Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
poniedziałek, 24 marca 2014
Czworo dzieci i "coś" - Jacqueline Wilson

Lubię, gdy w książce jest jakaś inna książka. Zaraz wytłumaczę o co chodzi. Czworo dzieci i "coś" nawiązuje do słynnej powieści Edith Nesbit Pięcioro dzieci i "coś". Zresztą ta stara powieść nie raz się tu pojawia. I na pewno nie na tym kończą się punkty wspólne. Jest i wielka leśna piaskownica, w której czwórka współczesnych dzieciaków spotyka Piaskoludka. I są życzenia, które trwają do zachodu słońca. Zmieniły się tylko czasy, mody, marzenia i oczekiwania. Bo przyznajmy, współczesne dzieciaki mają głowy nabite zupełnie czymś innym, niż ich rówieśnicy dziesiątki lat temu. To co mnie bardzo się spodobało to wnikliwa analiza współczesnej rodziny – nie wolnej od różnorakich bolączek – w kwestii wychowywania dzieci, kontaktów międzyludzkich, relacji dzieci – rodzice. Tutaj na przykładzie rodziny Davida i Alice – z których każdy ma swoje dzieci z innymi partnerami i wspólną Magdalenkę. Czwórka tych właśnie dzieci z różnych związków, z różnym przykrym bagażem doświadczeń życiowych spotyka się podczas wakacji. Rodzeństwo – rezolutna Róża i zakochany w zwierzętach Robert. Dalej – Psujka, która jest niesamowicie trudnym dzieckiem, rozchwianym emocjonalnie, pyskatym i złośliwym. I przeurocza najmłodsza Magdalenka – wspólna siostra całej trójki. Toż to tykająca bomba zegarowa.

Od samego początku zastanawia – w jakim kierunku poprowadzi swoich bohaterów Jacqueline Wilson. Dała się poznać już wiele razy jako autorka nie stroniąca od trudnych tematów – na Wyspach bardzo popularna, również i u nas ma swoich wiernych czytelników. Prawdę powiedziawszy byłam trochę zdziwiona tą książką. Wilson to autorka głównie dla młodzieży – tutaj po raz pierwszy w książce dla dzieci - w dodatku miesza rzeczywistość z fantastyką, nie boi się podjąć wyzwania. Wszak porównania z Nesbit nie uniknie. To zupełnie dwa różne światy. Nesbit na plan pierwszy wysunęła dzieci i ich przygody. Wilson tymczasem traktuje całą historię z Piaskoludkiem jako tło do ukazania zmian zachodzących w bohaterach, pokazania ich skomplikowanej sytuacji rodzinnej. To co tam było bajką, tutaj jest smutną rzeczywistością. Pytanie: jak dzieci poradzą sobie z szansą daną im od Piaskoludka, jak zmienią się relacje między nimi i rodzicami czy opiekunami.

Wydawnictwo Znak

niedziela, 23 marca 2014
Wyspa Skarbów - R.L. Stevenson/ il. Roberto Innocenti

Po raz pierwszy ukazała się w odcinkach w latach 1881-1882 w czasopiśmie dla młodzieży. Jako książka Wyspa pojawiła się w roku następnym w Anglii i od razu zachwyciła krytykę i czytelników. Ponoć wszystko zaczęło się od mapy – podczas szarych i deszczowych dni, których w Szkocji nie brakuje, którą to Stevenson narysował dla swojego przybranego syna (w innym źródle czytałam, że siostrzeńca). Była to mapa z wyspą, na której piraci rzekomo ukryli skarb. To była inspiracja – rysunek z naniesionymi na nim licznymi szlakami, tajemniczymi znakami, portami, zatoczkami, tak podziałał na wyobraźnię pisarza, że nie pozostawało nic innego, jak siąść do biurka i chwycić za pióro.

Wyspa Skarbów to opowieść Jima Hawkinsa. Zaczyna spisywać swoje dzieje w roku Pańskim 17…. Cofa się do czasów swego dzieciństwa, kiedy to do gospody jego ojca „Admirał Benbow”, przybywa osobnik dość dziwny – stary marynarz, którego chłopiec nazywać będzie kapitanem. Czas pokaże, że od tego momentu nic już nie będzie takie jak dawniej, a życie chłopca zaowocuje w przygody i momenty pełne niebezpieczeństw. Po śmierci kapitana, chłopiec staje się posiadaczem mapy wyspy skarbów, którą będzie chciał odnaleźć ze swoimi przyjaciółmi.


Byłam ciekawa tej książki – z dwóch względów: oczywiście nowego tłumaczenia Andrzeja Polkowskiego (tłumaczył m.in. Harrego Pottera) i ilustracji Innocentiego, którego z kolei znamy z „Pinokia” i „Domu”. Na naszej półce Wyspa Skarbów w tłumaczeniu Józefa Birkenmajera (1897-1939). W świadomości wielu z nas mocną pozycję ma właśnie jego tłumaczenie ze słynnym (Pamiętacie – to tę wersję śpiewała Pippi):

Piętnastu chłopów na Umrzyka Skrzyni


Polkowski nadał książce na pewno dużo świeżości, uwspółcześnił język, choć (moim zdaniem) nie stroni od swego rodzaju stylizacji odwołującej się do dawnych czasów – i to zarówno w składni jak i doborze słownictwa. Na pewno sprawił, że tekst jest bardziej przystępny i przyjazny dla młodego współczesnego czytelnika, choć absolutnie nie poszedł na skróty. Moim zdaniem – świetna literatura, naprawdę dobrze się czyta.

A tu próbka - chyba jedna z najbardziej znanych piosenek:)

Piętnastu chłopa na truposza skrzyni -

Ju – hu -hu, i butelka rumu!

Trunek i diabli resztę wykończyli –

Ju – hu – hu, i butelka rumu!

Czy w dzisiejszych czasach piraci mogą jeszcze zafascynować młodych czytelników? Warto spróbować. Dziś Piraci z Karaibów dla wielu (niestety) dzieci stali się synonimem przygody, piratów i tajemnicy. A tych w książce Stevensona nie brakuje. I choć raczej unikam podziału na książki dla chłopców i dla dziewczynek, to śmiem twierdzić, że to jednak męska rzecz. Książka klasyczna – gdzie dużo się dzieje, ale autor przeznaczył mnóstwo miejsca na opis przeżyć wewnętrznych bohaterów, ich wyglądu i poczynań. To zupełnie inna literatura niż ta, jaką serwuje się współcześnie 9- czy 10-latkom. Tutaj smakuje się rzeczywiście każde słowo.Tu każde słowo ma sens.

Innocenti przedstawił świat piratów takim, jakim go sobie wyobrażam. Bez słodko – maślanych spojrzeń łamacza kobiecych serc mistera Depa z Hollywood. Piraci Innocentiego mają gęby porośnięte i bezzębne, paraliżują ich niespokojne spojrzenia, ich ubrania cuchną. Okładkowy eksponat bez nogi to czysta klasyka budząca strach i niepewność. Prawdziwy pirat. Ale to cały Innocenti, który potrafi uchwycić to coś.

Wiek 10+

Wydawnictwo Media Rodzina





środa, 19 marca 2014
Wojna na Pięknym Brzegu - Andrzej Marek Grabowski/ il. Joanna Rusinek

 

Żoliborz to był zawsze Żoliborz. Nigdy nie zastanawiałam się nad etymologią tego dziwnego wyrazu. Tymczasem tytuł książki Andrzeja Marka Grabowskiego wyjaśnia wszystko – znaczy tyle co Piękny Brzeg. Na Żoliborzu mieszka Krysia ze swoją starszą siostrą i matką. Ojciec – wojskowy, jest w oflagu. Bo to opowieść o wojnie. Krysię poznajemy dosłownie dzień przed jej wybuchem. Kończą się wakacje – czas wracać ze wsi do domu, czas do szkoły – tymczasem – wszyscy to znamy – z filmów, innych książek – koniec sierpnia to wielki niepokój, mobilizacja, mnóstwo ludzi w pociągach, na drogach, wszędzie żołnierze. W powietrzu czuć wojnę. Książka na te czasy. Od codziennych wiadomości na Krymie włos się jeży na głowie. Kto by pomyślał, że w dzisiejszych czasach może dojść do czegoś takiego – że świat może stanąć u progu kolejnej wojny. Stąd ta dziecięca lektura nabiera zupełnie innego znaczenia – to już nie tylko literatura.

Można opowiadać o wojnie w wieloraki sposób. I zawsze przeraża. Jednak największe wrażenie, wzruszenia wywołują losy poszczególnych jednostek. Tak jak tutaj – małej Krysi – która jest świadkiem strasznych wydarzeń – łapanek, prześladowań, powstania najpierw w Getcie, potem w samej stolicy. Dorastanie do śmierci, strata najbliższych z rodziny i przyjaciół, niedostatek, głód. Dzieciństwo bez dzieciństwa. Z jednej strony chęć służenia ojczyźnie – z drugiej wyrywanie się do zabaw z koleżankami, plotkowanie, powierzanie im swoich tajemnic – co wtedy – mogło naprawdę źle się skończyć. Powstanie Warszawskie, AK, Katyń, obóz w Pruszkowie, Auschwitz, obóz pracy – przewijają się na kartkach tej opowieści.

Książka Grabowskiego to kolejna pozycja dla dzieci, która ma przybliżyć najmłodszym straszne wydarzenia sprzed lat. Wiele tematów pominięto, niektóre zostały tylko wspomniane – będzie jeszcze kiedyś czas, by porozmawiać o nich w innych okolicznościach. Podoba mi się wydanie tej książki – kartki są dosyć grube, szorstkie, koloru kremowego. Na wyklejce plan Żoliborza,w środku kolażowe ilustracje Joanny Rusinek.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura




 

środa, 12 marca 2014
Uśmiech dla Żabki - Przemysław Wechterowicz/ il. Emilia Dziubak

Oczywiście, że można przesłać ukochanej, bliskiej osobie uśmiech. Ale przyznam szczerze – o takim pomyśle usłyszałam po raz pierwszy.

Żabie dziecko odczuwa ogromny smutek. A wiadomo, że takie rzeczy matka wie na odległość. Mama Żaba jest właśnie bardzo zajęta – sprzedaje w sklepie i bardzo chce, by jej córcia poczuła radość i szczęście. I wtedy wpada na oryginalny pomysł: prześle Żabce uśmiech. Prosi Bobra – ależ oczywiście – ten idzie w kierunku jeziora i chętnie prześle promienny i ciepły matczyny uśmiech Żabce. Tylko, że po drodze coś mu wypadło – więc prosi kolejne zwierzątko o tę przysługę, a to znów kolejne – bo wiadomo – takie jest życie – ciągle szykuje niespodzianki. Długo trwa, ale w końcu uśmiech dociera do adresatki.

Wydra, Dzięcioł, Mały Lis, Pies, Starsza Niedźwiedzica, Kaczka – tak wygląda ta oryginalna wyliczanka, swego rodzaju łańcuszek szczęścia – misja wypełniania dobra. I choć w książce nie zostało to wypowiedziane wprost, gdzieś między słowami, to gonitwą do celu, poszukiwaniami następnego posłańca jest dużo życzliwości, miłości, empatii. Pocieszyć kogoś, nieść komuś radość w trudnej chwili – to przesłanie tej książki.

Sympatyczny tekst, miłe dla oka ilustracje. Emilia Dziubak już po wielokroć udowodniała, że przyroda to jej mocny temat. Motywy florystyczne, zwierzęta, dobór barw. Zwłaszcza podwodny świat – trochę mętny, niewyraźny, z bąbelkami powietrza.

Książka, która na pewno wzmocni więzi rodzinne. A swoją drogą – fajnie wymyślić swój mamowy albo tatowy sposób na przesłanie uśmiechu dziecku, które czeka – aż wrócimy z pracy, delegacji, konferencji.

Wiek 3+

Wydawnictwo Ezop

wtorek, 11 marca 2014
Opowiem ci mamo, co robią mrówki - Marcin Brykczyński/ ilustracje Katarzyna Bajerowicz

Mrówki spotykamy na naszej drodze często. A to podczas wypadów do lasu, a to w ogrodzie. Ostatnio sprawdzaliśmy – w znajomym mrowisku przy spacerowym trakcie było jeszcze sennie, spokojnie, zimowo. Teraz po tej lekturze gna dzieciarnię do lasu, by sprawdzić samemu, co mówią mrówki – czy już wstały, czy już działają?

Książka dla najmłodszych dzieci – ale starsze, zaintrygowane, z pewnością mogą sięgnąć po lekturę uzupełniającą, ale o tym za chwilę. Najpierw TA książka. Zachwyciły nas ilustracje i w ogóle sam koncept Katarzyny Bajerowicz. Ależ zaskoczenie – jestem wielbicielką (cichą) pani Katarzyny – lubię śledzić jej poczynania na jej prywatnym blogu, podziwiam jak z plamy potrafi wyczarować to COŚ . Tymczasem tutaj zupełnie inny styl – niż w Krabacie Preusslera, Bajkach przez telefon Rodariego czy w zbiorze wierszy Ludwika Jerzego Kerna. Mikroświat – raczej niewidoczny dla przeciętnego śmiertelnika – bo żyje za szybko, zbyt pobieżnie, byle jak. Nie ma czasu pochylić się i zobaczyć cudeniek przyrody. Bo gdy patrzymy na łąkę – to właśnie widzimy całą łąkę, a nie pojedynczą trawkę. A co dopiero mrówkę, dżdżownicę, pasikonika. Katarzyna Bajerowicz przyznała, że owady fascynowały ją od zawsze. Wspomina wypady z ojcem jako dziecko – do lasu, w przyrodę, co oczywiście musiało zaowocować taką książką. To dziecięce postrzeganie świata. Bo dziecko potrafi nachylić się nad biedronką, właśnie nad maleńką mrówką, która ciągnie słomkę 5 razy większą od niej.



14 cudnych, kolorowych rozkładówek, a na nich podglądanie mrowiska i nie tylko. Oczywiście, że główną rolę grają tu mrówki- od wiosny do jesieni. I ich sąsiedzi. Książka, którą można porównać do Mamoko, Gdzie jest tort. Choć tam koncepcja jest inna. Urok tej pozycji polega na wejściu do tego mikroświata, zanurkowania pod ziemię i obserwacji, jak mrówki pracują, kopią korytarze, przeciwstawiają się niebezpieczeństwom, współżyją z sąsiadami.

Książka jest dużego formatu (trochę mniejsza niż A4), ma grube kartonowe kartki – na pewno można polecić ją już najmłodszym dzieciom. Przetrzyma niewątpliwie częsty kontakt z małymi rękami. A że kontakt to będzie częsty – to pewne. Jest tu mnóstwo szczegółów i szczególików do odkrycia – za każdym razem coś nowego, bo nikt nie jest w stanie ogarnąć na raz całości. A frajda jest na pewno dla całej rodziny – Ilustratorka potraktowała zwierzęta niekonwencjonalnie – wiele z nich ma cechy i zachowania ludzkie. Bo czy możecie wyobrazić sobie mrówkę na toalecie, z gitarą albo w szkole? Albo mrówka robiąca długaśny szalik na drutach. Jest tu i bajkowo i na serio. Ilustracje to doskonała okazja , by …porozmawiać o mrówkach. Oczywiście, że dzieci przejmują inicjatywę i rozwiązują języki, by snuć historie na podstawie tego, co widzą. Ale nie wierzę, że nie pojawią się pytanie typu: dlaczego? I tutaj warto sięgnąć do innych źródeł. Nam przydała się książka Andrzeja Grabowskiego Zenek i mrówki, wpisana na Złotą listę książek przez Fundację „ABCXXI Cała Polska czyta dzieciom”. Do tekstu przemycono mnóstwo informacji na temat tych małych zwierząt – połączenie takiej wiedzy z książką obrazkową daje niesamowity efekt.



Każda z ilustracji opatrzona jest krótkim tekstem Marcina Brykczyńskiego. Zdradzają one niektóre informacje na temat zwierząt, ale i zapraszają do zabawy: dzieci odgadują zagadki, szukają zaznaczonych elementów, dopowiadają dalszy ciąg historyjek. Nie piszę już nic więcej – to po prostu trzeba zobaczyć!!!

 

Wiek 2+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia



niedziela, 09 marca 2014
Sherlock, Lupin i ja. Trio Czarnej Damy - Irene Adler/ il. Iacopo Bruno

Jeśli Wasze dzieci zasmakowały w kryminałach, schrupały już jakiś czas temu serię o Lassem i Mai na śniadanie i rozglądają się z apetytem za czymś na deser, za czymś poważniejszym, to tym CZYMŚ będzie niewątpliwie nowa seria: Sherlock, Lupin i ja. Tej trójki rodzicom szczególnie przedstawiać nie trzeba. Poznaliśmy ich dzięki książkom i filmom. Doskonali włamywacze i detektywi, którzy dzięki swojemu sprytowi, niesłychanemu intelektowi znaleźli w nas wiernych przyjaciół. Tymczasem mało kto z nas zdawał sobie sprawę z tego, że oni sami byli kiedyś... dziećmi:))) Wiadomo, oczywiście – że nimi byli. Jednak przyznajmy, do naszej świadomości trafili już jako osobnicy dojrzali, doświadczeni, ukształtowani. Kto by myślał o ich dzieciństwie. Tymczasem mamy okazję poznać ich dzieje sprzed wielu lat – kiedy to we wakacje ta (wówczas jeszcze nie-)znana trójka spotyka się w 1870 roku we francuskiej miejscowości letniskowej Saint - Malo. Mają niespełna 12 lat i głowę pełną pomysłów na zagospodarowanie sobie wolnego czasu. Włóczą się więc po wybrzeżu, bawią i rozmawiają w odosobnionych miejscach. Pewnego dnia znajdują na brzegu morza ciało mężczyzny. Samobójstwo czy morderstwo? Mali detektywi zaczynają węszyć, czym nie zjednują sobie przyjaciół. Na własną rękę starają się rozwiązać zagadkę tej tajemniczej śmierci.

Na okładce widnieje nazwisko Irene Adler. To ona jest autorką wspomnień o wakacjach sprzed lat – kiedy to zawiązała się specyficzna przyjaźń między dziewczyną z dobrego domu a Sherlockiem i Lupinem. Ten kryminał jest swego rodzaju wyprawą do przeszłości – co rusz można dowiedzieć się czegoś ciekawego na temat obyczajowości tamtej epoki. Klimatycznie zrobiło się też za sprawą ilustracji Iacopo Bruno. Od razu wiedziałam, że coś podobnego już przeżyłam. Książkowe deja vu. No tak – oczywiście Sklepik Okamgnienie, o którym pisałam tutaj. I Pierdomenico Baccalario, który kryje się za pomysłem tej serii. To sprawdzony duet, który proponuje dobrą prozę i ciekawe pomysły. Ilustracje nawiązują do starych grafik z codziennych gazet i czasopism. Powinniście być ukontentowani – bo nie wierzę, że sami nie sięgniecie po te książkę:)

Wiek 11+

Wydawnictwo Zielona Sowa



środa, 05 marca 2014
8+2 i domek w lesie - Anne - Cath. Vestly/ il. Marianna Oklejak

Książka, która zauroczyła nas od samego początku. Może to ze względu na magię wielkiej rodziny. Darzę takich ludzi sympatią i szacunkiem. Zresztą w mojej rodzinie mnóstwo wielodzietnych rodzin – pewnie nie aż tak (choć mój tata miał siedmioro rodzeństwa – czyli tak jak tutaj), ale rodziny są dość liczne – więc jesteśmy przyzwyczajeni do dużej gromady ludzi. Podczas spotkań rodzinnych jest wesoło, głośno, zawsze ktoś ma coś ciekawego do powiedzenia i do powspominania. Nic dziwnego, że wśród starych nowych (o czym na końcu) bohaterów, od razu poczuliśmy się jak w domu.

W książkowej rodzinie jest ósemka dzieci. Co ciekawe, wszyscy mają imiona na „eM”. Są oczywiście rodzice, babcia i pies Rurek. Babcia kiedyś mieszkała w domu spokojnej starości, ale teraz już nie. Bo w tej rodzinie było kiedyś i teraz. Kiedyś to życie w mieście, w jednym pokoju z kuchnią. Teraz to domek w lesie – zakupiony za połączone oszczędności, gdzie każdy ma choć odrobinę miejsca na swoją prywatność. Dzieci poznają najbliższe otoczenie: las, szkołę, kolegów z klasy, wreszcie swój dom, który kryje przed nowymi mieszkańcami niejedną tajemnicę. To rodzina, w której na pewno się nie przelewa – dzieci nie mają drogich ubrań czy sprzętów. Za to jest dużo miłości, ciepły obiad, czas na rozmowę, bycie ze sobą, jest czas na … czytanie. Książka ukazała się pod koniec lat 50-tych, a więc dzieci nie są nauczone obcowania non stop z telewizorem czy komputerem, nie wspominając już o innych cudownych wynalazkach współczesności, które może i dobrze bawią – ale na pewno fatalnie wpływają na relacje międzyludzkie. Dzieciaki w tej leśnej rodzince, jak ją sobie tu pozwolę nazwać, mają bogatą wyobraźnię, świetnie potrafią zagospodarować swój czas wolny – bawią się w najróżniejsze zabawy, a to w chowanego, a to puszczanie statków na wodzie. Wielką frajdę sprawiło im odśnieżanie podwórka, co nie powiem, baaaaardzo uszczęśliwiło tatę.

Czytamy książkę, delektujemy się ładnym i ciepłym tłumaczeniem. I myślę o naszej górce na sanki – zazwyczaj pustej zimą, bo komu by się chciało wyściubić nos na mróz. Jakże to inny obraz świata dzisiaj. To co przemawia do czytelnika podczas lektury, to swego rodzaju nauka, która na pewno nie została wypowiedziana wprost, ale można odczytać ją między wersami. Rodzice uczą swoje dzieci być po prostu szczęśliwymi ludźmi, a nie bogatymi materialnie. Kiedy dorosną, na pewno będą znały wartość rzeczy, a nie ich cenę. W dzisiejszych czasach – bezcenne. Nie zawsze tak potrafimy – ale można podpatrzeć – stąd wspaniała lektura do rodzinnego czytania, podczas którego każdy odczyta pewne rzeczy inaczej.

Wzruszający był fragment, w którym czytaliśmy o pewnym marzeniu Madsa. I kiedy pomyślałam sobie: „Ale te czasy się zmieniły”, moje młodsze dziecko zawołało:

-Ja mam takie samo marzenie.

No i masz babo placek:)) Kto by pomyślał (ale przez chwilę nie może być zrealizowane z trochę innych przyczyn niźli te książkowe).

Bardzo gorąco polecam – w poręcznym formacie, dość grubaśna – by za szybko się nie skończyła, z ilustracjami Marianny Oklejak – jakiej do tej pory nie znałam. Po pstrokatych Basiach, to naprawdę miła niespodzianka i odmiana.

Pierwsza część – tak zwana miastowa, ukazała się u nas kilka lat temu. Pisałam o niej tutaj.

8+2 i domek w lesie to drugi z dziewięciu tomów całej serii o tej przesympatycznej rodzince. Czy doczekamy się kolejnych?



Wiek 6+

Wydawnictwo Dwie Siostry

wtorek, 04 marca 2014
Ewelina i Czarny Ptak - Grzegorz Gortat/ il. Marta Krzywicka

Ewelina najpierw traci matkę, potem ojca. Ważne osobistości z jej miasteczka starają się o opiekę nad dziewczynką, ponieważ związane są z tym różne profity i przywileje. Książka pokazuje bezduszny świat pazernych dorosłych, którzy działają w myśl zasady: cel uświęca środki. A cel jest jeden: przejąć kontrolę nad małą, a tym samym nad pokaźnym majątkiem i bogactwami. Dyrektorka sierocińca, adwokat, doktor i pastor ambitnie podchodzą do zadania. Prawdę powiedziawszy – wrażliwy dorosły nie raz poczuje ciarki na plecach, nie raz przemknie mu przez myśl – jakże tak można i: czy takie coś jest w ogóle możliwe? 

Dziewczynka na szczęście nie jest sama. Znajduje bratnią duszę w postaci kalekiego syna sklepikarza i tajemniczego ornitologa, który ma wiele wspólnego z tytułowym Czarnym Ptakiem.

Książka ma specyficzny klimat. Jak w dobrej klasy thrillerze. Uczucie to potęguje specyficzna warstwa ilustracji w tonacji czarno – białej. I choć nie słychaćto akurat tutaj można wyobrazić sobie krakanie Czarnego Ptak, szum jego wielkich skrzydeł, odgłosy przyrody podczas deszczu, o zmroku. Dużo nie zostało wypowiedziane dosłownie. Trzeba domyślać się pewnych dalszych ciągów, dopowiadać poza warstwą narracji. I choć autor niektórych rzeczy nie nazywa wprost, wiele tu beznadziei, smutku i pesymizmu. W książce panuje klimat grozy i tajemniczości. Na pewno nie każdy poradzi sobie z tą lekturą – a więc tytuł nie dla każdego.

Książka została wyróżniona przez Polską Sekcję IBBY w konkursie "Książka Roku".



Wiek 10+

Wydawnictwo Ezop

poniedziałek, 03 marca 2014
Przygody Sindbada Żeglarza - Bolesław Leśmian/ il. Janusz Stanny

Nazywam się Sindbad. Mieszkam stale w Bagdadzie. Rodzice moi umierając zostawili mi w spadku tysiąc worów złota, tysiąc beczek srebra, sto pałaców, sto ogrodów i jeden trzonowy ząb mego pradziadka, który ojciec mój przechowywał w hebanowej szkatułce jako pamiątkę i osobliwość.

Pradziadek mój całe życie chorował na ból zębów i co pewien czas inny ząb musiał wyrywać, tak że w końcu jeden mu tylko ząb trzonowy pozostał. Umierając kazał sobie wyrwać i ten ostatni ząb trzonowy, który przeszedł w spadku od mojego dziada do mojego ojca, a od ojca - do mnie. (...)

Wydawnictwo Czytelnik 1977

sobota, 01 marca 2014
Zagadki jeża Pepe - Rozalia Niedźwiecka/ il. Angelika Salska

Pojawił się nowy detektyw dla najmłodszych. To jeż Pepe, do którego wiewiórka zwróciła się o pomoc. Ruda kitka robi zapasy na zimę. Skrzętnie chowa orzechy dla swoich maluchów, ale niestety – jakiś łotr podkrada jej jedzenie. Pepe prowadzi dochodzenie. Przesłuchuje – to chyba za dużo powiedziane – raczej wypytuje: sójkę, potem owce i mrówki. Tymczasem okazuje się, że …. Nie, oczywiście nie zdradzę sprawcy kradzieży. Sami sięgnijcie po książkę. Zapowiada się ciekawa seria Zagadki jeża Pepe wydawana przez nowe wydawnictwo.

Na naszej półce do przeczytania jeszcze Kości, o których za małą chwilę. W przygotowaniu: Drzewo, Jajko, Sałata, Pajęczyna, Album, Pszczoły.

Część o orzechach – bardzo jesienna – w pomarańczach, rudościach, brązach i czerni. Strona ilustracyjna Angeliki Salskiej ciekawa i obiecująca. Powinna spodobać się maluchom.

Wiek 4+

Wydawnictwo Raducha