Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
piątek, 29 marca 2013

Wesołych Świąt!!!!!!!!!!! I wiosny, słońca, ciepła - w duszy też:)))

Zdjęcie zająca znalazłam tutaj

poniedziałek, 25 marca 2013

Billy spowodował, że gwizdek ratownika WOPR przeżywa w naszym domu renesans. Jeśli ktoś miał do czynienia z  takim urządzeniem, wie co to znaczy. Jakby ktoś przejechał po uszach traktorem, masakrował je – jednym słowem nie do wytrzymania.

Mama Billy’ego chce w spokoju porozmawiać przez telefon. A Billy właśnie znalazł swój gwizdek i musi go koniecznie wypróbować. Zostaje odesłany przez rodzicielkę na dwór, a tam to się dopiero dzieją rzeczy. Chłopiec chowa się za olbrzymim kamieniem i zaczyna działać. Stawia spektakularnym gwizdnięciem do pionu starszą parę: mężczyznę i kobietę, dziewczynkę Molly, w końcu wabi olbrzymiego psa. Kiedy Mama po skończonych telefonicznych pogaduchach wychodzi sprawdzić, co robi jej małe dziecko, i kiedy Billy wylicza grzecznie swoje grzeszki, mama kwituje to: Billy , ależ ty masz fantazję.

Dla rodziców ta książka to swego rodzaju przestroga – lepiej sprawdź, co robi Twoja pociecha, jak tylko zniknie ci z oczu. Dla dziecka – opowieść o świecie, który jest za rogiem, ze wszystkimi swoimi wspaniałościami i złymi rzeczami, które sprawiają że mały człowiek uczy się go, i albo smakuje albo się rozczarowuje. W każdym razie nabiera doświadczenia. Ponoć najłatwiej nauczyć się, gdy się sparzy, gdy zaboli. Przed Billym jeszcze wiele i złego i dobrego. Na szczęście przygoda z psem skończyła się happyendem. Przygoda z gwizdkiem na pewno nauczyła go czegoś nowego.


Bardzo udana seria książek obrazkowych, które znakomicie oddają to, co w duszy malucha gra. Wydawnictwo zapowiada kolejną część – uwaga Billy rośnie z naszymi dziećmi – wkrótce pójdzie do szkoły.

Wiek 3+

Wydawnictwo EneDueRabe



niedziela, 24 marca 2013

Tomik z 32 wierszami naszej ukochanej poetki. Wśród nich rodzinne hity, o których za chwilę. Wiersze o różnym charakterze. Obok śmiesznych: Świnka, Kałużyści, Ziemniaczana zabawa bardzo nastrojowe Znicze, W parku i Drzewo. Wawiłow jak nikt trafia do dzieci. Podejmuje w nich ważne tematy, wszystko kończy zgrabną puentą, bez wygrażania palcem, że czegoś nie wolno. Doskonale rozumie i interpretuje świat dziecięcych fantazji i marzeń, smutków i radości. Była bystrą obserwatorką również zachowań dorosłych – zawsze mam wyrzuty sumienia, gdy czytamy Szybko! Jakbym widziała w nim i siebie i moje dzieci. I choć rozumiem, że moje dziecko chciałoby iść godzinę dłużej, trzy godziny lody, gapić się na samochody, wczesnym rankiem nigdy nam się to nie uda. Ten wiersz jednak uzmysławia mi, co jest ważne dla dziecka i w jakim szalonym tempie żyjemy – mimo że tego najzwyczajniej po ludzku nie chcemy. Nasze ulubione to Świnka, Kałużyści, Dzieci w lesie. Jak tu ciemno pozwoliło dostrzec w ciemnym pokoju magię, ciekawość i … dobrą zabawę. Na pewno znajdziecie tutaj coś dla siebie.

Nie mogę natomiast zrozumieć stylu ilustratorskiego Anny Pawliny. Dotyczy to postaci, które wyglądają jak odrysowane przez kalkę. Taką samą twarz, lub prawie taką samą, mają dzieci zagubione w lesie, i człowiek ze złotym parasolem, i kałużyści, i pirat, i niegrzeczna dziewczynka. Są jak wielka rzesza braci i sióstr podobnych do siebie jak dwie krople wody. Pewnie to taka ilustratorska maniera. Czy się spodoba? – to już kwestia i gustu i smaku.


Wiek 3+

Wydawnictwo Literatura

sobota, 23 marca 2013

Naszą bibliotekę często udostępniamy rodzinie bliższej i dalszej jak i znajomym. I zawsze lubię obserwować wieeeelkie zdziwienie, kiedy ktoś z półki wyjmuje Kłopot. Tego się nie da opisać. Dorośli kartkują książkę w tę i wewtę, wracają, potem jeszcze raz i jeszcze raz. Bo Kłopot faktycznie może wprawić w zakłopotanie. Na początku moje dzieci też były zdziwione. Ogromnie. Bo mało tu tekstu, nawet niewiele ilustracji. I to zaskoczenie, że ze zwykłego śladu od żelazka można zrobić tyle wspaniałych rzeczy. Można wyrazić tyle emocji i uczuć: strach, nadzieję, marzenia, radość.

Książka rozbudza wyobraźnię, motywuje do działania – bo jak tu nie zaproponować swojego rozwiązania tego kłopotu. Stary babciny obrus zostanie schowany na dnie starej szafy, nigdy nie ujrzą go już oczy ludzkie. A gdyby tak zrobić z tego śladu ….. No właśnie.... Książka na pewno nie zostawi małego czytelnika obojętnym:) Jakże ważny jest przekaz tej książki – sprawdza się babcine przysłowie, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. A kłopotem nie ma się co martwić – zawsze można znaleźć jakieś rozwiązanie. Tak jak w tym przypadku.


Wiek - książka inspiruje w każdym wieku

Wydawnictwo Wytwórnia



Nasz egzemplarz jest szczególnie cenny. Dzieci wzięły udział w konkursie, który został ogłoszony na stronie Pani Zorro. Praca Tomka została nagrodzona egzemplarzem z dedykacją. Ależ się wszyscy ucieszyliśmy.

Najnowsza książka Iwony Chmielewskiej Oczy została laureatką Bolgna Ragazzi Award 2013.


Kłopot - czyli rycerz przytulanka był robiony przez prawie cały dzień. Tutaj wieczorne zdjęcie - kłopot został rozwiązany baaaaardzo późno.





piątek, 22 marca 2013

Zbójcy od razu wywołują jednoznaczne skojarzenia. Nie inaczej jest w opowieści Ungerera. Jego trzej bohaterowie są chciwi i straszni. Bez skrupułów napadają na podróżnych. Ale tak jest tylko do czasu. Otóż pewnego dnia zamiast skarbów w karocy znajdują dziecko – małą dziewczynkę sierotkę. To za jej przyczyną zmieniają się o 180 stopni. Zaczynają czynić dobro – a jak? To już musicie sami sięgnąć po tę książkę.


Książka na początku bardzo mroczna, ciemna. Bo zbójcy uaktywniają się głównie w nocy, kiedy nikt ich nie widzi i nie słyszy. Kiedy pada decydujące pytanie sierotki, po co im te wszystkie zrabowane skarby, świat w tej opowieści wywraca się do góry nogami. Zmienia się też koloryt, jest więcej barw – ciemność została zastąpiona jasnością. Tak jak zło – dobrem.


Bardzo wyrazista książka. Kiedy wchodzę do pokoju moich chłopaków – od razu rzuca się w  oczy. Obok łóżka Starszego Dziecka stoi półka, na której układamy książki frontami – przecież tak wiele książek ma piękne okładki, które wręcz proszą się, by je pokazać światu. I wśród tych wszystkich wystawionych egzemplarzy (ekspozycja jest ruchoma – książki zmieniają miejsce na półce i tytuły też się wymieniają)  Trzej zbójcy wyraźnie się wyróżniają. Zestawienie czerni z niebieskim zwala z nóg:) Naprawdę. I trzeba po tę książkę sięgnąć. Zresztą kiedy moje dzieci mają gości i KTOŚ ląduje przy półce z książkami, zawsze i tak sięga po książkę Ungerera. Magia? Czary? Może……


Tutaj znajdziecie informacje o autorze bardzo niepokornym.

Wiek 3+

Wydawnictwo Format

 



czwartek, 21 marca 2013

Gdy słyszę jak ktoś straszy dzieci – to mam naprawdę wielką ochotę zrobić coś nieprzyzwoicie nieprzyzwoitego. Dziad z worem, Baba Jaga mogą takiemu maluchowi nieźle zepsuć smak dzieciństwa. Niech sobie mieszkają w bajkach, ale ani kroku dalej. Mój Starszy codziennie, zanim zaśnie, jeszcze ostatkiem sił woła – Mama, Tata czy są groźne węże? Znamy to na pamięć. Kiedy usłyszałam po raz pierwszy to pytanie, zaczęłam oczywiście małe śledztwo – skąd te węże. Nic nie ustaliłam – w każdym razie te węże są sygnałem, że moje dziecko zaraz zaśnie. Codziennie powtarzamy z mężem – Nie, nie ma groźnych węży, choć wiem, że kłamiemy – bo co by było, gdyby taka kobra albo grzechotnik nagle zjawiły się w naszym ogrodzie albo domu. Nasze zaprzeczenie daje bezpieczeństwo  i spokój. Billy i potwór – kolejna znakomita książka Birgitty Stenberg jest właśnie o straszeniu dzieci. Chłopiec wraz z mamą spędza wakacje nad morzem. Przypadkowo trafia do chaty rybackiej pana Mruka. Ten wyraźnie nie lubi dzieci. W ciągu zaledwie kilku minut zdołał naopowiadać takich przeraźliwych opowieści o morzu i stworzeniach w nim żyjących, że Billy’ego ani nie ciągnie na plażę ani do wody. Bowiem wszędzie jest (ponoć) niebezpiecznie. Zakończenie zwaliło nas z nóg, ale niczego nie zdradzam, by nie zepsuć i zabawy i zaskoczenia. Powiem krótko – brawo dla mamy chłopca. Gdy kiedyś wyjaśni się, kto wystraszył mi dziecko wężami – obiecuję, że skorzystam z pomysłu. Książka piętnuje głupotę dorosłych i dodaje odwagi maluchom. Takiemu potworowi można dać porządnego prztyczka w nos – książka podpowie jak.


Książki Birgitty Stenberg zawsze są świetnie zilustrowane – w tej części został uchwycony charakter nadmorskiej szwedzkiej miejscowości – ach te czerwone małe domki, które nieodłącznie kojarzą się z daleką Północą. Pierwszy dzień wiosny – zaczynamy marzyć o wakacjach, choć za oknem i mróz i śnieg.


Wiek 4+

Wydawnictwo EneDueRabe



środa, 20 marca 2013

Kolejna książka Łukasza Wierzbickiego, która zachwyciła moich chłopaków. Kończymy czytać dość późno - dopiero jak Młodszy pada – a pada codziennie, choć muszę przyznać, że do końca dzielnie walczy z ciężkimi powiekami. Zawsze znajduje w sobie jeszcze choć krztynę siły, by wybrynczeć albo nawet i wywyć kolejny rozdział, mimo tego że jego matka również pada ze zmęczenia, bo w pracy od dwóch miesięcy straszyli ją kontrolą, od miesiąca przygotowywali do kontroli, a od tygodnia ma kontrolę na karku. W każdym razie daję się naciągnąć na te gierki moich chłopaków, bo książka jest niesamowita. Ale to cały Wierzbicki – najpierw opowiedział dzieciom historię o niedźwiedziu (Dziadek i niedźwiadek), który z Armią Andersa walczył w II wojnie światowej, potem o podróżniku Kazimierzu Nowaku (Afryka Kazika), który zadziwił wszystkich, bo na zwykłym rowerze objechał Afrykę.

Tutaj Autor sięgnął  po temat z XIII wieku, kiedy to papież wysłał dwóch franciszkanów Benedykta i Jana z poselstwem do władcy Mongołów, by tam prosić o to, by w końcu zapanował pokój. Mongołowie najeżdżali w tamtych czasach Europę wielkimi hordami - bez skrupułów grabili, siekli ile się tylko dało. Benedykt i Jan z racji ówczesnych możliwości liczyli się z tym,  że podróż będzie trwała baaaardzo długo (a dokładniej 2 lata 1245-1247). Tyle przeżyli, tyle widzieli, spotkali mnóstwo ciekawych ludzi. Nie raz groziło im niebezpieczeństwo, czasem było wesoło, czasem smutno. Wierzbicki ma niesłychany dar opowiadania, a czyni to tak, że zwykłe spożywanie posiłku staje się niezwykłe – podobnie jest z jazdą konną, śpiewem, pakowaniem tobołów do drogi, czy nawet spoglądaniem w niebo. A co dopiero mówić o opisach, które dotyczą nagłej powodzi, przedzierania się przez ścianę ognia czy też balansowania na kładce nad przepaścią.

To co przyciąga dzieci to duże poczucie humoru  - czuję, że na stałe do języka domowego wejdą sformułowania – Mongolski bachor, albo Buri, nie męcz kotka. Jest tu trochę historii, dużo elementów powieści podróżniczej – do tekstu przemycono mnóstwo informacji o życiu w tak odległych czasach – sposobach podróżowania, pożywienia, ubierania się czy prowadzenia wojen. Język jest współczesny, tylko od czasu do czasu pojawia się jakiś rzadko używany wyraz. Kto nie ma dosyć – pewnie ucieszy się z tego, że w listopadzie ubiegłego roku pojawiła się kolejna książka: Wróżby dla Kuźmy. Bajka. Kuźma to jeden z bohaterów wyprawy na koniec świata. Ale niczego nie zdradzę – sami przeczytajcie.


Książka na pewno o odwadze, przyjaźni, wytrwałości. Dodaje sił i wiary w siebie. Dla nas – książka na medal.

Wiek 7+

Wydawnictwo Pointa



poniedziałek, 18 marca 2013

Jest rok 1865. Łódź. Miasto rozwija się tak szybko, że car Rosji nie może tego ścierpieć. Kwitnie przemysł włókienniczy. Co rusz powstają nowe fabryki. Nie, nie - to nie Ziemia obiecana Władysława Reymonta, ale książka dla dzieci o tamtych czasach. Z perspektywy dzieciarni Karola Scheiblera, jednego z największych przemysłowców ówczesnej Łodzi. Opis życia bogatej rodziny, w którym jest czas na zabawę i naukę, obowiązki i przyjemności. W którym pojawia się przypadkowy żebrak, znakomici goście, wagarujący gimnazjaliści. To oryginalna wycieczka w czasie – można zaobserwować w co się bawiły wówczas dzieci, jakie pojawiły się wynalazki (pianola, sterowiec, piorunochron), jakie panowały zwyczaje, jakie obowiązywały standardy zachowań. Dzieci bogacza są jak inne dzieci w ich wieku: przysparzają rodzicom trosk i kłopotów, niszczą odzież, broją, fantazjują. To obraz XIX wiecznej Łodzi – z mnóstwem kominów w tle, cyrkiem, który przyjechał na Źródliska, pożarem, do którego pędzą strażackie wozy z beczkami pełnymi wody, gdzie Towarzystwo Kurkowe organizuje zawody strzeleckie. Mnóstwo informacji na temat świata, którego już dawno nie ma.


W książce dzieci Scheiblerowe męczy to, czy ich tato jest diabłem. Tak mówią o nim ludzie. Jeśli ktoś interesuje się historią i w dodatku czytał wspomnianą już Ziemię Obiecaną to wie, że Reymont ukrył w swej powieści Karola Scheiblera w postaci Hermana Bucholca. Nie został on tam przedstawiony pozytywnie. Jego samego w tej książce broni żona w rozmowie z dziećmi, uzasadnia, dlaczego ich tato jest dobrym człowiekiem. Na końcu autorka zamieściła notę biograficzna o dokonaniach tego rodu dla miasta Łodzi.


Książka przypadnie do gustu czytelnikom z zacięciem historycznym, lubiącym takie wyprawy w czasie. To na pewno odskocznia od świata współczesnego – gdzie królują telefony komórkowe, tablety, komputery, telewizja. Świat nie z tej ziemi. A swoją drogą – ciekawe, jak wyglądałoby życie współczesnych małych Scheblerów w dzisiejszym świecie?


Podoba mi się wydanie tej książki – szorstki papier, jego kremowy kolor. Do tego czarno - białe ilustracje Katarzyny Kołodziej. Budują klimat tej książki … sprzed lat.

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura



niedziela, 17 marca 2013

Książka powędruje do Marysi, którą proszę o kontakt (mój mail: nata442@op.pl). Jeśli do końca przyszłego tygodnia nikt się ze mną nie skontaktuje, wówczas wylosuję kolejną osobę. Bardzo dziękuję wszystkim za udział:)

Moje młodsze dziecko już od kilku dni interesuje wszystko związane z wiosną Bo ma przyjść, niedługo, dosłownie godziny nas dzielą od tego wydarzenia, a tymczasem za oknem świat jest biały i mroźny. I to ciągłe pytanie: Jak ona przyjdzie? Kiedy nie pomogły tłumaczenia, pomógł wiersz Brzechwy. Planujemy dzisiejszy dzień. Właśnie zapadła decyzja, że pójdziemy z dziećmi na sanki. Trochę dziwne to, gdy w kalendarzu zaraz 21 marca:)

Przyjście wiosny

 

Naplotkowała sosna,
że już zbliża się wiosna
Kret skrzywił się ponuro:
przyjedzie pewno furą...
jeż się najeżył srodze
Raczej na hulajnodze.
Wąż sykną
- ja nie wierzę,
przyjedzie na rowerze.
Kos gwizdnął:
Wiem coś o tym,
przyleci samolotem.
Skąd znowu
- rzekła sroka
ja jej nie spuszczam z oka
i w zeszłym roku w maju
widziałam ja w tramwaju.
Nieprawda wiosna zwykle
przyjeżdża motocyklem.
A ja wam to dowiodę
że właśnie samochodem.
Nieprawda bo w karecie!
W karecie, co pan plecie?
Oświadczyć mogę krótko,
że płynie właśnie łódką!
A wiosna przyszła pieszo
Już kwiaty z nią się śpieszą,
już trawy przed nią rosną i szumią
Witaj wiosno.



czwartek, 14 marca 2013

Wczoraj w końcu nadeszła przesyłka z zamówionymi książkami. Od razu dziewięć tytułów  – prawdę mówiąc zamówionych hurtem, bo i na forum o książkach i na blogu Pani Zorro dowiedziałam się, że książki z serii Strrrasznej historii po prostu znikają z półek. Wiele z nich jest już nie do kupienia. Przypuszczam, że za jakiś czas pojawią się na aukcjach za strrraszną cenę. Namawiam do tego, że jeżeli jakaś książka Wam się szalenie podoba, nie ma co – warto kupić, bo rzeczywistość potem jest baaardzo gorzka. Wystarczy zobaczyć na aukcjach cenę Elli albo Pluka z wieżyczki. Przed laty zastanawiałam się nad kupnem Książki i ludzie Barbary N. Łopieńskiej (to dla dorosłych) i Dynamicznej dynastii Jagiellonów Małgorzaty Fabianowskiej. Nie kupiłam – albo nie ma, albo ich ceny przekraczają możliwości mojego portfela.

Z serii „Straszna historia” mieliśmy do tej pory książki o Grekach i średniowieczu. Zawsze obiecałam sobie, że będę kompletować całość, bowiem zauważyłam, że moje dzieci mają zacięcie historyczne. Wiadomość o ostatnich egzemplarzach to był ostatni dzwonek:)))

Tytuł o myszy miejskiej w spartańskim domu jest skierowany do młodszych dzieci. Jest rok 430 przed narodzinami Chrystusa. Mały Dariusz mieszka z rodzicami w Atenach. Pewnego dnia miasto zostaje napadnięte przez Spartan. W międzyczasie wybucha zaraza. Rodzice chłopca umierają. Przed śmiercią matka wyjawia chłopcu, że jej brat, Spartanin, jest znanym i cenionym dowódcą wrogich wojsk. By ocalić życie – chłopiec ma uciekać z Aten i przedostać się do wuja. Chłopiec opuszcza rodzinne miasto i spotyka wuja. Przy okazji doświadcza na własnej skórze, cóż to znaczy spartańskie wychowanie.  

Książka bardzo się spodobała. Z przyczyn obiadowych musieliśmy przerwać akurat w momencie, gdy zachorował wuj Dariusza. Chłopcy nie mogli się doczekać dalszego ciągu. A pytanie – kiedy znów będziemy czytali padło chyba ze sto razy.

Książka jest napisana prostym językiem, można przeczytać ją już 5- 6 - latkowi. Jest w niej  mnóstwo cennych informacji i ciekawostek z historii (to cały Terry Deary) o świecie antycznym.  Jednym słowem: w bardzo atrakcyjny sposób podana wiedza historyczna. Krótkie rozdziały i duże litery na pewno zachęcają o samodzielnego czytania. W środku czarno – białe ilustracje.

Terry Deary jest specyficzny. Nie każdy akceptuje jego wizję historii. Czasem potrafi zaszokować swoją bezpośredniością. Albo się go lubi albo nie. Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy. Swego czasu czytaliśmy fragmenty Okropnego średniowiecza i Rewelacyjnych Greków. Zamierzamy przeczytać wszystkie dostępne  tomy. Brakujące – może uda nam się dokupić. Terry Deary nie owija w bawełnę w swoich książkach, nie unika trudnych tematów. Czasem jest śmiesznie, innym razem krwawo, potwornie wręcz. Ale czyż taka właśnie nie była i nie jest historia?



Wiek 6+

Wydawnictwo Firma Księgarska J&K Olesiejuk

 



środa, 13 marca 2013

To jedna z mniej znanych Legend Wawelskich. Sama byłam zdziwiona kręgiem zainteresowań naszego króla Zygmunta III Wazy, który chętniej od spraw państwowych zajmował się przeprowadzaniem eksperymentów w zacisznym miejscu, jakim była tytułowa komnata. Ale cóż się dziwić – epoka, w której żył, była zafascynowana alchemią. Kto żyw szukał sposobu, jak tu zwykły metal przemienić w złoto. A tu takie szczęście, bowiem władca w Krakowie miał pod nosem jednego z najbardziej znanych alchemików w ówczesnej Europie - Michała Sędziwoja, bohatera tej legendy. Tutaj przedstawionego jako zazdrośnika, człowieka złego, którego rozwścieczyło to, że król miał znaczniejsze osiągnięcia na polu alchemii. To poniekąd też opowieść o pasji, ponieważ Zygmunt III Waza osaczony ambicją, marzeniami, zapomina o upływającym czasie. Na początku książki rzuca na tykający miarowo zegar stertę papierów – teraz już nic nie słyszy, nic nie jest ważne. Oddaje się pracy w komnacie. Aż do pewnej nocy, kiedy to Sędziwój podstępnie przyczynia się do zniszczenia alchemicznej komnaty. Książka ma niesamowity, mroczny i magiczny klimat. Spowita ciemnością jaka panowała z powodu małych okien w grubych murach zamku na Wawelu. Na ulicach miasta, gdzie nie było elektrycznych albo nawet gazowych latarni. W książce panuje głównie noc rozjaśniona gdzieniegdzie blaskiem świec i latarni. Bohaterowie ostrożnie stąpają w ciemności, i tylko blade światło pada na ich twarze. Robi wrażenie.

Książka starannie wydana, duży format, szyta. To II nagroda ogólnopolskiego konkursu ilustratorskiego „Legendy wawelskie”.

Jan Matejko: Zygmunt III Waza i Michał Sędziwój

Tego obrazu nie znajdziecie w książce, ale to historyczny ślad. Alchemiczna komnata jest poniekąd jednym z elementów naszej historii.

Wiek 5+

Książka wydana przez Zamek Królewski na Wawelu





wtorek, 12 marca 2013

Pięcioro dzieci i „coś” pojawia się od czasu na różnych forach jako książka dzieciństwa. Miłe wspomnienie, z którym łączymy nasze pierwsze chwile z książką, może z osobą, która nam ją czytała albo podarowała. Nie da się ukryć, że książki stare wydane dawno temu, obecnie wznawiane, niosą z sobą duży ładunek emocjonalny. Jest to wpisane w ich istotę. Niewątpliwie tyczy się to właśnie książki Nesbit. Mamy to szczęście, że co jakiś czas w ostatnich latach była wznawiana. W przeciwnym razie jej cena osiągnęłaby pułap cen tych książek, o których zapomniano – chcący czy niechcący. Powieść, która liczy sobie ponad sto lat. Jej pierwsze brytyjskie wydanie miało miejsce w 1902 roku, polskie – w 1910. Nobliwa staruszka – a ciągle bardzo dobrze się czyta. Niespieszna literatura, smakowanie chwili i słowa, kierowanie uwagi na przeżycia bohaterów, na nieistotne szczegóły. Jeśli ktoś szuka sensacji, jakichś nieoczekiwanych zwrotów akcji, wielkiego hallo – to nie ten tytuł. Codzienność wlecze się leniwie na angielskiej prowincji. Piątka dzieci spędza wakacje w wiejskim białym domku z ogrodem. Sielanka – jak się okazuje nie tylko na współczesne czasy. Kto w wiktoriańskiej Anglii miał taką możliwość, aby wysłać dzieciarnię w takie miejsce, również uchodził za szczęściarza. Londyn – nie był przyjazny dla najmłodszych.

Piątka sympatycznych dzieci: Antea, Janeczka, Robert, Cyryl i Baranek jak tylko mogą zapełniają sobie wolny czas. Pewnego dnia w kamieniołomach (!!!) odkrywają dziwną istotę zagrzebaną w piasku. Mały duszek, Piaskoludek, o długich szczurkowatych wąsikach obiecuje każdego dnia spełniać jedno życzenie. A to wcale nie okazuje się proste. Bo jak jednogłośnie wybrać najodpowiedniejsze życzenie. Kiedyś przeczytałam taką zastanawiającą sentencje, że w życiu człowieka istnieją dwa rodzaje nieszczęść: jedno, gdy nie może dostać tego, czego pragnie. Drugie, gdy już dostanie to, czego tak bardzo pragnął. Tak właśnie jest w tym przypadku – czy spełnione marzenia sprawią, że dzieci będą szczęśliwsze? Dodam tylko, że Piaskoludek nie do końca zawsze w odpowiedni sposób rozumie intencje dzieci – stąd zachodzi cała masa najróżniejszych pomyłek, które sprawiają, że w końcu na tej smętnej wsi angielskiej zaczyna się coś dziać. Książka przygodowa, z elementami magii i fantasy. Tak sobie myślę, że autorka zapewne wybiegała poza swoją epokę. Gdyby tak nie było, pewnie teraz pisałabym o zupełnie innej książce. Ładnie wydana, w tłumaczeniu Ireny Tuwim, z czarno – białymi ilustracjami Marii Orłowskiej – Gabryś, z zakładką wstążką.

Dla miłośników klasyki mam niespodziankę. Proszę w komentarzach wpisać pięć tytułów wydanych przez wydawnictwo Znak. Nie mogą powtarzać się z tytułami podanymi przez poprzedników. W najbliższą niedzielę 17 marca 2013 wylosujemy osobę, do której zostanie wysłany egzemplarz powieści: Pięcioro dzieci i „coś”.

Wiek 8+

Wydawnictwo Znak

poniedziałek, 11 marca 2013

To kontynuacja opowieści o Dunii, którą co niektórzy znają już z książki Moje szczęśliwe życie. Dunia chodzi do szkoły i chce, aby miejsce obok niej pozostało puste. Bardzo tęskni za swoją ukochaną przyjaciółką Fridą, która wyprowadziła się z mamą i drugim tatą do Uppsali. Dunia liczy na to, że Frida pewnego dnia zjawi się znienacka i znów obok niej usiądzie. Tymczasem dwie koleżanki Dunii, zazdrosne o kolegę, bardzo źle traktują Dunię. Dziewczynka broni się, co kończy się wielką plamą z ketchupu na sweterku wychowawczyni.

Dunia zachwyciła sześcioletnią Klarę, której podarowałam tę książkę. Bardzo przeżywała smutek dziewczynki, przemoc, jakiej wobec niej dopuściły się dwie dziewczynki z klasy, w końcu początkowy brak zrozumienia ze strony taty i wychowawczyni. Z błyskiem w oczach sekundowała szczerej przyjaźni Fridy i Duni, ich zabawom w małpie drzewo, wynoszeniu krzeseł z domu i wspólnej ucieczce. Dużo się dzieje w tej książce, wiele spraw zostało tu poruszone: przemoc, poczucie winy (bądź jego brak) i wybaczenie. Szkoła to miejsce, gdzie spotyka się różnych ludzi, nie zawsze przyjaźnie nastawionych do innych. Mimo wszystko ta lektura uczy optymizmu. Każdy dzień może przynieść niespodziankę, z każdej chwili należy się cieszyć. Czarno białe ilustracje bardzo się podobały. Znakomita Eva Eriksson trafnie oddała nastroje dziewczynki: smutek, tęsknotę, złość, rozgoryczenie, szczęście. Ach jakbyście widzieli Klarcię pochyloną nad tą książką.Co za widok:) To najlepsza recenzja dla Duni:)


Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

sobota, 09 marca 2013

Rzadko się zdarza, bym o jakiejś książce pisała dwa razy. O Elli muszę. Kiedy zakupiłam ją kilka lat temu, mój syn był na nią jeszcze za mały. Teraz pierwszoklasista, zna już szkołę, jest dojrzalszym czytelnikiem - a więc lektura jak najbardziej dla niego. Dawno nie widziałam Tomka poskręcanego w esy - floresy ze śmiechu przy czytaniu książki. Baaa - trzeba było niektóre fragmenty czytać po pięć, sześć razy. Jeśli szukacie czegoś na wesoło - to polecam Ellę. Jest jeszcze drugi tom. Ale ten przed nami:) Lekturze przysłuchiwał się prawie 6- latek. Również dobrze się bawił, choć od czasu do czasu robił sobie przerywniki w postaci fikołków na łóżku.

Tutaj pisałam o Elli dawno, dawno temu:)

piątek, 08 marca 2013

Najpierw Młodszemu zrzedła mina. Wykrzywił buzię w podkówkę – i poleciały łzy. Bo początek jest naprawdę smutny. Smok Belefegor przychodzi na świat, ale nie spełnia oczekiwań ojca – potężnego smoka dwudziestosiedmiogłowego. Smocza mama nie ma nic do gadania i chcąc nie chcąc, musi dziecko zostawić na leśnej polanie. Pomyślałam sobie – ho ho, nie będzie łatwo. Na szczęście – jak to w bajkach bywa, smok urósł bardzo szybko i się usamodzielnił. No i smutek gdzieś odszedł, również za sprawą humoru, którego w książce jest pod dostatkiem. Dodam tylko – czeskiego humoru. Belefegor żywi się węglem drzewnym, sam wypala go w mielerzu. Lubi chlupać się w wodzie, chce żyć ze wszystkimi w pokoju. W znacznym oddaleniu od niego, za siedmioma górami i dolinami mieszka ze swoją rodziną smolarz Mioduszek, jako jedyny w całym królestwie posiadający patent na wypalanie wspomnianego już węgla drzewnego. Kiedy okaże się, że pojawiła się nielegalna konkurencja, w dodatku w postaci smoka, strach padnie na całe królestwo. Zbiera się rada królewska, wojsko się zbroi, król musi oddać w ofierze swoją córkę Weronikę, gmin chowa zwierzęta do stajni i obór, kobiety kryją swe córki, na które ponoć Belfegor  ma straszny apetyt. A tymczasem niczemu winien smok jest bardzo zdziwiony tą całą sytuacją i zamieszaniem wokół jego smoczej osoby.

 Młodszemu było żal, że na końcu nie pojawili się znów wyrodni smoczy rodzice, co by mogli sprawdzić jaki gość wyrósł z ich niezapowiadającego się zbyt ciekawie syna. I by żałowali, że tyle cudnych chwil im przeszło koło nosa – bo wiadomo, z dziećmi zawsze jest lepiej. Mówi się trudno.

Książka spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem – jest zamówienie na ponowne głośne czytanie. To bajka, w której wszystko kończy się dobrze, co rusz są wybuchy śmiechu – bo całość jest trochę jak dobra czeska komedia. Wychowana na filmach dla dzieci produkcji czechosłowackiej (Pierścień Arabeli, absolutnie fenomenalne Trzy chrząszcze, Nikogo nie ma w domu, Latający Czestmir), łatwo dostrzegłam to coś, co sprawia, że i literatura i film naszych południowych sąsiadów są tak charakterystyczne i niepowtarzalne. Śmiech przez łzy, upór, wyraźnie zarysowane charaktery bohaterów, szczypta magii, a przede wszystkim niesamowita umiejętność śmiania się z samego siebie. Dorośli dostrzegą w niej jeszcze satyrę na rządzących – wiele można by odnieść do współczesności – na szczęście głupota zostaje ośmieszona, a zwyciężają dobro, rozsądek i miłość.

 

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia (1977)