Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
czwartek, 31 grudnia 2009
NOWE!!!

Zabawna, pięknie zilustrowana!

Opowieść o tym, jak dobro zwycięża nad złem. Trzej zbójcy sieją postrach - napadają na powozy, okradają pasażerów. Pewnej nocy w jednym z powozów zamiast skarbów znajdują sierotkę. Dziewczynka wcale się ich jednak nie boi. Książka z kanonu światowej klasyki literatury dziecięcej, bestseller - ponad 3 miliony sprzedanych egzemplarzy, w 27 językach.

'Każda strona tej książki jest przejmująca, a zarazem zaskakująca. Przy Trzech Zbójcach bledną wszystkie inne, napisane kiedykolwiek, książki dla dzieci.' ('Le Monde', Paris)

'Oryginalne, frapujące, zabawne, piękne, wielkie, niesamowite. ' ('The Horn Book', New York)

Doskonała książka dla najmłodszych, którzy już zaczęli interesować się literkami. Proste wyrazy na każdą literę alfabetu, którym towarzyszą kolorowe obrazki, wykonane oczywiście przez Janoscha. Dziecko poznaje świat wokół siebie i równocześnie może nauczyć się czytać.

Klara i jej brat kochają zwierzęta. Ich ulubieńcy: papuga Pippo, kot Kazimierz i jamnik Wąchacz wiedzą o tym doskonale. Dzieciaki dbają o swych podopiecznych najlepiej, jak potrafią - karmią, kąpią, czeszą, strzygą, mierzą temperaturę, wyprowadzają na spacery, uczą języków obcych i kindersztuby. Rodzeństwo jest gotowe również wysiedzieć papuzie jajo, o ile tylko papuga Pippo je zniesie. Tylko nie wiadomo, czy Pippo to dziewczyna?

Mity starożytnej Grecji - Robert Graves

Pewnych rzeczy nie wypada nie wiedzieć, a pisząc – „pewne rzeczy” – mam na myśli znajomość mitologii greckiej, która, czy tego chcemy, czy nie – wtargnęła do naszego życia i już chyba z niego nie wyjdzie. Tomek słucha sobie od czasu do czasu Najpiękniejszych mitów greckich D. Inkiowa, ja chciałabym dziś zwrócić uwagę na wersję dla starszych dzieci. A sięgnęłam z ciekawości, ponieważ autorem mitów jest Robert Graves – ekspert od starożytnej Grecji i Rzymu, dla mnie przede wszystkim autor dwóch znakomitych powieści – Ja, Klaudiusz i Klaudiusz i Messalina. Już to jest zapowiedzią wysokiego poziomu opowieści sprzed wieków, kiedy to Dzeus mieszkał sobie na Olimpie i ciskał z niego piorunami i błyskawicami na wszystkie strony. A trzeba wiedzieć, że nie tylko szare szaraczki – czyli ziemianie – wywoływali jego GNIEW. Oj, bogowie też mieli swoje na sumieniu, a broili czasem tak, że aż iskry leciały.

Nie muszę chyba przekonywać do tego, że warto dzieci zachęcać do czytania mitów, by bez przeszkód rozumiały i używały takich choćby najprostszych wyrażeń jak: pięta Achillesa, syzyfowa praca, argusowe oko, syreni śpiew czy praca Penelopy. Dlaczego ich używamy, jakie historie są z nimi związane – odpowiedź oczywiście w mitach. Z ciekawością porównuję Mity Gravesa, z wersją dla dzieci do słuchania i Mitologią Parandowskiego. Są czasem niewielkie różnice, jest inna forma przekazu – Graves na pewno nie stroni od humoru i prostego języka. Potrafi krótko opowiedzieć swoją historię, by nie znużyć młodego czytelnika, przekazując mu jednocześnie odpowiednią porcję wiedzy o bogach, herosach, boginkach i dziwnych stworach.

Moje dziecko już wie, co znaczą słowa mamy, która wchodząc do pokoju chłopców u progu woła, że to istna stajnia Augiasza i że sprzątanie w naszym domu to (niestety) syzyfowa praca.

 

Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 30 grudnia 2009
Limitowane wydanie Księgi Dżungli

Od kilku dni cieszymy oko Księgą dżungli Kiplinga. Oglądamy, kartkujemy – i naszym działaniom nie ma końca. Zachwycamy się niesamowitymi ilustracjami Józefa Wilkonia. Ale jeszcze nie czas, by o Księdze pisać. Dziś natrafiłam na informację, że istnieje limitowane wydanie z inną okładką. Tych książek jest tylko 500. Dla mnie oba wydania są i tak przepiękne.

Nasza książka (zwykła- ale i tak niezwykła) ma taką okładkę:

Oto wydanie limitowane:

 

A co najważniejsze - cena ta sama:) Przynajmniej w pewnej księgarni internetowej.

A swoją drogą zżera mnie ciekawość, czym kierowało się wydawnictwo w doborze okładki dla poszczególnych wydań. I dlaczego właśnie tę ilustrację wybrano na wydanie limitowane?

 

niedziela, 27 grudnia 2009
Jak Nieumiałek jechał samochodem o napędzie sodowym - Mikołaj Nosow/ Borys Kałuszyn

O Nieumiałku przypomniał nam blog Zaczytani. Wiedziałam, że gdzieś rzucił mi się w oczy. Odnalazłam na półce Brata:) - książeczkę zaczytaną, popisaną i bez okładki, w sam raz dla moich chłopaków. Siedzieli zasłuchani i wpatrzeni:) jak zaczarowani. Co to był za widok. Nikt się nie kręcił, nie wtrącał, nie kopał i nie rozpychał w łóżku. Cisza doskonała.

Warsztat, śrubki, kabelki, piłowanie, heblowanie, nitowanie, piły, młotki, samochody, wypadki, zamieszanie. Oooo, to naprawdę męski świat. Hi, hi, hi :) tak naprawdę świat ludków wzrostem nie przekraczających ogórka średniej wielkości. Nosow opowiada dziecięcym językiem - nie dziecinnym, w dodatku z jego tekstu można dowiedzieć się zawsze czegoś ciekawego ze świata nauki i techniki. Błędy i psoty Nieumiałka są dla nas punktem wyjścia do wieczornej rozmowy o stosownym zachowaniu:), bo autor unika konsekwentnie moralizowania, choć Nieumialkowi przydałby się nie raz porządny prztyczek w nos. Zabawne ilustracje Borysa Kałuszyna potrafią maluchy rozbawić, a analizy części samochodowych i narzędzi trwają w nieskończoność. Aż nam się przykro zrobiło, że mieliśmy tylko jeden odcinek, ale w bibliotece znaleźliśmy  Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół - zbiór trzydziestu opowiadań. Czytamy i wkrótce napiszemy o naszych wrażeniach.

Wiek 4+

Wydawnictwo Raduga

czwartek, 24 grudnia 2009
Opowieść wigilijna - Charles Dickens/ il. Aleksandra Kucharska-Cybuch

Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Opowieścią wigilijną Dickensa. Wiele lat temu, na początku nauki w liceum. Zaczęło się od filmu, któremu długie lata konsekwentnie się opierałam w okolicach Bożego Narodzenia. W końcu, pewnej zimy, uległam i obejrzałam z całą rodziną. Rzadko się zdarza, by to film zachęcił mnie do sięgnięcia po pierwowzór. Bo przecież tyle zostało już powiedziane, zdradzone, pozbawione klimatu odkrywania i smakowania. Tymczasem książka objawiła mi się wtedy jako niezwykłe bogactwo nowych obrazów, uczuć, myśli, których żaden film nie jest w stanie oddać do końca. Od tamtej pory książka Dickensa towarzyszy mi prawie co roku w okresie Adwentu. I smakuje, ciągle smakuje – tak samo? Obawiam się, że Dickens dla mnie jest, przepraszam za to stwierdzenie, jak wino - im starszy tym lepszy. Może wiąże się to z tym, że z wiekiem inaczej przeżywamy święta, z wiekiem, zwracamy uwagę na zupełnie inny aspekt świąt – już nie na tę stronę powierzchowną związaną z prezentami, wystrojem domu. Bardziej skupiamy się na przeżyciach wewnętrznych, stać nas na dojrzałą refleksję, bardziej zależy nam na radości innych aniżeli naszej. Dickens może nas wiele nauczyć i daje nadzieję, właśnie teraz, kilka dni przed zakończeniem kolejnego roku w naszym życiu, że nigdy nie jest za późno na pewne postanowienia, że ciągle możemy coś w nas samych zmienić. A jeśli odniesiemy sukces w tej dziedzinie, kolejne spotkanie ze skąpym Scroogem inspiruje nas do kolejnych wyzwań i planów. I nie chodzi tu o taką diametralną zmianę, jak to miało miejsce w przypadku głównego bohatera. Chociaż…..

Jeśli ktoś nie zna tematu, niech nie łudzi się jednak, że Opowieść wigilijna ogrzeje go w chłodne grudniowe dni. Nie, nic z tych rzeczy. To opowieść niekiedy mroczna, mrożąca krew w żyłach, o londyńskim bogaczu bez serca, Ebenezerze Scrooge’u, który nie ma radości życia, przyjaciół, nikogo nie kocha. Liczą się dla niego tylko pieniądze. Na słowa Wesołych Świąt nagle sztywnieje i paraliżuje wszystkich i wszystko swoją kwaśną miną. Bo przecież nie ma czegoś takiego, jak radosne i szczęśliwe święta Bożego Narodzenia. Właśnie mija siódma rocznica śmierci jego wspólnika Marleya, człowieka podobnego charakteru. Duch Marleya nieoczekiwanie nawiedza Ebenezera i przy dźwięku łoskotu łańcucha z metalowych kasetek na pieniądze, kluczy i kłódek, ksiąg rachunkowych, aktów własności, zapowiada mu odwiedziny trzech kolejnych duchów – przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Każdy z nich zabiera starca w długą podróż, podczas której odkrywa na nowo szczegóły ze swojego życia, widzi osoby kiedyś mu bliskie, teraz takie dalekie.   Smutne dzieciństwo, oddanie swego serca i duszy pieniądzom, rezygnacja ze szczęścia przy boku ukochanej osoby, szczęśliwa, ale jakże biedna rodzina kancelisty, jego niepełnosprawne dziecko, wreszcie siostrzeniec, o zaraźliwym śmiechu, niepoprawny optymista z pustymi kieszeniami. Podróż z duchami to podróż życia, która zmienia wszystko. Odzwierciedlają to świetne ilustracje Aleksandry Kucharskiej – Cybuch. Scrooge, z początku ponurak, skwaśniały, nieprzyjemny staruch, w ostatnim rozdziale uśmiechnięty i szczęśliwy życzący wszystkim dookoła Wesołych Świąt.

Książka- lektura z pewnością do łatwych dla dzieci nie należy. Siostra czytała swoim córkom na głos i odniosła duży sukces. To, co z początku przerażało, było za trudne, przy pomocy mamy, jej wyjaśnień, okazało się wręcz fascynujące. Nowe tłumaczenie Andrzeja Polkowskiego znacznie ułatwia zrozumienie tekstu, nadaje mu świeżości, jednak nie rozwiązuje wszystkich problemów i często dziecko przy lekturze tej książki potrzebuje pomocy osoby starszej i bardziej doświadczonej. Ale w końcu po to jesteśmy, prawda? Zachęcam do odkrywania tej książki z naszymi dziećmi. I mimo, że w przeważającej części jesteśmy chłodnymi realistami, to może…kiedyś… któż to wie….?

W tym roku po raz pierwszy cieszyło się podczas lektury nie tylko moje serce ale i oko, bo to wydanie, którego okładka widnieje u góry, to prawdziwe cacko. Ilustracje nadają tekstowi lekkości, której czasem brak w tekście Zwiewna koszula nocna Ebenezera furkocze na zimowym wietrze, ilustracje, pełne światła, rozjaśniają mroczny świat, do którego co rusz zabierany jest skąpiec. Bardzo podoba mi się zima w rozdziale Wizyta pierwszego ducha. Przypominają mi się zaraz zimowe pejzaże Breughla. Prace Aleksandry Kucharskiej – Cybuch nie ogrzeją nas w grudniową noc wigilijną, ale współtworzą klimat opowieści, tak że można wręcz poczuć chłód na londyńskich uliczkach i ten bijący od Scrooge’a również.

Na rynku dostępny jest również audiobook – Opowieść wigilijna w brawurowej interpretacji nieżyjącego już Zbigniewa Zapasiewicza. Miałam okazję posłuchać fragmentów w ciągu ostatnich kilku dni w poznańskim Radiu Merkury i gorąco polecam.

 

Wiek 12+

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 23 grudnia 2009
Baśnie Braci Grimm / il.Adolf Born

Za dwa lata będziemy obchodzić 200-setną rocznicę pierwszego wydania Baśni braci Grimm i bardzo się cieszę, że w końcu ukazały się u nas – na nowo przetłumaczone przez Elizę Pieciul-Karmińską. Grubaśne tomisko, wagi słusznej, liczące sobie 550 stron i zawierające aż 50 baśni.

Bracia Grimm to najsłynniejszy i … chyba najbardziej kontrowersyjny literacki duet świata. Ale o tym za chwilę. Na samym początku bardzo ciekawa Przedmowa samych autorów, w której piszą o tym, jak zbierali materiał do książki. Możemy sobie jedynie wyobrazić, jak na początku XIX wieku dwaj szacowni językoznawcy, profesorowie uniwersytetu zdzierają sobie buty, w długich wędrówkach w poszukiwaniu tego, co przetrwało wśród ludu, w tradycji ustnej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Potem Słowo od tłumaczki, które jest cennym dopełnieniem wydania. Mowa tu o pracach nad przekładem, porównaniach ze starszymi wersjami. Zwróciła ona uwagę na fakt unikania pedagogizacji, czyli wtórnego przystosowania tekstu do potrzeb odbiorcy dziecięcego, bez zdrobnień powodujących, że teksty te brzmiały infantylnie; o wierności wobec zewnętrznej organizacji tekstu, dzięki czemu mogły zostać zachowane symbolika przedmiotów i postaci. Poprawiono błędy wcześniejszych tłumaczeń, mniejsze i większe, które niekiedy wypaczały wręcz przesłanie tekstu i utrudniały jego zrozumienie i znaczenie. Nowe tłumaczenie ma przekonać czytelników do weryfikacji przekonania powszechnie panującego, że baśnie braci Grimm są krwawe, brutalne i ponure. To w końcu Baśnie, które w 2005 roku zostały wpisane na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, do rejestru Pamięć Świata.

Jak słusznie zauważają znawcy literatury dziecięcej, coraz częściej pojawia się tendencja retuszowania baśni, upiększania ich, pokrywania mdłą warstwą różowego lukru. Przeglądam naszą półeczkę. Znajduję aż trzy wersje Czerwonego Kapturka. Sama nigdy bym ich nie kupiła. Mówiąc krótko – prezenty (i to kiepskie - choć darowanemu koniowi ponoć się w zęby nie zagląda). No tak, przecież klasyka jest najlepsza i sprawdzona. Czyżby? Pewnie niejednemu rodzicowi się narażę, w swoich poglądach, jednak odnoszę nieodparte wrażenie, że takie baśnie robią więcej szkody niż pożytku. Proszę bardzo: Wersja nr1. Czerwony Kapturek z Babcią uciekają na strych i robią śmieszne miny do rozwścieczonego wilka. Wersja nr 2. Babcia i Czerwony Kapturek siedzą z Wilkiem przy stole i zajadają się specjałami z koszyka mamusi. Wersja nr 3. Babcia, myśliwy i Czerwony Kapturek tańcują w najlepsze z wilkiem dookoła drzewa, a ich twarzyczki zdobią najsłodsze uśmiechy świata. Gdy wejdziemy do księgarni, królują właśnie takie historie. Prawdziwej wersji oszczędza się maluchom – by nie przerazić. Ma być prosto, łatwo i przyjemnie. Tymczasem w naszym języku używane są zwroty i przysłowia – wilk w owczarni, nie wywołuj wilka z lasu, patrzeć na kogoś wilkiem, wilk w owczej skórze. Bajka i baśń, które mają swoje korzenie w tradycji ludowej, miały i mają do wypełnienia ważną misję, a mianowicie - przekazanie pewnej prawdy o świecie, o prawach w nim rządzących. Nasi przodkowie powiedzieliby pewnie o tych licznych, ugrzecznionych wersjach - Bzdura totalna. Wilk, który od zawsze kojarzył się ludowi ze złem, zagrożeniem, nie może tak naprawdę zaprzyjaźnić się z człowiekiem. Wilk jest z natury zły i za to miała spotkać go zasłużona kara, jak w wersji braci Grimm widać, okrutna. Dziś coraz częściej – ma być lekko, przyjemnie, ot czytanie jako taka niezobowiązująca zabawa.

Grzegorz Leszczyński, specjalista od literatury dziecięcej, zwraca uwagę na to, że to, co dla nas rodziców, dorosłych, jest dosłowne, dla dzieci ma wymiar symboliczny. Inaczej wygląda to w literaturze, inaczej by wyglądało, gdyby przenieść na ekran. Widzę na przykładzie mojego Tomka, który boi się oglądać niektóre kreskówki. Nie mam tu na myśli jakichś disney’owskich produkcji albo podobnych, które potrafią niekiedy nieźle przerazić, ale takiego … naszego rodzimego, niewinnego kota Filemona. Jeden odcinek z wilkiem jest podczas seansu dvd sukcesywnie opuszczany. Nie i nie. Czasem, gdy zapomnę, Mały wychodzi z pokoju. Czerwonego Kapturka braci Grimm za to słucha i nic. Na wielką wartość Baśni Braci Grimm zwrócił uwagę też Bruno Bettelheim, profesor wychowania, psychologii i psychiatrii, który w książce Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni, pisał o zbawiennym ich wpływie na rozwój dziecka. Podkreślał przy tym wielką rolę w tym procesie opisywanych tu Baśni Braci Grimm.

Sformułował tezy na temat znaczenia baśni w wychowaniu i rozwoju dziecka

- podstawą oddziaływania baśni na psychikę dziecka jest proces identyfikacji czytelnika z pozytywnym bohaterem;

- baśń konfrontuje dziecko z podstawowymi wewnętrznymi problemami życia, pomagają w rozpoznaniu trudności i od razu podają sposoby radzenia sobie z nim;

- baśnie sprawiają dziecku przyjemność, dostarczają mu objaśnień dotyczących jego psychiki i wspierają rozwój osobowości;

- pomagają w odkrywaniu jego osobowości i nadawaniu sensu życia;

- wspierają je w trudnościach związanych z psychologicznymi problemami dorastania i integracji osobowości;

- baśnie zachęcają do aktywnego pokonywania trudności i nawiązywaniu dobrych stosunków z przyrodą

(Wikipedia)

Baśń, jak się okazuje, może być niesamowitą podporą dla nas rodziców w trudnym procesie wychowania. I nie łudźmy się – o żadnej drodze na skróty mowy być tu nie może. W Baśniach braci Grimm dobro zwycięża zło, dziecko jednocześnie przyjmuje do wiadomości, że cały świat, ograniczany często przez nas, rodziców - z miłości i ze strachu do rzeczy bezpiecznych, jest tak naprawdę dużo większy i pełen niebezpieczeństw. Świat ludzkiego życia to świat ciągłych zagrożeń, zmagania się z przeciwnościami losu i cierpieniem. Dopiero na świadomości bólu istnienia rodzi się prawdziwy heroizm i takie przesłanie płynie z baśni Grimmów. Warto dzieci od początku uwrażliwiać na prawdziwe zło i prawdziwe dobro, które odnajdziemy właśnie na tych stronach. (Grzegorz Leszczyński)

O swoich Baśniach bracia Grimm napisali:

(…) w niniejszym nowym wydaniu troskliwie usunęliśmy każde wyrażenie nieodpowiednie dla wieku dziecięcego. Jeśli jednak nadal można by zarzucić, że to lub owo wprowadza rodziców w zakłopotanie i wydaje im się gorszące, tak że wręcz nie chcą dać dzieciom tej książki do rąk, to w pojedynczych przypadkach troska ta może być uzasadniona i rodzice łatwo mogą dokonać doboru. Jeśli jednak chodzi o całość tekstu, to dla zachowania zdrowego ducha dobór taki z pewnością nie jest konieczny. Nic nie obroni nas lepiej niźli natura, która temu kwieciu i temu listowiu nadała taką właśnie postać i barwę. Jeśli jednak w zależności od czyichś szczególnych wyobrażeń komuś one szkodzą, niech nie żąda, by właśnie z tego powodu były inaczej uformowane czy zabarwione. Innymi słowy: deszcz i rosa jak błogosławieństwo spada na wszystko, co rośnie na ziemi; jeśli ktoś jednak boi się wystawić na ich działanie swe rośliny, gdyż są one nazbyt wrażliwe i mogłyby ponieść szkodę, jeśli woli podlewać je w swej izdebce przestudzoną wodą, ten nie będzie przecież żądał żeby z tego powodu deszcz i rosa przestały się pojawiać. Owocne jest wszystko, co naturalne, i tej zasady winniśmy się trzymać. A poza tym nie znamy ani jednej zdrowej, mocnej i budującej dla ludu księgi, z Biblią na czele, w której takie wątpliwe kwestie nie pojawiałyby się w niepomiernie większym stopniu.

Wśród tych najbardziej znanych baśni o Czerwonym Kapturku, Śpiącej Królewnie, Paluszku i Królewnie Śnieżce znaleźliśmy w tym wydaniu całą masę baśni zupełnie nam nieznanych. Niektóre przypominają mi jak przez mgłę moje dzieciństwo, co świadczy o tym, że musiałam je czytać będąc dzieckiem. Zwracają uwagę niesamowita dbałość graficzna i ilustracje Adolfa Borna, czeskiego malarza i ilustratora (rocznik 1930) Bez nich ta książka byłaby zupełnie inną książką. Często na dwóch stronach, wielkie, jakby troszkę dziecięco naiwne, ale od razu trafiające do czytelnika. Mówią przecież o świecie baśniowym, nierealnym, wymyślonym, stąd ten niepowtarzalny klimat, który na długo pozostaje w pamięci. 

Dla rodziców, którzy mimo wszystko się wahają, mam tę oto wiadomość, że wśród Baśni zebranych i spisanych przez braci Grimm, jest wiele bardzo łagodnych opowieści. I mimo powstałych mitów i uprzedzeń polecam, by spróbować, szczególnie te w nowym przekładzie – może okaże się, że nie taki wcale diabeł straszny, jak go malują.

Polecam, bo nic tak nie ociepli naszych dzieciaków w zimowe dni, jak właśnie baśnie.

Warto zajrzeć tutaj:

-Baba Jaga musi zostać włożona do pieca

-O Baśniach

-Dlaczego warto czytać dzieciom?

Trzy leśne trolle

Mądra Elżunia

Mysikrólik i niedźwiedź

Pani Zamieć

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 22 grudnia 2009
Gone. Zniknęli - Michael Grant

Gone. Zniknęli zbiera od kilkunastu tygodni same hurra recenzje. To pozycja dla młodzieży, która ją porwie i nie pozwoli zamknąć książki aż do samego końca. Rzadko sięgam po taką literaturę, ale po TAKICH zachętach blogowych, i to czytelników w różnym wieku, różnej profesji, achach i ochach moich siostrzenic i ja dałam się w końcu namówić. Świat bez dorosłych – nauczycieli, dorosłych, rodzeństwa, stróżów porządku, takich „starych pryków”, którzy są skostniali w sposobie bycia i myślenia. Pewnie niejeden nastolatek pomyślał sobie, może w złości – Co by było, gdyby cię nie było. Świat, o jakim marzą czasem młodzi ludzie, bez reguł, wartości, tradycji, pomostów z przeszłością, wolny, bez krępujących więzów. Mamy taki świat właśnie w tej książce. Wszyscy powyżej 15 roku życia w tajemniczy sposób znikają (moje marzenie sprzed lat – na matematyce – tutaj nagle stało się realne) Miasto Perdido Beach otacza bariera ETAP, a zetknięcie się z nią wywołuje ból. Ci, którzy sami potrzebują jeszcze pomocy ze strony starszych, muszą sami zatroszczyć się o siebie i najbliższych. Niebezpieczeństwo czyha ze wszystkich stron – pojawiają się dziwne zmutowane stwory, a wśród młodziutkich mieszkańców zaczyna się rywalizacja, walka o przeżycie i władzę. Gone to wizja pewnego miejsca – fantastyczna, na szczęście. Jednak włosy jeżą się na głowie, gdy człowiek nagle zdaje sobie sprawę z tego, do czego jest się zdolnym w obliczu zagrożenia i realnego niebezpieczeństwa. Trudne warunki sprawiają, że niekiedy gatunek ludzki zamienia się w bestię. Jednak wśród tak wielkiego zła, pojawiają się jednostki bardzo pozytywne, które pozwalają zachować wiarę w człowieka. Książka w niektórych momentach baaaardzo mocna. I wciąga. Wciąga niemiłosiernie.  

Książka GONE Michaela Granta została nominowana przez jury do tytułu „Najlepsza książka na jesienno-zimowe wieczory wortalu Granice.pl”.
GONE otrzymało również nominację internautów. Można wejść na stronę wortalu i zagłosować!
Między uczestnikami plebiscytu zostaną rozlosowane atrakcyjne nagrody książkowe!

Zagłosuj na stronie
www.ksiazkanawieczor.pl

 

W lutym premiera drugiego tomu.

 

Wiek 15+

Wydawnictwo Jaguar

poniedziałek, 21 grudnia 2009
Cwane chłopaki ruszają w pościg - Bowering Sivers

Rodzina autorki ponoć mieszkała w Londynie już za czasów Szekspira, a jej przodkowie przewozili przez Tamizę pasażerów XVI-wiecznymi odpowiednikami dzisiejszych taksówek wodnych. Być może te głębokie londyńskie korzenie sprawiły, że Bowering Sivers umiejscowiła akcję swej zabawnej powieści dla młodszej młodzieży w wiktoriańskim Londynie, mało tego, umiała oddać klimat ówczesnego życia – ze wszystkimi bolączkami dnia codziennego dla biednych jak myszy kościelne mieszkańców stolicy wielkiego mocarstwa, z topografią miasta, slangiem charakterystycznym dla rewirów miasta zamieszkiwanych przez pospólstwo, biedotę, żebraków i złodziejaszków.  Oprócz ciekawych przygód trójki braci mamy tu ciekawe tło historyczne wraz z ciekawostkami z dawnych czasów. Klimatem przypomniana troszkę Olivera Twista Dickensa. Bracia o polsko brzmiącym nazwisku Perkinski, do aniołów nie należą. Co to, to nie. Oczy chodzą im dookoła głowy w poszukiwaniu czegoś do zbrojenia, lub kogoś do zaczepki.  Raczej nie można dawać ich naszym dzieciakom jako wzór do naśladowania. Jednak jest w nich coś, co od razu każe ich… polubić. W chałupie bieda aż piszczy i matka bez skrupułów wysyła ich na żebry. Drobne oszustwa, kłamstewka, kradzieże to ich chleb powszedni. Robią przekręty „na kalekę”, wymyślają niestworzone historie o swoim rzekomym sieroctwie.

Po Londynie jeżdżą tymczasem dorożki ciągnięte przez konie, na ulicach rozgrywają się walki bokserskie, a straganiarki sprzedają owoce z wózków zaprzęgniętych w osły, palą się gazowe latarnie, grają katarynki i tańczą niedźwiedzie. I oto pewnego dnia Billy, jeden z braci, zostaje uprowadzony w jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic Londynu. Pozostała dwójka, Ned i Jem, nie zamierzają czekać z założonymi rękami. Sprytni, odważni, cwani – tak można o nich powiedzieć, a te cechy w związku zaistniałą sytuacją są na wagę złota. Czy uda im się odnaleźć brata?

Piszę tutaj o powieści– zabawna, z humorem. Jednocześnie zwracam uwagę na fakt – jak bardzo różni się życie londyńskich obdartusów od tego naszych dzieci- nakarmionych, przytulonych, w ciepłym łóżeczku. Ta historia jest ciekawą lekcją o życiu i położeniu dzieci w innych czasach, kiedy nie było instytucji zajmujących się ochroną praw dziecka, kiedy maluchy musiały ciężko pracować lub kraść, by móc przeżyć kolejny dzień. Ot, taki troszkę śmiech przez łzy.

Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Pojazdy od rydwanów do cadillaców - Andrew Nahum

Jak tylko przynieśliśmy z biblioteki, oglądaniu nie ma końca. (i czytaniu też – tylko przed zbliżającymi się świętami…no właśnie) Od pobieżnych wędrówek po książce, po szczegółowe analizowanie obrazków. Przestawiona tu została historia najróżniejszych pojazdów - punktem wyjściowym jest oczywiście świat starożytny ze swoimi asyryjskimi rydwanami do polowań, greckim wozem wiejskim, czy rydwanem bojowym. Wkład różnych ludów w rozwój „motoryzacji”. Indiańskie travois, czyli ślizgająca się konstrukcja do przewożenia ładunków, są tu i psie zaprzęgi, welocypedy, fury, dyliżanse pocztowe, pojazdy parowe, autobusy dowozowe i inne, także cuda czasów współczesnych. Moje chłopaki zakochały się w książce, analizują budowę samochodu i motoru. Mam chociaż chwilę spokoju i mogę przygotowywać nas do świąt!!!

Wydawnictwo Arkady

sobota, 19 grudnia 2009
Dziadek na huśtawce - Renata Piątkowska/ il. Artur Nowicki

Renata Piątkowska świetnie potrafi uchwycić to, co w małej duszy gra. Dziadek na huśtawce to opowieść o małym Witku, który pragnie mieć dziadka. Phi, też coś, powiedzą ci, którzy dziadka mają na co dzień, a jak Bozia dała, to i nawet dwóch – z mamy i taty strony. Tymczasem Witek znajduje swojego nowego dziadka całkiem blisko, bo przez płot swego przyjaciela Marcina. To miano otrzymuje samotny sąsiad Teofil. Ta - najpierw znajomość, potem przyjaźń, obydwu wychodzi na dobre. Zarówno chłopiec jak i starszy pan zmieniają się pod wpływem nieoczekiwanych prezentów w postaci… siebie. Dziadek okazuje się być wcale nie takim nobliwym starszym panem. Jego osobowość potwierdza tylko znaną regułę, że czasem kostium marszczy się człowiekowi wokół oczu, a duch pozostaje 18 – letni albo i młodszy. Dziadek Teofil zna się na żartach, umie opowiadać ciekawe historie i jest skłonny do robienia rzeczy, które ponoć ludziom w pewnym wieku robić nie wypada. Zresztą popatrzcie na zwariowaną i cudną okładkę książki. W ten sposób zjednuje sobie Witka. Chłopiec zwierza mu się ze swoich problemów w szkole i domu, a starszy pan, znający życie, przekazuje mu swoje doświadczenia, które chłopca wzmacniają i krzepią.

To bardzo ciekawa i ważna opowieść, napisana z jajcem. Szczególnie teraz, gdy tak wiele maluchów jest wychowywanych z dala od dziadków. Kiedyś, w domach wielopokoleniowych, dziadek i babcia, ich opowieści, ręka na spacerze, pomoc przy wbijaniu gwoździ na małej deseczce, czy otarcie łez po upadku, były na wyciągnięcie ręki. Wśród swoich znajomych widzę tendencję świadomego oddalania się od dziadków, bo po co, bo psują, bo nudno, bo niedzisiejsi. Jak ważni są dziadkowie, widzę po moich dzieciach. Gdy pojawia się na horyzoncie dziadek Stasiu – ja już nie istnieję. Mikołaj z dziadkiem je śniadanko, obiad; pije herbatkę, kreśli lotka, czyta gazetę, pracuje w ogródku, odwiedza sąsiadów i czuję, że jakbym mu pozwoliła, to i zapaliłby z dziadkiem fajeczkę. Piękna przyjaźń, którą znajdziemy w Dziadku na huśtawce, istnieje w moim domu, i wierzycie mi, czy nie, to najpiękniejsza rzecz, jaka mogła przydarzyć się moim dzieciom.

 Wiek 5+

Wydawnictwo Bis

 
1 , 2 , 3