Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
piątek, 30 listopada 2018

Po przeczytaniu tej historii, inaczej spojrzycie na każde drzewo. Bo jak się okazuje drzewo to nie tylko zwykłe drzewo. To świadek tego, co się dzieje wokół niego. A każde drzewo może nosić w sobie jakąś tajemnicę podobnie jak …. Drzewo życzeń to pewien Dąb – duży, dość stary (liczy sobie 200 lat), rośnie koło szkoły. Quercus rubra – dąb czerwony – gatunek często spotykany w Ameryce Północnej. Co roku staje się drzewem życzeń. Ludzie z miasteczka zdradzają mu swoje marzenia – wieszają skrawki papieru, na których spisują marzenia i pragnienia. Akurat ten Dąb wiele już w życiu się nasłuchał, wielu rzeczy był świadkiem. Pewnego dnia do miasteczka przybywa 10-letnia Samar. Dziewczynka swoje przeżyła, nadszedł czas na wyciszenie i zapomnienie tego, co było w jej życiu niedobre. Nieśmiałe dziecko o wieczornej porze wymyka się do ogrodu, siada pod drzewem i zaprzyjaźnia się z najbliższym otoczeniem. I ona ma jedno ważne życzenie: Samar chciałaby znaleźć prawdziwego przyjaciela. Jednak nowi mieszkańcy nie zostali przez wszystkich przyjęci ciepło i w przyjazny sposób. Ktoś obrzucił domek przybyszów jajkami. Ktoś inny wrzeszczał w ich kierunku: „Muzułmanie do domu!”. Pewnego dnia ktoś wyciął strasznie ohydny napis na korze drzewa.

Piękna i mądra książka o nietolerancji i braku akceptacji. O szukaniu swojego miejsca na Ziemi. O złości, strachu, radości i przyjaźni. Wszystkie możliwe emocje – bo taka sytuacja może rodzić różne stany uczuć. Do czytania przez dzieci, młodzież i dorosłych, bo wszyscy potrzebujemy tej książki. Choć zachodzę w głowę, czy będzie miała okazję trafić właśnie do rąk tych, do których trafić powinna? Jest w tej książce swego rodzaju dostojność – może wynika to z racji wieku Dębu? Jest mądrość, którą niesie ta historia, i do której musi odnieść się czytelnik. Bo nie wierzę, by opowieść o Samar nie wzruszyła, pozostawiła bez refleksji. Jeśli szukacie mądrych książek pod choinkę, to jest to jak najbardziej trafny wybór. I na dodatek ta okładka! Śliczna.

Wiek 7+

Wydawnictwo Dwie Siostry

czwartek, 29 listopada 2018

Tę książkę mogłabym czytać i czytać. Po pierwsze - swego czasu też lubiłam zagłębiać się w „Ballady i romanse”. I drugi powód: dzięki objaśnieniom Emilii Kiereś, jej interpretacjom, można czytać romantyczne utwory z większym zrozumieniem. Powiem nawet: to, co wydawało się trudne, teraz jest łatwe. Mało tego, wartość dodana tej książki jest taka, że ona właśnie uczy czytać dawną literaturę – nie tylko romantyczną, ale również z innych epok. Odkrywanie poszczególnych wersów krok po kroku, jak obieranie cebuli – pod niby suchą łuską, kryje się soczysty środek. Emilia Kiereś przyznaje się do wielkiej pasji, zamiłowania do tych utworów – i to wszystko tutaj wyraźnie widać. Podoba mi się, w jaki sposób autorka buduje relacje z nami, czytelnikami. Zwraca się do nas: „Widać różnice, prawda?”, „Jak się wkrótce przekonacie”, „Spróbujmy sobie wyobrazić”, „Na pewno nieraz słyszeliście”. Już we wstępie autorka stara się nas przekonać do swego zamiaru okiełznania Mickiewicza. Widać swego rodzaju nieśmiałość – bo czy ją zrozumiemy? Emilia Kiereś ma nadzieję, że przeczytamy książkę z przyjemnością. Ja mogę powiedzieć tylko o swoim odbiorze. Lektura jest REWELACYJNA. Wśród utworów te najbardziej znane: „Świteź”, „Świtezianka”, „Powrót taty”, „Pani Twardowska”, „Lilije”, „Romantyczność”. Są i te mniej znane: „Pierwiosnek”, „Kurhanek Maryli”,  „Dudarz”, „Rybka”. Razem 14 ballad i romansów. Pierwszy raz ujrzały one światło dzienne w 1822 roku.  Za cztery lata będziemy obchodzić ich 200-tny jubileusz. Nic dziwnego, że ich lektura może współczesnym sprawiać trudności. Zmienił się język, nie wszystek kontekst kulturowy, społeczny, topograficzny jest wszystkim jasny. A przecież ma to wpływ na odbiór tej poezji. Książka wygląda tak: najpierw przytoczony jest każdy z utworów Mickiewicza. Zaraz po nim następuje interpretacja Emilii Kiereś. Jej omówienia są jak gawędy, których słucha się naprawdę z przyjemnością, które czyta się z przyjemnością – powinnam właściwie napisać. Wprowadza nas do świata, który na pierwszy rzut oka wydaje się być nieprzystępny, obcy. Bo nie rozumiemy pewnych słów, które przecież wyszły dawno z użycia. Albo kontekstu – społecznego, historycznego, politycznego, kulturowego albo i biograficznego. Bo jak się okazuje, niektóre rzeczy należy czytać właśnie w oparciu o prywatne życie i doświadczenie samego poety. Dzięki komentarzom autorki poznajemy ludzi, miejsca, miejscowe legendy, fakty z życia poety, ludowe tradycje i obyczaje, które akurat w przypadku „Ballad i romansów” odgrywały niezwykle ważną rolę. I nie sięga przy tym po jakiś wyszukany język, ale tłumaczy przystępnie, zrozumiale, a co najważniejsze – ciekawie. Jest takie przysłowie: jeśli chcesz zapalić innych, sam musisz płonąć. Ta miłość do poezji Mickiewicza jest tu widoczna. Jest też mnóstwo ciekawostek, o których milczą podręczniki: zasuszony listek podarowany Adamowi przez Marylę, który ten przechowywał w swoim biurku do końca życia. Informacje o wstręcie Mickiewicza w czasie dzieciństwa do … pisania. Musiał ćwiczyć kaligrafię na deszczułkach. I o tym, że nasz wieszcz był … figlarzem, który np. w nietypowy, poetycki sposób podpowiadał koledze na lekcji historii.

Książka została pięknie zilustrowana przez Mariannę Sztymę. Jej prace świetnie budują klimat, tajemniczość, baśniowość utworów. Natomiast sama okładka z tytułem w odcieniu ostrym – żółtym to strzał w dziesiątkę.  Do tego sama czcionka, krój liter – jakby podrygiwały one w rytm jakiejś muzyki. To też swego rodzaju potraktowanie tematu na luzie, odbrązowienie Mickiewicza i ukłon w stronę współczesnego czytelnika. Jakby ktoś dodatkowo chciał powiedzieć – Mickiewicz jest naprawdę dla ludzi! Młodych ludzi  też – gwoli ścisłości.

Wiek 14+

Wydawnictwo Egmont

Dzień dobry, nazywam się Wesoły Ryjek. Tak od kilku już lat zaczynają się krótkie opowiastki małego prosiaczka o imieniu Wesoły Ryjek. Towarzyszą mu zawsze mama, tata i żółw przytulanka. Nadeszła jesień. Wesoły Ryjek cały czas poznaje świat, który przecież zmienia się wciąż, a już na pewno z nadejściem każdej pory roku. Pewnego dnia jesień podrzuca mu mały liść. To doskonała okazja do tego, by zrobić jesienną dekorację na ścianę. A może nawet napisać do kogoś prawdziwy list? Wesoły Ryjek próbuje po swojemu wytłumaczyć ciemność. Czyżby ciemność wszystko pożerała? Prosiaczek chce wołać mamę, ale rezygnuje. Jak się okazuje - ciemność wcale nie jest taka ciemna. Ciekawe, dlaczego? I zawsze jest pogoda na spacer, nieważne, że pada deszcz, a słońce właśnie schowało się za chmurami. Trzeba tylko dobrać odpowiedni strój: kalosze i pelerynę. I jeszcze, że szarlotki nie robi się szybko – ot tak szast-prast. Nieeeee, nic z tych rzeczy. Trzeba poczekać, sprawdzić, czy są wszystkie składniki . Piękne jest w tej książce dziecięce postrzeganie świata. Dorośli otoczeni przez tysiące liści, z trudem dostrzegają ten jeden jedyny, który upadnie koło ich stóp. Kto z dorosłych ma czas zastanawiać się nad istotą ciemności? I że czasem czekanie na przyjemność samo w sobie też jest przyjemne. Wesoły Ryjek uczy dzieci i dorosłych dostrzegać rzeczy mało widoczne, ale ważne. Czasami czekamy na coś spektakularnego w naszym życiu. Tymczasem ważne są też rzeczy małe, nic nie znaczące momenty – zapach jesiennych liści, szarlotki, padającego deszczu, grzybowego lasu. Właśnie takie cuda znajdziecie w tej niepozornej książce. Wesoły Ryjek uczy też więzi rodziców z dziećmi. W rodzinie prosiaczka zawsze panuje atmosfera wzajemnej miłości, szacunku i zrozumienia. Oni po prostu lubią ze sobą być. O każdej porze roku.

Wiek 3+

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 28 listopada 2018

Kolorowa książka przybliżająca maluchom świat. Działy tematyczne: Mój dzień, W domu – tutaj poznają przedmioty związane z dziecięcą aktywnością. Są kredki, klucze (te dzieci uwielbiają), kubeczek, fotelik, nóż, widelec. Podoba mi się strona „Przed snem”. Pokazuje wszystkie elementy wieczornych rytuałów związanych z pójściem spać: wanienkę, gumową kaczuszkę, kapcie, nocnik, piżamkę, misia, karuzelkę, którą powiesza się nad łóżeczkiem. I oczywiście książkę do czytania. Bez książki przecież nie ma kolorowych snów. Dalej: kolory, jedzenie. Fajnie, bo tu znalazły się same zdrowe rzeczy, które potem przemieniają się w figury geometryczne. Chłopcy (a pewnie i dziewczynki również) ucieszą się z różnych pojazdów. Spodoba się Wam strona z cyframi od 1-9. W okienkach ukryte są różne przedmioty – oczywiście w ilościach odpowiadających danej liczbie. Maluchy po otwarciu okienka mogą ćwiczyć liczenie. Są dzikie zwierzęta i zwierzaki domowe, gospodarskie ze swoimi dziećmi, ulubione zabawki i przeciwieństwa. Na końcu w koronie drzew ukryty jest test: ile słów dziecko zapamiętało. Nie liczyłam, czy faktycznie jest tu 100 słów – ale jest ich na pewno wiele. Kolorowe obrazki mogą motywować i stymulować dzieci do opowiadania, rozwijania mowy. Jest też mnóstwo okienek do odkrycia. Kryją one w sobie liczne niespodzianki. Książka jest (o dziwo) dość dużego formatu (wymiary: 27 cm x 27 cm). Przed zamówieniem egzemplarza nie sprawdziłam jego wymiarów. Okazuje się, że lektura jest całkiem duża. Ale to naprawdę miła niespodzianka – bo ilustracje są dość duże i wyraźne. Kartki nie są najgrubsze – ale na pewno sztywne. Nie tak łatwo je zniszczyć od częstego wertowania tam i z powrotem (Przy czym nie są to typowe grubaśne kartony). A widząc atrakcyjną zawartość, można przypuszczać, że dziecko będzie po książkę często sięgało.

Wiek 0+

Wydawnictwo Egmont

Zakamarki tak nas przyzwyczaiły do literackiego kalendarza adwentowego, że gdyby nie pojawił się w okolicy listopada jakiś nowy tytuł w ramach adwentowej serii – byłabym nie tylko ja zdziwiona. Podczytując książkowe fora, strony – wiem, jak wielkie w tym temacie były oczekiwania. A pojawienie się w księgarniach „Kosmicznych świąt” sprawiło wielu ogromną radochę. I prawdę mówiąc – kamień spadł mi z serca. Kalendarz adwentowy polega na tym, że codziennie otwiera się tylko jedno okienko z czekoladową niespodzianką. Kalendarz literacki to 24 rozdziały – do czytania po jednym każdego dnia – zaczynając od 1 grudnia na 24 grudnia kończąc. To jak delektowanie się delicjami. Powolne. Ale tak wyczuwa się doskonały smak.

Do tej pory ukazało się w ramach adwentowej serii pięć tytułów: „Wierzcie w Mikołaja”, „Prezent dla Cebulki”, „Święta dzieci z dachów”, „Hurra, są święta” i najnowszy. Książki te mają adwentowy, świąteczny klimat, „cieplutko” wprowadzają nas w atmosferę świąt, choć na dworze często mróz i zimno. W moim przypadku wartość dodana lektury tytułu: „Wierzcie w Mikołaja” jest taka, że zamarzyła mi się w oknie tarasowym wielka błyszcząca gwiazda. I powiem krótko: JEST! Ale wracamy do książki.

W domu Rutki trwają adwentowe przygotowania. Jutro rodzina chce zapalić pierwszą świecę adwentową. Rutka na wszystko musi czekać, co jej się oczywiście nie podoba. Ale czy Adwent nie jest czasem …oczekiwania? W domu Rutki zauważono, że giną ciągle jakieś rzeczy. Tak jakby domownikom ktoś celowo robił psikusy. Młotek, nóż do sera, nożyczki. Tymczasem Rutka, zachęcona przez mamę, zabiera się do pisania listu do Świętego Mikołaja. Lista zawiera tylko 3 punkty: Przyjaciel, prawdziwy pies, pies z wystawy w sklepie metalowym. Nie zdradzę nic więcej, bo nie chcę psuć przyjemności z czytania lektury, ale myślę, że lista, okładka i tytuł i tak dużo już odkrywają. Przy czytaniu literackiego kalendarza adwentowego będziecie mieli dużo frajdy. Jak przy odpakowywaniu ukrytych w tekturowych okienkach czekoladek. Każdy rozdział kończy się w najmniej spodziewanym momencie. Aż korci, by natychmiast zahaczyć o kolejny.

W książce poruszono ważny temat przyjaźni. Pokazano tutaj troskę o inną istotę. Ta opowieść uczy też dawania – Rutka wydaje swoje wszystkie oszczędności ze skarbonki na jedzenie dla Kosmy – przybysza z Kosmosu. Pojawiają się przygotowania do świąt – tutaj dzieci doświadczają zwyczajów i tradycji szwedzkich. Można je oczywiście porównać z polskimi.

Mnie bardzo spodobała się scenka wyjaśniająca, czy Święty Mikołaj istnieje naprawdę. Muszę ją tu przytoczyć:

„Anton wziął głęboki oddech, zanim zaczął mówić dalej.

-Bo mój starszy brat powiedział, że nie ma Świętego Mikołaja – wyszeptał. – Ale to przecież nieprawda, no nie?

Pani się uśmiechnęła.

-Moim zdaniem Święty Mikołaj istnieje dla tych, którzy w niego wierzą – odpowiedziała.”

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

wtorek, 27 listopada 2018

Są pokolenia dzieci, które wychowały się na „Fasolkach”. Fasolki – to zespół dziecięcy, który pojawił się w 1983 r. – razem z programem „Tik – Tak”. Dla wielu współczesnych rodziców i dziadków to miłe wspomnienie dzieciństwa: wielki charakterystyczny zegar, zwariowani prowadzący ubrani w jeszcze bardziej zwariowane stroje. Zwłaszcza Ewa Chotomska „szalała” w tej dziedzinie: fryzury, nakrycia głowy, kolorowe fatałaszki. „Szalała” oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Z tej książki dowiedziałam się po latach, że dzieciakom chciała się kojarzyć jako polska wersja Mary Poppins. Zatem przypominamy sobie prowadzących tego programu jak i autorów książki: Ewę Chotomską (nie unikniemy tego – to córka Wandy Chotomskiej), Andrzeja Marka Grabowskiego  i Krzysztofa Marca. Pani Ewa wspomina: „Zostaliśmy jedną wspaniałą wielką rodziną, która rośnie jak ciasto drożdżowe. Jest nas coraz więcej i więcej. I wszyscy zgodnym chórem twierdzimy, że „nie ma jak Fasolki, na deszcz, na pogodę”. Ta książka to prezentacja najpopularniejszych tekstów piosenek „Fasolek”. Przy każdym z nich pojawia się jakieś wspomnienie, geneza powstania. Kto by przypuszczał, że za kultowym wersem ”Witaminki, witaminki. Dla chłopczyka i dziewczynki” stoi pewien chłopiec – przedszkolak, który baaardzo nie lubił owoców. Przy tym miał wagę słuszną i nie lubił sportu. Widząc taki smutny widok, Ewa Chotomska od razu zareagowała i postanowiła działać. Z kolei do napisania „Każdy ma jakiegoś bzika. Każdy jakieś hobby ma, a ja w domu mam chomika, kota, rybkę oraz psa” kryje się domowa menażeria Ewy – a dokładniej miłość jej córki do zwierząt.

Wspomnienia, teksty piosenek, płyta CD z nagraniami i bajecznie kolorowe ilustracje, w  których pojawiają się bohaterowie pionek i ich autorzy. Oj przypominają się wspomnienia Tik-Taka sprzed lat. Ale jakże to miłe uczucia.

I jeszcze jedna dygresja na koniec recenzji. Jakiś czas temu czytałam biografię Wandy Chotomskiej (Wanda Chotomska. Nie mam nic do ukrycia/ Wyd. Marginesy) autorstwa Barbary Gawryluk. Jedna rzecz bardzo mnie w tej książce zaskoczyła – stosunek słynnej poetki do swojej córki. Ponoć relacje między nimi nie były zbyt bliskie i ciepłe. Sławna mama odmawiała talentu swojej córce. Wyobrażam sobie, jak to musiało boleć Ewę – usłyszeć od pierwszej nauczycielki taaakie słowa. Myślę, że jednak najsprawiedliwszymi oceniającymi dorobek pani Ewy Chotomskiej jesteśmy my, czytelnicy, w każdym wieku, a zwłaszcza dzieci. Uwielbiamy te wiersze, piosenki. Wiele z nich znamy na pamięć, nucimy pod nosem – dla siebie, dzieciom, wnukom. I jestem pewna, że w tej ocenie nie jestem osamotniona.

Książka z płytą CD

Wiek 3+ 

Wydawnictwo Literatura 

poniedziałek, 26 listopada 2018

Ewah jest synem myśliwego. Chłopak może imponować. Mimo młodego wieku – ma poukładane w głowie. W przeciwieństwie do kowalskiego synalka Noroga, który często szuka pretekstu do zwady i bójek. Ewah chętnie pomaga rodzicom, nie boi się pracy, swój wolny czas wykorzystuje na pożyteczne zajęcia. Jednym słowem – wymarzony syn. Kowal, mający silną pozycję w wiosce, wykorzystuje ten fakt i próbuje uprzykrzyć życie zarówno myśliwemu jak i jego synowi. Ewah oczywiście buntuje się, tym bardziej że i on, i Norog są zainteresowani tą samą dziewczyną z sąsiedztwa. Tymczasem wiosce grozi wielkie niebezpieczeństwo. Słowa: Żelazny Kruk budzą strach wśród najodważniejszych . Olbrzymie, potworne ptaszysko, które pojawia się niewiadomo skąd, z olbrzymią ilością wojska, które morduje, plądruje i porywa w niewolę. Kilka dni temu ojciec Ewaha zauważa na niebie złowrogi cień. Potem następuje atak, w czasie którego w ciągu kilku chwil Ewah traci prawie całą rodzinę. Chłopak postanawia odnaleźć bestię i zemścić się za śmierć bliskich.

W tej powieści bohaterem pierwszoplanowym jest wspomniany już Ewah: odważny, honorowy, mimo licznych przeciwieństw i ciosów od losu chce podjąć wyzwanie od losu. 14-latek musi szybko dorosnąć, podejmować wybory i decyzje, które go niekiedy przerastają. Czuje odpowiedzialność za innych, zwłaszcza za malutką ocalałą w napadzie na wieś siostrzyczkę. Droga do Żelaznego Kruka nie jest łatwa. Tym bardziej, że wydaje się, że temat ten skrywa jakaś dziwna zmowa milczenia. Nikt nic nie wie, nie widział, nie chce mówić na ten temat. Podczas wyprawy na Ewaha czają się liczne niebezpieczeństwa, rzezimieszki, źli ludzie i tajemnicze niespodzianki. Chłopak nie raz musi dobywać miecza.

„Żelazny Kruk” to połączenie przygody z fantasy. Raczej niewiele książek tego typu właśnie dla młodzieży znalazłam wśród polskich autorów.  Dla Rafała Dębskiego musiało być to również swego rodzaju wyzwanie, bowiem do tej pory nie specjalizował się on  w tego typu „młodzieżówkach”. Powiem tak: przeczytałam z młodszym synem i bardzo nam się podobało. Teraz czekamy na ciąg dalszy. W planach jeszcze dwie kolejne części.

Wiek 11+

Wydawnictwo Jaguar

niedziela, 25 listopada 2018

Ta książka spodoba się miłośnikom dinozaurów, przeszłości i … zagadek detektywistycznych. Może to ostatnie zabrzmi dość dziwacznie, ale śledzenie pewnych elementów z dalekiej przeszłości właśnie może przypominać swego rodzaju śledztwo.

Dalej czytamy: „Wielka księga ewolucji”. Ewolucja to proces, który „wcześniej istniejące formy, poddaje wolniejszym lub szybszym przemianom, pokolenie po pokoleniu, aż do momentu, gdy potomkowie zaczynają wykazywać cechy zupełnie odmienne od tych, które charakteryzowały ich przodków”. Lektura w wielu miejscach po prostu zaskakuje. Być może osoby obeznane z tematem nie dadzą się zapędzić w kozi róg. Jednak tacy laicy jak ja, zrobią pewnie duże oczy na wieść o tym, że tyranozaur (tak, tak – właśnie ten straszy tyranozaur) jest spokrewniony z … kurą. To co zatem zrobić z tezą, że wszystkie dinozaury wymarły? Spójrzcie w niebo – mnóstwo na nim ptaków, których prehistoryczni kuzyni wprawdzie żyli miliony lat temu, ale one – ptaki – ich potomkowie, mają się całkiem dobrze. W książce znajdziecie porównanie archeopteryksa z kogutem, bezgrzebieniowce (nieloty), ewolucję konia, szablozębne koty, trąbowce, olbrzymie ważki, lądowe krokodyle, wombata, australijską megafaunę, leniwca, pancernika, (uwaga!) wilka w owczej skórze (cokolwiek to oznacza), wieloryby, rekiny. Pewnie zadziwią Was informacje o tym, jak wiele współczesnych gatunków ma swoich przodków umiejscowionych właśnie w odległych czasach prehistorycznych. Na przykład walenie i hipopotamy mają ponoć swojego wspólnego prapraprapradziadka. Przy każdym okazie wyjaśnienie ewolucyjnego śledztwa i badań. Pokazanie cech wspólnych, również tych, które na przestrzeni lat zaniknęły bezpowrotnie.

Książka zawiera ładne ilustracje, informacje raczej krótkie i konkretne, trzymające się stricte tematu. Czcionka przypomina tę, z tradycyjnej maszyny do pisania. Mnie się podoba.

Wiek 6+

Wydawnictwo Adamada

Można by pokusić się o stwierdzenie, że o wojnie powiedziano już tak wiele, że temat chyba się wyczerpał. Nic bardziej mylnego, co udowadnia książka amerykańskiej autorki.

W Krakowie mieszka sobie pewien Lalkarz (od razu skojarzył mi się z kultowym Gepetto z „Pinokia”). Czasy nie są spokojne. Wyczuwa się , że już za chwilę wydarzy się coś niedobrego. Wojna wisi w powietrzu. Lalkarz Cyryl w swoim długim życiu wykonał dużo zabawek, wielu lalkom „dał” życie, a wielu dzieciom podarował tym samym radość. Jednak kukiełka Karolina jest zupełnie inna. Dlaczego? Karolina mówi. Co ja piszę – gada jak najęta. Czuje, przeczuwa, oddycha, myśli, planuje, boi się, cieszy się. Jednym słowem – żyje naprawdę. Karolina tak naprawdę przybyła do Lalkarza ze swojego świata – z Krainy Lalek. Za sprawą magicznego wiatru pojawiła się właśnie w Krakowie, wśród ludzi. Lalkarz ma też wielką moc – tylko jeszcze w tym momencie nie zdaje sobie z tego sprawy, musi ją odkryć – ale wszystko w swoim czasie. I posiada również olbrzymi talent – na miarę owych niebezpiecznych i okrutnych czasów, które już za chwilę nadejdą. Od momentu pojawienia się Karoliny w skromnych progach warsztatu rzemieślnika – artysty nic już nie będzie takie samo jak przedtem. Pewnie domyślacie się, że między Lalkarzem i Karoliną zrodzi się przyjaźń, ich relacje staną się ciekawym tłem do nieludzkich wydarzeń, które odbiły się piętnem na losach tysięcy, milionów ludzi. Piszę tu o okrutnych, nieludzkich czasach. Właśnie ta piękna przyjaźń, działania Lalkarza i Karoliny są takim światełkiem na końcu korytarza zwanego brakiem nadziei. W czasach okupacji, podczas której tak łatwo szafowano ludzkim życiem, znajdzie się ktoś, kto będzie gotów poświęcić wszystko, swoje najcenniejsze życie, nieść pomoc innym, ratować ludzkie życie, dawać nadzieję, pocieszenie.

Ktoś kiedyś powiedział, że w związku ostatnią wojną ogromne wrażenie robią liczby. Jednak jeszcze większe wrażenie robi los pojedynczego człowieka, który gdzieś ginie w tych milionach. Pochłania go masa. Jednak jeśli przyjrzymy się tej jednej, jedynej osobie, poznamy jej myśli, poczujemy strach, odruchy serca, jej pewność i niepewność, szczęścia i nieszczęścia – lepiej zrozumiemy okropności wojny. Bardziej to przemawia do nas aniżeli ikonografika wszystkich danych statystycznych, które serwują nam podręczniki historii. Poznacie Lalkarza, który będzie robił wszystko, by przeżyć ten okrutny czas, ale który będzie niósł też pomoc innym. Zobaczycie piękno ludzkiej duszy w ciemnych, odhumanizowanych czasach. Żeby złagodzić ton książki baśniowość, magia i fantastyka przewijają się tu z wojenną rzeczywistością. Jednak nie udaje się uciec o wojennej tematyki. Kolor czarny istnieje w życiu – nadchodzi czas, kiedy młodym ludziom trzeba podsunąć książkę o „tamtych” wydarzeniach. Może więc zacząć od „Lalkarza Z Krakowa”?

Dodam jeszcze, że książka kusi piękną i oryginalną okładką. W środku – strony ozdobione są bogato ornamentami.  Czujemy się, jakbyśmy faktycznie znaleźli się jakiejś baśniowej krainie. A to wojenny Kraków…

Wiek 12+

Wydawnictwo Galeria Książki

sobota, 24 listopada 2018

Kobiety określane jako słaba płeć wiele razy pokazywały, na co je stać. Zwłaszcza w sporcie. Ta książka to kompendium wiedzy na temat bardziej i mniej znanych kobiet sportsmenek. Reprezentantki najróżniejszych dyscyplin sportowych z całego świata.

Książka po pierwsze przybliża sylwetki tych postaci, sportsmenek, które musiały wiele sił włożyć w zwycięstwa, zdobycie medali. Po drugie – pokazuje, że to pięknie być kobietą i warto walczyć – mimo wszystko. Historie najpierw małych dziewczynek – z marzeniami, planami, które dokonywały niemożliwego. Które w końcu za życia często stawały się legendami, o których było głośno na świecie. Z historii sportu dowiadujemy się, że dawniej kobiety nie tylko nie mogły uprawiać sportu, ale nawet nie pozwalano im kibicować, oglądać zmagań mężczyzn. To dlatego, że uważano, że rywalizacja sportowa byłaby za dużym obciążeniem dla kobiecego ciała – ponoć słabego i delikatnego. Poczet sportsmenek otwiera Madge Syers – pierwsza łyżwiarka figurowa, która znalazła w sobie siły i odwagę, by wziąć udział w oficjalnych rywalizacjach. Oprócz sylwetek pań, dzieci przeczytają o mięśniach, różnicy płac w różnych dyscyplinach sportowych, ważnych dyscyplinach kobiecego sportu, stronach www, które warto odwiedzić.

Minusem tej książki jest to, że nie ma w niej ani jednej sportsmenki z Polski. A jest tyle pięknie zapisanych kart w historii sportu polskiego właśnie przez kobiety. Może ktoś kiedyś pokusi się o publikację o podobnym charakterze, ale traktującą o naszym rodzimym podwórku. Wśród znanych dyscyplin sportowych pojawiają się takie cuda jak: maszerka. Wiecie, o kogo chodzi?

Książka przedstawia się ciekawie ze strony graficznej. Strony są różnego koloru. Autorka - Rachel Ignotofsky, z wykształcenia ilustratorka, stanęła tu na wysokości zdania. Przedstawia na ilustracji bohaterkę "sportowej opowieści" i sięga po liczne ozdobniki, którymi przystraja tekst, a które pasują do tematu. Obok mini - rysuneczków są przytoczone ważne informacje i ciekawostki. Odwiedziłam stronę autorki. Jest tam kilka ciekawych, innych pozycji. Zwłaszcza rzuciła mi się w oczy książka o Ziemi. Może kiedyś zostanie też wydana. 

Wiek 9+

Wydawnictwo Egmont

piątek, 23 listopada 2018

Biegun północny, ocean, las deszczowy, rzeka, jaskinia górska, sawanna, klify i las – osiem miejsc i podział na górę i dół. Bo jeżeli chcemy „odwiedzić” taki Biegun północny to na górze znajdziemy  górę lodową i krę. Natomiast pod wodą, na dole, ten świat jest już bogatszy: morświn, orka, narwal, skorupiaki planktonowe, foka grenlandzka, dorsz arktyczny i humbak. Dzieci poznają rośliny i zwierzęta charakterystyczne dla wspomnianych wyżej środowisk. Obok każdego  z nich krótka informacja – np. na temat wyglądu, prowadzonego trybu życia, odżywiania. Każdy temat został podzielony na górę i dół. Można zobaczyć, gdzie występuje dany osobnik. Informacje są krótkie, w sam raz dla małych dzieci. Ta książka to taka podróż w różne zakątki świata, uwrażliwiająca na otocznie – dalsze i bliższe, zwracająca uwagę na rośliny i zwierzęta. Dzieci poznają podstawowe wiadomości na temat np. kraba, delfina, koralowców, albatrosa, ryb, konika morskiego, albicji (!), mrówki grzybiarki, pałki wodnej, zimorodków. To zaledwie kilka przykładów. W każdym środowisku żyją charakterystyczne gatunki. Każde z ośmiu środowisk zostało podzielone na ilustracjach na tytułowe: górę i dół. Co druga kartka została też przepołowiona … dosłownie. Na przedzie ładna przyrodnicza ilustracja, z tyłu natomiast opisy roślin i zwierząt. Książkę podarowałabym najmłodszym dzieciom. Teksty nie są długie, są przystępnie napisane. Jeśli dziecko jest starsze i faktycznie interesuje się przyrodą, mogłoby poczuć lekki niedosyt. "Góra i dół. Zobacz, jak niesamowita jest przyroda" może też być początkiem przyrodniczej pasji.

Wiek 4+

Wydawnictwo Adamada

czwartek, 22 listopada 2018

  

Ta część serii legend z okienkiem (na okładce) spodoba się tym dzieciom, które lubią historię, a zwłaszcza w rycerzy. Dotyczy ona Klemensa Wierusza – dzielnego rycerza , który wiernie służył Władysławowi Jagiellończykowi. Budził on postrach wśród raubritterów i najeźdźców wrogich państw. Nawet powtarzano takie powiedzenie: „Będzie szczerba w rodzie, gdy go Wierusz ubodzie”. Poznajemy jego rodzinę – matkę i synów, żona zmarła kilka lat temu. Wieruszowi służy Dobko, młodziutki rybałt, który śpiewa swemu panu m.in. ulubioną piosnkę żony. Pewnego dnia Wierusz zostaje pojmany i uwięziony. Nikt nie wie dokładnie, gdzie. Wierny Dobko postanawia mimo wielu niebezpieczeństw wyruszyć na poszukiwania swego pana.

Oprócz ciekawych historycznych postaci poznajemy tutaj losy Polski – życie na zamku pana, knowania, waśnie i układy polityczne. W tle bitwy, napady, tajne spotkania. Niespokojne to były czasy. Jak wówczas wyglądało życie, jak umeblowane były wielkie sale zamkowe, jakie stroje nosili mieszkańcy, jak oświetlano i ogrzewano izby, jak wyglądało uzbrojenie rycerzy, mury obronne Wrocławia? – to wszystko dzięki ilustracjom Marka Szala. Ciekawa wyprawa do przeszłości, która tłumaczy też powstawanie nazw miejscowości.

Wiek 5+

Wydawnictwo Literatura

środa, 21 listopada 2018

O naturze zostało napisanych już tyle książek, że osoby parające się tematem szukają (pewnie) sposobów, by przyciągnąć uwagę czytelników. Bo przecież wiadomo, że na Pustyni Chihuahua, w Himalajach, w deszczowym lesie Amazonii czy w lasach Szwarcwaldu nie czeka na nas żaden ogród. A już na pewno nie z taką piękną kutą bramą ze złota, jak na okładce. Ogród zwykle kojarzy nam się z pewną zamkniętą całością – zdefiniowaną w pewnych granicach. Jest to miejsce okiełznane przez człowieka, w którym nie czyhają na zwiedzających – bo ogród jest takim miejscem relaksu człowieka, żadne niebezpieczeństwa. Stąd – owe „ogrody” w tytule są na wyrost, ale nie powiem, ten zabieg na pewno spełnił swoją rolę. Każdy z ekosystemów – a jest ich w tej książce pięć – ma dla siebie charakterystyczne ukształtowanie terenu, każdy – inny klimat, inne też żyją w każdym z miejsc rośliny i zwierzęta. Ogrody, do których można „wejść” dzięki książce – bo pewnie niewielu z nas jest lub będzie dane zobaczyć je na własne oczy. Choć lasy Szwarcwaldu są jeszcze w zasięgu naszej ręki. Ameryka Północna i Południowa, Europa, Azja i Australia. Pięć kontynentów – pięć „ogrodów natury” i 80 zwierząt. Każdy z ogrodów jest opisany pod kątem ważnych danych w zakresie obszaru, warunków klimatycznych, które są decydujące w kwestii rozwoju flory, występujących rzek i oczywiście zwierząt. Można na własne oczy się przekonać, jakie gatunki żyją w danym zakątku świata. W przypadku wyprawy do Amazonii poznacie arę żółtoskrzydłą, tukana ciemnodziobego, elfika, harpię wielką, żabę szklaną, drzewołaza, motyle, anakondę zieloną. Jeśli czujecie niedosyt – to akurat w tym miejscu, to jest w Amazonii, wiele milionów gatunków zostało jeszcze do odkrycia. Wyzwanie dla małych czytelników – może kiedyś ktoś, w przyszłości dokona w tym miejscu jakiegoś ekscytującego odkrycia? Kto wie… Cieszę się, że w książce znalazły się lasy Szwarcwaldu. Być może ten akurat wpis zainteresują dzieci naszą rodzimą przyrodą, bo akurat fauna tego miejsca jest podobna do tej występującej w Polsce.

Książka jest bardzo ładnie i starannie wydana. Powiedziałabym nawet, że ze względu na format, okładkę i ilustrację jest w pewnym sensie lekturą ekskluzywną. Ilustracje bardzo mi się podobają. Z jednej strony przypominają dawne ilustracje z pism przyrodniczych, takie w stylu vintage. Z drugiej – niektóre z nich są w bardzo odważnych kolorach. Na tle szarości i czerni mocny akcent niebieski, czerwony, różowy. Wygląda ciekawie i … ekstrawagancko. I przykuwa uwagę. A o to przecież autorom chodziło.

Wiek 6+

Wydawnictwo Adamada

wtorek, 20 listopada 2018

Czerwony Kapturek w bajkach Artura Andrusa jest już dojrzałą kobietką – jest Żoną Zielonej Czapki. Gajowego – gwoli ścisłości. Kultowa baśniowa osóbka napisała list ze skargą w imieniu starych bajek. Ileż to razy Czerwony Kapturek ma być pożarty przez wilka? Ileż razy Kopciuszek ma zgubić pantofelek? Każda opowiadana bajka dzieje się po raz kolejny. No ileż można? Potrzebne są nowe bajki – od razu, już. Autor wziął sobie do serca ów smutne słowa i napisał nowe bajki, wywrócone do góry nogami, śmieszne, zwariowane. Bzdurne, ale fajne. Nieprzewidywalne. Napisane językiem na luzie, który doceni młody czytelnik. O królestwie Rzodkiewkowo, w którym żyli król i królowa oraz ich jedyna córka. Nazywani Jego Wysokość Spoko i Jaśnie Wielmożna Tak Nie Można. Z powodu tych tytułów wyniknęły różne śmieszne  sytuacje, które miały wpływ na sprawy rodzinne i te wagi państwowej. A czy możecie sobie wyobrazić dentystę, który boi się małego chłopca? Dentystę, którego na dodatek rozbolał ząb. W myśl zasady, że oto szewc bez butów chodzi. Mały Franio użył zaklęć, by pomóc lekarzowi. Ciekawe, czy któreś z dzieci, podobnie jak mały Franio, zna tajemnice … Nanibów. A gdy przyjdzie smutek powiedzcie tylko: „Pomidor, pomidor, kaszka z mleczkiem, pochichrajmy się troszeczkę”. Rozbawi Was też historia niedźwiedzia, który uciekł do lasu, bo nie lubił hałasu. Dziwne? W bajkach Artura Andrusa, jak to w bajkach bywa, wszystko jest możliwe: miś ostrzyżony na jeża, kaszlący kret w nocy, ziewający Borsuk, krzyczący Jenot „No jak jedziesz baranie”. Warto pewne rzeczy przeżyć, by potem stwierdzić: „wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu”. By zrozumieć, że czasem się do czegoś po prostu nie nadajemy. I że warto uczyć się języków obcych – przy czym najważniejszym jest język ojczysty. Razem siedem bajek, nie-klasycznych, z humorem słownym, sytuacyjnym. Z morałem, czasem absurdalnym, ale dającym za to do myślenia. Jak w takim przypadku: „Bo tak naprawdę… bez względu na to, jaki ma się charakter, prawdziwe szczęście można spotkać nawet w bibliotece. Zwłaszcza przy regale z książkami o dinozaurach” (oczywiście, aby zrozumieć sedno, trzeba przeczytać całą bajeczkę. Koniecznie!). Czytając te teksty zastanawiałam się, skąd to wszystko się Andrusowi bierze. Tak łatwo mu przychodzi. Ta zabawa językiem, wersem, rymem (bo i wierszyki są), bohaterami. I im bardziej o tym myślę, tym bardziej jestem pewna, że  z tym czymś trzeba się urodzić.

 

-„Kazimierzu, czy ty musisz tyle palić? Kopcisz jak smok”.

-„Przecież ja jestem smokiem” – odpowiada dziadek smok.

Albo: ślub królewny , kiedy to pewien biskup pyta ją:

-„Czy bierzesz sobie tego oto Piotra za męża?”. Królewna wówczas odpowiada: „A bo ja wiem?”.

Albo: „Było sobie dwóch braci podobnych do siebie jak dwie krople wody mineralnej niegazowanej”.

A reszta bajek – już w książce, którą polecam tym (w każdym wieku), którzy lubią książki oryginalne i mądre.

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Pierwsze, co od razu mi się rzuca w oczy, to ZIMA. Wszechobecna. Na okładce, wyklejce, na wielu ilustracjach. Płatki śniegu szczodrze lecą z nieba, jakby ktoś, tam na górze, trzepał jaką poduszkę puchową. Mróz szczypie w nosy, choć opatuleni oddajemy się lekturze w domowych pieleszach. Może odzywa się we mnie dawne wspomnienie z dzieciństwa – kiedy to panowały prawdziwe zimy - wielotygodniowe, śnieżne, mroźne. Taką zimę można spotkać również w tej książce w warstwie tekstu: „Las okryty śniegiem milczał dostojnie. Drzewa nakładały białe czapeczki, otulały się kołnierzami, a malutkie stworzonka czmychały do swoich norek, ciągnąc torby z zakupami” („Wigilia Florentyny”). A to tylko zaledwie jeden z wielu przykładów.

Wszystkie jedenaście opowiadań w iście świątecznym i zimowym klimacie. Wśród autorów znani i lubiani: Manuela Gretkowska, Agnieszka Tyszka, Justyna Bednarek, Zofia Beszczyńska, Grażyna Bąkiewicz, Beata Ostrowicka, Małgorzata Strękowska-Zaremba, Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Barbara Kosmowska, Zofia Stanecka. I jeden pan wśród pań: Paweł Beręsewicz.

Święta, święta – cuda się zdarzają. Święty Mikołaj płacze ze wzruszenia, bo znalazł się ktoś, kto o nim pamięta i podarowuje mu prezent. Myszka Florentyna czuje się niesamowicie samotna w święta Bożego Narodzenia. Szybka decyzja i już brnie z walizką (a w niej: czepek nocny, mydło, ręcznik, ciepła bielizna, koszula do spania) i szuka bratnich duszy, z którymi mogłaby spędzić święta. Czy znajdzie je? Petunia z kolei (tak naprawdę ma na imię Patrycja) po raz pierwszy sama z tatą ma przygotować święta. Mama jest w szpitalu – za kilka dni urodzi się malutka siostrzyczka. Tymczasem ciemnoszary karp ze złotymi łuskami uważnie przygląda się dziewczynce mądrymi oczyma i prosi o pomoc w wydostanie się z więzienia – z wanny.  Mama z małą Natą działają w kuchni – zbliża się Wigilia, a one jeszcze „w lesie”. Na dodatek ulubiona lalka Naty – Matylda, gdzieś nagle zniknęła. Dziewczynka odkrywa malutkie ślady, które prowadzą do pobliskiego lasu. Święty Mikołaj robi najlepsze naleśniki na świecie. Wiedzieliście o tym? Tymczasem zbójcy kradną wszystko, co im tylko wpadnie w ich łapska. Trzykołowy rowerek dla dzieci przepadł bez śladu, wspomniane już naleśniki też. A co najgorsze – Święty Mikołaj również. Jak będą wygalały nadchodzące święta bez Mikołaja? Nieeee, to niemożliwe. Oj, będzie się działo.

Bardzo mi się ta książka podoba – ilustracje, teksty. Jest niesamowicie klimatyczna – jeśli chcecie wprowadzić dzieci w atmosferę świąt, ta lektura nada się do tego doskonale. Oprócz świątecznej i zimowej oprawy – jest jeszcze inna wartość dodana tych opowieści. Przemycono do nich bowiem wiele ciekawych informacji na temat tradycji świątecznych. Nawet różnic w świętowaniu w zależności od regionu w Polsce: na przykład o obdarowywaniu dzieci podarkami nie tylko przez Świętego Mikołaja, ale również Aniołka.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia  

poniedziałek, 19 listopada 2018

Najpierw był wywiad z Piotrem Sochą, dopiero potem książka. Piękna. Piękna. Piękna. Można kartkować w nieskończoność „w te i wewte”. Podziwiać wszystkie listki, słoje, korę – przez które ilustrator został prawie samotnikiem, o czym też możecie poczytać w przytoczonym powyżej wywiadzie. W tej książce dominują zdecydowanie ilustracje. Przewraca się kolejną rozkładówkę – olbrzymią, i wchodzi się w obraz. Dopiero potem zauważa się tekst (przepraszam za to najmocniej Wojciecha Grajkowskiego). Obraz porywa nas w miejsca rodzime i egzotyczne, między gatunki znane z literatury, mediów, lekcji przyrody czy geografii i … gatunki zupełnie nam obce. Drzewa – na swój sposób oswajane, bo niektórzy z nas nie rozumieją wagi drzew dla naszego środowiska. Bo drzewo to tylko drzewo. Nie, nie zgadzam się z tym – drzewo, to AŻ drzewo! Wielu traktuje drzewa jako zwykłego „przeszkadzcza” na osiedlowym skwerku – bo liście, pszczoły i ptaki. Albo na drogach – przeszkody, bo wypadki i utrudnienia widoczności. A kim bylibyśmy bez drzew? Myślę o tym grabiąc właśnie teraz kilogramy liści z trawnika (te na grządkach zarezerwowane dla jeży), bo akurat my kochamy drzewa: mamy owocowe, lipę, brzozy, jarzębinę, klony.

A więc obrazy, nad którymi Piotr Socha spędził wiele miesięcy, które wykluczyły go z życia towarzyskiego może i w dużym stopniu z rodzinnego. Patrzę na tę ilość listków namalowanych i aż nie chce mi się wierzyć w to, że wszystkie one pochłaniały uwagę ich autora – każde z osobna. Zobaczcie ile ich jest! Dużo wyjaśniają teksty w bocznych szpaltach obok ilustracji. Znajdziemy tu skarbnicę informacji na temat liści, korzeni, zmian zachodzących w drzewach podczas poszczególnych pór roku. Czy wiecie na przykład, że drzewa mogą udać się w podróż? A najwyższe drzewa – w Kalifornii w USA osiągają ponad 115 metrów wysokości i są wyższe od takiego choćby Big Bena (96 m) czy Statuy Wolności (93 m). A cypryśnik meksykański Árbol del Tule, który w obwodzie ma (uwaga) 36 metrów to przykład drzewnych grubasów wagi ciężkiej. Zadziwią Was pewnie ciekawostki na temat wieku drzew na świecie. Nasze dęby to prawdziwe młodzieniaszki w porównaniu z takim choćby świerkiem pospolitym ze Szwecji. Stary (poczciwy) Tijkko liczy sobie (ba!) 9550 lat! Każde drzewo to niemy świadek historii. Każdego roku przybywa pod korą jedna cieniutka warstwa. Słoje mówią prawdę o wieku drzewa. Niektóre z gigantów wykiełkowały na przełomie epok brązu i żelaza – mowa tu o olbrzymich mamutowcach. Poznacie drwala i jego pracę, najsłynniejsze budowle drewniane – w tym cudo architektury: cerkiew na wyspie Kiży liczącą sobie 22 kopuły. Dalej: drewniane wehikuły, np. projekty maszyn latających Leonarda da Vinci, arka Noego czy mityczny koń trojański.  Drewniane maski z różnych zakątków świata: Meksyku, Gwatemali, Kongo, Nigerii. Instrumenty drewniane, domki na drzewach, bonsai, sztuka przycinana drzew, Darwinowskie drzewo życia, drzewo genealogiczne, drzewo w różnych religiach, święte drzewa – jak figowiec pagodowy buddyzmu i hinduizmu, święte dęby ludów pogańskich w Europie. Las, który pojawia się w tak wielu baśniach i legendach. Zamieszkały przez dziwaczne stworzenia: elfy, driady, duchy i duszki, wiedźmy, wesołą kompanię Robin Hooda. Jeszcze Wam mało? Temat jeszcze nie został wyczerpany. Po prostu nie jestem w stanie napisać tu o wszystkim. I pomyśleć (to na podstawie wywiadu), że pomysłów było jeszcze więcej, tylko z nich zrezygnowano. Piękna książka – podpowiadam: święta się zbliżają – idealny pomysł na prezent. Do czytania przez całe życie.

Wiek 6+

Wydawnictwo Dwie Siostry

niedziela, 18 listopada 2018

Jak tylko zobaczyłam zwiastun filmu "Księgarnia z marzeniami" wiedziałam, że muszę go obejrzeć. Niespieszny, nieprzewidywalny. Taki, jakie lubię. Nie ma tu zawrotnej akcji - jest za to rzecz o miłości i pasji do książek. Jeśli ktoś lubi takie klimaty, to polecam:) 


Tagi: film
17:00, be.el
Link Dodaj komentarz »

Czyż każdy z nas nie marzy o prawdziwej wielkiej miłości w  życiu? Nic dziwnego, że i kot Hipacy chciałby się zakochać. Najlepiej w „mikołajki”. Łatwo powiedzieć – zakochanie się to wcale niełatwa sprawa. Hipacy tymczasem marzy o tym uczuciu tak intensywnie, że aż mu mleko wykipiało. Ale jak poznać tę drugą połówkę? W tym temacie radzi się bardziej doświadczonego kolegi – Stefana. Może powinien udać się do kina, teatru, na potańcówkę, kulig, turniej brydża, na lodowisko, do baru rybnego, muzeum naleśników czy może do smażalni śledziowych pączków? Rozbawiły mnie te propozycje, nie powiem. I tak sobie na brudno myślę, że przecież to ważne, gdzie się spotka tego swojego „niedoparka”, w jakim środowisku przebywa, gdzie bywa. Oj, ale wybór miejsca, jak się okazuje, w przypadku Hipacego, to też wielki problem. W dodatku spotkanie kogoś nie rozwiązuje go: musi przecież zaiskrzyć, musi być chemia. Trzeba dobrze czuć się w towarzystwie tej drugiej osóbki, rozumieć bez słów. Czy Hipacemu się uda znaleźć taką bratnią duszę?

Sercowe rozterki sympatycznego kota – do poczytania właśnie teraz, w okresie przedświątecznym. Jako że i takie elementy pojawiają się w tej miłej książce. Bo kto powiedział, że  w Adwencie to tylko i reniferach, Mikołaju i prezentach trzeba czytać?

Wiek 3+

Wydawnictwo Literatura

sobota, 17 listopada 2018

Ludzkie ciało od zawsze budziło ciekawość. I ciągle jeszcze kryje mnóstwo tajemnic. Fajnie jest móc zajrzeć do środka – udać się w swego rodzaju podroż do wnętrza – tak jak w słynnej kreskówce „Było sobie życie”. Poruszamy naszą wyobraźnię – widzimy w naszym ciele mnóstwo małych postaci – ludzików. Wszyscy bardzo zaangażowani, pracowici. Ludzkie narządy jako swego rodzaju fabryki, urządzenia, mechanizmy, których trzeba doglądnąć, należy naprawić, wprawić w ruch. To pokazuje, jak wszystkie układy, narządy muszą ze sobą współpracować, być cały czas na chodzie – żeby organizmy prawidłowo funkcjonowały. I to bezawaryjnie. Książka tłumaczy poszczególne układy: krwionośny, nerwowy, oddechowy, mięśniowy, szkieletowy i inne. W podręcznikach szkolnych – bardzo rzeczowych, "suchych":), nie ma miejsca na zabawę. Tutaj widzimy porównanie naszego organizmu do różnych urządzeń i ludków pracujących przy nich, pewne ważne i trudne procesy i pojęcia są wytłumaczone w przystępny sposób. Lektura podpowiada jak nabrać siły, co sprawia, że mówimy, rośniemy. Co wyprawiają w naszym ciele hormony, jaką rolę odgrywa wątroba, jak się rozgrzewamy i co się dzieje w organizmie z wodą? Dlaczego musimy jeść i co sprawia, że widzimy i słyszymy, czujemy smaki i zapachy, dlaczego chorujemy? Te i inne zagadnienia zostały tu wyjaśnione  ciekawie i wyczerpująco. Ciekawostki i konkretne informacje – pogrupowane tematycznie. Na końcu słowniczek z wybranymi pojęciami. Każda rozkładówka to nowy temat z mnóstwem ilustracji. Male ludziki pracują, śpią, jedzą, doglądają narządów. Niestandardowe przedstawienie wiedzy. Zupełnie inaczej, niż nas do tego przyzwyczaiły podręczniki szkolne.

Wiek 10+

Wydawnictwo Adamada

piątek, 16 listopada 2018

Zabawa jest prosta: klaun żongluje, dzieci rzucają kostką i zależnie od tego, na jaki kolor trafia pionek, losowana jest karta z „pytaniem”. Specjalnie napisałam pytaniew cudzysłowie, ponieważ tak naprawdę żadnych przygotowanych pytań tu nie ma (dla urozmaicenia – twórczy rodzice mogą je wymyślać). Na każdej karcie (jest ich razem 90) w samym środku znajduje się duży rysunek. Poniżej trzy małe obrazki i trzy dziurki . Dziecko wkłada paluszek w dziurkę pod obrazkiem, który najbardziej jego zdaniem pasuje do dużego obrazka. Np.: duży koń, poniżej: słoń, traktor i podkowa. Jeśli chce samo się przekonać, czy jego odpowiedź jest prawidłowa (zapewniam, że zawsze chce) – na odwrocie każdej karty klaun wskazuje prawidłowe rozwiązanie. Karty z czerwonym paskiem to kolory, z zielonym – zawody, pomarańczowym – jedzenie, żółtym – zwierzęta, niebieskim – dom, liliowym – miejsca.

Frajda jest już na samym początku, gdy trzeba opróżnić wszystkie dziurki. Posypały się kółeczka gęsto na podłogę (mimo upływu czasu zawsze gdzieś jakaś zbłąkana owieczka – kółeczko jeszcze się znajdzie). Zapewniam, że zabawa trwa nadal, bowiem małe dzieci uwielbiają ruch. Tutaj trzeba operować palcem, trafić w prawidłową dziurkę. A jak często maluchy udają, że się zastanawiają, czy to ta dziurka, a może inna – choć doskonale znają odpowiedź – wiadomo – trening rodzi mistrza.

Gra rozwija słownictwo, ćwiczy koordynację ruchową, koncentrację i uczy samodzielnego myślenia. Nie wspomnę o matematyce – liczenie  w zakresie 1-6. To nic, że nie zawsze jest tak jak być powinno, i że trzylatek liczy: jeden, dwa, pięć, sześć. Dalej – logiczne myślenie   i rozróżnianie kolorów, kojarzenie ich  z pewnymi pojęciami. Możliwość samooceny poprzez  sprawdzenie na odwrotnej stronie.

Jedynym mankamentem są za cienkie karty. Jeśli gramy z maluchem (zapewniam, że trzylatek świetnie sobie daje radę – nie mam doświadczenia z dzieckiem 2,5 letnim ale kto wie – też pewnie można już  z nim zagrać) trzeba brać pod uwagę delikatność tekturki. Co do wieku (na pudełku 3-7 lat)– doświadczenie z  mojego podwórka pokazuje, że Quiz jest za łatwy już dla sześciolatków. W grze może brać 1-4 dzieci.

Fajna zabawa. Polecam!

Wiek 3+

Wydawnictwo Granna

Adamada wyspecjalizowała się w książkach popularnonaukowych dla dzieci. Ostatnio wydała prawdziwe perełki przybliżające dzieciom wiedzę o świecie przyrody i naszej planecie. Księga Ziemi – jak nazwa wskazuje jest w całości jej poświecona. Wielkoformatowa, na grubych kartkach, ładnie wydana, z kolorowymi ilustracjami skierowana jest do starszych dzieci. Ale też dla tych, którzy jeszcze nie mają w szkole geografii czy przyrody – dla pasjonatów i miłośników podobnej tematyki. Dzieci są uważnymi obserwatorami świata – potrafią w nieskończoność wiercić dziurę w brzuchu: ich „Dlaczego?” pojawia się przez całe dzieciństwo (potem nie wiedzieć czemu, stopniowo zanika – a szkoda). Ta książka na pewno odpowie na wiele nurtujących pytań.  Młodszym dzieciom będą musieli pomóc dorośli – ale pewnie zrobią to z przyjemnością, bo tematyka jest iście wciągająca. Również małe literki i wąska interlinia powodują, że sięgną po książkę ci bardziej zaprawieni w boju czytelniczym. Natomiast sam układ treści, wybór informacji, ilustracji – to uczta i dla oka i umysłu. Widać, że autor chciał nadać „Księdze” swego rodzaju rys … ekskluzywności. W końcu tytuł zobowiązuje. Nie zależy mu na „napchaniu” mnóstwa informacji na stronie/ rozkładówce, by do maksimum wykorzystać wolne miejsce. Jest ciekawie, ale też ładnie, wygodnie dla oka i elegancko. I nie traktuje przekazywanej wiedzy sztywno, sztampowo, jako swego rodzaju „suchy” przekaz informacji. Stara się rozbudzić w czytelniku zainteresowanie, a może nawet i zachwyt. Dlatego pewnie Autor zdecydował się na formę udania się w … podróż. To nie ma być tylko czytanie książki strona po stronie, ale ma to być wyprawa w różne rejony naszej planety. Pisze o tym, gdzie zajrzy razem z czytelnikami, które miejsca razem odkryją. To dość ciekawy zabieg – człowiek czuje, że jest w dobrych rękach, został książkowo przytulony i otoczony opieką.

Całość została podzielona na cztery rozbudowane działy: Procesy zmieniające Ziemię, Życie na Ziemi, Regiony Ziemi oraz Człowiek i Ziemia.

Czy wiecie na przykład, że wszechświat istniał ok. 9 mld lat bez … Ziemi. I że najbardziej podobna planeta do Ziemi to Kepler 452b – jednak najprawdopodobniej bez życia na niej. I że w Europie mamy aktywny wulkan – to Wezuwiusz we Włoszech. I że wysokość najwyższych gór na Ziemi to zaledwie 0,1% długości promienia Ziemi. I że łuk błyskawicy potrafi być 5 razy gorętszy od Słońca. I że od początku swojego istnienia Ziemia była domem dla około miliarda gatunków żywych organizmów, z czego 99% już wyginęło. I że największą różnorodność organizmów skrywają głębiny morskie. I że także nietoperze mają swój udział w zapylaniu roślin. I że podskoczek egipski żyjący na pustyni w ogóle nie pije wody. Dużo tych „I że…”, bo można by wymieniać bez końca. Książka zawiera mnóstwo „ziemskich” informacji i ciekawostek. Niektóre z nich są łatwiejsze do przyswojenia przez dzieci. Inna tematyka jest bardziej skomplikowana. Wiedzę można stopniować w zależności od wieku. Na pewno na pierwszy ogień pójdą zwierzęta – bo to one zawsze budzą największą ciekawość wśród dzieci.

Wiek 11+

Wydawnictwo Adamada

czwartek, 15 listopada 2018

Dziś pewnie niewielu z nas potrafiłoby przywołać film z 1936, który rozpowszechnił słynne powiedzenie „Ada, to nie wypada” z plejadą przedwojennych gwiazd polskiego kina. W każdym razie gdzieś tam w naszej głowie kołacze to powiedzenie odnoszące się do zachowania dziewczynek, dziewczyn, kobiet. Pewnie było ono drogowskazem dla wielu kobiet w przeszłości. Było też receptą na wychowanie dziewczynek w wielu polskich domach. Tymczasem świat się zmienia, obyczajowość również. „Ada, to wypada” jest oczywiście tytułem przekornym, nawiązującym do tamtego sformułowania: jaka powinna być kobieta. Na szczęście to już przeszłość:) Książka pary autorek Zosi Karaszewskiej i Sylwii Stano, które pytają znane kobiety o to, co ... właśnie wypada zrobić. Na swoim przykładzie pokazują, że trzeba skończyć ze stereotypowym myśleniem. Jak cię ktoś zaczepia – należy pokazać temu komuś, gdzie raki zimują. Nie podoba ci się, co ktoś mówi, powiedz to otwarcie, a nie chowaj głowy w piasek! Chcesz krzyczeć – krzycz! Chcesz wejść na najwyższą górę świata – wejdź! Jednak nie myślcie, że bohaterki tej książki namawiają dziewczynki, dziewczyny do jakichś wywrotowych działań czy rewolucji. Nie, zwracają uwagę na małe zmiany w życiu codziennym. Małe kroczki – początek wielkich kroków w przyszłości. Kobiety na przykładzie swoich doświadczeń, niekiedy trudnych i bolesnych, starają się przekazać pewną myśl. Może któreś z zachowań zainspiruje kogoś/ nas do działania, do zmian? Ewa Błaszczyk musiała zmienić swoje życie o 180 stopni. Po wypadku córki Oli, która do dzisiaj jest w śpiączce, zaangażowała się w pomaganie innym. Założyła fundację „AKOGO?”, przyczyniła się do powstania klinki „Budzik”. Znana aktorka namawia do pomagania innym, czynienia dobra. Bo „każdy ma jakąś misję. Po to jesteśmy na świecie”. Katarzyna Bonda, autorka poczytnych kryminałów, po przykrym zdarzeniu z kurą bez głowy u cioci na wsi, powiedziała, że „wypada stawiać granice”. Marta Dymek miała wykonywać prestiżowy zawód. Tymczasem odkryła, że jej życie będzie związane z gotowaniem. Namawia do przyprawiania po swojemu, dodając do tego swoją prywatną filozofię odnoszącą się nie tylko do sięgania po przyprawy. Każda z kobiet ma coś do przekazania czytelniczkom, każdą poznajemy dzięki krótkiemu opisowi. Wśród „przepytanych” osób są tutaj: Irena Eris, Magdalena Fikus, Agnieszka Graff i Katarzyna Rosner, Agnieszka Holland, Joanna Klimas, Mela Koteluk, Olga Kozierowska, Katarzyna Kozyra, Ewa Łętowska, Katarzyna Miller, Marta Sziłajtis-Obiegłow, Natalia Partyka, Karolina Baca-Pogorzelska, Beata Stelmach, Kamila Szczawińska, Dorota Wellman, Agnieszka Więdłocha i autorki tej książki. Dużo pomysłów na życie, dużo pozytywnej energii. Nie uważacie, że dziewczyny w Polsce niekiedy słabo wierzą w swoje możliwości? Może ta książka coś zmieni:)))

Książka ma atrakcyjną oprawę graficzną – nic dziwnego, pracowało nad nią aż pięć ilustratorek: Ada Buchholc, Ola i Kamila Romaniuk, Dagmara Jagodzińska, Anna Kożdoń. Spisały się świetnie. Ja lubię taki nowoczesny, kolorowy misz-masz.

Wiek 11+

Wydawnictwo Znak

środa, 14 listopada 2018

Miś Paddington ma już 60 lat. Kolejne pokolenie dzieci poznaje go, bawi się przy ilustracjach, śledzi jego przygody. Niniejsza książka została wydana specjalnie z okazji tego jubileuszu – duży format, grubsze kartki, mnóstwo kolorowych kultowych ilustracji (jakżeby inaczej) Peggy Fortnum.

We wstępie czytamy: „Paddington był początkowo jedynie bazgrołem, posuniętą o krok dalej starą pisarską sztuczką, jaką jest bezustanne ostrzenie ołówków przed rozpoczęciem pracy. Ja uciekałem się do czyszczenia za pomocą wygiętej szpilki środka literki „o” na czcionce maszyny do pisania – to satysfakcjonująca odskocznia od pracy, choć nieco plami palce, ale pomagała mi w tych dawnych czasach, kiedy byłem niepełnoetatowym pisarzem zarabiającym jako operator w telewizji”.

Chciałam zwrócić uwagę m.in. na czyszczenie czcionki i poplamione palce – no tak, ponad pół wieku temu nie było jeszcze czyściutkiej klawiatury i komputera.  I pomyśleć, że początek przygód misia to „niewielki futrzany obiekt siedzący na półce nad kominkiem w moim (autora) jednopokojowym mieszkaniu w Notting Hill Gate w Londynie”.

Wydanie jubileuszowe to właśnie początek przygód Paddingtona. Jego przybycie na stację Paddington w „ciepły, letni dzień” W śmiesznym kapeluszu z szerokim rondem. Miś wyemigrował z mrocznych ostępów Peru, ponieważ jego ciocia Lucy, u której do tej pory mieszkał, poszła do domu dla emerytowanych niedźwiedzi. I tak oto miś znalazł się w domu u państwa Brown – sympatyczny, niezgrabny, żarłoczny, nieokrzesany. Długo by wymieniać. W tym wydaniu możecie poczytać tym, jak Paddington przybywa do Londynu, jak otrzymuje imię. Jest śmiesznie, kiedy Paddington je w restauracji, bierze kąpiel, próbuje okiełznać schody ruchome w kolejce podziemnej, robi zakupy, maluje obraz, udaje się z wizytą do teatru, świętuje swoje urodziny. Miś co rusz wpada w kłopoty, co jest nie lada wyzwaniem dla jego opiekunów, państwa Brown. Ach ta angielska powściągliwość i dobre wychowanie, kultura, bon-ton. Właśnie to mnie bawi najbardziej – reakcja ludzi na miśkowe rojbrowanie.

Wiek 4+

Wydawnictwo Znak

wtorek, 13 listopada 2018

Aż trudno wyobrazić sobie, że Adam Mickiewicz (tak, tak – właśnie ten Adam Mickiewicz) był kiedyś dzieckiem. Łobuziakiem, który broił, że aż trzeszczało i wióry leciały. Był chłopcem, który tylko patrzył, by zniknąć z oczu matki i robić to, co mu się żywnie podoba. Właśnie takiego Adasia poznajemy w tej nietypowej biografii przyszłego wieszcza (przynajmniej na początku). Ale nie tylko jego. Ola i Eryk przebywają z wizytą u dziadków. W ich dwupiętrowym domu i otaczającym go ogrodzie mogą zajrzeć dosłownie wszędzie. Jest tylko jeden wyjątek – gabinet dziadka. A z dziećmi wiadomo – im bardziej nie wolno, to tym bardziej trzeba. No i dwójka łobuziaków wchodzi w tajemnicy do zakazanego pokoju. Na parkiecie leży dziwna książka – „grube, otwarte tomisko”. Przecież aż się prosi, by do niego zajrzeć. (Ola) „podeszła do niego, spojrzała na ilustracje. Mały dworek z kolumnami, przed nim wysokie drzewa, a w nim…”

No właśnie – ta książka to początek przygody – przenosin w czasie do wieku XIX, gdzie mały Adaś Mickiewicz wypadając z okna dworku huknął o ziemię. Taki wstęp obiecuje lekturę na luzie, pokazującą chłopaka – zdolnego, wielce obiecującego – ale jak każde dziecko kochającego swobodę. Normalny dzieciak z krwi i kości, z dziecięcymi marzeniami,  ochotą do psot i żartów – a nie poważna, spiżowa postać znana z pomnika.  Poznacie Adasia ćwiczącego się w strzelaniu  (ponoć nigdy nie był wyborowym strzelcem), podczas zabaw z bratem Franciszkiem, słuchającego niezwykłych opowieści Błażeja, sługi u państwa Mickiewiczów, patrzącego z przerażeniem na płonący Nowogródek, śledzącego z wypiekami na twarzy poczynania Napoleona i jego wielkiej armii. Ten Adaś zaczyna pisać – powoli, nieudolnie, ale już widać poetycką wrażliwość i talent.

Eryk i Ola razem dziadkiem przenoszą się do różnych etapów z życia poety. Obserwują go w różnych sytuacjach, są świadkami radości i smutków, nawiązywania przyjaźni, zdawania egzaminów, wyczekiwania armii Napoleona, przeżywania śmierci ojca - Mikołaja Mickiewicza.

Sama biografia to ciekawy pomysł na przedstawienie w niesztampowy sposób życia wieszcza. Podoba mi się włączenie postaci dziadka do całego planu. Dzieci czerpią garściami z jego wiedzy i doświadczenia. To połączenie pokoleń – Ola i Eryk spędzają razem czas z dziadkiem, rozmawiają, rozwiązują problemy – myślę, że to ważne przesłanie w czasach, gdy dzieci odgradzają się w swoim świecie komórek, tabletów i Internetu. Ta książka to nie tylko fakty z życia Mickiewicza. To również ciekawy obraz życia w dawnej Polsce pod zaborami: obraz społeczeństwa, życia rodzinnego, zwyczajów, historii.

Wiek 9+

Wydawnictwo Zysk i S-ka  

poniedziałek, 12 listopada 2018

Metoda Montessori ma coraz więcej zwolenników. Jeszcze do niedawna nie było praktycznie nic – a jeśli już, to kilka niszowych publikacji. Od jakiegoś czasu ukazuje się coraz więcej wydawnictw  i to w zakresie samej teorii nauczania jak i pomocy dydaktycznych. Ta książka traktuje o odkrywaniu świata wokół nas, tego najbliższego. Powiem tak: jest to niesamowicie cenna pozycja, ponieważ wzbudza już u najmłodszych dzieci zainteresowanie tym, co w przyrodzie piszczy.

Na początku kilka informacji na temat wagi przyrody w życiu dziecka i istotny dział: „Do przeczytania przed rozpoczęciem zajęć” – jak powinna wyglądać praca z dziećmi, jak dziecko poznaje wszystkie etapy zadania i poprzez jakie aktywności dziecko wzmacnia zaufanie do siebie i swoje umiejętności. Obowiązkowo należy zapoznać się z działem: „Objaśnienie podstawowych zasad i terminów stosowanych podczas zajęć”. Całość podzielona jest na części: geografia, świat roślin, świat zwierząt, fizyka i czas. Autorka podpowiada jak zrobić niektóre pomoce do nauczania domowymi sposobami. Wiele z nich można oczywiście kupić, ale cena na pewno nie jest niska. Na przykład jak zrobić własnoręcznie globus sensoryczny – przy pomocy zwykłego globusa, kleju i piasku; albo formy geograficzne z gliny. I tak dzieci poznają globus: lądy i oceany, cechy charakterystyczne danego kontynentu, zwierzęta, mamy i dzieci świata, kuchnie świata, formy geograficzne, flagi państw, oceany, skały, wulkany. To zaledwie przykład z działu geograficznego. Pozostałe są również bogate w treści. Bardzo podoba mi się część o świecie roślin, ponieważ można wykorzystać do nauki tak wiele praktycznych rzeczy: ziemię, nasiona, owoce i warzywa. Nie trzeba mieć ogrodu, wystarczy przedszkolny lub domowy parapet do przeprowadzania prostych eksperymentów. Wszystkie lekcje podpowiadają w jakiej kolejności wykonać poszczególne zadania, jak się zwracać do dziecka, jak mu tłumaczyć. Książka jest bardzo przejrzysta – nieoceniona pomoc i dla rodziców i dla nauczycieli przedszkoli.

Wydawnictwo Egmont

 
1 , 2