Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
sobota, 31 grudnia 2011
Szczęśliwego Nowego Roku 2012!

Zdjęcie znalazłam tutaj

Dziadek do Orzechów i Król Myszy - E.T.A. Hoffmann/ A. Kucharska - Cybuch

 

Dziadek do Orzechów ukazał się po raz pierwszy w roku 1816 –   zatem prawie 200 lat temu. A więc w czasach, gdy działali już Friedrich Schiller i J.W. Goethe -  a całą Europę ogarnęła fala romantyzmu. W literaturze pojawił się cały wachlarz nowości – uczucia, emocje, groza, tajemniczość, niepokojąca atmosfera, elementy fantastyczne. Wcześniej nikt nie poświęcił tyle uwagi miłości – wielkiej i tragicznej. Goethe przewrócił świat do góry nogami pisząc Cierpienia młodego Wertera, Schiller – Zbójców, a E.T.A. Hoffmann wkroczył ze swoim Dziadkiem do orzechów na dość grząski i niepewny grunt jakim była literatura dziecięca, której tak naprawdę… nie było. Zresztą kto się wtedy przejmował dziećmi. Kogo obchodziło, co dzieci czują i co mają do powiedzenia. Dzieci wypadało mieć, najlepiej dużo, ale wychowaniem zajmowały się guwernantki, guwernerzy i bony. Rodzice – i owszem, mieli z pewnością wysokie wymagania, z którymi zaznajamiali wyżej wymienionych. Ale w tzw. dobrych domach dzieci widywano w ciągu dnia rzadko, czasem podczas posiłków. Nic dziwnego, że panował wielki dystans, który daje się odczuć także w Dziadku do orzechów. Mali ludzie nie mieli prawa głosu, przy stole nie należało się odzywać, za to ważne było, by nie jeść z pełną buzią, nie rozpychać się łokciami i koniecznie trzymać kolana razem (ponoć bony stosowały tzw. bibułkę). Jak grząski to był grunt, niech świadczy fakt, że nie tak szybko znaleźli się naśladowcy Hoffmanna – po Dziadku do orzechów na długo zapanowała znów cisza w literaturze dziecięcej, przynajmniej na gruncie niemieckim – bo pół wieku później pojawi się Alicja w Krainie Czarów (1865), a trochę wcześniej w niedalekiej Danii – Baśnie Andersena. I właśnie w takim klimacie powstaje Dziadek. W dodatku autor jest państwowym urzędnikiem, który, gdy tylko zatrzaskuje drzwi swego gabinetu, po godzinach - staje się zupełnie innym człowiekiem -  artystą, muzykiem, malarzem, literatem. Romantycznym – trzeba koniecznie dodać.

Baśń…. - Dziadek powstaje w czasach, gdy właśnie ukazało się pierwsze wydanie Baśni Grimmów. Musiało to w jakiś sposób rzutować na Dziadka, na jego atmosferę, klimat. W literaturze panuje romantyzm – i te elementy znajdziemy w tej opowieści. W domu radcy Stahlbauma właśnie trwają przygotowania do świąt Bożego Narodzenia. Dwójka jego dzieci Maria i Fryc (w rzeczywistości dzieci przyjaciela autora. To z myślą o nich powstała ta baśń) zastanawiają się, co w tym roku znajdą na stole z prezentami i jaką niespodziankę szykuje dla nich kochany ojciec chrzestny Drosselmeier. Maria odkrywa przy choince dziwną postać, małego człowieczka. Na pytanie – któż to taki, usłyszała od ojca odpowiedź:

-Ten człowieczek, drogie dziecko, ma pilnie pracować dla was wszystkich, ma zręcznie rozgryzać dla was twarde orzechy, a należy on w takim stopniu do Luizy, jak do ciebie i Fryca.

Historia toczy się dwutorowo – z jednej strony rzeczywistość w domu radcy medycznego, sceny z życia rodzinnego. Z drugiej to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami w pokoju siedmiolatki i baśń o twardym orzechu, którą opowiada chorej Marii ojciec chrzestny. Fantastyczny świat, pełen tajemnic i strachów, które mogą przyprawić o palpitację serca. Swego rodzaju horror, który wpędza małą Marię w chorobę. Dziwne powiązania, tropy, które czasem wiodą do nikąd, dziwna postać samego Dziadka, którego potem Maria rozpoznaje w osobie bratanka ojca chrzestnego, no i to dziwne zakończenie, które niczego nie wyjaśnia, pozostawiając tym samym pole do naszych interpretacji i domysłów. W książce aż kipi od emocji - są strach, zaskoczenie, przywiązanie, przyjaźń, miłość - a wszystko to kręci się wokół małej Marii. No czegoś takiego  w literaturze dziecięcej jeszcze nie było. Mało tego - Maria zostaje narzeczoną młodego Drosselmeiera. Oboje poszli za głosem serca. Widział kto wtedy takie rzeczy? Zresztą można poczytać w Cierpieniach młodego Wertera Goethego, jak takie historie się kończyły. Można dociekać  - jak oddziaływały na życie społeczne w tamtych czasach. Stąd zakończenie Dziadka ma wymiar - jak na owe czasy - iście rewolucyjny, co nam współczesnym czasem trudno w ogóle zauważyć. W końcu bajka to bajka - powinien być happyend - a literatura przyzwyczaiła nas, że takie opowieści raczej kończą się słodko polukrowane - było wesele i ja tam byłem miód i wino piłem. Nie zapominajmy jednak, że opowieść Hoffmanna, to rzecz balansująca na granicy dwóch światów - poplątanie z pomieszaniem - trochę snu i trochę rzeczywistości. Granica jest tak zatarta, że nawet dorosłemu czasem trudno zorientować się co jest prawdą, a co tylko wytworem wyobraźni. Pamiętajmy, że to zaledwie początki wieku XIX.

W najnowszym wiernym tłumaczeniu Elizy Pieciul - Karmińskiej, obok smakowitego tekstu można uraczyć się również ciekawym Posłowiem tłumaczki na temat perypetii Dziadka i kłopotów z przekładem tej wiekowej książki. Kropką nad i są ilustracje Aleksandry Kucharskiej – Cybuch . Najpierw rozczarowała mnie, a potem spodobała, wizja samej postaci Dziadka do Orzechów. Postać w tej książce nie ma nic wspólnego z  tradycyjnym dziadkiem do orzechów – drewnianymi figurkami, jakie królują na jarmarkach świątecznych jak Niemcy długie i szerokie. Człowieczek – tak Maria określiła Dziadka, gdy zobaczyła go po raz pierwszy. I tak w istocie wygląda. 

Wiek 8+

Wydawnictwo Media Rodzin

wtorek, 27 grudnia 2011
Flagi państw - memo

Zasad gry w memo nie muszę chyba tłumaczyć. Tutaj wersja - flagi państw - zrobiona w jedno popołudnie. Flagi, stolice, nazwy języków znalazłam tutaj - jak również wiele pomysłów, jak z dziećmi bawić się geograficznie.

sobota, 24 grudnia 2011
Wesołych Świąt Bożego Narodzenia

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia, spokoju i pięknych dni, a pod choinką wielu książek.....

W wielkim mieście...

Jedna z piękniejszych piosenek świątecznych. Szkoda, że w mediach o niej cicho-sza. No i ten nasz gwiazdor wielkopolski:))


środa, 21 grudnia 2011
Przemytnicy na wakacjach - Monika Mrozowska - Szaciłło/ Maciej Szaciłło

Z tej książki bije bardzo pozytywna energia. I wielka pasja. Do dzieci, do podróży, do gotowania. To jej atuty. Dopiero potem można mówić o fajnych zdjęciach, ciekawych przepisach i miejscach, które zwiedzamy z Przemytnikami – od kuchni. Młodzi rodzice – z dwójką dzieci – przemierzają sobie świat, gdy nie ciałem – to wspomnieniowo i kulinarnie, realizują swoje marzenia, są ze sobą, ciepełko rodzinne od nich bije ach bije. I nie ma –  że brak czasu, że biegusiem – trzeba dobrze zjeść, koniec kropka. A dobrze – znaczy – smacznie i zdrowo. Autorzy zachęcają do tego swoimi przepisami, wyglądem, trybem życia i uśmiechniętymi buziami. Pewnie, że to swego rodzaju reklama, ale w tym przypadku naprawdę godna naśladowania. Zresztą nie zawsze jest łatwo – o czym piszą we wstępie. Nie ma żadnej drogi na skróty, absolutnie żadne wymówki nie wchodzą w grę. A jeśli dzieci wykrzywiają się na widok szpinaku i marchewki – nic to – może uda się co nieco p-r-z-e-m-y-c-i-ć do ich menu.

Kuchnia jest przeze mnie oswojona. Mamy wcale pokaźną bibliotekę, ale wizerunek mola książkowego zaczytanego po uszy z suchą skibą chleba i wyszczerbionym kubkiem mocnej herbaty nie wchodzi w grę. Jedzenie jest celebrowane, a wśród dziesiątek książek dorobiliśmy się wcale pokaźnej półki z książkami kucharskimi. Nic dziwnego, że z wielkim zainteresowaniem sięgam po rodzinną książkę kucharską, bowiem nagle okazuje się, że z dwójką dzieci też można gotować, można poświęcić temu czas. I nie tylko jakąś tam cienką zupkę, ale potrawy takie, że ho ho.  Smaki Francji, Grecji, Hiszpanii, Indii, Maroka, Tajlandii, Tyrolu, Włoch, w końcu również … Polski. I tu niespodzianka Nagle okazuje się, że nasza kuchnia może być egzotyczna, bo czy jedliście kluski śląskie z glonami nori, albo sałatkę z kapusty kiszonej z żurawiną, nie mówiąc już o plackach z kapusty? Kapusta – jak wiadomo – to nasza potrawa narodowa. Wiele gospodyń twierdzi, że jak świniak przez kapustę nie przeleci to nie smakuje – a tu proszę – placki z kapusty z przyprawą Ras-el Handout. Jak to brzmi, prawda?

Przepisy są opisane tak, że można pomyśleć – ot bułka z masłem – da się zrobić. Wiele  z podanych składników jest dostępnych w Polsce – zdjęcia są smakowite. Przed każdym krajem – krótkie wprowadzenie – o pobycie tam, o kuchennych eksperymentach. Książka zachęca do podróży, gotowania, do działania z dziećmi – bo wiele  z tych potraw można przygotowywać i dla pociech i z pociechami. Jednocześnie autorzy zwracają uwagę na to, że kuchnia i jedzenie są częścią kultury danego kraju. Nijak nie mogę zrozumieć ludzi, którzy jadą za granicę zaledwie na tydzień – do Grecji, Włoch po to, by tam tęsknić za schabowym z kapustą. Z tej książki można nauczyć się zupełnie czegoś innego, a smakowanie egzotycznych dań należy wpisać w plan wycieczki.

 

Wiek – dla całej rodziny

Wydawnictwo 1000 Stopni

 




wtorek, 20 grudnia 2011
Złe sny - Ola Cieślak

Ola Cieślak namieszała tą książką - i to nieźle. Zresztą wydawnictwo – również. Po Nowym Yorku to kolejna książka obrazkowa, która nie jest napisana, o przepraszam, narysowana z myślą o dzieciach. W tym przypadku powiedziałabym tak – na pewno jest dla dorosłych. A czy dla dzieci? Wybór zostawiam Wam, bo czytanie tej książki wymaga zaangażowania. Stadnie, jak nic. Samo oglądanie nic nie da. W dodatku warto zatrzymać się nad tekstami – słowami, którymi autorka się bawi, żongluje, łapie je w locie, szuka kontekstu, wygłupia się. Wychodzi z tego artystyczny nieład, abstrakcyjny miszmasz - ale to przecież sny, a w nich wszystko jest możliwe.  Pojawiają się róże, brodaci panowie, muskularny kucharz jak z Vegety, seksowne króliczki, gang daltonistów, wytworne paniusinki z katalogów mody z poprzedniej epoki, ptaki, obłoki, demoniczna pani matka. To - co jest elementem życia: seksualność, wyobrażenia, strachy, ciekawość, emocje, wspomnienia. Wieloznaczne dla jednych – bez znaczenia dla innych. Ot sztuka dla sztuki.  Ola  Cieślak bawi się technikami – nakleja obrazki na ciekawe tło, dorysowuje swoje postacie, wykorzystuje kwiecistą tapetę i paragon ze sklepu. Historie, które można potraktować jako bardzo osobistą wizję artystki. Z drugiej strony początek czegoś, co można dopowiedzieć sobie samemu. Podobnie jak z interpretacją snu.


Niby małe toto, niby niepozorne. Ale ta okładka – ostra czerwień - kusi, oj kusi. Na pewno ciekawa propozycja dla kolekcjonerów książek – wydano tylko …1000 egzemplarzy,  z czego sto z autografem artystki. Jest o co powalczyć. A dostać taki prezent pod choinkę to ….. Nie wiem, jak Wy, ale ja to bym się baaaaaardzo ucieszyła.

Kiedy książka pojawi się na półce - pokażcie ją dzieciom. Te widzą często to, czego my nie widzimy. Przy czytaniu tej książki wychodzą ciekawe, czasem dziwne rzeczy. I bardzo osobiste:)

Wydawnictwo organizuje warsztaty poświęcone tej książce. Przeznaczone są dla dzieci w wieku 5+.

Wydawnictwo Bona

Pierniki:)

 

O wyższości pierników domowych nad sklepowymi mogłabym długo pisać. Tego się nie da porównać. Zresztą widać, które z talerza znikają szybciej. Pamiętam, jak kiedyś moja babcia przychodziła do nas na pieczenie pierników. Cały dzień był rozgardiasz w kuchni. Co to się wtedy nie działo. Dla dzieci to frajda, a kiedyś w przyszłości (ależ to brzmi) - miłe wspomnienie. W ostatnią sobotę dzieci działały w kuchni z tatą, który od czasu do czasu podnosił nos zza książki i mówił tylko czy dobrze czy źle. Generalnie – dzieci jakoś wszystko wolą robić z tatą – bo wszystko jest dobrze. Nic za krzywo, nic za grubo, nic za cienko, nic za słodko czy słono. Pierniki wyszły jak malowanie – a że robiły je tylko dzieci, proporcje były też dziecięce – by nie siedzieć w kuchni cały dzień, jak to drzewiej bywało. Kilka wybrałam nawet do dekoracji – ale wraz z ubywaniem dnia, zobaczyłam, że dekoracji też ubywa. Najpierw zaczęły znikać rogi. Potem zniknął cały renifer… Widzicie, jak to z domowymi piernikami bywa. Oczywiście – NIKT ICH NIE ZJADŁ!!!!


Przepis wzięłam z książki kucharskiej Cecylki Knedelek. Tyle że zamiast pachnących choinek – zrobiliśmy pierniczki.

 Tajemnicze zniknięcie rogów reniferów, a potem całego renifera, do dziś nie zostało wyjaśnione:)))


poniedziałek, 19 grudnia 2011
Fonsito i księżyc - Mario Vargas Llosa

Przeczytałam ciekawą recenzję tej książki, która, przyznaję, zupełnie zbiła mnie z tropu. Recenzja, nie książka. Bardzo mi się zresztą ten tekst podobał. Koniecznie zapoznajcie się z nim:) Zobaczycie, jak różnie można ocenić jedną i tę samą książkę i jak można spojrzeć na nią zupełnie z innej strony. Autorka recenzji zachęca do szukania czegoś, co nie zostało powiedziane wprost w tej opowieści, do szukania powiązań z innymi tytułami – wyłącznie dla starszych czytelników, którzy mają już doświadczenia z prozą Noblisty. Próbujcie jeśli chcecie. Ja jednak upieram się, że Fonsito i księżyc może być tylko i wyłącznie książką dla dzieci. I nie trzeba doszukiwać się drugiego dna – jeśli tylko się chce. Fonsito z okładki nie budzi według mnie żadnych nieprzyzwoitych myśli – tak samo na innych zdjęciach – mali bohaterowie: zarówno Fonsito i Nereida – zwykłe dzieci, bez pożądliwości w oczach.  Może gdyby maluch z okładki miał coś z donżuana, a Nereida – z Loility. Drań? Nieee, zdecydowanie nie. Co nie odziera naszych bohaterów z seksualności, pragnień i marzeń. W końcu Fonsito kocha, a Nereida zdaje sobie  z tego sprawę. Zresztą inaczej nie byłoby historii o tej pewnej miłości. A sprawa ma się tak – mały Fonsito zakochał się w Nereidzie i marzy o tym, by ta go pocałowała. Dziewczynka i owszem spełni jego marzenie, ale tylko pod jednym warunkiem – gdy Fonsito podaruje jej księżyc z nieba. Trudna sprawa. Można rzec – bez wyjścia. Jednak Fonsito poradzi sobie – jak to zrobi? Przypadek sprawi, że Nereida pozwoli pocałować się w policzek. Niewiele tu tekstu, na zaledwie 30 stronach po kilka wersów na rozkładówce. Dominują zdjęcia. To one opowiadają te historię po swojemu – dzięki nim można czytać tę historię bez tekstu. Można sobie dopowiadać ciąg dalszy. Czy żyli długo i szczęśliwie? Naczynie Gliniane śmie wątpić. Ale na tym właśnie polega piękno czytania – każdy odnajduje w książce zupełnie coś innego.

Zobaczcie jak Fonsita widziała Marta Chicote.

Tu możecie zajrzeć do książki.

Wiek 5+99

Wydawnictwo Znak



 
1 , 2 , 3 , 4