Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
niedziela, 29 listopada 2009

Weronika, 17-latka, to typowa szara myszka z warszawskiego LO. Nie interesuje się ciuchami, kosmetykami, wyprawami do galerii. Swoje obowiązki zawsze stara się wypełnić na czas – zadania domowe, lektury. Wszystkim się przejmuje, wiele rzeczy ją przeraża. Nie lubi zwracać na siebie uwagi, żyje w cieniu innych, bez psiapsiółek, którym mogłaby zawierzać swoje sekrety. Ma swój świat, wyidealizowany, który buduje w swojej głowie pod wpływem lektury – Zmierzchu, świat, w którym jest jej ukochany, i ona – w roli głównej. Ta szara myszka poznaje pewnego dnia swojego księcia z bajki – Filipa, kandydata na bożyszcze tłumów, gwiazdę seriali. I od tej pory wszystko się zmienia. Jak ułoży się jej życie?

Małgorzata Gutowska-Adamczyk, autorka słynnej 13.Poprzecznej, napisała naprawdę udaną książkę dla starszej młodzieży. Kłębi się tutaj od typowych problemów tej grupy wiekowej. Jest szkoła, LO, matura na karku. Są idole książkowi i filmowi, zawistne koleżanki, nieszczęśliwa miłość, są rodzice, którzy ponoć niczego nie rozumieją i mają klapki na oczach, jest blog, na którym Weronika w zawoalowany sposób pisze o swoim życiu. I jest ten PIERWSZY RAZ. Autorka rozwijając fabułę, która toczy się swoim życiem, rozbudowuje jednocześnie stronę emocji i uczuć.  Ukazuje, co w takiej młodej duszy gra, jakie burze mają miejsca w nastoletnich sercach. Burze? To za mało powiedziane, toż to prawdziwe huragany. Bohaterka analizuje swoją sytuację, szuka pomocy u bratniej duszy – tajemniczego Piotra, który bardzo zaangażowanie śledzi, co dzieje się na jej blogu, udziela rad. Jednocześnie nic nie jest tu podane na tacy, żadnych gotowych recept na życie – raczej nakłonienie do refleksji - co tak naprawdę jest ważne, na co zwracać uwagę w drugim człowieku. Wszystko powiedziane w delikatny sposób, ze znawstwem, bez zbędnego moralizatorstwa, które potrafi zrazić do siebie nastoletnie czytelniczki. To niewątpliwy atut tej powieści – i mam przeczucie, że książka odniesie sukces. Jak najbardziej zasłużenie. Co jeszcze spodobało mi się, starszej czytelniczce, która swego czasu miała też swoje idolki (Lilka – Słoneczniki!)? Przede wszystkim stara prawda,  że czasem szukamy czegoś  bardzo daleko, gdy tymczasem jest to bardzo blisko. I jeszcze jedno – dawno nie popłakałam się, tak zwyczajnie, po babsku przy książce. Tym razem autorka mnie zaskoczyła totalnie, tak mi się zrobiło żal i smutno… Nie zdradzę, gdzie, jak, dlaczego? 

Warto podsunąć nastolatkom, ale polecam również nam rodzicom, by nie przegapić tego momentu, kiedy dzieci przestają być dziećmi…

Książka dostała nominację do IBBY 2009.

Wiek 15+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

Konkurs rozstrzygnięty!!! Małe rączki Tomka wylosowały karteczkę z napisem: beatapro. Życzymy miłej lektury! Proszę o przesłanie danych na mail: Nata442@op.pl

piątek, 27 listopada 2009

Dzieci nie gęsi, też swój język mają – pozwólcie, że przytoczę tu słowa naszego poety, pana Reja. A od kilkunastu dni – mają również swój słownik. I to niezwykły. Już choćby ze względu na temat – bo słownik języka dziecięcego to ewenement, rzecz naprawdę nietypowa. Po drugie – nie ma chyba drugiego słownika na naszym rynku, przy którym człowiek wybucha zdrowym śmiechem i to takim, że ściąga na siebie spojrzenia całej rodziny. I te pytające spojrzenia – A co? Dlaczego? I to nie tak wyrywkowo – śmiech towarzyszy od deski do deski. Ale teraz już na poważnie, bo w gruncie rzeczy każdy słownik jest rzeczą poważną, którą należy poważnie potraktować. Najpierw pomysł – dlaczego? Damian Strączek – nie-naukowiec, żaden leksykograf, ale też tata, zafascynował się mową maluczkich. Z prostych pomysłów i zachwytów zawsze powstawały rzeczy wielkie. Podsłuchując swoją córcię, doszedł do wniosku, że dobrze byłoby to wszystko uporządkować. Czy język dzieci da się okiełznać, naukowo zbadać, poukładać? Autor napisał książkę na podstawie swoich obserwacji i przy pomocy rodziców, którzy wsparli pomysł słówkami i historyjkami z własnego podwórka. Słownik pokazuje niesamowitą kreatywność dziecięca, która nie zna granic. Wszystko da się nazwać, na wszystko jest określenie. (00- zernaście).

Znajdziemy tu listę dwudziestu kilku słówek, o których nie wiemy, czyje tak naprawdę są – nasze, czy naszych dzieci. Trudno stwierdzić, czy to my rodzice je uczymy, czy jednak pojawiają się samoistnie- am, baba, brum, bach, be, papa. Słowa i wyrażenia dorzeczne, nawiązujące do znanych wyrazów lub nimi się sugerujące. (onomatopeje, frazeologizmy) ciśnik – przycisk, czipsy sztruksy – czipsy karbowane. Nazewnicze wariacje – czyli poszukiwania maluchów, tworzenie zupełnie nowych wyrazów: buńda- budyń, bugo- słoń, dziukuluku- dziękuję. I są historyjki, niesamowite, całe mnóstwo. Czasem aż się zastanawiam, jak dzieci mogły coś takiego wymyślić – takie słowo, puentę, ripostę. Dodam, że książka jest ślicznie wydana, kolorowa, z rysunkami i zdjęciami dzieci.

Dziecięca wyobraźnia to teatr offowy. Codziennie dzieje się nowy performance i powinniśmy w nim z zaangażowaniem. Ale warto podjąć próbę nawet niedoskonałej rejestracji tych spektakli. Nagrania i zapiski będą inspiracją dla nas samych, pozwolą rozruszać szare komórki i pośmiać się trochę z dziecięcej pomysłowości, a także z nas, dorosłych.

Ja za autorem powtórzę, że notowanie scenek, jest o wiele ciekawsze od cyfrowej fotografii. Jeśli ktoś chce się z autorem podzielić swoimi podsłuchańcami, może napisać na adres: mowadzieci@autograf.pl

Przykłady z książki: 

1. Kuba (8lat) zapiera się:

-Nie dam rady zjeść więcej zupy, najadłem się. Czy mogę dostać wafelka na deser?

-Wafelka? Podobno już się najadłeś- mówię.

-Najadłem się w kategorii zupy, w kategorii deseru jestem nadal głodny.

 

2. Jaś przychodzi do siostry Małgosi i pokazuje jej cukierek:

-Zobacz, mama mi dała.

-Jak to ci dała?! A mnie nie dała!

-Boś sobie nie wywyła!

 

3. Borys (3,5 lat) do babci:

-Ty jesteś stara?

-No tak – szczerze odpowiada babcia.

-Ale można cię jeszcze użyć?

 

4.Przed wyjściem z domu mama perfumuje się.

Emilka (3lata) jest zachwycona:

-O rajciu, mama, jak jesteś ładnie obsikana!

 

Z naszego podwórka i podsłuchańce:

1. Moi synkowie to Tomek (teraz prawie 5 lat) i Mikołajek (2 latka). Gdzieś tak w wieku 1,5 Mikołajek zaczął mówić na starszego – Tadzia. Nie wiem, dlaczego. W końcu Tomek to nie jest trudne słowo. Tym bardziej, że czwartym z kolei słowem po: mama, tata, dziadzia, była brama, z pięknym soczystym eR.

 

2. Ja: Tomek, powiedz ŻY-RA-FA.

T: Żafa!

Ja: Synku – ŻYRAFA.

T: Mamo, no mówię przecież Żafa

 

3. Mój Tomcio późno zaczął mówić. Miał prawie 3 latka, gdy pojawiły się pierwsze rozbudowane zdania. Zawsze dużo śpiewałam moim dzieciom. Cały repertuar- dziecięco-biesiadno -żołniersko- harcerski. Jednym z pierwszych zdań, które usłyszałam od mojego malucha, było- Jak ja nie lubię takiego HAŁASU!

 

4.Dziewczynka (ok.2) idzie z mamą po ulicy i widzi sprzątającą panią. Pani dziarsko macha miotełką na wszystkie strony. Dziecko pyta mamę:

-A czemu ta pani tak dużo wymiotuje?

 

5. Brat mojej koleżanki, gdy był mały (3lata), uwielbiał kolędy. Szczególnie często i w miejscach publicznych lubił wyśpiewywać: Chwała na wyspie kości! Chwała na wyspie kości! (Przybieżeli do Betlejem pasterze)

 

6. Ten sam brat mówi do siostry:

Brat: Gośka daj kartki do MIECIA.

Gośka: Nie po to kupuję kartki, byś ty wydawał je jakiemuś MIECIOWI.

Brat: Oj Gośka, te kartki to po to, żeby MIEĆ!!!

 

Książka super! Polecam wszystkim rodzicom, tatusiom, mamusiom (szczególnie dobra w podróży, na delegacji!), babciom i dziadkom!!!

Wydawnictwo ZNAK 

 

czwartek, 26 listopada 2009

Książka jak najbardziej na czasie. Co chwila słyszymy w telewizji o katowanych dzieciach, porzuconych, zaniedbanych. Serce mi się kraje, gdy to widzę i słyszę. Czasem w gronie rodzinnym, podczas spotkań, rozmawiamy o tym. Nie umiemy znaleźć odpowiedzi na pytanie: dlaczego?

Alice Miller, znana i ceniona psychoterapeutka, pisze, że dzieciństwo to okres, w którym ładujemy akumulatory na całe życie. Jeśli jest udane, spędzone w kochającym domu, pełnym ciepła rodzinnego, daje duże szanse na dobry start w dorosłość.  Dzieciństwo pełne cierpienia i razów, siniaków, to też pasmo cierpienia, które niekoniecznie musi się skończyć wraz z opuszczeniem domu i zaczęciem życia na własny rachunek.  Dziecko bite i maltretowane to często później dorosły mający problemy natury psychicznej, chorujący na depresję, cierpiący pod wpływem powracających co noc koszmarów sennych. Autorka pisze o następstwach takich zachowań wobec najmniejszych, którzy z biegiem czasu z bitych, sami często przeistaczają się w bijących.

Nadal powszechna jest wiara, że dzieci nie odczuwają, że to, co im uczyniono, pozostaje bez konsekwencji, a jeżeli już się pojawią, to zupełnie inne niż u dorosłych, właśnie dlatego, że „dzieci są jeszcze dziećmi”- zaczyna swoją książkę autorka.

No właśnie – to tylko dziecko. Niczego nie zapamięta. Nic bardziej mylnego. Doznana krzywda potrafi zapuścić w człowieku głębokie korzenie, a uświadomienie przyczyny cierpienia często jest początkiem drogi do wyzdrowienia.

Alice Miller analizuje problemy nie tylko zwykłych ludzi, ale sięga po przykłady z historii i literatury. Jakie są przyczyny depresji, jak z nią walczyć, dlaczego ludzie tak często sami przed sobą zatajają prawdę o swoim dzieciństwie i (wyrodnych) rodzicach? Powołuje się na liczne badania, które pokazują, że dzieci traktowane od małego z czułością, wyrozumiałością, doświadczające miłości – same ją potem ofiarowują. Dostając tylko razy i cierpienie, odpłacają w przyszłości, często okrutnie. Autorka stawia sobie pytania: skąd się bierze okrucieństwo, nienawiść, sadyzm. Co może dać terapia i jak powinna wyglądać, cytuje listy czytelników, sięga po wspomnienia ze swojego dzieciństwa.  Alice Miller nie zostawia też suchej nitki na jednej z najsłynniejszych bajek – Czerwonym Kapturku. Analizuje ją, krok po kroku, zachowanie matki i dziewczynki. Skąd się bierze brutalność w człowieku? Czy ludzie przychodzą na świat jako potwory? Zainteresowanych odsyłam do ciekawej lektury.

 

Wydawnictwo Media Rodzina

środa, 25 listopada 2009

W Światowy Dzień Pluszowego Misia przytulmy się do Paddingtona!

Chcemy podzielić się naszą misiową kolekcją. W niedzielę, 29 listopada, wylosujemy 1 egzemplarz książki: Paddington i świąteczna niespodzianka. Jeśli ktoś chce wziąć udział w losowaniu, proszę wpisywać się w komentarzach. Kto zostanie szczęśliwym posiadaczem tej ksiązki, ogłosimy w niedzielę ok. 20.00. Życzymy szczęścia i zapraszamy do zabawy!

poniedziałek, 23 listopada 2009

 

Kama Sywor Kamanda nie jest zwykłym pisarzem. Jest gawędziarzem, który potrafi urzekać swoimi opowieściami. Oczarować. A niewielu to potrafi. Kongijski autor, kandydat do nagrody Nobla, opowiada prostym językiem. W końcu taki powinien być język baśni, gatunku, który od samego początku był przekazywany ustnie. Ta książka to też baśnie zasłyszane w dalekiej przeszłości, w dzieciństwie, opowiadane przez starszych, doświadczonych, znających życie. Każda opowieść jest krótkim, przelatującym obrazem, niezwykle barwnym i silnie oddziaływującym na wyobraźnię małego słuchacza. Sama widzę różnicę w zachowaniu mojego Tomka podczas czytania zwykłej popularnej książki, a jak podczas czytania baśni. Wierzcie mi czy nie, ale chyba to są jakieś czary i cuda. Czasem bawi się chusteczką, chowa pod kołdrę, wierci z boku na bok. Gdy czytamy baśnie – moje dziecko zastyga, zamienia się w kamień, słucha, przeżywa, obserwuje moje usta. Niesamowite. Sprawia to klimat baśni, jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny. Czarownica Nanga też oczarowała mojego zbója. Nagle znalazł się w odległej krainie, gdzie ludzie noszą dziwaczne imiona, nie ma jabłoni, za to są mangowce, biegają lamparty, zamiast wróbelków-elemelków fruwają niewielkie nektarniki królewskie, ludzie jedzą słodkie pataty, ich szaty są w kolorze ochry, a gdy ktoś zaniemoże, udaje się do szamana. Busz, rytualne tańce, maski, szarańcza, pora deszczowa, wezyr i wiele innych wyrażeń zmuszających dziecko do współpracy, zachęcające jego umysł do działania. Przekonałam się zresztą, że dzieci mają niesamowity dar zapamiętywania takich egzotycznych wyrażeń, wręcz lubią do nich wracać. Czasem jest śmiesznie, bo przemieniają obce wyrazy i dzieją się cuda – niewidy. Dzieje się tu wiele niewiarygodnych zdarzeń, pojawiają się czarnoskórzy książęta i księżniczki, zwierzęta mówią ludzkim głosem, dobro walczy ze złem.

Także Baśnie afrykańskie, podobnie jak wszystkie baśnie, były kiedyś źródłem marzeń dla ludu. Biedni chcą być bogatymi, starzy pragną odzyskać młodość i urodę, chorzy zdrowie. Czasem te marzenia się spełniają, czasem nie. W ciekawych opowieściach z Czarnego Lądu kryje się prawda o człowieku, jego wadach i zaletach; to próba tłumaczenia świata, poznania go, pewnych zjawisk. To też inne zachowania, inna mentalność. A reakcje czytelnika są takie, że inne też może być bliskie, ale przede wszystkim ciekawe, intrygujące, smakowite. Jako dziecko zaczytywałam się w Baśniach z dalekich wysp i lądów. Takie książki zostawiają na zawsze ślad. I apetyt na jeszcze. By po latach poczuć smak dzieciństwa czytając jedno z najsłynniejszych zdań w literaturze – Miałam farmę w Afryce u stóp gór Ngong. By poczuć zapach Afryki i choć przez chwilę ulec złudzeniu, że wróciło miłe i ciepłe kiedyś.

 

Milos Koptak, ilustrator z Bratysławy, dokonał cudów. Jego rysunki przypominają niezwykle barwne tkaniny afrykańskie. Jakby zabrał nas na targ, na którym w skwarze afrykańskiego słońca oglądamy barwne chusty i szale. Jedne proste, inne bogate, o nasyconych barwach.

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

sobota, 21 listopada 2009

Czy można przejść obojętnie obok takiej okładki? Pachnie świętami, do których jeszcze tylko cztery tygodnie. Sama książka wygląda jak prezent pod choinkę. Czerwień na brzegach błyszczy, tytuł i ozdoby na drzewku również. Cudo! A w środku gratka dla wielbicieli Miśka, który, jak z pewnością pamiętacie, przybył z mrocznych zakątków Peru. I dobrze się stało, bo rozruszał konserwatywne i troszkę sztywne typowe angielskie państwo Brown. Ą, ę bułkę przez bibułkę. Paddington ma zupełnie inną mentalność. Tam, gdzie się pojawi, zaczyna się coś dziać, robi się niezłe zamieszanie, zupełnie jakby nie znosił tego angielskiego spokoju, konwenansów i dobrego wychowania. No tak - typ południowca – i to teraz, w samym  środku zimy. Mały zwierzak w czerwonym kapeluszu i niebieskim płaszczu ma to wszystko w niedźwiedzim nosie. Robi to, co uważa  za słuszne.

W części gwiazdkowej Misiek wydaje wszystkie swoje oszczędności na wycieczkę do Zimowej Krainy Cudów.  Ma zamiar zobaczyć zimowy ogród Świętego Mikołaja, latarnię morską na Biegunie Północnym i warsztat Świętego Mikołaja. Czy wycieczka okaże się spełnieniem misiowych marzeń? Co Paddington dostanie w prezencie od zacnego pana z białą brodą?  

To już nasze kolejne spotkanie z Paddingtonem, misiem niesamowicie popularnym na Wyspach. Zawsze, gdy towarzyszę Tomkowi przy lekturach M. Bonda, łamię sobie głowę, jakich czarów użył autor, że oczarował swoich rodaków tą postacią. Przecież Miś jest taki nieangielski. Jednocześnie, to dobrze świadczy o mieszkańcach GB, że tak ciepło i z wyrozumiałością zaakceptowali i przyjęli na swoje łono mega-ODMIEŃCA.

Obrazkowa wersja misia Paddingtona spodoba się już najmniejszym maluchom (3-5lat, ale ja mam prawie ...hm hm - i też się podoba:)). Kolorowa, na obrazkach tyle się dzieje, można opowiadać i opowiadać. I te pytania – Kiedy będą święta? Co jest w tych paczkach (na obrazku)? Czy zimą można jeść lody? Dlaczego renifer się przewrócił? Mało? Spróbujcie sami ze swoimi dziećmi. Świątecznie urocze.

Wiek 3+

Wydawnictwo Znak

poniedziałek, 16 listopada 2009

 

W pewnej baaaardzo znanej księgarni internetowej kliknęłam w Działach na link: PORADNIKI. Wyskoczyło całe mnóstwo tytułów i to z najróżniejszych dziedzin. Czegóż tam nie było. Podręczny NIEporadnik. Młotek, popełniony przez dwóch panów: Wojciecha Widłaka i Pawła Pawlaka, to ewenement na skalę światową. Każdy przeciętny zjadacz chleba, nawet nudny urzędas (jak mój mąż:) wie, do czego służy młotek. A proszę dla kontrastu zrobić test wśród najbliższych i postawić pytanie: A do czego Tobie nie służy młotek? My zrobiliśmy. Ach te miny i świdrujące nas spojrzenia dziadka i tatusia Tomkowego, doszukujące się jakiejś pułapki przez duże P. Tymczasem książka jest odpowiedzią na to pytanie i ma formę rozprawy naukowej przygotowanej przez dwie wschodzące gwiazdy polskiej nauki: profesora Kurzawkę i adiunkta Kwasa, popartej licznymi rycinami i rysunkami.  Moi synowie przekonali się w minione wakacje, że młotek NA PEWNO nie służy do kopania grządek. Dziadek Stasio, depozytariusz wielu zalet, ma jedną wielką wadę – jest bałaganiarzem i zostawia wszędzie swoje narzędzia. Tomek z Mikołajem, z wielką radością nieśli swój łup na tyły ogródka, by tam w ciszy i spokoju przekopywać grządki porzuconymi młotkami. Tymczasem książka naukowo definiuje: W chwili kontaktu z glebą bardzo hałasuje (młotek), odstraszając nie tylko szkodniki, ale także tak pożyteczne dżdżownice. I jeszcze z innych względów kopać się młotkiem nie dało, o czym książka wprawdzie milczy, ale na podstawie naszych rodzinnych obserwacji, może zainteresujemy naszymi spostrzeżeniami obydwu naukowców, którym z całego serca życzymy Nagrody Nobla.

Książka pełna humoru, absurdalnych przykładów, z różnych dziedzin, a jakże. Przykłady poparte poważnymi naukowymi minami przeprowadzających doświadczenia, wszystko dokładnie udokumentowane, potwierdzone podpisami i pieczątkami. Koniec. Kropka. Właśnie tak.

PS: Należy zwrócić szczególną uwagę nie tylko na część merytoryczną rozprawy naukowej, lecz również graficzną, przygotowaną przez pana Pawła Pawlaka. Jest niecodziennie, odważnie, śmiesznie, pomysłowo, brawurowo, cudnie. Pokochają ją chłopcy i duzi i mali:) Za ilustracje i projekt graficzny książki Paweł Pawlak dostał nominację do nagrody IBBY. Ot, właśnie tak, po raz drugi.

Wiek 5+

Wydawnictwo Czerwony Konik 

niedziela, 15 listopada 2009

Ależ ja się bałam tego Karolka. Jako MAMA oczywiście. Przecież – skoro jest taki koszmarny – i to za każdym razem, w każdym odcinku, w każdej kolejnej części – to jeśli MÓJ Tomek o nim usłyszy, zobaczy go, to też stanie się k-o-s-z-m-a-r-n-y-m małym człowiekiem. Przemogłam się. Najpierw wyraziłam zgodę na kreskówkę. Niby nie oglądałam, ale cały czas trzymałam rękę na pulsie, by w razie czego, podbiec do telewizora, i jak Rejtan na Matejkowym obrazie, zasłonić własną piersią koszmarne sceny rozgrywające się na ekranie. O dziwo, Karolek to wprawdzie bachor przez duże B, ale sądziłam, że będzie gorzej. Spodobał się i sięgnęliśmy po książkę. Karolek, faktycznie święty nie jest. Ma dziwaczne pomysły, zwariowane, czasem niebezpieczne. Bezczelny, pyskaty, złośliwy, perfidny, ale… No właśnie, to ale. Coś w tym chłopcu jest. Nie sądzę, by Francesca Simon pisząc serię o okropnym Karolku chciała światu podrzucić tabuny takich koszmarnych Karolków, które czerpią wzorce zachowań z jej książeczek. Primo – dzieci czytają Karolka. Mimo, że ważni ludzie od wychowania rwą sobie włosy z głosy. To tak jak Harrym, którego potępił nawet Watykan. A im więcej zamieszania wokół Karolka, to tym jego poczytność wzrasta. Wiadomo – zakazany owoc lepiej smakuje. Secundo – Karolek zawsze zostaje sprowadzony na ziemię i skonfrontowany z rzeczywistością. Bo świat jest taki, a nie inny i obowiązują w nim pewne reguły, czy się to Karolkowi podoba czy nie. Robią to rodzice i inni dorośli występujący w książeczce. Tertio - zawsze można z dzieckiem porozmawiać co wolno robić, a co nie. Karolkowa zasada - Cel uświęca środki, wprowadzana w życie przy pomocy kłamstewek, przekupstwa, obgadywania jest świetną okazją, by pogadać z dzieckiem, jak postępować nie można. Gdy czytałam Tomkowi Karolka, mały od czasu do czasu spoglądał na mnie z ciekawością i sondował, jaka jest moja reakcja. Bo przecież wiele rzeczy kłóci się z naszymi zasadami. A tutaj nagle mama czyta coś takiego. Przez niektóre miejsca nawet nie mogłam przebrnąć, bo mój DOSKONAŁY TOMEK miał ciągle coś do powiedzenia.

Koszmarnego Karolka poznaliśmy, niekorzystnych zmian w zachowaniu Tomka jak dotąd nie zauważyłam. Warto jednak pamiętać o pewnym ważnym stwierdzeniu, które kiedyś wyczytałam w bardzo fajnej książce Z dzieckiem w świat wartości (POLECAM!)– Dziecko jest jak walizka. Co do niej włożymy to i wyciągniemy. Nie chcę tutaj za dużo moralizować, bo nie jestem ekspertem. Karolek napisany jest tak, że nic dziwnego, że ma tylu wielbicieli. Z pazurem, humorem, ciekawie, akcja toczy się wartko, bez zbędnych dłużyzn i opisów. Niektóre sceny z książki to przykłady z naszego podwórka, jak choćby kłótnia między koszmarnym Karolkiem i doskonałym Damiankiem o pilota od telewizora i dinozaury.

W tej części Wasze pociechy dowiedzą się,:

-Jak zdobyć absolutną władzę nad pilotem od telewizora (drżyjcie tatusiowie, miłośnicy futbolu)

-Jak pokonać przeciwnika w wyborach do samorządu szkolnego (cenny poradnik przed każdymi wyborami)

-Jak zostać potężnym czarnoksiężnikiem i wskrzesić nieboszczyka (O zgrozzzzzo!)

Wiek 7+

Wydawnictwo ZNAK 

sobota, 14 listopada 2009

Jury literackie w składzie: Ewa Gruda, Joanna Papuzińska-Beksiak (przewodnicząca), Danuta Świerczyńska-Jelonek nominowało do nagrody “Książki Roku” Polskiej Sekcji IBBY następujące utwory:

 

1. Zofia Beszczyńska: Lusterko z Futra (Media Rodzina)

2. Bohdan Butenko: Krulewna Śnieżka (Nasza Księgarnia)

3. Grzegorz Gortat: Szczury i wilki (Nasza Księgarnia)

4. Małgorzata Gutowska-Adamczyk: Wystarczy, że jesteś (Nasza Księgarnia)

5. Jacek Inglot: Eri i smok (Skrzat)

6. Roksana Jędrzejewska-Wróbel: Kosmita (Fundacja ING Bank Śląski)

7. Andrzej Maleszka: Magiczne drzewo. Czerwone krzesło (Znak)

8.  Ewa Nowak: Bardzo biała wrona (Egmont)

9.  Anna Onichimowska: O zwierzaku, którego nie było (Arkady)

10. Jacek Podsiadło: Czerwona kartka dla Sprężyny (Nasza Księgarnia)

11. Krystyna Siesicka: Zatrzymaj echo (Akapit Press)

12.Barbara Stenka: Akcja „Chłopaki” (Nasza Księgarnia)

13. Małgorzata Strzałkowska: Zielony i Nikt (Bajka)

14. Wojciech Widłak: Opowieści do poduszki (Media Rodzina)

15. Rafał Witek: Julka Kulka, Fioletka i ja (Bajka)

 

Jury graficzne w składzie: Dorota Łoskot-Cichocka, Joanna Olech (przewodnicząca), Maria Ryll nominowało do nagrody następujące osoby:

1. Ignacy Czwartos za ilustracje do książki Lądowanie rinowirusów. Przeziębienie Wojciecha Feleszki (Hokus-Pokus)

2. Agata Dudek za ilustracje do książki obrazowej Czy można dotknąć tęczy? z tekstem Przemysława Wechterowicza (Endo)

3. Piotr Fąfrowicz za ilustracje do książki Zielony i Nikt Małgorzaty Strzałkowskiej w opracowaniu graficznym Ewy Stiasny (Bajka)

4. Monika Hanulak za opracowanie graficzne książki Debata filozoficzna Królika z Dudkiem o Sprawiedliwości Leszka Kołakowskiego (Muchomor)

5. Marta Ignerska za ilustracje do książki Babcia robi na drutach Uri Orleva (Wytwórnia)

6. Marta Ignerska za ilustracje do książki Atlas świata. Afryka z tekstami Zofii Staneckiej,    Kingi Preibisz-Wala i Marii Deskur (LektorKlett)

7. Ewa Kozyra-Pawlak za ilustracje do Księżniczki na ziarnku grochu Andersena (Media Rodzina)

8. Ewa Kozyra-Pawlak i Paweł Pawlak za Mój pierwszy atlas świata z tekstami Marii Deskur (LektorKlett)

9. Daniel de Latour za ilustracje do książki Wyprawa do kraju księcia Marginała Henryka Bardijewskiego (Stentor. Kora)

10. Lucyna Legut za książkę autorską Trzy bajki (Prószyński i S-ka)

11. Paweł Pawlak za ilustracje i projekt graficzny książki Podręczny NIEporadnik. Do czego nie służy młotek z tekstem Wojciecha Widłaka (Czerwony Konik)

12. Ewa Stiasny za ilustracje i opracowanie graficzne książki Tydzień Konstancji Olgi Masiuk (Dwie Siostry)

13. Elżbieta Wasiuczyńska za ilustracje do Królowej Śniegu Andersena (Media Rodzina)

14. Elżbieta Wasiuczyńska za książkę autorską Mój pierwszy alfabet w opracowaniu graficznym Doroty Nowackiej (LektorKlett)

15. Aleksandra Woldańska za ilustracje do książki Mrówka wychodzi za mąż z tekstem Przemysława Wechterowicza (Czerwony Konik)

Podkreślone książki zrecenzowałam u siebie:)

Żródło - granice.pl

środa, 11 listopada 2009

W moich internetowych wędrówkach natrafiłam na tę lekturę. Od razu spodobały mi się ilustracje do tej książki. Na pierwszy rzut oka bajkowi książę i księżniczka skojarzyli mi się ze smukłymi postaciami Szancera. Chętnie poczytalibyśmy taką słodyczę literacką. Od kilku dni czytamy Ronję, córkę zbójnika. Wieczorem nie mogę się opędzić od mojego dziecka. O Boże – w liście do Gwiazdora (nasz wielkopolski dawacz prezentów) pojawił się ostatnio sztylet. No tak, skoro Birk ma, to dlaczego Tomek nie może? W każdym razie chętnie przeniosłabym się ze zbójnickiego lasu Mattisa na komnaty zamkowe. Wprawdzie w książce Astrid Lindgren zamek jest, w dodatku przepołowiony na dwie części (kiedyś to były burze), ale w takich zamkach nie mieszkają księżniczki, tylko zbójeckie córki. A tu…. Zresztą sami zobaczcie….Puszczam oczko do polskich wydawnictw. Może kiedyś….

 

Więcej o ilustratorce

Orchard Books 2009

poniedziałek, 09 listopada 2009

Takie książki odczarowują znane postacie, – które często poważne, nieprzystępne, jakby z innego świata, legendy za życia, znane z podręczników szkolnych i baaaaardzo grubych i skomplikowanych książek patrzą na nas z czarno-białych fotografii, bez cienia uśmiechu. Gdy się już wgłębi w życiorys mniej oficjalny, nagle okazuje się, że Pan X był duszą towarzystwa i chichotał na każdym kroku, a Pani X najbardziej na świecie nie cierpiała brukselki w sosie beszamelowym. Wprawdzie w opisywanej książce o brukselce i chichotkach mowy nie ma, ale wyłania się wyraźny obraz kobiety – nie tylko jako naukowca, uhonorowanego dwoma Noblami, lecz również jako młodziutkiej dziewczyny z marzeniami, chcącej przeciwstawić się dziwnym porządkom minionej epoki, matki, żony, przyjaciółki, wraz ze wszystkimi słabościami i bolączkami dnia codziennego.

Maria Skłodowska – Curie, jedna z pierwszych studentek w Europie, pierwsza kobieta profesor paryskiej Sorbony, odważna, ambitna, skromna. To książka o marzeniach, które się spełniają - ktoś mógłby zapytać: jaka przyszłość w tamtych trudnych i zwariowanych czasach mogła czekać piąte z kolei dziecko w biednej rodzinie nauczycielskiej? A jednak, czasem warto spróbować. Książka w bardzo przystępny sposób pokazuje dzieciom koleje życia, najpierw Maniusi, potem Marii, opowiada o jej pracy, ulubionych zajęciach, żmudnych doświadczeniach przeprowadzanych w rozklekotanej szopie, tonach ziemi - przesypywanych i przebadanych w poszukiwaniu pierwiastków. Wszystko ciekawie zilustrowane. W mojej pamięci zapadła stara fotografia małżeństwa Curie z podróży poślubnej na rowerach. Tego wątku nie zabrakło również w książeczce dla dzieci.

To ukłon w stronę nauki, ambicji i głodu wiedzy. Z pewnością zainteresuje małych odkrywców, których nudzą już bajeczki, albo którzy łakną małej odmiany.

W cyklu Nazywam się … każdy znajdzie coś, co odpowiada zainteresowaniom dziecka. Dostępne są książeczki o takich wybitnych postaciach: Antoine de Saint- Exupery, William Szekspir, Albert Einstein, Jan Paweł II, Leonardo da Vinci, Pablo Picasso, Vincent van Gogh i Mozart.

 

Wiek 10+

Wydawnictwo Media Rodzina

Urocza zimowa książka! Dwie siostry – Madika i Lisabet, mieszkające na Czerwcowym Wzgórzu cieszą się na nadchodzące święta, pieczenie pierniczków, prezenty i śnieg. Szaleją na dworze z tatusiem i psem. Na drugi dzień Madika z powodu przeziębienia musi pozostać w domu, natomiast na świąteczne z zakupy z Alvą wybiera się młodsza Lisabet. Ta nie słucha jednak opiekunki i oddala się od sklepu – wchodzi na płozy sani Anderssona, a ten wywozi ją daleko w las. Biedna Lisabet, pozostawiona na pastwę losu przez woźnicę, błąka się sama po lesie w poszukiwaniu domu i rodziców. A droga jest bardzo daleka. W dodatku pada cały czas śnieg i  mała Lisabet wygląda jak bałwanek. Jak skończy się ta opowieść? Nie zapominajmy, że nadchodzą święta, wokół dzieje się wiele dobrego, ludzie mają ciepłe serca, dzieją się cuda. Naprawdę udana książka – tekst i ilustracje niesamowitej Ilon Wikland. Zresztą zobaczcie sami.

Już druga książka, w której dzieci uwielbiają piec na święta ciasteczka w kształcie prosiaczka. W Dzieciach z Bullerbyn rodzeństwo Lisy nawet się kłóciło, kto pierwszy będzie używał tej foremki.

Zachęcam do przeczytania ciekawego wpisu na temat ilustratorki u Zosi Frankowskiej. Tam znajdziecie inne ilustracje, również bajeczną zimę na Czerwcowym Wzgórzu.

 Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

sobota, 07 listopada 2009

O książce przypomniałam sobie dzięki akcji prowadzonej przez Allegro i Dwie Siostry. W wielu wpisach dotyczących propozycji, co wydać w ramach serii Mistrzowie Ilustracji, pojawiała się właśnie ta lektura. I znów się łza w oczku zakręciła, bo Król Słońce i jego cztery córy – to moje dzieciństwo. Wiosna – najmłodsza, ukochana córka Króla Słońce, najbardziej przez niego pieszczona i najpiękniejsza ze wszystkich sióstr. Lato – pracowita, pogodna, krzepka jak młoda wieśniaczka. Jesień – sprawiająca ojcu najwięcej kłopotów, szalona i kapryśna, rozrzutna i nienasycona – taka Jesieniucha prawdziwa. Zima – zła, zimna, ale jakże mądra. Siostry przychodzą na Ziemię, jedna po drugiej, otulają pąki, tarzają się w kwiatach, płaczą i zawodzą. Kapryszą, jak typowe kobiety i cztery pory roku. Wszystko pięknie napisane przez Helenę Bobińską i narysowane przez Józefa Wilkonia. Serce roście czytając coś takiego dziecku i widząc, że się podoba. Moje dziecko podchwyciło ciekawy pomysł personifikacji czterech pór roku. Kiedy kilka dni temu nagle spadł śnieg, Tomek stwierdził, że pani Zima musiała otworzyć okno w pałacu swojego taty i spojrzeć na Ziemię. Niemądra –może nawet niechcący, zmroziła nas, i ptaki i rośliny, a przecież nie czas jeszcze. Baśniowa, bardzo cenna lekcja o zmianach zachodzących w przyrodzie, o tym jak zmienia się świat, co dzieje się z kwiatami, ptakami, na polach, w ogrodzie.  

-A czy jak przyjdzie pani Zima to ją zobaczę? – po Tomciowym pytaniu zaraz przypomniał mi się wiersz Brzechwy o nadejściu Wiosny. Czy przyjedzie furą? Czy na hulajnodze?

-Pewnie, że zobaczysz, gdy nadejdzie Zima. Otulona w białą sukienkę, w koronie na głowie z maleńkich błyszczących gwiazdeczek, zmrozi swoim pocałunkiem szybę, przez którą razem z Mikołajkiem będziecie spoglądać na senny, szarobiały, spowity w snujących się dymach z kominów świat.

My, podczas czytania, puściliśmy sobie fragmenty Czterech pór roku Vivaldiego. Chyba nie muszę dodawać, że celebrowany wieczór był baaaardzo udany:)))

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

piątek, 06 listopada 2009

Chiny. Daleki Wschód. Już ta nazwa pokazuje geograficzne oddalenie. Jednak czy tylko? Dla nas, mieszkańców Zachodu, to wielka niewiadoma, zagadka i tajemnica - skrywane przez dziesiątki lat za niedostępnym Murem. Wynalazki, zdobycze, osiągnięcia, porządek społeczny – odkrywane przez przodków, buńczucznych podróżników, powoli, krok po kroku, czasem też z niedowierzaniem. Skarby niesamowite, dziwy, tradycje, obrzędy, od których człowieka złaknionego wiedzy, aż ciarki po plecach przechodzą. Również ignorancja i arogancja po jednej i po drugiej stronie. Zamknięcie się Wschodu w swoich tradycjach i obrzędach, odrzucenie wszelkich kontaktów z barbarzyńcami. Strach przed tym, co nowe i obce. Z naszej strony - też dziwne przekonanie, że to nasze, jest jednak lepsze. Zresztą niekiedy odnoszę takie wrażenie i dziś. Chiny wielu, szczególnie młodym ludziom, kojarzą się dziś z napływem tandety do naszych domów, z towarami ze sklepików Wszystko za 4.50. Jednych zachwycają, innych gorszą. Dlaczego tak się dzieje? Żółty smok zaprasza w podróż egzotyczną. Długą, bo książka liczy sobie 560 stron. Ale takie powinny być właśnie podróże TAM, na drugi koniec świata. Renata Fucikova, Czeszka, przez kilka miesięcy odkrywała inne Chiny. Najpierw dla siebie. Zatraciła się w tysiącach barw, zapachów i krajobrazów. Owocem tej wyprawy jest ta książka. Swego rodzaju próba ukazania, że Chiny to ważne miejsce na Ziemi, w historii – pełne mniejszych i większych cudów. Baśniowy świat, jakże inny od oklepanych Kopciuszków czy kolejnej wersji Trzech świnek i Kota w Butach. Wszystko jest tu inne: obcobrzmiące imiona, jedzenie, nazwy zwierząt, roślin i miejscowości. Świat przedstawiony często na zasadzie przeciwieństw: bogaci i biedni, głupcy i mędrcy, szczęśliwi i urodzeni pod ciemną gwiazdą, dobro toczy walkę ze złem, ciemność z jasnością. To wgląd w zupełnie inną kulturę: mężczyźni mają po kilka żon i konkubin, uliczni pisarze piszą pędzelkami, a chlebem codziennym jest ryż. I jak to w baśniach bywa, pełno tu potworów, wróżek, smoków, jest magiczny topór, wachlarz kryjący tysiącletni korzeń żeń- szenia, są królowie i prości ludzie, a dzieci mają możliwość zaglądnięcia do chaty wieśniaka i pałacu cesarza. Są przede wszystkim mądrość Wschodu, tamtejsze pojmowanie świata i recepty na życie. Wszystko bajecznie kolorowe i pięknie spolszczone przez Zofię Beszczyńską.

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

 

wtorek, 03 listopada 2009
poniedziałek, 02 listopada 2009

Tą małą książeczką otwieram sezon bożonarodzeniowy. Większość opowiadań zawartych w tym zbiorku jest właśnie o tematyce świątecznej i zimowej. Pojawienie się na naszym rynku Dzielnej Kajsy bardzo mnie ucieszyło. To drugi, obok Południowej łąki tomik opowiadań szwedzkiej pisarki, jaki ostatnio po raz pierwszy ukazał się na naszym rynku. Kajsa swoją premierę miała w Szwecji w 1950 roku (!!!). W odróżnieniu od Południowej łąki Kajsa nie jest tak nostalgiczna i smutna. Także inny tomik opowiadań chodzi mi po głowie – mianowicie Nils Paluszek (1949), z historiami dla dzieci o baśniowym zabarwieniu. Kajsa jest inna. Znajdziemy tu opowiadania o dzieciach i wesołych i smutnych, szczęśliwych i tych doświadczonych przez los. Jeden z rozdziałów odnosi się do wspomnień o dzieciństwie ojca autorki. Samuel August to chłopiec sprytny, bystry i przedsiębiorczy. Czytając to opowiadanie przypomniały mi się zaraz fragmenty biografii A.L., w których autorzy dużo uwagi poświęcali osobie Samuela Augusta i jego zwariowanym pomysłom, które później przyczyniły się m.in. do powstania książki o Emilu. Kajsa to zbiór dziesięciu opowiadań, z których wyłania się też obraz Szwecji w ubiegłym stuleciu. To co zachwyca, to oczywiście stosunek pisarki do dzieci. Opowiadania świadczą o mądrości, wiedzy na temat dźwięków, jakie wydają małe serduszka. Przyznam szczerze, że w jednym opowiadaniu odnalazłam mojego Tomka i …naprawdę mądry sposób na rozwiązanie problemu obrażania się i wyprowadzania się (co jakiś czas) z domu mojego malucha. Jakże przepiękne jest opowiadanie tytułowe. Cudownie wpisuje się w klimat przygotowań do świąt Bożego Narodzenia. Kajsa to podrzutek, który staje się promykiem słońca w życiu starej kobiety. Kiedy babcia po nieszczęśliwej wywrotce na kuchennej podłodze jest na długie tygodnie przykuta do łóżka, rezolutna sześciolatka przejmuje na siebie większość obowiązków, w tym także przygotowanie do wigilii i świąt. Co wyniknie z tego samozaparcia, z planów, czy uda się wyprawić święta? Ciepła historia, która rozgrzeje najbardziej zatwardziałe serducha i pozwoli uwierzyć, że dobro jest wokół nas.

Wiek 5+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

niedziela, 01 listopada 2009

 

Mały Duszek jest w Niemczech tak samo popularny jak Malutka Czarownica. Szkoda, że u nas jest niedoceniany. Pełna humoru książeczka opowiada o duszku, który sobie straszy od niepamiętnych już czasów na zamku Eulenstein. W ciągu dnia mała zjawa śpi w ciężkiej, okutej żelazem dębowej skrzyni, która stoi na strychu starego zamczyska. Budzi się oczywiście punkt dwunasta, jakżeby inaczej. I straszy, straszy. Chodzi po zamku i otwiera wszystkie możliwe zamki kluczami, których całe mnóstwo ma na takim specjalnym kółku. Duszek jest przemiły – kicha od kurzu, jest powiewny i lekki jak strzępek mgły. I ma jedno wielkie marzenie – by zobaczyć świat za dnia. Czy mu się uda?

Jeśli ktoś zna Malutką Czarownicę, zachęcam do eksperymentowania z innymi książkami Preusslera, których całkiem pokaźna liczba ukazała się swego czasu na naszym rynku. Niekiedy udaje mi się za przysłowiowe grosze kupić coś na Allegro. W wolnych chwilach tlumaczę dla Tomka kolejne rozdziały Rabusia Hotzenplotza. Nie wiem, czy jest po polsku, więc tak na wszelki wypadek - bo książka jest delicją dla małych czteroletnich rozrabiaków. Szkoda, że się ich nie wznawia (z wyjątkiem wspomnianej już Czarownicy i Krabata). W świetnym tłumaczeniu Hanny i Andrzeja Ożogowskich. Warto! A książka o duszku pozwala oswoić strachy związane ze zjawami. Ten duszek naprawdę da się lubić. 

Wiek 5+