Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
czwartek, 31 grudnia 2009

Zabawna, pięknie zilustrowana!

Opowieść o tym, jak dobro zwycięża nad złem. Trzej zbójcy sieją postrach - napadają na powozy, okradają pasażerów. Pewnej nocy w jednym z powozów zamiast skarbów znajdują sierotkę. Dziewczynka wcale się ich jednak nie boi. Książka z kanonu światowej klasyki literatury dziecięcej, bestseller - ponad 3 miliony sprzedanych egzemplarzy, w 27 językach.

'Każda strona tej książki jest przejmująca, a zarazem zaskakująca. Przy Trzech Zbójcach bledną wszystkie inne, napisane kiedykolwiek, książki dla dzieci.' ('Le Monde', Paris)

'Oryginalne, frapujące, zabawne, piękne, wielkie, niesamowite. ' ('The Horn Book', New York)

Doskonała książka dla najmłodszych, którzy już zaczęli interesować się literkami. Proste wyrazy na każdą literę alfabetu, którym towarzyszą kolorowe obrazki, wykonane oczywiście przez Janoscha. Dziecko poznaje świat wokół siebie i równocześnie może nauczyć się czytać.

Klara i jej brat kochają zwierzęta. Ich ulubieńcy: papuga Pippo, kot Kazimierz i jamnik Wąchacz wiedzą o tym doskonale. Dzieciaki dbają o swych podopiecznych najlepiej, jak potrafią - karmią, kąpią, czeszą, strzygą, mierzą temperaturę, wyprowadzają na spacery, uczą języków obcych i kindersztuby. Rodzeństwo jest gotowe również wysiedzieć papuzie jajo, o ile tylko papuga Pippo je zniesie. Tylko nie wiadomo, czy Pippo to dziewczyna?

Pewnych rzeczy nie wypada nie wiedzieć, a pisząc – „pewne rzeczy” – mam na myśli znajomość mitologii greckiej, która, czy tego chcemy, czy nie – wtargnęła do naszego życia i już chyba z niego nie wyjdzie. Tomek słucha sobie od czasu do czasu Najpiękniejszych mitów greckich D. Inkiowa, ja chciałabym dziś zwrócić uwagę na wersję dla starszych dzieci. A sięgnęłam z ciekawości, ponieważ autorem mitów jest Robert Graves – ekspert od starożytnej Grecji i Rzymu, dla mnie przede wszystkim autor dwóch znakomitych powieści – Ja, Klaudiusz i Klaudiusz i Messalina. Już to jest zapowiedzią wysokiego poziomu opowieści sprzed wieków, kiedy to Dzeus mieszkał sobie na Olimpie i ciskał z niego piorunami i błyskawicami na wszystkie strony. A trzeba wiedzieć, że nie tylko szare szaraczki – czyli ziemianie – wywoływali jego GNIEW. Oj, bogowie też mieli swoje na sumieniu, a broili czasem tak, że aż iskry leciały.

Nie muszę chyba przekonywać do tego, że warto dzieci zachęcać do czytania mitów, by bez przeszkód rozumiały i używały takich choćby najprostszych wyrażeń jak: pięta Achillesa, syzyfowa praca, argusowe oko, syreni śpiew czy praca Penelopy. Dlaczego ich używamy, jakie historie są z nimi związane – odpowiedź oczywiście w mitach. Z ciekawością porównuję Mity Gravesa, z wersją dla dzieci do słuchania i Mitologią Parandowskiego. Są czasem niewielkie różnice, jest inna forma przekazu – Graves na pewno nie stroni od humoru i prostego języka. Potrafi krótko opowiedzieć swoją historię, by nie znużyć młodego czytelnika, przekazując mu jednocześnie odpowiednią porcję wiedzy o bogach, herosach, boginkach i dziwnych stworach.

Moje dziecko już wie, co znaczą słowa mamy, która wchodząc do pokoju chłopców u progu woła, że to istna stajnia Augiasza i że sprzątanie w naszym domu to (niestety) syzyfowa praca.

 

Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

środa, 30 grudnia 2009

Od kilku dni cieszymy oko Księgą dżungli Kiplinga. Oglądamy, kartkujemy – i naszym działaniom nie ma końca. Zachwycamy się niesamowitymi ilustracjami Józefa Wilkonia. Ale jeszcze nie czas, by o Księdze pisać. Dziś natrafiłam na informację, że istnieje limitowane wydanie z inną okładką. Tych książek jest tylko 500. Dla mnie oba wydania są i tak przepiękne.

Nasza książka (zwykła- ale i tak niezwykła) ma taką okładkę:

Oto wydanie limitowane:

 

A co najważniejsze - cena ta sama:) Przynajmniej w pewnej księgarni internetowej.

A swoją drogą zżera mnie ciekawość, czym kierowało się wydawnictwo w doborze okładki dla poszczególnych wydań. I dlaczego właśnie tę ilustrację wybrano na wydanie limitowane?

 

niedziela, 27 grudnia 2009

O Nieumiałku przypomniał nam blog Zaczytani. Wiedziałam, że gdzieś rzucił mi się w oczy. Odnalazłam na półce Brata:) - książeczkę zaczytaną, popisaną i bez okładki, w sam raz dla moich chłopaków. Siedzieli zasłuchani i wpatrzeni:) jak zaczarowani. Co to był za widok. Nikt się nie kręcił, nie wtrącał, nie kopał i nie rozpychał w łóżku. Cisza doskonała.

Warsztat, śrubki, kabelki, piłowanie, heblowanie, nitowanie, piły, młotki, samochody, wypadki, zamieszanie. Oooo, to naprawdę męski świat. Hi, hi, hi :) tak naprawdę świat ludków wzrostem nie przekraczających ogórka średniej wielkości. Nosow opowiada dziecięcym językiem - nie dziecinnym, w dodatku z jego tekstu można dowiedzieć się zawsze czegoś ciekawego ze świata nauki i techniki. Błędy i psoty Nieumiałka są dla nas punktem wyjścia do wieczornej rozmowy o stosownym zachowaniu:), bo autor unika konsekwentnie moralizowania, choć Nieumialkowi przydałby się nie raz porządny prztyczek w nos. Zabawne ilustracje Borysa Kałuszyna potrafią maluchy rozbawić, a analizy części samochodowych i narzędzi trwają w nieskończoność. Aż nam się przykro zrobiło, że mieliśmy tylko jeden odcinek, ale w bibliotece znaleźliśmy  Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół - zbiór trzydziestu opowiadań. Czytamy i wkrótce napiszemy o naszych wrażeniach.

Wiek 4+

Wydawnictwo Raduga

czwartek, 24 grudnia 2009

Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Opowieścią wigilijną Dickensa. Wiele lat temu, na początku nauki w liceum. Zaczęło się od filmu, któremu długie lata konsekwentnie się opierałam w okolicach Bożego Narodzenia. W końcu, pewnej zimy, uległam i obejrzałam z całą rodziną. Rzadko się zdarza, by to film zachęcił mnie do sięgnięcia po pierwowzór. Bo przecież tyle zostało już powiedziane, zdradzone, pozbawione klimatu odkrywania i smakowania. Tymczasem książka objawiła mi się wtedy jako niezwykłe bogactwo nowych obrazów, uczuć, myśli, których żaden film nie jest w stanie oddać do końca. Od tamtej pory książka Dickensa towarzyszy mi prawie co roku w okresie Adwentu. I smakuje, ciągle smakuje – tak samo? Obawiam się, że Dickens dla mnie jest, przepraszam za to stwierdzenie, jak wino - im starszy tym lepszy. Może wiąże się to z tym, że z wiekiem inaczej przeżywamy święta, z wiekiem, zwracamy uwagę na zupełnie inny aspekt świąt – już nie na tę stronę powierzchowną związaną z prezentami, wystrojem domu. Bardziej skupiamy się na przeżyciach wewnętrznych, stać nas na dojrzałą refleksję, bardziej zależy nam na radości innych aniżeli naszej. Dickens może nas wiele nauczyć i daje nadzieję, właśnie teraz, kilka dni przed zakończeniem kolejnego roku w naszym życiu, że nigdy nie jest za późno na pewne postanowienia, że ciągle możemy coś w nas samych zmienić. A jeśli odniesiemy sukces w tej dziedzinie, kolejne spotkanie ze skąpym Scroogem inspiruje nas do kolejnych wyzwań i planów. I nie chodzi tu o taką diametralną zmianę, jak to miało miejsce w przypadku głównego bohatera. Chociaż…..

Jeśli ktoś nie zna tematu, niech nie łudzi się jednak, że Opowieść wigilijna ogrzeje go w chłodne grudniowe dni. Nie, nic z tych rzeczy. To opowieść niekiedy mroczna, mrożąca krew w żyłach, o londyńskim bogaczu bez serca, Ebenezerze Scrooge’u, który nie ma radości życia, przyjaciół, nikogo nie kocha. Liczą się dla niego tylko pieniądze. Na słowa Wesołych Świąt nagle sztywnieje i paraliżuje wszystkich i wszystko swoją kwaśną miną. Bo przecież nie ma czegoś takiego, jak radosne i szczęśliwe święta Bożego Narodzenia. Właśnie mija siódma rocznica śmierci jego wspólnika Marleya, człowieka podobnego charakteru. Duch Marleya nieoczekiwanie nawiedza Ebenezera i przy dźwięku łoskotu łańcucha z metalowych kasetek na pieniądze, kluczy i kłódek, ksiąg rachunkowych, aktów własności, zapowiada mu odwiedziny trzech kolejnych duchów – przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Każdy z nich zabiera starca w długą podróż, podczas której odkrywa na nowo szczegóły ze swojego życia, widzi osoby kiedyś mu bliskie, teraz takie dalekie.   Smutne dzieciństwo, oddanie swego serca i duszy pieniądzom, rezygnacja ze szczęścia przy boku ukochanej osoby, szczęśliwa, ale jakże biedna rodzina kancelisty, jego niepełnosprawne dziecko, wreszcie siostrzeniec, o zaraźliwym śmiechu, niepoprawny optymista z pustymi kieszeniami. Podróż z duchami to podróż życia, która zmienia wszystko. Odzwierciedlają to świetne ilustracje Aleksandry Kucharskiej – Cybuch. Scrooge, z początku ponurak, skwaśniały, nieprzyjemny staruch, w ostatnim rozdziale uśmiechnięty i szczęśliwy życzący wszystkim dookoła Wesołych Świąt.

Książka- lektura z pewnością do łatwych dla dzieci nie należy. Siostra czytała swoim córkom na głos i odniosła duży sukces. To, co z początku przerażało, było za trudne, przy pomocy mamy, jej wyjaśnień, okazało się wręcz fascynujące. Nowe tłumaczenie Andrzeja Polkowskiego znacznie ułatwia zrozumienie tekstu, nadaje mu świeżości, jednak nie rozwiązuje wszystkich problemów i często dziecko przy lekturze tej książki potrzebuje pomocy osoby starszej i bardziej doświadczonej. Ale w końcu po to jesteśmy, prawda? Zachęcam do odkrywania tej książki z naszymi dziećmi. I mimo, że w przeważającej części jesteśmy chłodnymi realistami, to może…kiedyś… któż to wie….?

W tym roku po raz pierwszy cieszyło się podczas lektury nie tylko moje serce ale i oko, bo to wydanie, którego okładka widnieje u góry, to prawdziwe cacko. Ilustracje nadają tekstowi lekkości, której czasem brak w tekście Zwiewna koszula nocna Ebenezera furkocze na zimowym wietrze, ilustracje, pełne światła, rozjaśniają mroczny świat, do którego co rusz zabierany jest skąpiec. Bardzo podoba mi się zima w rozdziale Wizyta pierwszego ducha. Przypominają mi się zaraz zimowe pejzaże Breughla. Prace Aleksandry Kucharskiej – Cybuch nie ogrzeją nas w grudniową noc wigilijną, ale współtworzą klimat opowieści, tak że można wręcz poczuć chłód na londyńskich uliczkach i ten bijący od Scrooge’a również.

Na rynku dostępny jest również audiobook – Opowieść wigilijna w brawurowej interpretacji nieżyjącego już Zbigniewa Zapasiewicza. Miałam okazję posłuchać fragmentów w ciągu ostatnich kilku dni w poznańskim Radiu Merkury i gorąco polecam.

 

Wiek 12+

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 23 grudnia 2009

Za dwa lata będziemy obchodzić 200-setną rocznicę pierwszego wydania Baśni braci Grimm i bardzo się cieszę, że w końcu ukazały się u nas – na nowo przetłumaczone przez Elizę Pieciul-Karmińską. Grubaśne tomisko, wagi słusznej, liczące sobie 550 stron i zawierające aż 50 baśni.

Bracia Grimm to najsłynniejszy i … chyba najbardziej kontrowersyjny literacki duet świata. Ale o tym za chwilę. Na samym początku bardzo ciekawa Przedmowa samych autorów, w której piszą o tym, jak zbierali materiał do książki. Możemy sobie jedynie wyobrazić, jak na początku XIX wieku dwaj szacowni językoznawcy, profesorowie uniwersytetu zdzierają sobie buty, w długich wędrówkach w poszukiwaniu tego, co przetrwało wśród ludu, w tradycji ustnej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Potem Słowo od tłumaczki, które jest cennym dopełnieniem wydania. Mowa tu o pracach nad przekładem, porównaniach ze starszymi wersjami. Zwróciła ona uwagę na fakt unikania pedagogizacji, czyli wtórnego przystosowania tekstu do potrzeb odbiorcy dziecięcego, bez zdrobnień powodujących, że teksty te brzmiały infantylnie; o wierności wobec zewnętrznej organizacji tekstu, dzięki czemu mogły zostać zachowane symbolika przedmiotów i postaci. Poprawiono błędy wcześniejszych tłumaczeń, mniejsze i większe, które niekiedy wypaczały wręcz przesłanie tekstu i utrudniały jego zrozumienie i znaczenie. Nowe tłumaczenie ma przekonać czytelników do weryfikacji przekonania powszechnie panującego, że baśnie braci Grimm są krwawe, brutalne i ponure. To w końcu Baśnie, które w 2005 roku zostały wpisane na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, do rejestru Pamięć Świata.

Jak słusznie zauważają znawcy literatury dziecięcej, coraz częściej pojawia się tendencja retuszowania baśni, upiększania ich, pokrywania mdłą warstwą różowego lukru. Przeglądam naszą półeczkę. Znajduję aż trzy wersje Czerwonego Kapturka. Sama nigdy bym ich nie kupiła. Mówiąc krótko – prezenty (i to kiepskie - choć darowanemu koniowi ponoć się w zęby nie zagląda). No tak, przecież klasyka jest najlepsza i sprawdzona. Czyżby? Pewnie niejednemu rodzicowi się narażę, w swoich poglądach, jednak odnoszę nieodparte wrażenie, że takie baśnie robią więcej szkody niż pożytku. Proszę bardzo: Wersja nr1. Czerwony Kapturek z Babcią uciekają na strych i robią śmieszne miny do rozwścieczonego wilka. Wersja nr 2. Babcia i Czerwony Kapturek siedzą z Wilkiem przy stole i zajadają się specjałami z koszyka mamusi. Wersja nr 3. Babcia, myśliwy i Czerwony Kapturek tańcują w najlepsze z wilkiem dookoła drzewa, a ich twarzyczki zdobią najsłodsze uśmiechy świata. Gdy wejdziemy do księgarni, królują właśnie takie historie. Prawdziwej wersji oszczędza się maluchom – by nie przerazić. Ma być prosto, łatwo i przyjemnie. Tymczasem w naszym języku używane są zwroty i przysłowia – wilk w owczarni, nie wywołuj wilka z lasu, patrzeć na kogoś wilkiem, wilk w owczej skórze. Bajka i baśń, które mają swoje korzenie w tradycji ludowej, miały i mają do wypełnienia ważną misję, a mianowicie - przekazanie pewnej prawdy o świecie, o prawach w nim rządzących. Nasi przodkowie powiedzieliby pewnie o tych licznych, ugrzecznionych wersjach - Bzdura totalna. Wilk, który od zawsze kojarzył się ludowi ze złem, zagrożeniem, nie może tak naprawdę zaprzyjaźnić się z człowiekiem. Wilk jest z natury zły i za to miała spotkać go zasłużona kara, jak w wersji braci Grimm widać, okrutna. Dziś coraz częściej – ma być lekko, przyjemnie, ot czytanie jako taka niezobowiązująca zabawa.

Grzegorz Leszczyński, specjalista od literatury dziecięcej, zwraca uwagę na to, że to, co dla nas rodziców, dorosłych, jest dosłowne, dla dzieci ma wymiar symboliczny. Inaczej wygląda to w literaturze, inaczej by wyglądało, gdyby przenieść na ekran. Widzę na przykładzie mojego Tomka, który boi się oglądać niektóre kreskówki. Nie mam tu na myśli jakichś disney’owskich produkcji albo podobnych, które potrafią niekiedy nieźle przerazić, ale takiego … naszego rodzimego, niewinnego kota Filemona. Jeden odcinek z wilkiem jest podczas seansu dvd sukcesywnie opuszczany. Nie i nie. Czasem, gdy zapomnę, Mały wychodzi z pokoju. Czerwonego Kapturka braci Grimm za to słucha i nic. Na wielką wartość Baśni Braci Grimm zwrócił uwagę też Bruno Bettelheim, profesor wychowania, psychologii i psychiatrii, który w książce Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni, pisał o zbawiennym ich wpływie na rozwój dziecka. Podkreślał przy tym wielką rolę w tym procesie opisywanych tu Baśni Braci Grimm.

Sformułował tezy na temat znaczenia baśni w wychowaniu i rozwoju dziecka

- podstawą oddziaływania baśni na psychikę dziecka jest proces identyfikacji czytelnika z pozytywnym bohaterem;

- baśń konfrontuje dziecko z podstawowymi wewnętrznymi problemami życia, pomagają w rozpoznaniu trudności i od razu podają sposoby radzenia sobie z nim;

- baśnie sprawiają dziecku przyjemność, dostarczają mu objaśnień dotyczących jego psychiki i wspierają rozwój osobowości;

- pomagają w odkrywaniu jego osobowości i nadawaniu sensu życia;

- wspierają je w trudnościach związanych z psychologicznymi problemami dorastania i integracji osobowości;

- baśnie zachęcają do aktywnego pokonywania trudności i nawiązywaniu dobrych stosunków z przyrodą

(Wikipedia)

Baśń, jak się okazuje, może być niesamowitą podporą dla nas rodziców w trudnym procesie wychowania. I nie łudźmy się – o żadnej drodze na skróty mowy być tu nie może. W Baśniach braci Grimm dobro zwycięża zło, dziecko jednocześnie przyjmuje do wiadomości, że cały świat, ograniczany często przez nas, rodziców - z miłości i ze strachu do rzeczy bezpiecznych, jest tak naprawdę dużo większy i pełen niebezpieczeństw. Świat ludzkiego życia to świat ciągłych zagrożeń, zmagania się z przeciwnościami losu i cierpieniem. Dopiero na świadomości bólu istnienia rodzi się prawdziwy heroizm i takie przesłanie płynie z baśni Grimmów. Warto dzieci od początku uwrażliwiać na prawdziwe zło i prawdziwe dobro, które odnajdziemy właśnie na tych stronach. (Grzegorz Leszczyński)

O swoich Baśniach bracia Grimm napisali:

(…) w niniejszym nowym wydaniu troskliwie usunęliśmy każde wyrażenie nieodpowiednie dla wieku dziecięcego. Jeśli jednak nadal można by zarzucić, że to lub owo wprowadza rodziców w zakłopotanie i wydaje im się gorszące, tak że wręcz nie chcą dać dzieciom tej książki do rąk, to w pojedynczych przypadkach troska ta może być uzasadniona i rodzice łatwo mogą dokonać doboru. Jeśli jednak chodzi o całość tekstu, to dla zachowania zdrowego ducha dobór taki z pewnością nie jest konieczny. Nic nie obroni nas lepiej niźli natura, która temu kwieciu i temu listowiu nadała taką właśnie postać i barwę. Jeśli jednak w zależności od czyichś szczególnych wyobrażeń komuś one szkodzą, niech nie żąda, by właśnie z tego powodu były inaczej uformowane czy zabarwione. Innymi słowy: deszcz i rosa jak błogosławieństwo spada na wszystko, co rośnie na ziemi; jeśli ktoś jednak boi się wystawić na ich działanie swe rośliny, gdyż są one nazbyt wrażliwe i mogłyby ponieść szkodę, jeśli woli podlewać je w swej izdebce przestudzoną wodą, ten nie będzie przecież żądał żeby z tego powodu deszcz i rosa przestały się pojawiać. Owocne jest wszystko, co naturalne, i tej zasady winniśmy się trzymać. A poza tym nie znamy ani jednej zdrowej, mocnej i budującej dla ludu księgi, z Biblią na czele, w której takie wątpliwe kwestie nie pojawiałyby się w niepomiernie większym stopniu.

Wśród tych najbardziej znanych baśni o Czerwonym Kapturku, Śpiącej Królewnie, Paluszku i Królewnie Śnieżce znaleźliśmy w tym wydaniu całą masę baśni zupełnie nam nieznanych. Niektóre przypominają mi jak przez mgłę moje dzieciństwo, co świadczy o tym, że musiałam je czytać będąc dzieckiem. Zwracają uwagę niesamowita dbałość graficzna i ilustracje Adolfa Borna, czeskiego malarza i ilustratora (rocznik 1930) Bez nich ta książka byłaby zupełnie inną książką. Często na dwóch stronach, wielkie, jakby troszkę dziecięco naiwne, ale od razu trafiające do czytelnika. Mówią przecież o świecie baśniowym, nierealnym, wymyślonym, stąd ten niepowtarzalny klimat, który na długo pozostaje w pamięci. 

Dla rodziców, którzy mimo wszystko się wahają, mam tę oto wiadomość, że wśród Baśni zebranych i spisanych przez braci Grimm, jest wiele bardzo łagodnych opowieści. I mimo powstałych mitów i uprzedzeń polecam, by spróbować, szczególnie te w nowym przekładzie – może okaże się, że nie taki wcale diabeł straszny, jak go malują.

Polecam, bo nic tak nie ociepli naszych dzieciaków w zimowe dni, jak właśnie baśnie.

Warto zajrzeć tutaj:

-Baba Jaga musi zostać włożona do pieca

-O Baśniach

-Dlaczego warto czytać dzieciom?

Trzy leśne trolle

Mądra Elżunia

Mysikrólik i niedźwiedź

Pani Zamieć

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 22 grudnia 2009

Gone. Zniknęli zbiera od kilkunastu tygodni same hurra recenzje. To pozycja dla młodzieży, która ją porwie i nie pozwoli zamknąć książki aż do samego końca. Rzadko sięgam po taką literaturę, ale po TAKICH zachętach blogowych, i to czytelników w różnym wieku, różnej profesji, achach i ochach moich siostrzenic i ja dałam się w końcu namówić. Świat bez dorosłych – nauczycieli, dorosłych, rodzeństwa, stróżów porządku, takich „starych pryków”, którzy są skostniali w sposobie bycia i myślenia. Pewnie niejeden nastolatek pomyślał sobie, może w złości – Co by było, gdyby cię nie było. Świat, o jakim marzą czasem młodzi ludzie, bez reguł, wartości, tradycji, pomostów z przeszłością, wolny, bez krępujących więzów. Mamy taki świat właśnie w tej książce. Wszyscy powyżej 15 roku życia w tajemniczy sposób znikają (moje marzenie sprzed lat – na matematyce – tutaj nagle stało się realne) Miasto Perdido Beach otacza bariera ETAP, a zetknięcie się z nią wywołuje ból. Ci, którzy sami potrzebują jeszcze pomocy ze strony starszych, muszą sami zatroszczyć się o siebie i najbliższych. Niebezpieczeństwo czyha ze wszystkich stron – pojawiają się dziwne zmutowane stwory, a wśród młodziutkich mieszkańców zaczyna się rywalizacja, walka o przeżycie i władzę. Gone to wizja pewnego miejsca – fantastyczna, na szczęście. Jednak włosy jeżą się na głowie, gdy człowiek nagle zdaje sobie sprawę z tego, do czego jest się zdolnym w obliczu zagrożenia i realnego niebezpieczeństwa. Trudne warunki sprawiają, że niekiedy gatunek ludzki zamienia się w bestię. Jednak wśród tak wielkiego zła, pojawiają się jednostki bardzo pozytywne, które pozwalają zachować wiarę w człowieka. Książka w niektórych momentach baaaardzo mocna. I wciąga. Wciąga niemiłosiernie.  

Książka GONE Michaela Granta została nominowana przez jury do tytułu „Najlepsza książka na jesienno-zimowe wieczory wortalu Granice.pl”.
GONE otrzymało również nominację internautów. Można wejść na stronę wortalu i zagłosować!
Między uczestnikami plebiscytu zostaną rozlosowane atrakcyjne nagrody książkowe!

Zagłosuj na stronie
www.ksiazkanawieczor.pl

 

W lutym premiera drugiego tomu.

 

Wiek 15+

Wydawnictwo Jaguar

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Rodzina autorki ponoć mieszkała w Londynie już za czasów Szekspira, a jej przodkowie przewozili przez Tamizę pasażerów XVI-wiecznymi odpowiednikami dzisiejszych taksówek wodnych. Być może te głębokie londyńskie korzenie sprawiły, że Bowering Sivers umiejscowiła akcję swej zabawnej powieści dla młodszej młodzieży w wiktoriańskim Londynie, mało tego, umiała oddać klimat ówczesnego życia – ze wszystkimi bolączkami dnia codziennego dla biednych jak myszy kościelne mieszkańców stolicy wielkiego mocarstwa, z topografią miasta, slangiem charakterystycznym dla rewirów miasta zamieszkiwanych przez pospólstwo, biedotę, żebraków i złodziejaszków.  Oprócz ciekawych przygód trójki braci mamy tu ciekawe tło historyczne wraz z ciekawostkami z dawnych czasów. Klimatem przypomniana troszkę Olivera Twista Dickensa. Bracia o polsko brzmiącym nazwisku Perkinski, do aniołów nie należą. Co to, to nie. Oczy chodzą im dookoła głowy w poszukiwaniu czegoś do zbrojenia, lub kogoś do zaczepki.  Raczej nie można dawać ich naszym dzieciakom jako wzór do naśladowania. Jednak jest w nich coś, co od razu każe ich… polubić. W chałupie bieda aż piszczy i matka bez skrupułów wysyła ich na żebry. Drobne oszustwa, kłamstewka, kradzieże to ich chleb powszedni. Robią przekręty „na kalekę”, wymyślają niestworzone historie o swoim rzekomym sieroctwie.

Po Londynie jeżdżą tymczasem dorożki ciągnięte przez konie, na ulicach rozgrywają się walki bokserskie, a straganiarki sprzedają owoce z wózków zaprzęgniętych w osły, palą się gazowe latarnie, grają katarynki i tańczą niedźwiedzie. I oto pewnego dnia Billy, jeden z braci, zostaje uprowadzony w jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic Londynu. Pozostała dwójka, Ned i Jem, nie zamierzają czekać z założonymi rękami. Sprytni, odważni, cwani – tak można o nich powiedzieć, a te cechy w związku zaistniałą sytuacją są na wagę złota. Czy uda im się odnaleźć brata?

Piszę tutaj o powieści– zabawna, z humorem. Jednocześnie zwracam uwagę na fakt – jak bardzo różni się życie londyńskich obdartusów od tego naszych dzieci- nakarmionych, przytulonych, w ciepłym łóżeczku. Ta historia jest ciekawą lekcją o życiu i położeniu dzieci w innych czasach, kiedy nie było instytucji zajmujących się ochroną praw dziecka, kiedy maluchy musiały ciężko pracować lub kraść, by móc przeżyć kolejny dzień. Ot, taki troszkę śmiech przez łzy.

Wiek 9+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Jak tylko przynieśliśmy z biblioteki, oglądaniu nie ma końca. (i czytaniu też – tylko przed zbliżającymi się świętami…no właśnie) Od pobieżnych wędrówek po książce, po szczegółowe analizowanie obrazków. Przestawiona tu została historia najróżniejszych pojazdów - punktem wyjściowym jest oczywiście świat starożytny ze swoimi asyryjskimi rydwanami do polowań, greckim wozem wiejskim, czy rydwanem bojowym. Wkład różnych ludów w rozwój „motoryzacji”. Indiańskie travois, czyli ślizgająca się konstrukcja do przewożenia ładunków, są tu i psie zaprzęgi, welocypedy, fury, dyliżanse pocztowe, pojazdy parowe, autobusy dowozowe i inne, także cuda czasów współczesnych. Moje chłopaki zakochały się w książce, analizują budowę samochodu i motoru. Mam chociaż chwilę spokoju i mogę przygotowywać nas do świąt!!!

Wydawnictwo Arkady

sobota, 19 grudnia 2009

Renata Piątkowska świetnie potrafi uchwycić to, co w małej duszy gra. Dziadek na huśtawce to opowieść o małym Witku, który pragnie mieć dziadka. Phi, też coś, powiedzą ci, którzy dziadka mają na co dzień, a jak Bozia dała, to i nawet dwóch – z mamy i taty strony. Tymczasem Witek znajduje swojego nowego dziadka całkiem blisko, bo przez płot swego przyjaciela Marcina. To miano otrzymuje samotny sąsiad Teofil. Ta - najpierw znajomość, potem przyjaźń, obydwu wychodzi na dobre. Zarówno chłopiec jak i starszy pan zmieniają się pod wpływem nieoczekiwanych prezentów w postaci… siebie. Dziadek okazuje się być wcale nie takim nobliwym starszym panem. Jego osobowość potwierdza tylko znaną regułę, że czasem kostium marszczy się człowiekowi wokół oczu, a duch pozostaje 18 – letni albo i młodszy. Dziadek Teofil zna się na żartach, umie opowiadać ciekawe historie i jest skłonny do robienia rzeczy, które ponoć ludziom w pewnym wieku robić nie wypada. Zresztą popatrzcie na zwariowaną i cudną okładkę książki. W ten sposób zjednuje sobie Witka. Chłopiec zwierza mu się ze swoich problemów w szkole i domu, a starszy pan, znający życie, przekazuje mu swoje doświadczenia, które chłopca wzmacniają i krzepią.

To bardzo ciekawa i ważna opowieść, napisana z jajcem. Szczególnie teraz, gdy tak wiele maluchów jest wychowywanych z dala od dziadków. Kiedyś, w domach wielopokoleniowych, dziadek i babcia, ich opowieści, ręka na spacerze, pomoc przy wbijaniu gwoździ na małej deseczce, czy otarcie łez po upadku, były na wyciągnięcie ręki. Wśród swoich znajomych widzę tendencję świadomego oddalania się od dziadków, bo po co, bo psują, bo nudno, bo niedzisiejsi. Jak ważni są dziadkowie, widzę po moich dzieciach. Gdy pojawia się na horyzoncie dziadek Stasiu – ja już nie istnieję. Mikołaj z dziadkiem je śniadanko, obiad; pije herbatkę, kreśli lotka, czyta gazetę, pracuje w ogródku, odwiedza sąsiadów i czuję, że jakbym mu pozwoliła, to i zapaliłby z dziadkiem fajeczkę. Piękna przyjaźń, którą znajdziemy w Dziadku na huśtawce, istnieje w moim domu, i wierzycie mi, czy nie, to najpiękniejsza rzecz, jaka mogła przydarzyć się moim dzieciom.

 Wiek 5+

Wydawnictwo Bis

Tytułowa ulica Śliwkowa kryje w sobie wiele tajemnic. Ot, choćby taką, że u nikogo z jej mieszkańców w ogrodzie nie znajdziecie śliwy, nawet zwykłej żółtej jak słońce mirabelki, która potrafi przecież rodzić mnóstwo owoców na zwykłej polnej miedzy. Marchewka, pietruszka, inne drzewa owocowe rosną jak szalone, ale śliwek z własnego zbioru tutaj jak na lekarstwo. Skąd zatem nazwa ulicy? Kolejna sprawa do wyjaśnienia – to dziwni sąsiedzi – państwo Mroczkowie. Chudzi, zawsze w wielkich kapeluszach na głowach, schowani za ogrodzeniem wysokim na cztery metry. Niby nikt ich nie odwiedza, z nikim w okolicy nie utrzymują kontaktów, a dom olbrzymi i codziennie gdzieś znikają na kilka godzin. W każdym razie nie wzbudzają sympatii ogółu.

Aniołki z tej ulicy to Fredzia, Buźka, Banieczka i Pysiolek. Nie wiedzą co to takiego wakacje, takie zwykle nad morzem czy w górach, ba – a co dopiero za granicą, na jakiejś wyspie. Rodzice ledwie wiążą koniec z końcem, mają mnóstwo codziennych problemów do rozwiązania. Kiedy więc szkolna wychowawczyni losuje jedno bezpłatne miejsce na koloniach nad morzem, Fredzia modli się do Anioła Stróża, by to jej nazwisko pojawiło się na ustach pani. Niestety – złota plaża i bursztyny przypadły Buźce. Dziewczynka po kilku dniach wraca zniesmaczona pobytem na koloniach i …zakochana. I to w kim? W niejakim Wiktorze Mroczku. Czy chłopiec ma coś wspólnego z tajemniczymi sąsiadami? Czy uda się aniołkom dostać się za wysoki mur do tajemniczych sąsiadów? Kim jest tajemniczy Wiktor?

Autorka (rocznik 1938) kojarzy mi się z kilkoma ciekawymi książkami, które przeczytałam wiele lat temu: Przygody króla Gucia i króla Maciusia, Co słychać za tymi drzwiami. Pamiętam, że w bibliotece szkolnej była kolejka po książkę Księżniczka i wszy – czekałam i się w końcu doczekałam. Aniołki są dobrą książką dla młodszej młodzieży. Znajdziecie tu zgrabnie napisane dialogi, tajemnice do wyjaśnienia i ważne sprawy dla chłopców i dziewcząt wchodzących w wiek dojrzewania. I choć niektóre rzeczy wydają się być nieprawdopodobne, w książkach jak i w życiu wszystko jest możliwe. Przygody pochłonęły młodziutkie siostrzenice – w kilka godzin, bo, jak stwierdziły, za dużo było niewiadomych, które trzeba było natychmiast wyjaśnić.  

Wiek 11+

Wydawnictwo Skrzat

piątek, 18 grudnia 2009

Bardzo się cieszę z wyników konkursu na Książkę roku 2009. Wiele z nominowanych książek już poznaliśmy i znamy ich wartość. Książka Jacka Podsiadło leży na stosiku do przeczytania i za chwilę pojawi się recenzja. Cieszy mnie zwycięstwo Czerwonego krzesła. To książka, która oczarowała całą naszą rodzinę, tatę Mikołajowo- Tomkowego też, a jego gusta niełatwo zadowolić. Wczoraj skończyłam czytać Szczury i wilki. Jakże to inna książka od tych, które zwyciężyły, ale jak najbardziej zasługuje na wyróżnienie i uwagę czytelników. Książka wstrząsająca o Holocauście. Moją zdecydowaną faworytką w kategorii grafika była Królowa Śniegu (Elżbieta Wasiuczyńska - zresztą laureatka konkursu za alfabet). Nagrodę zdobyli: Mój pierwszy alfabet – też cudna pozycja, w której „zaczytuje” się mój dwulatek i  Do czego służy młotek. Podręczny Nieporadnik  z ilustracjami Pawła Pawlaka – też świetna książeczka od Czerwonego Konika. Cieszy mnie wyróżnienie dla Lusterka z Futra Zofii Beszczyńskiej (literatura) i Mrówka wychodzi za mąż (grafika). Recenzje tych książek znajdziecie na naszym blogu.  Dokładne informacje o zwycięzcach znajdziecie tutaj:)

Szkoda mi KrUlewny Śnieżki Butenki, Eri i smoka (literatura), Księżniczki na ziarnku grochu i wspomnianej już Królowej Śniegu (grafika). Zdaję sobie sprawę, że nie mogą zwyciężyć wszyscy, ale mnie, mamę, i tak  cieszy fakt, że tyle dobrych i pięknie zilustrowanych książek jest do dyspozycji naszych dzieci.

Gdy takie książki wpadają mi w ręce zawsze nachodzi mnie refleksja, że oto znaleziono nowy pomysł na opowieść o Holocauście. Wśród wielu filmów, książek traktujących o Auschwitz, mamy przed sobą kolejny fragment, malutki wycinek kilku losów związanych ze strasznym obozem zagłady. Książkę skończyłam wczoraj w nocy i ciągle wracam myślami do wstrząsających obrazów. Na dodatek w porannych wiadomościach usłyszałam, że znad bramy obozu zniknął historyczny napis Arbeit macht frei. Oryginał czy kopia? Czy to jest aż takie ważne? Jak to skomentować: brak wyobraźni, głupota, prowokacja? Zrobili to młodzi ludzie, starsi? Gdzie szukać przyczyn takiego zachowania? Co nimi powodowało?

Gortat w swojej książce połączył ze sobą dwa światy- ten współczesny i ten z czasów II wojny światowej. Gdy zaczęłam czytać książkę pomyślałam sobie – autor …chyba zwariował. Oto przedstawia grupkę młodych ludzi zafascynowanych książką Mein Kampf, Hitlerem, jego przekonaniami. Grupa ogolonych, muskularnych ludzi dopiero wchodzących w dorosłe życie, wszędzie dopatruje się wrogów, ich dusze karmią stwierdzenia, że za zło tego świata odpowiedzialni są Żydzi, którzy są wszędzie, we wszystkich ważniejszych instytucjach, na odpowiedzialnych stanowiskach i działają na szkodę państwa, biorą udział w wielkim SPISKU. Oczywiście żałują, że Adolfowi plan się nie udał, bo świat wtedy byłby o niebo lepszy. Heniek, czyli Heinrich, pochodzi z patologicznej rodziny – matka ze złamanym życiem, kaleki ojciec alkoholik. Jedyna cenną rzeczą, jaką posiada, jest prawie 70-letni niemiecki pas żołnierski z napisem- Unsere Ehre heißt Treue. Chłopak wpatruje się w niego jak w relikwię, czyści, dba o niego, zakłada tylko na specjalne okazje, jak choćby spotkania i szkolenia neonazistów.

No właśnie - tak sobie czytałam i czytałam i myślałam, co też ten autor wypisuje. Gloryfikuje, czy prowokuje? Drugi rozdział był kubłem lodowatej wody, który wylano na mnie bez skrupułów, bez litości, a ja poczułam jak z każdą stroną robię się coraz bardziej maluczka i wstrząśnięta. To świat, do którego tęsknią Heinrich i jemu podobni. Zwykła szara obozowa rzeczywistość, porządek idealny, marzenie i tęsknoty tylu neonazistów. Wspomniany pas, obiekt westchnień i zachwytów jest też jednym z bohaterów tej obozowej historii. Jest nieodzownym elementem nie tylko umundurowania jednego z SS-esesmanów, ale też służy do ukazywania siły i przewagi nad więźniami, do zaprowadzania porządku.  Jest w końcu też siłą sprawczą pewnych wydarzeń, tragicznych i smutnych. Gortat pokazuje czytelnikowi obozowy świat wielowarstwowo. Do głosu dopuszcza więźniów, esesmanów i owczarka niemieckiego, którego nazwano…Mensch (człowiek) Myśli więźniów pełne nadziei w drodze pod "prysznic", pełne strachu o każdy kolejny dzień przeplatają się z niemieckimi sumieniami, o zgrozo dziwnie spokojnymi, wyciszonymi. Po załadowaniu cyklonu B do specjalnych dozowników, po rozstrzelaniu dla zabawy kilkudziesięciu więźniów, utopieniu niemowlaka w beczce, wracają wielcy tamtego świata do swoich pokoi, do domów za drutami obozu, cieszą się na narodziny dzieci, słuchają klasycznej muzyki, spożywają posiłki, piją wódkę i węgierską śliwowicę, ślą paczki pełne zrabowanych więźniom ekskluzywnych towarów, chowają cudze złoto, futra, obrazy. Jest jeszcze pies, który zaskoczył mnie najbardziej w tej całej historii.

 

Gortat (autor świetnej Złej krwi) przedstawia te wydarzenia bez żadnego nadętego dydaktyzmu, moralizowania. Ot, obserwator z boku. Ocenę pozostawia nam. Podczas lektury nachodziły mnie różne refleksje.

Obraz I – klasa technikum, której wychowawcą była moja koleżanka. I jej bezradność wobec grupki chłopców takich jak Heinrich. Niektórzy z rodzin patologicznych, inni z tak zwanych dobrych domów. Ich zabawa w naprawę świata – po swojemu. Holokaust? Ależ nie, nie było. A nawet jeśli był, to cel był szczytny. Hitler? Same pozytywy. Po latach spotykam niektórych z nich na ulicy. Jeżdżą z wózkami i jak wróble pimpilają i ćwierkają do swoich pociech. Ciemne koszule zmienili na krawaty a na ogolonych włosach pojawiły się klasyczne fryzury męskie. Ciekawe co w nich zostało z dawnej fascynacji, co przekażą tym słodkich bobasom w markowych wózkach. Jak zareagowaliby na taką książkę.

Obraz II- jestem wściekła, gdy na świecie po raz kolejny mówi o POLSKICH obozach koncentracyjnych. Czy naprawdę nie ma pomysłu, by temu zaradzić?

Obraz III- Uczniowie stronią od lektur. Medaliony Nałkowskiej, Opowiadania Borowskiego – najczęściej czytają bryki. Może podsunąć im tę lekturę. Gortat nie jest delikatny, nazywa rzeczy po imieniu, nie przebiera w słowach. Kontrast dwóch światów jest wstrząsający. Idealny porządek pełen jest okrucieństwa, Polacy są Dreckige Schweine (brudne świnie), zwierzęta traktowane są lepiej niż ludzie. Polskie „młode łebki”, zafascynowane hitlerowska ideologią, nie zdają sobie sprawy, udają, czy faktycznie nie wiedzą, że w myśl planów Adolfa i tak byliby tylko podludżmi, skazanymi na zagładę? Gortat świetnie pokazuje mechanizmy, jakie działają w takich neonazistowskich organizacjach. Wykorzystywanie kompleksów, słabostek, problemów młodych ludzi do wmówienia im, że na tym świecie jest ktoś, kto ich zrozumie i się nimi zaopiekuje. Ktoś, kto później wykorzysta naiwnych do swoich celów.  Zachęcam nauczycieli do sięgnięcia po tę książkę.

Obraz IV – Gdzie tkwi przyczyna tej fascynacji Hitlerem i nazistowską ideologią. Kto jest winien. Jak ustrzec dziecko przed taka GŁUPOTĄ? Bo to jest głupota.

Książka dostała wyróżnienie w konkursie Książka Roku 2009 Polskiej Sekcji IBBY.

Bardzo ważna książka!!! Polecam starszej młodzieży i rodzicom. Koniecznie!!!

Moja ocena 6/6

Wiek 15+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 17 grudnia 2009

Książka Andrzeja Maleszki „Magiczne Drzewo. Czerwone krzesło” zdobyło tytuł Książki Roku 2009, przyznany przez Polską Sekcję IBBY -  Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych. Jury literackie obradowało w składzie:

Ewa Gruda, Joanna Papuzińska-Beksiak (przewodnicząca), Danuta Świerczyńska-Jelonek.

 

Moja recenzja książki tutaj.

Wpis uzupełnię o informację dotyczącą kategorii grafika jak tylko się dowiem:) Pewnie uroczystość jeszcze trwa:) Trzymam kciuki za Królową Śniegu......

Książka Roku jest doroczną nagrodą Polskiej Sekcji IBBY, ustanowioną w 1988 roku, a finansowaną przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ze środków Instytutu Książki. Jej celem jest promocja wartościowej i artystycznej polskiej książki dla dzieci. Nagrody i wyróżnienia otrzymują żyjący rodzimi pisarze, graficy i ilustratorzy najlepszych książek dla dzieci, za książki opublikowane od listopada roku poprzedzającego edycję nagrody do końca października roku, w którym nagroda jest przyznawana.

Konkurs ten jest jedyną tego rodzaju imprezą w Polsce, gdzie nagradzani są nie tylko twórcy książki dziecięcej i młodzieżowej, ale również ludzie przyczyniający się do jej upowszechniania.

Tagi: nagrody
18:09, be.el
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 grudnia 2009

A to wielkie marzenie Tomka. Tylko ta cena....

Mam nadzieję, że Gwiazdor zajrzy na naszą stronę:)

Tuż przed wigilią trafia do księgarni rewelacyjna lektura: Księga Dżungli. Z ilustracjami Józefa Wilkonia i uwspółcześnionym tłumaczeniem Andrzeja Polkowskiego (Harry Potter). Ilustracje, o ileż piękniejsze od disneyowskich cudów - niewidów, oczarowały mnie i naprawdę jestem skłonna uwierzyć, że zwierzęta za dni kilka przemówią ludzkim głosem. Zresztą popatrzcie sami.

 

Wiek 8+

Wydawnictwo Media Rodzina

 

piątek, 11 grudnia 2009

Ta część Basi pachnie świątecznie - przyprawą do pierniczków, pomarańczami, uszkami z grzybami i wigilijnym barszczem. Świetnie wpisuje się w przedświąteczny czas – chyba nawet piękniejszy i bardziej tajemniczy, niż same święta. Razem z Basią dzieci poznają urok przedświątecznego rozgardiaszu i lataniny. Zakupy, porządki, nieszczęśliwy upadek mamy i jej złamany obojczyk, odwieczny dylemat - czy Święty Mikołaj istnieje naprawdę, pieczenie pierników, klejenie ozdób choinkowych, kręcenie maku w makutrze. A potem już wigilia i związane z nią tradycje - potrawy, pusty talerz dla nieoczekiwanego gościa, prezenty, rodzinne kolędowanie.

Seria o Basi ma już ugruntowaną pozycje wśród licznych książeczek pomagających dzieciom zrozumieć codzienność. Jej dużym atutem jest to, że to książka polska – która odpowiada naszej mentalności, mówi o naszych typowych zachowaniach i problemach. Niejedna mama czytająca swojemu dziecku odnajdzie w niej siebie – sprzątającą, gotującą swoim pociechom, Można też podpatrzeć dom, w którym wychowuje się Basia – pełen szacunku i miłości do siebie, zrozumienia i cierpliwości do trójki rozbrykanych dzieciaków. Mama i tata dzielą się obowiązkami, dużo rozmawiają i tłumaczą swoim dzieciom zasady, jakie obowiązują w życiu – wszystko to bez nadętego i rzucającego się w oczy dydaktyzmu.

Również w tej części ciekawe ilustracje Marianny Oklejak. Litery żyją  swoim życiem i czasem wymykają się spod kontroli – oczywiście w sensie pozytywnym. Duża czcionka zachęca dzieci do samodzielnego czytania.

 

 

 

Wiek 3+

Wydawnictwo LektorKlett

 

czwartek, 10 grudnia 2009

Dziecięce serducha są niesamowite. Starcza w nich miejsca na miłość dla wszystkich misiów tego świata. Zastanawiam się, czy jest jeszcze ktoś, kogo nasze maluchy obdarzyły taką wielką, bezgraniczną, altruistyczną miłością. Miłością, która aż kipi od emocji, parzy wręcz. W dodatku trudno mówić tu o jakichkolwiek kryteriach tej miłości - każdy miś jest inny, ma odmienny charakter, inaczej wygląda. Jedne mają mniejszy inne troszkę większy apetyt, jedne mądre, inne przemądrzałe, a inne to reprezentanci gatunku o bardzo małym rozumku. Są piękne i wywołują w nas jedynie ciepłe uczucia. A wszystko w myśl hasła - Wszystkie misie są nasze i należy je kochać.

Bo czemu nie lwy, czemu nie słonie, hipopotamy, zebry, kangury? Pojedyncze, podwójne, ba, potrójne egzemplarze, to i owszem, zdobyły popularność ale sami przyznacie, że miśki i tak biją cały zwierzyniec o głowę i najbardziej na świecie kojarzą się z dzieciństwem. Co więcej, niektóre stały się ambasadorami krajów swojego pochodzenia. Puchatek, Paddington – mroczne zakątki Peru/ Anglia, Coralgol – Francja, Miś Kuleczka – Rosja, Miś Uszatek – Polska.

Jestem ciekawa, czy ktoś wie, dlaczego Miś Uszatek ma oklapnięte uszko? Przyznaję się, ja nie wiedziałam. A moje dziecko pytało, a jakże. A w telewizyjnej dobranocce na to odpowiedzi nie znaleźliśmy. Tajemnicę odkryliśmy dopiero w książce Czesława Janczarskiego, w pierwszym rozdziale. To kultowa książka, z ilustracjami Zbigniewa Rychlickiego. Krótkie opowiastki o przygodach pewnego misia ze sklepu z zabawkami i jego przyjaciół. O tym, co się dzieje wokół nas - o mrozie na szybach, bałwanku, bocianie, śmigusie-dyngusie, pociągu, cyrku, dzięciole, spadających liściach. W krótkich historyjkach dzieci znajdą odpowiedzi na tyle nurtujących pytań. W starych, liczących ponad 50 lat opowiadaniach, ukrytych jest wiele prawd – jak choćby te, że warto mieć przyjaciół, że do szczęścia wiele nie trzeba, a zachwycić może mała biedronka i czerwone nogi bociana. W dodatku książka inspiruje i zachęca dzieci do zabawy. U nas czytanie zakończyło się wielkim balem dla zabawek. Skoro miś ma samochód to Tomek i Mikołaj również – to nic, że z kartonu, ale czerwony, jak u Uszatka. Latawiec, hulajnoga, polewanie się wodą, chlapanie w deszczu, pociąg, pieczenie ciasta, saneczki, konik na biegunach, lepienie bałwana. Chyba wszystkim rodzicom zależy na tym, aby dzieciństwo naszym dzieciom kojarzyło się z czymś więcej niż z włączonym telewizorem lub monitorem komputera. A Miś Uszatek może być skarbnicą wielu pomysłów. Zapewniam i bardzo polecam!

Wiek 2+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

 

środa, 09 grudnia 2009

Zapraszam Was w podróż nietypową jak na nasze warunki, bo do krainy wiecznych śniegów i mrozów, gdzie króluje ONA – piękna, wytworna, zimna, a jednak żywa, o niespokojnych oczach, lśniących jak dwie jasne gwiazdy, z bladym i prawie niewidocznym uśmiechem na twarzy. Chyba nieprzystępna dla nas, ludzi. Takie przynajmniej zawsze odnosiłam wrażenie. Chociaż nie, był wyjątek. Kaj.

 

Zjawiła się pewnego dnia w miasteczku – kobieta ubrana w najdelikatniejszą białą gazę, jakby utkaną z milionów gwiaździstych płatków. Skinęła głową w kierunku okna i pomachała ręką. Wówczas to Kaj zobaczył ją po raz pierwszy. Bardzo się wystraszył.

 

W ogrodzie staruszki czegoś brakowało. Tylko Gerda nie wiedziała dokładnie czego. Pewnego dnia, gdy minęło już wiele miesięcy od momentu pojawienia się dziewczynki w dziwnym domu z ogrodem, Gerda, oglądając kapelusz wróżki, dostrzegła na nim róże. –Tu nie ma róż! – zawołała. I przypomniała sobie o Kaju.

 

Gerda wyznała rozbójniczce, jak bardzo kocha Kaja. Ta wsadziła Gerdę na renifera.

-Masz tu futrzane buty, bo będzie zimno, mufkę zatrzymam, jest zbyt ładna, ale nie będziesz marzła, bo dam ci rękawice mojej matki, sięgną ci aż do łokcia, wsadź ręce. Masz teraz takie same łapy jak moja okropna matka.

 

I w tym momencie chyba powinien być koniec, prawda? Czuję się teraz jak natrętny intruz, który ingeruje w tę historię, choć zdaję sobie sprawę, że moje krótkie streszczenie i tak nie odda całego klimatu baśni, ciepła bijącego z serca Gerdy i chłodu Królowej Śniegu.

Cóż nowego można powiedzieć o Królowej Śniegu, ktoś zapyta. A można, można. Trudno zmierzyć się z legendą. A do takiej należy niewątpliwie Królowa Śniegu w przekładzie Stefanii Beylin, z ilustracjami mistrza J.M. Szancera.  Ale w końcu do odważnych świat należy. Mamy oto na nowo spolszczony tekst przez Bogusławę Sochańską, prosto z duńskiego - w wielu miejscach bardziej przystępny (np. współczesne słownictwo buciki - zamiast trzewiczki, pokoiki - zamiast izdebka, jest w końcu Kaj, a nie Kay) i odważniejszy. Przyznam się, że mnie samą zżera ciekawość, kto jest bliższy oryginałowi – B.Sochańska ze zwrotami- stara, łapy, zarżnąć? Czy raczej S.Beylin z jej wersją – matka, ręce, pozabijać? I czy wynikało to z faktu, że coś zostało w przekładzie zgubione, czy raczej taki był wymóg ówczesnej obyczajowości, który nakazał tłumaczce zrobienie, choćby z małej rozbójniczki, aniołka wśród grandy rozbójników ukrytej w jaskini i głuszy leśnej. Wydaje mi się, że mała leśna tygrysica, nieprzebierająca w słowach, jest  bardziej autentyczna i na swój dziki sposób …urocza. I druga rzecz – to ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej (Pan Kuleczka). Delikatne, zmysłowe, ulotne jak płatki śniegu, których żywot jest taki krótki. Ich piękno zostało docenione i znalazły się w gronie nominowanych do nagrody IBBY 2009.

Królowa Śniegu to z pewnością baśń dla starszych dzieci – i to ze względu na temat jak i uczucia, których tu pełno. Maluch ma szansę na powierzchowne zrozumienie tematu, poznanie pary przyjaciół, opisu drogi i miejsc, jakie Gerda musiała przebyć w poszukiwaniu Kaja. Jednak czy w pełni zrozumie wielką miłość, przywiązanie, przyjaźń na zawsze, gotowość do poświęceń, nawet oddanie życia? Z mojego dzieciństwa, pamiętam, że Królowa Śniegu długo mnie przerażała. Zaczytywałam się w Świniopasie, Brzydkim kaczątku, Calineczce, Pasterce i kominiarczyku, mroźna baśń musiała jednak odczekać swoje. Mimo, że fundacja Cała Polska Czyta Dzieciom poleca Baśnie Andersena w wieku 4-6 lat, wszystko zależy od wrażliwości dziecka. Próbowałam z moim dzieckiem (prawie 5 lat). Nieodzowny syn matki – spróbujemy za jakiś czas, by wtedy poczuć smak wszystkich rodzynków ukrytych w tym przepysznym cieście.

Do płyty dołączono płytę CD, na której baśń czyta Jerzy Stuhr. Wyobraźcie sobie coś takiego - za oknem zimno, pada śnieg, z dziećmi lepicie wigilijne uszka, czuć zapach wanilii, marcepana, pomarańczy. Płoną cztery świece na wieńcu adwentowym. A w tle gdzieś słychać baśń o miłości, przyjaźni i o tym jak Dobro zwycięża Zło... Cudnie i nastrojowo.

Królową Śniegu ogłaszam książką grudnia. Jest to też moja zdecydowana faworytka w konkursie Polskiej Sekcji IBBY na Książkę Roku 2009 w kategorii - grafika. A rozwiązanie już blisko – 17 grudnia o godzinie 17.00.

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 07 grudnia 2009

Przepisy Tosi i Franka, czyli jedz zdrowo od najmłodszych lat - Anna Kłosińska/ Elżbieta Kidacka

To przykład książki smakowitej. I scalającej rodzinę, bo nic tak nie łączy, jak wspólne gotowanie. Sama pamiętam nasze sceny kuchenne - mama gotowała, my z siostrami budowałyśmy pod stołem domy, nad naszymi głowami rodzicielka szatkowała kapustę, ubijała kotlety, robiła ciasto na makaron i szagole (?), smażyła naleśniki, których jako dziecko nie cierpiałam. Na nasze głowy obficie sypała się mąka, małe ręce co rusz coś podkradały z blatu stołu do naszego królestwa pod ceratą w kratę. Były jeszcze lukrowane pierniki babci Marianny, toffi taty, kisiel Kasi, który można było kroić i trzymać w ręku (to ci dopiero wyczyn). Pochodzę z domu, w którym się gotowało. I moje dzieci mają dom, w którym teraz ja gotuję. Wiem z własnego przykładu, że pewne smaki, zapachy zostają w nas na całe życie, a szybkie włączenie dzieci do prac domowych jest gwarancją, że kiedyś w przyszłości nie zginą z głodu i nie będą czekać, aż skorupki jajek ugotują się na miękko. Absolutnie nie przeszkadza mi, że moje młodsze dziecko najchętniej siedzi w szafce z garnkami (dosłownie też), że włóczy i roznosi po pokojach garnki, rondle, z misek robi hełmy rycerskie, z warzeszki (?) miecz, a w durszlaku gotuje klocki. Nie przeszkadza mi, że gdy piekę ciasto, Tomek mi pomaga, wszystko miesza, wysypuje, rozsypuje po podłodze, dodaje ingrediencje, a potem w ciągu 45 minut 100 razy otwiera piekarnik i sprawdza, czy aby ciasto już się nie upiekło. Nie przeszkadza mi, że wszystko trwa trzy razy dłużej, niż jakbym to robiła sama. Jeśli jest dla nich w kuchni bezpiecznie - hulaj dusza, piekła nie ma.

Przepisy Tosi i Franka zachęcają do wspólnego gotowania z dziećmi. Ba, włączają po nowoczesnemu też w to całe kuchenne zamieszanie tatusiów. Jak tytuł sugeruje, ma być nie tylko smacznie ale i zdrowo. Franek (4 lata) i Tosia (6 lat) oraz ich pies Pirat z pomocą rodziców dokonują cudów w kuchni – mieszają, solą, pieprzą, cukrzą, ważą, płuczą, kroją, a potem oczywiście ze smakiem wszystko zjadają. W dodatku przeżywają ciekawe i ważne rodzinne przygody – bo każdy rozdział opowiada jakąś ciekawą historię, niekoniecznie związaną z jedzeniem i kucharzeniem  - są tu: wycieczka do lasu, pierwszy dzień w przedszkolu, niespodziewane odwiedziny małego kotka, domowy sklepik, przygotowania do świąt. Dzieci chorują, przeżywają urodziny i Dzień Matki. Książka zawiera 68 przepisów na potrawy, które można wspólnie wyczarować. Wśród tradycyjnych, jak choćby zupa pomidorowa, karp z migdałami, mazurek, jest wiele potraw na czasie – dipy, sałatka z tuńczyka, ciasto daktylowo-pomarańczowe. Mnie porwał rozdział poświęcony zdrowiu. Nie wiedziałam, że kasza jaglana ma taki zbawienny wpływ na zdrowie i jest polecana przy kaszlu. Mam zamiar wypróbować na swoich pociechach i to jak najszybciej, bo od kilku tygodni słychać u nas duet kaszlących i to w najróżniejszych tonacjach. Oprócz przepisów są porady, co robić, jak robić. Książka jest kolorowa i zachęca do natychmiastowego szturmu na kuchnię.

Na samym końcu autorka, która prowadzi fundację Zdrowy Uczeń i jest m.in. dietetykiem i fizjologiem, namawia dzieci do stworzenia własnej rodzinnej książki kucharskiej. Przyznam się, że brzmi to zachęcająco. Kto wie… może też się skuszę na takie zapiski. Po latach fajnie będzie powspominać, jak choćby w rozdziale Śniadanie do łóżka pewną niedzielę, kiedy to nasz czteroletni smyk bladym świtem wymknął się do kuchni i przygotował „romantyczne” śniadanko dla mamusi i tatusia odsypiających całotygodniowe poranne wstawanie. Na pierzynę wjechały dwie skiby chleba, każda grubości 3 centymetrów, gdzieniegdzie rzucone górki brie, obficie polane ketchupem, a wszystko to na baaaaardzo wysłużonej desce do krojenia warzyw, do popicia dwa kubki lodowatej kranówki – a niech tam, na zdrowie. Nasze i naszych dzieci! Smacznego!!!

Wiek 6+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 06 grudnia 2009

Dziękuję za udział w konkursie! Przypomnę, że nagrodą jest książka: Przepisy Tosi i Franka, czyli jedz zdrowo od najmłodszych lat. Zadanie polegało na podaniu tytułu dwóch książek wydanych przez Media Rodzina związanych z kuchnią. Przeważały odpowiedzi: Tanie danie. Regionalne potrawy Wielkopolskie i Rymowane przepisy na kuchenne popisy. Prawdę powiedziawszy o istnieniu tej pierwszej nie miałam pojęcia – i dzięki konkursowi dowiedziałam się czegoś nowego, co w obliczu globalnego kryzysu może się przydać:) W odpowiedziach znalazły się m.in.:  Charlie i Lola. Za nic na świecie nie zjem pomidora, Kto zje zielone jajka sadzone, Tort urodzinowy, Wata cukrowa.

Nagrodę miał wylosować dzisiejszy solenizant Mikołajek, ale za nic w świecie nie chciał wyciągnąć z koszyczka karteczki. Książka powędruje znów dzięki szczęśliwej ręce Tomka do - mamy Justyny i córeczki Mai (dasti 03), które proszę o podanie adresu na mail Nata442@op.pl. Po wysłaniu książki, adres zaraz zniknie z mojej skrzynki i nie będzie wykorzystywany do innych celów. Bardzo dziękuję za udział i za miłe słowa.

 

 

piątek, 04 grudnia 2009

Skąd takie imię Ronja? Ponoć Astrid Lindgren wzięła książkę telefoniczną, wybrała dwie nazwy firm, z każdej po jednej sylabie, i proszę. A Ronja dzięki takiemu zabiegowi jest dziś znana na całym świecie.

Od jakiegoś czasu przymierzałam się do zapoznania Tomka z tą lekturą, ale obawiałam się, że jest na nią jeszcze za wcześnie. Fundacja "Cała Polska Czyta Dzieciom" rekomenduje tę książkę dla dzieci w wieku lat 10. Zgadzam się z tym, ponieważ wtedy już nie taki mały czytelnik, ma możliwość zasmakowania w całym pięknie tej książki. Ja nie wytrzymałam i stało się. Między innymi za sprawą gorących zainteresowań Tomka w kierunku zbójecko- rycerskich:) Książka bardzo bardzo (2x) spodobała się mojemu dziecku, ale zdaję sobie sprawę z tego, że to poznanie pobieżne i trzeba będzie zrobić kolejne okrążenia. Ale mój 5-latek zaskoczył mnie swoją wnikliwością i zaangażowaniem. Owszem są rzeczy niezrozumiale dla tak małej główki, ale dał się porwać urokowi tej książki, oczarować. Dwa rozdziały wieczorem to wcale nie było za dużo – a wręcz przeciwnie. Muszę przyznać, że sama czerpałam niemałą satysfakcję z naszych wieczornych seansów, bo wiele już zapomniałam. I nawet jeśli Tomek za pierwszym razem zwrócił tylko swoją uwagę na aspekt przyjaźni, nie odczuł obecności tych wszystkich wątków, o których za chwilę, warto było dla tej ciszy, błyszczących oczu, wbijających się paznokci w moje ramię i słodkie: Mamo jeszcze!

 

Rzecz dzieje się w czasach średniowiecznych, gdy po lasach grasują prawdziwi zbóje. W starym zamku warownym Mattisa przychodzi na świat słodkie dziewczę Ronja. Tej nocy piorun uderzył w zamek i przepołowił go na dwie części. Można sobie wyobrazić, jakie zmiany nastąpią na zamku po pojawieniu się wśród zgrai zawszawionych zbójów małej dzieciny. Ronja rośnie sobie zupełnie nieświadoma profesji wykonywanej przez ojca i jego kompanów. W dodatku do drugiej części zamku wprowadza się śmiertelny wróg Mattisa – Borka wraz ze swoją zgrają i synem Birkiem. Między dziewczynką i chłopcem rodzi się przyjaźń.

To jedna z najpiękniejszych książek. Jest tyle ważnych wątków, na które warto zwrócić uwagę. Przede wszystkim przyjaźń – na śmierć i życie, oddanie wierność, bycie ze sobą na dobre i złe. Młodość, z całym jej szaleństwem, buntem, wybuchami. Jest powolne odchodzenie od rodziców, są trudne, czasem bolesne wybory. Jest w końcu miłość ojcowska – spontaniczna, zaborcza, ale też pełna strachu i troski o dziecko. Jest miłość matczyna – trochę cicha, z boku, ale jakże mądra, wzruszająca, wyrozumiała, altruistyczna. Wielkim bohaterem tej książki jest dziewicza przyroda, rozległe lasy, rzeka, jeziora pełne zwierzyny. Ronja i Birk kochają i szanują wszystkie dary natury, nie istnieje dla nich rozgraniczenie: Las Mattisa czy Las Borki. 

W książce jest wiele postaci tajemniczych – mgłowce, wietrzydła, szaruchy. Trochę się obawiałam, jak mój strachliwy chłopiec je przyjmie. Trzeba zwrócić uwagę na wrażliwość dziecka i w razie czego odłożyć lekturę na później.

 

Miłośnicy Ilon Wikland znajdą tu do swojej kolekcji bajeczne ilustracje. Szkoda, że filmowa Ronja tak bardzo różni się od tej książkowej.

 

No właśnie - film, o tym samym tytule – moim zdaniem średni, ale z fajną muzyką. Można posłuchać tutaj.

Słynna Pieśń wilków, którą Lovis usypiała Ronję:

Spolszczona wersja pojawiła się na płycie z piosenkami Grzegorza Turnaua i Ewy Bem do filmów powstałych na podstawie książek Astrid Lindgren.

Nocą w lesie wyje wilk

Choć chce, nie może nie zasnąć.

Ból wnętrzności rozrywa mu

Zimne jest jego gniazdo

Wilku, wilku nie podchodź tu

Maleństwa mojego nie dostaniesz…

Nie muszę chyba dodawać, że od momentu poznania Ronji, to żelazny repertuar naszych wieczornych kołysanek.

Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Kiedy mama wsadziła Tobiasza do pociągu i powierzyła opiece pana konduktora, ze szczegółowymi wskazówkami dotyczącymi stacji końcowej – zaraz przypomniała mi się słynna Awantura o Basię Makuszyńskiego i pomyślałam sobie, nic dobrego z tego nie wyniknie. Chociaż? Nieszczęśliwa zamiana plecaka zapędziła Tobiasza w tak ciekawe miejsce, postawiła na jego drodze tyle barwnych postaci, że raczej możemy tu mówić o szczęściu w nieszczęściu, bo mamy zwariowaną, zabawną, ale i mądrą powieść z morałem.

Autorki (dwie) umieściły akcję powieści w dziwnym miasteczku o dość intrygującej nazwie Różowy Ryj, gdzie króluje niepodzielnie burmistrz Anatazy Gerwazy Protazy Kiełbasa. To właśnie tutaj wysiadł z pociągu zdezorientowany mały Tobiasz, który tak naprawdę jechał do swojej nowej babci. Teraz musiał oddać plecak Miodunce. Tylko jak do niej trafić? Przewodnikiem po owej dziwnej krainie i kompanem w wielkiej przygodzie jest… gadający pies Tymek.

Prawie wszystko jest w Różowym Ryju różowe – łącznie z fryzurami nobliwych mieszkanek miasteczka, pieskami i kostkami domino, a mieszkańcy muszą płacić podatek od nieróżowych domów. Jeśli się komuś nie podoba, wtrącany jest bez dwóch zdań do więzienia. Panują głupota, kłamstwo, prymitywizm myślowy, donosicielstwo. Aby ukazać tę dziwną  krainę w całej swojej krasie, autorki sięgają po dużą porcję humoru językowego i sytuacyjnego, ciekawie rysują swoich bohaterów, przedstawiają mnóstwo absurdalnych sytuacji, nie stronią od ironii i groteski. Czasem miałam talie wrażenie, że gdzieś to już było- u Kafki, Gombrowicza, Bułhakowa, Orwella?

Książka w wielu miejscach śmieszna skłania do rozmów z pociechami co by było gdyby. Czy chciałyby mieszkać w takim miasteczku, gdzie wszystko jest świńsko - różowe? Gdzie do zamkniętej biblioteki trzeba się przedzierać potajemnymi przejściami, bo myślenie i mądrość są niemile widziane. Gdzie wszystko ma być takie same albo chociaż podobne – czyli różowe – nawet kwiaty, trawa i słońce, a każda odmienność jest natychmiast karana. Gdzie ludzie przepadają bez wieści, a gazety kłamią i oczerniają. Gdzie nie ma miejsca na prawdziwe piękno – to zewnętrzne ale i to wewnętrzne, bo panujący system włazi butami w serca i dusze mieszkańców.

Gdzieś to już było, prawda? Tylko było szaro, buro, ponuro, źle... Tutaj jest różowe, jaskrawe, kłujące w oczy. Naprawdę świetna lektura dla naszych mądrych dzieciaków.

Wiek 5+

Wydawnictwo Zysk i S-ka

czwartek, 03 grudnia 2009

Wystarczy pobuszować troszkę w ofercie wydawnictwa Media Rodzina i podać dwa tytuły innych książek związanych z kuchnią. Odpowiedzi proszę przysyłać na adres Nata442@op.pl. Zwycięzcę wyłonimy w najbliższą niedzielę 06.12 ok. godziny 20.00. Otrzyma w nagrodę śliczną i pachnącą cynamonem oraz wanilią książeczkę: Przepisy Tosi i Franka, czyli jedz zdrowo od najmłodszych lat. Temat jak najbardziej aktualny – bo dzieciaki w jednym z rozdziałów działają w kuchni przedświątecznie. Zachęcamy do udziału – Książka czeka!

Wydawnictwo Media Rodzina

 

Czy możecie sobie wyobrazić, że Jan Paweł II był kiedyś małym chłopcem? Lolkiem. W czapce przekrzywionej na bakier, w krótkich spodenkach i długich getrach? Miał swoje marzenia, ulubione zabawy i kolegów. I jak każdy mały urwis marzył o tym, by zostać lotnikiem, słynnym piłkarzem, aktorem. O tym, że zostanie księdzem, a potem papieżem, nawet mu się nie śniło. Mariusz Wollny (autor książki: Kacper Ryx) napisał niezwykle ciepłą i wzruszającą historię o polskim papieżu. Zaczyna się krótko po śmierci matki chłopca, wówczas dziewięciolatka, który dopiero co poznaje smak życia. Jakie było to życie? Raz słodkie, raz gorzkie. A wszystko Lolek, potem Karol i w końcu Jan Paweł II przyjmował z pokorą. Autor opisuje różne etapy życia Ojca Świętego- jako ucznia, robotnika, zwykłego księdza. W książce mnóstwo informacji z historii Polski, zwrócenie uwagi na ważne wartości, o których coraz częściej milczy się w książkach dla dzieci- Bóg, honor, ojczyzna, wartości chrześcijańskie, miłość bliźniego. W końcu to niemodne, niewygodne. Nie brakuje tu również ciekawostek z życia prywatnego i humoru. Bo przecież właśnie takiego GO pamiętamy. Jan Paweł II, który do końca potrafił zachować tyle Lolkowego entuzjazmu i radości życia.

Autor podzielił książkę na trzy części- Karol z Wadowic, Pomazaniec z Krakowa i Watykan – siedziba papieska. Dzieci dowiedzą się, jakie były upodobania i zwyczaje Jana Pawła II, co lubił zjeść i wypić, co nosił, gdzie spędzał wolny czas, czym Jan Paweł II jeździł i latał, a czym nie, są cenne informacje dotyczące papieskich śladów w Krakowie. Lektura na wspólne rodzinne czytanie. 

Wiek 8+

Wydawnictwo Skrzat

 
1 , 2