Archiwum
Tagi
Najlepszy blog o książkach dla dzieci/ młodzieży według portalu dużeKa:) eBuka 2013 jest moja! Półeczka z książkami

Wypromuj również swoją stronę Lubię czytać Popieram Internet Bez Chamstwa Spis moli
czwartek, 27 lutego 2014

Dokładnie 428 eksperymentów, z których gros można przeprowadzić w warunkach domowych – często bez wyszukanych przyrządów, z użyciem przedmiotów, które znajdą się każdym domu. Inne z kolei można zaobserwować wychodząc na dwór, na świeże powietrze – tutaj przyda się jedynie wprawne … oko. Doświadczenia objaśniają prawa zachodzące w przyrodzie, tłumaczą świat. Często są to tematy, na które w szkole po prostu nie będzie czasu albo traktowane są po macoszemu. Dzięki eksperymentom można zrozumieć wiele niby skomplikowanych pojęć, które pojawiają się na lekcjach fizyki i astronomii, chemii czy biologii: osmoza, proces spalania, katalizator, utlenianie, elektromagnes, obwód elektryczny, przewodnik, odchylenie magnetyczne, przyciąganie, odpychanie, ładunek elektryczny, napięcie, elektroskop, molekuły. Gdzieniegdzie pojawiają się nazwiska wybitnych naukowców: Luigi Galvani, Morse, Bernoulli, Archimedes. Ciekawą częścią książki jest ta, która dotyczy przyrody: ogrodu, pola, łąki, stawu i jeziora, a nawet plaży. Co mogą nam zdradzić dziurki w łupinkach orzechów laskowych, ogryziona kora drzew, gliniaste kałuże w lesie, tajemnicze kręgi grzybów? Niektóre rośliny mogą eksplodować, inne są dowodem na to, że w danym miejscu jest nadzwyczaj czyste powietrze, a niektóre sikorki czubate, zwłaszcza w upalne dni, latają namolnie nad głowami saren. Dlaczego tak się dzieje?

Poszczególne eksperymenty i obserwacje są opisane prostym językiem, zrozumiale wyjaśniają też zachodzące zjawiska. Książka  z czarno białymi ilustracjami.

Wiek 7+

Wydawnictwo Jedność



wtorek, 25 lutego 2014

"W bardzo dawnych czasach, kiedy ludzie mówili jeszcze zupełnie innymi językami, w ciepłych krajach istniały już duże i okazałe miasta. W nich zaś wznosiły się pałace królów i cesarzy, ciągnęły się szerokie ulice, ciasne uliczki oraz kręte zaułki, stały wspaniałe świątynie ze złotymi i marmurowymi posągami bogów, były kolorowe targowiska, na których oferowano towary ze wszystkich krajów świata, i rozległe piękne pałace, gdzie gromadzili się ludzie, żeby omawiać nowiny i wygłaszać mowy bądź ich słuchać. A przede wszystkim znajdowały się w nich wielkie teatry. Przypominały one z wyglądu dzisiejsze cyrki, tyle że budowano je z połączonych ze sobą bloków kamiennych. Rzędy siedzeń dla widzów położone były schodkowo jeden nad drugim niczym wewnątrz ogromnego lejka. Kiedy patrzyło się z góry, jedne z tych budowli były okrągłe, inne bardziej owalne, a jeszcze inne tworzyły szerokie półkole. Nazywano je amfiteatrami".

Właśnie w takiej scenerii rozgrywa się powieść niemieckiego pisarza, autora takich hitów literackich jak: Nie kończąca się historia, Kuba Guzik i maszynista Łukasz, Kuba Guzik i Dzika Trzynastka.

Momo to mała drobna dziewczynka, która pewnego dnia zamieszkała w takim miejscu, jak to z opisu u góry. Może ośmio-, może dwunastoletnia. Niepozorna, schowana za burzą niesfornych kruczoczarnych loków, posiada niezwykły dar - umie słuchać ludzi i rozwiązywać ich problemy. Wspaniale bawi się z dziećmi, puszczając wodze fantazji. Gdy w okolicy pojawiają się złodzieje czasu, chce pomóc swoim przyjaciołom i zwrócić skradziony im czas. Agenci, którzy przybyli do miasta w imieniu Kasy Oszczędności Czasu, naprawdę nie wróżą niczego dobrego - wierzcie mi. Już sam ich wygląd jest odpychający: szarzy panowie, w popielatoszarym samochodzie, z ołowianoszarymi aktówkami, w okrągłych sztywnych kapeluszach, pykający szare cygara. Brrrrr...

Momo stoi u nas na półce zarezerwowanej dla książek mądrych i ważnych. Niesamowite, jak ta historia jest również dziś aktualna, a może właśnie dziś? Być czy mieć? Co się liczy tak naprawdę? Kariera, sukces, bogactwo, wieczna gonitwa, stres, konsumpcja czy raczej przyjaciele, wspólnie spędzony czas, zabawa, pasja? Autor stworzył powieść uniwersalną. Może zdarzyć się wszędzie i zawsze. 

Jakże straszne byłoby nasze życie, gdybyśmy sprowadzili je wyłącznie do planów, punktów do realizacji, gdybyśmy uwięzili je w sztywnych ramach, bez miejsca na jakąkolwiek spontaniczność i fantazję? Byłoby szare jak szarzy panowie z Kasy Oszczędności Czasu. Momo to majstersztyk, alegoria współczesności, zaliczana do klasyki dziecięcej, niby bajka dla dzieci, w której również dorośli mogą odkryć dla siebie wiele cennych prawd. Do wspólnego czytania i filozofowania o tym, co jest najważniejsze.  

Na początku przytoczyłam dłuższy fragment prozy Endego. By oczarować, przybliżyć tym, którzy nie znają, nie czytali jego książek:)

Książka znajduje się na Złotej Liście Książek fundacji "ABCXXI Cała Polska czyta dzieciom".

Wiek 10+

Wydawnictwo Znak

Wiele radości było jeszcze dziś rano, wiele starań, by nawet najmniejsza fałdka nie szpeciła świeżego kołnierzyka, by kokarda sztywno stała na głowie. Majka coś tam sobie podśpiewywała wesoło, jak wróbel skacząc po podwórku, sypiąc ptactwu ziarna i zagadując też co chwila do mamy:

-Mamo! Dobrze, że się rok szkolny zaczyna, prawda, że dobrze?

-Bardzo dobrze - potwierdziła mama.

-Jasiek już pogonił do szkoły.

-Jemu spieszno spotkać się z kolegami.

-A mnie nie?

Pewnie, że i Majce też. Niby się spotykali przez wakacje: Kasia często zbiegała ze stoku na pogwarki, Tadzio Kijak nieraz zaglądał do Majczynego ogrodu, ale przecież to nie to samo, co spotkania codzienne w klasie.

-I naszą panią zobaczymy!

-Jakoś dawno jej nie widziałam - przypomniała sobie mama - miała do córki wyjechać na wakacje.

-Ale na dziś wróci - stwierdziła Majka wysypując kurom ostatnią garść ziarna. (...)

 

Wiek 6+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia 1973

poniedziałek, 24 lutego 2014

To RETY w tytule akuratnie oddaje treść książki – poniekąd sensacyjną. I choć znawcy tematu mogą kręcić głowami, że przecież od dawna pewne sprawy były i są wiadome – ja przyznaję, żem raczej laik w tej dziedzinie – więc kręciłam podczas lektury niewymuszenie głową z niedowierzania.

Gdy się uśmiechamy, używamy 20 mięśni. Rano jesteśmy wyżsi o mniej więcej centymetr niż wieczorem. Czerwona krwinka pokonuje drogę przez nasze ciało w ciągu mniej niż 20 sekund. Około ¼ wszystkich kości z naszego szkieletu znajduje się w stopach – razem 52 sztuk:)Raczkujące dziecko średnio pokonuje trasę prawie czterech maratonów przed swoimi drugimi urodzinami. Blondyni mają więcej włosów niż ludzi z ciemnymi włosami.

Takie i inne ciekawostki dotyczące ludzkiego ciała znajdziecie w tej oto lekturze. Krótkie informacje, na które raczej nie ma czasu podczas sztampowych lekcji przyrody w szkole. Również porady przodków, typu: gorąca martwa mysz na pozbycie się nieświeżego oddechu (starożytni Egipcjanie), czy płukanie moczem ust na pozbycie się bakterii (starożytni Rzymianie), nie mówiąc już o używaniu moczu przez Wikingów do rozpalania ognia.

Książka bogato ilustrowana. Dwu – trzy - zdaniowe teksty oraz duże litery zachęcają do samodzielnej lektury. Tematy niekiedy ...hm … nie całkiem smaczne – ale w myśl maksymy Terencjusza – nic, co ludzkie, nie jest nam obce.

Wiek 6+

Wydawnictwo Olesiejuk





niedziela, 23 lutego 2014

Katarzynę Ryrych cenię bardzo za książkę Wyspa mojej siostry – nagrodzoną w II Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren zorganizowanym przez fundację „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom”. Z ciekawością przeczytałam jej kolejny tytuł – również nagrodzony w tym konkursie, tyle, że w trzeciej edycji. Niespodzianek nie było – piszę to oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Autorka trzyma poziom, znów sięga po ważne tematy.

Mądra i wartościowa lektura o (tym razem) dwóch braciach, z których ten starszy – Stefan jest nieuleczalnie chory a jego świat – patrząc z boku – to tylko i wyłącznie łóżko. Ale pozory mylą, dzięki technice, ambicji i samozaparciu, Stefan walczy o siebie, swoją godność - kształci się, rozwija, czyta. Oczywiście taki brat ma wielki wpływ na młodszego Piotrka. Podoba mi się ten chłopiec – oczytany mądrala, samodzielny, odważny. Bardziej na boku – jako dziecko zdrowe. W rodzinie się nie przelewa – matka po odejściu ojca, a potem po jego śmierci, sama wychowuje chłopaków.

Książka w wielu momentach wzrusza, choć nie brak i śmiesznych momentów. To m.in za sprawą inteligentnego, niekiedy czarnego, humoru – starszego Stefana. Nie zdradzam, co wspólnego ma słynny naukowiec Stephen Hawking i jego czarne dziury z naszymi chłopakami. Jeśli szukacie mądrej książki dla ośmiolatka, z której można się wiele nauczyć (nie bójcie się – fizyki tu tyle co kot napłakał) – polecam właśnie tę lekturę. O zwykłym codziennym życiu zwykłych ludzi. Życiu, w którym trzeba dać prztyczka w nos i chorobie, i wścibskim kolegom, i szkole. O zmaganiach z okrutnym losem ale i dostrzeganiu jasnej strony świata,w którym naprawdę nie brakuje przykrych niespodzianek.

Książka zajęła I miejsce w kategorii wiekowej 6-10 lat.

A swoją drogą ostatnio Stephen Hawking zszokował świat naukowy twierdząc, że czarne dziury jednak nie istnieją. Nie ma to wpływu na moją opinię - książkę Katarzyny Ryrych warto przeczytać:)



Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura



czwartek, 20 lutego 2014

Tytuł mówi wszystko – to lektura dla tych, którzy lubią się bać. Ale.... w granicach strasznej przyzwoitości. Choć może mnie, z racji wieku, tak trudno ocenić tę książkę w tym kontekście. Bo to, co nas, dorosłych, śmieszy – może nieźle wystraszyć takiego 10-latka. Choć w dzisiejszych czasach, gdy dzieciaki już nie TAKIE rzeczy widziały i słyszały – kto wie. Jeśli ktoś dostanie podczas lektury tak zwanego „pietra”, zawsze może przeskoczyć do następnego tytułu.

Tak naprawdę prawdziwych duchów tu niewiele. Dużo natomiast wątków kryminalnych, wytworów wyobraźni, snów i … wspomnień. Wśród autorów same tuzy literatury dziecięcej i młodzieżowej: Joanna Olech, Grzegorz Kasdepke, Anna Onichimowska, Renata Piątkowska, Barbara Kosmowska, Barbara Stenka, Paweł Beręsewicz, Marcin Brykczyński, Kazimierz Szymeczko. Wszystko zilustrowane przez (jedną:) Olgę Reszelską. Razem 15 tytułów – zatem piętnaście różnych miejsc, innych bohaterów i piętnaście powodów do strachu. Wiele z tych opowiadań ma istotny cel – zostały napisany nie po to, by napędzić komuś stracha, dla rozrywki i sprawdzenia czyjejś wytrzymałości nerwowej. Z wielu płynie cenna nauka, przesłanie. Ot – podsumowując – to krótkie straszne opowiadania dla mądrych i wrażliwych dzieciaków, które nie boją się wyzwań.

Kornel źle czuje się klasie, prześladowany przez tych silniejszych musi udać się w nocy na cmentarz. Tam spotyka duchy dzieci, które pomogą mu w trudnych chwilach. Ania za sprawą pewnej czarownicy staje się właścicielką biednego bezdomnego psa. W opowiadaniu Olgi Masiuk nastoletnia bohaterka wspomina swoją babcię kochającą baśnie, wszystkie wigilie u niej, w Sejnach – jest ciepło, wzruszająco ale i zagadkowo, a to za sprawą pewnego przepisu i chłopaka z ulicy. Anna Onichimowska tymczasem stworzyła iście historię kryminalną, w której dwie siostry za sprawą lornetki przyczyniają się wykrycia groźnych przestępców. Bardzo podobało mi się opowiadania Gortata o chłopcu, który nie chciał się uczyć. Rozgrywa się na granicy jawy i snu – dałabym do przeczytania każdemu szkolnemu opozycjoniście – ku przestrodze.

Ilustratorka, aby pewnie wzmocnić nastrój grozy, wprowadziła wiele czarnych stron. Ilustracje – dość liczne, też są tylko i wyłącznie w tej tonacji. Ciekawym zabiegiem było dołączenie płyty CD. Można posłuchać wieczorem, przy zgaszonym świetle. I co wy na to, bohaterowie?

Wiek 8+

Wydawnictwo Literatura







poniedziałek, 17 lutego 2014

U nas rycerze zawsze mają wzięcie. A tutaj to nie tylko opowieść o dawnych czasach, ale też i przygoda. Trójka przyjaciół – Lilly, Magnus i Albert, ma bowiem dostęp do Tajemniczego Tunelu, przez który można dostać się do przeszłości. Ukryty w piwnicy u Alberta stanowi nie lada atrakcję dla dzieciaków. Jedynie Albert musi zostać w teraźniejszości. Wyprawy do innych epok uniemożliwia mu wózek inwalidzki. Lilly i Magnus po odpowiednim przygotowaniu i przeszkoleniu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przemieszczają się o kilka wieków wstecz. Oczywiście wcześniej trzeba poznać epokę, stroje, zwyczaje, kulturę – by nie palnąć jakiejś gafy i nie znaleźć się w niebezpieczeństwie. I za taki historyczny trening jest odpowiedzialny właśnie Albert szukający w Internecie wszystkich możliwych informacji na dany temat.

Czarny rycerz to nie pierwsza część tajemniczego cyklu. Co rusz  w tekście można znaleźć wspominki o wcześniejszych wyprawach, co pomaga nam odnaleźć się w książkowej rzeczywistości.  W tej części dzieciaki śledzą czarny charakter: łotra Dubiosa, który za pomocą Tajemniczego Tunelu przedostał się do czasów Fryderyka II, gdzie udaje cesarz niemieckiego. Lilly i Magnus wiedzą, że trzeba go powstrzymać, inaczej sam tunel , a może i historia, mogą być zagrożone.

Książka wzbudziła spore zainteresowanie. Na pewno połączenie przeszłości i teraźniejszości jest dla dzieci szczególnie atrakcyjne. Zawsze można pomarzyć: ach, móc przenieść się w inne czasy. Do tekstu przemycono mnóstwo ciekawostek o codziennym życiu średniowiecznego miasta. Śmiechu było dużo, gdy byliśmy świadkami wylewania zawartości nocników przez okno prosto na ulicę. Zainteresowanie wzbudziły sposób jedzenia, karanie pod pręgierzem, rozstrzyganie sporów na rynku miasta, organizacja życia o różnych porach dniach - zwłaszcza wieczorem, kiedy nie można było wychodzić poza mury obronne. Dzieje się dużo, akcja jest urozmaicona przez wprowadzenie do niej czarnego charakteru. Ta postać (nie wiem jak to było w poprzednich częściach) nadaje całości smaczku i pikanterii, na pewno uatrakcyjnia fabułę.

Wiek 9+

Wydawnictwo Publicat



Na Julku i Julce wychowało się moje starsze dziecko. Przed laty poleciła nam pani w bibliotece i to był strzał w dziesiątkę. Teraz dobra wiadomość – kilka tygodni temu wydawnictwo Hokus Pokus wznowiło serię i wszystkie tomy są znów dostępne.

Julek i Julka to sąsiedzi, małe dzieciaki, które przeżywają najróżniejsze przygody. Annie M.G. Schmidt opisuje zwykłe zdarzenia dnia codziennego – a robi to tak, że 3-latki nie mogą się od nich oderwać. Krótkie teksty, w których niejedno dziecko odnajdzie siebie. Te same zabawy, zabawki, marzenia, problemy. Niektóre poważne, inne znów śmieszne (oj ten koszyk jabłek dla dziadka). W przypadku tej dwójki, sprawdza się jak najbardziej przysłowie, że kto się czubi, ten się lubi. Julek i Julka bowiem kłócą się czasami, mają wymianę zdań, ale zawsze po burzy wstaje słońce – to też dobra lekcja dla najmłodszych. Ale znaczną część swojego wolnego czasu bawią się – wyobrażają sobie mnóstwo rzeczy, podbierają rodzicom domowe rekwizyty, i co ciekawe, nie potrzebują tej całej otoczki, która jest tak charakterystyczna dla współczesnych milusińskich (na szczęście nie dla wszystkich) – mam na myśli, telewizory, komórki, tablety i et cetera. Z Julką i Julkiem króluje tylko i wyłącznie zabawa – na całego.

W pierwszej części maluchy poznają się, Julka wyprawia przyjęcie urodzinowe, dzieci pielęgnują swoje grządki w ogrodzie, bawią się w Świętego Mikołaja, obserwują przyrodę, opiekują się Patykiem i Lalanną. Jest wiele sytuacji, w której najmłodsi będą mogli identyfikować się z naszymi bohaterami. Teksty są krótkie i proste, na pewno się spodobają.

Druga kwestia to niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju czarne ilustracje Fiepa Westendorpa. Charakterystyczne zadarte noski, fryzury, białe oczy – dla wielu to kultowe ilustracje, do których na pewno z chęcią wróci się za lat kilka – naście czy -dziesiąt. Bardzo polecam już dla najmłodszych dzieci.

O części drugiej przed laty pisałam tutaj:) Pięć lat minęło, a tę parę nadal darzymy dużą sympatią:)

Wiek 3+

Wydawnictwo Hokus Pokus



niedziela, 16 lutego 2014

Tuwim istnieje w świadomości Polaków – na pewno przez literaturę dziecięcą. Nieśmiertelne, ciągle wznawiane, na nowo ilustrowane: Rzepka, Ptasie Radio, Lokomotywa., Okulary, Zosia Samosia. Mogłabym wymieniać długo. I pewnie jakbyśmy zrobili ranking najukochańszych wierszy – głosy byłyby tu podzielone i pewnie zwyciężyłyby te dla dzieci, choć twórczość Tuwima to przede wszystkim poezja poważna, piosenki kabaretowe i rewiowe i teksty polityczne. To też tłumacz. Na naszej półce stoją Bajki Puszkina – kupione wieki temu jeszcze za czasów licealnych – perełka, niesłychanie melodyczna poezja. To w końcu i brat Ireny Tuwimowej, poetki i tłumaczki. Któż nie zna jej nieśmiertelnego przekładu Kubusia Puchatka, książek Edith Nesbith czy cyklu o Mary Poppins.

Urbanek tym razem wziął pod lupę życie Wylęknionego bluźniercy, o którym śpiewała w piosence Grande Valse Brillante Ewa Demarczyk. Po lekturze książek Urbanka o Jerzym Waldorfie i Janie Brzechwie, wiedziałam, że mogę liczyć na solidne informacje, bez wielkich wystrzałów – bo Urbanek (i to na całe szczęście) nie szuka taniej sensacji, nie ma potrzeby dzielenia się z czytelnikami od dawna chowanymi po kątach rodzinnymi tajemnicami swoich bohaterów, właśnie co dopiero – dla zaspokojenia czytelniczej ciekawości - odkrytymi. Owszem jest mnóstwo informacji na temat życia rodzinnego, zawodowego. Jeśli autor podejmuje tematy: uczucia, małżeństwo, rodzina – robi to dystyngowanie, bez oceniania, szufladkowania, pozwalając nam czytelnikom na wyrobienie swojej własnej opinii na ten temat. Dotyczy to też kwestii politycznych, emigracji, życia w komunistycznej Polsce, kontaktów ze środowiskiem żydowskim. Lektura książki zbiegła się z pewnym artykułem prasowym o Tuwimie, gdzie nie zostawiono na nim suchej nitki za swego rodzaju służalczość wobec władzy komunistycznej. Urbanek przedstawia szeroki kontekst społeczny – historyczny. Oczywiście, że pojawiają się pytania: czy można było inaczej? Ale ta strefa to już prywatne odczucia czytelnika.

Mnie bardzo interesowało dzieciństwo Tuwima, jego lata młodzieńcze. Bo przecież interesując się literaturą nie można pominąć pytania – jak to się stało, że tak się to właśnie stało. Z jakich dzieci, z jakich młodych ludzi wyrastają takie osoby. A dzieciństwo Julka wcale nie wskazywało na to, że będzie to nestor polskiej poezji. Rojber jakich mało, pomiędzy jednym głupim pomysłem a drugim słuchał poezji, którą cierpliwie i z uczuciem czytała mu matka. Wiersze tak starannie przepisywane do osobistych kajetów, znane na pamięć, to niesłychanie ważna część dzieciństwa małego Julka. Relacje z młodszą siostrą Irenką, która często wspominała pierwsze rozstanie ze starszym bratem i jej płacz za szafą z tego powodu. W końcu relacje między rodzicami – niezbyt szczęśliwe. Lata szkolne, problemy z nauką (tak, tak), powtarzanie klasy. Głupia młodość, w której trzeba było nabyć nowych doświadczeń, zdobyć nauki, cieszyć się sławą, kłócić się z rodzicami o swoją przyszłość. Taki był życiowy strat Juliana Tuwima.

Tuwim, zbuntowany, ale z drugiej strony i wylękniony bluźnierca. Miłośnik książek. Autor kontrowersyjnych tekstów, za które nie zostawiano na nim suchej nitki. Słynna skandaliczna Wiosna wyuzdana, rozpustna, deprawująca młodzież i szerząca pornografię. Z drugiej strony sama słodycza – Dwa Michały, Kotek, Abecadło, Idzie Grześ, Słoń Trąbalski. Tuwim zbieracz – wszystkiego na temat ...szczurów i myszy. Potrafił tak się zorganizować, wykorzystać znajomości, by cały świat antykwaryczny w Europie wyszukiwał dla niego szczurologiczną literaturę. Takiego Tuwima nie znałam. W książce znajdziecie również kalendarium z życia poety, bogatą bibliografię i rozmowę z Ewą Tuwim – Woźniak, adoptowaną córką Tuwimów.

Wydawnictwo Iskry



sobota, 15 lutego 2014

Pewna kobieta bardzo pragnęła mieć maleńkie dziecko, ale nie wiedziała skąd by je wziąć. Poszła więc do czarownicy i rzekła:

- Tak bym chciała mieć malutkie dziecko. Powiedz mi, co tu zrobić, żebym je miała?

- O, to nietrudno! - odpowiedziała czarownica. - Znajdziemy na to radę. Masz tu ziarenko jęczmienia, ale to nie jest takie zwyczajne ziarenko, które sieją w polu albo sypią kurom pokarm - zasadź je starannie w doniczce od kwiatów, a zobaczysz, co z tego będzie.

- Dziękuję - rzekła kobieta i zapłaciła czarownicy dziesięć groszy, bo tyle ziarenko kosztowało.

Po powrocie do domu zasadziła je starannie w doniczce od kwiatów i zaraz pokazała się maleńka roślinka, okryła się pięknymi listkami, a w środku wyrósł kwiat złoto - purpurowy, podobny do tulipana, tylko zamknięty w pączek.

- Cóż to za prześliczny kwiat! - rzekła kobieta i tak była zachwycona, że całowała złote i czerwone płatki. W tej samej chwili kwiat z wielkim łoskotem otworzył się i w środku na zielonym dnie kielicha, gdzie zwykle mieści się słupek kwiatowy, stała sobie prześliczna mała dziewczynka.

Nazwali ją Odrobinką, gdyż była maluchna jak młoda pszczółka, tylko daleko zgrabniejsza.

Wiek 4+

Opracowała Cecylia Niewiadomska

Nasza Księgarnia, Warszawa 1982, wydanie VII

 


piątek, 14 lutego 2014

Moje pokolenie i trochę młodsze zna dobrze Anię. A współcześni? Mając do dyspozycji tak szeroką ofertę książek dla nastolatek – śmiem wątpić czy ta miłość, tak silna i „na zawsze” i „do końca”, trwa i dziś. Ze swojego podwórka wiem, że moja dziś 20- paroletnia siostra wcale nie jest pokoleniem Ani, ale Harrego Pottera. I to zdecydowanie. Dla Harrego gotowa była szwendać się po mieście o północy, aby kupić kolejny tom o małym czarodzieju. Nie wiem, czy byłaby zechciała wytknąć choć koniuszek nosa spod kołdry właśnie dla Ani. Owszem „Ania z Zielonego Wzgórza” pojawiła się na chwilę w rękach nastolatki, ale raczej z racji tego, że była lekturą szkolną. Pozostałe części – już nie. Bardziej znany jest film z niedoścignioną kreacją Megan Follows. Więc właściwie można powiedzieć – Ania jest znana i rozpoznawalna, niekoniecznie przez książkę.

Dlatego doceniam fakt, że pojawia się pomysł dotarcia do młodego czytelnika – poprzez nową wersję, ze świeżutkim i starannym tłumaczeniem, z kolorowymi ilustracjami. Niektórzy blogerzy pisząc o tej książce – rezygnują z podania treści – bo nie wypada powtarzać tego, co jest powszechnie znane. Ale czy tak jest w istocie? Czy dla współczesnej 13-latki, 14-latki jest jeszcze czas i miejsce na Anię? Czy dobrze ją znają? Czy nie wybierają one raczej wampirów, elfów, duchów, zombie? A jeśli znają takową osóbkę – to przypuszczam, że to raczej film jest górą, nie książka. A wiadomo – jak film – to w skrótach. Może się mylę. To moje pokolenie ze wzruszeniem pochyla się nad tą książka dzieciństwa, młodości. Porównuje ze starszymi wydaniami – moje z roku 1990, w tłumaczeniu Rozalii Bernsteinowej, z ilustracjami Bogdana Zieleńca.

Mam w rodzinie młodzież czytającą i Ania nie jest ich zdecydowaną faworytką. Dziś Ania – rzekłabym, jest dla koneserów czytania, lubiących delektować się niespieszną i trochę trącąca myszką prozą. Ach te liryczne zapędy młodej panny i ta jej wyobraźnia błądząca swoimi ścieżkami. To literatura do smakowania. Dzieje się i w tej części tak wiele, ale nie ma tu zawrotnej akcji. A pierwsze drgnienia serca Ani? Czy bardziej nie śmieszą niż wzruszają pokolenie, które NIE TAKIE rzeczy już widziało? Skradzione spojrzenia, całusy – też coś. A więc Ania zdecydowanie dla wrażliwców, którzy potrafią docenić piękno duszy i serca. A wartości o jakich mowa w tej książce? Dziś, kiedy wielu młodych (i starych) jest tak bardzo narcystycznie nastawionych do świata, ukierunkowanych na sukces, swoje szczęście osobiste – pewnie zdziwi empatia Rudzielca, który w swoim życiu kierował się też, jeśli nie zwłaszcza – dobrem innych. Oj, zestarzałaś się Aniu.

Po pierwszym tomie w nowym tłumaczeniu Pawła Beręsewicza przyzwyczaiłam się już do starych – nowych imion bohaterów. I ilustracje Sylwii Kaczmarskiej – też dodają uroku. Motywy florystyczne, delikatne, nienachalne. Pokryte kwieciem łąki, zwierzęta, bohaterowie o wyraźnych rysach. Trzymam kciuki za Anię, by nadal wydawała się atrakcyjna kolejnym pokoleniom.

Wydawnictwo Skrzat

czwartek, 13 lutego 2014

O akcji Czytam sobie wszędzie głośno – i chyba wszyscy jesteśmy dobrze zorientowani. Ale gdyby ktoś nie wiedział – można oczywiście zajrzeć tutaj. Od czasu do czasu dokupujemy pojedyncze tomy z poszczególnych poziomów. Przy zamówieniach dla nas zawsze wybieramy małe co nieco z tej serii – i jak dotąd były to zakupy baaardzo udane (tutaj – chyba najatrakcyjniejsza cena poszczególnych egzemplarzy).

Tytuł Kłopoty z mlekiem dla kota właściwie wszystko już wyjaśnia:) Adasiowi zabrakło mleka dla swojego pupila – w domu, w sklepie nie ma ani kropli. Dwójka przyjaciół wybiera się na wieś, gdzie całą sytuację ratuje pewna krowa.

Proste zdania, wybrane wyrazy do głoskowania, ilość wyrazów ( w poziomie 150-200), 23 podstawowe głoski (nie liczyłam – ściągnęłam info z okładki). Do tego ilustracje na każdej rozkładówce. Z perspektywy małego dziecka to poważna książka, w odpowiednim formacie, z historią opowiedzianą od a o zet. Przeczytana s-a-m-d-z-i-e-l-n-i-e. A to przecież najważniejsze. Bo przeczytać samemu książkę to nie takie hoho. A jaka potem wielka satysfakcja i frajda:) Na końcu naklejki i Dyplom sukcesu. Moim zdaniem nie jako dobro konieczne – ale dla pokolenia współczesnego uwielbiającego gadżety – może i istotne.

Wiek 5+

Wydawnictwo Egmont

środa, 12 lutego 2014

Tina Oziewicz już nie raz pokazała, że potrafi zaskoczyć, a każda jej książka to niespodzianka. Zastanawiam się skąd u niej taki zwariowany pomysł, aby napisać o dwóch  traktorzystkach i prehistorycznym gadzie. Takiej mieszanki jeszcze u nas w dziale pod tytułem „książka dziecięca” nie było. Moje pierwsze skojarzenie było oczywiście jednoznaczne: znane z historii hasło: „Kobiety na traktory”:) Tyle że tutaj jest bajkowo, choć nie zawsze sielsko, wyobraźnia działa na pełnych obrotach jak w silnikach polskich traktorów marki URSUS. Jednym słowem – to książka dla poszukujących nowych wyzwań, estetycznych doznań, eksperymentujących z książką, ilustracją, bajką. Bo tym samym Oziewicz udowadnia, że bajka może być o wszystkim. Kto wie, co było impulsem do napisania Traktorzystek? A nóż widelec – może autorka gdzieś zobaczyła właśnie talerz z wiadomym motywem  i przez myśl jej przeszło – ot napiszę o tym. Trochę kojarzy mi się to całe dinozaurowo – traktorowe szaleństwo z Andersenem. Był mistrzem opowiadania o przedmiotach, które były w zasięgu ręki. O których niekiedy trudno byłoby myśleć w kategorii bajki, baśni, magii, fantazji. Traktor jest dla wielu z nas czystą abstrakcją i nie istnieje jako takie w naszej świadomości bajkowej. Tymczasem traktorzystki wtargnęły do świata fantazji z wdziękiem i elegancją.

Dwie dziewczynki mieszkają na malowanym talerzu. Na początku nie mają nawet imienia. Za to są posiadaczkami motocykla i traktora. To na tych pojazdach przemierzają przestrzenie talerzowe wzdłuż i wszerz. Pewnego dnia słyszą tajemnicze słowo: PORCELANA, które tak bardzo im się podoba, że postawiają nazwać się Porce i Lana. Ich sielanka kończy się, gdy pewnego dnia talerz rozbija się na mnóstwo porcelanowych okruchów. Owo nieszczęście jest zarazem początkiem nowego życia bogatego w przygody. Dziewczynkom udaje się wyremontować traktor, tym razem z silnikiem motocykla. Udają się w miejsca, o których im się nie śniło, spotykają i przybraną babcię i tytułowego tyranozaura. Talerze, tapety, miejsca w pokoju to nowe lądy i cele, które trzeba odwiedzić, eksplorować.

Ilustracje Oli Woldańskiej – Płocińskiej są jak malunki na porcelanowej zastawie. Jak motywy na tapetach. Wyraźne, soczyste kolory, mnóstwo szczegółów. Obce światy z prehistorycznymi olbrzymimi paprociami, lub te bardziej sielskie i domowe z pokrytymi kwieciłem wzgórzami. Znacie pewnie ilustracje pani Aleksandry z „Pierwszych urodzin Prosiaczka”, „Marchewki z groszkiem”. Będziecie i tu ukontentowani.

Wiek 5+

Wydawnictwo Czerwony Konik



wtorek, 11 lutego 2014

W kolejnej części serii „Dzieci filozofują” Oscar Brenifier bierze pod lupę dobro i zło. Ale wcale łatwo nie jest – autor absolutnie nie kreśli wyraźnej granicy, nie definiuje jednoznacznie tych pojęć. Nie myślmy więc, że książka uprości nam życie. Wręcz przeciwnie. Niekiedy granica między dobrem a złem balansuje na cieniutkiej niteczce, wszystko zależy od kontekstu, momentu w życiu. Na pewno zło nie jest tylko czarne, a dobro białe.

Brenifier dzieli książkę na 6 części – i stawia pytania, prowokująco na nie odpowiada wywołując tym samym lawinę kolejnych znaków zapytania. Prawo, uprzejmość, posłuszeństwo, słowa, wolność, pomoc innym. To tak ogólnie, bo każde z powyższych zagadnień autor rozkłada na czynniki pierwsze i drąży, drąży – uparcie, zmuszając do myślenia, do snucia swoich wizji świata. Bo czy można kraść jedzenie? Oczywiście, że nie – to odpowiedź natychmiastowa. Ale jest przecież tak mnóstwo tych „ale”. Przecież kradzież to coś ZŁEGO. Tak, ale... Kto powiedział, że to coś złego? Czy nie można na różne sposoby pojmować tego, co dobre i złe? Dlaczego miałbyś nie robić złych rzeczy? Czy w życiu da się robić wyłącznie to, co dobre? No, ale w końcu nie powinienem brać tego, co nie jest moje. Tak, ale.. Co, gdybyś miał umrzeć z głodu? Czy to czasem nie jest argument ludzi, którzy mają co jeść, ale nie chcą się podzielić?

Prawda, że można zapędzić się w kozi róg? Ale z takich filozoficznych rozmów z dziećmi wychodzą mądre i wartościowe rzeczy. Czytanie książki wybiega poza utarty schemat, toczy się już w innej przestrzeni, dotyka tak wielu delikatnych i ważkich zagadnień. Książka to tylko punkt wyjścia do poznania siebie i świata.

Filozofia zwykle kojarzy się z czymś baaaardzo poważnym i dla starych ludzi. Pierwszych filozofów postrzegamy często jako nobliwych starców o srogim obliczu, z brodami i łysinami. Dowcipne ludziki Clémenta Devauxa sprawiają, że jakoś inaczej zaczynamy to filozofowanie postrzegać. Że to coś dla ludzi – zwykłych, takich jakich spotyka się na ulicy. I dla dzieci. I nie tyczy tylko nabzdyczonego Być albo nie być, ale też szacunku, prawdomówności, pomagania innym. Filozofia na wyciągniecie ręki, bardzo przystępna, na co dzień – w tym przypadku akurat tak.

Wiek 6+

Wydawnictwo Zakamarki



piątek, 07 lutego 2014

Ta książka pojawiła się już kiedyś na moim blogu - tyle że w nowszym wydaniu i z ilustracjami Anny Wielbut. Wspomniałam wtedy o starym wydaniu z ilustracjami Olgi Siemaszkowej. Odkryłam je niedawno w naszej wiejskiej bibliotece - w całkiem dobrym stanie, choć okładka już szarobura.

O książce pisałam tutaj.

Wiek 4+

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

czwartek, 06 lutego 2014

Na fali zainteresowań końmi przeczytaliśmy książkę z wielką przyjemnością. Do tych krótkich opowiadań dołożyliśmy i kilka swoich – zwłaszcza o pewnym Maćku, którego portrety zawisły nad łóżkiem mojego Starszego. Razem 15 krótkich historii które też z powodu długości i wielkości liter nadają się do początkujących czytelników. Bohaterami są oczywiście konie, w różnych miejscach na ziemi. Niektóre historie bardzo realne, inne jak z bajki. Jedne śmieszne, inne znów chwytające za serce. Australia, daleka afrykańska Namibia nad Oceanem Atlantyckim, rodeo w Teksasie to znów zwykłe wiejskie podwórko, jakich mijamy dziesiątki po drodze. Obok koni - dzieci – zaprzyjaźnione ze zwierzętami, walczącymi o ich życie, godność. Niektóre opowiadania jak baśnie – rozgrywające się na granicy jawy i snu.

Podchodziłam do nich sama trochę sceptycznie – to pewnie wina zbyt słodkiej okładki – ale środek mile zaskoczył. Pewnie spodoba się miłośnikom tych zwierząt – znajdziecie tu wiele ciekawych informacji na temat zwyczajów koni, ich pielęgnacji, charakteru. Na końcu najczęstsze umaszczenie konia – kilka znaliśmy: gniadą, kasztanowatą, siwą, srokatą. Ale: cisowej, myszatej to nie. Zamiast ilustracji – wielkie fotografie koni – zdecydowanie lepsze niż ta na okładce.

Wiek 7+

Wydawnictwo Debit



środa, 05 lutego 2014

Najnowsze Odkrywanie świata jest poświęcone starożytnemu Egiptowi. Oczywiście początek to Nil, bo bez tej świętej rzeki nie byłoby tak wspaniałej cywilizacji. Wszak sam Egipt nazywany był darem Nilu. Faraonowie, piramidy, doskonale zorganizowana administracja, armia, budowle, bóstwa i świątynie, rolnictwo i myślistwo, wytwarzanie żywności, papirus, podatki, mumie.

Książka dotyka najważniejszych i najciekawszych aspektów życia. Pewnie zainteresuje młodsze dzieci jak i te, które mają podobne tematy w szkole na lekcjach historii. Ciekawe rozdziały znajdziecie na końcu – dotyczą one badań i odkryć archeologicznych oraz ratowania śladów przeszłości. Współczesne badania to nie grzebanie w piasku i bieganie z łopatką i miotełką, ale wykorzystanie najnowocześniejszych technologii: skanerów, sond, rezonansu magnetycznego. Okaże się też, że wiele wynalazków tak potrzebnych czy w dniu codziennym czy w życiu zawodowym, zawdzięczamy właśnie Egipcjanom: metalowa piła, waga, żaglowiec, szkło, pion murarski.

Co jedli, jak często się myli, co ubierali, jaką tajemnice kryły hieroglify? - na te i inne pytania odpowiedź znajdziecie w tej książce. Każda rozkładówka – to inny temat – ciekawie i przystępnie opracowany, bogato ilustrowany. Ciekawostki, fakty, hipotezy.Dla chcących wiedzieć więcej:)

Wiek 7+

Wydawnictwo Olesiejuk



poniedziałek, 03 lutego 2014

Lotta z ulicy Awanturników razy trzy – to gratka dla miłośników Astrid Lindgren. Trzy książki w jednej – świetnie zilustrowane przez fantastyczną i dla wielu – kultową, Ilon Wikland, w dużym formacie. I w dobrej cenie. Na okładce moja ulubiona ilustracja – Lotta na huśtawce i spadające bieluśkie płatki z kwitnących drzew. Zamarzyła mi się wiosna:) A takie książki sprawiają, że jakoś cieplej na sercu. Wzruszam się, roztkliwiam nad tą Lottą, zatrzymuję na dłużej – wierzcie mi – naprawdę warto. W głowie ciągle tkwi mi historia z innej książki (Portrety Astrid Lindgren), o tym jak pewnego dnia do Astrid, do redakcji wydawnictwa, w którym pracowała, przyszła młodziutka, zaledwie 23-letnia kobieta – z maleńkim dzieckiem na ręku. To uciekinierka z Estonii, ilustratorka - szukała pracy. I tak już zostało – Ilon Wikland, bo to ona była tą młodą mamą, jest autorką wizerunku dzieci z Bullerbyn, Madiki, Lotty i wielu innych.

Lotta nie umie jeździć na rowerze. Choć twierdzi z przekorą, że umie, oczywiście, że umie. I to na takim prawdziwym, dwukołowym. Dziecięcy rowerek jej nie interesuje. Ma nadzieję, że dostanie rower na urodziny. Kiedy wśród prezentów jednak go nie znajduje, wówczas postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Pożycza sobie wielki rower, taki dla dorosłej osoby, z rupieciarni cioci Berg, a już za chwilę mknie z górki na pazurki wzdłuż ulicy Awanturników. Można sobie tylko wyobrazić, jak skończy się ta pierwsza rowerowa przejażdżka. A co przyniesie jeszcze dzień urodzin? Przecież jeszcze się nie skończył. Może jakąś nową niespodziankę?

Właśnie nadchodzą święta Bożego Narodzenia – i pojawia się problem. Brakuje choinek w całym miasteczku. Tacie nie udaje się jej kupić. Ale Lotta się nie poddaje – robi wszystko, by bożonarodzeniowe drzewko znalazło się w jej domu. Pomagają jej odwaga, upór i … przypadek. Ale cóż – cuda się zdarzają.

Zbliża się Wielkanoc i akurat w tym momencie miejscowy sklepikarz Vasilis zwija swój interes. Pech – bo skąd wziąć teraz wielkanocne zajączki i jajka dla dzieci. Rodzice są zmartwieni – nie wiedzą jednak, że Lotta już wcześniej zatroszczyła się o święta i ma swoje słodkie tajemnice.

Uporządkujmy to teraz według tytułów:

Pewnie, że Lotta umie jeździć na rowerze

Pewnie, że Lotta umie prawie wszystko

Pewnie, że Lotta jest wesołym dzieckiem

Historie o Lotcie to opowieści o dzieciństwie, w których nie brakuje codziennych radości i smutków. To troska o innych, nauka odpowiedzialności i samodzielności, zabawy na świeżym powietrzu.

Książka jest bardzo ładnie wydana, szyta, z płóciennym grzbietem, na grubych kartkach w kolorze złamanej bieli.

W części rowerowej Lotta spotkała samą Astrid. Rozpoznajecie ją w osobie kominiarza?



Wiek 3+

Wydawnictwo Zakamarki



niedziela, 02 lutego 2014

Nastrojowa i ciepła opowieść o perypetiach pewnej mysiej rodzinki. Myszy polnych – dodam, bo jak się okazuje - to ważne, a z różnic między nimi a myszkami hodowanymi w ogóle nie zdawaliśmy sobie sprawy. A te – jak się okazuje, są istotne.

Mysia rodzina w składzie: mama-mysz, tata-mysz i ich pięć córek. Wiedzie sobie ona spokojny żywot u boku ludzi – panny Maryli i jej brata Henryka. Nic nie zaburza jej spokoju. Już jakiś czas temu myszy zajęły stary kredens w Domku pod Kocią Łapką. Organizują w nim swoje życie – jedzenie i czas wolny. No i przy każdej okazji poznają swoich gospodarzy. Obserwują ich zachowania i zwyczaje (ach te oczy spozierające zza zielonej paprotki:) Nieźle orientują się w ludzkim kalendarzu świąt – o czym za chwilę, znają ludzkich gości, odkrywają co rusz coś nowego w Domku.

Nadszedł grudzień i są świadkami gorączkowych przygotowań do świąt Bożego Narodzenia, one same rywalizują o tytuł Mysiuli – Mądruli, na drzwiach wejściowych zawisła kołatka w kształcie kociej łapki, w końcu – pojawia się pewien gość ze świata z zewnątrz.

Dzieje się wiele, a wszystko w zimowym i nastrojowym klimacie mroźnego grudnia. Do tego charakterystyczne ilustracje Aleksandry Kucharskiej – Cybuch, zapach świątecznych potraw, specyficzny klimat starego domu. Warto odwiedzić Dom pod Kocią Łapką.

Wiek 5+

Wydawnictwo Ezop