Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
piątek, 29 listopada 2013

Spośród 194 głów wawelskich wykonanych w XVI wieku przez Sebastiana Tauerbacha i Hansa Snycerza ocalało zaledwie 30. Jedną z najbardziej znanych głów jest ta przedstawiająca kobietę z zawiązanymi ustami. Jak to się stało, że głowa wawelska musiała zamilknąć? Właśnie o tym jest legenda Anny Chachulskiej.

Jest to rozszerzona wersja tej legendy. Znamy krótszą wersję z monografii dla dzieci o Krakowie też autorstwa Anny Chachulskiej i Ewy Stadtmüller. Mnie w tej książce zachwyciły zwłaszcza ilustracje. I nie tylko mnie. Kilka dni temu Marianna Sztyma została nominowana właśnie za ilustracje i opracowanie graficzne do nagrody „Książka Roku Polskiej Sekcji IBBY 2013” w kategorii nagrody graficznej. Zasłużenie.

Wyobraźcie sobie gwarny rynek w Krakowie kilka wieków temu. Słyszycie ten charakterystyczny gwar? Nawoływanie przekupek, targowanie o cenę, rżenie koni, śmiechy, muzykę, występy kuglarzy, gruchanie gołębi, hejnał z mariackiej wieży. Rozbawiona gawiedź, miejskie plotkarki, służba w pośpiechu robiąca zakupy. W takiej oto atmosferze śledzimy kram pasamonika Błażeja. Jego chwilę nieuwagi wykorzystuje miejski złodziejaszek, który zwinnymi palcami kradnie ozdobny i kosztowny pas. Kiedy rusza pościg, złodziej sprytnie pozbywa się łupu, podrzucając go biednej wdowie Ofce. Ta oskarżona o kradzież, zostaje zaprowadzona na sąd przed oblicze samego monarchy. I kiedy zdawać by się mogło, że nikt i nic nie jest w stanie pomóc biednej kobiecinie, nad głową króla rozlega się: Rex, Auguste, iudica iuste! (co znaczy: Królu Auguście sądź sprawiedliwie). To jedna z głów z sufitu przemówiła w obronie Ofki. Na rozkaz monarchy przeprowadzono skrupulatne śledztwo, które oczyściło Ofkę z podejrzeń. Tyle, że ucierpiała na tym sam głowa wawelska, gdyż … zakneblowano jej usta. No cóż, żaden monarcha nie lubi, gdy ktoś zwraca mu uwagę.

Ta legenda do wyprawa do przeszłości. Dzięki ilustracjom można zobaczyć, jak dawniej żyli ludzie: ich domostwa, stroje, fryzury. To też rzadko spotykane wyrazy, choć nie są jednak przeszkodą w rozumieniu tekstu. Dodają kolorytu minionych wieków. Marianna Sztyma uwspółcześniła tę legendę, stosując technikę komiksu. W dymkach co rusz pojawia się czyjaś opinia. Można podsłuchać, o czym rozmawiają krakowscy dworzanie i mieszczanie. Dzięki takiemu zabiegowi, legenda jakby trochę odmłodniała.

Jedynym minusem jest literówka, która od razu rzuca się w oczy w książce, gdzie jest mało tekstu. Szkoda.

Bardzo mi się podoba ta forma promocji ciekawych miejsc.

Trzymam kciuki za głowę wawelską:)

Lubicie wyklejki w książce?

Wiek 5+

Wydawnictwo Zamek Królewski na Wawelu

wtorek, 26 listopada 2013

Byłam bardzo ciekawa Tonji. Jedynego dziecka w całej dolinie. Dziewczynka wychowywana tylko przez ojca na gospodarstwie, żyje w oddaleniu od innych dzieci, od matki, która pracuje gdzieś na końcu świata jako oceanografka. Tonja absolutnie nie należy do grzeczniutkich istot, choć uroku jej nie brak. Uparta, odważna, z głową pełną zwariowanych pomysłów. Krótko mówiąc – rasowa łobuziara. Daje się nieźle we znaki Klausowi Hagenowi, który wybudował ekskluzywny Ośrodek Uzdrowiskowy, ale – uwaga! - z zakazem wstępu dla dzieci. Tonja przyjaźni się Gunnevaldem – starszym człowiekiem, którego ona sama z przekory nazywa starym piernikiem. To jej ojciec chrzestny – rozumie dziewczynkę, spędza z nią dużo czasu, wspólnie razem rozmawiają na różne życiowe tematy. Kiedy Gunnevald zaczyna poważnie chorować, okazuje się, że nie wyjawił swojej kochanej Tonji wszystkich tajemnic.

Nie chciałabym Wam zdradzać wszystkiego, by nie umniejszyć przyjemności z lektury. Książka, w której śmiech przeplata się z łzami. Tak – tak, będzie kilka takich momentów, w których łzy niechybnie popłyną po policzkach. Autorkę porównuje się z Astrid Lindgren. Z dużą delikatnością przedstawione zostały uczucia dziewięcioletniej dziewczynki, która nagle musi dać sobie radę z tyloma problemami. Teoretycznie – smutna rzeczywistość powinna ją przerosnąć, ale Tonja na pewno tak łatwo się nie podda. To kolejny ważny element tej opowieści – duża dawka optymizmu, która udziela się czytającym. Miłośnicy Skandynawii znajdą tu w opisach surowy krajobraz Norwegii. Zresztą wystarczy spojrzeć na rycinę z początku książki. Parę domków przysypanych śniegiem, cisza, spokój. Może nawet pozorny - za sprawą jednego listu pewnego dnia wybuchnie prawdziwa "bomba". Nadchodząca wiosna na końcu książki ma niewątpliwie wymiar symboliczny – rodzi się nowe życie – przynajmniej dla kilku bohaterów tej opowieści. Nowy etap. Tonja kończy dziesięć lat – jest bardziej dojrzała, bogatsza o nowe doświadczenia. I jeszcze muzyka – słychać ją co rusz w Glimmerdalen. Tutaj potrafi zdziałać cuda. Budzi serca, wzrusza, topnieje lód, złe uczucia gdzieś znikają – nie, nic więcej nie zdradzę, koniecznie przeczytajcie:)

Książka trochę przekorna jeśli chodzi o nasze czasy. Mówi o rzeczach dziś spychanych na plan dalszy, gdzie często bardziej liczy się mieć niż być. Bo czym jest prawdziwa przyjaźń? A wybaczenie - i sobie i drugiemu człowiekowi? Wzruszająco zostały przedstawione relacje młodych ludzi ze starszymi. A może Tonja nakłoni Was do sięgnięcia po zapomnianą lekturę, która dawno dawno temu była bardzo popularna. Tytułu nie zdradzam - sami szukajcie:)

Wiek 8+

Wydawnictwo Dwie Siostry



poniedziałek, 25 listopada 2013

Korniszonek to sympatyczny chłopiec, który nie przepada ani za szkołą ani odrabianiem lekcji. Nie na rękę mu te wszystkie obowiązki okołoszkolne. Przezwisko „Korniszonek” wzięło się od nazwiska Jacka – Ogórski. Chłopiec uwielbia grać w piłkę nożną. Mógłby na boisku spędzać całe dnie. Tyle że samą piłką żyć nie można. W dodatku mama rozlicza Jacka z każdego drobiazgu. Za niesubordynację – kara – zakaz piłki. I tu Korniszonek wpada na „genialny” pomysł. Prosi o pomoc czarodzieja Mietka, który pewnego dnia spada z nieba wprost do jego pokoju – a wraz z nim wielka waliza i czarodziejska księga. Mietek zamienia się w sobowtóra Jacka i wynika z tego całe mnóstwo niesamowicie zabawnych zdarzeń. Problem w tym, że Mietek ma swoje ważne sprawy do załatwienia i masę kłopotów.

Jeśli szukacie książki, przy której można się pośmiać – to trafiliście pod właściwy adres. Tyle że ostrzegam: Korniszonek aniołem nie jest. Ma zwariowane pomysły, nie stroni od sztuczek, by wyjść na swoje. Niekiedy oszukuje, mówi nieprawdę, kombinuje. Jednym słowem – jest to niezłe ladaco, ale bardzo sympatyczne. Oczywiście wszystkie książkowe przygody czegoś nauczą Korniszonka i na pewno będą miały wpływ na jego postępowanie. W książce dzieje się dużo – strach budzi niesympatyczna sąsiadka pani Jagodzina – łowczyni piłek:) Uzasadniony niepokój wywołują dwie tajemnicze postacie w kapeluszach. Na szczęście wszystko dobrze się kończy. Książka, która na pewno spodoba się dzieciom.

Wiek 6+

Wydawnictwo Literatura

 



"W odwiecznym mieście Londynie pewnego jesiennego dnia w drugiej ćwierci szesnastego stulecia w ubogiej rodzinie nazwiskiem Canty przyszedł na świat chłopiec, którego rodzina ta wcale nie pragnęła. Tego samego dnia w bogatej rodzinie nazwiskiem Tudor przyszło na świat inne angielskie dziecko, gorąco upragnione przez tę rodzinę."
Iskry rok 1967 - nakład 50 000 + 257 egz


Wiek 11+

czwartek, 21 listopada 2013

Pan Szymon Bauman opowiada o swoim dzieciństwie. To jakby dwa etapy oddzielone od siebie wyraźnie grubą kreską – do wybuchu wojny i  potem. Ten wcześniejszy, szczęśliwy okres to: podwórkowe zabawy z kolegą Dawidem, ciepły i bezpieczny dom, dużo śmiechu, jedzenia w sam raz. Taki stan rzeczy nie miał jednak trwać wiecznie. Wojna zabrała małemu Szymonowi  to, co najcenniejsze: bliskich, bezpieczeństwo, kolor włosów, nawet imię i nazwisko. Zabrała mu mamę i ojca – i choć potem były jeszcze kolejne cztery mamy – nic i nikt nie był w stanie zastąpić tej pierwszej, rodzonej. Skończyła się beztroska, trzeba było szybciej dorosnąć.

Książka dla dzieci o wojnie. Temat absolutnie nie łatwy, kontrowersyjny. W książce Renaty Piątkowskiej nie ma opisu drastycznych scen. Są spychane na dalszy plan: jakby dalszy ciąg kilku trudnych początków. Dorośli znają realia i je dopowiadają sami sobie w głowie. Dla dzieci coś się kończy – i to od nich zależy, czy zechcą poznać dalsze losy bohaterów, czy zechcą pytać. A jeśli tak, to automatycznie rozwija się kolejna sfera czytania – tyle że gdzieś już poza książką. Bardzo wymagająca od rodziców, od małych czytelników. Bo skoro ojciec Szymona nie wrócił do domu, to gdzie był jak go nie było? A siostra?  Wywleczono ją z mieszkania prosto na Umschlagplatz i wywieziono bydlęcym wagonem. Dokąd? Po co? Getto, głód, śmierć na ulicy, ucieczka, fałszywe papiery, fałszywa tożsamość, tajemnice – takie tematy przewijają się przez tę książkę. Wreszcie wartościowy przekaz o ludziach, którzy gotowi byli ryzykować dlatego, by ratować życie komuś innemu. Wzruszający obraz Ireny Sendlerowej, która wyprowadziła z getta 2500 tysiąca dzieci.

Świetne ilustracje Macieja Szymanowicza, który potrafi do wojennych obrazów przemycić trochę słońca, humoru, optymizmu. Zilustrował już kilka wojennych tytułów: „Asiunia”,  „Mój tato szczęściarz”, gra planszowa o powstańcach. I znów znakomicie się sprawdził.

Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura



Dla ciekawskich – chcących dowiedzieć się czegoś nowego podczas zabawy, a przy okazji sprawdzić swoją wiedzą z różnych dziedzin. „Kto wie więcej” to swego rodzaju konkurs, który można przeprowadzić samemu albo w parach. Nikt nie wybiera pytań sam – dzieje się to losowo za sprawą mini – komputera – maszyny losującej i oceniającej prawidłowość udzielonych odpowiedzi. Oto dziedziny: Kosmos, planeta Ziemia, świat zwierząt, ptaki., podwodny świat, świat roślin, ciało człowieka, zagadki, bajki, nauka i wynalazki, historia, wielcy wojownicy, wokół świata, transport i zawody. Razem 825 pytań – do wyboru cztery warianty (ABCD), które następnie trzeba wybrać na mini konsoli. Na wyświetlaczu ukazuje się uśmiechnięta buźka bądź nie – w zależności od udzielonej odpowiedzi. Zwycięska odpowiedź to krótka fanfara odegrana na cześć odpowiadającego. Na końcu czytelna instrukcja obsługi książki i tabele prawidłowych odpowiedzi.

Wolę raczej tradycyjne książki – ale tu połączono przyjemne z pożytecznym. Zwłaszcza w przypadku dzieci, które niezbyt chętnie same sięgają po książki do czytania. Trzeba przeczytać polecenie, warianty odpowiedzi, wybrać ten właściwy. Następnie odszukać samemu kolejne pytanie. Wyzwań jest kilka – a przy okazji można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. Książka jest bogato ilustrowana – na każdej stronie znajdują się tematyczne ilustracje – miniaturki nawiązujące do treści pytań.

U nas ta lektura sprawdza się świetnie podczas dłuższej wyprawy samochodem.

Wiek 7+

Wydawnictwo fk Olesiejuk

 



Na pewno pamiętacie pięcioro angielskich dzieci, o których co jakiś czas donoszę na mojej stronie: Antea, Janeczka, Robert, Cyryl i Baranek. Dawniej każde wakacje spędzały one w małym białym domku na wsi. Tyle że teraz sytuacja się zmieniła: tato dzieciaków wyjechał do Mandżurii jako korespondent wojenny. Natomiast mama w celu podratowania zdrowia razem z najmłodszym Barankiem udała się na Maderę. Tymczasem czwórka rodzeństwa zostaje w domu pod opieką niani. A ta psuje je okropnie, pozwalając na wiele (zwykle) niedozwolonych rzeczy. I myślałby kto, że wakacje w mieście będą nudne. Tego zdania jest na pewno nieco rozżalona czwórka. Do czasu kiedy to całkiem przypadkiem w sklepie zoologicznym spotyka zabiedzonego przetrzymywanego w klatce Piaskoludka (ci, którzy czytali Pięcioro dzieci i „coś”, wiedzą, o kim mowa). Za jego sprawą dzieciaki wchodzą w posiadanie połówki czerwonego połyskującego kamiennego amuletu. Dzięki niemu może wydarzyć się wiele czarodziejskich rzeczy:

Może sprawić, że zboże rośnie, że woda płynie, drzewa wydają owoce, a na świat przychodzą śliczne niemowlęta. (…) Całkowity Amulet – ciągnął dalej duszek – może usuwać rzeczy, które czynią ludzi nieszczęśliwymi: zazdrość, złość, pychę, chciwość, samolubstwo, lenistwo. (…) Udziela także siły i męstwa.

Amulet może spełniać najgorętsze pragnienia dzieciaków. Ale dodam tylko – cały Amulet. Połówka może sprawić, że dzieci będą przenosiły się w najbardziej odległe zakątki na ziemi, dokądkolwiek tylko będą chciały się udać, aby … odnaleźć drugą połowę Amuletu.

A to już zapowiedź prawdziwej przygody. Dzieci powoli poznają tajemnice Amuletu, przenoszą się w czasie do przeszłości – starożytny Egipt, Babilon, Atlantyda, Rzym. Spotykają na swej drodze różne ciekawe postaci, uczą się nowych rzeczy, zasięgają informacji. Mało tego: sprawiają, że pewne postacie z przeszłości również pojawiają się we współczesnym im Londynie.

Podobał mi się tu kontrast między postrzeganiem świata przez dzieci i przez dorosłych. Te pierwsze otwarte na cuda, wierzą, że wszystko jest możliwe, a wiara potrafi góry przenosić. Tymczasem dorośli – tutaj m.in. reprezentowani przez uczonego z poddasza i nianię, choć słyszą co nieco o podróżach dzieci, ba uczestniczą w nich (uczony), uważają to za jakieś wymysły, fanaberie, wręcz. Uczony twierdzi, że śni mu się to wszystko.

I podobnie jak w dwóch pierwszych tomach – zadziwia fantazja autorki, budowanie fabuły, gromadzenie emocji. Książka mimo swojego wieku absolutnie nie trąci myszką. Może to też za sprawą starannego przekładu Ireny Tuwim. I ilustracji Marii Orłowskiej - Gabryś.

Kto lubi plątaninę rzeczywistości (tutaj wiktoriańskiej) z magią – będzie ukontentowany.

Grubaśna cegiełka (ok. 420 stron), w poręcznym formacie, ładnie wydana ze wstążkową zakładką.

Wiek 8+

Wydawnictwo Znak

"(...) Tak więc unikając spotkania z innymi zwierzętami, poszedłem poszukać klucza do podziemnej biblioteki. Sam bardzo rzadko tam chodziłem; niemal zawsze zabierałem z sobą białą myszkę Białkę. Działo się tak dlatego, że dawno temu Białka została naszą główną bibliotekarką. Naturalnie tak małe zwierzątko jak myszka nie potrafiło układać książek. Zawsze jej w tym pomagałem.

Jednak doktor odkrył, że myszka posiada jedną cechę bardzo przydatną przy zajmowaniu się książkami: miała mikroskopowe oczy. Oznaczało to, że potrafiła dostrzec rzeczy, których ani doktor ani ja nie byliśmy w stanie zobaczyć – maleńkie owady, które wgryzały się w książki i je niszczyły.

Poza tym wszędzie potrafiła się wcisnąć – na przykład pomiędzy tomy na półkach, dzięki czemu nie trzeba było ich zdejmować. A jeśli spostrzegła najmniejszy ślad kurzu, wilgoci czy żywych istot, natychmiast mnie informowała i ze wszystkim robiliśmy porządek.

Była naprawdę wspaniałą bibliotekarką. A kiedy doktor kupił jej małą lupę, aby mogła wypatrzyć nawet jajeczka tych maleńkich owadów, które zjadały papier, Białka była niesamowicie dumna ze swojej pracy i oczywiście miniaturowej lupy.

Miała również wspaniałą pamięć. Oprócz cennych notatek doktor posiadał ogromny zbiór książek napisanych przez innych uczonych przyrodników. Najcenniejsze przechowywał w podziemnej bibliotece. I choć biała myszka nie umiała czytać, wystarczyło jej powiedzieć, o czym jest nowa książka przeznaczona do biblioteki, a ona potem zawsze bezbłędnie potrafiła ją wyszukać. Kilka lat później wyjaśniła mi, że ogromnie przydawał jej się w tym fantastyczny węch. Skoro nie odróżniała tomów po tytułach na grzbietach, świetnie pomagał jej w tym ich zapach i kolory okładek (...)".

Cytat pochodzi z książki Doktor Dolittle i Tajemnicze Jezioro, o której pisałam tutaj.


Wydawnictwo Znak



środa, 20 listopada 2013

Mała Ula bardzo chce, by tato opowiedział jej coś przed snem. I zaczynają snuć wspólnie opowieść o Malutkiej, która ma nadzwyczaj duże stopy. Tak duże – że może nosić tylko zwykłe brązowe trzewiki. A ona marzy o pięknych kolorowych z kokardami. Jej stopy zajmują całą szerokość ulicy, w sklepie zahaczają czubkami o wystawione towary. W czasie deszczu mogą służyć jako parasol nawet wszystkim innym dzieciom z klasy Malutkiej. Dziewczynka mieszka z babcią, jej rodzice wyjechali w świat. Malutka mimo tej widocznej inności – nie czuje się nieszczęśliwa. Wręcz przeciwnie. Cieszy się, że ludzie mogą być weseli i uśmiechnięci z jej powodu. I marzy też o tym, aby od staruszka z siwą brodą w czerwonej pelerynie dostać prezent. A jaki? To właśnie jest ta tajemnica Malutkiej, którą poznacie na końcu.

Piękna książka – na święta, na zimę, na Wigilię. Tekst Onichimowskiej bardzo ciepły, senny, wyciszający, uspokajający. Właśnie taki, jaki powinien być przed snem. Gdzieniegdzie wplecione motywy świąteczne i zimowe – ale to tylko delikatne muśnięcie, budujące specyficzny klimat. Są wyraźnie w tle. Słychać ciche Lulajże Jezuniu i Bóg się rodzi,  w kącie pachnie przystrojona choinka, ośnieżona szyba zmroziła na chwilę przytknięty do niej nos Malutkiej. Tę specyficzną aurę tworzy też ciepła relacja ojca z dzieckiem, razem spędzają czas, wymyślają ciąg dalszy historii, która zmierza nie wiadomo w jakim kierunku. Fantazja w dziecinnym pokoju fruwa pod sufitem i jeszcze wyżej.

Absolutny majstersztyk to ilustracje Agaty Dudek. Bardzo soczyste, energicznie czerwone, bogate w różne postacie i wydarzenia. Trochę w kontraście do tekstu. Choć i w nim nie brak mocniejszych akcentów – Malutka występuje przez pewien czas w cyrku, lata z babcią na czarodziejskim dywanie. To doskonały punkt wyjścia dla ilustratora. Wdzięczne tematy do zilustrowania, które dają pole do popisu. Tutaj jakby już element snu, jakieś strzępy zdarzeń, fragmenty, które mieszają się ze sobą, niekiedy bardzo nierealne: but zwinięty w ślimaka, lody w których odbijają się sceny codzienne i elementy krajobrazu, zwierzęta występujące w cyrku, postacie szukające schronienia pod dużą czerwoną stopą w czasie ulewy. Ale to przecież bajka – a w bajkach jak i w snach niemożliwe staje się możliwe.

Mądra i piękna książka o sile dziecięcej fantazji i wyobraźni, o tym, że marzenia się spełniają.

Wiek 6+

Wydawnictwo Ezop

wtorek, 19 listopada 2013

Kolejna wyprawa do przeszłości – tym razem do czasów prehistorycznych. Na ponad 120 stronach liczne informacje na temat ewolucji, małp i ludzi, pierwszych dwunożnych, australopitekach, pierwszych ludziach, narzędziach, jakimi się posługiwali, zdobywaniu ognia, neandertalczykach, mowie, polowaniach, pożywaniu, domostwach, ubraniach i ozdobach, wierzeniach, sztuce jaskiniowej, udomowionych zwierzętach, pierwszych wioskach, odkryciu metali, przejściu człowieka do miast i wynalezieniu pisma. To zaledwie kilka zagadnień tematycznych opracowanych tutaj w formie pytań (skąd my to znamy?:) i odpowiedzi. Każde zagadnienie to przeważnie dwustronicowa rozkładówka z charakterystycznym niebieskim paskiem – tutaj znajdziecie krótkie wprowadzenie albo wyjaśnienie wybranych pojęć. Dalej następuje runda pytań. I tak w rozdziale pt. Mowa można dowiedzieć się, w jaki sposób mówili pierwsi ludzie, dlaczego człowiek musiał stracić owłosienie, aby mówić, dlaczego 35 tysięcy lat temu ludzie nie potrzebowali tłumaczy, jak wyodrębniły się różne języki.

Na pewno nie jest to tematyka łatwa – ale zapewniam że fascynująca. Czy człowiek faktycznie pochodził od małpy, jak wyglądał dawniej, co jadł, na co chorował – jak sobie musiał radzić bez tych wszystkich gadżetów, bez których my, ludzie współcześni, nie wyobrażamy sobie życia – to zagadnienia, które nie dają spokoju małym historykom. Na każdej rozkładówce znajdziecie też różową zakładkę: Nie do wiary, na której można przeczytać smakowite ciekawostki do danego tematu.


Książka bogato ilustrowana – niewątpliwie poszerzy wiedzę a może i zachęci do wgłębienia się w zagadnienia historyczne.

Wiek 7+

Wydawnictwo fk Olesiejuk

poniedziałek, 18 listopada 2013

Do takiej książki specjalnie chyba zachęcać nie trzeba. Rycerze to element historii powszechnej, ale mają wiele wspólnego z baśniami, bajkami i legendami. Stąd też pewnie takie żywe zainteresowanie tym tematem. Nic dziwnego, że rycerze, zamki, wojny, księżniczki, turnieje budzą wśród najmłodszych takie emocje, pobudzają wyobraźnię i inspirują do zabaw. Książka Świat w obrazkach – rycerze niewątpliwie odpowie na wiele pytań i przekaże mnóstwo informacji na temat kariery rycerskiej (od pazia, poprzez giermka do prawdziwego wojownika uczestniczącego w  krucjatach i bitwach), życia na zamku, praw i obowiązków rycerzy, jego wyposażenia, prowadzenia wojen i turniejów. Wiele tu też informacji pokrewnych – związanych z rządzeniem w królestwie,dawną sytuacją polityczną, kulisami władzy. Pojawiają się trudniejsze pojęcia i zwroty: jak suweren, krucjaty, donżon, minstrele. Znajdziecie tu rozdział o znanych rycerzach. Wśród nich: Święty Jerzy, Artur i rycerze Okrągłego Stołu, Iwen, Roland, Bertrand Du Guesclin. (Jeśli ktoś ma wiedzę – warto wzbogacić te informację o rycerzy z naszego podwórka, których też nie brakowało: jak choćby Zawiszy Czarnym). W książce mnóstwo obrazków. Na blisko 120 stronach po cztery, dwie ilustracje. Pod nimi krótkie teksty. Na samym końcu dodatek dla zapalonych miłośników sztuki rycerskiej: krótka instrukcja wykonania miecza i tarczy. Polecam starszakom, choć niektóre pojęcia będą dla nich zbyt skomplikowane. Można czytać wyrywkowo. Na pewno jest to książka na kilka lat dla dzieci w różnym wieku. Należy uważać zwłaszcza z najmłodszymi dziećmi - pojawia się tu tematyka wojen - są ranni, zabici. Trzeba liczyć się z trudnymi pytaniami i zagadnieniami. Stąd moja propozycja wybiórczego traktowania tematów. Wiele z nich nadaje się dla starszaków - inne dla dzieci szkolnych.

Wiek 5+

Wydawnictwo fk Olesiejuk

 

Do Orłonia mam wielki sentyment. Pochodził z moich stron, czasem w miejscowości, gdzie pracuję, spotykam spacerującą i robiącą zakupy siostrę pisarza. W dodatku jego książki to porządna literatura dla najmłodszych. Dziś, kiedy co rusz pojawiają się nowe kryminały dla dzieci – ze Szwecji (seria o biurze detektywistycznym Lassego i Mai) czy Austrii (pan Jaromir), warto zwrócić uwagę na przykład z rodzimego podwórka, który mimo swego wieku – nadal bawi, i wywołuje emocje. I to takie, że trzeba przypominać – Chłopaki nie obgryzać paznokci!.
Pan Ambroży Nosek jest detektywem. Jego pomocnikiem jest Kuba – gadający pies. Co to za wyręka dla naszego pana Ambrożego! Gdzie Nosek nie może, tam Kubę poślę. Jakże często pies przyczynia się do ujęcia sprawców. A tych – o dziwo jest w Lipkach Nowych, czyli miejscu zamieszkania Noska, całe mnóstwo.

W kolejnej części przygód detektywa, ten zajmuje się trzema sprawami: para łotrów chce wykraść z muzeum obraz niejakiego artysty Kleksika, Telesfor Gęgawka zgłasza włamanie i kradzież w Kole Miłośników Gry w Warcaby, w końcu: do miasteczka przybywa niebezpieczny kieszonkowiec Nieuchwytna Rączka. Trzy sprawy i trzy śledztwa – czy Noskowi uda się rozwiązać kryminalne zagadki?

I znów: typowanie podejrzanych, uda się? nie uda? dyskusje czy ktoś winny czy nie. Jeśli nie znacie jeszcze Noska – zachęcam do lektury. Prosty język, ciekawe dialogi. Absolutnie trafionym pomysłem jest gadający pies. Dzieci lubią takie zabiegi. Tym bardziej, że to jedyny taki fantastyczny zabieg w tym cyklu. Inne – to normalne codzienne życie w małej mieścinie. Powieści Orłonia to na pewno wyprawa do przeszłości: bohaterowie mają często rzadkie dziś imiona (Ambroży, Telesfor, Hipolit, Baltazar). Marian Orłoń zdziwiłby się chyba, gdyby dowiedział się, że z kolei dziś jedno z najpopularniejszych imion wśród chłopców to … Kuba. Panowie noszą tu kapelusze, bohaterowie przemieszczają się po mieście albo pieszo albo końmi. Ale to tylko dodaje tym opowiastkom uroku.

Ilustracje Jerzego Flisaka bardzo pasują do tej książki. Czarno – białe, z humorem. Świetnie oddają klimat przestępczego półświatka w Lipkach Nowych.


Do tej pory ukazały się:

Ostatnia przygoda detektywa Noska

Detektyw Nosek i porywacze

Wiek 6+

Wydawnictwo Dwie Siostry





niedziela, 17 listopada 2013

 

Właśnie nadszedł Adwent. W domu Tiny czuć już świąteczną atmosferę. W oknie wisi gwiazda adwentowa, na stole płonie pierwsza świeca. Podobnie jest w wielu domach na całym świecie. Tylko, że gwiazda w oknie przestaje świecić. To nie koniec niespodzianek – zaczynają dziać się również inne osobliwe rzeczy – gasną świecie adwentowe, ciasteczka bożonarodzeniowe wybuchają w piekarnikach, mało tego – ich smak (jeśli już się (niby) udadzą) przypomina kupę, ktoś wyrzuca posadzone cebulki kwiatowe z doniczek, choinki tracą igły. Jesteśmy świadkami niemałego rozgardiaszu w domu Tiny, spowodowanego przykrymi adwentowymi niespodziankami. Dorośli przechodzą szybko do porządku dziennego, tłumacząc te wypadki po swojemu – a to felerna gwiazda, a to wybrakowana żarówka. Nie dostrzegają tu drugiego dna, czyli CZYJEJŚ wywrotowej działalności. Tymczasem dzieci zastanawia ten dziwny splot wydarzeń. Boże Narodzenie to najukochańsze święta – wszystko wskazuje na to, że w tym roku - niestety - to będzie jeden wielki niewypał. Jest ktoś, kto obserwuje ten cały bałagan na ziemi z ukrycia, mało tego – jest za to w pełni odpowiedzialny. Tego Ktosia najpierw poznajemy dzięki inicjałom ŚM. Skojarzenie może być tylko jedno. Benajmin Chaud  - ilustrator oszczędnie dawkuje nam jego namacalną obecność na wizji. Najpierw długo długo nic - albo właściwie - nikogo. Potem jakiś cień na lustrze, dalej kawałek nogi i buta. W końcu jest: Święty Mikołaj, zły i smutny jednocześnie, że ludzie nie wierzą w jego osobę. My dorośli nie zostaliśmy przedstawieni w pozytywnym świetle - bardzo racjonalni - w ogóle nie przygotowani na dziwne zbiegi okoliczności i cuda.



Opowieść o Świętym jest iście wywrotowa. Ten, który uchodzi za dobrotliwego, jowialnego staruszka o łagodnym usposobieniu - tutaj złośnik jeden, frustrat, który daje ludziom na ziemi nieźle popalić za te wszystkie anty-mikołajowe hasła. I jeszcze tytuł, apel wręcz: "Wierzcie w Mikołaja!". W naszym przypadku lektura jak najbardziej na czasie – bo ze względu na młodszego nadal upieramy się, że to za sprawą ŚM te wszystkie prezenty są pod choinką. Lektura może spowodować zamieszanie w rodzinach, w których dzieci są już utwierdzone w tym, że jednak prawda wygląda inaczej.

Książkę przeczytałam najpierw sama. Dla dzieciarni zostawiam na Adwent, choć nie wiem jeszcze, czy uda mi się dawkować tak lekturę  dzień po dniu – taki jest przynajmniej zamysł autorki. 24 rozdziały to nie przypadek. Nie, nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć – raczej przemawia przeze mnie nasze łakomstwo czytelnicze.

Na samym początku trochę trudno zorientować się w planach fabularnych autorki. Akcja dzieje się jak gdyby na dwóch poziomach. Z jeden strony dom - rodzina Tiny. Z drugiej: ŚM z trollem, którzy obserwują tych pierwszych przez lustro. Co rusz słychać dziwne komentarze tych dwóch panów. Jestem ciekawa, czy dzieci z łatwością przestawią się na dodatkowych bohaterów z ukrycia. Jeśli czyta ktoś na głos - łatwo to zaznaczyć odpowiednią modulacją - by można było łatwiej domyślić się, że chodzi tu o kogoś jakby na uboczu. Chodzi o TAJEMNICĘ. I to jest największy atut tej książki. Bowiem to swego rodzaju książka detektywistyczna. W głowie kołatają się różne myśli: kto tak robi, dlaczego, do czego to wszystko prowadzi, czy będą święta? Jeśli znacie Lottę Olsson z "Dziwnych zwierząt" i "Innej podróży" - książek trochę filozoficznych, refleksyjnych - tutaj będziecie zaskoczeni. Jest duży dreszczyk emocji. A czy uda się go rozłożyć na cały Adwent - to się jeszcze okaże:)))

Ostatnio dużo u nas Benjamina Chauda: Misiowa piosenka, seria  Pomelo, Binta Lalo, fantastyczne: Nie odrobiłem lekcji, bo...  – jest w czym wybierać. Warto!



Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki

czwartek, 14 listopada 2013

Strzał w dziesiątkę! Chciałam przechować do Bożego Narodzenia, ale nie wytrzymałam. Całą rodziną ślęczeliśmy nad książką i zaśmiewaliśmy się z fantazji szkolnego lawiranta. Bo każdy powód jest dobry, żeby nie odrobić lekcji. Mój starszy syn, który jest już w drugiej klasie, wyznał, że książka jest baaaardzo inspirująca. I wykorzysta pomysły w przyszłości. A może wymyśli swoje wykręty, których użyje, kiedy padnie pytanie: „Dlaczego nie odrobiłeś lekcji?”. Mamy jedynie nadzieje, że pani tej książki nie zna (bo my już tak). Podpowiedzi książkowe są niezmiernie oryginalne – chłopiec bez zająknięcia tłumaczy jak to na jego podwórku wylądował samolot pełen małp, krasnoludki pochowały wszystkie ołówki, on sam został napadnięty przez wikingów (ach ten topór wbity w sam środek zeszytu). Moim dzieciom najbardziej podobało się odprowadzanie zagubionego pingwina – najpierw na biegun północny, potem na południowy.

W tym przypadku (książkowym) nie należy narzekać: że kłamstewka, wykręty, kombinowanie. Cali i Chaud traktują to szkolne zamieszanie z przymrużeniem oka. W końcu i oni, jak i każdy z nas  - wszyscy kiedyś chodziliśmy do szkoły;)

Ten rok niewątpliwie należy do Benjamina Chaud'a. Co chwila pojawiają się książki z jego ilustracjami. Świetnie zilustrował szalone pomysły chłopca – na niektórych stronach roi się od szczegółów, postaci. Potrafił uchwycić to coś – z jednej strony powagę sytuacji (wykręcić się tak, by pani uwierzyła) – z drugiej humor, którego tu nie brakuje.

Lektura obowiązkowa w każdym domu, gdzie są już szkolne dzieci, albo takowe będą w przyszłości.

Wiek 6+

Wydawnictwo Dwie Siostry

 



Kiedy zobaczyłam tytuł książki – udałam sama przed sobą, że świetnie orientuję się w tym, co w trawie piszczy. „Noskawer”. Pewnie że słyszałam, musiałam o nim słyszeć. Gdzieś tam. Tylko, że im bardziej szukałam tego „noskawera” w mojej pamięci, to tym bardziej go tam nie było. Beręsewicz zrobił mi niezłego psikusa, bo go wymyślił dla potrzeb książki. I zdradzę Wam, że przez ten jego wynalazek i to całe zamieszanie wokół niego, dawno tak się nie uśmiałam przy książce dla młodzieży – jest po prostu zabawna, w mądry sposób ośmiesza pogoń za modą – głupiutką, bezrefleksyjną, na oślep.

Zuzia jest miłą nastolatką, która w klasie nie ma przyjaciółki. Rej wodzi Małgośka – bogata dziewczyna, która ma wszystko, czego tylko dusza zapragnie. Oczywiście nie muszę dodawać, że wszystkie nowinki są MARKOWE. A na topie są właśnie noskawery – wynalazek znanego projektanta mody – Benettiego (skojarzenie pewnie nie jest przypadkowe). Facet myślał, myślał i wymyślił – specjalne nakładki na nosy – zapachowe, kolorowe, drapiące swędzące nosy, ogrzewające, na pilota, z setką zapachów. To nic, że człowiek wygląda jak pajac – grunt że modne, bo przecież pewna gwiazda piosenki też nosi podobne. Gdzieś w tajemnicy przed Zuzią dowiadujemy się, że idol nastolatek przeklina noskawery jak nie wiem co, chłopak się poci, wyrywa sobie włosy  przy zakładaniu tego dziwactwa na głowę i zdejmowania z głowy – no, ale gdy się zainkasowało pół miliona dolarów za promocję od Benetiego, to nie ma rady – trzeba się pomęczyć i poświęcić. Tylko, że Zuzia o tym nie wie. I świdruje babci dziurę w brzuchu.

Beręsewicz z przymrużeniem oka pokazał pogoń za nowinkami modowymi, jakie co rusz zaprzątają głowę młodym. Zajrzał na zaplecze, gdzie cały sztab najróżniejszych ludzi pracuje nad tym, by ogłupić, oczarować, omamić. Wykorzystał tutaj w pewien sposób motyw z baśni Andersena, w której dziecko zawołało Król jest nagi! Ktoś wmawia, że to trzeba nosić, coś jest na topie, a nieważne co mówi lustro. Również dorosłym się dostało. Na przykładzie babci, autor pokazuje, jak napędzana jest machina komercji, nieprzemyślanych i …egoistycznych prezentów (no bo za co żyć w takim razie przez resztę miesiąca?). Kiedy rozum mówi coś innego, a serce też co innego. Żal tych dzieciaków wymęczonych nowymi trendami - zwłaszcza jak wszyscy wokół mają. Serce się ściska, nic dziwnego, że rodzice i dziadkowie dają się w to wkręcić.

Fajne jest zakończenie – gwizdać na to wszystko i śmiać się z tego całego modowego misz-maszu. Być sobą, nosić to, co nam się podoba. A swoją drogą dziś idąc do pracy strasznie zmarzłam – i automatycznie pomyślałam o noskawerze. I jakoś cieplej mi się zrobiło.

Paweł Beręsewicz za Noskawery otrzymał III miejsce w konkursie literackim im. Astrid Lindgren za książkę dla dzieci w wieku 6-10.

Wiek 9+

Wydawnictwo Literatura



środa, 13 listopada 2013

Tytuł intryguje, prawda? No bo dziwnie niedokończony, z wielokropkiem. W dodatku jak się ma mleko do tej bardzo obiecującej okładki, na której widnieje tajemniczy obiekt latający ze stworem dinozauropodobnym i mężczyzną trzymającym kartonik – pewnie mleka. Bo mleko w tej opowieści gra pierwsze skrzypce. Od niego się wszystko zaczęło. A właściwie jego braku. To spowodowało, że tato dwójki rodzeństwa wyszedł do sklepu po mleko właśnie, bo chłopiec i jego siostra mieli apetyt na płatki. I długo z tym mlekiem nie wracał. Strrrrasznie długo. A kiedy wrócił, opowiedział historię zapierająca dech w piersiach. Hoho – jak się okazuje, zwykłe wyjście do sklepu za rogiem może być początkiem fascynującej, a czasem nawet niebezpiecznej podróży, w czasie której można spotkać, śluzowate dziwolągi z Kosmosu, piratów, wumpiry. Baaa – można przenieść się w czasie do zupełnie innej epoki – kiedy to w puszczy Ameryki Południowej Indianie składali ofiary z ludzi. Nie zdradzę wszystkiego. W każdym razie – miejcie się na baczności. Po tej lekturze kartonik z mlekiem już nigdy nie będzie tylko kartonikiem z mlekiem.


Plus za niesamowitą fantazję autora. Ja, czytając tę książkę, pomyślałam, że dzieci często pytają: Dlaczego tak długo cię nie było?, A gdzie byłaś? Dlaczego to trwało prawie całą wieczność? Odpowiedź można ściągnąć z lektury:)))) Jeśli dzieci jej nie znają – będą zaskoczone (pseudo-) Twoją pomysłowością. Można też pokusić się o swoją wersję wydarzeń. W każdym razie cała ta historia Gaimana jest tak absurdalna, bez sensu, zwariowana – że w końcu człowiek łapie się na tym, że zaczyna myśleć – A może jednak to zdarzyło się naprawdę?

Świetnie została zilustrowana przez Chrisa Riddella. To grafik, i jak podaje wydawca, osoba baaardzo tajemnicza. Potrafi odesłać zwrotny list, na kopercie którego nie waha się wysmarować pastą rybną: WYJECHAŁEM. Ponoć utalentowani tak mają, wybaczamy. W każdym razie jego czarno - białe ilustracje kojarzą mi się z rysunkami z komiksów. Pełne są emocji, często jakby w ruchu – świetnie oddają klimat zwariowanych wydarzeń.

Poręczny format, duża czcionka i szeroka interlinia zachęcają do samodzielnej lektury. 146 stron – satysfakcja murowana!


Wiek 9+

Wydawnictwo Galeria Książki

wtorek, 12 listopada 2013

Zbliżają się święta i za chwilę rozpocznie się gonitwa za prezentami pod choinkę, jeśli już się nie zaczęła. Podpowiem więc, na co warto zwrócić uwagę, gdy przed nami takie wyzwanie – jak upominek dla 10-letniego chłopca.

Seria Chrisa Bradford'a: Młody Samuraj opowiada o nastoletnim Jacku Fletcherze, który wraz ze swoim ojcem wybrał się na angielskim statku do Japonii. Jest początek wieku XVII – świat kryje jeszcze mnóstwo tajemnic. Ojciec chłopca jest w posiadaniu rutera – cennego dziennika, który zawiera wskazówki na temat Oceanów i nawigacji. To też potężne narzędzie polityczne. Osoba go posiadająca może kontrolować szlaki handlowe między państwami. Po ataku ninja na statek chłopiec przyrzeka umierającemu ojcu, że będzie strzegł rutera jak oka w głowie. Nic dziwnego, że Jackowi stale zagraża mu niebezpieczeństwo. W Japonii znalazł niby - bezpieczne schronienie – jest nim dom samuraja Matsumoto, który adoptował chłopca.

Skończyłam właśnie drugą część serii (o pierwszej tutaj) i czytało się ją wyśmienicie. Awanturnicza powieść, która obfituje w najróżniejsze ciekawe wydarzenia, poznawanie obcej egzotycznej kultury, codziennej rzeczywistości XVII -wiecznej Japonii. A nie jest wcale łatwo i słodko. Jasnowłosy chłopiec na pewno przyciąga zainteresowanie rodowitych Japończyków, a wiadomo – wszystko – zwłaszcza w tamtych czasach – co było inne i nowe, budziło niechęć i wrogość. Na szczęście Jack ma grupkę sprawdzonych przyjaciół, na których może zawsze liczyć. W Japonii zaczęło się właśnie polowanie na chrześcijan, także w szkole samurajów, do której uczęszcza chłopiec odczuwa niechęć nauczyciela i kilkorga uczniów. Jack nie poddaje się. I pamiętajmy, ktoś wynajął ninja, by zabić chłopca i wykraść ruter.

Tamta Japonia to na pewno ciekawa egzotyczna wyprawa do przyszłości. Jednak do obfitującej w różne wydarzenia fabuły autor przemycił też informację na temat cennych wartości, które w dzisiejszym życiu czasami są spychane na plan dalszy. Jak choćby przyjaźń – taka na dobre i na złe, na śmierć i życie. Dziś w dobie wirtualnych przyjaźni zawiązywanych na portalach społecznościowych – takie oddanie może naprawdę zrobić wrażenie. Prawość, odwaga, uczynność, szacunek, uczciwość, honor, wierność – to siedem cnót bushido, które przewijają się w drugiej części. Jack marzy, by dostać się do Kręgu Trzech – a warunkiem jest przestrzeganie owych cnót samurajskich.

W tekście pojawiają się co rusz japońskie określenia i zwroty – ich wyjaśnienie na końcu książki. Tam też jest instrukcja do żurawia – origami, krótki przewodnik po wymowie japońskich słów, i co najważniejsze – dokładne wytłumaczenie cnót Bushido – czyli Drogi wojownika. To japoński kodeks postępowania, który mi od razu skojarzył się z naszym kodeksem rycerskim.

Na początku tekstu napisałam, że książkę kupiłabym 10- letniemu chłopcu. Myślę, że każdy, kto lubi przygody, egzotyczne kraje, Japonię – bez względu na wiek i płeć, będzie zadowolony z lektury.


Wiek 10+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia



Baśnie wydane przez Naszą Księgarnię w 1951 r. Bajki/ baśnie rosyjskie i innych narodów. Kiedyś określane jako baśnie narodów Związku Radzieckiego. Przydałoby się wznowienie. Cena na aukcjach wysoka - a te baśnie są piękne i mądre.

Dwóch Janów

Siwek - Srokacz

Koźma bogacz

Miedziane, srebrne i złote królestwo

Marek Bogaty i Walek Bez Doli

Latający statek

Królewna Żabusia

Srebrny spodeczek i rumiane jabłuszko

Biała kaczuszka

Dwie siostry

Toczygroszek

Król Morski i Helena Mądra

Miedziane Czoło

Niedźwiadko - Wąsacz Waligóra i Wyrwidąb

Maria Morewna

Królewicz Jan i szary wilk

Nogi w złocie po kolana

Świnka - Złota szczecinka

O Ludwiku - Sokoliku

Marysia - Pięknisia i Jasieńko

Nogi w złocie po kolana

Siedmiu Szymonów siedmiu pracowników

Najcudniejsza Piękność

 

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 1951r.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Na pewno pamiętacie Kicię Kocię. Niedawno pojawiły się trzy kolejne książki z tej serii. Myślę, że Ci, którzy znają już sympatyczne kocie dziecko nie potrzebują specjalnej zachęty, by sięgnąć po lekturę. Kicia na pewno pomaga oswoić świat, tłumaczy, uspokaja, pomaga zrozumieć. Spotkać można tu czasem delikatną nutkę dydaktyzmu – ale nie jest zbyt nachalny. To raczej na błędach Koci dzieci mogą się uczyć, co można, co wypada robić, a czego nie. W końcu - lepiej uczyć się na cudzych (w tym przypadku Koci) błędach, niż na swoich. To tak bardzo nie boli,ale smutna mina kotki zostaje w pamięci na długo.


Dobrym przykładem jest tytuł: Kicia Kocia mówi: „Nie!”. Mała kaprysi w sklepie, tupie kocią nóżką i jest głucha na tłumaczenia mamy. Kiedy wraz z napotkanym kolegą Packiem sama próbuje udać się na chwilę w wielki sklepowy świat, doświadcza przerażenia i smutku z faktu, że przez swoją lekkomyślność zgubiła mamę. Do tekstu przemycono cenną lekcję, jak należy w takiej sytuacji się zachować. Na czerwono wyszczególniono, że nigdy nie należy oddalać się z nieznajomym.



Kicia Kocia w pociągu – zaznajamia maluchy z pojęciem „Pociąg”. Dziś rzadko podróżuje się pociągiem, a ten mechaniczny stwór na pewno wiele maluchów fascynuje i ciekawi. Jak wygląda w środku, co może spotkać tam pasażera, jak wygląda kontrola biletów. Na pewno ciekawość najmniejszych zostanie zaspokojona.


Bardzo podoba mi się część o tym, jak Kicia nie może zasnąć. Myślę, że dla wielu rodziców borykających się z tym problemem u swoich dzieci, może stanowić swego rodzaju podpowiedź, jak uspokoić i wyciszyć dziecko, kiedy to boi się ciemności. Trafiony pomysł z ludzikiem – policjantem czuwającym nad bezpieczeństwem w pokoju małej kotki i sprawdzanie, że potwora naprawdę nie ma: ani w szafie, ani pod łóżkiem czy za biurkiem. Prosty język, cenne lekcje – akurat dla najmłodszych dzieci.

Wiek 2+

Wydawnictwo Media Rodzina



sobota, 09 listopada 2013

Pamiętacie na pewno "Złodziejkę książek" Zusaka. Już niedługo będzie można zobaczyć filmową wersję. Na razie tylko trailer.

Moja recenzja książki tutaj.

 

środa, 06 listopada 2013

Krótka bajeczka

Był sobie chłop i zaprzągł pewnego dnia swoje woły do pługa. A kiedy już woły były zaprzęgnięte, pognał je w pole na orkę. Na polu pług wyorał ze skibą ziemi skrzynkę z żelaznym wieczkiem. Uniósł chłop żelazne wieczko tej skrzynki znalezionej w ziemi, aż tu nagle wyskoczył z niej zając i pobiegł w pole. Zając ten miał maleńki króciutki ogonek. A że ogonek zajęczy był krótki, to i ta bajka  musi być krótka. Z pewnością gdyby zając miał ogonek dłuższy, dłuższa byłaby i moja bajka, ale

mały ogonek miał zajączek,

więc już maleńką bajkę kończę.



wtorek, 05 listopada 2013

Andi ma jedno wielkie marzenie – chciałby mieć babcię. Zazdrości kolegom ze szkoły, że mogą razem ze swoimi babciami spędzać czas. Swoją babcię chłopiec zna tylko z fotografii. Andi każdą wolną chwilę spędza na drzewie – na starej jabłoni, która rośnie w przydomowym ogrodzie. Zdecydowanie woli to od ćwiczeń ortograficznych, które wymyśla mu mama. To właśnie tam spotyka swoją …. nową babcię. Starszą elegancką panią w kapeluszu. Razem robią tyle zwariowanych rzeczy – jeżdżą jak szaleni na karuzeli, objadają się niezdrowo, łapią konie na lasso. Szczęście i uśmiech goszczą na twarzy Andiego. Wszystko się zmienia, kiedy pewnego dnia do domu obok wprowadza się niejaka pani Flink. Chłopiec zaczyna jej pomagać w drobnych pracach domowych. Wkrótce zawiązuje się między nimi prawdziwa przyjaźń, chłopiec zyskuje babcię, a pani Flink – wnuczka.

Bardzo ciepła opowieść o potrzebach dzieci, kontaktach międzyludzkich i sile fantazji. Bo przecież swoją babcię z jabłoni Andy sobie wymyślił. Książka skłania do refleksji – zwłaszcza dzisiaj, kiedy to powoli zanikają domy wielopokoleniowe, ludzie zamykają się w swoich czterech ścianach ze swoimi problemami. Świetnie zakreślone zostały tutaj relacje najmłodszych dzieci z najbliższymi i sąsiadami. Relacje, które budowane są na przyjaźni, niesieniu pomocy i wzajemnym szacunku.

Co do interpretacji Wojciecha Solarza jestem rozczarowana. Zdania zlewają się, jakby nie istniały znaki interpunkcyjne. Tempo bardzo szybkie – trzeba dobrze się wsłuchać, aby zrozumieć treść.  Szkoda, że efekt końcowy wypadł tutaj nieciekawie.  W tym przypadku lepiej sięgnąć po wersję papierową ze znakomitymi ilustracjami Mirosława Pokory.

Czas nagrania: 1 godz. 42 minuty

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry



poniedziałek, 04 listopada 2013

Pomelo nie sposób nie kochać. Pisałam o nim już kilka razy – zawsze zachwycona tymi książkami o malutkim słoniku, całym różowym, który mieści się pod dmuchawcem. Pomelo i przeciwieństwa to przysłowiowa wisienka na torcie. Raz - na pewno miłośnicy słonia (a wiem, że wielu, wielu nas:) – będą ukontentowani za samego nowego – starego słona. Za jego ponowne odwiedziny w nowym wydaniu. A dwa – książka ta całkowicie obala stereotypy książki o przeciwieństwach. Zazwyczaj są to: mały – duży, wesoły – smutny itp. Czyli przeciwieństwa bardzo przewidywalne, często występujące w książkach dla dzieci. Tutaj znajdziecie oryginał i podróbkę, z i bez, okrutne i czułe, widzialne i niewidzialne, rozmyte i ostre. Nietuzinkowe antonimy, oryginalne, jedyne w swoim rodzaju – takiej książki z przeciwieństwami u nas jeszcze nie było. I pomyśleć – takie to małe, niewinne, prawie niewidoczne dla oka – a tak zamieszało w naszym słowniku i w małych główkach czytelników. Brawo Pomelo!


Wiek 1+

Wydawnictwo Zakamarki



niedziela, 03 listopada 2013

Dwie Siostry robią wszystko, abyśmy w końcu pojechali do Paryża – najpierw niesamowity przewodnik, trochę już trącący myszką, ale jakże uroczy – z ilustracjami Miroslava  Šaška  , potem historia nie z tej ziemi Tiny Oziewicz, a teraz opowieść o tacie niedźwiedziu i jego małym synku Benjamina Chaud'a, którego charakterystyczną kreskę znamy z wielu książek. Gdzie tu Paryż, zapytacie? A jest, jest - w tle - i powiem szczerze, bardzo się zdziwiłam, kiedy odkryłam, co było inspiracją do napisania tej – w połowie prawdziwej historii.


Tato niedźwiedź przygotowuje się w gawrze z synkiem do snu zimowego. Jednak malec zwabiony brzęczeniem pszczoły wychodzi na zewnątrz, gdzie już nadeszła jesień. Oto zaczyna się dla niego prawdziwa przygoda - nie zważając na niebezpieczeństwa, biegnie przed siebie i goni owada. Tato, odkrywszy nieobecność syna, bardzo zaniepokojony tym faktem, rusza w pościg za synem. I tak obaj pędzą przez las, przez ulice wielkiego miasta, i docierają w końcu do monumentalnego budynku Opery Paryskiej. Tutaj tato ma swoje przysłowiowe pięć minut (nie zdradzam szczegółów – poza tym, że jest baaaardzo śmiesznie), a na samym końcu lądują obaj na dachu Opery, gdzie stoją dziesiątki uli. I to jest ten element prawdziwy tej całej historii. Ponoć między dachem Opery Paryskiej, Parkiem Monceau, Ogrodami Luksemburskimi i Parkiem Georges Brassens stoi ok. 300 uli. (A miód miejski jest (też ponoć) o wiele bardziej zdrowszy od miodu ze wsi, ponieważ jest wolny od pestycydów).


Książka nadaje się już dla młodszych dzieci – jest napisana prostym językiem. Oczywiście jest tu niemały dreszczyk emocji, bowiem dzieci od samego początku trzymają kciuki za tatę, by ten odnalazł swego synka. A czy to mu się uda? Nie jest to takie pewne, ani łatwe. Niemcy określają taką książkę jako Wimmelbuch – od wimmeln – czyli roić się. A tutaj roi się od postaci, roślin, budynków, szczegółów i szczególików. Prawdziwa to frajda szukać malucha i jego pszczoły na ulicach wielkiego Paryża. Zauważyłam w tej książce trzy etapy, których granicę wyznaczyło zachowanie mojego (prawie) sześciolatka – senna atmosfera w niedźwiedziej gawrze, potem nerwowa pogoń za miśkiem, i znów – uff – cisza spokój i piękny widok na Paryż z gmachu Opery. I to jaki: tysiące świateł. Czyli happyend. Jak w najprawdziwszym filmie akcji. W dali słynna wieża – oj apetyt na Francję rośnie, oj rośnie.

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Dwie Siostry