Zakładki:
Dla dzieci
Lubimy czytać:) Książki ustawiam na półkach według kategorii: półeczka maluchów, starszaków, 6-10, 10+, półeczka młodzieży i rodziców. Wszystko w tagach
Autorzy i ilustratorzy książek
(c) copyright Prawa autorskie zastrzeżone. Jakiekolwiek kopiowanie lub inne wykorzystywanie treści mojego blogu jest zabronione bez uprzedniej zgody autora
O książkach dla dzieci
Szablon blogu
Tutaj piszę o książkach
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
poniedziałek, 27 lutego 2017
Przenosiny - Arthur Geisert

Na pewno słyszeliście, że nasionko mniszka lekarskiego z naszego ogródka niesione wiatrem może powędrować w świat, daleko daleko – za góry, rzeki, morza i góry. Może spaść na ziemię w takiej oto Szwecji albo Norwegii, może zapuścić korzenie. Dzieje się tak za sprawą puchu kielichowego, który moje dzieci potocznie nazywają „helikopterem”.  I z takiej oto malutkiej (uwaga uwaga – sprawdziłam) niełupki wyrasta całkiem nowa roślina, która swój początek miała na naszej grządce, pobliskiej polnej dróżce czy łące. 

Właśnie o tym – między innymi jest kolejna książka z serii: Historia bez słów. To opowieść o nasionku, które pewnego dnia ląduje na pewnej wyspie. Jej mieszkańcy (nie ludzie – małe świnki?) pielęgnują go: sadzą, podlewają, doglądają okiem troskliwego ogrodnika. Nie na darmo – bo przyszłość pewnego dnia zaskoczy owych mieszkańców, a roślina odwdzięczy im się za okazaną troskę. Dorodny mlecz uratuje mieszkańców przed wulkanem, który ni stąd ni zowąd wybucha i stanowi ogromne zagrożenie dla wszelkich istot zamieszkujących wyspę. Dojrzałe nasionka mniszka przypominające olbrzymie parasole pomogą świnkom przy ewakuacji z wyspy. Za ich pomocą mieszkańcy wraz z dobytkiem docierają do bezpiecznego miejsca, gdzie zaczną nowe życie.

To historia dla wszystkich – nie tylko tych, którzy jeszcze nie potrafią czytać. Fascynująca, trzymająca w napięciu walka o przetrwanie. Niczym thriller – tyle że bez słów, opowiedziany obrazami. To właśnie ilustracje motywują, by mówić o tym, co się widzi, by opowiedzieć tę historię po swojemu. Poruszają wszystkie nitki wyobraźni, rozwiązują język. Tę książkę można czytać na różne sposoby – głównym bohaterem mogą być świnki, może być roślina, może być sama wyspa. Jakże ciekawym doświadczeniem będzie odczytanie tej historii z różnych perspektyw.

Poszukałam w necie – jak się okazuje – Przenosiny to nie jedyna książka o losach mieszkańców wyspy. Puszczamy zatem oko do Wydawnictwa o jeszcze. Może kiedyś…

Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki

czwartek, 23 lutego 2017
W to mi graj. Bajki muzyczne - Justyna Bednarek/ il. Józef Wilkoń


Zainteresowałam się książką ze względu na Józefa Wilkonia. Dla mnie to mistrz nad mistrzami w kwestii ilustracji. Śledzę zawsze z wypiekami na twarzy jego najnowsze pomysły i realizacje (ach, niedawno wydany „Don Kichot”). Nic dziwnego, że moje oczy wypatrzyły szybko  „W to mi graj”. Najpierw były zatem ilustracje. Tymczasem szybko okazało się, że całość wciągnęła mnie błyskawicznie. Zatęskniłam za wiosną i latem. Bo w muzyce, którą naprawdę można usłyszeć czytając teksty Justyny Bednarek, przede wszystkim słyszy się dźwięki tych dwóch pór roku: śpiew ptaków, kiełkujące nasiona, żerujące turkucie podjadki, pękające pąki drzew.

Oprócz dużej dozy baśniowości, autorka przemyciła mnóstwo informacji ze świata przyrodniczego. Bohaterowie – rośliny i zwierzęta, mówią, radują się, złoszczą – zupełnie jak my, ludzie. Ale tuż obok tego są konkretne informacje, jak choćby ta, że nietoperze słyszą dźwięki niesłyszalne dla innych. Jednak to muzyka gra pierwsze skrzypce. Ona jest tutaj najważniejsza. Nie jest to tematyka łatwa - jak zresztą sama muzyka poważna, klasyczna. Książka Justyny Bednarek przygotowuje dzieci do odbioru muzyki wyższych lotów, ponadczasowej. Stara się zainteresować tematyką, przyzwyczaić ucho do odbioru innego rodzaju utworów niż piosenki współczesne, które - prawdę mówiąc - i tak przeminą. No, może z małymi wyjątkami:) Jednak Bolero, Marsz żałobny, Marsz turecki, Cztery pory roku - one będą zawsze - czy się to komuś podoba, czy nie:) To one są górą w świecie muzyki:)

 

Oprócz wspomnianych postaci każda kolejna z 12 opowieści ma swojego bohatera. Dziecko, które wprowadza w świat swoich problemów, a które rozwiązywane są właśnie za sprawą muzyki. Losy tych dzieci splatają się ze sobą, z losami zwierząt, które stanowią tło tych muzycznych historii. Miejscem docelowym jest szkoła muzyczna, mająca powstać w domu starszej pani Genowefy. Co ciekawe, Autorka wybrała na swoich bohaterów jednostki nieprzeciętne: dzieci, dla których ważna jest właśnie muzyka. Dzieci buntownicze, uparte, niezrozumiane przez innych, oryginalne, wrażliwe i … z charakterem. Karolek, który uwielbia słuchać płyt. Teodozja, ze swoim odstającym (dosłownie) uchem, które pewnej nocy wyruszyło na chwilę w świat. Antek – chłopiec, który ożywił Ducha Dawnych Czasów. Kasia – która mimo wbrew swojej woli (jakkolwiek to brzmi!) pomaga staruszce Genowefie. 

Każda z tych opowieści, każdy z życiorysów to okazja, by przedstawić znane postacie ze świata muzyki: m. in. Mozarta, Ravela, Vivaldiego, Bacha, Beethovena, Chopina, Gershwina, Bizeta, Czajkowskiego. Krótkie biografie z ciekawostkami o ich życiu. Powinny zainteresować dzieci. Doskonałym uzupełnieniem tej lektury będzie zapewne odsłuchanie jakiegoś utworu danego kompozytora.

Są oczywiście ilustracje – niesłychanie muzyczne, plastyczne, jakby w ruchu. W ilustracji do tekstu o Marszu Tureckim czuje się wrzawę, tempo utworu Mozarta. Ilustracja tętni życiem. Małe postacie wirują przed oczami. Józef Wilkoń po raz pierwszy pokazał tło tego utworu dosłownie. Jednak myślę, że wielu z nas, w swojej wyobraźni miało właśnie taką scenę w swojej głowie. 

Książka dla wszystkich - młodszych i starszych, uwrażliwiająca nie tylko muzycznie. Justyna Bednarek uczy dostrzegać na pierwszy rzut oka rzeczy niewielkie i niewidoczne. Brawo!

Wiek 5+

Wydawnictwo Poradnia K

środa, 22 lutego 2017
Połącz kropki . Warszawa - Agata Toromanoff/ il. Natalia Pakuła

Kropkowany przewodnik po Warszawie. Znane miejsca, które z jednej strony trzeba samemu stworzyć poprzez połączenie ponumerowanych kropeczek. Z drugiej – można poznać te miejsca dosłownie, bowiem obok każdego kropkowego warszawskiego zabytku znajduje się zdjęcie z oryginałem i krótki opis. Tę kropkowaną wycieczkę zaczynamy od krótkiego rysu historycznego, z którego dowiadujemy się o tym, kiedy powstała nazwa miasta i kto przeniósł stolicę z Krakowa, kiedy stała się oficjalną stolicą Polski po latach zaborów i ilu mieszkańców liczy sobie gród nad Wisłą. Opisy poszczególnych obiektów nie są zbyt długie – wybrane najważniejsze informacje i ciekawostki.

Wśród zabytków do odkrycia znajdziecie tutaj takie obiekty jak: Zamek Królewski, Kolumna Zygmunta III Wazy, Syrenka Warszawska, Pałac Kultury i Nauki, Metro, Most Świętokrzyski, Centrum Nauki Kopernik, Plac Grzybowski, Grób Nieznanego Żołnierza, Teatr Wielki Opera Narodowa, Zachęta – Galeria, Zamek Ujazdowski, Łazienki Królewskie, pomnik Chopina w Łazienkach, Pałac Prezydencki, Uniwersytet Warszawski, Stadion Narodowy.

Nie jest to pozycja dla najmłodszych dzieci – ze względu na duże liczby, z którymi nie poradziłyby sobie maluchy. Chyba, że rodzice wytłumaczą, pomogą. Zatem ołówki , kredki w ręce i do roboty! A może książka zachęci Was do zwiedzenia stolicy waśnie z tą książką.

W ramach kropkowanej serii ukazały się również: Kraków i Paryż.

Wiek 7+

Wydawnictwo Egmont

poniedziałek, 20 lutego 2017
Baśnie - Hans Christian Andersen/ czyta Jerzy Stuhr

 

Zima jeszcze trwa, a najlepiej zimą smakują baśnie. To pora roku, gdy mamy więcej czasu dla siebie, dzieci, rodziny i znajomych. Ogród śpi, dni krótkie, w domu ciepło. Nic, tylko zatopić się w lekturze – a to czytając, to znów słuchając audiobooków. Baśnie Andersena - bo to one występują dziś w roli głównej w nowym tłumaczeniu Bogusławy Sochańskiej. Tłumaczka wróciła w swoim przekładzie do korzeni, do języka mówionego baśniopisarza. Faktycznie, porównując nowy przekład ze starymi wersjami (było ich naprawdę wiele), widać różnicę.

Sam Andersen napisał: „W stylu miało być słychać, że ktoś baśń opowiada, dlatego język musiał się zbliżać do powieści ustnej”. Za jego czasów tylko wybrane dzieci miały dostęp do książek. Bieda, panujący analfabetyzm sprawiały, że książkowe wersje znali nieliczni. Baśnie za to żyły swoim życiem: opowiadano je na spotkaniach towarzyskich, na rogach ulic inscenizując dla najmłodszych teatrzyki, baaa – specjalnie zapraszano autorów do bogatych domów, gdzie przed widownią popisywali się swoimi utworami. Sam Andersen wykorzystywał w tym swoje wycinanki, grę cieni.

Na pewno baśnie Andersena do najłatwiejszych nie należą. Mimo uwspółcześnionego przekładu stanowią jednak niemałą trudność w odbiorze w przypadku dzieci najmłodszych. Długie opisy, wyszukane słownictwo. Jest to wyzwanie nawet dla kogoś oczytanego, a przyzwyczajonego do współczesnej literatury dziecięcej (patrz ¾ dialogów i liche opisy). Dlatego wtedy właśnie świetnie sprawdzają się audiobooki albo wspólne rodzinne czytanie (to zdecydowanie lepsze, ale nie zawsze możliwe).

Audiobook zawiera 19 baśni – mniej i bardziej znanych: Latający kufer, Narzeczeni, Ojciec wie najlepiej, Wzgórze elfów, To pewna wiadomość, Krasnoludek u kupca, Księżniczka na ziarnku grochu, Calineczka, Głupi Jaś, Krzesiwo, Nowe szaty cesarza, Mały Klaus i duży Klaus, Świniopas, Śniegowy bałwan, Kwiaty małej Idy, Słowik, Brzydkie kaczątko, Pasterka i kominiarczyk, Dzielny cynowy żołnierzyk. Niektóre baśnie pewnie znacie pod innym tytułem: dla mnie (niekiedy niereformowalnej istoty) zwłaszcza ostatnia baśń zawsze będzie „Dzielnym ołowianym żołnierzem”.

Baśnie Andersena polubił zwłaszcza mój młodszy syn. Do jego ulubionych tytułów należą: „Nowe szaty cesarza” (zakończenie zawsze wywołuje tubalny i szczery śmiech – jak również zdziwienie, że dorośli tak łatwo dali się nabrać parze oszustów) i „Krzesiwo”. Zwłaszcza ta druga baśń często rozbrzmiewa w naszym domu. Pewnie ze względu na żołnierza – głównego bohatera.

Myślę, że do interpretacji Jerzego Stuhra namawiać nie trzeba. Jego gra głosem sprawia, że nagle zaczyna robić się ludno od postaci. Łatwo rozróżnić charczącą wiedźmę, hardego żołnierza, niepewny głos ministra, który zastanawia się, czy na rozłożonych krosnach aby na pewno widzi delikatną tkaninę na szatę cesarza.  

Czy namówiłam was do baśniowych rodzinnych wieczorów?

Czas nagrania 4 godziny 20 minut

Wiek 5+

Wydawnictwo Media Rodzina

niedziela, 19 lutego 2017
Kocie kłopoty grzecznego psa - Katarzyna Terechowicz, Wojciech Cesarz/ il. Joanna Rusinek

W „Dzień Kota” musi być o kocie. I o psie. Tego ostatniego znamy już z innych książek: „Pamiętnik grzecznego psa”, „Nowe przygody grzecznego psa”, „Wakacje grzecznego psa”. Malamut Winter musi pogodzić się z tym, że w domu zamieszkał KOT. Przez przypadek przyplątał się do rodziny podczas wakacyjnej wycieczki w góry, a po nieudanej próbie sprezentowania go sąsiadce, kot zamieszkał z Winterem (wyjątkowo grzecznym psem) i jego opiekunami. Zaczyna się wspólne oswajanie i … obwąchiwanie.

Winter w swoim psim pamiętniku opisuje kota Mariana, który wywrócił psie życie do góry łapami. Oj - Marian potrafi tak zadziałać wykorzystując swój koci spryt, że wszyscy obwiniają o szkody, psoty, „kłótnie” boga ducha winnego Wintera. Z humorem para autorów: Katarzyna Terechowicz i Wojciech Cesarz przedstawia psią i kocią naturę, pokazuje co dzieli a co łączy (a jakże) te dwa zwierzaki. Dzieci mogą dowiedzieć się naprawdę dużo informacji na temat kocio-psich przyzwyczajeń i upodobań.


Naprawdę śmieszne są perypetie Henrykowej rodziny: np. dyskusja ze strażakami na temat kosztów ściągania Mariana z czubka drzewa, spotkanie z pogromcą kotów, podróż samochodem z kotem na głowie (dosłownie). Wniosek z tego taki: nie jest łatwo żyć pod jednym dachem z kotem i psem, ale na pewno jest ciekawie. Tradycyjnie ilustratorką serii jest Joanna Rusinek. Tworzy klimat całej historii: trochę zwariowanej, trochę poważnej i śmiesznej. Świetnie odzwierciedla charakter wspólnego pomieszkiwania człowieka z menażerią.


Wiek 7+

Wydawnictwo Literatura

wtorek, 14 lutego 2017
Zakochałem się w Milenie - Per Nilsson/ il. Pija Lindenbaum

Milena ma oczy jak dwa czarne słońca, włosy jak lśniący wodospad, porusza się jak melodia na wietrze. Jest ona obiektem westchnień nastoletniego Dawida. Chłopiec ma różne pomysły  na to, by dziewczyna go zauważyła. Jednak wszystko na nic: nie udały się ani próba rozśmieszenia Mileny ani zaimponowanie jej swoją wiedzą. Z drugiej strony: z powodu tego „zakochania” chłopak wpada w coraz większe kłopoty: kradzież ciastek, bójki z chłopakami ze szkoły. Musi się z tym wszystkim zmierzyć – łatwo na pewno nie jest.

Przez cały tydzień dzieje się wiele w życiu chłopca: wzloty i upadki, z wyraźnym naciskiem na to drugie.

Książka o dziecięcych uczuciach – pokazuje, że nie tak łatwo zdobyć serce wybranki. Jednocześnie rozwiązanie i happyend przychodzą w jak najmniej oczekiwanym momencie. Dużą rolę odegrała w tej historii niepozorna suczka Busia, dla której Dawid w ostatnim tygodniu z wiadomych względów nie miał czasy. To mama wychodziła codziennie z Busią na spacery. W każdym razie potwierdza się stare porzekadło, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Busia w tym przypadku nie zawiodła.

Wiek 7+

Wydawnictwo Zakamarki

środa, 08 lutego 2017
Przyjęcie dla motyli - Ruth Krauss/ il. Maurice Sendak

 

Dorosły mógł napisać o tym książkę, ale sam by na pewno takich treści nie wymyślił. Wyobrażam sobie parę autorów: Ruth Krauss i Maurice’a Sendaka, obserwujących dzieci podczas zabawy, rozmów w dziecięcym kręgu (naprawdę podsłuchać coś takiego – to bezcenne doświadczenie) lub zbierających zapiski wśród znajomych „posiadaczy” dzieci.

Dziecięce mądrości, puenty, trafne spostrzeżenia, oczywiste oczywistości, z których dorosły nie zdawał sobie sprawy. Jak choćby takie stwierdzenie, że „ślub jest po to, żeby twoi bracia i siostry dorośli i go wzięli, i żebyś wtedy mógł być jedynakiem”.

Albo: „Nos jest po to, żeby go wściubić”.

Albo: „Gdybym miał ogon, ciągnąłbym nim wózek, a rękami zrywałbym kwiaty”.

Ta książka to kwintesencja dzieciństwa, wypełnionego zabawami, wielkimi małymi mądrościami rzuconymi ot tak sobie – niby mimochodem, a wprawiającymi dorosłych w totalne osłupienie. Dziecięce postrzeganie świata, zwracanie uwagi na rzeczy małe, prawie niewidoczne dla oka, rzeczy niby banalne, a jednak ważne. Czy dorosły wymyśliłby przyjęcie dla motyli, albo słowa piosenki „na wertepy”, albo określenie zdezelowanego rowerka, albo „małe grzmoty”?

Dla mnie cytatem roku jest: „Kiedy jesteś bardzo, bardzo zmęczona, po prostu wyrzuć ten zmęcz”.

Proste definicje dziecięce, ale nie dziecinne: mądre, zadziewające, niekiedy zabawne i śmieszne, płynące z małego serca – i przez to szczere.

Lubię książki a'la lektury mojej mamy. Kiedy ta powstała - moja mama miała 10 lat. Maurice Sendak narysował dzieci "w akcji". Ich dzieciństwo trąci myszką, ale ma tak wiele uroku. Dzieci bawią się godzinami na dworze, krzyczą piosenki, wspólnie się bawią, cieszą się przeogromnie z pierwszego śniegu, wymyślają nowe słowa, obserwują przyrodę. Nie ma tu drogich zabawek i gadżetów. I niech mi teraz ktoś powie, że bez komputera nie można żyć:)))

Wiek 3+

Wydawnictwo Dwie Siostry

wtorek, 07 lutego 2017
Harry Potter i Komnata Tajemnic - J. K. Rowling/ il. Jim Kay

 

Nastały wakacje. Harry spędza je u wujostwa Dursley’ów. Jednak jego myśli ciągle krążą wokół Hogwartu i poznanych tam przyjaciół. Tymczasem młody czarodziej otrzymuje wiadomość: w szkole grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy Harry zrezygnuje z nauki w Hogwarcie? Co to jest ta tytułowa Komnata Tajemnic? Jaką rolę w intrydze odegra chłopak (oj niesympatyczny oj ci jest) Lucjusz Malfoy.


Wiem, wiem. Wielu zna odpowiedź na powyższe pytania. Za sprawą filmowych odcinków Potterowej serii mogę tu zostać potraktowana jak najbardziej rasowy mugol. Powyższe pytania dla tych, którzy faktycznie nie znają ani książki ani filmu. Jak Polska długa i szeroka co rusz widzowie mają możliwość oglądania Harrego – i to w ramach programów różnych stacji telewizyjnych. Tymczasem – i myślę, że w tej opinii nie zostanę w odosobnieniu – książka jest JEDNAK książką. Pełno w niej wątków pobocznych, niuansów językowych, opisów zachowań i reakcji bohaterów, które można sobie wyobrazić, a które ze względów technicznych są pomijane przez reżyserów. Nie wszystko z książki może przecież znaleźć się w filmie. Ale nie o podobieństwach i różnicach chcę się tu rozpisywać. W każdym razie temat Harrego Pottera jest ogólnie znany. Pamiętam jak podczas wizyty gości i wędrówki po rodzinnej bibliotece, dziecko „obce” wśród gąszczu różnych książek  bezbłędnie i szybko odkryło na półce właśnie jedyną książkę pani Rowling (jaką wówczas dysponowaliśmy) – z okrzykiem pełnym radości: „OOOO, Harry!!!”. Widzicie zatem, że miłośnik Harry’ego rozpozna go nawet po … grzebiecie (książkę oczywiście).

Niedawno pojawiła się druga część ilustrowanej serii. Harry Potter rośnie wraz z czytelnikami (tak zresztą zaleca się lekturę tych książek – w odstępach wiekowych). Dalsze części są dla starszych dzieci). Choć każda książka kończy się w takim momencie, że naprawdę trudno wytrzymać do kolejnych urodzinJ Toż to męka okrutna. W tej części Autorka odkrywa kolejne tajemnice Lorda Voldemorta. Hermiona coraz bardziej da się lubić. Profesor Snape wkupuje się w łaski czytelnika – choć już mnie synowie uprzedzili, że akurat jego osoby nie ma co za bardzo darzyć sympatią. Jak miło spacerować po kątkach i zakątkach Hogwartu. Choć nie powiem – często pojawia się gęsia skórka – z emocji i strachu (ale wszystko w odpowiedniej dawce).


Jim Kay konsekwentnie buduje klimat opowieści. W porównaniu z pierwszym tomem – ta część też jest mroczniejsza, bardziej tajemnicza – ale taka jest właśnie Komnata Tajemnic. Ponoć J.K. Rowling sama wybrała Kay’a na ilustratora serii. On zresztą zalicza sam siebie do fanów czarodziejskiej serii – co widać w jego podejściu do tematu i warsztacie pracy.

Ciekawa propozycja dla początkujących wielbicieli serii, jak również dla Potterowych weteranów. Och, gdybyście widzieli  moją siostrę (dorosłą już), która wychowała się na Potterze, kartkującą ilustrowaną serię. Jej wszystkie ochy i achy, wspomnienia, sympatie i antypatie odnośnie postaci występujących. Po prostu widok bezcenny.


Wiek 9+

Wydawnictwo Media Rodzina

piątek, 03 lutego 2017
Mały astronom. Przewodnik dla dzieci - Grzegorz Karwasz

Centrum Edukacji Dziecięcej to sprawdzona seria, krzewiąca wiedzę z różnych dziedzin. Mogę z czystym sumieniem polecić. Przyznam się, że w duchu liczyłam na jakąś część astronomiczną:) I się w końcu doczekałam. Jeśli szukacie dobrej lektury dla małego naukowca, to trafiliście pod właściwy adres.

To książka o astronomii na wyciągnięcie ręki. Nie tej, która kojarzy się ze specjalistycznym sprzętem, ogromnymi teleskopami do obserwacji i szukania nowych planet, ustawianych w odludnych miejscach egzotycznych krajów. Nic z tych rzeczy. Autor przedstawia przykłady odkrywania uroków nieba nad własnym podwórkiem.

Zaczyna tę zabawę w astronoma od spojrzenia w kierunku nieba, księżyca i gwiazd, uczy odnaleźć gwiazdozbiory. Obok powszechnie znanych: Małego i Wielkiego Wozu również Kasjopeję, Lutnię, Andromedę. Dzieci poznają zatem gwiazdy, Układ Słoneczny, Plejady, mgławice i czarne dziury, tajemnice wschodów i zachodów Słońca, pór roku, znanych astronomów, loty w kosmos, mapy nieba i to, co można na niebie zobaczyć w dzień i w nocy. Mnóstwo informacji i ciekawostek.

Można dowiedzieć się czego wymagano od nadwornego astrologa, na podstawie czego naukowcy dokonali takiego a nie innego podziału gwiazd, kiedy spada najwięcej meteorytów, jak znaleźć północną stronę świata w pochmurny dzień i jaką rolę na kuli ziemskiej odgrywa tak krytykowany przez wszystkich CO2.

Tę podróż do nieba kończy słowniczek astronomicznych pojęć i „Dyplom małego astronoma”.

Liczne zdjęcia i ilustracje, przystępny język. Dla małego naukowca jak znalazł.


Wiek 6+

Wydawnictwo Publicat

środa, 01 lutego 2017
Królestwo, jakich wiele - Katarzyna Wasilkowska/ il. Nikola Kucharska

Czy słyszeliście o takim królestwie, w którym frytki rosną na polach a dobrobyt mieszkańców jest właśnie z nimi związany? Bo przecież jak świat długi i szeroki – wszyscy kochają frytki. Potem mieszkańcy leżą tylko na piaszczystych plażach i liczą pieniądze …. za te frytki oczywiście. Pełna humoru opowieść o krainie, w której rządzi król z charakterem. Ma córkę Tuberozę z … charakterkiem. I żonę – również charakterną, miłościwą panią.   Tematem książki jest codzienność życia na dworze – troski jaśnie państwa – a to wywołane zachowaniem królewny, a to zamówieniem „elastycznej, ultranowoczesnej korony podróżnej” dla króla (która okazała się niewypałem w postaci jakiegoś koronnego dziwoląga z kauczukowej gumy). A to wilczym apetytem miłościwie panującego. Tymczasem zbliżają się zawody w slalomie gigancie, król ledwie mieści się w kombinezonie. Ale jak trzymać formę, skoro z apetytem pojada się frytki z majonezem? A to znów księżniczkę trzeba wydać za odpowiedniego młodzieńca.

Widzicie zatem, że problemów co niemiara – może trochę wyszukanych dla zwykłego śmiertelnika, jednak my lubimy podpatrywać, co porabiają i jak żyją wyższe sfery. Katarzyna Wasilkowska potrafi rozśmieszyć młodego czytelnika. Humor w scenkach rodzajowych, dialogach, na ilustracjach Nikoli Kucharskiej.

Książka została wydana w ramach serii „Poduszkowce”. Kojarzy mi się ona z wyciszeniem przed snem. Nie jestem do końca przekonana, czy aby zaklasyfikowanie „Królestwa …” do „Poduszkowców” jest właściwie. Książka motywuje … do zabawy, w królewnę, króla, księcia, królową. I to już, zaraz, natychmiast. Przeczytać i od razu szukać zabawy. Zrobić koronę, zabawić się w bal, pomarudzić jak mała królewna. Dla mnie to inspiracja do doskonałej zabawy dla całej rodziny. Energiczna lektura, którą naprawdę dobrze się czyta i przy tym bawi. Fajne połączenie przyjemnego z pożytecznym.

Wiek 4+

Wydawnictwo Literatura