Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
środa, 30 listopada 2011
Zły wilk - Patacrua/ il. Chene Gomez

Pewien Wilk postanowił stać się złym wilkiem. Postrachem dla zwierząt mniejszych i większych. Do tej pory starczał mu tylko ryż na mleku. Koniec lenistwa, trzeba wziąć się do roboty. Tyle, że straszny nieudacznik z tego wilka, bo wszystkie zwierzęta, które chciał pożreć, pokazały mu gdzie raki zimują. Koza go bodnęła, osioł kopnął, owieczka ugryzła w ucho, krowa przygniotła olbrzymim cielskiem, a świnka wystrychnęła na dudka, przywożąc na swoim grzbiecie do wsi, gdzie przywitała go horda psów. I tak wilk znów powrócił do swoich starych przyzwyczajeń żywieniowych.

Zły wilk nawiązuje do starej bajki rosyjskiej. A w bajkach ludowych – cudów nie było. Wilk utożsamiał zawsze zło i niedobre. Tutaj również nie ma dla niego taryfy ulgowej. Według wierzeń ludowych wilka powinna spotkać kara – i tak się tu stało. Spodobał mi się pomysł na wilka ze strony graficznej. Prosta kreska, wykrzywiony pysk, wystające zębiska i lekki zez. Nieeee, taki wilk nie budzi strachu – raczej rozśmiesza. Pozostałe zwierzęta też. Minimalizm, zwierzaki a’la figury geometryczne kubistów, niczym nie zmącone tło – i najróżniejsze odcienie brązów. Kolejna książka na jesień – która nam się podoba.  Prosta historia, którą można przeczytać już najmłodszym. Tytułowego wilka nie trzeba się bać. Sprawdziliśmy – książka świetnie się nadaje do odgrywania domowego teatrzyku. Można zrobić kukiełki zwierzątek na patykach albo słomkach. Zabawa jest przednia.

 

Wiek 3+

Wydawnictwo TAKO

Jak tata się z nami bawił - Ulf Stark/ il. Mati Lepp

Ostatnio obrodziły na naszym rynku książki o tematyce – tatusiowej. Hurra! Niedoceniani ojcowie – w końcu zostali zauważeni i mają swoje 5 minut (oby to trwało długo, długo - aż do skończenia świata). Nic dziwnego, że wiele z tych książek nadeszło do nas zza Bałtyku. Jeszcze kilka lat temu my – mamy - z zazdrością i niedowierzaniem czytałyśmy o tym, jak wielki wkład w wychowanie dzieci mają ojcowie w Szwecji czy Norwegii. Że mogą na przykład wziąć urlop tacierzyński (niezbyt udany neologizm) – co u nas było nie do pomyślenia. Z różnych względów. Na pewno kulturowych. Nie dalej jak wczoraj mąż powiadomił mnie, że jego znajomy bierze urlop tacierzyński, a żona wraca do pracy. Ho, ho pomyślałam – teraz to czuję, że jestem w Europie. I na wszelki wypadek uszczypnęłam się w pulchny policzek, by mieć pewność, że to prawda. Książka Jak tata się z nami bawił przybyła do nas ze Szwecji i miała swoją premierę w 2004 roku. Tata Ulfa Starka jest zupełnie inny niż tata Różyczko Markusa Majaluomy. Ten tutaj jest wypoczęty, zrelaksowany, akuratnie ubrany – klasyczna elegancka kamizelka wycięta w serek i wygodne kapcie na nogach. Tata, który wygląda na perfekcjonistę – dobrze zorganizowany, ambitny, pedantyczny. Nawet w zabawie, którą proponuje swoim synom. Zaskoczonym, bo to zjawisko pewnie rzadkie w tym domu. Synowie, by nie zrobić tacie przykrości, bawią się z nim w chowanie klucza od sekretarzyka taty.  Coś w rodzaju naszego polskiego: ciepło – zimno. Tato bawi się wyśmienicie. Do czasu – gdy okazuje się, że jego młodszy syn Ulf schował klucz w …toalecie. Jak skończy się ta zabawna historia? Czy klucz uda się uratować i czy tato będzie miał ochotę na ponowną zabawę ze swoimi synami?


Zabawna historia, która odbrązowiła trochę tatę. Tego dorosłego, poważnego, czasem zatroskanego i zbyt zajętego, by znalazł czas na zabawę. Tata Starka odkrywa w sobie w miarę rozwoju sytuacji dziecko. Najpierw nieco spięty, potem coraz bardziej na luzie – co odzwierciedlają świetne ilustracje. Jego podskoki, poszukiwania, miny na pewno rozbawią dzieci. A może ta książka będzie inspiracją do wspólnych zabaw? Koniec jest przecudny. Do domu wraca mama – artystka. Zrelaksowana, zrobiona na bóstwo, uśmiechnięta. I tak trzymać. Bierzemy przykład z Północy:))))

 

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

Gupikowo - Monika Kowaleczko - Szumowska/ il. Przemysław Liput

 

Koniecznie zwróćcie uwagę na tę małą niepozorną książeczkę. Przykleiłam się do niej wczoraj wieczorem i nie odkleiłam, dopóki nie skończyłam. Moje z niewyspania czerwone oczy dziś na BWK (Bardzo Ważnej Konferencji) świadczyły o moich nocnych szaleństwach z literaturą. Prawdę powiedziawszy nawet nie miałam pojęcia, że na tle rybek można z-gupieć. To znaczy – zgłupieć, chciałam napisać. Rybki pokochała 13-letnia Marysia, jej trójka rodzeństwa i rodzice. Ci ostatni – jak to w klasycznych powieściach bywa – z początku są oczywiście przeciw rybkom, akwarium i wszelkim zwierzakom. Z biegiem czasu zmieniają zdanie, razem z dziećmi angażują się w zakładanie akwarium, hodowlę rybek i to całe zamieszanie wokół maleńkich stworzonek. Książka jest fajnie napisana, nie brak w niej humoru. Świetnie pokazuje jak zmienia się życie w domu – przed i po pojawieniu się rybek, co może odnosić się do wszystkich zwierząt. Wniosek – nigdy nic nie będzie takie jak było przedtem. Warto na to zwrócić dzieciom uwagę, gdy marzą o jakimś zwierzątku. W fabułę autorka bardzo sprytnie przemyciła ciekawostki na temat życia ryb akwariowych i tajników ich hodowli. Bardzo podoba mi się rodzina Marysi – trochę zwariowana, bałaganiarska i zakręcona. Taka normalna. A po lekturze – człowiek zaczyna się zastanawiać, czy Świętego Mikołaja nie poprosić o …..akwarium:)

 

Wiek 9+

Wydawnictwo BIS



wtorek, 29 listopada 2011
Pan Brumm obchodzi Boże Narodzenie - Daniel Napp

 

Świąteczne wydanie Pana Brumma jest wyjątkowo udane. Razem z Kaszalotem i Borsukiem nasz bohater udaje się do lasu po choinkę. Jednak nagle pojawia się Ryjek, który krzyczy na całą trójkę przyjaciół i zakazuje wycinki upatrzonego dorodnego drzewka. Że to niby surowo zabronione. Kiedy po jakimś czasie przyjaciele znów wybierają się po upatrzoną wcześniej choinkę, okazuje się, że już jej nie ma. A ślady zbrodni prowadzą do domu ….Ryjka, który w najlepsze świętuje Boże Narodzenie. No czegoś takiego Pan Brumm na pewno nie przeżyje. Szykuje się akcja odbicia choinki. Niby plan ma duże szanse na powodzenie, bo Ryjkowie właśnie wybrali się do kościoła. Ale jak tu realizować plan, gdy po domu roznosi się smakowity zapach pieczonej gęsi? Kto zna wcześniejsze przygody sympatycznego miśka, wie, że działa niestandardowo i że zaskakuje na całej linii. Śmieszny jest misio, gdy w popłochu kleci z gęsich kosteczek model statku dla Ryjka i gdy zakłada strój Świętego Mikołaja. Lubię poczucie humoru Daniela Nappa, jego zwariowane rysunki, tutaj – jego zimę. W tej książce pokazał, że do wszystkiego trzeba mieć dystans i na niektóre sprawy można popatrzeć z przymrużeniem oka. A Miś? Jak zwykle, wyjdzie na swoje.


 

Wiek 3+

Wydawnictwo Bona

poniedziałek, 28 listopada 2011
Kalendarz Adwentowy - kolorowanka

Kalendarz Adwentowy – kolorowanka. Od starszego brata dla młodszego brata (z moją małą pomocą). Na skrócenie czasu Oczekiwania i trzymanie niecierpliwości na wodzy. Choć z tym to u nas trudno. Zasada jest prosta – maluch codziennie koloruje jeden obrazek. Gdy pokoloruje ostatni – wtedy jest Boże Narodzenie. Zostawiliśmy z Tomkiem kilka wolnych kółeczek. To miejsce na wizję świąteczną kreatywnego młodszego Braciszka. Tematyka obrazków świąteczno – zimowa, choć muszę przyznać, że starsze dziecko na brak wyobraźni nie narzeka. Są też bałwan – wiking i nurek. Fajnie, Młodszemu się podoba:)


 


niedziela, 27 listopada 2011
Pinokio. Historia pajacyka - Carlo Collodi/ il. Roberto Innocenti

Moje wspomnienie z dzieciństwa związane z Pinokiem? Wydawał mi się nieskończenie grubą książką. Z biblioteki wypożyczyłam z pewną nieśmiałością. Mój mąż miał podobne odczucia. Teraz, kiedy podjął się czytania dzieciom, stwierdził, że jak każda staruszka (liczy sobie dokładnie 130 lat) jakoś dziwnie poszła w ziemię, skurczyła się i wydaje się być… cieńszą. Podobnie moi znajomi, którzy odkrywają w naszym domu najnowsze wydanie powieści Collodiego. Biorą je do ręki z jakąś nabożną czcią, na początku trochę zdziwieni, że zamiast kultowych ilustracji Szancera, widzą zupełnie coś nowego. Coś, co nadaje tej powieści powagi, przed czym czują respekt. To nie ten Pinokio, który straszył tylko mnogością stron. Pinokio, któremu twarz dał polski ilustrator – drewniany pajacyk z chochlikiem w oku, kolorowy.  Pinokio,  do którego zdążyli przyzwyczaić nas wydawcy: kolejne nowe skrócone wersje, albo wynalazki literackie, które chciały zdobyć popularność na popularności XIX wiecznej powieści. To nie ckliwe i często kiczowate obrazeczki, które trudno nawet nazwać ilustracjami. To w końcu również  nie disnejowska słodycza,  którą można obejrzeć raz, no…. może dwa i koniec kropka. Nowy Pinokio to przede wszystkim obrazy. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam okładkę, przez myśl przeszło mi - zima jak u Breugla. Nie ma na niej ani myśliwych z psami, ani wioski ukrytej wśród drzew i stawów. Może to przez ten brudny śnieg i zimno, które i tu tam są jednakowe. Potem, oglądając dokładnie książkę znów łapałam się na tym, że w głowie szukam analogii do obrazów Boscha czy Goi. Na końcu uśmiechnęłam się pod nosem, bo nagle autor tych poważnych obrazów zakpił sobie z nas i przemycił do dzieła …Vespę. Maleńki włoski skuter, który rozładowuje ciężką atmosferę smutku i powagi, i każe myśleć o Pinokio jak o typowym Włochu – pełnym temperamentu i energii.


Obrazy Innocentego są pełne szczegółów. Często to, o czym jest mowa w tekście, jest ukryte, gdzieś w kącie, w cieniu. Trzeba się doszukiwać pajacyka, bo na pierwszym planie są tłumy ludzi – życie toczy się swoim trybem, a ty jak chcesz, to sobie szukaj. Bednarz turla beczkę, gospodyni zamiata taras, młynarz czeka na dostawę mąki, a kapelusznik pędzi z najnowszą kolekcją do swego maleńkiego sklepiku tuż za rogiem. Słychać nawoływania, przekleństwa, plotki i śmiech. I gdzieś tutaj stoi niepozorna kukiełka z drewna, która ma swoje odrębne życie. Podobnie jak dziesiątki ludzi na ilustracji. Można by się pokusić o to, by je opowiedzieć, umiejscowić w toskańskich krajobrazach, wśród smukłych cyprysów, wzgórz z pojedynczymi domkami pokrytymi terakotowymi dachówkami, rozległych pól, których u Innocentego też nie brakuje.


Nowy Pinokio to też nowe tłumaczenie Jarosława Mikołajewskiego, poety i laureata wielu literackich nagród. W Posłowiu opisuje perypetie Pinokia, jego autora, w końcu przybliża sens powieści i mówi o perypetiach związanych z przekładem. Nam znana jest wersja Zofii Jachimeckiej. Jej majster Wisienka zamiast Czereśni, Kukurydza zamiast Mamałygi, Gadający Świerszcz zamiast Świerszcza –Który-Mówi, tak bardzo wbiły się w pamięć, że po latach naprawdę trudno jest się tak od razu przestawić. Macie podobne odczucia? Największe zaskoczenie wywołał…. No właśnie…. Dzieci oglądają książkę i nagle wołają: Patrz mamo, REKIN! Ja, zajęta gotowaniem i  odwrócona do nich tyłem, studzę ich emocje: Nie to Wieloryb. Nie – słyszę zaprzeczenie - Rekin. Nie wierzę, podchodzę i faktycznie – jednak Rekin. Ciekawe skąd takie rozbieżności i swawola translacyjna.


Książkę czyta się wybornie, tekst został uwspółcześniony. Zachował się jednak klimat powieści XIX - wiecznej, która od 1881r. ukazywała się jako opowieść w odcinkach w gazecie dla dzieci. Autor, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Carlo Lorenzini (Collodi to nazwa miasteczka, gdzie urodziła się matka autora), w pierwszej wersji uśmiercił pajacyka. Zmienił jednak zakończenie pod wpływem próśb dzieci, które głośno zaprotestowały. Niespieszna narracja, dbałość o szczegóły, wszystkowiedzący narrator, bogate życie emocjonalne i duchowe bohaterów – czy taka książka może spodobać się współczesnym dzieciom, przyzwyczajonym do innego typu książek? Spróbujcie. Wydawać by się mogło, że o Pinokio powiedziano już tak dużo, że nic i nikt nie ma nic więcej do dodania. Myliłam się. A jeśli chcecie się o tym przekonać, koniecznie zajrzyjcie do najnowszego wydania.

 

Wiek 7+

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 26 listopada 2011
Kolorowanka inna niż wszystkie



Kolorowe bazgroły na świąteczne stoły – projekt i ilustracje Erica Harrison, Katie Lovell i Antonia Miller

Kolorowanka na święta Bożego Narodzenia i to jaka!!! Gdy mi się udaje ją dostać w moje ręce (niestety rzadko – ciągle jest zajęta przez któreś z moich dzieci), przeglądam, kartkuję, bo tak wiele rzeczy w niej mi się podoba. Wiewiórcze drzewo mnie zauroczyło, dziadek do orzechów wywołał miłe i ciepłe wspomnienia, a geometryczne domki zachwyciły prostotą. Ot taka zwykła niezwykła kolorowanka. Ciekawe projekty graficzne, świetne ilustracje. Zadania do wykonania, które na pewno spodobają się maluchom – dorysowywanie śnieżek, ozdób choinkowych, ptaszków, poroża reniferom, lisków, itd. itd. Kalendarz adwentowy, chatka z piernika, góra prezentów, szopka betlejemska – wszystko to na pewno zajmie maluchy i skróci czas oczekiwania. A list do Św. Mikołaja i świąteczna skarpeta zdradzą nam marzenia naszego dziecka. Książka dużego formatu i grubaśna. Starczy na cały grudzień. A pomysły? Popatrzcie sami.



Wydawnictwo Olesiejuk

wtorek, 22 listopada 2011
Panama. Wszystkie opowieści o Misiu i Tygrysku - Janosch

Z Janoschem jest tak – albo się go lubi albo nie. Zimno albo gorąco. Nie ma nic pomiędzy – ciepełko nie wchodzi w rachubę. Przygody Misia i Tygryska są specyficzne – często mają wymiar filozoficzny – o istocie życia, chorobie, przyjaźni, marzeniach. I to nie zawsze wyrażone wprost. Trzeba zatrzymać się nad tymi książkami – zastanowić, bo coś często zostało ukryte między wierszami. Przyjaciele mają swoje przyzwyczajenia: ulubione potrawy, zabawki, powiedzonka, przyjaciół i znajomych, niekiedy takie typki spod ciemnej gwiazdy. Czasem odnoszę wrażenie, że to doświadczeni życiowo dorośli osobnicy, innym znów razem, że to zaledwie para maluchów o tygryskowym i misiowym rozumku. Janosch jest tajemniczy, nieprzewidywalny, wodzi nas za nos, buduje świat, w którym dorośli czasem nijak nie potrafią się odnaleźć. Za to dzieci - często czują się w nim jak ryby w wodzie. Nie każdy lubi takie bujanie w obłokach. Kreska autora jest niespokojna, zwariowana. W domku przyjaciół często panuje bałagan, z dachu kapie na głowę, po kuchni turlają się polutowane gary i połatane poduchy, a pokój zdobi wyliniała kanapa. Antydisnejowska estetyka.   W książkach o Misiu i Tygrysku nie ma miejsca na ckliwe obrazki i historie. Takie jest życie – u Janoscha na pewno bez mejkapu.

Po raz pierwszy historie misiowo – tygryskowe zostały zebrane w jednym tomie: sześć tytułów, ze wszystkimi ilustracjami, jakie pojawiały się w pojedynczych wydaniach. Z kultowymi dla nas Ach, jak cudowna jest Panama i Ja ciebie wyleczę, powiedział Miś. Z tą drugą opowieścią związana jest nasza rodzinna anegdota. Kiedy nasze dzieci były malutkie i zachorował zaledwie kilkumiesięczny Mikołaj, straszy - trzyletni Tomek stwierdził z miną znawcy, że młodszy brat nie domaga, bo mu się … prążek przesunął. Ot – takie są miłe skutki czytania książek. W tym wydaniu znajdziecie jeszcze: Idziemy po skarb, Poczta dla Tygryska, Dzień dobry, Świnko i Wielki bal dla Tygryska. Nie rozumiem zabiegu Wydawnictwa, które dało podtytuł: Wszystkie opowieści o Misiu i Tygrysku. Być może ze względu na tytuł oryginału. W każdym razie wielbiciele serii od razu spostrzegą, że w zapasie zostały jeszcze: Tygrysek musi mieć rower, Miś i Tygrysek chodzą po mieście, Wujek Puszkin dobry Niedźwiedź, Wielki atlas małego Tygryska, Tygryskowi szkoła, Na pociechę coś pysznego i Słownik obrazkowy Misia i Tygryska.  Zostało zatem jeszcze dużo na deser.

Książki Janoscha bawią mądrze, skrzą się absurdalnym humorem i każą przyjrzeć się dokładniej nam samym. Pewnie niejeden z nas odnajdzie się w Misiu albo Tygrysku – a jakie wnioski z tej nauki wyciągnie? – niech to już zostanie naszą słodką tajemnicą.

Misia i Tygryska już znamy. Te postacie pojawiły się nie tylko w książkach dla dzieci. W Niemczech swego czasu rozpędzono wielką machinę gadżetową – i dwójka przyjaciół była dosłownie wszędzie (zresztą nadal jest popularna, choć konkurencja nie śpi) – na ręcznikach, piórnikach, kubkach, breloczkach. Myślę, że wielu z nas chciałoby poznać tego innego Janoscha – buntownika, zagubionego, uzależnionego od alkoholu, bojącego się kobiet, samotnika, który uciekł przed światem na Teneryfę. Czy wiecie, że jego prawdziwe nazwisko brzmi Horst Eckert i urodził się w 1931r. w jednej z dzielnic Zabrza? Jaki jest ten Janosch, jak wyglądają jego inne rysunki? Janosch – rysownik z przypadku. Na swój literacki debiut wybrał imię Janusz – dawno temu niemiecki zecer przekręcił litery. By zarobić na chleb zaczął do swoich rysunków układać tekst...

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Znak

poniedziałek, 21 listopada 2011
Biegnij dynio, biegnij! - Eva Mejuto/ il. Andre Letria

Jesień to … dynia. U nas w Wielkopolsce nazywana banią. Nie gotujemy zupy z dyni, za to przepadamy za kompotem. Takim złocistym, klarownym, z goździkami. Pycha. Najlepszy na świecie robi moja mama, a ja, mimo wielu prób i szczerych chęci – tak niestety nie potrafię. Zawsze czegoś jest albo za mało albo za dużo. Dyniowa książka na jesień. W odcieniach żółtego, pomarańczach, rudościach i brązach. A fabuła jest taka, że rozśmieszy każdą jesienną minę. Nie tylko najmłodszych czytelników. Książka  Evy Mejuto nawiązuje do starej bajki portugalskiej. Nic dziwnego, ponoć dynię na Półwysep Iberyjski przywieźli ze sobą w XVI kompani hiszpańskich konkwistadorów Pizarra i Corteza. Musiała się zatem pojawić w ludowej tradycji. A rzecz ma się tak: babcia wybiera się na wesele swojej ukochanej wnuczki. Po drodze spotyka trzy groźne zwierzaki, które chcą ją zjeść: wilka, niedźwiedzia i lwa. Babci udaje się przechytrzyć zwierzęta – Każdemu z nich powtarza:

Nie zjadaj mnie, (…), jestem taka chuda!

Idę na wesele wnuczki.

Gdy wrócę, będę grubsza!

Zwierzaki przystają na tę propozycję. Babcia tymczasem razem z wnuczką knują pewien plan. Po weselu, gdy trzeba wracać do domu, babcia wskakuje do dyni i dalejże turlać się do domu. I znów zwraca się do nich:

Hej, dana,dana,

Nie widziałam pani, nie widziałam pana,

Ani staruszka, ani staruszki.

Biegnij dynio, biegnij,

Trzymaj się swej dróżki.

Książka jest świetną lekturą do przegonienia strachów. Bo skoro taka babcia – chudzinka starowinka może pokazać trzem opryszkom, gdzie raki zimują, to każdy da sobie z nimi radę. Taki maluch też. Można zagrać na nosie i wilkowi, i niedźwiedziowi i lwu. Dzieci lubią powtarzalność – tak jak w przypadku babcinych sekwencji w drodze na wesele i z powrotem. Te fragmenty mają w  sobie melodię. Zwłaszcza Hej dana,dana. Mimo, że już po weselu wnuczki, aż chce się przytupnąć, nogi same niosą. Dzieci wyczuwają ten rytm i doskonale się bawią. Jak to w bajkach bywa, mądrość i dobro zwyciężają, a złe bestie spotyka kara – koszmarne sny o straszliwych dyniach. Książka emanuje energią, jest jesiennie kolorowa, zabawna i optymistyczna – babcia – szczerbata w okularkach z innej epoki od razu budzi sympatię. A bestie? Nie są wcale takie groźne. Spokojnie, babcia ma laskę – koniecznie zwróćcie na to uwagę maluchom. Będzie śmiechu co niemiara…

Wiek 3+

Wydawnictwo Tako



środa, 09 listopada 2011
Czekoladki dla sąsiadki - Dorota Gellner/ il. Maciej Szymanowicz

Dorota Gellner dała nam do myślenia. Włożyła kij w mrowisko. To książka na dzisiejsze czasy, kiedy to zamykamy się w swoich czterech ścianach, nasze posiadłości gęsto otujowujemy (ponoć przypadłość polska), bronimy prywatności, chcemy pozostać anonimowi i broń Panie Boże - nie chcemy się spoufalać. Książka jest raczej w klimacie piosenki Alibabek sprzed lat, kiedy to jak Polska długa i szeroka, wyśpiewywały, jak to dobrze mieć sąsiada, w domyśle sąsiadkę. Autorka wie o Sąsiadce wiele, a jeszcze więcej o jej menażerii – kocie i pudlu. Szybko kołacze mi w głowie, czy ja aby wiem, jakie zwierzęta mają moje sąsiadki. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że mieszkam tu od niedawna i nie wiem na pewno, ale tylko: być może, przypuszczalnie…. Tymczasem zaglądamy do sąsiadki książkowej: ktoś wyjada jej czekoladki,  wykrada obiadek z rondla, właśnie otrzymuje w prezencie dwie papugi, przyszywa łatkę do sweterka sąsiada, zaprasza mamę na herbatkę, wydaje się za mąż. Oczywiście pojawiają się wszędzie dwie psoty: kocur w łatki i pudel, które dokazują tak, że wióry lecą. Takie rymowane podglądanie sąsiadki z żółtego bloku, z klatki, z mieszkania, z tego, od tych drzwi z kołatką. Historie zabawne, z puentą, rymowane. Sąsiadka Macieja Szymanowicza ma dużo wdzięku. Faktycznie nie można od niej oczu oderwać – trzeba wymościć sobie okno mięciutką poduchą, wyostrzyć wzrok i popatrzeć – ma w końcu tak ciekawy żywot. A swoją drogą – dobry to pomysł – czekoladki dla sąsiadki – na poznanie się, na lepsze kontakty, na uśmiech wiosną, pomoc przy węglu i przy koksie (!), na furę zmartwień i kłopotów.  Czekoladki mogą być początkiem naprawdę wartościowej i ciekawej (nie ciekawskiej) znajomości.

Książka nadaje się do nauki czytania – teksty długości w sam raz, duże litery, ciekawe, rymowane, zabawne. Nic tylko czytać.

 

Wiek 4+

Wydawnictwo Wilga



 
1 , 2