Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
poniedziałek, 31 grudnia 2012

Zapraszam wszystkich miłośników Tolkiena. Do wygrania Hobbit czyli tam i z powrotem (okładka filmowa). Wystarczy w komentarzach wpisać 3 tytuły książek wydanych przez Iskry. Uwaga - tytuły nie mogą się powtarzać. W niedzielę 6 stycznia wylosujemy zwycięzcę:)

Za książkę konkursową dziękuję wydawnictwu Iskry.

Pozdrawiam

Tagi: konkurs
09:16, be.el
Link Komentarze (31) »

(przekład Maria Skibniewska)

Koniec roku jak i początek nowego z pewnością będą należały do Hobbita. A to za sprawą filmu, który wszedł dopiero co na ekrany naszych kin. Jak świat długi i szeroki wszyscy mówią o Hobbicie – i dobrze, bo film filmem, a jak przy okazji promuje książkę. Bo najpierw była książka, a dopiero potem film. To krótka informacja dla tych, którzy książek nie czytają i trafili tu przypadkiem. Wydany w 1937 stanowi początek wielkiej przygody, bowiem to wstęp do Władcy Pierścienia. A tytułową postacią jest nie kto inny jak wuj słynnego Frodo Bagginsa – Bilbo Baggins. Kim są Hobbity? To istoty mieszkające w norach, kochające jeść – stąd z dużym obwodem w brzuszkach. Mali ludzie, mniejsi od krasnoludów, ale więksi od liliputów. Preferują kolory żółty i zielony, chodzą boso, a ich stopy są bardzo owłosione. Czasem czarują, lubią wygodę, ćmić fajeczkę, ich oko cieszy pełna spiżarnia. Właśnie taki przyjemny żywot rasowego sybaryty pędził sobie Bilbo Baggins, kiedy pewnego dnia przed jego norą zjawił się czarodziej Gandalf, który zaproponował mu udział w wyprawie. Czy stuprocentowy Hobbit od razu się zgodził? Oczywiście, że nie. Bo jak tu opuścić takie przytulne mieszkanko i wybrać niewygody, niebezpieczeństwa, a czasem nawet głód. Jednak (nie bez oporów) decyduje się wziąć udział w wyprawie na północ, gdzie znajduje się Góra należąca w przeszłości do krasnoludów. Teraz po latach krasnoludy chcą zemścić się na smokach, które kiedyś splądrowały ich dom i odebrały im go. Zamierzają odzyskać skradzione skarby i swoją siedzibę. Do wnętrza Góry dostać można się bocznymi drzwiami, do których przywódca krasnoludów Thorin Dębowa Tarcza ma klucz. No i potrzebny im włamywacz, którym ma być nie kto inny jak Bilbo.

Hobbit jest świetną lekturą dla dzieci w wieku 10 +. Piętnastoosobowa grupa (13 krasnoludów, Gandalf i Bilbo) co rusz przeżywa jakąś nową przygodę, na swojej drodze spotyka niesamowite postacie – jedne dobre, inne złe: wargowie, gobliny, Gollumn, elfy, trolle muchy, pająki. Tolkien stworzył baśniowy świat, a opisał go tak, że nawet człowiek się nie obejrzy a ląduje w Śródziemiu. Barwny język, ciekawie skonstruowane postacie, co rusz dawka humoru, piosenki, tajemnice, zaskakujące zwroty akcji - wszystko to znajdziecie właśnie w tej książce, w której zaczytują się od dawna i dzieci i dorośli. Kto wie, może potem ktoś sięgnie po Władcę Pierścienia. Bo Hobbit to przecież dopiero początek przygody.

To książka o odwadze i przyjaźni, o ryzyku, jakie w życiu czasem trzeba podjąć. O tym, co w życiu najważniejsze. Bilbo tęskni za swoim przytulnym domem, cierpi w czasie podróży, gdy doskwierają mu głód i niewygody, ale dzielnie kroczy naprzód. To swego rodzaju Bildungsroman, bowiem Bilbo w czasie podróży – mimo swoich 50 lat (czy coś koło tego:), się zmienia. Na lepsze. Po tej wyprawie nic nigdy nie będzie takie samo jak przedtem.

Książka pięknie wydana, w klimacie powieści, w twardej oprawie.



Wiek 10+

Wydawnictwo Iskry

piątek, 28 grudnia 2012

A pewnie że nasze dzieci są ciekawe wszystkiego. Codziennie zadają mnóstwo pytań. Ja tak mam, zwłaszcza z moim 5 - latkiem, który na gimnastyce korekcyjnej ma tyle pytań dotyczących sali, swojego ciała, przyrządów, zestawu ćwiczeń, że naprawdę nie ma czasu …. ćwiczyć. Taka książka jak ta, rozbudza jeszcze bardziej ciekawość świata, sprawia, że dzieci stają się mądrzejsze – i że chcą wiedzieć jeszcze więcej. Eksperymenty zostały tutaj podzielone na poszczególne cztery pory roku, są łatwe do wykonania (dla rodziców – bowiem ich udział w przypadku dzieci najmniejszych jest tu nieodzowny), często dotyczą życia codziennego, w prosty sposób tłumaczą zachodzące wokół dzieci zmiany w przyrodzie. Zostały też one sklasyfikowane pod kątem stopnia rozwoju i wieku dziecka – od początkujących, przez zaawansowanych do profesjonalistów.

A więc: wiosną dzieci farbują kwiaty, sprawdzają jak grube jest drzewo, wysiewają roślinki na wacie, wywołują deszcz (!), szukają tęczy w szklance z wodą, budują domek dla roślin, śledzą zapachy. Latem łapią energię ze słońca, hodują kwiaty w wannie, produkują bańki mydlane o różnych kształtach, przygotowują lody, obserwują jak światło działa na rośliny i jak kolorowe obrazki i materiały blakną od niego, budują wodną rakietę, testują działanie izolatora. Jesienią robią stemple z ziemniaków, rozpoznają kierunek wiatru, robią mandale z naturalnych materiałów, poznają tajniki kompostu, bawią się znów światłem, obserwują cienie. Zimą obserwują góry lodowe, ściągają gwiazdki z nieba, badają rosnące kamienie i zamarzniętą wodę, przygotowują kąpiel dla pomarańczy. Do wykonania tych eksperymentów potrzebne są składniki, przedmioty, które znajdą się w każdym domu. Każdy eksperyment został dokładnie opisany i zilustrowany. Najpierw lista składników, potem realizacja: krok po kroku. Na końcu krótkie podsumowanie.

Bardzo ciekawy sposób na spędzenie wolnego czasu.



Wiek 5+

Wydawnictwo Jedność





czwartek, 27 grudnia 2012

Książka zawiera 14 mniej lub bardziej znanych baśni polskich. Wśród nazwisk autorów: Maria Konopnicka, Gustaw Morcinek, Józef Ignacy Kraszewski, Jan Kasprowicz, Artur Oppman. Niektóre z tych baśni funkcjonowało w przeszłości jako odrębne książki. Pamiętam Księżniczkę Głogu i Jak to ze lnem było. Inne z kolei były zawarte w innych zbiorach: jak choćby Ptak Cezariusz w słynnej Czarodziejskiej Księdze. Tutaj wszystko zebrane w jednym tomie. I jak to ze zbiorem takich utworów bywa – jedne spodobają się pewnie bardziej, inne mniej. W każdym razie znajdzie się tu coś dla każdego – są księżniczki, są dzielni woje i rycerze. Z tego względu, że niektóre utwory trącą myszką – ich autorzy żyli w XIX i na początku XX wieku – na pewno napotkacie tu archaizmy – przyda się pomoc rodziców w objaśnianiu nieznanych słów, a pod tekstami znajdziecie wyjaśnienia niektórych wyrazów. Pod względem ilustracji to też praca zborowa. Autorami są Aneta Krella – Moch, Janina Dzikowska – Najder i Małgorzata Flis. Trudno tu wsadzać wszystkich do jednego wora; najmniej podobały mi się ilustracje do Księżniczki Głogu – nie lubię w książce dziecięcej przesłodzonych ilustracji, w których dominuje róż. Może to też wpływ świetnych ilustracji Julitty Karwowskiej – Wnuczak sprzed lat? Kto wie. Za to okładka od razu przykuła nasze oczy, podobnie jak tematyczne motywy u góry każdej kartki. Dla nas to cenna lektura – szczególnie dziś, gdy coraz częściej spotyka się książki (zwłaszcza bajki i baśnie) uproszczone, skrócone, napisane od nowa.

W książce znajdziecie:

Jak to ze lnem było – Maria Konopnicka

Czarna Księżna i dzwon - Gustaw Morcinek

O królewnie czarodziejce - Józef Ignacy Kraszewski

Ucieczka – Jan Kasprowicz

Szklana góra – Bronisława Ostrowska

O chciwym Macieju, kusym Niemczyku i zaklętych skarbach na zaklętej górze – Artur Oppman (Or-Ot)

O złym czarowniku i cudownej gęśli – Aleksander Szczęsny

O królowej Bałtyku – Lucjan Siemieński

O cudownym ptaku Cezariuszu – Janina Porazińska

Księżniczka Głogu – Władysła Ludwik Anczyc

Kwiat paproci - Józef Ignacy Kraszewski

Janosik – Zofia Urbanowska

Byś i Dyś – Adolf Dygasiński

Waligóra i Wyrwidąb – Kazimierz Władysław Wójcicki



Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

środa, 26 grudnia 2012

Przygotowania do świąt minęły nam w klimacie książek iście świątecznych – nastrojowych, religijnych i … nie tylko. Znalazł się też czas, by poczytać książkę detektywistyczną, która również pachnie świętami – ale nie kutią, barszczem – jak to u nas zwykle bywa – ale słodkim ryżem i pieczoną szynką. Bowiem rzecz rozgrywa się w zaśnieżonym Sztokholmie. Ale od początku. To właśnie w tym mieście, przy ulicy Królowej, mieszka praktykujący prywatny detektyw Ture Sventown – najlepszy w całej Szwecji, znany z tego, że już kilka razy udało mu się złapać niebezpiecznego przestępcę – Wilhelma Łasicę. Tyle że Łasica ma wielki talent do tego, by policji wymknąć się po cichutku, cichutku, tak że w kolejnym tomie serii trzeba znów ścigać go od nowa. Oczywiście ani czytelnicy, ani Ture, nie zakładają od razu, że przestępstw dopuścił się Wiluś – dopiero potem w akcji wychodzi, że znów pojawił się groźny Łasica. Seria o Sventonie to strzał w dziesiątkę – kryminał bez przemocy i strachów. Akcje Turego śmieszą, ale też trzymają w napięciu. Rozdział kończy się w najmniej oczekiwanym momencie – i chcąc nie chcąc trzeba zaczynać kolejny, bowiem nie można wysiedzieć spokojnie z emocji. A czegóż tu nie ma: napad na sklep jubilerski, zaszyfrowany sejf, Gang Platerowy, pościgi, szantaż, rabunek, łapanki, tajemnicze zniknięcia – i cała rzesza Mikołajów włóczących się po zaśnieżonych ulicach. Jedynie brakowało mi tu psysiów, które uwielbia detektyw, i które tak licznie występowały w dwóch wcześniejszych tomach. Może Ture na święta zmienił menu? O tym książka nie donosi.

Jeśli szukajcie dobrej lektury na kilka rodzinnych wieczorów – tę polecam jak najbardziej.

 

 

Do tej pory ukazały się:

Latający detektyw

Detektyw na pustyni

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry



Chyba na każdej półce osoby lubiącej czytać znajdą się książki z charakterystycznym słoneczkiem/ kulą ziemską unoszącym/ą się nad otwartą książką. O tym, że wydawnictwo przestaje mieć rację bytu, usłyszałam w zeszłym tygodniu podczas odwiedzin u mojej mamy. Ta wiadomość nie może mi wyjść z głowy – jak wydawnictwo, które się sprawdziło, wydające dobre, ładne, wartościowe książki ma teraz zakończyć swój żywot? Wśród moich znajomych, członków rodziny jest i było mnóstwo osób, które regularnie zamawiały książki. Często zdarzały się kąski, które były bardzo pożądane wśród czytelników, a zapisy w bibliotekach sięgały 40 osób. Miedzianego jeźdźca wspomina wielu blogerów – czytadło, że aż piszczy, ale czytało się je do bladego świtu. Ja swój egzemplarz nabyłam w okresie, kiedy ceny na allegro biły rekordy. W końcu się ktosik zmiłował i wydał w rozsądnej cenie. Książka wędrowała po rodzinie, znajomych zdobywając wierne rzesze czytelników. Moim najulubieńszym kąskiem na zawsze – który stoi na mojej półce – to seria książek Jane Austin. Przeczytana dawno temu – pewnie nie raz mnie jeszcze ucieszy. Miło wspominam Historyka Kostovej – który sprawił, że prawie kładłam czosnek pod poduchę, by ustrzec się przed wampirami. Z dziecięcych – filozoficzna seria o Adasiu i słoniu Ludwika Janiona i prawie zaczytana – o piratach, z którymi liczy się kordelasy, armaty, rekiny, no wszystko, co tylko na statku pirackim znaleźć można. Nie mogę zapomnieć też o Łamisłówkach Łukasza Dębskiego, który pokazał, że Polacy nie gęsi, też swój język mają. I to jaki:) A O wróżkach i czarodziejach Natalii Gałczyńskiej – zbiór bajek i baśni francuskich? Perełka.

Moja prośba – wiem, że trochę osób zagląda tutaj – proszę odwiedźcie Facebookową stronę Ratujmy Świat Książki, założoną przez Drużynę Wydawnictwa. Robi wszystko, by ocalić Świat Książki – kliknijcie na lubię to. Może ktoś pomoże. W końcu kropla drąży skałę.....



poniedziałek, 24 grudnia 2012
środa, 19 grudnia 2012

Pamiętam czas, kiedy mysia nora szczególnie mnie intrygowała. Wiele lat temu podczas lektury Nilsa Paluszka Astrid Lindgren okazało się, że tytułowy bohater wynajmował mieszkanie od myszy. Mały Bertil, zwykły chłopiec, za pomocą krótkiego zaklęcia zmieniał się w skrzata i w tym mysim mieszkaniu – razem z Nilsem wyprawiali harce – nawet palili w piecu (zapałkami) i brali kąpiel. Po latach mogę wreszcie zajrzeć do mysiego domku. Odwiedzić miejsca, które pewnie intryguje niejednego czytelnika. Świat do tej pory niedostępny, odkrywa swoje tajemnice. Przewodnikami po nim są Sam i Julia – i choć można posiłkować się tekstem, to mysi świat sam stwarza tak wiele możliwości, że …. tekst byłby właściwie tu niepotrzebny. To ilustracje są najmocniejszą stroną tej książki – fotografie mysiej społeczności, na których toczy się codzienne niecodzienne życie. Mieszkania Sama i Julii to miniatury naszych domostw – ze sprzętami AGD, talerzami i miniaturowymi filiżankami, mebelkami. Są produkty spożywcze w maleńkich rozmiarach (ciekawe ile tak naprawdę waży kilo mysiej mąki?), proszek do prania, konfitury w słoiczkach, obrazki na ścianach. Mysi strych kryje w sobie tyle skarbów – zapasów: kosze pełne soczewicy, fasoli, sezamu i kukurydzy. Myszy piorą, chorują (zobaczyć mysz chorą na wietrzną ospę – to ciekawe doznanie), mają marynarskie tatuaże, robią zakupy, grają na instrumencie, świętują szabat, i …. uwaga, kochają … książki. Te ostatnie są wszechobecne – na półkach, biurku, podłodze. Bo myszy do perfekcyjnych pań domu nie należą. Wszędzie panuje twórczy nieporządek – może wynika on też z ilości nagromadzonych sprzętów – za to jest okazja do odkrywania wraz z dziećmi tego niesamowitego i tajemniczego świata.


Karina Schaapman samodzielnie wykonała model mysiego domku, jego mieszkańców. Wszystko sama urządziła od A do Z. Pozazdrościć fantazji, talentu i … cierpliwości.


Wiek 3+

Wydawnictwo Media Rodzina



wtorek, 18 grudnia 2012

Smok wawelski zawsze robi na dzieciach ogromne wrażenie. Nawet w czasach bardzo wymyślnych gadżetów jest to gość i basta, i niechybnie zasłużył sobie na miano najbardziej znanej legendy krakowskiej. Podoba mi się wizja smoka Piotra Sochy – ilustratora Potwora i serii audiobooków Astrid Lindgren w wykonaniu Edyty Jungowskiej. Budzi respekt, (smok, nie Ilustrator – choć … kto wie...) i owszem, ale czy strach? Niekoniecznie. Socha wykorzystał znany powszechnie chwyt – czyli jak podejść dziecko, by je zainteresować tematem. No bo ile można mówić o tym całym smoku. Już tyle (nie zawsze dobrego) zostało powiedziane. Smok został wielokrotnie opiewany w literaturze, sztuce, pisał o nim nawet autor słynnej Europy – Norman Davies. Tu tymczasem jest po prostu inaczej, czyli bardzo śmiesznie. Przyczyniły się do tego dwa elementy: dobry współczesny tekst Anny Chachulskiej i charakterystyczne ilustracje. A to co je łączy – to …. humor. Książę Krak zgrzyta zębiskami na smocze występki – dzieciaki się śmieją. Rycerze padają jak muchy – reakcja taka sama. Smok chce schrupać owieczkę – falsyfikat – podobnież. Zresztą miny głównego (anty)bohatera, jego postura, zachowanie – wszystko to wywołuje tylko jedną reakcję. Ilustracje są niesamowite, robią wrażenie. Jest ich tu mnóstwo. Książka liczy 32 strony, na niemalże każdej rozkładówce - wielkie obrazy ilustracje - dziecięca smocza wizja, która pewnie i dorosłym przypadnie do gustu. Podoba nam się też motyw przeciwieństw. Zarówno na płaszczyźnie tekstu jak i lustracji. Dzieci w mig łapią, że małe też może być wielkie, a wielkie – małe. A bohaterem zostać może każdy – nawet niepozorny szewczyk, którego (też wielki) odźwierny Mikołaj na zamek wpuścić nie chciał.


Piotr Socha jest laureatem konkursu ilustratorskiego, którego organizatorem był Zamek Królewski na Wawelu. Książka ukazała się w serii Legendy wawelskie. Jeśli ktoś chce jeszcze odwiedzić to miejsce, niech wypatruje Alchemicznej Komnaty, która ma ukazać się wkrótce – tym razem z tekstem Magdaleny Skrabskiej i ilustracjami Pawła Pawlaka. I z pewnością nie tylko ja tak myślę - podobne działania to świetna promocja dla Zamku i dla całego miasta. Po takiej lekturze - do Krakowa nam się chce!


Wkrótce napiszę o Wawelu - zamku tajemnic.

 

Dziękuję Zamkowi Królewskiemu na Wawelu za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.




Wiek 3+

Wydawca: Zamek Królewski na Wawelu

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Książka jak najbardziej na ten czas. Kiedy w wiadomościach ciągle bombardują nas informacjami na temat konfliktów, wyścigów zbrojeń, nowych wojen. Pewnie, że można dzieci chronić przed taką wiedzą – nawet należy – ale – nie zawsze się to udaje. Książka na okres świąteczny – kiedy powinno zapomnieć się o wszystkich waśniach małego i większego kalibru. Dawniej ponoć zaniechano działań wojennych na czas świąt. Piękna tradycja – szkoda, że dziś zaniechana. Stąd naszą uwagę powinny przykuwać właśnie takie książki – o charakterze antywojennym, ku przestrodze, do wpajania dzieciom od najmłodszych lat, że wojna to coś okropnego. W relacjach z Palestyny i Izraela na pierwszym planie pokazano małego chłopca – w wieku mojego młodszego syna. Miał w ręku karabin i strzelał w niebo – obraz, którego się nie zapomina.


Juan Darién ukazał mechanizm wojny na przykładzie liczb. Otóż Jedynka czuje się gorsza od innych liczb. Spogląda na nie z nienawiścią – w końcu te są od niej większe. Owe kompleksy i problemy z własną jedynkową tożsamością przygotowują podatny grunt do przyjęcia z hurra – optymizmem wojennych haseł. Pewnego dnia w krainie liczb pojawia się Król Minus, który obiecuje Jedynce lepszą przyszłość i panowanie nad światem. W tym celu zostaje użyta tajna broń – znaki minus. Jedynki przystępują do bombardowania – odejmowania z takim zapałem, że wartość wszystkich liczb maleje do zera. Czy liczby poddadzą się tak łatwo? Czy znów zapanuje pokój?


Gdyby tak ominąć matematyczny świat, wszystkie te liczby i znaki matematyczne, dochodzimy do sedna wojny – która często ma swoje przyczyny właśnie w kompleksach, niskim poczuciu wartości, braku tolerancji i zrozumienia względem innych. Dzięki takiej książce można z dziećmi podjąć trudny wojenny temat – pokazać mechanizmy i skutki, szaleństwo i chęć zdobycia władzy. Można mówić o tolerancji względem inności i prawach do wolności, niewolnictwie. Skutkiem ubocznym tej lektury może być też większe zainteresowanie matematyką:) Ta książka to wielki manifest pacyfistyczny w obronie pokoju – niewiele takich książek na naszym rynku, stąd warto ją odnaleźć na bibliotecznych i księgarskich półkach.

W książce iście wojownicze nastroje – Jedynki w wyprostowanych pozach jak żołnierze, w przywdzianych hełmach. Ilustracje wykonane w technice kolażu zostały uhonorowane nagrodą w Konkursie CJ Picture Book Awards 2008.

(ilustracje ze strony Wydawcy)

Wiek 5+

Wydawnictwo Tako



niedziela, 16 grudnia 2012

Na początku dziękuję za tak liczny udział! Moje dzieci wylosowały dziś zwycięzcę konkursu:)

"Baśnie arabskie"  pojadą do Gościa........

"Katarzyna O., 093105027156.suwalki.vectranet.pl"

 

Wśród uczestników rozlosowaliśmy również dwa komplety 6 kolorowych pocztówek - ilustracji do książek wydawnictwa Media Rodzina (m.in. Pinokio, Wesoły Ryjek, Bajki La Fontaine'a, Pan Kuleczka). Mam nadzieję, że ten dodatkowy upominek również sprawi Wam radość - nam służą te książkowe pocztówki za zakładki do książek.

Pocztówki chciałabym podarować:

1. Gość: olga, c21-71.icpnet.pl 

2. bbkk

Proszę Katarzynę, Olgę i bbkk o kontakt na maila: nata442@op. pl

A Wydawnictwu Media Rodzina dziękuję za książkę i pocztówki. Pozdrawiam wszystkich!

Tagi: konkurs
20:29, be.el
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 grudnia 2012

Jeśli szukacie czegoś pod choinkę dla grupy wiekowej 10 + przyjrzyjcie się Cwaniaczkowi. Chodziłam koło niego od jakiegoś już czasu, ale ciągle mówiłam sobie – jeszcze nie teraz. Może specjalnie czekałam aż mój starszy syn podrośnie, pójdzie do szkoły i pozna specyfikę tego miejsca. By mógł spojrzeć na budę i belfrów z przymrużeniem oka (hej hej – nie obrażać się, sama jestem z zawodu beleferką i w szkole pod tablicą spędziłam dłuuuuugie lata). Byśmy mogli Cwaniaczka czytać razem. Tomek nie mieści się w podanym wyżej przedziale wiekowym – jest ciutkę młodszy, ale podchwycił humor. Fajnie tak zaśmiewać się razem – a miejsc, gdzie człowieka skręca ze śmiechu, jest tu naprawdę wiele. Cwaniaczek to tak naprawdę Greg – jest taki jak nasze dzieciaki: uwielbia telewizję, gry komputerowe, zaczyna rozglądać się za sympatią, ma przyjaciół i dziwacznych sąsiadów. Na co dzień musi spełniać ambitne oczekiwania swoich rodziców, zwłaszcza matki – odnośnie lektur (już wiem, co mnie czeka w przyszłości), spędzania wolnego czasu we wakacje, oszczędzania, porządków, zajmowania się młodszym rodzeństwem. Ot takie codzienności przeciętnego nastolatka. Klimat książki budują charakterystyczne ilustracje, dzięki którym ta książka jest taka jaka jest. To znaczy …. świetna. W kilku miejscach niegrzeczna. Bo i Cwaniaczek pokornym dziecięciem nie jest.

Do tej pory ukazało się w Polsce 6 części Cwaniaczkowej serii. Ponoć ich zawartość to wspomnienia autora – jego dzieciństwo i czasy dojrzewania. Polecam tę książkę też rodzicom, bowiem Cwaniaczek podpowiada nam, co czują nasze dzieci, jak próbują rozwiązywać problemy i co tak naprawdę je interesuje. Powiedziałabym – samo życie. Taki trochę Mikołajek dla starszych dzieciaków. A co? – czytam teraz Mikołajka moim dzieciom i wznoszę prośby do nieba, by dzieci z tego małego rezolutnego Francuza przykładu nie brały. I z Grega też nie. A jak będzie – zobaczymy.

Polecam bardzo na przywołanie dobrego humoru, na złe dni, na rozczytanie nieczytaczka, na zacieśnianie więzi rodzinnych.



Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia





piątek, 14 grudnia 2012

Boże Narodzenie jest już tak blisko. Lubię w tym czasie sięgać po książki, czy dla siebie, czy dla dzieci, które należą do zimowo – świątecznych. Choćby Opowieść wigilijna - Dickensa, najlepiej przecież "smakuje" właśnie w grudniu, gdy za oknem i mróz i śnieg, czuje się klimat tej pięknej historii o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Z dziećmi chętnie czytamy Boże Narodzenie w BullerbynTo specjalna wersja obrazkowa rozdziału o świętach w Bullerbyn – jesteśmy wszyscy fanami „grubej” wersji, ale dla dzieci – akurat ta pozycja z mnóstwem ilustracji jest bardzo klimatycznym wprowadzeniem w nadchodzące dni.

Jak zatem obchodzi się święta w zagrodach – Północnej, Środekowej i Południowej? Lisa opowiada jakie zwyczaje panują w szwedzkich rodzinach podczas gwiazdki - snopki owsa dla ptaków, wypiekanie pierniczków, zwożenie opału dużymi sankami, wyprawa po choinki, kolędowanie, ubieranie drzewka, prezenty dla przyjaciół, świąteczna kolacja, podczas której dzieci jedzą szynkę, kiełbasę, salceson, gotowaną rybę, ryż z cynamonem. Dalej - Święty Mikołaj, taniec wokół choinki, msza bożonarodzeniowa o świcie. Książka może posłużyć do rozmów na temat jak się u nas obchodzi święta. Jakie są różnice i podobieństwa - pierwsza gwiazdka, postna wigilijna kolacja, sianko pod obrusem, 12 potraw, śpiewanie kolęd, wolne miejsce przy stole, dzielenie się opłatkiem, zwierzęta mówiące ludzkim głosem, kolędnicy, pasterka o północy. Dziecko dowiaduje się, że nie wszędzie jest tak samo, ale inaczej znaczy również pięknie, a dzieci na całym świecie czekają na Boże Narodzenie i prezenty - obojętnie, czy w Polsce, czy w Szwecji.

Boże Narodzenie w Bullerbyn przypomina mi stare książki sprzed lat – papier w kolorze złamanej bieli, szyta, wydłużony format. Jak dobrze, że Wydawca nie skusił się na lśniący kredowy papier.

Lektura obowiązkowa dla miłośników dzieciaków z Bullerbyn – bez względu na wiek.



Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

 



czwartek, 13 grudnia 2012

Mogłabym tę książkę zrecenzować krótko – piękna. Byłam jej bardzo ciekawa. To głównie za sprawą Innocentiego, który kilka miesięcy temu zachwycił nas swoją wizją drewnianego pajaca. Dom – pomyślałam sobie, gdy zobaczyłam tytuł w zapowiedziach. Czym nas może zaskoczyć? W końcu – dom jak dom. A jednak... Autor tekstu pisze zaraz na początku – Oto Dom Tysiąca Opowieści. I tak jest w rzeczywistości. Można snuć o nim różne historie, wplątywać życiorysy ludzi. I choć bohaterem jest tu konkretny dom, w charakterystycznym włoskim krajobrazie – przesyconym słońcem, z cyprysami i winoroślą w tle, to tak naprawdę historię tę można odnieść do każdego domu. O każdym można by coś opowiedzieć i narysować. Każda opowieść byłaby inna, każda, jak ta, na pewno ciekawa. Historia tego domu zaczyna się w 1900 roku, kiedy to grupka dzieci napotyka podczas wyprawy do lasu stary i zapuszczony budynek - gdzieś na uboczu, zapomniany przez wszystkich. Ktoś daje mu szansę. Miejsce dzikich i gwarnych zabaw dziecięcych zostaje oswojone. Zaczyna się cywilizowanie tego kamiennego odludka. I odtąd będzie tak tu już zawsze – ludzie się wprowadzają, dokupują nowe sprzęty i meble, dobudowują kolejne części domostwa. Karczują las dookoła, zakładają ogród: sadzą drzewa, winorośl, kwiaty. Równolegle toczy się zwykłe codzienne życie: ślub, narodziny dzieci, pogrzeb. Ktoś z wytęsknieniem wypatruje czyjegoś powrotu, ktoś boi się żołnierzy. Mija sto lat. Jak zmieni się dom, czy bardzo różni się od pierwotnego budynku, który pewnego popołudnia odkryły dzieci?

 

 

Nie sposób nie poddać się refleksji na temat swojego miejsca na ziemi, jego przeszłości i przyszłości. Tutaj widać kartka po kartce wszystkie przemiany – ludzie się starzeją, odchodzą, na świecie toczą się wojny, zmieniają się mody i tradycje. Wszystko ewoluuje – niekoniecznie ku dobremu. Obok płaszczyzny tekstu, ilustracji (zdecydowanie dominującej) pojawia się kolejna – odczucia czytelnika. Ciekawość, czasem wzburzenie, tęsknota, zdziwienie. Tych uczuć jest cała masa – to reakcja na ilustracje jak obrazy, pełne szczegółów. Ja, podczas mojego pierwszego oglądania książki skoncentrowałam się na kamiennej studni. Jakże wyraźnie po niej widać, jak zmienia się rzeczywistość, a czas płynie nieubłaganie. Książka, która na pewno zapadnie w pamięci – dla czytelnika w każdym wieku.

Wiek 6+

Wydawnictwo Bona



środa, 12 grudnia 2012

Baśnie z tego rejonu są mało znane. Niemniej jednak podczas lektury od czasu do czasu zaświeca się światełko – skądś to przecież znam. Tak jest na przykład z Córką rybaka, która od razu kojarzy się z naszym Kopciuszkiem. Potem w Posłowiu czytamy, jakoby właśnie m.in. z baśni arabskich czerpali inspirację europejscy baśniopisarze – m.in. Andersen.  To co szczególnie interesuje małych czytelników – to egzotyczny świat: inne nazwy potraw, ubrań, przedmiotów codziennego użytku. Elementami krajobrazu są meczet, minaret, pustynia i ocean. A wśród bohaterów pojawiają się szejk, maharadża, dżinn, mutałła, muezzin i beduini. Kobieta nie wnosi wiana, ale mahr. Udaje się na suk, a nie na targ. Maluje krawędzie oczu kohlem, a dłonie i stopy henną. Czy to inne nie jest fascynujące? A arabskie imiona, które kryją w sobie różne znaczenia? Kahalid – to sławny i wieczny, Afra – dająca szczęście, a tytułowa Aisha – ciesząca się pomyślnością i dostatkiem. A Bóg to Allach. I jak to zwykle w baśniach bywa – dobro bierze górę nad złem, miały one funkcję edukacyjną – pokazywały jak żyć, jak postępować, czym w życiu należy się kierować. Przekazywały tradycję – i zwyczajowe prawa i obowiązki. Uczyły szacunku do starszych, ich mądrości i doświadczenia. W odróżnieniu od baśni europejskich jeszcze blisko 100 lat temu, baśnie z Półwyspu Arabskiego żyły tylko w tradycji ustnej. Przekazywane z pokolenia na pokolenie, wzbogacane bądź skracane – w zależności od mówcy. To odkrycie ropy wywróciło świat do góry nogami na tych terenach. Autorka ciekawie wspomina o tym, jak plemiona kiedyś żyły głównie z transportu towarów, handlu oraz połowu pereł. Niech nie dziwi Was zatem duża ilość wody w tych baśniach – a także  perły i ryby i oczywiście pustynia. Autorka sama zebrała wszystkie baśnie – odwiedzała arabskie domy, słuchała jak opowiadają je babcie, dziadkowie, rodzice.


W książce są 24 baśnie. Na końcu – słowniczek z objaśnieniami niektórych wyrazów, znaczenie imion bohaterów, ciekawe Posłowie.


Powiem przekornie – czekałam na te baśnie. Dlaczego? Bo dobra książka może również łagodzić obyczaje. Zwłaszcza baśnie, które są nieocenionym dziedzictwem każdego narodu. W obecnych czasach, gdy z Bliskiego Wschodu nie nadchodzą zawsze dobre wieści, gdy słyszy się co rusz o zamachach terrorystycznych, wojnach, powstaniach, krzywdach wyrządzanych ludziom, zwłaszcza dzieciom, taka książka jest jak miód na serce. Bo czytelnik nabiera przekonania, że tam też są ludzie złaknieni dobrego słowa, są wyczuleni na to, co dobre a co złe. Baśnie arabskie zebrane w tej książce dotyczą Półwyspu Arabskiego, jednak słysząc hasło arabskie konotacje od razu są jednoznaczne. Zresztą potwierdza to spis państw arabskich znaleziony tutaj. Ta książka to możliwość poznania obcej kultury, jakże innego świata. To też lekcja tolerancji – pewnie czasem trudna, ale bardzo potrzebna.


Książka starannie wydana, w serii Baśnie świata, w charakterystycznym kwadratowym formacie. W środku mnóstwo ilustracji autorstwa Ufuk Kobas Smink.


Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina



Zapraszam wszystkich miłośników baśni. Tym razem do wygrania Baśnie Arabskie - Aisha i wąż. Wystarczy w komentarzach wpisać 3 tytuły książek wydanych przez Media Rodzina. Uwaga - tytuły nie mogą się powtarzać. W niedzielę wylosujemy zwycięzcę - chciałabym książkę wysłać w przyszłym tygodniu, by dzieci mogły ucieszyć się na Święta Bożego Narodzenia:)

Za książkę konkursową dziękuję wydawnictwu Media Rodzina

Pozdrawiam

Tagi: konkurs
14:00, be.el
Link Komentarze (44) »
wtorek, 04 grudnia 2012

Na kolejną część Biura Detektywistycznego Lassego i Mai moje dzieci zawsze czekają z wielkim zniecierpliwieniem i ciekawością. Bardzo lubią tę serię o sympatycznej parze przyjaciół, która na własną rękę rozwiązała już mnóstwo kryminalnych zagadek. Zaraz na początku, gdy zostaje nakreślony kierunek kolejnego tomu opowieści, padają rodzinne propozycje rozwiązania – tj. motyw i typy głównych podejrzanych. Czasem na końcu okazuje się, że moi synowie mieli rację. Czasem, że poszli jednak fałszywym śladem. W każdym razie czytanie sprawia im wielką frajdę. Jest dużo śmiechu, są emocje (oczywiście na miarę małego czytelnika), niekiedy radość ze wspólnego rozwiązania zagadki, innym razem – jęk zawodu. Dzieci bardzo przeżywają to, co się dzieje na kartach książki. Jeśli nie znacie jeszcze serii o Mai i Lassem, nic nie szkodzi. Można zacząć od jakiejkolwiek części. W każdej i tak zostaje nakreślony ogólny wątek i główne postacie. Na pewno odnajdziecie się.

Tym razem akcja dzieje się na torze wyścigowym. Mieszkańcy miasteczka Valleby stawiają duże sumy na różne konie w wyścigach. Lecz dzieją się rzeczy podejrzane – konie faworyci zawodzą na całej inni: jeden zasnął, drugi ma nogi jak z ołowiu, a z trzeciego zwierzęcia spadł jeździec. Dziwne to i podejrzane. Wygląda na to, że ktoś chce mieć wpływ na wynik zawodów. Tylko kto? I dlaczego?

Książkę można przeczytać na głos w jeden wieczór. Wtedy najlepiej odczuwa się atmosferę. Lektura nadaje się też świetnie do samodzielnego czytania. Duże litery i krótkie rozdziały gwarantują jak nic sukces czytelniczy.

Lubimy też charakterystyczny układ książki: tradycyjna mapa Valleby, później występujące w danej części osoby. I typowe dla Biura czarno – białe ilustracje.  

 Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

poniedziałek, 03 grudnia 2012

Orzechowy łasuch, napisany na podstawie bajki ludowej, od razu przypomniał mi tekst Ewy Szelburg - Zarembiny: O Kurce Złotopiórce i Kogutku Szałaputku. Mają z sobą naprawdę wiele wspólnego:) W nowej wersji kogutek tak łakomie dziobie orzechy, że utknęły mu w gardle. Kurka biegnie po pomoc do pani w  gospodarstwie, do szewca, owcy, kowala i dębu. Każdy z nich uzależnia swój udział w tej niezwykłej akcji ratunkowej od następnego ogniwa tego długiego łańcucha kogutkowej pomocy: pani od trzewików, szewc nie ma wełny na te trzewiki, owca musi być ostrzyżona, a nie ma specjalnych nożyc. Trzeba do kowala. Ten potrzebuje drwa z lasu, bo bez ognia zrobić nożyc nie może. Co rusz powtarza się charakterystyczna sekwencja, co przydarzyło się biednemu kogutkowi. W wierszu jest tempo, fabuła jak w najprawdziwszym filmie akcji, naprawdę wiele się dzieje, czuć zdenerwowanie kurki, która chce uratować życie przyjacielowi. Oczywiście – jest happyend, a kogutek ma nauczkę, że się objadać nie należy. Wyborna lektura na ten czas – kiedy to święta przed nami i dzieci na pewno będą łasuchowały w słodkościach.

W książce są piękne ilustracje – takie jak lubimy – paćki, plamy, proste kreski. Najbardziej podoba się nam gra odcieni zieleni i dwie kolorowe ciapki przedstawiające dwójkę bohaterów.

Wiek 3+

Wydawnictwo Tako



 

sobota, 01 grudnia 2012

Tym razem legendy w interpretacji znanej poetki Wandy Chotomskiej. To gwarancja dobrego pomysłu i dbałości o język. Chotomska sięga po znane i popularne motywy, przy czym dodaje im świeżości przez rozbudowywanie wątków i wprowadzenie dialogów. Mimo, że w tych opowieściach przenosimy się do zamierzchłych czasów, to jednak język legend jest współczesny, co ma wpływ na ich odbiór przez małego słuchacza/ czytelnika. Niekiedy pojawiają się archaizmy. Poetka przyznaje, że legendy zawarte w jej książce przed laty opowiadała jej babcia. Ta książka to zachęta do tego, by przekazywać je kolejnym pokoleniom. Ja robię to bardzo chętnie – dla dzieci i …. dla siebie. To taka moja słabość.

 

Znajdziecie tutaj takie tytuły:

Legenda o Lechu, Czechu i Rusie

Legenda o Popielu i Mysiej Wieży

Legenda o Piaście i postrzyżynach jego syna Siemowita

Legenda o Smoku ze Smoczej Jamy

Legenda o Czarodziejskim Młynku z Wieliczki

Legenda o Warsie i Sawie

Legenda o Bazyliszku

Legenda o Złotej Kaczce

Legenda o Sielawowym Królu

Legenda o pięknej pasterce i księciu z Raciborza

 

Wiek 6+

Wydawnictwo Literatura