Archiwum
Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
środa, 26 listopada 2008
Babcia na jabłoni- Mira Lobe / Mirosław Pokora

Wszystkie dzieci na całej ulicy miały babcię. Niektóre nawet dwie. Tylko Andi nie miał babci - i bardzo się z tego powodu martwił

Jako dziecko nie czytałam, więc teraz z przyjemnością nadrabiam zaległości z moimi dziećmi.J Powiem nawet tak- gdy syn zaśnie przy lekturze- ja kartkuję dalej, bo ciekawi mnie bardzo ciąg dalszy tej historii.

Andi marzy o tym, by mieć Babcię. Zazdrości swoim kolegom, że takową posiadają. Smutny spędza samotnie czas na jabłoni. I pewnego dnia Babcia pojawia się na jego drzewie. I to jaka BABCIA!!! W olbrzymim kapeluszu z piórami,  długiej staroświeckiej sukience z wyzierającymi u rąbka białymi koronkowymi majteczkami. Babcia jest niesamowita- je niedojrzałe jabłka (Od kwasu robi się człowiekowi wesoło), nie zwraca uwagi na brudne ręce i koszulkę chłopca, szaleje w wesołym miasteczku, potrafi zjeść na przemian mnóstwo parówek z musztardą i watą cukrową, dla zabawy pociąga za sznur od dzwonka w tramwaju, rzuca lassem i ujarzmia konie, pozwala wnukowi prowadzić samochód, a kiedyś przez całe lata była w cyrku, gdzie była woltyżerką, pokazywała sztuki na trapezie i rzucała nożami. Dużo by tu jeszcze opowiadać. Chyba domyślacie się, że Andi z tęsknoty za Babcią, której naprawdę nigdy nie poznał, sam wymyślił tę postać i przeżywa z nią niesamowite przygody. I oto pewnego dnia pojawia się nowa sąsiadka- staruszka…

Cudowna ciepła i wzruszająca opowieść o przyjaźni, miłości, dzieciństwie, poznawaniu świata i nabywaniu nowych doświadczeń- napisana prostym językiem. Książka liczy 164 strony, a mój (prawie) czterolatek siedzi wytrwale i domaga się dalszego ciągu- dopóki go sen nie zmorzy. Nie bez przyczyny jej autorka- Mira Lobe (1913-1995) jest nazywana austriacką Astrid Lindgren. Napisała ponad sto książek dla dzieci-i jestem ciekawa, czy nasza biblioteka zaoferuje nam coś jeszcze jej autorstwa. Do tego oryginalne ilustracje Mirosława Pokory. Jak pisze wydawca na okładce- Jego charakterystyczne esy-floresy, jamniczki i pulchne panie na szpilkach kojarzą się pokoleniu dzisiejszych rodziców z ich dzieciństwem. Przyznaję rację- u mnie na półce  w dziale KULINARIA fajna książeczka Vademecum łakomczucha właśnie z ilustracjami Pokory. A wracając do Babci na jabłoni- książka została wydana z niezwykłą starannością przez Dwie Siostry, należy do kolekcji Mistrzowie Ilustracji, za którą w tym roku wydawnictwo otrzymało prestiżową nagrodę Ikara.

Wiek 5+

Wydawnictwo Dwie Siostry 

poniedziałek, 24 listopada 2008
Podróże w czasie- Kolejne wyzwanie czytelnicze

Tym razem Podróże w czasie . Jeżeli lubisz czytać możesz wziąć udział w naszym kolejnym wyzwaniu czytelniczym. Muszę powiedzieć, że po dwóch wyzwaniach  (Książki 6 kontynentów i Miejskie Czytanie), w których do tej pory brałam udział, to jest szczególnie bliskie memu sercu- lubię książki z wielką historią  w tle. Dla tych, którzy o naszych miłych zmaganiach z książkami nie słyszeli przedstawię zasady uczestnictwa, a następnie listę lektur, którą po naprawdę burzliwej dyskusji przygotowała Padma:). Na razie czytam listę lektur, obmyślam, co chciałabym przeczytać. Może też dacie się skusić?

Zasady są jak zwykle proste:

1. Wyzwanie może podjąć każdy, kto lubi czytać. Aby zostać uczestnikiem, należy zgłosić swój udział w komentarzach na  stronie historyczneczytanie.blox.pl lub na blogu http://miastoksiazek.blox.pl. Żeby zamieszczać recenzje na blogu Podróże w czasie, konieczne jest posiadanie konta pocztowego na gazeta.pl. Nie trzeba prowadzić własnego bloga!

2. Wyzwanie trwa od 22 listopada 2008 do 30 kwietnia 2009.

3. W tym czasie należy przeczytać przynajmniej 4 książki, każda z innej epoki. Można czytać książki z proponowanych list lub inne. Może to być beletrystyka, która opowiadają o danej epoce, książki napisane w danej epoce, biografie, książki naukowe i popularnonaukowe. Książki napisane w danej epoce powinny być osadzone w kontekście historycznym, słowem, nie czytamy np. alegorycznych, ponadczasowych powieści, które nic nie mówią o swojej epoce.

4. Tytuły wybranych przez siebie lektur podajemy na blogu http://historyczneczytanie.blox.pl 

5. Na tym samym blogu umieszczamy recenzje przeczytanych książek, lub odnośniki do recenzji na swoim blogu.Zapraszam do udziału! Temat jest bardzo szeroki, mam nadzieję, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Nie chcę rozszerzać nadmiernie list, więc oprócz moich wstępnych propozycji wybrałam część Waszych, które zgłaszaliście na moim blogu. Jeśli pominęłam jakąś fantastyczną książkę, dajcie mi znać, lub sami uzupełnijcie listę, gdy już dostaniecie dostęp do bloga. Można wybierać też lektury spoza list, więc jeśli czegoś na nich nie ma, to nie szkodzi:)

Link dający dostęp do pisania na tym blogu może być wysłany tylko na pocztę na gazeta.pl. Sprawdźcie więc proszę skrzynkę jakiś czas po zgłoszeniu chęci uczestnictwa! Osobom, które zgłosiły się podczas wstępnej dyskusji wysyłam zaproszenia od razu.

 

A dla chętnych lista lektur tutaj.

 

sobota, 22 listopada 2008
O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę- Werner Holzwarth/ Wolf Erlbruch

Podczas naszej ostatniej wizyty w bibliotece wypatrzyłam książeczkę, o której swego czasu było GŁOŚNO. To chyba za mało powiedziane- wywołała burzę. Ja usłyszałam o niej w telewizyjnych Wiadomościach, gdzie dziennikarka i różni ważni ludzie grzmieli jak Zeus z Olimpu - na nie  dla książki, a wydawca Hokus Pokus tłumaczył przed kamerą, dlaczego taki temat, czemu ją wydali itd. Moje pierwsze wrażenia? Wiele hałasu o nic:) Oto pewnego dnia krecik stwierdza, ze ktoś narobił mu na głowę. Zafrapowany i rozzłoszczony pyta różnych zwierząt, czy to ich KUPA. Te odpowiadają, że nie i pokazują mu jak one TO robią i jak wyglądają ich odchody. Końskie pączki, zajęcze bobki, kozie kuleczki, krowie placki. W końcu muchy- specjalistki pomagają mu znaleźć winowajcę. Zadowolony kret odpłaca pięknym za nadobne- wskakuje na psią budę i za chwilę krecia kupka ląduje na głowie jakiegoś psa- Burka. I to wszystko.

Reakcje mojego dziecka? Zaciekawienie i konkluzja- A ja robię kupkę w łazience. Obrzydzenia, krzywych min i niezadowolenia nie zauważyłam. Jeśli popatrzeć na życie małego człowieka, to właśnie MY- dorośli uczymy go bardzo częstego poświęcania uwagi właśnie tej brudnej sprawie. A jak odchodzimy od pampersów, to pytaniom typu: Na pewno nie chcesz siusiu, a może kupkę? - nie ma końca. Wiem, bo sama to przerabiałam:) A nasze rodzicielskie zachwyty nad każdym nocnikowym sukcesem naszego dziecka? Jednak gdy pojawia się książka o KUPIE to robimy z tego problem. Niektórzy czepiają się też końcowego aspektu kreciej zemsty. Nie wyolbrzymiałabym tego.

Moje dziecko po lekturze przeszło bardzo szybko do porządku dziennego- zaraz pobiegło po następną lekturę- tak jakby nic się nie stało, to w końcu tylko kupa. Dzieci tak właśnie postrzegają świat. No bo naprawdę nic się nie stało- tylko my dorośli zbyt często szukamy dziury w całym. Wystarczy przypomnieć choćby wyznanie TEGO Umberto Eco, że najciekawsze książki czyta w toalecie. O reakcjach świata, innych pisarzy i badaniach dotyczących tego tematu , jak się okazuje tabu- można poczytać w artykule Dziennika-  A ty co czytasz w toalecie? Reakcja m.in. Olgi Tokarczuk i Jerzego Pilcha. A wracając do książeczki o krecie- naprawdę nie ma się czego bać:)

Wiek 2+

Wydawnictwo Hokus Pokus

piątek, 21 listopada 2008
Jeździec na wielorybie- Witi Ihimaera

 

Jakiś czas temu pisałam o tej książce w Brulionie Be.el. Postanowiłam i tutaj opublikować tę recenzję, bo to naprawdę wartościowa lektura dla młodych ludzi. 

Dawno temu, w czasach, gdy jeszcze nas nie było, ziemia i morze odczuwały wielką pustkę, głęboką tęsknotę-Tak zaczyna  swą opowieść Witi Ihimaera.

Wieloryby- zwierzęta uosabiające dostojeństwo i siłę, są dla mieszkańców Whangary, małej miejscowości w Nowej Zelandii, święte. Według starych podań maoryskich pewnego dnia do brzegów ich krainy przybył jeździec na wielorybie- Paikea. Wcześniej zaopiekował się smutnym po śmierci matki zwierzęciem, okazał mu współczucie, przyjaźń i obdarzył miłością. Młody wieloryb pozostał z człowiekiem i dorastał pod jego troskliwą opieką.  Pan przywoływał swojego przyjaciela grając na flecie. Pewnego dnia dosiadł go i stał się  jeźdźcem na wielorybie. Razem przemierzali bezkresne oceany i głębiny. Jednak pan zszedł na ląd i poznał kobietę - córkę Te Whironui.  Ją także obdarzył miłością, spłodził z nią potomstwo i dał początek nowemu ludowi. Zmienił imię na Kahutia Te Rangi i pożegnał się ze swoim przyjacielem.

Wieloryb postarzał się i wciąż nie mógł zapomnieć swojego pana. Nawał wspomnień dręczył jego duszę, coraz częściej wędrował myślami ku czasom szczęśliwej młodości, nasłuchiwał, czy przypadkiem nie usłyszy wzywających go delikatnych dźwięków fletu. Stare samice wyczuwały to i niepokoiły się o stado. Aż pewnego dnia, ich wódz, opętany fantazjami o złotym jeźdźcu, poprowadził stado ku wyspom na południowym zachodzie, gdzie został jego złoty pan. Poprowadził je ku śmierci...

Tymczasem w Whangarze na świat przychodzi dziewczynka. Jej nagłe pojawienie się na świecie nie leży w planach pradziadka, Kora Apirana, przywódcy Maorysów, który z wielką niecierpliwością oczekuje narodzin męskiego potomka, by ten w przyszłości- wedle tradycji- mógł dziedziczyć przywództwo i insygnia wodzowskie. Kiedy dziewczynce nadano do tego imię Kahutia Te Rangi- imię założyciela plemienia- w starym patriarsze, mającym opinię bezwzględnego despoty, wrze. Koro Apirana bardzo dba o swój lud i jego interesy, broni maoryskiej ziemi i kultury. W jednych budzi strach, w innych z kolei życzliwość- przez młodych nazywany jest "Supermaorysem", człowiekiem z żelaza. Organizuje dla chłopców zajęcia w szkole, gdzie uczy języka i historii przodków, snuje opowieści o korzeniach, pieśniach; przekazuje świętą wiedzę. Koro Apirana jest również dziadkiem- dziadkiem Kahu. A ta miała przecież być chłopcem...

Prawnuczka od samego poczatku obdarza pradziadka bezgraniczną miłością- niestety miłością nie odwzajemnioną. Koro traktuje wnuczkę szorstko, bywa opryskliwy, odpycha tę, która tak bardzo go pokochała. Mój kochany paka! A im bardziej Kahu zależy na akceptacji dziadka, tym bardziej ten chce usunąć ją ze swojego życia. Kahu nie jest przecież wymarzonym wojownikiem, wybawcą Maorysów od cywilizacji białych- Kahu to "tylko" dziewczynka. Mała nie poddaje się- podsłuchuje lekcji dziadka, uczy się języka maoryskiego, wyławia z odmętów oceanu rzeźbiony kamień- i ma dar- rozumie mowę wielorybów. Pewnego dnia stado zwierząt przypływa na plażę w Whangarze- wielki samiec wielorybi chce swój klan poprowadzić na śmierć. Dla starego Kora jest to znak- jeśli święte wieloryby przeżyją- wówczas jego lud przetrwa również, a tym samym wzmocnią się również jego duma i siła. 

Jeździec na wielorybie - to przepięknie napisana książka. Mimo małej objętości stron nie umiałam jej przeczytać szybko. Delektowałam się jej mądrością i lirycznością, a przeplatanie akcji ze starym mitem o przodku Paikei nadało jej iście egzotycznego posmaku.  To opowieść pełna magii, o więzach człowieka z naturą, o naruszeniu pewnej granicy i konsekwencjach, o dającej siłę przetrwania tradycji i o dziewczynce, która przynosi tak wiele nadziei do swojego świata. Książka napisana jest z dużą dozą humoru- szczególnie postać babki- Nanny Flowers zasługuje na uwagę. Przez całą książkę rozwodzi się ze swoim mężem, potrafi efektownie odbrązowić postać tego powszechnie szanowanego i budzącego respekt starca- "Niech porozmawiają ze mną (...) to przestaną trząść portkami". Nazywa go- Stary paka-  starym draniem, i godzi się, by wnuczka przejęła od niej tę retorykę- choć w ustach Kahu brzmi to jak najczulsze- "dziaduniu". Ciekawym pomysłem jest wplatanie pojedynczych słów i całych wyrażeń w języku maoryskim- dla mnie tak obcym i egzotycznym. Zrozumienie nie stanowiło problemu, ponieważ książka jest na końcu zaopatrzona w słownik.

Witi Ihimaera  (ur. 7 lutego 1944 w Gisborne w Nowej Zelandii) należy do najpopularniejszych pisarzy maoryskich. Jego powieść została sfilmowana i w 2003 roku otrzymała nominację do Oskara.

Jakże mało wiem o Nowej Zelandii- nazywanej przez Maorysów- Krainą Długich Białych Obłoków (Aotearoa). Czytając książkę nie sposób nie wracać myślami do osobistych spotkań z tą wyspą. Świetny film  Jane Campion- Fortepian, czy też sfilmowana przez Petera Jacksona trylogia Władca Pierścieni- stały się ikoną kultury Nowej Zelandii. Dla miłośników książek- po przeczytaniu Jeźdźca, będzie to niewątpliwie Witi Ihimaera.

A wracając do książki- jest ona niepowtarzalna- E aruaheka ana ahau ki tenei- co znaczy - Bardzo mi się podobała;)  i gorąco polecam!!!

Wiek 12+

Wydawnictwo Replika

czwartek, 20 listopada 2008
Hania-Bania - Hanna Bakuła

Już sam tytuł jest śmieszny - "Hania Bania" :) Książkę przeczytałam najpierw ja, a gdy opowiedziałam o niej na jakimś spotkaniu rodzinnym, chętnych do jej czytelniczego skonsumowania zgłosiło się całkiem sporo- przedział wiekowy od 15 do 58  lat :-) Na spotkaniach rodzinnych, jako że jesteśmy z gatunku "Familius Czytelnikus", co jakiś czas ktoś sobie cosik tam przypomni- co oczywiście kończy się salwą śmiechu :)  Tytułowa Hania Bania to oczywiście Hanna Bakuła, malarka i felietonistka, która przenosi nas w czasy swojego dzieciństwa. Opowiada o swojej rodzinie, kochanej babci i dziadku, niesympatycznym drugim- przyszywanym dziadku, o przyjaciołach z podwórka, ulubionych książkach, pierwszej miłości ( "To cham, nie hrabia!") ...... Oj dużo by tu opowiadać.   Świetny humor językowy i sytuacyjny. No bo proszę sobie na przykład wyobrazić, ze taka Hania w wieku 5 lat była większa i grubsza od swojej Babci? A Haneczka apetycik miała, o czym pisuje często - Do szkoły na drugie śniadanie poprosiła o kanapki z mielonym kotletem, dwa jajka na twardo, już obrane i posolone, pomidora, kilka kwaszonych ogórków, jabłko, gruszkę, parę ciastek z rodzynkami, francuskich z cukrem i pół tabliczki nadziewanej czekolady z Goplany. Nic dziwnego, że gdy dziewczynka przeglądała się w lustrze, "napęczniało Hanią Banią, bo wypełniła je zupełnie". Hania Guliwer, a jej rówieśnicy- to malutkie Pierdaki. W tle majaczy Polska powojenna, peerelowska ze wszystkimi swoimi absurdami ( " Święta to było przede wszystkim stanie w kolejce w spółdzielni. Przypominało zmianę warty. Zaczynał o szóstej Dziadek, potem zmieniała go Stefa, a Hania Bania z Babcią pojawiały się koło dziesiątej, kiedy już nie stało się na ulicy, tylko w środku sklepu ze wszystkim") Na końcu książki- przepisy- wspomnę choćby przysmaki z mojego dzieciństwa- Kogel-mogel ( "Kubeczek oczyszczamy palcem, nie łyżką, bo zawsze coś zostanie"), lemoniadę ( "Kilo landrynek zalewamy 2 litrami wody i odstawiamy na noc. Potrząsamy. Chłodzimy i pijemy sobie cały dzień"). Oczywiście- jak zapewnia Autorka- wszystkie dania są nietuczące i zdrowe :)))

Wiek 14+

Wydawnictwo Muza

 

wtorek, 18 listopada 2008
Skutki czytania książek

-Mamo, a Kingi Michalskiej dzisiaj nie było. Chyba jest chora.- Tomek zdaje relację z przedszkola.

-A co jej jest?

-Nie wiem, ale może jej się prążek przesunął.

(To z Janoscha o chorym Tygrysku:))))

poniedziałek, 17 listopada 2008
Wernisaż Doroty Łoskot - Cichockiej i Anny Ładeckiej

W dniach od 15 listopada do 14 grudnia w siedzibie fundacji "Sto Pociech" przy ulicy Freta 20/24a w Warszawie można oglądać kolejną wystawę w ramach akcji Złap bakcyla sztuki. Tym razem swoje prace wystawiają dwie ilustratorki- Dorota Łoskot -Cichocka  i Anna Ładecka. Szczegóły tutaj:)

niedziela, 16 listopada 2008
25 listopada - Światowy Dzień Pluszowego Misia

Czy można sobie wyobrazić dzieciństwo bez pluszowego misia? Tak miło wtulić się w miękkie i puszyste futerko małego przyjaciela- czasem bez oka, ucha, z przetartym futerkiem na brzuszku- od wiecznego przytulania i ściskania, od zakochania na śmierć. Aż trudno uwierzyć, że pluszowy misiek ma dopiero 106 lat. Na stronie kampanii Czytam po polsku znalazłam historię tej najukochańszej dziecięcej przytulanki. Otóż...

Historię pluszowego Misia rozpoczął Prezydent Roosevelt, który postrzelił w trakcie polowania małego niedźwiadka. Ujrzawszy przerażone zwierzątko postanowił puścić go wolno, rezygnując ze swego trofeum. Historia o uwolnieniu niedźwiedzia zainspirowała znanego twórcę komiksów Clifforda Berrymana do stworzenia serii rysunków pt. "Drawing the Line in Mississippi". Rysunki ukazały się w gazetach, i te z kolei zachęciły Morris Michtom` a, właściciela sklepu ze słodyczami do zaprojektowania wzoru zabawki pluszowej podobnej do misia z komiksu. W ten sposób na wystawie sklepu szybko znalazł się miś pluszowy z odręcznie podpisaną karteczką "Miś Teddy`ego." W tym samym czasie, ok. 1903 r. niemiecki projektant zabawek Richard Steiff zaprojektował Misia, którego świat ujrzał na wystawie zabawek w Lipsku. Podobno pewien amerykański kupiec, zamówił u Steiffa aż 3000 misiów. Był to początek błyskotliwej kariery pluszowego misia.

O imprezach i konkursach związanych z tym świętem czytajcie na stronie republika dzieci

Nasze ulubione misie:

czwartek, 13 listopada 2008
Bajarka opowiada - Maria Niklewiczowa/ il. Maria Orłowska - Gabryś

Bajarka opowiada- to zbiór baśni z całego świata, spisany przez Marię Niklewiczową i zilustrowany przez Marię Orłowską- Gabryś. Mimo, że książka ta liczy sobie prawie pół wieku- jej popularność nie maleje. Jest to lektura trochę nietypowa- bo do opowiadania właśnie. Zaleca się baśń najpierw samemu przeczytać, a następnie opowiedzieć ją własnymi słowami dziecku. Ta forma przekazu może przyczynić się do stworzenia niesamowitej więzi między opowiadającym a słuchaczem.  W zbiorze prawdziwe perełki- są  baśnie czeskie, litewskie, polskie, kazachskie, tureckie, ale też tadżyckie, tatarskie, indiańskie i baszkirskie. Autorka podzieliła teksty według stopnia trudności- na bardzo łatwe, łatwe, trudniejsze i trudne. Baśń to jeden z najstarszych gatunków literackich. Jej korzeni należy szukać w starych opowieściach ludowych, podaniach, często przekazywanych ustnie z pokolenia na pokolenie, zawierających jakiś aspekt moralizatorski i wychowawczy. I takie są właśnie baśnie w tej książce- opowiedziane ciekawie i pięknym językiem, działające na wyobraźnię. Są tu baśnie o zwierzętach, rycerzach, pasterzach, księżniczkach, bogatych i biednych.  Wybór przeogromny. Nasuwa się zatem pytanie- Dlaczego tych baśni po prostu nie przeczytać? Na końcu książki jest bardzo cenny dodatek autorki- Jak opowiadać baśnie.  Maria Niklewiczowa, czyli- bajarka Marianna, pisze o tym, że baśń czytana, zwłaszcza po cichu, ubożeje. Zrodziła się ona jako opowiadanie i jeśli traktuje się ją wyłącznie jako literaturę, wówczas oddala się od pierwowzoru.  

(...)W czasie opowiadania starajmy się mówić nie za szybko, ale i nie za wolno, stylem jak najprostszym, tak jakbyśmy opowiadali domownikom o jakimś ciekawym zdarzeniu, którego byliśmy świadkami. Jak ognia unikajmy sztuczności i patosu. Nie nadużywajmy gestu. Tak jak u mówcy i aktora gesty bajarza powinny być oszczędne, uzasadnione i celne(...).

Kiedyś, gdy nie było telewizji, ludzie lubili gawędzić, przesiadywać godzinami przy stole, opowiadać sobie różne historie. A to ktoś zobaczył dziwny cień podczas nocnego powrotu do domu , a komuś innemu z kolei ukazała jakaś świetlna postać. Historie z dzieciństwa, jak kiedyś się żyło, opowiastki prawdziwe i nieprawdziwe. Pamiętam, jak kiedyś właśnie przy kuchennym stole usłyszałam po raz pierwszy o końcu świata. Z wrażenia przez całą noc i kolejne nie mogłam spokojnie spać. Bałam się, że koniec świata nastąpi już, zaraz... Takie sobie rodzinne gadanie, bajanie scala rodzinę i ludzi- może warto spróbować- choć od czasu do czasu...

Na stronie - Przechadzki po cudownym świecie bajek polskich, znalazłam mnóstwo ciekawych informacji na temat samej istoty baśni i jej wpływu na rozwój dziecka. Zachęcam do odwiedzenia tej strony. Ja zacytuję tylko niewielki fragment:

Tak, jak się mówi o wieku pytań u dziecka, tak mówi się też o wieku bajek. Ten wiek rozpoczyna się około czwartego roku życia. Dziecko myśli inaczej niż my. Czteroletniemu dziecku nie potrzebna jest jeszcze prawda, bo nie rozumie. Dziecko musi rozwojowo przejść przez pewne okresy myślenia, zanim zacznie myśleć naszymi pojęciami, i nie można go karmić przedwcześnie pojęciami dorosłych. Musi ono wytworzyć sobie pewien pierwotny obraz rzeczywistości, aby móc od niego przejść stopniowo do poznawania realności obiektywnej. W tym rozwoju konieczna jest bajka. Dziecko musi wyjść poza siebie, przeżyć fantazyjnie wszystko to, co nie zdarza się w jego życiu. Opowiadanie i bajka spełniają to zadanie. Podczas słuchania bajek dziecko czyni to samo, co dorośli, kiedy czytają romanse, kiedy chodzą do teatru. To wszystko zaspokaja popęd ciekawości i zaznajamia nas z losami innych ludzi i pouczają o losach, które nas samych mogą spotkać. “Na nic się nie zda sztuczne i przedwczesne rozbudzanie krytycyzmu dziecka, uczenie go trzeźwego poglądu do świata. Dziecko nie może na niego spoglądać inaczej niż umie. Przeciwnie, trzeba uszanować prawa natury, wychowując, kierować się psychologią dziecka.” Trzeba mówić do dziecka językiem, który ono rozumie, dawać mu pojęcia z tego zakresu, jaki ono posiada, krok za krokiem, rozszerzać i korygować pojęcia dziecka i stwarzać w nim poglądy coraz bardziej zbliżone do rzeczywistości.

Wiek 4+

Wydawnictwo Zysk i S-ka

poniedziałek, 10 listopada 2008
Moje drzewko pomarańczowe- Jose Mauro de Vasconcelos

Książka jest rekomendowana dla dzieci od lat 12. Ja jednak mam pewne wątpliwości. Dlaczego?

Książka jest piękna- wzruszająca i smutna. Swoje życie opowiada pięcioletni Zeze- dziecko nad wyraz wrażliwe i dojrzałe. Urodził się w biednej brazylijskiej rodzinie, ma kilkoro rodzeństwa i całe jego życie to właśnie bieda, niedostatki, bicie, ból, upokorzenia i poniżanie. Razem z nim poznajemy miejską ulicę lat 30-tych ubiegłego wieku- mały dorabia jako pucybut i sprzedawca śpiewników  z tekstami dość śmiałych obyczajowo przyśpiewek. To czas, kiedy kobiety kochają się na zabój w Rudolfie Valentino i kadetach. Ojciec Zeze stracił pracę, matka ciężko pracuje w fabryce- nikt nie ma czasu ani chęci, by zająć się malcem, przytulić i pobawić się- zresztą jemu należą się i tak tylko razy, bo Zeze, według rodziny ma diabła pod skórą. Jednak w tych niespokojnych i trudnych czasach dyktatury wojskowej chłopiec tworzy swój własny świat- najpierw dla młodszego braciszka wyczarowuje w swoich opowieściach wspaniały i dla nich jakże nieosiągalny świat zoo, Europy i zabawek, a dla siebie świat przyjaciół, którzy go zawsze wysłuchają, zrozumieją i obdarzą miłością. W swej wyimaginowanej przyjaźni z drzewkiem pomarańczowym, małym ptaszkiem i nietoperzem, Zeze szuka tego wszystkiego, czego nie są w stanie mu dać dorośli. Mały ma również marzenia- kiedyś chce zostać prawdziwym poetą i nosić muszkę. Pewnego dnia na ulicy widzi ekskluzywny samochód- do swoich marzeń dołączy jeszcze jedno- by móc uczepić się z tyłu tego wozu i przejechać kilka choćby metrów. Próba skończy się wielkim klapsem, obietnicą zemsty gdy dorośnie i ... przyjaźnią między chłopcem a dorosłym mężczyzną.

I to jest właśnie element tej powieści, który sprawił, że zastanowiłabym się nad podsunięciem tej lektury dziecku. Kiedy Zeze zaprzyjaźnił się z Portugalem, we mnie pojawił się jakiś niepokój. Jak się okazuje, nieuzasadniony, jednak ja mojego zdania nie zmienię. Nasz świat jest równie niebezpieczny, okrutny i twardy, a temat ukazania piękna przyjaźni z obcym dorosłym mężczyzną jakoś mnie nie przekonuje. Książka moim zdanie nie dla dwunastolatków, jeśli już - to dla młodzieży, ale pod warunkiem- czytanie i rozmowa na temat lektury. No cóż, może zachowuję się jak taka typowa matka kwoka, ale w dobie internetu, najróżniejszych okrutnych doniesień w mediach, wolę moje dzieci raczej uczyć ostrożności i przenikliwości, aniżeli łatwowierności.

Książka bardzo wzruszająca, daje wiele do myślenia, mądra. Nigdy nie zapomnę jednego fragmentu:

U nas w domu wszyscy skakaliby z radości, gdyby mnie mogli oddać. Odetchną z ulgą. Mam siostrę, która rodziła się między Glórią i Totocą, oddali ją do rodziny na północ Brazylii (...). Jeśli nie będą chcieli mnie oddać, możesz mnie kupić. Tatuś nie ma pieniędzy. Na pewno mnie sprzeda. Jeśli zażąda za mnie dużo, możesz mnie kupić na raty (...)

Wiek 12+

 
1 , 2