Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
poniedziałek, 30 listopada 2015

 

Punktem wyjścia tej opowieści jest dziewiąty października 2012 roku. Właśnie wtedy padły strzały w kierunku Malali, młodziutkiej Pakistanki, która miała odwagę przeciwstawić się talibom. Nie zakrywała twarzy, na swoim blogu opisywała życie codzienne pod rządami agresorów, wyrażała otwarcie swoje myśli. Dwóch zamaskowanych mężczyzn zatrzymało szkolny autobus, którym uczennice wracały po szkole do domu. Jeden z nich wszedł do środka i zadał pytanie: „Która to Malala?”.

Padły strzały - stan dziewczynki był naprawdę ciężki, Malala wróciła do zdrowia. Nie poddawała się w walce z niesprawiedliwością. W 2011 roku otrzymała Pakistańską Nagrodę Pokojową, w 2013 roku Nagrodę Sacharowa, Międzynarodową Dziecięcą Nagrodę Pokojową, Nagrodę Anny Politkowskiej i Nagrodę Simone de Beauvoir. W 2014 – Pokojową Nagrodę Nobla.


Renacie Piątkowskiej udało się przybliżyć dzieciom postać Malali – również dziecka, które zostało wplątane w wojnę dorosłych. Temat obecnie bardzo aktualny patrząc na to, co dzieje się codziennie przed naszymi oczami na świecie, a zwłaszcza w Europie. Niebezpieczny świat, w którym nikt nie przejmuje się prawami człowieka, nie mówiąc już o postrzeganiu tych najmniejszych. Wspaniały przykład wychowania – rodzice Malali mieli odwagę przekazać dziecku swoje wartości, które w pewnych światach są krytykowane, za które można stracić życie.

Pod ciekawym zbeletryzowanym życiorysem kryje się też wartościowa nauka dla współczesnego młodego czytelnika – który często nie wie co to bieda i niebezpieczeństwo – że warto mieć swoje zdanie i iść pod prąd, bo tylko wtedy można zmienić świat. Lekcja odwagi, która może inspirować nie tylko dzieci. Temat na pewno nie jest łatwy – jednak autorka unika drastycznych opisów. Koncentruje się na przeżyciach dziewczynki, reakcji jej rówieśników na wydarzenia. Dobrym pomysłem jest przytaczanie również starych baśni, które opowiada tu babcia Malali.


Książka ciekawie zilustrowana przez Macieja Szymanowicza, który kilkakrotnie wziął na warsztat pojedyncze tomy serii "Wojny dorosłych - historie dzieci".

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

Przypominam o konkursie. Do wygrania ilustrowany "Harry Potter i Kamień Filozoficzny". Szczegóły tutaj. 

Tagi: konkurs
06:02, be.el
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 listopada 2015

Końcówka roku obfituje w piękne książki. 52 tygodnie jest na półce już kilka dni i jak mam tylko chwilę, sięgam po nią. Oryginalny pomysł, by pokazać jedną gałąź jabłoni w różnych ujęciach, w różnym towarzystwie, o różnych porach roku. Co tydzień na drzewie zjawia się inny ptak. Tytuł wskazuje więc, ile osobników można obserwować. Początek -  w dniu pierwszego stycznia. Odwiedziny modrej sikorki. Przyroda zatacza koło: na końcu te same ptaki odwiedzają jabłoń w zimowy dzień.

Wśród gatunków zilustrowanych są: rudzik, pokrzywnica, kowalik, pełzacz ogrodowy, szczygieł, gil, dzięcioł, pójdźka, drozd śpiewak, kos, dymówka, grubodziób, trznadel, makolągwa, raniuszek, jerzyk, pleszka, wilga, żołna, dziwonia, kapturka, dzięcioł czarny, pliszka żółta, pliszka siwa, wrona, zięba, trzcinniczek, kukułka, muchołówka szara, podróżniczek, turkawka, lelek, dudek, słowik, pokląskwa, dzwoniec, płomykówka, dzięcioł zielony, skowronek, sójka, orzechówka, sroka, szpak, wróbel, sowa uszata, strzyżyk, modraszka, zniczek, czeczotka, jemiołuszka, bogatka, czubatka.

Tak sobie półeczkowo myślę, że w prostocie tkwi siła. Bowiem pomysł na książkę tyleż właśnie prosty, co genialny i oryginalny. Obok pięknych ilustracji są króciutkie teksty przedstawiające danego osobnika. Są to proste zdania bez zbędnego i encyklopedycznego słownictwa. Dzieci na pewno poradzą sobie z nimi.

Dotyczą ptaków, zmian w przyrodzie, warunków pogodowych. Kryją się w nich ciekawostki i informacje: kiedy zaczyna się astronomiczna zima, które z ptaków przylatują na zimę, a które odlatują, śnieg chroni pąki przed zmarznięciem, kora kryje w sobie niekiedy ziarna (ukryte przez ptaki) lub małe owady, nadchodzi taki czas, że jest równonoc, pójdźka jest najbardziej dzienną z sów, a kukułka podrzuca jajo innym ptakom. Wielką ciekawość budzi strona, na której nie ma ptaka, ale jest tylko o nim mowa. Musimy sobie wyobrazić małego jerzyka, który z góry przygląda się gałęzi jabłoni, ale na nią nie siada. Dzieci też obserwują przemianę gałęzi – najpierw goła, potem ma pąki, kwiaty, liście, dalej – rodzi owoce.

Książka jest ładnie wydana, ma duży format: 22 cm x 29 cm. 

"52 tygodnie" sprawiają, że zaczynamy dostrzegać ptaki. Zastanawiamy się, jak się nazywają, jaki tryb życia prowadzą, rozpoznajemy je. My w książce znaleźliśmy kilka gatunków, które w naszym ogrodzie dobrze się czują. 

Piękna książka - po wizycie w zagranicznej księgarni ma się po prostu apetyt na jeszcze:)

Wiek 4+

Wydawnictwo Widnokrąg

środa, 25 listopada 2015

Mądra opowieść o tym, jakie powinno być dzieciństwo. Tytułowa księżniczka jest symbolem wielu współczesnych dzieci, które czują się samotne i nieszczęśliwe wśród drogich i wyszukanych zabawek. Czyste, ubrane na tip – top, z czasem wypełnionym do granic możliwości, z nowoczesnymi gadżetami. Tymczasem zagonieni dorośli zapominają często, co tak naprawdę jest potrzebne dziecku. W książce ”Z dzieckiem w świat wartości” autorki sprowadziły to do rozpiski akronimu C-Z-A-S, czyli:

C- cierpliwość

Z- zachwyt

A-akceptacja

S-szacunek

Myślę, że można powyższe stwierdzenie odnieść do wielu aspektów współczesnego życia. Tego właśnie brakuje królewnie, która pewnego dnia pojawia się na zwykłym szarym podwórku, na którym szaleje dzieciarnia. Rozwrzeszczana, umorusana, ze zwariowanymi pomysłami. Zabawa trwa w najlepsze: stare koce, kije, guma pełna supełków. Piękna królewna nijak nie pasuje do tego świata. Czysta, niezadowolona ze zdziwieniem przypatruje się jak bawią się zwykłe dzieci. Jej mama królowa nigdy nie ma dla niej czasu. Podobnie tato król. Zajęci sprawami najwyższej wagi państwowej zostawili dziecko damom dworu. Królewna nie wie co to przegrana, co to plama na ubraniu, potargane włosy, nie wie co to zabawa do utraty tchu, na świeżym powietrzu. Dzięki dzieciom pozna na szczęście smak szaleńczych zabaw, ubawu po pachy, brudnych rąk i umorusanej buzi.

Roksana Jędrzejewska-Wróbel absolutnie nie moralizuje ani nie wygraża palcem współczesnym rodzicom. Snuje swoją opowieść, jest tylko bacznym obserwatorem, natomiast wnioski każe wyciągnąć nam samym. W prosty i bajkowy sposób podpowiada, co w życiu dziecka jest najważniejsze – nie kariera rodziców i drogie zabawki, lecz wspólna zabawa i kontakt z najbliższymi i rówieśnikami. Zwykła zabawa w pomidora, chowanego, w gumę, kolory, w berka. Nie można też zapomnieć trzepaka, na którym wychowało się całe pokolenie PRL-owskich* dzieciaków. Tutaj też królewna robi „wisielca”, a ciężką koronę zostawia na boku, bo i jak się bawić z koroną na głowie.

 

(Ilustracje ze strony: Polska ilustracja dla dzieci)

Książka jest ciekawie zilustrowana przez Mariannę Oklejak. Zestawienie dwóch światów, każdy na swój sposób barwny. Ten pałacowy – bardzo elegancki – z drogimi meblami, posadzkami, detalami dizajnerskimi. Natomiast ten podwórkowy – zwykły, z mnóstwem zakamarków do chowania, przestrzeni do gier i zabaw. Chyba bardziej szary, ale też i dziki – z gąszczem krzaków, w których mogą się zdarzyć różne przygody. Ilustratorka nie boi się kolorów. Używa ich dużo, różnorodnie. Można niekiedy dostać oczopląsów – aż w głowie się kręci. I takie powinno być dzieciństwo.

*- też się umawialiście z koleżankami i kolegami na trzepak „koło bloków”?

Wiek 5+

Wydawnictwo Bajka 

 
wtorek, 24 listopada 2015

 

Emilia Dziubak specjalnej promocji nie potrzebuje. Już wielokrotnie dała się poznać jako ciekawa i kreatywna ilustratorka, której światy rysunkowe łączą w sobie nowoczesność i nostalgię dawnych klimatów. Można znaleźć w nich ciepło, swego rodzaju przytulność, milusińskość z jednej strony (a tego tak wszyscy w każdym wieku potrzebujemy i lubimy), a z drugiej strony pomysłowość, humor, spojrzenie na świat z przymrużeniem oka.

Może tu tkwi tajemnica jej sukcesu, który daje się odczuć podczas rodzinnego czytania: bowiem i mały i duży znajdzie tu coś dla siebie. Jeśli chodzi o „Rok w lesie” dodałabym jeszcze: wnikliwą obserwację rzeczywistości i dziecięce postrzeganie świata. Dorosły człowiek nie zauważa pewnych niuansów. Goni, spieszy się, nie ma czasu by się zatrzymać nad biedronką, pochylić nad motylem, zadrzeć głowę wysoko, gdy usłyszy tajemnicze pukanie w koronie drzew.  Ta książka uczy takiego „abe-en-dego”, czyli „absolutnie–nie–dorosłego” spojrzenia na świat, na przyrodę. Ta zwłaszcza przez mieszczuchów jest postrzegana jako dodatek, który jest i basta. Jako coś, co się należy, coś – na co w dniu codziennym raczej nie zwraca się uwagi, o co nawet niekoniecznie trzeba dbać.

Stąd i mój zachwyt nad tą książką. Kopczyk z grudek ziemi może okazać się zwykłym niezwykłym kopczykiem przez kogoś zamieszkałym. Krzak obsypany czerwonymi (dla człowieka trującymi) jagodami natomiast wabikiem kulinarnym dla ptaków i drobnej leśnej zwierzyny. „Rok w lesie” to książkowe wyprawy do lasu – w każdym miesiącu, które, kto wie, może zaowocują jakąś ciekawą namacalną wyprawą rodzinną z ciekawymi przeżyciami i przygodami. Historie opowiedziane bez słów – może celowo z ukrytą wskazówką, by smakować przyrodę bez potrzebnego hałasu, podglądać ją na swój, ale cichy, sposób. Bez wrzasku i rozgardiaszu, który towarzyszy nam na co dzień.

Książka jest podzielona na 14 rozkładówek, z których każda przedstawia ten sam fragment lasu w kolejnym miesiącu. Rośliny, jego mieszkańcy, ożywione i nieożywione składniki przyrody o różnych porach roku, w różnym stanie. Niby to samo mrowisko, ale jakże zmieniające się w zależności od danego miesiąca. Fajnie podpatrywać małe pracowite stworzonka – zupełnie jakby ktoś wstawił do ich domku lustro weneckie. Cztery pory roku – zachowanie zwierząt podczas ich trwania. Które śpią, a które są aktywne. Jak zmienia się tryb życia w poszczególnych miesiącach. Każde kolejne „otwarcie” zdradza tajniki lasu – widać jak się zmienia cała przestrzeń: najpierw gołe drzewa, które otoczone delikatną zielona mgiełką pąków nagle wybuchają z ogromną siłą. Widać kto się lubi a kto się czubi, w jakim środowisku żyje, co lubi zjadać, jaki tryb życia prowadzi: dzienny czy nocny. Dzieci mogą zaobserwować również pracę leśniczego: jak dokarmia zimą zwierzęta, zawiesza budki lęgowe, wykonuje prace porządkowe, obserwuje, czy nie dzieje się coś niepokojącego. Niekiedy zdarzają mu się przykre niespodzianki – mam na myśli spotkanie oko w oko z gniazdem os. Ilustracje są bardzo ładne , pełno tu szczegółów, których odkrywanie może przynieść frajdę całej rodzinie. Nie brak tu też humoru: mina wiewiórki chowającej orzeszki przed łakomymi napastnikami bezcenna.


Pierwsza rozkładówka książki to przedstawionych blisko 50 gatunków, które dzieci mogą śledzić w książce – ich krótki opis i ilustracja. Na końcu zabawa – labirynt – najmłodsi szukają pary w podziemnym labiryncie. Takie małe spełnianie marzeń bohaterów tej książki. Szczegółów nie zdradzam. Książka ma duży format (231 x 310 mm), kartonowe karty. Długo będzie sprawiać frajdę dzieciakom.


Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

poniedziałek, 23 listopada 2015

 

W ciągu ostatnich lat na różnych forach spotkałam się nie raz z wpisami czytelników, którzy prosili o pomoc w odnalezieniu książki z dzieciństwa. Ktoś pamięta, że do snu czytali rodzice bądź dziadkowie, ktoś sam jako dziecko zatopił się lekturze. Potem zapomniał tytułu, autora. W głowie kilka zdawkowych informacji: główny bohater, jakiś element fabuły. Nie wszystkie te poszukiwania niestety kończą się sukcesem. Szkoda. Często pomagają inni. Takie miłe i ciepłe wspomnienia nie pozwalają ustawać w poszukiwaniach, śledzić książki na aukcjach. Tak bardzo chciałoby się przeczytać ulubioną książkę z dzieciństwa swoim dzieciom. Sama niedawno „odnalazłam” książkę, na której uczyłam się jako brzdąc czytać. Rozpoznałam ilustracje, które opublikowała autorka bloga, na którym można odnaleźć starocie książkowe z lamusa. Przypomniałam sobie tytuł, który w ciągu długaśnych lat wyblakł zupełnie w mojej pamięci:)


Notatnik pożeracza książek pomoże zapamiętać. Niepozorna książka, w której można uwiecznić czterdzieści przeczytanych lektur. Grube, kartonowe kartki do kreatywnego uzupełniania. Ciekawy, nowoczesny projekt graficzny. To swego rodzaju antidotum na ostatnio panującą modę w świecie książkowym, która namawia do niszczenia, gryzmolenia, miętolenia, wydzierania, nawet deptania. Pożeracze książek: rasowi mole książkowe, podchodzą do książek ze swego rodzaju delikatnością, niemalże nabożeństwem i czcią. Taki notatnik każe wręcz spojrzeć na daną książkę z dużą uwagą. Wbrew zasadzie: przeczytać i zapomnieć. Należy ją przekartkować, poszukać pewnych istotnych informacji, policzyć strony. I to co w naszym dzisiejszym głośnym i szybkim świecie wydawać może się dziwne: zachęca do tego, by zatrzymać się na chwilę, zastanowić, wyrazić swoje zdanie. W nawale tylu różnych lektur, co rusz kuszących nowości, łatwo się w tym świecie pogubić. Taki notatnik pomoże dzieciom uporządkować ich książkowy świat i ochroni je przed tym, czego wielu z nas nie udało się uniknąć. Pozwoli zapamiętać: tytuł, autora, ulubionego ilustratora, wydawnictwo. Żeby tylko. Można przy każdej stronie zanotować rok wydania, liczbę stron, rodzaj oprawy, jej charakter: czy jest śmieszna czy raczej smutna; i odbiorcę: czy przeznaczona jest dla chłopców czy dla dziewcząt. W małej ramce można naszkicować nawet głównego bohatera bądź okładkę. Oczywiście jest miejsce na notatki odnośnie miejsca akcji i głównych bohaterów. Na końcu: subiektywna ocena: w postaci krótkiego wpisu i – jak to mają w zwyczaju księgarnie internetowe i portale książkowe – w formie gwiazdek do pokolorowania, w skali – od 1 do 8. Na okładce krótki rysunkowy poradnik dla czytelników: co może się przydać podczas czytania. Temat potraktowany z humorem: obok oczywistych oczywistości jak okulary, czy zakładka i ołówek do podkreślania najważniejszych fragmentów, znajdziecie tu również takie propozycje jak małe co nieco do przegryzienia albo świeczkę – to na wypadek gdyby w latarce skończyły się baterie.


Zbliżają się mikołajki i święta Bożego Narodzenia. Nie wyobrażam sobie, żeby pod choinką nie znaleźć ciekawej książki. Proponuję, by obok lektur znalazł się taki – niby niepozorny „Notatnik pożeracza książek”. Jego kreatywne wypełnianie może sprawić dzieciom dużo radości, a za lat kilkanaście i kilkadziesiąt będzie miłym wspomnieniem przygód i światów, które dzięki ulubionym lekturom udało się przeżyć. Który pozwoli zapamiętać ukochane książki – na długo.

Wiek 6+

Wydawnictwo Kalimba 

piątek, 20 listopada 2015

Drodzy czytelnicy!  W związku ze zbliżającymi się Mikołajkami mam miłą niespodziankę. Wydawnictwo Media Rodzina przekazało dla moich czytelników egzemplarz konkursowy świeżutkiej październikowej nowości – książkę: „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” z pięknymi ilustracjami J. Kay’a.

Warunkiem udziału w losowaniu książki jest:

-komentarz pod niniejszym wpisem  z krótką odpowiedzią na pytanie: Dlaczego warto czytać książki Media Rodzina? Najbardziej przekonujący komentarz zostanie nagrodzony książką J.K. Rowling. Komentarz nie może być dłuższy niż cztery zdania. Może odnosić się do jednej wybranej książki lub ogólnie do całości oferty. Można zgłaszać komentarz również na stronie FB.

https://www.facebook.com/P%C3%B3%C5%82eczka-z-ksi%C4%85%C5%BCkami-108233095884836/

Na komentarze czekam do 5 grudnia 2015 roku (sobota) – do północy. W niedzielę 6 grudnia przedstawię wyniki. Po  ogłoszeniu wyników czekam tydzień na zgłoszenie się do mnie drogą mailową osoby wylosowanej. Jeśli w ciągu siedmiu dni taka osoba się nie zgłosi – wówczas ... pomartwię się potem. Książka na pewno trafi do kogoś z Was. Książkę wyślę na adres w Polsce listem poleconym.

„Harry Potter i Kamień Filozoficzny”  czeka zatem na biurku – pachnący farbą drukarską, kolorowy, wagi słusznej :)

Kuszę, kuszę! Zapraszam do udziału.

Wydawnictwu Media Rodzina dziękuję za egzemplarz konkursowy.



Tagi: konkurs
06:07, be.el
Link Komentarze (9) »
czwartek, 19 listopada 2015

O Krzysi pisałam jakiś czas temu. Dziewczynka z gminu została strażniczką mieczy u sir Waltera. Dawniej była pomocą kuchenną, jednak dzięki temu, iż stanęła w obronie zamkowego kota, zaczynają się dziać dziwne i dobre rzeczy, a jej życie zmienia się o 180 stopni. 

Właściciel zamku Jutrzenki – sir Walter Łysy wraz z najdzielniejszymi rycerzami udaje się do Zamku Róż, gdzie ma się odbyć turniej rycerski. Wszyscy mają nadzieję na kilka dni oddechu – wszak kota nie ma, więc myszy mogą harcować. Krzysia też liczy na odpoczynek i nadgonienie zaległych prac. Zbrojownia prawie pusta, na dworze prawie żywej duszy. Tymczasem sir Hubert przynosi zatrważającą wiadomość: zamkowi grozi niebezpieczeństwo. Patrol odkrył, że rycerze sir Malkolma Podłego z Drańskiego Zamku chcą dokonać napaści pod nieobecność sir Waltera Łysego. Krzysia wraz z kowalem zaczyna w pocie czoła ostrzyć 20 mieczy. Wkrótce zaczyna się oblężenie zamku. Trzeba zawiadomić sir Waltera.

Seria o strażniczce Krzysi jest przeznaczona dla dzieci w wieku 6 – 9 lat. Napisana jest prostym językiem, dużymi literami, z szeroką interlinią. Dzieci mają możliwość poznania codziennego życia na zamku w dawnych czasach. W tej części są świadkami bitwy o zamek: obserwują zachowanie mieszkańców, ogniste strzały, płonące wieże i dachy, powietrze gęste od dymu, rannych, topniejące zapasy żywności i wody, przekazywanie wiadomości za pomocą gołębia pocztowego. Na szczęście wszystko skończy się dobrze – między innymi za sprawą naszej dzielnej bohaterskiej Krzysi.

Książka nadaje się dla dzieci, które interesują się tematyką rycerzy i zamków, jak również tych, które lubią dobrą przygodę. W tej niepozornej książce dzieje się dużo, poza tym najmłodsi poznają takie wartości jak odwaga, honor i wierność. Książka jest ładnie zilustrowana czarno – białymi szkicami. A cena? Bardzo przystępna. Może skusicie się na mikołajkowy prezent dla najmłodszych klas?

Za Wydawnictwem podaję wiek 6+, jednak myślę, że na głos można czytać już 5-latkom:) 

Wiek 6+

Wydawnictwo Literówka

środa, 18 listopada 2015

Bajka, która w niektórych momentach kojarzy się ze „Śpiącą Królewną”. Ale tylko w niektórych. Tytułowi bohaterowie to dwójka dzieci królewskich. Wyobraźcie sobie rozległą krainę, Ungarię. W czasie trwania bajki, krainy tej już niema: powstały liczne księstwa i królestwa, które koegzystują obok siebie w doskonałej zgodzie. Co roku ich władcy spotykają się na wielkim Balu Jedności. Wiola i Broklyn to para żwawych dzieciaków, które dopiero co poznały się podczas dorocznego święta. Broklyn jest książęcym synem. Jego prawdziwe imię to Bronisław Klawesyn.  W przyszłości ma być z niego tęgi wojak. Od niego będzie zależeć przyszłość księstwa.

Tymczasem królewna Wiola jako maleństwo otrzymała od swej Wróżki Chrzestnej talizman – niepozorny … ząb trzonowy na metalowym łańcuchu. Takie niby nic – a jednak w pewnym momencie podarunek ów wpłynie na dalsze życie dziewczynki. I kiedy ta dwójka w najlepsze bawi się na wspomnianym już Balu Jedności, ni stąd ni zowąd wpada nie zaproszona przez nikogo Wróżka Najpierwsza. Od wielu lat pomijana przy zaproszeniach na bal. Zemsta jest okrutna -  wszyscy uczestnicy zostają zaczarowani. Będą spali tak długo, dopóki ktoś ich nie odczaruje.


Bajka – bajką, ale tu w tym miejscu zaczyna się prawdziwa przygoda dla Broklyna i Wioli. To oni dzięki talizmanowi szczęścia uniknęli złego uroku. I to oni wreszcie z pomocą Sokolnika chcą znaleźć odczar, by pomóc swoim rodzicom i innym uczestnikom Balu. Potrzeba dużo sprytu i odwagi, by posuwać się krok po kroku naprzód. Naszym bohaterom niestraszne trudności. Traktują je jak naturalne przeszkody, które należy pokonywać. Dzieci wraz z Sokolnikiem tryskają optymizmem i pozytywną energią, można od nich się wiele nauczyć. Mimo swego młodego wieku czują, że są odpowiedzialni za przyszłość Ungarii. Nie chcą jednak żyć jak u Pana Boga za piecem u Wróżki Chrzestnej i tracić życia na wcinanie kotletów z pysznym sosem. Udają się w długą podróż z Sokolnikiem, który od samego początku budzi sympatię i … skrywa tajemnice.


W opowieści Elżbiety Pałasz nie brakuje baśniowych istot: jest smok i Krasnal Dyrdymał. Ten ostatni zresztą pełni ważną rolę kronikarza. W jego krótkich notatkach znajdziemy informacje na temat Ungarii i jej mieszkańców. To cenne uzupełnienie tej historii (od samego początku kojarzę go z Koszałkiem Opałkiem). Jest i Don Karaszot – dzielny rycerz, który z kolei ma wiele wspólnego ze swoim hiszpańskim odpowiednikiem – walecznym błędnym rycerzem Don Kichotem.


Tak sobie prywatnie myślę, że autorka miała dużo zabawy przy pisaniu tej książki. Maluchy otrzymały ciekawą pełną niebezpieczeństw i przygód opowieść. Starsi (rodzice – booki) z kolei historię pełną najrozmaitszych motywów znanych z historii literatury. Można pokusić się o domowe prywatne śledztwo w skojarzenia i podobieństwa. Bo to, że wymieszano tu trochę i Cervantesa, i Konopnickiej, i Grimmów – to pewne. Choć – ale to wie już tylko autorka – może się mylę?


Wiek 6+

Wydawnictwo Bajka

wtorek, 17 listopada 2015

„Dzień dobry, nazywam się Wesoły Ryjek”.

Dla wielu czytelników i młodszych i starszych to już kultowy początek. Sympatyczny prosiaczek opowiada o swoich przygodach i dniu codziennym. Zimowa część zawiera oczywiście w większości tematy związane z tą porą roku. Znalazły się wśród nich również opowieści na cały rok: o szukaniu żony, chorobie najbliższych i cieple domowego ogniska. Wesoły Ryjek uczy się jeździć na nartach, razem z tatą szuka zimy w ogrodzie i bawi się w śnieżki, szykuje święta, wybiera choinkę. Na końcu niespodzianka – prosiaczek zdradza przepis na pierniczki mamy Janka pieczone przez mamę Wesołego Ryjka. Krok po kroku opisane są wszystkie etapy prac z ciastem piernikowym. Miłego pierniczkowania.

Mądra i ciepła opowieść na jesienne i zimowe chłody. Do ogrzania zimnych wieczorów, do przytulania i bycia razem. To chyba tajemnica Ryjkowych opowieści Wojciecha Widłaka. Mimo tego, że ciągle za czymś gonimy, interesujemy się nowinkami, to tak naprawdę gdzieś głęboko w nas tkwi tęsknota za prostotą życia, w którym liczy się przede wszystkim bliskość innych. Nie góra prezentów, bogactwo, ale wspólnie spędzony czas, praca, przygotowania, rozmowy. Takie życie znajdziemy w Ryjkowych opowieściach.

Jak zwykle cudne są ilustracje Agnieszki Żelewskiej. To ona nadała twarz małemu prosiaczkowi, który wielu dzieciom będzie na pewno kojarzył się z dobrymi i beztroskimi czasami dzieciństwa. (P.S. a rodzicom z dobrym rodzicielstwem:)))) 

Wiek 4+

Wydawnictwo Media Rodzina

poniedziałek, 16 listopada 2015

Zaczyna się okres lektur świątecznych. Książka Danuty Parlak doskonale wpisuje się w ten klimat. To opowieść o Mikołaju, który przez nieuwagę gubi prezenty. I kiedy wydawać by się mogło, że już po świętach, z pomocą przychodzą inni, którzy pomagają Mikołajowi rozwiązać ten problem. To dzieci, które w swoich szufladach, pudłach z zabawkami znajdują upominki, mogące sprawić radość innym. Oczywiście można pokusić się o stwierdzenie, że nie na tym polega istota świąt. To nie prezenty są najważniejsze. Jednak troska Mikołaja uwalnia w innych pokłady dobrej energii, gotowość do niesienia pomocy, chęć spełnienia marzeń. Zresztą obdarowywanie kogoś, tak z serca, sprawia wielką radość. Tak właśnie reagują dzieci w tej opowieści mikołajkowej. Na bohatera tej świątecznej afery czeka zresztą niespodzianka, bowiem dzieci na końcu książki nie zapomniały również o Mikołaju. Czytelnicy zresztą mogą sami zaproponować dla niego upominek. Ciekawe, o czym marzy ten, który zawsze obdarowuje innych?


Bardzo spodobała mi się ta opowieść. To swego rodzaju antidotum na przedświąteczną bieganinę za prezentami, zapożyczanie się, kupowanie góry prezentów. Autorka nie rezygnuje z upominków, ale przypomina, że obdarowanie kogoś wynika z potrzeby i dobroci serca. Każdy dostaje symboliczny prezent, ten, o którym marzył, a nie wór upominków, który sprawia, że człowiek nie zwraca potem uwagi na to, co najważniejsze.


Książka jest ładnie wydana, z ciekawymi ilustracjami Joanny Bartosik. Pierwszy raz spotkałam się z pracami tej rysowniczki i jestem mile zaskoczona. Ilustracje bardzo dziecięce, kolorystycznie stonowane. Jeśli ktoś organizuje w szkole przedmikołajkowe świąteczne czytanie – polecam do głośnego czytania właśnie ten tytuł. I do mikołajowego buta albo pod choinkę również.


Wiek 5+

Wydawnictwo Widnokrąg

Jedna z piękniejszych książek, jakie ukazały się w tym roku. Mój prywatny typ na zwyciężczynię w konkursach. Szanse ma wielkie – tego jestem pewna.

Folklorem interesuję się od dziecka – pewnie związane jest to z tym, że praktycznie „pod nosem” mam Biskupiznę. Mój tata bardzo lubił śpiewać. Nie żyje od kilku lat, a ja mam go przed oczyma śpiewającego. Moich synów też bawił ludowymi piosenkami z regionu. Pamiętam, że sam zgłaszał się na ochotnika do pomocy przy zmywaniu, a my – dzieci - miałyśmy śpiewać i grać. Chodził po ogrodzie i nucił pod nosem – głównie piosenki ludowe, których znał całą masę. I choć ja nie pochodzę z Biskupizny, ciągle jej elementy przewijają się w moim regionie, w pracy mojej i męża. Znam ludzi, dla których tradycje i folklor są istotą życia. Dlatego chciałam podkreślić, jak bardzo ważna jest ta książka. Zawiera elementy, które bez troski i zaangażowania ludzi po prostu zginą.

Ciągle wracam do Biskupizny. Jako dziecko pamiętam nasze rodzinne wyprawy do dziadka ze strony taty. Kiedy przejeżdżaliśmy przez wieś Domachowo i zbliżała się godzina mszy, z domów wysypywali się ludzie w strojach ludowych. Jakież było moje zdziwienie i miłe zaskoczenie kilka miesięcy temu, kiedy to podczas wizyty w przychodni na jednej ławce z oczekującymi zobaczyłam starowinkę biskupiankę – w codziennym stroju.

Dziś już tego nie ma. Może źle określiłam – nie w takiej skali. Folklor jest, ale rozumiany też jako coś, co minęło, co nie jest modne. Ale takie myślenie jest stereotypowe. Marianna Oklejak swoim spojrzeniem na sztukę ludową i folklor, swoją wizją sprawiła, że primo) –wszystko to wydaje się być namacalne i wiarygodne; secundo) zrobiła to w tak atrakcyjny sposób, że bardzo chce się sięgnąć do tematu, choćby po to, by poszukać swoich korzeni; tertio) potraktowała folklor z przymrużeniem oka: pokazała go w dzisiejszych czasach. I tak Jasinio nie jedzie tak naprawdę na karym „kuniku”, ale na motorze, młode dziewczę chce zerwać z ukochanym za pomocą telefonu komórkowego – jej głosik leci po rosie, lecz nie z wiatrem, ale przy pomocy nowoczesnej techniki. Na ludowym festynie „wianki” nawiązującym do wycinanek ludowych wśród zebranych od razu można zauważyć młodzieńca z irokezem na głowie.


Czego w tej książce nie ma. Tytuł wyraża wszystko: cuda, wianki. Autorka wykonała mrówczą pracę w poszukiwaniu nie tylko ciekawych materiałów, ale też autorów (co wcale nie było łatwe) i punktów wspólnych dla wielu wysp folklorystycznych i mikroregionów. Zadziwia różnorodność i bogactwo. I jest czym oko cieszyć.

Na samym wstępie Marianna Oklejak przyznaje, że ta książka powstała z zachwytu nad polską kulturą ludową. Zaznajamiając się z tą książką nie sposób nie odczuć tego, że stwierdzenie to jest autentyczne. Elementy strojów, biżuteria, elementy religijne, wycinanki, tkaniny, hafty, pisanki, pająki ze słomy, bibuły, papieru i włosia końskiego, instrumenty muzyczne, przedmioty codziennego użytku, jedzenie i picie, kapliczki, zabawki, święta, obrzędy związane z porami roku, tradycje rodzinne, piosenki i przyśpiewki, koronki.

Marianna Oklejak sięgnęła po materiały oryginalne jak i inspirowane sztuką tradycyjną. Wiele przydatnych informacji znajduje się na końcu książki w przypisach, natomiast na początkowej mapie zlokalizować można poszczególne regiony, które co rusz pojawiają się w tych kolorowych opowieściach.


Książka jest wspaniale zilustrowana. Można oczopląsów dostać od motywów i kolorów. Ale to w tym przypadku komplement.


Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

niedziela, 15 listopada 2015

 

Największym marzeniem Kallego Blomkvista jest to, by w jego małej mieścinie nareszcie coś zaczęło się dziać. Z pewnością nie wiecie, że syn właściciela sklepu kolonialnego chce zostać detektywem. Zresztą już teraz tak się tytułuje. Węszy wszędzie, wygląda czegoś podejrzanego, zwraca uwagę na najmniejszy szczegół, bo a nuż coś znajdzie. Chciałby być kimś na miarę Sherlocka Holmesa, Herkulesa Poirota czy Petera Wimsey’a. Tymczasem w Lillköping życie płynie sobie spokojnie, posterunkowy Björk nie ma nic do roboty. Aż w końcu pewnego dnia zjawia się KTOŚ, kto od początku nie wzbudza sympatii naszego detektywa, kto dość dziwnie się zachowuje. Nareszcie pojawiła się nadzieja, by sprawdzić swoje detektywistyczne umiejętności.

W 1946 roku ukazał się „Detektyw Blomkvist” - to początek kryminalnej serii dla dzieci wznowionej niedawno przez Naszą Księgarnię. Tym razem zbiorowe wydanie aż trzech książek w jednym tomie:

-Detektyw Blomkvist

-Detektyw Blomkvist żyje niebezpiecznie

-Detektyw Blomkvist i Rasmus, rycerz Białej Róży

To przykład dobrze napisanych kryminałów dla dzieci. Znajdziemy tu klimat małego miasteczka, coś w rodzaju rodzinnego Vimmerby autorki, gdzie wszyscy wszystkich znali, gdzie mieszkańcy wiedli swój  spokojny żywot bez większych sensacji. Choć Astrid Lindgren unikała raczej odpowiedzi na pytania odnośnie rzeczywistych pierwowzorów, zostawiając głowienie się nad tym czytelnikom i literaturoznawcom, do dzisiaj posterunek policji w Vimmerby jest pokazywany turystom jako miejsce pracy posterunkowego Björka.

W książkach znajdziemy wszystko to, co dobry kryminał zawierać powinien. Wartka wciągająca akcja, sympatyczni bohaterowie, z którymi czytelnicy mogą się utożsamiać. Towarzyszami zabaw Kallego są piekarzówna Ewa – Lotta i syn szewca Anders. Razem wymyślają najróżniejsze zabawy, są członkami grupy Biała Róża, która współzawodniczy z Czerwoną Różą, od rana do wieczora włóczą się razem, pomagają sobie – w końcu Kalle zwierza im się ze swoich podejrzeń. Książka może nauczyć czytelnika wielu ciekawych rzeczy – logicznego myślenia, szybkiego kojarzenia, zaznajomi go z techniką pobierania odcisków palców. Mimo, że czuć tutaj klimat innej epoki – bo to czasy, w których piekarz Lisander sprzedaje bułki prosto z wozu ciągniętego przez – jak mówi Ewa – Lotta – szkapę, pełna jest uroku. To świat, w którym dzieci wolny czas spędzają głównie na świeżym powietrzu, bawią się w Indian, robią mapy, organizują zawody i cyrk, prowadzą wojny na niby, łażą po drzewach – i nie potrzebują żadnych nowinek technicznych i telewizora, by dobrze się bawić i mieć szczęśliwe dzieciństwo. Jest w książce ciekawa fabuła, dialogi z humorem. Cała Astrid Lindgren – kolejna książka pełna uroku, czaru lat minionych, wspomnień z dzieciństwa. Mam nadzieję, że da się nią oczarować kolejne pokolenie.  

Wiek 9+ 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

sobota, 14 listopada 2015

 

Lubię książki Niemyckiego m.in.za to, że swoje opowieści osadza w takich zwyczajnych miejscach, gdzieś na prowincji, w małych miejscowościach, do których niekiedy prowadzi droga, która za chwilę przerodzi się w leśny albo polny trakt. Tym samym autor pokazuje, że przygoda czai się tuż za rogiem, a bohaterem jakiejś niesamowitej akcji, może stać się każdy z dzieciaków. Coś zwyczajnego może stać się nadzwyczajne. Tak jak wakacje w Bukowej Górze, które miały się skończyć tak normalnie właśnie. Na piątkę przyjaciół czeka tu wiele niespodzianek. Patyk i Inez, Tobiasz, Ajaks i Rafael raz się czubią, raz się lubią. Każdy z nich jest inny – dzięki temu wspaniale się uzupełniają. Przede wszystkim mają fantazję i są kreatywni – co, jak pokaże przyszłość, niezwykle ważne w tej opowieści.


Tymczasem w tej cienkiej książce dzieje się tak wiele: znikają sąsiedzi, piątka przyjaciół znajduje w płocie zagadkową dziurę, a w domu wyważone drzwi, niedojedzona kolację, grozę i strach sieje nawiedzony dom z demonami. Porywacze, przebieranki, dziwne typy, dezercja z wojska.


Nie będę zdradzała wszystkiego. Podoba mi się beztroska młodości, jaką obdarzył swoich bohaterów Niemycki. Starsi są gdzieś w tle, pojawiają się od czasu di czasu, by kontrolować – jednak nic się specjalnego nie dzieje, jeśli dzieciaki całymi dniami chodzą swoimi ścieżkami. I choć wiele tu zdarzeń nieprawdopodobnych, które zostały wyjaśnione w szybkim tempie – pokuszę się o pytanie – dlaczego nie?

W literaturze wszystko jest możliwe. Autor unika zbędnych wyjaśnień, nie wdaje się w dyskusję, nie czekają was tu długie i nużące opisy. Mnie osobiście tego brakowało – jeśli lubicie takie klimaty i tempo akcji – to lektura dla Was. Dodam tylko, że to piąta część przygód dzieciaków z Bukowej Góry. Jeśli ktoś połknął przygodowego bakcyla – na pewno dotrze do wcześniejszych części. Konstrukcja opowieści sygnalizuje też, że będzie ciąg dalszy.

Książkę polecam tym wszystkim, którzy szukają czegoś na szybko:)


Wiek 8+

Wydawnictwo Skrzat

poniedziałek, 09 listopada 2015

Kolorowanki nadal w natarciu. W pozytywnym tego słowa znaczeniu. Od jakiegoś czasu coraz więcej propozycji skierowanych jest do dorosłych. Traktowanych jako odskocznia od codziennych trosk i problemów, umilacz czasu. Jako coś nowego, bowiem do niedawna widok kolorujących dorosłych był rzadki, jeśli nawet … nie do pomyślenia.  Tymczasem dostępnych jest coraz więcej tytułów dla dojrzałych kolorujących –  niekiedy wysublimowane, skomplikowane, gustowne tytuły. Jak te, które nawiązują do starych grafik angielskich z poprzednich wieków. Dawne czasy charakteryzowała … ciekowość ludzka. To ona gnała człowieka naprzód. Stąd różne wyprawy, w których brali udział również rysownicy. Wszak musieli odtworzyć to, o widziały ich oczy. A fotografii i kamer przecież nie było. Tacy pokładowi artyści mieli naprawdę masy roboty. Zwykłych ludzi oczywiście ciekawiły obce światy: zwłaszcza ich fauna i flora. Stąd duże zainteresowanie grafikami i rycinami, które w wielu arystokratycznych domach były pięknie oprawiane i wieszane w salonach, pokojach kominkowych i bibliotekach.

Ilustracje z kolorowanki o rybach pochodzą z „Biblioteki przyrodnika” autorstwa badacza szkockiego sir Williama Jardne’a (1800-1874), która została wydana w 40 tomach i zawierała ponad 1300 rycin sporządzonych przez Williama Lizarsa (1788 – 1859). To samo dotyczy części o motylach.

Latem mieliśmy w ogrodzie mnóstwo motyli. To za sprawą różnorodnych kwiatów: lawendy, róż, naparstnic, szałwii i bratków. Trudno było je sfotografować. Pokusiliśmy się o krótką specyfikację motyli, które nas odwiedzały. Chcieliśmy oczywiście poznać ich nazwy i uwiecznić je na fotografii – co wcale nie było łatwe. I tak jak  rusałka pawik pozowała cierpliwie, tak bielinek kapustnik to okaz z motylowym ADHD – nijak nie mógł usiedzieć sekundy. Wciąż w ruchu. Taka jest natura motyli. Piękno, ale i ciągły ruch. Może właśnie dzięki kolorowankom uda się je choć na chwile zatrzymać?


Obydwie książki są ładnie wydane. To co ważne – na odpowiednim papierze, na którym dobrze się koloruje. Ilustracje danych gatunków – w ładnych barwach vintage. Faktura do kolorowania trochę szorstka i w odcieniu białym. W każdej z książek przedstawiono po 44 osobników. Pod każdą miniaturą – łacińska nazwa. Zainteresowani mogą odnaleźć ich odpowiedniki w języku polskim.


 

Jeśli ktoś się postara, może stworzyć ciekawe „swoje” dzieła, które warto wyeksponować na widok publiczny. Tym bardziej, że autorzy namawiają na użycie różnych materiałów: nie tylko zwykłych kredek. A co kredek – mając już pewne doświadczenie kolorowankowe – i jako mama dwójki dzieci kochających rysować – niniejszym donoszę, że są kredki i kredki - trzeba uważaćJ Mam swoje ulubione – z mnóstwem odcieni, niełamiących się, z wyraźnymi kolorami. Bo nie wiem, czy wiecie (jakkolwiek to brzmi), ale zdarzają się kredki, które … nie rysują. Albo takie, których nie widać. To znaczy – ich efektu. Taaa – w dzisiejszym świecie wszystko jest możliwe – czasem pudełko ładne i kuszące, a jakość „środka” fatalna. Warto sięgnąć też po kredki olejne, akwarelowe, farby wodne. I dobry pędzelek – to podstawa sukcesu:)


Wydawnictwo Vesper

niedziela, 08 listopada 2015

 

Pamiętacie Longina (pod którym kryje się Marcin Prokop? – dodam, że chodzi o tego Marcina Prokopa). Sympatyczny chłopak dorastający w czasach PRL-u, w okresie wiecznych niedoborów i niedostatków. Tamta rzeczywistość to jedno, a charakter chłopaka – to drugie. Typowy „młody mężczyzna”, o którym rozpisują się poradniki dla rodziców: jak wychować, żeby nie zwariować. Z poczuciem humoru, z temperamentem, z jajem i przymrużeniem oka. Marcin Prokop po raz drugi podejmuje temat swojej młodości: przybliża współczesnym dzieciakom i nastolatkom czasy swojej młodości, które dla dzisiejszego zjadacza chleba niekiedy brzmią jak opowieści ze Stumilowego Lasu: czyli jak bajki, najbardziej wymyślone na świecie.


Tym razem zbliżają się wakacje. Marcinek vel Martuś (o którym swego czasu rodzona babcia mówiła, że skończy w poprawczaku),  dowiaduje się, że czekają go wakacje we Francji. Ależ to było wydarzenie. Przecież w tamtych czasach uzyskać paszport to był wyczyn nie lada. Wujek Roman, były kierowca rajdowy i ciocia Agata wyprowadzili się do Francji, zanim „smutny pan włożył okulary i zabrał paszporty”. Książka Marcina Prokopa to nie tylko ciekawa lektura o wakacjach, ale, i to przede wszystkim, ciekawy obraz socjologiczny: nasi rodacy za granicą w czasach PRL-u, co ich interesowało, co wzbudzało zachwyt i zainteresowanie. Dziś różnice w  znacznej mierze się zatarły. W każdej chwili możemy wyjechać za granicę, nawet nie potrzebujemy paszportu. Perypetie Martusia nad Loarą na pewno wywołują uśmiech – to fajnie, że my sami potrafimy śmiać się z siebie.

Opowieść Prokopa ma jeszcze inną wartość dodaną – to jednocześnie mnóstwo informacji na temat życia codziennego w czasach komuny. Co rusz pojawiają się znajome hasła wyszczególnione tłustym drukiem. Dla nas rodziców czytających to żadna nowość, ale nastolatek będzie miał z tym problemy. Na końcu w przystępny sposób autor wyjaśnia te hasła. A jest tego sporo: przerwy w dostawie prądu, plastikowe żołnierzyki, smutny pan w okularach, PEWEX, aparat fotograficzny ZORKA, ścinki z torcików wedlowskich i same torciki, kapsle, Pan Samochodzik, książki z tygrysem, Fasolki, pieski maskotki za tylną szybą, zabawa w sznura. Powiem tylko: odżyły wspomnienia. Jedno z nich takie, że koleżanka w podstawówce pochwaliła się kiedyś, że jej rodzice kupili psa z ruchomą główką, którego ustawią sobie w maluchu, który zakupią …. za kilka lat. I pamiętam również kolegę z jednej ze starszych klas w podstawówce grającego w damskich kozakach na obcasach w piłkę na boisku szkolnym. Takie to były czasy. Kto tego nie przeżył, ten tego nie zrozumie.


Podoba mi się tytuł: Longin, tu byłem. Wydaje mi się jakiś znajomyJ I choć nigdy nie ryłam czegoś podobnego w drzewie ani nie mazałam po murze, to jakoś blisko mi emocjonalnie do tego tytułowego stwierdzenia i obnażenia swojego „ja”. Choć jestem przeciwna czemuś takiemu,  z rozrzewnieniem sama wspominam swoją młodość, kiedy to podobne próby „zaistnienia” były jedynymi możliwymi w czasach PRL – by ktoś zupełnie obcy mógł zauważyć nasze być i nie być na tym padole. Byliśmy ziarnkiem  w Kosmosie, o którym mało kto wiedział. To pryszcz w porównaniu z możliwościami, jakie daje nam współczesny świat: telefonia komórkowa, sms, Internet. Można się śmiać – a jakże

Wiek 10+

Wydawnictwo Znak

sobota, 07 listopada 2015

Kantor zwykle kojarzy nam się z wymianą waluty. Natomiast nigdy nie przyszło mi do głowy, że może to być również punkt wymiany literek. Cenna informacja zwłaszcza dla tych, którzy mają problemy z ortografią. Bo kiedy trudno zapamiętać, że „ó” kreskowane wymienia się na „o” lub „e” może warto sięgnąć po wierszowaną bajkę, która wprowadza w ortograficzne arcana – wcale niełatwe, często skomplikowane.

Ortografia i byki – to fiu fiu problem wielki. Ale dzięki takiemu miejscu jak kantor wymiany literek można z powiedzeniem chwycić tego byka za rogi i pokazać mu gdzie raki zimują. Opowiastki ortograficzne – czytamy w podtytule. Poetyckie wyprawy w świat, który opanowały różne regułki i twierdzenia: tutaj podane lekko i z humorem. Najważniejsza jest i tak historia, w której pojawiają się bohaterowie i słowa, ważne słowa – wyszczególnione tłustym drukiem i kolorem. Morały ortograficzne są wplecione niby przypadkiem, mimochodem, ot tak, jakby z marszu. Kura, która ma pretensje do losu o to, że jej nazwa nie ma nic wspólnego z piórami. Krucze żarty nikogo nie śmieszą – nawet samych autorów owych żartów. Mrówka chce u ślusarza zamówić zasuwkę.


Kantor otwarty od poniedziałku do niedzieli. Tak, właśnie tak – bo ortografia jest potrzebna cały czas. Co rusz pojawiają się potrzebujący z kłopotami ortograficznymi: Ludwik, Daniel, Dorota, Iwonka, Bartek. Trzeba pamiętać o kilku ważnych zasadach obowiązujących w kantorze: jeśli wyjątki – to tylko w piątki, litery to tylko na wymianę a nie za złotówki, nie uwzględniają reklamacji (trzeba uważać na co się wymienia np. w żadnym wypadku kura – na kokoszkę), nie wszystkie litery są akurat na stanie (w środę „dowieźli same erzety”), byków nie wymieniają.


Lekkie i mądre wierszyki, które nie tylko bawią i uczą, ale pokazują jak ważny jest nasz język ojczysty. Na pewno nie łatwy, ale dzięki takim ortograficznym opowiastkom nauka może być naprawdę przyjemna. Do tego sympatyczna oprawa ilustratorska, miła pani – pracująca w kantorze.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

piątek, 06 listopada 2015

Autorska książka naszego ulubionego ilustratora. Dwa światy – życie i śmierć. Akurat na teraz – kiedy niedawno obchodziliśmy 1 listopada – na zadumę i chwilowe oderwanie się od codziennej rzeczywistości. Wielowarstwowa historia dla dzieci – o przyjaźni i o śmierci. Bowiem mimo lekkiego potraktowania tematu, z humorem i przymrużeniem oka, czuć tutaj ducha średniowiecznego: „memento mori”. O czym w dzisiejszym zabieganym świecie – pełnym różnorakich rozrywek i dobrodziejstw raczej nie pamiętamy. Ignatek przypomina o śmiertelności wszystkiego i wszystkich – nie tylko człowieka. W kości zostały obleczone różne istoty: zwierzęta, nawet motyle. I również liść na okładce, choć każdy wie, że listek kostek nie ma. Nic nie jest wieczne, wszystko ma swój kres – w opowieści o przyjaźni na dobre i złe kryje się drugi poziom tej książki. Śmierć jest elementem człowieka, jest blisko nas – choć nie zawsze o tym pamiętamy. Żyjemy za szybko, pobieżnie. A śmierć? Dotyczy wszystkich tylko nie mnie.

Ignatek – mały szkielet martwi się, że przez t, iż zgubił ząb i jest szczerbaty, nie znajdzie prawdziwego przyjaciela. Nagle zauważa dziewczynkę, która chce zakopać swojego mleczaka. Na prośbę Ignatka dziewczynka oddaje mu swój ząb – jednak – pod pewnym warunkiem: ten musi pomóc jej znaleźć przyjaciela. Historia ma swój happyend – bowiem ta nietuzinkowa para ani się spostrzeże, jak stanie się dwójką nierozłącznych towarzyszy. Każdy z nich pokazuje drugiemu swój świat. Ten ludzki jest kolorowy i jasny. Ten Ignatka – czarny, ciemny, ale wcale nie nieprzyjemny. Szkielety zachowują się tak jak normalni ludzie: czytają książki, jeżdżą na rowerze i łyżwach.

 

Książka Pawlaka przez młodsze dzieci pewnie zostanie odczytana jako rzecz o przyjaźni. Starsze niewątpliwie zaczną zadawać pytania. Świat śmierci został potraktowany wprawdzie „lekko” – o ile tak mogę to wyrazić. Szkielet Ignatek wywołuje tylko i wyłącznie ciepłe uczucia – nie ma mowy o strachu. Takiej książki nam było trzeba – niewiele jest książek o śmierci na naszym rynku.

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

Dzidzia lubiła księgarnie, bo zawsze były mniej zatłoczone niż inne sklepy i pachniało w nich klejem drukarskim i papierem jak w pokoju tatusia. Siostra dziwiła się, jak to możliwe, że Dzidzia chce wchodzić do księgarń, skoro niespecjalnie przepada za czytaniem.

-To proste - tłumaczyła jej Dzidzia. - Jeszcze mniej przepadam za oglądaniem z tobą butów i kosmetyków.

Księgarnia w centrum handlowym była olbrzymia. Przypominała labirynt zbudowany z półek. Można było się tam bawić w chowanego albo godzinami chodzić i przeglądać książki, komiksy i gazety. Dzidzia nie mogła się oprzeć, aby nie obejrzeć kilku pozycji. 

Może wybiorę coś na prezent dla babci i dziadziusia? - pomyślała, podchodząc do półki z napisem "Promocja". 

Postawiła koszyk na podłodze i zaczęła odczytywać tytuły wyeksponowanych książek.

Jak zostać piękną, sławną i bogatą, nie wychodząc z domu?

To raczej dla Jagody. - pomyślała i roześmiała się radośnie, aż pani za kasą syknęła na nią z oburzeniem.

Książka podatkowa Kubusia Puchatka.

Wielka Encyklopedia Dziadków Plażowych.

Jak mniej pracować, a więcej zarabiać.

O, to coś w sam raz dla mamy! - pomyślała Dzidzia.

-Odkąd wróciła do firmy, nigdy nie ma jej w domu. Wychodzi, kiedy jeszcze śpię, wraca, kiedy już śpię... Gdybym ja tyle pracowała, tobym oszalała. 

-Szukasz czegoś konkretnego? - zapytała sprzedawczyni, która wyłoniła się za regału, dźwigając stos książek.

-Tak, bardzo konkretnego - ucieszyła się Dzidzia. - Szukam Kaszoliny.

-Chwileczkę, sprawdzę w komputerze - sprzedawczyni odłożyła książki i podeszła do stanowiska dla klientów. - Co my tu mamy... Jest Karolcia, nawet cały cykl. Jest Karolina, ale to dla dorosłych... Kaszoliny nie mamy. Może będzie w przyszłym tygodniu.

-Ojej, ale ja nie mogę tyle czekać - zmartwiła się Dzidzia. 

-Przykro mi - rozłożyła ręce sprzedawczyni i wróciła do układania książek na półkach. 

Trudno, poszukam jej gdzie indziej - stwierdziła Dzidzia. 

Więcej w książce: Plaża tajemnic

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura 

 

czwartek, 05 listopada 2015

Czy wiedzieliście o tym, że autorka Muminków zilustrowała "Alicję w Krainie Czarów"? Przypomniał o tym numer Ryms-a poświęcony fińskiej autorce i ilustratorce. Tove Jansson chciała oderwać od siebie łatkę mamy Muminków. Chciała czegoś innego. Chciała się realizować w sztuce. To jedna z jej prób szukania odskoczni. 

Wydawnictwo Bona

Nadrabiam zaległości:) Kilka dni temu dotarła przesyłka z trzema numerami Rymsa. Jesień jesień - sezon czytelniczy otwarty!!!

W numerze 24: 

Tomasz Marciniak - MUMINKI, HOBBITY I HORRORY, czyli Tove Jansson jakiej (jeszcze?) nie znamy

Krystyna Kornas - Szuflada Tove
Hanna Dymel-Trzebiatowska - Komizm w "Pamiętnikach Tatusia Muminka"
Tomasz Pindel - Teorie tożsamościowego pęknięcia. Zagadka epilogu do "Pamiętników Tatusia Muminka" Jensa Skapplera
Anna Czernow - Dorastanie w Dolinie Muminków
Jerzy Szyłak – Muminki przerysowane

I wiele innych różności do poczytania:)

Ryms

Książka na dzisiejsze czasy, w których panuje kult doskonałości: bogactwa, urody, zgrabnej sylwetki i młodości. Okazuje się, a to za sprawą Beatrice Alemagna, że niedoskonałości mają swoje plusy i to wielkie. Nie trzeba być ideałem, by wieść szczęśliwe życie. Zresztą – co piękne i doskonałe – to kwestia umowna. Bohaterowie tej opowieści od samego początku wzbudzają ciepłe uczucia i wielką sympatię. Chyba może nawet zazdrość i tęsknotę, że tak można wyłączyć się z wyścigu szczurów i nie przejmować się tym, jakie trendy panują i co inni o nas mówią.

Dziurawy, Złożony na Pół, Sflaczały, Postawiony na Głowie, Felerny uczą optymizmu, uświadamiają, że niedoskonałe ciało nie przeszkadza w tym, by dostrzegać uroki życia, jego pozytywne strony. Kiedy pojawia się Idealny powstaje zamęt, bałagan wręcz. Nasi nieudani nie przejmują się jednak tym faktem i natychmiast szukają plusów w tych swoich dziurach, sflaczeniu, złożeniu na pół.


Beatrice Alemagna odkryłam wiele lat temu – dzięki uroczej i mądrej książce Mój ukochany. Jej kolaże z wycinkami papieru, kawałkami tektury i gazety, łatkami tkanin pokazują, że piękno niejedno ma imię i że można znaleźć je w tym, co nas otacza. Niby wszystko przypadkowe, jakby zrobione od niechcenia, ledwo sfastrygowane, krzywo przycięte, niedociągnięte – świetnie układa się w niedoskonałą całość. Tym samym ilustracje włoskiej rysowniczki, wielokrotnie nagradzanej, stawiają wyzwanie disney’owskim wzorcom, w których brzydkie wcale nie jest brzydkie, tylko lekko wykrzywione. A może tak piękne, że aż strach? Niedoskonałość Alemagne ma wiele uroku, nawiązuje do prac najmłodszych, dziecięcego postrzegania świata. Nie ma w nim miejsca na postać o idealnej sylwetce lalki Barbie. Niedoskonałość, która cieszy oko i skłania do refleksji o tym co w życiu jest tak naprawdę najważniejsze.


Książka ukazała się w ramach serii „Polecane z zagranicy” promującej książki, które zdobyły popularność i uznanie na całym świecie. Ja dodam od siebie – książki ambitne i nietuzinkowe.


Wiek 4+

Wydawnictwo Dwie Siostry

środa, 04 listopada 2015

Zastanawiam się jak pisać o książce, którą ... znają wszyscy. Gdy ukazał się pierwszy tom (w Wielkiej Brytanii w 1997 – w Polsce 3 lata później) w 2000 roku  - nowość przeczytałam, bo tak WRĘCZ wypadało uczynić. Czytali wszyscy. Pracowałam wtedy w szkole średniej i sekundowałam Harremu z moją koleżanką polonistką, która razem z dzieciakami i nastolatkami cierpliwie czekała na kolejne tomy, które „rosły” z Harrym i dziećmi.

Dyskutowałyśmy podczas przerwy o jego sukcesie, szaleństwie wręcz harrypotterowym, krytyce kręgów kościelnych i różnych innych środowisk. Bo jedno jest pewne: Harry wywrócił świat do góry nogami, bowiem rozmawiali o nim wszyscy.

Pojawiał się na salonach i radio, w telewizji, przy kuchennym stole podczas kolacji. Bo cala ta nagonka ogłupiała niezmiernie – czytać czy nie czytać, oto jest pytanie. Chcąc nie chcąc Harry wciskał się w życie rodzinne – bo rodzice zadawali sobie pytanie, czy pociecha sobie nie zaszkodzi tym czytaniem, nie zgłupieje, nie dostanie oślich uszu albo świńskiego ryjka.

Pamiętam moją siostrę, która w nocy umawiała się z koleżankami na wycieczkę do naszej małomiasteczkowej księgarni po kolejny tom. Bo promocja też wzbudzała „kontrowersje”. Kto to widział, by dzieciarnia wałęsała się po nocy po mieście.

Dzieciarni nic się złego nie stało, wyrosła na ludzi, świńskiego ryjka od lektury nie dostała a i chęć czarowania i zainteresowania czarną magią całkowicie ją ominęła. Taka nocna wyprawa była też wielką frajdą i przeżyciem.

Dzieciaki z osiedla – jak jeden mąż – przeżyły. Siostra zaczęła po „Harrym” więcej czytać. W tej chwili mieszka za granicą i podczas odwiedzin zawsze bierze kufer książek do czytania. To taka wartość dodana „Harrego”. Tak więc – spoko wodza, z własnego podwórka wiem, że Harry szkody nie czyni – trzeba tylko pamiętać o tym, że książka rośnie z dziećmi i należy trochę odczekać, aż sięgnie się po kolejny tom.


Jesteśmy po rodzinnej lekturze Harrego. Skutek tego jest taki, że z biblioteki zostały wypożyczone dwa egzemplarze tomu drugiego, bo bracia sobie wyrywali książkę. Kilkanaście dni temu miała premiera ilustrowanej wersji Harrego. Pięknie wydana książka – dużego formatu, z obwolutą przedstawiającą peron 9 i ¾.

Mnóstwo kolorowych ilustracji – mniejszych, większych. Cieszy fakt, że w przyszłości ten plan wydawniczy ma objąć wszystkie tomy. Cieszę się, że konsekwentnie unikaliśmy filmowej wersji. Moi synowie naprawdę nie znali Harrego – do teraz. I twierdzę, że było to dobre posunięcie (Ze słyszenia - i owszem).


Wciągająca fabuła, różnorodne postacie, umiejętność budowania charakterów. To przecieżSnape był typowany przez słuchaczy na „czarny charakter”. Jakież było miłe rozczarowanie, gdy koniec końców ktoś inny zawiódł. Świetny pomysł z quiddichem. I jakże wielki jęk zawodu, że to gra całkowicie wymyślona przez Rowling, bo przecież fajnie byłoby sobie pograć i poszaleć za zniczem. Cudowny Hadgrid - przyjaciel na dobre i złe, na którego zawsze można liczyć.

"Harry Potter" to nieodłączny element dzieciństwa. I nie da się temu zaprzeczyć. Nic to – my już czytamy tom drugi. Na wersję ilustrowaną przyjdzie trochę poczekać. A ilustrowana wersja - wielka i piękna. Duży format - w prawdziwym tego słowa znaczeniu. 

 

Wydawnictwo Media Rodzina

wtorek, 03 listopada 2015

W najnowszej książce Pawła Pawlaka w świecie śmierci kościotrupy czytają książki. Trochę strony poniższe wyrwane z kontekstu - ale proszę mi wierzyć - ten świat nie wzbudza strachu, podobnie jak jego główny bohater - Ignatek. O całej książce napiszę już wkrótce:) 


Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

poniedziałek, 02 listopada 2015

Jakiś czas temu pisałam na moim blogu o książce "Metryka nocnika". Recenzję możecie poczytać tutaj. Tymczasem miło poinformować, że niedawno książka ta została nagrodzona w konkursie na Książkę Edytorsko Doskonałą "Edycja". Organizatorzy szukali książek pięknych i oryginalnych. Kto czytał książkę Iwony Wierzby z ilustracjami Marianny Sztymy wie, że książka jak najbardziej wpisuje się w założenia konkursowe. Zresztą - razem z inną książką ww. autorek - "Wstydliwą historią majtek" znalazła się wśród książek nagrodzonych. Jury uzasadniło to w ten sposób: – za podjęcie z wielką kulturą "wstydliwych" tematów i dowcipne graficzne ich przedstawienie (Ryms)


 

Książki nagrodzone w konkursie:

-"Warszawa" wydawnictwa Tako

-  "Zoolitery" wydawnictwo Hokus-Pokus

"Paneuropa, Kometa, Hel. Szkice z historii projektowania liter w Polsce", wydawnictwo Karakter