Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
środa, 30 listopada 2016

Żeby było jasne: Baran jest pierwszy, ponieważ taki właśnie jest porządek w Zodiaku. To on zaczyna poczet gwiezdnych znaków.

Baran:

„Zawsze szybki, szczery, rzutki,

Choć nie wszystkim miłe skutki”.

Byk:

„Wszystko lubi mieć dla siebie,

Z trudem dzieli się w potrzebie.”

Bliźnięta:

„Wiele spraw wciąż mają w głowie

Często kończą je w połowie.”

Rak:

„Czy to rano, czy wieczorem,

Rak jest wielkim domatorem.”

Lew:

”Choć natura z gruntu szczera,

nieraz pycha go rozpiera.”

Panna:

„Moi drodzy, oto Panna,

Skromna, czysta i staranna.”

Waga:

„Przy tym, jak to czasem bywa,

Jest wygodna i leniwa.”


Skorpion:

„Skorpion, jak zapewne wiecie,

Jest odważny jak nikt w świecie.”

Strzelec:

„Optymizmu ma bez liku,

Nie zna krętactw, zdrad, uników”

Koziorożec:

„Wciąż się w nim ambicja budzi,

Często szorstki jest dla ludzi.”

Wodnik:

„Wodnik stawia wciąż pytania,

Bo go świat do pytań skłania.”

Cytaty z 8-wersowych wierszyków Marcina Brykczyńskiego wybrałam przypadkowo. I proszę się nie obrażać ani obrastać w pychę – bowiem autor o każdym Znaku Zodiaku mówi trochę dobrego i trochę mniej dobrego. Z przymrużeniem oka pokazuje, że natura ludzka jednak jest skomplikowana. Nic nie jest ani czarne ani białe. Ale za to jest kolorowo – a to za sprawą ilustracji Ewy Poklewskiej-Koziełło. Świat się zmienia jak w kalejdoskopie – a to za sprawą mijających pór roku i środowisk, z jakimi kojarzą się poszczególne Znaki. Sprawdźcie, co o Was tutaj napisano. A może razem z dziećmi popatrzycie w niebo, bo lektura do tego również zachęca.

Wiek 4+

Wydawnictwo Literatura

Lektura dla miłośników kotów i dla tych, którzy nie boją się eksperymentowania ze sztuką. Bo może nie każdy pogodzi się z tym, że jego ukochana z obrazu wielkiego Leonarda – mam na myśli – Mona Lizę – ma twarzyczkę pięknej kotki. Albo Vivien Leigh – słynna Scarlett O’Hara z „Przeminęło z wiatrem”, tańczy z kocim wdziękiem i  … kocim pyszczkiem skrytym pod wdowim welonem.

Podróż przez różne epoki i style. Od starożytności po współczesność. Słynne dzieła, przerobione na kocią nutę.

Niektóre portrety, inne tłumne sceny, na których roi się od kotów różnej maści. Potraktowanie sztuki z przymrużeniem oka. Bo wiele z tych dzieł wywołuje drżenie serca i gęsią skórkę u mecenasów,  wielbicieli dzieł malarskich. Tu tymczasem potraktowanie tych perełek, cennych, drogocennych wręcz, trochę z jajem, dla zabawy.

Podobnie sceny z kultowych filmów. Celebryci, gwiazdy ekranu z kocimi pyszczkami, wąsami i uszkami. Oczywiście uwzględniono historię kina – czarno-białe takie pozostało: na przykład Flip i Flap i Charlie Chaplin.


Proszę Państwa, koty na tych obrazach mają wdzięk, wiele uroku. Miłośnicy kotów będą zachwyceni. Ich pupile w roli głównej. I to jakiej.

Wydanie bardzo ładne i staranne, o wymiarach 195 mm x 217 mm. Na kredowym papierze. 


Wiek: dla każdego

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 29 listopada 2016

Książka w świątecznym klimacie. W Basinym domu pachnie już pierniczkami. Tata pod nosem podśpiewuje kolędy, a sama Basia ma nadzieję, że jej Misiek Zdzisiek w noc wigilijną w końcu przemówi i opowie, co mu się przyśniło. Ogólnie rzecz ujmując- panuje przedświąteczny rwetes, pachnie grzybami, suszonymi, burakami – aż w głowie się kręci. Tylko mama nie ma już siły. Trzeba zrozumieć – w końcu tyle ma na głowie. Bałagan wyrasta jak spod ziemi, jest głośno, dzieciaki same nie wiedzą już czego chcą. Mama na szczęście znajduje rozwiązanie: na choinkę potrzebne są ozdoby. Dzieciaki: Basia, Janek i mały Franek zaczynają wycinać zwierzaki. Oczywiście jak to z dziećmi bywa zdarzają się niespodzianki – jak choćby dziura w tubce z klejem. A czym to grozi? – wiadomo.


Podoba mi się ten rozgardiasz w domu Basi. Jakże inna atmosfera niż ta jaką pokazują wychuchane wnętrzarskie pisma. Wszędzie stoją powycinane zwierzęta, figurki ulepione z solnej masy, w zlewie się piętrzy stos brudnych naczyń. Padnięta z wycieńczenia mama śpi na kanapie. Taaak – kochani. Taka jest rzeczywistość z trójką małych dzieci. Cudnie oddała ją Zofia Stanecka. Bo niekiedy zdarzają się święta nieidealne. Ale po latach okazuje się, że to właśnie one są najpiękniejszymi i najcieplejszymi wspomnieniami.


Ta książka pomoże przeżyć te święta. Dosłownie. Niech mamy gotują barszczyk, zupę grzybową, lepią pierogi. A dzieci w tym czasie niech wycinają, kleją, rysują. Oczywiście mama pomaga, podpowiada, zagląda przez ramię. Znajdziecie w specjalnej tekturowej części mnóstwo zwierzaków do wycięcia: są tu dinozaur, żółw, foka, słoń, owieczka, świnka, ślimak. Do tego paśnik, zagroda, drzewa. I jeszcze mnóstwo drobiazgów do przyozdobienia: gwiazdki, półksiężyce, serduszka, kółeczka. I nawet jeśli to nie będą idealne święta, to na pewno będą to bardzo udane święta Bożego Narodzenia. A o to przecież chodzi;)


Wiek 3+

Wydawnictwo Egmont

poniedziałek, 28 listopada 2016

Książkowa wyprawa na daleką Północ. Spotkanie oko w oko ze zwierzętami zamieszkującymi  krąg polarny Ameryki Północnej, Europy i Azji. Egzotyczne okazy jak niedźwiedź kodiacki, głuptak niebieskooki, pręgowiec, edredon turkan, widłoróg amerykański, piżmowół arktyczny, kaszalot spermacetowy. Gatunki, których nazwy brzmią znajomo: lis polarny, zając bielak, zając szarak, głuszec zwyczajny, panda wielka, niedźwiedź polarny czy wilk szary. Razem 80 różnych zwierząt, ich krótkie opisy i ilustracje.

Autorzy słusznie zwracają uwagę na problematykę zanieczyszczenia środowiska i globalnego ocieplenia, które mają wpływ na życie wielu rozmaitych gatunków. Co trzecie zwierzę opisane w książce zagrożone jest wyginięciem.


Znajdziecie tu mnóstwo ciekawostek, choćby takich jak: lwu górskiemu bliżej do kota domowego niż lwa, orle gniazdo bielika amerykańskiego może ważyć nawet kilka ton, orki porozumiewają się swoim dialektem, szop pracz ma zwinne paluszki a skunks potrafi spryskać śmierdzącą wydzieliną na odległość 3 metrów. Teksty są krótkie.

Przy niektórych gatunkach (naprawdę nielicznych) brak informacji – tylko nazwa gatunku.  W książce dominują ilustracje – są jak obrazy. Tytuł książki zobowiązuje – wszak to galeria. Ilustracje są imponujące – niekiedy poskładane jakby z figur geometrycznych, linii, plamek, cętek.

Książka ma niespodziankę – sztywna obwoluta po rozwinięciu okazuje się być plakatem pokaźnych rozmiarów, którym można przyozdobić swój pokój. A jeśli ktoś poczuje wilczy głód na kolejną dawkę informacji może sięgnąć po galerię zwierząt Południa.


Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

wtorek, 22 listopada 2016

Rozbroiła mnie scena zaraz na początku książki. Romek wlewa Tytusowi do głowy „Oleum Patrioticum”. Czy naprawdę należy właśnie tak uczyć młode pokolenie patriotyzmu? Na siłę, przymusowo. Czy raczej wybrać metodę, którą proponuje Papcio Chmiel: tłumacząc, odkrywając na nowo, trochę z przymrużeniem oka, pół żartem pół serio? Każdy może sam udzielić sobie odpowiedzi, co najbardziej do niego przemawia.

Papcio Chmiel ma w tej dziedzinie już spore doświadczenie. Do tej pory w ramach albumów historycznych Tytus, Romek i A’Tomek zapoznali najmłodszych z czasami Krzywoustego, bitwy pod Grunwaldem, wojny o niepodległość USA, Powstania Warszawskiego, Bitwy Warszawskiej 1920, Odsieczy Wiedeńskiej. Teraz siódma odsłona: nasi bohaterowie poznają historię hymnu Polski. Byłoby całkiem poważnie, gdyby oczywiście nie Tytus, który nie raz krzyżuje plany rysownikowi. Ale on już przecież tak ma: niestety niezwykle trudno jest uczłowieczyć tego osobnika. Nowy komiks daje możliwość przeniesienia się w czasie – właśnie trwa Insurekcja Kościuszkowska, trzy państwa sąsiadujące z Polską zacierają sobie ręce i realizują plan podziału naszych ziem, Polska traci niepodległość. Tymczasem w dalekich Włoszech generał Henryk Dąbrowski tworzy legiony Polskie. Trójka przyjaciół udaje się w długą drogę, by walczyć o wolność ojczyzny. Pojawia się oczywiście Józef Wybicki – twórca Mazurka Dąbrowskiego. Chociaż czy do końca? Zabawna jest scena, kiedy to trójka bohaterów pomaga mu napisać tekst. Tytus, Romek i A’Tomek sami przenoszą się w czasie, analizują daną sytuację, zastanawiają się, czy dane wydarzenie powinno być opiewane w pieśni. Jest poważnie i jest wesoło zarazem – jak to u Papcia Chmiela: Tytus w naturalnym wykwintnym owłosieniu, Tytus ze swoją „małpią” wersją patriotycznego wiersza Bełzy, scena golenia Wybickiego.

W książce znajdziecie sporą dawkę informacji historycznych (to przede wszystkim na szerokich paskach obok scenek komiksowych), społecznych, kulturowych. Skarbnica wiedzy, którą można posiąść przez zabawę. Np. na tematy sytuacji w dawnej Polsce, ubiorów, strojów legionistów, pieśni patriotycznych. Pojawiają się postacie znane z podręczników historii i literatury: wspomniani już generał Henryk Dąbrowski i Józef Wybicki, Jan III Sobieski, Jan II Kazimierz, Zygmunt III Waza, Napoleon Bonaparte. Uwaga – nawet Adam Małysz.  

Dla wszystkich tych, którzy lubią Tytusa, Romka i A’Tomka i dla miłośników historii.

Wiek 7+

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

poniedziałek, 21 listopada 2016

Są książki, które powstają przypadkiem. Taka jest właśnie „Mały żółty i mały niebieski” Autor Leo Lionni wracał z wnukami pociągiem. Początkowe „aniołki”  wraz z każdym kolejnym przejechanym kilometrem dostawały coraz większych przysłowiowych rogów. Remedium na harce pociągowe była właśnie ta historia – opowiedziana za pomocą kolorowych wydzieranek – na szybcika sporządzonych z tekstów reklamowych w gazecie. Pomysł oryginalny, nadzwyczajny, rewelacyjny – a jednocześnie taki prosty.

Przygody małych: niebieskiego i żółtego. Ich codzienne perypetie: szkoła, zabawy, życie rodzinne. Czytasz o plamkach. Niby widzisz je tylko jako plamki właśnie – czytasz tekst i uwalniasz olbrzymie pokłady fantazji i wyobraźni. Zaczynasz widzieć coś więcej, wyraźniej. Zwykłe plamki nie są już tylko plamkami. Nabierają charakteru, mają uczucia, potrafią wyzwalać emocje, nawiązywać przyjaźnie. Stają się bohaterami z krwi i kości. Okazuje się, że aby opowiedzieć mądre historie, które mogą człowieka czegoś nauczyć, wcale nie potrzeba wielkich słów i spektakularnych ilustracji. Może faktycznie prawda jest w zdaniu, że w prostocie siła. Akurat w tym przypadku stwierdzenie to potwierdzam.

Według „New York Timesa” oraz American Institute of Graphic Arts „Mały żółty mały niebieski” to jedna z najlepszych książek ilustrowanych dla dzieci.

 

 

Lionni jest artystą, który zachował w sobie zdolność myślenia przede wszystkim obrazami,dzięki czemu potrafił tworzyć prawdziwie szczere książki dla dzieci.

 

Bruno Bettelheim


Wiek 2+

Wydawnictwo Babaryba

czwartek, 17 listopada 2016

 

Książka układanka – dla miłośników futbolu. Bardzo wciągnęła mojego 9-latka, który na co dzień jest też fanem naszego miejskiego klubu sportowego – a ściślej – właśnie sekcji piłkarskiej. Z tego względu, że obowiązków syn ma całkiem sporo, zaplanował sobie swój dzień w taki sposób, że codziennie przed snem MUSI ułożyć jednego piłkarza. Trwa to już od kilku dni – i widzę w tych Mikołajowych postanowieniach dużą regularność i dyscyplinę. Zresztą samo układanie wciąga i jest naprawdę fajną zabawą. Pięć drużyn i ich czołowi zawodnicy. Do czytania i do układania. Każda rozkładówka to kolejna drużyna: Portugalia, Włochy, Hiszpania, Anglia i Niemcy. I królowie piłki: Ronaldo, Iniesta, Rooney, Neuer. Grube kartonowe karty, krótkie teksty na temat drużyn. Do tego zdjęcie lidera i układanki Puzzle – w sumie pięć plansz, każda z 50 klockami Puzzle. Klocki są zabezpieczone ogranicznikami. Po ułożeniu zostają w książce i nie wysypują się. Po wyjęciu klocków na spodzie znajduje się zdjęcie zawodnika. Jest to duża pomoc w układaniu dla najmłodszych dzieci. A takie już dobrze orientują się w drużynach i zawodnikach, już zaczynają trenować pod okiem taty lub trenera.

Książka o piłkarzach, z krótkimi tekstami, dużymi literami, klockami puzzle – kolorowa, ładnie i starannie wydana - pewnie spodoba się małym miłośnikom futbolu. A w razie problemów – pewnie i tata pomoże.

P.S. Kto mi pomoże rozszyfrować Włochów? Któż to jest na okładce? Nie chcę strzelić gafy – nie wiem.

Wiek 4+

Wydawnictwo Egmont

Odyseusz po dziesięcioletniej Wojnie Trojańskiej (ponoć był pomysłodawcą słynnego konia trojańskiego) przez kolejnych długich 10 lat nie może trafić do swojej ukochanej ojczyzny – Itaki. Stało się to za sprawą klątwy i niechęci Posejdona do bohatera wydarzeń spod Troi. Tymczasem w domu czekają na niego żona Penelopa i syn Telemach. Obydwoje nie wierzą w śmierć męża i ojca – choć po tylu latach wiara ta jest coraz słabsza. W zamku bawią liczni zalotnicy, którzy chcą zmusić Penelopę, by ta poślubiła jednego z nich. Trwonią majątek Odyseusza, dni upływają im na zabawach i ucztowaniu. Sprytna Penelopa zapowiedziała, że podejmie decyzję odnośnie ślubu kiedy skończy tkać płótno – jednak każdej nocy, gdy zalotnicy już śpią, w tajemnicy przed nimi pruje to, co utkała za dnia. Pewnego dnia do drzwi pałacu puka żebrak. To Odyseusz z dużą pomocą Ateny w końcu dotarł na rodzinną wyspę. Ma w głowie plan – jak pokonać zalotników i odzyskać swoją pozycję. Na razie tylko nieliczni wiedzą kim tak naprawdę jest.

Manuela Adreani – włoska ilustratorka, napisała skróconą wersję Odysei na motywach eposu Homera o tym samym tytule (przypuszczalnie z VIII w.p.n.e.). Przez karty tej opowieści dla dzieci przewijają się bohaterowie znani z dzieła dla dorosłych. Przedstawia przygody Odyseusza, jego zmaganie z losem. Uproszczony tekst pozwala najmłodszym na poznanie wielu mitycznych postaci - kim są Atena, Zeus, Posejdon, heros Laertes, Polifen, Kirke, Kalipso. Zwróciłam na tę książkę ze względu na ilustracje – są naprawdę piękne i mają w sobie to coś. Delikatne, w szmaragdowej tonacji Morza Jońskiego. Kolor wody pojawia się często, jest nieodłącznym elementem ilustracji i nie pozwala zapomnieć, że to właśnie morze odegrało tak wielką rolę w życiu Odyseusza.

Wiek 6+

Wydawnictwo Olesiejuk

środa, 16 listopada 2016

Beza lubi bezy – stąd to przezwisko. Choć tak naprawdę ma na imię Juvetsi. Wychowuje ją tata. Do mamy, która prowadzi cukiernię, Beza jedzie wtedy, gdy zatęskni. Potem znów wraca na osiedle Raj. Niedawno się tu wprowadziła.

Kim jest Zlatko? Słysząc to imię od razu myślimy o tym najsłynniejszym Zlatanie. I mamy rację, bowiem ojciec chłopca jest miłośnikiem futbolu. Tyle że Zlatko nienawidzi piłki nożnej. Dlatego trudno mu znaleźć prawdziwych przyjaciół na osiedlu. Nawet jego bracia popychają go i wyśmiewają. Pewnego dnia pojawia się dziewczynka z oczami błyszczącymi jak złoto. Pomaga chłopcu dojść do siebie po wypadku – i jest to początek wielkiej przyjaźni. Dzieciaki zgadzają się, lubią przygody, zabawy na dworze. Zlatko ma teraz do kogo pójść. Beza i Zlatko w pierwszym tomie serii przekonują się, że jak ma się najlepszego przyjaciela, to w ogóle nic nie boli.

 

Beza ma ochotę na coś słodkiego. Razem ze Zlatkiem i kieszonkowym w ręku dzieci biegną na zakupy do sklepu Alego. Po drodze wpadają w tarapaty – spotykają siejący postrach w okolicy gang Aniołów. Dochodzi do konfrontacji między dwójką przyjaciół i osiedlowymi zbirami. Ciekawe kto będzie górą? I czy Beza w końcu skosztuje ciasteczek? I jaką rolę w tej historii odegrają wypadające zęby?

Dzieci z reguły lubią się bać, a tu emocji akurat będzie co niemiara. Ale od początku. Zlatko ma w planach nocować u Bezy – a tu zaczął go boleć brzuch. W końcu idzie do przyjaciółki. Sami w domu – praktycznie robią co chcą. Objadają się słodyczami, oglądają film niedozwolony dla dzieci. I gdy Zlatko i Beza próbują zasnąć – wtedy zaczynają się strachy: skrobanie w podłogę, ścianę, inne dziwne odgłosy. Czy Zlatko i Beza zdobędą się na odwagę i w końcu pójdą do łazienki zrobić siusiu? I dlaczego można pokusić się o stwierdzenie, że na osiedlu Raj jednak mieszkają zwariowane dzieciaki?

Każdy wie (rodzice również z własnego dziecięcego doświadczenia), że urodziny to ogrooooomne emocje. Beza kończy siedem lat. Jaki prezent dostanie? Kto stawi się na urodzinowe przyjęcie? Dlaczego tata Bezy uronił łezkę? W końcu – jak doszło do tego, że Beza ze Zlatkiem się pokłócili? I to tak porządnie. Na zawsze. Choć czy aby na pewno na zawsze?

Dużą zaletą tej książki jest zwykła codzienność szwedzkich rówieśników. Problemy dorastających dzieciaków: wzajemne relacje: kłótnie, zabawy, świętowanie, spędzanie czasu. Beza i Zlatko razem dzielą troski i radości, przyjemności i kłopoty. Prosty tekst, duża czcionka, szeroka interlinia zachęcają do samodzielnego czytania. Lektura pokaźnych rozmiarów, mnóstwo ilustracji gwarantują sukces czytelniczy.

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

 

wtorek, 15 listopada 2016

 

Zbiór 10 opowiadań, które przenoszą czytelnika do czasów Jagiellonów. Wśród autorów: Grażyna Bąkiewicz, Paweł Wakuła i Kazimierz Szymeczko. Kto interesuje się historią ten na pewno zna te nazwiska  –  akurat w tym przypadku reklamy nie potrzebują:) A ja gwarantuję wysoką jakość książki. Na kartach pojawiają się osoby znane z podręczników do historii i literatury. Najczęściej dzięki relacji przypadkowych świadków wydarzeń: służby, dzieci. To one opowiadają o tym, co widzą ich oczęta. To one są świadkami historii. Leosia ma 13 lat i jest hafciarką. Przygotowuje na zlecenia pary królewskiej: Jadwigi i Władysława Jagiełłów, szatki do chrztu. Mistrz Kot z Dębna, profesor Akademii Krakowskiej, opowiada synom Jagiełły: Władysławowi i Kazimierzowi, bajki, które nawiązują do historii Polski. 12-letni Radek słucha opowieści ojca płatnerza o Władysławie Warneńczyku. Nastoletni Teoś sierota wałęsa się po świecie i szuka dachu nad głową. Nieopatrznie zrzekł się swoich ziem na korzyść Krzyżaków. Ot – rycerze zakonni  podeszli syna szlachcica polskiego podstępem.

Losy tych młodziutkich bohaterów to okazja, by poznać nie tylko władców polskich, ale również życie codzienne w dawnej Polsce.: również konwenanse, tradycje, bogate tło społeczne i polityczne. Wśród celebrytów ówczesnej Polski spotkacie tu Bonę, żonę króla Zygmunta Starego i astronoma Mikołaja Kopernika i poetę Mikołaja Reja. Jeśli ktoś lubi historię w tle i wycieczki do przeszłości – ta lektura jest jak znalazł.

Książka ukazała się w ramach serii "A to historia". Jeśli ktoś ma zacięcie historyczne - tutaj znajdzie inne tytuły, które warto przeczytać:)

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

poniedziałek, 14 listopada 2016

Są książki, których się nie zapomina. Ze względu na treść, ilustracje, wydanie, przesłanie. Bo mają to coś. „Złota klatka” to kandydatka na długie zapamiętanie. Najpierw treść: bardzo odważna, wręcz nietypowa jak na współczesne bajki i baśnie. Książka ta stoi w dużej opozycji do lukrowanych, słodkich opowieści pisanych ku zadowoleniu czytelnika. Oczywiście z wyśmienitym happyendem. Gdzie księżniczki „są”, a ich największą zaletą jest robienie słodkich oczu. Daleka jestem od nieprzemyślanych osądów – jednak współczesnym bajkom, baśniom często brakuje ….okrucieństwa. Jakkolwiek to brzmi. Elementów, które potrafią wstrząsnąć czytelniczą duszą, wywrócić ją na ręby. Postać księżniczki Walentyny kłóci się z wizerunkiem dobrej królewny o szczerozłotym sercu, która chce aby zawsze było dobrze i wszyscy byli zadowoleni. W „Złotej klatce” głowy służących spadają z rozkazu królewny tak często, że nie sposób ich wszystkich zliczyć. Jest działanie – jest i konsekwencja. Walentyna ma bowiem dziwne hobby: kolekcjonuje ptaki. Ktoś powie: też mi coś: każdy może. Sama Walentyna ma już 100 klatek z różnym okazami z całego świata. Marzy jednak o ptaku, który umie mówić. Głowa za głową spadają, a nikt nie może zrealizować marzenia dziewczynki. Klatka  ze złota numerem 101 ciągle stoi pusta. Pewnego dnia przychodzi do Walentyny pewien chłopiec, który niesie ze sobą  obietnicę i pewną naukę.


Piękna baśń o władzy i obsesji. O tym jak człowiek wykorzystuje swoją pozycję i nie dba o życie innych. O zapomnieniu w przemocy. Rozkoszowaniu się w poczuciu posiadania władzy, wydawaniu wyroków.  W końcu to baśń o obietnicy i … cierpliwości. O zmianie człowieka na lepsze. O nadziei. I wierze w człowieka – bo ta z każdą stroną jest coraz mniejsza. Wrażenie ze wszech miar wzmocnione przez delikatne ilustracje – obrazy. Pełne pięknych ptaków i motywów florystycznych. Okrucieństwo Walentyny razi i fizycznie boli. Świat widziany naszymi oczyma w tej książce jest jak balsam na duszę. Obrazy koją ją i leczą. I niosą ze sobą nadzieję, że w świecie,  w którym jest tyle piękna nie można być przecież aż tak okrutnym.  Twarz dziewczynki daleka jest od znanego i powszechnie akceptowanego disnejowskiego wizerunku słodkiej dziewczynki. Wymuskanej i delikatnej. Walentyna ma twarz osoby starszej, doświadczonej i cierpiącej. Księżniczka wydaje rozkazy, decyduje o życiu innych – a jej decyzje odbijają piętno na twory. To przekroczenie pewnej granicy ze wszystkimi skutkami i efektami ubocznymi. Baśń dosyć mroczna, rozjaśniona  na końcu postacią chłopca. Jest on orędownikiem dobra i wiary w człowieka. Mnie w głowie rodzi się pytanie: czy spełnienie marzenia uszczęśliwi człowieka? Ponoć są dwa przekleństwa: jedno, gdy nie możesz dostać tego, o czym pragniesz. Drugie – gdy to, o czym marzyłeś, jest już w twoich rękach. Złota klatka może urosnąć do symbolu czegoś, nieosiągalnego. Bo czy spełnienie marzenia uszczęśliwi Walentynę? Czyż można budować swoje szczęście na nieszczęściu innych?


„Złota klatka” to opowieść o córce cesarza. Wiadomo – dwór cesarski kojarzy się z bogactwem i przepychem. Taki jest właśnie świat stworzony przez Carlla Cneut’a – belgijskiego ilustratora wyróżnionego licznymi nagrodami.  Rojno tu od różnych ptaków i kwiatów.  Wszystko pięknie przedstawione.

A dla tych, którzy pokochali ptaki - wyjątkowa propozycja. "Ptaki" - tym razem do rysowania, gryzmolenia i kolorowania. Aż 80 stron do kreatywnego wyżycia się:) Sprawdzenia swoich sił w różnych technikach. Duży format książki daje możliwość użycia farb, plasteliny, pasteli. Można dać upust swojej wyobraźni - stworzyć okazy, o jakich naukowcy tego świata (ornitolodzy?) nigdy nie słyszeli. A może ktoś zdecyduje się przyozdobić takim dziwacznym osobnikiem ścianę w swoim pokoju? Efekt na pewno murowany. Książkę można kupić tutaj. 


Wiek 6+

Wydawnictwo Dwie Siostry

niedziela, 13 listopada 2016

 

Książka uzmysławia najmłodszym, że życie w mieście wcale nie zamiera wraz z nadejściem nocy.

Wprawdzie „mrok większość ludzi  z ulic wypłoszył”, jednak ktoś pracowicie stuka w klawisze, na strychu baraszkuje kot, w autobusie zaspani pasażerowie szukają biletu do kontroli. Ruch na dworcu kolejowym i w szpitalu ogromny. W remizie strażackiej zawył alarm, komuś pali się dom, polewaczka przegania kurz z ulicy.

Nastrojowe i niekiedy żartobliwe wiersze Agnieszki Frączek bogato zilustrowane przez Magdę Kozieł-Nowak. Bardzo polubiłam prace ilustratorki po lekturze „nowych” Dzieci z Bullerbyn”. Cenię ją za tę odwagę, bo niełatwo było zmierzyć się legendami – akurat w przypadku tego tytułu. A tutaj pokazała, że czarna noc ma jednak wiele barw.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Literatura

sobota, 12 listopada 2016

Książka dla maluchów na oswajanie świata. I nie tylko tego najbliższego. Bo w tej Encyklopedii dla dzieci pojawia się też trochę egzotyki.

Już sama okładka zapowiada, co znajduje się w środku. Moc obrazków podzielonych tematycznie. Każda rozkładówka to osobny wątek: liczby, części ciała, garderoba, członkowie rodziny i emocje, wyposażenie dziecięcego pokoju, pomieszczenia w domu, posiłek, zabawy na dworze, pogoda i pory dnia, pory roku, wieś, dzikie zwierzęta, przedszkole, podróże i miasto. Każda strona to mnóstwo większych i mniejszych ilustracji obrazujących słownictwo do danego tematu.

Dzieciom towarzyszy podczas poznawania świata mały przewodnik – brązowy króliczek. Niezłą frajdą będzie odnalezienie go na każdej dużej planszy. Maluchy mogą go odnaleźć wśród szczytów gór, pod palmą w tropikach. Książka jest doskonałym bodźcem do rozmów: opowiadania, odpowiadania na pytania, szukania szczegółów. Dzieci rozwijają język, ćwiczą spostrzegawczość, cieszą oko kolorem, poszerzają słownictwo. Książka jest kolorowa, kartki bardzo grube i sztywne – małe rączki mogą ją przeglądać tam i z powrotem.

Autor jest artystą, który dzieli swój czas między Warszawę i Barcelonę.

Wiek 0+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

 

piątek, 11 listopada 2016

„Fistaszki” wielu z mojego pokolenia nie zostawią obojętnym. Mamy takie swoje fistaszkowe prywatne wspomnienia. Moja pierwsza wersja komiksu była cieniutka. Z dużym zaangażowaniem pokolorowałam też charakterystyczne czarno–białe ilustracje, bo wychodziłam z założenia, że takie wcale być nie powinny i że to wynikało raczej z PRL-owskiego skąpstwa farby drukarskiej dla wydawcy niźli z wyższej konieczności. Dopiero po latach dotarło do mnie, że oryginalne „Fistaszki” właśnie takie mają być. Może spowodowała to kolorowa już tym razem kreskówka zaprezentowana jednorazowo w ramach DKF-u w naszym miasteczkowym domu kultury? Nie wiem. Powiew Zachodu na prowincji dzięki niepozornej książce. A to Charles by się zdziwił.  

O swoich Fistaszkach akurat w tym tomie opowiada we wstępie Andrzej Poniedzielski. Dalej to już 314 stron charakterystycznych paseczków z lat 1977-1978. Charlie Brown, Lucy, Patty, umuzykalniony Schroeder, Linus, Snoopy. Z tekstem i bez. Całkiem krótkie, i całe serie na całą stronę i dłuższe. Zabawy dzieciaków, w których czasem można zobaczyć siebie – ze wszystkimi wadami i przywarami. Humor, czasem nie do ogarnięcia przez młodsze pokolenie, scenki, do których zrozumienia czasem potrzebna jest wiedza z zakresu polityki czy kultury. Przypuszczam, że w dzisiejszych czasach bohaterowie komiksu byliby ukazani inaczej. Nie spędzaliby tyle czasu na dworze - zwrócę uwagę na fakt, że nie straszna im zła pogoda: śnieg czy deszcz. Pewnie częściej występowaliby ze współczesnymi gadżetami, których nazw nawet nie jestem w  tej chwili zacytować. „Fistaszki” to niezwykle ciekawy obraz społeczny – to świat, którego już nie ma. Pomijam całe tło przeszłości – np. czarne telefony z tarczą itp. To też cudowne wchodzenie w częste interakcje z rówieśnikami: bez wtrącania się dorosłych, rozwiązywanie problemów po swojemu, mówienie o nich, spędzanie razem wolego czasu, rozwijanie wspólnych zainteresowań. Widząc teraz często puste podwórka i ulice – bez bawiących się dzieci, które są – a jakże pochowane po domach przed monitorami miałabym wielką ochotę pokazać im świat naszego dzieciństwa – z prostymi zabawami, konkretnymi zasadami postępowania. Nie oglądaliby slajdów, ale sięgaliby po aparaty cyfrowe i komputery. Przełączaliby kanały pilotem. Bo Fistaszki to też, a może i przede wszystkim, obraz zmieniającej się rzeczywistości.

Andrzej Poniedzielski wspomina:

Fistaszkowe filmiki nie są długie. Kilka obrazków – klatek. Zaabsorbowanie odbiorcy – na chwilę. Fistaszki nie wyciągają ręki po obszerne fragmenty mojego czasu. Zdają się mówić: „Przystań na chwilę”. „Zastanów się” Albo właśnie: „Nie zastanawiaj się. Jest tyle ludzi i obszarów twojego życia wymagających zastanowienia. Odetchnij przy nas. My nie jesteśmy filozofią. My filozofujemy. A nawet filozujemy jedynie”.

Z Fistaszkami w naszym domu jest tak. Co rusz wyciąga je ktoś z regału – bo budzą ciekawość. Poszczególne tomy mają nietypowy grubaśny i podłużny kształt. Od razu rzucają się w oczy. Nie czyta się ich ot tak – od razu. Delektuje się nimi. I – tak jak te konkretne i prawdziwe peanuts – strasznie wciągają. Niby chce się przeczytać tylko jedną stronę (niby chce się zjeść tylko trochę), potem czyta się następne i następne (a potem sięga się po następne i następne do torebeczki). Co ciekawe zawsze można książkę otworzyć w obojętnie którym miejscu i zawsze na nowo wzbudzi ona zainteresowanie.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

 

sobota, 05 listopada 2016

Przeczytałam z przyjemnością, bo właśnie zaczął się okres różnych chorób – a wirusy – mimo tego że w książce przesympatycznie przedstawione, w rzeczywistości nielubiane i niebezpieczne. Stąd warto poznać wroga, by poznać jego taktykę i ewentualnie przygotować swoją.

Na temat wirusów przeciętny człowiek (pacjent) raczej niewiele wie. Zaczyna się nimi interesować, gdy choroba już pojawiła się w domu. Tutaj w prosty i przyjemny sposób (jakkolwiek to brzmi) przedstawiono świat wirusów, które najczęściej (niestety) atakują właśnie dzieci.


Na samo wejście: Wirusłownik ,a w nim wiele pojęć związanych ze stanem chorobowym. Krótkie definicje 16 terminów – tym razem – od Be do Zet: biegunka, bostonka, diagnoza, dietetyczny posiłek, enterowi rusy, gruczoły, higiena, izolacja, odwodnienie, powikłania, półpasiec, szczepionka, światłowstręt, węzły chłonne, wirus i zapalenie spojówek.

W dalszej części wirusy przedstawiają się czytelnikowi już same. W pierwszej osobie opowiadają o sobie różyczka, ospa wietrzna, świnka, choroba bostońska, opryszczka, grypa żołądkowa, odra.


Każdy opis choroby zawiera informacje o tym, jakie zmiany zachodzą w ludzkim organizmie. Na końcu podsumowanie tzw. W pigułce, a w nim okres atakowania choroby, objawy, postępowanie w przypadku wystąpienia choroby i przeciwdziałaniu.

Spodobał mi się pomysł na przedstawienia żyjątek, które faktycznie występują często obok nas. Bohaterowie pierwszego planu, którzy przedstawiają samych siebie. Dalej – ciekawy pomysł ilustracyjny – najpierw obrazek ze zdrowym dzieckiem, a potem folia, która po nałożeniu na pierwszą ilustrację pokazuje zmiany chorobowe na ciele człowieka.

Autorkami są - mama i córka:) A przy wydaniu książki pracował cały sztab pozytywnie zakręconych ludzi:) 

Wiek 6+

Wydawnictwo Przygotowalnia 

piątek, 04 listopada 2016

Wyprawa do przeszłości. Możliwość zasmakowania zamieszkania w angielskiej rezydencji, jaka zazwyczaj pojawia się w kostiumowych filmach. Eleganckie pomieszczenia, gustownie i pięknie wyposażone. Patrząc na nasze małe mieszkania – najczęściej m 4 z dwoma pokojami, kuchnią i łazienką, można dostać zawrotu głowy od samych nazw pomieszczeń: bawialnia, biblioteka, pokój muzyczny, skład porcelany. Są i pomieszczenia na zewnątrz: oranżeria, ogród, ogródek warzywny. Pomieszczenia nie są umeblowane. I tu się rozpoczyna najlepsza zabawa, bowiem książka ma ponad 200 naklejek przedstawiających różne sprzęty, umeblowanie, stroje, instrumenty muzyczne, wyposażenie kuchenne, które należy według gustu i upodobania odpowiednio ustawić, zawiesić. Mini zabawa w urządzanie i dekorowanie wnętrz. Książka niekiedy podpowiada, co należy zrobić, aby uniknąć gafy. Wiadomo angielska rezydencja to wielki świat – trochę ą, ę, bułkę przez bibułkę. Wszystko ma tu swoje miejsce, przecież nie wypada oburzyć towarzystwa. Choć swoją drogą, dlaczego nie zaszaleć i nie zadziałać według własnego widzimisię? Dużo ciekawego słownictwa, dużo informacji na temat dawnego życia – w prawdzie nie w treści, ale w obrazkach. Jak choćby pantalony, otomana, podgrzewany stojak na żelazka, dzwonki na służbę. Dzieci mogą przekonać się ile zachodu kosztowała obsługa takiej rezydencji. Jak żyli jaśnie państwo, a gdzie było miejsce dla służby. Ciekawa pozycja do zabawy i nauki. A może w te pomieszczenia wkomponować jeszcze laleczki własnego pomysłu, które ożywią ten świat?

Wiek 5+

Wydawnictwo Olesiejuk

wtorek, 01 listopada 2016

Jesteśmy po seansie filmowym „Jumanji”, w którym to różne zwierzaki - większe i mniejsze, pojawiły się na ulicach pewnego miasteczka siejąc popłoch i strach. Stąd nie dziwimy się wcale, że nagle w książce pojawiają się egzotyczne zwierzęta, które w dodatku dochodzą swoich praw. Charakterystyczny czerwony autobus pozwala od razu zlokalizować zasmuconą menażerię. Anglicy generalnie znani są z miłości do czworonogów, ale w stolicy Królestwa pojawił się problem. Zwierzaki nie mają czym jeździć. A może ktoś im pomoże? Może ktoś rozwiąże ich komunikacyjne bolączki?


Słoń jest za wielki, by dostać się do autobusu. Małpy wyprawiają małpie figle w sklepowym wózku. Tygrys bengalski może przecież napędzić niezłego stracha pasażerom ekspresu. Foka próbuje szczęścia w taksówce. Stonoga nieźle się namęczy zanim wyruszy w podróż aż na … stu rolkach. Żyrafia szyja nie mieści się w samolocie. A wieloryb naprawdę komicznie wygląda na rowerze – i świnia również – na deskorolce.  

Pełne humoru krótkie wierszowane historie o zwierzętach próbujących poradzić sobie z problemami. Czy im się uda? Podpowiem tylko, że tak, ale nie zdradzę tajemnicy jaki środek lokomocji spełnił oczekiwania całej gromadki.


A może ktoś pokusi się o to, by nauczyć się wierszyków na pamięć?

Słoń w autobusie? Nie, nie ma mowy!
Gdy wsiądzie olbrzym, zamęt gotowy!
Bo szary kolos ma wielki zad – 
Czy po siedzeniach zostanie ślad?

Rozwijająca wyobraźnię lektura dla najmłodszych, ze świetnymi pełnymi humoru ilustracjami.

Wiek 4+

Wydawnictwo Prószyński i S-ka