Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
wtorek, 29 marca 2011
Bim - bom - gra o dźwiękach

Bim bom to gra, która ukazała się w serii: Zmysły. Dotyczy oczywiście słuchu. To zaznajamianie dzieci z najróżniejszymi dźwiękami, które towarzyszą im w dniu codziennym i nie tylko. Na chwilę przenosimy się na ulicę i wieś, do sali koncertowej i przedszkola. Jest to frajda dla najmłodszych, którzy wkładają często wiele wysiłku w rozszyfrowanie zagadki. To co dla starszych dzieci jest oczywiste, dla maluczkich nie za bardzo. Albo weźmy na przykład dzieci z miasta. Czy od razu odgadną muczenie krowy, gdakanie kury albo rąbanie drewna? Owszem uczymy dziecko: krowa robi muuuuuuuuuu, kura kokokoko. Jednak  dotknąć tego świata, choć na chwilę takim, jakim jest w rzeczywistości – to na pewno przeżycie. Chłopcom spodobały się odgłosy motoryzacyjne. Przebojem był młot pneumatyczny i tramwaj. Do dyspozycji mamy cztery dwustronne plansze, kółeczka z najróżniejszymi przedmiotami, które wydają dźwięki oraz płytę CD. Można bawić się na trzy sposoby: dopasowywać przedmioty z obrazków – kółeczek do plansz (rozwija słownictwo), dopasowywać przedmioty do dźwięków, można na wyścigi rozpoznawać dźwięki z CD i rywalizować, kto odgadnie najwięcej dźwięków. Dzięki grze dziecko ćwiczy słuch oraz spostrzegawczość. Gra według wydawcy przeznaczona jest dla dzieci w  wieku 4 – 8 lat. W grze mogą wziąć udział 1- 4 osoby. My bawimy się już z trzylatkiem:) - i idzie mu coraz lepiej. Obrazki są kolorowe, solidnie wykonane. Odgłosy na płycie zróżnicowane i liczne – o nudzie nie ma mowy. Cztery plansze mogą służyć też do rozgadywania maluchów – dzieciaczki oglądają je i wymyślają różne historie. Np. o wężu, który ni stąd ni zowąd pojawił się na ulicy.

Zapraszam do candy! Chętnie obdaruję kogoś tą grą. Osoby zainteresowane proszę o wpis w komentarzach, podlinkowanie zdjęcia i zamieszczenie go u siebie na blogu. Jeśli ktoś nie prowadzi bloga – proszę o pozostawienie śladu. 3 kwietnia (niedziela) podam, do kogo uśmiechnęło się szczęście. Zapraszam!

Wiek 3+

Wydawnictwo Granna

Po co dzieciom książki?


Podoba mi się, bardzo… Znalazłam tutaj, pozazdrościłam i ukradłam;)

poniedziałek, 28 marca 2011
Opowieści z zaczarowanego lasu. Złotodajna moc - Nathaniel Hawthorne/ il. Józef Wilkoń

Po mit sięgano wiele razy. Z lepszym lub gorszym rezultatem. Twórcy filmowi, teatralni, malarze, poeci. Bardzo podobają mi się próby przełożenia języka mitów na język dziecięcy. Czy jest w ogóle coś takiego jak język mitów? Przecież istniały one w tradycji ustnej, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Pewnie stąd taka mnogość wersji wydarzeń sprzed tysięcy lat. Już po raz trzeci zasłuchaliśmy się w Mity greckie Nathaniela Hawthorne’a. Spoglądam na portret młodego literata, odnaleziony z ciekawości. Ot, pomyślałam sobie, ciekawe jak wyglądał autor Czegoś (specjalnie napisałam przez duże Ce) napisanego ponad 100 lat temu – dokładnie w 1852 roku, co przetrzymało próbę czasu i to w tak dobrym stanie. Żywy i plastyczny język, autorski pomysł na interpretację strasznie poważnych i nobliwych mitów, jakaś pozytywna wręcz energia bijąca z tych tekstów. Hawthorne odbrązowił poważnych herosów, królów i bogów, znanych ze starych plakietek, amfor, rzeźb i figurek.

Złotodajna moc to mit o królu Midasie, który pokochał złoto ponad wszystko. Czasem odnoszę wrażenie, że autor Opowieści zaczarowanego lasu bawił się wątkami znanymi z mitologii greckiej. Mało tego, podśmiechiwał się pod sumiastym wąsem (w późnym wieku takowy posiadał) na myśl o tym, jak się zdziwimy czytając te teksty. Midas w okularach, rumiane poliki Złotorzęsej po ustąpieniu czarów, jej głośne kichanie, parskanie i oburzenie, że jej śliczna sukienka jest tak przemoczona. Czyż na stronach Mitologii Jana Parandowskiego możemy znaleźć taki oto tekst?: - Ej, moja panieneczko! ( to Midas do córki)

 

Inni opowiadają o bogatym człowieku i jego córce zamienionej w złoto. Hawthorne (1804-1864) daje dziewczynce imię Złotorzęsa, każe bawić się jej u stóp tronu swojego ojca, opowiada o jej miłości do kwiatów, zwłaszcza róż. A Midas aż puchnie z dumy bycia ojcem tak wspaniałej córy – wrażliwej, małej gaduły, szczerej, kochającej. W tych tekstach słychać perlisty dziecięcy śmiech, czytelnikowi udziela się smutek ojca, który utracił dziecko.

I oto jest tu przed nim, z twarzyczką, na której zastygł pytający wyraz – wyraz miłości, współczucia, żalu. Był to najpiękniejszy i najbardziej przejmujący widok, jaki kiedykolwiek ukazał się oczom śmiertelnych. Wszystkie rysy i cechy Złotorzęsej pozostały nietknięte, nawet ukochany przez niego dołeczek był jeszcze na jej złotym podbródku. Ale im doskonalsze było to podobieństwo, w tym większej męce spoglądał ojciec na ów złoty wizerunek.

 

Ukochany dołeczek? Czy ktokolwiek słyszał kiedyś o tym, że córeczka króla Midasa miała mały dołeczek w podbródku?

Midas posiadł złotodajną moc. Sprawił to Nieznajomy ze skarbca. Spełnił marzenie króla. Cokolwiek napotykają jego ręce, co zaledwie muska swymi palcami, natychmiast zmienia się w złoto. Kiedy również Złotorzęsa staje się posągiem z cennego żółtego kruszcu, król zdaje sobie sprawę, co tak naprawdę w życiu jest ważne.

Piękny mit, piękna nauka, świetnie zinterpretowana przez Krzysztofa Tyńca. Modulacja głosu aktora sprawia, że dzieci nawet nie zauważają, iż mamy tu do czynienia z jedną osobą. Król, jego córka, Nieznajomy ze skarbca, Narrator – każdy mówi inaczej, a nam się zdaje, że aż się tu roi od postaci. Do tego tło muzyczne Macieja Rychłego z kwartetu Jorgi.

Odkurzone przez BUKĘ po 20 latach – mity książka + płyta Cd. W książce ilustracje Józefa Wilkonia – lśnią złotem. Co mistrz dotknął pędzlem, zamienił w złoto, jak król Midas. Czyby i on posiadł złotodajną moc? Piękna rzecz do słuchania, czytania i oglądania…

A tu coś dla ciekawskich. Czy wiedzieliście, że Hawthorne napisał Szkarłatną literę? Wielu ten tytuł bardziej kojarzy z filmem z Demi Moor w roli głównej, niż wiekopomnym dziełem z roku 1850.

(Wikipedia)

 

Wiek 5+

 

Wydawnictwo Akademia Rozwoju Wyobraźni BUKA

piątek, 25 marca 2011
Ela - Sanela - Katarzyna Pranić

Ela pojawiła się w domu Babci dziesięć lat temu, kiedy na Półwyspie Bałkańskim trwała straszna wyniszczająca wojna. Przybyła do Polski jako niemowlę wraz z grupą uchodźców. Wszyscy gdzieś się rozpierzchli w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia, a ona została. Przez te wszystkie lata dziewczynkę zastanawiało tak wiele rzeczy – dlaczego ma obco -  brzmiące nazwisko, gdzie są jej rodzice, czy ma rodzeństwo. Bo przecież to dziwne, gdy ktoś ma tylko Babcię, prawda? Katarzyna Pranić powoli odsłania tajemnice związane z Elą – czyni to przez Babcię – osobę mądrą, doświadczoną, ciepłą. Babcia przyszywana, ale życzyłabym takiej babci każdemu dziecku.

Wzruszająca lektura o inności, ludzkich pokręconych losach. Podobało mi się wiele rzeczy w tej książce – nieśpieszna narracja, wędrówki w myślach dziewczynki, jej przeżycia związane z pojawieniem się nowego przyjaciela, z przedstawieniem teatralnym, nawiązanie do Małego Księcia, otwarte zakończenie, które każdy może dopowiedzieć sobie sam, rezygnacja z drogi na skróty – pewne naświetlenie ważnych spraw, ale nie wyjaśnianie ich do końca. Historia, która mogła wydarzyć się naprawdę, opowiedziana tak, że aż chce się w nią wierzyć. Ela-Sanela to też protest przeciwko wszystkim wojnom, które krzywdzą tych najbardziej  niewinnych – dzieci.

Wiek 10+

Książka otrzymała drugą nagrodę w II Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren – kategoria wiekowa 10 – 14 lat.

 

Wydawnictwo Stentor

Razem ze słonkiem. Przedwiośnie - Maria Kownacka/ il. Zbigniew Rychlicki

Zachęcam do odkurzania starych książek. Razem ze słonkiem to seria sześciu książek, które zaczęły się ukazywać w 1975 roku. Przedwiośnie to część pierwsza. A w niej wszystko o zmianach w przyrodzie, które zachodzą o tej porze roku. Każda z kolejnych części z tymi samymi działami, np.:

- Poznajemy przyrodę - o charakterystycznych roślinach, zwierzętach i zjawiskach dla danej pory roku (tutaj np.: zakwitła leszczyna, skowronki, gawrony, obudził się jeż, przebiśnieg, pierwszy cytrynek)

- O słonku, pogodzie i innych ciekawych sprawach

- Czy wiecie, że … - ciekawostki dla małych. Przy czym dorośli też czasem robią wielkie oczy ze zdumienia (np.: pasikoniki mają narząd słuchu na przednich nogach)

Słowniczek ptaków

Przy pracy – jak można pomagać roślinkom i ptakom w danej porze roku

Kącik przyrody, kalendarz pogody, skrzynia skarbów, Majster – Klepka, Poczytajmy sobie (opowiadania, baśnie wierze) , teatrzyk, zagadki.

Przeglądam ten pierwszy tom i myślę sobie, że wielka szkoda, że ta seria została zapominana. Od lat nikt jej nie wznawiał. A to bardzo wartościowa księga przyrody dla dzieci. Z ilustracjami Zbigniewa Rychlickiego (ojciec wizerunku Misia Uszatka Czesława Janczarskiego) i Jerzego Heintze. Zachęcam do poszukiwań na aukcjach internetowych. Czasem pojedynczą książkę z tej serii można kupić za równowartość czekolady z orzechami;)


O Zimie pisałamtutaj.

Wiek 4+

niedziela, 20 marca 2011
Tajemniczy ogród - Frances Eliza Hodgson Burnett/ il. Alicja Rybicka

Czytamy Tajemniczy ogród. Pomyślałam – spróbuję. Oczywiście, na początku były protesty. Ogromne. No tak, okładka z kwiatkiem musi być dla dziewczyn. Ok, poszliśmy na kompromis. Najpierw poczytałam to, co moje Starsze Dziecko wybrało dla siebie, potem moją książkę. Moja teraz wygrywa. I to jak. Dziecko leży, ma zamknięte oczy.

- Tomciu, jutro poczytamy, bo już zasypiasz.

- Nie, mama, czytaj daaaaalej – To jego daaaaalej rozpływa się rozciapciane w jakimś niebycie, dziwacznie się ciągnie jak mleczna krówka - ciągutka. Od czasu do czasu maślankowate oczy – Ale czytaj dalej… - jeszcze krótka kontrola, czy mama aby nie zamierza zamknąć książki…. Nie, nie to wcale nie zasypianie nad nudną lekturą. To raczej czytanie w nieskończoność, bo kiedy kończy się jeden dłuuuugi rozdział, to zaraz jest apetyt na kolejny. Mary usłyszała płacz dziecka – ciekawe kto to taki, a tu koniec. No więc czytamy dalej i dalej…

Wybornie czyta nam się tekst spolszczony na nowo przez Pawła Beręsewicza (tak, tak – tego Pawła Beręsewicza od Ciumków) Jego doświadczenie z książką dla dzieci od razu się wyczuwa. Trzeba też zwrócić uwagę na ilustracje Alicji Rybickiej. Z jednej strony – sceny rodzajowe adekwatne do tego, co akurat dzieje się w powieści, z drugiej ilustracje roślin stylizowane na karty florystyczne w klimacie vintage, charakterystyczne dla końca XIX wieku.

Czy jest ktoś, kto nie zna Tajemniczego ogrodu? Książki, filmu? (Choć zawsze będę się upierała, że książka najlepszą ekranizacje zostawia w tyle). Dla tych, którzy jednak nie znają: Mary Lennox po śmierci rodziców przyjeżdża do Anglii, do domu swego wuja. Dziewczynka  jest nieznośną pannicą, ma fochy i myśli, że cały świat musi się kręcić wokół niej. W domu wuja jednak nikt za bardzo się nie przejmuje jej humorami i pozostawia się ją samej sobie. Posiadłość, położona na wrzosowiskach, jest bardzo tajemnicza. Pewnego dnia Mary słyszy w nocy przeraźliwe krzyki. Od tej pory będzie chciała rozwikłać tę zagadkę - tę i jeszcze dziwnego ogrodu otoczonego wysokim porośniętym murem. Książka pokazuje zmiany jakie zachodzą w osobowości  panienki. Z rozkapryszonej dziewczynki przeistacza się w osobę o wrażliwym sercu, dobrą, przyjazną, życzliwą. To książka o marzeniach, dobrym świecie i cudownych ludziach.

Wiek 9+

Wydawnictwo Skrzat

piątek, 18 marca 2011
Gdyby jajko mogło mówić i inne opowieści - Renata Piątkowska/ il. Artur Nowicki

Zaczęliśmy od tekstów związanych z Wielkanocą – dobrze wpisują się w ten okres przedświąteczny, budują pewien klimat oczekiwania. Z podsłuchanych rozmów wynika, że w kątach podczas zabaw klockami, żołnierzykami, puzzle, już powstają w największej tajemnicy plany desantu na rodziców w Lany Poniedziałek – kto, kogo i czym. Mój niepokój wzrósł, gdy podczas porządków odkryłam skompletowane (jeszcze do niedawna w totalnym rozkładzie) zeszłoroczne sikawki gumowe.

Renata Piątkowska  odkrywa tradycje, doszukuje się niuansów, często zapomnianych, a jakże ciekawych, tłumaczy pochodzenie zwyczajów, opowiada jak było kiedyś a jak jest dzisiaj. Opisuje cały kalendarz najróżniejszych popularnych bardziej bądź mniej tradycji i zwyczajów: Mikołajki, Wigilia, Andrzejki, Marzanna, Śmigus – Dyngus, Prima – Aprilis, Pisanki, Walentynki, Sylwester i Nowy Rok. Każdy z rozdziałów to osobna historia – występują dzieci, które przygotowują się do świąt i ciekawi je, dlaczego jest tak,  a nie inaczej. Podoba mi się pomysł włączania dziadków. To oni są tutaj depozytariuszami wiedzy tajemnej: wiedzą wszystko, znają ciekawe historie, sięgają w swojej pamięci do czasów młodości. Choć z pewnością na co dzień wielu dziadków nie ma takich wiadomości na temat obrzędów, co ci książkowi. Zachęca to też do stawiania pytań najbliższym, jak oni kiedyś świętowali. Moja mama, babcia moich dzieci, opowiada zawsze przed Wielkanocą, jak wyglądały święta jej dzieciństwa, spędzane na wsi u babci Joanny, mojej prababci, a praprababki Tomka i Mikołaja. Zjeżdżała się cała rodzina – wielka – nic dziwnego, że ciotki gotowały na piecu z fajerkami kociołek jaj. Panowie robili zawody kto ile zje. Ależ to byli mężczyźni – przed każdym rosła wieżyczka skorupek, bo jadło się tak: jajko na pół i skorupki wkładało się jedną w drugą. Dwanaście – piętnaście jajek to była pestka. A potem był mecz piłki nożnej za stodołą. Panowie w białych lnianych koszulach śmigali za piłką, że hej.

Potrzebowaliśmy tej książki, bowiem często pojawiały się pytania – Mamo, a dlaczego? Teraz mamy wszystko skomasowane w jednym tomie. Renata Piątkowska inspiruje do czynów niecnych: do polewania wodą, śmigania koleżanek witkami wierzbowym, wrzucania ich do rzeki, polewania Marzanny perfumami. I jak to u Renaty Piątkowskiej bywa – często jest z jajem, choć nie o jajku tylko tu mowa. I zachęcam do rodzinnych odkryć związanych z różnymi obrzędami. Dzieci uwielbiają ich słuchać.

Wiek: 8+

Wydawnictwo BIS

czwartek, 17 marca 2011
Nudzimisie - Rafał Klimczak

Nudzi mi się!!! – Tomek wychylił się za ramę łóżka i powtórzył – Nudzi mi się!!! A potem z tym swoim szelmowskim  uśmiechem dodał: Ja tak na wszelki wypadek wołam. Może się pojawi.

Wie, że Nudzimiś Hubek to postać z bajki, ale klnie się na wszystkie świętości, że wierzy, pewnie, że wierzy w jego istnienie. I zazdrości Szymkowi, że to właśnie jego spotkała taka życiowa przygoda.

Szymek ma wiele zabawek, tonie w nich, a pokój chłopca przypomina sklep z zabawkami. Jest typowym przykładem współczesnego dziecka, które ma wszystko lub prawie, wszystko oprócz….  Szymek nie potrafi się odnaleźć w gąszczu zabawek, o czym powiadamia cały świat głośno wrzeszcząc: Nudzi mi się. Wtedy (zniecierpliwiony i zajęty) tata opowiada mu o Nudzimisiach – małych istotach, które pojawiają się, gdy dzieciom się nudzi. Chłopiec, początkowo dość sceptycznie nastawiony do opowieści ojca, ma okazję wkrótce sam się przekonać, że ten mówił prawdę. W kącie pojawia się Nudzimiś Hubek…

Hubek – mogłoby się wydawać nie jest zbyt atrakcyjnym towarzyszem. Nie przynosi prezentów, gadżetów, nie ma  nic, oprócz maleńkiego domku, który sobie sam wyhodował w Nudzimisiowie.  Jednak daje chłopcu coś, co jest chyba najcenniejsze – daje siebie, swój CZAS, swoją uwagę, akceptację i okazuje chłopcu szacunek. Proste? Pewnie, że tak, a jakie ważne. Rzecz dzieje się w dwóch światach. Raz Hubek zjawia się u Szymka, raz wraca do Nudzimisiowa – gdzie poznajemy jego ziomków. Na drzewach rosną lizaki, śniadanko wystarczy sobie tylko wyobrazić i zaraz zjawia się gotowe do konsumpcji.

Spotkania z Hubkiem i odwiedziny w Nudzimisiowie to nie tylko zabawa – to też podana w atrakcyjny sposób lekcja dobrego wychowania: trzeba posprzątać zabawki, należy dotrzymać słowa, nie można głębić słabszych itd.

Mimo, że Hubek seplenił, jego rolę czytaliśmy normalnie. Hubek to główny bohater i autor udziela mu głosu bardzo często. W rodzinnym czytaniu brał udział (a jakżeby inaczej) również trzyletni Mikołaj: Kiedy kilka razy przeczytałam tekst sepleniąc, Mikołaj zgłaszał –Mamka, a co on mówił? W dodatku chodzimy z Tomkiem od kilku tygodni do logopedy, walczymy z pewnymi niedoskonałościami mowy, stąd też uważałam, że akurat w naszym przypadku, gdy zbieramy coraz większe laury za nasze logopedyczne postępy (mój udział jest też nie mały – stąd moja radość jest podwójna) nie chciałam ryzykować powrotu do starych nawyków.

Dzieciom bardzo podobały się dwie sceny – kiedy Hubek daje nauczkę Filipowi – postrachowi dzieci w przedszkolu i scena z potworem, który załaskotał Hubka prawie na śmierć. Maluchy dostały ataku śmiechu, mamę poniosła ułańska fantazja i trochę ubarwiła tekst. Nic dziwnego, że Młodsze Dziecko przylazło dzisiaj z książką pod pachą i poprosiło - Mamo, nudzi mi się, poczytasz mi?

Wiek 5+

Wydawnictwo Skrzat

wtorek, 15 marca 2011
Czarny Młyn - Marcin Szczygielski

Byłam bardzo ciekawa tej książki. Apetytu narobiła główna nagroda w II Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren, uzasadnienie Jury, w końcu notka Wydawcy. Czekałam i się doczekałam. Młyn pojawia się od czasu do czasu w literaturze dziecięcej i młodzieżowej – wymienię choćby:  Krabat Preusslera, Czarodziejski młyn Afanasjewów, baśnie i bajki, w których od młynarczyków, różnych strachów, biesów i czarodziejów roi się jak w ulu. Młyn bowiem to miejsce magiczne. Mało tego – w książkowych młynach, które czytałam sama, bądź z dziećmi, raczej nie działo się nic dobrego. Autor nie przełamał zatem stereotypów, a jednak zaskoczył mnie. Mimo zapowiedzi wydawcy, że to powieść zakrawająca o horror, po lekturze (długo w noc) stwierdzam, że wcale aż tak strasznie nie było. Mam przed sobą natomiast dobrą książkę poruszającą wiele ważnych tematów społecznych – i to jest jej największym atutem. Młyny - popegeerowska wieś gdzieś między Poznaniem a Warszawą. Podupadła – z garstką mieszkańców, którzy zdecydowali się tu pozostać mimo wszystko. Bo im tu strasznie pod górkę – ziemia nie rodzi, zwierzęta się nie udają – są tylko trzy psy i czterdzieści królików ciotki Pawła. Nie ma telewizji satelitarnej, ogrody zarastają, a wiele domów ma okna zabite dechami. Jedyna droga jest dziurawa jak ser szwajcarski. Zacofany zakątek – może źle to określiłam – raczej zapomniany - obok nowoczesnych trakcji elektrycznych i autostrady. Ta zamiast łączyć z wielkim świtem, tak naprawdę od niego odgradza. Kiedyś był tu Kombinat, ale spłonął. Został Czarny Młyn, który budzi strach i grozę. Przypomina o przeszłości, czy tego chce czy nie chce, bowiem jedyna droga w Młynach przebiega właśnie tuż obok niego. Pewnego dnia w Młynach zaczynają dziać się rzeczy jeszcze dziwniejsze od tych, które już miały miejsce. Czarny Młyn urasta w siłę, staje się obsesją starszych mieszkańców, chce zapanować nad miejscowością, może nawet nad całym światem. I kiedy wydawać by się mogło, że nikt tego nie dostrzega – starsi są ślepi i głusi, nadzieja pozostaje w szóstce dzieci, które nie bacząc na niebezpieczeństwa, biorą na siebie odpowiedzialność za wioskę i jej mieszkańców. Z tej szóstki na czoło wysuwa się narrator – Iwo i jego siostra Mela. Czarny Młyn – to smutna książka – bo dzieciństwo w takim miejscu musi być smutne. To książka o sile przyjaźni – bo w takim miejscu i w takiej chwili człowiek zdaje ważny egzamin życiowy. To książka o inności. Siostra Iwo – ośmioletnia Mela – jest karłem. Prawie nie mówi, niepozorna, dla wielu „gorsza” – a to właśnie ona odegrała najważniejszą rolę w tej historii. To książka o tęsknocie – za ojcem, który niby jest, ale tak naprawdę już go nie ma i nigdy nie będzie. O odwadze – która czasem pojawia się nie wiadomo kiedy i nie wiadomo skąd. Daje do myślenia – dobrze napisana, głęboka, niekiedy mroczna. Ale nie horror w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Z intrygującą okładką autorstwa Józefa Wilkonia.

Postać Iwona została bardzo szczegółowo nakreślona. Jedenastolatek – nad wyraz dojrzały, oczytany, odpowiedzialny. Opowiada o małej społeczności zamkniętej w ramach dziwnego trójkąta. Jego spostrzeżenia są trafne i celne. Tłumaczy na swój sposób (absolutnie nie dziecięco – naiwny) wszystkie udziwnienia, które dotyczą Młynów i jego najbliższej rodziny. Balansuje trochę na granicy dwóch światów – z jednej strony beztroskie dzieciństwo,  z drugiej – świat dorosłych, który upomina się o chłopca, wyciąga swoje lepkie macki. Iwo czuje się odpowiedzialny za matkę i chorą siostrę, w końcu za wszystkich mieszkańców Młynów. Świetnie została przedstawiona mentalność mieszkańców, którzy pogodzili się z przegraną w życiu, nie mają pomysłu na lepsze jutro, zamykają się w swoim świecie, odczuwają strach przed czymś nieznanym, życie płynie bez większych zmian. Jets tak jak jest i lepiej nie będzie. Młyny w tym momencie są nie tylko tymi konkretnymi Młynami, ale utożsamiają setki, może tysiące polskich wsi, w których coś się skończyło, a jedynym wyjściem z trudnej sytuacji jest marazm, niewiara w lepszą przyszłość, albo pozostawienie rodziny, dzieci i emigracja zarobkowa. Jest jednak nadzieja – są dzieci, które myślą inaczej i zmieniają świat.

Czy powieść zasłużyła na Grand Prix? Zdanie wyrobię sobie wkrótce, bowiem dzięki wydawnictwom Literatura i Stentor mam okazję poznać większość książek – laureatek konkursu.

Józef Wilkoń na naszej półce powoli staje się ilustratorem czarnej barwy: Księga Dżungli, Pan Tip Top, teraz Czarny Młyn. Chyba żaden z ilustratorów nie dorobił się aż tylu czarnych okładek, jeśli chodzi o książki dla dzieci i młodzieży.

Książka Marcina Szczygielskiego zajęła I miejsce w II Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren w kategorii wiekowej 10 – 14 lat. Zdobyła również Grand Prix.

Wiek 12+

Wydawnictwo Stentor

 

poniedziałek, 14 marca 2011
Kicia Kocia - nowa seria - Anita Głowińska

 

Od razu wiedziałam, że Kicia Kocia przypadnie do serca mojemu Młodszemu Dziecku. Jeszcze zanim zaczęliśmy o niej czytać, Młodsze Dziecko zabrało obydwie książeczki do swojego kąta i cieszyło oko kolorowymi ilustracjami. Tematyka nie była obca: gotowanie i gra na instrumentach. Kicia Kocia oswaja świat. Teksty napisane prostym językiem, od razu trafiające w ucho. Dziecko poznaje w przystępny i zarazem bardzo atrakcyjny sposób pewne zasady, które obowiązują w dniu codziennym.

Zanim zaczniesz coś robić, posprzątaj zabawki, umyj ręce, przygotuj miejsce pracy, nie dotykaj gorącego piekarnika, poczekaj, aż ciasteczka ostygną, poczęstuj najbliższych. Autorka przedstawia Kicię w najróżniejszych sytuacjach codziennych – bez nadętego moralizatorstwa. Ot Kicia robi tak, a nie inaczej, bo tak robić należy. W części o muzycznych popisach – popularne instrumenty, oraz małe – wielkie granie. Kicia Kocia wraz z przyjaciółmi gra na instrumentach, a potem organizuje koncert dla najbliższych. Zabawa jest przednia.

Granica wieku, podana na okładce (2-6) jest moim zdaniem jednak zbyt wyśrubowana. Pierwsza reakcja mojego Tomka (sześciolatka, świeżo po urodzinach) była – ŁeeeeeTaaaaM, dla maluchów. Wprawdzie potem słuchał uważnie, śmiał się z ilustracji, zamarzył o własnym zespole muzycznym, jednak ma swoje ulubione poważniejsze już lektury. Natomiast Mikołaj wziął książki pod pachę – powiedział tylko – To moje - zagląda często i domaga się lektury. Mało tego - gra na instrumentach (jedna struna od gitary jest już zerwana), na garnkach, kartonach, pokrywkach. Zrobiliśmy grzechotkę z butelki po wodzie mineralnej wypełnionej do połowy ryżem. Lektury inspirują, i to jak. W planach mamy już pieczenie ciasteczek, a gdy przygotowuję warzywa do zupy lub sałatki, zaczyna brakować noży i desek do krojenia. Potwierdza się reguła, że dzieci najlepiej uczą się przez naśladowanie. Udana książka dla najmniejszych, a Kica Kocia z charakterystycznym słodkim pyszczkiem ma szansę stać się kimś ważnym w małym wielkim życiu swoich fanów.

P.S. I jeszcze jedno życzenie od Małego Czytelnika – marzy o Kici Koci jako strażaku i nurku. Raczej to niemożliwe, ale pomarzyć zawsze można.

Ukazały się kolejne części o Kici:Kicia Kocia jest chora, Kicia Kocia na basenie, Kicia Kocia zostaje policjantką.

Wiek 2+

Wydawnictwo Media Rodzina

 
1 , 2 , 3