1868 roku w Filadelfii w Ameryce. Żeby pokazać jaka to przestrzeń czasowa dzieli nas od tej daty, przypomnę tylko, że nasz kraj (którego nie było wówczas nawet na mapie świata) właśnie wtedy lizał rany po powstaniu styczniowym. Było to dawno temu, prawda? Edwin George Lutz był cenionym rysownikiem, a jego książka, w której podpowiada jak narysować to i owo, swoją premierę miała w ubiegłym wieku w 1913 roku. Ponoć prace Lutza zainspirowały samego Walta Disneya.


Kiedy patrzymy na jakiś obrazek, myślimy sobie, że to niemożliwe, by coś takiego narysować. Do tego trzeba mieć przecież TALENT. Jednak z drugiej strony analizując poszczególne etapy powstawania danej ilustracji, dodawanie poszczególnych elementów, można pokusić się o stwierdzenie – Do licha, ja potrafię jednak rysować! Pingwin, łabędź, sowa, lis, głowa konia, cały koń, mężczyzna w kapeluszu, lalka, postacie w  ruchu i spoczynku, różnego rodzaju pojazdy. I to wcale nie uproszczone rysunki – wręcz przeciwnie: dopracowane, ładne ilustracje, zawierające szczegóły anatomiczne i techniczne. Okazuje się, że rysowanie nie jest domeną tylko i wyłącznie ludzi utalentowanych. Każdy może chwycić za ołówek. Widząc taką książkę marzy mi się jej wykorzystywanie na lekcjach rysunków, które są bolączką w naszej szkole.

Całość ma format zbliżony do A 4 i liczy 183 strony + kilka kartek szkicownika na prace własne, w tym 143 ilustracje z instrukcjami. Podzielona na cztery duże grupy tematyczne: zwierzęta, rośliny, ludzie i varia, czyli pojazdy. Najbardziej rozbudowane działy to zwierzęta i ludzie. Oczywiście zawartość odnosi się do epoki i poziomu technicznego, w jakich książka powstawała. Zatem ilustracje stanowią również ciekawy obraz społeczeństwa amerykańskiego: ludzi i ich ubiorów, rozrywkę, pojazdy, które dziś można spotkać najczęściej w muzeach. Jednak z takimi solidnymi podstawami rysunku można pójść dalej i szukać inspiracji we współczesności. Od czego ma się wszak wyobraźnię?

Ciekawym zabiegiem jest pojawienie się również szkicownika, który zawiera wybrane ilustracje i miejsce wolne na próby własne. Szkicownik to 64 strony, w tym 32 strony do ćwiczeń.  Całość wykonana z szorstkiego kremowego papieru, po którym dobrze się rysuje, w formacie zbliżonym do A4. Można pokusić się o zakup tylko szkicownika. Proponowanych ilustracji jest ich zdecydowanie mniej, ale to taki przyspieszony kurs rysunku dla każdego. Jeśli ktoś będzie miał ochotę na więcej – wtedy sięgnie po bardziej rozbudowaną wersję.


Wydawnictwo Egmont

wtorek, 08 marca 2016
12 miesięcy - Marcin Brykczyński/ il. Ewa Poklewska-Koziełło

Marcin Brykczyński bardziej był mi do tej pory znany z krótkich żartobliwych form wierszowanych, niż z dłuższych utworów lirycznych. Stąd miłe „rozczarowanie”. Baczny obserwator przyrody i świata, który zaprasza do wędrówki przez cały rok, przez wszystkie dwanaście miesięcy. Trochę czytam te wiersze z rozrzewnieniem i nostalgią. Zwłaszcza jeśli chodzi o miesiące zimowe. Bo za oknem srogiej zamieci w styczniu jak na lekarstwo, ślizgawki w parku w lutym też nie było. Zima Brykczyńskiego to zima mojego dzieciństwa: w futrzanych czapach i grubych płaszczach, z zaspami śnieżnymi i lodem zalegającym przez długie tygodnie. Fakt – klimat się ociepla, przyroda szleje, natura wywraca się do góry nogami. Jednak od czasu do czasu natura faktycznie płata figle i jest tak jak dawniej – zimy jak za cara, z mrozem odmrażającym i uszy i nosy.


W książce znajdziecie dwanaście nastrojowych wierszy – każdy na poszczególny miesiąc, w kalendarzowej kolejności: od stycznia do grudnia. O zimowych wersach już pisałam. W marcu „obudzone w zacisznych norach śpiochy i śpioszki wyglądają, czy to już pora, by schować piżamę w groszki”. Kwiecień „pełno żartów wciąż ma w głowie”. W maju „ptasich lęgów przyszła pora”. W czerwcu „w każdym gnieździe kwilą pisklęta”. W lipcu „w koronie lipy brzęczą pszczoły”. Sierpień – „koniec wakacji jest już bliski”. We wrześniu „ciemną czerwień dzikiego wina szron ukradkiem pobielił nocą”. W październiku „tańczą w słońcu późne motyle”. W listopadzie” „zszarzała trawa na łące, pod stopami szeleszczą liście”.


Proste liryczne strofy pokazujące najmłodszym zwykłą codzienność, za oknem, w ogrodzie, na podwórku, na ulicy. Autor pokazuje, że przyroda jest elementem naszego życia. Wszystko przemija – ale tylko na chwilę, za jakiś czas powraca o tym samym czasie. Do wierszy przepiękne ilustracje wykonała Ewa Poklewska – Koziełło. Na każdej z nich dzieci – taplające się w słońcu, to w czerwieni jesieni, to znów płatkach bielutkiego śniegu.


Wiek 3+

Wydawnictwo Literatura

sobota, 05 marca 2016
Fantastyczne konstrukcje, Fantastyczne miasta - Steve McDONALD

Kolorowanki Steve’a McDonalda robią wrażenie. Kanadyjski rysownik mimo dobrodziejstw techniki najchętniej korzysta z piórka i tradycyjnego tuszu. Jest również zapalonym podróżnikiem, który przemierzył różne kontynenty. Jego zainteresowania znajdują wyraz m.in. w kolorowankach. Zafascynowany geometrią miast i poszczególnymi konstrukcjami tworzy wycinki miejskich krajobrazów ze wszystkimi szczegółami i szczególikami, wyciszające mandale, których zorganizowana swego rodzaju jednostajność, uporządkowanie i regularność uspokajają, wprowadzają klimat refleksji i medytacji.

Fantastyczne miasta i Fantastyczne konstrukcje to 58 mniej i bardziej znanych miejsc z całego świata. Brema, Wzgórze św. Michała, Sidney, Paryż, Tokio, Wasserburg, Toronto, Nowy York, Rio de Janeiro.

Mnóstwo fascynujących miejsc, które można poznać dzięki wyczulonemu oku artysty. Czyż to nie ciekawe przeżycie? Zależnie od tego, kto jaką ma pasję, tak zbudowane ma oko. Znam osoby, które w podróżach po świecie widzą głównie ogrody. Ktoś inny koncentruje się na …drzwiach. Jeszcze ktoś inny jedzie w celu zwiedzania muzeów, ktoś dla widoków. Jeszcze ktoś inny skupia się na codziennej modzie ulicy. McDonald uczy nas zupełnie nowego spojrzenia na nowe miejsca. Zaczynamy dostrzegać te wszystkie gzymsy, rynny, okna, mansardy, szkło, balkony, okiennice. Nie widzimy wieży Eiffla – tej wielkiej żyrafy górującej nad miastem, jako całości, ale dostrzegamy jej koronkową i lekką konstrukcję, nity, łuki, wywijasy, zakrętasy. Przykuwa nasze oko precyzyjna układanka szklanych elementów w wiedeńskiej palmiarni. Miłą niespodzianką dla mnie jest ilustracja biblioteki miejskiej w Stuttgarcie, w której miałam okazję być kilka lat temu. Ach te regały książek, na których rysownik z wielką cierpliwością poukładał setki grubych tomów.

Kolorowanka jest przeznaczona dla dojrzalszego czytelnika, choć u mnie o pokolorowanie wybranych obiektów pokusił się starszy syn (11). Jest tu mnóstwo dokładnych i małych elementów. Zdecydowanie odnajdą się tu dorośli: taka kolorowanka może stać się odskocznią od zabieganego życia, jako umilacz czasu, odstersownik. 

Wydawnictwo Egmont

środa, 02 marca 2016
Moda - teczka inspiracji - Weronika Kowalkowska/ il. Marianna Sztyma

Obok tej książki – teczki żadna dziewczyna – czy to mała czy duża, na pewno nie przejdzie obojętnie. Przegląd modowych nowinek w różnych epokach, informacje na temat makijażu, tkanin, biżuterii – i to nie tylko w odniesieniu do kobiet. Nie nie – nic z tych rzeczy. Książka udowadnia, że moda to nie domena wyłącznie kobiet. Również mężczyźni lubili dobrze wyglądać na przestrzeni wieków: i w starożytnym Egipcie i na Wyspach w czasach królowej Elżbiety, i podczas panowania cesarza Napoleona. Oczywiście, jak pokazują teksty, moda kręciła się głównie wokół kobiet, które często – zwłaszcza te z bogatych domów, nic ciekawszego podczas dnia do roboty nie miały. Więc się stroiły, przebrały, szukały modowych nowinek. Do śniadania inny strój, do popołudniowej herbaty również, do kolacji znów inny.

Teczka zawiera 15 plansz, które zabierają nas na wycieczkę do różnych czasów i epok. Pokazują one, że zawsze człowiek zwracał uwagę na to jak wygląda, co nosił, z jakiego materiału, w jakim deseniu. Podobnie makijaż, który w dzisiejszych czasach ma dodawać urody – dawniej – zwłaszcza w starożytnych czasach – miał znaczenie głębsze i poważniejsze. Autorka oprócz informacji na temat noszonych ubrań, przekazuje również ciekawy kontekst społeczny, zarys epoki. Robi to ciekawie, bez zbędnych dłużyzn. Przekazuje informacje, które nie są powszechnie znane. Jeśli już to raczej tym, którzy w strojach siedzą po uszy: na przykład trzy fałdy w sukni polonesce miały symbolizować trzy rozbiory Polski.

Cieszę się, że stroną ilustracji zajęła się Marianna Sztyma. Bardzo ją lubię za wiele książek: tych o majtkach i nocniku, o głowie wawelskiej. Na każdej planszy modelka w stroju z epoki. Obok kontury części garderoby, które należy wypełnić dołączonymi naklejkami (91 sztuk). Na drugiej stronie tekst w wersji angielskiej oraz wybrany szczegół stroju w dużym powiększeniu: biżuteria lub motyw z tkaniny. Każda plansza (wymiary: 42x30 cm – format A3) jest podzielona. Z dziurkowanej części tekstowej można stworzyć książkę – wachlarz.

Książka jest w wersji dwujęzycznej. Jeśli wybieracie się w odwiedziny za granicę i są tam dzieci – warto potraktować Modę jako prezent.

W książce znajdziecie:

-Starożytny Egipt

-XV wiek

-Epoka Elżbietańska

-XVIII wiek - suknia w stylu francuskim

-XVIII wiek - suknia Poloneska

-Empire (czytaj: empir)

-Krynolina

-Tiurniura

-Lata 20. XX wieku

-New Look (czytaj: nju luk)

-Chanel (czytaj: szanel)  

-Lata 60. XX wieku

-Lata 70. XX wieku

-Lata 80. XX wieku

-Współczesność

 

Wiek 8+

Wydawnictwo Zuzu Toys

 
1 , 2