Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 20 grudnia 2015
Kareta z piernika - Wanda Chotomska/ il. Ewa Poklewska–Koziełło

Legendy to pomieszanie prawdy z fantazją. Jak pisze Wanda Chotomska w pierwszych wersach – proporcje zależą od „smaku piszącego”.

Któż nie próbował toruńskich pierników. Znana i lubiana poetka podjęła próbę opowiedzenia nam dziejów smacznych ciastek ze starego grodu. W ciągu wieków narosło wiele legend i bajek o tym, jak powstawały te pyszne miodowe wypieki. Gdyby tak się rozejrzeć na naszej domowej półce – ja sama znalazłabym na pewno z cztery wersje. Ta opowiada o biednym pomocniku cukiernika, który zakochał się w córce majstra. Na nic serenady pod oknem, westchnienia i wiersze. Mistrz nie zamierzał oddać córki czeladnikowi. Poprzysiągł, że ten weźmie Kasieńkę za żonę, „kto przyjedzie do niej karetą zaprzężoną co najmniej w cztery konie”. Tylko skąd wziąć karetę, by zadowolić pana cukiernika? Na szczęście znalazły się dobre stworzenia, które podpowiadają Mikołajkowi, jak upiec …piernikową karetę.


Bardzo sympatyczny tekst, przeplatany wierszem. Wersja dwujęzyczna – ciekawy pomysł na prezent dla gości z zagranicy, którzy chcą poznawać naszą kulturę i tradycję i oczywiście dla dzieci, które ambitnie szlifują język angielski. Wersję angielską przygotował Paweł Beręsewicz.


Książka została bogato zilustrowana przez Ewę Poklewską–Koziełło. Charakterystyczne postacie z małymi rumieńcami, które spotkać  można i w toruńskim grodzie i w okolicy. Wszak Mikołajek w różnych miejscach szukał składników do ciasta. Książka pokazuje dzieciom, że upiec pierniczki to znów nie takie hop – siup. Ciasto musi swoje odleżeć w spokojnym miejscu. 

Książka smakuje szczególnie teraz w okresie przedświątecznym:)

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

sobota, 19 grudnia 2015
Królowa Śniegu - il. Manuela Adreani/ na motywach baśni H.C.Andersena

Jedna z najbardziej znanych i rozpoznawalnych baśni duńskiego pisarza i poety. Wzruszająca opowieść o Kaju porwanym przez Królową Śniegu i jego przyjaciółce: Gerdzie, która wybiera się w długą i niebezpieczną podróż w celu odnalezienia chłopaka. Od momentu jej wydania w 1845 roku powstało mnóstwo wersji tej baśni, ilustracji, filmów, przedstawień teatralnych. Książka, którą mam przed sobą to nie wierne tłumaczenie dzieła sprzed 170 lat, ale opowieść powstała na jej motywach. Spisana i zilustrowana przez Manuelę Adreani. Tekst jest bliski oryginałowi, na pewno skrócony i uproszczony. Dla młodszych dzieci - w odróżnieniu od tekstu oryginalnego. A ilustracje? Grzechu warte:) I to za atrakcyjną cenę. 

To nie pierwsze spotkanie z tą ilustratorką. Ma naprawdę ciekawe i oryginalne pomysły na ujęcie tematu. Właściwie muszę przyznać, że jest niekonwencjonalnie. Autorka proponuje ciekawe faktury materiałów, kolorystykę, różne perspektywy. Na pierwszy rzut oka niezgrabne postacie, z długaśnymi rękoma i kończynami mają w sobie jednak wiele wdzięku i delikatności. Popatrzcie sami. 

Manuela Adreani zilustrowała również inne perełki klasyki literatury dziecięcej: Piękną i Bestię, Królewnę Śnieżkę, Czarnoksiężnika z Krainy Oz, Pinokia i Alicję w Krainie Czarów. Wszystkie wielkoformatowe: 29,5 x 36,5 cm.

Wiek 5+

Wydawnictwo Olesiejuk 

czwartek, 17 grudnia 2015
Latająca klasa - Erich Kästner/ czyta Piotr Fronczewski

Chciałam o tej książce napisać właśnie teraz. Wpisuje się fantastycznie w klimat zbliżających się świąt. Nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że to kolejna opowieść wigilijna – trochę na nasze czasy i trochę nie. Na nasze – bo przypomina o wartościach- takich jak odwaga, przyjaźń, wrażliwość na drugiego człowieka. Trochę nie – bo to literatura starsza, powolna z dłuższymi opisami, refleksjami bohaterów, wyszukanym słownictwem. Nie ma tu przyprawiających o zawrót głowy nagłych zwrotów akcji. Autor snuje fabułę niespiesznie, leniwie. Nikt go nie goni, daje się wypowiedzieć każdemu z bohaterów, dla każdego ma czas. Trochę to wbrew dzisiejszym modom. Czytelnik/ słuchający musi wyczulić się na słowo w tej książce. Do tych refleksji dodam jeszcze, że  moje czytelnicze serducho rozrzewniło się już całkiem, gdy przez przypadek odnalazłam w necie takie oto zdjęcie.


Świetnie oddaje klimat powieści, która ukazała się w 1933 roku w Niemczech. Data znamienna. To rok objęcia urzędu kanclerskiego przez Adolfa Hitlera – co trzeba dodać – w wolnych i powszechnych wyborach. Data ważna – pewnie i dla bohaterów książki jak i samego autora, który nigdy nie godził się na dyktaturę NSDAP. Książki Kästnera zapłonęły na stosach, kiedy Niemców dopadło straszne szaleństwo. Polityki nie ma w powieści. Jest za to szkoła, którą trudno dziś znaleźć na mapie placówek oświatowych u naszego sąsiada za Odrą. Gimnazjum dla chłopców z internatem (tzw. Humaniści), pięciu przyjaciół, charyzmatyczny nauczyciel Doktor Bökh mający posłuch i szacunek u swoich wychowanków. Lata 20, 30-te ubiegłego wieku.

Na kilka dni przed wyjazdem na ferie świąteczne poznajemy nieśmiałego Ulego von Simmerna, pilnego Sebastiana, ciągle głodnego Mateusza, sprawiedliwego Jonny’ego Trotza, utalentowanego artystycznie Marcina Thalera.  Chłopcy biorą udział w szkolnym przedstawieniu pt: ”Latająca klasa”. Właśnie trwają gorące przygotowania. Społeczność szkolna i internatowa ma je obejrzeć w dzień przed odjazdem do domów. Zwykła szara codzienność, którą przeplatają próby, konflikty i bijatyki na śnieżki z Przyrodnikami, spalenie zeszytów z dyktandami, odwiedziny u Niepalącego – samotnego człowieka żyjącego w wagonie kolejowym. To wyprawa do przeszłości – dzieci w internacie nie miały łatwego życia. Z jednej strony wiele obowiązków, nauka życia  z innymi – z drugiej  – bieda, rozłąka z najbliższymi. Niemcy tamtych czasów właśnie takie były: w latach 20 i 30 ubiegłego wieku panowały tam wielkie bezrobocie i inflacja. Martin Thaler – jeden z przyjaciół jest dzieckiem z biednego domu. Nie może wyjechać na święta, ponieważ jego rodzice nie mają pieniędzy na bilet kolejowy. Na szczęście to Boże Narodzenie, a w takim czasie cuda się zdarzają, a i dobrych ludzi też nie brakuje.

Książka nie jest absolutnie słodką lekturką do poduszki. To zastrzega sobie Autor na początku wspominając o tym, że dzieciństwo wcale nie jest łatwym etapem do przebrnięcia. Wiele tu trudnych tematów. Życiorysy wszystkich chłopców to powód, by się zasmucić i westchnąć. Jak choćby Jonny Trotz, którego sam ojciec w dalekiej Ameryce wsadził na statek, by przez ocean dotarł do dziadków. Gdyby nie Kapitan nie wiadomo jakby się potoczyły jego losy. Marcina Talera już wspominałam. Skromne święta, skromne prezenty – zaledwie jakieś kapcie, bielizna, fajka. A ileż miłości. A skromniutki Uli? Nieśmiały do granic – tak bardzo chce udowodnić swoje męstwo, że niemal nie traci życia tuż przed Bożym Narodzeniem. Dużo sympatii budzi Niepalący – Justus – skromna znajomość łaciny pozwala mi na skojarzenie jego imienia ze słowem: Sprawiedliwy. Pokrzepia chłopaków, podrzuca im pomysły rozwiązywania problemów, choć on sam w sobie kryje tajemnicę. Outsider, pierwszy hipis lat trzydziestych ubiegłego wieku. Gotów poświęcić wygodne i dostanie życie dla idei. Tego przed Kästnerem chyba w literaturze dziecięcej nie było?

Wzruszająca książka o szkole, jakiej już nie ma. O  beztroskim, niekoniecznie do końca szczęśliwym dzieciństwie, świecie, do którego wstęp miały tylko dzieci. O świecie – w końcu, w którym pewne sprawy załatwiało się w taki a nie inny sposób – co dziś dziwi i małych dużych. Nauczyciel Bökh ma na przykład pretensje do uczniów nie o to, że wdali się walkę z przyrodnikami, ale o to, że wcześniej nie przyszli mu powiedzieć o swoich problemach.  O przyjaźni na dobre i złe. Tak na marginesie – gdyby ktoś pokusił się o ciąg dalszy tej powieści – ciekawe jak potoczyłyby się losy całej piątki? Sama książka jest w Niemczech nadal czytana i lubiana. Kilka lat temu została nakręcona kolejna wersja filmowa – chłopców przeniesiona w czasy bardziej nam współczesne. Zachęcam bardzo do zapoznania się z lekturą. Można posłuchać podczas świątecznych przygotowań. Kästner przypomina o tym co ważne, zwraca uwagę na dylematy moralne. Jego powieść niesie ze sobą ważne wartości i treści. Koniec nie pozostawi wrażliwców obojętnymi. Przygotować chusteczki.

Czas nagrania - 4 h 10 minut. Piotr Fronczewski - mistrz słowa:)

 

Wiek 9+

Wydawnictwo Jung-off-ska

środa, 16 grudnia 2015
Pirat Rabarbar. Pakiet audio - Wojciech Witkowski/ il. Edward Lutczyn/ czyta Modest Ruciński

Pisząc o tym audiobooku najchętniej zrobiłabym tak: 

:):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):)

Taka jest reakcja na tę książkę – właściwie trzy książki, bowiem całość obejmuje trzy tytuły, które do tej pory ukazywały się oddzielnie. Nigdy w tak bogatym komplecie – trzy w jednym, czyli:

-Burzliwe dzieje pirata Rabarbara

-Dalsze burzliwe dzieje pirata Rabarbara

-Jeszcze dalsze burzliwe dzieje pirata Rabarbara

Już same tytuły wskazują, że autor miał poczucie humoru – o książkach nie wspomnę.

Burzliwe dzieje pirata Rabarbara czytałam przed wiekami – jako dziecko. Swój egzemplarz (nie wiedzieć dlaczego) – wydałam. Kiedy pojawiły się dzieci – zaczęło się polowanie na Rabarbara na aukcjach. W tak zwanym międzyczasie okazało się, że były dwie dalsze części.

W przypadku tych książek – nie będę kłamać, że czytający śmieje się cały czas. Ale naprawdę nie skłamię, gdy powiem, że uśmiech często towarzyszy lekturze: niekiedy subtelny, innym razem rubaszny, innym razem –  wręcz śmiech tubalny. A to za sprawą bohatera, który nie przebiera w słowach i środkach. Rabarbar jest postacią bardzo charakterystyczną – a co ważne – nie mający nic wspólnego z filmowym piratem wszechczasów: Jack’iem Sparrow’em. Pewnie to za sprawą ilustracji Lutczyna, choć i tekst i wyobraźnia mają tu swoje zasługi – ale Rabarbar nie ma nic z gwiazdy Hollywood. Jest to swojski chłop, bardzo rubaszny, wagi słusznej, który i strzelać grochem potrafi, i komu trzeba – w paszczę przyłożyć. Choć z drugiej stronie nieba gotów przychylić swojej ukochanej żonie Barbarce.

Dla mnie Rabarbar to człowiek różnorodnej natury: i grzeczny i pyskaty, dobrze wychowany i nieokrzesany, czuły i szorstki zarazem,  srogi ojciec i ojciec – kumpel, odważny i nieśmiały, i pantoflarz i pan i władca, który w domu zagrzmieć potrafi. Nie można go wsadzić do jednego wora i podpisać etykietka: taki jest właśnie pirat Rabarbar. Bohater zapada w pamięć na długie lata. Pirat, który wymyka się wszelkim schematom. Nie przepada za krwawymi jatkami, niepiracko ludzki, przyjazny, pomocny, rzetelny mąż i ojciec, trochę filozof, trochę poeta, okrągławy nieco, już nie pierwszej młodości, wielbiciel Barbarkowej grochówki na wędzonce. Taki chłop – przyłóż do rany. Do tego dochodzi plejada barwnych bohaterów: mieszkańcy miasteczka, załoga statku, przyjaciele, ludożercy. Tych postaci jest tu całe mnóstwo – nikt nie jest przypadkowy, każdy odgrywa ważną rolę: i burmistrz i kapitan Ocet i wygłodniali kanibale. Wszyscy oni są uczestnikami różnych przygód, potyczek, spotkań. Nie brak tu elementów bajkowych i filozoficznych, zwłaszcza w części ostatniej – kiedy to Rabarbar udaje się w samotny rejs. Jest też bardzo rodzinnie – zwłaszcza w dwóch pierwszych tomach – może warto byłoby posłuchać stadnie zwłaszcza te pierwsze części, w których tyle różności o relacjach damsko – męskich, o relacjach rodziców z dziećmi. Dużo tu optymizmu, oceniania spraw z przymrużeniem oka. Książki różnią się od siebie. Zdecydowanie pierwsza jest nastawiona na przygodę. Druga traktuje wiele o relacjach damsko – męskich i rodzinie właśnie. Ostatnia część chyba najbardziej nostalgiczna i filozoficzna właśnie. Wysłuchane jako całość – świetnie się ze sobą uzupełniają. Pierwsza cześć zdecydowanie dla młodszych dzieci. Trzecią poleciłabym 6-7- latkom.


Modest Ruciński ma ciekawy tembr głosu - właściwie mogę powiedzieć, że ma on w sobie coś pirackiego, co dodaje tekstowi odpowiedniego smaczku.

W pakiecie znajduje się 7 CD - razem jest to 9 godzin i 17 minut lektury.

To fantastyczne książki nie tylko dla dzieci. Również dorośli będą mieli niezłą zabawę. Podpowiadam: pakiet nadaje się jako rodzinny prezent pod choinkę – jako ucieczka od codziennych trosk – w przygodę i dobry humor.

 

Wydawnictwo BIS

wtorek, 15 grudnia 2015
Jejku-Jejku chce coś zmienić - Magali Le Huche

Jejku-Jejku chce coś zmienić. W końcu nadeszła wiosna, a jak ta pora roku stoi u drzwi - czas na zmiany. Dodam tylko, że Jejku-Jejku (jest dziobakiem) ma ładne mieszkanko pod ziemią: czyściutkie, ładnie umeblowane, kolorowe. Jednak każde stworzenie widocznie ma ochotę na zmiany. Przyjaciele pomagają mu jak mogą, podsuwają pomysły co do kolorystyki mieszkania. Ba, sami zakasują rękawy i biorą się do roboty. Mieszkanie nabiera barw, jednak co rusz któryś z przyjaciół kreci nosem: pomarańczowy, zielony, różowy. Kolejna mieszkaniowa metamorfoza wywołuje niesmak a nawet kłótnie. Nic to, trzeba zrobić po swojemu. 


Zabawna i mądra książka o tym, że przyjaźń nie polega na tym, że zgadzam się na wszystko, co zaproponują mi inni. Mam PRAWO do własnego zdania. Książka uczy zatem asertywności. Dobre rady są niekiedy po to, by je jednym uchem wpuszczać, a drugim wypuszczać. Ostatnie słowo do nas należy.

 

W książce dzieci mogą zaglądać do różnych zakamarków i kątków. Otwierają szafę, w której wiszą kolorowe spodenki, do małej szafki, pod poduchy, za obrazek. Kartki są usztywnione, nie kartonowe. Ta książka jest dobrym punktem wyjścia do rozmowy z dzieckiem jak dbać o książki, by ich nie niszczyć: trzeba miłości i delikatności. Zapewniam, że ich wielkie pokłady można znaleźć w małych rączkach. 


Lektura akurat w tym przypadku jest dobrą zabawą - dzieci uwielbiają różne okienka i tajemnice do odkrycia. Z Jejku-Jejku maluchy ćwiczą kolory i uczą się, że przyjaźń niejedno ma imię. 


Wiek 2+

Wydawnictwo Dwie Siostry

niedziela, 13 grudnia 2015
Magiczne drzewo. Świat ogromnych - Andrzej Maleszka

Niedawno pojawił się siódmy tom „magicznej” serii Andrzeja Maleszki. Wielkie drzewo zostało powalone podczas burzy już jakiś czas temu – zdaje się, że mija właśnie szósty rok (pierwsza część „Czerwone krzesło” została książką roku w 2009 roku), a skutki tego są odczuwalne po dziś dzień. I na szczęście, bowiem co roku ukazuje się kolejny tom przygód paczki dzieciaków, którzy w świecie rzeczywistym, uwaga, przeżywają magiczne przygody. Dzieje się to dlatego, że z powalonego dębu powstało wiele przedmiotów, które mają czarodziejską moc. W opisywanym przeze mnie tomie są to puzzle. Ktoś mógłby się zdziwić: przecież puzzle są z papieru. Gdy się jednak zagłębimy w tajniki powstawania papieru, dowiemy się, że do produkcji zwykłej papierowej kartki czy tektury potrzebne jest włókno roślinne, które dostarczają właśnie drzewa. Następnie wykorzystuje się uzyskaną celulozę i ścier drzewny (jakkolwiek to brzmi) – tak więc udział wcześniej wspomnianego dębu – jak najbardziej udowodniony. Za sprawą papierowych klocków dzieci przenoszą się do krainy olbrzymów, tytułowego Świata Ogromnych.


Blubek, Kuki, Budyń, Gabi i Idalia przeżywają niesamowite przygody. Zwłaszcza Idalia, która w obcym świecie znalazła się sama. Jedynie Alik, zaginiony przed laty z „normalnego świata” chłopiec, jest jej sprzymierzeńcem. Nie jest łatwo stawić czoła ogromnym w ich świecie, w którym wszystko to co jest małe spotyka się z pogardą i krytyką. Zwłaszcza sceny szkolne wywołują gęsia skórkę. Autor zwraca uwagę na to, jak trudno akceptowana jest „inność”. Ogromni nie potrafią dobrze traktować „małych”. Uczniowie robią co chcą z Alikiem i Idą. Natomiast dorośli patrzą na całą nagonkę przez palce.


Krótko mówiąc kolejna opowieść Maleszki to mnóstwo przygód, niebezpieczeństw, humoru, ale też ważnych tematów.

Seria „Magiczne drzewo” ponoć cuda działa z dziećmi, które nie lubią czytać. Na drzwiach pojawiają się zawieszki „Nie przeszkadzać”, dzieci nie wychodzą z pokoju dopóki nie skończą. Nie wierzycie – podsuńcie młodym i wypróbujcie .


Wiek 9+

Wydawnictwo Znak

czwartek, 10 grudnia 2015
Tajemnicze przygody Meli i Kubusia - Maciej Orłoś/ il. Julia Cybis

Maciej Orłoś na pewno większości z nas znany jest zupełnie z innej roli. Tymczasem kilka lat temu napisał serię książek o swoich dzieciach. W międzyczasie te podrosły – a książki zostały. Mela ma 5 lat i dostała od dziadka magiczny bursztynek. Potrafi on sprawić, że wokół dziewczynki zaczynają się dziać rzeczy niezwykłe: nagle pojawia się wróżka, która wyczarowuje lody, krasnoludek pomaga przy poszukiwaniach wózka lalki, trzy smoczki zaczynają gadać ludzkim głosem, Mela przeżywa przygody z bohaterami kreskówek: Bolkiem i Lolkiem, ma tremę przed wystąpieniem w Dniu Dziadka. Małe duże problemy, które dziecko uczy się rozwiązywać. Niekiedy przy pomocy magii, niekiedy przy pomocy najbliższych. Mela poznaje świat dokoła, nabiera doświadczeń. Są to również niemiłe emocje, ale dzięki temu uczy się życia. Podobnie jest w części o Kubusiu. Tutaj dzieją się cudowne rzeczy między innymi za sprawą czarodziejskich okularów ukrytych w babcinej torebce. Hipopotam przemawia do chłopca i dyskutuje na temat wiersza Jana Brzechwy, magiczna piłka znaleziona na strychu płata Kubusiowi i jemu kuzynowi Filipowi psikusy, chłopiec w szpitalu musi być poddany bolesnemu zabiegowi, w sklepie z zabawkami spotyka różowego stworka, a kiedy Kuba śpi, jego pluszaki wędrują po Warszawie do Pałacu Kultury i Nauki.

Dziennikarza Macieja Orłosia lubię za trafne puenty i poczucie humory. Widać tę umiejętność również w jego bajkach. Przypuszczam, że opowiadał je swoim dzieciom do snu. Te się spodobały i tak powstał pomysł na książkę. Oprócz tego, że można czytać je dzieciom, one same mogą stać się inspiracją dla rodziców do tworzenia własnych opowieści, w których bohaterami mogą być nasze dzieci.

Wiek 4+

Wydawnictwo Jaguar

środa, 09 grudnia 2015
Części zdania czyli wierszowany samouczek do wkuwania - Małgorzata Strzałkowska

 

Małgorzata Strzałkowska po raz kolejny wprowadza nas w arkana naszego języka ojczystego. Po lekturze jej wierszy nie straszne już będą: orzeczenie i podmiot, równoważnik zdania, zdania nierozwinięte i zdania rozwinięte, przydawka, dopełnienie, okolicznik. Nie mówiąc już o takich straszydłach spędzających sen z powiek przeciętnemu uczniowi w polskiej szkole jak rozbiór logiczny i gramatyczny zdania. Język polski, związane z nim reguły gramatyczne, ortograficzne i lingwistyczne na pewno do łatwych nie należą. Dzięki książce pani Małgorzaty jest szansa, że pewne pojęcia staną się bardziej przystępne i zrozumiałe. W zabawny i rymowany sposób czytamy wyjaśnienia trudnych pojęć.

Dopełnienie bliższe to takie, które potem,

po przekształceniu zdania, staje się podmiotem.

Żołnierz czesze jeża. Jeż jest czesany przez żołnierza.

Zuch straszy ducha. Duch jest straszony przez zucha.

Choć się natrudzimy, choć się namęczymy,

z dopełnieniem dalszym tego nie zrobimy.

Żołnierz czesze szczotką. Zuch straszy grzechotką.

Polacy nie gęsi i swój język mają. W wierszach Strzałkowskiej widzimy jego bogactwo, a to, co wydaje się trudne, wcale takie być nie musi. A może ktoś pokusi się o przyswojenie reguł wierszem? Podczas odpowiedzi na lekcji pewnie mile zaskoczy  wszystkich.

Książkę zilustrowała autorka. Kto zna wcześniejsze książki – na pewno od razu rozpozna jej charakterystyczny styl: kolorowe wycinanki, kolaże, które nadają lekkości treści nie do końca łatwej.

Na końcu znajduje się „Kurs skrócony na dwie strony”. Teraz już bardziej na poważnie – krótkie wyjaśnienia pojęć wraz z przykładami. Masa wiedzy na zaledwie dwóch stronach.

Ja mam jeszcze takie marzenie bardzo osobiste, by pani Małgorzata wzięła na warsztat fizykę, chemię, historię. Czy się spełni – nie wiadomo.

Wiek – bez wątpienia skorzystają wszyscy, nawet bardzo dorośli – niektóre rzeczy fajnie znać i wiedzieć

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 08 grudnia 2015
Idziemy na niedźwiedzia - Michael Rosen/ il. Helen Oxenbury

Optymistyczna i zarazem nie pozbawiona pewnego dramatyzmu opowieść o rodzinnej wyprawie, w której biorą udział tato i czwórka dzieci. Trójka starszych wesoło hasa, czerpie garściami z przyrody. Wszędzie ich pełno. Najmłodsze prawie cały czas spędza na barkach ojca, który brnie w przyrodę. Jest to wyprawa na niedźwiedzia. Nie tak znów łatwo wytropić zwierza: trzeba przejść przez wysoką trawę, głęboką i zimną rzekę, grząskie błoto, wielki i ciemny las, mroźną śnieżycę, trzeba wejść do mrocznej jaskini. I nie ma: nie da się. Członkowie wyprawy dopingują się, patrzą optymistycznie na świat. O nie! Wszystko da się zrobić. Czy w końcu podróżnicy spotkają niedźwiedzia? Nie zdradzę, ale przyznaję, że każda kolejna strona dla dziecka to ciekawa niespodzianka i emocje. Właśnie w przypadku tej książki zrezygnowałabym z kartkowania z dzieckiem w celu poznania w pierwszej kolejności ilustracji. Zaczęłabym od wyprawy na całego: poprzez połączenie tekstu z ilustracjami. Te ostatnie dużo zdradzają, stąd poznanie przedtem obrazów zmniejszy napięcie i dramatyzm.

Z książką można wiele: np. naśladować wszystkie dźwięki, które towarzyszą pokonywaniu przeszkód. Maluch może udawać trawę, którą ugniatają stopy, plusk wody, wiejący wiatr. Można udawać niedźwiedzia. Można w końcu zaplanować rodzinną wyprawę na zwierza w najbliższej okolicy. Dla mnie pozostaje pewne pytanie bez odpowiedzi: czy książkowy niedźwiedź istnieje naprawdę, czy jest elementem pewnego planu wymyślonego przez rodzica albo i dzieci? Planu, w który wciągnięty zostaje też czytelnik. Kto ma małe dzieci wie, że czasem nie tak wcale łatwo wyciągnąć je na długi spacer. A gdyby tak im podpowiedzieć, że za lasem, górką rzeką jest niedźwiedź??? Ooooo, wtedy zwykła wycieczka staje się prawdziwą kreatywną wyprawą, pełną przypuszczeń, pomysłów, śmiechów, chichów. A niedźwiedź? Może być wszędzie. Wystarczy wejść do lodowatej jaskini i dotknąć ręką wilgotnej ściany. Jakiej ściany??? To wszak niedźwiedzi nochal. Uciekajmy!!!! Ile radochy mają dzieciaki, gdy się straszą nawzajem. Ten widział, i tamten widział, ten dotykał, tego nawet niedźwiedź pacnął łapą. Stąd opowieść Rosena urasta dla mnie do pewnego symbolu rodzinnego bycia z sobą, spędzania miłych chwil, ale i pokonywania trudności. I nieważne: ile niedźwiedzia jest tutaj w niedźwiedziu. Najważniejsze, że świat stoi otworem, a  przygoda czai się za rogiem. Wystarczy tylko chcieć. Rodzina jest ze sobą, blisko natury. Razem poznaje świat, nabywa pewnych doświadczeń, przeżywa radość i strach – i to taki, który pozwala wyciągnąć wniosek, że wszyscy mają dosyć wypraw na niedźwiedzia. Nawet jeśli pojawia się jakieś negatywne doświadczenie, to jest to WSPÓLNE doznanie.

Książka ma duży format, ilustracje są bardzo wyraźne i ładne. Niekiedy są to szkice czarno – białe, jak fotografie, które dokumentują rodzinną wycieczkę. Innym znów razem kolorowe akwarelowe duże obrazy w spokojnej i naturalnej tonacji. "Idziemy na niedźwiedzia" niewątpliwie może stać się inspiracją do rodzinnych wypraw na… No właśnie – na kogo, bądź na co – to już tylko od nas zależy.

Wiek 3+

Wydawnictwo Dwie Siostry

poniedziałek, 07 grudnia 2015
Agnieszka opowiada bajkę, Placek Zgody i Pogody - Joanna Papuzińska/ il. Magdalena Kozieł – Nowak

Wydawnictwo Literatura od pewnego czasu oferuje dla najmłodszych wersję polsko – angielską wybranych książek. To ciekawy pomysł dla dzieci, które wzrastają w obu tych kulturach, i dla tych, które chcą uczyć się języka angielskiego. Propozycja dotyczy sprawdzonych tekstów, które mają swoich miłośników, jak i kultowych autorów, którzy „mimo wieku” (jakkolwiek to brzmi) – nie starzeją się.

Sama z dzieciństwa pamiętam niepozorną książeczkę: „Agnieszka opowiada bajkę”. Czytana wiele razy – w lewo i w prawo, od środka. Kiedy po latach urodził mi się syn, to właśnie ta książka została mu najpierw opowiedziana, dopiero potem – gdy udało mi się dotrzeć do wersji papierowej, przeczytana w oryginale. Piękna i chwytająca za serce opowieść o kocie, który szuka mamy. Razem ze szczeniakiem chodzi po mieszkaniu i zagląda w kąty, przygląda się różnym przedmiotom i stworzeniom w nadziei, że w którymś rozpozna swoją kocią mamę. Agnieszka opowiada tę bajkę, bowiem ma w tym pewien interes. Jednak bliższych szczegółów nie ujawniam.

Agnieszka jest bohaterką również drugiej opowieści o dość tajemniczym Placku Zgody i Pogody. Rodzice dziewczynki właśnie się pokłócili, są obrażeni na czym świat stoi, zadzierają nosy do góry i nie dostrzegają tego, że ich córka cierpi. I właśnie wtedy do akcji wkracza Głowogonek, który podpowiada siedmiolatce, jak pomóc rodzicom pokonać ich złość. Kluczem jest tytuł, ale niech i tu rozwiązanie będzie niespodzianką.

Z przyjemnością po raz kolejny odświeżyłam sobie pierwszą opowieść. Będę ją mieć chyba w głowie już do końca życia. Coś czuje, że poznają ją ode mnie moje wnuki (których jeszcze długo nie będzie. Mile zaskoczyła mnie natomiast druga bajka, która zawiera w sobie mądre przesłanie a i być może ciekawą recepturę na wyjście z domowych kłótni i kłopotów. Może warto od czasu do czasu sięgnąć po pomysł Joanny Papuzińskiej.

Książkę zilustrowała Magdalena Kozieł – Nowak. Jej Agnieszka wygląda inaczej niż ta, którą pamiętam z małej książeczki wydanej przed laty w ramach serii: „Poczytaj mi mamo”. Jesteśmy otwarci jednak na nowe – i tej „nowej” Agnieszce o płomienno-czerwonych włosach dajemy szansę. Ta dziewczynka ma chochlika w oku, wie czego chce, nigdy się nie poddaje. I choć czasem pojawiają się problemy podpowiada dzieciom, jak z nich wybrnąć. Ładne, optymistyczne ilustracje, pełne energetycznego optymizmu. Właśnie tego potrzebujemy na jesienne dni.  

Tekst jest podzielony na mniejsze fragmenty. Najpierw wersja polska - za chwilę tłumaczony tekst po angielsku. Jest to dobry pomysł do wprawiana się w obu językach:) 

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

 
1 , 2