Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
wtorek, 31 marca 2015

Jakiś czas temu pisałam o Krótkiej historii Polski Zuzanny Szelińskiej i Diany Karpowicz. Niedawno ukazał się dodatek do tej lektury, która przybliża najmłodszym dzieje naszego kraju. Kolorowanka, zeszyt zadań, zabawa z naklejkami – tak krótko podsumowałabym tę pozycję. Czarno – biała może stanowić samodzielną lekturę, jeśli ktoś nie posiada wyżej wymienionego tytułu. Na pewno spodoba się dzieciom, które interesują się historią, przeszłością, lubią rozwiązywać zagadki i kolorować.


Plansze są dobrą okazją do tego, by porozmawiać z dziećmi o danym życiu: strojach, przedmiotach codziennego użytku, pieniądzach, środkach lokomocji, stolicach Polski,  wynalazkach, godle z białym orłem, bitwie pod Grunwaldem, wybranych królach. Pojawiają się postaci słynnych Polaków: Skłodowskiej – Curie, Kopernika, Chopina. W środku znajdziecie duże rozkładane plansze przedstawiające Polskę z czasów Piastów, Złotego Wieku, XX-lecia międzywojennego i współczesną. Pomocne na pewno będą kolorowe naklejki – jest ich tu niemało, bo aż 77. Po wypełnieniu wszystkich zadań książka ta może stać się kreatywnym i pierwszym podręcznikiem historii. Cennym – bo w dużej mierze stworzonej dzięki zaangażowaniu małego czytelnika.

Ilustracje pochodzą ze strony Wydawnictwa 

Wiek 5+

Wydawnictwo Zuzu Toys

niedziela, 29 marca 2015

Po takiej książce aż chce się wyjechać na wakacje do Rzymu. Bo akcja dzieje się właśnie tam. Sympatyczna opowieść z wątkiem detektywistycznym o pewnym gadającym kocie Cagliostro (!) i sześciu dziewczynkach z sześciu państw. KTOŚ sprawił, że w ich krajach zniknęły pomniki znanych postaci z bajek: Krecika, Gawrosza, Dziadka Mroza, Szczęśliwego Księcia, Koziołka Matołka i Pinokia. I wszystko wskazuje na to, że to nie był wcale przypadek. Co ciekawe, o tych wydarzeniach wspomniane dziewczynki zanotowały w swoich pamiętnikach. Mało tego, pamiętniki te - wszystkie bez wyjątku, "zgubiły się".

Po nitce - do kłębka, mówi stare przysłowie. Kot razem z dziewczynkami próbuje wyjaśnić zagadkę. Razem idą tropem tajemniczej postaci - tytułowego Bambola. Nie zdradzam niczego więcej (a zwłaszcza znaczenia słowa: Bambol:)- by nie popsuć zabawy podczas lektury. Bohaterowie wędrują po uliczkach Rzymu - na wyklejce przedstawiona jest mapa, na której odnajdziecie miejsca, które pojawiły się w tej opowieści. A może ktoś pokusi się na literackie zwiedzanie "wiecznego miasta" właśnie śladem Kota i jego aniołków. Brzmi zachęcająco, tym bardziej, że podobnie można uczynić w Wenecji (już ukazały się Szklane oczy) i Sienie (w przygotowaniu Zwycięski koń).

Wiek 6+

Wydawnictwo Media Rodzina

piątek, 27 marca 2015

Książka została wydana po raz pierwszy kilka lat temu. Teraz zrobiło się o niej głośno za sprawą filmu.

Głównym bohaterem jest chłopak Thomas J. Ward, siódmy syn siódmego syna, wywodzący się ze zwykłej chłopskiej rodziny, który pewnego dnia zostaje oddany na nauki do stracharza- osobnika ponurego, o nieprzyjemnej fizjonomii, odzianego w długi czarny płaszcz z kapturem, budzącego niepokój wśród ludu, w związku z wykonywaną profesją. Bo czymże zajmuje się stracharz? Walczy z mrokiem, złymi wiedźmami i boginami, duchami. Ludzie boją się stracharza, odwracają się doń plecami, schodzą mu z drogi, a jednocześnie bardzo potrzebują. Thomas jest chłopcem niezwykłym, ma Dar, widzi to, co dla innych niewidzialne, słyszy, co dla innych niesłyszalne. Do tego ma ukochaną Mamę, która jest osobą niesamowitą i niezwykle tajemniczą i która wie, że kiedyś jej syn zostanie najlepszym stracharzem w Hrabstwie. Chłopiec uczy się wiele rzeczy- stracharz, bardzo wymagający Mistrz, wprowadza go w arkana zawodu- ale jednocześnie Thomas odkrywa, na czym polega istota męstwa, odpowiedzialności i pracowitości. Jakim uczniem okaże się Tom, czy zaprzyjaźni się ze swoim nauczycielem, czy poradzi sobie z trudnościami związanymi z profesją stracharza, czy odnajdzie swoje miejsce na ziemi?

Książki wciągają niesamowicie. Na okładce informacja- UWAGA! NIE CZYTAĆ PO ZMROKU. To prawda- Delaney umie budować nastrój grozy- a że ja niestety mam możliwość czytania głównie w nocy- niekiedy z niemałym niepokojem spoglądałam w czarne okno:) Czy to książka na pewno dla 10-latków?  Autor sięga po stare podania, korzysta z kronik opisujących stare dzieje, wskrzesza to, co zapomniane. Kiedyś, gdy nie było telewizji, komputerów, ludzie spotykali się i opowiadali sobie właśnie takie historie, którym często również przysłuchiwały się dzieci. No i myślę- dziś chyba nie tak łatwo przestraszyć młodego czytelnika :)), a zresztą dzieciaki lubią taki smaczek tajemniczości, strachu i niewytłumaczalnego. A tego w książkach Delaney'a jest pod dostatkiem.

Cały cykl liczy 12 części. Na razie dostępne są dwa pierwsze tytuły w nowej szacie graficznej: Zemsta czarownicy i Klątwa z przeszłości. Wkrótce ukażą się: Tajemnica starego mistrza i Wiedźmi spisek


Wiek 11+

Wydawnictwo Jaguar

czwartek, 26 marca 2015

Wiersze współczesnego poety prawie na każdą okazję. O mamie, która "ma uśmiech złoty, choć smuci się po kryjomu". Tacie, który "niczego w świecie się nie boi". Oczekiwaniu na Boże Narodzenie, matematyku doszukującego się wszędzie matematyki: w mnożeniu problemów, dzieleniu włosa na czworo; smutku szepczącym do ucha i oplątującym nas "pomalutku"; marzeniach na nowy rok, zwierzakach: psie, gawronie, krowie, żyrafie, białym niedźwiedziu, wężu, kotku psotku; baśniowym świecie, czarach. Pierwszy raz spotkałam się z wierszami poświęconymi całkiem nietypowym bohaterom, takim jak fioł i ohyda. Wiersze - jedne smutne, drugie wesołe, wyważone i powywracane do góry nogami. Na pewno mniej znane niż te naszych klasyków poezji dziecięcej - ale i tym dajemy szansę.

Książka kolorowa, na każdej stronie ilustracje Artura Gulewicza, którego lubimy za: "Mój tata jest olbrzymem" i "Król na wagarach".

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

 

środa, 25 marca 2015

Sympatyczna historia dla moli książkowych, z której można się nauczyć wiele dobrego.

Mama przedszkolaka Jaśka pisze książkę. Pech chciał, że zepsuł się laptop. Chcąc nie chcąc – rodzicielka kupuje starą maszynę do pisania, za sprawą której odmieni się życie całej rodziny i nie tylko. Wraz z pojawieniem się nowego starego urządzenia w domu, zaczynają się dziać zaiste przedziwne dziwy. Największym jest ten, że w domu zamieszkał … Papuk – stworzenie, które uwielbia kosztować wszystkiego, co papierem pachnie: kartki,  karteluszki, również książki. Rodzina przeżywa z nim różne perypetie – mniej i bardziej miłe. Musi wyciągać go z różnych kłopotów, tłumaczyć przed innymi. Za sprawą Papuka polepszają się relacje ze starszą sąsiadką. Okazuje się, że za warstwą złego humoru, niezadowolenia i wiecznego biadolenia, kryje się osoba o dobrym sercu, która da się polubić i staje się pomocna w dniu codziennym. 

Papukowa historia uczy tolerancji i otwartości na wszystko, co inne i odrzucone. Dzieci poznają też wartość słowa „stary” – który wcale nie musi oznaczać: „gorszy”. Maszyna do pisania świetnie zdaje egzamin, ma duszę – mimo swojego wieku, służy nadal innym. Dochodzi nawet do takiej sytuacji, że znajoma mamy chce posiąść ją za wszelką cenę. Może po tej lekturze dzieci inaczej spojrzą na sprzęty i urządzenia, w otoczeniu których żyją? Kto wie….

Książka jest ładnie zilustrowana przez autorkę. Jest kolorowo, trochę geometrycznie. Mnie te ilustracje bardzo się podobają.

Wiek 5+

 

Wydawnictwo Akapit Press

Kolejna cześć serii „Opowiem ci mamo, co robią…”. Po mrówkach i żabach na naszej półce, przyszła kolej na pająki. Zdecydowanie inny pomysł na książkę niż ten zrealizowany przez Katarzynę Bajerowicz. Daniel de Latour wysyła pająka Kleofasa w podróż. Po drodze spotyka różne stworzenia duże i małe, przeżywa przygody,  przygląda się wszystkiemu, co dzieje się w mikroświecie. A dzieje się dużo. Mama komarowa pilnuje swoje małe pociechy chlapiące się w bajorku wody, mrówki wachlują dla ochłody królową, trzmiel zbiera członków swojej orkiestry, kołatki obżerają się w najlepsze … drzwiami, zaniepokojona mama pająkowa szuka swego synka pajączka. Co ciekawe, wśród bohaterów jest mnóstwo stworzeń, których na co dzień nie darzymy sympatią. Same tytułowe pająki budzą w nas różne uczucia. Wiemy, że są pożyteczne, ale czyż nie istnieje coś takiego jak „arachnofobia”? A inni bohaterowie tej opowieści: karaluchy, komary (uwaga – niedługo zaczyna się sezon), kołatki? Autorzy potraktowali te zwierzęta z wielką dozą sympatii, humorem. Postacie te przypominają ludzi – pająk podróżnik, zatroskana mama komarzyca, grające w karty karaluch, zasmucony i przestraszony pajączek. W odróżnieniu od tomiku o żabach (bez porównań jednak się nie obejdzie),  główny bohater został osadzony w bajkowym klimacie, w którym nie brakuje (i tu bonus dla rodziców) odniesień do „gadżetów” PRL-u. Można pobawić się stadnie – dzieci niech wykonują zadania przygotowane przez Marcina Brykczyńskiego, a dorośli szukają znaczka z Gagarinem, etykietki oranżady wyborowej, pudełka zapałek, wycinków z prasy codziennej. Książka trochę w konwencji Mamoko – wierszowane zadania zachęcają do ćwiczenia spostrzegawczości: dzieci szukają różnic na obrazkach, zagubionych grosików, cieni robaczków, liczą kołatki, małe komary, topiki.

Na kartkach książki dzieje się wiele, nie brak humoru sytuacyjnego Można spróbować odszukać ciąg dalszy na kolejnej stronie, zobaczyć ulubionych bohaterów w nowej sytuacji.

Książka kartonowa, z grubymi stronami – można wertować, wracać, kontynuować poszukiwania w nieskończoność.

Pająki mają swoją stronę - o tu:)

Wiek 3+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

wtorek, 24 marca 2015
niedziela, 22 marca 2015

Trudno pisać o tej książce. Trzeba ją zobaczyć. Składa się z dziesiątek pięknych zdjęć przedstawiających Kosmos. Zapiera dech w piersiach piękno tego, co nad naszymi głowami, co niesamowicie daleko. Sfotografowane dzięki postępowi techniki, uporowi ludzkiemu. Moi synowie w ostatnie dni śledzili serię Hippocampusa Byli sobie podróżnicy. Gdzieś wśród różnych zajęć domowych docierały do mnie historie poszczególnych ludzi, którzy mieli marzenia i odkrywali dalekie lądy. Kiedy głód wiedzy tu, na Ziemi, został nasycony, podróżnicy i naukowcy spojrzeli w niebo. Naszym przodkom - uparciuchom - podróżnikom pewnie trudno byłoby uwierzyć w to, co ludzie osiągnęli w ostatnich dziesiątkach lat. I choć te zdjęcia przybliżają Kosmos, pozostaje jednak nadal wiele niewiadomych, znaków zapytania, na które być może nigdy nie otrzymamy odpowiedzi.

Niebo fascynuje. Mogłam się o tym przekonać w ostatni piątek, kiedy to tłumnie ze znajomymi oglądaliśmy zaćmienie (częściowe) słońca. Jeśli lubicie patrzeć do góry - ta książka na pewno się Wam spodoba. Dotyka różnych tematów - przestrzeni kosmicznej, Układu Słonecznego, naszej Ziemi, lotów na księżyc i wypraw na Marsa, mniej nagłaśnianych, ale na pewno ważnych, wypraw na orbitę, startów satelitów i sond. Mimo tego że dominują tu fotografie, swoje miejsce ma również i tekst, w którym znajdziecie informacje o różnych ciałach niebieskich, lotach w przestrzeń kosmiczną, pracy kosmonautów, urządzeniach, dzięki którym jest możliwe wykonanie takich wyraźnych zdjęć.

Nadal robią wrażenie zdjęcia z pierwszej wyprawy na Księżyc: ślad ludzkiej stopy, zwierzęta jako króliki doświadczalne, dalej: zdjęcia Ziemi wykonane z Kosmosu: mieszanina barw, dziwaczny misz - masz, który na pierwszy rzut oka trudno określić jako wyspę na Oceanie Indyjskim czy jezior Nasera w Egipcie. Planety na wyciągnięcie ręki - z bliska i daleka, ich kolory, struktura przypominająca różne materiały, plątanina kropek i kresek; Słońce - wybuchy na nim, pole magnetyczne, pętle gazu przypominające subtelne wijące się długie kokardy. W końcu astronauci w przestrzeni kosmicznej - podczas spacerów i napraw. Aż trudno uwierzyć, że takie coś dzieje się naprawdę.

Książka spodoba się i małym i dużym, żądnym wiedzy, sensacji, uwielbiającym ciekawostki i konkretne informacje. Książka grubaśna, wagi słusznej. Razem blisko 500 zdjęć - bardzo dobrej jakości, kolorowych i czarno - białych. Książka jest przeznaczona dla czytelnika dorosłego, jednak można "czytać" ją z młodszymi dziećmi - oglądając zdjęcia i przekazując im wiedzę prostym językiem.

Wydawnictwo Olesiejuk

wtorek, 17 marca 2015

Po tej książce już żaden żuk nie będzie tylko żukiem, a dąb - dębem. Zaraz zaczniecie śledztwo - czy napotkane stworzenie (którego o mało co nie rozdeptaliście buciorem) to żuk wiosenny, leśny, czy może gnojarz. I czy drzewo, na które weszliście podczas niedzielnego spaceru, to dąb szypułkowy, bezszypułkowy czy może czerwony?:)))

Książkowy tato intryguje, stawia pytania, układa zagadki, wierci do bólu dziurę w brzuchu, śledzi niczym wytrawny detektyw. Ciągnie na wyprawy swoją rodzinę i nie tylko: małych i dużych. Dyskutuje z uczestnikami wypraw, bierze sobie pewne stwierdzenia do serca - i albo im przytakuje albo zaprzecza. Na pewno nie zostaje obojętny - a gdy trzeba, stawia pytania znawcom tematu, sam szuka odpowiedzi po książkach i przytacza celne cytaty, potwierdzające lub obalające jego tezy.

Wyprawy Wojciecha Mikołuszki same w sobie są fascynujące - a gdy do tego dołączyć rzeczywistą wyprawę do lasu, na pola, łąki - to - prawdziwa uczta - dla ciała i ducha. Jeśli jest taka możliwość (nie każdy ma las albo pole pod nosem - ale w mieście na pewno znajdziecie kawałek natury:) warto połączyć teorię z praktyką: zadrzeć wysoko głowę i poobserwować klucz dzikich gęsi, spojrzeć pod nogi i zgadnąć, jaki zwierzak przed nami szedł tą samą drogą.

Książka podzielona jest na 43 rozdziały - wyprawy. Ułożone chronologicznie - początek to grudzień, dalej to już kilka wypraw na każdy miesiąc. Oczywiście można książkę przeczytać od razu, ale fajną przygodą będzie jej racjonowanie - w zależności od pory roku i miesiąca. Wybór zależy od Was. Rozpiętość tematów bardzo szeroka: zwierzęta, rośliny, zmiany w klimacie i porach roku. Nie ma reguły - jakiejś miesięcznej matematyki. W zależności od miesiąca czy pory roku różnorodność wypraw i ich liczba się zwiększa bądź zmniejsza. Najwięcej wypraw jest w maju i sierpniu. Razem z książkową rodziną można poznać m.in. ptasie gniazda, śnieg, kawki w karmniku, ptaki zimujące u nas, lód, bobry, klucz gęsi, ptasią inteligencję, leszczynę w kwiatach, nudną wiosnę, żaby i traszki, obrączkowanie, płoszyce, biedronki, mniszki, chruściki, pajęczynę, kijanki, zaskrońca, żołędzie, grzyby, korony drzew, stawy, przymrozek i inne. Wyprawy zostały ciekawie opisane, przytaczane są dialogi taty z uczestnikami wypraw, dużo tu ciekawostek, humoru.

Klimat tej książki budują na pewno ilustracje Tomasza Samojlika. Wkomponował postacie taty i dzieciaków w prawdziwą przyrodę, dorysował dymki komiksowe. Efekt jest ciekawy. Dzięki tekstowi i zabiegom graficznym okazuje się, że przyroda naprawdę jest fascynująca. A co najważniejsze jest na wyciągnięcie ręki.

Wiek 7+

Wydawnictwo Multico

niedziela, 15 marca 2015

Pierwszy raz czytałam baśnie polskie spisane przez nie - Polaka. David Walser korzystał przy ich pisaniu z różnych źródeł książkowych - głównie anglojęzycznych i ustnych opowieści Jana Pieńkowskiego, które ten zapamiętał z dzieciństwa. Natrafiając na różne wersje tej samej baśni, nie miał żadnych zahamowań, by stworzyć swoją własną. I tak nie zdziwcie się zatem, czytającKrakowski hejnał, gdyż pojawił się tam pomysł, aby całe zdarzenie - napad hordy tatarskiej, zostało opowiedziane z perspektywy wnuczka hejnalisty. Baśnie nie są zbyt długie, spisano je współczesnym językiem, są zrozumiałe - bardzo dobrze się je czyta i nadają się dla najmłodszych dzieci. I oczywiście - nie bójcie się - naprawdę wielkiej rewolucji w naszych baśniach nikt nie uczynił:)

Ilustracje do książki przygotował Jan Pieńkowski - artysta znany na całym świecie, od wielu lat mieszkający w Londynie. Nawet odnoszę takie wrażenie - że niestety - znany bardziej na świecie niż u nas. Mam nadzieję, że ta książka coś na tym polu zmieni. Jan Pieńkowski - i baśnie? Swoje zasługi mają tu (niestety) i wojna i ... mleko. Jako mały chłopiec przebywał wtedy na wsi i żeby choć upił łyczek mleka, którego nie znosił, sąsiadka Kobuszewska opowiadała chłopcu baśnie, w ciekawym miejscu robiąc pauzę. Ciąg dalszy za łyczek mleka - ciekawa metoda...hmhm:) Także wycinanki Pieńkowskiego mają swój początek w tamtych dawnych czasach. Otóż - ludzie nie mieli w oknach firanek tylko wycinanki papierowe. Raz do roku w chatach pojawiała się pewna kobieta, która wycinała z papieru nożycami do strzyżenia owiec różne wzory. Te wycinankowe firanki przyklejano do ramy okiennej i wisiały w oknie do następnej wizyty owej "papierowej koronczarki". Podczas powstania warszawskiego, kiedy chłopiec razem z mamą krył się w piwnicy przed bombardowaniem, spotkał pewnego razu powstańca. By zająć czymś dzieci i odgonić ich strachy przed nalotem człowiek ów wyjął nożyczki i zaczął tworzyć mini - papierowe zoo. Efekt był taki, że zebrane w piwnicy dzieciaki, wśród nich mały Janek, stały jak zaczarowane, i zupełnie zapomniały o koszmarze wojennym na zewnątrz. Znając te historie, zupełnie inaczej patrzy się na wycinanki, które ilustrują nasze rodzime baśnie. Jest w nich chęć przybliżenia zarówno polskim jak i obcym czytelnikom fragmentu naszej kultury, ale to również powrót do dzieciństwa, które było w trudnych czasach - a które od czasu do czasu rozświetlali i dobrzy ludzie i baśnie.


W środku znajdziecie 8 baśniowych tekstów: Kwiat paproci, Smok Wawelski, Książę i żabka, Córki młynarza, Krakowski hejnał, Szklana Góra, Pan Twardowski i Warszawska syrena.

Wiek 5+

Wydawnictwo Muchomor

 

sobota, 14 marca 2015

 

Pamiętacie Bolusia i jego braciszka? Powracają w nowej książce. Bracia udają się nad sadzawkę, by się pobawić. Mama prosi Bolusia, by popilnował braciszka. Starszy syn oczywiście obiecuje spełnić maminą prośbę. Tylko, że dzieci, jak wiadomo, są tylko dziećmi, a codzienność też gotuje różne niespodzianki. Maluch ląduje w sadzawce – na szczęście wszystko się dobrze kończy. Niby cieniutka książka, a ma w sobie tyle treści. Najpierw – silne więzi między rodzeństwem, następnie poczucie odpowiedzialności, przyjaźń i … zazdrość. Beztroskie dzieciństwo, wypełnione zabawami  i spotkaniami z rówieśnikami. Też brudne – w końcu to męski świat. Pamiętacie powiedzenie: są na świecie dzieci czyste i szczęśliwe? Boluś z braciszkiem niewątpliwie należą do tej drugiej grupy.

Bardzo ładnie wydana książka, z zabawnymi ilustracjami. Wydana po raz pierwszy w 2007 roku – mnie kojarzy się ze starymi książkami, które czytali nasi rodzice. Ma dużo uroku i treści. Rozbawiło mnie zakończenie, kiedy to deszcz pomaga malcom wykaraskać się z kłopotów, i gdy, już podczas ciepłego obiadu, obiecują sobie, że już nigdy nie będą nigdzie wychodzić. Skąd ja to znam – "NIGDY!" "Przenigdy!" A potem jest, jak jest. I to jest fajne.

Wiek 2+

Wydawnictwo Zakamarki

czwartek, 12 marca 2015

Śpiewany podczas ważnych uroczystości i meczów, kiedy grają nasi. Wyciska łzy, gdy słucha go cały świat podczas olimpiad i mistrzostw. Jednak – powiedzmy szczerze - chyba niewielu z nas wie o nim wystarczająco dużo. Coś liznęliśmy w szkole o Legionach Polskich we Włoszech, Janie Henryku Dąbrowskim, samym autorze tekstu – Józefie Wybickim. Oczywiście znamy cztery zwrotki, które są hymnem państwowym, gorzej z dwiema pozostałymi, które nie wytrzymały próby czasu. Problem zaczyna się wtedy, kiedy dzieci zaczynają wiercić dziurę w brzuchu – A co to znaczy……?  Książka o hymnie – bardzo potrzebna, wypełniająca wielką lukę na naszym rynku, z mnóstwem wyczerpujących informacji, dla każdego – i małego i dużego czytelnika. Powinna znaleźć się w domowej bibliotece.

Małgorzata Strzałkowska jest dla mnie przede wszystkim autorką łamańców językowych. Odkryłam ją kilka lat temu w małej księgarni, kiedy to ni stąd ni zowąd pękł pąk, pękł strąk, a bąk się zląkł. Rodzicom czytającym swoim pociechom postawiła wysoko poprzeczkę – język wiruje jak w tańcu, by prawidłowo i atrakcyjnie dla dzieciarni wyartykułować: czarny dzięcioł z chęcią pień ciął. Potem zaskoczyła filozoficzną i refleksyjną serią Zielony i Nikt. Teraz kolejna miła niespodzianka:  Małgorzata Strzałkowska – ma naprawdę wiele twarzy.

Autorka nad książką pracowała blisko rok. Odwiedziła miejsca związane z hymnem – w tym pierwsze i do niedawna jedyne na świecie, Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie na Kaszubach. Rozmawiała z wieloma ludźmi, zbadała liczne dokumenty. Wynik pracy jest imponujący. To nie tylko rzetelna analiza tekstu, ale bogaty kontekst społeczno – kulturowy, sylwetki wielu ciekawych postaci bezpośrednio lub pośrednio związanych z hymnem, to w końcu miła niespodzianka dla ucha.  Książka jest podzielona na dwie części: „Co każdy Polak o hymnie wiedzieć powinien” i „Dla wnikliwych”. Najpierw przedstawia sytuację z końca XVIII wieku, kiedy to Polska zniknęła z mapy Europy.  Następnie analizuje każdą zwrotkę po kolei, przedstawia jej bohaterów, interpretuje, snuje domysły. Czy faktycznie Stefan Czarniecki rzucił się przez morze, kim była tajemnicza Basia ze zwrotki czwartej. W końcu – kto tak naprawdę płakał – ojciec czy jego córka? Tłumaczy trudne słowa – jeno, tarabany, jąć, pałasz, nie osiądzie. Podpowiada, jak należy zachować się podczas śpiewania lub słuchania Hymnu. Przedstawia krótką wersję „Kalendarium hymnu” i zamieszcza opis Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie, które jest też miejscem narodzin Józefa Wybickiego.

W drugiej części Strzałkowska przedstawia szczegółową historię hymnu, opisuje dwie pozostałe zwrotki „Pieśni Legionów Polskich we Włoszech”, przybliża utwory, które pełniły dawniej rolę polskiego hymnu narodowego: „Bogurodzica”, „Matko Boga”, „Hymn do miłości Ojczyzny”, „Boże coś Polskę”, „Rota”, „Marsz Pierwszej Brygady”. Przytacza również dokumenty państwowe na temat symboli narodowych.

Do książki dołączona jest płyta z czterema wersjami Mazurka. Naprawdę miłą niespodzianką jest wykonanie według zapisu nutowego z 1800 roku – to mazurek: skoczny, radosny – różni się od wersji współczesnej, marszowej i patetycznej. Wzrusza melodia Mazurka płynąca z pozytywki zegara gabinetowego, która znajduje się w zbiorach muzeum w Będominie. To wielka gratka móc posłuchać takich nagrań. Na pewno do tej pory były one znane nielicznym. Zresztą – ja osobiście przyznaję się do tego, że nie raz zastanawiałam się nad tytułem hymnu: Mazurek Dąbrowskiego. Przecież wersja współczesna ma niewiele wspólnego z dawnym tańcem. Nagranie historycznej wersji wszystko tłumaczy.

Książka została wydana z wielką starannością: szyta, ze znakomitymi ilustracjami Adama Pękalskiego, na grubych kartkach papieru w kremowym kolorze, z lnianym grzbietem. Napisana z myślą o każdym czytelniku – zaciekawi i dzieci i dorosłych. A jeśli ktoś po lekturze poczuje niedosyt znajdzie na końcu bogatą bibliografię, która zaspokoi najbardziej wybredny czytelniczy apetyt na dokładkę.

Wiek 8+

Wydawnictwo Bajka

środa, 11 marca 2015

Dzieci rosną – książkowy Prosiaczek również. Niedawno skończył 3 lata – a więc jest okazja do tego, by z nim wspólnie świętować. Prosiaczek sam dba o oprawę tego święta. Udaje się do zoo, a tam dostaje magiczny bilet z trzema zdrapkami. Każda z nich to jedno życzenie, które po wypowiedzeniu zaraz się spełnia. Prosiaczek wpada na pomysł, aby wypuścić wszystkie zwierzęta i zaprosić je do zabawy.

Wynikną  z tego ciekawe następstwa, bowiem podczas wesołego hasania Prosiaczek poznaje różne cechy charakterystyczne danego osobnika: trudno bawić się w chowanego wysokiej żyrafie, bo gdzie ma się skryć. Trudno znaleźć kameleona, który upodabnia się do środowiska. Trudno namówić do zabawy leniwca, który jest za leniwy, żeby choć kiwnąć palcem, a co dopiero śmigać po ogrodzie zoologicznym. Trudno znaleźć kryjówkę słoniowi. A gdy już mu się to udaje,  jest to niezbyt udany pomysł. Bo sami przyznacie – hurtownia porcelany ... hm.


Nie zdradzam pozostałych dwóch życzeń Prosiaczka:)

Tymczasem kilka informacji o książce – to już trzecia feta z okazji urodzin Prosiaczka. Fajny pomysł, że Prosiaczek urósł razem z dziećmi. Ta wersja jest dla starszych maluchów. Jest tu dużo tekstu do czytania i kartki nie są tekturowe. Ilustracje w stylistyce poprzednich wydań. Dużo się dzieje, co rusz jakaś niespodzianka z kolejnym zwierzątkiem, jest humor sytuacyjny i  słowny. Dzieci mogą poznać informacje na temat zwierząt. Podoba mi się kolorystyka książki – nienachlana, stonowana. Przyznam szczerze, że będąc mamą malucha, chętnie powiesiłabym w pokoju dziecka nad ścianie wielki plakat z którąś z ilustracji tej książki.


Wiek 3+

Wydawnictwo Czerwony Konik

Pogodna książka o pewnym słoniu, który marzy tylko o tym, co by tu zjeść. O pardon …  wtrąbić. W jego brzuszku furczy – burczy. Znak, że czas na przekąskę. I tak od poniedziałku do niedzieli słonik pałaszuje różne smakołyki. Na końcu okazuje się, że „z taką dietą każdy zuch w tydzień wyhoduje brzuch!”

Książka ma dużą dawkę humoru -  łakomczuch jest zupełnie nieodporny na wdzięki i zapachy tortu Pavlowa, pizzy, hranolek, wyśmienitych serów. Dzięki zgrabnym rymom i wyliczaniu dni tygodnia, te na pewno zapadną w pamięć w małych głowach. Poza tym myślę, że można tę lekturę podsunąć dzieciom niejadkom. Może zechcą potowarzyszyć słonikowi i pobrykać z nim przy kuchennym stole – ale (!) pałaszując zdrowsze rzeczy.


Książka nawiązuje do Pandy, która uczyła maluchy dobrych manier.  Podobne poczucie humoru, kolorowe litery, zgrabna puenta.  Sztywne kartki na pewno przetrwają niejedno obcowanie z książką. Na końcu słonik zachęca do sportu i opracowania swojego planu na nadchodzący tydzień – czy to ulubionych dań, czy ćwiczeń fizycznych. Rodzice pewnie pomogą, a może razem z dziećmi zabiorą udział w tym ambitnym przedsięwzięciu!


Wiek 3+

Wydawnictwo Dwie Siostry

Bohdan Butenko mnie osobiście kojarzy się z takimi ilustracjami:)

Nie powiem, zdziwiłam się, kiedy odkryłam go jako ilustratora poniższej książki. Zupełnie "inny" Butenko niż zazwyczaj. Taki przed - Butenko-wy:) 

piątek, 06 marca 2015

Oczywiście rozumiem miłość każdego mola książkowego do słowa pisanego zamkniętego w papierowym tomie. Jednak Ernest kocha książki wyjątkowo. I to tak bardzo, że za wszelką cenę chce się dostać do jednej z nich. Ach, zapomniałam napisać, że Ernest jest łosiem  (książkowym)– postawnym, dość wyrośniętym, sympatycznym. Takiemu osobnikowi wcale nie tak łatwo zmieścić się na papierowej kartce określonego formatu. No, można by oczywiście pominąć to i owo, ale wtedy byłby to tylko kawałek Ernesta. Czy można jednak sobie wyobrazić łosia fragmentarycznego? Bez ogona, ładnie nazywanego kwiatem? Albo bez poroża, czyli łopat?

Łoś w powszechnej świadomości egzystuje raczej jako osobnik powolny, flegmatyczny, niezgrabny.  Tutaj burzy ten stereotyp. Łoś książkowy jest bardzo ambitny i uparty w dążeniach. Wszelkimi sposobami chce opanować książkę, co świetnie odzwierciedlają określenia zachowania zwierzęcia: chce się wkręcić, wczołgać, wedrzeć, wgramolić, wtargnąć, WTARABANIĆ (!). Tyłem, z boku, od przodu. Na szczęście znalazło się rozwiązanie – na końcu książki czeka na Was niespodzianka, której nie zdradzam.

Ładnie pomyślana książka z zaskakującym happyendem. Świetne ilustracje w pastelowych kolorach. Dla tych, którzy lubią coś oryginalnego.

Wiek 3+

Wydawnictwo EneDueRabe

środa, 04 marca 2015

Arogancki, pewny siebie, leniwy (ale tylko w kwestii nauki) jedenastolatek mieszka w krainie Darnaru. Ma trzy siostry o specyficznych imionach: Julita Złota, Julita Srebrna i Julita Miedziana. Jego ojciec jest  ważnym dostojnikiem państwowym, wicekonsulem, który drze na całego koty z synem, w czym ten również nie pozostaje mu dłużny. Matt Hidalf – swego czasu ożenił króla z bezzębną wiedźmą. Niedawno spoliczkowała go Marie – Marie z Leśnego Zamku. To chłopak – który postanowił dostać się do renomowanej Akademii Elity za pomocą oszustwa. Tak naprawdę Matt z powodu swoich psot – mniejszego i większego kalibru (o czym regularnie donosi lokalna prasa w postaci Proroka Królewskiego), ma więcej wrogów niż przyjaciół, co stanowi niezłą zagadkę również dla czytelnika. Nic tu nie jest jednoznaczne i powiedziane wprost. Trzeba kroczyć krętymi korytarzami, błądzić po omacku, sprawdzać ludzi, by nabyć przeświadczenia, kto jest z  Mattem, a kto przeciwko niemu.  Czy taki wstęp nie brzmi intrygująco?


Christophe Mauri napisał książki, o których wszyscy piszą i mówią tylko dobrze. Zabrzmiało to podejrzanie. Tym bardziej, że doczytałam, jakoby inspirował się Harrym Potterem. I choć nie jest to na pewno Harry bis, trudno nie stwierdzić, że pewne punkty wspólne by się znalazły. Matt sam w sobie  – ma dużo osobistego uroku i mimo wielu przywar, od samego początku trzymamy kciuki za jego, niekiedy, niecne, poczynania. To zasługa autora, który potrafił tak skonstruować swojego głównego bohatera, z którym chce się utożsamiać, pomimo tego że do aniołków nie należy. To taki zdolny i inteligentny rojber, który pojawia się chyba w każdej szkole, a którego po latach wspomina się jako fajnego kolegę. Pakuje się bez przerwy w kłopoty, zadziera z belframi, sprawia, że ciągle coś się dzieje.

Do tej pory ukazały się dwa tomy przygód Matta. Za chwilę -  w połowie marca – kolejny. Młodych czytelników na pewno zjedna sobie wyrazisty bohater z krwi i kości, nie wyidealizowany, z różnymi problemami do rozwiązania. Jest tu magia – ale na pewno nie jest to sedno tego cyklu. Przygoda goni przygodę. Co rusz pojawiają się niebezpieczeństwa. Jest wiele niejasności, znaków zapytania, do których sami bohaterowie dochodzą powoli. Jako że ja zostałam wychowana na starych klasycznych powieściach, gdzie również opis miał swoją wartość – powiem, że tego mi tu brakowało. Akcja jest bardzo wartka, dialogi żywe i intrygujące. Brakuje mi skupienia uwagi na szczególe – znamy Darnar, ale czy wiemy o nim wystarczająco dużo? Jest kilka miejsc, gdzie skupia się często akcja: pałac Hidalfów i Akademia Elity. Natomiast chętnie poczytalibyśmy więcej na temat samej krainy. Może trzeci tom zaspokoi nasze apetyty:)

W pierwszej części wszystko się kręci wokół zadania, jakie Matt otrzymał wraz z kolegami. Aby kontynuować naukę w Akademii, chłopcy muszą złapać łanię Błyskawicę Widmo. Zadanie trudne, niewykonalne. Ciekawe, komu zależało na tym, aby to własnie Matt otrzymał je do zrealizowania. Druga część zaczyna się wielkim buuum, bowiem ojciec Matta wpadł na pewien pokręcony pomysł. Nie zdradzę szczegółów, ale Matt, znany ze swojej pokrętnej natury, ani myśli poddać się woli rodziciela. Zarówno wydarzenia z pierwszej i drugiej części są punktem wyjścia do prezentacji ważniejszych wątków związanych z przyszłością Darnaru i Akademią. Przeciwnicy nie śpią, działają podstępnie. Do końca nie wiadomo, kto przyjaciel, kto wróg. 

Trzecia część w przygotowaniu. Na razie tylko okładka.

Wiek 10+

Wydawnictwo Znak

wtorek, 03 marca 2015

 

Pisząc o tej historii muszę użyć wielu, niekiedy sprzecznych ze sobą, określeń: smutna, trzymająca w napięciu, niebezpieczna, wzruszająca, … śmieszna i wesoła opowieść. Bez słów – wyłącznie potraktowana obrazkami. Trzeba ją opowiedzieć samemu. Proponuję zacząć tak ( nasza domowa podpowiedź):

Dawno, dawno temu (to przecież bajka)  w maleńkim domku w głębokim lesie żyła sobie grupka przyjaciół: niedźwiedź, dwa króliczki, kogut i trzy kurki z kurczętami. Ich dni upływały na pracy i beztroskiej zabawie. Pewnego dnia do zagrody przyjaciół zakradł się lis. Rudzielec zaczaił się w gęstych zielonych krzakach bacznie obserwując, co robią zwierzęta. Kury z kurczętami dziobały trawę, niedźwiedź o czymś opowiadał, a kogut myślał o niebieskich migdałach na dachu domku. Tę chwilę przerwał królik, który właśnie zawołał, że obiad gotowy. Kiedy zwierzęta siadały do stołu, ich chwilę nieuwagi wykorzystał chytry rudy spryciarz. Nagle wyskoczył z krzaków i chwycił małą białą kurkę, po czym czmychnął do głębokiego lasu.

-Lis ukradł kurkę! – zawołał zaskoczony miś.

-Dalej! Za nim! – wrzasnął królik. I razem z niedźwiedziem i kogutem ruszył w pościg.

Można zachęcić dzieci do tego, by z nami „przeczytały” tę książkę, opowiedziały, co widzą na ilustracjach, opisały wygląd i emocje bohaterów, skoncentrowały się na wydarzeniach. By w końcu spróbowały podsumować tę opowieść o pięknej wiernej przyjaźni, skorej do poświęceń i wyrzeczeń – z jakiejkolwiek nie spojrzeć tu strony – zarówno z perspektywy oprawcy i poszkodowanego/ poszkodowanych. Dziwnie to brzmi, prawda? – ale ta opowieść taka jest. Zaskoczy Was, jak zaskoczyła nas. Nie zdradzę szczegółów – poza tym, że wszystko, jak to w bajkach bywa, dobrze się kończy.

Książka jest ładnie zilustrowana, wiele się dzieje. Jest jak w filmie. Każda nowa rozkładówka to kolejny etap podróży i kolejny bodziec do uruchomienia wyobraźni i zasobu słów. Bardzo kreatywna książka, opowieść wyzwanie, która za każdym razem może być opowiedziana zupełnie inaczej.

Na stronie Autorki znalazłam też inne książki o przyjaciołach z lasu. Może ukażą się i u nas. Puszczam oko do Wydawcy:) 

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

niedziela, 01 marca 2015

Propozycja nie tylko dla najmłodszych. Nam przydała się ostatnio, ponieważ pojawiło się pytanie: Jak to się dzieje, że na kreskówkach postacie się poruszają? Książka Świerżewskich może zatem być jedną z pierwszych lektur dla maluchów, których uwagę przykują bajeczna feeria barw i przygody łakomego miśka. Z drugiej strony to też lekcja animacji, przykład - jak powstaje ruch w bajkach w telewizorni i kinie. Dzieje się tak dzięki ciekawemu pomysłowi ucięcia jednej kartki do połowy. Jeśli zostanie wykonany szybki ruch "połówką" powstaje złudzenie ruchu. Miś, którego łapka na chwilę utonęła w złocistym miodzie, w następnej scenie tę łapkę już wyciąga. Miś wspinający się po drzewie, na kolejnej stronie jest coraz bliżej  barci. Jeśli pobawić się uciętą kartką, można zauważyć ruch ręki i gramolącego się na drzewo niedźwiedzia. 

Książka do zabawy, do przeglądania tam i z powrotem do wymyślania własnej historii, opowiadana najpierw przez rodziców, potem dzieci. Wykonana z grubego kartonu - na pewno wytrzyma niejedną próbę zabawy i zrozumienia tego, co się tak naprawdę na szklanym ekranie dzieje:)

Wiek O+

Wydawnictwo EneDueRabe